Racjonalista - Strona głównaDo treści
Praktykujący ateista - wewnętrzny konflikt

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Kościół i antyklerykalizm
NapisanoAutorTytuł
09-11-2016 19:39Tomek87 (3 punktów)Praktykujący ateista - wewnętrzny konflikt
Ocena 1 na 1
Chciałbym zapytać, czy ktoś z Was był w podobnej sytuacji, bądź spotkał się z taką osobą jak właśnie ja sam, czyli tradycyjnie wychowanego rzymskiego katolika, niegdyś głęboko wierzącego, ale po paru latach bezowocnej walki o wiarę, czującego się teraz bardziej jako ateista, a mimo wszystko, dalej odczuwającego potrzebę praktyk religijnych, niejako z wewnętrznej potrzeby, a wręcz przymusu.

Zwątpienie i niewiara pojawiały się we mnie praktycznie od zawsze, jednak dopiero 5 lat temu, po głębokiej rozmowie z księdzem, doszedłem do wniosku, że tych myśli nie mogę wypierać z siebie, i udawać, że nie ma problemu, tylko zaakceptować, że te wątpliwości faktycznie są częścią mnie.

Przez te 5 lat, dalej szukałem powrotu do wiary i Boga, ale widzę, że moja niewiara się znacznie pogłębiła.

Obecnie, dalej chodzę na mszę niedzielną, nawet chodzę do spowiedzi kilka razy w roku, ale to wszystko ze świadomością, że w gruncie rzeczy nie wierzę w nadprzyrodzoność całej rytualności religijnej. Gdy w niedzielę przyjdzie do mnie myśl, by nie iść na mszę, czuję jakiś niepokój wewnętrzny, jakąś potrzebę, by tam jednak pójść, bo inaczej niedziela będzie jakaś pusta.

W modlitwie, jest u mnie już znacznie inaczej. Pacierz i formułki modlitewne uznałem już te 5 lat temu za konieczne do zmiany, bo w żaden sposób nie potrafię mieć poczucia użyteczności zwracania się do Kogoś, o Kogo istnieniu wątpię. Modlitwa wstawiennicza, błagalna, dziękczynna też z tego samego powodu do mnie nie przemawia. Jedyne formy modlitwy, do tej pory praktykowane przeze mnie, to oprócz "odklepanych" formułek, gdy jest taka konieczność zewnętrzna (pokuta, na obrzędach religijnych), opierają się na kontemplacji życia i śmierci, nieskończoności, wyciszeniu się wewnętrznym (filokalia) oraz jakiejś formie medytacji ignacjańskiej.

Często poruszałem ten temat na spowiedzi, ale zawsze księża poza jakimiś radami na umocnienie wiary, stwierdzają, że to normalne wątpić, i że kiedyś to minie. Przytaczają też przykład Św. Matki Teresy z Kalkuty.

W jaki sposób pogodzić w sobie te sprzeczności? Racjonalnej niewiary, na pewno agnostycznej, a nawet ateistycznej, gdyż nie tylko nie wierzę w Boga, co i w życie po śmierci. A z drugiej strony te wyuczone, emocjonalne odruchy rytuałów katolickich?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Pan Leming (674 punktów)
Jak się nad tym zastanawiam to nigdy nie spotkałem się z kimś takim. Zawsze była faza wierzącego-niepraktykującego. Czyli rezygnacja z praktyk poprzedzała całkowity brak wiary. Jednak Ty autentycznie chcesz wierzyć z jakichś powodów. Dlaczego?

www.focus.pl/przyroda/kto-wrobil-lemingi-11157
Mietekz (25 punktów)
Stwierdzenie o racjonalności niewiary jest twoim osobistym poglądem. Dla mnie niewiara jest nieracjonalna.
jetson (46 punktów)
>Dla mnie niewiara jest nieracjonalna.
Dlaczego niewiara jest nieracjonalna? Na czym, jak nie na rozumie, opiera się niewiara?

