Racjonalista - Strona głównaDo treści
Majowy dylemat

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
04-05-2010 10:34Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
Majowy dylemat
Ocena 6 na 6
Jak zwykle nie jestem pewna czy trafiłam z działem.

Zaczął się maj. Miesiąc komunijny.
Zwykle poznawałam go po grupkach dzieci w białych chałatach (taka teraz moda), które wywoływały we mnie głównie współczucie.

W tym roku moja bratanica wręczył mi zaproszenie na swoją pierwszą komunię.

I jestem w kropce. W odróżnieniu od ślubu czy pogrzebu, komunia to uroczystość stricte religijna, a te staram się omijać.
Cała impreza napawa mnie obrzydzeniem - przede wszystkim dlatego, że uważam religijną indoktrynację dzieci na wielką wyrządzana im krzywdę.
Moja bratanica to bystre dziecko i szkoda patrzeć, jak jest ogłupiana.

Z chrztami nie ma wielkiego problemu, w końcu to jest kwestia krótkiej rozmowy z dorosłymi osobami (rodzicami).
A tutaj mam do czynienia z dzieckiem, które będzie bardzo zawiedzione, jeżeli ciocia nie przyjdzie. No ale przecież nie powiem 9-latce, że ciocia nie przyjdzie nie dlatego, że jej nie kocha ale dlatego, że jest ateistką i czuje odrazę do całej tej chucpy. Mała zapamięta tylko, że ciocia nie przyszła w takim ważnym dniu.

Wiem, odsiedzenie swojego na mszy to nie jest wielka przykrość (chociaż kazania są zwykle irytujące albo głupie, a często jedno i drugie na raz). Ale zawsze czuję się głupio, mechanicznie wstając, siadając, klękając i wykonując różne magiczne znaki, żeby się w oczy nie rzucać i "matce wstydu nie robić przy ludziach" (bo nawet jak siedzę sobie po prostu cichutko w najdalszym kącie nic nie robiąc, to ludzie na mnie dziwnie patrzą).

Rozmowa z bratem (bardzo letni katolik, to bratowa jest religijna) sprowadziła się do jednego - "co Ci szkodzi, przecież nie chcesz zrobić małej przykrości, prawda?"
A za 3 lata powtórka, druga bratanica do komunii. I jeszcze 3 następne szkraby z najbliższej rodziny w kolejce czekają.

Jak wybrnąć z tej matni?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

04-05-2010 10:56
 Ocena 16 na 16
Meretseger (61860 punktów)
Też miałam dwójkę siostrzeńców u komunii. Poszłam, a jakże. Całą komunijną mszę przesiedziałam sobie na ławeczce pod kościołem, a jak dzieci wychodziły, byłam na posterunku przy drzwiach. Przyjęcia wspominam dobrze, były prezenty i mnóstwo zabawy (dzieci zostały przedtem rozebrane z "chałatów").
Mojej siostrzenicy komunia nie zaszkodziła. Teraz ma 13 lat i jest moim sojusznikiem w rodzinnych dysputach światopoglądowych Siostrzeniec jest młodszy, sprawy światopoglądowe ma głęboko w nosie, interesuje go sport, a religia go nudzi na równi z matematyką
>(bo nawet jak siedzę sobie po prostu cichutko w najdalszym kącie nic nie robiąc, to ludzie na mnie dziwnie patrzą).
Po prostu nie zwracaj uwagi na ludzi. Jak już jestem zmuszona do uczestnictwa w imprezie wewnątrz kościoła (na przykład jak jest za zimno na siedzenie na zewnątrz), to sobie po prostu siedzę w najdalszym kącie, nie wstaję, nie klękam, przeważnie coś cichutko czytam (zwykle biorę książkę małego formatu i bez rzucającej się w oczy okładki). Możliwe, że wygląda to, jakbym czytała katechizm albo modlitewnik
04-05-2010 12:20 
 Ocena 2 na 2
zazull (87 punktów)
>przeważnie coś cichutko czytam (zwykle biorę książkę małego formatu i bez rzucającej się w oczy okładki). Możliwe, że wygląda to, jakbym czytała katechizm albo modlitewnik

