>Dopóki nie ma obawy o to, że miejsce pochówku może zadecydować o tym, kto i w jaki sposób ma kierować finansami i gospodarką państwa, nie widzę powodu do zajmowania się sprawą. Decydującego wpływu, może nie ma, ale jakiś- na pewno. Inaczej "rodzina" nie zadawała by sobie tyle trudu. Nie trzeba być fachowcem od PR, aby wymyślić, że wywołanie skojarzenia tragicznie zmarłego prezydenta z Piłsudskim (choćby przez wspólne miejsce pochówku) może przynieść wymierne profity. Na przykład parę procent poparcia w wyborach. Dla partii odchodzącej w niebyt, jak Porozumienie Centrum, rzecz niebagatelna. >
|