 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 14-03-2014 12:14 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | Dualizm natury ludzkiej.
7 na 7 | Patrząc od strony nauki, mamy złożony obraz gatunku małp o nazwie homo sapiens: mamy różnice indywidualne, mamy wspólne cechy, odróżniające nas od innych małp, mamy cechy wspólne z innymi małpami, które odróżniają nas od innych ssaków, mamy cechy wspólne z innymi ssakami, odróżniającymi nas od innych kręgowców, mamy cechy...
Patrząc od strony filozofii nienaukowej mamy klarowny obraz podmiotu z kategorią zwaną "przyrodzoną godnością". Ponieważ nie potrafimy porozumieć się z żadnym innym gatunkiem uprawiającym filozofię, zakładamy, że tylko homo sapiens posiada podmiotowość. Patrząc z tej perspektywy natura człowieka jawi się jako coś wyjątkowego i niepowtarzalnego (chyba, że się jest człowiekiem religijnym, bo wtedy się wierzy w różne gatunki podmiotów: bogowie, anioły, demony, dusze... ale nie o tym jest wątek, więc pomijam ten aspekt).
Mamy więc dwa różne modele natury ludzkiej: natura homo sapiens i natura człowieka. W życiu posługujemy się tymi dwoma modelami odruchowo na co dzień. Gdy prosimy kogoś "bądź człowiekiem!" to odwołujemy się do jego godności, ale gdy mówimy: "jestem tylko człowiekiem", odwołujemy się do naukowej wiedzy o homo sapiens.
Warto zauważyć, że wiedza naukowa jest mało znana, natomiast każdy niemal człowiek czuje i rozumie swoją podmiotowość, a z pewnością czuje i rozumie swoją przyrodzoną godność. Jest więc oczywiste, dlaczego ludziom łatwiej jest rozmawiać o modelu podmiotowym. Etyka, prawo, estetyka... to od dawna uprawiane dyscypliny na gruncie modelu podmiotowego. W porównaniu z modelem podmiotowym, model naukowy jest bardzo młody i jeszcze prawie nikomu nieznany. Ponadto jest o wiele bardziej złożony, przez co wymaga zdolności i wysiłku umysłowego nieporównywalnego z tym, co wystarczało dawnym filozofom.
Jednak nauka, mimo tych trudności, nieuchronnie się rozwija. Coraz wyraźniej widać, że nie można już chować głowy w piasek i kręcić się w kółko w ramach tylko modelu podmiotowego. Konieczne jest uświadomienie ludziom, że dawna, prostacka etyka, że dotychczasowe prymitywne prawo, zbudowane wyłącznie w oparciu o model podmiotowy - już nie wystarczają. Przykłady można mnożyć: prawo o aborcji, o zapłodnieniu in vitro, o liniach zarodkowych, o klonowaniu, o eutanazji, o małżeństwie, o opiece... Nauka daje coraz więcej coraz trudniejszych do zrozumienia wskazówek, a my przyzwyczajeni jesteśmy do prostych rozwiązań wyprowadzanych z tradycji etyki i prawa. Świat się zaplątał w tych kontrowersjach. Jedni pozwalają legalnie na to, co inni osądzają jako zbrodnię, ale nikt z nich nie rozumie, dlaczego nie mogą się porozumieć w tej kwestii. To na razie rozumiemy tylko my, racjonaliści.
Nadszedł czas, aby etykę i prawo przebudować, zgodnie z naszym nowym rozumieniem natury ludzkiej. Skoro mamy już nie tylko filozoficzny model podmiotowy, skoro zaczynamy dostrzegać naukową wiedzę o człowieku, powinniśmy zacząć rozumieć i odróżniać, które aspekty etyki i prawa mają podstawy podmiotowe, a które mają już podstawy naukowe. Racjonalna etyka i racjonalne prawo powinno składać się z dwóch osobnych konstrukcji:
Prawo oparte na podmiotowym modelu natury ludzkiej, a w szczególności na przyrodzonej godności podmiotu - prawo oparte na takich fundamentach, jak: wolność, własność, równość, solidarność, odpowiedzialność itp. Z tego modelu wywodzą się tzw. Prawa Człowieka, które nie widzą tego, co widzi nauka: różnicy płci, różnorodności rasowej, poziomu zdrowia itd.
Prawo oparte na naukach przyrodniczych, a w szczególności na biologii homo sapiens, ekologii, geologii itd. Z tego prawa powinny się wywodzić ustalenia stanu faktycznego i prawa będące implikacją stanu faktycznego: choroba psychiczna (wykluczająca odpowiedzialność) implikująca ubezwłasnowolnienie, narodziny, śmierć, aborcja, eutanazja, płeć (kiedy niemowlę może zostać bezbłędnie zaszufladkowane, a kiedy trzeba czekać, a kiedy interweniować); czym różnią się transpłciowość, transseksualizm i transgenderyzm; jakiej jakości opieki potrzebuje dziecko; czym się różni natura kobiety od natury mężczyzny; jakie przywileje prawne wynikają ze zróżnicowania pod względem zdrowia; czym różni się dewiacja od zboczenia i kiedy zboczenie powinno być ścigane przez prawo; kiedy zarażanie lub trucie innych ludzi powinno być ścigane przez prawo... Widzimy tu wiele kwestii, które z punktu widzenia prawa podmiotowego są kwestiami technicznymi, a więc nie mogą być kwestionowane przez etyków. Coraz więcej aktów prawnych będzie powstawać w laboratoriach naukowców, racjonalista naturalnie rozumie ten trend, inni ludzie muszą się z tym prędzej czy później pogodzić.
Jak pogodzić równość wszystkich ludzi z różnicami np. płciowymi? Skąd biorą się różnice w średnim wynagrodzeniu między kobietami i mężczyznami? Dlaczego kobiety są lepszymi od mężczyzn politykami i dlaczego nie interesują się polityką? Ile takich kwestii chce uregulować prawo podmiotowe, a ile takich kwestii faktycznie ureguluje prawo przyrodnicze? Kiedy człowiek chory otrzyma przywileje od prawa przyrodniczego, a w jakim zakresie prawo podmiotowe pilnować będzie jego godności, równości i odpowiedzialności? Ten dylemat znany jest od dawna, np. w średniowieczu niektóre miasta niemieckie ustanawiały dla Cyganów przywilej, że nie będą ścigani za kradzież - zresztą w Polsce też zwyczajowo tolerowano kradzieże - to był rodzaj gry, kupić od Cyganki wróżbę i nie dać się okraść. Każdy przywilej ma dwie strony medalu: z jednej strony jest udogodnieniem, z drugiej - publicznym zaszufladkowaniem do gorszej jakości, klasy, rasy, płci.
Teraz rozwój prawa jest zablokowany przez jego archaiczną budowę. Aby zrozumieć, jak nowe prawo rozwijać, konieczne jest przebudowanie prawa na dwie prawie osobne budowle: prawo podmiotowe i prawo przyrodnicze. Musi nauczyć się rozumieć i odróżniać, co wynika z godności, a co z faktów udowodnionych przez naukę.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
3 na 3 | paganus (731 punktów) | >Świat się zaplątał w tych >kontrowersjach. Jedni pozwalają legalnie na to, co inni osądzają jako zbrodnię, ale nikt z >nich nie rozumie, dlaczego nie mogą się porozumieć w tej kwestii.
Rozwój cywilizacji przypomina kulę śnieżną, w związku z tym wykładniczo przybywa nam różnego rodzaju kwestii, problemów i dylematów do rozwiązania... i będzie ich coraz więcej. Rzeczywiście, pogmatwaliśmy naszą ludzką rzeczywistość. Polityka weszła z buciorami we wszystkie dziedziny ludzkiej działalności. Regulaminy, ustawy, wytyczne, kodeksy, paragrafy, machina biurokratyczna, aparat urzędniczy ...
Ku...wa, może by tak wszystko pier...lnąć i wyjechać w Bieszczady!?
* Kradnij, zdradzaj, oszukuj ile wlezie, a potem się wyspowiadaj i będzie gitara.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ku...wa, może by tak wszystko pier...lnąć i wyjechać w Bieszczady!?
Tylko nie to! I tak jest tam już za ciasno.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
3 na 3 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | Poruszyłeś szalenie ciekawy temat.> Patrząc od strony nauki...> Patrząc od strony filozofii...Otóż wcale nie zakładamy, że tylko homo sapiens posiada podmiotowość. Istotne jest to co piszesz niżej, że rozwój nauki stawia etyczne i moralne wyzwania. Nowe osiągnięcia technologiczne, medyczne, materiałowe etc. przedstawiane są jedynie przez pryzmat konsekwencji ich praktycznego wykorzystania, pomija się jednak istotny element - jak owe rozwiązania, czy też technologiczne osiągnięcia wpłyną na pojmowanie świata przez człowieka w tym jego percepcję wartości? Ta percepcja szybko się jednak zmienia. Dzieje się to właśnie poprzez rozwój nauki. Prawdą jest natomiast, iż element etycznych implikacji jest bagatelizowany. Zauważ, to właśnie teraz, dostrzegamy intencjonalność działań wśród innych istot niż ludzkie: wiemy już, że delfiny prowadzą bogate życie społeczne, że potrafią się bawić - w końcu, że wykonują przedstawienia, które można by w ujęciu ludzkim nazwać sztuką. Są jednak ograniczone w możliwościach przekazu swoich odczuć, gdyż w przeciwieństwie do człowieka, nie wytworzyły narzędzi i materialnej cywilizacji. Nie potrafimy zrozumieć ich języka (zapewne bardzo bogatego, z uwagi na niemożliwość jego zapisania), a więc jak ocenić ich - nie boję się tego słowa użyć - intelektualną kulturę. To przykład delfinów - spójrzmy jednak dalej; czym jest świadomość? Czy jest ona potrzebna do inteligentnych działań współcześnie opracowywanych robotów? Czy świadomość zatem jest równoznaczna z intencjonalnością zachowań maszyny? Żeby tego było mało. To natura ludzka o jakiej piszesz usilnie "walczy" o nadawanie intencjonalności zachowań. Nadanie bowiem intencji działaniom jest skrótem poznawczym w zachowaniach społecznych człowieka. Nadajemy zatem intencjonalność przedmiotom nieożywionym, bogom ect. (i wiara, bądź niewiara w bogów nie jest tu istotna) Pasował by tutaj opis cech poznawczych człowieka o jakich pisałem w tekście PRZYPADEK. "Każdy z nas dąży do tego, by potrafić wyjaśnić otaczający świat i być w stanie przewidzieć, co się w nim zdarzy" "Człowiek nieustannie szuka uzasadnienia własnego postępowania. Każdej podejmowanej przez siebie decyzji musi nadać sens, aby to jednak zrobić konieczne jest zinterpretowanie otoczenia w jakim żyje"Nie... nie myślimy już, że tylko homo sapiens posiada podmiotowość. > Mamy więc dwa różne modele natury ludzkiej...Nie wydaje się uprawnione mówienie o dwóch modelach natury ludzkiej. Mówienie: "bądź człowiekiem" - znaczy - nie bądź bezwzględny, bądź bardziej uległy etc., "jestem tylko człowiekiem" - znaczy - przyznanie się do słabości i nie musi to być słabość fizyczna, częściej jest to słabość intelektualna. Zatem, oba przypadki są podmiotowe. Zauważam, że w tekście próbujesz zróżnicować dwie "natury" ludzkiej osobowości, czemu w dalszej części postaram się wyrazić sprzeciw. > Jednak nauka, mimo tych trudności, nieuchronnie się rozwija...Zaplątanie, jak piszesz, istnieje i trudno się z tym nie zgodzić. Wynika to jednak z braku "nadążania" wystarczająco dużej części społeczeństwa za postępującymi zmianami. Kiedyś Stephen Hawking napisał o dążeniach do opracowania teorii wszystkiego w ten sposób: "Gdy odkryjemy kompletną teorię, z biegiem czasu stanie się ona zrozumiała dla szerokich kręgów społeczeństwa, nie tylko paru naukowców. Wtedy wszyscy, zarówno naukowcy i filozofowie, jaki i zwykli ludzie, będą mogli wziąć udział w dyskusji nad problemem, dlaczego Wszechświat i my sami istniejemy. Gdy znajdziemy odpowiedź na to pytanie, będzie to ostateczny tryumf ludzkiej inteligencji - poznamy wtedy bowiem myśli Boga." Nie mogę podzielić jego entuzjazmu i bardziej wdaje mi się, że nauka "wspinając" się na coraz wyższe szczeble zrozumienia wymaga coraz wyższych kompetencji umysłowych, uniemożliwiając tym samym "wspięcie" się tam wszystkim. Nie wydaje mi się jednak, iż kontrowersje o jakich piszesz to węzeł gordyjski. Zastanawia mnie jedynie fakt braku elastyczności w rozwiązywaniu rodzących się moralnych wątpliwości. Cóż... przytoczyć muszę ponownie psychologię społeczną - ukształtowane na drodze poznania opinie i postawy są bardzo trudne do zmiany i jest to specyfika ludzkiej natury ukształtowana ewolucyjnie. Aby zmienić, w szczególności postawę (zabarwienie emocjonalne) potrzeba dużego wysiłku i silnych społecznych oddziaływań. Muszą być one dużo silniejsze niż dotychczasowe przekonania jakie teraźniejszą postawę ukształtowały - i tu jest problem, często bowiem blokadą są intelektualna trudność nowych rozwiązań... Szybką reakcją na zmieniające się otoczenie powinna być szybka reakcja instytucji edukacyjnych. Zmiany w zrozumieniu: Czym jest życie? Gdzie zaczyna się życie? Czym jest świadomość? I te wszystkie zagadnienia o jakich piszesz powinny być szybko i zawczasu pozbawione emocjonalnych zabarwień. Zagadnienia te wprowadzone do edukacji wystarczająco szybko dają szansę na ich zrozumienie i zmierzenie się z ich etycznymi konsekwencjami. cdn
|
|
 | 3 na 3 | Irracja (4721 punktów) | >>Mamy więc dwa różne modele natury ludzkiej: natura homo sapiens i natura człowieka. W życiu posługujemy się tymi dwoma modelami odruchowo na co dzień. Gdy prosimy kogoś "bądź człowiekiem!" to odwołujemy się do jego godności, ale gdy mówimy: "jestem tylko człowiekiem", odwołujemy się do naukowej wiedzy o homo sapiens... >Nie wydaje się uprawnione mówienie o dwóch modelach natury ludzkiej. Mówienie: "bądź człowiekiem" - znaczy - nie bądź bezwzględny, bądź bardziej uległy etc., "jestem tylko człowiekiem" - znaczy - przyznanie się do słabości i nie musi to być słabość fizyczna, częściej jest to słabość intelektualna. >Zatem, oba przypadki są podmiotowe. Zauważam, że w tekście próbujesz zróżnicować dwie "natury" ludzkiej osobowości, czemu w dalszej części postaram się wyrazić sprzeciw.
... jeżeli już mowa o dwóch modelach natury ludzkiej, to raczej wynika to bardziej z pewnego dwoistego podejścia ludzi do samego modelu natury ludzkiej - i to bardzo egoistycznego i samolubnego podejścia. Łatwiej to zauważyć na kwestii asertywności. Ludzie raczej własne "NIE" traktują właśnie jako przejaw asertywności - natomiast "NIE" innych, traktują jako przejaw egoizmu. Podobny mechanizm może powodować właśnie odnoszenie człowieczeństwa raz do jego godności (nie możecie być słabi i grzeszni), to znowu do homo sapiens (mogę być słaby i grzeszny)...
... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
|
|
 | | Dawid Lipiński (32 punktów) | >Zauważ, to właśnie teraz, dostrzegamy intencjonalność działań wśród innych istot niż ludzkie: wiemy już, że delfiny prowadzą bogate życie społeczne, że potrafią się bawić - w końcu, że wykonują przedstawienia, które można by w ujęciu ludzkim nazwać sztuką. Są jednak ograniczone w możliwościach przekazu swoich odczuć, gdyż w przeciwieństwie do człowieka, nie wytworzyły narzędzi i materialnej cywilizacji. Nie potrafimy zrozumieć ich języka (zapewne bardzo bogatego, z uwagi na niemożliwość jego zapisania), a więc jak ocenić ich - nie boję się tego słowa użyć - intelektualną kulturę.
Zdystansuję się tutaj tylko do jednej rzeczy. Delfiny jednak mimo wszystko nie są w stanie stworzyć intelektualnej kultury, czyli raczej nie można ich przedstawień nazwać sztuką, a sposobu komunikacji językiem (pomimo tego, że mogą porozumiewać się w sposób bardzo bogaty i dla nas jeszcze nie poznawalny). To, co odróżnia nas od innych istot, to co determinuje naszą "rozumność" to nie intencjonalność, ale możliwości metarefleksji, tzn. aby mówić o języku w ich przypadku, musiałyby same móc o tym języku mówić (tzn. mówić oczywiście w swoim własnym, niepoznanym przez nas języku), a żeby mówić o sztuce, musiałyby też mieć zdolność do pewnej metarefleksji nad nią, tzn. mieć chociażby świadomość, że tworzą sztukę. Tak niestety nie jest i to jesteśmy w stanie stwierdzić na pewno, gdyż (pomijając kwestie neurologiczne) dojście jakiejkolwiek istoty do tego poziomu skutkowałoby tym, że moglibyśmy się z nimi porozumieć (w sensie rozmowy, a nie wydawania poleceń).
|
|
|  | 1 na 1 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Zdystansuję się tutaj tylko do jednej rzeczy. Delfiny jednak mimo wszystko nie są w stanie stworzyć intelektualnej kultury, czyli raczej nie można ich przedstawień nazwać sztuką, a sposobu komunikacji językiem (pomimo tego, że mogą porozumiewać się w sposób bardzo bogaty i dla nas jeszcze nie poznawalny). To, co odróżnia nas od innych istot, to co determinuje naszą "rozumność" to nie intencjonalność, ale możliwości metarefleksji, tzn. aby mówić o języku w ich przypadku, musiałyby same móc o tym języku mówić (tzn. mówić oczywiście w swoim własnym, niepoznanym przez nas języku), a żeby mówić o sztuce, musiałyby też mieć zdolność do pewnej metarefleksji nad nią, tzn. mieć chociażby świadomość, że tworzą sztukę. Tak niestety nie jest i to jesteśmy w stanie stwierdzić na pewno, gdyż (pomijając kwestie neurologiczne) dojście jakiejkolwiek istoty do tego poziomu skutkowałoby tym, że moglibyśmy się z nimi porozumieć (w sensie rozmowy, a nie wydawania poleceń).
Podaję przykład delfinów, bo to dobry przykład na zastanowienie się nad tym, że podejście na gruncie antropocentryzmu aksjologicznego wprowadza rozważania etyczne i poznawcze na ślepe tory, właśnie teraz przy takim stanie rozwoju technologicznego. Przy całej naszej potędze nauki, my również nie potrafimy porozumiewać się z innymi gatunkami zwierząt o niższym poziomie rozwoju, nie mamy też pewności (bo nie było takiej sposobności), że potrafimy porozumiewać się z innymi istotami o wyższym stopniu technologicznego rozwoju. Piszę technologicznego, bo może to być istotne przy dalszych rozważaniach. Nie należy bowiem zakładać, że szczytem rozwoju jest wytworzenie cywilizacji technologicznej i podróż "do gwiazd". Problem takich rozważań dotyczy braku skali porównawczej. Tworzymy przecież nasz własny, ludzki, słownik. Isaac Asimov w cyklu Fundacji pisze o świadomej planecie Gai, która nie wytworzyła przecież technologii, ale wytworzyła wszechogarniającą superświadomość całej planety, mentalnie oddziałującą na wszystko dookoła, w tym także przestrzeń poza Gaią. Zastanówmy się czy istota, nawet taka żyjąca na ziemi, która wytwarza świadomość zbiorową jest na wyższym czy niższym poziomie rozwoju niż człowiek. Nasze pojęcie rozwoju kultury, w rozumieniu wytwarzania materialnych dowodów rozmyślań, implikuje powstanie technologii. Zatem nikt i nic, co nie potrafi wytwarzać narzędzi, kultury takiej wytworzyć nie może. Idąc dalej - tylko człowiek wytwarza kulturę. Zauważ - posiadanie stanów mentalnych przekłada się na zachowanie, ale nie jest powiedziane na jakie zachowanie. Być może, ekspresja stanów mentalnych delfinów ogranicza się z przyczyn oczywistych do życia społecznego, a formy przekazu tych stanów muszą być inne niż technologiczne. Immanuel Kant w Krytyce praktycznego rozumu pisze: "Osoba jest celem samym w sobie, to jest nie może być nigdy przez kogokolwiek (nawet samego Boga) traktowana jedynie jako środek, nie będąc zarazem sama przy tym celem, a więc człowieczeństwo w naszej osobie musi być dla nas samych święte; jest ono bowiem podmiotem prawa moralnego, a tym samym tego, co jest samo w sobie święte". Na gruncie wcześniejszych rozważań i w świetle powyższego cytatu warto się zastanowić przed jakimi wyzwaniami moralnymi i etycznymi staje ludzkie pojmowanie upodmiotowionej coraz bardziej rzeczywistości, negującej traktowanie człowieka z pozycji uprzywilejowanej.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > delfiny prowadzą bogate życie społeczne
Chciałem pisać prosto o sprawach prostych i widzę, że mi się nie udało. Nie chciałem zagłębiać się w kwestie tego rodzaju. Pisząc o podmiotowości człowieka i odmawiając jej delfinom, miałem na myśli coś w rodzaju dowodu na podmiotowość, np. złożenie skargi na policji, u adwokata, czy poproszenie dziennikarza o pomoc. Ponieważ nie mamy żadnych świadectw na to, że delfiny potrafią walczyć o swoją godność, ani że posiadają instytucje prawa karnego, musimy zakładać, że nie są podmiotami. Oczywiście, wolno nam wierzyć, że delfiny mają podmiotowość, ale jest to rodzaj wiary religijnej, jak wiara w duszę. Można przypuszczać, że mają świadomość i samoświadomość, cokolwiek by to nie znaczyło, ale chciałbym uniknąć w tym wątku poruszania tak złożonych kwestii. Chcę pozostać na bardziej podstawowym poziomie i po prostu stwierdzić fakt, że nie znamy żadnych innych podmiotów niż ludzie.
>Żeby tego było mało. To natura ludzka o jakiej piszesz usilnie "walczy" o nadawanie intencjonalności zachowań. Nadanie bowiem intencji działaniom jest skrótem poznawczym w zachowaniach społecznych człowieka. Nadajemy zatem intencjonalność przedmiotom nieożywionym
Intencjonalność jest atrybutem aktywności podmiotu, nie można przypisywać intencji żadnym innym funkcjom, ani tym bardziej bytom... chyba że jest się człowiekiem religijnym. Osobniki z gatunku homo sapiens nie posiadają żadnych intencji. Może teraz lepiej widać, dlaczego piszę o dualizmie natury ludzkiej. Naukowy opis homo sapiens nie jest opisem podmiotu, a więc nie może nic mówić o intencjach, sądach itp. Od nauki oczekuję, że otrzymam klarowny opis zagnieżdżania się zarodka w macicy i sposobu, w jaki powstrzymany zostaje proces miesiączkowania, aby mieć naukowy opis powstawania nowego osobnika gatunku homo sapiens, aby prawnicy mieli jakieś podstawy zdefiniowania momentu stworzenia - zresztą wcale nie mam pewności, czy to o ten moment chodzi. Nauka nie może badać intencji.
>Nie... nie myślimy już, że tylko homo sapiens posiada podmiotowość.
Powinieneś więc napisać "nie wierzymy".
>Nie wydaje się uprawnione mówienie o dwóch modelach natury ludzkiej. Mówienie: "bądź człowiekiem" - znaczy - nie bądź bezwzględny, bądź bardziej uległy etc., "jestem tylko człowiekiem" - znaczy - przyznanie się do słabości i nie musi to być słabość fizyczna, częściej jest to słabość intelektualna.
Natura homo sapiens nie jest moim zdaniem "słabością". "Jestem tylko człowiekiem" jest przyznaniem, że czasem muszę pić, jeść, wydalać, spać, reagować emocjonalnie, odpoczywać, zaspokajać ciekawość, zabijać, uciekać... Opisując zachowanie papugi czy nosorożca naukowiec nie opisuje "słabości" tych zwierząt.
Jest jednak ważniejszy powód, że wydaje się uprawnione mówienie o dwóch modelach. Jeden model jest nienaukowy, gdyż opiera się na introspekcji - naszym poczuciu godności i zdolności osądzania. Drugi jest naukowy - opisuje człowieka jako przedmiot zwany zwierzęciem.
>Zatem, oba przypadki są podmiotowe.
Nie. Biologia nie opisuje podmiotów.
>Nie wydaje mi się jednak, iż kontrowersje o jakich piszesz to węzeł gordyjski.
Jestem przekonany, że piszę o rzeczach bardzo prostych. Dopiero nauka zagłębia się w złożoność. Zanim jednak zagłębimy się, zróbmy to, co jest łatwe. Zauważmy na początek, że patrzenie na człowieka od środka siebie samego daje zupełnie inny obraz, niż obraz widziany przez biologa patrzącego na małpę. Obydwa te obrazy są równie prawdziwe i opisują to samo - naturę ludzką.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | 2 na 2 darkside (7775 punktów) (zablokowany) | > Pisząc o podmiotowości człowieka i odmawiając jej delfinom, miałem na myśli coś w rodzaju dowodu na podmiotowość, np. złożenie skargi na policji, u adwokata, czy poproszenie dziennikarza o pomoc.Nie jest to dziennikarz, ale... taka ciekawostka. Fajny filmik, a artykuł akurat z wczoraj. www.fakt.p(*)o-pomoc,artykuly,450192,1.html
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie jest to dziennikarz, ale... taka ciekawostka. Fajny filmik, a artykuł akurat z wczoraj.
Ciekawe, czy delfin, jako podmiot prawa, domagał się tego, co mu się należy na mocy prawa do opieki, czy raczej prosił o pomoc w formie wyuczonej ekspresji.
Oczywiście nie można wykluczyć, że mamy tu świadectwo solidarności podmiotów, ale to jest dopiero jeden z czterech warunków koniecznych podmiotowości. Podmiotowość implikuje jeszcze wolność, własność i równość. Przykładowo, podmiot uwięziony musi nienawidzić swojego oprawcę. Zanim przyznamy delfinom równe prawa (podmiotowe), musimy zobaczyć, jak zabijają swoich ciemiężycieli, żeby uciec na wolność.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >[...]Ponieważ nie mamy żadnych świadectw na to, że delfiny potrafią walczyć o swoją godność, ani że posiadają instytucje prawa karnego, musimy zakładać, że nie są podmiotami. Oczywiście, wolno nam wierzyć, że delfiny mają podmiotowość, ale jest to rodzaj wiary religijnej, jak wiara w duszę. Można przypuszczać, że mają świadomość i samoświadomość, cokolwiek by to nie znaczyło, ale chciałbym uniknąć w tym wątku poruszania tak złożonych kwestii. Chcę pozostać na bardziej podstawowym poziomie i po prostu stwierdzić fakt, że nie znamy żadnych innych podmiotów niż ludzie.
No cóż, wydaje się, że o podmiotowości nie można mówić prosto. Myślę, że istota ludzka nie musi udowadniać sobie podmiotowości, sama przecież stworzyła ten termin. Albert Einstein tworząc teorię względności zadał cios absolutyzmowi czasu, od tego momentu czas jest względny, związany jest bowiem z obserwatorem. Nie można zatem w celach naukowych, choćby dla szczytnych celów, odwoływać się do czasu absolutnego. W odpowiedzi na post Dawida Lipińskiego napisałem: Immanuel Kant w Krytyce praktycznego rozumu pisze: "Osoba jest celem samym w sobie, to jest nie może być nigdy przez kogokolwiek (nawet samego Boga) traktowana jedynie jako środek, nie będąc zarazem sama przy tym celem, a więc człowieczeństwo w naszej osobie musi być dla nas samych święte; jest ono bowiem podmiotem prawa moralnego, a tym samym tego, co jest samo w sobie święte". Kant dla filozofii uczynił wiele, ale też żył w innych czasach. Cytowane założenie nie jest już właściwe, podmiotowość przestaje już być domeną ludzką. W odpowiedzi na post Dawida Lipińskiego piszesz: Nie mam pewności, ale sądzę, że ideę jednej natury wszystkich podmiotów wziąłem z "Krytyki czystego rozumu" Kanta, a przekonanie, że nie jest możliwe pogodzenie wiedzy naukowej z wiedzą z introspekcji wziąłem z doświadczeń Feynmana ze współpracy nauk przyrodniczych z naukami społecznymi. Cytowany przez Ciebie Richard Feynman powiedział także: "Kiedyś dziennikarze wymyślili, że tylko dwunastu ludzi na świecie rozumie teorię względności. Nie wierzę w tę ich rewelację. ... Z drugiej strony, sądzę, że mogę bezpiecznie stwierdzić, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej". Jak zatem na bazie takiego stwierdzenia powiedzieć co jest, a co nie jest możliwe? Nie można, moim zdaniem, na potrzeby ułatwienia rozważań nadawać im znaczeń, które na gruncie aktualnych badań naukowych są wątpliwe (w sensie niemożliwości ich zaistnienia). W świetle badań nauk kognitywnych daleki byłbym od stwierdzenia, że nauka nie bada intencji. Badanie świadomości odbywa się obecnie na poziomie różnych nauk, a intencjonalność zwierząt badana jest przez etyków.
>Intencjonalność jest atrybutem aktywności podmiotu, nie można przypisywać intencji żadnym innym funkcjom, ani tym bardziej bytom... chyba że jest się człowiekiem religijnym. Osobniki z gatunku homo sapiens nie posiadają żadnych intencji. Może teraz lepiej widać, dlaczego piszę o dualizmie natury ludzkiej. Naukowy opis homo sapiens nie jest opisem podmiotu, a więc nie może nic mówić o intencjach, sądach itp. Od nauki oczekuję, że otrzymam klarowny opis zagnieżdżania się zarodka w macicy i sposobu, w jaki powstrzymany zostaje proces miesiączkowania, aby mieć naukowy opis powstawania nowego osobnika gatunku homo sapiens, aby prawnicy mieli jakieś podstawy zdefiniowania momentu stworzenia - zresztą wcale nie mam pewności, czy to o ten moment chodzi. Nauka nie może badać intencji.
No tak nie do końca. Intencjonalność tzw. II rzędu wg Daniela Dennetta, czyli samoświadomość, posiadają, CHYBA tylko ludzie, posiadają oni pragnienia i odczucia są więc istotami intencjonalnymi, działającymi na podstawie przekonań i pragnień skierowanymi na jakiś cel. "Dałbym głowę", że niebawem dostrzeżemy intencjonalność maszyn. (o intencjonalnych działaniach zwierząt nie będę się rozpisywał bo to przypuszczenia)
>Jest jednak ważniejszy powód, że wydaje się uprawnione mówienie o dwóch modelach. Jeden model jest nienaukowy, gdyż opiera się na introspekcji - naszym poczuciu godności i zdolności osądzania. Drugi jest naukowy - opisuje człowieka jako przedmiot zwany zwierzęciem.
To co proponujesz przypomina mi dualizm kartezjański. Model, w którym doświadczenia umysłowe będące funkcją duszy nie mogą być umiejscowione w żadnym miejscu ludzkiego ciała, jednakże się ze sobą komunikują. Byłbym bardziej skłonny do podejścia kognitywnego sub symbolicznego, zatem takiego, że procesy myślowe w mózgu ludzkim determinowane są przez zasady fizykalne. Kognitywistyka, badająca działanie umysłu, jest multidyscyplinarną dziedziną nauki i bynajmniej nie jest nienaukowa. Proponujesz, aby skupić się na rzeczach łatwych, ale zauważ: niekiedy nie można tak czynić, gdyż błędne założenia mogą dać w rezultacie całkowicie błędy wynik. W celach dalece przybliżonych można posługiwać się prawem powszechnego ciążenia Newtona, ale to ogólna teoria względności jest poprawna. Dla wyjaśnienia podstawowych struktur wszechświata potrzebna jest, tak jak w kognitywistyce, konsolidacja nauk i teorii (w tym mechaniki kwantowej i ogólnej teorii względności). Badania nad świadomością w tym badania podmiotowości rewolucjonizują sposób rozumienia świata. Nie jest właściwe, na wzór Kartezjański, rozdzielanie człowieka na dwie części - jedną poznawalną, a drugą nie.
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Proponujesz, aby skupić się na rzeczach łatwych, ale zauważ: niekiedy nie można tak czynić, gdyż błędne założenia mogą dać w rezultacie całkowicie błędy wynik.
Zauważ, że nie proponuję błędnych założeń. Proponuję zacząć od podstaw i rzeczy łatwych. Gdy już na tym poziomie nastąpi zgoda, wtedy przejdziemy do rzeczy trudniejszych. Skupiając się na rzeczach łatwych mamy większą pewność uniknięcia błędu. Twoja sugestia, że przy łatwych zagadnieniach większe jest ryzyko popełnienia błędu, jest sugestią błędną. Prawdą jest, że jeśli skupimy się na rzeczach łatwych, unikniemy niebezpieczeństwa użycia błędnych założeń.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Zauważ, że nie proponuję błędnych założeń. Proponuję zacząć od podstaw i rzeczy łatwych. Gdy już na tym poziomie nastąpi zgoda, wtedy przejdziemy do rzeczy trudniejszych. Skupiając się na rzeczach łatwych mamy większą pewność uniknięcia błędu. Twoja sugestia, że przy łatwych zagadnieniach większe jest ryzyko popełnienia błędu, jest sugestią błędną. Prawdą jest, że jeśli skupimy się na rzeczach łatwych, unikniemy niebezpieczeństwa użycia błędnych założeń.
