 |
WITTGENSTEIN 6.44 - dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-10-2014 23:37 | Christopher CJ Jozwiak (20202 punktów) (zablokowany) | WITTGENSTEIN 6.44 - dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje? | Pomyślcie: dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje? To jest, moim zdaniem, fundamentalne pytanie Filozofii w ogóle. Świat, Byt, Rzeczywistość, .. to z tego co wiem ~ www.youtube.com/watch?v=HGG4HmlotJE - znacie jakieś lepsze ontologie na bazie których można udzielić odpowiedzi na Pytanie? DLACZEGO W OGÓLE COKOLWIEK ISTNIEJE? * jako punkt wyjścia proponuję obejrzeć lekki filmik z TED: www.ted.co(*)oes_the_universe_exist#t-72037Moim zdaniem: Niebyt jest logicznie sprzeczny, ponieważ nic nie może nie być tym, czym jest. Stąd BYT MINIMALNY musi z konieczności być co najmniej tym czym jest. Taką Nicością (oznaczamy ją jako X) która spełnia zasadę tożsamości, a zatem: X=X. Dalej konieczne (jak widać, bo Świat jest bardzo złożony!) jest 0=X-X=Y-Y=Z-Z=... => być może występują wszelkie niesprzeczne wewnętrznie możliwości! A zatem: "It is not how things are in the world that is mystical, but that it exists." - wcale nie musi być takie mystical, a Waszym zdaniem? PS> dla mnie "?" pozostaje ~ 'Spór o istnienie poza Matematyką'  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
4 na 4 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Pomyślcie: dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje? "Dlaczego" nie jest chyba pytaniem, które stawia się w nauce. Jeśli już nauka stawia jakieś pytanie, to brzmi ono "w jaki sposób".
"Dlaczego raczej istnieje coś niż nic?" - na mój chłopski/prosty rozum - jest coś nie tak z takim pytaniem. No bo jeśli mamy do czynienia z istnieniem, to jaka to różnica czy nazwiemy to istnienie czymś czy niczym? Raczej bezsensownie jest pytanie o istnienienie "niczego", jeśli "nic" jest zaprzeczeniem istnienia.
Żyjemy w rzeczywistości, która skłania nas (poprzez dowody) do stwierdzenia, że to i owo oraz siamto istnieje (istniało na dłuuuugo zanim my się pojawiliśmy z naszymi pytaniami). Szukajmy więc odpowiedzi na pytanie "jak", a nie marnujmy czasu na szukanie odpowiedzi na pytanie "dlaczego".
|
|
7 na 7 | diogenes (42753 punktów) | >WITTGENSTEIN 6.44 - dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje?
6.44: Nicht wie die Welt ist, ist das Mystische, sondern daß sie ist.
Nie rozumiem, skąd to zestawienie tezy Wittgensteina z pewną wersją pytania Leibniza. Wittgenstein przypisuje światu jako całości pewną cechę mistyczności, a więc - tajemniczości (mystikós). Należałoby dokładniej zbadać sens tego terminu w Traktacie, aby ująć go w szerszym kontekście. W tradycji europejskiej filozofii (i teologii) mistyczny to tyle, co odniesiony do rzeczywistości transcendentnej wobec świata, czyli boskiej. Przypisanie istnieniu świata mistycznego charakteru miałoby zatem dość prowokacyjny charakter. W każdym razie Wittgenstein nie sugeruje, że mistyczność świata związana jest z jego egzystencjalną, pozaświatową racją. Mówiąc językiem niemieckiej filozofii - byłaby to mistyka "wewnątrzświatowa". W tezie 6.45 zdaje się potwierdzać tę wykładnię: Poczucie świata jako ograniczonej całości jest mistyczne. A więc znowu nie transcendencja, bóg, absolut, lecz świat jako całość, wszystko (panta): ewentualnie razem z ową transcendencją (opcja panteistyczna?).
>A zatem: "It is not how things are in the world that is mystical, but that it exists." wcale nie musi być takie mystical, a Waszym zdaniem?
Zgoda. Tylko co wtedy znaczyłaby tajemniczość, mistyczność świata? Czy tajemniczość nie stałaby się ... jedynie cząstkowym problemem, np. naukowym, życiowym lub innym, a poznanie ograniczone do poznania naukowego? Tym zaś, którzy chcieliby powiedzieć coś mistycznego pokazać, że nie ma to sensu (6.53).
Taką wypowiedzią jest moim zdaniem pytanie: dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje? Gdyby próbować odpowiedzieć na nie w duchu tradycyjnej mistyki, a więc odwołując się do boga (absolutu), odpowiedź byłaby tylko pozorna: świat istnieje bo istnieje bóg. Ale zmienna "cokolwiek" w pytaniu dotyczy również boga, więc mamy kolejne pytanie: dlaczego istnieje bóg?, itd., ad infinitum. Pytanie to należałoby sformułować więc tak: Dlaczego istnieje istnienie?
Aby zając się tym pytaniem wolałbym zmienić mistyczną tradycję na tradycję buddyjską. Na pytanie "Skąd się wzięło uniwersum?" mistrz zenu odpowiedział pytaniem: A skąd się wzięło twoje pytanie? W podobnym duchu odpowiedział Sartre: Każde "dlaczego?" jest późniejsze niż byt i go zakłada.
Dlaczego więc istnieje istnienie? Z tej samej racji, z jakiej kwiatek kwiatkuje.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 lumbago (2520 punktów) (zablokowany) | >Pomyślcie: dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje?
Dlatego, że gydyby nic nie istniało, nikt nie mógłby zadać takiego pytania.
|
|
1 na 1 | wsx666 (1067 punktów) | >Pomyślcie: dlaczego w ogóle cokolwiek istnieje?
