 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 31-05-2010 17:38 | Gebart (16 punktów) | Prywatność w Polsce | Czy myślicie, że ludzie w Polsce mają zagwarantowany dostateczny poziom prywatności, czy też należałoby prywatność ograniczyć lub zwiększyć? Czy państwo polskie nie gromadzi zbyt wielu informacji o naszym życiu osobistym? Jak wypada Polska na tle innych państw? Czy ograniczenie prywatności zwiększa czy zmniejsza poziom zamożności obywateli i jego państwa? Czy obywatele "duszą się" z powodu ograniczenia wolności czy też raczej czują bezpieczniej?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | setarkos (10757 punktów) | Poziom prywatności nie powinien być w żadnym razie pomniejszany. Dopiero po nasyceniu potrzeb własnych można budować rzecz pospolitą z tego, co poza własne wystaje. Poniżej poziomu prywatności zawsze dochodzi do sytuacji, w której więcej chętnych do rozrywania sukna ojczyzny, niźli do budowania jej dobrobytu.
|
|
3 na 3 | diogenes (42753 punktów) | >Czy myślicie, że ludzie w Polsce mają zagwarantowany dostateczny poziom prywatności, czy też należałoby prywatność ograniczyć lub zwiększyć?
Denerwują mnie reklamy w (sporadycznie oglądanej) tv. Odbieram je jako naruszenie prywatności. To samo spamy. Dzisiaj bez pukania wlazł mi na skrzynkę mejlową komitet wyborczy Kaczyńskiego: wypada sformatować (odkazić) dysk.
>Czy państwo polskie nie gromadzi zbyt wielu informacji o naszym życiu osobistym?
A co z kartotekami parafialnymi?
>Czy obywatele "duszą się" z powodu ograniczenia wolności czy też raczej czują bezpieczniej?
Im więcej wolności, tym mniej bezpieczeństwa - niestety. Każdy próbuje robić, co chce. Przełóż to na nocny spacer: ktoś swą wolność rozumie jako wbicie noża w plecy. Również - niestety. Dla niektórych wolność zaczyna się wtedy, kiedy ty jesteś martwy.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | | Kornowski (835 punktów) | Słyszałem kiedyś takie zdanie, że " zasady są potrzebne tylko głupcom, gdyż mądrzy potrafią żyć bez nich". Coś w tym jest, aczkolwiek trzeba by definicję poszerzyć na nieuświadomionych (np. obsługujący kosę spalinową może nie wiedzieć, że powinien nosić okulary ochronne.).
Wracając do prywatności: istnieją takie zasady jak tajemnica lekarska, tajemnica spowiedzi, postępowania sądowego (zakaz upubliczniania nazwiska, nawet jeśli opinia publiczna doskonale je zna) czy choćby te przepisy, które nie pozwalają na upublicznienie tych fragmentów nagrań z czarnej skrzynki, które wskazywały by czyjąś winę. Jak widać co najmniej te dwie ostatnie tajemnice działają bez zarzutu.
|
|
|  | 1 na 1 | lukasz9 (1220 punktów) | > postępowania sądowego (zakaz upubliczniania nazwiska, nawet jeśli opinia publiczna doskonale je zna)W gwoli ścisłości to postępowanie sądowe jest jawne. Każdy może przyjść na Twoją rozprawę i zobaczyć co tam narozrabiałeś (podobnie w postępowaniu cywilnym i sądowo-administracyjnym). Na etapie prokuratorskim jawność jest wyłączona. To tak w ramach czepiania się szczegółów
|
|
|  | | Guzik (2020 punktów) | (zakaz upubliczniania nazwiska, nawet jeśli opinia publiczna doskonale je zna) czy choćby te przepisy, które nie pozwalają na upublicznienie tych fragmentów nagrań z czarnej skrzynki, które wskazywały by czyjąś winę. Jak widać co najmniej te dwie ostatnie tajemnice działają bez zarzutu.
