Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nie taki nałóg straszny

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » O wszystkim i o niczym
NapisanoAutorTytuł
14-02-2010 15:10Osnowa (11779 punktów)Nie taki nałóg straszny
Ocena 8 na 8

Czy to granty nie dopisały, czy trafił się wśród naukowców jakiś "idealny idealista", dość, że prawda o tzw. nikotynizmie wreszcie na wierzch wylazła i ujawniono, że nałóg ten jest mitem. Naukowcy z Sydney ustalili bowiem, że "większość palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy metod wspomagających".

Wiec od dziś już nie farmakologia czy wysilanie woli, ale zwyczajna chęć wystarczy do odstawienia palenia. I właściwie wiedzieliśmy to od dawna, bo kto nie słyszał o rzuceniu palenia ze strachu o zdrowie lub finanse, ale za sprawą reklam równolegle wierzyło się w nieodzowność nikoretów, nikłitinów i hartu ducha. Wiec teraz chodzi tylko o to, by palacze dowiedzieli się, że są wolni od nałogu, a tylko przejściowo ulegli w tej sprawie zbiorowej sugestii. Pytanie tylko kto ma to ludziom uświadomić, skoro nikt na tym nie zarobi?

Odpowiedź jest prosta: racjonaliści. Bo odmitologizowywanie, to zdaje się nasza misja.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

stilgar (7322 punktów)
Ameryki nie odkrywasz. Od dawna wiadomo, że głównym powodem skuteczności tych wszystkich magicznych środków jest efekt placebo. Mam znajomego, który kilka razy nieskutecznie próbował rzucić, ale jakoś mu nie wychodziło. Zapisał się na jakąś terapię do jakiegoś bioenergoterapeuty czy innego magika, który jakieś cuda nad nim poodprawiał i wziął kilkaset złotych za to.

Kolega stwierdził, że terapia była do dupy, ale za bardzo szkoda mu tych wydanych pieniędzy na nią, aby dalej palić...

A to, że takie środki są reklamowane i wciskane jest ludziom, że bez nich sie nie da - jest to identyczny przypadek jak z lekami homeopatycznymi. Biznes to biznes, nieważne co sie sprzedaje, ważne, że ludzie to kupują.
14-02-2010 17:39 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Ameryki nie odkrywasz.
Australijczycy ją odkrywają. Tyle, że ich odkrycie dotyczy nie skuteczności środków odwykowych, a sensu stosowania jakichkolwiek.

>głównym powodem skuteczności tych wszystkich magicznych środków jest efekt placebo.
Powodem stosowania środków o wartości placebo jest wiara, że są potrzebne. Tymczasem australijscy uczeni ustalili, że ludzie w większości odrzucają palenie własnymi siłami, co oznacza, że palenie nałogiem nie jest.

>terapia była do dupy, ale za bardzo szkoda mu tych wydanych pieniędzy na nią
To właśnie potwierdzili uczeni: odstawienie palenia nie wymaga ekstra wysiłku.

> Biznes to biznes, nie ważne co sie sprzedaje, ważne, że ludzie to kupują.
Religia to także biznes, a jednak ją negujemy. Ja tu proponuję zanegować mit o uzależnieniu od nikotyny, z czego racjonaliści powinni czerpać satysfakcję, a organizacje takie jak PSR - korzyść polityczną.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-02-2010 17:47 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>To właśnie potwierdzili uczeni: odstawienie palenia nie wymaga ekstra wysiłku.
   Czytałem tylko o braku potrzeby wspomagaczy.

>Ja tu proponuję zanegować mit o uzależnieniu od nikotyny...
   To za ciosem - obalmy mit o uzależnieniu od religii...

>... z czego racjonaliści powinni czerpać satysfakcję, a organizacje takie jak PSR - korzyść polityczną.
   ... i obie korzyści będą większe.
14-02-2010 18:05 
 Ocena 8 na 8
diogenes (42753 punktów)
>>To za ciosem - obalmy mit o uzależnieniu od religii...

Z obalaniem mitów jest jak z obalaniem flaszki: potrzebna jest druga na kaca.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
14-02-2010 18:24 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Z obalaniem mitów jest jak z obalaniem flaszki: potrzebna jest druga na kaca.

   Chyba, że ktoś wytrzymuje z zupełnie pustym łbem.
14-02-2010 18:29 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>   obalmy mit o uzależnieniu od religii
Bez naukowego dowodu, pozostaje nam dotychczasowa partyzantka.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-02-2010 18:36 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   obalmy mit o uzależnieniu od religii
>Bez naukowego dowodu, pozostaje nam dotychczasowa partyzantka.
   Nic nowego.
14-02-2010 18:51 
 Ocena 3 na 3
stilgar (7322 punktów)
>ludzie w większości odrzucają palenie własnymi siłami, co oznacza, że palenie nałogiem nie jest.

Powiedziałbym, że to jest za daleko idący wniosek. To, że jesteśmy w stanie zmienić jakieś negatywne zachowanie, które jest istotną częścią naszego życia nie oznacza, że nie jest ono nałogiem. Polecam zajrzeć na definicję słowa "nałóg".

>Religia to także biznes, a jednak ją negujemy. Ja tu proponuję zanegować mit o uzależnieniu od nikotyny, z czego racjonaliści powinni czerpać satysfakcję, a organizacje takie jak PSR - korzyść polityczną.

Zaneguj przy okazji mit o szkodliwości palenia, za jednym zamachem, a co!
14-02-2010 19:49 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

> To, że jesteśmy w stanie zmienić jakieś negatywne zachowanie, które jest istotną częścią naszego życia nie oznacza, że nie jest ono nałogiem. Polecam zajrzeć na definicję słowa "nałóg".
Też miałem pomysł, by Ci wskazać tę definicję, nadrabiam zatem. Nałóg to "dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji". I Australijczycy właśnie się dopatrzyli, że trwanie przy chronicznym paleniu wynika nie z takiej wady woli, lecz z błędnego przekonania o istnieniu tej wady.

>Zaneguj przy okazji mit o szkodliwości palenia, za jednym zamachem, a co!
Medycyna jest na zakręcie, tłuszcze zwierzęce za chwilę będą na receptę, więc kto wie.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-02-2010 20:09 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Medycyna jest na zakręcie...

   A ten zakręt wygląda jak

14-02-2010 21:04 
 Ocena 4 na 4
Terebint (Marcin) (795 punktów)
> I Australijczycy właśnie się dopatrzyli, że trwanie przy chronicznym paleniu wynika nie z takiej wady woli, lecz z błędnego przekonania o istnieniu tej wady.

Osnowa nie wiem gdzie Ty to wyczytałeś... Ja jedynie widzę krytykę koncernów, które wmawiają ludziom, że bez pomocy środków farmakologicznych palacz sobie nie poradzi.
15-02-2010 00:42 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>> I Australijczycy właśnie się dopatrzyli, że trwanie przy chronicznym paleniu wynika nie z takiej wady woli, lecz z błędnego przekonania o istnieniu tej wady.
>Osnowa nie wiem gdzie Ty to wyczytałeś...
Między wierszami, gdzie zawsze jest dosyć miejsca na moje wnioskowanie, interpretacje i - jeśli zechcę - na nadinterpretacje...

> Ja jedynie widzę krytykę koncernów, które wmawiają ludziom, że bez pomocy środków farmakologicznych palacz sobie nie poradzi.
Jeżeli palaczom uzależnienie trzeba było wmawiać, to znaczy, że faktycznie ono nie istniało. Czyli taki palacz żadnej wady woli w miarę palenia się nie nabawiał, a jedynie mu ją zasugerowano, zniechęcając do decyzji o zerwaniu z paleniem.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 04:31 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
Nie uzależnienie się ludziom wmawia, a jedynie drogi wyjścia z niego.
A ze wszelkimi nałogami tak jest, że jak nie zechcesz, to ich nie rzucisz.

Jak ktoś przestawiał się fajek na tabletki nikotynowe, to przestawał palić, ale nie przestawał być uzależniony od nikotyny.
A jak nie miał dostatecznie silnej woli, to zamiast spróbować nikotynę odstawić, wracał do tradycyjnego sposobu jej przyjmowania.

Statystyki pokazują tylko, że żadne środki nikotynowe same nikogo z nałogu nie uleczą.
Może niektórym pomogą, ale ważne jest jak Ty się za wychodzenie ze swojego nałogu zabierzesz.
15-02-2010 07:25 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>A ze wszelkimi nałogami tak jest, że jak nie zechcesz, to ich nie rzucisz.
   

>Jak ktoś przestawiał się fajek na tabletki nikotynowe, to przestawał palić, ale nie przestawał być uzależniony od nikotyny.
   Właśnie na tym zależy producentom tabletek z nikotyną.

>A jak nie miał dostatecznie silnej woli, to zamiast spróbować nikotynę odstawić, wracał do tradycyjnego sposobu jej przyjmowania.
   Tu już nie o silną wolę chodzi, tylko o gust.

   W znanej reklamie środka do zwalczania palenia gadają pod koniec mniej więcej tak: "... i wtedy Ty decydujesz", co oznacza: i wtedy decydujemy my.
15-02-2010 10:38 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Nie uzależnienie się ludziom wmawia, a jedynie drogi wyjścia z niego.
Ale wyjścia z czego?

O to chodzi, że wskazują drogi, tylko wchodzić nie ma z czego; nie ma nałogu, skoro wszyscy rzucający palenie obywali się bez terapii.

>Statystyki pokazują tylko, że żadne środki nikotynowe same nikogo z nałogu nie uleczą.
Australijczycy ustalili, że te środki są zbędne.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 10:51 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

>O to chodzi, że wskazują drogi, tylko wchodzić nie ma z czego; nie ma nałogu, skoro wszyscy rzucający palenie obywali się bez terapii.

Idąc twoim tokiem rozumowania muszę stwierdzić, że grypa nie jest chorobą, bo na przykład ja nie leczę jej nigdy farmakologicznie.

>>Statystyki pokazują tylko, że żadne środki nikotynowe same nikogo z nałogu nie uleczą.
>Australijczycy ustalili, że te środki są zbędne.

To Twoja interpretacja tych danych. Wyciągasz wnioski które z przytoczonych statystyk w żaden sposób nie wynikają.

Powiedz mi jaki procent decydujących się rzucić palenie sięga po środki farmakologiczne?
Jaki procent podejmujących próbę rzucenia palenia robi to skutecznie?
Jaki procent skuteczności osiągają ci, którzy nie używają wspomagania?
Jaką skutecznością mogą się pochwalić ci, którzy po nikotynę wspomagającą rzucanie palenia sięgają?

Tych danych przynajmniej w tym artykule nie było.
A może jest tak, że wśród rzucających palenie stosujący wspomaganie nikotynowe stanowią tylko 10%, a wśród tych co już rzucili około 30%?
Tego nam artykulik na który się powołujesz nie mówi.
15-02-2010 23:15 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Idąc twoim tokiem rozumowania muszę stwierdzić, że grypa nie jest chorobą, bo na przykład ja nie leczę jej nigdy farmakologicznie.
Można odnaleźć taką definicję tej choroby, wg której nie chorowałeś na grypę.

>To Twoja interpretacja tych danych. Wyciągasz wnioski które z przytoczonych statystyk w żaden sposób nie wynikają.
Wnioski, które wyciągam, wynikają w sposób logiczny.

>Powiedz mi jaki procent...
>Jaki procent...
>Jaki procent...
>Jaką skutecznością...
>Tych danych przynajmniej w tym artykule nie było.
W artykule była synteza, po więcej danych do podważania trzeba by podążyć tropem tego artykułu. Ja tego nie zrobię, bo osobiste doświadczenie potwierdza mi australijskie rewelacje.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
16-02-2010 09:06 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
>osobiste doświadczenie potwierdza mi australijskie rewelacje.

A ile razy rzucałeś palenie? I ile razy skutecznie?

Psychologia potwierdziła fakt, że ludzie mają tendencję uważać, że większość ma podobne zdanie, podejmuje podobne decyzje i podobnie reaguje jak oni...
A ja nauczyłem się już osobiste doświadczenia odnosić raczej do siebie i nie staram się ekstrapolować ich na ogół społeczeństwa.
16-02-2010 13:12 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Psychologia potwierdziła fakt, że ludzie mają tendencję uważać, że większość ma podobne zdanie, podejmuje podobne decyzje i podobnie reaguje jak oni...
>A ja nauczyłem się już osobiste doświadczenia odnosić raczej do siebie i nie staram się ekstrapolować ich na ogół społeczeństwa.
To naucz tego samego psychologów, albo wszyscy zaczniemy jeść ryż.
17-02-2010 09:51 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>ludzie mają tendencję uważać, że większość ma podobne zdanie
Na własny przykład powołałem się po to, żeby uzasadnić przyczynę swojego zaufania do - podważanych przez Ciebie licznymi pytaniami - australijskich ustaleń.

>A ja nauczyłem się już osobiste doświadczenia odnosić raczej do siebie
Niedowierzanie wobec naukowców jest osobistym doświadczeniem, tutaj Twoim.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 19:58 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
>>ludzie mają tendencję uważać, że większość ma podobne zdanie
>Na własny przykład powołałem się po to, żeby uzasadnić przyczynę swojego zaufania do - podważanych przez Ciebie licznymi pytaniami - australijskich ustaleń.

Ja podważam nie australijskie ustalenia, a tylko Twoją ich interpretację.
A Ty nie - bardzo wiem dlaczego - uważasz, że Australijczycy napisali to, co chciałbyś przeczytać.

>>A ja nauczyłem się już osobiste doświadczenia odnosić raczej do siebie
>Niedowierzanie wobec naukowców jest osobistym doświadczeniem, tutaj Twoim.

Jesteś naukowcem? Specjalistą on nałogów?

Jakbyś nie zauważył, to tutaj najpierw ktoś przeprowadził testy. Potem prasa coś na pisała interpretując, a nie podając wyniki. Później była kolejna dziennikarska interpretacja, tłumacząca australijskie media na polski. A na koniec Twoja radosna twórczość. Taka zabawa w głuchy telefon.
17-02-2010 21:59 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Ja podważam nie australijskie ustalenia, a tylko Twoją ich interpretację.
Tutaj postawiłeś pytania kwestionujące tezy artykułu.

>A Ty nie - bardzo wiem dlaczego - uważasz, że Australijczycy napisali to, co chciałbyś przeczytać.
Uważam tak dlatego, że wiem co chciałem przeczytać i przeczytałem co napisali.

>Jesteś naukowcem? Specjalistą on nałogów?
Gdybym był, pewnie nie dyskutowałbym o tym na forum.

>Jakbyś nie zauważył, to tutaj najpierw ktoś przeprowadził testy. Potem prasa coś na pisała interpretując, a nie podając wyniki. Później była kolejna dziennikarska interpretacja, tłumacząca australijskie media na polski.
I jakbyś nie zauważył, to wątek opiera się na tej publikacji i dotąd Ci to nie przeszkadzało.

>A na koniec Twoja radosna twórczość. Taka zabawa w głuchy telefon.
Gdzie ja coś stworzyłem, jaki głuchy telefon i niby kogo to bawi?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 09:08 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)
>>Ja podważam nie australijskie ustalenia, a tylko Twoją ich interpretację.
>Tutaj postawiłeś pytania kwestionujące tezy artykułu.

A w jaki sposób pytania mogą coś zakwestionować?
Kwestionować coś mogą odpowiedzi na te pytania.
Ale mogą równie dobrze potwierdzić Twoje tezy.
Podkreśliłem Twoje, bo są one różne od tych w artykule.

>>A Ty nie - bardzo wiem dlaczego - uważasz, że Australijczycy napisali to, co chciałbyś przeczytać.
>Uważam tak dlatego, że wiem co chciałem przeczytać
I reszta tego zdania jest zbędna.

>>Jakbyś nie zauważył, to tutaj najpierw ktoś przeprowadził testy. Potem prasa coś na pisała interpretując, a nie podając wyniki. Później była kolejna dziennikarska interpretacja, tłumacząca australijskie media na polski.
>I jakbyś nie zauważył, to wątek opiera się na tej publikacji i dotąd Ci to nie przeszkadzało.
Bo i nic mi nie przeszkadza.
Tylko ciągle zadziwia zadziwia mnie ostatni element tego głuchego telefonu.

>Gdzie ja coś stworzyłem, jaki głuchy telefon i niby kogo to bawi?
Nie będę cię obrażał tłumacząc co to jest zabawa w głuchy telefon.
A stworzyłeś tezy których nijak w artykule nie znajdziesz.

Na koniec argument ostatni.
Dlaczego niektóre badania wykazują skuteczność terapii antynikotynowych?
Sporo osób zapewne odpowie: dlatego, że sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne.

Idac dalej tym tropem: Dlaczego żadne badania nie chcę wykazać, że od nikotyny nie można się uzależnić, a w ogóle to nie jest szkodliwa?
Czyżby lobby producentów tytoniu nie stać było na przeprowadzenie odpowiednich badań?
Gdyby nikotyna nie uzależniała, możesz być pewny, że znalazłyby się badania potwierdzające Twoje tezy.

Takie badania pojawiłyby się, gdyby istniały chociaż wątpliwości w tej kwestii.

Niestety. Nie istnieją. Koncerny tytoniowe zdają sobie z tego sprawę.
Osnowa (11779 punktów)

>>Tutaj postawiłeś pytania kwestionujące tezy artykułu.
>A w jaki sposób pytania mogą coś zakwestionować?
Nie piszę, że zakwestionowałeś.

>Kwestionować coś mogą odpowiedzi na te pytania.
Odpowiedzi mogą nawet zakwestionować.

>Twoje tezy
>Podkreśliłem Twoje, bo są one różne od tych w artykule.
Pewnie masz na myśli wynikające z artykułu moje wnioski. Otóż wnioski nie są ze swymi przesłankami sprzeczne, tylko dalej idące i dlatego inne.

>>Uważam tak dlatego, że wiem co chciałem przeczytać
>I reszta tego zdania jest zbędna.
Reszta tego zdania jest. A zbędne są takie manipulacje.

>>wątek opiera się na tej publikacji i dotąd Ci to nie przeszkadzało.
> Bo i nic mi nie przeszkadza.
Czyli nie kwestionujesz treści doniesień tego artykułu, inaczej mówiąc zgadzasz się z australijskimi uczonymi.

>A stworzyłeś tezy których nijak w artykule nie znajdziesz.
Moje tezy są wnioskami z artykułu, jeśli popełniłem błąd, wskaż go.

>Na koniec argument ostatni.
>Dlaczego niektóre badania wykazują skuteczność terapii antynikotynowych...
Treść tego pytania kwestionuje treść artykułu, o którym kilka linijek wyżej piszesz, że Ci "nie przeszkadza".