Zastanawiałem się dokładnie nad tym samym problemem wiele lat temu i doszedłem do jednego prostego wniosku : bo może. Skąd taki banalny wydawało by się wniosek nasunął mi się jako odpowiedź ? Ponieważ doszukiwanie się odpowiedzi na to pytanie zawsze prowadzi do konieczności istnienia celowości istnienia czegokolwiek, natomiast istnienie jakiegokolwiek celu, przyczyny lub powodu dla którego istnieje cokolwiek jest warunkiem istnienia kreatora któremu taki cel by przyświecał. Tak więc koło się zamyka, bo po co w ogóle istnieje kreator i tak dalej. Najlogiczniejszym rozwiązaniem tego problemu dlaczego cokolwiek istnieje jest właśnie odpowiedź, bo może.
|
|
 | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | > Zastanawiałem się dokładnie nad tym samym problemem wiele lat temu i doszedłem do jednego prostego wniosku : bo może.Wiele, wiele lat temu do podobnej konkluzji doszli scholastycy: z tego, że coś jest, wynika, że może być. Mieli nawet formułkę, która opisywała to rozumowanie: ab esse ad posse valet consequentia (od być do móc zachodzi wynikanie). To jedna z tautologii współczesnych rachunków modalnych. Zerknij tu: pl.wikiped(*)ad_esse_non_valet_consequentiaNie bardzo trafia mi do przekonania ta teza. Traktuje ona to, co jest, jako realizację pewnych możliwości. Jak istnieją owe możliwości? Tworzą jakiś oddzielny od naszego świat możliwości, inny świat? Myślę raczej w kategoriach praw przyczynowo-skutkowych. W świecie więcej jest konieczności niż możliwości. Tych ostatnich być może nie ma w ogóle.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >Jak istnieją owe możliwości? Tworzą jakiś oddzielny od naszego świat możliwości, inny świat?
Właśnie... kto wie, może samo istnienie posiada naturę hierarchiczną; poza tym wszystko, co jest, jest względem czegoś. Nie ma bytów istniejących "same z siebie".
>Myślę raczej w kategoriach praw przyczynowo-skutkowych. W świecie więcej jest konieczności niż możliwości. Tych ostatnich być może nie ma w ogóle.
Przyczyna i skutek mogą być jednym z przejawów porządkowania chaosu zjawisk przez umysł, nie mając nic wspólnego z "najgłębszą naturą rzeczy". Pytanie o czas...
Twój przedmówca bardzo ciekawie przedstawił kwestię zagadki bytu. Skoro wiemy, że może być - a i owa możność również jakimś tam istnieniem obiektywnym musi być, udało nam się wyjaśnić wszystko metodą "iteracji wsobnej", "regresu nieskończonego", który w tym konkretnym wypadku odzwierciedla nieskończoną potencję możliwych form istnienia, dlatego jest akceptowalny i nie stanowi przeszkody poznawczej. Jeśli chodzi o mnie - wyjaśnienie to w pełni mnie satysfakcjonuje; jakkolwiek nick autora jest nieco niepokojący...
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >może samo istnienie posiada naturę hierarchiczną;
Załóżmy. Ale gdzie w owej hierarchii istnienia umieścić możliwość? Możliwość to raczej coś wyobrażonego (jednorożec)...miałaby status bytu mentalnego. Możliwe, że asteroida uderzy w Ziemię, itp.
>Przyczyna i skutek mogą być jednym z przejawów porządkowania chaosu zjawisk przez umysł,...
Można przyjąć takie rozwiązanie. Ale pachnie ono silnym dualizmem: z jednej strony chaos, z drugiej umysł; tak jak kiedyś materia vs duch... Możliwość nie jest jednak przyczyną zdarzeń. W rzucie monetą może wypaść O lub R. Ale to rzut monetą będzie przyczyną zdarzenia (faktu) O lub R, a nie owa możliwość. Jeśli nie rzucimy monetą, to mamy tylko rachunek prawdopodobieństwa, a więc problem istnienia bytów matematycznych.
>owa możność również jakimś tam istnieniem obiektywnym musi być,....
Obiektywność możliwości polega raczej na jej wyobrażeniowym, psychicznym, ewentualnie logicznym charakterze. Na czym miałaby np. polegać obiektywność możliwości tego, że jutro będę w Paryżu? Ta myśl (wyobrażenie) ma jakieś przyczyny, owszem...ale to cały jej "obiektywizm". Nie ma świata, w którym zdanie "Jutro może będę w Paryżu." jest prawdziwe.
Późno już.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | |  | | Hodża (11172 punktów) | >>może samo istnienie posiada naturę hierarchiczną; >Załóżmy. Ale gdzie w owej hierarchii istnienia umieścić możliwość? Możliwość to raczej coś wyobrażonego (jednorożec)...miałaby status bytu mentalnego. Możliwe, że asteroida uderzy w Ziemię, itp.
Pojęcie możliwości w tym znaczeniu, o jakim tu mówimy, jest niejako przeciwstawione temu, co zaktualizowane - jako pewien "warunek wstępny", "paradygmat początkowy" czy jak to tam nazwać. Rozumiem, że zakładanie czegoś takiego jest obarczone ryzykiem konstruowania wizji świata pod wcześniej przyjęte a nie poparte dostatecznie argumentem założenie.