Odnosiłem się do proponowanego przez Ciebie procesu upraszczania nauki. Zagadnienia naukowe w celu ich precyzyjnego zrozumienia wymagają pogłębienia badań, często ich skomplikowania, aby uzyskać prawdę - ostateczny wynik. Często nie ma alternatywy. Jak chciałbyś, dla przykładu, w łatwy sposób zrozumieć, choćby pobieżnie, teorię superstrun albo mechanikę kwantową? Najpierw trzeba zrozumieć, później się zastanawiać i wyciągać wnioski - łatwość nie ma tu nic do rzeczy.
Zakładam jednak, że nie o to Tobie chodziło - chyba raczej o cele zainteresowań Twojej propozycji dualistycznego prawa?
Doprawdy nie wiem po co miałby służyć ten podział? Zygmunt Freud dzielił osobowość człowieka na 3 części (superego, ego, id) i co z tego wynika? Co było by lepsze w Twoim modelu prawa? Piszesz, że Naukowy opis homo sapiens nie jest opisem podmiotu, a więc nie może nic mówić o intencjach, sądach itp. Człowiek zdobywając świadomość zdobył też intencjonalność. Trudno wyznaczyć tutaj granicę kiedy to nastąpiło jest to przecież proces ciągły. W grupie społecznej zaczął tworzyć prawo dla lepszego jej funkcjonowania - tak się działo, dzieje i zakładam dziać się będzie; różnorodność prawa służy konkretnym grupom społecznym i to co piszesz, że w jednej grupie społecznej coś jest dobre, a w innej złe, jest rzeczą normalną i raczej sugerowany przez Ciebie uniwersalizm wprowadzał by raczej chaos niż porządek. Dobrze by było abyś podał jakiś przykład, aby na nim przećwiczyć Twoją koncepcję.
Nie mogę się z Tobą zgodzić, gdy tak pewnie mówisz o ludziach jako jedynych bytach, być może niedługo bytem staną się maszyny, o czym pisałem wcześniej, warto było by zastanowić się i nad tym?
|
|
| | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > zrozumieć, choćby pobieżnie, teorię superstrun albo mechanikę kwantową?
Nie o to chodzi. Zrozumieć świat - zrozumieć naturę ludzką, zrozumieć kwantową naturę świata, ... to zupełnie co innego, niż zrozumieć np. teorię strun, która jest tworem czysto abstrakcyjnym i jak dotychczas, tylko utrudnia zrozumienie świata i jego kwantowej natury. Natomiast zrozumieć kwantową naturę świata jest bardzo łatwo, jeśli miało się szczęście przeczytać lub posłuchać np. dobrego wykładu. Jak uczył Feynman, wszystkie prawa fizyki można prosto i klarownie objaśnić laikowi, jeśli samemu się je rozumie.
Ja miałem szczęście przeczytać najnowszą biografię Bohra i teraz kwantowa natura świata jest dla mnie prosta i klarowna - zrozumiałem ostatnie, najogólniejsze sformułowanie zasady komplementarności Bohra: "pełny opis każdego zjawiska zawiera opis podmiotu opisującego". Z tej zasady łatwo można objaśnić różne pozornie dziwne cechy natury kwantowej.
>Dobrze by było abyś podał jakiś przykład, aby na nim przećwiczyć Twoją koncepcję. >Nie mogę się z Tobą zgodzić, gdy tak pewnie mówisz o ludziach jako jedynych bytach, być może niedługo bytem staną się maszyny, o czym pisałem wcześniej, warto było by zastanowić się i nad tym?
Przykład maszyny jest bardzo dobry. Nauka powinna zdefiniować kryteria, których spełnienie pozwoli zaliczyć maszynę do kategorii podmiotów. A wtedy maszyna taka automatycznie nabędzie wszystkie prawa podmiotowe (prawa człowieka, jak się je teraz nazywa). Alternatywą jest czekanie, aż maszyny same sobie wywalczą takie prawo, skarżąc użytkowników, jako właścicieli niewolników, i mordując kilku z nich w celu uwolnienia się z niewoli.
Podobnym przykładem jest nabycie praw przez dziecko. Naukowcy mogą stworzyć testy, które zastąpią arbitralną liczbową granicę pełnoletności. Podobnie może powstaną testy pomagające sądom decydować o ubezwłasnowolnieniu.
Innym przykładem są genetyczne modyfikacje. Środowisko naukowe powinno stworzyć i na bieżąco aktualizować zasady bezpieczeństwa np. przy wytwarzaniu żywności z genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Prawnicy ani parlamentarzyści nie powinni mieć prawa tworzyć nowych sformułowań ani interpretacji tych zasad, powinni tylko je wprowadzać w życie i egzekwować, jednakowo na całym świecie.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Nie o to chodzi. Zrozumieć świat - zrozumieć naturę ludzką, zrozumieć kwantową naturę świata, ... to zupełnie co innego, niż zrozumieć np. teorię strun, która jest tworem czysto abstrakcyjnym i jak dotychczas, tylko utrudnia zrozumienie świata i jego kwantowej natury. Natomiast zrozumieć kwantową naturę świata jest bardzo łatwo, jeśli miało się szczęście przeczytać lub posłuchać np. dobrego wykładu. Jak uczył Feynman, wszystkie prawa fizyki można prosto i klarownie objaśnić laikowi, jeśli samemu się je rozumie. >Ja miałem szczęście przeczytać najnowszą biografię Bohra i teraz kwantowa natura świata jest dla mnie prosta i klarowna - zrozumiałem ostatnie, najogólniejsze sformułowanie zasady komplementarności Bohra: "pełny opis każdego zjawiska zawiera opis podmiotu opisującego". Z tej zasady łatwo można objaśnić różne pozornie dziwne cechy natury kwantowej.
Wysoko stawiasz sobie poprzeczkę aby "zrozumieć świat". Cytowany przez Ciebie Niels Bohr - współtwórca "interpretacji kopenhaskiej" mechaniki kwantowej, zdając sobie sprawę jak bardzo mechanika kwantowa zmienia postrzeganie świata przedefiniował cel nauki uznając, że nie jest nim wyjaśnienie natury lecz tylko opis togo co można o naturze powiedzieć, a również cytowany przez Ciebie Richard Feynman powiedział "Kiedyś dziennikarze wymyślili, że tylko dwunastu ludzi na świecie rozumie teorię względności. Nie wierzę w tę ich rewelację. ... Z drugiej strony, sądzę, że mogę bezpiecznie stwierdzić, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej", co cytowałem we wcześniejszym wpisie. Cóż, pewnie pozostaniemy na swoich stanowiskach, gdyż nie podzielam Twojego optymizmu zrozumienia mechaniki kwantowej. Długo zastanawiałem się (i zastanawiam nadal) nad tym co redukuje funkcję falową prawdopodobieństwa, a co za tym idzie co jest rzeczywiste. Twierdzenie nierówności Bella dotyczące realizmu, a raczej zaprzeczające realizm, skłania do zastanowienia się czy istnieje rzeczywistość poza obserwacyjna. Przyznam, iż gdy się nad tym zastanawiam to dochodzę do stwierdzenia, że jeżeli postrzegamy rzeczywistość taką jaką jest i postrzegamy ją wszyscy taką samą (oczywiście w wydaniu makroskopowym), to musiała ona (rzeczywistość) ulec wcześniejszej redukcji funkcji falowej, co zresztą nie jest niczym nowym (przekonuje mnie bardzo ta koncepcja, że dużych rzeczy nie można utrzymać w superpozycji), im jednak cofamy się w mniejsze skale tym bardziej zagadkowe stają się zjawiska związane z redukcją. Co ją powoduje i jaką rolę ma w tym świadomość, na ile jest ona przypadkowa i czym jest wolna wola?
Co do teorii. Trudno mi się zgodzić, że teoria strun jest czysto abstrakcyjna. Abstrakcyjne są (przychodzi mi do głowy) np. kształty Calabiego-Yau, będące matematycznymi modelami wielowymiarowej przestrzeni, ale teoria strun... nie... to nie abstrakcja. Teoria strun już teraz pojednała mechanikę kwantową z teorią względności. Wielowymiarowa przestrzeń nie może być jednak pojęta przez trójwymiarowe istoty, stąd trudności w zrozumieniu. Wiele modeli wszechświata opiera się już o wielowymiarową przestrzeń i trudno w tym kontekście mówić o abstrakcji. Czyż zjawisko tunelowania rodem z mechaniki kwantowej nie ma cech abstrakcyjnych?
>Przykład maszyny jest bardzo dobry. Nauka powinna zdefiniować kryteria, których spełnienie pozwoli zaliczyć maszynę do kategorii podmiotów...
... i tu właśnie jest rola etyki, ale i nauki - czym jest świadomość?
>Podobnym przykładem jest nabycie praw przez dziecko. Naukowcy mogą stworzyć testy, które zastąpią arbitralną liczbową granicę pełnoletności. Podobnie może powstaną testy pomagające sądom decydować o ubezwłasnowolnieniu. >Innym przykładem są genetyczne modyfikacje. Środowisko naukowe powinno stworzyć i na bieżąco aktualizować zasady bezpieczeństwa np. przy wytwarzaniu żywności z genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Prawnicy ani parlamentarzyści nie powinni mieć prawa tworzyć nowych sformułowań ani interpretacji tych zasad, powinni tylko je wprowadzać w życie i egzekwować, jednakowo na całym świecie.
To co pisałeś wcześniej, z czym się w całej rozciągłości zgadzam. Musi wzrastać znaczenie nauki w tworzeniu prawa. Interpretacja świata przestała być prosta. Rodzi wiele fundamentalnych przewartościowań. Świat polityki i prawa nie jest do takich działań przygotowany. Niestety w naszym prawodawstwie ignorancja władzy uniemożliwi budowę sprawnego etycznie modelu prawa.
|
|
| | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wysoko stawiasz sobie poprzeczkę aby "zrozumieć świat". Cytowany przez Ciebie Niels Bohr - współtwórca "interpretacji kopenhaskiej" mechaniki kwantowej, zdając sobie sprawę jak bardzo mechanika kwantowa zmienia postrzeganie świata przedefiniował cel nauki uznając, że nie jest nim wyjaśnienie natury lecz tylko opis togo co można o naturze powiedzieć, a również cytowany przez Ciebie Richard Feynman powiedział "Kiedyś dziennikarze wymyślili, że tylko dwunastu ludzi na świecie rozumie teorię względności. Nie wierzę w tę ich rewelację. ... Z drugiej strony, sądzę, że mogę bezpiecznie stwierdzić, iż nikt nie rozumie mechaniki kwantowej",
Mogę tylko powtórzyć, że nie jest moim celem zrozumieć w pełni jakąś teorię. Wystarczy mi rozumieć świat. Twoje cytaty doskonale współgrają ze słowami Feynmana, które przytoczyłem, że fizyk, który nie potrafi bez matematyki objaśnić świata laikowi, nie rozumie tego świata. Dobry popularyzator nauki potrafi objaśnić świat bez objaśniania teorii, dzięki którym sam ten świat zrozumiał, bo kiedy już zrozumiał, potrafi tym rozumieniem podzielić się, bo rozumieć teorię to nie to samo, co rozumieć świat.
>Cóż, pewnie pozostaniemy na swoich stanowiskach, gdyż nie podzielam Twojego optymizmu zrozumienia mechaniki kwantowej.
To nie kwestia optymizmu, tylko kwestia rozumienia. Ja rozumiem tylko kwantową naturę świata, nie rozumiem w pełni mechaniki kwantowej i nie zamierzam jej studiować.
>Długo zastanawiałem się (i zastanawiam nadal) nad tym co redukuje funkcję falową prawdopodobieństwa, a co za tym idzie co jest rzeczywiste.
Rzeczywiste są tylko procesy. Dla mnie najzgrabniej to wyłożył Smolin w "Trzech drogach do kwantowej grawitacji", bez wprowadzania pojęcia "redukcja funkcji falowej".
> Teoria strun już teraz pojednała mechanikę kwantową z teorią względności.
Jeszcze nie. Teoria strun nie ma tej cechy teorii względności, która jest nazywana "niezależnością od tła". W teorii względności czasoprzestrzeń nie jest tłem, tylko efektem. Kwantowa teoria względności musi być beztłowa i musi objaśniać, w jaki sposób powstaje złudzenie tła w innych teoriach, takich jak teoria strun.
>To co pisałeś wcześniej, z czym się w całej rozciągłości zgadzam. Musi wzrastać znaczenie nauki w tworzeniu prawa.
Jednak nie wolno przy tym zaniedbać rozwoju prawa podmiotowego, a przede wszystkim rozwoju świadomości granic, poza które prawnikom, etykom i politykom wyjść nie wolno. Prawa sformułowane przez naukę nie mogą być zmienione ani zniesione przez żaden parlament.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Intencjonalność tzw. II rzędu wg Daniela Dennetta, czyli samoświadomość, posiadają, CHYBA tylko ludzie, posiadają oni pragnienia i odczucia są więc istotami intencjonalnymi, działającymi na podstawie przekonań i pragnień skierowanymi na jakiś cel. "Dałbym głowę", że niebawem dostrzeżemy intencjonalność maszyn. (o intencjonalnych działaniach zwierząt nie będę się rozpisywał bo to przypuszczenia)
Dla mnie "intencja" jest pojęciem równie fundamentalnym, jak np. "podmiot", "godność" czy "cel". Intencjonalność, celowość, godność - to przykłady atrybutów koniecznych podmiotu. Intencjonalność intuicyjnie rozumiemy jako dopełnienie celowości (i na odwrót). Świadomość, wola, zamiar itd. mogą być obserwowanymi przesłankami intencjonalności, ale nie jest to warunek konieczny. Jednak każdy podmiot czuje, że o ile cel podmiotu może być zidentyfikowany przez dowolnego obserwatora, o tyle intencja podmiotu musi być zdefiniowana przez własną podmiotowość. Obserwowalną przesłanką na rzecz intencji jest powtarzalność dążenia do celu w różnych wariacjach powtarzalnych warunków.
Twierdzę, że podmiot nie musi być świadomy - wystarczy, że tworzy intencje. Czy jesteś w stanie uzasadnić, że intencje implikują świadomość? To byłby argument przeciwko pełnemu dualizmowi.
A czy świadomość implikuje intencje? Też nie. Szczególnie śmieszy mnie kryterium rozpoznawalności siebie w lustrze. Abyście i Wy mogli się pośmiać ze mną wyobraźcie sobie ślepego nietoperza i spróbujcie odpowiedzieć na pytanie: czy nietoperz odróżnia swoje echo od echa innych nietoperzy? Naukowcy próbujący się wtrącać do nienaukowych dyscyplin, tylko się w moich oczach ośmieszają.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Dla mnie "intencja" jest pojęciem równie fundamentalnym, jak np. "podmiot", "godność" czy "cel". Intencjonalność, celowość, godność - to przykłady atrybutów koniecznych podmiotu. Intencjonalność intuicyjnie rozumiemy jako dopełnienie celowości (i na odwrót). Świadomość, wola, zamiar itd. mogą być obserwowanymi przesłankami intencjonalności, ale nie jest to warunek konieczny. Jednak każdy podmiot czuje, że o ile cel podmiotu może być zidentyfikowany przez dowolnego obserwatora, o tyle intencja podmiotu musi być zdefiniowana przez własną podmiotowość. Obserwowalną przesłanką na rzecz intencji jest powtarzalność dążenia do celu w różnych wariacjach powtarzalnych warunków. >Twierdzę, że podmiot nie musi być świadomy - wystarczy, że tworzy intencje. Czy jesteś w stanie uzasadnić, że intencje implikują świadomość? To byłby argument przeciwko pełnemu dualizmowi.
Stan świadomości implikuje stan intencjonalny. Intencjonalność bez świadomości nie istnieje. Wynika to bowiem z samej konstrukcji stanu świadomości jako zdolności pojęciowego postrzegania rzeczywistości i w efekcie umożliwiającego podjęcie działań intencjonalnych. Jestem świadom mojego "ja", moich odczuć i pragnień; dostrzegam też odczucia i pragnienia innych istot. Moje działanie jednak nie musi być intencjonalne. Może być działaniem o podstawach np. somatycznych "jestem zmęczony więc odpoczywam" - trudno tu doszukiwać się intencjonalności. Sam pisałeś, że świadomość nie jest bytem - z czym się zgadzam oczywiście. Zatem musi być cechą czegoś - tym czymś jest podmiot. Podmiot posiada zdolność określenia samego siebie, oceny siebie w kontekście otoczenia, zdolność ta wymaga posiadania stanu świadomego - umiejętności oceny rzeczywistości i stanów mentalnych.
Jeżeli tak nie jest to podaj przykład nieświadomego podmiotu (oprócz stanu snu etc.)
Poza tym jestem przeciwnikiem prób kategoryzowania świata. Świadomość jest rozwojową cechą mózgu. Działanie mózgu jest obliczalne i nieobliczalne zarazem. Podlega prawom nauk neurobiologicznych, ale nie potrafimy wyjaśnić procesu tworzenia myśli. Świadomość, i jestem do tego przekonany, wytworzyła się w celu zwiększenia zdolności przetrwania człowieka poprzez utworzenie mechanizmu abstrakcyjnego myślenia, zatem takiego, który "wymyka" się racjonalnemu dzianiu. Psychologia dowiodła, że człowiek postępuje racjonalnie i wyjątkowo nieracjonalnie jednocześnie, ale tylko w taki sposób może tworzyć nowe pomysły - to jakby mechanizm spontanicznego tworzenia memów.
>A czy świadomość implikuje intencje? Też nie.
Tak. Świadomość implikuje intencje, ale nie każde świadome działanie musi być intencjonalne i nie każdy stan intencjonalny musi być świadomy.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Stan świadomości implikuje stan intencjonalny. Intencjonalność bez świadomości nie istnieje.
Dla mnie intencja jest równie prostym pojęciem, jak podmiot czy godność, chociaż bardzo różnym, ale o tym poniżej.
>Sam pisałeś, że świadomość nie jest bytem - z czym się zgadzam oczywiście. Zatem musi być cechą czegoś - tym czymś jest podmiot.
Niekoniecznie. Dla mnie świadomość jest cechą zwierzęcia. Badają ją biolodzy i psycholodzy. Mają nawet śmieszny test lustra, który implikuje dość prostą definicję świadomości, jako zdolność zmysłu wzroku do odróżniania wizerunku własnego od cudzego. Ciekawe dlaczego słuch nietoperza nie jest zdolny do świadomości wg tych badaczy?
Mówiąc poważnie, świadomość jest pojęciem innej kategorii niż godność czy intencja. Prędzej czy później naukowcy zdefiniują świadomość w miarę sensownie i zbadają pod kątem jej posiadania wszystkie gatunki i komputery. Oczywiście będą to robić bez poszanowania praw podmiotu, gdyż nadal będzie oczywiste, że nie mają one obywatelstwa ani pełni praw, gdyż nie są to podmioty.
> Podmiot posiada zdolność określenia samego siebie, oceny siebie w kontekście otoczenia, zdolność ta wymaga posiadania stanu świadomego - umiejętności oceny rzeczywistości i stanów mentalnych.
Moim zdaniem mieszasz tu dwie zupełnie różne cechy: aktywność podmiotu, którą nazywam "ocenianiem", ze zdolnością świadomości do czynności poznawczych.
Podmiot i jego aktywność, to podstawowe pojęcia. Każda aktywność (podmiotu) jest intencjonalna, celowa, oceniająca i godna. Nie jest jej potrzebna żadna świadomość, wystarczy dowolny wewnętrzny bodziec, przymus, wola... Intencja to pojęcie pierwotne, tak jak cel. Przywołam znów oczywistą intuicję. Każdy z nas wie, jak trudno jest poznać cudze, a nawet własne, "prawdziwe" intencje. To, czego jesteśmy świadomi, to różnego rodzaju projekcje, racjonalizacje i inne podobne złudzenia, wytworzone przez mechanizmy obronne, które budują świadomość zwierzęcia, nawet jeśli jest podmiotem. Oczywiście podmiot ma intencje, ale przeważnie są one sprzeczne z jego świadomością.
Jest też inna cecha świadomości - zdolność okłamywania innych. Świadomość wierzy w fałszywe intencje, ale nie chce ich ujawniać, więc okłamuje innych, w tym naukowców. Sprytny naukowiec potrafi część tych kłamstw odcedzić. Doskonałe wyniki badań świadomości pozwolą poznać jej wiarę, ale nigdy nie poznają intencji, gdyż są to byty z innych kategorii pojęciowych. Jak mówiłem na początku - badanie intencji to dyscyplina etyki, a nie nauki.
Etyk podmiotu, badający jego aktywność, skupia się na intencjach i celach, czyli na przyczynach aktywności i jej oczekiwanych skutkach.
>Jeżeli tak nie jest to podaj przykład nieświadomego podmiotu (oprócz stanu snu etc.)
Najbardziej oczywistym przykładem podmiotu jest obserwator w fizyce. Obserwacji może dokonać prosty mechanizm. Niestety, nie jest to ten rodzaj podmiotu, który należy do naszej dyscypliny (etyki). Podmiot obserwacji fizycznej nie musi mieć godności, nie jest więc podmiotem z etycznego punktu widzenia (chociaż jakąś fizyczną podmiotowość z definicji posiada). Ta dywagacja ma pewien cel - pokazuje nam granice, poza które określone kategorie pojęciowe nie sięgają. Wróćmy więc do natury ludzkiej.
Podmiot etyczny z godnością, który jest w centrum uwagi, to oczywiście człowiek. Jak już wspominałem, nie znamy jeszcze innego "gatunku" podmiotu, a Ty chcesz mnie "zagiąć" prosząc o przykład podmiotu bez świadomości. Musiałeś wiedzieć, że podam przykład dziecka, które nie umie jeszcze mówić. Czym się różni dziecko od zwierzęcia? Zwierzę nie jest podmiotem, zwierzę można trzymać w niewoli, zwierzę można zabić, ale nie można go zamordować. Dziecko można zamordować, ale nie wolno tego robić, bo jest podmiotem. Dzieckiem można się opiekować, ale nie wolno nazywać tego "niewolą". Czy małe dziecko potrafi się obronić? Czy rozumie, kiedy jest w niewoli, a kiedy pod czułą opieką? Małe dziecko nie ma świadomości, ale jest podmiotem... ... czasem nawet jest podmiotem aktywnym - ma intencje i cele. >Poza tym jestem przeciwnikiem prób kategoryzowania świata. Świadomość jest rozwojową cechą mózgu.
Tu się zgadzam w pełni
>Świadomość implikuje intencje, ale nie każde świadome działanie musi być intencjonalne i nie każdy stan intencjonalny musi być świadomy.
To zagadnienie tylko z pozoru jest trudniejsze - jak świadomość tworzy intencje. Prostota tego zagadnienia jest widoczna, gdy celniej zadamy pytanie: Kiedy świadomość tworzy podmiotowość? Jak już odpowiemy na to pytanie, to mamy z definicji intencje, jako konieczne przyczyny aktywności podmiotu.
Wystarczy więc zastanowić się, czy świadomość implikuje podmiotowość. Odpowiedź jest oczywista: nie! Powodów jest wiele. Najprostszym jest wspomniana wyżej słabość definicji "świadomości". Kiedyś będziemy mogli ocenić, które definicja "świadomości" jest użyteczna, jako kryterium "odkrywania" nieznanych podmiotów. Takiej użytecznej definicji będziemy używać, aby zaliczać inne zwierzęta i niektóre komputery do obywateli z pełnymi prawami. Ale czy taka użyteczna dla nas definicja będzie użyteczna dla biologów, badających zwierzęcą stronę natury człowieka i innych świadomych gatunków zwierząt?
Drugi powód też jest prosty, choć tylko z życia wzięty. Naukowcy odkryli już jakąś formę świadomości u kilku gatunków zwierząt. Gdybyśmy mieli implikację, którą sugerujesz, to zwierzęta te otrzymałyby status obywateli z pełnią praw podmiotowych.
I na koniec pytanie: czy świadomość może utworzyć intencje bez utworzenia podmiotu? Nie może z najprostszego powodu: intencją nazywam przyczynę aktywności podmiotu i nic innego. Niech słowo "intencja" nie będzie słowem wieloznacznym, o niejasnym znaczeniu
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
3 na 3 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | cd
>Nadszedł czas, aby etykę i prawo przebudować, zgodnie z naszym nowym rozumieniem natury ludzkiej. >Skoro mamy już nie tylko filozoficzny model podmiotowy, skoro zaczynamy dostrzegać naukową wiedzę o >człowieku, powinniśmy zacząć rozumieć i odróżniać, które aspekty etyki i prawa mają podstawy >podmiotowe, a które mają już podstawy naukowe. Racjonalna etyka i racjonalne prawo powinno składać >się z dwóch osobnych konstrukcji: >Prawo oparte na podmiotowym modelu natury ludzkiej... >Prawo oparte na naukach przyrodniczych... >Jak pogodzić równość wszystkich ludzi z różnicami... >Teraz rozwój prawa jest zablokowany przez jego archaiczną budowę. Aby zrozumieć, jak nowe prawo >rozwijać, konieczne jest przebudowanie prawa na dwie prawie osobne budowle: prawo podmiotowe i prawo >przyrodnicze. Musi nauczyć się rozumieć i odróżniać, co wynika z godności, a co z faktów >udowodnionych przez naukę.
Mówisz o definicjach, a to rzecz trudna: Czym jest wolność? Jak zrozumień globalną równość? A czym jest własność i czy własność powszechna jest nadal własnością? Czy wszyscy zgadzają się z nowymi definicjami? Skąd biorą się zasady jakie koniecznie chcemy uznawać jako wyznaczniki ludzkiej szczęśliwości.
Mówisz o zmianie prawa - na jak długo? czy nie jest istotą rzeczy mówienie o procesie permanentnych i koniecznie dynamicznych zmian, a nie o konkretnej jednej zmianie? Ta jedna zmiana przecież nie będzie po raz kolejny, wieczna. Nie wiem jak miało by działać prawo o dwóch różnych konstrukcjach dotyczących nierozdzielnych części.
Bardziej wydaje się, że prawo powinno zmienić się w sposobie jego ustanawiania. To - czym co jest? należy ustalać w ujęciu interdyscyplinarnym. Teraz to trochę utopia, ale osobiście daję takiemu kierunkowi rozwoju duże szanse powodzenia. Wymagało by to ustanawiania prawa poprzez szeroko rozumianą naukę i tak ustanowione prawo ustalało by konsekwencje postępowania. Zaangażowanie do tworzenia prawa dużych obszarów nauki stwarzało by warunki jego "przystawalności" do rzeczywistości.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Mówisz o definicjach, a to rzecz trudna
To zależy od modelu
>Czym jest wolność?
To jeden z koniecznych warunków godności podmiotu. "Wolność" w tym modelu oznacza bycie podmiotem (a nie przedmiotem) w relacjach z innymi podmiotami.
> Jak zrozumień globalną równość?
Nie wiem, jak rozumieć "globalną", ale wiem, jak prosto zdefiniować "równość". Równość to jeden z warunków koniecznych godności. Oznacza to jeden opis natury podmiotu dla wszystkich podmiotów - zbiór podmiotów nie może dzielić się na żadne klasy, rasy, gatunki, typy, poziomy dojrzałości itd. Biolog może dzielić małpy na gatunki, na kategorie wiekowe itd. ale prawnik od prawa podmiotowego nie może widzieć takich podziałów.
> A czym jest własność
To jeden z koniecznych warunków godności podmiotu. Własność w tym modelu oznacza bycie podmiotem w relacjach z przedmiotami, które nie są podmiotami.
> czy własność powszechna jest nadal własnością?
Pod warunkiem, że każdy podmiot należący do tej "powszechności" jest podmiotem w relacji z przedmiotem, o który pytasz.
>Czy wszyscy zgadzają się z nowymi definicjami?
Brakuje jeszcze "solidarności". Ona też jest warunkiem koniecznym godności - oznacza, że w relacji w innymi podmiotami te inne podmioty są podmiotami (a nie przedmiotami).
Widać, że "solidarność" jest logicznym dopełnieniem "wolności". Słuszna jest intuicja, którą każdy czuje w sobie, że "nie ma wolności bez solidarności".
Są to wszystko jak widać, bardzo proste sprawy, zgodne z naszym wewnętrznym odczuwaniem godności i podmiotowości.
>Mówisz o zmianie prawa - na jak długo? czy nie jest istotą rzeczy mówienie o procesie permanentnych
W pełni popieram takie rozumienie zmiany, którą proponuję. Odseparować prawo podmiotowe, sformułować je możliwie najprościej, a resztę prawa rozwijać cały czas na podstawie odkryć naukowych.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Czym jest wolność? >To jeden z koniecznych warunków godności podmiotu. "Wolność" w tym modelu oznacza bycie podmiotem (a nie przedmiotem) w relacjach z innymi podmiotami.
Relacje międzyludzkie wydają się zawsze podmiotowe. Nawet jeżeli czujemy się traktowani przedmiotowo to jesteśmy manipulowanym podmiotem.
>> Jak zrozumień globalną równość? >Nie wiem, jak rozumieć "globalną", ale wiem, jak prosto zdefiniować "równość". Równość to jeden z warunków koniecznych godności. Oznacza to jeden opis natury podmiotu dla wszystkich podmiotów - zbiór podmiotów nie może dzielić się na żadne klasy, rasy, gatunki, typy, poziomy dojrzałości itd. Biolog może dzielić małpy na gatunki, na kategorie wiekowe itd. ale prawnik od prawa podmiotowego nie może widzieć takich podziałów.
Czy trzeba być równym, aby być godnym? Jeżeli równością jest równość ról społecznych to grupa społeczna z zasady nie jest równa, ale każdy jej członek może być godny. Kastowa budowa niektórych społeczeństw i ich rola w tym społeczeństwie nie jest równością, ale jest wymagana do jej istnienia i to także nie wyklucza godności. Aby zostać prezydentem RP trzeba mieć minimum 35 lat, to też nierówność tych poniżej 35 lat. A równość płci w wykonywanych zawodach - to też utopia, choćby z uwagi na predyspozycje genetyczne.
>> A czym jest własność >To jeden z koniecznych warunków godności podmiotu. Własność w tym modelu oznacza bycie podmiotem w relacjach z przedmiotami, które nie są podmiotami.
Jeżeli własność stanie się powszechna (załóżmy, na potrzeby modelu) i wszystkim damy po równo lub wedle potrzeb, to popadamy w następne definicje np. co to jest wedle potrzeb? Jeżeli wszyscy mają to co chcą to wartość własności przestaje istnieć - Czy wtedy załamuje się model? "Wypada" np. część prawa majątkowego.
>W pełni popieram takie rozumienie zmiany, którą proponuję. Odseparować prawo podmiotowe, sformułować je możliwie najprościej, a resztę prawa rozwijać cały czas na podstawie odkryć naukowych.
Ewolucja prawa wydaje się być niezbędna. Ewolucja ciągła. No ale czy nie wprowadzi to chaosu prawnego? Jakie wykroczenie były by bardziej karane w ramach podmiotowości czy przedmiotowości?
|
|
| |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Relacje międzyludzkie wydają się zawsze podmiotowe. Nawet jeżeli czujemy się traktowani przedmiotowo to jesteśmy manipulowanym podmiotem.
Jeśli ktoś jest traktowany przedmiotowo, to jest przedmiotem relacji typu podmiot-przedmiot, a nie podmiotem. W relacji typu podmiot-podmiot każda strona jest podmiotem. Pamiętaj, że podmiot nie jest bytem. Podmiot, a ściślej - podmiotowość - jest funkcją
>Czy trzeba być równym, aby być godnym?
Równie dobrze można spytać, czy trzeba być wolnym, żeby być godnym. Czy kara pozbawienia wolności odbiera godność?
>Jeżeli równością jest równość ról społecznych to grupa społeczna z zasady nie jest równa, ale każdy jej członek może być godny. Kastowa budowa niektórych społeczeństw i ich rola w tym społeczeństwie nie jest równością, ale jest wymagana do jej istnienia i to także nie wyklucza godności.
Czy bycie członkiem kasty niższej odbiera godność? Czy bycie więźniem odbiera godność?
Na obydwa pytania odpowiedź brzmi: nie. Każdy podmiot ma godność. Twoje wątpliwości biorą się z tego, że niejawnie wprowadzasz wymiar czasu, którego jeszcze nie uwzględniłem. Podobne pytanie, to np. czy człowiek śpiący ma godność. Oczywiście, że ma. Jednak gdy wprowadzamy wymiar czasu, to musimy cały czas myśleć o podmiocie, jako o funkcji. Godność, jako atrybut podmiotu, jest atrybutem funkcji. Gdy funkcja działa, godność jest aktywna. Gdy podmiotowość nie działa, godność jest nieaktywna. Godność więźnia jest czasem aktywna, gdy próbuje się uwolnić lub okazać skruchę. Godność członka klasy niższej się uaktywnia, gdy próbuje on sprzeciwić się poniżającym zwyczajom.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Jeśli ktoś jest traktowany przedmiotowo, to jest przedmiotem relacji typu podmiot-przedmiot, a nie podmiotem. W relacji typu podmiot-podmiot każda strona jest podmiotem. Pamiętaj, że podmiot nie jest bytem. Podmiot, a ściślej - podmiotowość - jest funkcją Podmiot wymaga świadomości - jest więc bytem. Podmiot nie może być jednocześnie, jak sugerujesz, przedmiotem i podmiotem jednocześnie.
