Wielu 19 – wiecznych kompozytorów i to spośród najwyższego eszelonu, zakończyło swoją karierę zawodową na IX symfonii. Zaczęło się oczywiście od Beethovena, później byli Dworzak, Schubert, Bruckner, Mahler, Sibelius – słowem prawdziwy cream de la cream – i cały szereg drugorzędnych, aczkolwiek znaczących dla rozwoju muzyki twórców.
W tworzeniu legendy IX symfonii kluczową rolę odegrał Arnold Schoenberg, awangardowy kompozytor, przedstawiciel wiedeńskiej bohemy artystycznej okresu Secesji, twórca i propagator nowych trendów w muzyce, tj. dodekafonii i atonalności. Schoenberg pasje muzyczne dzielił z numerologią, przyznając cyfrze „13” i „9” szczególną moc i znaczenie. Był bardzo przesądny (co zadziwia w połączeniu z nowatorstwem jego muzycznych stylów) i najpewniej ta jego cecha skłoniła go do sformułowania tezy, iż artysta komponujący „dziewiątkę” sięga kresu swoich możliwości, a jego twórcza droga dobiega końca. IX symfonia w takim ujęciu była Rubikonem, którego sforsowanie zamieniało go w Styks.
Na zabobonne opinie Schoenberga duży wpływ wywarły losy innego, genialnego kompozytora, współczesnego mu Gustawa Mahlera. Nie czas tutaj i miejsce na przypominanie ścieżki jego kariery zawodowej. Dość dla naszych celów przypomnieć, iż w 1907 r. - gdy był u szczytu sławy i swoich twórczych możliwości - spotkał go potrójny cios. Zmarła jego ukochana córka, zdiagnozowano u niego nieuleczalną chorobę serca oraz stracił pracę na stanowisku dyrektora i dyrygenta Opery Wiedeńskiej. Mahler – jakkolwiek obojętny religijnie i skłaniający się ku panteizmowi, nie był również – zdaje się - wolny od przesądów. Po skomponowaniu VIII Symfonii, stworzył – zainspirowany chińską starożytną poezją – utwór „Pieśn o Ziemi” – arcydzieło pełne zadumy, elegijnego smutku, melancholii nad kruchością i przemijalnością ludzkiej egzystencji i wszystkich aspektów z nią związanych ale także - w finale - akceptacji takiego naturalnego porządku rzeczy. Nie ulega wątpliwości, iż osobiste przeżycia kompozytora miały wpływ na nastrojowość dzieła, które de facto było symfonią, nie nazwaną IX ze względów – jak twierdzi wielu - już nam wiadomych. Sytuacja niniejsza przypomina trochę zwyczaj praktykowanych do dzisiaj niektórych hotelach, a polegający na omijaniu liczby „13” przy numerowaniu pokojów. Co prawda Mahler zdołał przełamać ów stan głębokiego spleenu (pomocną tu miała się okazać jego małżonka Alma - osławiona wiedeńska femme fatale ), skomponował kolejny utwór, którego już nie zawahał się nazwać IX Symfonią, jednakże pracując na kolejną, X Syfmonią zmarł nie dokończywszy jej. W opinii zabobonnego Schoenberga nie ulegało wątpliwości, iż fatum znów dało o sobie znać.
Kończąc warto dodać, iż każda reguła ma swoje wyjątki. Od tej sformułowanej przez dodekafonistę Schoenberga wyjątkiem najdobitniejszym jest Dymitr Szostakowicz, który skomponował 15 symfonii. Będąc wierny przyjętej formule powinienem polecić jego XI symfonię ale wolę VII – osławioną leningradzką – więc do jej fragmentu podrzucam link, no i oczywiście do mahlerowskiej „Das Lied von der Erde”.
www.youtube.com/watch?v=PeghTtEcreMwww.youtube.com/watch?v=lp4444gU8D4