No tak... Można się uśmiać, jak dziennikarze podają synonimy, np. Mirosław G. Kiedy wszyscy już znają to nazwisko. Z zapisami na skrzynkach zobaczymy. Ale już widać, po opieprzeniu Klicha, że one będą nam reglamentowane w sposób, delikatnie mówiąc, dowolny.
|
|
|  | | Adamiak (36436 punktów) | >Słyszałem kiedyś takie zdanie, że " zasady są potrzebne tylko głupcom, gdyż mądrzy potrafią żyć bez nich". A tę zasadę:
>... obsługujący kosę spalinową może nie wiedzieć, że powinien nosić okulary ochronne. ... napisałeś dla zilustrowania, że głupcy są od wypełniania zasad ustalonych przez mądrych?
W takim razie paradoksalnie(?) zasady są potrzebne mądrym, bo ich wymyślanie jest ich radością. Przecież wymyślania zasad nie zostawisz głupcom?
|
|
| |  | | lukasz9 (1220 punktów) |
>W takim razie paradoksalnie(?) zasady są potrzebne mądrym, bo ich wymyślanie jest ich radością.
a nie są po to żeby chronić się przed głupotą głupców?
|
|
| | |  | | Adamiak (36436 punktów) | > >W takim razie paradoksalnie(?) zasady są potrzebne mądrym, bo ich wymyślanie jest ich radością.> a nie są po to żeby chronić się przed głupotą głupców? Poprzez dbanie o ich komfort przy pomocy sprawiania sobie frajdy?- nie wydaje mi się. Żadna zasada nie uchroni też przed czyjąś głupotą. Zresztą mądrym się bywa, jak gdzieś tu napisał diogenes, i cały, misterny planik idzie się walić.
|
|
 | 1 na 1 | Gebart (16 punktów) | >Denerwują mnie reklamy w (sporadycznie oglądanej) tv. Odbieram je jako naruszenie prywatności. To samo spamy. Dzisiaj bez pukania wlazł mi na skrzynkę mejlową komitet wyborczy Kaczyńskiego: wypada sformatować (odkazić) dysk.
Właśnie chociażby takie reklamy. Pewnie zdajecie sobie sprawę jak wiele o naszym życiu wiedzą firmy prywatne. Niektórzy zazdrośnie strzegą swojej prywatności, ale już np. przy zakładaniu poczty elektronicznej nie mają oporów przed podaniem swoich danych m.in. nr. telefonu. Ja sam pracowałem za granicą i tam też korzystałem z internetu, teraz dziwnym trafem co chwilę widzę wszędzie reklamy o zwrocie podatku( kto im dał prawo do gromadzenia o mnie informacji to zachodzę w głowę). Tymczasem ludzie buntują się na jakiekolwiek próby zbierania informacji o naszym życiu przez państwo, które (przynajmniej w założeniach) miałoby nam pomóc, a nie szkodzić.
Reklamy jako takie nie są atakiem na moją prywatność w moim odczuciu do czas kiedy np. brzmią: "Witaj Grzegorz czy odebrałeś już podatek za pracę w UK".
Za niedługo na ulicy będziemy dostawać takiego chociażby sms'a: "20 m za rogiem zimne piwko w karczmie czeka na Ciebie. Tylko dla Ciebie promocja 5 zł" i pewnie nikt się tym nie przejmie (jeszcze się ucieszą, że promocja).
Wyobraźmy sobie, że np. policja ma szybki dostęp do informacji z sieci komórkowych i jeszcze na dodatek każdy z obywateli podczas wyrabiania dowodu osobistego zostawia w rejestrze swoje odciski palców. O ile wzrosła by ilość wykrywanych przestępstw? A komu w zasadzie i jak mogłoby to zaszkodzić? W stanach pobierają odciski palców na granicy i jakoś, oprócz urażonej dumy paru osób, nikomu nic złego się nie stało z tego powodu.
>A co z kartotekami parafialnymi?
Szczerze to nie wiem co oni tam mają. Zresztą akurat się przeprowadziłem parę lat temu i księdza nie poinformowałem, więc ma dosyć stare dane.