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 18:58 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>>Dlaczego niektóre badania wykazują skuteczność terapii antynikotynowych...
>Treść tego pytania kwestionuje treść artykułu, o którym kilka linijek wyżej piszesz, że Ci "nie przeszkadza".

Przepraszam, ale Ty chyba inny artykuł podlinkowałeś, a do innego się odnosisz.

z podlinkowanego artykułu:

Na przykład, ostatnia analiza dotycząca nikotynowej terapii zastępczej wykazała, że aż 51 proc. testów opłacanych przez firmy dowodzi jej pozytywnego wpływu.


I nie pisz mi proszę, że pozytywny wpływ to nie to samo co skuteczność. W tym kontekście jest to to samo. Bo przecież nie chodzi o korzystny wpływ na cerę.
Osnowa (11779 punktów)

>Przepraszam, ale Ty chyba inny artykuł podlinkowałeś, a do innego się odnosisz.
> z podlinkowanego artykułu:

> Na przykład, ostatnia analiza dotycząca nikotynowej terapii zastępczej wykazała, że aż 51 proc. testów opłacanych przez firmy dowodzi jej pozytywnego wpływu.


Jeśli chcesz dyskutować o procentach, to faktycznie zaszło nieporozumienie. Bo ja na podstawie artykułu założyłem wątek o sensacyjnym odkryciu, że palenie nie jest nałogiem i co z tego odkrycia wynika.

Możesz to doniesienie uznać lub odrzucić i jak rozumiem odrzucasz.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
19-02-2010 08:10 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)

Z podlinkowanego artykułu::
Większość palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy nikotynowej terapii zastępczej i innych metod wspomagających


A teraz wyjaśnij proszę, jak żeś Ty z tego zdania wywnioskował, że palenie nałogiem nie jest. Ewentualnie zacytuj odpowiedni fragment, bo ja chyba mało kumaty jestem i takiego w omawianym artykule nie dostrzegam.
Osnowa (11779 punktów)

> Z podlinkowanego artykułu::
Większość palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy nikotynowej terapii zastępczej i innych metod wspomagających

>A teraz wyjaśnij proszę, jak żeś Ty z tego zdania wywnioskował, że palenie nałogiem nie jest.
Definicja nałogu określa go jako dysfunkcję woli, w Sydney dopatrzono się, że palacze decydując o zaprzestaniu palenia wykazują się sprawną wolą, zatem tej dysfunkcji musiało nie być. Użycie w artykule określenia "nałóg" może wynikać z błędu tłumacza lub nawyku piszącego - z nałogu piszącego może.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
20-02-2010 15:22 
 Ocena 1 na 1
Gołębiewski (850 punktów)
Ja miałem ciekawą historię z paleniem

13 lat - 1 gimnazjum, 3 zajęcia WF no i Test Coopera wynik 3150 umm wyśmienicie

Koledzy te sprawy no i zaczęło się palić

16 lat - 3 gimnazjum, jedne z ostatnich zajęć WF ten sam teścik wynik 1700, ... załamka

Wakacje 2 VIII 2005 - postanowienie, koniec z papierosami ...

dziś nie pale, bez problemu biegam po 10 kilometrów

Żadnych akcesoriów nie potrzebowałem do rzucenia.
pavvel (8272 punktów)

>Żadnych akcesoriów nie potrzebowałem do rzucenia.

I też uważasz, że to nie był nałóg?
Osnowa (11779 punktów)

>Żadnych akcesoriów nie potrzebowałem do rzucenia.
Plus (dla Australijczyków za trafione ustalenia).

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
21-02-2010 00:33 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
Sięgnijmy do Słownika Języka Polskiego

   nałóg
1. coś często powtarzanego, szkodliwego dla zdrowia
2. potocznie: przyzwyczajenie, nawyk


I może do wiki, bo łatwo dostępna:

Nałóg to zakorzeniona dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji, które są sprzeczne z przesłankami rozeznania intelektualnego.

To z tej definicji zaczerpnąłeś piękne słówko dysfunkcja?
To czerpmy z tego źródła dalej:

Klasycznym przykładem, obrazującym mechanizm nałogu, jest nikotynizm

I doskonale to pasuje do definicji. Przecież nałogowy palacz chronicznie podejmuje szkodliwe dla organizmu decyzje sprzeczne z rozeznaniem intelektualnym.
A ktoś, komu udało się rzucić palenie, jest przykładem że dysfunkcji tej można się pozbyć.

Po za tym palenie to coś więcej niż nałóg. Uzależnia nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Nie widziałeś nigdy ludzi na głodzie nikotynowym?
Osnowa (11779 punktów)

>A ktoś, komu udało się rzucić palenie, jest przykładem że dysfunkcji tej można się pozbyć.
Kto sam rzucił palenie, u tego dysfunkcji woli musiało nie być - bo jakim cudem by rzucił.

A bez pomocy - jak ustalono w Sydney - rzuca palenie większość palaczy.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
21-02-2010 22:14 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)
W Sydney tak naprawdę nic nie ustalono. A przynajmniej żadne ustalenia nie wynikają z tego artykułu.

Podam Ci wymyślony przeze mnie przykład:

Niech palenie próbuje rzucić 100 osób.
Niech 80 robi to bez żadnego wspomagania, a 20 żuje lub nakleja preparaty nikotynowe.

Niech z tych 80 samodzielnych palenie rzuci 20.
Niech z tych 20 ze wspomaganiem palenie rzuci 10.

I co? Po przeprowadzeniu ankiety wśród tych, którzy rzucili dowiesz się, że 2/3 rzuciło bez pomocy farmakologii.

Tylko, że wniosków z tego na temat skuteczności metod nie da się wyciągnąć.

> Kto sam rzucił palenie, u tego dysfunkcji woli musiało nie być - bo jakim cudem by rzucił.
Rzucił, czyli udało mu się tę dysfunkcję pokonać. To że jej nie ma od czasu rzucenia, nie znaczy że nie było wcześniej.
Osnowa (11779 punktów)

>Niech palenie próbuje rzucić 100 osób.
>Niech 80 robi to bez żadnego wspomagania, a 20 żuje lub nakleja preparaty nikotynowe.
>Niech z tych 80 samodzielnych palenie rzuci 20.
>Niech z tych 20 ze wspomaganiem palenie rzuci 10.
>I co? Po przeprowadzeniu ankiety wśród tych, którzy rzucili dowiesz się, że 2/3 rzuciło bez pomocy farmakologii.
Badano nie tych, którzy rzucili, lecz podejmujących próbę rzucenia - "po przeanalizowaniu wyników 511 badań opublikowanych w roku 2007 i 2008, które dotyczyły metod stosowanych przez osoby palące próbujące zerwać z nałogiem."

>> Kto sam rzucił palenie, u tego dysfunkcji woli musiało nie być - bo jakim cudem by rzucił.
>Rzucił, czyli udało mu się tę dysfunkcję pokonać.
Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
21-02-2010 23:46 
 Ocena 6 na 6
pavvel (8272 punktów)

>>I co? Po przeprowadzeniu ankiety wśród tych, którzy rzucili dowiesz się, że 2/3 rzuciło bez pomocy farmakologii.
>Badano nie tych, którzy rzucili, lecz podejmujących próbę rzucenia -

W moim przykładzie też możesz powiedzieć, że badano wszystkich 100.
Jednak wynik, który podano dotyczy tylko tych, którzy rzucili skutecznie.

>Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?

Nigdy nie robiłeś niczego, na co nie miałeś ochoty?
Ja na przykład budząc się, wolałbym nie iść do roboty, ale jakoś tę wolę pokonuję i idę.

A taki palacz wie, że się truje. Wie, że smrodzi. Wie, że wywala pieniądze w błoto, a mimo to przestać często nie potrafi.

Nałóg to i tak określenie delikatne. Moim zdaniem jest to uzależnienie. Dopuszczona przez prawo narkomania.
Osnowa (11779 punktów)

>Jednak wynik, który podano dotyczy tylko tych, którzy rzucili skutecznie.
Masz rację, manipulacji informacyjnej nie można tu wykluczyć. Choć gdyby faktycznie miała miejsce przeciwnicy teorii natychmiast by oszustwo zdemaskowali.

>>Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?
>budząc się, wolałbym nie iść do roboty, ale jakoś tę wolę pokonuję i idę.
Czy więc uważasz, że po przebudzeniu doznajesz, czy że nie doznajesz dysfunkcji woli w sprawie pójścia do roboty?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
22-02-2010 08:22 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
>>Jednak wynik, który podano dotyczy tylko tych, którzy rzucili skutecznie.
>Masz rację, manipulacji informacyjnej nie można tu wykluczyć. Choć gdyby faktycznie miała miejsce przeciwnicy teorii natychmiast by oszustwo zdemaskowali.

Nie zarzucam nikomu manipulacji, tylko stwierdzam brak danych na wyciąganie jakiś radykalnych wniosków.

> Choć gdyby faktycznie miała miejsce przeciwnicy teorii natychmiast by oszustwo zdemaskowali.

Już mówiłem, że gdyby nałóg był mitem lobby tytoniowe dawno by to wykazało, albo przynajmniej wykazać próbowało.

>>>Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?
>>budząc się, wolałbym nie iść do roboty, ale jakoś tę wolę pokonuję i idę.
>Czy więc uważasz, że po przebudzeniu doznajesz, czy że nie doznajesz dysfunkcji woli w sprawie pójścia do roboty?

Dlaczego zaraz dysfunkcji? Wola to jedno, a racjonalne myślenie to co innego.
U palaczy problem polega na tym, że wolą racjonalnie o paleniu nie myśleć.
A jak im się wola zmieni, to podejmują próby rzucenia. I gdyby rzeczywiście one były dla wszystkich łatwe, żadne koncerny nie dałyby rady robić ludzi w balona nieskutecznymi terapiami. Jednak łatwo nie jest a wszystkie te nikotynowe środki, to odpowiedź koncernów na istniejący realnie problem jakim jest rzucenie palenia.
Może i one tylko dla kasy są produkowane, może i pomagają nie bardziej niż placebo, może same uzależniają w nie mniejszym stopniu papieros...
Jednak nie zmienia to faktu, że nikotyna jest narkotykiem i silnie uzależnia i walka z tym uzależnieniem niektórych przerasta.
Osnowa (11779 punktów)

>gdyby nałóg był mitem lobby tytoniowe dawno by to wykazało
Niełatwo udowodnić niewinność.

>Dlaczego zaraz dysfunkcji?
Dlatego, że odpowiadałeś na moje pytanie o dysfunkcję, cytuję:
>czym on tę dysfunkcję woli pokonał? >>budząc się, wolałbym nie iść do roboty


>U palaczy problem polega na tym, że wolą racjonalnie o paleniu nie myśleć.
Więc mam nadzieję, że palacze nie wypowiadają się w tym wątku.

>A jak im się wola zmieni, to podejmują próby rzucenia.
A jak im wola wróci, to te próby okazują się nieudane... itd.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 08:06 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
>>gdyby nałóg był mitem lobby tytoniowe dawno by to wykazało
>Niełatwo udowodnić niewinność.

W tym wypadku bardzo łatwo. Masowo przeprowadzać badania i publikować ich wyniki.
Koncerny tytoniowe stać na to.
Osnowa (11779 punktów)

>>>gdyby nałóg był mitem lobby tytoniowe dawno by to wykazało
>>Niełatwo udowodnić niewinność.
>W tym wypadku bardzo łatwo. Masowo przeprowadzać badania i publikować ich wyniki.
Niekoniecznie skutki takiej publikacji jawiłyby się producentom fajek jako korzystne.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 09:14 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
Myślę, że byłyby korzystne.

Choćby z tego powodu:
W 1994 r. stan Minnesota wniósł pozew przeciwko firmom tytoniowym. W procesie ujawniono dokumenty koncernów świadczące o tym, że od lat 50. wiedziały więcej niż opinia publiczna o uzależniającym i rakotwórczym działaniu papierosów. Po lawinie pozwów w 1997 i 1998 r. koncerny podpisały ugody z 46 stanami: zobowiązały się wypłacić w ciągu 25 lat 246 mld dolarów i ograniczyć reklamę.

Albo z tego:
21 września 2004 r. amerykański Departament Sprawiedliwości wniósł oskarżenie przeciw firmom Philip Morris, Reynolds American Inc, Lorillard Tobacco, Liggett Group i Brown and Williamson. Twierdzi, że celowo nie informowały o niebezpieczeństwach palenia i manipulowały poziomem zawartości nikotyny w papierosach, by zwiększyć uzależnienie, a ich szefowie ustalili "50-letni plan okłamywania społeczeństwa". Amerykański rząd chce 280 mld dolarów odszkodowania.

Źródło. Pogrubienia moje.

Pozdrawiam
Osnowa (11779 punktów)

>Myślę, że byłyby korzystne.
>Choćby z tego powodu...
Zyski pozwalające na wypłacanie tak gigantycznych odszkodowań powstały w warunkach trwania mitu o uzależniającej mocy papierosów.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 18:19 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
Osnowa, proszę Cię - czytaj ze zrozumieniem.

Wiedziały o uzależniającym działaniu papierosów, ale nie informowały.
Manipulowały poziomem nikotyny, aby zwiększyć uzależnienie.
Osnowa (11779 punktów)

>Osnowa, proszę Cię - czytaj ze zrozumieniem.
Ok, tylko proszę, pisz z sensem, Pavvele.

>Wiedziały o uzależniającym działaniu papierosów, ale nie informowały.
>Manipulowały poziomem nikotyny, aby zwiększyć uzależnienie.
I co w związku z tym? Czy to jakoś przeczy mojemu twierdzeniu, że "Zyski pozwalające na wypłacanie tak gigantycznych odszkodowań powstały w warunkach trwania mitu o uzależniającej mocy papierosów."?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
24-02-2010 07:48 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
Przeczy to Twojemu twierdzeniu:
Niekoniecznie skutki takiej publikacji jawiłyby się producentom fajek jako korzystne.

Otóż dostałeś podwójny dowód, że gdyby palenie nie uzależniało, to producenci staraliby się to wykazać.
Podwójny bo:
1. Gdyby to wykazali nie musieliby płacić gigantycznych odszkodowań.
2. Producenci oszukiwali, żeby wmówić ludziom, że palenie nie uzależnia. Tym bardziej byliby szczęśliwi, gdyby byli wstanie to wykazać.

Szkoda, że tego sensu nie chcesz zauważyć.

Podsumowując:
Moim zdaniem w tej konkretnej sprawie prezentujesz postawę:
Widzę to co chcę widzieć, wierzę w to w co chcę wierzyć, a jeżeli rzeczywistość jest inna to tym gorzej dla rzeczywistości.

Każdy wyłożył swoje argumenty. Każdy kto czyta może je sobie ocenić.
Dalsza wymiana zdań sensu raczej nie ma.
Pozostaje Ci przetestować swoje teorie empirycznie

Pozdrawiam
24-02-2010 08:19 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Pozostaje Ci przetestować swoje teorie empirycznie
   Tak mu źle życzysz? Przecie Osnowa trupa w szafie szuka, ale nie wspomniał, że to mają być jego zwłoki.
24-02-2010 08:26 
 Ocena 5 na 5
pavvel (8272 punktów)
Przecież palenie nie uzależnia.
Jak przez miesiąc będzie palił chociaż pół paczki dziennie, a potem tak sobie po prostu przestanie, to udowodni nam wszystkim, że przynajmniej jego słowo "nałóg" nie dotyczy.

Jestem nawet gotowy pokryć ewentualne koszty tego eksperymentu.
Oczywiście tylko przez miesiąc. Kosztów dalszego "niepalenia" na siebie nie biorę.
24-02-2010 11:10 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Jak przez miesiąc będzie palił chociaż pół paczki dziennie, a potem tak sobie po prostu przestanie, to udowodni nam wszystkim, że przynajmniej jego słowo "nałóg" nie dotyczy.

   Udowodni coś więcej, mianowicie nasz udział w spisku Przemysłu Tytoniowego, w wynalezieniu nieistniejącego nałogu.

>Jestem nawet gotowy pokryć ewentualne koszty tego eksperymentu.
   Ja się dorzucę.

   Oczywiście do kosztów pochówku, jeśli eksperyment się uda, albo nie.

>Kosztów dalszego "niepalenia" na siebie nie biorę.
   Dalsze kwiatki też mnie nie będą interesowały.
Osnowa (11779 punktów)

>podwójny dowód
>1. Gdyby to wykazali nie musieliby płacić gigantycznych odszkodowań.
>2. Producenci oszukiwali, żeby wmówić ludziom, że palenie nie uzależnia. Tym bardziej byliby szczęśliwi, gdyby byli wstanie to wykazać.
>Szkoda, że tego sensu nie chcesz zauważyć.
Zauważam ten sens, ale z powodu tutaj wyłuszczonego uważam Twój podwójny dowód za niedostateczny, wszak to tylko poszlaka. Niekoniecznie znamy strategię rynkową producentów papierosów.

>Dalsza wymiana zdań sensu raczej nie ma.
Nigdy nie mów nigdy.

>Pozostaje Ci przetestować swoje teorie empirycznie
Mam zacząć produkować papierosy?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
22-02-2010 19:47 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>U palaczy problem polega na tym, że wolą racjonalnie o paleniu nie myśleć.
   Fakt, w uzależnieniach to jest opisane jako system iluzji i zaprzeczeń.

>A jak im się wola zmieni, to podejmują próby rzucenia.
   Tu już nie całkiem tak - myślę, że to nie wola się zmienia, tylko zmienia się spojrzenie na problem.
   Próby rzucenia nałogu są pochodną narastającego dyskomfortu z ujemnego bilansu korzyści i strat wynikających z konsumpcji uzależniacza.

>Jednak łatwo nie jest...
   Bo wszelkie nałogi prócz ewidentnych strat przynoszą też ewidentne korzyści nałogowcom, choć wyłącznie(?) w sferze emocjonalnej, dopiero przeniesienie akcentu na rozumową, racjonalną percepcję problemu pozwala na wyjście z uzależnienia.

   I tu jest ta "zmiana woli", która tak naprawdę jest zmianą punktu spojrzenia na kwestię, tak myślę.
23-02-2010 08:04 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
Oczywistym jest że wola się nie zmienia bez powodów. Istotny jest bilans szeroko rozumianych zysków i strat.
Dzięki za rozwinięcie, bo w zasadzie o to mi chodziło.
Ja pisałem na skróty, ze względu na permanentny brak czasu.

Pozdrawiam
22-02-2010 06:23 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?
   Rozumem, Osnowo, rozumem.
22-02-2010 08:08 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>>Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?
>   Rozumem, Osnowo, rozumem.
Zatem palenie okazuje się po prostu głupotą.