Jeśli jednak założyć, że czas jest jedynie subiektywnym odbiorem pewnej "warstwy" czasoprzestrzeni istniejącej poza czasem, możliwość staje się dość banalnym i łatwo definiowanym bytem fizycznym. Za takim ujęciem potencjalności i aktualności opowiadają się niektórzy fizycy interpretując indeterminizm mikroświata w kategoriach jednej z wielu realizacji zbioru możliwości, które opisuje formuła równań falowych a które nie są dostępne naszej świadomości, zanurzonej w "niższym poziomie" organizacji materii.
>Możliwość nie jest jednak przyczyną zdarzeń. W rzucie monetą może wypaść O lub R. Ale to rzut monetą będzie przyczyną zdarzenia (faktu) O lub R, a nie owa możliwość.
Możliwość w tym konkretnym przykładzie jest, moim zdaniem, skutkiem rzutu monetą a nie przyczyną czegokolwiek. Możliwość sama z siebie nie może być przyczyną czegokolwiek, chyba że - właśnie - wypuściliśmy się w rejony ontologii ekstremalnej i rozważamy Pierwszą Przyczynę wszelkiego istnienia.
Na marginesie: czy możliwość w ogóle może być uznana za jakiś byt? I co, oprócz subiektywnego odczucia jest w ogóle kryterium uznania czegokolwiek za byt? Doświadczenie w laboratorium? A co z całą masą nieostrych czy subiektywnych pojęć - uczuciem, pięknem itd.?
Jeśli zaś przyjmiemy, że możliwość nie jest bytem samoistnym, ale że z konieczności przysługuje wszystkim realnie istniejącym jestestwom, musimy zdecydować, czy owo istnienie tych przedmiotów jest tylko możliwe czy też konieczne.
Jeśli bowiem jest konieczne w tym sensie, że tego wszystkiego, co jest wokoło nas nie mogłoby nie być, rozważanie jakiejkolwiek "Najwyższej Możliwości", która miałaby stać za całym światem doświadczanych przez nas fenomenów staje się intelektualnie podejrzane - konieczność wszak stanowi kategorię logicznie zdecydowanie różną od możliwości i wyklucza dowolność, bez której o niekoniecznej możliwości mowy być nie może.
Ale jeśli sama możliwość istnienia zostanie uznana za byt istniejący, staje się bytem samouzasadniającym się, a więc Bytem Fundamentalnym (takim, który bądź to sam siebie objaśnia, bądź sam nie wymaga objaśnienia albo też nie może zostać objaśniony - odpowiednik Boga w teologii neotomistycznej). Osobiście lubię tego rodzaju konstrukcje, wydają mi się bardzo eleganckie no i pozwalają na daleko idące nawiązania do taoizmu.
>>Przyczyna i skutek mogą być jednym z przejawów porządkowania chaosu zjawisk przez umysł,... >Można przyjąć takie rozwiązanie. Ale pachnie ono silnym dualizmem: z jednej strony chaos, z drugiej umysł; tak jak kiedyś materia vs duch...
Dygresja - skoro dualizm pojawia się w różnych swoich wersjach w najprzeróżniejszych odsłonach, od Heraklitejskiego starcia przeciwieństw przez binarny system kodowania informacji, na Flipie i Flapie kończąc, może coś jest na rzeczy?... Natomiast dualizm duch - materia jest dość dziś skompromitowaną bzdurą, zważywszy na to, jak bardzo "duch" jest materialny zaś materia "duchowa".
>>owa możność również jakimś tam istnieniem obiektywnym musi być,.... >Obiektywność możliwości polega raczej na jej wyobrażeniowym, psychicznym, ewentualnie logicznym charakterze. Na czym miałaby np. polegać obiektywność możliwości tego, że jutro będę w Paryżu?
Ale możliwości, diogenesie, doświadczasz bezpośrednio na co dzień i jak to bywa z wieloma "oczywistościami", jej prawdziwe miano umyka nam w powszedniości codziennego doświadczenia. Ową ukonkretnioną fizycznie jej naoczną obecnością jest przestrzeń. Jeśli rozważysz gruntownie to pojęcie, przyznasz mi chyba rację.
Czy jest to "prawdziwa" możliwość, czy tylko złudzenie? A cóż jest bardziej prawdziwego od naszych wrażeń... tam, gdzie dochodzimy do subiektywnego charakteru fenomenów psychicznych, dochodzimy chyba do ściany naszych rozważań, nawet, gdybyśmy zdołali przypisać im konkretne liczbowe wartości upchnięte w dobrze potwierdzone badaniami regularności.
Ja zakładam, że coś takiego, co stoi za "możnością", "wolnością" istnieje i jest właśnie treścią wszelkiej "przestrzenności", poczucia swobody poprzedzającego każdy, dowolny a nie wymuszony akt woli (nawet, jeśli w świetle badań owa "wola" jest znowu tylko i wyłącznie kolejnym złudzeniem"). Wydaje mi się bowiem, że do tego, by owo poczucie nie było tylko fałszywą ułudą wystarczy sam fakt niepełnej determinacji przebiegu procesów fizycznych.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | |  | | diogenes (42753 punktów) | >możliwości ... zaktualizowane
W taki sposób Arystoteles tłumaczył sobie ruch: przejście możności w akt. To historia.
>Jeśli jednak założyć, że czas jest jedynie subiektywnym odbiorem...
Co to znaczy "subiektywny odbiór"? Chodzi o jakiś szczególny rodzaj percepcji, intuicji? Czy dany jest wszystkim, czy tylko niektórym? Ja np. pozbawiony jestem "odbioru czasu". Owszem, widzę zmiany, doświadczam ich innymi zmysłami. Czas to raczej konstrukt pamięci, bez której by nie istniał. Inną kwestią jest, jak i czy w ogóle pamięć związana jest z subiektywnością.
