Racjonalista - Strona głównaDo treści
"Kaganiec" oświaty versus krzyże w szkołach

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
15-06-2010 19:17Satyr (4285 punktów)"Kaganiec" oświaty versus krzyże w szkołach
Ocena 4 na 4

Pojawił się dziś na forum kolejny wątek, którego Autor z utęsknieniem czeka na realizację w Polsce porządków, jakie p. Zapatero zaprowadza w Hiszpanii:
www.racjonalista.pl/forum.php/s,338247
Zwykle doznaję zawodu czytając takie wątki. Mam silne przekonanie, że nie dostrzegacie istoty problemu.

Spór o to, czy w szkołach publicznych powinny wisieć krzyże, czy nie jest sporem zupełnie jałowym. Dlaczego? Dlatego, że w ogóle nie powinno być czegoś takiego jak szkoła publiczna i jeden słuszny, ministerialny program nauczania.

Wszystkie szkoły powinny zostać sprywatyzowane, jedyny słuszny program nauczania zniesiony, a rodzice powinni mieć wybór w kwestii szkoły, do jakiej ma chodzić dziecko.
Prywatyzacja?!- zakrzyknie niejeden lewicowiec. Czy słusznie? Nie, bo istnieje kompromisowe rozwiązanie: prywatyzujemy szkoły, a państwo może utworzyć fundusz, z którego będą finansowane usługi edukacyjne dla tych, których nie stać na samodzielne ich finansowanie.

Zalety tego systemu są oczywiste:
-zyskujemy rynkową konkurencję, co jest dobrodziejstwem w każdej dziedzinie; konkurencja jest motorem napędowym poprawy jakości, obniżenia cen i innowacyjnych propozycji.
-rodzice mają wolność wyboru szkoły, jej profilu i programu (obecnie nawet szkoły prywatne są zobowiązane do realizacji ministerialnego programu).
-ubożsi użytkownicy szkół otrzymują dofinansowanie;
-płacimy za edukację, a nie za biurokrację; prywatne szkoły zbędną administrację po prostu usuną; podobnie w odstawkę pójdą tysiące ministerialnych stołków.

Myślę, że zarówno liberał, jak i lewicowiec (o ile nie jest "lewakiem" z klapkami na oczach) może zaakceptować taki kompromis. Spory o krzyże są w tym kontekście błahe i zacierają istotę problemu.

Stawiam hipotezę, że powodem, dla którego dotychczasowe rządy jeszcze tego nie wprowadziły jest fakt, że boją się reakcji biurokratów i ich rodzin w wyborach, a poza tym chętnie trzymają w ręku narzędzie propagandy w postaci ministerialnego programu, który forsuje wygodną dla polityków wizję np. obowiązków obywatelskich, wartości i historii (szczególnie najnowszej) - pamiętam, jak na zajęciach z przedsiębiorczości w liceum nikt nie tłumaczył podstaw ekonomii, za to do perfekcji kazali opanować wypełnianie druczków do spowiedzi podatkowej. Łatwiej prać dzieciakom mózgi już od małego, niż później szukać rozwiązań dla świadomych aczkolwiek niepokornych obywateli, którzy woleliby sensowne reformy, niż np. podwyżkę wieku emerytalnego do 80-tki mającą tylko utrzymać zdychające, lecz dochodowe dla biurokratów instytucje.

Pozdrawiam i zapraszam do rozmowy.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

sceptymucha (moderator, 11470 punktów)
Zawsze mam nieufność, gdy bierze się pomysły ze Średniowiecza. (Tam szkołą nazywano "Cech".)
Pozdrawiam

Zastanów się, czy swoim powyższym postem nie uraziłeś moich uczuć religijnych. Jestem ateistą- czczę Święty Spokój.
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Spór o to, czy w szkołach publicznych powinny wisieć krzyże, czy nie jest sporem zupełnie jałowym.
>Dlaczego? Dlatego, że w ogóle nie powinno być czegoś takiego jak szkoła publiczna i jeden słuszny,
>ministerialny program nauczania.

Nie no pewnie - niech sobie sami wymyślą matematykę a później nauczają "teorii inteligentnego projektu", przecież to także jakaś edukacja...

>Prywatyzacja?!- zakrzyknie niejeden lewicowiec. Czy słusznie? Nie, bo istnieje kompromisowe
>rozwiązanie: prywatyzujemy szkoły, a państwo może utworzyć fundusz, z którego będą finansowane
>usługi edukacyjne dla tych, których nie stać na samodzielne ich finansowanie.

Czyli przelewamy publiczne pieniądze w prywatne kieszenie. Takie rozwiązanie to marzenie dla CBA (będą awanse, będą!).

>-zyskujemy rynkową konkurencję, co jest dobrodziejstwem w każdej dziedzinie; konkurencja jest
>motorem napędowym poprawy jakości, obniżenia cen i innowacyjnych propozycji.

Innowacja w nauczaniu? Damy maturę za kasę!! Nie trzeba będzie się uczyć!! W Polsce sprywatyzowano właściwie szkoły dla dorosłych. Ich poziom jest porażający - nawet w policealnych technikach jest masakra, nikomu nie zależy na nauce. I nie ważne jest, płaci czy nie. A firmą zależy na zysku - więc najlepsze są te kierunki, które małym nakładem kosztów dają duży zwrot z inwestycji, a więc kosmetyka, ochrona, hotelarstwo a nie mechanika maszyn, ślusarstwo, robotyka itp.

>-rodzice mają wolność wyboru szkoły, jej profilu i programu (obecnie nawet szkoły prywatne są
>zobowiązane do realizacji ministerialnego programu).