Lepiej iść po sladach, niż po trupach.
Stefanowicz (2544 punktów)
(zablokowany)
Kościół może zastąpić muzeum, jakiś zabytek. Kościół nie ma monopolu na duchowość. Dotykasz muru zamku, wyobrażasz sobie bitwę sprzed 1000 lat. Jest taki fajny cytat z "Pocztu cesarzy rzymskich" Krawczuka: "Cesarz, jak wielu ludzi władzy w starożytności i w czasach późniejszych, żywił cześć do struktur ogromnych i monolitycznych, pragnął integrować, łączyć, ujednolicać." Kościół jest taką monolityczną strukturą - dosłownie i w przenośni.
piotr35 (1843 punktów)
>odczuwającego potrzebę praktyk religijnych, niejako z wewnętrznej potrzeby, a wręcz przymusu

Żyłeś wiele lat w określonym środowisku religijnym, które zaprogramowało cię do określonych zachowań.
To podobnie jak z kompleksami, np. gdy ktoś został przekonany, ze ma brzydki nos. Całe lata rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, przyjaciele, rówieśnicy, nauczyciele, ksiądz, itd. przekonali go do "krzywizny nosa" i teraz potrzeba tez lat i wielu ludzi, aby wybić mu z głowy to kłamstwo. Ty jesteś chyba w swoim przekonaniu sam w swoim środowisko, wiec i czasu potrzebujesz więcej.

Polecam :
www.racjonalista.pl/kk.php/s,1997
www.youtube.com/watch?v=zbWueongGzU
10-11-2016 10:43 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)

>To podobnie jak z kompleksami, np. gdy ktoś został przekonany, ze ma brzydki nos. Całe lata rodzice, rodzeństwo, dziadkowie, przyjaciele, rówieśnicy, nauczyciele, ksiądz, itd. przekonali go do "krzywizny nosa"

O ile zrozumiałem autora wątku, to nie ma on żadnych PRZEKONAŃ zgodnych z kościelnymi, tylko odczuwa potrzebę wykonywania pewnych czynności, podobnie jak nikotynista, który wcale nie jest przekonany, że papierosy są zdrowe. Jednak chodzenie na mszę nie powoduje raka i chorób serca. Pewne schorzenia natomiast grożą tym, którzy księdzowych nauk słuchają i traktują je jako prawdę objawioną - ale na to, jak rozumiem, akurat się uodpornił.
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)
>O ile zrozumiałem autora wątku, to nie ma on żadnych PRZEKONAŃ zgodnych z kościelnymi, tylko odczuwa potrzebę wykonywania pewnych czynności, podobnie jak nikotynista, który wcale nie jest przekonany, że papierosy są zdrowe. Jednak chodzenie na mszę nie powoduje raka i chorób serca. Pewne schorzenia natomiast grożą tym, którzy księdzowych nauk słuchają i traktują je jako prawdę objawioną - ale na to, jak rozumiem, akurat się uodpornił.

sam fakt, że toczy się rozmowa na temat Boga jest dowodem na niepogodzenie się wypowiadających się na to że może istnieć. ludzie nie dopuszczają że może czy tam istnieje i chcą dla wew. spokoju (żeby go wreszcie zaznać ) udowodnić że On jednak nie istnieje i Go nie ma - co im się nie udaje.

Powiedzmy sobie szczerze: Po co rozmawiać o latających kucykach z ich wyznawcami?
W tej grupie nie znajdziemy możliwości do dialogu, bo sam fakt że uwierzyli w latające kucyki sprawia że nie są zdolni do weryfikacji tego w co wierzą.

Załóżmy ktoś uwierzył w latającego kucyka i chcemy się dowiedzieć dlaczego i też o to go zapytamy: dlaczego wierzy?
Jego odpowiedź będzie mętna i nielogiczna albo nielogicznie spójna - nikt normalny nie wierzy w kucyki - dlatego jak w sposób logiczny go przekonać co do błędnego przekonania?

i pośród wierzących czy ateistów znajdziemy wyznawców latających kucyków.
18-11-2016 22:59 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)Latające kucyki

>Powiedzmy sobie szczerze: Po co rozmawiać o latających kucykach z ich wyznawcami?

