 |
Prof. Iwo Białynicki-Birula o nowej podstawie z fizyki Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Nauka
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-07-2017 13:16 | dajmonion (3663 punktów) | Prof. Iwo Białynicki-Birula o nowej podstawie z fizyki
7 na 7 | Krótko mówiąc Pan Profesor nie pozostawia na niej suchej nitki. Cytuję:"...Jak to się stało, że polecono niekompetentnym ludziom opracowanie programu, który jest absolutnie do wyrzucenia i to do wyrzucenia, przysypania ciężkimi cegłami i jeszcze kołkiem osinowym powinno się to przekłuć..." Główny zarzut dotyczy tego, że program zostanie znowu okrojony i będzie to dotyczyło przede wszystkim fizyki współczesnej. Autorzy tłumaczą się, że są to zagadnienia zbyt trudne ze względu na ich stopień zmatematyzowania. To doprawdy zdumiewający zarzut, jeśli się weźmie pod uwagę fakt, że można go postawić właściwie całej fizyce. Weźmy na przykład prąd przemienny. Dogłębna znajomość tego zagadnienia wymaga nie tylko sprawnego posługiwania się dość zaawansowaną trygonometrią, pochodnymi, ale na wyższym poziomie też liczbami zespolonymi. Tymczasem można zauważyć, że autorom kolejnych wydań podręczników coraz lepiej udaje się unaocznić te tematy. Chociażby poprzez pokazanie jak działa najprostsza prądnica prądu przemiennego (można sobie ją nawet samemu skonstruować). Trend jest bardzo wyraźny, mimo, że w moim przypadku punktem odniesienia są lata 90. Najpopularniejszym zbiorem zadań do fizyki był wtedy bardzo teoretyczny zbiór braci Mendlów. Obecnie zbiór zadań tych autorów mocno nawiązuje do praktyki i jest tam całe mnóstwo rysunków. Dotyczy to również fizyki współczesnej. Na przykład rozszerzanie się Wszechświata wytłumaczone jest na przykładzie nadmuchiwanego balonika, by podkreślić fakt, że ruch galaktyk wynika z rozszerzania się przestrzeni. Nawet jeśli pewne zagadnienia faktycznie trudno jest wyjaśnić, to mimo wszystko powinno się podejmować takie próby. Powodem jest coś, co Pan Profesor nazywa jednością nauki i kultury. Czy nam się to podoba czy nie, fizyka współczesna jest częścią naszej kultury i rola szkoły polega między innymi na tym aby w świadomości społeczeństwa nie istniały jako osobne byty. Gdzie by nie spojrzeć wychodzi na to, że ten kraj jest po prostu rujnowany. Prawnicy rujnują praworządność, prezydent ułaskawia niewinnych, leśnik wycina puszczę, minister zdrowia wprawia w rozbawienie ginekologów, a teraz jeszcze fizycy na dokładkę. Dla zainteresowanych cały wywiad: www.tvn24.(*)-bialynicki-birula,732715.html | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
5 na 5 | Wenancjusz (16441 punktów) | Nieraz aż nachalnie wpycha się myśl, wręcz nieprawdopodobna, że to jak gdyby wygląda na celową robotę. Nie wierzę w teorie spiskowe, ale nie można się opędzić od takiej myśli. Oświata, zwłaszcza i przede wszystkim poddawana stałym eksperymentom, stałym zmianom, czego tylko efektem jest upadek poziomu nauczania. Jedne zmiany jeszcze nie okrzepły wprowadza się następne i to nie tylko chodzi o działania obecnej ekipy. Poprzednie robiły to równie intensywnie. A zaczęło się tak naprawdę od byłej min oświaty Hall. Obecnie jest tylko zamęt i bałagan. Nadto do programów nauczania załącza się nieobowiązkowe przedmioty przekształcające się z czasem w prawie że, obowiązkowe. Żeby to choć była nauka tańca, korzeni ludowego śpiewu, kółka teatralne, wycieczki historyczne, nauki gry w szachy czy brydża, nauki obyczajów i dobrego wychowania, ale przedmiot nie ujęty programem nauczania zatwierdzonym przez MEN. Ba! Nawet instytucja "ucząca" o mitach niesprawdzalnych nie pozwala na kontrolowanie swoich programów "nauki". Jeśli nie pozwala to nie powinna być wpuszczana do szkół laickich. A jak jest? "Uczących" zatrudnia się na stały, pełny etat, mimo że nie przedstawiają żadnych wartości pedagogicznych (bez wykształcenia pedagogicznego i przygotowania), do "nauki" przedmiotu nieobowiązkowego a nie np. na umowę zlecenie. Mało tego. Tacy "nauczyciele" zaczynają stawiać dyrektorowi placówki, żądania(sic!) i posłuszeństwa! No więc "kto tu rządzi"? Powód upadania etosu nauczyciela tkwi i w tym też, bo jest to demoralizujące i rodzi frustracje u pozostałych nauczycieli. Znów to pokłosie krzywego pomysłu nieżyjącego już prof. Stelmachowskiego byłego min. oświaty. Tak się zaczyna gdy wprowadza się do działającego dobrze organizmu sakramencki zaczyn komórek rakowych. Zdrowe komórki umierają a rakowe się rozwijają. Już zaczynają się narzekania pracodawców na brak pracowników o specjalistycznym wykształceniu (posiedzenia pracodawców organizowane w "Lewiatanie"). Obcokrajowcy ze względu na trudności językowe nie są tak chętnie widziani. Służba zdrowia jest obiektem szczególnej działalności demontażowej tej branży państwa. A zaczęło się tak niby niewinnie, od zekonomizowania działalności leczniczej (NFOZ), który to system nie sprawdzał się od samego początku powstania. Wszystkie pomysły usprawnienia pracy placówek leczniczych, pracują na poziomie można powiedzieć śmiało skandalicznym. Także samo na poziomie badań naukowych (w Polsce stosuje się metody leczenia chorób nowotworowych zarzuconych już 25 lat temu przez medycynę zachodu i podaje się środki medyczne, których skuteczność można określić jako placebo), refundacji leków (gdzie te ubezpieczenia latami potrącane czy chciał, czy nie chciał?), gdzie prewencja lecznicza? Dlaczego taki spór o szczepienia? Dlaczego pracujący w służbie zdrowia mają taką skłonność do czynnego protestowania? To jest pochwała tych zmian? Jest źle. Dlaczego min. zdrowia nie zaprotestowało gwałtownie i skutecznie na jakieś klauzule sumienia u lekarzy i aptekarzy? Co to ma więc być ta przysięga Hipokratesa? Co to jest do cholery! Czy żołnierz odmówi strzelania bo mu sumienie nie pozwala strzelać do wroga? Ma proces i wyrok (tak było za moich czasów). Czyli znów widoczny wtrącania się tych "uczących" mitów przeróżnistych z ich niezwykłą "wiedzą" i "miłością" (bezwzględna konieczność rodzenia nawet z gwałtu, czy z wadami uniemożliwiającymi przyszłe życie w społeczeństwie samodzielnie, odmowa podawania środków znieczulających, a nawet gdy matka nie ma warunków na