I jakoś podobnie uważają naukowcy z Sydney, ponieważ zalecają "przywrócenie równowagi informacyjnej na temat sposobów rzucania palenia".


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
22-02-2010 17:57 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Zatem palenie okazuje się po prostu głupotą.

   Może i głupotą wg. Osnowy, ale ja mam inne zdanie - gdyby palenie tytoniu nie było do czegoś ludziom potrzebne, to tytoń byłby traktowany, jak zwykły chwast.

>I jakoś podobnie uważają naukowcy z Sydney, ponieważ zalecają "przywrócenie równowagi informacyjnej na temat sposobów rzucania palenia".

   Nie kręć - oni nie piszą o paleniu tytoniu, lecz o sposobach rzucania tegoż palenia.
Osnowa (11779 punktów)

>>Zatem palenie okazuje się po prostu głupotą.
>   Może i głupotą wg. Osnowy, ale ja mam inne zdanie
Głupotą wg niejakiego Adamiaka, który tu pisze, że się dysfunkcję woli rozumem pokonuje.

Nie żebym miał przeciwny pogląd, ale mnie dziwi ta desperacka niekonsekwencja.

>   Nie kręć
Nie kręć, że kręcę.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 06:31 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Może i głupotą wg. Osnowy, ale ja mam inne zdanie
>Głupotą wg niejakiego Adamiaka, który tu pisze, że się dysfunkcję woli rozumem pokonuje.
   Ale dalszy ciąg zdania, którego początek zacytowałeś, sugeruje, że palenie przynosi również korzyści, więc wrzucanie wszystkich aspektów palenia do jednego wora z napisem "głupota z powodu jej szkodliwości" jest uproszczeniem i chwytem erystycznym.

   Który zresztą stosujesz od początku tego tematu.

>Nie żebym miał przeciwny pogląd, ale mnie dziwi ta desperacka niekonsekwencja.
   A mnie nie dziwią stare i zgrane sztuczki Osnowy, ot, standardowe kręcenie.

>Nie kręć, że kręcę.
   Nie przywiązuję się do nazw, więc możesz swoją karuzelę nazwać jak chcesz.
   Z nadzieją, że od samej zmiany nazwy karuzela będzie się kręcić w poprzek.
Osnowa (11779 punktów)

>   wrzucanie wszystkich aspektów palenia do jednego wora z napisem "głupota z powodu jej szkodliwości" jest uproszczeniem
Oczywiście, że to uproszczenie, mowa była o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", a nie "paleniu we wszystkich jego aspektach".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 16:31 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Oczywiście, że to uproszczenie, mowa była o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", a nie "paleniu we wszystkich jego aspektach".

   A skąd wziąłeś tezę, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli"?
Osnowa (11779 punktów)

>   A skąd wziąłeś tezę, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli"?
A stawiam taką tezę?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 17:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   A skąd wziąłeś tezę, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli"?
>A stawiam taką tezę?

   Nie wiem, czy stawiasz - pytam: skąd ją wziąłeś.
Osnowa (11779 punktów)

>   Nie wiem, czy stawiasz - pytam: skąd ją wziąłeś.
Widzę, że pytasz, dlatego pytam skąd masz pomysł na to pytanie?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 18:04 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie wiem, czy stawiasz - pytam: skąd ją wziąłeś.
>Widzę, że pytasz, dlatego pytam skąd masz pomysł na to pytanie?

   Dość ciekawym przypadkiem trolla, jest troll trollujący we własnym wątku...

23-02-2010 23:16 
 Ocena 2 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nie wiem, czy stawiasz - pytam: skąd ją wziąłeś.
>Widzę, że pytasz, dlatego pytam skąd masz pomysł na to pytanie?
   Z ciekawości.

   Z ciekawości, kto, gdzie i w jakim kontekście (czyli po co?) ten kretynizm wydalił.
23-02-2010 23:13 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Oczywiście, że to uproszczenie, mowa była o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", a nie "paleniu we wszystkich jego aspektach".

   Gdzie była mowa o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli"?- proszę o link.

P.S. Nie dość, że sam trollujesz we własnym wątku, to jeszcze bawisz się w wycinanki, Osnowo?
24-02-2010 02:04 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>   Gdzie była mowa o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli"?

"Gdzie była mowa" to już inne pytanie.

Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.
P: nałogowy palacz chronicznie podejmuje szkodliwe dla organizmu decyzje sprzeczne z rozeznaniem intelektualnym. A ktoś, komu udało się rzucić palenie, jest przykładem że dysfunkcji tej można się pozbyć.
O: Kto sam rzucił palenie, u tego dysfunkcji woli musiało nie być - bo jakim cudem by rzucił.
P: Rzucił, czyli udało mu się tę dysfunkcję pokonać
O: Tylko czym on tę dysfunkcję woli pokonał?
A: Rozumem, Osnowo, rozumem
O: Zatem palenie okazuje się po prostu głupotą.
A: Może i głupotą wg. Osnowy, ale ja mam inne zdanie
O: Głupotą wg niejakiego Adamiaka, który tu pisze, że się dysfunkcję woli rozumem pokonuje.
A: Ale dalszy ciąg zdania, którego początek zacytowałeś, sugeruje, że palenie przynosi również korzyści, więc wrzucanie wszystkich aspektów palenia do jednego wora z napisem "głupota z powodu jej szkodliwości" jest uproszczeniem i chwytem erystycznym.
O: Oczywiście, że to uproszczenie, mowa była o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", a nie "paleniu we wszystkich jego aspektach".
A: A skąd wziąłeś tezę, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli"?
O: A stawiam taką tezę?
A: Nie wiem, czy stawiasz - pytam: skąd ją wziąłeś
O: Widzę, że pytasz, dlatego pytam skąd masz pomysł na to pytanie?
A: Z ciekawości. Z ciekawości, kto, gdzie i w jakim kontekście (czyli po co?) ten kretynizm wydalił.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
24-02-2010 07:17 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Gdzie była mowa o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli"?
>"Gdzie była mowa" to już inne pytanie.
   A juści.

>Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.

   Sam sobie rozwinę, tylko pokaż mi, gdzie i kto pierwszy napisał o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", prócz tego, że Osnowa tutaj ten kretynizm zacytował?

   Żeby nie dawać Osnowie asumptu do dalszego trollowania w postaci radosnej twórczości "w rozwinięciu" spytam tak: kto tego farmazona wyprodukował?
   Czyli: kto jest autorem tegoż niebieskiego kwiatka?

   Twoje poematy z metra rozwinięte jedynie okropnie zaciemniają historię tego wydalania.

   No i strasznie trollowate są, nieprawdaż?
24-02-2010 08:45 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Sam sobie rozwinę
Na forum nie jesteśmy sami, rozwijam więc niekoniecznie dla Ciebie.

>>Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.
>   pokaż mi, gdzie i kto pierwszy napisał o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli",
W tym podwątku, który wgenerował Twoją wątpliwość pierwszy napisał właśnie Pavvel, masz tę treść w zdaniu "komu udało się rzucić palenie, jest przykładem że dysfunkcji tej można się pozbyć."

>prócz tego, że Osnowa tutaj ten kretynizm zacytował?
Żeby w sposób uprawniony pisać, że to kretynizm, powinieneś to najpierw wykazać.

Poza tym to nie jest dosłowny cytat, a tylko opis wskazania o które "palenie" chodzi. To o którym pisałem określiłem jako "palenie będące skutkiem dysfunkcji woli" by przeciwstawić je tym, o którym pisałeś Ty, a które można było nazwać "paleniem we wszystkich jego aspektach". Ale żadne z tych określeń w cudzysłowie nie jest dosłownym cytatem.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
24-02-2010 09:29 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Sam sobie rozwinę
>Na forum nie jesteśmy sami, rozwijam więc niekoniecznie dla Ciebie.
   Bardzo wybiórczo tę zasadę stosujesz, bo już przy wycinaniu moich dwóch postów, które też niekoniecznie tylko do Osnowy były adresowane (wg Osnowy "zasady", za przeproszeniem) już takich standardów nie zachowałeś, hipokryto.

>>   pokaż mi, gdzie i kto pierwszy napisał o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli",
>W tym podwątku, który wgenerował Twoją wątpliwość pierwszy napisał właśnie Pavvel, masz tę treść w zdaniu "komu udało się rzucić palenie, jest przykładem że dysfunkcji tej można się pozbyć."

   W wypowiedzi Pavvela wcale nie ma mowy o tym, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli", więc szukaj dalej autora kretynizmu, który tutaj zacytowałeś.

>>prócz tego, że Osnowa tutaj ten kretynizm zacytował?
>Żeby w sposób uprawniony pisać, że to kretynizm, powinieneś to najpierw wykazać.
   Mnie się nie śpieszy.

>Poza tym to nie jest dosłowny cytat, a tylko opis wskazania o które "palenie" chodzi.
   To nie jest żaden opis wskazania, tylko wyraźna teza, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli".

>To o którym pisałem określiłem jako "palenie będące skutkiem dysfunkcji woli" ...
   Aaaa... więc znalazł się Autor tego chwaścika...?

>Ale żadne z tych określeń w cudzysłowie nie jest dosłownym cytatem.
   Więc rozumiem, że przyznajesz się do autorstwa tezy, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli" - w takim razie poproszę o pierwszy człon, czyli założenia tej tezy.
24-02-2010 09:58 
 Ocena 3 na 3
apud (4399 punktów)

>   Mnie się nie śpieszy.

Nie pal, umrzesz zdrowszy!!!
Osnowa (11779 punktów)

>   Więc rozumiem, że przyznajesz się do autorstwa tezy, że "palenie jest skutkiem dysfunkcji woli"
Nie, i nigdzie tej tezy nie widzę. Może po prostu podlinkuj.

Bo ten link otwiera wypowiedź, w której piszę o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", co przecież nie jest tożsame z twierdzeniem, że palenie skutkiem takiej dysfunkcji jest. (Choć oczywiście wynika, że bywa.)

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
25-02-2010 18:22 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Bo ten link otwiera wypowiedź, w której piszę o "paleniu będącym skutkiem dysfunkcji woli", co przecież nie jest tożsame z twierdzeniem, że palenie skutkiem takiej dysfunkcji jest. (Choć oczywiście wynika, że bywa.)

   Czy napisałeś już kiedyś jakiś tekst z którego wynika, że został napisany niewątpliwie, choć dość prawdopodobnie przez Osnowę i zawiera tak podobne, jak nie tożsame treści, z których można wnioskować, acz niekoniecznie, iż być może prawdopodobieństwo jest spore... Być może?

   A może inaczej - czy kiedykolwiek napisałeś inny?

26-02-2010 08:26 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>   Czy napisałeś już kiedyś jakiś tekst z którego wynika, że został napisany niewątpliwie...
Każde oznajmienie zawiera pewnik, wystarczy sobie go nie zaćmić jakąś nadinterpretacją.

>Być może?
Się mi tu nie zalecaj.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
26-02-2010 19:45 
 Ocena 3 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>Każde oznajmienie zawiera pewnik, wystarczy sobie go nie zaćmić jakąś nadinterpretacją.
   Więc ćwicz, Osnowo.

>Się mi tu nie zalecaj.
   Jeszcze gustu nie straciłem.

   Teraz poćwicz znowu wycinanki, hipokryto za trzy grosze w jednym banknocie.
26-02-2010 23:37Nie na temat 
 Ocena 2 na 4
Smith (10069 punktów)
>   Teraz poćwicz znowu wycinanki, hipokryto za trzy grosze w jednym banknocie.
Było, znikło i znowu jest.
Pościk przeszedł cenzorski test.
27-02-2010 17:23Nie na temat 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Było, znikło i znowu jest.
>Pościk przeszedł cenzorski test.
   Moje cztery jeszcze nie.


Osnowa (11779 punktów)

>   Teraz poćwicz znowu wycinanki, hipokryto za trzy grosze w jednym banknocie.
Teraz testuję moderację zgłaszając "znieważenie osoby".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 07:39 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Teraz poćwicz znowu wycinanki, hipokryto za trzy grosze w jednym banknocie.
>Teraz testuję moderację zgłaszając "znieważenie osoby".
   Jeśli chcesz jeszcze coś zatrzeć, prócz złego wrażenia, to nie krępuj się, tu nie gryzą, co najwyżej posty wycinają, ale przecie sobie takiej głupoty nie wytniesz...
   Chyba...
24-02-2010 08:02 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
> Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.

To błąd, czy celowa manipulacja?
Bo wystarczy kliknąć strzałkę do góry i będzie widać kto tę dysfunkcję do rozmowy wrzucił.
Osnowa (11779 punktów)

>> Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.
>To błąd, czy celowa manipulacja?
Czyżbym wskazał na nie Twoją wypowiedź, pisząc, że to Twoja?

>Bo wystarczy kliknąć strzałkę do góry i będzie widać kto tę dysfunkcję do rozmowy wrzucił.
Definicję Wikipedii do wątku pierwszy wrzuciłem ja, ale w części, z której wynikło pytanie Adamiaka ponowiłeś ją Ty (nawet się zastanawiałem dlaczego powielasz) i na niej oparłeś swoją wypowiedź, którą zacytowałem, a którą Ty zacząłeś słowami "I doskonale to pasuje do definicji."

Więc nie wiem o jakim błędzie czy manipulacji mówisz.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
24-02-2010 09:09 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
>>> Wypowiedź Pavvela inicjuje ten temat, poniżej jest rozwinięcie.
>>To błąd, czy celowa manipulacja?
>Czyżbym wskazał na nie Twoją wypowiedź, pisząc, że to Twoja?

Proszę Cię, nie bądź bezczelny. Stwierdziłeś, że to ja zainicjowałem używanie słowa dysfunkcja. Na nic więcej Cię nie stać?
Jak to mawiał Lec:
Tonący brzydko się chwyta.

Z mojej strony E.O.T.
Osnowa (11779 punktów)

>nie bądź bezczelny.
Wzajemnie.

>Stwierdziłeś, że to ja zainicjowałem używanie słowa dysfunkcja.
Nie stwierdziłem. Choć mógłbym, bo w omawianej części faktycznie zainicjowałeś.

>Z mojej strony E.O.T.
Dotrzymaj słowa.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 19:54 
 Ocena 1 na 1
placownik (17853 punktów)

>I co? Po przeprowadzeniu ankiety wśród tych, którzy rzucili dowiesz się, że 2/3 rzuciło bez pomocy farmakologii.
>Tylko, że wniosków z tego na temat skuteczności metod nie da się wyciągnąć.

   Niedawno stilgar uświadomił mi, że to tzw. Paradoks Simpsona.

   Pozdrawiam


Niech strój słów podkreśla urodę myśli
pavvel (8272 punktów)
Czytałem tamten wątek
Niezupełnie.
Tam była mowa o rzeczywistym paradoksie.
Tu mamy sytuację z błędem w interpretacji wyników, ewentualnie z zamierzonym doborem danych do poparcia swojej tezy.

Ja jestem ciekawy jaka była metodologia tych badań.
I surowych danych - wnioski sam potrafię z nich wyciągnąć.
15-02-2010 16:39 
 Ocena 6 na 6
Terebint (Marcin) (795 punktów)
>>> I Australijczycy właśnie się dopatrzyli, że trwanie przy chronicznym paleniu wynika nie z takiej wady woli, lecz z błędnego przekonania o istnieniu tej wady.
>>Osnowa nie wiem gdzie Ty to wyczytałeś...
>Między wierszami, gdzie zawsze jest dosyć miejsca na moje wnioskowanie, interpretacje i - jeśli zechcę - na nadinterpretacje...

Dokładnie, dlatego też może przypomnę sam tytuł: "Większośc palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy" - a więc większość, a nie wszyscy i zrywa z nałogiem, a nie z farmaceutyczną sugestią.

>> Ja jedynie widzę krytykę koncernów, które wmawiają ludziom, że bez pomocy środków farmakologicznych palacz sobie nie poradzi.
>Jeżeli palaczom uzależnienie trzeba było wmawiać, to znaczy, że faktycznie ono nie istniało.

Osnowa odpowiem ostatni raz, bo już później nie będzie mi się chciało w kółko powtarzać tego samego...

Palaczom nie wmawiano nałogu, tylko to, że bez farmakologii nie uda im się z niego wyjść... Ja zaczynałem palić jeszcze za "komuny" - tak zwana głupota wieku młodzieńczego. Później nałóg próbowałem rzucić wielokrotnie, a było to czasy, gdy w Polsce nie było słychać o żadnych plastrach, gumach czy tabletkach wspomagających rzucanie nałogu... Nie udało mi się to za pierwszym razem, a ile tych prób miałem w ciągu kilku lat, nie wiem. W końcu mi się udało, ale to co przeżyłem ja i moja rodzina przez dwa tygodnie to po prostu do nieopisania... Kto sam nie doświadczył skutków ubocznych pozbywania się z organizmu nikotyny, to tego nie zrozumie, co najwyżej wyśmieje, więc nie będę tego Tobie wyjaśniał. Przeżyłem to na własnej skórze, a więc Twoja interpretacja tego króciutkiego apelu do firm farmaceutycznych jest po prostu chciejstwem, a nie faktami... Sam znam zaledwie dwie osoby, którym udało się rzucić palenie ot, tak z dnia na dzień... inni mieli naprawdę pod górkę.

Poza tym brakuje mi tu jeszcze innych badań. Jestem ciekaw, co by stwierdzono gdyby przeprowadzono badania - choćby na tak małej grupce, jak ta z artykułu - na palaczach, którym nie udało się rzucić palenia mimo wielu podejmowanych prób wspomaganych farmakologią bądź też i nie...
15-02-2010 16:53 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>Sam znam zaledwie dwie osoby, którym udało się rzucić palenie ot, tak z dnia na dzień... inni mieli naprawdę pod górkę.
Paliłam 26 lat (z przerwą na urodzenie dziecka). Pewnego dnia powiedziałam sobie, że od jutra nie palę. Papierosy przestały mi smakować. Tak się stało - nie paliłam 6 lat i wcale mnie nie ciągnęło do nałogu. Po czym wróciłam do palenia i od 4 lat znów "popalam" - palę, jak mam na to ochotę, a jak nie mam ochoty (lub warunków), to nie palę. Czasem bez papierosa potrafię przeżyć trzy-cztery dni i wcale mnie nie ciągnie. A potem sobie zapalam, bo lubię. Nie męczę się bez papierosa, ot, tak sobie zwyczajnie żyję. Wiem, że jak zechcę, mogę nie palić w ogóle.
Więc to chyba nie jest nałóg (w moim przypadku)?
>Jestem ciekaw, co by stwierdzono gdyby przeprowadzono badania - choćby na tak małej grupce, jak ta z artykułu - na palaczach, którym nie udało się rzucić palenia mimo wielu podejmowanych prób wspomaganych farmakologią bądź też i nie...
Według mnie po prostu nie mieli motywacji. Albo wprost przeciwnie - mieli silną motywację do palenia. Bo to nieprawda, że z nałogu nie można wyjść. Zależy tylko, czy ów nałóg to zwyczaj, czy silne uzależnienie.
15-02-2010 18:11 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Według mnie po prostu nie mieli motywacji. Albo wprost przeciwnie - mieli silną motywację do palenia.
   Uważam, że celnie ujęłaś clou problemu, bo każdy palacz jest uzależniony indywidualnie i z różnym natężeniem.
   Każdy też ma inny "współczynnik" zapotrzebowania na nikotynę, czy inną chemię.