> fizycy interpretując indeterminizm mikroświata w kategoriach jednej z wielu realizacji zbioru możliwości, które opisuje formuła równań falowych a które nie są dostępne naszej świadomości,
Wszystko zależy od tego, jak rozumieć ów brak dostępu/ dostęp przez naszą świadomość ("odbiór"). Czy mówimy np. o radykalnej transcendencji w żaden sposób (żadnymi oddziaływaniami) nie związanej z "naszą" rzeczywistością? To byłby raczej twór bardziej urojony niż bóg (wierni nie tylko maja boga, ale i jego ingerencję, a nawet wcielenie). Nie widzę potrzeby odwoływania się do platońskiego świata możliwości. Opis świata raczej w kategoriach zamkniętej na pewne operacje (też poznawcze) struktury, przekształceń tego, co dane jest w doświadczeniu bez odwoływania się do niczego z zewnątrz.
>Możliwość w tym konkretnym przykładzie [rzut monetą] jest, moim zdaniem, skutkiem rzutu monetą a nie przyczyną czegokolwiek. Nie rozumiem: skutkiem rzutu monetą jest zbiór zdarzeń, z których za interesujący uważamy jego element (O lub R), zaś inne - nie (np. ruch cząstek powietrza, drganie podłoża na które spadnie moneta, itd.) Tak więc nie ma tu mowy o żadnych możliwościach jako skutkach. Możliwości nie są ani przyczynami, an i skutkami zdarzeń. Kiedy rzucasz monetą, to nie wypada możliwość O lub R, ale O lub R. Podobnie, kiedy upuszczasz kamień z okna, to nie realizuje się jedna z możliwości (np. że odleci jak wróbel). Niczego nie zmienia tu fakt, że nie zawsze jesteś w stanie przewidzieć biegu zdarzeń
>...czy możliwość w ogóle może być uznana za jakiś byt? Moim zdaniem - nie. To raczej sposób mówienia. Weźmy np. tautologię logiki modalnej Jeśli p, to Mp. (Jeśli jestem w domu, to możliwe, że jestem w domu.) Czy dodając do faktu bycia w domu możliwość, cokolwiek innego tu opisujemy? Owszem, logika modalna formalizuje użycie terminów "możliwy", "konieczny", ale z formalizacji terminów nie wynika istnienie ich ewentualnych desygnatów. Poszukiwałbym rozwiązania w próbach eliminacji terminów modalnych z różnych kontekstów. Np. Zdanie "Być może Piotr jest w domu" = "Jeśli pójdziesz do Piotra, to zastaniesz go w domu"., itp.
>I co, oprócz subiektywnego odczucia jest w ogóle kryterium uznania czegokolwiek za byt?
Nie zawsze jest to subiektywne odczucie. Nauka żąda intersubiektywności, powtarzalności, itd. W każdym razie muszą zawsze istnieć reguły przejścia od jednostkowej subiektywności do postulatu istnienia. Zgadzam się z Berkeleyem, że esse=percipi, ale wyłącznie(!) na początku poznania: równanie to nie wyklucza obiektywizmu, który jednak będzie już pewnym konstruktem. Początkiem nauki było ujęcie świata w oderwaniu od człowieka. W naszych biografiach większość z nas powtarza ten etap -kiedy uświadamiamy sobie, że świat nie jest naszym życzeniem.
>Ale jeśli sama możliwość istnienia zostanie uznana za byt istniejący,... Nie potrzeba tak dziwacznego założenia.
>Ale możliwości, diogenesie, doświadczasz bezpośrednio na co dzień i jak to bywa z wieloma "oczywistościami", ...jest to przestrzeń.
Nie traktuję przestrzeni jako doświadczanej bezpośrednio możliwości. Bezpośrednio doświadczamy wrażeń. Mamy ponadto różne (historycznie) koncepty ich rozumienia. Ponadto jesteśmy aktywni, poruszamy się: przestrzeń jest pochodnym konstruktem naszego działania. (I podobnie jak czas - pamięci)
> tam, gdzie dochodzimy do subiektywnego charakteru fenomenów psychicznych, dochodzimy chyba do ściany naszych rozważań,
Dlaczego do "ściany"? Raczej do tworzywa, "materii", punktu odbicia naszych poznawczych, egzystencjalnych, estetycznych,... konstrukcji. Fenomeny nie stanowią żadnej ściany, żadnego muru, żadnej zasłony "prawdziwego bytu" - są bytem. Traktowanie świata zmysłowego, fenomenalnego jako zasłony rzeczywistego świata (w tym rzekomego świata możliwości) to echo religii.
>Ja zakładam, że coś takiego, co stoi za "możnością", "wolnością" istnieje i jest właśnie treścią wszelkiej "przestrzenności", poczucia swobody ...
Ja w sytuacji pokusy odwoływania się do tego rodzaju rzeczywistości co jakiś czas sięgam po brzytwę Ockhama. Metafizyka jest bowiem jak broda: co jakiś czas warto ją zgolić, bo nie jest dowodem madrości. Poczucie swobody to miła rzecz, ale jego wyjaśnienie nie musi być już miłe.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | >>Jeśli jednak założyć, że czas jest jedynie subiektywnym odbiorem... >Co to znaczy "subiektywny odbiór"? Chodzi o jakiś szczególny rodzaj percepcji, intuicji?
Że w jakiś sposób dotyczy tylko naszej świadomości. Nie przypadkiem jest jedną z największych zagadek filozofii i fizyki. Osobiście posiadam głębokie przeświadczenie o iluzoryczności czasu, przynajmniej w takim sensie, w jakim nasze oczy nie dostarczają nam pełnej informacji o całym spektrum promieniowania elektromagnetycznego. To chyba jest zwyczajnie rodzaj "interfejsu" pośredniczącego między pewną "lokalną" właściwością pewnej struktury materii będącą podstawą funkcjonowania świadomości a jej otoczeniem. Owo "złudzenie" może być po prostu faktem, że obiektywnie istnieją wszystkie możliwości zaś "nasz świat" stanowi tylko nikłą ich część.