>Im więcej wolności, tym mniej bezpieczeństwa - niestety. Każdy próbuje robić, co chce. Przełóż to na nocny spacer: ktoś swą wolność rozumie jako wbicie noża w plecy. Również - niestety. Dla niektórych wolność zaczyna się wtedy, kiedy ty jesteś martwy.
Na szczęście to skrajny przypadek.
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Niektórzy zazdrośnie strzegą swojej prywatności, ale już np. przy zakładaniu poczty elektronicznej nie mają oporów przed podaniem swoich danych m.in. nr. telefonu.
Dokładnie. Człowiek nawet nie wie, że przecieka z własnej woli, trochę tu, trochę tam. A dno czeka.
>Reklamy jako takie nie są atakiem na moją prywatność w moim odczuciu do czas kiedy np. brzmią: "Witaj Grzegorz czy odebrałeś już podatek za pracę w UK".
Chodzi o stratę czasu, albo o rozbicie wątku: po reklamie nie bardzo wiadomo, co człowiek oglądał przed reklamą. To jak z niektórymi stosunkami: po stosunku nie pamiętasz, jak do niego doszło.
>Dla niektórych wolność zaczyna się wtedy, kiedy ty jesteś martwy. >Na szczęście to skrajny przypadek.
Na takim skraju żyją czasem całe narody: Palestyna, Izrael.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
1 na 1 | Celtyk (3337 punktów) | > Czy myślicie, że ludzie w Polsce mają zagwarantowany dostateczny poziom prywatności, czy też należałoby prywatność ograniczyć lub zwiększyć?Teoretycznie mają (ustawa o ochronie danych osobowych), ale praktyka pozostawia wiele do życzenia... > Czy państwo polskie nie gromadzi zbyt wielu informacji o naszym życiu osobistym?Nie wiem czy gromadzi, ale na pewno ma takie "zapędy". Całkiem niedawno zapoznałem się z ciekawym (w mojej ocenie) raportem analizującym prace nad systemem PESEL 2. W raporcie nie jest podważany fakt posiadania przez Państwo takich rejestrów. W zasadzie są one konieczne dla jego poprawnego funkcjonowania. Podważa się natomiast źle zdefiniowane cele tego rejestru oraz zakres danych w nim gromadzonych, jak i ich przechowywanie. Źle zaprojektowana baza z taką ilością danych może (uważam, że będzie) stanowić poważne zagrożenie dla obywateli - ich prywatność będzie iluzoryczna. > Jak wypada polska na tle innych państw?Nie wiem, więc trudno mi to ocenić. > Czy ograniczenie prywatności zwiększa czy zmniejsza poziom zamożności obywateli i jego państwa? Czy obywatele "duszą się" z powodu ograniczenia wolności czy też raczej czują bezpieczniej? Uważam, że ograniczenie prywatności może nie tyle ogranicza poziom zamożności co ułatwia dostęp osobom trzecim (niepowołanym) do informacji choćby o naszym majątku, zainteresowaniach, preferencjach. Z mojego (prywatnego) punktu widzenia jest to co najmniej dla mnie niewygodne a wręcz uważam, że narusza to moje prawo do prywatności! Pozdrawiam
Litterae non erubescunt. *//* Cyceron *//*
|
|
 | | Gebart (16 punktów) | > Nie wiem czy gromadzi, ale na pewno ma takie "zapędy". Całkiem niedawno zapoznałem się z ciekawym (w mojej ocenie) raportem analizującym prace nad systemem PESEL 2.> W raporcie nie jest podważany fakt posiadania przez Państwo takich rejestrów. W zasadzie są one konieczne dla jego poprawnego funkcjonowania. Podważa się natomiast źle zdefiniowane cele tego rejestru oraz zakres danych w nim gromadzonych, jak i ich przechowywanie. Źle zaprojektowana baza z taką ilością danych może (uważam, że będzie) stanowić poważne zagrożenie dla obywateli - ich prywatność będzie iluzoryczna.Powiedzmy, że jestem uczciwym obywatelem. Nie zabijam, nie gwałcę, płacę podatki, nie kradnę itd. Dlaczego państwo nie miałoby mieć dostępu do takich informacji jak: wyciąg z mojego konta bankowego, spis nieruchomości, odciski palców itp. Przecież nie będą w stanie tego użyć ponieważ jestem przykładnym obywatelem i nie zdobędą do tego