>9 maja mija pół wieku od czasu dopuszczenia do sprzedaży pierwszych pigułek antykoncepcyjnych w > Po tylu latach widzę to tak: Młodzi ludzie z miast antykoncepcję na ogół stosują. Są jednak grupy związane z KK. Należące do nich małżeństwa, a ściśle kobiety, muszą się z zażywania tabletek spowiadać. Jeśli nie przestaną brać, maja grzech i nie mogą przystępować do sakramentów. Rezygnują często z niej, na korzyść niepewnych, "naturalnych" metod, niezdrowych stosunków przerywanych, czy abstynencji, często rujnującej małżeństwa. Winą takich osób jest to, że nie są cyniczni. Wierzą w swą religię. Wiele osób jest po prostu nieuświadomionych. Kościół wmawia im też, że pigułki są rakotwórcze.
Duża cześć młodych ludzi kościołem się nie przejmuje, pomimo, że należy do niego i chodzi na msze. Według mnie jest to dwuznaczne moralnie. Łamie się zasadę, której JPII nie odwołał, jest też w Katechizmie... Uważam, że to jest pokusa, aby inne zasady łamać z taką samą łatwością. I cieszyć się czy smucić z takiej rzeczywistości?
|