>Opis świata raczej w kategoriach zamkniętej na pewne operacje (też poznawcze) struktury, przekształceń tego, co dane jest w doświadczeniu bez odwoływania się do niczego z zewnątrz.
Tylko czy to wystarczy - nie raz okazywało się, że dotychczasowe doświadczenia nie obejmują tego, co obiektywnie istnieje. Nie da się jak sądzę nigdy stworzyć tak "zamkniętego" modelu świata, który będzie przewidywał wszelkie możliwe stany. Być może jest to niemożliwe właśnie z tego powodu, że nie istnieje żaden "stabilny fundament", który by jakoś tam umożliwiał stworzenie równie uniwersalnego modelu.
Takie opisy świata próbowano tworzyć od zawsze i równie trwałą ich właściwością okazuje się być ich niekompletność. To chyba droga, która nie ma końca a "punkt docelowy" może być tylko złudzeniem, jak horyzont.
>>Możliwość w tym konkretnym przykładzie [rzut monetą] jest, moim zdaniem, skutkiem rzutu monetą a nie przyczyną czegokolwiek. >Nie rozumiem: skutkiem rzutu monetą jest zbiór zdarzeń, z których za interesujący uważamy jego element (O lub R)
Rozumiem to tak, że w momencie zainicjowania rzutu pojawia się możliwość, będąca jakąś właściwością tego eksperymentu. Podobnie, jak właściwością elektronu jest pewne prawdopodobieństwo bycia w określonym obszarze przestrzeni w danym odcinku czasu.
>>...czy możliwość w ogóle może być uznana za jakiś byt? >Moim zdaniem - nie. To raczej sposób mówienia. Weźmy np. tautologię logiki modalnej Jeśli p, to Mp. (Jeśli jestem w domu, to możliwe, że jestem w domu.) Czy dodając do faktu bycia w domu możliwość, cokolwiek innego tu opisujemy? Owszem, logika modalna formalizuje użycie terminów "możliwy", "konieczny", ale z formalizacji terminów nie wynika istnienie ich ewentualnych desygnatów.
Wydaje mi się, że to trochę podobne rozważania do kwestii "realności" istnienia pierwiastka kwadratowego z -1. Może i nie istnieje, ale jest niewątpliwie przydatny. I tak jest z możliwością: wiedzą o tym śledczy, którzy stwierdzając możliwość bycia podejrzanego w danym miejscu w czasie, gdy dokonano tam przestępstwa, traktują ową możliwość bardzo "materialnie".
>>Ale możliwości, diogenesie, doświadczasz bezpośrednio na co dzień i jak to bywa z wieloma "oczywistościami", ...jest to przestrzeń. >Nie traktuję przestrzeni jako doświadczanej bezpośrednio możliwości. Bezpośrednio doświadczamy wrażeń. Mamy ponadto różne (historycznie) koncepty ich rozumienia.
Ja z kolei podchodzę do tego w ten sposób, że wszelkie abstrakcyjne kategorie pojęciowe są, moim zdaniem, pochodną wrażeń zmysłowych i naszego doświadczenia fizyczności świata, poczynając od możliwości po najbardziej wzniosłe sprawy jak miłość, sprawiedliwość itp. Przestrzeni przecież nie odczuwa się "bezpośrednio" inaczej, jak tylko poczucie jej dostępności, swobody a więc i możliwości. Sam ruch w przestrzeni takiego poczucia nie daje.
>Fenomeny nie stanowią żadnej ściany, żadnego muru, żadnej zasłony "prawdziwego bytu" - są bytem. Traktowanie świata zmysłowego, fenomenalnego jako zasłony rzeczywistego świata (w tym rzekomego świata możliwości) to echo religii.
Niekoniecznie. Wiele odkryć stricte naukowych polegało i nadal polega na "przedarciu" się przez zasłonę złudzeń, prosty przykład - pozorny ruch Słońca na niebie.
>Ja w sytuacji pokusy odwoływania się do tego rodzaju rzeczywistości co jakiś czas sięgam po brzytwę Ockhama. Metafizyka jest bowiem jak broda: co jakiś czas warto ją zgolić, bo nie jest dowodem madrości.
Pełna zgoda. Ale miło czasem poczuć się metafizycznym wędrowcem, pamiętając o wszelkich zagrożeniach dla intelektu czyhających w tych krainach.
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | |  | 3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >... świadomości. Nie przypadkiem jest jedną z największych zagadek filozofii i fizyki.
Nimb tajemniczości pryska, jeśli spojrzeć na świadomość z punktu widzenia cząstkowych badań i wielu pozytywnych wyników. Jest różnica, kiedy ktoś chce rozwikłać tajemnicę świadomości i zamyka za sobą drzwi klasztoru, wchodząc do nieskończonej pętli słów, a kimś, kto poświęca się badaniom w laboratorium nad np. lokalizacjami pojęć w mózgu.
> Owo "złudzenie" może być po prostu faktem, że obiektywnie istnieją wszystkie możliwości zaś "nasz świat" stanowi tylko nikłą ich część.
Odkrycie np. promieniowania Roentgena nie było mistycznym wyjściem poza świat, a jedynie jego poszerzeniem. Podobnie dodanie jedności do liczby naturalnej nigdy nie wyprowadzi poza zbiór N. Zawsze istnieje pokusa realistycznego ujęcia matematycznych bytów, ale jeśli zbadać ich genezę (co pokazał Piaget), pryska mistyczny czar. Dotyczy to również możliwości, czyli alternatyw, i ich ontologii.