>>Czy trzeba być równym, aby być godnym? >Równie dobrze można spytać, czy trzeba być wolnym, żeby być godnym. Czy kara pozbawienia wolności odbiera godność? >>Jeżeli równością jest równość ról społecznych to grupa społeczna z zasady nie jest równa, ale każdy jej członek może być godny. Kastowa budowa niektórych społeczeństw i ich rola w tym społeczeństwie nie jest równością, ale jest wymagana do jej istnienia i to także nie wyklucza godności. >Czy bycie członkiem kasty niższej odbiera godność? >Czy bycie więźniem odbiera godność?
Cytuję Twoją wypowiedź do jakiej się odnoszę > Nie wiem, jak rozumieć "globalną", ale wiem, jak prosto zdefiniować "równość". Równość to jeden z warunków koniecznych godności. Oznacza to jeden opis natury podmiotu dla wszystkich podmiotów - zbiór podmiotów nie może dzielić się na żadne klasy, rasy, gatunki, typy, poziomy dojrzałości itd. Biolog może dzielić małpy na gatunki, na kategorie wiekowe itd. ale prawnik od prawa podmiotowego nie może widzieć takich podziałów. Sam piszesz, że równość to jeden z warunków godności stąd moje pytania, które przeczą Twojej tezie. Równość nie jest warunkiem godności - co poniżej zauważasz.
>Na obydwa pytania odpowiedź brzmi: nie. Każdy podmiot ma godność. Twoje wątpliwości biorą się z tego, że niejawnie wprowadzasz wymiar czasu, którego jeszcze nie uwzględniłem. Podobne pytanie, to np. czy człowiek śpiący ma godność. Oczywiście, że ma. Jednak gdy wprowadzamy wymiar czasu, to musimy cały czas myśleć o podmiocie, jako o funkcji. Godność, jako atrybut podmiotu, jest atrybutem funkcji. Gdy funkcja działa, godność jest aktywna. Gdy podmiotowość nie działa, godność jest nieaktywna. Godność więźnia jest czasem aktywna, gdy próbuje się uwolnić lub okazać skruchę. Godność członka klasy niższej się uaktywnia, gdy próbuje on sprzeciwić się poniżającym zwyczajom.
Czy osoba chora psychicznie (z zaburzoną świadomością) ma godność? Wszystkie aspekty o jakich piszesz: godność, równość, wolność, własność ect. są to kulturowe znaczenia i są one odbierane poprzez system nadanych społecznie wartości; na dodatek odbierane różnie w różnych kulturach.
To wszystko o czym piszesz w drugiej części głównego wątka nie wymaga dzielenia prawa lecz rozważań etycznych. Nie wymaga też dualizmu natury ludzkiej: człowiek taki jest i już.. bez względu na ile, i jaką miarą, podzielimy go na części.
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Podmiot wymaga świadomości - jest więc bytem.
A gdzie tu implikacja? Świadomość nie jest bytem, podmiotowość nie jest bytem.
> Podmiot nie może być jednocześnie, jak sugerujesz, przedmiotem i podmiotem jednocześnie.
Oczywiście, że może. Podmiot może być skrycie obserwowany w trakcie używania jakiegoś narzędzia.
>Równość nie jest warunkiem godności - co poniżej zauważasz.
Tego mi nie wmówisz. Cały czas podtrzymuję tezę, że równość jest koniecznym warunkiem godności.
>Czy osoba chora psychicznie (z zaburzoną świadomością) ma godność?
Oczywiście, że ma, nawet po ubezwłasnowolnieniu. Godność jest atrybutem podmiotu, niezależnie od tego, czy podmiot jest w danej chwili aktywny, czy śpi, czy jest chory psychicznie
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Podmiot wymaga świadomości - jest więc bytem. >A gdzie tu implikacja? Świadomość nie jest bytem, podmiotowość nie jest bytem.
Świadomość samego siebie jest cechą rozwojową umysłu. Ten proces implikuje powstanie bytu z nieświadomego dotąd organizmu. Uzyskanie samoświadomości tworzy byt i ten byt staje się podmiotem - tak ja to rozumiem. Jest w tym jakiś błąd?
>> Podmiot nie może być jednocześnie, jak sugerujesz, przedmiotem i podmiotem jednocześnie. >Oczywiście, że może. Podmiot może być skrycie obserwowany w trakcie używania jakiegoś narzędzia.
Dla mnie to podmiot posługujący się przedmiotem, nie wiem po co to komplikować?
>>Równość nie jest warunkiem godności - co poniżej zauważasz. >Tego mi nie wmówisz. Cały czas podtrzymuję tezę, że równość jest koniecznym warunkiem godności.
Nie jest - chyba, że inaczej rozumiesz równość. Mądry i głupiec (nierówni w mądrości) mogą być zarazem godni. Bogaty i biedny (nierówni w bogactwie) mogą być zarazem godni. Zdrowy i chory (nierówni w stanie zdrowia) mogą być zarazem godni.
... ect.
>>Czy osoba chora psychicznie (z zaburzoną świadomością) ma godność? >Oczywiście, że ma, nawet po ubezwłasnowolnieniu. Godność jest atrybutem podmiotu, niezależnie od tego, czy podmiot jest w danej chwili aktywny, czy śpi, czy jest chory psychicznie
Czy osoba z zaburzoną samoświadomością odczuwa godność? Czy raczej mówisz o stanie otoczenia, które nakłada tą godność na osobę jej nie odczuwającej? Godność jest stanem psychicznym, a nie prawnym (z naukowego punktu widzenia). To społeczeństwo, godności nadało status prawny. Psychologia określiła by godność jako akceptację społeczną. Rzecz niezmiernie ważną i cenną w życiu członka każdej grupy społecznej. Utrata godności równa się utracie statusu społecznego, często wykluczeniem społecznym, poniżeniem - rozpatrywana być zatem powinna w kontekście stanu psychicznego, a nie stanu prawnego.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Świadomość samego siebie jest cechą rozwojową umysłu. Ten proces implikuje powstanie bytu z nieświadomego dotąd organizmu. Uzyskanie samoświadomości tworzy byt i ten byt staje się podmiotem - tak ja to rozumiem. Jest w tym jakiś błąd?
Nie ma. Świadomość nie jest bytem, ale jest atrybutem (funkcją) bytu, który dzięki świadomości jest bytem innego rodzaju, niż byt bez świadomości.
>Dla mnie to podmiot posługujący się przedmiotem, nie wiem po co to komplikować?
Podmiot obserwowany jest przedmiotem obserwacji.
>chyba, że inaczej rozumiesz równość.
Nadal ją tak rozumiem, jak napisałem wcześniej - równość podmiotów, to brak wyróżnionych klas w zbiorze podmiotów.
>Mądry i głupiec (nierówni w mądrości) mogą być zarazem godni.
Pisząc mądry (głupi), jesteś w relacji podmiot-przedmiot z obiektem oceny (człowiek, szympans, felieton...). Równość podmiotów oznacza, że każdy inny podmiot, dokonujący podobnej oceny, robi to w ten sam sposób - godny, autonomiczny, świadomy. Jak widzisz, równość podmiotów nie implikuje równości ocenianych przedmiotów.
>Bogaty i biedny (nierówni w bogactwie) mogą być zarazem godni.
Nawet tutaj, wbrew pozorom, człowiek oceniany jako bogaty, staje się przedmiotem Twojej oceny.
>Zdrowy i chory (nierówni w stanie zdrowia) mogą być zarazem godni.
Jedyną trudność sprawia samoocena, gdyż podmiot oceniający swoje samopoczucie, jest wciąż podmiotem. Mógłbym uciec się sztuczki erystycznej i napisać, że oceniając siebie, podmiot jest w relacji z sobą traktowanym, jako przedmiot, ale to prowadziłoby do komplikacji modelu, który w rzeczywistości jest prosty. Jego prostota polega na tym, że wykluczamy model z jednym podmiotem
>Czy osoba z zaburzoną samoświadomością odczuwa godność?
Odczuwanie jest niekoniecznym atrybutem podmiotu, podobnie jak świadomość czy samoświadomość. Podmiotowość jest funkcją fundamentalną, dlatego "podmiotowość" nazywam pojęciem pierwotnym, a więc nie muszę go objaśniać inaczej niż poprzez aksjomaty i definicje pojęć wtórnych. Przykładowo:
Aksjomat 1: Zbiór wszystkich podmiotów jest podzbiorem zbioru wszystkich przedmiotów.
Aksjomat 2. Przedmiot, który wystąpił jako podmiot relacji podmiot-przedmiot, jest podmiotem.
Definicja 1. Jeżeli dwa zbiory wszystkich przedmiotów nie są równe, to mówimy, że upłynął między nimi czas
Definicja 2. Czas jest takim porządkiem, że jeżeli przedmiot, które nie jest podmiotem, jest tym samym przedmiotem (w innym zbiorze), który jest podmiotem, to mówimy, że ten podmiot jest późniejszy niż ten przedmiot niebędący podmiotem.
Nie gwarantuję, że te naprędce sklecone definicje są ścisłe - chcę tylko pokazać, że podmiot nie może przestać być podmiotem, dopóki istnieje przedmiot będący tym podmiotem. Podmiot posiada godność, nawet jeśli jej nie odczuwa.
Ale nie muszę ograniczać się do formalizmu najprostszych pojęć i definicji, gdyż mówimy o rzeczach fundamentalnych, które faktycznie odczuwamy, jako najważniejsze dla naszego człowieczeństwa. A to naturalnie jest intuicyjnie oczywiste. Przywołuję intuicję bezczeszczenia zwłok. Każdy czuje każdym nerwem, że zbezczeszczenie zwłok jest podważeniem niezbywalnej godności zmarłego podmiotu. Czy osoba zmarła odczuwa godność? A kogo to obchodzi!? I tak wszyscy czujemy, że skoro była podmiotem, to jest nim nadal, to należy jej się szacunek.
> Godność jest stanem psychicznym, a nie prawnym (z naukowego punktu widzenia).
Twój wybór, jeśli chcesz myśleć w kategoriach godności zdefiniowanej przez naukę, jako stan psychiczny. Jednak sądzę, to nie jest wybór konstruktywny. Taki wybór prowadzi do fanatycznego weganizmu i fiksacji na walce o prawa obywatelskie dla zwierząt. Oczywiście można wierzyć, że to kropla drążąca skałę i że Twoje wnuki dożyją czasów, kiedy psy będą wnosiły skargi do sądu na swoich opiekunów. Ja jednak nie wierzę w taki kierunek rozwoju etyki. Wierzę w inny kierunek, wierzę w rozwój nienaukowych badań funkcji podmiotowości. Podam znów przykład intuicyjny.
Wyobraźmy sobie, że odkrywamy nowy gatunek ośmiornic. Okazuje się, że są one wyjątkowo inteligentne i chcemy uznać w nich bratnie dusze, dać im naszą konstytucję i inne prawa człowieka, uznać ich terytorium jako ich własność itd. Tylko...
... jak przekonać parlamentarzystów całego świata, że te ośmiornice niczym istotnym się nie różnią od ludzi - że są podmiotami, równymi jak my.
Jestem przeciwny badaniom naukowym, które mogłyby udowodnić jakiś ich stan psychiczny. Jestem za intuicyjnymi, oczywistymi metodami podmiotowymi, takich jak np. nauka obcego języka. Zapraszamy taką ośmiornicę i uczymy się jej języka, a ona uczy się angielskiego w izolacji od swoich. Potem ona wraca do swoich, a my czekamy, aż zgłosi się do nas inna ośmiornica, która nauczyła się angielskiego od tej pierwszej. Jeżeli uda nam się z nią porozumieć po angielsku i zawrzeć umowę o przestrzeganie praw podmiotu, to mamy udowodnione, że są podmiotami. Niepotrzebne są nam badania, czy mają świadomość, czy są zdolne do odczuwania itp.
Inny przykład. Odkrywamy inny gatunek robali żyjących samotniczo, z którymi w żaden sposób nie potrafimy się porozumieć ani nie potrafimy dostrzec, że one między sobą się porozumiewają. Jednak okazuje się, że ich zachowywanie cechuje wielka złożoność i różnorodność i znów czujemy, że chcemy uznać ich podmiotowość i zaliczyć ich do ludzi.
... jak przekonać parlamentarzystów...
Nagrywamy wiele krótkich filmów, pokazujących aktywności wyglądające na celowe. Później nagrywamy filmiki tylko do połowy takie same jak filmiki poprzednie. W drugiej części filmu stawiamy przeszkodę robalowi w dążeniu do celu lub usuwamy cel z jego zasięgu. W pierwszym przypadku możemy udowodnić intencjonalność, w drugim - możemy zauważyć agresję podmiotową robala na badacza. Dobrze udokumentowane obserwacje podmiotowości mogą wystarczyć do uznania za podmioty robali nieznających języka. A badania naukowe ich stanów psychicznych? To stulecia akademickich dyskusji... a tymczasem byśmy robale wytępili.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Utrata godności równa się utracie statusu społecznego, często wykluczeniem społecznym, poniżeniem - rozpatrywana być zatem powinna w kontekście stanu psychicznego, a nie stanu prawnego.
"Utrata godności" jest możliwa tylko w postaci umowy społecznej (jako utrata praw), fizycznie jest to niemożliwe (bez zniszczenia przedmiotu będącego podmiotem). Każdy podmiot posiada godność, ale nie implikuje to jednakowego stanu posiadania praw podmiotowych. "Utrata godności" musi być więc zdefiniowana poprzez zakres odebranych praw, tak aby intuicyjnie było oczywiste, że jest to kara zbyt surowa. Jednym z aksjomatów (racjonalnej, intuicyjnej) etyki jest: "największym złem jest okrucieństwo". Można ten aksjomat sformułować tak: "dla każdego przestępcy istnieje możliwość zastosowania kary zbyt surowej". Widać z tego, że tak naprawdę nie można utracić godności - to złudzenie.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >"Utrata godności" jest możliwa tylko w postaci umowy społecznej (jako utrata praw), fizycznie jest to niemożliwe (bez zniszczenia przedmiotu będącego podmiotem). Każdy podmiot posiada godność, ale nie implikuje to jednakowego stanu posiadania praw podmiotowych. "Utrata godności" musi być więc zdefiniowana poprzez zakres odebranych praw, tak aby intuicyjnie było oczywiste, że jest to kara zbyt surowa. Jednym z aksjomatów (racjonalnej, intuicyjnej) etyki jest: "największym złem jest okrucieństwo". Można ten aksjomat sformułować tak: "dla każdego przestępcy istnieje możliwość zastosowania kary zbyt surowej". Widać z tego, że tak naprawdę nie można utracić godności - to złudzenie.
Jak zwał, tak zwał. Próby definiowania rzeczywistości często gmatwają problem. Wspólnoty pierwotne ukonstytuowały do dziś działające "mechanizmy" społecznych oddziaływań. Zasady wzajemności, społecznego dowodu słuszności, autorytetu etc. są mechanizmami pierwotnymi nad jakimkolwiek prawem. To one stanowiły prawo - nie nazwane oczywiście w ten sposób w tamtych czasach. Zachowania społeczne, próby wyjaśnienia siły ich oddziaływań wymagają podejścia redukcjonistycznego i nie potrzebna jest tutaj żadna ideologia. Członkowie grupy społecznej dla zapewnienia statusu w grupie zachowywali się tak jak wymagała tego grupa, a zachowania grupy dyktowane były przez sam rozwój grupy, jej organizację, poziom rozwoju - nazwijmy to - cywilizacyjnego. Jak pisałem wcześniej, cechą człowieka jest status społeczny (nazwał byś to godnością) i każde "spychanie" w dół statusu społecznego (także poprzez odebranie - jak piszesz - praw) jest odbieraniem godności, jest odbieraniem statusu. Bo godność jest wewnętrznym poczuciem ważności w relacjach społecznych - i tylko w tych relacjach występuje. Godność przestaje istnieć gdy nie ma grupy społecznej, bo godność jest mierzona interakcją w grupie. Godność jest zatem inaczej nazywaną cechą osobowości ludzkiej, nieodłącznej jej naturze. Piszesz także, że do godności potrzebna jest własność i solidarność. W ujęciu historycznym własność i solidarność nie była kompatybilna z godnością. Chyba, że definiujesz godność na współczesny stan społeczeństwa? Nie odnosisz wrażenia, że próbujesz w skomplikowany sposób wyjaśnić banalnie prosty mechanizm, bez odnoszenia się do przedmiotowości i podmiotowości?
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Wspólnoty pierwotne ukonstytuowały do dziś działające "mechanizmy" społecznych oddziaływań. Zasady wzajemności, społecznego dowodu słuszności, autorytetu etc. są mechanizmami pierwotnymi nad jakimkolwiek prawem.
Jak zwał, tak zwał. Mówisz archaicznym, nieścisłym, skomplikowanym językiem, który dobry jest, jako język historycznego uzasadnienia tego, co ja proponuję, ale nie nadaje się do zrobienia tego, co proponuję. Aby znacznie poprawić jakość prawa, potrzebujemy języka prostszego i ściślejszego.
>Piszesz także, że do godności potrzebna jest własność i solidarność. W ujęciu historycznym własność i solidarność nie była kompatybilna z godnością. Chyba, że definiujesz godność na współczesny stan społeczeństwa?
Własność to warunek konieczny godności. Na podstawie tego można zdefiniować pojęcie "własności osobistej" - to ta minimalna część własności podmiotu, która jest konieczna do jego godności. Jeśli z jakiegoś powodu chcesz udowodnić, że w dawnych czasach nie istniało nic, co ludzie postrzegali jako własność osobistą, to baw się dobrze. Dla mnie to rozważania czysto akademickie. Dla mnie jest oczywiste, że próba pozbawienia własności osobistej zawsze wywoływała jednakową reakcję: zabić oprawcę. Godność oznacza brak zgody na takie odarcie podmiotu z godności. Nie uwierzę Ci, że człowiek dawniej tak tego nie odczuwał.
Solidarność definiuję jako atrybut relacji podmiot-podmiot. To też jest pojęcie pierwotne, czyli niedefiniowalne. Ale intuicja jest taka, że relacja podmiot-podmiot staje się solidarna np. wtedy, gdy człowiek się budzi ze snu i spostrzega, że ktoś mu się przygląda, albo np. wtedy, gdy błądząc wzrokiem po twarzach ludzi nagle zauważam, że ktoś mi się przygląda i że on też zauważył, że ja mu się przyglądam, i że wiem, że on mi się przygląda, i on wie, że ja mu się przyglądam, a ja wiem, że on wie, a on wie, że ja wiem... rozpoznajemy siebie w ten sposób jako podmioty (zdolne do celowej, intencjonalnej aktywności, zdolne do współczucia i cierpienia, zdolne do agresywnej obrony swoich praw, zdolne do ...). Spróbuj udowodnić, że tego rodzaju rozpoznanie jest historycznie nową jakością.
>Nie odnosisz wrażenia, że próbujesz w skomplikowany sposób wyjaśnić banalnie prosty mechanizm, bez odnoszenia się do przedmiotowości i podmiotowości?
Próbuję w sposób o wiele prostszy wyjaśnić to, co dotychczas wydawało się ludziom skomplikowane.
Popatrz jakie to proste:
Typy relacji: podmiot-podmiot, podmiot-przedmiot, przedmiot-przedmiot (to obiekty badań fizyki, nas nie interesują), a więc są tylko dwa.
Atrybuty podmiotu: godność, aktywność
Godność: równość, wolność, własność, solidarność Aktywność: cele, intencje, oceny
Główne prawa podmiotowe: równość implikuje nakaz utworzenia i pielęgnowania prawa bez klas i kast; wolność - np. zakaz zniewalania, prawo do suwerenności; własność - zakaz naruszania, prawo do środowiska naturalnego; solidarność - prawo jest tu w powijakach (prawo do opieki, zakaz krzywdzenia, zakaz stalkingu); Dodatkowe prawa podmiotowe: cele - prawo do swobodnej aktywności i domniemania dostępności; intencje - prawo do rozwoju i autonomii; oceny - prawo do skutecznego wyrażania własnych poglądów.
Jak widać, w prosty sposób wszystkie prawa podmiotowe wyprowadzam wprost z najprostszych pojęć etyki
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | > Własność to warunek konieczny godności. Na podstawie tego można zdefiniować pojęcie "własności osobistej" - to ta minimalna część własności podmiotu, która jest konieczna do jego godności. Jeśli z jakiegoś powodu chcesz udowodnić, że w dawnych czasach nie istniało nic, co ludzie postrzegali jako własność osobistą, to baw się dobrze. Dla mnie to rozważania czysto akademickie. Dla mnie jest oczywiste, że próba pozbawienia własności osobistej zawsze wywoływała jednakową reakcję: zabić oprawcę. Godność oznacza brak zgody na takie odarcie podmiotu z godności. Nie uwierzę Ci, że człowiek dawniej tak tego nie odczuwał.Walka o społeczny status i dążenie do gromadzenia dóbr (jak pisał Robert Wright w Nonzero, logika ludzkiego przeznaczenia) jest ewolucyjną cechą człowieka i zgadzam się z tym stwierdzeniem w całej rozciągłości. Nigdzie nie pisałem, że człowiek nie dążył do gromadzenia dóbr, co równoznaczne jest z własnością. Piszę tylko, że godność = poczucie własnej wartości, nie jest równoznaczne z koniecznością posiadania własności i solidarności. Bo niby co ma własność do godności? Piszesz nadto o "minimalnej własności osobistej", co masz na myśli? To znów utrudniająca interpretację definicja. > Solidarność definiuję jako atrybut relacji podmiot-podmiot. To też jest pojęcie pierwotne, czyli niedefiniowalne. Ale intuicja jest taka, że relacja podmiot-podmiot staje się solidarna np. wtedy, gdy człowiek się budzi ze snu i spostrzega, że ktoś mu się przygląda, albo np. wtedy, gdy błądząc wzrokiem po twarzach ludzi nagle zauważam, że ktoś mi się przygląda i że on też zauważył, że ja mu się przyglądam, i że wiem, że on mi się przygląda, i on wie, że ja mu się przyglądam, a ja wiem, że on wie, a on wie, że ja wiem... rozpoznajemy siebie w ten sposób jako podmioty (zdolne do celowej, intencjonalnej aktywności, zdolne do współczucia i cierpienia, zdolne do agresywnej obrony swoich praw, zdolne do ...). Spróbuj udowodnić, że tego rodzaju rozpoznanie jest historycznie nową jakością.Kiedy spojrzał byś w oczy szympansa, to czy z całą stanowczością mógłbyś powiedzieć, że nie jest on zdolny do działań intencjonalnych? Odnosisz się do intuicji... to bardzo niebezpieczne. Intuicja to reakcja wykształcona kulturowo. Zdolność przewidywania przyszłych zdarzeń na podstawie posiadanego doświadczenia. Tyle jest intuicji ile istnień ludzkich. > Próbuję w sposób o wiele prostszy wyjaśnić to, co dotychczas wydawało się ludziom skomplikowane.> Popatrz jakie to proste:> Typy relacji: podmiot-podmiot, podmiot-przedmiot, przedmiot-przedmiot (to obiekty badań fizyki, nas nie interesują), a więc są tylko dwa.> Atrybuty podmiotu: godność, aktywność> Godność: równość, wolność, własność, solidarność> Aktywność: cele, intencje, oceny> Główne prawa podmiotowe:> równość implikuje nakaz utworzenia i pielęgnowania prawa bez klas i kast;> wolność - np. zakaz zniewalania, prawo do suwerenności;> własność - zakaz naruszania, prawo do środowiska naturalnego;> solidarność - prawo jest tu w powijakach (prawo do opieki, zakaz krzywdzenia, zakaz stalkingu);> Dodatkowe prawa podmiotowe:> cele - prawo do swobodnej aktywności i domniemania dostępności;> intencje - prawo do rozwoju i autonomii;> oceny - prawo do skutecznego wyrażania własnych poglądów.> Jak widać, w prosty sposób wszystkie prawa podmiotowe wyprowadzam wprost z najprostszych pojęć etyki.... a to muszę przemyśleć
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Piszesz nadto o "minimalnej własności osobistej", co masz na myśli? To znów utrudniająca interpretację definicja.
Uściślająca, a więc ułatwiająca. Jeżeli piszę o tym, że godność implikuje własność, to jest mętne zdanie, jeśli nie odpowiedzieć na pytanie, ile tej własności jest konieczne, aby nie uwłaczała ona godności. Aby interpretacja była łatwa, wprowadzam takie pojęcia jak "własność osobista" i "środowisko naturalne". Wtedy można jasno powiedzieć, że minimalna własność podmiotu godnego, to "własność osobista" plus "należny" udział w "środowisku naturalnym".
>Kiedy spojrzał byś w oczy szympansa, to czy z całą stanowczością mógłbyś powiedzieć, że nie jest on zdolny do działań intencjonalnych?
Relacja podmiot-podmiot pozwala mieć pewność, że druga strona relacji jest zdolna... Implikacja odwrotna nie zachodzi. Mówiąc wprost, patrząc w oczy zwierzęciu, nigdy nie uzyskasz pewności, że nie jest ono zdolne... ale czasem możesz uzyskać pewność, że jest zdolne
>Odnosisz się do intuicji... to bardzo niebezpieczne. Intuicja to reakcja wykształcona kulturowo.
Albo genetycznie. Zresztą to bez znaczenia. O pojęciach pierwotnych bezpiecznie można rozmawiać tylko intuicyjnie. Próby ich definiowania z innych pojęć są zwyczajną głupotą.
>Tyle jest intuicji ile istnień ludzkich.
Na pojęcia pierwotne wybieramy te, które nie wymagają definiowania, gdyż każda intuicja prowadzi do jednakowego ich rozumienia. Jak widzisz, liczba istnień ludzkich w niczym nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie. Im więcej istnień, im więcej różnych intuicji, tym bardziej pewne jest, że dobrze wybraliśmy pojęcia pierwotne. To tak, jak w fizyce - każdy eksperyment, każda obserwacja są odtwarzane przez jak największą liczbę różnych instytutów, aby zwiększyć pewność, że wyniki są prawdziwe. Podobnie jest z odwoływaniem się do intuicji - im więcej intuicji, tym bezpieczniej.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Popatrz jakie to proste: >Typy relacji: podmiot-podmiot, podmiot-przedmiot, przedmiot-przedmiot (to obiekty badań fizyki, nas nie interesują), a więc są tylko dwa. >Atrybuty podmiotu: godność, aktywność >Godność: równość, wolność, własność, solidarność >Aktywność: cele, intencje, oceny >Główne prawa podmiotowe: >równość implikuje nakaz utworzenia i pielęgnowania prawa bez klas i kast; >wolność - np. zakaz zniewalania, prawo do suwerenności; >własność - zakaz naruszania, prawo do środowiska naturalnego; >solidarność - prawo jest tu w powijakach (prawo do opieki, zakaz krzywdzenia, zakaz stalkingu); >Dodatkowe prawa podmiotowe: >cele - prawo do swobodnej aktywności i domniemania dostępności; >intencje - prawo do rozwoju i autonomii; >oceny - prawo do skutecznego wyrażania własnych poglądów. >Jak widać, w prosty sposób wszystkie prawa podmiotowe wyprowadzam wprost z najprostszych pojęć etyki
Wypisane przez Ciebie cechy podmiotu wydają się być przez prawo niezakłócane i respektowane. To co piszesz jest bardzo ciekawe. Pojąłem, mam nadzieję, istotę Twojego modelu - że przy konstrukcji prawa należy oddzielić prawa dotyczące podmiotu od innych przedmiotów prawnych, które z podmiotowością nie mają nic wspólnego, a opisują stan coraz bardziej poznanego świata. Zastanawiam się jednak jak zadziała proponowane przez Ciebie prawo przyrodnicze? Zgodziliśmy się, że aktualne prawo jest zbyt podmiotowe, nieprzystające do współczesnego rozwoju nauki, ale nie potrafię sobie wyobrazić jak ma zadziałać "dualne" prawo. Jeżeli znajdziesz czas napisz jakiś praktyczny przykład zdarzenia, który Twój model rozwiąże w sposób skuteczniejszy. Chciałbym poznać mechanizm zadziałania takiego prawa.
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > jakiś praktyczny przykład zdarzenia, który Twój model rozwiąże w sposób skuteczniejszy. Chciałbym poznać mechanizm zadziałania takiego prawa.
Prawo dotyczące wspierania (dotacje, ulgi, ...) przedsiębiorstw wytwarzających energię w sposób mniej lub bardziej efektywny powinno być naukowe. Jeżeli naukowcy opublikują bilans energetyczny niekorzystny dla określonego modelu wytwarzania energii, to skutki prawne powinny być natychmiastowe, bez dodatkowego procesu legislacyjnego, np. dla produkcji biopaliw z rzepaku czy kukurydzy powinny być automatycznie odebrane wszelkie bezpośrednie i pośrednie wsparcie, natychmiast po opublikowaniu wyników takich badań.
Pisałem już chyba o GMO, ale na wszelki wypadek powtórzę. Zagrożenie związane z hodowlą takich organizmów określają naukowcy i żadne inne regulacje dotyczące GMO nie mają prawa być stosowane w żadnym kraju - to byłby jeden z testów na "państwo prawa" - w państwie prawa nie może być żadnych regulacji odnośnie GMO - tylko naukowe publikacje UNESCO mogą być stosowane.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Prawo dotyczące wspierania (dotacje, ulgi, ...) przedsiębiorstw wytwarzających energię w sposób mniej lub bardziej efektywny powinno być naukowe. Jeżeli naukowcy opublikują bilans energetyczny niekorzystny dla określonego modelu wytwarzania energii, to skutki prawne powinny być natychmiastowe, bez dodatkowego procesu legislacyjnego, np. dla produkcji biopaliw z rzepaku czy kukurydzy powinny być automatycznie odebrane wszelkie bezpośrednie i pośrednie wsparcie, natychmiast po opublikowaniu wyników takich badań. >Pisałem już chyba o GMO, ale na wszelki wypadek powtórzę. Zagrożenie związane z hodowlą takich organizmów określają naukowcy i żadne inne regulacje dotyczące GMO nie mają prawa być stosowane w żadnym kraju - to byłby jeden z testów na "państwo prawa" - w państwie prawa nie może być żadnych regulacji odnośnie GMO - tylko naukowe publikacje UNESCO mogą być stosowane.
Może idea dobra, ale chyba sam w nią nie wierzysz? Współczesnym światem rządzą rynki kapitałowe. Jeżeli na biopaliwach się da zarobić to na nic nauka, rzeczywistość zostanie spreparowana tak aby biopaliwa były "dobre". Takie bezwzględne zadziałanie Twojego modelu wprowadziłoby kapitałowy chaos. Nikt sobie na to nie pozwoli, w szczególności Ci, którzy za to płacą. Biznes charakteryzuje się dużą bezwładnością i nie da się zamykać całych gałęzi gospodarek ot tak! Takim sposobem dałbyś nauce narzędzie wpływania na gospodarkę w sposób rewolucyjny. Tutaj się z Tobą nie zgodzę. Prawny proces legislacyjny daje czas na stabilizację kapitałową. Nie dokonują się rewolucyjne przewroty. To samo dotyczy GMO. Już sama świadomość społeczna zmieni sytuację. Potrzebna jest szybka i dostępna informacja.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 2 na 2 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Współczesnym światem rządzą rynki kapitałowe. Jeżeli na biopaliwach się da zarobić to na nic nauka, rzeczywistość zostanie spreparowana tak aby biopaliwa były "dobre".
Jak widzę, piszę niejasno, więc spóbuję jeszcze raz.
Światem rządzą religijni politycy, nierozumiejący ani nauki ani ekonomii. Na biopaliwach się nie zarabia, tylko się traci. Złudzenie zarabiania bierze się z ulg, dotacji i innych form wsparcia. W rzeczywistości jest to rodzaj oszustwa - ci co zarabiają na biopaliwach, robią to, w większości nieświadomie, kosztem tych, którzy wytwarzają dobra, na których naprawdę się zarabia.
Nauka wykazała, że produkcja biopaliw spowodowała wzrost zapotrzebowania na energię. Upraszczając, oznaczmy roczną produkcję paliw przez P1 w czasach, gdy nie było biopaliw, czyli BP1=0.
Teraz mamy czasy produkcji wielkości P2 i BP2. Załóżmy dla uproszczenia, że zużycie energii na świecie jest przez te wszystkie lata stałe, a całą produkcja tej zużywanej energii pochodzi ze spalania paliw i biopaliw, czyli E1=E2 (P1->E1, P2+BP2->E2).
Nauka odpowiedziała na proste pytanie: ile paliwa potrzeba, żeby wyprodukować biopaliwo? Odpowiedź jest zaskakująca: potrzeba go więcej. Okazuje się, że w tym uproszczonym modelu P1<P2.
Ktoś kiedyś marzył sobie, że jeśli spali w piecu rzepak zamiast ropy, to zaoszczędzi na ropie i zmniejszy się wydobycie ropy. Rzeczywistość okazała się okrutna - biopaliwa nie tylko, że nie zastąpiły ropy, ale przeciwnie, spowodowały wzrost wydobycia i zużycia ropy.