podstaw. Czego powinienem się bać? > Uważam, że ograniczenie prywatności może nie tyle ogranicza poziom zamożności co ułatwia dostęp osobom trzecim (niepowołanym) do informacji choćby o naszym majątku, zainteresowaniach, preferencjach. Z mojego (prywatnego) punktu widzenia jest to co najmniej dla mnie niewygodne a wręcz uważam, że narusza to moje prawo do prywatności!Właśnie próbowałem wyjaśnić parę postów wyżej, że wielu z nas takie informacje przekazuje firmom prywatnym z uśmiechem na twarzy. Wystarczyło tylko państwowe "rozkazuje pod groźbą kary" zamienić na "proszę". W takim razie jakie osoby trzecie miałyby z tego skorzystać, skoro już korzystają. Nie twierdzę, że nie ma sposobów, aby takie dane wykorzystać (chociażby do rabunku), ale patrząc na całość czy nie zmniejszyłoby to przestępczości?
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >patrząc na całość czy nie zmniejszyłoby to przestępczości?
Nie. Zwiększy przestępczość państwa wobec obywateli.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
|  | | Celtyk (3337 punktów) | >Powiedzmy, że jestem uczciwym obywatelem. Nie zabijam, nie gwałcę, płacę podatki, nie kradnę itd. Dlaczego państwo nie miałoby mieć dostępu do takich informacji jak: wyciąg z mojego konta bankowego, spis nieruchomości, odciski palców itp. Przecież nie będą w stanie tego użyć ponieważ jestem przykładnym obywatelem i nie zdobędą do tego podstaw. Czego powinienem się bać? A dlaczego patrzysz z "tej strony" na sprawę? Ale skoro tak podchodzimy do sprawy to zadam inne pytanie: Skoro jestem uczciwym obywatelem i nikomu krzywdy nie robię, odprowadzam podatki, nie łamię prawa to po co państwo ma o mnie gromadzić wszystkie dostępne informacje? Dla mnie osobiście taka postawa władzy świadczy o tym, że "moje" państwo nie wierzy nikomu! Z założenia uważa, że każdy obywatel jest winny i pozostaje kwestią czasu kiedy go na tym przyłapie. A potem to ja nie mając dostępu do wielu informacji zgromadzonych przez państwo na mój temat mam przed sądem dowodzić, że nie jestem "jeleniem".
>Właśnie próbowałem wyjaśnić parę postów wyżej, że wielu z nas takie informacje przekazuje firmom prywatnym z uśmiechem na twarzy. Wystarczyło tylko państwowe "rozkazuje pod groźbą kary" zamienić na "proszę". W takim razie jakie osoby trzecie miałyby z tego skorzystać, skoro już korzystają. Nie twierdzę, że nie ma sposobów, aby takie dane wykorzystać (chociażby do rabunku), ale patrząc na całość czy nie zmniejszyłoby to przestępczości? Po pierwsze wielu nie znaczy wszyscy - część obywateli na szczęście wcześniej przeczyta regulamin (niestety mniejszość) zanim potwierdzi, że się z nim zapoznała jak i też uważa co i gdzie o sobie wpisuje. >Nie twierdzę, że nie ma sposobów, aby takie dane wykorzystać (chociażby do rabunku), ale patrząc na całość czy nie zmniejszyłoby to przestępczości? Uważam, że nie, ponieważ w naszym kraju często przestępca ma większe prawa niż pokrzywdzony, a ograniczenie prywatności obywateli zazwyczaj godzi w tych uczciwych a nie w przestępców. Pozdrawiam
Szczęśliwe zakończenie to luksus na jaki może pozwolić sobie fikcja. *---*Trudi Canavan*---*
|
|
| |  | | Gebart (16 punktów) | >Ale skoro tak podchodzimy do sprawy to zadam inne pytanie: >Skoro jestem uczciwym obywatelem i nikomu krzywdy nie robię, odprowadzam podatki, nie łamię prawa to po co państwo ma o mnie gromadzić wszystkie dostępne informacje? > Dla mnie osobiście taka postawa władzy świadczy o tym, że "moje" państwo nie wierzy nikomu! Z założenia uważa, że każdy obywatel jest winny i pozostaje kwestią czasu kiedy go na tym przyłapie. A potem to ja nie mając dostępu do wielu informacji zgromadzonych przez państwo na mój temat mam przed sądem dowodzić, że nie jestem "jeleniem".