wychowywanie/brak pracy, mieszkania itp. bo klauzula sumienia aptekarzy, zauważcie nie kościół-jakie to fałszywe, nie pozwalają na dostęp, wręcz utrudniają dostęp do środków antykoncepcyjnych, gdzie np. w Belgii kupisz je w kiosku bez żadnych recept). Tak się odbiera wolność wyboru decydowania o swoim ciele i upadla kobiety czyniąc z nich niewolnice i dyskryminujące kobiety, oszalałych idei religiantów uzurpujących sobie prawo decydowania kobiecymi macicami, przez forsowanie prawnych zakazów (cecha państw religijnych), wbrew konstytucyjnym zapisom o równouprawnieniu płci i bezstronności religijnej państwa, co jest wyrazem słabości wewnętrznej państwa, nie reagującego przez swoje urzędy na takie zjawiska. A to może szybko się przerodzić w państwo represyjne (co już widać właśnie powoli po represjach wobec kobiety-pojedynczego obywatela). Represje państwa są drugim wykładnikiem/oznaką słabości wewnętrznej. Polska służba zdrowia to dopiero skandal! Przykład tylko tych dwóch dziedzin życia w państwie polskim jest dowodem na NIEUDOLNOSC działania elit rządzących. Nie będę kopał leżącego, bo mógłbym opisać sytuacje w sferze ubezpieczeń społecznych, armii polskiej, przemyśle nie wiadomo czy polskim, budownictwie powszechnym, sądów i aparatu ścigania, policji. Jaki wniosek ja wyciągam? Od początku zmian ustrojowych władza dostała się ręce ludzi bez przygotowania- dyletantów, których jedyną zasługą było leżakowanie na styropianie. Od początku nie widać żadnego programu zmian ustrojowych i co nowa ekipa to nowe pomysły. Czyli żadnej wizji. Jedna ekipa rządząca, po wyborach, zastępuje drugą która rządziła i nikt nie uznaje zasady ciągłości władzy! Zaczyna się kłótnia, która była lepsza i wytykanie wzajemne swoich błędów. Tworzy się totalny zamęt od prawnego począwszy. A jak nie ma być tych błędów tyle, że wystarczy na awantury przez całą kadencję? Ludzie spełniający decyzyjne funkcje państwowe uczą się dopiero spełniania obowiązku wobec społeczeństwa, by godnie je reprezentować, a zwłaszcza pilnowania społeczeństwa żywotnych interesów. Rodzi to też niezwykłe patologie, bo taki nie jest odporny na różne pokusy zachłyśnięty poczuciem władzy.. Nigdy więc w Polsce nie będzie tak, że każdy obywatel powie: "Jestem zadowolony z władzy". No troszkę zeszło mi z wątroby. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
3 na 5 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | A po co nam rzesze młodych rozumiejących fizykę prądu zmiennego? Po to, żeby budowali prądnice? Jestem za tym, by w szkołach przedmioty uczono mniej dogłębnie, lecz by było ich więcej. Szkoły powinny jedynie zaciekawiać dziedzinami a nie nauczyć ich. Więcej złego robi przytłoczenie wiedzą w nazbyt młodym wieku niż nie nauczenie o prądzie zmiennym całego społeczeństwa. Profesor broni jedynie swoich zawodowych interesów.
Moim zdaniem problemem nr 1 szkolnictwa jest, że zabija ciekawość. Zamiast nauczania o fizyce prądu zmiennego szkoła niechby nauczyła czegoś praktycznego społecznie a fizykę prądu zmiennego niech zgłębiają ci, którzy będą się tym zajmować zawodowo.
|
|
 | 4 na 4 | Wenancjusz (16441 punktów) | >A po co nam rzesze młodych rozumiejących fizykę prądu zmiennego? Po to, żeby budowali prądnice?
Wybacz ale się nie zgadzam. Fizyka prądu przemiennego to FIZYKA! Prądnic budować może i nie będą, ale zasady działania (to nie jest tak, że kręcę wałem i jest prąd) bo za tym idzie praktyka w obsłudze takich urządzeń. Aby ją zrozumieć, to niestety trzeba sięgnąć do wiedzy nabytej na podstawie matematyki, narzędziem które daje wyobraźnię co z czym się je. Dla przykładu podam: jak się kompensuje cos fi (wielka czarna magia z tym cosinusem, ale chodzi o efektywność przesyłu polegającą na tym by przesyłać jak najwięcej, w danych warunkach przesyłu energii zwanej czynną/zdolną do wykonywania rzeczywistej pracy) sieci lokalnej w generatorze synchronicznym? Nauczony wie co robić w elektrowni. Trochę więcej wiedzący może to udowodnić na podstawie obliczeń. I to się sprawdza w praktyce!
>Jestem za tym, by w szkołach przedmioty uczono mniej dogłębnie, lecz by było ich więcej.
Nie przesadzaj. W szkołach zawodowych można dogłębniej to robić, bo opuszcza wtedy absolwent więcej wiedzący na temat zawodu. Ale w szkołach ogólnie kształcących? Absolwent z wiedzą, encyklopedyczną, co potrafi inteligentniejszy powszechny zjadacz chleba, "wie wszystko i nic", bo wszystko i dużo po łebkach (brak czasu).
>Szkoły powinny jedynie zaciekawiać dziedzinami a nie nauczyć ich.
Podaj propozycję metodyki nauczania takiego uczenia. Bo ja nie jestem rewolucjonistą, ale uważam, że ten najpiękniejszy wiek w swoim życiu, trzeba wykorzystać na naukę (choćby dlatego, że umysł wtedy jest niezwykle chłonny), a nie martwieniem się o przytłoczenie ilością różnorakiej wiedzy. No to odbiję piłeczkę i zapytam po co przedmiot katechizacji w szkołach publicznych/państwowych państwa laickiego popartego zapisami Konstytucji? Czego uczą takie nauki? Więzienia są zatłoczone od przestępców przyznających się do wiary katolickiej głoszącej miłość bliźniego w ponad 95%.
>Więcej złego robi przytłoczenie wiedzą w nazbyt młodym wieku niż nie nauczenie o prądzie zmiennym całego społeczeństwa.
Oj Panie Mariuszu! Chyba nie uczyłeś w żadnej szkole. Chodzi tylko o technikę przekazu by wzbudzić zainteresowanie. A tej nie uczą pedagogów, lub jej nie stosują bo to wymaga zaangażowania i dania coś z siebie/poświęcenia, którzy w swej rutynie "odwalają" lekcje. Jak się kocha jakiś zawód, to znajdziesz metodę by zainteresować zawodem/tematem tych których uczysz. I co najważniejsze nie krzyczysz (choćby cholera ciebie brała), nie szarpiesz uczni, nie lekceważysz ich i w podzięce będziesz miał to samo. Będziesz autorytetem. Długo to trwa ale swoje osiągniesz. Jest dla pedagoga z poświęceniem się misji, największą nagrodą. A o to chodzi nauczycielowi. Jeśli się idzie do szkoły uczącej o prądzie i dodatkowo trzeba się uczyć wg Ciebie czegoś co nie jest obiektem zainteresowania np. poezji nowoczesnej, to nie oznacza, że taki jest przeciążony, przepraszam przytłoczony, gorszy/upośledzony.
>Profesor broni jedynie swoich zawodowych interesów.