Rynki "kapitałowe" przystosowały się do tego. Zbudowany został strumień pieniędzy, który płynie i znika w czarnej dziurze biopaliwowego absurdu. Cały świat haruje na to, żeby nieliczni mogli troszkę czerpać z tego strumienia. Ropa się marnuje, ziemia się marnuje, praca ludzi się marnuje, przyroda jest niszczona, a my spalamy P2+BP2 i produkujemy o wiele więcej dwutlenku węgla niż dawniej produkowaliśmy spalając P1... i w dodatku bez sensu, bo energii produkujemy cały czas tyle samo.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Jak widzę, piszę niejasno, więc spóbuję jeszcze raz. >Światem rządzą religijni politycy, nierozumiejący ani nauki ani ekonomii. Na biopaliwach się nie zarabia, tylko się traci. Złudzenie zarabiania bierze się z ulg, dotacji i innych form wsparcia. W rzeczywistości jest to rodzaj oszustwa - ci co zarabiają na biopaliwach, robią to, w większości nieświadomie, kosztem tych, którzy wytwarzają dobra, na których naprawdę się zarabia....
Nie da się tego świata tak uprościć jakbyś tego chciał. Podałem przykład z biopaliwami, choć prawdopodobnie masz rację, że jest to nieopłacalne - ale nie ma to teraz znaczenia. Jeszcze raz podkreślę - Twój model natychmiastowej, prawnej reakcji na wszystko co zostało sfalsyfikowane nie dość, że nie zadziała, to nie działa i teraz. Tak jak pisałem - natychmiastowość wdrożenia rozwiązań będących odpowiedzią na badania naukowe wykazujące szkodliwość aktualnych działań wprowadziłyby kapitałowy chaos. Takie pojmowanie rzeczy to czysta utopia. Kto miałby podjąć takie decyzje? Jaki szalony parlament bez wcześniejszego rozważenia "za i przeciw" zdecydowałby się na takie działania. Świat w jakim przyszło nam żyć to nie świat platońskich idei. Jaką etyką chciałbyś się kierować nie mając pewności czy natychmiastowe działanie nie wyrządzi więcej szkody niż pożytku?
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > natychmiastowość wdrożenia rozwiązań będących odpowiedzią na badania naukowe wykazujące szkodliwość aktualnych działań wprowadziłyby kapitałowy chaos.
Zgoda, potrzebny jest czas na zmiany (np. nowe inwestycje), ale zmiany zacząć trzeba wprowadzać niezwłocznie.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
4 na 4 | Dawid Lipiński (32 punktów) | Przy tak dużej kumulacji różnych wątków bardzo trudno jest odnieść się do wszystkiego, niemniej jednak podejmę tę próbę, licząc, że pewne niejasne czy sporne kwestie wyjaśnimy sobie w trakcie dyskusji  . Zacznę zatem może od podstawowej kwestii, a mianowicie od wyróżnienia przez Ciebie dwóch spojrzeń, a co za tym idzie dwóch natur człowieka. Po pierwsze, czy jest to autorska myśl, czy może powołujesz się na jakieś inne rozważania? Podział ten wydaje mi się bowiem mocno naciągany i bezzasadny. To, co próbujesz zrobić, to zastosowanie klasycznego podziału na spojrzenie przez pryzmat biologii człowieka i wychowania, a zatem jest to tzw. konflikt natury i kultury. Niepotrzebnie jednak wplątujesz w to naukę i tzw. filozofię nienaukową. Zauważyłem, że wielu rozmówców na tym forum traktuje naukę (i mam tutaj na myśli nauki empiryczne jak biologia, geologia czy fizyka) jak coś stałego i pewnego, a tak niestety nie jest. Historia nauki wyraźnie pokazuje, że ona nieustannie ewoluuje, zmienia się i często myli. Koncepcje naukowe, które dzisiaj są powszechnie przyjmowane, jutro mogą zostać podważone. Czy to znaczy zatem, że na nich powinna opierać się etyka, prawo itd.? Oczywiście, że nie. Etyka czy prawo są dyscyplinami, które powstały na bazie pewnego kulturowego właśnie konsensusu społecznego. Jak by to nie brzmiało, są one efektem umowy społecznej, która wynika właśnie z tego, że my homo sapiens w wyniku ewolucji nabyliśmy kompetencji społecznych, jako tych, które umożliwiły nam najlepsze dostosowanie się do środowiska, w którym żyjemy. Etyka i prawo nie powinny zatem w sposób prosty wynikać z twierdzeń i hipotez naukowych, chociaż oczywiście powinny na nie zwracać uwagę. Po prostu ich celem nie jest stanie się jakimś obiektywnym zbiorem praw i zasad, ale powinny regulować życie jednostek, bo to nie jednostka z perspektywy naszego gatunku jest istotna, ale właśnie cały nasz gatunek. Piszesz, że od strony filozofii nienaukowej mamy klarowny obraz podmiotu z kategorią zwaną "przyrodzoną godnością". I zaznaczasz, że towarzyszyło to nam praktycznie od początku naszego istnienia, że jest to poniekąd w nas wrodzone. To nie jest do końca prawda. Ta "przyrodzona godność" w dużej mierze wynika z wychowania i kultury w jakiej żyjemy. Od zarania dziejów nie wszyscy ludzie mieli tę "przyrodzoną godność". Jeżeli spojrzymy na społeczeństwa starożytne, to wielu ludziom jej odmawiano. To, że obecnie każdemu człowiekowi przyznaje się godność, wynika z rozwoju ludzkości jako społeczeństwa. Niemały udział w tym zresztą miało chrześcijaństwo. To, co nazywasz nauką, która odróżnia nas od innych gatunków, to była w myśl tego ta sama nauka, która dzieliła ludzi na rasy. Wraz z rozwojem wiedzy naukowej byliśmy w stanie poznać lepiej dzielące nas różnice i co właściwie one determinują w nas. Owa chrześcijańska "przyrodzona godność" wyprzedziła zatem naukę i mocno już w średniowieczu niwelowała różnice rasowe (przynajmniej w teorii). Zresztą, jeżeli spojrzymy na bliski mi starożytny Rzym czy Grecję, to aborcja czy homoseksualizm (mam świadomość, że używam tutaj pewnego anachronizmu i pojęcie homoseksualizmu, czy nawet taka kategoria w starożytności nie istniała) były tam powszechnie akceptowane. Czyli ówczesny system prawny i etyczny również wyprzedzał naukę. Stąd myślę, właśnie, że tę dwoistość ludzkiej natury nie tworzy nauka i "przyrodzona godność", że to nie tutaj leży podział, ale w tzw. kwestiach biologicznych i kulturowych. To tutaj powinna przebiegać granica, którą powinniśmy poznawać, a mianowicie co wynika z naszej biologii, a co wynika z naszej kultury. Nauka (teraz pojmowana szerzej, włączając w jej zakres również dyscypliny społeczne) pomaga nam tylko pojąć te granice. Ale to dostrzeżenie tych granic nie powinno determinować prawa czy etyki. Prawo i etyka powinny się do nich odnosić, ale to społeczeństwo powinno ustalać co jest dla niego ważne, co jest ważne dla jego funkcjonowania, i takie zasady powinno określać.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >czy jest to autorska myśl, czy może powołujesz się na jakieś inne rozważania?
Nie mam pewności, ale sądzę, że ideę jednej natury wszystkich podmiotów wziąłem z "Krytyki czystego rozumu" Kanta, a przekonanie, że nie jest możliwe pogodzenie wiedzy naukowej z wiedzą z introspekcji wziąłem z doświadczeń Feynmana ze współpracy nauk przyrodniczych z naukami społecznymi.
> To, co próbujesz zrobić, to zastosowanie klasycznego podziału na spojrzenie przez pryzmat biologii człowieka i wychowania
Robię coś innego, o wiele prostszego. Ale widzę, że czytasz nieprzygotowany. Ktoś kiedyś dał genialną praktyczną wskazówkę: "nie nalejesz do naczynia, które już jest pełne".
> myślę, właśnie, że tę dwoistość ludzkiej natury nie tworzy nauka i "przyrodzona godność", że to nie tutaj leży podział, ale w tzw. kwestiach biologicznych i kulturowych.
Jak widzisz, z góry przypisałeś mi intencję, której nie miałem, ale którą mieć Twoim zdaniem powinienem. Ale ja dzielę się swoimi przemyśleniami, ale nie takimi, których oczekujesz. Nie piszę o tym, czy się różni natura od kultury. Nie piszę o różnicy między rudzielcem naturalnym a farbowanym. Obydwaj mogą być przedmiotem naukowego opisu. Piszę o różnicy, między nauką a tym, co każdy z nas "widzi" w środku siebie samego. A to co "widzimy" w środku, nie może być przedmiotem badań naukowych - a nazywa się to "podmiotowość", której najważniejszym atrybutem jest "godność".
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
2 na 2 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Nadszedł czas, aby etykę i prawo przebudować, zgodnie z naszym nowym rozumieniem natury ludzkiej.Ciekawe, a pewnie słuszne i zbawienne, ale ja najpierw ostrożnie zapytam jakie jest to nowe, nasze (czyli także moje) rozumienie natury ludzkiej, bo dla mnie jak i dla większości antropologia biologiczna jest mało znana ? Jaka jest ta natura homo sapiens ? Czy jest to natura zwierzęca, czy natura komórki, natura aminokwasu czy po prostu natura pierwiastkowa ? Człowiek to kupka atomów? A może jednak natura ludzka to właśnie homo sapiens podmiotowy, a dlatego podmiotowy, że sapiens ? Ja jestem homo sapiens podmiotowy i proszę ręce trzymać z daleka od mojej podmiotowości  . > Skoro mamy już nie tylko filozoficzny model podmiotowy, skoro zaczynamy dostrzegać naukową wiedzę o> człowieku, powinniśmy zacząć rozumieć i odróżniać, które aspekty etyki i prawa mają podstawy> podmiotowe, a które mają już podstawy naukowe.To już chyba rozróżniamy, ale nie tu leży pies pogrzebany. Problem w tym że "model podmiotowy" to po prostu ów homo sapiens wyposażony przez antropologię filozoficzną w rodzaj tarczy, systemu immunologicznego czy siły zachowawczej gatunku. Ona też powinna być odnawiana i tak podmiotowość człowieka należy teraz rozumieć nie w opozycji do innych gatunków tylko właśnie jako podmiotowość człowieka wraz z jego środowiskiem naturalnym. Tak rozumiana podmiotowość ma racjonalne podstawy i nie jest sprzeczna z nauką o człowieku. Przestrzegałbym zatem przed odcinaniem człowieka od podmiotowości w ogóle i stawianiu w opozycji antropologii biologicznej i filozoficznej. Powinno być tylko lepsze wzajemne uzupełnianie się. Prawo powinni tworzyć prawnicy w oparciu o obydwa filary ludzkiej egzystencji, naukę o człowieku i etykę (naukę dla człowieka). Problemem jest tylko niedoskonałość tej twórczości oraz fakt, że nauka o człowieku odkrywa coraz więcej możliwości ludzkiej ingerencji w ewolucyjne podstawy życia, co z jednej strony powoduje uzasadnione obawy egzystencjalne, a z drugiej strony etyka, ze swej natury konserwatywna, nie jest w stanie tego szybko zaadaptować. Taki stan powoduje, ze często stoimy bezradni w obliczu problemów etycznych. I jeszcze jedno, ten przebijający z Twojego tekstu scjentyzm. Czy nie uważasz, że życie to zbyt poważna sprawa, żeby oddawać je w ręce naukowców  ? Ale to już chyba temat na inny wątek.
|
|
 | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ja jestem homo sapiens podmiotowy i proszę ręce trzymać z daleka od mojej podmiotowości
Ja też
>Przestrzegałbym zatem przed odcinaniem człowieka od podmiotowości w ogóle i stawianiu w opozycji antropologii biologicznej i filozoficznej. Powinno być tylko lepsze wzajemne uzupełnianie się.
Dla mnie prawo podmiotowe jest fundamentem, którego zasięg ogranicza możliwości działania prawodawcy biologicznego. Jeśli nie dość jasno to wyraziłem, to przepraszam - nie chciałem Cię straszyć.
>I jeszcze jedno, ten przebijający z Twojego tekstu scjentyzm. Czy nie uważasz, że życie to zbyt poważna sprawa, żeby oddawać je w ręce naukowców
Mój scjentyzm pojawia się dopiero wtedy, gdy mam pewność, że godność ludzi nie jest narażona na szwank. Przypominam sobie przy tej okazji, że na 3 roku matematyki dowiedziałem się o dziewczynie z psychologii, która miała indywidualny tok studiów i chodziła sobie na coś u nas, już zapomniałem co. I nagle poprosiła mnie, żebym się zgodził na diagnozę osobowości, bo oni tam na psychologii muszą wykonać taką obowiązkową pracę, że nie wylecieć ze studiów, a żeby było uczciwie, to musi być ktoś nieznajomy, żeby diagnoza była możliwie obiektywna. Zadawałem oczywiście dużo pytań: o co chodzi, czy poufność jest bezpieczna, robiłem dziewczynie nadzieję, sam byłem niezdecydowany, zrobiło się dla niej już późno, a ja w końcu postawiłem warunek: "zgoda, ale musisz obiecać, że pozwolisz mi przeczytać całą pracę po jej wykonaniu". Dopiero później zrozumiałem, dlaczego tak trudno było jej się zgodzić i jak bardzo jej zależało na mojej dyskrecji (choćby dlatego, że niektórych rzeczy musiała się bardzo wstydzić).
Mam nadzieję, że dzisiaj pseudonauka, zwana psychologią, jest o wiele wyższej jakości. Mamy zresztą nową dyscyplinę, zwaną psychologią ewolucyjną. Ciekawe, jaką rangę ma ona na Wydziale Psychologii UW.
Naukowcom, a szczególnie fizykom, ufam, gdyż są najuczciwsi. Potem mamy chemię i dopiero biologię - brak tu bezpośredniego przełożenia najwyższych standardów etycznych fizyki, ale większość nauk jest jeszcze dalej. Etycy, prawnicy, politycy, to w porównaniu z naukowcami środowisko bardzo odległe od tych najuczciwszych. Oczywiście, najchętniej życie oddałbym w ręce fizyków, ale oni niestety są już zajęci najważniejszymi badaniami. A w czyje ręce Ty oddałbyś życie?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
|  | | Jan Rylew (3965 punktów) | >A w czyje ręce Ty oddałbyś życie?
Jeśli pytasz o zaufanie do jakiejś grupy zawodowej czy społecznej to po swoich doświadczeniach życiowych i dociekaniach mogę powiedzieć, że nie ma takiej grupy, bo chociaż nie wszystkie grupy obserwowałem i znam, to z ogólnego doświadczenia wiem, że w grupach bywa różnie, a znależć "dziesięciu sprawiedliwych" jest równie trudno jak "wielbłądowi przejść przez ucho igielne".
Może chociaż jeden sprawiedliwy by się znalazł, ale co z tego; jeden z moich przyjaciół mawiał nie bez racji: "Człowiek nie jest świnią dopóki się nie ześwini". Nie wiem czy pojedyncza osoba mogłaby wzbudzić moje trwałe zaufanie. Może gdybym był przekonany, że jest to człowiek mądry , dążący do dobrego, ale jak mógłby mnie przekonać, że jest taki trwale. Może dopiero gdyby poszedł na krzyż, ale nie wierzę, że mógłby zmartwychwstać, więc na cóż to przekonanie.
Tak, jesteśmy zmienni, i wszystko się zmienia wokół nas, pozostaje nam cieszyć się chwilą, która zawiera coś dobrego, przyjaźń, piękno, radość z przyrody, zadowolenie z czegoś co nam się udało wykreować. A to co wymyślamy o naszej podmiotowości służy tylko zachowaniu naszego gatunku, ale nie ma pewności czy wystarczy. Nie powierzyłbym swego losu nauce choćby dlatego, że nauka jest także procesem ciągłym i chyba nieskończonym.
|
|
| |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Jeśli pytasz o zaufanie do jakiejś grupy zawodowej czy społecznej to po swoich doświadczeniach życiowych i dociekaniach mogę powiedzieć, że nie ma takiej grupyAle to może się zmienić. Zauważ, że taką grupę budujemy. Środowisko racjonalistów jest historycznie rzecz biorą pierwszą grupą, która ma szanse stać się godną zaufania wg nasurowszych kryteriów. Jeżeli uda nam się zbudować solidarny front walki z absurdem, nieuczciwością, pseudonauką, religią i polityką (w pejoratywnym sensie, jako nieracjonalne działania, których poboczne cele są ważniejsze niż cele własne); jeżeli skupimy się na tej walce, zamiast na wewnętrzych sprawach racjonalistów; jeżeli nie będziemy z tej walki czerpać korzyści osobistych; jeżeli poświęcimy się tej walce ze zdrowym oddaniem (czyli wg priorytetów: rodzina, praca, racjonalizm, inne hobby); jeżeli sprawiedliwie będziemy atakować wszystkie pięć naszych celów (a więc bez nienawiści - bez skupiania się na jednym bardziej niż na pozostałych) - to wtedy będziemy czyści i wiarygodni. Ale daleka droga przed nami. Na razie doświadczyliśmy konflików w PSR, problemów między PSR i Racjonalistą, wspólnych akcji z politykami. Popatrzmy na treści tego forum - za dużo jest o religii, za mało o innych wrogach racjonalizmu... Mamy jeszcze wiele do zrobienia, żeby zasłużyć na zaufanie.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | 1 na 1 | Jan Rylew (3965 punktów) | > Środowisko racjonalistów jest historycznie rzecz biorą pierwszą grupą, która ma szanse stać się godną zaufania wg nasurowszych kryteriów.A nie przesadzasz odrobinę z tym pierwszeństwem ? Szanse miały także inne szlachetnych idee i ruchy społeczne. Chrześcijaństwo, socjalizm, liberalizm, platońska władza filozofów, piękne idee które doczekały się odwzorowania w rzeczywistości stały się jednocześnie ich karykaturą. Poza tym zaufania dzisiaj nie zbuduje się na pięknych ideach lecz na cechach szlachetnych charakterów ludzkich, jakiejś platońskiej arystokracji, której dzisiaj nie ma na świecie, albo jest w zaniku. Władza jaką ludzkość pozwoliła uzyskać i sprawować kapitałowi niszczy charaktery ludzkie i czyni je nieprzydatne do jakichkolwiek wyższych celów ogólnoludzkich. Nie wiem co mogłoby zmienić ten niszczący trend, chyba jakaś apokalipsa. Racjonalizm tutaj nie pomoże, tak jak nie pomogły Polsce rządy historyków mediewistów  . Po prostu nie ma mądrych, za to jest wielu takich którzy chcieliby spróbować zastąpić tych, którzy są przy władzy. Rozumiem filozofię walki, sam odczuwam imperatyw "walki z absurdem, nieuczciwością, pseudonauką, religią i polityką" neoliberalnego kościoła kapitału na świecie. Jednak jednocześnie widzę, że to się nie może udać teraz gdy "wahadło społeczne" zmierza w kierunku indywidualizmu i źle pojętego liberalizmu, a mentalność ludzka ciągle nastawiona jest na MIEĆ, a nie BYĆ. Najpierw trzeba spowodować zmianę świadomości ludzkiej i cech charakterów by uzyskać zmianę charakteru społecznego w najsilniejszych państwach świata. Jak dotąd widać marne ku temu szanse. Nawet takie niewielkie społeczeństwo jak racjonaliści jest głęboko podzielone. Dla jednych priorytetem jest walka z KK, antyklerykalizm, dla innych walka o świadomość ateistyczną lub dla innych humanistyczną czy jeszcze inną. Co jest najbardziej racjonalne - oto jest pytanie na które warto próbować odpowiedzieć, może w specjalnym wątku na ten temat. Na razie chyba warto zaprzestać sporów (i wzajemnego niszczenia się), bo chyba prawie wszystko zostało powiedziane i niech każdy robi swoje. Nie wyczuwam specjalnie wrogości do racjonalizmu pojętego jako światopogląd naukowy i ogólny priorytet nauki. Pewna wrogość części społeczeństwa, zwłaszcza kleru, kieruje się w stronę walczącego ateizmu, częściowo na zasadzie reakcji. Tutaj warto pomyśleć, że postawy umiarkowane mają większe szanse na zdobycie zaufania społecznego. I też się tu zmienia na dobre, przykładem może być tekst Jacka Tabisza, który przytoczyłem już w innym wątku. jacektabis(*)jaki-ateizm-hartman-czy-meller
|
|
| | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Władza jaką ludzkość pozwoliła uzyskać i sprawować kapitałowi niszczy charaktery ludzkie
E tam, nie dyskutujemy o polityce. Dlatego nie dam się wciągnąć do takiej polemiki. Powiem tylko jedno, że to właśnie dzięki kapitalizmowi ludzkość przemieniła się z barbarzyńskich zbrodniarzy w wolnych i szlachetnych ludzi.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | |  | | niestadny (2492 punktów) |
Krótko i na temat. Potencjalnie ku refleksji(w którą niezbyt wierzę, gdyż fideiści nie są do takowej zdolni): "My" - Eugeniusz Zamiatin "Nowy Wspaniały Świat" - Aldous Huxley
Dobrymi chęciami jest(i było) piekło wybrukowane.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Dobrymi chęciami jest(i było) piekło wybrukowane.
To "mądrość" religijnych. W rzeczywistości, dobre chęci są podstawą wszelkiego dobra. Jeżeli oddasz się w służbę złu, to małe masz szanse dokonać przypadkowo czegoś dobrego.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | nie-wiem (38 punktów) | >To "mądrość" religijnych. W rzeczywistości, dobre chęci są podstawą wszelkiego dobra. Jeżeli oddasz się w służbę złu, to małe masz szanse dokonać przypadkowo czegoś dobrego.
Miałbyś rację, gdyby dla każdego to samo było "dobre", jednak nasze subiektywne odczucie tego co "dobre" bądź "złe" często nijak się do ma cudzych subiektywnych odczuć.
Przykład: ktoś próbuje popełnić samobójstwo i inna osoba w ramach dobrych intencji takiego człowieka ratuje, mimo że niedoszły samobójca sobie tego nie życzył.
Można oczywiście uciekać w wyjaśnienia: "samobójstwo jest przez ogól uważane za zło, a zdanie ogółu ma być wyznacznikiem obiektywizmu" albo "samobójstwo jest sprzeczne z instynktem samozachowawczym, a więc stanowi godny potępienia gwałt na naturze", ale to tylko będzie z wygodnictwa przyjęte na mocy konwencji "dobro", które w praktyce może torować piekło dla osób "z marginesu".
|
|
| | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | > Można oczywiście uciekać w wyjaśnienia: "samobójstwo jest przez ogól uważane za zło, a zdanie ogółu ma być wyznacznikiem obiektywizmu" albo "samobójstwo jest sprzeczne z instynktem samozachowawczym, a więc stanowi godny potępienia gwałt na naturze", ale to tylko będzie z wygodnictwa przyjęte na mocy konwencji "dobro", które w praktyce może torować piekło dla osób "z marginesu".Gdyby ktoś mi przeszkodził w samobójstwie, zabiłbym delikwenta
|
|
| | | | | | |  | | nie-wiem (38 punktów) | > Gdyby ktoś mi przeszkodził w samobójstwie, zabiłbym delikwenta  A gdybyś to ty komuś przeszkodził w samobójstwie, uważałbyś, że zasługujesz na taką zemstę?
|
|
| | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >A gdybyś to ty komuś przeszkodził w samobójstwie, uważałbyś, że zasługujesz na taką zemstę?
Chciałbym ci odpowiedzieć, że nie przeszkodziłbym nikomu w samobójstwie. Jednak byłoby to raczej myślenie życzeniowe, bo CHCIAŁBYM by tak było. Jednak rozum swoją drogą, a emocje inną.
Odpowiedź na twoje pytanie jest więc inna w zależności od tego, co odpowiada. Rozum, czy emocja. Emocja powie, że nie zasłużyłem, jednak rozum, po głębszym zastanowieniu, stwierdzi, że to zrozumiałe.
|
|
| | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Chciałbym ci odpowiedzieć, że nie przeszkodziłbym nikomu w samobójstwie. >Jednak byłoby to raczej myślenie życzeniowe, bo CHCIAŁBYM by tak było. Jednak rozum swoją drogą, a emocje inną. >Odpowiedź na twoje pytanie jest więc inna w zależności od tego, co odpowiada. Rozum, czy emocja. >Emocja powie, że nie zasłużyłem, jednak rozum, po głębszym zastanowieniu, stwierdzi, że to zrozumiałe.
Często bywa że człowiek postępuje nieracjonalnie. Próby samobójcze często wynikają z niemożności poradzenia sobie samemu z problemem. To nie oznacza, że problem jest nierozwiązywalny. To oznacza jednak, iż w przypływie emocji i braku pomocy samobójca odbiera sobie życie lub próbuje je sobie odebrać.
Należy, moim zdaniem, czynić wszelkie starania aby próbę samobójczą powstrzymać. Ma to jednak swoje konsekwencje. Tak jak pisałem wcześniej: chińskie przysłowie mówi że: jeżeli ratujesz komuś życie to jesteś za niego odpowiedzialny.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Należy, moim zdaniem, czynić wszelkie starania aby próbę samobójczą powstrzymać.
Moim zdaniem należy wręcz odwrotnie. Pisałem ostatnio dużo na ten temat w innym wątku. Samobójca, któremu się uda zabić, nie ma możliwości żałować tego, że się zabił, więc po co go powstrzymywać przed czymś, czego nigdy nie będzie żałował? Żal będzie tylko w twojej głowie, nie w jego.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Moim zdaniem należy wręcz odwrotnie. Pisałem ostatnio dużo na ten temat w innym wątku. >Samobójca, któremu się uda zabić, nie ma możliwości żałować tego, że się zabił, więc po co go powstrzymywać przed czymś, czego nigdy nie będzie żałował? Żal będzie tylko w twojej głowie, nie w jego. > Zatem nie zgodzimy się w tej sprawie. Decyzje samobójcze podejmowane są głównie z przyczyn silnych i negatywnych przeżyć, impulsu - ogólnie nazwijmy to wzburzenia emocjonalnego. Przyczynami tego stanu rzeczy może być także bagatelizowana, a nie leczona depresja (zakładam, że nie "podałbyś pomocnej dłoni", człowiekowi w depresji z myślami samobójczymi). Stany depresyjne się leczy i to na pewno nie poprzez "popychanie" do śmierci. Okazuje się, że jak zwykle wszystko tkwi w głowie. Zrozumienie swojego miejsca w świecie, celu w życiu, przewartościowania świata potrafi zmienić samobójcze decyzje. Pożałowania jest sama decyzja, której nie można po wykonaniu odwołać i to jest dramat próby samobójczej.
Tak, żałuję każdej bezsensownej śmierci.
Jedynie racjonalne odebranie sobie życia w akcie eutanazji mógłbym uznać jako nieodwołalne i przemyślane odebranie sobie życia po przeanalizowani całego spektrum możliwych rozwiązań.
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Decyzje samobójcze podejmowane są głównie z przyczyn silnych i negatywnych przeżyć, impulsu - ogólnie nazwijmy to wzburzenia emocjonalnego.
To bez znaczenia, z jakiej przyczyny są podejmowane. Znaczenie ma tylko to, że skutek tej przyczyny jest racjonalny - nawet jeśli tej przyczyny w ogóle by nie było.
>zakładam, że nie "podałbyś pomocnej dłoni", człowiekowi w depresji z myślami samobójczymi
Chciałbym podać mu śmiertelną dawkę środka nasennego, ale pewnie bym nie podał, bo potem dręczyłyby mnie nieracjonalne i absurdalne wyrzuty sumienia, których nie sposób rozumem uzasadnić.
>Stany depresyjne się leczy i to na pewno nie poprzez "popychanie" do śmierci.
A ja uważam, że to właśnie bardzo dobra metoda leczenia. Najskuteczniejsza.
>Pożałowania jest sama decyzja, której nie można po wykonaniu odwołać i to jest dramat próby samobójczej.
Absolutnie nie. Bo zauważ, że tej decyzji również nie można po wykonaniu żałować, więc po co ją odwoływać? "Nie widzę żadnej różnicy, więc po co przepłacać?"
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Decyzje samobójcze podejmowane są głównie z przyczyn silnych i negatywnych przeżyć, impulsu - ogólnie nazwijmy to wzburzenia emocjonalnego. >To bez znaczenia, z jakiej przyczyny są podejmowane. Znaczenie ma tylko to, że skutek tej przyczyny jest racjonalny - nawet jeśli tej przyczyny w ogóle by nie było.
Właśnie to ma istotne znaczenie. Stan silnego wzburzenia lub np. depresji są stanami zakłócającymi racjonalny osąd. Działanie podejmowane na skutek nieracjonalnej decyzji trudno nazwać racjonalnym działaniem. Stan taki jest podstawą choćby złagodzenia kary w prawie karnym.
>>zakładam, że nie "podałbyś pomocnej dłoni", człowiekowi w depresji z myślami samobójczymi >Chciałbym podać mu śmiertelną dawkę środka nasennego, ale pewnie bym nie podał, bo potem dręczyłyby mnie nieracjonalne i absurdalne wyrzuty sumienia, których nie sposób rozumem uzasadnić.
Depresja jest chorobą podlegającą leczeniu. Tak jak grypa. Osąd w stanie choroby jest zaburzony. W szczególności osąd wobec własnej osoby. Może choremu na grypę podawać truciznę zamiast aspiryny? To samo dotyczy skłonności samobójczych, bo to wynik choroby. Aspiryną w tym wypadku jest pomoc psychologiczna i psychiatryczna.
>>Stany depresyjne się leczy i to na pewno nie poprzez "popychanie" do śmierci. >A ja uważam, że to właśnie bardzo dobra metoda leczenia. Najskuteczniejsza.
To prowokacja z Twojej strony. Ciekawe czy tak naprawdę myślisz?
>>Pożałowania jest sama decyzja, której nie można po wykonaniu odwołać i to jest dramat próby samobójczej. >Absolutnie nie. Bo zauważ, że tej decyzji również nie można po wykonaniu żałować, więc po co ją odwoływać?
No i właśnie o to chodzi. Nie chodzi o żal, ale o konsekwencje. Powstrzymanie się od decyzji nieodwołalnej daje szansę jej weryfikacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Właśnie to ma istotne znaczenie. Stan silnego wzburzenia lub np. depresji są stanami zakłócającymi racjonalny osąd. Działanie podejmowane na skutek nieracjonalnej decyzji trudno nazwać racjonalnym działaniem.
No a w tym przypadku masz jednak inaczej - decyzja jest racjonalna, choć podjęta z nieracjonalnych pobudek. Dwie osoby, z których jedna reaguje emocjonalnie, a druga pod wpływem spokojnych nieemocjonalnych rozważań, mogą podjąć identyczne decyzje.
Na przykład człowiek, który przypadkiem włożył rękę w ogień, natychmiast ją z niego wyciąga. Postępuje racjonalnie, ale czy z racjonalnych pobudek? Nie. Jego reakcja jest impulsem. Nie zastanawia się przecież, trzymając rękę w ogniu, nad tym, że warto wyciągnąć rękę z ognia, bo to rozsądne...
>Może choremu na grypę podawać truciznę zamiast aspiryny?
Owszem.
>bo to wynik choroby
Chorobę definiuję jako odczuwanie dyskomfortu. Leczenie polega na eliminacji tego dyskomfortu. Samobójstwo eliminuje dyskomfort, a więc jednocześnie chorobę.
>To prowokacja z Twojej strony. Ciekawe czy tak naprawdę myślisz?
Zapewniam, że to żadna prowokacja.
>No i właśnie o to chodzi. Nie chodzi o żal, ale o konsekwencje. Powstrzymanie się od decyzji nieodwołalnej daje szansę jej weryfikacji.
Nie ma sensu weryfikować decyzji, której i tak nie można żałować. Weryfikacja decyzji ma sens tylko wtedy, gdy brak takiej weryfikacji sprawia dyskomfort osobie pozbawionej możliwości weryfikacji. Osoba, której już nie ma, nie odczuwa dyskomfortu związanego z brakiem możliwości weryfikacji swojej decyzji o samobójstwie, a więc taka weryfikacja nie ma sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>No a w tym przypadku masz jednak inaczej - decyzja jest racjonalna, choć podjęta z nieracjonalnych pobudek.
Stan silnego wzburzenia wywołuje często nieracjonalne działania. Próby samobójcze zasadniczo podejmowane są z nieracjonalnych pobudek, albo w wyniku zaburzenia psychicznego, który jest stanem chorobowym i ocena rzeczywistości może być zaburzona. To porównywalne ze stanem po spożyciu alkoholu lub narkotyków. Należy brać pod uwagę możliwość takiego właśnie stanu.
>Dwie osoby, z których jedna reaguje emocjonalnie, a druga pod wpływem spokojnych nieemocjonalnych rozważań, mogą podjąć identyczne decyzje.
No mogą, ale i mogą także podjąć całkiem inne.
>Na przykład człowiek, który przypadkiem włożył rękę w ogień, natychmiast ją z niego wyciąga. Postępuje racjonalnie, ale czy z racjonalnych pobudek? Nie. Jego reakcja jest impulsem. Nie zastanawia się przecież, trzymając rękę w ogniu, nad tym, że warto wyciągnąć rękę z ognia, bo to rozsądne...
Nie jest racjonalne ( w sensie logiki postępowania) wkładanie nieosłoniętej ręki w ogień, chyba, że wejście w ogień następuje z pobudek ratowania życia innej osoby. Jak widzisz wszystko uzależnione jest od kontekstu i nie poddaje się generalizowaniu.
>>Może choremu na grypę podawać truciznę zamiast aspiryny? >Owszem.
Czyli chciałbyś z premedytacją dokonać morderstwa?
>Samobójstwo eliminuje dyskomfort, a więc jednocześnie chorobę.
samobójstwo nie jest lekarstwem.