Kamuflaż taki udawanie głupszego niż się jest a potem dane statystyczne "Polska to kraj, w którym 95% populacji to praktykujący katolicy
04-05-2010 12:24 
 Ocena 12 na 12
Meretseger (61860 punktów)

>Kamuflaż taki udawanie głupszego niż się jest a potem dane statystyczne "Polska to kraj, w którym 95% populacji to praktykujący katolicy
Jak doliczysz zwiedzających kościoły japońskich turystów, to Ci nawet 105% wyjdzie
04-05-2010 12:30 
 Ocena 3 na 3
zazull (87 punktów)
>Jak doliczysz zwiedzających kościoły japońskich turystów, to Ci nawet 105% wyjdzie
Na Japończyków nie ma co liczyć, mają teraz swoje święto "kwitnącej wiśni"
04-05-2010 14:00 
 Ocena 2 na 2
Jacek Cieslicki (1555 punktów)
(zablokowany)
>>przeważnie coś cichutko czytam (zwykle biorę książkę małego formatu i bez rzucającej się w oczy okładki). Możliwe, że wygląda to, jakbym czytała katechizm albo modlitewnik
>Kamuflaż taki udawanie głupszego niż się jest a potem dane statystyczne "Polska to kraj, w którym 95% populacji to praktykujący katolicy

   Bez takiego kamuflażu to bym nie udawał, tylko był głupi! Popieram przemyślną postawę pani M. potrafiącą pokonać przykościelne przykrości!

Pozdrawiam

Tęsknię za Tobą, Dalal'o Al-Mughrabi!
zazull (87 punktów)
>Jak wybrnąć z tej matni?
>
Masochizm wcale nie jest potrzebny Twoja obecność w kościele spowoduje tylko zbędne "zagęszczenie". Ty szanujesz przekonania Brata i Bratowej, więc może i Twoje przekonania powinny być szanowane ??
Bratanica też pewnie Ci "odpuści" jeśli otrzyma "załącznik" odpowiedniej wartości
TyDraniu (6569 punktów)
>Rozmowa z bratem (bardzo letni katolik, to bratowa jest religijna) sprowadziła się do jednego - "co Ci szkodzi, przecież nie chcesz zrobić małej przykrości, prawda?"

Moim zdaniem należy jasno bratu powiedzieć, że nie powinien cię szantażować emocjonalnie. Porozmawiaj z siostrzenicą, wyjaśnij, że ty do kościoła nie chodzisz i masz nadzieję, że nie sprawi jej przykrości, jeśli zostaniesz w domu. Dzieci są zwykle rozumniejsze, i mają inne priorytety, niż wydaje się dorosłym.
jarekland (142470 punktów)

>W tym roku moja bratanica wręczył mi zaproszenie na swoją pierwszą komunię.
>Cała impreza napawa mnie obrzydzeniem - przede wszystkim dlatego, że uważam religijną indoktrynację
>dzieci na wielką wyrządzana im krzywdę.
>Moja bratanica to bystre dziecko i szkoda patrzeć, jak jest ogłupiana.
>A tutaj mam do czynienia z dzieckiem, które będzie bardzo zawiedzione, jeżeli ciocia nie przyjdzie.
>Jak wybrnąć z tej matni?
>
Wg. mnie problem nie jest aż tak wielki jak by się mogło wydawac. Ja bym na to poszedł. Nie musisz stac w pierwszym rzędzie czy tez leżec krzyżem. Żeby nie pozwolic na indoktrynację dziecka a w każdym razie chociaż trochę złagodzic pranie mózgu to przy życzeniach powiedz małej coś w stylu: zawsze myśl samodzielnie i mniej odwagę by sobą albo cos podobnego. Może małej też nie jest lekko.
Takie jest moje zdanie. Pozdrawiam
Jarek Kubaszewski
(Alicja)Duda (25557 punktów)
Na 100% ważne jest dla dziecka by dostać prezent. A to czy ciocia jest na mszy czy nie dokładnie mu wisi. Na giełdzie po komunijnej dzieci rozmawiają tylko o prezentach.
A swoją drogą dobrze byłoby dziecku uświadomić, że nie wszyscy w te bajki wierzą.
04-05-2010 14:43 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Na 100% ważne jest dla dziecka by dostać prezent.

