Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ciała świętych, które się nie rozkładają

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
13-12-2014 07:29olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Ciała świętych, które się nie rozkładają
Usłyszałem ostatnio taki argument mający przemawiać za istnieniem Boga: istnieją udokumentowane przypadki ciał świętych, które się nie rozkładają. Tyle, że dla każdej inteligentnej osoby to nie jest żaden dowód a ciekawostka. Jednak wygląda na to, że to prawda. W jaki sposób można to wytłumaczyć? Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej (która przecież jest sprzeczna logicznie a przede wszystkim jest to niemoralna doktryna)?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Grzegorz (5685 punktów)
>Usłyszałem ostatnio taki argument mający przemawiać za istnieniem Boga: istnieją udokumentowane przypadki ciał świętych, które się nie rozkładają.

Sam już zauważyłeś że jest to żaden argument. Rozkład ciała zależy od wielu czynników (temperatura, wilgotność dostęp powietrza, dostęp insektów,...) i coś takiego nie jest jakimś cudem.

Być może wśród "świętych" zdarza się nieco częściej, gdyż zachowanie się ciała było w miarę "do niedawna" (w skali historycznej) jednym z argumentów wspomagających kanonizację. Czyli wychodzi błędne koło - jak się nie rozłożył to pewnie święty, a jak święty się nie rozłożył to ingerencja boska. No a jak już ktoś został oficjalnie uznany za świętego to można się domyślać że od tej pory jego ciało (jeśli go nie rozebrano na relikwie) było obiektem szczególnej troski i mogło spokojnie przetrwać kolejne wieki.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Zapytaj, czy skoro bóg jest wszechmogący, to mógłby rozłożyć sam siebie.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
Sygnał (4252 punktów)
13-12-2014 20:20 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Czy w takim razie towarzysz Lenin też jest święty?

Utrzymanie ciała Lenina sporo kosztuje a ciała tych świętych funkcjonują pewnie tak jak opisał poniżej KORUND.
15-12-2014 02:15 
 Ocena 2 na 2
hunbin (2274 punktów)
>Czy w takim razie towarzysz Lenin też jest święty?
Bez wątpienia jest świętym innej religii.


Parafrazując: Ideologia śmierdzi!
pawel1618 (611 punktów)
> Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej
Możesz powiedzieć, że jeśli to świadczy o prawdziwości katolicyzmu, to prawdziwe jest także całe multum innych religii, które też mają nierozkładające się ciała swoich wyznawców, przykłady łatwo znaleźć w Internecie.
13-12-2014 11:07 
 Ocena 5 na 5
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Czyli każde rozkładające się ciało świętego to dowód na nieistnienie boga.

"Sardoniczne pociski autorów straciły już władzę ranienia czytelnika - mianowicie od czasu, w którym przekonano się, że każdy mający pióro w ręku i dostateczną ilość papieru potrafi nawymyślać publiczności". - Aleksander Niewiarowski
finerbijk (17282 punktów)
>Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej

Że trupowi ciało jest potrzebne, jak umarłemu kadzidło, a jak bóg chce robić cuda, to niech się zajmie czymś pożyteczniejszym.
KORUND (4922 punktów)
>Usłyszałem ostatnio taki argument mający przemawiać za istnieniem Boga: istnieją udokumentowane
>przypadki ciał świętych, które się nie rozkładają.

-Chodzi o tzw. przeobrażenie tłuszczowo-woskowe.
pl.wikiped(*)BCenie_tłuszczowo-woskowe

-To zmydlenie tłuszczu w tkance podskórnej, które zabepiecza przed rozkładem. Może nawet rozchodzić sie zapach, jak to z mydłem bywa. Niestety (dla poszukiwaczy cudów), to tylko reakcja chemiczna i zapewne zależy od wielu czynników, ale przecież nikt nie sprawdza co się dzieje z ciałem zwyczajnie zakopanego w glebie "Kowalskiego". Nie wiemy jaki procent ciał ulega tej reakcji. Zwłok zwykłych śmiertelników nie przechowuje się z reguły w warunkach takich jak zdarza się to np. w zakonach. Co innego gdy sprawa dotyczy słynnych biskupów, papieży, przeorów zakomów itp. Ci są dłużej "doglądani" po śmierci.
Jacholek (5699 punktów)
>przypadki ciał świętych, które się nie rozkładają.
Przypuszczam że jest to koronny dowód bo innych solidniejszych nie ma. KK zazdrości oczywiście starożytnemu Egiptowi i próbuje mumifikować ciała swoich świętych by lud padał przed nimi na kolana. Kilka okruchów informacji na temat tych manipulacji można znaleźć na nypost.com(*)quest-to-preserve-its-leaders/
13-12-2014 20:18 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Eee katolicy zawsze znajdą jakiś "dowód". Np całun turyński, stygmaty Jest tylko problem ze znalezieniem argumentu, który przekona katolika bo oni zawsze tak wykręcają logikę, że zastanawiam się czy mam do czynienia z debilem czy sam jestem głupi i niew rozumiem ich logiki.
13-12-2014 20:56 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
> oni zawsze tak wykręcają logikę, że zastanawiam się czy mam do czynienia z debilem czy sam jestem głupi...