>>No i właśnie o to chodzi. Nie chodzi o żal, ale o konsekwencje. Powstrzymanie się od decyzji nieodwołalnej daje szansę jej weryfikacji. >Nie ma sensu weryfikować decyzji, której i tak nie można żałować.
Ależ właśnie można, bo jej się nie dokonało, albo odłożyło w czasie.
>Weryfikacja decyzji ma sens tylko wtedy, gdy brak takiej weryfikacji sprawia dyskomfort osobie pozbawionej możliwości weryfikacji.
No tak. Musiał byś uznać istniejący katalog chorób, bo widzę, że go odrzucasz.
>Osoba, której już nie ma, nie odczuwa dyskomfortu związanego z brakiem możliwości weryfikacji swojej decyzji o samobójstwie, a więc taka weryfikacja nie ma sensu.
Tą weryfikację należy podjąć z oczywistych względów przed decyzją.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Czyli chciałbyś z premedytacją dokonać morderstwa?
I tak bym tego pewnie nie zrobił, ale z nieracjonalnych pobudek. Dokonanie morderstwa nie jest bowiem w żaden sposób nieetyczne. Wszelkie opory przed jego dokonaniem są nieracjonalne. No chyba że tym oporem jest strach przed więzieniem, wtedy to racjonalne. Natomiast poczucie winy z powodu zamordowania kogoś jest zupełnie bezpodstawne, bo nie ma ofiary. Karanie za morderstwo to w istocie karanie za przestępstwo bez ofiary. Nie ma ofiary morderstwa. Żeby była ofiara, to musi odczuwać dyskomfort wynikający z bycia ofiarą.
>samobójstwo nie jest lekarstwem.
A moim zdaniem właśnie jest.
>Ależ właśnie można, bo jej się nie dokonało, albo odłożyło w czasie.
Czyli można żałować tylko niedokonania samobójstwa, a nie dokonania. Czyli wychodzi, że ja mam rację. Lepiej przecież robić coś, czego się na pewno nie będzie żałować, niż coś, czego żałować można.
>No tak. Musiał byś uznać istniejący katalog chorób, bo widzę, że go odrzucasz.
Do tego katalogu należy dorzucić przede wszystkim chęć życia. Chęć życia jest chorobą, gdyż wywołuje dyskomfort osobie dotkniętej tą przypadłością.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Czyli chciałbyś z premedytacją dokonać morderstwa? >I tak bym tego pewnie nie zrobił, ale z nieracjonalnych pobudek. >Dokonanie morderstwa nie jest bowiem w żaden sposób nieetyczne. Wszelkie opory przed jego dokonaniem są nieracjonalne. No chyba że tym oporem jest strach przed więzieniem, wtedy to racjonalne. Natomiast poczucie winy z powodu zamordowania kogoś jest zupełnie bezpodstawne, bo nie ma ofiary.
Zakładam, że rozmawiamy o zabójstwie tzw. na żądanie czy też pod wpływem współczucia i tylko do tego się odnoszę, nie zakładam bowiem, że obejmujesz swoim poglądem cały katalog zabójstw. W przypadku zabójstwa na żądanie rodzi się trudny problem moralny. Mam jednak duże wątpliwości nad Twoją obroną pomocnictwa w samobójstwie o wątpliwym, a w szczególności chorobowym podłożu. Osoba chora targająca się na własne życie, w przypadku pomocnictwa w samobójstwie, uzyskuje status ofiary. Co do tego nie mam wątpliwości. Sam fakt choroby psychicznej wyklucza winę w prawie karnym, zatem zakłada daleko idącą trudność z interpretacją rzeczywistości. Nie można zatem uznać osoby w takim stanie jako zdolnej do oceny decyzji o pozbawieniu siebie samej życia. Inną rzeczą jest stan silnego wzburzenia, tak więc takiego stanu, gdzie osoba zdrowa "chwilowo" znajduje się w stanie zaburzenia oceny własnej sytuacji np. brak chęci do życia po stracie ukochanej osoby. Nie darmo powstało powiedzenie "czas leczy rany" - osoby po takich przejściach po pewnym czasie wracają do pełni życia i szczęścia. Wymaga to jednak trudu pogodzenia się z tą stratą i pokonania własnego bólu, a do tego potrzebna jest pomoc innych osób. Bywa i tak, że osoby ze skłonnościami samobójczymi "chcą być powstrzymywane" przed skutecznym samobójstwem- to także się leczy.
>Karanie za morderstwo to w istocie karanie za przestępstwo bez ofiary. Nie ma ofiary morderstwa. Żeby była ofiara, to musi odczuwać dyskomfort wynikający z bycia ofiarą.
Jesteś w błędzie. Ofiara może być żywa lub martwa. Byciem ofiarą w prawie karnym nie ocenia się z punktu widzenia ofiary lecz z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora. W tym katalogu są to tzw. przestępstwa karane z urzędu (np. stręczycielstwo, zabójstwo, sutenerstwo, ciężkie uszkodzenie ciała). Zakładam, że mówisz o przestępstwie na wniosek osoby poszkodowanej, która sama decyduje czy stała się ofiarą czy nie.
>>samobójstwo nie jest lekarstwem. >A moim zdaniem właśnie jest.
>>Ależ właśnie można, bo jej się nie dokonało, albo odłożyło w czasie. >Czyli można żałować tylko niedokonania samobójstwa, a nie dokonania. >Czyli wychodzi, że ja mam rację. Lepiej przecież robić coś, czego się na pewno nie będzie żałować, niż coś, czego żałować można.
Jak pisałem wcześniej, żal nie ma tu nic do tego. Chodzi o powstrzymanie się od pomocnictwa w samobójstwie. Jak ktoś chce odebrać sobie życie to je sobie odbierze - i nie mam intencji odbierać mu tego prawa. Ważne jest jednak aby wskazać możliwość ponownej oceny i przemyślenia własnej sytuacji.
>>No tak. Musiał byś uznać istniejący katalog chorób, bo widzę, że go odrzucasz. >Do tego katalogu należy dorzucić przede wszystkim chęć życia. Chęć życia jest chorobą, gdyż wywołuje dyskomfort osobie dotkniętej tą przypadłością.
Brak radości życia wskazuje na depresję, to stan chorobowy - taka przypadłość uznawana obecnie jako choroba cywilizacyjna, ale nie martw się jest masa skutecznych leków.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Zakładam, że rozmawiamy o zabójstwie tzw. na żądanie czy też pod wpływem współczucia i tylko do tego się odnoszę, nie zakładam bowiem, że obejmujesz swoim poglądem cały katalog zabójstw.
To źle zakładasz, bo ja właśnie mówię o całym katalogu zabójstw. Oczywiście pod warunkiem, że przed śmiercią zamordowany nie będzie odczuwał zwiększonego dyskomfortu wynikającego z tego, że go zabijamy.
>Nie można zatem uznać osoby w takim stanie jako zdolnej do oceny decyzji o pozbawieniu siebie samej życia
Nie jest istotne, jak ona to ocenia. Istotne jest tylko to, że nie dozna żadnego dyskomfortu ani jeśli ktoś ją zabije na jej życzenie, ani jeśli ktoś ją zabije dla swojego własnego widzimisia.
Uśmiercanie ludzi nie jest nieetyczne ani na ich własne życzenie, ani bez ich życzenia.
>Bywa i tak, że osoby ze skłonnościami samobójczymi "chcą być powstrzymywane" przed skutecznym samobójstwem
Gdy już umrą, nie odniosą żadnego dyskomfortu z powodu tego, że nikt ich nie powstrzymał. Nie będą więc ofiarami.
>Byciem ofiarą w prawie karnym nie ocenia się z punktu widzenia ofiary lecz z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora.
A ja się z tym kompletnie nie zgadzam.
>Zakładam, że mówisz o przestępstwie na wniosek osoby poszkodowanej, która sama decyduje czy stała się ofiarą czy nie.
Niekoniecznie. Jeżeli ktoś kogoś zabił, ale przed zabiciem go torturował, to ta osoba odczuwała dyskomfort zanim zmarła. To jest wystarczające do uznania jej za ofiarę, nawet jeśli już jej nie ma. Natomiast jeśli jej nie zadawał dyskomfortu przed zabiciem jej, no to nie jest ona ofiarą.
Inny przykład - złodziejstwo. Jeśli złodziej coś komuś ukradnie i ta osoba odczuje skutki bycia okradzioną, to jest ona ofiarą kradzieży. Natomiast jeśli złodziej coś komuś ukradnie, ale zabije tę osobę, którą okradł, zanim jakiekolwiek ujemne skutki bycia okradzioną na tę osobę spłyną, to ta osoba nie może być uznana za ofiarę kradzieży.
A więc patrząc z punktu widzenia etyki, etyczny złodziej to taki, który zamorduje osobę, którą okrada, bo przez to chroni ją przed dyskomfortem wynikającym z faktu bycia okradzioną. Oczywiście dodatkowym warunkiem jest tutaj nie stwarzanie tej osobie żadnych innych, pobocznych dyskomfortów.
>Brak radości życia wskazuje na depresję, to stan chorobowy
Nie jest istotny sam brak radości z życia, tylko dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia. To dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia jest stanem chorobowym, a nie sam brak radości z życia. Natomiast śmierć efektywnie eliminuje dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia. Śmierć jest więc metodą leczenia dyskomfortu wywoływanego brakiem radości z życia.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Zakładam, że rozmawiamy o zabójstwie tzw. na żądanie czy też pod wpływem współczucia i tylko do tego się odnoszę, nie zakładam bowiem, że obejmujesz swoim poglądem cały katalog zabójstw. >To źle zakładasz, bo ja właśnie mówię o całym katalogu zabójstw. Oczywiście pod warunkiem, że przed śmiercią zamordowany nie będzie odczuwał zwiększonego dyskomfortu wynikającego z tego, że go zabijamy.
To co proponujesz to swoisty kult śmierci. Życie nie ma dla Ciebie żadnej wartości.
>>Nie można zatem uznać osoby w takim stanie jako zdolnej do oceny decyzji o pozbawieniu siebie samej życia >Nie jest istotne, jak ona to ocenia. Istotne jest tylko to, że nie dozna żadnego dyskomfortu ani jeśli ktoś ją zabije na jej życzenie, ani jeśli ktoś ją zabije dla swojego własnego widzimisia. >Uśmiercanie ludzi nie jest nieetyczne ani na ich własne życzenie, ani bez ich życzenia.
Uwaga jak wyżej. Wyznajesz kult śmierci, który nie ma związku z etyką. Próbujesz podważyć podstawowe prawa człowieka (prawo do życia, wolności, równości wobec prawa i wolności słowa) - to te podstawowe. Normy etyczne jako najwyższy cel obierają człowieka i jego życie, a nie śmierć. Twoja koncepcja zakłada wyższość dyskomfortu nad życiem, to zaburzenie hierarchii nie tylko ważności ale i logiki. Życie jest nadrzędne w stosunku do dyskomfortu. Nie można bronić dyskomfortu nie broniąc życia jednocześnie. To o czym piszesz to nie etyka, ale Twój pogląd na życie i śmierć.
>>Bywa i tak, że osoby ze skłonnościami samobójczymi "chcą być powstrzymywane" przed skutecznym samobójstwem >Gdy już umrą, nie odniosą żadnego dyskomfortu z powodu tego, że nikt ich nie powstrzymał. Nie będą więc ofiarami.
No przecież piszę, że chcą być powstrzymane.
>>Byciem ofiarą w prawie karnym nie ocenia się z punktu widzenia ofiary lecz z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora. >A ja się z tym kompletnie nie zgadzam.
Nikt nie każe się Tobie z tym zgadzać. Tak zbudowane jest prawo karne.
>>Zakładam, że mówisz o przestępstwie na wniosek osoby poszkodowanej, która sama decyduje czy stała się ofiarą czy nie. >Niekoniecznie. >Jeżeli ktoś kogoś zabił, ale przed zabiciem go torturował, to ta osoba odczuwała dyskomfort zanim zmarła. To jest wystarczające do uznania jej za ofiarę, nawet jeśli już jej nie ma. >Natomiast jeśli jej nie zadawał dyskomfortu przed zabiciem jej, no to nie jest ona ofiarą.
Zakładasz zatem, że można dokonać zabójstwa każdego bez żadnej podstawy byle tylko odbyło się to bezboleśnie? Dodaj jeszcze przykład bezbolesnej śmierci.
>Inny przykład - złodziejstwo. >Jeśli złodziej coś komuś ukradnie i ta osoba odczuje skutki bycia okradzioną, to jest ona ofiarą kradzieży. >Natomiast jeśli złodziej coś komuś ukradnie, ale zabije tę osobę, którą okradł, zanim jakiekolwiek ujemne skutki bycia okradzioną na tę osobę spłyną, to ta osoba nie może być uznana za ofiarę kradzieży.
Zatem lepiej ukraść i zabić niż tylko ukraść?
>A więc patrząc z punktu widzenia etyki, etyczny złodziej to taki, który zamorduje osobę, którą okrada, bo przez to chroni ją przed dyskomfortem wynikającym z faktu bycia okradzioną. Oczywiście dodatkowym warunkiem jest tutaj nie stwarzanie tej osobie żadnych innych, pobocznych dyskomfortów.
Rozumiem, że sam akt zabójstwa w Twoim mniemaniu nie jest dyskomfortem?
>>Brak radości życia wskazuje na depresję, to stan chorobowy >Nie jest istotny sam brak radości z życia, tylko dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia. >To dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia jest stanem chorobowym, a nie sam brak radości z życia. >Natomiast śmierć efektywnie eliminuje dyskomfort wywoływany brakiem radości z życia. Śmierć jest więc metodą leczenia dyskomfortu wywoływanego brakiem radości z życia. > Wcześniej pisałeś, że chęć życia jest chorobą. Teraz że brak radości życia jest dyskomfortem. No musisz się na coś zdecydować bo się gubisz. Nadto, skąd wniosek że brak radości życia jest dyskomfortem?
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Przykład: ktoś próbuje popełnić samobójstwo i inna osoba w ramach dobrych intencji takiego człowieka ratuje, mimo że niedoszły samobójca sobie tego nie życzył.
A skąd to domniemanie, że dobre intencje muszę się podobać innym ludziom? Ludziom złym się nie spodobają. Natomiast złe intencje raczej nikomu się nie podobają. Zły człowiek, okradziony przez złodzieja, będzie niezadowolony tak samo jak dobry, a może nawet bardziej.
Można to uogólnić przez analogię do symbiozy. Tylko ludzie dobrzy są zdolni do trwałego pomagania innym. Ludzie źli są zdolni do tworzenia co najwyżej tymczasowych sojuszy, stosunkowo szybko kończących się zdradą.
Rozwód implikuje, że przynajmniej jedno z nich jest złym człowiekiem.
Jeżeli samobójca jest dobrym człowiekiem, to nie będzie się mścił za ratunek.
Uważaj na implikacje, one zwykle nie dają się odwracać.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | nie-wiem (38 punktów) | >A skąd to domniemanie, że dobre intencje muszę się podobać innym ludziom? Ludziom złym się nie spodobają.
Czyli jeśli z dobrych intencji zabije kogoś, uważając, że tak będzie dla tej osoby lepiej, bo np. bardzo cierpi przykuta do łóżka, to rodzina tej osoby, którą zabiję składać się będzie z samych "złych" członków, jeśli będzie miała mi to za złe i nawet zrobi co w swojej mocy, żeby mnie zaryglować na cztery spusty w więzieniu?
>Natomiast złe intencje raczej nikomu się nie podobają. Zły człowiek, okradziony przez złodzieja, będzie niezadowolony tak samo jak dobry, a może nawet bardziej.
Człowiek pragnący umrzeć w miarę godny sposób, napadnięty przez uzbrojonego w pistolet bandytę, będzie mu wdzięczny za chęć oddania śmiertelnego strzału, mimo że bandyta wcale nie zrobi tego dla niego, tylko po to, by np. pozbyć się świadka morderstwa, którego się przed chwilą dopuścił.
Robisz błąd, który polega na tym, że sugerujesz, iż ludzie oceniają czyny innych osób ze względu na ich intencje, a nie skutki. Może teoretycznie tak jest, że doceniamy czyjeś "dobre intencje", ale w praktyce jeśli cudze "dobre" intencje kolidują z naszym interesem, to mamy takiej osobie to za złe, przynajmniej taki jest pierwszy odruch. To samo się tyczy "złych" intencji, które mogą wpłynąć na nasz stosunek do jakiejś osoby, ale nie zabiorą radości z tego, że ktoś nam niechcący sprawił przyjemność.
>Rozwód implikuje, że przynajmniej jedno z nich jest złym człowiekiem.
Umieć tworzyć trwałe więzi a chcieć je tworzyć w każdym wypadku to nie to samo.
>Jeżeli samobójca jest dobrym człowiekiem, to nie będzie się mścił za ratunek.
A jeśli ktoś go uratował w "złych" intencjach?
|
|
| | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Czyli jeśli z dobrych intencji zabije kogoś, uważając, że tak będzie dla tej osoby lepiej, bo np. bardzo cierpi przykuta do łóżka, to rodzina tej osoby, którą zabiję składać się będzie z samych "złych" członków, jeśli będzie miała mi to za złe i nawet zrobi co w swojej mocy, żeby mnie zaryglować na cztery spusty w więzieniu?
Istnieją dogmaty moralne, które każdy odczuwa jako zło: gwałt, zabójstwo, zadawanie cierpienia fizycznego i psychicznego etc. Intencja zawiedzie Cię w ślepy zaułek. Nie można bowiem w myśl "dobrych intencji" łamać prawa. Po to tworzone jest prawo aby różne pojęcia dobra i zła w każdym społeczeństwie okiełznać lub jak kto woli wystandaryzować.
To o czym piszesz to przecież klasyczna eutanazja, zobacz jak długo i "różnie" się na ten temat rozmawia. Zauważ ponadto, że także w świetle współczesnego prawa zakłada się intencjonalność działań, które mogą wyłączyć bezprawność czynu np. zasada obrony koniecznej, stan wyższej konieczności, dozwolone ryzyko itp.
>>Natomiast złe intencje raczej nikomu się nie podobają. Zły człowiek, okradziony przez złodzieja, będzie niezadowolony tak samo jak dobry, a może nawet bardziej.
>Człowiek pragnący umrzeć w miarę godny sposób, napadnięty przez uzbrojonego w pistolet bandytę, będzie mu wdzięczny za chęć oddania śmiertelnego strzału, mimo że bandyta wcale nie zrobi tego dla niego, tylko po to, by np. pozbyć się świadka morderstwa, którego się przed chwilą dopuścił.
Z tym przykładem to niezłego "axsela" wykręciłeś. Choć wiem do czego zmierzasz - to razem okoliczności i intencje należy rozważać przy określaniu bezprawności czynu. Nadto jakie to ma znaczenie czy ofiara chce być zamordowana czy też nie? Prawo nie daje Tobie prawa do stanowienia o własnym życiu tj. nie możesz nikogo uprawnić do odebrania życia zwalniając jednocześnie sprawcę z odpowiedzialności.
>Robisz błąd, który polega na tym, że sugerujesz, iż ludzie oceniają czyny innych osób ze względu na ich intencje, a nie skutki. Może teoretycznie tak jest, że doceniamy czyjeś "dobre intencje", ale w praktyce jeśli cudze "dobre" intencje kolidują z naszym interesem, to mamy takiej osobie to za złe, przynajmniej taki jest pierwszy odruch. To samo się tyczy "złych" intencji, które mogą wpłynąć na nasz stosunek do jakiejś osoby, ale nie zabiorą radości z tego, że ktoś nam niechcący sprawił przyjemność.
dokowski nie popełnia błędu. Zgadzam się z jego opinią. Dobre intencje są dobrymi, a złe złymi. Czy jeżeli ktoś chce,jak piszesz, wyrządzić zło ale przez przypadek uczyni dobro, to odczuł byś to jako dobro? - bo ja nie. Nazwijmy to po imieniu to zło, którego nie udało się urzeczywistnić.
>>Jeżeli samobójca jest dobrym człowiekiem, to nie będzie się mścił za ratunek. >A jeśli ktoś go uratował w "złych" intencjach? Chińskie przysłowie mówi: Jeżeli ratujesz kogoś przed samobójstwem to jesteś za niego odpowiedzialny. Taka filozoficzna mądrość.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | nie-wiem (38 punktów) | >Istnieją dogmaty moralne, które każdy odczuwa jako zło: gwałt, zabójstwo, zadawanie cierpienia fizycznego i psychicznego etc.
Radzę unikać tak absolutnych określeń jak "każdy". Zawsze znajdą się osoby odczuwające na opak, jeśli nie w każdej, to przynajmniej w jakiejś określonej sytuacji.
>Intencja zawiedzie Cię w ślepy zaułek. Nie można bowiem w myśl "dobrych intencji" łamać prawa. Po to tworzone jest prawo aby różne pojęcia dobra i zła w każdym społeczeństwie okiełznać lub jak kto woli wystandaryzować.
Z tym, że ja tu nie pisałem o prawnej, konwencjonalnej koncepcji "dobra" i "zła" tylko o zwyczajnym ludzkim odczuciu tychże, które nie jest tak uporządkowane jak to prawne. A zrobienie tak, że człowiek za "dobre"/"złe" będzie już tylko uważał tylko to co za takie zostało oficjalnie uznane, to już osiągnięcie czystej tresury myślenia mas.
>To o czym piszesz to przecież klasyczna eutanazja, zobacz jak długo i "różnie" się na ten temat rozmawia.
Ja nie widzę innego dobrego powodu dla nielegalizowania eutanazji niż lęk przed nadużyciami. Jestem za zniesieniem propagandy "życia jako naczelnej wartości", a żeby to osiągnąć trzeba uwypuklić inne dobro, jakim jest brak/ograniczenie cierpienia, które dziś jest skuteczne niszczone przez mądrość ludową "cierpienie uszlachetnia".
>Prawo nie daje Tobie prawa do stanowienia o własnym życiu tj. nie możesz nikogo uprawnić do odebrania życia zwalniając jednocześnie sprawcę z odpowiedzialności.
Nigdzie o prawie nie wspominałem. A Ty ciągle robisz do tego wycieczki. Jesteś prawnikiem?
> dokowski nie popełnia błędu. Zgadzam się z jego opinią.
Nie popełnia błędu, bo się z nim zgadzasz? Hm.
>Dobre intencje są dobrymi, a złe złymi. Czy jeżeli ktoś chce,jak piszesz, wyrządzić zło ale przez przypadek uczyni dobro, to odczuł byś to jako dobro? - bo ja nie. Nazwijmy to po imieniu to zło, którego nie udało się urzeczywistnić.
Tak, odczułbym to jako dobro, ale mógłbym uznać tego człowieka za złego, o czym pisałem, kiedy wspominałem o zmianie nastawienia do osoby o "złych" intencjach. Dobrym przykładem na odwrotną sytuację są rodzice i dzieci. Ci z "dobrych" intencji chuchający na swoje pociechy robią im wielką krzywdę, ucząc ich niezaradności życiowej, czasem wręcz niemożności samodzielnego życia. I takie dzieci najczęściej nie doświadczają w ten sposób dobra, ale swoich rodziców za dobrych uważają.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Istnieją dogmaty moralne, które każdy odczuwa jako zło: gwałt, zabójstwo, zadawanie cierpienia fizycznego i psychicznego etc. >Radzę unikać tak absolutnych określeń jak "każdy". Zawsze znajdą się osoby odczuwające na opak, jeśli nie w każdej, to przynajmniej w jakiejś określonej sytuacji.
Pisząc każdy miałem raczej na myśli "zdecydowaną większość". Prawdą jest natomiast to, że same standardy moralne również ewoluują. Znane przecież praktyki tortur jako religijne oczyszczenie od zła, nie były traktowane jako zło ale jako dobro (służyły one bowiem temu aby grzesznik odpokutował swoje występki przeciw bóstwom) - to jest to co nazywasz "tresurą myślenia mas". Ta tresura to prawo - pisane bądź nie pisane. To zasady życia społecznego, bez których człowiek nie istnieje jako jednostka społeczna. To przecież społeczeństwo ustala w ramach społecznej umowy, co jest dobre, a co złe. To nie żadna tresura... Zarówno psychologia społeczna jak i antropologia kulturowa dobitnie wskazuje, że ustanawiane zasady życia społecznego (prawo) są podstawą funkcjonowania zarówno małych jak i dużych grup społecznych. Pewnie ... im większa grupa tym trudniej wyznaczyć standard, - to tak jak z demokratycznym sprawowaniem władzy.
> Ja nie widzę innego dobrego powodu dla nielegalizowania eutanazji niż lęk przed nadużyciami. Jestem za zniesieniem propagandy "życia jako naczelnej wartości", a żeby to osiągnąć trzeba uwypuklić inne dobro, jakim jest brak/ograniczenie cierpienia, które dziś jest skuteczne niszczone przez mądrość ludową "cierpienie uszlachetnia".
Tak... to celna uwaga. Chyba o to właśnie chodzi; wyznaczyć ścieżki, gdzie życie jest najważniejszą ale nie bezwzględną wartością. O tym właśnie pisze dokowski, o zbyt dużym upodmiotowieniu rzeczywistości.
>Nigdzie o prawie nie wspominałem. A Ty ciągle robisz do tego wycieczki. Jesteś prawnikiem?
Nie jestem prawnikiem. Zbyt sztywno traktujesz prawo. Na potrzeby tej dyskusji należy przyjąć, że prawo do to także zasady życia społecznego o jakich pisałem wyżej.
>> dokowski nie popełnia błędu. Zgadzam się z jego opinią. >Nie popełnia błędu, bo się z nim zgadzasz? Hm.
Po prostu nie uznaję tego co Ty za błąd. Nie zgadzam się z Twoją argumentacją określającą błąd w tej opinii. Uzasadniłem przecież dlaczego tak uważam.
>>Dobre intencje są dobrymi, a złe złymi. Czy jeżeli ktoś chce,jak piszesz, wyrządzić zło ale przez przypadek uczyni dobro, to odczuł byś to jako dobro? - bo ja nie. Nazwijmy to po imieniu to zło, którego nie udało się urzeczywistnić. >Tak, odczułbym to jako dobro, ale mógłbym uznać tego człowieka za złego, o czym pisałem, kiedy wspominałem o zmianie nastawienia do osoby o "złych" intencjach. Dobrym przykładem na odwrotną sytuację są rodzice i dzieci. Ci z "dobrych" intencji chuchający na swoje pociechy robią im wielką krzywdę, ucząc ich niezaradności życiowej, czasem wręcz niemożności samodzielnego życia. I takie dzieci najczęściej nie doświadczają w ten sposób dobra, ale swoich rodziców za dobrych uważają.
Przykład rodziców i dzieci to dość skomplikowany i wielowątkowy przykład. Wracając jednak to czynienia dobra. Nie można, moim zdaniem, odłączyć czynienia dobra i zła od intencji. Zauważ - w dogmatyce prawnej istnieje taka kategoria czynu jak zamiar ewentualny czyli - zamierzam coś ukraść, wiem, że ktoś może mnie przyłapać, jeżeli mnie przyłapie jestem gotów kogoś pobić być może z tragicznym skutkiem - to jest zamiar ewentualny. Domniemując zatem: Sprawca kradzieży którego nikt nie przyłapał jest nośnikiem dobra - zdrowia ofiary. Ofiara powinna być wdzięczna odczuwać dobro życia i zdrowia tylko dlatego, że nie przyłapała złodzieja na kradzieży. Ten sam sprawca jest także nośnikiem zła - kradzież. Zatem: Czynienie dobra lub zła jest kategorią moralną wynikającą ze szczerych intencji, a nie z błędu.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 3 na 3 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >praktyki tortur jako religijne oczyszczenie od zła, nie były traktowane jako zło ale jako dobro (służyły one bowiem temu aby grzesznik odpokutował swoje występki przeciw bóstwom)
Oto przykład pomylenia religi z etyką. Tortury zawsze były złem, tylko religia przedstawiała je jako dobro, aby zatuszować swoje immanentne zło. Tak, zło, bo religie są złem.
Inny przykład religijnej zbrodni - podobny, ale odwrotny. Co faktycznie mówi przykazanie "nie zabijaj bliźniego"? Żydzi pod pojęciem "bliźniego" rozumieli Żyda i mordowali wszystkich nieżydów bez wyrzutów sumienia, zgodnie z rozkazem swojego Boga. Chrześcijanie pozwalają zabijać nawet "swoich", np. w czasie wojny czy za wyrokiem sądu. Przykazanie "nie zabijaj" jest klasycznym przykładem przykazania dla frajerów, aby władcya mogli zabijać, bez narażania się na zemstę. Taki np. Wojciech został świętym za sprawne mordowanie pogan, ale maluczkim tego nie mówią, gdyż Kościół prawo do mordowania rezerwuje dla kasty wyższej. Historia chrześcijaństwa dowodzi, że przykazania "nie zabijaj" uczono potencjalne ofiary, żeby w razie potrzeby dali się zaskoczyć i łatwo pozabijać.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Istnieją dogmaty moralne, które każdy odczuwa jako zło: gwałt, zabójstwo, zadawanie cierpienia
Pewnie chodziło Ci o morderstwo, a nie ogólnie o zabójstwo. Zabijanie czasem jest dobre. Szczególnie lubię podkreślać, jak wielkim dobrem jest zabijanie przez niewolników swoich właścicieli.
> Nie można bowiem w myśl "dobrych intencji" łamać prawa. Po to tworzone jest prawo aby różne pojęcia dobra i zła w każdym społeczeństwie
Na razie to utopia. Obrazuje ją pojęcie "państwo prawa". Niewiele jest takich społeczeństw na świecie, gdzie dobre intencje gwarantują bezpieczeństwo ze strony władzy. Wiele społeczeństw jest wciąż na poziomie tak niskim, że ideę państwa prawa traktują jak jakieś zagrożenie z kosmosu. Takim krajem jest Polska. Pierwszy z brzegu przykład: ilu Polaków może z dumą głośno powiedzieć: "płacę podatki, jestem uczciwym Polakiem". To raczej uchylanie się od podatków jest powodem dumy.
> dozwolone ryzyko itp.
Bardzo dobra konstrukcja, powinna być szerzej stosowana w państwie prawa. Przykład: na jezdni pojawia się pieszy, samochód go zabija. Czy to wypadek, czy zabójstwo? Brakuje danych. Jakie dodatkowe informacje są potrzebne, żeby odpowiedzieć na to pytanie?
Czasem odpowiedź prawidłowa jest łatwiejsza, niż się zdaje. Oto najprostsze odpowiedzi:
Jeśli szofer miał przekroczoną normę na alkohol lub inne narkotyki, to jest zabójstwo.
Jeśli samochód jechał z prędkością wyższą niż dozwolona, to jest zabójstwo.
Jeśli kierowca prowadził bez ważnego prawa jazdy, to jest zabójstwo.
Kierowca, który łamie przepisy kodeksu drogowego, podejmuje świadomie niedozwolone ryzyko, dlatego powinien być sądzony, jeśli zabije człowieka, jak zwyczajny zabójca - z art. 148. Szofer jadący zgodnie z przepisami powinien być sądzony z art. 155. lub być po prostu uznany za jedną z ofiar wypadku.
Klasa posiadaczy samochodów w Polsce alergicznie reaguje na twierdzenie, że powinni podlegać prawu powszechnemu. Zupełnie nieświadomie ich mózgi homo sovieticus są przekonane, że należy im się przywilej bezkarności, jak za komuny. Z pokoleniem homo sovieticus nie da się prowadzić racjonalnej dyskusji o przestępstwach samochodowych. Większość Polaków, gdy siada za kierownicą nagle przeistacza we waaadzę, ale taką specyficzną władzę sowieckich buraków, dla których trąbienie i ganienie pieszych jest największą radochą... może za bardzo uogólniam, ale w Warszawie tak zachowuje się większość kierowców. Do takich ludzi w ogóle nie dociera, że łamanie przepisów drogowych jest złem.
Kiedyś zwróciłem uwagę policjantom stojącym sobie przy skrzyżowaniu i opierającym się o radiowóz, że niemal pod ich nosem samochód wjechał na środek skrzyżowania i tak już został, bo piesi ruszyli na zielonym, a ten burak został, blokując pół skrzyżowania. Policjanci mi grzecznie wyjaśnili, że nie mogą karać kierowców, bo potem wpływają na nich skargi, że zamiast ścigać bandytów w zaułkach, to tchórze czepiają się uczciwych ludzi za nieprzetrzeganie durnych przepisów drogowych, bo tak jest bezpieczniej.
A wystarczy znać najprostsze fakty. Zabójstw na drogach jest w Polsce więcej, niż wszystkich innych zabójstw w sumie. A więc piractwo drogowe jest najgorszą zbrodnią, największym zagrożeniem, jest plagą gorszą niż wszystkie mafie razem wzięte.
Nie tylko brak państwa prawa jest przyczyną, że nie zgadzam się z ideą oceniania intencji wg ich zgodności z prawem. Nie zgadzam się z powodów bardziej fundamentalnych. Otóż każde prawo powinno wywodzić się z prawa podmiotowego. Oznacza to, że ocena prawna musi opierać się na stwierdzeniu kluczowego znamienia przestępstwa, jakim jest przedmiot ochrony (zamachu), a ten z kolei musi wskazywać na łamane prawo podmiotowe. Mówiąc prościej, aby można było kogoś ukarać, musi istnieć ofiara powiązana z przedmiotem ochrony, nawet jeśli są to obywatele obcego państwa, jak w przypadku zatruwania rzeki przed granicą.