>Bo to nieprawda, że z nałogu nie można wyjść. Zależy tylko, czy ów nałóg to zwyczaj, czy silne uzależnienie.
   A jeśli nawet silne uzależnienie, to ważny jest bilans między potrzebą uzależniacza więc chęcią jego używania, a chęcią życia bez niego.
15-02-2010 23:16 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Pewnego dnia powiedziałam sobie, że od jutra nie palę. Papierosy przestały mi smakować. Tak się stało - nie paliłam 6 lat i wcale mnie nie ciągnęło do nałogu. Po czym wróciłam do palenia i od 4 lat znów "popalam" - palę, jak mam na to ochotę, a jak nie mam ochoty (lub warunków), to nie palę.
Piękny przykład dochodzenia własnym rozumem do nikotynowego ateizmu.

Podobną opowieść snuła mi kiedyś pewna miła lekarka, ale wtedy zdawało mi się, że tylko marnuje swój czas.

>nieprawda, że z nałogu nie można wyjść. Zależy tylko, czy ów nałóg to zwyczaj, czy silne uzależnienie.
Wg Wikipedii nałóg polega na dysfunkcji woli, więc gdzie samą wolą uporano się z przyzwyczajeniem, tam nałogu po prostu nie było. A jak się okazuje, z rzucaniem palenia radzi sobie większość.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 00:26 
 Ocena 3 na 3
ats42 (262 punktów)
Kobietom jakby łatwiej jest rzucić palenie "od ręki", vide moja ślubna.

Ja palę od 32 lat, przeszedłem zawał i wydawało by się, że powinienem mieć choćby z tej racji motywację do rzucenia nałogu. Nic z tego- palę, bo lubię i żadne czary-mary mi w rzuceniu nałogu nie pomogą. Owszem, ograniczyłem palenie, zacząłem też palić lepsze papierosy i próbowałem nawet tych wspomagaczy. Co do nich właśnie- straszny kit się ludziom wciska. Palenie tytoniu to jest kompleks czynności i odczuć, a nie tylko dostarczanie organizmowi nikotyny. Dostarczanie jej zresztą w jakiejkolwiek formie wywołuje w dalszym ciągu głód nikotynowy i można sobie na zmianę palić fajkę albo żuć tabletkę- jest to jeden karabin, papieros staje się ekwiwalentem tabletki, a nie odwrotnie. Jest to też tak samo drogie, jak palenie. Nikotyna powoduje skurcz naczyń krwionośnych, przez co podwyższa ryzyko ich zablokowania (przy miażdżycy) i w konsekwencji zawału serca, ale nie jest to zależne od metody dostarczenia organizmowi nikotyny- tabletki też wywołują skurcz naczyń! Ja po "nicorette" miałem "kręćka" i obłędną czkawkę, więc sobie dałem spokój z tym cholerstwem, po "niquitin" było prawie tak samo.
18-02-2010 00:39 
 Ocena 3 na 3
Autografka (10638 punktów)
>Dostarczanie jej zresztą w jakiejkolwiek formie wywołuje w dalszym ciągu głód nikotynowy i można sobie na zmianę palić fajkę albo żuć tabletkę- jest to jeden karabin, papieros staje się ekwiwalentem tabletki, a nie odwrotnie. Jest to też tak samo drogie, jak palenie. Nikotyna powoduje skurcz naczyń krwionośnych, przez co podwyższa ryzyko ich zablokowania (przy miażdżycy) i w konsekwencji zawału serca, ale nie jest to zależne od metody dostarczenia organizmowi nikotyny- tabletki też wywołują skurcz naczyń! Ja po "nicorette" miałem "kręćka" i obłędną czkawkę, więc sobie dałem spokój z tym cholerstwem, po "niquitin" było prawie tak samo.

No niestety, ale masz całkowitą rację. Można się z powodzeniem uzależnić od zamienników papierosów. Ja już od kilku lat obiecuję sobie rzucenie gum nicorette. Nie jest to proste. Znają mnie już wszyscy aptekarze w mieście. Niektórzy też rzucają, więc możemy sobie podyskutować.

Nie zawsze się traci, kiedy się zostaje pozbawionym czegoś. [Goethe]
15-02-2010 18:04 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Nie udało mi się to za pierwszym razem, a ile tych prób miałem w ciągu kilku lat, nie wiem.

   Więc palenie jest bardzo łatwo rzucić - ja też ze sto razy rzucałem.
16-02-2010 09:09 
 Ocena 3 na 3
pavvel (8272 punktów)
U mnie w robocie kolega w ciągu pół roku rzucał chyba z 5 razy.
Ostatnio rzucił rzucanie.
15-02-2010 23:16 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Osnowa odpowiem ostatni raz, bo już później nie będzie mi się chciało
Niepotrzebnie piszesz dalej, na takie dictum odechciało mi się czytać.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
P.R.Wieczorek DSM (207 punktów)
>Tymczasem australijscy uczeni ustalili, że ludzie w większości odrzucają palenie własnymi siłami, co oznacza, że palenie nałogiem nie jest.

Trudno mi trochę uwierzyć w to, że ludzie - w większości - rzucają palenie bez środków wspomagających, ale jeśli ustalili to naukowcy - muszę to jakoś zaakceptować. Wtrącę tu swoje trzy grosze: Na pewno w większości tych przypadków palacze nie rzucają palenia za pierwszą próbą. Mogę się założyć, że gdyby wyliczyć tu średnią, wyszłoby, że każda z tych osób próbowała rzucić palenie co najmniej pięć razy. Tak a propos, znam osoby, które odstawiły nałóg od alkoholu, nie stosując przy tym żadnej terapii.
Pozdrawiam!
Osnowa (11779 punktów)

>Tak a propos, znam osoby, które odstawiły nałóg od alkoholu, nie stosując przy tym żadnej terapii.
Myślę, że to dobry kierunek, bo podejrzewam, że uzależnienia to przereklamowana sprawa. No bo gdyby takiego uzależnionego siłą używki pozbawić, to co - czy on umrze?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 10:05 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>No bo gdyby takiego uzależnionego siłą używki pozbawić, to co - czy on umrze?
   Jeśli nie umrze (a o takich przypadkach jedynie słyszałem) to i tak wróci do konsumpcji przy najbliższej okazji po ustaniu przymusu będącego powodem niezażywania.

   Przymusową abstynencją było aplikowanie alkoholikom "ANTICOLU" ((disulfiramum) - tę przymusową metodę w leczeniu już dawno zarzucono, jako zupełnie nieskuteczną.

   Chyba, że okres przymusowej abstynencji byłby połączony z użyciem rozumu w procesie zaprzestania brania używki, ale i tak na ogół stres związany z przymusem jest barierą nie do pokonania i zostaje "przetransformowany" w jeszcze jeden czynnik systemu iluzji i zaprzeczeń, będący "alibi" do dalszego brania.
Osnowa (11779 punktów)

>>gdyby takiego uzależnionego siłą używki pozbawić, to co - czy on umrze?
>   wróci do konsumpcji przy najbliższej okazji po ustaniu przymusu
A jeśli ten przymus nie ustanie (czy tak nie bywa w przypadku tracheotomii?) to umrze ten niby to uzależniony? Otóż wychodzi mi, że całe uzależnienie, to pozwalanie sobie, nic więcej.

>   ...okres przymusowej abstynencji byłby połączony z użyciem rozumu
Jeśli użycie rozumu ma być uznane za element terapii, to uzależnionym jest też dziewiczy abstynent antycypujący swój nałóg. Ale tu wyłazi, że uzależnienie to tylko efekt sugestii.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 17:37 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>A jeśli ten przymus nie ustanie (czy tak nie bywa w przypadku tracheotomii?) to umrze ten niby to uzależniony?
   Jeśli tracheotomia jest niezbędna do utrzymania życia, to tak, Osnowo.

>Otóż wychodzi mi, że całe uzależnienie, to pozwalanie sobie, nic więcej.
   A jakże to "pozwalanie sobie, nic więcej" wydedukowałeś?

>>   ...okres przymusowej abstynencji byłby połączony z użyciem rozumu
>Jeśli użycie rozumu ma być uznane za element terapii...
   Rozum jest w tym przypadku narzędziem służącym w skuteczniejszej terapii uzależnienia.

>Ale tu wyłazi, że uzależnienie to tylko efekt sugestii.
   Nic nie wyłazi, prócz tego, że zdajesz się nie rozumieć- a na pewno piszesz w sposób to sugerujący- mechanizmów powstawania uzależnień.
Osnowa (11779 punktów)

>   tracheotomia
To w końcu palacz może, czy nie może umrzeć z powodu odstawienia?

>>Otóż wychodzi mi, że całe uzależnienie, to pozwalanie sobie, nic więcej.
>   A jakże to "pozwalanie sobie, nic więcej" wydedukowałeś?
Brakiem miarodajnych objawów.

>   Rozum jest w tym przypadku narzędziem służącym w skuteczniejszej terapii uzależnienia.
Rozumem to się najpewniej głupotę wypędza.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
24-02-2010 08:04 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   tracheotomia
>To w końcu palacz może, czy nie może umrzeć z powodu odstawienia?
   A co mnie to obchodzi?- jeśliś taki ciekawy, to sam sobie szukaj tej padliny.

>>   A jakże to "pozwalanie sobie, nic więcej" wydedukowałeś?
>Brakiem miarodajnych objawów.
   I objawem miarodajnym ma być ten trup?
   Znaczy prawda leży w grobie?

>Rozumem to się najpewniej głupotę wypędza.
   Możliwe, ale na razie praktykujesz w trollowaniu.
Osnowa (11779 punktów)

>>To w końcu palacz może, czy nie może umrzeć z powodu odstawienia?
>   A co mnie to obchodzi?
Odpowiadania na to pytanie podjąłeś się ochotniczo, więc to pytanie kieruj do siebie.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
25-02-2010 15:11 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Odpowiadania na to pytanie podjąłeś się ochotniczo, więc to pytanie kieruj do siebie.

   Nadawałbyś się na łowcę skór.

   Obudź się i sięgnij okienko wyżej, gdzie sam zadałeś pytanie, na które odpowiedź mnie nie interesuje, bo mnie to nic nie obchodzi.
Osnowa (11779 punktów)

>   sięgnij okienko wyżej, gdzie sam zadałeś pytanie
Sięgnij okienko niżej, gdzie sam na nie odpowiadałeś.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 07:52 
 Ocena 1 na 1
P.R.Wieczorek DSM (207 punktów)
Terpapie, które wymieniłeś, to niewątpliwie "ściema" i czysty biznes, żerujący na naiwności i głupocie ludzkiej. W tym wypadku zapewne możemy powiedzieć o efekcie placebo. Ale nie mówmy, że tabletki czy gumy, zawierające w sobie nikotynę, również są tylko i wyłącznie owym efektem placebo. Bo nie są. Ten, kto nie przepalił w swoim życiu choćby paru lat, nigdy nie dowie się, czym jest głód nikotynowy. Ale powtarzam jeszcze raz: Najważniejsze są chęci. A bez NTZ palenie również można rzucić.
Osnowa (11779 punktów)

>kto nie przepalił w swoim życiu choćby paru lat, nigdy nie dowie się, czym jest głód nikotynowy
To "argument" religianta, który miał objawienie, więc teraz "nikt mu nie powie, że boga nie ma".


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
diogenes (42753 punktów)
>"większość palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy metod wspomagających".

Czyli tak, jak z nałogiem zaczęła.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
14-02-2010 17:41 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

Zaczynało się trochę na siłę.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
14-02-2010 18:11 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>Zaczynało się trochę na siłę.
No np. tak
15-02-2010 04:35 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)
Wniosek: nie kupować skażonego gówna z niepewnych źródeł
16-02-2010 07:58 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>Wniosek: nie kupować skażonego gówna z niepewnych źródeł
Szczególnie na siłę.
16-02-2010 08:12 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>Wniosek: nie kupować skażonego gówna z niepewnych źródeł
>Szczególnie na siłę.
   Bo i tak kupuje się zwykle na bezsilność.
rudyment (3233 punktów)
>Wiec od dziś już nie farmakologia czy wysilanie woli, ale zwyczajna chęć wystarczy do odstawienia
>palenia.

Oczywiście - tylko że ta chęć musi się pojawić. U mnie dla przykładu jakoś nie chce, zwłaszcza od chwili przejścia na e-papieros, co uspokoiło mi sumienie odnośnie trucia siebie i otoczenia czterema tysiącami zbędnych związków chemicznych, towarzyszących klasycznej inhalacji ukochanej nikotyny.

Rozum to umiejętność naginania poglądów do faktów
Kret Subwersator (35 punktów)
(zablokowany)
Zaskakująca wydaje się być zmienność doniesień na ten temat. Nie wiadomo komu wierzyć. Jestem zaskoczony.
14-02-2010 19:57 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>Zaskakująca wydaje się być zmienność doniesień na ten temat. Nie wiadomo komu wierzyć. Jestem zaskoczony.
Sprzecznością swych twierdzeń medycyna wkrótce prześcignie religię, a kiedy zanegowane zostanie każde medyczne twierdzenie - zajmie jej miejsce.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 04:37 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)

>Sprzecznością swych twierdzeń medycyna wkrótce prześcignie religię

a Osnowa zamiast do lekarza do księdza zacznie chodzić, bo bardziej wiary godny
15-02-2010 10:46 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>>Sprzecznością swych twierdzeń medycyna wkrótce prześcignie religię
>a Osnowa zamiast do lekarza do księdza zacznie chodzić
Wtedy to będzie wszystko jedno, więc wybierze się tańszy wariant.

>bo bardziej wiary godny
Przecież to właśnie ja sprzeciwiam się "braniu medycyny na wiarę".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 11:03 
 Ocena 2 na 2
pavvel (8272 punktów)
No wiesz, nie każdy ma możliwość prowadzenia badań i testowania leków.
Większość społeczeństwa musi przyjmować to na wiarę.

Podobnie na wiarę przyjmuję, że licznik gazu u mnie w domu działa poprawnie i nie rozkręcam go w celu wykrycia jakić nierzetelności.

Nasz świat jest już tak skomplikowany, że większość rzeczy musimy przyjmować na wiarę. Nie dasz rady być specjalistą w każdej dziedzinie.
Można starać się jak zrozumieć z grubsza mechanizmy, ale zawsze dojdziesz do poziomu na którym pozostanie Ci wiara.
Po to istnieją różne normy, procedury, systemy weryfikacji danych, żeby nasza wiara opierała się na zaufaniu do systemu, niekoniecznie do ludzi.

A kwestionować można wszystko. Na tym forum da się zauważyć, że Twoim hobby jest podważanie wiedzy medycznej oraz kompetencji i uczciwości lekarzy.

Przyczyn nie dociekam.

Pozdrawiam
15-02-2010 23:14 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>Większość społeczeństwa musi przyjmować to na wiarę.
Po co wiara temu, kto musi?

>Na tym forum da się zauważyć, że Twoim hobby jest podważanie wiedzy medycznej oraz kompetencji i uczciwości lekarzy. Przyczyn nie dociekam.
Z Twojej wypowiedzi mi wynika, że Twoim hobby jest informowanie o niedociekaniu przyczyn hobby innych. Ale przyczyn nie dociekam.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Między stwierdzeniami, że brak jest lekarstwa, a tymi o braku choroby istnieje przepaść. W swoim temacie nigdzie jej nie zasypałeś.
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
15-02-2010 01:07 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Między stwierdzeniami, że brak jest lekarstwa, a tymi o braku choroby istnieje przepaść. W swoim temacie nigdzie jej nie zasypałeś.
Lekarstwo jak najbardziej było, bo to ono służyło wygenerowaniu w imaginacji palaczy choroby - uzależnienia.

Stwierdzenie "braku choroby" nadeszło długo po zaistnieniu lekarstwa.

Ale nie dzieli tych wydarzeń żadna przepaść, raczej będą sobie jeszcze czas jakiś równolegle współistniały.

A ja zachęcam, aby PSR pomogło ten czas skrócić.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 01:48 
 Ocena 6 na 6
Adamiak (36436 punktów)
>A ja zachęcam, aby PSR pomogło ten czas skrócić.

   Tak se myślę, że w czasie rocznej służby na forum nie słyszałem jedynie propozycji dla PSR-u, aby zajął się wodociągami w Bystrzycy Ciurkliwej.
15-02-2010 02:36 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>   Tak se myślę, że w czasie rocznej służby na forum nie słyszałem jedynie propozycji dla PSR-u, aby zajął się wodociągami w Bystrzycy Ciurkliwej.
Dzięki nam PSR ma w czym wybierać.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 07:37 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Dzięki nam PSR ma w czym wybierać.

   Pozostaje mi życzyć Wam owocnej współpracy.