Taka jest właśnie "logika wiary". Jak trzeba, to nawet pojęcie nauki tak wykoślawią, że i Tomasz z Akwinu się załapie.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
13-12-2014 23:47 
 Ocena 3 na 3
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
No słyszałem już, że mechanika kwantowa rzekomo udowadnia istnienie Boga (wg mnie udowadnia subiektywność w postrzeganiu świata i brak możliwości obiektywnej w 100% obserwacji). Ale niestety w tej subiektywności jest miejsce również na głupie teorie jak np religia. No i absolutnym hitem, numero uno na mojej liście idiotyzmów związanych z wiarą jest to: www.zbawienie.com/geocentryzm.htm www.zbawienie.com/ateizm.htm Popłakałem się ze śmiechu czytając to za pierwszym razem
15-12-2014 00:06 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>niestety w tej subiektywności jest miejsce również na głupie teorie jak np religia.

Człowiek jest otwartym systemem: nie tylko nie żyje samym chlebem, ale ten chleb, który zjada, zapewnia mu czas wolny, który przeznaczyć może na sprawy nie związane z zachowaniem systemu, między innymi na religijne urojenia. Te urojenia stają się problemem wtedy, kiedy traktować je tak serio jak chleb.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Martouf (59 punktów)
>No słyszałem już, że mechanika kwantowa rzekomo udowadnia istnienie Boga

A nawet jeśli to przecież wcale nie udowadnia, że bóg jest mściwy, że nas obserwuje, że karze za przewinienia, w ogóle że jakkolwiek reaguje (pozytywnie czy negatywnie) na nasze czyny. W ogóle nie udowadnia, że jest osobowy.
Wszyscy, którzy w naturze/przyrodzie/fizyce widzą "świadectwo" boga nie potrafią pójść dalej i połączyć tego boga z bogiem przedstawianym w Biblii.
Dlatego ja nie zaprzeczam istnieniu boga czy jakiegoś bytu, jednak jest mi on tak obojętny jak zeszłoroczny śnieg bo nie ma żadnych logicznych podstaw do tego, że miałbym się go bać (te wszystkie paradoksy po co miałby stworzyć zło, dlaczego stworzył zło, dlaczego patrzy na cierpienia ludzi i nie reaguje, dlaczego zawarł pakt z diabłem na odsprzedaż mu naszych dusz itp. itd.).
starog (359 punktów)
>Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej

Co powiedzieć? ... Nic. Ta religia jest przecież prawdziwa, realna, namacalna.
A że bzdurna - to już inna sprawa.
diogenes (42753 punktów)
>Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej

Doradź mu przejście na religię mamutów, których zachowane ciała znajduje się na Syberii.

www.pomors(*)=/20130531/KRAJSWIAT/130539917

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Martouf (59 punktów)
Na cmentarzu miejskim jest kilkadziesiąt tysięcy grobów. Nikt jednak nie robi badań naukowych polegających na otwieraniu grobów i badaniu stopnia rozkładania się ciał. A może gdyby robiono to okazałoby się, że np. (strzelam) 5% (wpisać dowolny wskaźnik) populacji ludzkiej zawiera w składzie swojego ciała jakiś niezbadany dotąd składnik mumifikujący? Może 5% otwartych grobów zawiarałoby doskonale zachowane ciała? Ale nie robi się takich badań, przynajmniej o nich nie słyszałem.
Heremis (587 punktów)
Choć od dziecka wychowywany byłem w katolicyzmie, nigdy nie miałem uznania dla kultu świętych i ich relikwii. Było to najwyżej niezwykłą ciekawostką, ostoją wiary nigdy nie było, ponieważ ta opierała się na czymś innym. Obecnie dowodzenia Boga na podstawie rewelacji o ciałach świętych uważam za rzecz wręcz ośmieszającą całą wiarę.

"Com napisał, napisałem" J 19, 22
oportunista (1711 punktów)
Gdybyś miał ogródek, a w nim kompostownik, do którego wywalałbyś wszystkie resztki organiczne zauważyłbyś, że nasze drobnoustroje nie przykładają się do rozkładania pochodzących z nie naszej strefy klimatycznej, pewnych roślin ozdobnych trzymanych w naszym domu. Po prostu nie lubią egzotyki.
self (105 punktów)
>Co powiedzieć katolikowi, który uważa to za dowód na prawdziwość religii katolickiej
O rację się nie kłóci bo to mija się z celem.