> Nie da się jak sądzę nigdy stworzyć tak "zamkniętego" modelu świata, który będzie przewidywał wszelkie możliwe stany.
Oczywiście. Chodzi jednak o to, że będą to jednak wyłącznie stany świata. Mówiąc o zamknięciu mówimy o zamknięciu struktury ze względu na pewne operacje i funkcje (analogia do zbiorów w matematyce), ale nie o zamknięciu badania struktur z wyższego poziomu (meta_), co jednak również nie jest wyjściem poza świat.
> w momencie zainicjowania rzutu pojawia się możliwość, będąca jakąś właściwością tego eksperymentu.
Czym jest ta możliwość? Czy ma ona wpływ na fizyczne zachowanie monety, czy nie?
> trochę podobne rozważania do kwestii "realności" istnienia pierwiastka kwadratowego z -1. Może i nie istnieje, ale jest niewątpliwie przydatny.
Owszem, tu zgoda. Dlatego nie mam nic przeciwko używaniu terminów modalnych, pod warunkiem, że rozumiemy je pragmatycznie. To nie jedyny przypadek, gdzie puste terminy mają praktyczne znaczenie, albo znaczą tyle, ile praktyka.
> wiedzą o tym śledczy, którzy stwierdzając możliwość bycia podejrzanego w danym miejscu w czasie, gdy dokonano tam przestępstwa, traktują ową możliwość bardzo "materialnie".
Owszem, ale nie zakładają, że podejrzany istnieje wstępnie w każdym z alternatywnych miejsc. Stawiają hipotezy, następnie je testują. Chodzi o oddzielenie ziarna od plew.
>... Sam ruch w przestrzeni takiego poczucia nie daje.
Aby mieć poczucie ruchu, musisz pamiętać chociaż jedno miejsce, w którym byłeś, musisz sobie uświadomić jakąś różnicę doznań. Świat jako realizacja wszystkich możliwości byłby nieruchomym światem Parmenidesa.
> Wiele odkryć stricte naukowych polegało i nadal polega na "przedarciu" się przez zasłonę złudzeń, prosty przykład - pozorny ruch Słońca na niebie.
Miałem tu na myśli świat "idei" platońskich, którego echo pojawia się wciąż, chociażby w koncepcji "trzeciego świata" Poppera. Ale również koncepcję różnej maści religijnych transcendencji, z koncepcją "tamtego świata" włącznie. Inny np. charakter miało odkrycie, że planety nie poruszają się po boskich orbitach, że niebo nie ma nic wspólnego z religijnym niebem. To było zakwestionowanie mocniejszego paradygmatu
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | |  | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Jest różnica, kiedy ktoś chce rozwikłać tajemnicę świadomości i zamyka za sobą drzwi klasztoru, wchodząc do nieskończonej pętli słów, a kimś, kto poświęca się badaniom w laboratorium nad np. lokalizacjami pojęć w mózgu.
To prawda, ale czasem wstępne rozważania mogą okazać się pomocne. Logika, ze wszystkimi jej dzisiejszymi "rozszerzeniami" jest jednym z takich przygotowawczych etapów ludzkiej myśli, w której był czas bardziej na refleksję, niż działania.
Ten wątek traktuje o "zagadce bytu". To, nawiasem mówiąc, jeden z tematów, o których rozmawiałem kiedyś z ojcem. To jemu zawdzięczam uświadomienie sobie cudowności samego faktu istnienia.
Zauważyłem, że wszelkie pytania o przyczynę, obejmujące swoim zakresem przyczynę istnienia świadomości podmiotu zadającego pytanie, nie mogą zostać postawione w zgodzie z zasadami logiki. Być może moje rozumowanie zawiera jakiś feler, chociaż raczej skłonny byłbym podejrzewać, że ktoś już kiedyś podążał podobnym tropem - niektóre z nich już przytoczyłeś. Jak bowiem można zadać pytanie o to, dlaczego piszę te słowa składające się na to pokolorowane zdanie, które teraz czytasz? Jak można w ogóle pomyśleć jakąś sensowną treść takiego pytania, jak można je wyrazić inaczej, jak tylko ciąg znaków czy dźwięków zapisany zgodnie z pewną gramatyczną konwencją a pozbawiony znaczenia?
Okazuje się - dla mnie przynajmniej - że zasadność stawiania takich "uniwersalnych" pytań egzystencjalnych jest jeszcze jednym z bogatej gamy rozmaitych złudzeń poznawczych, których pokonanie jest jednym z najtrudniejszych często zadań dla tego, kto dąży do poznania. Uważam, że w tym kryje się treść "oświecenia" w medytacji zen, która m.in. ujawnia bezsens bezkrytycznego polegania na poznawczym pryzmacie słów i pojęć.
>Zawsze istnieje pokusa realistycznego ujęcia matematycznych bytów, ale jeśli zbadać ich genezę (co pokazał Piaget), pryska mistyczny czar.
Zgadzam się, jakkolwiek interesujące są zarówno z punktu widzenia matematyki jak i filozofii oraz psychologii tzw. "pojęcia pierwotne".
>> w momencie zainicjowania rzutu pojawia się możliwość, będąca jakąś właściwością tego eksperymentu. >Czym jest ta możliwość? Czy ma ona wpływ na fizyczne zachowanie monety, czy nie?