Można znaleźć całkiem niemało powodów:

-Psychiatra musi poznać urojenia, jeśli chce je wyleczyć
-Nawet jeśli nie bawimy się w psychiatrów, to poznanie wariata zwiększa naszą wiedzę o ludzkiej psychice
-i często jest zabawne
-Urojenia mogą być ciekawą inspiracją dla bajek o latających kucykach
-Możemy poczuć się lepsi z tego powodu, że nie wierzymy w latające kucyki
-A może, kurna chata, jednak istnieją latające kucyki? Fajnie byłoby mieć jednego.
-Tak czy inaczej, to ciekawszy temat niż piłka nożna, a mniej denerwujący, niż polityka.
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)
Odp: Praktykujący ateista - wewnętrzny konflikt
>Można znaleźć całkiem niemało powodów:
>-Psychiatra musi poznać urojenia, jeśli chce je wyleczyć
jak już chcesz być tak "zabawny" to napisze jeszcze słowo "idiota", mam taki odruch wew. że jak ktoś powie idiota to się śmieje. widzę u ciebie taki mechanizm działa na słowa "urojenia" i "psychiatra".

>-Nawet jeśli nie bawimy się w psychiatrów, to poznanie wariata zwiększa naszą wiedzę o ludzkiej psychice
bo wariat to = wariat. zero godności dla niego i wysyłka na madagaskar.

>-i często jest zabawne
widzę że masz gówniane pojęcie co jest śmieszne, a co zabawne.

>>Powiedzmy sobie szczerze: Po co rozmawiać o latających kucykach z ich wyznawcami?
>>W tej grupie nie znajdziemy możliwości do dialogu, bo sam fakt że uwierzyli w latające kucyki sprawia że nie są zdolni do weryfikacji tego w co wierzą.
>-Urojenia mogą być ciekawą inspiracją dla bajek o latających kucykach
bardzo ciekawy komentarz podejmujący dyskusje z twierdzeniem, że jeżeli jesteś ateistą, to jakakolwiek rozmowa o religii czy Bogu nie ma sensu. ponieważ każdy argument (sensowny) będzie odrzucany gdyż taka osoba wie, że Bóg nie istnieje.

jeżeli jedna twierdzisz że takich argumentów nie ma to znaczy, że udowodniłeś że Bóg nie istnieje.
19-11-2016 10:52 
 Ocena 1 na 1
ZaKotem (8733 punktów)

>>-Psychiatra musi poznać urojenia, jeśli chce je wyleczyć
>jak już chcesz być tak "zabawny" to napisze jeszcze słowo "idiota", mam taki odruch wew. że jak ktoś powie idiota to się śmieje.
Ja tak nie mam, ale według życzenia: idiota.

>widzę u ciebie taki mechanizm działa na słowa "urojenia" i "psychiatra".
Cóż, ja nie widzę. Uznałem to słowo za właściwie opisujące przekonanue o istnieniu latających kucyków, ale może się mylę. Podaj inne, dostosuję się.

>>-Nawet jeśli nie bawimy się w psychiatrów, to poznanie wariata zwiększa naszą wiedzę o ludzkiej psychice
>bo wariat to = wariat. zero godności dla niego i wysyłka na madagaskar.
Ja tak nie uważam, skoro, jak widzisz, rozmawiam i wcale cię nie obrażam. Nie ma nic złego w byciu wariatem

>>-Urojenia mogą być ciekawą inspiracją dla bajek o latających kucykach
>bardzo ciekawy komentarz podejmujący dyskusje z twierdzeniem, że jeżeli jesteś ateistą, to jakakolwiek rozmowa o religii czy Bogu nie ma sensu.
Zadajesz pytanie o latające kucyki. Odpowiadam na nie. Jak nie lubisz, gdy ludzie odpowiadają na pytania, to ich nie zadawaj.

> ponieważ każdy argument (sensowny) będzie odrzucany gdyż taka osoba wie, że Bóg nie istnieje.
>jeżeli jedna twierdzisz że takich argumentów nie ma to znaczy, że udowodniłeś że Bóg nie istnieje.
Uważam, że takiego argumentu dotąd w życiu nie spotkałem, podobnie jak latającego kucyka. Nie jest to dowód na nieistnienie jednych i drugich. Jest to natomiast praktyczny POWÓD do tego, aby się ich nie spodziewać.
>
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)
nie obrażam się za słowa o wariatach, bo nim zwyczajnie nie jestem. jeżeli uważasz inaczej nie jest to moim problemem.