   Jesteście jedyną nadzieją Bystrzycy Ciurkliwej.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Nie obraź się, ale jeśli ja znam przynajmniej jeden przypadek uzależnienia od papierosów, to stwierdzenie, że to uzależnienie jest wytworem mojej wyobraźni, to stanowczo za mało.
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
15-02-2010 23:25 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Nie obraź się, ale jeśli ja znam przynajmniej jeden przypadek uzależnienia od papierosów, to stwierdzenie, że to uzależnienie jest wytworem mojej wyobraźni, to stanowczo za mało.
Niech się Australijczycy obrażają, bo to ich ustalenia podważasz.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
16-02-2010 10:39 
 Ocena 1 na 1
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Nie obraź się, ale jeśli ja znam przynajmniej jeden przypadek uzależnienia od papierosów, to stwierdzenie, że to uzależnienie jest wytworem mojej wyobraźni, to stanowczo za mało.
>Niech się Australijczycy obrażają, bo to ich ustalenia podważasz.
Oni ustalili tylko, że tzw lekarstwa nie zwalczają nałogu, a nie, że on nie istnieje.
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
16-02-2010 13:09 
 Ocena 1 na 1
Smith (10069 punktów)
>>>Nie obraź się, ale jeśli ja znam przynajmniej jeden przypadek uzależnienia od papierosów, to stwierdzenie, że to uzależnienie jest wytworem mojej wyobraźni, to stanowczo za mało.
>>Niech się Australijczycy obrażają, bo to ich ustalenia podważasz.
>Oni ustalili tylko, że tzw lekarstwa nie zwalczają nałogu, a nie, że on nie istnieje.
A to, że łaska boska nie uratowała dinozaurów z potopu nie świadczy, że nie istnieje.
Pozdrawiam
>
Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.

zastanowiłem się.
Osnowa (11779 punktów)

>Oni ustalili tylko, że tzw lekarstwa nie zwalczają nałogu, a nie, że on nie istnieje.
A ponieważ definicja nałogu wyklucza "samowychodzenie" z niego, automatycznie ustalili, że palenie nałogiem nie jest.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 10:06 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A ponieważ definicja nałogu wyklucza "samowychodzenie" z niego...

   To ciekawe - możesz tę definicję podać w całości?
17-02-2010 16:43 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>>A ponieważ definicja nałogu wyklucza "samowychodzenie" z niego...
>   To ciekawe - możesz tę definicję podać w całości?
To definicja nałogu z Wikipedii, gdzie określony jest on jako "zakorzeniona dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji, które są sprzeczne z przesłankami rozeznania intelektualnego".


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 18:04 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>A ponieważ definicja nałogu wyklucza "samowychodzenie" z niego...
>>   To ciekawe - możesz tę definicję podać w całości?
>To definicja nałogu z Wikipedii, gdzie określony jest on jako "zakorzeniona dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji, które są sprzeczne z przesłankami rozeznania intelektualnego".

   Wykaż, w którym miejscu wyklucza ona "samowychodzenie" z tegoż nałogu.

   Zakładając roboczo dokładność tej wersji definicji nałogu.
Osnowa (11779 punktów)

>   w którym miejscu wyklucza ona "samowychodzenie" z tegoż nałogu.
Tam gdzie wskazano, iż wywołana nałogiem dysfunkcja obejmuje wolę, która wskutek tego nie posłuży do rzeczonego samowychodzenia.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 19:22 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   w którym miejscu wyklucza ona "samowychodzenie" z tegoż nałogu.
>Tam gdzie wskazano, iż wywołana nałogiem dysfunkcja obejmuje wolę, która wskutek tego nie posłuży do rzeczonego samowychodzenia.

   Czyli zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
Osnowa (11779 punktów)

>   Czyli zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
A zakładam?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 21:26 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Czyli zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
>A zakładam?
   Właśnie o to pytam powyżej, a dokładnie tutaj.
Osnowa (11779 punktów)
>>>    Czyli zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
>>A zakładam?
>   Właśnie o to pytam powyżej, a dokładnie tutaj.
A ja pytam skąd Twoje podkreślone powyżej wnioskowanie.
>


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 22:37 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>>>    Czyli zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
>>>A zakładam?
>>   Właśnie o to pytam powyżej, a dokładnie tutaj.
>A ja pytam skąd Twoje podkreślone powyżej wnioskowanie.

   A z wywiedzionego z tej definicji Twojego dictum, że iż wywołana nałogiem dysfunkcja obejmuje wolę, która wskutek tego nie posłuży do rzeczonego samowychodzenia.
Osnowa (11779 punktów)

>>>>>    zakładasz, że dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?
>>>>[...]
>>>[...]
>>[...]
>[...]
Nie widzę, żebym robił takie założenie.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 23:32 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Nie widzę...
   To załóż wątek o jęczmieniu, albo spisku okulistów.
Osnowa (11779 punktów)

>>Nie widzę...
>   To załóż wątek o jęczmieniu, albo spisku okulistów.
Jak widzisz powód, to sam załóż.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 13:34 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)

> .. dysfunkcja sprawności woli jest nieuleczalna?

Nałóg powoduje co najwyżej dysfunkcję wolności (trudność zaprzestania), natomiast świetnie wspomaga funkcję woli (bo chcę).

A, że przodkowie nasi (zwłaszcza ci słowotwórczy) zapewne trunków byle gdzie nie wylewali, przeto zostały nam po nich podobne wyrazy na określenie dwu różnych rzeczy (wieść niesie, że oni "jadali na mchu" (czy coś w podobie), bo nie mieli stołów - kto by tam wierzył nawykowemu powtarzaniu obyczajów czy przysłów..).

W efekcie "dysfunkcja" sprawności woli jest miarą ludzkiej cywilizacji. Uleczyć ją, to wykluczyć wątpliwość.
18-02-2010 23:32 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

> natomiast świetnie wspomaga funkcję woli (bo chcę).
Dobre, więc łażę i wszędzie opowiadam jako dowcip...

> A, że przodkowie nasi (zwłaszcza ci słowotwórczy) zapewne trunków byle gdzie nie wylewali, przeto zostały nam po nich podobne wyrazy na określenie dwu różnych rzeczy (wieść niesie, że oni "jadali na mchu" (czy coś w podobie), bo nie mieli stołów - kto by tam wierzył nawykowemu powtarzaniu obyczajów czy przysłów..).
...i przy okazji oświecono mnie choć w sprawie "namchujadania".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
21-02-2010 20:37 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>> natomiast świetnie wspomaga funkcję woli (bo chcę).
> (..) opowiadam jako dowcip...

Geniuszom przeplotu, może się zdawać zabawne pozostawanie w "niewoli woli"...

[Przy okazji: dopuszczalność szyku przestawnego w polskim języku jawi się zaletą ;]
18-02-2010 06:08 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   w którym miejscu wyklucza ona "samowychodzenie" z tegoż nałogu.
> Tam gdzie wskazano, iż wywołana nałogiem dysfunkcja obejmuje wolę, która wskutek tego nie posłuży do rzeczonego samowychodzenia.

    Tam, to znaczy gdzie wykazano, że to nałóg wywołuje dysfunkcję woli?
18-02-2010 12:58 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>    gdzie wykazano
A wykazano?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 13:09 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>    gdzie wykazano
>A wykazano?
   Napisałeś, że wykazano.

   A Osnowa zaplątany we własny wątek wygląda jw.
Osnowa (11779 punktów)

>>>    gdzie wykazano
>>A wykazano?
>   Napisałeś, że wykazano.
Zacytuj.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 18:06 
 Ocena 2 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>>A wykazano?
>>   Napisałeś, że wykazano.
>Zacytuj.
   Już mi się nie chce babrać w Twoich ekwilibrystycznych sztuczkach, w wyniku których z artykułu mówiącego o braku związku preparatów nikotynowych z wychodzeniem z nałogu palenia, wysnuwasz wnioski o braku nałogu w ogóle.

   To tak, jakby brak związku zażywania aspiryny z wyleczeniem kataru świadczył o tym, że katar nie istnieje.

   Bo przecież bez aspiryny też sam przechodzi.

   Nawet moja literówka nie naprawi Ci bezsensu Twoich wywodów, bo jeśli gdzieś wskazano, to gdzie?- a jeśli gdzieś wykazano, to też gdzie?

   A Osnowa nie wie gdzie, więc pisze, że kataru nie ma.

   Został permanentny spisek okulistów.
18-02-2010 18:47 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>   To tak, jakby brak związku zażywania aspiryny z wyleczeniem kataru świadczył o tym, że katar nie istnieje.
To nie jest tak samo, bo katar jest do zdiagnozowania, a tzw nałóg jest przez nim dotkniętego deklarowany i przez otoczenie przyjmowany na wiarę.

>   Nawet moja literówka nie naprawi Ci bezsensu Twoich wywodów
Twoja literówka wywołała bezsens Twoich, a nie moich wywodów.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
18-02-2010 18:59 
 Ocena 2 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>To nie jest tak samo, bo katar jest do zdiagnozowania...
   Po smarkaniu.

>... a tzw nałóg jest przez nim dotkniętego deklarowany i przez otoczenie przyjmowany na wiarę.
   Bo mnie się wydaje, że palę, a otoczenie mi w to wierzy, jasne.
   Bo po paleniu, choć szkodzi, tego poznać nie sposób.

>Twoja literówka wywołała bezsens Twoich, a nie moich wywodów.
   Twoje dywagacje nie miały sensu na dłuuugo przed moją literówką, która i tak nie zmieniła sensu pytania.

   Osnowo, idź na grzyby!
Osnowa (11779 punktów)

>   Bo po paleniu, choć szkodzi, tego poznać nie sposób.
Fakt palenia nie dowodzi tzw. nałogu.

>   Twoje dywagacje nie miały sensu na dłuuugo przed moją literówką
Tylko jakoś nie udało Ci się tego dowieść.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
>>Oni ustalili tylko, że tzw lekarstwa nie zwalczają nałogu, a nie, że on nie istnieje.
>A ponieważ definicja nałogu wyklucza "samowychodzenie" z niego, automatycznie ustalili, że palenie nałogiem nie jest.
Cholera, a toś skomplikował. Więc dla tych, co z palenia nie mogą wyjść to jest nałóg, a dla tych co choćby potencjalnie sami mogą, to nie jest nałóg. Jak odróżnić jednych od drugich?
Proszę tylko nie pisz, że nie ma takich, co sami wyjść z nałogu palenia nie mogą (mimo, że tego chcą). Ja znam przynajmniej jedną taką osobę. Jeśli to napiszesz (bez BARDZO mocnych argumentów) wyjdziesz w moich oczach na człowieka fantastę nie dostrzegającego rzeczywistości.
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
17-02-2010 17:25 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>Więc dla tych, co z palenia nie mogą wyjść to jest nałóg, a dla tych co choćby potencjalnie sami mogą, to nie jest nałóg. Jak odróżnić jednych od drugich?
>Proszę tylko nie pisz, że nie ma takich, co sami wyjść z nałogu palenia nie mogą (mimo, że tego chcą).
Bo też właściwie nikt nie jest ze swoim paleniem sam...

A pisać pod dyktando sceptymusze nie muszę - to byłby nałóg.

>Ja znam przynajmniej jedną taką osobę.
Lecz dając wiarę tej osobie przedkładasz niesprawdzone deklaracje jakiegoś tam laika nad ustalenia naukowców.

>wyjdziesz w moich oczach na człowieka fantastę nie dostrzegającego rzeczywistości.
To straszne!

Naprawdę to definicja nałogu tyle warta, co deklaracja wierzącego, że wierzy - dobra dla wierzących w wierzących. Dlatego podobają mi się australijskie ustalenia. (Zwłaszcza, że znam co najmniej jedną osobę, która australijskim naukowcom wierzy.)

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Czekam na ustalenia owych naukowców wydrukowane w poważnym czasopiśmie naukowym w formie jasno wyrażającej, że tego nałogu nie ma.
Nie wydaje mi się, byśmy mieli sobie coś więcej do powiedzenia w tym wątku. Kończę więc ze swej strony dyskusję.
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
rexus (2343 punktów)
Nikotyna to wierzchołek góry lodowej. Większość używek generalnie nie uzależnia w sensie somatycznym.
Ale jak ktoś sobie coś wmówi...
Mój teść twierdzi, że gdy nie pali to męczy go zgaga, ma ślinotok, nerwicę żołądka i zawroty głowy.
14-02-2010 22:43 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>Mój teść twierdzi, że gdy nie pali to męczy go zgaga, ma ślinotok, nerwicę żołądka i zawroty głowy.

   Zmień teścia...
14-02-2010 23:22 
 Ocena 3 na 3
rexus (2343 punktów)
>>Mój teść twierdzi, że gdy nie pali to męczy go zgaga, ma ślinotok, nerwicę żołądka i zawroty głowy.
>   Zmień teścia...
>
poproszę teściową, może się zgodzi
14-02-2010 23:45 
 Ocena 5 na 5
Adamiak (36436 punktów)
>>   Zmień teścia...
>>
>poproszę teściową, może się zgodzi
   Znam prostsze sposoby, eh.
15-02-2010 04:39 
 Ocena 4 na 4
pavvel (8272 punktów)
Podejrzewam, że na prostsze żona mu veto stawia.
15-02-2010 06:47 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Podejrzewam, że na prostsze żona mu veto stawia.
   Ciepło... Ciepłooo!
15-02-2010 10:52 
 Ocena 2 na 2
Osnowa (11779 punktów)

>Podejrzewam, że na prostsze żona mu veto stawia.
A na stawianie "veta" on pozwala.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
15-02-2010 11:08 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Podejrzewam, że na prostsze żona mu veto stawia.
>A na stawianie "veta" on pozwala.
   Jeszcze.
rexus (2343 punktów)
>>>Podejrzewam, że na prostsze żona mu veto stawia.
>>A na stawianie "veta" on pozwala.
>   Jeszcze.
>
ze zmianą żon jest jak z samochodami, raz zmienisz to ciągle myślisz o lepszym i nowszym, szkoda życia na ciągłe wymiany czegoś co jest w gruncie takie same, po za tym ciągle tęsknię za pierwszym maluchem
16-02-2010 21:24 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>... ciągle tęsknię za pierwszym maluchem
   Nigdy nie miałem malucha...
16-02-2010 21:33 
 Ocena 2 na 2
rexus (2343 punktów)
>>... ciągle tęsknię za pierwszym maluchem
>   Nigdy nie miałem malucha...
>
od razu dużego? cóż bywa i tak
17-02-2010 08:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Nigdy nie miałem malucha...
>od razu dużego? cóż bywa i tak
   No, mnie tak waśnie bywnęło, że moim pierwszym był od razu sześciocylindrowy Zefirek.

Osnowa (11779 punktów)

>   moim pierwszym był od razu sześciocylindrowy Zefirek.
A wiele - że nawiążę do tematu głównego - ów Zefirek palił?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
17-02-2010 10:11 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   ...Zefirek.
>A wiele - że nawiążę do tematu głównego - ów Zefirek palił?
   Przy spokojnej jeździe mieścił się w 20l na 100 km.
rexus (2343 punktów)
>>>   ...Zefirek.
>>A wiele - że nawiążę do tematu głównego - ów Zefirek palił?
>   Przy spokojnej jeździe mieścił się w 20l na 100 km.
>
pewnie i wyciągał ze 120km/h,
generalnie musiał dostarczać wiele frajdy

ja uczyłem się jeździć na BMW kolegi, 520 z 1983 roku, rewelacja
17-02-2010 19:08 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>pewnie i wyciągał ze 120km/h,
   Coś koło tego, ale do rozwalenia wystarczyło mi 60km/h.

>generalnie musiał dostarczać wiele frajdy
   Owszem, szczególnie zawieszenie - w porównaniu z polskimi autami, to był komfort super-hiper-extra-select - autko płynęło.

>ja uczyłem się jeździć na BMW kolegi, 520 z 1983 roku, rewelacja
   Pierwsze jazdy odbyłem Škodą 440 Spartak oraz Citroënem DS/ID 19A.

   Drugim własnym, a pierwszym kupionym samodzielnie, był Buick Century Estate Wagon.
   Było to pięciolitrowe, ośmiocylindrowe, full automatyczne cudo.

   Na początku lat 80' były w Gdyni tylko dwa takie, oba błękitne, modele - drugi, w lekko ciemniejszym odcieniu, miał konsulat Szwecji.

   Było z tego powodu parę komicznych zdarzeń z milicją, ale film "Konsul" powstał na innym scenariuszu.

P.S. Dużo trudu sprawi Ci zaczynanie zdania od dużej litery?
17-02-2010 22:25 
 Ocena 4 na 4
rexus (2343 punktów)

>P.S. Dużo trudu sprawi Ci zaczynanie zdania od dużej litery?

Pozwalam sobie na taką małą anarchię jeśli zdania są ciągnione wpis po wpisie, co tam.

Ten Buick to taki sam jak ten ze "Świata według Garpha" Irvinga, w którym żona Garpha odgryzła była coś nie coś swemu kochankowi?
Niezła Bryka.
Takie fury to w Polsce mieli gangsterzy, albo obcokrajowcy, albo mitomani. Ale co mnie to obchodzi, przecież ci nie zazdroszczę, no może trochę.
pozdrawiam
17-02-2010 23:00 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Ten Buick to taki sam jak ten ze "Świata według Garpha" Irvinga, w którym żona Garpha odgryzła była coś nie coś swemu kochankowi?
   Tego nie pamiętam.

>Takie fury to w Polsce mieli gangsterzy, albo obcokrajowcy, albo mitomani. Ale co mnie to obchodzi, przecież ci nie zazdroszczę, no może trochę.
   Nie moja to wina, że profesje ludzi się po ich samochodach rozpoznawało, ale nie jestem zupełnie typowym przypadkiem.

   Pozdrawiam.

P.S. Autko kupiłem od Nikosia, to fakt.
setarkos (10757 punktów)
> .. większość palaczy zrywa z nałogiem bez pomocy metod wspomagających

Może nawet wszyscy obywali by się bez pomocy, gdyby ta się uczynnie nie 'podkładała'..

[Ciekawe czy 'nałóg' abstynencji podpada pod definicję nałogu..]
Osnowa (11779 punktów)

>[Ciekawe czy 'nałóg' abstynencji podpada pod definicję nałogu..]
Już definicja "klasycznego" nałogu zawiera sprzeczność, a co dopiero "antyuzależnienia".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
lipschitz (1674 punktów)
O alkoholu chyba można by powiedzieć to samo - większość pijących mogłaby zapewne rzucić z dnia na dzień bez większych problemów. Według mnie to badanie mogłoby dowodzić co najwyżej, że regularne palenie nie zawsze prowadzi do silnego uzależnienia, zresztą podobnie jak regularne picie do niego nie prowadzi. Cóż, być może odkryto, że większość palących nie uzależni się - w przypadku alkoholu przynajmniej jest to jasne od dawna.
Osnowa (11779 punktów)

>być może odkryto, że większość palących nie uzależni się
Szkoda, że nikt nie ma interesu tej wiedzy popularyzować.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
P.R.Wieczorek DSM (207 punktów)
Czyli wynika z tego, że nikotyna nie uzależnia? Lub uzależnia, ale w niewielkim stopniu. Trudno mi w to uwierzyć.

Jeśli ktoś ma wielkie chęci i silną motywację oraz wolę, na pewno może - i to bez większych trudności - rzucić palenie. Może porzucić ten nałóg, gdy dowie się, że zagraża on poważnie jego zdrowiu lub, co gorsza, życiu. Ale palenie tytoniu uzależnia. I jest to silny nałóg. To, że ludzie go zostawiają - i bez środków wspomagających - może mieć różne aspekty.

