Racjonalista - Strona głównaDo treści
Paradoks istnienia. I. Skutek i przyczyna.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
27-03-2014 23:10własnezdanie (2 punktów)Paradoks istnienia. I. Skutek i przyczyna.
Nic nie musi istnieć. Z drugiej strony nic, jako n i c - nie może istnieć. W tym więc sensie... istnienie jest konieczne.

Być może, ale nie akurat to istnienie. Od czego to zatem zależy? Od przypadku - powiada współczesny mędrzec. Przypadek to jednak iluzja wynikająca z przeniesienia intencji na świat fizycznych procesów: jeśli coś, czego się nie spodziewamy (bądź spodziewamy) następuje, wówczas mówimy, że mamy do czynienia z przypadkiem, przypadkowym spotkaniem etc. To jednak, że się tego nie spodziewaliśmy - nie wyklucza tego, że nie było to dziełem jakiegoś przypadku. W tym sensie już zresztą nie da się nawet o jakimś przypadku mówić.

A więc każde działanie i istnienie jest zdeterminowane. Co to znaczy? To znaczy, że było skutkiem koniecznym jakichś procesów. Jeżeli zderzą się ze sobą dwa pojazdy, to tylko dlatego, że te pojazdy zostały w taki a nie inny sposób pokierowane. Być może nikt tego nie planował, ale tak się stało. I tego nie można wykluczyć, czy nazwać już czymś w jakimś sensie przypadkowym i w tym sensie niezdeterminowanym. I tak jak każdy wypadek drogowy jest zdeterminowany jakimiś konkretnymi czynnikami, tak też nie można tego określić z góry działaniem intencjonalnym, czyli z góry nakierowanym na osiągnięcie takiego, a nie innego skutku.

O ile brak intencji można po prostu nazwać nieuświadomionym działaniem, o tym coś innego już z pozoru nie. Do jakiego stopnia jednak nasze działanie może być zgodne z intencją? Przecież nigdy w sensie całkowitym. Każde działanie wywołuje również skutki niezakładane, nieprzewidywane. I to jest głównie przyczyną na ogół wypadków drogowych.

W jakim więc sensie i zakresie nasze określanie czegoś mianem zdeterminowanego - jest słuszne i poprawne. A tym samym mianem niezdeterminowanego, czy też będącego dziełem jakiegoś tam przypadku.

To wszystko musi ulec ponownemu rozpatrzeniu, gdyż wynika z tego, że nie mamy prawa określać czegoś mianem ani zdeterminowanego, ani nie zdeterminowanego. To są pojęcia po prostu uwikłane w naszą intencję.

A ta, jak wiadomo, i ma i nie ma wpływu na to, co się za chwilę stanie. Ma, bo sami możemy swoim działaniem sprowokować jakieś skutki. Nie ma jednak, bo o ile mamy taką, jak ta wymieniona wcześniej możliwość, o tyle już nie mamy wpływu na to, czy owe skutki zajdą, czy nie. My się po prostu z ich funkcjonowania nauczyliśmy korzystać. I nic więcej.
Warto, abyśmy o tym pamiętali.

Cdn.

Pozdrawiam.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Monentor (475 punktów)
(zablokowany)
>Nic nie musi istnieć. Z drugiej strony nic, jako n i c - nie może istnieć. W tym więc sensie...

Nie warto poszukiwać dodatkowych znaczeń w słowach w języku polskim. To do niczego nie prowadzi.
>istnienie jest konieczne.
Istnienie... ale do czego? Kto powiedział, że istnienie lub żywot jest lepszy od śmierci, od czegoś co nie istnieje? Ciężko to stwierdzić co jest konieczne, możemy jedynie zastanawiać się do czego istnienie prowadzi, a do czego jego brak ...
>Być może, ale nie akurat to istnienie. Od czego to zatem zależy? Od przypadku - powiada współczesny
>mędrzec. Przypadek to jednak iluzja wynikająca z przeniesienia intencji na świat fizycznych
>procesów: jeśli coś, czego się nie spodziewamy (bądź spodziewamy) następuje, wówczas mówimy, że mamy
>do czynienia z przypadkiem, przypadkowym spotkaniem etc. To jednak, że się tego nie spodziewaliśmy -
>nie wyklucza tego, że nie było to dziełem jakiegoś przypadku. W tym sensie już zresztą nie da się
>nawet o jakimś przypadku mówić.
>A więc każde działanie i istnienie jest zdeterminowane. Co to znaczy? To znaczy, że było skutkiem
> [...]

Mędrzec się mylił, bo istniał... Wgłębianie się w dalszą interpretacje jego słów czy myśli prowadzi do krótkiej opinii o krótkowzroczności względem rzeczywistości, a gdzie pustkowie?
Paradox (2 punktów)
Słucham?

Mędrzec się nie myli... dopóki milczy.
Tylko cóż to wtedy za mędrzec? I co nam z niego?


Pzdr.
Marek Matejewski (3695 punktów)
>Nic nie musi istnieć. Z drugiej strony nic, jako n i c - nie może istnieć. W tym więc sensie...