>>jeżeli jedna twierdzisz że takich argumentów nie ma to znaczy, że udowodniłeś że Bóg nie istnieje.
>Uważam, że takiego argumentu dotąd w życiu nie spotkałem, podobnie jak latającego kucyka. Nie jest to dowód na nieistnienie jednych i drugich. Jest to natomiast praktyczny POWÓD do tego, aby się ich nie spodziewać.

miałem na myśli to, że jeżeli ktoś jest w stanie uwierzyć w latające kucyki czyli coś irracjonalnego to wówczas jak przekonać kogoś że się myli? np. powiesz kucyki nie istnieją, bo budowa anatomiczna konika wyklucza istnienie skrzydeł itp. a ta osoba będzie dalej brnęła w uzasadnienie swojej teorii odpierając takie argumenty. BO przecież wierzy w kucyki to skoro już wierzy to przyjmuje to za aksjomat. Nie ma pola do dyskusji. Znaczy jest, ale takowa nie ma sensu.

to coś irracjonalnego można porównać do ateizmu. zauważmy że ateiści przyjmują że Bóg nie istnieje ze względu na ewolucję czy inne odkrycia naukowe. bo ateiści sobie wyobrażają, że Bóg wziął glinę i zaczął lepić Adama, a potem rach ciach żebro wyciągnął i powstała Ewa.

no proszę was.
tarkos (10757 punktów)
> BO przecież wierzy w [latające] kucyki to skoro już wierzy to przyjmuje to za aksjomat. Nie ma pola do dyskusji.
Zatem wiara poprzedza tu jakiekolwiek rozeznanie w świecie, lecz przyjmuje ad hoc byle śmieć i twardo się tego trzyma?

> to coś irracjonalnego można porównać do ateizmu.
Przeciwnie - ateizm, wynikły wszak ze sceptycyzmu, NIE opiera się na dogmacie - racjonalnie przyjmuje to, co wynika z doświadczenia i obserwacji.
[Jeśli nawet posiłkuje się opisem aksjomatycznym, to aksjomaty traktuje jak założenia robocze a nie "święte krowy" (tu: "kucyki")).]

> ateiści sobie wyobrażają, że Bóg..
Wolne żarty - ateistom "Bóg" zbędny (wprost z definicji bezbożnictwa) - to nie ich cyrk, a i wyobraźni szkoda.
>
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)
>> BO przecież wierzy w [latające] kucyki to skoro już wierzy to przyjmuje to za aksjomat. Nie ma pola do dyskusji.
>Zatem wiara poprzedza tu jakiekolwiek rozeznanie w świecie, lecz przyjmuje ad hoc byle śmieć i twardo się tego trzyma?
Tak właśnie o tym mówię. Tylko tu chodzi o to że jak jest w stanie przyjąć pogląd który jest sprzeczny z logika,to niemożliwa jest dyskusja. Nawet kiedy będzie używał sensownych argumentów to będą się odnosiły do fałszywego twierdzenia.

Np. dyskusja z panami od płaskiej ziemi.
ZaKotem (8733 punktów)latające kucyki cd.

>miałem na myśli to, że jeżeli ktoś jest w stanie uwierzyć w latające kucyki czyli coś irracjonalnego to wówczas jak przekonać kogoś że się myli? np. powiesz kucyki nie istnieją, bo budowa anatomiczna konika wyklucza istnienie skrzydeł itp. a ta osoba będzie dalej brnęła w uzasadnienie swojej teorii odpierając takie argumenty. BO przecież wierzy w kucyki to skoro już wierzy to przyjmuje to za aksjomat. Nie ma pola do dyskusji. Znaczy jest, ale takowa nie ma sensu.
Na pewno ma jakiś powód, dla którego wierzy w latające kucyki, nawet jeśli sam go nie zna. Może miał widzenie. Może ktoś godny zaufania mu o nich powiedział. Może wszyscy w jego rodzinie w nie wierzyli. Może bardzo chciałby mieć takiego kucyka i nie odróżnia pragnień od faktów. Żeby go przekonać, trzeba najpierw poznać te powody, a to możliwe jest tylko gdy poznamy jego samego. Aczkolwiek jeszcze należy sobie zadać pytanie, dlaczego w zasadzie mielibyśmy go przekonywać.

>to coś irracjonalnego można porównać do ateizmu. zauważmy że ateiści przyjmują że Bóg nie istnieje ze względu na ewolucję czy inne odkrycia naukowe.
Ateiści przyjmują, że Bóg nie istnieje dlatego, że nie widzą powodu, aby przyjąć, że Bóg istnieje.