Sam paliłem kilka lat, więc wiem, jak to jest. Stosowałem NTZ w postaci tabletek "niquityn". Myślę, że gdyby nie to, moje rzucanie palenia przebiegało znacznie gorzej, trudniej i ciężej. Zresztą mam przykłady ze swoich wcześniejszych nieudanych prób. Same tabletki nie pomogą nigdy i, zapewne, są mocno przereklamowane, jak i inne produkty z tej półki. Najważniejsze są chęci i motywacja. Brak nikotyny w organizmie powoduje wiele niechcianych, ubocznych reakcji. I to nie tylko w naszej psychice, ale także ciele.

NTZ sprawia, że te reakcje są, raz silniej, raz słabiej, niejako niwelowane.

Nie znam się na tym zbytnio, ale wiem to ze swojego doświadczenia.
Osnowa (11779 punktów)

>Sam paliłem kilka lat, więc wiem, jak to jest.
Ja przyjmuję doniesienie z Sydney z zaufaniem, ponieważ moje doświadczenie ono potwierdza.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Adamiak (36436 punktów)
>Naukowcy z Sydney ustalili bowiem, że
>"większość palaczy zrywa z nałogiem bez
>pomocy metod wspomagających".

   Pierwszym błędem, jaki powtarzasz za podlinkowaną publikacją, jest notoryczne mylenie palenia z nałogiem, bo każdy nikotynista jest palaczem (lub konsumentem w innej formie) tytoniu, ale nie każdy palacz jest nałogowcem, jak nie każdy pijący alkohol jest alkoholikiem.

   Drugim i kardynalnym błędem, jest śmiesznie mylenie rzucania palenia z rzucaniem nałogu.

   Są to zupełnie różne kwestie, bo uzależnienie jest nieuleczalne, można jedynie zaprzestać przyjmowania substancji uzależniającej, być abstynentem od używki.

   Jedynym alibi dla tego wątku mogłoby być irańskie oczko na zakończenie tematu, prócz tego, że sobie trochę popisaliśmy.
Osnowa (11779 punktów)

>   Pierwszym błędem, jaki powtarzasz za podlinkowaną publikacją
Doniesienie naukowe kwestionujesz w oparciu o swoje widzimisię.

>   Drugim i kardynalnym błędem
Ów "drugi i kardynalny" byłby logiczną konsekwencją domniemanego pierwszego - jakbyś nie spostrzegł.

>   sobie trochę popisaliśmy.
Przymusu nie było.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 09:44 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Pierwszym błędem, jaki powtarzasz za podlinkowaną publikacją
>Doniesienie naukowe kwestionujesz w oparciu o swoje widzimisię.

    Z choroby alkoholowej nie można się wyleczyć.

   Ze względów kulturowych ciężko jest znaleźć podobne linki dot. nikotynizmu, ale mechanizmy uzależnień są identyczne.
Osnowa (11779 punktów)

>   Ze względów kulturowych ciężko jest znaleźć podobne linki dot. nikotynizmu, ale mechanizmy uzależnień są identyczne.
To link do publikacji z 1999r, ale po ustaleniach z Sydney ona nie dotyczy palenia.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
23-02-2010 17:45 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
>>   Ze względów kulturowych ciężko jest znaleźć podobne linki dot. nikotynizmu, ale mechanizmy uzależnień są identyczne.
>To link do publikacji z 1999r, ale po ustaleniach z Sydney ona nie dotyczy palenia.

   Ahaaa...
jkl; (5859 punktów)

>   Pierwszym błędem, jaki powtarzasz za podlinkowaną publikacją, jest notoryczne mylenie palenia z nałogiem, bo każdy nikotynista jest palaczem (lub konsumentem w innej formie) tytoniu, ale nie każdy palacz jest nałogowcem,...
I tu się mylisz. Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych- nikotyna wywołuje uczucie głodu bardzo szybko.

>...jak nie każdy pijący alkohol jest alkoholikiem.
Statystycznie to nawet niewielu.

>   Drugim i kardynalnym błędem, jest śmiesznie mylenie rzucania palenia z rzucaniem nałogu.
To to samo. Chyba, że "rzuca" po pierwszym papierosie.

>Są to zupełnie różne kwestie, bo uzależnienie jest nieuleczalne, można jedynie zaprzestać przyjmowania substancji uzależniającej, być abstynentem od używki.

Niezupełnie. W przypadku palenia zaprzestanie przyjmowania używki, (na czas wystarczająco długi by oczyścić organizm i oduczyć się nawyków) skutkuje utratą powodów do palenia.
Nie ma przyjemności- nie ma pokusy.
Nie ma pokusy- nie ma uzależnienia.
24-02-2010 17:43 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>   ... każdy nikotynista jest palaczem (lub konsumentem w innej formie) tytoniu, ale nie każdy palacz jest nałogowcem,...
>I tu się mylisz. Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych- nikotyna wywołuje uczucie głodu bardzo szybko.
   To nowa jednostka prędkości nałogu?

>>... można jedynie (...) być abstynentem od używki.
>Niezupełnie. W przypadku palenia zaprzestanie przyjmowania używki, (na czas wystarczająco długi by oczyścić organizm i oduczyć się nawyków) skutkuje utratą powodów do palenia.
   Wymień te, "utracone powody".

>Nie ma przyjemności- nie ma pokusy.
>Nie ma pokusy- nie ma uzależnienia.
   Czyli, że palenie zupełnie niczego palaczowi nie daje?

   No, poza utratą pamięci, co poniekąd sugerujesz.
25-02-2010 01:43 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>> .. nikotyna wywołuje uczucie głodu bardzo szybko.
>To nowa jednostka prędkości nałogu?

Może da się ją przeliczyć na częstotliwość zażywania?

[Darujcie wtrącenie - mam słabość do częstotliwości - taka ta wielkość .. melodyjna]
25-02-2010 07:21 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>>I tu się mylisz. Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych- nikotyna wywołuje uczucie głodu bardzo szybko.
>To nowa jednostka prędkości nałogu?
Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt papierosów. Bardzo szybko.

>>>... można jedynie (...) być abstynentem od używki.
>>Niezupełnie. W przypadku palenia zaprzestanie przyjmowania używki, (na czas wystarczająco długi by oczyścić organizm i oduczyć się nawyków) skutkuje utratą powodów do palenia.
>   Wymień te, "utracone powody".
powtórzę: głód nikotynowy, nawyki i ewentualnie, jakieś powody społeczne- integracja z grupą i takie tam- ale to głównie na początku wchodzenia w nałóg.

>>Nie ma przyjemności- nie ma pokusy.
>>Nie ma pokusy- nie ma uzależnienia.
>   Czyli, że palenie zupełnie niczego palaczowi nie daje?
Brak nikotyny skutkuje głodem a jego zaspokojenie daje przyjemność.
Paląc, człowiek wyciąga się z "dołka", czyli wychodzi "na zero".
Doprowadza się więc do stanu, który niepalący ma cały czas...

Równie dobrze można walić łbem o ścianę, a potem cieszyć się z przyjemnego, chłodnego okładu...
25-02-2010 08:10 
 Ocena 1 na 1
pavvel (8272 punktów)

>Paląc, człowiek wyciąga się z "dołka", czyli wychodzi "na zero".

Ja w zasadzie niepalący jestem, ale parę razy w roku zdarza mi się przy piwku papierosa (albo nawet trzy) wypalić. Nie palę żeby wyjść na zero, ale dlatego że sprawia mi to przyjemność.
25-02-2010 08:38 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>>Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych- nikotyna wywołuje uczucie głodu bardzo szybko.
>>To nowa jednostka prędkości nałogu?
>Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt papierosów. Bardzo szybko.

   ... kilkaset, kilka tysięcy też...?
   Chciałem spytać: czy możesz śmieszniej?- ale przecie śmieszniej się nie da.

>>>>... można jedynie (...) być abstynentem od używki.
>>>Niezupełnie.
   Czyli trochę? Czy mniej niż trochę? Może mniej-więcej niż trochę szybko?

>W przypadku palenia zaprzestanie przyjmowania używki, (na czas wystarczająco długi by oczyścić organizm i oduczyć się nawyków) skutkuje utratą powodów do palenia.
   A jeśli oduczanie nawyków idzie komuś bardziej opornie, to znowu: trochę, mniej niż... Czy mniej-więcej?

>>   Wymień te, "utracone powody".
>powtórzę: głód nikotynowy...
   A jak powstaje "głód nikotynowy"?

>... nawyki...
   Jak wyżej, oraz "eksperci w dziedzinie behawioryzmu twierdzą, że wprowadzenie nowego nawyku w życie trwa około 20 do 70 dni." - i jak to się ma do twoich, wstępnych, kilku papierosów?

>>   Czyli, że palenie zupełnie niczego palaczowi nie daje?
>Brak nikotyny skutkuje głodem a jego zaspokojenie daje przyjemność.
   Głównym działaniem nikotyny jest stymulowanie wydzielania adrenaliny i dopaminy - czy wszystkie osobniki homo mają to wydzielanie standardowo na jednakowym poziomie, czy dopuszczasz możliwość genetycznego "upośledzenia" w tym względzie?
   I jak powyższe ma się do szacunków prof. W. Zatońskiego, że "prawie 50 proc. palących Polaków jest głęboko biologicznie uzależnionych od nikotyny ?

>Paląc, człowiek wyciąga się z "dołka", czyli wychodzi "na zero".
>Doprowadza się więc do stanu, który niepalący ma cały czas...
   Do tego wszyscy ludzie są jednakowi...

>Równie dobrze można walić łbem o ścianę, a potem cieszyć się z przyjemnego, chłodnego okładu...
   ... i stąd pytanie końcowe brzmi: kto się mocniej walnął w główkę - profesor Zatoński, czy jkl;'ka...?
            
25-02-2010 15:50 
 Ocena 1 na 1
jkl; (5859 punktów)
>Chciałem spytać: czy możesz śmieszniej?- ale przecie śmieszniej się nie da.
Da się, udowodniłeś to linkując do artykułu który potwierdza to co wyśmiewasz:
Cytat:
Kolejne etapy na drodze do uzależnienia to eksperymentowanie z papierosami, uczenie się palenia i w końcu nawykowe używanie tytoniu, przy czym etapy te często następują tak szybko jeden po drugim, że około 20 proc. młodzieży uzależnia się od nikotyny już po miesiącu okazjonalnego palenia

20 % po miesiącu to nie jest szybko? Znasz intensywniej działające używki?

>>>>>... można jedynie (...) być abstynentem od używki.
>>>>Niezupełnie.
>   Czyli trochę? Czy mniej niż trochę? Może mniej-więcej niż trochę szybko?
Czyli zależy o jakiej używce mówimy. W przypadku palenia ponowne wpadnięcie w nałóg, to raczej zaczęcie od nowa, niż "niewytrzymanie" w abstynencji.

>>W przypadku palenia zaprzestanie przyjmowania używki, (na czas wystarczająco długi by oczyścić organizm i oduczyć się nawyków) skutkuje utratą powodów do palenia.
>   A jeśli oduczanie nawyków idzie komuś bardziej opornie, to znowu: trochę, mniej niż... Czy mniej-więcej?
To rzucanie idzie mu trudniej. Takie oczywistości trzeba Ci tłumaczyć?

>A jak powstaje "głód nikotynowy"?
Cytat:
Nikotyna jest substancją silnie uzależniającą, jej używanie prowadzi do rozwoju znacznej tolerancji. Ze względu na szybki metabolizm głód nikotynowy pojawia się u palacza po ok. 30-45 minutach od wypalenia ostatniego papierosa. U osoby uzależnionej fizycznie od nikotyny dochodzi do zespołu abstynencyjnego już po kilku godzinach od ostatniej dawki. Jego objawy obejmują: głód dymu, drażliwość, niepokój, złość, zaburzenia koncentracji, wzrost apetytu, spowolnienie akcji serca, bóle głowy i zaburzenia snu. Głód odczuwany jest najsilniej po 24 godzinach od ostatniego papierosa, a następnie stopniowo słabnie przez kilka tygodni.


>Jak wyżej, oraz eksperci w dziedzinie behawioryzmu twierdzą, że wprowadzenie nowego nawyku w życie trwa około 20 do 70 dni."i jak to się ma do twoich, wstępnych, kilku papierosów?
A jak ma się czas wykształcenia zwykłego nawyku do wykształcania nawyku wspomaganego uzależniającą substancją?

>>Brak nikotyny skutkuje głodem a jego zaspokojenie daje przyjemność.
>   Głównym działaniem nikotyny jest stymulowanie wydzielania adrenaliny i dopaminy - czy wszystkie osobniki homo mają to wydzielanie standardowo na jednakowym poziomie, czy dopuszczasz możliwość genetycznego "upośledzenia" w tym względzie?
Jeśli nauczysz swój organizm, że zwiększone wydzielanie dopaminy jest normą, to spadek do prawdziwej, wcześniejszej normy będzie powodowało dyskomfort.

>... i stąd pytanie końcowe brzmi: kto się mocniej walnął w główkę - profesor Zatoński, czy jkl;'ka...?
Nie wiem jak profesor, ale ja nie palę.
26-02-2010 23:20 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Da się, udowodniłeś to linkując do artykułu który potwierdza to co wyśmiewasz:
   Popatrzę.

> Cytat:
...przy czym etapy te często następują tak szybko jeden po drugim, że około 20 proc. młodzieży uzależnia się od nikotyny już po miesiącu okazjonalnego palenia

>20 % po miesiącu to nie jest szybko?
   Owszem, to jest szybko, ale umknęło ci, że słowo "często", które odczytuję jako "nie zawsze", no i te 20% po miesiącu, a reszta wolniej, albo wcale, tak się doczytałem - czyli, wbrew temu co twierdzisz, są palący, ale nie nałogowcy... czy masz inną interpretację?

>Jeśli nauczysz swój organizm, że zwiększone wydzielanie dopaminy jest normą, to spadek do prawdziwej, wcześniejszej normy będzie powodowało dyskomfort.
   Jeśli ktoś ma np. genetycznie upośledzone syntezowanie dopaminy i papieros zapewnia mu komfort normalności, to zaprzestanie palenia nie spowoduje normy, tylko powrót do nienormalności.

   Kolega ma Parkinsona i żałuje, że nie nauczył się kiedyś palić, bo wolałby umrzeć na raka płuc.
jkl; (5859 punktów)
>>Da się, udowodniłeś to linkując do artykułu który potwierdza to co wyśmiewasz:
>   Popatrzę.
>> Cytat:
...przy czym etapy te często następują tak szybko jeden po drugim, że około 20 proc. młodzieży uzależnia się od nikotyny już po miesiącu okazjonalnego palenia

>>20 % po miesiącu to nie jest szybko?
>   Owszem, to jest szybko,
A widzisz...
>ale umknęło ci, że słowo "często", które odczytuję jako "nie zawsze", no i te 20% po miesiącu, a reszta wolniej, albo wcale, tak się doczytałem - czyli, wbrew temu co twierdzisz, są palący, ale nie nałogowcy... czy masz inną interpretację?
Tak- 20% po miesiącu, a pozostali wolniej. Dlaczego nie "wcale"? Bo cały ten akapit dotyczy wchodzenia w uzależnienie. Zwraca tylko uwagę na tempo.
Ok, zgadzam się, że nałogowcy to ci co przeszli przez wszystkie etapy. Tylko zauważ, że tych "w takcie przechodzenia" jest dość niewielu, bo uzależnienie następuje szybko, poza tym bycie na etapie pierwszym raczej będzie prowadzić do etapu drugiego niż do powrotu do niepalenia.

Krótko mówiąc, palący-jeszcze nie uzależnieni, to wśród palaczy niewielki margines początkujących.Co właśnie twierdziłam.

>>Jeśli nauczysz swój organizm, że zwiększone wydzielanie dopaminy jest normą, to spadek do prawdziwej, wcześniejszej normy będzie powodowało dyskomfort.
>   Jeśli ktoś ma np. genetycznie upośledzone syntezowanie dopaminy i papieros zapewnia mu komfort normalności, to zaprzestanie palenia nie spowoduje normy, tylko powrót do nienormalności.
Pierwsze słyszę, by niedobory dopaminy leczyć papierosami. Jeśli organizm ma problemy z jej syntetyzowaniem, to papieros po prostu nie będzie działać.

>   Kolega ma Parkinsona i żałuje, że nie nauczył się kiedyś palić, bo wolałby umrzeć na raka płuc.
Tylko Cię tak pociesza
27-02-2010 10:34 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Owszem, to jest szybko,
>A widzisz...
   ... a widzę, że jeśli 20% dotyczy tych, co szybko, to 80% wolniej - więc twoje szybko idzie się walić wraz z nieszybką średnią.
   Bo jedynie co piąty palacz się dla jkl;-ki "szybko" postarał.

>... poza tym bycie na etapie pierwszym raczej będzie prowadzić do etapu drugiego niż do powrotu do niepalenia.
   Raczej niekoniecznie.
   Z moich obserwacji wynika, że ok. 20% się nie uzależnia, a następne 10-15% uzależnia dość słabo, bo z dużą łatwością przychodzą im roczne i dłuższe okresy abstynencji od papierosów.

>Krótko mówiąc, palący-jeszcze nie uzależnieni, to wśród palaczy niewielki margines początkujących.Co właśnie twierdziłam.
   Stwierdziłaś coś zupełnie innego, bo na moje rozsądne i prawdziwe, że "nie każdy palacz jest nałogowcem" zarzuciłaś mi pomyłkę kategorycznym:
I tu się mylisz. Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych...

>>   Jeśli ktoś ma np. genetycznie upośledzone syntezowanie dopaminy i papieros zapewnia mu komfort normalności, to zaprzestanie palenia nie spowoduje normy, tylko powrót do nienormalności.
>Pierwsze słyszę, by niedobory dopaminy leczyć papierosami.
   A gdzie ja napisałem, że leczyć, manipulantko?

>Jeśli organizm ma problemy z jej syntetyzowaniem, to papieros po prostu nie będzie działać.
   Nikotyna zawarta w papierosie stymuluje syntetyzowanie dopaminy - jest silnym agonistą receptorów N-acetylocholinowych. W niskich dawkach (1-3 mg) wykazuje działanie stymulujące - pani ignorantko.
jkl; (5859 punktów)
>a widzę, że jeśli 20% dotyczy tych, co szybko, to 80% wolniej - więc twoje szybko idzie się walić wraz z nieszybką średnią.

Zależy co to jest "wolniej". Jeśli mówimy o miesiącach, to nadal jest to "szybko".
I takie określenie występuje w publikacjach o nałogu nikotynowym, nie wymyśliłam go sobie.
Za to zupełnie nie wiem skąd Ci zaświtał pomysł, że pozostałe 80% (wszyscy powyżej miesiąca) uzależniają się powoli...