Rzecz jasna wynik może być bardzo dobrze zdeterminowany w momencie rzutu. Ale wystarczy sobie wyobrazić taki model fizyczny świata, w którym występuje "prawdziwy" chaos, nie wynikający zaledwie z braku naszej wiedzy ale istotowo obecny w materii. Być może tak jest - pewne zdarzenia w mikroświecie mogą dziać się bez bezpośredniej przyczyny zaś jedyną regułą opisującą ich występowanie są pewne statystyki. Przykładem mógłby być rozpad atomów promieniotwórczych izotopów.
>> wiedzą o tym śledczy, którzy stwierdzając możliwość bycia podejrzanego w danym miejscu w czasie, gdy dokonano tam przestępstwa, traktują ową możliwość bardzo "materialnie". >Owszem, ale nie zakładają, że podejrzany istnieje wstępnie w każdym z alternatywnych miejsc.
Ale rozważają pewne właściwości podejrzanego jak i samego miejsca, których "wspólną częścią" że tak powiem jest właśnie opcja "możliwego przebywania w danej lokalizacji". W badaniach wszelkiego rodzaju często wystarczy rozpatrywanie samych właściwości danych obiektów bez zaprzątania sobie głowy samymi obiektami. Ba, bez kłopotania się o to, czy taki obiekt w ogóle istnieje. Tak narodziła się matematyka.
>Świat jako realizacja wszystkich możliwości byłby nieruchomym światem Parmenidesa.
Może taki jest. Sam w sobie. Zależy, czy mamy nadzieję pojąć go "obiektywnie" czy też uważamy, że nigdy nie zdołamy się uwolnić od balastu "zmysłowości".
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >... uświadomienie sobie cudowności samego faktu istnienia.
Co to znaczy "cud istnienia"? Masz na myśli stworzenie, ingerencję boską?
>Zauważyłem, że wszelkie pytania o przyczynę, obejmujące swoim zakresem przyczynę istnienia świadomości podmiotu zadającego pytanie, nie mogą zostać postawione w zgodzie z zasadami logiki.
Dlaczego? Psychogeneza to rozdział psychologii rozwojowej.
>Okazuje się - dla mnie przynajmniej - że zasadność stawiania takich "uniwersalnych" pytań egzystencjalnych jest jeszcze jednym z bogatej gamy rozmaitych złudzeń poznawczych,...
Przychodzimy na świat. Jako dzieci nie mamy wyjścia: bierzemy słowa i problemy dorosłych za rzeczywistość. Potem nadchodzi czas sprawdzania i większość mydlanych baniek pryska.
>, że w tym kryje się treść "oświecenia" w medytacji zen, ...
Używanie umysłu nie ma nic wspólnego z doktryną. Zen jest o tyle interesujący, że potrafi zanegować sam siebie. Budda uczył, że po przeprawie przez rzekę nie ma sensu taszczyć ze sobą tratwy. Dlatego w buddyzmie tematem do rozważań i przyczyną oświecenia (a nie obrazą uczuć religijnych) może być Budda jako "gówno na patyku". Katolik uczepiony jest boga jak pijany płotu.
> Być może tak jest - pewne zdarzenia w mikroświecie mogą dziać się bez bezpośredniej przyczyny zaś jedyną regułą opisującą ich występowanie są pewne statystyki.
Ale jak to się ma do (samo)świadomości? Czy np. poczucie wolności jest właśnie ową statystyką, brakiem "bezpośredniej" przyczyny na poziomie mikro? Czyżby ten brak na poziomie mikro był przyczyną mentalnego poczucia, przekonania (wyrażonego ewentualnie w języku) na poziomie mezo? Jak to przełożyć na język neurofizjologii?
> W badaniach wszelkiego rodzaju często wystarczy rozpatrywanie samych właściwości danych obiektów bez zaprzątania sobie głowy samymi obiektami. Ba, bez kłopotania się o to, czy taki obiekt w ogóle istnieje. Tak narodziła się matematyka.
Można tworzyć nieskończoną liczbę różnego rodzaju formalnych teorii. Nie ma przy tym znaczenia, czy mają one fizyczny model. Ale mimo wszystko kierunek badań jest odwrotny: punktem wyjścia jest świat i jego zagadki. Formalizuje się teorie rzeczywistości, o ile osiągnęły dojrzałą postać. Zbiegiem okoliczności jest, że jakaś algebra opisze np. pewne zjawiska językowe czy procesy w synapsie. Świadczy to o tym, że filozofia takiej formalizacji trafia w sedno: taki jest strukturalizm.
>Świat jako realizacja wszystkich możliwości byłby nieruchomym światem Parmenidesa. >Może taki jest. Sam w sobie. Zależy, czy mamy nadzieję pojąć go "obiektywnie" czy też uważamy, że nigdy nie zdołamy się uwolnić od balastu "zmysłowości".