To na pewno. Mała szaleje, bo jej babcie już naobiecywały.

> A to czy ciocia jest na mszy czy nie dokładnie mu wisi.

To nie do końca. Znam ją jednak od niemowlaka, takie rzeczy są dla niej ważne. Mała nie jest głupia. Jest inteligentna i wrażliwa. Tylko systemowo ogłupiana.

>A swoją drogą dobrze byłoby dziecku uświadomić, że nie wszyscy w te bajki wierzą.

Jakoś nigdy nie było okazji. Może będzie tym razem...


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
08-05-2010 02:01 
 Ocena 1 na 1
Madman (7811 punktów)
>Na 100% ważne jest dla dziecka by dostać prezent.
Domyślam się, że to będzie tegoroczny przebój:

Do nabycia w holu dworca w Katowicach.
maniek1 (3407 punktów)

>A za 3 lata powtórka, druga bratanica do komunii. I jeszcze 3 następne szkraby z najbliższej
>rodziny w kolejce czekają.
>Jak wybrnąć z tej matni?
Dla mnie osobiście pójście na kompromis, niesie za sobą niekiedy większą wartość (w oczach innych ludzi), niż wierność swoim zasadom. Zaznaczam NIEKIEDY - oczywiście nie za wszelką cenę - jak w przypadku np.zgody na uczestnictwo w naukach przedmałżeńskich, o czym był niedawno wątek.

Ja w ogóle nie chodzę do kościoła (takie mam zasady, które sobie sam narzuciłem), ale jestem daleki od krytyki kogokolwiek, kto robi to sporadycznie z różnych życiowych przyczyn (np. komunia, ślub, pogrzeb, chrzest itd).
Pozdrawiam i życzę wyłącznie takich problemów ("matni")

_______________________________________________________________________
Pacierza i zimnego Warsteiner'a nigdy nie odmawiam
04-05-2010 15:15 
 Ocena 6 na 6
TyDraniu (6569 punktów)
>Dla mnie osobiście pójście na kompromis, niesie za sobą niekiedy większą wartość (w oczach innych ludzi), niż wierność swoim zasadom.

Kompromis jest wtedy, gdy obie strony rezygnują z czegoś, żeby się porozumieć. My możemy jednostronnie zrezygnować z przestrzegania własnych zasad, ale ta druga strona na pewno tego nie doceni. Wręcz przeciwnie, będą przekonani że następnym razem jeszcze łatwiej wymuszą na nas kolejny "kompromis".
04-05-2010 16:21 
 Ocena 1 na 1
maniek1 (3407 punktów)

>Kompromis jest wtedy, gdy obie strony rezygnują z czegoś, żeby się porozumieć.
Masz rację - powinienem raczej użyć słowa "ustępstwo">
>My możemy jednostronnie zrezygnować z przestrzegania własnych zasad, ale ta druga strona na pewno tego nie doceni.

Może i tak, ale chodziło mi o ten konkretny przypadek (komunia dziecka) - jeśli pomimo swoich "zasad" przyjdziesz ,jest nadzieja, że będzie to docenione przez rodzinę
> Wręcz przeciwnie, będą przekonani że następnym razem jeszcze łatwiej wymuszą na nas kolejny "kompromis".
Wtedy warto dodać ,że robisz to WYŁĄCZNIE dla dziecka, oszczędzając mu (jej) przykrości z powodu Twojej nieobecności.
Luszek (348 punktów)
Dzięki mam ten sam problem.
Chyba posiedzę przed kościołem.
lotrek (14275 punktów)