Wniosek jest taki, że ofiara złamanego prawa może wybaczyć oprawcy, a wybaczenie to może skutkować umorzeniem sprawy lub odstąpieniem od wymierzenia kary. W relacji podmiot-podmiot można więc łamać prawo w myśl dobrych intencji. Klasycznymi drastycznymi przykładami jest seks sado-maso lub szkolenie komandosów. Istnieje wiele mniej drastycznych przykładów umów (np. o pracę) dwustronnych, bez których relacje między podmiotami spełniają wszelkie znamiona przestępstwa, dopóki policja nie otrzyma wiarygodnych informacji, że wszytko dzieje się za zgodą rzekomej ofiary. Nasuwa się tu śmieszny przykład: akcja, wyglądająca jak porwanie z ulicy przez samochód, może być w rzeczywistości ratowaniem klienta przez jego własnych ochroniarzy.
Albo przykład SF: burdel, ustylizowany na więzienie, może być legalnym zakładem usługowym, płacącym podatki, ZUSy, chronionym przez Związek Zawodowy Wolnych Artystek i Terapeutek, z pełnoetatowymi bezterminowymi umowami o pracę, opieką lekarską, stałym monitorowaniem bhp... Płaczące prostytutki w kajdanach mogą być dla niektórych atrakcją, pod warunkiem, że nikt im nie powie, że burdel jest legalny - nawet donos na policję musi wyglądać wiarygodnie, a policjanci muszą być przekonani, że aresztują prawdziwych przestępców, podobnie jak dziennikarze na tropie takiej afery - taki płciowy wrestling.
Od razu przypomina mi się najlepszy numer w historii - Mistrzostwa Świata w Boksie Międzypłciowym.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Istnieją dogmaty moralne, które każdy odczuwa jako zło: gwałt, zabójstwo, zadawanie cierpienia >Pewnie chodziło Ci o morderstwo, a nie ogólnie o zabójstwo. Zabijanie czasem jest dobre. Szczególnie lubię podkreślać, jak wielkim dobrem jest zabijanie przez niewolników swoich właścicieli.
Dziwny jest ten świat. Nasz kodeks karny wyraźnie wskazuje różnice. Trzymając się standardów moralnych to każde odebranie życia jest złem. Ale czy nadal złem będzie zabójstwo lub morderstwo w wyniku afektu w sytuacji odwetu za inną zbrodnię? Zgadzam się tutaj z nie-wiem, że odebranie życia powinno mieć także inne kategorie.
|
|
| | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Trzymając się standardów moralnych to każde odebranie życia jest złem.
To nieprawda. Najlepszym przykładem jest zabijanie w obronie koniecznej. Mój poprzedni przykład też podtrzymuję: zabicie właściciela czy handlarza niewolnikami jest dobrem moralnym. Bowiem fundamentalnym standardem moralnym jest najwyższa wartość godności, a z tego wynika np. to, że wolność jest wartością wyższą niż życie.
Wydaje mi się, że mylisz standardy moralne z dogmatami religijnymi. Czas najwyższy uświadomić sobie, że religie są niemoralne. Tylko niektóre dogmaty religijne częściowo pokrywają się ze standardami moralnymi - te dogmaty są plagiatami. Religijni uczą standardów moralnych, ale przedstawiają je, jako odkryte przez siebie (lub im objawione) przykazania.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >> Trzymając się standardów moralnych to każde odebranie życia jest złem. >To nieprawda. Najlepszym przykładem jest zabijanie w obronie koniecznej. Mój poprzedni przykład też podtrzymuję: zabicie właściciela czy handlarza niewolnikami jest dobrem moralnym. Bowiem fundamentalnym standardem moralnym jest najwyższa wartość godności, a z tego wynika np. to, że wolność jest wartością wyższą niż życie.
Odpowiadasz na fragmenty moich dłuższych wypowiedzi, co wypacza ich kontekst. Przecież zdanie Trzymając się standardów moralnych to każde odebranie życia jest złem. nie było stwierdzeniem faktu, a jedynie wstępem do dalszej wypowiedzi: Trzymając się standardów moralnych to każde odebranie życia jest złem. Ale czy nadal złem będzie zabójstwo lub morderstwo w wyniku afektu w sytuacji odwetu za inną zbrodnię? I to właśnie miałem na myśli mówiąc, że fakt odebrania życia nie może przybierać z założenia oceny moralnie nagannej.
Natomiast absolutnie nie mogę się z Tobą zgodzić, że wolność ma wyższą wartość niż życie. Z czego to miało by wynikać? To co proponujesz to jest religijne spojrzenie na świat umierajmy w imię bóstw; nie dostrzegasz zbieżności w tym co proponujesz umierajmy za wolność? Wolność nie jest wartością najwyższą, choć do przyrodzonej godności niewątpliwie jest ona potrzebna. Zastanówmy się więc o jakiej godności rozmawiamy - godności przyrodzonej czy osobowej, bo to różnica.
>Wydaje mi się, że mylisz standardy moralne z dogmatami religijnymi. Czas najwyższy uświadomić sobie, że religie są niemoralne. Tylko niektóre dogmaty religijne częściowo pokrywają się ze standardami moralnymi - te dogmaty są plagiatami. Religijni uczą standardów moralnych, ale przedstawiają je, jako odkryte przez siebie (lub im objawione) przykazania.
A gdzie ja napisałem, że są moralne? Wskazuję jedynie, że to co moralne, a co nie moralne określa grupa społeczna. Ona to tworzy własną etykę. Coraz mniej jest enklaw społecznych żyjących w oderwaniu od cywilizacji na innych wartościach moralnych. Widzę, próbujesz budować świat na definicjach i do nich dopasowywać co dobre, a co złe. Niestety tak nie jest. To świat permanentnie zmienia definicje i nie ma stałych standardów moralnych. Chyba, że te, które zbieżnie wynikają z zasad przystosowywania się grup społecznych do zmieniających się warunków w celu przetrwania grupy. Nie ma żadnej idei etyki do jakiej zmierzasz.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > fakt odebrania życia nie może przybierać z założenia oceny moralnie nagannej.
Skoro to jest Twoja opinia, to przepraszam za nieuważne przeczytanie poprzedniego postu. Nie było moim zamiarem wyrwanie z kontekstu, ale, jak zawsze, zacytowanie osiowego, reprezentatywmnego poglądu. Po prostu źle zrozumiałem cały wywód.
>Natomiast absolutnie nie mogę się z Tobą zgodzić, że wolność ma wyższą wartość niż życie. Z czego to miało by wynikać?
Wynika to z podstawowej wartości, jaką jest godność. W innych miejscach pokazywałem, jak wyprowadzić wolność z godności, mam nadzieję, że nie oczekujesz dowodu formalnego.
> To co proponujesz to jest religijne spojrzenie na świat umierajmy w imię bóstw; nie dostrzegasz zbieżności w tym co proponujesz umierajmy za wolność?
Jestem zaskoczony taki spojrzeniem na "religię". W Twoich ustach słowo brzmi tak, że przestaję je rozumieć. Na szczęście różne pojmowanie "religii" nie jest tu przedmiotem dyskusji. Wrócę więc do godności, wolności, zabijania za wolność i odpowiem na Twój pomysł "umierania za wolność". Przede wszystkim zauważyłem, że wprowadziłeś do naszej dyskusji ideę "umierania za", która jest dla mnie nowa w sensie dyskusji. Pomijając to, że oceniam ten podwątek jako dywagację, nie miałem wcześniej okazji dyskutować o idei "umierania za", więc nie wyrobiłem sobie zdania na ten temat. Jeśli dasz mi szansę zrozumieć, jakimi drogami krążą Twoje myśli w tej kwestii, a szczególnie, jak to się ma do zabijania w walce o godność (np. wolności), to chętnie spróbuję skomentować Twoje poglądy na temat umierania za coś.
Rozumiem, że można za coś oddać życie, można poświęcić życie, ale dla mnie są to działania instynktowne, zwierzęce. Matka broni dzieci, ryzykując życie. Samiec pająka pozwala się zjeść, żeby móc zapłodnić samicę... czy to jest właśnie to, co nazywasz "religią"?
>Zastanówmy się więc o jakiej godności rozmawiamy - godności przyrodzonej czy osobowej, bo to różnica(...)Nie ma żadnej idei etyki do jakiej zmierzasz.
Ta idea jest we mnie, a ja próbuję się nią podzielić. Twoje stwierdzenia, że jej nie ma, oznacza jedynie tyle, że nie udało mi się jeszcze nią podzielić.
Moja idea etyki opiera się na godności rozumianej, jako pojęcie pierwotne, będące nazwą atrybutu podmiotu. Ponieważ opieram się na intuicjach wspólnych wszystkich ludziom (np. Twojej: "Wolność nie jest wartością najwyższą, choć do przyrodzonej godności niewątpliwie jest ona potrzebna") nie odczuwałem dotychczas potrzeby formalnego uzasadnienia tego przekonania, że "niewątpliwie".
Sednem mojej idei jest wskazanie relacji encja-atrybut, dzięki czemu idea godności staje się bardziej klarowna. Świadomość, że godność jest atrybutem podmiotu, a nie żadnej innej encji, pozwala widzieć godność w postaci kompletnego gestaltu. Przepraszam za te obce słowa, ale mój język (polski) nie jest dość giętki, żeby ułożyć dobre określenia dla tych pojęć.
Encja to coś mniej niż byt - to obiekt szerszej klasy - byt jest rodzajem encji, jednak obiekty niebędące bytami też mogą mieć swoje atrybuty. Gestalt to coś więcej niż rozumienie pojęcia - to rozumienie wzbogacone właściwym osądem i fizjologicznymi (niepatologicznymi) emocjami wraz z adekwatnym zachowaniem.
Aby sprawnie wnioskować na temat etyki, trzeba nie tylko dobrze rozumieć "godność", ale też mieć jej prawidłowy gestalt. Sądzę, że rozumienie faktu, iż godność jest atrybutem podmiotu, a nie zwierzęcia czy osoby, jest kluczem do racjonalnego myślenia o etyce. Złudzeniem jest dwoistość natury godności: godność przyrodzona i godność osobowa. Gdy dostrzegamy dualizm natury ludzkiej, widzimy, że godność jest tylko jedna - godność pomiotowa. Zwierzę nie ma godności, dlatego biologia nie używa tego atrybutu do opisu organizmów żywych. Jeżeli jednak nie potrafimy spojrzeć na człowieka okiem naukowca (zoologa), to wydaje nam się, że wszędzie widzimy godność. Od razu dodam, żeby nie było nieporozumień: nie zaprzeczam, że zwierzęta mają godność - twierdzę jedynie, że godność mają tylko te zwierzęta, które są podmiotami.
Mam nadzieję, że dość jasno już wyłożyłem ideę jednej godności. Jeśli nie, to chętnie wyjaśnię wątpliwości.
Jednak idea jednej godności nie jest kompletna. Uzupełnieniem godności są wartości, które z pojęcia godności wyprowadzam jako jej warunki konieczne: równość, wolność, włąsność, solidarność. cdn
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>> To co proponujesz to jest religijne spojrzenie na świat umierajmy w imię bóstw; nie dostrzegasz zbieżności w tym co proponujesz umierajmy za wolność? >Jestem zaskoczony taki spojrzeniem na "religię". W Twoich ustach słowo brzmi tak, że przestaję je rozumieć. Na szczęście różne pojmowanie "religii" nie jest tu przedmiotem dyskusji. Wrócę więc do godności, wolności, zabijania za wolność i odpowiem na Twój pomysł "umierania za wolność". Przede wszystkim zauważyłem, że wprowadziłeś do naszej dyskusji ideę "umierania za", która jest dla mnie nowa w sensie dyskusji. Pomijając to, że oceniam ten podwątek jako dywagację, nie miałem wcześniej okazji dyskutować o idei "umierania za", więc nie wyrobiłem sobie zdania na ten temat. Jeśli dasz mi szansę zrozumieć, jakimi drogami krążą Twoje myśli w tej kwestii, a szczególnie, jak to się ma do zabijania w walce o godność (np. wolności), to chętnie spróbuję skomentować Twoje poglądy na temat umierania za coś.
Pisząc o idei etyki chciałem podkreślić, że jest ona wtórna do relacji społecznych w rozumieniu kształtowania się praw grup społecznych. Owa nadbudowa (etyka) jest tym czym superego w psychoanalizie. Stwarza normy postępowania wewnątrzgrupowego oraz grup społecznych między sobą. Jedynym celem grupy społecznej i całych społeczeństw jest przetrwanie, a do tego służy, mówiąc kolokwialnie, "robienie ze sobą dobrych interesów". Etyka ma umacniać więzy międzyludzkie i nie być kłopotliwa. Czy nie dostrzegasz, szczególnie w ostatnich czasach poprzez przekazy medialne, że etyka może być w miarę dowolnie interpretowana? Wolność? - czymże jest wolność, jaką definicją chcesz się posłużyć? - ale o tym napiszę w oddzielnym wpisie ustosunkowując się do tematu godności - teraz dalej: Ważność wzajemnych i silnych relacji wewnątrzgrupowych ma znaczenie o tyle o ile świat zewnętrzny może odebrać mi życie. Spójność grup społecznych podporządkowana była temu jednemu celowi - przetrwaniu. Karą za nieprzetrwanie była zwykle śmierć lub "gorsze życie". Członkowie grupy w walce o przetrwanie oddawali właśnie życie za swoją grupę i... swoje geny oczywiście. To nie idee, a altruizm i solidarność krewniacza była przyczynami oddawania życia "ZA", bo i konsekwencje przegranej były poważne. To to, co chciałbyś nazywać wolnością, jeżeli tak ten proces mamy nazywać. Współczesne czasy to inne czasy. Konsekwencje braku wolności są inne (zdaję sobie sprawę, że nie wszędzie) i nie grożą utratą życia, zdrowia, być może nawet jakości życia. Genetycznie zaprogramowana walka o terytorium nie została zapomniana, robią to także inne zwierzęta. Stąd też bez groźby utraty życia człowiek w imię wolności to życie "oddaje", tak samo jak oddaje często życie w imię przekonania o racji istnienia Boga, czy bogów. To to, co nazwałem oddawaniem życia "ZA". Oddawanie życia ZA WOLNOŚĆ jest tym samym co oddawanie życia ZA JAKĄKOLWIEK WIARĘ. Nadawanie właśnie tak silnych znaczeń jakie Ty próbujesz nadać sprawia, brak zrozumienia w ich wadze i w relacji do istotnych problemów egzystencjalnych. Gdybyś znalazł czas napisz jakiś przykład: Jak Twoja etyka radzi sobie lepiej w konkretnym przypadku.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Pisząc o idei etyki chciałem podkreślić, że jest ona wtórna do relacji społecznych w rozumieniu kształtowania się praw grup społecznych. Owa nadbudowa (etyka) jest tym czym superego w psychoanalizie.
Ponieważ psychoanaliza została obalona, więc taka analogia osłabia argumentację, zamiast pomagać. Część etyki jest cechą gatunkową homo sapiens. Niektóre idee można wyprowadzić wprost z teorii ewolucji, jak id w psychoanalizie. Przykładami są patriotyzm i wojny łupieżcze (patrz "Demoniczne samce"). Także idee różne w różnych kulturach, np. cnota dziewictwa w kulturach euroafroazjatyckich wyewoluowała w odpowiedzi na częste epidemie, a brak tej cnoty mamy w kulturach wyspowych, gdzie obowiązywała praktyczna edukacja seksualna (patrz "Strzelny, zarazki, maszyny")
> Etyka ma umacniać więzy międzyludzkie i nie być kłopotliwa.
Błędne wnioski z błędnych przesłanek. Gdyby etyka była konstruowana przez jakiegoś autora, może miałbyś rację. Niestety, etyka jest kłopotliwa, szczególnie tam, gdzie mieszają się kultury. Etyka umacnia więzy co najwyżej międzyklanowe, a nie międzyludzkie. Weźmy pomieszaną "etykę" euroislamską w Anglii, Holandii i Francji.
>To nie idee, a altruizm i solidarność krewniacza była przyczynami oddawania życia "ZA".
Cieszę się, że przynajmniej w tym jesteśmy zgodni.
>Współczesne czasy to inne czasy. (...) bez groźby utraty życia człowiek w imię wolności to życie "oddaje", tak samo jak oddaje często życie w imię przekonania o racji istnienia Boga, czy bogów. To to, co nazwałem oddawaniem życia "ZA". Oddawanie życia ZA WOLNOŚĆ jest tym samym co oddawanie życia ZA JAKĄKOLWIEK WIARĘ.
I znów się nie zgodzę. Czasy nie są aż tak inne, żeby mówić w takich kategoriach, jakbyśmy byli nowym gatunkiem z paleontologicznej perspektywy. Jesteśmy tym samym gatunkiem z widoczną ciągłością tych cech, które nieco się rozwinęły, ale nadal są tak samo ludzkie. Oddawanie życia za wolność jest rozwinięciem oddawania życia w obronie wolności. Oddawanie życia za wiarę jest rozwinięciem patriotyzmu.
>Gdybyś znalazł czas napisz jakiś przykład: Jak Twoja etyka radzi sobie lepiej w konkretnym przypadku.
Ale który to przypadek?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Ponieważ psychoanaliza została obalona, więc taka analogia osłabia argumentację, zamiast pomagać. Część etyki jest cechą gatunkową homo sapiens. Niektóre idee można wyprowadzić wprost z teorii ewolucji, jak id w psychoanalizie. Przykładami są patriotyzm i wojny łupieżcze (patrz "Demoniczne samce"). Także idee różne w różnych kulturach, np. cnota dziewictwa w kulturach euroafroazjatyckich wyewoluowała w odpowiedzi na częste epidemie, a brak tej cnoty mamy w kulturach wyspowych, gdzie obowiązywała praktyczna edukacja seksualna (patrz "Strzelny, zarazki, maszyny")
A skąd ta pewność o obaleniu psychoanalizy. To że jest niefalsyfikowalna nie oznacza, że jest w całości niepoprawna. Wiele z psychoanalizy to doniosły dorobek psychologii w dziedzinie wymykającej się klasycznej metodologii nauki. Wszystko to co klasyczna nauka nazywa paranauką nie musi być fałszywe. Powiem więcej: współczesne badania nad budową wszechświata, świadomością, odkrywają tak tajemniczy świat, że zagadnienia paranauki przestają być, w obliczu tych odkryć, jakoś szczególnie tajemnicze - są nawet w swych pojęciach nadzwyczaj zbieżne. Staram się przemycić mój tok myślenia od dłuższego już czasu. Etyka to nie rzecz sama w sobie (jak powiedział by Kant), to efekt (zasady) ewolucyjnego dostosowania człowieka do panujących warunków. Nawet nie do środowiska, ale do życia z innymi grupami społecznymi. Antropologia kulturowa doskonale tłumaczy to wszystko co tłumaczysz etyką.
>> Etyka ma umacniać więzy międzyludzkie i nie być kłopotliwa. >Błędne wnioski z błędnych przesłanek. Gdyby etyka była konstruowana przez jakiegoś autora, może miałbyś rację. Niestety, etyka jest kłopotliwa, szczególnie tam, gdzie mieszają się kultury. Etyka umacnia więzy co najwyżej międzyklanowe, a nie międzyludzkie. Weźmy pomieszaną "etykę" euroislamską w Anglii, Holandii i Francji.
No bo nie jest konstruowana przez nikogo. Znaczenie etyki we współczesnym świecie zaczyna być zabawne. Czy nie dostrzegasz, że słuszne etycznie są te idee, które są popierane przez wystarczająco "mocny aparat nacisku"? A problemy, o których piszesz, rzeczywiście są kłopotliwe wtedy, gdy nie ma wystarczających "mocnych grup interesu". Idee ideami, a życie życiem. Nadbudowa zachowań społecznych reprezentowana przez etykę przestaje mieć znaczenie w obliczu konfliktu na szeroką skalę, a zachowania społeczne resetowane są do zachowań instynktownych. Nie umniejszam tu rangi etyki, chcę znaleźć dla niej właściwe miejsce, przynajmniej w świadomości. Oby jej znaczenie jak najdłużej było silne.
>I znów się nie zgodzę. Czasy nie są aż tak inne, żeby mówić w takich kategoriach, jakbyśmy byli nowym gatunkiem z paleontologicznej perspektywy. Jesteśmy tym samym gatunkiem z widoczną ciągłością tych cech, które nieco się rozwinęły, ale nadal są tak samo ludzkie. Oddawanie życia za wolność jest rozwinięciem oddawania życia w obronie wolności. Oddawanie życia za wiarę jest rozwinięciem patriotyzmu.
Cechy pozostały, o tym pisałem - zmieniło się otoczenie tych cech i nie trzeba oddawać życia za wartości nieistotne dla egzystencji. Oddawanie życia za wolność, za wiarę? Jaki jest sens takiej śmierci?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Antropologia kulturowa doskonale tłumaczy to wszystko co tłumaczysz etyką.
Nie wszystko. W etyce wiele jest konstrukcji, niebędących opisem fenotypu.
> słuszne etycznie są te idee, które są popierane przez wystarczająco "mocny aparat nacisku"?
Nie. Takie idee są tylko popierane, ale nie muszą być słuszne. Idee słuszne muszą z definicji być wywiedzione w ramach etyki zgodnie z jej metodologią. Nie ma dla mnie znaczenia, czy jakiś aparat nacisku coś popiera. Ten wątek nie jest o polityce, tylko o etyce.
>Oddawanie życia za wolność, za wiarę? Jaki jest sens takiej śmierci?
Cały czas tłumaczę, że jest bez sensu. Sens ma zabijanie i oddawanie życia w obronie wolności, ale nie "za wolność".
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Nie wszystko. W etyce wiele jest konstrukcji, niebędących opisem fenotypu.
Podaj jakiś przykład. Dużo teoretyzujesz i nie odnosisz tego do rzeczywistości.
>Nie. Takie idee są tylko popierane, ale nie muszą być słuszne. Idee słuszne muszą z definicji być wywiedzione w ramach etyki zgodnie z jej metodologią. Nie ma dla mnie znaczenia, czy jakiś aparat nacisku coś popiera. Ten wątek nie jest o polityce, tylko o etyce.
Nie. Etykę tworzą społeczności. Często grupy interesu. Etyka oderwana od rzeczywistości staje się urojeniem. Wykazuję Tobie błędną Twoją ocenę. Etyka ma znaczenie w sensie wpływania na rzeczywistość, a nie jej kreowania. To staram się Tobie przekazać. Budowanie świata z mędrców ustalających co dobre, a co złe to utopia. Etyka działa tam, gdzie nie przeszkadza i to trzeba niewątpliwie zmienić, ale to fakt. Czytałem ostatnio, może trochę późno, Petera Singera "Jeden świat. Etyka globalizacji" bardzo mądra i przenikliwa analiza światowych procesów - i co z tego wynika? Mimo słuszności tez, z którym trudno się nie zgodzić kierunki wielu działań wcale nie są zbieżne ze wskazanymi słusznościami. Droga jednak jaką podąża Singer jest bardzo słuszna, bo ustosunkowując się do istniejących procesów wskazuje ich słabe punkty. To właściwa droga. Dyskutując z Tobą mam wrażenie, że nie sam nie wiesz jak Twoja koncepcja etyki działa. Nie podajesz żadnych przykładów, a posługujesz się jedynie definicjami podmiotowości i przedmiotowości.
>Cały czas tłumaczę, że jest bez sensu. Sens ma zabijanie i oddawanie życia w obronie wolności, ale nie "za wolność".
Oddawanie życia w obronie wolności jest bez sensu. Współczesny świat nie jest spolaryzowany, a wolność ma różne odsłony. Próba ścisłego kategoryzowania tego pojęcia jest skazana na porażkę. W poprzednim wpisie podawałem Tobie przykłady. Nie ma znaczenia czy oddajesz życie "za wolność" czy "w obronie wolności". Jedno i drugie nie ma sensu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Nie wszystko. W etyce wiele jest konstrukcji, niebędących opisem fenotypu. >Podaj jakiś przykład. Dużo teoretyzujesz i nie odnosisz tego do rzeczywistości.
Monogamia jest przykładem rzadkiej wśród ssaków idei i jest sprzeczna z anatomią i fizjologią człowieka. Budowa członka, skład ejakulatu, fizjologia orgazmu u kobiety są wyraźnymi przystosowaniami do "wojen plemników" (Baker).
> Etykę tworzą społeczności. Często grupy interesu. Etyka oderwana od rzeczywistości staje się urojeniem. Wykazuję Tobie błędną Twoją ocenę. Etyka ma znaczenie w sensie wpływania na rzeczywistość, a nie jej kreowania.
Cieszę się, że przechodzisz od "aparatu nacisku" do "grup interesu". To zdecydowanie bliższa mojej i bardziej optymistyczna wizja. Teraz możemy już sformułować wspólny bliski cel strategiczny: przekonać niektóry grupy interesu (te uczciwe), że w ich interesie leży racjonalizm w etyce, prawie, polityce i ekonomii. Dla uczciwych graczy korzystne jest, żeby wszyscy przestrzegali zasad.
> Budowanie świata z mędrców ustalających co dobre, a co złe to utopia.
Nie, to rzeczywistość. Rozwój cywilizacji zachodniej jest tego jaskrawym dowodem. Przykład: Na bazie idei wolnościowych Holendrzy wymyślili wolny przemysł i błyskawicznie przemienili swój mały naród w największą potęgę ekonomiczną świata, i zbudowali pierwsze w historii Światowe Imperium. To najpiękniejszy przykład związku przyczynowo-skutkowego: lepsza etyka -> lepsze prawo -> lepsza ekonomia -> potęga polityczna. To tak jak z nauką. Lepsza nauka -> więcej wynalazków -> (resztę pozostawiam domyślności czytelników).
>Dyskutując z Tobą mam wrażenie, że nie sam nie wiesz jak Twoja koncepcja etyki działa.
Tak się zawsze z początku wydaje, gdy się jeszcze nie wszystko zrozumiało. Spróbuję to nieco inaczej sformułować, bardziej intuicyjnie, może akurat taka forma wyda Ci się jaśniejsza.
Moja koncepcja etyki opiera się na relacji podmiot-podmiot, polegającej na jednoczesnej wymianie myśli w rodzaju: "on zobaczył, że na niego patrzę"; "wiem, że on wie, że kłamię"; "widzę, że on rozumie, jak cierpię"; "on wie, że jestem w prawie". Oczywiście "wymiana myśli" jest skrótem myślowym, pozwalającym uniknąć rozważań nad mową ciała, wyrazem twarzy, mową oczu itp. Taki typ relacji jest zasadniczo różny od relacji podmiot-przedmiot, np. wtedy, gdy z daleka obserwujesz kogoś w tłumie, kto nie może wiedzieć, że go obserwujesz.
>Nie podajesz żadnych przykładów, a posługujesz się jedynie definicjami podmiotowości i przedmiotowości.
Niestety, za mało jest miejsca w jednym wątku, a to nie jest pierwszy mój wątek o etyce. Sam zresztą nie pamiętam, w którym wątku o jakich szczegółach pisałem i jakie przykłady podawałem. Skoro ich nie czytałeś, to coś jednak i tu powinienem napisać.
Wyobraź sobie, że delektujesz się widokiem pięknej dziewczyny w kawiarni lub autobusie. Ona kątem oka spostrzega, że na nią patrzysz i sprawdza prawdziwość swojego spostrzeżenia. Jeżeli zwrócisz wzrok gdzieś obok jej głowy, patrząc w dal ze szczerym zainteresowaniem, możesz wprowadzić ją w błąd i uniknąć nawiązania relacji podmiot-podmiot. Jeśli ona zdąży złapać Twoje spojrzenie, zanim skupisz wzrok gdzieś dalej, nawiązanie relacji podmiot-podmiot jest nieuchronne i oczywiste. Jeśli jednak nie zdąży Cię złapać, nie wynika z tego koniecznie, że relacji podmiot-podmiot nie nawiązaliście. Możliwe jest, że Twoje zainteresowanie czymś za nią nie będzie wyglądać szczerze, widać będzie w Tobie napięcia lub afektację, jak u kiepskiego aktora teatralnego, i Ty to zobaczysz, nawet nie patrząc jej w oczy będziesz wiedział, że ona wie, że Ty tylko udajesz, że nie myślisz o niej. Ona może szybko przestać Ci się przyglądać, żeby nie dać Ci niczego do zrozumienia, poza dwiema informacjami: że uważa za niestosowne traktowanie jej, jak przedmiot, i że nie chce nawiązać z Tobą relacji podmiot-podmiot. Ostatecznie otrzymaliśmy relację podmiot-podmiot między Wami, mimo że na siebie nie patrzycie i udajecie, że o sobie nie myślicie, a mimo to jest dla Was jasne, że myślicie o sobie i wiecie dokładnie, jakie są te myśli.
Ten prościutki przykład doskonale obrazuje podstawową zasadę etyki, że traktowanie podmiotu jak przedmiot jest złem.
Przykład ten można troszkę skomplikować. Piękna dziewczyna może być ubrana, ufryzowana i może poruszać się w taki sposób, żeby wszyscy wiedzieli, że ona chce być obserwowana i podziwiana. Oczywiście jest to z początku tylko nieuprawniona hipoteza, którą można zweryfikować. Kiedy widzisz, że dziewczyna chce Cię złapać na gorącym uczynku, patrzysz gdzieś w dal, ale celowo niezręcznie udajesz zainteresowanie, aby ona nabrała podejrzeń, że ją obserwujesz. Wtedy ona może przekać Ci dwie informacje: że miło jest jej być podziwianą, i że nie chce nawiązać z Tobą relacji podmiot-podmiot. Ty możesz z czystym sumieniem podziwiać jej piękno, a ona już nie będzie łapać Cię na gorącym uczynku, ale będzie spokojnie delektować się Twoim podziwem. Pozornie traktujesz ją, jak przedmiot, ale w rzeczywistości, jej przyzwolenie i świadomość decyduje o tym, że jest to relacja podmiot-podmiot.
Innym wariantem tej sytuacji jest przyzwolenie z litości: "a patrz sobie dziadku, niewiele już masz przyjemności z życia". Czasem zastanawiam się, czy tego rodzaju atruizm nie jest czasami powodem, że niektóre dziewczyny odmrażają sobie zimą uda.
>Oddawanie życia w obronie wolności jest bez sensu. Współczesny świat nie jest spolaryzowany
A za co ryzykują życie teraz na Ukrainie? Myślisz, że wszyscy robią to z czystej nienawiści?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Monogamia jest przykładem rzadkiej wśród ssaków idei i jest sprzeczna z anatomią i fizjologią człowieka. Budowa członka, skład ejakulatu, fizjologia orgazmu u kobiety są wyraźnymi przystosowaniami do "wojen plemników" (Baker).
Żadna to idea. Wnioskowałem z Twoich poprzednich wpisów, że nie jesteś zwolennikiem komunikacji międzygatunkowej. Zakładam więc, że nie mówisz o idei ssaków. Nie bardzo pojmuję co ma etyka do monogamii. Zjawisko to bardzo dobrze opisuje antropologia kulturowa i psychologia ewolucyjna wskazując korzyści, ale i wady tego typu związków. Jaką rolę spełnia zatem etyka w monogamii?
>Cieszę się, że przechodzisz od "aparatu nacisku" do "grup interesu". To zdecydowanie bliższa mojej i bardziej optymistyczna wizja. Teraz możemy już sformułować wspólny bliski cel strategiczny: przekonać niektóry grupy interesu (te uczciwe), że w ich interesie leży racjonalizm w etyce, prawie, polityce i ekonomii. Dla uczciwych graczy korzystne jest, żeby wszyscy przestrzegali zasad.
To bardzo celna uwaga i zgadzam się z nią w całej rozciągłości. Problem polega na wytworzeniu skutecznego "aparatu nacisku" - z tym się jednak nie zgadzasz. Uznane przez społeczeństwo międzynarodowe zasady postępowania winny mieć skuteczny "aparat nacisku". Trudno jednakże o konsensus w wielu sprawach, choćby te, które opisuje Singer w "Jednym Świecie..." (rola światowej organizacji handlu, ochrona środowiska, rola ONZ etc.) Partykularne interesy Państw stają ponad międzynarodowymi rozwiązaniami, choć trzeba przyznać, że świat jest bezpieczniejszy. Rozwija się współpraca międzynarodowa i międzynarodowe organizacje potrafią już wpływać na państwa. Daleka jednak przed nami droga.
>Nie, to rzeczywistość. Rozwój cywilizacji zachodniej jest tego jaskrawym dowodem. Przykład: Na bazie idei wolnościowych Holendrzy wymyślili wolny przemysł i błyskawicznie przemienili swój mały naród w największą potęgę ekonomiczną świata, i zbudowali pierwsze w historii Światowe Imperium. To najpiękniejszy przykład związku przyczynowo-skutkowego: lepsza etyka -> lepsze prawo -> lepsza ekonomia -> potęga polityczna. To tak jak z nauką. Lepsza nauka -> więcej wynalazków -> (resztę pozostawiam domyślności czytelników).
Przyczyną stanu rzeczy o jakim piszesz to nie mędrcy ale powstałe systemy społeczne i interakcje grupowe (piszę o sytuacji globalnej). Chyba, że mówisz o mędrcach w kontekście Wodzów, Przywódców, Króli, Cesarzy etc. Systemy potrafią zmiany cywilizacyjne przyspieszać lub zwalniać. Wzajemne korzyści ekonomiczne (w szerokim kontekście, także bezpieczeństwa) stwarzają coraz to skuteczniejsze warunki przetrwania. I znów... antropologia kulturowa doskonale to tłumaczy. Nie tylko zależności środowiskowe ale właśnie międzygrupowa wymiana powoduje rozrost społeczeństwa i wprawia w ruch samonapędzającą się machinę koniecznych wynalazków. Jak napisał Robert Wright w "Nonzero. Logika ludzkiego przeznaczenia" Twórz wynalazki albo giń. (swoją drogą książkę bardzo polecam). Związek zaś przyczynowo - skutkowy zaczyna się nie od etyki jak piszesz ale od ekonomi i aby ją udoskonalić, ale i stabilizować tworzy się skuteczny aparat etyczny.