>>... poza tym bycie na etapie pierwszym raczej będzie prowadzić do etapu drugiego niż do powrotu do niepalenia.
>   Raczej niekoniecznie.
>   Z moich obserwacji wynika, że ok. 20% się nie uzależnia, a następne 10-15% uzależnia dość słabo, bo z dużą łatwością przychodzą im roczne i dłuższe okresy abstynencji od papierosów.

A z moich obserwacji wynika, że każdy kto twierdził, że tylko "popala" kończył w nałogu.
Oraz, że na temat okresów abstynencji palacze często kłamią, bo po co wspominać o jakimś jednym czy dwu do piwka...

>Stwierdziłaś coś zupełnie innego, bo na moje rozsądne i prawdziwe, że "nie każdy palacz jest nałogowcem" zarzuciłaś mi pomyłkę kategorycznym:
>>I tu się mylisz. Praktycznie nie ma palących nie uzależnionych
Praktycznie- czyli w sposób zauważalny. Wchodzący w nałóg to margines, zechciej zauważyć przytłaczającą większość.

>>>   Jeśli ktoś ma np. genetycznie upośledzone syntezowanie dopaminy i papieros zapewnia mu komfort normalności, to zaprzestanie palenia nie spowoduje normy, tylko powrót do nienormalności.
>>Pierwsze słyszę, by niedobory dopaminy leczyć papierosami.
>   A gdzie ja napisałem, że leczyć, manipulantko?
Pisząc o powrocie do normy.

>>Jeśli organizm ma problemy z jej syntetyzowaniem, to papieros po prostu nie będzie działać.
>   Nikotyna zawarta w papierosie stymuluje syntetyzowanie dopaminy - jest silnym agonistą receptorów N-acetylocholinowych. W niskich dawkach (1-3 mg) wykazuje działanie stymulujące - pani ignorantko.
Jeśli, jak napisałeś, ktoś ma upośledzone wydzielanie hormonu, to pobudzanie nie da żadnego efektu.
Równie dobrze cukrzyków (upośledzone wydzielanie insuliny) mógłbyś leczyć tortem, wszak glukoza stymuluje trzustkę.
27-02-2010 11:29 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>A z moich obserwacji wynika, że każdy kto twierdził, że tylko "popala" kończył w nałogu.

   A z moich obserwacji całej naszej rozmowy, począwszy od tego postu bezustannie kwestionujesz istnienie nałogu palenia, pomimo, że go potwierdzasz.

jkl; (5859 punktów)
>
Czytaj, nie obserwuj...
27-02-2010 12:21 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Czytaj, nie obserwuj...
>
   Myśl, zanim jednym zdaniem nie zaprzeczysz drugiemu.

   To możesz się w końcu zdeklarować: nałóg palenia tytoniu istnieje, czy nie?

   Czy może jest to inny spisek, albo wymysł szatana?
25-02-2010 01:37 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
>(..) uzależnienie jest nieuleczalne, można jedynie zaprzestać przyjmowania substancji uzależniającej, być abstynentem od używki.

Po czym poznać brak uzależnienia, jeśli nie po zaprzestaniu przyjmowania?
25-02-2010 07:56 
 Ocena 4 na 4
Adamiak (36436 punktów)
>>(..) uzależnienie jest nieuleczalne, można jedynie zaprzestać przyjmowania substancji uzależniającej, być abstynentem od używki.
>Po czym poznać brak uzależnienia, jeśli nie po zaprzestaniu przyjmowania?

   Brak choroby poznajemy po braku jej objawów.
   W skrócie - brak choroby poznajemy po jej braku.
   Można też po tym, że ktoś nie jest chory, ale to jest dłuższe diagnozowanie, pisanie też.

   Mogę też wysilić się poważniej i napisać, że identyczny brak uzależnienia z tym, o jakim piszesz, można wykryć u każdego, kto nigdy w życiu używki nie brał - poznajemy po tym, że nie brał i nie bierze.

   Teraz poważnie.

   Tak samo jest z wierzącymi - brak boga poznajemy po tym, że go nie ma, a u wierzącego zaprzestanie chodzenia do kościoła nie jest symptomem ateizmu.

   Mogę więc powtórzyć, że uzależnienie jest chorobą nieuleczalną, bo podstawowy objaw, czyli brak możliwości kontrolowanej konsumpcji używki, jest u chorego do końca życia.

   Główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna.
25-02-2010 10:59 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)
> (..) u wierzącego zaprzestanie chodzenia do kościoła nie jest symptomem ateizmu.

Dodatkowo codzienna, uporczywa negacja wiary może być podobna do walki z nałogiem. Dziwne, że (trafna)) analogia do religii nie zaskakuje.
Powracam jednak do behawioru (bo diabli wiedzą jakie kto ma wewnętrzne przeświadczenia). Podobno szczury, którym podłączyć elektrody do ośrodków przyjemności i umożliwić włączanie dźwigienką ich pobudzenia, szybko zdychają z wycieńczenia, bo dźwignię naciskają nieustannie. Może człowieka stać byłoby w ich sytuacji na jakieś opanowanie się..

> (..) brak możliwości kontrolowanej konsumpcji używki
świadczy o wpadnięciu w nałóg (chorobę).

Jeśli przyjąć taką roboczą definicję (w skrócie: brak kontroli konsumpcji prowadzi do nałogu), to na czym polega kontrola (bo przeświadczenie o możliwości kontroli niewiele wnosi)? Prawdopodobnie trzeba prowadzić ewidencję spożycia..

> .. do końca życia.

Raczej nie dłużej (chyba, że to dziedziczne))

>Główną cechą uzależnienia jest: "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..."

prędzej 'systematycznego wykonywania ..' (nie sposób palić czy pić nieustannie)

> .. i ta dolegliwość jest nieuleczalna.

Nałogowcy to masochiści - sami sobie dolegliwości przysparzają, jakby innych chorób nie dość mieli (pewnie za tym stoją koncerny trutkowo-lekowe..)
25-02-2010 11:56 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Podobno szczury, którym podłączyć elektrody do ośrodków przyjemności i umożliwić włączanie dźwigienką ich pobudzenia, szybko zdychają z wycieńczenia, bo dźwignię naciskają nieustannie. Może człowieka stać byłoby w ich sytuacji na jakieś opanowanie się..
   Ofiar nałogów jest dużo więcej niż to wynika ze statystyk, bo jeśli np. alkoholik zaśnie na amen, bo "zapomni" wziąć insulinę, to jako przyczynę zgonu wpisuje się cukrzycę, to samo z wypadkami po pijaku - przyczyną śmierci w akcie zgonu jest uraz czaszki, a nie pijaństwo delikwenta.

>> (..) brak możliwości kontrolowanej konsumpcji używki
>świadczy o wpadnięciu w nałóg (chorobę).
   Jest to główny objaw choroby.

> Jeśli przyjąć taką roboczą definicję (w skrócie: brak kontroli konsumpcji prowadzi do nałogu)...
   Brak kontroli już jest objawem nałogu.

>... to na czym polega kontrola (bo przeświadczenie o możliwości kontroli niewiele wnosi)?
   Na realnej możliwości zaprzestania brania uzależniacza w każdej chwili i trwanie w abstynencji bez żadnych z tego powodu skutków ubocznych w postaci np. zaniżonego samopoczucia - taka kontrola świadczy o braku uzależnienia.

>> .. do końca życia.
>Raczej nie dłużej (chyba, że to dziedziczne))
   Wyniki najnowszych badań mówią, że często dziedziczne bywa.
   Bo uzależniają się najczęściej osoby nadwrażliwe, a nadwrażliwość (wbrew nazwie) nie jest spowodowana nadmiarem czegoś, lecz genetycznym niedoborem neuroprzekaźników (w skrócie), których to brak nałogowiec rekompensuje sobie biorąc sztuczne dopalacze.

   Więc z tego wynika zupełnie inny obraz, niźli jkl;'ka przedstawiła, a mianowicie, że większość nałogowców była "nienormalna" zanim zaczęła brać i zaprzestanie brania powoduje powrót do tejże "nienormalności".

>prędzej 'systematycznego wykonywania ..' (nie sposób palić czy pić nieustannie)
   Jak zwał, tak zwał, w każdym razie chęć "normalnego" funkcjonowania po zażyciu sztucznego dopalacza działającego w 7 sekund ( w przypadku nikotyny, papierosa) lub 15-25 minut (alkohol), jest trudna, lub wręcz niemożliwa do opanowania - stąd uzależnienie.

>Nałogowcy to masochiści - sami sobie dolegliwości przysparzają, jakby innych chorób nie dość mieli (pewnie za tym stoją koncerny trutkowo-lekowe..)
   W świetle tego co napisałem, to już tak masochistycznie nie wygląda.
25-02-2010 14:17 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>>> .. brak kontroli konsumpcji prowadzi do nałogu
>Brak kontroli już jest objawem nałogu.

To trochę tak, jakby nałóg poprzedzał własne objawy.. Z drugiej strony
> chęć "normalnego" funkcjonowania po zażyciu (..) jest trudna, lub wręcz niemożliwa do opanowania - stąd uzależnienie

wygląda jednak na wtórne wobec zażywania..
25-02-2010 14:31 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Brak kontroli już jest objawem nałogu.
>To trochę tak, jakby nałóg poprzedzał własne objawy..
   Niby jak?

>> chęć "normalnego" funkcjonowania po zażyciu (..) jest trudna, lub wręcz niemożliwa do opanowania - stąd uzależnienie
>wygląda jednak na wtórne wobec zażywania..
   Bo nałóg jest następstwem zażywania dopalacza i doświadczenia skuteczności jego działania.
25-02-2010 15:38 
 Ocena 2 na 2
setarkos (10757 punktów)

>   Bo nałóg jest następstwem zażywania dopalacza..

Uff.. Zatem wracamy na ziemię, by stwierdzić, że poznasz go po czynach (a nie po mniemaniach)
26-02-2010 12:46 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Bo nałóg jest następstwem zażywania dopalacza..
>Uff.. Zatem wracamy na ziemię, by stwierdzić, że poznasz go po czynach (a nie po mniemaniach)
   Mógłbyś dać Osnowie przepis na takie traktowanie rzeczywistości?
26-02-2010 12:59 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
> .. przepis na takie traktowanie rzeczywistości?

To raczej niemożliwe, ponieważ:
- może znać więcej (i lepszych) przepisów
- nie wiem co to "rzeczywistość" (jakie jest jej genus proximum)
26-02-2010 17:24 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>> .. przepis na takie traktowanie rzeczywistości?
>To raczej niemożliwe, ponieważ:
>- może znać więcej (i lepszych) przepisów
   Więc jeden więcej nie zaszkodzi.

>- nie wiem co to "rzeczywistość"
   A co to za różnica?
27-02-2010 08:20 
 Ocena 3 na 3
setarkos (10757 punktów)

>A co to za różnica?

Taka jak między wątkiem osnowy a osnową wątku
27-02-2010 08:47 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>A co to za różnica?
>Taka jak między wątkiem osnowy a osnową wątku
   Są jeszcze wycinanki, ale to osnowa innego wątku, choć wątek ten sam i Osnowa nie inny.
Osnowa (11779 punktów)

>>A co to za różnica?
>Taka jak między wątkiem osnowy a osnową wątku
W tej materii powinienem być idealistą.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 14:48 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Taka jak między wątkiem osnowy a osnową wątku
>W tej materii powinienem być idealistą.
Zamiar na siły czy odwrotnie?
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

Osnowa (11779 punktów)

>   Ofiar nałogów jest dużo więcej niż to wynika ze statystyk, bo jeśli np. alkoholik zaśnie na amen
Tyle, że to są ofiary nie tyle samego tzw. "nałogu", co zażycia tej jakiejś substancji.

Gdyby nałogowcowi uniemożliwić zażywanie to on taką ofiarą nigdy nie zostanie, może i potęskni do używki, ale będzie żył (chyba, że go jakiś "zażywny jegomość" np. autem przejedzie).

>   Wyniki najnowszych badań mówią, że często dziedziczne bywa.
Do najnowszych badań to ja dałem link we wstępniaku. Wynika z nich, że nikotyna nie uzależnia, więc najnowsza wiedza o "nałogach" zaczyna odsłaniać ich mityczność, co raczej wyklucza ich nieuchronność, co towarzyszyłoby dziedziczności.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 09:40 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Tyle, że to są ofiary nie tyle samego tzw. "nałogu", co zażycia tej jakiejś substancji.
   Oczywiście - zażycia substancji w wyniku uzależnienia od niej, czyli przemożnej chęci zażywania, większej od chęci uniknięcia skutków ubocznych nałogu, czyli ew. wypadku w wyniku dekoncentracji spowodowanej przedawkowaniem uzależniacza.

   Przedawkowaniem w wyniku braku kontroli w konsumpcji, co nazywamy nałogiem.

>Gdyby nałogowcowi uniemożliwić zażywanie to on taką ofiarą nigdy nie zostanie, może i potęskni do używki...
   I ta eufemistyczna "tęsknota" odróżnia nałogowca od nie-nałogowca, i nazywamy ją objawem nałogu.

>>   Wyniki najnowszych badań mówią, że często dziedziczne bywa.
>Do najnowszych badań to ja dałem link we wstępniaku. Wynika z nich, że nikotyna nie uzależnia...
   Nie kłam, kłamczuszku - z tego artykułu wynika, że większość palaczy zrywa z nałogiem bez wspomagania innymi środkami...

>... więc najnowsza wiedza o "nałogach" zaczyna odsłaniać ich mityczność, co raczej wyklucza ich nieuchronność, co towarzyszyłoby dziedziczności.
   ... a reszta to są jedynie konfabulacje Osnowy.
27-02-2010 15:58 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>>Tyle, że to są ofiary nie tyle samego tzw. "nałogu", co zażycia tej jakiejś substancji.
>   Oczywiście - zażycia substancji w wyniku uzależnienia od niej
Niekoniecznie, trucizna każdego truje.

>   eufemistyczna "tęsknota" odróżnia nałogowca od nie-nałogowca, i nazywamy ją objawem nałogu.
W tym sensie nałogiem nie tylko papieros czy kieliszek, ale też kobieta, szarlotka czy wakacje.

>   z tego artykułu wynika, że większość palaczy zrywa z nałogiem bez wspomagania innymi środkami...
To to artykuł ten mówi. A że nikotyna nie uzależnia, z artykułu tego wynika.

>   reszta to są jedynie konfabulacje Osnowy.
Gdyby to były konfabulacje, to ktoś mądry dawno by to obalił. A nie chcesz chyba powiedzieć, ze na tym forum nikogo takiego nie ma.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 17:09 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Oczywiście - zażycia substancji w wyniku uzależnienia od niej
>Niekoniecznie, trucizna każdego truje.

   Po cholerę manipulujesz i spamujesz wątek, prócz odpowiedzi nie na temat?
   Moje posty "w temacie" wycinasz, ale swoimi głupotami zaciemniasz obraz, którego i tak nie uratujesz nawet szukaniem następnego trupa w wątku.

   Ja nie pisałem o truciznach, tylko o substancjach uzależniających.

>>   z tego artykułu wynika, że większość palaczy zrywa z nałogiem bez wspomagania innymi środkami...
> To to artykuł ten mówi. A że nikotyna nie uzależnia, z artykułu tego wynika.
   Wyłącznie Osnowie.

>Gdyby to były konfabulacje, to ktoś mądry dawno by to obalił.
   Już dawno poszły się rypać na najbliższym wysypisku teorii spiskowych, tylko Osnowa nadal walczy, kanalizując odpady swoich medycznych fobii.
27-02-2010 09:43 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>   Ofiar nałogów jest dużo więcej niż to wynika ze statystyk, bo jeśli np. alkoholik zaśnie na amen
>Tyle, że to są ofiary nie tyle samego tzw. "nałogu", co zażycia tej jakiejś substancji.
Statystyki powalają ilością zgonów na skutek pierwszego zażycia substancji "tej jakiejś"
>Gdyby nałogowcowi uniemożliwić zażywanie to on taką ofiarą nigdy nie zostanie, może i potęskni do używki, ale będzie żył (chyba, że go jakiś "zażywny jegomość" np. autem przejedzie).
Ale po jaką cholerę uniemożliwiać skoro nałóg to bzdura?
>>   Wyniki najnowszych badań mówią, że często dziedziczne bywa.
>Do najnowszych badań to ja dałem link we wstępniaku. Wynika z nich, że nikotyna nie uzależnia, więc najnowsza wiedza o "nałogach" zaczyna odsłaniać ich mityczność, co raczej wyklucza ich nieuchronność,..
Spróbuj pięciu dni z heroiną. I wtedy pogadamy o mityczności nieuchronności "nałogów".
>...co towarzyszyłoby dziedziczności.
Dziedziczne mogą być co najwyżej skłonności do popadania w zależność od czynników tudzież substancji pochodzących z zewnątrz. A i tak dziedziczność, jest moim zdaniem to uwarunkowanie nabyte głównie w procesie wychowania, poprzez przyswajanie przez dziedziczącą osobę wzorców zachowań.
PS. Uzależnienie od wycinanek swoje, uważasz za dziedziczne czy nabyte?
Znaczy opiekunowie krawiectwem, czy cenzorstwem się parali czy o co Ci chodzi?
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Osnowa (11779 punktów)

>Statystyki powalają ilością zgonów na skutek pierwszego zażycia substancji "tej jakiejś"
Przecież nie powszechność zażywania przesądza o istnieniu czy nie uzależnienia.

>Ale po jaką cholerę uniemożliwiać skoro nałóg to bzdura?
By tego dowieść: uzależniony będzie się upierał, że musi, choć naprawdę po prostu lubi - wszak bez swojej używki nie umrze.

>Spróbuj pięciu dni z heroiną. I wtedy pogadamy...
Ty spróbuj, a potem wyjedź na bezludną wyspę.

>Dziedziczne mogą być co najwyżej skłonności...
To była Adamiaka teoria, jemu to mów.