> bo ateiści sobie wyobrażają, że Bóg wziął glinę i zaczął lepić Adama, a potem rach ciach żebro wyciągnął i powstała Ewa.
>no proszę was.
No proszę ciebie. Ateiści mogą sobie wyobrazić zarówno powyższe, jak i coś zupełnie innego, co tylko jest wyobrażalne. Ateiści nie są w stanie jedynie wyobrazić sobie takiego Boga, który nie ma żadnych opisywanych cech ani nie robi nic obserwowalnego. Takie juz mają ograniczenie wyobraźni i nie wyobrażam sobie sposobu naprawy tego.
ZaKotem (8733 punktów)Odp: Praktykujący ateista - wewnętrzny konflikt

>W jaki sposób pogodzić w sobie te sprzeczności? Racjonalnej niewiary, na pewno agnostycznej, a nawet
>ateistycznej, gdyż nie tylko nie wierzę w Boga, co i w życie po śmierci. A z drugiej strony te
>wyuczone, emocjonalne odruchy rytuałów katolickich?

No cóż, ja tak nie mam, bo wszelkie rytuały i celebry, także te zupełnie niereligijne, są dla mnie niedorzeczne. Ale ludzie są różni i chyba większość takie potrzeby ma, a religie je zaspokajają. Jestem przekonany, że z podobnej, jak twoja, sytuacji, zrodziła się masoneria - jakiejś grupie ludzi zupełnie nie pasowało to, co Kościół głosił, ale z rytuałów i celebracji ani myśleli rezygnować.

Takich "niewierzących praktykujących" w Polsce jest mnóstwo. Moim zdaniem nie ma nic obludnego czy nieuczciwego w uczestniczeniu w rytuałach, które z jakichś powodów się lubi. Jeśli i swoich znajomych, i nawet księdza informujesz o swych poglądach, to jesteś w porządku. Najważniejsze, aby o tym poinformować także dzieci, jeśli je masz lub będziesz mieć, i nie skłaniać ich do wiary w to, w co sam nie wierzysz.
mrSpock (2845 punktów)
Nie wiem, może się mylę ale mam wrażenie, że Twój kontakt z kościołem, to jakiegoś rodzaju uzależnienie. Wstydzisz się sam przed sobą swojej niewiary? Z wiarą (religijną) jest jak z papierosami, rzucasz i nic nie tracisz. Przeciwnie zyskujesz dużo więcej.
Duch Prawdy (14787 punktów)
Jako niewierzący możesz zostać wyznawcą Religii Prawdy, a w niedziele zamiast chodzić do kościoła idź na spacer do lasu, parku, nad rzekę...
www.racjonalista.pl/forum.php/s,660262

Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
Jużnieborek (579 punktów)
>wszystko ze świadomością, że w gruncie rzeczy nie wierzę w nadprzyrodzoność całej rytualności
>religijnej. Gdy w niedzielę przyjdzie do mnie myśl, by nie iść na mszę, czuję jakiś niepokój
>wewnętrzny, jakąś potrzebę, by tam jednak pójść, bo inaczej niedziela będzie jakaś pusta.

Dyskomfort psychiczny który odczuwasz może mieć różne przyczyny. Albo wynika stąd, że odczuwasz pewnego rodzaju pustkę i dezorientację nie wykonując w zwykłym czasie utrwalonych, nawykowych czynności (dobrze jest nauczyć się czymś ten czas wypełniać) - albo nie do końca jest prawdą, że przestałeś wierzyć. "Nie wierzę w Boga, ale się go boję"

To, co napisałeś jest niejednoznaczne. Ze stwierdzenia "nie wierzę w nadprzyrodzoność całej rytualności religijnej" może, ale nie musi wynikać ateizm. Rozważ spokojnie, jak jest z tym u Ciebie. Nie musisz się do niczego zmuszać.
meuszjkl (95 punktów)
Sądzę że może być to blokada pełniąca funkcje obronne organizmu. Wystarczy żebyś przestał myśleć w tych kwestiach a szybko znów staniesz się rasowym katolikiem .