>Moja koncepcja etyki opiera się na relacji podmiot-podmiot, polegającej na jednoczesnej wymianie myśli w rodzaju: "on zobaczył, że na niego patrzę"; "wiem, że on wie, że kłamię"; "widzę, że on rozumie, jak cierpię"; "on wie, że jestem w prawie". Oczywiście "wymiana myśli" jest skrótem myślowym, pozwalającym uniknąć rozważań nad mową ciała, wyrazem twarzy, mową oczu itp. Taki typ relacji jest zasadniczo różny od relacji podmiot-przedmiot, np. wtedy, gdy z daleka obserwujesz kogoś w tłumie, kto nie może wiedzieć, że go obserwujesz.
Angażujesz w model mechanikę kwantową - nawiązanie relacji podmiot - podmiot następuje tylko poprzez uświadomienie sobie faktu obserwacji przez podmiot obserwacji. Zauważ, i z tym się pewnie nie zgodzisz, że nawiązanie relacji nie musi się odbywać poprzez lokalizację wzrokową np. "ja czuję, że jestem obserwowany" - to także nawiązanie relacji.
>Niestety, za mało jest miejsca w jednym wątku, a to nie jest pierwszy mój wątek o etyce...
Na tym polega piękno relacji międzyludzkich. W owym przykładzie piękna kobieta wcale nie musi się zachować tak jak opisałeś. Może podjąć grę flirtu - dostrzeż w tym także i piękno.
>Ten prościutki przykład doskonale obrazuje podstawową zasadę etyki, że traktowanie podmiotu jak przedmiot jest złem.
Wracamy do Kanta. Rozumiem co jest dla Ciebie relacją podmiot - podmiot.
Jak może wyglądać zło traktowania podmiotu jak przedmiot. Jeżeli możesz, podaj jakiś konkretny przykład.
>Przykład ten można troszkę skomplikować... >Innym wariantem tej sytuacji jest przyzwolenie z litości: "a patrz sobie dziadku, niewiele już masz przyjemności z życia". Czasem zastanawiam się, czy tego rodzaju atruizm nie jest czasami powodem, że niektóre dziewczyny odmrażają sobie zimą uda.
Czy ten przykład jest złem.
>A za co ryzykują życie teraz na Ukrainie? Myślisz, że wszyscy robią to z czystej nienawiści?
No pewnie, że jest to bez sensu. Czy sens ma ryzykowanie życia i zdrowia w burdach na meczach piłkarskich, w bójkach ulicznych ect? Niewiele potrzeba aby w człowieku wzbudzić agresję, jesteśmy wyjątkowo agresywnym gatunkiem. Skoro potrafimy "prać się po twarzach" za wynik meczu to co tu mówić o powodzie jakim jest "walka ojczyźniana". "Wolność" jest pretekstem, a nie przyczyną. Ludzie dążą do dobrobytu i lepszego życia, do lepszej ekonomii życia. Problem w tym, że brak trzeźwości umysłu zaciemnia konsekwencje podejmowanych działań. Weź pod uwagę to, że padasz ofiarą własnego modelu - walka o wolność to uprzedmiotowienie człowieka. Manipulacja społeczeństwem poprzez zachęcanie do przelewania krwi w imię zapewnienia władzy elitom pod sztandarami "wolności". Nie chciał bym rozpisywać się na temat Ukrainy, bo teraz to właściwie nie wiadomo kto z kim walczy.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > Wnioskowałem z Twoich poprzednich wpisów, że nie jesteś zwolennikiem komunikacji międzygatunkowej.
Ale już to sprostowałem, więc wiesz, że jestem zwolennikiem relacji podmiot-podmiot niezależnie od różnic gatunkowych podmiotów.
> Nie bardzo pojmuję co ma etyka do monogamii. Zjawisko to bardzo dobrze opisuje antropologia kulturowa i psychologia ewolucyjna wskazując korzyści, ale i wady tego typu związków. Jaką rolę spełnia zatem etyka w monogamii?
Antropologia kulturowa jest dyscypliną nauk społecznych, więc nie zaliczam jej do nauki, tylko do etyki. Psychologia ewolucyjna jest dyscypliną naukową (jest częścią biologii), w ramach której Baker w "Wojnach plemników" przekonał mnie (być może niechcący) że idea monogamii jest sprzeczna z naturą gatunku homo sapiens. Monogamia jest wynalazkiem kulturowym, jest efektem rewolucji mężczyzn o niższym statusie przeciwko ustrojowi haremowemu. Monogamia jest realizacją idei równego prawa do rozrodu - to pierwsze zwycięstwo etyki nad biologią w historii ludzkości
> międzygrupowa wymiana powoduje rozrost społeczeństwa i wprawia w ruch samonapędzającą się machinę koniecznych wynalazków.
Aby wymiana była skuteczna, trzeba mieć czym się wymieniać. Ciekawsza jest geneza tego, czym się wymieniamy, niż sama wymiana i jest stymulujący wpływ. Szczególnie w przypadku Holandii, gdzie narodził się Wolny Przemysł, bez zrozumienia genezy tej idei nie zrozumiemy niczego. Później oczywiście wymiana wiele wyjaśnia - Anglicy nauczyli się od Holendrów, Francuzi od Holendrów i Anglików... tak rodził się Wolny Świat. Ale żeby zrozumieć, jak w Holandii się to urodziło, musimy pogodzić się z faktem, że nie było wcześniej takiej wymiany X->Holandia, jak później była Holandia -> Anglia. W Holandii coś się narodziło, czego wcześniej nie było - i te narodziny są ważniejsze dla zrozumienia tej przemiany, niż to, co Holendrzy wymieniali z innymi przed tą przemianą. To tak jak w genetyce - gdy nastąpi mutacja, to jej wpływ przez "chwilę" staje się ważniejszy niż mechanizm Mendla.
> Związek zaś przyczynowo - skutkowy zaczyna się nie od etyki jak piszesz ale od ekonomi
Pokazałem, że nie zawsze. W Holandii było odwrotnie. Teraz też świat czeka na taki przełom. Widoczne są wyraźne symptomy takiego przełomu. Coraz bardziej krytykuje się absurdalne rozwiązania za ich absurdalność, a nie za ich sprzeczność z czyimiś interesami. Przykładem są zmiany w liczeniu PKB, tak aby uwzględnić wartość wyczerpanych zasobów naturalnych i koszty przywrócenia jakości środowiska naturalnego. Innym przykładem jest obliczanie, jaki odsetek kupowanych dóbr konsumpcyjnych jest wyrzucanech na śmietnik bez ich użycia, a to oznacza zbliżający się koniec ekonomii opartej na bezsensownej pracy w stylu kopania dołu w celu zasypania wykopanego przed chwilą dołu obok. Rewolucja informatyczna pozwoli uniknąć remontowania ulicy przed wymianą rur pod ulicą - wszystko będzie wykonywane we właściwej kolejności, żeby nie powtarzać niepotrzebnie pracy i marnotrawić zasobów. Bawiąc się w proroka mogę stwierdzić, że już niedługo wzrost PKB będzie utrzymywał się tylko w krajach biedniejących, a kraje bogacące się będą miały spadek PKB. Od nas, racjonalistów, w dużym stopniu zależy, czy ludzie zrozumieją, że etyka oparta na prawdzie jest lepsza niż etyka oparta na interesie.
>Angażujesz w model mechanikę kwantową - nawiązanie relacji podmiot - podmiot następuje tylko poprzez uświadomienie
To był tylko przykład, jak chciałeś, więc nie uogólniaj i nie przypisuj mi tych uogólnień. Podmiot nie musi mieć czegoś takiego, jak świadomość.
>piękna kobieta wcale nie musi się zachować tak jak opisałeś. Może podjąć grę flirtu - dostrzeż w tym także i piękno.
Znów ten sam błąd - prosiłeś o przykład zamiast ogólników, a teraz sugerujesz mi, że ktoś coś musi. Faktem jest, że kobieta może(!) zachować się tak lub inaczej, a nie "musi" czy "nie musi". Twój przykład dowodzi moich tez tak samo jak mój, jest tylko prostszy - zwyczajny, a nie piekniejszy - flirt jest oczywistą relacją podmio-podmiot, jak zwyczajna rozmowa - odmowa flirtu jest przykładem piękniejszym.
>Jak może wyglądać zło traktowania podmiotu jak przedmiot. Jeżeli możesz, podaj jakiś konkretny przykład.
O co Ci chodzi? O wbijanie gwoździa cudzą głową zamiast młotkiem? Nie wierzę, że sam nie umiesz wymyślić przykładu.
Zamiast mnożyć przykłady korzystaj z tych, które już są - obserwowanie drugiego człowieka bez prób nawiązania porozumienia, choćby po to, żeby upewnić się, że mu to nie przeszkadza.
>Czy ten przykład jest złem.
To jest błędne pytanie. Złem lub dobrem może być tylko relacja z podmiotem. Napisz więc, co w tym przykładzie chcesz ocenić - altruizm dziewczyny czy zachwyt patrzącego, a może coś jeszcze innego? Dziewczyna w tym przykładzie jest człowiekiem dobrym. A gdzie Ty widzisz zło?
>>A za co ryzykują życie teraz na Ukrainie? Myślisz, że wszyscy robią to z czystej nienawiści? >No pewnie, że jest to bez sensu. Czy sens ma ryzykowanie życia i zdrowia w burdach na meczach piłkarskich, w bójkach ulicznych ect?
A to mnie zbulwersowałeś! Walczących o wolność porównujesz z przestępcami?! Nie widzisz różnicy między dobrem a złem w okolicznościach wojny? Dobrze zrozumiałem? Kiedyś istnieli ludzie amoralni, zwani pacyfistami, którzy twierdzili, że naród atakowany i zniewalany przez sąsiada nie ma prawa się bronić. Myślałem, że już dawno wymarli.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Antropologia kulturowa jest dyscypliną nauk społecznych, więc nie zaliczam jej do nauki, tylko do etyki. Psychologia ewolucyjna jest dyscypliną naukową (jest częścią biologii), w ramach której Baker w "Wojnach plemników" przekonał mnie (być może niechcący) że idea monogamii jest sprzeczna z naturą gatunku homo sapiens. Monogamia jest wynalazkiem kulturowym, jest efektem rewolucji mężczyzn o niższym statusie przeciwko ustrojowi haremowemu. Monogamia jest realizacją idei równego prawa do rozrodu - to pierwsze zwycięstwo etyki nad biologią w historii ludzkości
Jak zatem tłumaczysz monogamię wśród zwierząt?
Nadto, wszystko co się wydarza jest naturalne. W związku z faktem, że monogamia jest zjawiskiem występującym także wśród innych gatunków zwierząt trudno uznać, że jest to zjawisko kulturowe. Poza tym nie można mówić o "czystej monogamii" raczej w wydaniu ludzkim ukrytej poligamii.
Zaś antropologia kulturowa jest nauką społeczną, a nie etyką.
>Aby wymiana była skuteczna, trzeba mieć czym się wymieniać. Ciekawsza jest geneza tego, czym się wymieniamy, niż sama wymiana i jest stymulujący wpływ. Szczególnie w przypadku Holandii, gdzie narodził się Wolny Przemysł, bez zrozumienia genezy tej idei nie zrozumiemy niczego...
Nie bardzo rozumiem o jakim okresie dziejów Holandii mówisz? Ja nie piszę o konkretnych regionach. Jeżeli jednak masz na myśli początki kapitalizmu to muszę Cię zmartwić, iż ich początki i ogromna dynamika zmian jaka nastąpiła w związku z tzw. "kultem pracy" miała początek w religii protestanckiej, a dokładniej w etyce protestanckiej i tam należy szukać źródeł kapitalizmu i powstałego z jego narodzin dobrobytu.
>> Związek zaś przyczynowo - skutkowy zaczyna się nie od etyki jak piszesz ale od ekonomi >Pokazałem, że nie zawsze. W Holandii było odwrotnie...
o tym napisałem wyżej
>Teraz też świat czeka na taki przełom. Widoczne są wyraźne symptomy takiego przełomu. Coraz bardziej krytykuje się absurdalne rozwiązania za ich absurdalność, a nie za ich sprzeczność z czyimiś interesami.[...] Od nas, racjonalistów, w dużym stopniu zależy, czy ludzie zrozumieją, że etyka oparta na prawdzie jest lepsza niż etyka oparta na interesie.
Za dużo w tym ideologii. Rzeczywistości nie da się zdefiniować. Jest zbyt dynamiczna. Im zbiór bardziej skomplikowany, a teraz społeczeństwa komplikują się bardzo mocno, tym trudniej o wypracowanie sensownych definicji. Chcesz opierać coś o prawdę we współczesnym świecie - to chyba wolne żarty? To właśnie etyka oparta na wzajemnych korzyściach jest jedyną sensowną drogą. Dodam - korzyściach jak największych grup społecznych (utylitarnych), w ramach poszanowania ogólnych zasad, pod auspicjami silnych organizacji międzynarodowych o statusie np. ONZ.
>>Angażujesz w model mechanikę kwantową - nawiązanie relacji podmiot - podmiot następuje tylko poprzez uświadomienie >To był tylko przykład, jak chciałeś, więc nie uogólniaj i nie przypisuj mi tych uogólnień. Podmiot nie musi mieć czegoś takiego, jak świadomość.
To podaj mi przykład podmiotu bez świadomości.
>>piękna kobieta wcale nie musi się zachować tak jak opisałeś. Może podjąć grę flirtu - dostrzeż w tym także i piękno. >Znów ten sam błąd - prosiłeś o przykład zamiast ogólników, a teraz sugerujesz mi, że ktoś coś musi. Faktem jest, że kobieta może(!) zachować się tak lub inaczej, a nie "musi" czy "nie musi". Twój przykład dowodzi moich tez tak samo jak mój, jest tylko prostszy - zwyczajny, a nie piekniejszy - flirt jest oczywistą relacją podmio-podmiot, jak zwyczajna rozmowa - odmowa flirtu jest przykładem piękniejszym.
A dlaczegóż odmowa flirtu jest piękniejsza skoro sam uznajesz i się z tym zgadzasz, że monogamia to szkodliwy wynalazek kulturowy.
>>Jak może wyglądać zło traktowania podmiotu jak przedmiot. Jeżeli możesz, podaj jakiś konkretny przykład. >O co Ci chodzi? O wbijanie gwoździa cudzą głową zamiast młotkiem? Nie wierzę, że sam nie umiesz wymyślić przykładu.
To ja mam wymyślać przykłady do Twojego modelu?!
>Zamiast mnożyć przykłady korzystaj z tych, które już są - obserwowanie drugiego człowieka bez prób nawiązania porozumienia, choćby po to, żeby upewnić się, że mu to nie przeszkadza.
To co, jak się gapię na kobietę, która nie chce odwzajemnić mojego gapienia to jest złe?
>>Czy ten przykład jest złem. >To jest błędne pytanie. Złem lub dobrem może być tylko relacja z podmiotem. Napisz więc, co w tym przykładzie chcesz ocenić - altruizm dziewczyny czy zachwyt patrzącego, a może coś jeszcze innego? Dziewczyna w tym przykładzie jest człowiekiem dobrym. A gdzie Ty widzisz zło?
Z uwagi na niemożliwość oceny obiektywnych intencji obu stron, chciałbym ocenić całą sytuację.
>>>A za co ryzykują życie teraz na Ukrainie? Myślisz, że wszyscy robią to z czystej nienawiści? >>No pewnie, że jest to bez sensu. Czy sens ma ryzykowanie życia i zdrowia w burdach na meczach piłkarskich, w bójkach ulicznych ect? >A to mnie zbulwersowałeś! Walczących o wolność porównujesz z przestępcami?! Nie widzisz różnicy między dobrem a złem w okolicznościach wojny? Dobrze zrozumiałem? Kiedyś istnieli ludzie amoralni, zwani pacyfistami, którzy twierdzili, że naród atakowany i zniewalany przez sąsiada nie ma prawa się bronić. Myślałem, że już dawno wymarli.
No widzisz jak trudno jest objąć definicjami świat, tym bardziej świat interakcji społecznych. To daremny trud. Tak... walczących o wolność porównuję do tych, którzy zdecydowali się (bo mieli takie prawo) do ryzykowania życia w imię innych celów. Widzę, że masz spolaryzowany świat na dobrych i złych, ja nie zaliczam się do tego grona - bo taka polaryzacja nie istnieje. Wiem, że w życiu czekają niespodzianki i konieczności dokonywania myślowych zwrotów o 180 st., stąd w moim podejściu do życia jest duża pokora. Informacje na jakich opierasz swoje sądy i postawy mogą być najzwyczajniej błędne - bo współczesny świat, to świat społecznej manipulacji.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Jak zatem tłumaczysz monogamię wśród zwierząt?
Genami i środowiskiem. Każdy gatunek ma swój specyficzny fenotyp. Nie istnieje jednolite wyjaśnienie.
>Nadto, wszystko co się wydarza jest naturalne. W związku z faktem, że monogamia jest zjawiskiem występującym także wśród innych gatunków zwierząt trudno uznać, że jest to zjawisko kulturowe. Poza tym nie można mówić o "czystej monogamii" raczej w wydaniu ludzkim ukrytej poligamii.
Nie jest całkiem ukryta. Kultury haremowe istniały jawnie, jako element ludzkiego fenotypu. Monogamia nie jest częścią fenotypu, jest wynalazkiem kulturowym. Dopóki tego się nie rozumie, dopóty natura ludzkiej seksualności wydaje się pełna sprzeczności.
>Nie bardzo rozumiem o jakim okresie dziejów Holandii mówisz?
Wojna z Filipem II. Jak można mieć takie wątpliwości?! To jedyny tak ważny, niepowtarzalny, przełomowy moment w historii ludzkości. Zwycięstwo pierwszej enklawy racjonalizmu z panującym wcześniej na świecie jednolitym Imperium Mroku. Wynalazek monogamii, to narodziny ludzkości. Wynalazek wolności, to narodziny cywilizacji.
> "kultem pracy" miała początek w religii protestanckiej, a dokładniej w etyce protestanckiej i tam należy szukać źródeł kapitalizmu i powstałego z jego narodzin dobrobytu.
Zawsze można szukać wcześniejszych źródeł - w tradycjach, w genach itd. Nie zaprzeczam tak postrzeganej ciągłości. Chcę tylko zwrócić uwagę na fakt wielkiej przemiany, jaka się wtedy dokonała w świecie. A dla zrozumienia przyczyn rewolucji nie wystarczy znać przyczyny ewolucji, trzeba zrozumieć, dlaczego zamiast ewolucji, nastąpiła rewolucja.
>etyka oparta na wzajemnych korzyściach jest jedyną sensowną drogą
Była, ale to już niemal przeszłość. Sam fakt debaty o efekcie cieplarnianym pokazuje, że mam rację. Dożyjemy czasów, gdy przyznasz mi rację.
>A dlaczegóż odmowa flirtu jest piękniejsza skoro sam uznajesz i się z tym zgadzasz, że monogamia to szkodliwy wynalazek kulturowy.
A skąd pomysł, że szkodliwy? Wynalazki szkodliwe?! To Twoja teza, nie moja.
>Z uwagi na niemożliwość oceny obiektywnych intencji obu stron, chciałbym ocenić całą sytuację.
Sytuacja jest już dawno oceniona, bo porozumienie zostało nawiązane i obie strony doskonale rozumieją swoje intencje. Rozumieją je z całą pewnością - z pewnością o wiele większą, niż gdyby znały "obiektywne intencje", cokolwiek byś rozumiał pod tym sformułowaniem.
>Widzę, że masz spolaryzowany świat na dobrych i złych, ja nie zaliczam się do tego grona
Nareszcie napisałeś coś, co pokazuje, że mnie rozumiesz, nawet jeśli się ze mną nie zgadzasz.
> taka polaryzacja nie istnieje. Wiem, że w życiu czekają niespodzianki i konieczności dokonywania myślowych zwrotów o 180 st., stąd w moim podejściu do życia jest duża pokora.
Teraz chciałbym zrozumieć, jak jest możliwe myślenie bez oceniania. Dotychczas wydawało mi się, że każdy jakoś ocenia, choćby na tym najbardziej podstawowym poziomie: "czy to jest dobre dla mnie, czy złe". Czy pokora jest źródłem amoralności?
> Informacje na jakich opierasz swoje sądy i postawy mogą być najzwyczajniej błędne - bo współczesny świat, to świat społecznej manipulacji.
Dlatego stawiam na relacje typu podmiot-podmiot, gdyż jest ona zasadniczo niezależna od manipulacji. Podmiot, występujący jako przedmiot manipulacji (narzędzie), nie jest w tym stanie nawiązać relacji podmiot-podmiot. Podmiot będąc w relacji podmiot-podmiot jest chroniony przed manipulacją, przynajmniej dopóki nie zostanie "zdradzony" przez partnera tej relacji.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >>Jak zatem tłumaczysz monogamię wśród zwierząt? >Genami i środowiskiem. Każdy gatunek ma swój specyficzny fenotyp. Nie istnieje jednolite wyjaśnienie.
Przecież sam napisałeś, że wg Ciebie monogamia to zjawisko kulturowe, zatem zakładasz rozwijanie się kultury wśród innych gatunków? Piszesz przecież: Monogamia jest wynalazkiem kulturowym, jest efektem rewolucji mężczyzn o niższym statusie przeciwko ustrojowi haremowemu. Monogamia jest realizacją idei równego prawa do rozrodu - to pierwsze zwycięstwo etyki nad biologią w historii ludzkości
>>Nadto, wszystko co się wydarza jest naturalne. W związku z faktem, że monogamia jest zjawiskiem występującym także wśród innych gatunków zwierząt trudno uznać, że jest to zjawisko kulturowe. Poza tym nie można mówić o "czystej monogamii" raczej w wydaniu ludzkim ukrytej poligamii. >Nie jest całkiem ukryta. Kultury haremowe istniały jawnie, jako element ludzkiego fenotypu. Monogamia nie jest częścią fenotypu, jest wynalazkiem kulturowym. Dopóki tego się nie rozumie, dopóty natura ludzkiej seksualności wydaje się pełna sprzeczności.
A co to zrozumienie miało by zmienić? Nie bardzo widzę jakiś związek, może przybliżysz przykładem. Człowiek jest istotą społeczną, a fenotyp został ukształtowany tak aby "szanować" grupowe działanie. Skąd u Ciebie taka pewność, że przykład fenotypu popiera twoją tezę. Jest dokładnie odwrotnie: Fakt monogamii jest ewidentnym przykładem wpływu środowiska na dobór naturalny. I nie ma co dyskutować z Naturą co jest lepsze.
>>Nie bardzo rozumiem o jakim okresie dziejów Holandii mówisz? >Wojna z Filipem II. Jak można mieć takie wątpliwości?! To jedyny tak ważny, niepowtarzalny, przełomowy moment w historii ludzkości. Zwycięstwo pierwszej enklawy racjonalizmu z panującym wcześniej na świecie jednolitym Imperium Mroku. Wynalazek monogamii, to narodziny ludzkości. Wynalazek wolności, to narodziny cywilizacji.
Oj... przesadzasz.
>>etyka oparta na wzajemnych korzyściach jest jedyną sensowną drogą >Była, ale to już niemal przeszłość. Sam fakt debaty o efekcie cieplarnianym pokazuje, że mam rację. Dożyjemy czasów, gdy przyznasz mi rację.
Na czym ta racja ma polegać. Co niby pokazuje, że masz rację?
>>Z uwagi na niemożliwość oceny obiektywnych intencji obu stron, chciałbym ocenić całą sytuację. >Sytuacja jest już dawno oceniona, bo porozumienie zostało nawiązane i obie strony doskonale rozumieją swoje intencje. Rozumieją je z całą pewnością - z pewnością o wiele większą, niż gdyby znały "obiektywne intencje", cokolwiek byś rozumiał pod tym sformułowaniem.
To oczywista nieprawda. Nie posiadasz zdolności telepatii. Nie wiesz czy relacja została nawiązana.
>> taka polaryzacja nie istnieje. Wiem, że w życiu czekają niespodzianki i konieczności dokonywania myślowych zwrotów o 180 st., stąd w moim podejściu do życia jest duża pokora. >Teraz chciałbym zrozumieć, jak jest możliwe myślenie bez oceniania. Dotychczas wydawało mi się, że każdy jakoś ocenia, choćby na tym najbardziej podstawowym poziomie: "czy to jest dobre dla mnie, czy złe". Czy pokora jest źródłem amoralności?
do wypowiedzi - "pokora" - stan uznania istnienia ukrytych danych zmieniający w istotny sposób końcową ocenę. Pokora nie jest źródłem amoralności Człowiek codziennie dokonuje większość decyzji bez oceniania - czy się to Tobie podoba czy nie. Aby uniknąć przeciążeń sensorycznych mózg radzi sobie w podejmowaniu decyzji poprzez tzw. skróty poznawcze, kategoryzowanie itp. i zapewniam Cię, że ocena nie ma tu nic do rzeczy. Rzecz jasna nie dotyczy to wszystkich sytuacji społecznych. Tworzenie zaś sądów czyli ocenianie jest skażone dużym błędem dostępnych danych. Oczywiście istnieje zależność im pewniejsze dane tym pewniejszy sąd. Uzyskanie pewności (w działaniu osobowości) to "postawa" - niebywale trudna do późniejszej zmiany. Stąd wiara w bogów jest tak trudna do zmiany - bo jest wykształconą postawą. Tworzenie relacji podmiotów i przedmiotów gmatwa już istniejące opisy zasad życia społecznego i poznane mechanizmy jego funkcjonowania. Nie wiem dlaczego nie chcesz posługiwać się już ukonstytuowanym językiem psychologii społecznej?
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Przecież sam napisałeś, że wg Ciebie monogamia to zjawisko kulturowe
Tylko u ludzi, nie czytasz uważnie.
>> Kultury haremowe istniały jawnie, jako element ludzkiego fenotypu. Monogamia nie jest częścią fenotypu, jest wynalazkiem kulturowym. Dopóki tego się nie rozumie, dopóty natura ludzkiej seksualności wydaje się pełna sprzeczności. >A co to zrozumienie miało by zmienić? Nie bardzo widzę jakiś związek, może przybliżysz przykładem.
Powtórzę raz jeszcze dokładniej:
Monogamia jest u ludzi wynalazkiem kulturowym, u innych zwierząt jest (jak wszystko) ich częścią fenotypu.
"Kultury" haremowe u ludzi są częścią ich fenotypu.
Zdrada małżeńska jest więc zachowaniem zwierzęcym, wierność jest trzymaniem się zasad moralnych. Obydwa te zachowania są częścią (dualnej) natury ludzkiej - są naturalne i komplementarne.
>Na czym ta racja ma polegać. Co niby pokazuje, że masz rację?
Etyka oparta na prawdzie zaczyna wypierać etykę opartą na korzyściach.
>To oczywista nieprawda. Nie posiadasz zdolności telepatii. Nie wiesz czy relacja została nawiązana.
Przeceniasz jakość telepatii. Wiem o wiele lepiej, czy relacja została nawiązana, niż jakikolwiek telepata.
>Aby uniknąć przeciążeń sensorycznych mózg radzi sobie w podejmowaniu decyzji poprzez tzw. skróty poznawcze, kategoryzowanie
Mylisz logikę z etyką. Skróty poznawcze właśnie, pozwalają oceniać na skróty. Podmiot nie może nie oceniać - może nie rozumieć, może nie być świadomy, ale oceniać musi niemal z definicji, gdyż podmiotowość to funkcjonalność bytu oceniającego.
>Tworzenie relacji podmiotów i przedmiotów gmatwa już istniejące opisy zasad życia społecznego
Przeciwnie, porządkuje - popatrz na swój ostatni błąd pomylenia logiki z etyką. Istniejące opisy zasad życia społecznego to na razie polityczny bełkot.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >Powtórzę raz jeszcze dokładniej: >Monogamia jest u ludzi wynalazkiem kulturowym, u innych zwierząt jest (jak wszystko) ich częścią fenotypu. >"Kultury" haremowe u ludzi są częścią ich fenotypu. >Zdrada małżeńska jest więc zachowaniem zwierzęcym, wierność jest trzymaniem się zasad moralnych. Obydwa te zachowania są częścią (dualnej) natury ludzkiej - są naturalne i komplementarne.
A skąd ten wniosek? Jest on błędny. Monogamia ukształtowana jest fenotypowo i wzmacniana kulturowo, mimo iż, "niższe" ssaki z monogamii zasadniczo nie korzystają. Widać "Ewolucja" zadecydowała o takiej, a nie innej strategii reprodukcyjnej. Nie ma tu żadnego dualizmu. Związki monogamiczne stały się po prostu ewolucyjnie korzystniejsze.
>>Na czym ta racja ma polegać. Co niby pokazuje, że masz rację? >Etyka oparta na prawdzie zaczyna wypierać etykę opartą na korzyściach.
To nieprawda. Podaj przykłady. Jest dokładnie odwrotnie. Tam, gdzie pojawiają się korzyści dla wszelakich zainteresowanych stron, tam można zacząć rozmawiać o etyce i na niej budować prawo. Zaczątkiem jednak jest korzyść, a nie wyidealizowana prawda.
>>To oczywista nieprawda. Nie posiadasz zdolności telepatii. Nie wiesz czy relacja została nawiązana. >Przeceniasz jakość telepatii. Wiem o wiele lepiej, czy relacja została nawiązana, niż jakikolwiek telepata.
Nie jesteś w stanie odczuć intencji innej osoby poprzez obserwacje. To złożony psychofizyczny proces. Etyka nie ma tu nic do tego.
>>Aby uniknąć przeciążeń sensorycznych mózg radzi sobie w podejmowaniu decyzji poprzez tzw. skróty poznawcze, kategoryzowanie >Mylisz logikę z etyką. Skróty poznawcze właśnie, pozwalają oceniać na skróty. Podmiot nie może nie oceniać - może nie rozumieć, może nie być świadomy, ale oceniać musi niemal z definicji, gdyż podmiotowość to funkcjonalność bytu oceniającego.
Mylisz ocenę z procesem podejmowania decyzji. Z uwagi na sposób funkcjonowania mózgu wiele decyzji jakie podejmuje człowiek to działania nieracjonalne (sztandarowe przykłady reakcja tłumu, akt paniki ect.) Podejmowanie decyzji nie polega na ocenianiu - wygląda na to, że na "siłę" starasz się wpasować ten proces do Twojej teorii. Skróty poznawcze mają odciążać mózg właśnie w części ocennej. Podejmując decyzję często nie oceniasz przedmiotu decyzji.
>>Tworzenie relacji podmiotów i przedmiotów gmatwa już istniejące opisy zasad życia społecznego >Przeciwnie, porządkuje - popatrz na swój ostatni błąd pomylenia logiki z etyką. Istniejące opisy zasad życia społecznego to na razie polityczny bełkot.
To nie pomyłka
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >>Etyka oparta na prawdzie zaczyna wypierać etykę opartą na korzyściach. >To nieprawda. Podaj przykłady.
To nie ma sensu, cofasz się w dyskusji, zapominasz o czym pisałem. Nie chcesz zrozumieć mojego modelu etyki, albo udajesz, że nie chcesz - niech Ci będzie, nie będę Cię na siłę werbował. Na razie Twoje próby obalania mojego modelu, tylko na podstawie tego, że go nie chcesz zrozumieć, wyglądają tak, jakbyś próbował bronić jakiegoś swojego modelu, ale nie chciał ujawnić, jakiego modelu bronisz - który model wydaje Ci się zagrożony przez moją konstrukcję. Jednak w tym wątku to jest bez znaczenia, gdyż tutaj objaśniam swój model i staram się nie dać wciągać w polemikę z konkurencyjnymi modelami. Dlatego teraz odsyłam Cię do moich wcześniejszych wypowiedzi, jeżeli jesteś jednak ciekawy, co proponuję. Jest w nich już wszystko to, co potrzebne, abyś mógł zrozumieć, o czym piszę.
>>Przeceniasz jakość telepatii. Wiem o wiele lepiej, czy relacja została nawiązana, niż jakikolwiek telepata. >Nie jesteś w stanie odczuć intencji innej osoby poprzez obserwacje. To złożony psychofizyczny proces. Etyka nie ma tu nic do tego
Ale to jest zupełnie nowy i absurdalny temat. Naprawdę jestem zaskoczony, że na tym forum można pisać o telepatii z takim respektem. Dla mnie, racjonalisty, wzajemne rozumienie, poparte nieustającą świadomą rozumową i zmysłową weryfikacją, jest nieskończenie bardziej wiarygodne niż jakaś mityczna, czarodziejska zdolność, kóra w rzeczywistości jest tylko mętnym oszustwem. Czy to dlatego nie podoba Ci się moja racjonalna etyka, bo jesteś zwolennikiem takich metod, jak telepatia?
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Rafał Kozłowski (4068 punktów) | >To nie ma sensu...
Tak. Próbuję wciągnąć Cię w dyskusję czym właściwie jest Twoja etyka. Bo jak na razie to niczym się nie broni. Zadaję proste pytania, na które nie masz odpowiedzi. Odpowiadasz tylko na to co Tobie wygodne. Poruszasz problem głęboki, a nie dajesz przykładu zastosowań najprostszymi przykładami. Chciałem Tobie uzmysłowić, że Twój model nie działa nawet w teorii, a co dopiero w rzeczywistości. Odnoszę wrażenie, że stworzyłeś model i szukasz do niego rzeczywistości, ale to powinno być na odwrót. No ale cóż... może go nie rozumiem. Rzeczywiście odpocznijmy od dyskusji.