Tak było i tak jest nadal. Żadne odkrycie.
>Moim zdaniem problemem nr 1 szkolnictwa jest, że zabija ciekawość.
No tu się z Tobą zgadzam kompletnie, z drobną uwagą że nie zabija ale nie wzbudza ciekawości, bo jest podawana nudnie. A to nuda zabija. To jest metoda nauczycieli "wyrobników". Uczniowie są żywymi istotami i też lubią być słuchani. Czasem warto się z nimi przekomarzać, bez z góry traktowania, bo oni i tak wiedzą kto tu ważniejszy. Poza tym nauczyciele zatracili samoocenę i w swej zarozumiałości, zatracili samoocenę swej działalności wpadając w sztampę, niszczącą podstawy nawet pedagogiki. Teraz jest ważny przyjazny uśmiech dyrektora placówki, księdza, co oznacza tylko nadzieje na przyszłe podwyżki, nagrody i awanse ewentualne. Zbudować od razu nowego stylu nauczania się nie da. Zapewniam. Za dużo w zapale tworzenia nowego zniszczono.
>Zamiast nauczania o fizyce prądu zmiennego szkoła niechby nauczyła czegoś praktycznego społecznie a fizykę prądu zmiennego niech zgłębiają ci, którzy będą się tym zajmować zawodowo.
No i racja! Ale wiedza "praktyczna społecznie" dotyczy równie, a może i więcej tych uczących się o prądzie (pogardliwie "roboli"). Ja w piątej klasie Technikum bywałem na zajęciach nieobowiązkowych, na kursie nauki tańca organizowanym w szkole i to po lekcjach obowiązkowych cały rok szkolny (a chętnych było multum jak to się mówi, bo szkoła była męska), co później zaprocentowało poznaniem mojej przyszłej żony , zachwyconej jak pięknie w tańcu prowadzę. Pokaż mi procenty wynikające z umiejętności klepania pacierza na każdą okoliczność, a nawet znajomość liturgii. Pokaż mi Panie Mariuszu gdzie potrzeba tych co umieją paplać bezmyślnie jakieś klepadła a nie znają zawodu? Przykro skrytykowałem ale szczerze tak widzę i czuję. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 2 na 4 | Mariusz Agnosiewicz (moderator) | > >Szkoły powinny jedynie zaciekawiać dziedzinami a nie nauczyć ich.> Podaj propozycję metodyki takiego uczenia.Nad metodyką to powinni usiąść pedagodzy poszczególnych dziedzin i je odpowiednio przemodelować pod takim kątem, by uczeń nie tyle wyszedł obeznany z całymi rudymentami fizyki, lecz by wyszedł uczeń zaciekawiony fizyką, poprzez powiązanie z prezentacją eksperymentów i tego, jakich pytań dotyka fizyka. Ja ze swojej szkoły średniej pamiętam fizykę jako poddziedzinę matematyki, gdzie uczyłem się rozwiązywać zadania. Nie było to zbyt zaciekawiające. To samo dotyczy każdego przedmiotu. Zmieniłbym całą filozofię edukacji, by na takim etapie stawiała ona sobie 3 priorytety: - przygotowanie do życia w społeczeństwie, dużo praktycznej wiedzy - zaciekawienie wiedzą - wychowanie dobrych ludzi > Bo ja nie jestem rewolucjonistą, ale uważam, że ten najpiękniejszy wiek w swoim życiuZupełnie nie zgadzam się, że jest to najpiękniejszy wiek. To dość głupi wiek uczłowieczania jednostki, wiek w którym popełnia się najwięcej głupot, Mnie tam wiek starszy podoba się zdecydowanie więcej, bo doświadczenie to najlepsze co człowiek ma od życia. To doświadczenie daje prawdziwą wiedzę. > trzeba wykorzystać na naukę (choćby dlatego, że umysł wtedy jest niezwykle chłonny)To trochę taki zabobon. Umysł jest bardzo elastyczny i jak się go używa to bardzo długo jest chłonny. Doświadczenie otwiera też umysł i horyzonty, które w młodym wieku są bardziej spętane impulsami i porywami. > No to odbiję piłeczkę i zapytam po co przedmiot katechizacji w szkołach publicznych/państwowych państwa laickiegoPo to, by stworzyć państwo laickie. Połączenie religii z obowiązkami szkolnymi z pewnością jej nie służy i pokazują to wyraźnie badania socjologiczne. Polska młodzież jest coraz bardziej prawicowa, coraz bardziej konserwatywna (to wyraz buntu wobec minionego pokolenia), odrzuci lewicową ideologię. Ale jednocześnie ta sama konserwatywna młodzież jest coraz mniej kościelna. Jak nic się nie wydarzy nadzwyczajnego to kolejne pokolenie będzie laicka prawica. > Więzienia są zatłoczone od przestępców przyznających się do wiary katolickiej głoszącej miłość bliźniego w ponad 95%.Nieprawda. W więzieniach jest oczywiście bardzo dużo ludzi religijnych, ale takich, którzy własnie w więzieniu weszli na drogę religii. Więzienia to obok grup anonimowych alkoholików to bardzo dobre miejsca na nowych konwertytów. I to nie tylko katolickich. Inne wyznanie też pozyskują wyznawców w polskich zakładach. Kto wie nawet czy nie lepiej. Ktoś powinien to zbadać. > Jak się kocha jakiś zawód, to znajdziesz metodę by zainteresować zawodem/tematem tych których uczysz.Zgadzam się, jak uczeń widzi, że nauczyciel pasjonuje się swoją dziedziną, to ma dużą szansę zaciekawić się daną dziedziną. Może gdyby podnieść status zawodu nauczyciela to by się nieco więcej takich pojawiło. > Teraz jest ważny przyjazny uśmiech dyrektora placówki, księdza, co oznacza tylko nadzieje na przyszłe podwyżki, nagrody i awanse ewentualne.Nasze społeczeństwo zostało wychowane do cwaniactwa. Nie zostało wychowane do jakiegoś etosu, godności. Dlatego szkoły powinny bardziej wychowywać. > Ja w piątej klasie Technikum bywałem na zajęciach nieobowiązkowych, na kursie nauki tańcaDobry wątek. Mnie tego szkoła nie nauczyła, a to bardzo przydatna życiowo umiejętność
|
|
| |  | 5 na 5 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Nad metodyką to powinni usiąść pedagodzy poszczególnych dziedzin i je odpowiednio przemodelować pod takim kątem, by uczeń nie tyle wyszedł obeznany z całymi rudymentami fizyki, lecz by wyszedł uczeń zaciekawiony fizyką, poprzez powiązanie z prezentacją eksperymentów i tego, jakich pytań dotyka fizyka. Ja ze swojej szkoły średniej pamiętam fizykę jako poddziedzinę matematyki, gdzie uczyłem się rozwiązywać zadania. Nie było to zbyt zaciekawiające.Niektórym udaje się prowadzić ciekawie lekcje i bez żadnej nowej podstawy programowej: www.youtube.com/watch?v=yLg3Kz05PpoAle to raczej wyjątek, niż reguła. Brak eksperymentu w szkole to coś przerażającego, zważywszy na to, że fizyka to przecież "najbardziej naukowa nauka", oparta na niezawodnej matematyce ORAZ doświadczeniu zmysłowym i idealnie łącząca te dwa światy. Tymczasem ja ani w podstawówce, ani w liceum w klasie o profilu matematyczno-fizycznym nie uświadczyłem żadnego doświadczenia nawet na takim banalnym poziomie, jak na prezentowanym filmiku. Mieliśmy jedynie OPISY doświadczeń, które nie różnią się niczym od opisów zjawisk nadprzyrodzonych. Też są zrobione ze słów. Jak tu się dziwić, że w tak wielu dziedzinach pseudonauka wypiera naukę, skoro młodzieży nie pokazuje się, czym jedno od drugiego się różni? Zwróćmy uwagę, że z nauk szkolnych jedynie pseudo-informatyka dziś nie istnieje, a to dlatego właśnie, że informatyki uczy się lepiej lub gorzej, ale wyłącznie w sposób praktyczny, a nie przez dyktowanie dogmatów. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | >A po co nam rzesze młodych rozumiejących fizykę prądu zmiennego? Po to, żeby budowali prądnice? To był tylko przykład. Równie dobrze mogłem podać co innego. Napisałem przecież, że zarzut zmatematyzowania można postawić całej fizyce. I właśnie przykład z prądem zmiennym pokazuje, że nie stanowi to żadnej przeszkody dla uprzystępniania fizyki. Nie trzeba zatem usuwać fizyki współczesnej z tego powodu. >Jestem za tym, by w szkołach przedmioty uczono mniej dogłębnie, lecz by było ich więcej. Profesor nie twierdzi, że materiał jest zbyt łatwy, tylko, że zbyt okrojony. >Szkoły powinny jedynie zaciekawiać dziedzinami a nie nauczyć ich. Lepiej zrobić to przy pomocy fizyki współczesnej, czy równi pochyłej? Przy pomocy elektroskopu czy smarfona?