Jeśli jestem uczciwym obywatelem to faktycznie nie musiałoby o mnie gromadzić żadnych informacji, tylko czemu państwo miałoby uwierzyć w moją uczciwość (dlatego, że dam im słowo honoru?)? Poza tym aby państwo mogło zbierać informację o innych ludziach musi zbierać też o mnie, bo musimy być równi wobec prawa. A powinno zbierać o innych ponieważ jakaś ich części np. oszukuje nie płacąc podatków, a skoro państwo wydaje też na moje potrzeby to pośrednio nie płacąc podatków ktoś okrada mnie samego. I przed tym chciałbym się bronić.
Według mnie państwo i tak nikomu nie wierzy, bo po co robiłoby rutynowe kontrole? Mogłoby np. poczekać, aż się budynek zawali i dopiero wtedy interweniować, zamiast nasyłać inspektorów, bo przecież nie ma powodu, żeby nie wierzyć zapewnieniom inżynierów, że jest dobrze wybudowany (trochę skrajny przypadek, ale oddaje istotę rzeczy). Wolałbym, żeby jednak wszyscy byli kontrolowani, a nie tylko wybrane osoby. Jednym się upiecze (może mają "plecy"), a innym nie - według mnie to niesprawiedliwe. Myślę, że dobrym pomysłem byłoby, aby każdy miał wgląd w informację na swój własny temat.
> Uważam, że nie, ponieważ w naszym kraju często przestępca ma większe prawa niż pokrzywdzony, a ograniczenie prywatności obywateli zazwyczaj godzi w tych uczciwych a nie w przestępców.
Niestety, jaki jest kraj każdy widzi. Można jedynie mieć nadzieję, że to się zmieni.
W tym miejscu chciałbym wyklarować o jakich informacjach właściwie cały czas mówię. Chodzi mi głownie o sprawy majątkowe, czyli płacone podatki, posiadane nieruchomości i pojazdy, stan wszystkich rachunków bankowych, płatności kartami. Dodatkowo odciski palców dla policji, które mogą ustalić sprawcę napadu (co wykluczyłoby użycie odcisków palców jako zabezpieczeń, ale tę funkcję mogłoby przejąć skanowanie siatkówki oka). Nie jestem za tym by np. urzędnicy mogli śledzić nasz każdy ruch chociażby na podstawie telefonów komórkowych (chyba, że przeciwko takim ludziom toczy się postępowanie karne). Naprawdę nie widzę tu zbytniego pola popisu do wykorzystania tych danych w złej wierze. Chyba, że mówimy tu o polityce albo o biznesie wysokiego szczebla (który czasem jakoś dziwnie łączy się z przestępczością) .
Pozdrawiam
|
|
|  | 4 na 4 | Gosia (9452 punktów) |
>Powiedzmy, że jestem uczciwym obywatelem. Nie zabijam, nie gwałcę, płacę podatki, nie kradnę itd. Dlaczego państwo nie miałoby mieć dostępu do takich informacji jak: wyciąg z mojego konta bankowego, spis nieruchomości, odciski palców itp. Przecież nie będą w stanie tego użyć ponieważ jestem przykładnym obywatelem i nie zdobędą do tego podstaw. Czego powinienem się bać? Aresztu wydobywczego.