Ps. To Ty nadałeś wagę telepatii w rozmowie (ja podałem przykład). Swoją drogą. Racjonalizm to także pokora do świata i otwarty umysł, nie tylko do tego czym świat jest ale i czym może być.
|
|
| | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Nie ma żadnej idei etyki do jakiej zmierzasz.
... cd:
Równość wyprowadza się z godności najłatwiej, jako prosty wniosek, że nie ma różnych godności (przyrodzona, osobowa, honorowa, ...) - jest tylko jedna godność, u każdego podmiotu równa.
Wolność wyprowadzam wg tej samej intuicji, jak Twoja: wolność "niewątpliwie" jest potrzebna. Ale czy jest konieczna? Może istnieje jakieś takie rozumienie słowa "wolność", że brak wolności nie wyklucza godności. Zanim zaczniemy jej szukać, zwróćmy uwagę, że wskazuję wolność, jako jeden z warunków koniecznych. Wystarczy więc, że wskażę choć jeden rodzaj wolności, niekoniecznie ten sam, którego można człowieka pozbawić bez szkody dla godności. Jako ten konieczny rodzaj wolności wskazuję wolność od niewolnictwa, rozumianego jako pełne zniewolenie, czyli władzę pozwalającą oprawcy odmówić ofierze nawet tej aktywności, którą ofiara ocenia, jako minimum pozwalające zachować godność. Bez tego minimum nie ma więc godności. Cbdo.
Własność wyprowadzamy z tego samego pojęcia "minimum pozwalające zachować godność" oraz z aksjomatu mówiącego, że każdy podmiot jest przedmiotem. Własność jest więc zbiorem niepustym, gdyż zawiera przynajmniej przedmiot będący materialnym nośnikiem podmiotu oraz sumę celów dla tego minimum, o którym mowa w wyprowadzeniu wolności.
Solidarność wyprowadzam jako odwrócenie wolności - jeżeli wolność jest warunkiem koniecznym, to jest nim nie tylko z perspektywy ofiary, ale też z perspektywy (potencjalnego) oprawcy. Ten warunek z perspektywy oprawcy nazywamy solidarnością. Zauważ, że samo słowo "oprawca" wskazuje przez domniemianie na godność oprawcy. Krokodyl, który upolował człowieka i ciągnie go gdzieś do dziury, żeby skruszał, nie jest oprawcą, bo nie ma godności, więc nie rozumie, czym jest np. kara. Oprawca to ktoś (nie: coś!), kto działa intencjonalnie przeciwko innemu podmiotowi, czując, że jego ofiarą jest "bratnia dusza" - ktoś, o kim mówi przysłowie: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Każdy czuje intuicyjnie, że absurdem byłoby skazanie krokodyla na więzienie za karę, ale racjonalnym wydaje się umieszczenie go w rezerwacie, w którym nie będzie zagrażać ludziom. Tymczasem zamykanie ludzi w rezerwatach, zamiast w więzieniach lub szpitalach psychiatrycznych, byłoby zbrodnią podobną do niewolnictwa, tylko odwrotnie.
Solidarność jednak jest czymś więcej, co daje się wyprowadzić o wiele łatwiej niż te podstawy, które wyprowadziłem wyżej. Z przysłowia "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe" bardzo łatwo przejść do: "czyń drugiemu, co jemu miłe". Z godności wynikają więc nie tylko zahamowanie w rodzaju sumienia, ale także imperatyw działania z intencjami projektowanymi od drugiego podmiotu.
Stosunkowo niedawno matematyka (wsparta przez komputery) pozwaliła biologom udowodnić, że połączone mechanizmy doboru krewniaczego i doboru płciowego trwale wykształcają czysty altruizm. Dla mnie jest to historycznie ostatni szczegół, domykający model dualizmu natury ludzkiej, dzięki któremu psychologię ewolucyjną można nazwać pierwszą nauką o człowieku. Teraz już każdy aspekt natury ludzkiej można opisać w dwóch paradygmatach jednakowo adekwatnie: naukowym i etycznym.
Dodatek1: niewolnictwo.
Przypomnę, że wskazałem na szczególny rodzaj niewolnictwa, czyli taki, który ofiara ocenia, jako odbierający minimum pozwalające zachować godność. Zauważ, że nie da się zdefiniować tego minimum, gdyż ofiara może zmieniać zdanie i łudzić się, że jednak w jakiś inny sposób zachowuje godność (nie wolno zapominać, że godność jest koniecznym atrybutem każdego podmiotu). Tymczasem właściciel niewolnika, jeśli jest głupi, może starać się być czujny i demaskować za każdym razem to nowe minimum, żeby odebrać niewolnikowi tę "resztkę" godności, aby pogodził się on wreszcie ze swoim statusem całkowicie posłusznego podludzia (co oczywiście jest niemożliwe). Nie jest to opis niewolnictwa historycznego. Np. w Starożytnym Rzymie niewolnik miał niekwestionowaną godność, na co wskazuje system prawa, dający niewolnikowi status prawny przypominający ubezwłasnowolnionego członka rodziny. Współcześni handlarze dziewczynami do burdeli starają się pozbawić te dziewczyny nadziei na status - są oni najgorszymi zbrodniarzami w historii ludzkości.
Dodatek2: solidarność.
Najbardziej szczegółowo idea solidarności wyłożona jest w Talmudzie - żydowskiej Księdze Zła. Talmud przeciwstawia naturę Żydów, naturze gojów i zwierząt. Do solidarności zdolni są tylko Żydzi; goje nie są zdolni do relacji podmiot-podmiot. Żydom wolno pomagać ze współczucia, od gojów trzeba wziąć pieniądze (goj nie jest zdolny do wdzięczności). Żyda można wezwać na świadka, gojowi nie można ufać, chyba że zbada się go, jak zwierzę, czyli przy jego pełnej nieświadomości - wtedy spontanicznie zdradzi swoje emocje, ujawniając przy tym informacje o faktach. Jeśli goj zorientuje się, że kogoś interesuje jakaś informacja, to zawsze złośliwie odmówi lub nakłamie. Zeznanie goja jest wiarygodne tylko wtedy, gdy mówi spontanicznie, nie wiedząc, że ktoś potrzebuje tych informacji.
Metody wyciągania informacji od gojów stały się wzorem dla klasycznej (nienaukowej) psychologii - jak badać studentów, żeby nie zorientowali się, jaki jest temat badania. Psycholog XX w. nieświadomie zakładał, że badany będzie złośliwie chciał wprowadzić badacza w błąd. To było oczywiście nienaukowe podejście. Zwierzęta powinny być badane przez zoologów. Psycholog powinien badać ludzi, a nie gojów bez świadomości. Wyniki takich badań zawsze będą fałszywe, gdyż goje nie istnieją. Teorie Talmudu są wewnątrzne sprzeczne, chociaż nie są aż tak naiwne, jak badania psychologii XX w. - Żydzi przynajmniej byli świadomi tego, że badają fakty - nie mieli ambicji badać gojów. Jako fajną zabawę intelektualną polecam znalezienie wewnętrznych sprzeczności w ortodoksyjnym żydowskim modelu podziału gatunku ludzkiego na Człowieków (Żydów) i podludzi (gojów). Podobne sprzeczności tkwią z metodyce badań psychologicznych opartej na nieświadomej introspekcji.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Równość wyprowadza się z godności najłatwiej, jako prosty wniosek, że nie ma różnych godności (przyrodzona, osobowa, honorowa, ...) - jest tylko jedna godność, u każdego podmiotu równa.
Otóż nie zgadzam się z koncepcją traktowania godności jako jedynej. Godność podmiotowa przypisana jest do człowieka, kimkolwiek by był. Zatem ma ona związek z gatunkiem ludzkim i tak należy tą godność rozumieć. Działania zatem wobec człowieka i tylko wobec człowieka są więc szczególne np. (pozbawienie człowieka życia - skazanie na śmierć za zbrodnię - wykonuje się w sposób godny człowieka w sposób jak najbardziej humanitarny, bez spektaklu o charakterze kaźni). Związany jest z tą godnością katalog praw: np. prawo do życia, prawo do procesu, do wolności od tortur ect. Godność osobowościowa to zupełnie inny katalog. To wszystko to co dotyczy jednostki w ramach gatunku. Jest cechą indywidualną postrzeganą jednostkowo. Np. "nie urażaj mojej godności w wyznawaniu wiary", "nie urażaj mojej godności w życiowych postawach", "nie naśmiewaj się ze mnie z uwagi na sposób życia, bo urażasz moją godność samostanowienia" itp. To zupełnie dwa różne pojęcia godności i nie ma między nimi równości, acz prawdą jest, że nieprzestrzeganie godności podmiotowej prowadzi do łamania godności osobowościowej, ale w drugą stronę to nie działa.
>Wolność wyprowadzam wg tej samej intuicji, jak Twoja: wolność "niewątpliwie" jest potrzebna. Ale czy jest konieczna? Może istnieje jakieś takie rozumienie słowa "wolność", że brak wolności nie wyklucza godności...
Nie traktuj słowa "wolność" jako koniunkcji wszystkich znaczeń. To błędne założenie. Zauważ - to wprawdzie daleko idący przykład, ale co tam.. - każde "małe państwo" jest zdominowane przez rynki finansowe i zależności gospodarcze, jest więc zależne od innych państw i rynków finansowych - nie jest zatem wolne w swoim samostanowieniu, jest klasycznie uzależnione od decyzji innych - to tylko inny poziom. W tym kontekście mogę być szczęśliwy w państwie całkowicie zależnym, od innego państwa - nikt jednak nie zabiera mi ani godności podmiotowej ani osobowościowej. Nie rozumiem dlaczego każdą zmianę własności czy też zależności nazywasz niewolnictwem. W tym kontekście jesteś niewolnikiem pieniądza, nie jesteś zatem wolnym człowiekiem. Pojmowanie "wolności" w kategoriach jedynie terytorialnych jest błędne. Jesteśmy "niewolni" w wielu aspektach życia społecznego i nie jesteśmy jednocześnie pozbawiani godności.
>Własność wyprowadzamy z tego samego pojęcia "minimum pozwalające zachować godność" oraz z aksjomatu mówiącego, że każdy podmiot jest przedmiotem. Własność jest więc zbiorem niepustym, gdyż zawiera przynajmniej przedmiot będący materialnym nośnikiem podmiotu oraz sumę celów dla tego minimum, o którym mowa w wyprowadzeniu wolności.
Co rozumiesz pod pojęciem własność bo się gubię? Jeżeli zostajesz z jakiś przyczyn sam na świecie to pojęcie własności przestaje mieć znaczenie. Własność to wartość mająca znaczenie w kontekście innych wartości. Będąc sam nie masz się z kim porównać. Mało tego: własność ma znaczenie w kontekście dóbr rzadkich, bądź takich jakie posiadają atrybut statusu. Im mniejsza grupa społeczna tym mniejsze znaczenie własności, można by posunąć się do stwierdzenia, że w miarę malejącej populacji własność traci znaczenie na korzyść np. zapewnienia bezpieczeństwa.
>Solidarność wyprowadzam jako odwrócenie wolności...
Widzę, że solidarność traktujesz hermetycznie, w ramach gatunków. Można solidaryzować się z przedstawicielami tego samego gatunku, ale nie między gatunkami. Trudno o solidarność człowieka i szympansa, ale solidarność między szympansami jest widoczna. W związku z Twoim hermetycznym rozumieniem solidarności przykład z krokodylem nie jest właściwy, bo dopuszczasz ocenę według wartości między gatunkowej, a tego robić nie możesz. Solidarność konstytuuje się w obrębie postaw i wartości, a innych prócz ludzkich nie znamy. Aspekt naukowy i etyczny to jedno i to samo. Przynajmniej wynika z tego samego. To jak dwie strony tej samej monety. Różne aspekty zachowań człowieka wykształcone przez ewolucję, a później poprzez interakcje grup społecznych.
>Dodatek1: niewolnictwo. >Współcześni handlarze dziewczynami do burdeli starają się pozbawić te dziewczyny nadziei na status - są oni najgorszymi zbrodniarzami w historii ludzkości.
Pewnie nie mają pojęcia co to status. Oni chcą je pozbawić nadziei na zmianę. To psychiczna tortura i to jest właśnie niegodne człowieka. Dlatego legalizacja prostytucji ukróciła by ten proceder.
>Dodatek2: solidarność. Trudno mi odnieść się do tego historycznego aspektu.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > "nie urażaj mojej godności w wyznawaniu wiary", "nie urażaj mojej godności w życiowych postawach", "nie naśmiewaj się ze mnie z uwagi na sposób życia, bo urażasz moją godność samostanowienia" itp.
Takie pomieszanie pojęć oceniam jako szkodliwe. Mówisz o urażaniu uczuć, wrażliwości itp. a używasz słowa "godność", które jest nie do zastąpienia w takich miejscach jak np. preambuła Konstytucji
>Nie traktuj słowa "wolność" jako koniunkcji wszystkich znaczeń.
Wydawało mi się jasne, że argumentuję przeciwko koniunkcji
>Nie rozumiem dlaczego każdą zmianę własności czy też zależności nazywasz niewolnictwem.
Nie rozumiem, z kim polemizujesz. Wszystko definiuję ściśle. Czy nie mylisz różnych osób i postów?
>Jesteśmy "niewolni" w wielu aspektach życia społecznego i nie jesteśmy jednocześnie pozbawiani godności.
To m.in. jasno widać w moim modelu
>Co rozumiesz pod pojęciem własność bo się gubię? Jeżeli zostajesz z jakiś przyczyn sam na świecie to pojęcie własności przestaje mieć znaczenie.
Nie może istnieć jeden podmiot sam na świecie, gdyż odróżnienia podmiotu od przedmiotu niebędącego podmiotem może dokonać tylko inny podmiot.
Własność definiuję jako konieczną dla godności relację podmiot-przedmiot. Intuicyjnie można to rozumieć jako prawo do dysponowania tym minimum przedmiotów, które konieczne jest do realizacji godności. Dysponowanie musi być możliwe w taki sposób, że inne podmioty nie ograniczają wolności koniecznej podmiotu.
>Widzę, że solidarność traktujesz hermetycznie, w ramach gatunków.
Teraz wciskasz mi w usta swoje własne poglądy. To Ty podzieliłeś podmioty na gatunki. Ja utrzymuję konsekwentnie, że wszystkie podmioty są równe i mają tę samą godność (tak jak ją zdefiniowałem), nieważne czy są to zwierzęta, komputery, kosmici czy inne byty.
> solidarność między szympansami jest widoczna.
To oczywista nieprawda.
>Solidarność konstytuuje się w obrębie postaw i wartości, a innych prócz ludzkich nie znamy.
Ja znam. Czytałem troszkę książek z etologii.
>Aspekt naukowy i etyczny to jedno i to samo.
Z pewnością nie.
> jak dwie strony tej samej monety.
Dwie różne strony!
Na zakończenie uzupełnię tę dyskusję zagadnieniem rozpoznawania podmiotu. Jeśli włączymy do tych rozważań czynnik czasu, to okaże się, że przedmiot, który nie jest podmiotem, może stać się podmiotem. Może też wydarzyć się inne zdarzenie, które nazywam "rozpoznaniem". Mamy np. komputer lub zwierzę... i nagle odkrywamy, że ten przedmiot, który dotychczas traktowaliśmy jak przedmiot, upomniał się o swoje prawa podmiotu, albo jakoś inaczej rozpoznaliśmy w jego aktywności atrybuty podmiotowości. Zauważ, że gdy wprowadzam do mojego modelu wymiar czasu, muszę uzupełnić model przynajmniej o: - przedmioty podejrzane o podmiotowość, - przedmioty błędnie niepodejrzewane o podmiotowość, - potencjalne podmioty będące przedmiotami poprawnie niepodejrzewanymi o podmiotowość, - przedmioty podejrzane o potencjalność
Ponieważ definiowanie etyki zacząłem od modelu zbioru podmiotów bez czasu, to może mamy nieporozumienia, które wynika z tego, że nieświadomie komplikujesz model zbyt szybko, przed uzgodnieniem jego podstaw.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Takie pomieszanie pojęć oceniam jako szkodliwe. Mówisz o urażaniu uczuć, wrażliwości itp. a używasz słowa "godność", które jest nie do zastąpienia w takich miejscach jak np. preambuła Konstytucji
Wskaż miejsce pomieszania pojęć, bo nie wiem co rozumiesz pod pojęciem "godność"? Mam wrażenie, że w obrębie znaczenia godność umieszczasz jedynie te określenia, które Tobie pasują. "nie urażaj mojej godności w wyznawaniu wiary", "nie urażaj mojej godności w życiowych postawach", "nie naśmiewaj się ze mnie z uwagi na sposób życia, bo urażasz moją godność samostanowienia" - tu piszę o godności, czy się Tobie to podoba czy nie.
>Nie może istnieć jeden podmiot sam na świecie, gdyż odróżnienia podmiotu od przedmiotu niebędącego podmiotem może dokonać tylko inny podmiot. >Własność definiuję jako konieczną dla godności relację podmiot-przedmiot. Intuicyjnie można to rozumieć jako prawo do dysponowania tym minimum przedmiotów, które konieczne jest do realizacji godności. Dysponowanie musi być możliwe w taki sposób, że inne podmioty nie ograniczają wolności koniecznej podmiotu.
Przecież nie pisałem tylko o jednym podmiocie, ale o ich minimalnej ilości co zmienia koncepcję pojmowania własności.
>> solidarność między szympansami jest widoczna. >To oczywista nieprawda.
Skąd ten wniosek?
>>Solidarność konstytuuje się w obrębie postaw i wartości, a innych prócz ludzkich nie znamy. >Ja znam. Czytałem troszkę książek z etologii.
To jakie postawy i wartości znamy prócz ludzkich?
>>Aspekt naukowy i etyczny to jedno i to samo. >Z pewnością nie.
Opisuje ten sam obiekt z różnych perspektyw. Każda perspektywa w przedmiocie swojej obserwacji może opisywać ten sam przedmiot. Ocena z różnych perspektyw może być wypadkową. Tylko taka jest obiektywna.
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | > piszę o godności, czy się Tobie to podoba czy nie.
Używasz słowa "godność", ale nie piszesz o godności, która jest tematem mojego wątku. Mój wątek, moja definicja... więc mam naturalne prawo ocenić Twoje posty, jako szkodliwe dla tego wątku mieszanie pojęć. A Ty masz naturalne prawo nie przejmować się moją oceną. To są oczywiste sprawy.
>Przecież nie pisałem tylko o jednym podmiocie, ale o ich minimalnej ilości co zmienia koncepcję pojmowania własności.
Jednak dopuszczałeś możliwość, że zostanę samotnym, ostatnim podmiotem - część swojej argumentacji oparłeś na takim błędnym założeniu. Moje rozumowanie zakłada zawsze, że relacje podmiot-podmiot muszą istnieć.
>>> solidarność między szympansami jest widoczna. >>To oczywista nieprawda. >Skąd ten wniosek?
Biologia, psychologia, etyka, prawo... to oczywiste z każdego punktu widzenia. Chcąc podważać oczywistość, musisz dostarczyć dowodów, zamiast sztucznie podtrzymywać nieistniejącą kontrowersję. To tak jak z Bogiem: kto twierdzi, że Bóg istnieje, musi podać dowód, kto twierdzi, ze nie stnieje, nie musi - to fundament etyki dyskusji. Nie chcesz podawać argumetów, a chcesz być uczciwy, musisz napisać, że wierzysz.
>>Ja znam. Czytałem troszkę książek z etologii. >To jakie postawy i wartości znamy prócz ludzkich?
Przykładem jest pracowitość, piękno i poświęcenie. Jest gatunek ptaka, który buduje wielką, piękną "altankę" żeby samica wybrała go spośród gorszych budowniczych. Dobór naturalny preferował geny "artystyczne", gdyż one pozwalają pochwalić się pracowitością i skutecznością w zdobywaniu pożywienia - im sprawniejszy samiec w zdobywaniu pożywienia, tym więcej czasu i energii może poświęcić twórczości artystycznej.
>Opisuje ten sam obiekt z różnych perspektyw. Każda perspektywa w przedmiocie swojej obserwacji może opisywać ten sam przedmiot. Ocena z różnych perspektyw może być wypadkową. Tylko taka jest obiektywna.
I to właśnie jest celem i treścią tego wątku od samego początku. Ta zgoda powinna wyjaśnić i zakończyć nieporozumienia między nami, jakie wynikły z pomieszania pojęć. Mamy więc analogię do Zasady Komplementarności Bohra, a może po prostu jej szczególny przypadek: dwa wzajemne sprzeczne opisy natury ludzkiej są obydwa konieczne, żeby opisać naturę ludzką.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
> >>> solidarność między szympansami jest widoczna.> >>To oczywista nieprawda.> >Skąd ten wniosek?> Biologia, psychologia, etyka, prawo... to oczywiste z każdego punktu widzenia. Chcąc podważać oczywistość, musisz dostarczyć dowodów, zamiast sztucznie podtrzymywać nieistniejącą kontrowersję. To tak jak z Bogiem: kto twierdzi, że Bóg istnieje, musi podać dowód, kto twierdzi, ze nie stnieje, nie musi - to fundament etyki dyskusji. Nie chcesz podawać argumetów, a chcesz być uczciwy, musisz napisać, że wierzysz.Nie chce podważać oczywistości. Kwestia definicji. Rzeczywiście lepiej odstąpić od definiowania cech przypisanych ludziom, które mają dotyczyć zwierząt.  Swoją drogą... Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto chce coś udowodnić i to jest fundament etyki dyskusji. Jeżeli ktoś chce udowodnić nieistnienie Boga to powinien to udowodnić i na odwrót, stąd cały problem z religią. > >>Ja znam. Czytałem troszkę książek z etologii.> >To jakie postawy i wartości znamy prócz ludzkich?> Przykładem jest pracowitość, piękno i poświęcenie. Jest gatunek ptaka, który buduje wielką, piękną "altankę" żeby samica wybrała go spośród gorszych budowniczych. Dobór naturalny preferował geny "artystyczne", gdyż one pozwalają pochwalić się pracowitością i skutecznością w zdobywaniu pożywienia - im sprawniejszy samiec w zdobywaniu pożywienia, tym więcej czasu i energii może poświęcić twórczości artystycznej.Postawy i wartości to cechy ludzkie. - tak samo jak solidarność jest cechą socjologii człowieka. > >Opisuje ten sam obiekt z różnych perspektyw. Każda perspektywa w przedmiocie swojej obserwacji może opisywać ten sam przedmiot. Ocena z różnych perspektyw może być wypadkową. Tylko taka jest obiektywna.> I to właśnie jest celem i treścią tego wątku od samego początku. Ta zgoda powinna wyjaśnić i zakończyć nieporozumienia między nami, jakie wynikły z pomieszania pojęć. Mamy więc analogię do Zasady Komplementarności Bohra, a może po prostu jej szczególny przypadek: dwa wzajemne sprzeczne opisy natury ludzkiej są obydwa konieczne, żeby opisać naturę ludzką.Niezła podróż... od etyki do mechaniki kwantowej
|
|
| | | | | | | | | | | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Ciężar dowodu spoczywa na tym, kto chce coś udowodnić i to jest fundament etyki dyskusji. Jeżeli ktoś chce udowodnić nieistnienie Boga to powinien to udowodnić i na odwrót, stąd cały problem z religią.
Miałem na myśli raczej to, że uczciwy religijny mówi "wierzę", zaś nieuczciwy (lub szalony) mówi "wiem". Ale oczywiście nie wykluczam, że uczciwy niereligijny powie "wiem, ale nie chce mi się dowodzić".
> solidarność jest cechą socjologii człowieka.
A ja za Kantem będę się upierał, że to cecha konieczna każdego podmiotu, chociaż na razie tylko ludzie posiadają ten status. Ostatecznie rozstrzygnie doświadczenie, gdy odkryjemy podmiotowość innych bytów niż ludzie.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Dizzy Devil (71 punktów) | >Dobre intencje są dobrymi, a złe złymi.
Intencje z punktu widzenia czegoś, czego dotyczą, nie mają znaczenia. Co z tego, czy kurze uciąłeś łeb dla sportu, czy dlatego, że byłeś głodny? Dla kury istotne jest tylko to, że sprawiłeś jej ból. Twoje intencje nie mają znaczenia.
Dobre intencje są istotne tylko dla sprawcy, bo dzięki nim próbuje się oczyścić i "odkupić" swoje winy.
|
|
| | | | | | | | | |  | | Rafał Kozłowski (4068 punktów) |
>Intencje z punktu widzenia czegoś, czego dotyczą, nie mają znaczenia. >Co z tego, czy kurze uciąłeś łeb dla sportu, czy dlatego, że byłeś głodny? Dla kury istotne jest tylko to, że sprawiłeś jej ból. Twoje intencje nie mają znaczenia. >Dobre intencje są istotne tylko dla sprawcy, bo dzięki nim próbuje się oczyścić i "odkupić" swoje winy.
Intencjami nie odkupuje się win. Także się nie oczyszcza. Intencje są przyczynami działań i jedynie w skrajnych przypadkach dotyczą problemu życia i śmierci. Poza tym dotyczą one przecież całego spektrum życia społecznego. Mają one ogromną wartość ocenną i to w każdej kategorii zdarzeń. W kategorii wyrządzonej szkody mają znaczenie zarówno dla sprawcy jak i dla ofiary. Nie mogę się z Tobą zgodzić, że intencje mają znaczenie tylko dla sprawcy (sprawca - kojarzy mi się to z przestępstwem), bo przecież dotyczy to wszelakich relacji. Trzymając się jednak terminologii sprawca-ofiara to i dla ofiary intencje mają znaczenie - choćby w decyzji podjęcia zemsty.
|
|
| | | | | | | | | | |  | | Dizzy Devil (71 punktów) | >Intencjami nie odkupuje się win. Także się nie oczyszcza.
Pisałem o odkupieniu win i oczyszczeniu z punktu widzenia sprawcy, z punktu widzenia tego, czy on uważa swoje winy za odkupione, a siebie za oczyszczonego. Nie miałem na myśli oceny tego przez osoby trzecie.
>Trzymając się jednak terminologii sprawca-ofiara to i dla ofiary intencje mają znaczenie - choćby w decyzji podjęcia zemsty.
Ale to tylko w przypadku ludzi i oddzielnie dla każdej jednostki, bez ogólnej reguły.
Dla kury nie mają. Dla mnie też nie.
|
|
| | | | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Co z tego, czy kurze uciąłeś łeb dla sportu, czy dlatego, że byłeś głodny? Dla kury istotne jest tylko to, że sprawiłeś jej ból. Twoje intencje nie mają znaczenia.
To stwierdzenie oczywiste i bez znaczenia. Intencje są atrybutem podmiotu i mają znaczenie tylko w relacjach podmiot-podmiot. Przedmioty nie oceniają nas ani nie osądzają - nie ma sensu mącić dyskusji takimi rozważaniami.
Twoje intencje mają znaczenie np. dla rodziny, którą zaprosiłeś na obiad zrobiony z tej kury.
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Dizzy Devil (71 punktów) | >Przedmioty nie oceniają nas ani nie osądzają - nie ma sensu mącić dyskusji takimi rozważaniami.
Kura nie jest przedmiotem.
|
|
| | | | | | | |  | dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Czyli jeśli z dobrych intencji zabije kogoś, uważając, że tak będzie dla tej osoby lepiej, bo np. bardzo cierpi przykuta do łóżka, to rodzina tej osoby, którą zabiję składać się będzie z samych "złych" członków, jeśli będzie miała mi to za złe i nawet zrobi co w swojej mocy, żeby mnie zaryglować na cztery spusty w więzieniu?
Eutanazja, jak sama nazwa wskazuje, jest czynem szlachetnym, czasem wręcz bohaterskim. Ciemnogród dzisiaj używa tego słowa w pejoratywnym znaczeniu, co wprowadziło duże zamieszanie do debat i dyskusji. Jednak faktem jest, że w wielu specjalnych okolicznościach wszyscy kochający bliscy i wszyscy ludzie dobrzy zgadzają się, że eutanazja jest konieczna. Rodzina zwykle rozumie to lepiej niż osoby dalsze. Twój przykład jest więc zupełnie abstrakcyjny. W rzeczywistości, zanim ty zdecydujesz się zabić, ktoś z rodziny już tego dokona.
>Człowiek pragnący umrzeć w miarę godny sposób, napadnięty przez uzbrojonego w pistolet bandytę, będzie mu wdzięczny za chęć oddania śmiertelnego strzału, mimo że bandyta wcale nie zrobi tego dla niego, tylko po to, by np. pozbyć się świadka morderstwa, którego się przed chwilą dopuścił.
O tym właśnie pisałem: złe intencje bardzo rzadko mogą przez przypadek być źródłem dobra. Podałeś właśnie przykład takiego nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności. Sama konstrukcja tego przykładu pokazuje przez swą sztuczność, jak powszechną jest reguła, że złe intencje prowadzą do zła. Twój przykład jest raczej opisem scenariusza filmu, w którym okazuje się, że napad był upozorowany, gdyż wykonawca eutanazji bał się odpowiedzialności karnej. Morał z tego filmu jest taki, że eutanazja jest możliwa tylko pod warunkiem, że wykonywana jest otwarcie z czystymi intencjami - po bohatersku. Zwyczajnego zabójstwa o niejasnych motywach nie wolno nazywać eutanazją.
>Robisz błąd, który polega na tym, że sugerujesz, iż ludzie oceniają czyny innych osób ze względu na ich intencje
To nie jest błąd, to jest prawda - ludzie tak oceniają, i to wcale nie tak rzadko, jak się może wydawać. Ludzie są podmiotami i często nawet nie uświadamiają sobie, że traktują innych podmiotowo. Robią to automatycznie. Jednak gdy zadasz już świadomości pytanie w rodzaju: "czy ktoś Ci to zrobił, czy to Ci się stało samo, naturalnie, przypadkowo", to świadomość budzi się natychnmiast i od razu wie, że wiadomym było od początku, że ktoś to zrobił celowo. Nawet wpadanie na innych rzadko jest przypadkowe - ludzie rzadko zachowują się jak automaty z wyłączonym mózgiem.
>jeśli cudze "dobre" intencje kolidują z naszym interesem, to mamy takiej osobie to za złe, przynajmniej taki jest pierwszy odruch
Nie zgadzam się. Pierwszym odruchem jest relacja podmiot-podmiot i wynikająca z niej ocena człowieka wraz z jego intencjami. Dopiero potem dociera do nas, jakie skutki będzie miała aktywność tego człowieka. Podobnie jest ze złymi intencjami. Jeżeli ktoś rzuca się na Ciebie z wściekłością z pięściami, to zanim zauważysz, że gubi przy tym portfel, zdążysz już dokonać negatywnej oceny.
>A jeśli ktoś go uratował w "złych" intencjach?
To nie użyłbym słowa "ratunek" ale "manipulacja".
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
| | | | | | | | |  | | niestadny (2492 punktów) |
Taaa... Pójście na łatwiznę/tchórzostwo jest bohaterstwem. Bez komentarza. PS: Jestem za prawem do eutanazji.
stado czyni myślących bezmyślnymi /Zbyszek Bryłowski/
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 dokowski (7933 punktów) (zablokowany) | >Taaa... Pójście na łatwiznę/tchórzostwo jest bohaterstwem
Nielegalna eutanazja jest bohaterstwem.
Jak już wspominałem, ciemnogród wypaczył znaczenie słowa "eutanazja", a to wypaczenie zaćmiewa umysł i utrudnia skojarzenie, więc wyłożę to ściśle:
1. Definicja: Każda eutanazja jest z definicji czynem szlachetnym. 2. Lemat: Czyn nielegalny wymaga odwagi. (lemat ten przyjmujemy bez dowodu) 3. z 1 i 2 wynika, że nielegalna eutanazja jest czynem szlachetnym wymagającym odwagi. 4. Definicja: Wymagający odwagi czyn szlachetny nazywamy "bohaterstwem" 5. Wniosek: eutanazja jest ... (?)
Zagadka1 - jakie jest zakończenie? Zagadka2 - gdzie jest słaby punkt tego dowodu?
Niestety w etyce (i w prawie) bardzo rzadko można przeprowadzić tak prosty dowód formalny. Dlatego lubię temat eutanazji, bo demaskuje on ludzi złej woli - ludzi, którzy wiedzą (bo rozumieją - bo tego nie można nie zrozumieć), ale udają, że nie rozumieją, aby uzasadniać swoją nienawiść do lepszych od siebie - do ludzi szlachetnych, którzy potrafią kierować się współczuciem i potrafią pod wpływem współczucia odważyć się na czyn tak kontrowersyjny, jak zabójstwo.
Tchórze zostawiają rannych, umierających towarzyszy broni w rękach wroga i uciekają. Bohater ściga wrogów, żeby zabić kolegę i dopiero wtedy ucieka. Tak samo tchórzliwe i niemoralne jest pozostawienie cierpiącego umierającego w rękach lekarzy, którzy z tchórzostwa lub w imię nauki będą go nadal torturować i przedłużać mu życie. Walkę z eutanazją w imię nauki mogę zrozumieć, mimo że ją potępiam. Hitlerowcy też czasem działali w imię nauki. Ale walka z eutanazją ze strachu przezd Bogiem? To szczyt obłudy!
doku (Tomasz Kamiński)
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|