Niestety oryginalny wątek jest już nieaktywny, a ja naprodukowałam się aby go skomentować

zatem jeśli można, to chciałabym do niego nawiązać.
Znajduje się on pod tym adresem:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,358470Temat już pokrył się kurzem, a do tego w naszym życiu społecznym zaszły pewne zmiany i dziś temat genderowy jest często wywoływany.
Przyglądając się tej dyskusji doszłam do wniosku, że brakuje tutaj głosu osób zainteresowanych. Może więc przyda się głos osoby transseksualnej. Oczywiście będę się wypowiadała tylko w swoim imieniu, a nie jakieś "rzeszy".
Odniosę się do kilku spraw:
Myślę, że aby odpowiedzieć dokładnie na pytanie dotyczące trzeciej płci należy najpierw zwrócić się właśnie do biologii. Z tego co zrozumiałam wynika, że wiele osób rozumie płeć biologiczną jako posiadanie pewnych chromosomów/genów. Płeć w tym przypadku zostaje zredukowana do poziomu aminokwasów. Myślę, że to jest już nawet nie wulgaryzacja, ale totalna redukcja do absurdu. Czy człowiek to zapis genetyczny? Jeśli tak, to człowiekiem jest każda komórka - ba nawet nie komórka, a jej jądro - jakie posiadamy w swoich organizmach. Myślę, że taki redukcjonizm płci do genów jest niczym innym jak redukowaniem człowieka do zapłodnionej komórki. (oczywiście nie dyskutujemy tu o sprawach "ducha"). Sprowadzanie płci do genów jest po prostu sprowadzaniem jej do absurdu, nie tylko przez redukcjonizm, ale również przez to, że wiele organizmów nie ma zdeterminowanej płci genetycznie - wystarczy wziąć na ruszt krokodyle u których płeć jest determinowana przez temperaturę otoczenia. Są też takie zwierzęta, które zmieniają swoją płeć w trakcie życia. Ewolucja wynalazła dziesiątki sposobów determinacji płciowej.
Z tego co się orientuję w biologii uznaje się, że płeć jest określana przez zdolność do produkowania określonego rodzaju gamet (męskich i żeńskich). Takie podejście definiuje płeć jako pewną zdolność reprodukcyjną - płeć to funkcja biologiczna. To podejście wydaje się być znacznie lepsze niż to "genetyczne", gdyż dotyczy szerszej klasy zjawisk.
Jeśli jednak uznamy redukcjonizm funkcjonalny za uprawniony do określania płci, to wówczas pojawia się kategoria osobników bezpłodnych, bezpłodnych. Czy wykastrowany samiec jest samcem? Czy kobieta po menopauzie jest dalej samicą? Czy dzieci mają płeć? Czy pszczoły, mrówki, osy...golce mają płeć (robotnice)?
Możemy tu oczywiście powiedzieć, że to jest tylko aspekt czasowości, że kobieta po menopauzie, wykastrowany samiec, dziecko w rzeczywistości w pewnym okresie czasu miały możliwość produkowania gamet. W tym ujęciu jednak pojawia się problem odnośnie takich zwierząt, które zmieniają swoją płeć w czasie (np. niektóre gatunki ryb). Czy w takim przypadku ryby mają płeć w danym czasie, a ludzie mają ją "ponadczasowo"?
Możemy dojść też do przekonania, że płeć jest określona przez posiadanie danego rodzaju gonad. Będzie to szersze ujęcie niż to genetyczne. Jednak co wówczas z osobami które mają wrodzony brak gonad? Czy one są poza płcią?
U ludzi oczywiście możemy odnieść się jeszcze do genetyki (w przypadku naszego gatunku geny są determinantem). Co jednak wówczas gdy mamy osoby o innym niż spodziewany genotypie (czyli ani XY, ani XX)?
W przypadku zespołów XXY, XXX, XYY można zawsze powiedzieć, że są to osobniki męskie, lub żeńskie z zaburzeniem genetycznym (tak się zresztą to robi). Jednak wyjątkowa w tym przypadku jest sytuacja osób mających genotyp X0 - czy sa to genetycznie kobiety, czy mężczyźni? Do określenia płci na poziomie genetycznym brakuje nam jednego argumentu. Osoby te nie posiadają tez gonad. Czy zatem sa poza płcią? Mają jednak fenotyp żeński - zatem można uznać, że są kobietami.
Jednak znów wprowadzamy kolejny pozom płci. I inna sprawa czy fenotyp powinien być punktem odniesienia do określania płci? (tak się dzieje obecnie).
Jeżeli tak, to zatem osoby mające chromosomy XY ale mają wrodzoną niewrażliwość na androgeny pownny być uznane za kobiety. Tylko co z osobami interseksualnymi, które nie mają jednoznacznego fenotypu? Lub z mężczyznami z częściową niewrażliwością na DHT - fenotypowo wyglądają jak dziewczynki do okresu dojrzewania, kiedy to nagle zstępują im jądra i rozwija się penis? Zmieniają swoją płeć, bo zmienia się im fenotyp?
Pozostaje zatem kwestia poczucia płci - tożsamości płciowej. I tu zaczynają się schody

Bo czy tożsamość płciowa jest tylko binarna?
Można oczywiście stwierdzić, że mimo wszystko normą są dwie płci, a wszystko inne to są anomalie. Zatem prawo nie powinno stwarzać osobnej klasyfikacji dla tych osób, w końcu jak to jedna osoba napisała w tym wątku byłoby to tworzenie pewnej nierzeczywistości, fałszu prawnego.
Tylko czy w takim ujęciu to właśnie ujęcie świata płci na sposób binarny nie jest zafałszowaniem?
Czy anomalie orbity Merkurego były zafałszowaniem teorii grawitacji Newtona, czy to raczej ona nie oddawała rzeczywistości? A może Kopernik ze swoim heliocentryzmem również?
Jeżeli prawo oddaje też tylko faktyczność, to skąd w nim takie wirtualne twory jak osoba prawna? Zwierzę w myśl prawa jest przedmiotem, a firma osobą? A jaką rzeczywistą wartość mają pieniądze?
Prawo nie odzwierciedla rzeczywistości, ale nasze wzajemne relacje współbycia i zasad życia społecznego, które jak widać jest oderwane w sporej mierze od rzeczywistości bio-fizycznej.
Zatem skoro mamy firmy z osobowością i przedmiotowość zwierząt, to czy kategoria "trzeciej płci" dalej pozostaje jakąś fantasmagorią?