>Uzależnienie od wycinanek swoje, uważasz za dziedziczne czy nabyte?
* Regulamin zabrania odpowiadania na to pytanie.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 22:01 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Statystyki powalają ilością zgonów na skutek pierwszego zażycia substancji "tej jakiejś"
>Przecież nie powszechność zażywania przesądza o istnieniu czy nie uzależnienia.
A tak na temat pytania to dasz radę?
>>Ale po jaką cholerę uniemożliwiać skoro nałóg to bzdura?
>By tego dowieść: uzależniony będzie się upierał, że musi, choć naprawdę po prostu lubi - wszak bez swojej używki nie umrze.
W wikipedii Ci tego nie napiszą co czuje i przeżywa uzależniony w skutek głodu powodowanego konsekwencją braku silnej woli.
>>Spróbuj pięciu dni z heroiną. I wtedy pogadamy...
>Ty spróbuj, a potem wyjedź na bezludną wyspę.
Po pierwsze sprzedasz bilet za 1/4 ceny, bo zwyczajnie Cię boli i zrobisz wszystko, żeby przestało chociaż na moment. Po drugie wyrzygasz żołądek po drodze. I cała Twoja silna wola o kant dupy za przeproszeniem, bo boisz się własnego cienia i zrobisz wszystko by poczuć się przez chwilę lepiej. Poniał?
Więc zakończ to smutno smętne, abstrakcje i chrzanienie bzdur o dzieleniu włosa na czworo w temacie o którym nie masz bladozielonego pojęcia Panie teoretyku uzależnień z wikipediowej łaski i własnej konfabulacji odkrywczej spomiędzy wierszy. A tak właściwie to w większości spoza marginesu zdrowego rozsądku wyczytanej, bo minąłeś się już z sensem jakieś dwa metry w górę temu. I męczysz kota nie rozumiejąc już gdzie jego ogon a gdzie głowa.
>>Uzależnienie od wycinanek swoje, uważasz za dziedziczne czy nabyte?
>* Regulamin zabrania odpowiadania na to pytanie.
Jak nie nożyczki to *gwiazdeczki dla odmiany powiadasz.
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

§ 14. Treść wypowiedzi powinna być merytoryczna, odnosząca się do tematyki wątku, zrozumiała dla innych uczestników.
*Więc może tak: o co Ci chodzi z tą nałogową zabawą w cenzora niewygodnych treści, jeżeli to nie uzależnienie, to może brak wystarczająco silnej woli, żeby odpowiedzieć??
Osnowa (11779 punktów)

>A tak na temat pytania to dasz radę?
A dasz radę to pytanie sformułować?

>W wikipedii Ci tego nie napiszą co czuje i przeżywa uzależniony w skutek głodu powodowanego konsekwencją braku silnej woli.
W ogóle nie sposób się dowiedzieć co czuje drugi człowiek, ale w takim razie na jakiej podstawie kwalifikuje się ów "nałóg" jako 'jednostkę chorobową' czyjegoś marudzenia, że mu źle bez używki.

>Po pierwsze sprzedasz bilet za 1/4 ceny, bo zwyczajnie Cię boli...
Narkotyk (nikotyna, alkohol) na krótką metę leczy to, co na dłuższą uszkadza. Więc najlepiej się nie leczyć, tylko co to za choroba, której leczenie szkodzi?

>o co Ci chodzi...?
O meritum.

I ogólnie też o to, że nie wycinasz niepotrzebnego cytowania poprzedników.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 12:44 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>A tak na temat pytania to dasz radę?
>A dasz radę to pytanie sformułować?
Prościej nie.
>>W wikipedii Ci tego nie napiszą co czuje i przeżywa uzależniony w skutek głodu powodowanego konsekwencją braku silnej woli.
>W ogóle nie sposób się dowiedzieć co czuje drugi człowiek, ale w takim razie na jakiej podstawie kwalifikuje się ów "nałóg" jako 'jednostkę chorobową' czyjegoś marudzenia, że mu źle bez używki.
Potrzeby podstawy pod nos podstawiania, gotowego rozwiązania, żeby chory nie marudził i szukaniem sensu się nie trudził.
>>Po pierwsze sprzedasz bilet za 1/4 ceny, bo zwyczajnie Cię boli...
>Narkotyk (nikotyna, alkohol) na krótką metę leczy to, co na dłuższą uszkadza. Więc najlepiej się nie leczyć, tylko co to za choroba, której leczenie szkodzi?
>>o co Ci chodzi...?
>O meritum.
chyba forum meritum
>I ogólnie też o to, że nie wycinasz niepotrzebnego cytowania poprzedników.
Każdemu według potrzeb.
A jeszcze się taki nie urodził co by Osnowie definicją dogodził.
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Osnowa (11779 punktów)

>   Główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna.
Ale jak silna jest ta potrzeba?


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
26-02-2010 09:58 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Ale jak silna jest ta potrzeba?
   To pytanie skieruj do autora sformułowania, ja wiem tyle, ze tym silniejsza im większa podatność na uzależnienie, którą to predyspozycję jest trudno oszacować z powodu mnogości i zróżnicowania czynników, od społeczno-kulturowych po genetyczne.
Osnowa (11779 punktów)

>>Ale jak silna jest ta potrzeba?
>   To pytanie skieruj do autora sformułowania
Rozumiem, że wycofujesz się z głoszonego tutaj kretynizmu, iż Cytat:
główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna.



* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
26-02-2010 15:32 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)
>>>Ale jak silna jest ta potrzeba?
>>   To pytanie skieruj do autora sformułowania
>Rozumiem, że wycofujesz się z głoszonego tutaj kretynizmu, iż Cytat:
główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna.

Cytat:
"główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna."


I jest


Cytat:
"Tym silniejsza im większa podatność na uzależnienie, którą to predyspozycję jest trudno oszacować z powodu mnogości i zróżnicowania czynników, od społeczno-kulturowych po genetyczne."


U've got it?
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.


Osnowa (11779 punktów)

>>>>Ale jak silna jest ta potrzeba?
[...]
[...]
> Cytat:
"Tym silniejsza im większa podatność na uzależnienie..."


-Jak szybko jechałeś?
-Jechałem tym szybciej, im mocniej naciskałem pedał gazu.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
26-02-2010 16:13 
 Ocena 1 na 3
Smith (10069 punktów)
>-Jak szybko jechałeś?
>-Jechałem tym szybciej, im mocniej naciskałem pedał gazu.
Tak byłem skoncentrowany na wciskaniu pedału gazu, że nie patrzyłem na prędkościomierz.
A w tym pędzie, aż znaki z ograniczeniami zlały mi się w płotek.
Czy nie tak było Panie kierowco?
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
26-02-2010 21:06 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>Rozumiem, że wycofujesz się z głoszonego tutaj kretynizmu, iż Cytat:
główną cechą uzależnienia jest "nabyta silna potrzeba stałego wykonywania jakiejś czynności lub zażywania jakiejś substancji..." i ta dolegliwość jest nieuleczalna.


   Nie wycofuję się, bo to jest kretynizm tylko dla Osnowy, z tytułu tego, że mu do jakiejś teoryjki spiskowej nie pasuje.

   Siła potrzeby jest wartością niemierzalną, bo nikomu z uzależnionych jeszcze licznika silności potrzeby w dupcię nie włożyli, ale występuje słabsza i silniejsza, jak chęć na spacer, albo do zadawania głupich pytań, lub jeszcze głupszych insynuacji.
Osnowa (11779 punktów)

>   Siła potrzeby jest wartością niemierzalną
Więc co znaczy, iż "cechą uzależnienia jest nabyta silna potrzeba"?

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 08:38 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>>   Siła potrzeby jest wartością niemierzalną
>Więc co znaczy, iż "cechą uzależnienia jest nabyta silna potrzeba"?

   Według mnie to znaczy, że działanie uzależniacza jest tak silne, iż powoduje u niektórych osobników większą chęć konsumpcji, niż rozum (zdrowy rozsądek) nakazuje z innych względów, np. ze względu na szkodliwe skutki uboczne zażywania preparatu.

   "Nabyta silna potrzeba" różni się od potrzeby słabszej (niż silna) tym, że powoduje przekroczenie granicy między konsumpcją kontrolowaną, a niekontrolowaną przez rozum, a uzależnioną w dominującym stopniu od decyzji dyktowanych emocjami.

   Stąd najlepszym sposobem na leczenie uzależnienia jest zwekslowanie na myślenie pragmatyczne z maksymalnym wyłączeniem emocji, na chłodną ocenę bilansu korzyści i strat.

   Dodatkowym elementem utrudniającym powrót do realnej oceny bilansu, są częste dolegliwości somatyczne, prócz psychicznych, towarzyszące odstawieniu uzależniacza i powodujące paradoksalne przeświadczenie i nastawienie, że jednak dalsze "branie" jest korzystniejsze.

   Dlatego głównym akcentem stawianym przeze mnie w trakcie rzucania "brania", było myślenie o bilansie zysków i strat w sposób perspektywiczny, czyli zapewniający ogólną i długodystansową koherencję psychiczną.

   Czyli osiągnięcie większych korzyści perspektywicznych kosztem doraźnych korzyści z brania.
   
Osnowa (11779 punktów)

>>co znaczy, iż "cechą uzależnienia jest nabyta silna potrzeba"?
>   to znaczy, że działanie uzależniacza jest tak silne, iż powoduje u niektórych osobników większą chęć konsumpcji, niż rozum (zdrowy rozsądek) nakazuje z innych względów
Każde zażycie uzależniacza może doprowadzić do nałogu, zatem każde zażycie jest dostatecznie silne, by dowodziło nałogu u osób świadomych możliwości jego wystąpienia.

>   "Nabyta silna potrzeba" różni się od potrzeby słabszej (niż silna) tym, że powoduje przekroczenie granicy między konsumpcją kontrolowaną, a niekontrolowaną przez rozum
To jest nie do skontrolowania przez rozum zewnętrzny, czyli jedyny zasługujący na to miano.

Teoria uzależnień powoduje, że wielu ma interes ciąć głupa.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
27-02-2010 11:39 
 Ocena 2 na 2
Adamiak (36436 punktów)
>Każde zażycie uzależniacza może doprowadzić do nałogu, zatem każde zażycie jest dostatecznie silne, by dowodziło nałogu u osób świadomych możliwości jego wystąpienia.

   Rozumiem, że tym przyznaniem, iż zażywanie może prowadzić do nałogu zreasumowałeś i zdementowałeś swoje konfabulacje na temat nieistnienia nałogu palenia.
   Lepiej późno, niż później.

>Teoria uzależnień powoduje, że wielu ma interes ciąć głupa.

   A teorie spiskowe powodują, że wielu głupków w nie wierzy.
Osnowa (11779 punktów)

>>Każde zażycie uzależniacza może doprowadzić do nałogu, zatem każde zażycie jest dostatecznie silne, by dowodziło nałogu u osób świadomych możliwości jego wystąpienia.
>   Rozumiem, że tym przyznaniem, iż zażywanie może prowadzić do nałogu...
Jakim znowu przyznaniem, pokazuję tylko, że wg twojej "definicji", to ten cały tzw. nałóg własny ogon zjada.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 08:30 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Rozumiem, że tym przyznaniem, iż zażywanie może prowadzić do nałogu...
>Jakim znowu przyznaniem, pokazuję tylko, że wg twojej "definicji", to ten cały tzw. nałóg własny ogon zjada.
   Bałem się, że do tego dojdziesz i zakończy się ten piękny temat.
   Bo właśnie na tym polega ukryty czar nałogu.
   I swoich nałogów będę bronił, jak niepodległości.
   A z twoimi się nie zgadzam, ale dam się zabić, byś mógł je mieć.
   I co teraz?


Osnowa (11779 punktów)

>> wg twojej "definicji", to ten cały tzw. nałóg własny ogon zjada.
>   Bo właśnie na tym polega ukryty czar nałogu.
Nie nałogu czar, lecz absurdalność jego teorii na tym polega.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 10:47 
 Ocena 1 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Bo właśnie na tym polega ukryty czar nałogu.
>Nie nałogu czar, lecz absurdalność jego teorii na tym polega.
   Aleś dał plusa za czar nałogu, kryptonałogowcu.         ...       
28-02-2010 11:05 
 Ocena-1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>   Aleś dał plusa za czar nałogu
A za czar nałogu dałem?
To daję teraz minus, zgaduj sobie za co.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 11:44 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>   Aleś dał plusa za czar nałogu
>A za czar nałogu dałem?
>To daję teraz minus, zgaduj sobie za co.
   Co mam zgadywać, jak wiem, że ze złości, żeś się dał w kanał wpuścić i podświadomie dałeś plusa za nałogu czar, bo przecie nie mogłeś dać za "...absurdalność jego teorii..."...

   Bo plusika dałeś z radości...
   No, ale każdy by się ucieszył, że swoje nałogi też może, choć cichcem i z głupią definicją hołubić...          
28-02-2010 11:34 
 Ocena 4 na 4
Smith (10069 punktów)
>Nie nałogu czar, lecz absurdalność jego teorii na tym polega.
Teoretycznie się zgodzę, absurdalnie *rzecz ujmując.
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

*oczywiście rzeczy wiście i nie spadajcie albo wio i jazda bez trzymAnki w kierunku klamki. A zAnią masz wikipedię niezwykle tanią. I każdy kto w niej hasło przeczytać **zdowa może być erudtą jak mistrz Osnowa.
Ad. §14. każdy zaś treść wypowiedzi powyższej rozumie najlepiej jak umie.
** z angielskiej wymowy co by dla rymarstwa nie było szkody - w jak łindołs.
28-02-2010 10:30 
 Ocena 2 na 2
Smith (10069 punktów)

>>   Rozumiem, że tym przyznaniem, iż zażywanie może prowadzić do nałogu...
>Jakim znowu przyznaniem, pokazuję tylko, że wg twojej "definicji", to ten cały tzw. nałóg własny ogon zjada.
Który z ogonów jeszcze musisz ustalić jeszcze?
I sprecyzować czy: zjada, żuje a może tylko języczkiem łechcze
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

Osnowa (11779 punktów)

>Który [...] jeszcze musisz ustalić jeszcze?
Nie muszę ustalać który, nie muszę.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
28-02-2010 10:44 
 Ocena 3 na 3
Smith (10069 punktów)
>>Który [...] jeszcze musisz ustalić jeszcze?
>Nie muszę ustalać który, nie muszę.
>
* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.

Oj oszukujesz. Musisz, musisz. Nałogowi ustalacze tak mają.
Strzyżone musi być na wierzchu przecież.
oportunista (1711 punktów)
Od roku nie palę, w rzucaniu palenia mam spore doświadczenie, ze sto razy to robiłem i zawsze się udawało. Ostatnio leczy mnie Unia Europejska, metodą drastycznych cen fajek, jeszcze nie wiem czy mam się cieszyć czy wściekać. Bardzo się cieszę, że nikotynizm nie prowadzi do uzależnienia, nawet nie macie pojęcia jak czasami ciągnie mnie by se dymka puścić, choćby jednego, szczególnie po piwku.
Palimy bo lubimy, pijemy też z tego samego powodu, rzucenie czegoś co lubimy robić nie jest takie proste, nałogiem fajnie się tłumaczy swoją słabą silną wole, wzmacnianie jej zamiennikami jest tak samo idiotyczne jak chodzenie do wróżki. Moja rada jest taka, przestać palić i nie czytać na ten temat żadnych głupot, nie stosować dodatkowych bodźców ani podniet, bo efekt placebo szybko minie a my wrócimy do palenia ze zdwojoną siłą. Dla uwalniaczy od nałogów też mam dobrą wiadomość, nie zbankrutujecie, spokojna głowa, markujących rzucanie palenia długo jeszcze nie zabraknie.
Adam Wojtkiewicz (3958 punktów)
>Czy to granty nie dopisały, czy trafił się wśród naukowców jakiś "idealny idealista", dość, że
>prawda o tzw. nikotynizmie wreszcie na wierzch wylazła i ujawniono, że nałóg ten jest mitem.
>Naukowcy z Sydney ustalili bowiem, że
>"większość palaczy zrywa z nałogiem bez
>pomocy metod wspomagających".


Jeżeli im się już uda zerwać.
A co z tymi którym to się nie udało?

Adam
26-02-2010 08:26 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>A co z tymi którym to się nie udało?
Dla nich jest ta wiadomość z Sydney.

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
setarkos (10757 punktów)
> .. wiadomość z Sydney.

Niech żywi nie tracą nadziei! Jeśli im zbraknie energii lokalnej, niech się kierują głosem z antypodów..
26-02-2010 14:16 
 Ocena 1 na 1
Osnowa (11779 punktów)

>> .. wiadomość z Sydney.
>Niech żywi nie tracą nadziei! Jeśli im zbraknie energii lokalnej, niech się kierują głosem z antypodów..
Raczej klin klinem, co wobec doniesień z Sydney oznacza "sugestię sugestią".

Oczywiście zakładając, że palenie przynosi więcej szkody niż pożytku - ale to inny temat.


* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
setarkos (10757 punktów)
> .. zakładając, że palenie przynosi więcej szkody niż pożytku

Przyjmując takie założenie, można je rozciągnąć także na inne rzeczy lub sugestie. Nie na tyle jednak, by miało objąć Pańską dyskusję z Panem Adamiakiem. Ta zawsze z pożytkiem
Osnowa (11779 punktów)

>> .. zakładając, że palenie przynosi więcej szkody niż pożytku
>Przyjmując takie założenie, można je rozciągnąć także na inne rzeczy lub sugestie. Nie na tyle jednak, by miało objąć Pańską dyskusję z Panem Adamiakiem. Ta zawsze z pożytkiem
Szkoda, że w myśl zasady "nie ma tego złego".

* Na posty ignorujące zalecenie § 14. 1. Regulaminu Forum nie odpowiadam.
Smith (10069 punktów)
>Wiec teraz chodzi tylko o to, by palacze dowiedzieli się, że są wolni od nałogu, a tylko przejściowo ulegli w tej sprawie zbiorowej sugestii. Pytanie tylko kto ma to ludziom uświadomić, skoro nikt na tym nie zarobi?
Muzycy niezależni próbowali już kiedyś poruszyć ten problem.
>Odpowiedź jest prosta: racjonaliści. Bo odmitologizowywanie, to zdaje się nasza misja.
Ale niestety z mitologią to jak z lasem. Im dalej w las tym mitów więcej.
01-03-2010 00:32 
 Ocena 2 na 2
Kowalska (14008 punktów)
>Ale niestety z mitologią to jak z lasem. Im dalej w las tym mitów więcej.

   Miałam kiedyś polonistkę, Panią Taras. Jezu Chryste, zakręcona była jak słoik, ale za to właśnie uwielbiałam Ją wprost szaleńczo. Pasjonatka i kochała swoją robotę. Kiedyś na lekcji tłumaczyła nam coś zawile i tak skomplikowanie (jak to ona), że sama się zapętliła do granic ludzkiej wytrzymałości. Na widok naszych oczu z wytrzeszczem wykrzyknęła: No jak to?! Nie rozumiecie?! Przecież im dalej w las, tym więcej małych Adolfków Hitlerków!!!

Wróć do listy wątków działu O wszystkim i o niczym
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365