Brzmi jak fragment dialogu Platona. Zmysłowość jest jednak koniecznym warunkiem obiektywności (językiem Platona - idealności) i jednocześnie jej elementem. To nie jest tak, że oko widzi światło: oko i światło są biegunami pewnej całości zwanej widzeniem światła. Światło bez oka to światło religijnego dyskursu.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | | | | | | |  | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | > >... uświadomienie sobie cudowności samego faktu istnienia.> Co to znaczy "cud istnienia"? Masz na myśli stworzenie, ingerencję boską?Szczerze wątpię w jakieś "stworzenie". Zadziwiający bywa jednak fakt naszej świadomości, doświadczania świata. A cud, owszem, jest, tym większy, że przypuszczalnie żadnego cudotwórcy nie ma. Ktoś kiedyś powiedział i ja się z tym zgadzam, że jedynym "cudem" jest właśnie Wszechświat. Można przejść nad nim "do porządku dziennego", jak to czyni większość, a można też choć przez moment pomyśleć o nim z sympatią. Jestem zdania, że pomimo swojej bezwzględnej logiki obojętnego idioty jest czymś lepszym niż gorszym, że tak to ujmę. Ale oczywiście, punkt widzenia zależy od indywidualnej perspektywy. > >Zauważyłem, że wszelkie pytania o przyczynę, obejmujące swoim zakresem przyczynę istnienia świadomości podmiotu zadającego pytanie, nie mogą zostać postawione w zgodzie z zasadami logiki.> Dlaczego? Psychogeneza to rozdział psychologii rozwojowej.Logika jednak wyznacza pewne nieprzekraczalne reguły uzyskiwania pewnej wiedzy. Należy ją uszanować oraz zdawać sobie sprawę z tego, kiedy i jakie jej reguły znajdują zastosowanie. Uważam, że stawianie pytań o to, dlaczego pojawiają się pytania jest trochę jak pościg psa za własnym ogonem. > Używanie umysłu nie ma nic wspólnego z doktryną. Zen jest o tyle interesujący, że potrafi zanegować sam siebie.Doktryna w buddyzmie czy taoizmie (który wywarł wpływ na zen) jest b. skromna i w dużej mierze właśnie poprzez swój minimalizm stanowi wartościową refleksję etyczną. W filozofii taoistycznej na przykład nie rozważa się kwestii tego, czy Dao istnieje. Uważa się, że jest to problem pozorny i zupełnie nieistotny dla kogoś, kto podąża drogą Dao. > > Być może tak jest - pewne zdarzenia w mikroświecie mogą dziać się bez bezpośredniej przyczyny zaś jedyną regułą opisującą ich występowanie są pewne statystyki.> Ale jak to się ma do (samo)świadomości? (...)Jak to przełożyć na język neurofizjologii?Ba. Niejedna agencja bezpieczeństwa chciałaby móc hakować umysły. Badania trwają. > Można tworzyć nieskończoną liczbę różnego rodzaju formalnych teorii. Nie ma przy tym znaczenia, czy mają one fizyczny model. Ale mimo wszystko kierunek badań jest odwrotny: punktem wyjścia jest świat i jego zagadki.Dlatego też ogromna większość matematycznych teorii stanowi li tylko rozrywkę i nic poza tym. Jakkolwiek trzeba przyznać, że badania rozwijają sie głównie tam, gdzie istnieją jakieś nawiązania do rzeczywistości - teorie obliczeń, złożoności, rachunek prawdopodobieństwa ze statystyką czy różne gałęzie analizy matematycznej. Jednak spośród kilkudziesięciu tysięcy nowych twierdzeń udowadnianych każdego roku jakiekolwiek zastosowanie praktyczne znajduje bardzo niewiele, jeśli jakieś w ogóle. > Zmysłowość jest jednak koniecznym warunkiem obiektywności (językiem Platona - idealności) i jednocześnie jej elementem.Być może 
Nie Bóg, lecz Człowiek potrzebuje obrony.
|
|
| | | | | | | | | |  | | wsx666 (1067 punktów) | >Dlatego też ogromna większość matematycznych teorii stanowi li tylko rozrywkę i nic poza tym.
Bardzo ciekawa dyskusja rozwinęła się w związku z tym problemem. Jest to dla mnie wciągający, wymagający posłużenia się głęboką wyobraźnią problem. Dlaczego ja nazywam to problemem a nie powiedzmy tematem ? Problemem ponieważ uważam, że to takie wyimaginowane nie istniejące w naturze zagadnienie jak kwestia "dlaczego" coś w ogóle istnieje. Wciąż mam wrażenie, że podczas takich dyskusji zapominamy kim, lub czym jesteśmy. Wydaje nam się, chyba z racji wyposażenia w dość rozwinięty w porównaniu z resztą istot żyjących na ziemi mózg, że możemy się coś dowiedzieć. To on pozostawia nam ten zapas, który pozwala wymyślać i rozwiązywać nie istniejące "tematy", problemy. Nie możemy jednak niczego się dowiedzieć, możemy się nauczyć jedynie korzystać z wszelkich zasobów dostępnych w istniejącym nam wszechświecie, we wszystkich znanych nam i jeszcze nie poznanych wymiarach o ile takie istnieją, i to są tematy realne. Realnym tematem na przykład jest gdybanie o ukrytych wymiarach czy egzotycznych formach napędów czy materii. Ludzie to jedynie posiadające złudzenie posiadania wolnej woli maszyny przetrwania i jako takie możemy tu trwać w tym wszechświecie jak klopsiki w sosie. Natomiast zajmowanie się i dyskutowanie czy rozmyślanie o tym dlaczego coś w ogóle istnieje doprowadza jedynie do tego, że albo pogodzimy się z tym, że coś istnieje bez celu po prostu bo może istnieć i koniec i kropka. Inny przypadek to wtedy kiedy stwierdzimy, że cokolwiek istnieje w jakimś tam celu lub bo zaistniały jakieś tam warunki itp. Nie, nie zaistniały żadne warunki bo nie wiadomo co to są warunki przed bytem, musiał by istnieć początek, czas lub okres przed początkiem itp. Każde przemyślenie prowadzące do wniosku, że w ogóle można zadać posiadające logiczny sens pytanie "dlaczego" cokolwiek istnieje, jest błędne i warunkuje jako odpowiedź istnienie twórcy, kreatora posiadającego wole stworzenia. Takiego pytania po prostu w świecie realnym nawet nie ma. Coś jest bo może być, gdyby nie mogło nie było by niczego i to nic było by barkiem nawet tego niczego.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|