Tego typu oczywistość jest tak logiczna (mam na myśli fakt, iż te nierozkładające się ciało jest jedynie dowodem na to, że się nie rozkłada) że nie trzeba jej komentować niczym innym jak jedynie wymownym spojrzeniem. Kiedy w takiej sytuacji wchodzimy w intelektualne dysputy (ze strony rozmówcy intelekt pozostawia wiele do życzenia) to niejako sami przyznajemy (swoim zachowaniem) że to o czym mówimy to jedynie przekonanie które chcemy sprzedać.

Każdy zapewne wie z doświadczenia że to do najróżniejszych wierzeń trzeba innych nakłaniać, ładnie je opakowywać pięknymi opisami, dorabiać wymyślne idee, zaowalowanie "tłumaczyć" itd. Wszystko zgodne z zasadą iż kłamstwa potrzebują aby je wykrzykiwać, a prawdzie wystarczy aby ją wyszeptać. Jeśli ktoś myśli na dosyć płytkim poziomie i chce zachować swoje przekonania (przekonania to maja do siebie że zawsze chcemy je zachowaywać, inczej by od nas odpadły) to każdy nasz argument będzie jedynie dodawał takiej osobie determinacji do szukania pseudokontrargumentów i okopywania się ze swoimi twierdzeniami. Taki oponent będzie czuł że prowadzimy z nim bitwę i będzie chciał ją za wszelką cenę wygrać bo:

-przegrana oznacza poczucie mniejszej wartości (buduję swoją wartość w oparciu o posiadanie racji na własność, stąd wiedza że jest inaczej niż myślałem do tej pory odbierze mi jej trochę)
-utratę pseudobezpieczeńswtwa wynikająca z wiary w dane twierdzenie (ciała się nie rozkładają= jest bóg= jestem bezpieczny bo po śmierci pójdę do nieba/ będzie się mną opiekował itp.)
-konieczność zmiany sposobu myślenia i określania zjawisk (w końcu trzeba zmienić nawyki myślowe, może nawet zachowania idące za nimi, aby odpowiadały nowemu postrzeganiu świata; to troszkę pracy no i dodatkowo dochodzi strach przed nieznanym/przed robieniem czegoś nowego)
-najgorsze z najgorszych- przyznanie że ktoś inny ma rację (której ja nie mam, a w takim obrazie świata rację się posiada na własność)

Cały proces, który opisałem nasila się z czasem podczas dyskusji (z dwóch powodów: po pierwsze w trakcie dyskusji rozmówca dopiero zaczyna sobie półświadomie zdawać sprawę z tego co mu "grozi", a po drugie im dłuższa rozmowa tym dalej trzeba by się cofnąć w tym brnięciu w irracjonalność, więc czas wcale nam nie pomaga)

Tak więc najskuteczniejszą metodą jest szybkie i zwarte uderzenie naszą wiedza.
Jak? W taki sam sposób jak byś zrobił gdyby twoja mama czy tata (no chyba ze jesteś w specyficznym środowisku:P) przyszłaby do Ciebie i zapytała się, co myślisz o tym, aby zrezygnowała z pracy i zajęła się rozkręcaniem organizacji przestępczej, nastawionej na handel narkotykami na międzynarodową skalę. Nawet gdyby powiedziała to totalnie na poważnie, to ty na pewno nie starał byś się jej polecieć intelektualnym monologiem mającym na celu w błyskotliwy sposób wyeliminować jej błędy w logicznym myśleniu, co nie ? Wystarczyłoby jedno spojrzenie
Jak ktoś wierzy w jakąś głupotę to wewnętrznie czuję ze to jest coś niepoważnego i instynktownie szuka potwierdzenia, że ma rację (które potrzebuje aby jeszcze silniej się do takiego założenia przekonać), z drugiej strony jeśli wiesz, że masz rację (a nie tylko wierzysz w jakieś założenie) to twój wewnętrzny stan jest bardzo silny i z łatwością może niszczyć przekonania innych ludzi (pomijając małą część ludzi totalnie pokręconych).
Jeśli więc naprawdę WIESZ, to musisz w to tylko trochę mocniej uwierzyć, a z twoim spojrzeniem niewielu będzie mogło dyskutować (sam widziałeś nie raz jak ludzie uciekają wzrokiem wraz ze swoimi przekonaniami które za nim kryją). Dlatego są rzeczy, których nie należy tłumaczyć, a pokazywać- prawda to jedna z nich
Podsumowując: nigdy nie wchodź w intelektualne dyskusje, w których zapominasz z czasem że najważniejszym argumentem na to że masz rację jest TO ŻE JĄ MASZ I WIESZ O TYM, a nie to jak umiejętnie to opiszesz.

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365