Panie, zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Św. Tomasz z Akwinu
|
|
| Piotrek_84 (631 punktów) | >Czy myślicie, że ludzie w Polsce mają zagwarantowany dostateczny poziom prywatności, czy też >należałoby prywatność ograniczyć lub zwiększyć? Czy państwo polskie nie gromadzi zbyt wielu >informacji o naszym życiu osobistym? Jak wypada Polska na tle innych państw? Czy ograniczenie >prywatności zwiększa czy zmniejsza poziom zamożności obywateli i jego państwa? Czy obywatele "duszą >się" z powodu ograniczenia wolności czy też raczej czują bezpieczniej? >
W dobie NaszejKlasy ludzie zatracili poczucie konieczności ochrony swej prywatności. W czasach, gdy miliony obywateli umieszczają swoje intymne zdjęcia w publicznie dostępnym przez internet miejscu, prywatność zaczyna się stawać czymś dla ludzi niezrozumiałym - tworzy się kultura ekshibicjonistyczna. Stąd już krótka droga do wtykania ludziom w dupę sondy na lotnisku w poszukiwaniu ładunków wybuchowych ukrytych w jelicie. Myślę, że już niedługo taka propozycja będzie i ludzie się na nią zgodzą przekonani, że to "dla ich bezpieczeństwa".
|
|
| sztejkat (4743 punktów) | Prywatność miła rzecz, ale... no cóż, wydaje mi się że jest dziś nie do osiągnięcia. Istnieją regulacje ustawowe, owszem, są one jednak raczej utrudnieniem dla prowadzenia normalnej działalności niż kłopotem dla tych, którzy chcieliby wykorzystać informacje wyłącznie na własną korzyść.
W zasadzie należy zastanowić się JAK definiujemy prywatność.
Moim zdaniem możliwe są dwie definicje: jedna, to prywatność polegająca na niezbywalnym i egzekwowalnym prawie do nie wchodzenia w kontakt fizyczny z osobami bądź instytucjami. Czyli coś w rodzaju: mój dom - moja twierdza, strefa prywatności dookoła siebie samego itp.
Z drugiej jednak strony, co znalazło odbicie w postach powyżej, zaczynamy rozszerzać prywatność na kontakt poza-fizyczny i informację. Czyli - prawo do nie otrzymywania określonych ofert, prawo do skutecznego ukrywania informacji o sobie samym itp.
Pierwsza prywatność wiąże się ściśle z klasycznym prawem własności.
Druga - z prawem "własności intelektualnej".
Pierwszą prywatność jest moim zdaniem łatwo skutecznie bronić i stanowi ona niezbędny do życia element. Druga.... no cóż, uważam że nie jest możliwa do obrony.
Chciałbym też zwrócić uwagę na drugą stronę medalu. Jest to problem już rzeczywiście obecny w świecie i dotykający setek tysięcy ludzi, a dotyczy drugiej strony medalu ochrony praw twórców.
Wyobraźmy sobie bowiem, że mamy sytuację w której mocno i przede wszystkim - domyślnie - chroniona jest nasza "informacyjna" prywatność. Na przykład - nie można przechowywać informacji o tym kto gdzie i co powiedział, o ile nie jest to wypowiedź urzędnika. Po to, by chronić osobę przed szykanami za poglądy, zalewem kontekstowego spamu itp. Wielu chciałoby takiej ochrony.
I tu pojawia się druga strona medalu - co z tymi, którzy z jakiś powodów chcą ZREZYGNOWAĆ z części prawa do prywatności? Na przykład ja - podpisuję się imieniem i nazwiskiem, celowo rezygnując z prawa do ochrony, także w kontekście poglądów religijnych i filozoficznych. W zasadzie - podkładam świnię adminom, wprowadzając ich w kolizję z ustawą o ochronie danych osobowych. A przecież mogę dopisać swój PESEL, NIP, adres itp., itd.
