>Lekka przesada, to raczej świadczy o dobrej współpracy PIS z episkopatem Polski, który jest traktowany jak zespół ekspertów w sprawach etyki.
Z kolei nazwanie episkopatu "zespołem ekspertów" jest wybitnym niedomówieniem.
W praktyce wygląda to tak że najczęściej projekt czegokolwiek co może się dla "zespołu ekspertów" okazać kontrowersyjne, najpierw ląduje na półkę. W końcu po co denerwować "ekspertów"? Nie pomaga fakt że "eksperci" są wybitnie drażliwi i sami definiują w czym są ekspertami.
Jak już projekt wraca z półki, to z kolei działa autocenzura (a być może i wcześniej) i nasi posłuszni posłowie sami "skastrowują" projekt do stanu w którym wg nich będzie do zaakceptowania przez naszych "eskpertów" od wszystkiego. Oczywiście "eksperci" (słusznie) nie mają zaufania do takich baranów jak nasi posłowie i z miejsca powołują "komisję wspólną" gdzie odbywa się kolejne rozciąganie kompromisu w kierunku zgodnym z nauką Kościoła.
Popatrz na in vitro, które zostało wprowadzone przez PO "rzutem na taśmę" i w zasadzie nie zdążyło się dobrze rozwinąć kiedy obecny rząd właściwie je obciął.
Swoją drogą niepojęte czemu akurat z zespołu gości którzy mają na koncie takie występki jak molestowanie, skandaliczne wypowiedzi na temat pedofilii, jazdę po pijaku czy zagrania finansowe na granicy malwersacji ("sakralne daniele") rekrutuje się "ekspertów" w sprawach etyki.
|