>Jak wybrnąć z tej matni?
Większość z nas spotyka się z tym problemem. Z dzieckiem dziewięcioletnim można już poważnie rozmawiać, gdy więc jestem zmuszony brać udział w tego typu ceremonii, uświadamiam dzieciakowi, że na tym świecie są ludzie którzy w boga wierzą a są też tacy, którzy mają odmienny pogląd na jego istnienie. Oczywiście za zgodą jego rodziców, którzy przecież znają mój światopogląd i wiedzą, że taka wiedza ich dziecku nie zaszkodzi. Jeśli od pójścia do kościoła nie mogę się "wykręcić", staję (ważne) gdzieś z tyłu, co bym nie musiał brać udziału w celebrze wstawania i klękania. Prezentu nie daję, dają natomiast pieniądze....co by nie było...że ten "prezent" jest od wujka ateisty z okazji pierwsze komunii (zgroza). Podobne zachowuję się w kościele z okazji ślubów i pogrzebów...jak najbardziej neutralnie.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
Znam pewien sposób - weź ze sobą kamerę, będziesz usprawiedliwiona na całej linii
Nie dość, że rodzina się ucieszy, że nagrywasz "ważny" dzień, to jeszcze można wszędzie włazić, wszędzie się wepchnąć, mówiąc, że ostrość zła i trzeba podejść, oświetlenie nie takie i trzeba wyjść na sam środek... A w razie czego masz wymówkę, że "odwalasz kawał ciężkiej roboty" i nie masz czasu na klękanie, bo wtedy ławka zasłania...

A jakby się jakiś klecha pluł, że mu z buciorami po ołtarzu łazisz to najwyżej mu pogrozisz, że go nagrasz i na YouTuba wrzucisz xD

PS.
Siostra jakiś czas temu (rok?) też była u komunii.
"-(Ja) A po co to właściwie było?
- A nie wiem
- Aha..."
04-05-2010 21:02 
 Ocena 2 na 2
lotrek (14275 punktów)
>Znam pewien sposób - weź ze sobą kamerę, będziesz usprawiedliwiona na całej linii
Nic z tego a jeśli już, to nie wszędzie. Na ślub można wjechać z własną kamerą, lecz na komunie nie. Klechy tłumaczą, że gości jest więcej niż dzieci i każdy chce kręcić, czy robić zdjęcia. Sami organizują serwis filmowy w kościele (zlecają zaprzyjaźnionej firmie), która "kręcą" wszystko, jak każdy dzieciak podchodzi do ołtarza i połyka co mu dają. Potem to montują z uwzględnieniem ceremonii i wyeksponowaniem poszczególnych dzieci a finalny produkt rozchodzi się "jak ciepłe bułeczki". Kasa leci od rodziców i od zaprzyjaźnionej firmy (że dali zarobić). Za pozwolenie na własne "kręcenie" trzeba słono płacić. To już lepiej postać przy wejściu (można wyskoczyć dyskretnie na papierosa...jak się pali) .