dajmonion
|
|
2 na 2 | Jacholek (5699 punktów) | > www.tvn24.(*)-bialynicki-birula,732715.htmlFaktycznie interesująca rozmowa z moim dawnym profesora fizyki. Trudno się nie zgodzić z tezą iż ogólna kultura naukowa powinna być wszczepiana już na poziomie szkolnym by mieć w przyszłości pokolenie obywateli odpornych na post-fakty i pseudo-prawdy propagowane w tym ogólnym zaśmieceniu środków masowego przekazu informacji. Oczywiście można znaleźć złoty środek między kształceniem kultury naukowej i metody naukowej a nauczaniem konkretnej wiedzy o zastosowaniu bardziej praktycznym. Kreatorzy nowego programu nauczania pewnie niewiele mieli w przeszłości wspólnego z prawdziwa nauką, szczególnie tą współczesną i forsują wersję nauczania fizyki klasycznej pozornie łatwiejszej. Oby to było przynajmniej na poziomie dawnej zajmującej fizyki Perelmana !
|
|
9 na 9 | Burnham (1149 punktów) | Darcie szat w 2017 roku nad kondycją polskiej szkoły i przedstawianie tego jako jakąś nowość to jest wywarzanie otwartych drzwi spektakularnym kopniakiem. Mówienie o tym, że polska szkoła dopiero teraz się stacza i dopiero dzisiaj zaczyna oferować "postprawdę" to jakieś wielkie nieporozumienie ... albo koniunkturalizm. Już za moich czasów, chemii, biologii oraz fizyki uczyło się w szkołach takim oto sposobem, że w 99,9% była to teoria i definiowanie papierka wskaźnikowego czy wkuwanie tablicy Mendelejewa na pamięć, cholera wie w jakim celu. Fizyka czy chemia, które są naukami namacalnymi, nam były przedstawiane jako wiedza teoretyczna ! Gdzie był ten profesorek przez ostatnie 25 lat ???
Nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy w szkole gimnazjalnej zabieraliśmy uczniów do szkoły wyższej w ramach programu "uniwersytet gimnazjalisty". Cały projekt polegał na tym, aby wysyłać uczniów na pierwszą w ich życiu lekcję biologii, chemii czy fizyki. Tak, bo w szkołach niższych tego przedmiotu w ogóle nie ma. U nas przedmioty ścisłe są nauczane tak dramatycznie, że można uznać iż nie są nauczane w ogóle o czym świadczy zupełnie dramatyczny wynik matur z matematyki, i to od wielu wielu lat (a przedtem to matematyki na maturze nie było w ogóle). Ja widziałem fascynacje na ich twarzach krzyżującą się z pewnym zakłopotaniem no bo po raz pierwszy widzieli laboratorium. Te ich żywe reakcje i szczere zainteresowanie jakich nie można sobie wyobrazić na salach lekcyjnych doskonale oddawały ułomność szkół niższych. Takie obrazy pamiętam z lat 2008-2010, ale znacznie wcześniej już mnie tak fatalnie "nauczano" nauk ścisłych. I tak jest do dzisiaj, co najmniej od późnych lat 90-ątych.
Poza tym jaki dzisiaj prestiż ma praca nauczyciela i jaki jest to zarobek ? Jakie egzaminy należy zdać by nauczycielem zostać ? Przecież to jest upodlony zawód i byle koleś z korporacji cieszy się większym uznaniem w oczach młodego no bo tam się więcej zarabia. Ja się pytam, gdzie ten jegomość był przez ostatnie k***a 25 lat, że dzisiaj bredzi w biały dzień o tym, że polskiej szkole w roku 2017 źle się dzieje ? W zamrażarce był i dopiero go wybudzili ?
I niech nie opowiada profesorek farmazonów, że szkoła niższa w projekcie zmian zacznie rozdzielać kulturę od nauki. Filozofowie oraz ludzie znają to zagadnienie od wielu lat. Od kiedy to w polskiej szkole niższej naucza się o wpływie odkrycia zastosowania ropy naftowej na prawodawstwo, stosunki społeczne, kulturę czy pozycję geopolityczną kraju ? Jakie znacznie miało odkrycie atomu, a w dalszej perspektywie konstrukcja bomby atomowej na pokój na świecie ? Tak się wcześniej rozmawiało w polskiej szkole i dopiero zły PiS chce to zniszczyć ? Normalnie, niesłychane rzeczy ! No a dokładnie tym jest włączenie nauki w obieg kulturowy - co jest swoją drogą jedną z rzeczy, którą można przypisać w zasługach Karolowi Marksowi, że on na to zaczął zwracać uwagę.
Tematem umieszczania nauki na marginesie kultury zajmował się choćby Artur Koestler w "Lunatykach" - swoją drogą polecam bo znakomita książka. Skąd się wziął coraz głębszy rozjazd nauk humanistycznych i nauk ścisłych ? Dlaczego wedle XVII-sto wiecznych zapisków Kepler i Galileusz zajmowali się filozofią przyrody, ale wedle zapisków współczesnych dokonywali oni pełzającej rewolucji naukowej ? Jakie jest źródło tej językowej zmiany ? I teraz wychodzi mi jakiś opozycyjny profesorek w 2017 roku radośnie bredząc, że takie pytania zadawano wcześniej w polskiej szkole niższej, ale zły PiS to niszczy ??!! %%$$@# bo mnie zaraz szlag jasny trafi ...