Powstaje pytanie, czy w takiej sytuacji, gdy nie wolno przetwarzać takich danych, w sposób bezwzględny, czy MIAŁBYM PRAWO je podawać?
Wspominałem powyżej o prawie autorskim - tam istnieje już domniemana ochrona DOWOLNEJ twórczości scedowana na organizacje masowego zarządzania prawami autorskimi. Przy czym sformułowane jest to tak, że utwór znajdujący się w zakresie zainteresowania danej organizacji podlega ochronie przez tę organizację, niezależnie od woli twórcy. W efekcie spotkałem się z usuwaniem z netu moich, nazwijmy to w dużym cudzysłowiu "dzieł", udostępnionych przeze mnie na zasadzie "bierzcie i cieszcie się", pod pozorem naruszania praw autorskich! Zostałem więc chroniony, WBREW mojej woli!
Wspominam o tym, bo moim zdaniem sytuacja IDEALNIE pasuje do ochrony prywatności "informacyjnej" - także należy tu założyć, że całkiem spora grupa ludzi będzie chciała z jakiś tylko im znanych powodów, udostępnić wrażliwe dane osobowe szerokiej publiczności.
Sądzę więc, że zamiast mówić o zwiększaniu ochrony prywatności na drodze prawnej należałoby mówić o tworzeniu "polityki jawności". Załóżmy bowiem, że chcielibyśmy rozszerzyć ochronę prywatności przez ograniczenie spamu, reklam i temu podobnym tak zwanych "niezamówionych informacji". Wielu chętnie podpisałoby się pod totalnym zakazem reklamy bezpośredniej. Jednak, o dziwo, wielu których znam PODOBA się, że dostają materiały reklamowe wprost do ręki!
Tak więc wydaje się, że niektórym trzeba by nie dostarczać reklam, niektórym zaś dostarczać. Pytanie: czy da się to rozwiązać bez dalszego ograniczenia prywatności informacyjnej? Przecież dostawcy reklam muszą wiedzieć KOMU je dostarczać a KOMU ich nie dostarczać?
Jeśli nie ma jawności (identyfikacji) trudno też w ogóle udowodnić naruszenie naszych praw. Na przykład - ktoś skutecznie blokuje moją skrzynkę poczty elektronicznej. Co istotne - założoną lat temu naście w sposób czysto anonimowy. Pytanie: czy istnieje JAKIKOLWIEK sposób, bym przed sądem mógł wykazać, że to MOJA skrzynka? I, że to MOJE prawa zostały naruszone? Łatwe to nie będzie. Patrz - kradzieże postaci w MMORPG.
O to mniej więcej co rozumiem pod potrzebą "polityki jawności".
Sądzę więc, że należy regulować prawnie nie ochronę prywatności a NIEWŁAŚCIWE WYKORZYSTANIE dostępnych informacji. Uporczywe nękanie korespondencją, zasypywanie reklamami (których wywózka na śmieci przecież KOSZTUJE!) i temu podobne. Powinny więc pojawić się kategorie przestępstw związanych z użyciem dostępnej informacji a nie sama ochrona przed posiadaniem takowej.
Nawiasem mówiąc, IN-POST narusza moje dobra w sposób szczególny - zgodnie z ostatnimi regulacjami dotyczącymi odpadów blacha nie jest odpadem komunalnym i musi być utylizowana w szczególnie dla mnie kosztownych sposób. Chcąc nie popełniać wykroczenia musiałbym więc kolekcjonować rzeczone blaszki a następnie wywozić je na skup złomu. A to kosztuje - mnie! Moim zdaniem tego rodzaju postępowanie, to jest przerzucanie kosztów dodatkowych działalności gospodarczej na stronę niezaangażowaną w umowie, powinno być także karalne.
Ostatecznie: Tajemnicą zostaje tylko to, co NIGDY nie jest wypowiedziane, zapisane, pokazane, wykonane. Co zdaje się znaczy: nie ma tajemnic.
Pozdrawiam,
Tomasz Sztejka
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|