W podświadomości chcesz wierzyć bo zapewnia ci to psychiczny komfort, jak wielu chciałbyś żeby jednak po śmierci coś było - jest to główny powód dla którego ludzie nie potrafią z łatwością odrzucić wiary i raczej są niechętni ku racjonalnemu myśleniu w tych kwestiach. Choćby z racji tego że w świetle takiego rozumowania życie jest pozbawione jakiegokolwiek większego sensu a problemy egzystencjalne narastają. Ciężko pogodzić się z tym że nie dostanie się żadnej nagrody czy kary, zupełnie nic, znikasz i cześć. Stąd też popularny agnostycyzm, silny czy to słaby, ale przede wszystkim uznający że tak naprawdę nie mamy bladego pojęcia na czym stoimy - dołączając do tego racjonalizm, boga katolickiego można odrzucić całkowicie, ewidentnie jest to wymysł ludzki, a mistyczne opowiastki i całkowity brak ingerencji bożka katolickiego w nasz świat(kiedyś był, ale wraz z technologią jakoś znikło bo nagle okazało się że możemy pewne zjawiska wyjaśnić w racjonalny sposób, a jakieś objawienia itd nagrać telefonem więc przestało jakby działać ), tego dowodem. Jest wiele dowodów za tym że bóg katolicki to byt nieistniejący i trzeba być totalnym ignorantem by ich nie dostrzegać i jeszcze próbować wdawać się w polemikę obronną. Nie mniej jednak nie możemy określić że na pewno jakiś mądrzejszy byt naszego świata nie zaprojektował - nie mniej nie patrzmy na to jako wiarę, a jedynie pewne przypuszczenia, która z jakąś minimalną szansą mogą się sprawdzić, taka informacja nieweryfikowalna. Ale komfort psychiczny zaczyna powracać. Ateizmu rozumianego w formie wszechświata poza którym nie ma zupełnie nic - nie polecam. Chodź znajdą się osoby które będą mówiły że tak w zasadzie jest, to kubeł zimnmej wody na głowę i odesłanie do książek opisujących badania kosmosu do 2014 roku.
Episode_2 (3284 punktów)
>Jedyne formy modlitwy, do tej pory praktykowane przeze mnie, (...)
>opierają się na kontemplacji życia i śmierci, nieskończoności, wyciszeniu się wewnętrznym
>(filokalia) oraz jakiejś formie medytacji ignacjańskiej.
To nic złego, spokojnie możesz praktykować.

>wyuczone, emocjonalne odruchy rytuałów katolickich?
Jeśli ich nie chcesz, zrezygnuj z nich. Spróbuj chociaż raz im nie ulec i sprawdź co się stanie.
julek (1527 punktów)
"Muj borze" - co Ty tak jęczysz. Wyglądasz na oczytanego człowieka, może nawet kleryka <. Potrafisz "logicznie wnioskować" więc się skup i nie jęcz. Zaprzeczasz sam sobie. Jesteś w kościele, ksiądz " kadzidłem wygania złe duchy
, zamienia kawałek placka w ludzkie- boskie ciało, itd,itd - nie wnioskujesz że to są średniowieczne czary. Ty w tym uczestniczysz legalizujesz funkcjonowanie obłudnej, szkodliwej dla człowieka instytucji jakim jest Kościół. Czy to Ci nie wystarczy. Zajmij się czytaniem, dziewczynami, rodziną, sportem, pszczołami. A najpierw postaraj się zdefiniować pojęcie Bóg. Może to Ci wystarczy, gdy sobie z tym nie poradzisz. Julek.
Arminius (25555 punktów)a po co zaraz jakiś konflikt?
Rytuały nie są złe - jeżeli tylko ich przestrzeganie daje Panu wewnętrzny spokój i satysfakcję. A już w żadnym wypadku nie powinien się pan turbować z powodu owej kontradykcji zawartej w postawie "niewierzący praktykujący". No bo jeżeli Pan nie wierzy - to kwestia rytuały nabiera waloru sensu stricto kulturowego. Ja też nie wierze - a często chodzę do kościoła, posłuchać pieśni religijnych (od razu przypomina mi się dzieciństwo sielskie i anielskie) czy muzyki organowej - jak jest dobre wykonanie. polecam - w pana sytuacji - tzw. "churching".

Wróć do listy wątków działu Kościół i antyklerykalizm
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365