Ja nie wiem dokładnie co się dzieje w amerykańskie szkole, ale ja wiem, że oni tam nagradzają ludzi Pulitzerem za pisanie książek wykazujących wpływ nauki na gospodarkę, kulturę, obyczaje czy na prawodawstwo. Tam nagradzają historyków tytułami za wykazanie dlaczego przykładowo Abraham Lincoln przedłużał wojnę secesyjną i co to miało wspólnego z zastosowaniem bawełny, a więc jaki wpływ przemysł miał na wojnę. Pierwszy raz słyszę w życiu, że w ten sposób naucza polska szkoła i dopiero PiS szykuje na tę naszą wspaniałą edukację zamach ...
|
|
 | 4 na 4 | dajmonion (3663 punktów) | Nie podniecaj się tak. Niestety ale usunięcie teorii względności z programu liceum jest faktem. Gdy rozwalano Trybunał Konstytucyjny, to Prawdziwi Polacy usprawiedliwiali to grzechami poprzedniej ekipy. Teraz w kwestii edukacji Ty robisz dokładnie to samo. Nikt przecież nie twierdzi, że było cukierkowo czy jak piszesz 'wspaniale', ale moje prywatne zdanie jest takie, że było jednak powoli, ale coraz lepiej pod tym względem. Ja też się uczyłem na kiepskich i bardzo teoretycznych zbiorach zadań, ale widzę wyraźnie, że są coraz lepsze. I nagle z niewiadomych powodów jakaś banda oszołomów wywala teorię względności, bo rzekomo jest za matematyczna. Co do eksperymentów w szkołach to jak wiadomo kwestia sprowadza się ostatecznie do pieniędzy i nie ma co wieszać psów na profesorze tylko dlatego, że ma ograniczone możliwości pod tym względem. Podejrzewam, że nawet gdyby był premierem, to by się dziesięć razy zastanowił, czy zabrać pielęgniarkom i przeznaczyć na nowe elektroskopy. Ze względu na wysoki koszt takich rzeczy problem pewnie nie zostanie prędko rozwiązany, ale właśnie dlatego warto docenić mniej spektakularne zmiany na lepsze.
dajmonion
|
|
 | 7 na 7 | dajmonion (3663 punktów) | Pytasz się co robił profesorek przez ostatnie 25 lat. A przepraszam, wiesz na pewno, że nic nie robił, czy tak po prostu wrzuciłeś go sobie do worka z napisem 'winni', przy czym mógłbyś to zrobić z dowolnym innym? Ja nie wiem kto konkretnie co robił, ale pomoce edukacyjne przez ten czas bardzo się zmieniły na lepsze. Za moich czasów teoria względności była tylko w mat-fiz. W 2004 roku znalazła się już w podstawie i widać było jeszcze nieudolne wtedy próby uprzystępniania tych rzeczy. Prawo Bernoulliego też było tylko w mat-fiz i to w postaci zadań do rozwiązania. Po czym wrzucono je do podstawy tylko po to by wyjaśnić dlaczego samoloty latają. Już bez zadań. Nawet entropie wrzucono do podstawy i bynajmniej nie po to by katować ludzi zadaniami. Można by jeszcze długo wymieniać. Dyskusja z Prawdziwymi Polakami powoli staje się niemożliwa, bo za każdym razem gdy PiS coś schrzani, to cały wysiłek idzie w kierunku wykazania, że skoro nie jest lepiej to przynajmniej nie jest gorzej. Nawet ostatnio na imieninach miałem niemal identyczną sytuację. Chodziło o ułaskawienie Kamińskiego. I nagle ktoś usilnie próbuje wprowadzić wątek Kwaśniewskiego czy wręcz Jaruzelskiego. O Kwaśniewskim można sobie oczywiście godzinami dyskutować, ale jego już nie ma. A PiS jest. I robi różne niefajne rzeczy. Tak wiec drogi Burnhamie. Wszystko co napisałeś nie zmienia faktu, że ta robiona naprędce reforma jest do dupy i że należy z nią zrobić to, co zaproponował profesor. Że poszerzanie fizyki klasycznej i uszczuplanie współczesnej jest po prostu idiotyczne. Nawet jeśli w polskiej szkole nie naucza się o wpływie odkrycia ropy naftowej na prawodawstwo, to faktem jest, że reforma pisowska jeszcze bardziej oddzieli naukę od kultury. Prosty przykład. Profesor wskazuje, że w programie nie ma pojęcia pędu, zatem też i zasady zachowania pędu. Jak w takiej sytuacje uczeń ma zrozumieć film 'Grawitacja'? Jak zrozumie dlaczego jeden z bohaterów nie mógł się chwycić statku tylko minął go i poleciał w przestrzeń kosmiczną? Uczeń, który zna zasadę zachowania pędu rozumiałby co jest w tej sytuacji potrzebne. Opozycyjny profesorek powiadasz. Widzę, że wzorujesz się na Mariuszu, który już w pierwszym poście miał refleksję, że profesor broni swoich interesów. Ciekawe dlaczego tym razem nie niemieckich. I aż chce się zapytać czyich interesów broni Mariusz. Gdy uczyłem się historii współczesnej i czytałem o usunięciu Zygmunta Baumana z Uniwersytetu Warszawskiego wskutek nagonki antysemickiej to była to dla mnie abstrakcja. A teraz widzę coraz wyraźniej, że takie rzeczy dzieją się naprawdę i wcale nie przeszły do lamusa. Nie ważne co profesor mówi, ważne czy jest opozycyjny. Dla innych z kolei najważniejsze jest to czy jest komunistą. Może być nawet generałem, ale uczył się w Moskwie zatem won! To jest mentalnośc plemienna. I tą mentalność plemienną widać było bardzo wyraźnie na kongresie PiS. "POLSKA JEST JEDNA". Powinni napisać "STADO JEST JEDNE"
dajmonion
|
|
|  | 2 na 2 | Burnham (1149 punktów) | > Pytasz się co robił profesorek przez ostatnie 25 lat. A przepraszam, wiesz na pewno, że nic nie robił, czy tak po prostu wrzuciłeś go sobie do worka z napisem 'winni', przy czym mógłbyś to zrobić z dowolnym innym?Pytam się bo ja tego człowieka nie znam, ale bredzi dokładnie tak jakby się obudził w 2017 roku. > Dyskusja z Prawdziwymi Polakami powoli staje się niemożliwa, bo za każdym razem gdy PiS coś schrzani, to cały wysiłek idzie w kierunku wykazania, że skoro nie jest lepiej to przynajmniej nie jest gorzej.Dyskusja z ludźmi politycznie zaangażowanymi jest bezsensowna. Pamiętam jak jeszcze JKM był bardziej na topie to wszelkie odniesienia do liberalizmu spotykały się z niechętnymi głosami przeciwników, że ktoś jest od Korwina (bo generalnie w Polsce niewielu ludzi zna narrację Murraya Rothbarda czy Ludwiga von Misesa - nawet Max Weber, kapitalizmowi bardzo przychylny, jest postacią w polskim dyskursie enigmatyczną. No i siłą rzeczy jedynym odniesieniem pozostaje w polskiej ubogiej "dyskusji" Korwin Mikke jako wyznacznik narracji liberalnej. Smutne, ale taka jest rzeczywistość). Tak samo jest z PiSem, którego