Nikt nigdy nie zaobserwował "nicości".

Patrząc np. na stół mówimy "tu nic nie ma" - przy czym to "nic" jest synonimem braku czegoś konkretnego o czym myślimy i co w pewnych okolicznościach mogłoby na tym stole leżeć.

Sama "nicość" jako pojęcie abstrakcyjne nie ma racji bytu. Jak moglibyśmy uzasadnić nieistnienie jakiegokolwiek elementu rzeczywistości? Dlaczego coś miałoby nie istnieć? Przecież sami jesteśmy dowodem czegoś przeciwnego - tj. istnienia. Co prawda pojedynczym, ale wystarczającym żeby wysunąć hipotezę, że skoro istniejemy my, to istnieje wszystko inne, co tylko matematycznie może zaistnieć. Jeżeli na poziomie kwantowym coś jest matematycznie możliwe, to prawdopodobnie po prostu musi zaistnieć (mamy tu matematyczny przymus kreacji - prawo przyrody którego obejść się nie da).
31-03-2014 22:23 
 Ocena 1 na 1
ślusarski (750 punktów)
>Sama "nicość" jako pojęcie abstrakcyjne nie ma racji bytu.
>...istnieje wszystko inne, co tylko matematycznie może zaistnieć. Jeżeli na poziomie kwantowym coś jest matematycznie możliwe, to prawdopodobnie po prostu musi zaistnieć (mamy tu matematyczny przymus kreacji - prawo przyrody którego obejść się nie da).

Ja mogę sobie wyobrazić nicość, a jest nią pozbawienie wszystkiego. Również mogę sobie wyobrazić kreację czegoś z niczego. Przypisujesz matematyce przymus kreacji, a więc pójdę za Twoją myślą i matematycznie wykreuję rzeczywistość materialną.
Wyobraźmy sobie punkt matematyczny, który ze swej natury nie ma wymiarów. Umieśćmy go w nicości, czyli poza nim nie ma nic. Przesuwając ten punkt otrzymamy matematyczną prostą, która tworzy jeden wymiar. Następnie umieśćmy drugi punt nie leżący na tej prostej i otrzymamy płaszczyznę. Tak samo robimy z trzecim punktem i otrzymujemy przestrzeń. Czasem będzie proces przesuwania punktów i w efekcie powstanie czasoprzestrzeń. Właściwie to nie musimy dokonywać operacji z punktami, lecz rozdymać matematyczny punkt do przestrzennej sfery, coś w rodzaju BB. Wewnątrz tej sfery umieszczamy inne punkty, które zachowują się zgodnie matematycznym opisem cząstek elementarnych i praw fizycznych.
Gdybyśmy dysponowali super komputerem, to moglibyśmy symulować takie procesy, które stworzyłyby również biologiczną ewolucję i inteligencję oraz świadomość.
No tak, ale czy matematyka ma taką siłę sprawczą? Istnieje odwieczne pytanie, czy matematykę się tworzy, czy odkrywa? Jeśli się odkrywa, to możliwe, że istnieje oprócz rzeczywistości materialnej.
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Nic nie musi istnieć. Z drugiej strony nic, jako n i c - nie może istnieć.

Klasyczny paradoks logiczny, wynikający z pomieszania języka z modelem. Matematyczna teoria modeli zlikwidowała takie paradoksy.

"Nic nie musi istnieć" - to jest zdanie z języka opisującego świat - skrót myślowy od "żaden element świata nie musi istnieć".

Z drugiej strony użyłeś słowa "nic", jako nazwę elementu świata. To oczywisty błąd - w żadnym ze światów nie istnieje element o nazwie "nic". Mówiąc w teorii zbiorów, zbiór {a, b, nic} = {a, b}.

Istnienie nie jest konieczne. Najfajniejszy dowód tego podał Nietzsche niejako mimochodem, gdy pastwił się nad tym najgłupszym zdaniem w filozofii: "myślę, więc jestem" - wskazując przynajmniej trzy różne błędy logiczne zawarte w tym zdaniu.

Przy okazji, warto zacytować Nietzschego, który jako pierwszy podał poprawną wersję fundamentalnego zdania filozofii: "myśli się".

doku (Tomasz Kamiński)
Rafał Kozłowski (4068 punktów)

>Klasyczny paradoks logiczny, wynikający z pomieszania języka z modelem. Matematyczna teoria modeli zlikwidowała takie paradoksy...

Zgadzam się z Tobą. Przy formułowaniu takich zagadnień trzeba być precyzyjnym w przeciwnym razie jest to jedynie "pastwienie się" nad językiem.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Nic nie musi istnieć. Z drugiej strony nic, jako n i c - nie może istnieć. W tym więc sensie...

Rola przypadku określana jest poprzez skalę różnych oddziaływań i kontekstu. W tej kwestii zająłem stanowisko w artykule PRZYPADEK. Poruszyłeś "wierzchołek góry lodowej", to głęboki temat.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365