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
prof. Grabowska (8446 punktów)
(zablokowany)
Ratować bratanicę póki pora, nie lękać się upiora (katolicyzmu). Wziąć ją na bok i powiedzieć jej "Słuchaj dzieweczko, to dzień biały, to miasteczko , przy tobie nie ma żadnego ducha (Świętego)." 9 letnie dziewczynki to już mądre panienki. Wytłumaczyć jej, że ciocia przyszła, bo nie chce jej robić przykrości, ale ma wątpliwości co do całej imprezy. Nigdy nie atakować przekonań wprost. Nie mówić, że "Boga nie ma, a Jezus nie zmartwychwstał". Bo to odrzuci. Lepiej jej zadawać pytania za pomocą których sama dojdzie do wniosku, że jej jakiś kit wciskają. Np. "Wiesz co Lusiu (dajmy na to, że ma Lusia na imię)", a więc - "Wiesz co Lusiu, tak się ciągle zastanawiam gdzie ten Pan Bóg mieszka. Mówią, że w Niebie, ale gdzie jest to niebo? Bo jak tak lecisz i lecisz do góry to do żadnego nieba nie dolatujesz". Tu przykład z wahadłowcem np. Columbia. I pytanie, "A ty jak myślisz Lusiu?"
Albo. "Mówią, że Pan Jezus zmartwychwstał. To dlaczego nie jest z nami, tylko poszedł do nieba? To po co zmartwychwstawał." Co ty o tym sądzisz? Albo. "Czy ty naprawdę wierzysz, że byli Adam i Ewa. A zajrzyj no do Internetu, tam coś mówią o ewolucji." A jak nie było Adama i Ewy to i nie było grzechu pierworodnego" itp.itd. Dzieci z reguły, lubią dyskutować z dorosłymi na "poważne" tematy.
de Vill (1165 punktów)
Nie zawieść małej. Iść. Nie siadać w ławce, stanąć jak najdalej z tyłu i spokojnie odstać całą ceremonię. Jak będzie okazja to na osobności porozmawiać z małą, wyjaśnić dlaczego tak a nie inaczej się zachowałaś. Ja tak postąpiłem i dziewuszka była zachwycona, że coś specjalnie dla niej, wbrew sobie, zrobiłem. Minęło od tego czasu kilka lat, dziś ją trzeba by końmi do kościoła zaciągnąć, na religię oczywiście nie uczęszcza. Rodzice obojętni religijnie, komunia była dla świętego spokoju, nie było z ich strony żadnego problemu, ze zwolnieniem jej z lekcji religii, gdy się pewnego dnia dowiedzieli, że córka ma dość katechizacji. Mam w tym małą zasługę, bo dziewczyna trochę "ateistycznej trucizny", otrzymanej ode mnie, zażyła.
kogut59 (3090 punktów)
>W tym roku moja bratanica wręczył mi zaproszenie na swoją pierwszą komunię.
>I jestem w kropce. W odróżnieniu od ślubu czy pogrzebu, komunia to uroczystość stricte religijna, a
>te staram się omijać.
>Cała impreza napawa mnie obrzydzeniem
>Jak wybrnąć z tej matni?
Tuzin pogrzebów, komunii i innych ślubów kościelnych już przeżyłem.
Najlepsza taktyka; pójść na spacer lub słuchać muzyki w samochodzie. Czasem bywają kaplice, cmentarze które sobie można sobie zwiedzić. Rodzina nie pytała nigdy gdzie bylem co robiłem znając moje przekonania obawiali się dyskusji w tak "świętym dniu"
wiec zostawiali mnie w spokoju. Nawet księża omijali mnie jak diabla nie zadając pytań. W lipcu jadę na ślub kościelny i nie mam z tym problemu. Odczekam cały obrządek na zewnątrz i następnie dołączę do reszty jak gdyby nic.
Dzieckiem się nie należny przejmować, są to bardzo racjonalne stworzenia doskonale czujące fałsz i obłudę tej całej ceremonii. Maja zdrowy instynkt przetrwania i zdobycz,lup jest ważny a nie droga do niego
lotrek (14275 punktów)

>Zaczął się maj. Miesiąc komunijny.
Mam nadzieję, że "po fakcie" podzielisz się z nami wrażeniami i tym, jak sobie poradziłaś. Z takimi "doświadczeniami" warto się dzielić.


Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu (K. Marks)
Elka I Ponura (7473 punktów)
Ja niedawno musiałam pójść na małomiasteczkowy pogrzeb. Nie było możliwości się wykręcić - byłam reprezentantem bardzo chorej Babci, zmarła jej siostra.
Postanowiłam zrobić tak: weszłam do kościoła, złożyłam kwiaty gdzie trzeba i usiadłam sobie na bocznej ławeczce. Jak wstawali - wstawałam, jak klękali - siadałam. Starsza pani siedząca najbliżej chwilę się pogapiła, ale zrezygnowała po tym, jak złapałam jej wzrok i starałam się być jak Keanu Reeves . Więcej nie popatrzyła.
Na cmentarzu złożyłam wieniec, gdzie trzeba i stanęłam z boku.

Nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby wykonywać rytualne ruchy. Byłam pewna, że mam prawo tam być na własnych warunkach. I tyle.

Najtrudniejsza chwila w kościele: moment kazania, kiedy najwyraźniej za bardzo starający się ksiądz użył określenia "Deus et machina", w kontekście który wyraźnie wymagał oryginalnej wersji powiedzenia. Godziny gry w pokera z kumplami zrobiły jednak swoje i nie musiałam dusić się w rękaw


Atheism is a non-prophet organization.
George Carlin

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365