politycznym sukcesem jest zdominowanie publicznej narracji o patriotyzmie, czego inne partie nie potrafiły zrobić bo i nawet nie próbowały. Zatem ilekroć ktoś coś wspomni cokolwiek o Polsce w pozytywnym tonie to od razu, wedle zwolenników przyspieszonej integracji unijnej, jest z PiSu, a cała dyskusja zaczyna być wpychana w nurt narracji politycznej bo inna narracja kuleje albo w ogóle jej nie ma. Po prostu, to jest zjawisko jakie już dawno temu zauważyli krytycy literatury (Michił Bachtin przykładowo), że język jest przekazywany od pokoleń w pewnym kontekście. Twoim kontekstem jaki znasz są Korwin, Kaczyński i Macierewicz oraz zapewne ludzie pokroju Anne Applebaum, Baumana i Herberta Marcuse'a (generalnie nurt postmarksizmu). Moim kontekstem są Orwell, James Burnham, Daniel Yergin czy relacja Lee Kuan Yew z tego jak Singapur poradził sobie z komunistycznym dziadostwem (czego nie chcą słyszeć Waldemary Kuczyńskie, Wałęsy, Koraszewskie, Bratkowskie i cała reszta tego towarzystwa) albo rozpaczliwe nawoływania Mackiewicza by nie dać się komunistycznemu dziadostwu za co komuniści skazali go na śmierć, a Michnik, jak i jego rodzinka, robił wszystko by utrudniać wydawanie jego książek i możliwie jak najbardziej go przemilczeć. Siłą rzeczy, w 2017 roku, narrację patriotyczną w Polsce przejęła partia polityczna PiS, która jako jedyna pozytywnie się odnosi do patriotyzmu. W szkole ani Mackiewicza ani Jerzego Giedroyca nie ma. Niemniej jednak różnica między nami jest taka, że ja znam nurt narracji uzasadniającej potrzebę suwerenności państw w kontekście zaistniałych możliwości z innych źródeł aniżeli "życzliwie" podpowiadanych przez TVN, Michnika, Appplebaum czy jakiś Baumanów. Dlatego my się nie dogadamy bowiem jesteśmy z zupełnie różnych kontekstów językowych - operujemy narracją z innego kontekstu. > Nawet jeśli w polskiej szkole nie naucza się o wpływie odkrycia ropy naftowej na prawodawstwo, to faktem jest, że reforma pisowska jeszcze bardziej oddzieli naukę od kultury. Prosty przykład. Profesor wskazuje, że w programie nie ma pojęcia pędu, zatem też i zasady zachowania pędu. Jak w takiej sytuacje uczeń ma zrozumieć film 'Grawitacja'?Znowu. Różnica, zupełnie zasadnicza, między nami polega na tym, że Ty forsujesz narrację iż coś złego z polską szkołą się dzieje za czasów PiS co wiążesz z "prawdziwymi Polakami". Natomiast ja uważam, że z polską szkołą i w ogóle ze statusem wiedzy dzieje się źle od bardzo dawna i obecnie jesteśmy świadkami fetoru gangreny, obok którego nie da się już przejść obojętnie. Przykładowo, pamiętam do dzisiaj bardzo dobry tekst Marka Oramusa z początku lat 2000, który dzisiaj może być tylko ostrzejszy www.bytoms(*)ytomia/kraj/12364-kult-idioty.> Opozycyjny profesorek powiadasz.Dokładnie tak. Tak jak PiS ma swoich profesorów tak i totalna opozycja swoich. I ten jegomość jest tego świetnym przykładem.
|
|
3 na 3 | Rafał Poniecki (7132 punktów) | >>"...Jak to się stało, że polecono niekompetentnym ludziom opracowanie programu, który jest absolutnie do wyrzucenia i to do wyrzucenia, przysypania ciężkimi cegłami i jeszcze kołkiem osinowym powinno się to przekłuć..."<<
Można by jeszcze spytać, kto to im polecił? Jakie on/ona mieli kompetencje? W czymkolwiek. Na "pedagogice szkoły wyższej", czy jak tam się te wykłady nazywały, powiedziano nam, że jeśli ktoś się na czymś naprawdę zna, to zabiera się do tego biznesu. Jeśli nie bardzo się zna, to uczy, jak to robić. A jak już jest zupełnym lewusem, to naucza, jak nauczać. I tak to niewątpliwie jest; przynajmniej sądząc z kompetencji ministrów i szefów departamentów. Ale wracając do nauczania fizyki, należy zawsze mieć na uwadze, że jest to dziedzina wiedzy jak najbardziej eksperymentalno-obserwacyjna. Najpierw coś obserwujemy, próbujemy to zrozumieć, jeśli trzeba, to dodatkowo przeprowadzamy eksperymenty, znowu obserwując. Cały aparat matematyczny potrzebny jest dopiero do zaawansowanego opisu tego wszystkiego. Na poziomie podstawowym wystarcza obserwacja i podanie logicznego wyjaśnienia, dlaczego tak, a nie inaczej. Niestety, szkoły zupełnie nie są przygotowane do tego, żeby pokazywać, jak interesująca jest otaczająca nas przyroda, a to powinno być ich głównym zadaniem. [Tak jak nauczanie poprawnego posługiwania się językiem ojczystym, a nie wałkowaniem poetów, którzy podobno mieli coś na myśli.] Dopiero następnym krokiem powinno być wyjaśnianie, jak to wszystko można precyzyjnie opisać oraz co i jak można przewidzieć. Wtedy dopiero można będzie liczyć na to, że młodzież zainteresuje się nauką. Bo jeśli od początku musi rozwiązywać zadania, których sensu nie widzi, to mamy to, co mamy.
|
|
2 na 2 | hyperion (1422 punktów) | > Krótko mówiąc Pan Profesor nie pozostawia na niej suchej nitki. Cytuję:"...Jak to się stało, że> polecono niekompetentnym ludziom opracowanie programu, który jest absolutnie do wyrzucenia i to do> wyrzucenia, przysypania ciężkimi cegłami i jeszcze kołkiem osinowym powinno się to przekłuć..."(...) > Główny zarzut dotyczy tego, że program zostanie znowu okrojony i będzie to dotyczyło przede> wszystkim fizyki współczesnej. Autorzy tłumaczą się, że są to zagadnienia zbyt trudne ze względu na> ich stopień zmatematyzowania.Prawnicy rujnują> praworządność, prezydent ułaskawia niewinnych, leśnik wycina puszczę, minister zdrowia wprawia w> rozbawienie ginekologów, a teraz jeszcze fizycy na dokładkę.> Dla zainteresowanych cały wywiad:> www.tvn24.(*)-bialynicki-birula,732715.htmlW pierwszym odruchu chciałem poprzeć pana prof. Iwo Białynickiego-Birulę, że wreszcie słusznie łaja głupotę ale komentarz Burnham-a mnie otrzeźwił. Całe to środowisko fizyczne ma mocno za uszami, przez poprzednie 20 lat nic nie robili dla polepszenia edukacji (jedyne co robili to swoje karierki). Teraz nagle się obudzili (przynajmniej jeden prof się obudził). Ci wybitni prof-esi promowali jełopów i takie są dzisiaj skutki. Totalny odwrót od nauk ścisłych.
Wolność wypowiedzi gwarantuje mi Konstytucja Art. 54
|
|
 | 2 na 2 | Zbywrocek (5 punktów) | >W pierwszym odruchu chciałem poprzeć pana prof. Iwo Białynickiego-Birulę, że wreszcie słusznie łaja głupotę ale komentarz Burnham-a mnie otrzeźwił.
A czym ten komentarz Pana otrzeźwił? Nazwaniem prof. Białynickiego-Biruli profesorkiem?
>Całe to środowisko fizyczne ma mocno za uszami, przez poprzednie 20 lat nic nie robili dla polepszenia edukacji (jedyne co robili to swoje karierki).
Profesorkowie i ich karierki... Naprawdę to juz jest cała argumentacja?
> Teraz nagle się obudzili (przynajmniej jeden prof się obudził). Ci wybitni prof-esi promowali jełopów i takie są dzisiaj skutki. Totalny odwrót od nauk ścisłych.
Poproszę o przykład choć jednego jełopa promowanego przez tych profesorków.
Czy "Totalny odwrót od nauk ścisłych" to zjawisko lokalne w Pana blogosferze, w Polsce czy na świecie?
|
|
1 na 1 | Zbywrocek (5 punktów) | Moim zdaniem:
1. Główny problem, to jaki jest cel nauczania fizyki w szkołach. Jeśli jest nim przygotowanie do egzaminu na politechniki (którego od lat już nie ma, ale niby dlaczego programy nauczania i *przyzwyczajanie nauczycieli* mają to zauważać?), to nic dziwnego, że jest ona nauczana jako nauka teoretyczna. Jeśli jest nim nauczanie fizyki jako części kultury, to faktycznie powinno się odejść od nauczania przedmiotowego opartego na matematyce na rzecz nauczania opisowo-doświadczalnego, jak na lekcjach przyrody, które właśnie są likwidowane. Moje doświadczenie wskazuje jednak, że łatwiej po przygotowaniu teoretycznym przejść do działań eksperymentalnych niż w drugą stronę. Z drugiej strony znikomy odsetek uczniów będzie te wiedzę teoretyczną wykorzystywać w praktyce, więc im bardziej przydałaby się fizyka opisowa i doświadczalna plus wprowadzenie do myślenia naukowego.
2. Problemem niesłychanym jest też to, że niezwykle trudno nadążyć szkole za niewiarygodnym tempem postępu naukowo-technicznego. Czy mamy dzieciom w szkołach *podstawowych* mówić o odkryciu planet poza Układem Słonecznym? I dlaczego telefony komórkowe mają w nazwie komórki? I o polu magnetycznym? I inflacyjnym modelu ewolucji wszechświata? Może jeszcze o falach grawitacyjnych, dylatacji czasu i dualizmie korpuskularno-falowym? Na jakim poziomie? Opisowym? Naprawdę na poziomie opisowym można 12-latkowi wytłumaczyć interferencję elektronów?
Ile czasu na to wszystko ma nauczyciel fizyki???
Kto zapewni bezpieczeństwo najprostszych eksperymentów wykonywanych w grupach 35-osobowych?
Jak nauczanie fizyki wiąże się z nauczaniem matematyki, chemii etc.? Czy odejście od traktowania fizyki jako swego rodzaju "matematyki stosowanej" nie rozłoży jeszcze bardziej poziomu matematyki?
3. Jest więc to swoiste rozczarowanie nauką jako taką, a naukami ścisłymi w szczególności, kwestią kulturową i sami fizycy z tym sobie nie poradzą.
4. Osobną sprawą jest tzw. post-prawda. Czy raczej "demokratyzacja" narzędzi wytwarzania i rozpowszechniania informacji. Opinia profesora, że samo nauczanie fizyki jest szczepionką na post-prawdę jest naiwna. Obawiam się, że takowa szczepionka nie istnieje.
5. Na końcu drobna uwaga. Prof. Birula krytykował podstawy programowe dla klas 4-8 a nie np. dla liceów.
|
|
1 na 1 | Grzegorz (5685 punktów) | >Autorzy tłumaczą się, że są to zagadnienia zbyt trudne ze względu na ich stopień zmatematyzowania.
Patrząc na programy fizyki i matematyki już za moich czasów można było dojść do ciekawych wniosków. Przykładowo ruch jednostajnie przyspieszony w I-szej klasie (fizyka), ale trójmian kwadratowy (matematyka) na którym opierają się wzory do tego ruchu - dopiero w drugiej.
Pewnie zostanę zjechany przez wszystkie strony, ale wg mnie rozwiązanie jest całkiem inne - szkolnictwo zawodowe jak w RFN. Jak ktoś chce być piekarzem i wie że studia nie są dla niego, to nie ma co utrudniać mu życia teorią względności. Jak chce być spawaczem, to niech coś tam wie o prądzie przemiennym, itd. A my najpierw wywalamy $$$ na męczenie przyszłych fachowców przydawkami, a potem się dziwimy że są słabymi fachowcami bo w szkole mieli przydawki, a fachu uczą się dopiero "na kliencie"...
Teraz ze względu na słabe szkolnictwo zawodowe większość z nas i tak idzie do liceum, no bo w końcu obowiązek szkolny jest. Czyli logiczne będzie że jakakolwiek solidna podstawa matematyczna będzie dla całości ciężkostrawna, a z kolei opierająca się na tym fizyka okaże się zbyt "zmatematyzowana. Zresztą, analogiczne problemy dotyczą to nie tylko przedmiotów ścisłych...
|
|
 | 4 na 4 | ZaKotem (8733 punktów) |
> Pewnie zostanę zjechany przez wszystkie strony, ale wg mnie rozwiązanie jest całkiem inne - szkolnictwo zawodowe jak w RFN. Jak ktoś chce być piekarzem i wie że studia nie są dla niego, to nie ma co utrudniać mu życia teorią względności. Jak chce być spawaczem, to niech coś tam wie o prądzie przemiennym, itd. A my najpierw wywalamy $$$ na męczenie przyszłych fachowców przydawkami, a potem się dziwimy że są słabymi fachowcami bo w szkole mieli przydawki, a fachu uczą się dopiero "na kliencie"...Nie wiem czemu akurat przykład RFN dałeś, chyba żeby Mariusza wkurzyć. Szkolnictwo zawodowe było względnie dobrze rozwinięte w tym okropnym Peerelu i wykonano wiele pracy, żeby je zdemolować. Polska miała stać się potęgą dzięki edukacji - ambicja jest w porządku, ale komuś się zapomniało, że sam tytuł magistra ani nawet doktora mędrcem nie czyni. Symptomatyczne jest jednak to, że owa demolka zawodowek dokonywała się za przyzwoleniem społecznym. Tu chyba dochodzi do głosu polskie szlachciurstwo i ambicja oparta raczej na snobizmie. Polak z wyższym wykształceniem czuje się wyższym człowiekiem, co widać czasem w internetach i nie tylko. Magister zarabiający mniej niż hydraulik czuje jakąś wielką niesprawiedliwość, tak jakby rzeczywistość odwracała znajdującą się w jego głowie hierarchię bytów. Żeby szkolnictwo zawodowe miało sens, naród musi utracić jakoś przekonanie, że dyplom magistra to tytuł szlachectwa. www.racjonalista.pl/forum.php/s,731657#w731663
|
|
 | 1 na 1 | dajmonion (3663 punktów) | > Jak ktoś chce być piekarzem i wie że studia nie są dla niego, to nie ma co utrudniać mu życia >teorią względności.Nie przesadzajmy w drugą stronę. Poprawa szkolnictwa zawodowego nie musi się odbywać kosztem sensownego wykształcenia ogólnego. Idąc Twoim tokiem myślenia można by bardzo wiele rzeczy z programu powyrzucać i sprawić, że nawet kultura popularna stanie się trudno zrozumiała (przykład z filmem "Grawitacja"). Potem mamy takich ćwierćinteligentów z przedpotopowymi poglądy np. na demokracje. > Patrząc na programy fizyki i matematyki już za moich czasów można było dojść do ciekawych >wniosków. Przykładowo ruch jednostajnie przyspieszony w I-szej klasie (fizyka), ale trójmian >kwadratowy (matematyka) na którym opierają się wzory do tego ruchu - dopiero w drugiej.Dydaktykom fizyki od dawna znany jest problem polegający na tym, że nawet gdy ktoś przerobił na matematyce ten trójmian to i tak ma problemy ze stosowaniem tej wiedzy w fizyce. Z drugiej strony istnieje wiele sposobów, by sobie z tym problemem poradzić bez dogłębnej znajomości funkcji kwadratowej. Wyjaśnię to na przykładzie. Gdy masz zadania dotyczące rzutu ukośnego, to nie musisz pisać wzoru dla całej sytuacji, tylko podzielić problem na: przed i po osiągnięciu maksymalnej wysokości i wtedy stosujesz prostsze wzory. Wiele zależy po prostu od nauczyciela, a dokładniej od tego czy potrafi pobudzać pomysłowość uczniów. > Pewnie zostanę zjechany przez wszystkie strony, ale wg mnie rozwiązanie jest całkiem inne - >szkolnictwo zawodowe jak w RFN.Co chwile słyszy się apel, aby reaktywować szkoły zawodowe. Jest w tym sporo racji. Zastanawiam się tylko w jakim kierunku to powinno iść zważywszy na fakt, że coraz więcej dziedzin życia ulega automatyzacji. Programiści nie próżnują  To chyba jeden z powodów, dla którego już teraz na Zachodzie zupełnie poważnie debatuje się nad wprowadzeniem dochodu podstawowego. Dlatego moim zdaniem coraz ważniejsze będzie, aby po pierwsze odkryć to czym chcemy się naprawdę zajmować i po drugie próbować zarabiać na tym bez oglądania się na formalną edukację. Czy wiecie, że minister spraw zagranicznych Austrii Sebastian Kurz nie ukończył studiów prawniczych? Podobno ma spore szanse by zostać kanclerzem. Jakiś czas temu czytałem artykuł w der Spiegel o najbogatszych Niemcach. Prowadzono mianowicie badania nad tym, jakie cechy osobowości pozwoliły im dojść do sukcesu. Wypowiadał się między innymi Theo Müller. To ten pan, dzięki któremu pijemy te wielosmakowe mleczka Müllermilk. Otóż okazuje się, że wielu z tych gigantów też nie ukończyło studiów. To są ludzie, którzy potrafili uczyć się też poza formalnym systemem. Obserwowali co się wokół nich dzieje i potrafili w odpowiednim momencie podjąć właściwą decyzję. www.youtube.com/watch?v=Yo30sWzoy80
|
|
|  | | Grzegorz (5685 punktów) | > Dydaktykom fizyki od dawna znany jest problem polegający na tym, że nawet gdy ktoś przerobił na matematyce ten trójmian to i tak ma problemy ze stosowaniem tej wiedzy w fizyce. Z drugiej strony istnieje wiele sposobów, by sobie z tym problemem poradzić bez dogłębnej znajomości funkcji kwadratowej (...) Wiele zależy po prostu od nauczyciela, a dokładniej od tego czy potrafi pobudzać pomysłowość uczniów.Trójmian to tylko przykład pierwszy z brzegu, może jeszcze lepszym byłyby pochodne które część wzorów fizycznych ustawiają nieomal "z definicji", tyle że w programie matematyki pojawiają się pod sam koniec. Owszem, nauczyciel z podejściem może sobie z tym poradzić, ale może by mu ułatwić zadanie  ? > Zastanawiam się tylko w jakim kierunku to powinno iść zważywszy na fakt, że coraz więcej dziedzin życia ulega automatyzacji.Celna uwaga. Powiedziałbym że np. kafelków to jeszcze przez jakiś czas nie położy żaden robot (więc budowlanki póki co mają rację bytu  )... choć z drugiej strony jak patrzę na pokazy automatów to w sumie też bym tak na 100% się przy tych kafelkach nie upierał. > Potem mamy takich ćwierćinteligentów z przedpotopowymi poglądy np. na demokracje.Optymista. Potem? Mamy ich teraz, i to często z dyplomami. Więc powiedziałbym że przełożenie jest niewielkie.
|
|
| |  | 3 na 3 | dajmonion (3663 punktów) | > >Dydaktykom fizyki od dawna znany jest problem polegający na tym, że nawet gdy ktoś przerobił na matematyce ten trójmian to i tak ma problemy ze stosowaniem tej wiedzy w fizyce. Z drugiej strony istnieje wiele sposobów, by sobie z tym problemem poradzić bez dogłębnej znajomości funkcji kwadratowej (...) Wiele zależy po prostu od nauczyciela, a dokładniej od tego czy potrafi pobudzać pomysłowość uczniów.> Trójmian to tylko przykład pierwszy z brzegu, może jeszcze lepszym byłyby pochodne które część wzorów fizycznych ustawiają nieomal "z definicji", tyle że w programie matematyki pojawiają się pod sam koniec. Owszem, nauczyciel z podejściem może sobie z tym poradzić, ale może by mu ułatwić zadanie ?Daj mi dwie godziny lekcyjne. Wyjaśnię gimnazjalistom pochodne. Wystarczy użyć metody anglosaskiej. Mam w domu podręcznik do matematyki, którego używano w Wielkiej Brytanii w latach osiemdziesiątych. Oni podchodzą do sprawy praktycznie. U nas natomiast trzeba najpierw przerobić ciągi, granice, potem granice funkcji i dopiero pochodne. Po drodze masz mnóstwo trudnych dowodów. Tymczasem we wspomnianym podręczniku każdy rozdział zaczyna się od kilku zadań mających najpierw tylko naprowadzić na problem. W przypadku pochodnej wystarczy zastanowić się jak obliczyć prędkość chwilową. Najpierw uczniowie liczą prędkość średnią, potem stosują przybliżenia, by dojść do sytuacji granicznej. Poza tym stosuje się tam dawny zapis ds/dt zamiast s'(t) co jest o wiele lepsze, bo pokazuje sedno pochodnej jak ilorazu dwóch różniczek. www.youtube.com/watch?v=Yo30sWzoy80
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|