Zastanawiałeś się dlaczego tak jest? Podam Ci proste uzasadnienie ekonomiczne - normalizacja edukacji, ocen jak i takie same dla wszystkich testy zmniejszają koszty transakcyjne przy zatrudnianiu pracownika.

>-ubożsi użytkownicy szkół otrzymują dofinansowanie;

Jaki jesteś łaskawy!

>-płacimy za edukację, a nie za biurokrację; prywatne szkoły zbędną administrację po prostu usuną;
>podobnie w odstawkę pójdą tysiące ministerialnych stołków.

Rozwój biurokracji w korporacjach, bankach itp. pokazuje, że ta teza jest fałszywa. Jeśli twierdzisz, iż tak nie będzie, jeśli wierzysz w pluralizm - zastanów się nad procesem koncentracji marek przez międzynarodowe korporacje.

>Myślę, że zarówno liberał, jak i lewicowiec (o ile nie jest "lewakiem" z klapkami na oczach) może
>zaakceptować taki kompromis.

Nie. Rozwiąż najpierw problemy zasygnalizowane przeze mnie powyżej. Chyba, że uznasz mnie za "lewaka z klapkami na oczach".

Do reszty się nie odniosę, bo nie chce mi się punktować Twojego bełkotu...
Pozdrawiam.
15-06-2010 20:59 
 Ocena 1 na 3
Satyr (4285 punktów)

>Nie no pewnie - niech sobie sami wymyślą matematykę a później nauczają "teorii inteligentnego projektu"
Za komuny straszono prywatnymi jadłodajniami - że ludzie się będą truć. Twój argument jest podobnie absurdalny. W wielu krajach nauczano bez nakazów ministerstwa i nikt nie uczył "przekręconej" matematyki (bo i po co?).

>Czyli przelewamy publiczne pieniądze w prywatne kieszenie. Takie rozwiązanie to marzenie dla CBA (będą awanse, będą!).
Znów kompletnie nietrafny argument. Przecież już teraz NFZ podpisuje kontrakty z prywatnymi klinikami. Wychodzi taniej, skuteczniej, bez kolejek. Przykład: szpitale w Chorzowie: goscniedzi(*)180595737&dzi=1104764436&katg=
Podobnie w samorządach mnóstwo zadań już teraz zleca się prywatnymi podmiotom, bo w jakości i cenie biją na łeb na szyję państwowe molochy.

>Innowacja w nauczaniu? Damy maturę za kasę!! Nie trzeba będzie się uczyć!! W Polsce sprywatyzowano właściwie szkoły dla dorosłych. Ich poziom jest porażający
A myślisz, że w publicznych szkołach dla dorosłych byłby lepszy? Prywatne szkoły podstawowe mają o wiele lepsze wyniki niż publiczne. Również wyniki finansowe. Szkoły dla dorosłych są tworzone, bo chodzi o otrzymanie papierka, a nie o edukację, i każdy o tym wie. "Uczniowie", nauczyciele i pracodawcy. Chory system rządowych regulacji po prostu wszędzie wymusza "papierki". Więc rynek reaguje

>Podam Ci proste uzasadnienie ekonomiczne - normalizacja edukacji, ocen jak i takie same dla wszystkich testy zmniejszają koszty transakcyjne przy zatrudnianiu pracownika.
Istnieją stowarzyszenia przedsiębiorców i one same sobie ustalą najogólniejsze standardy kwalifikacji, bez pomocy dziesiątek tysięcy biurokratów. W USA przed wprowadzeniem departamentu edukacji jakoś świetnie sobie przedsiębiorczość radziła i ludzie bez problemów nabywali kwalifikacji zawodowych. Naprawdę, państwo nie jest do tego potrzebne, tak jak nie musi pouczać ludzi, że zupę je się łyżką a nie widelcem. Ludzie to nie stado baranów.

>Rozwój biurokracji w korporacjach, bankach itp. pokazuje, że ta teza jest fałszywa.
W bankach? Nie rozśmieszaj mnie. Gdzie Ty tam widziałeś konkurencję? To jest oligopol kontrolowany przez państwo. Komisja Nadzoru Finansowego może wprowadzić zarząd komisaryczny w banku nawet w przypadku ryzyka straty bilansowej. Nie mówiąc już o systemie zezwoleń... Spróbuj sobie z kumplami założyć bank, zobaczymy jak łatwo pójdzie .
Korporacje to kolejny fałszywy przykład. Ostatnio wiele z nich powinno zbankrutować ale mają gwarantowane "pakiety stymulacyjne" przez keynesistów rozsianych po rządach. Po cholerę mają z kimkolwiek konkurować, szczególnie, że prawo systemem koncesji zapewnia im faktyczny monopol?
Rzuć okiem na te sektory rynku, gdzie faktycznie istnieje konkurencja - tam się tnie koszty i tyle, bo kto tego nie zrobi, ten wypada z gry. Zresztą, w zalinkowanym materiale o chorzowskim eksperymencie jest jasno napisane, że wywalono z pracy 40% ludzi, w tym większość z administracji!.

>Jeśli twierdzisz, iż tak nie będzie, jeśli wierzysz w pluralizm - zastanów się nad procesem koncentracji marek przez międzynarodowe korporacje.
Odpowiedź jak wyżej. Np. Airbus produkuje w 3 krajach. Jest to ekonomicznym idiotyzmem, ale ma dzięki temu pomoc finansową od 3 rządów Korporacje są prywatne tylko formalnie, de facto działają na rządowych układach. Im bankructwo niestraszne, bo zawsze ktoś ukradnie podatnikom i da im. Vide: Opel, General Motors. To przykłady z ostatnich miesięcy.

Odnoszę wrażenie, że przyjmujesz absurdalną wiarę w to, że publiczne podmioty są podobnie efektywne, jak prywatne. To jakieś science-fiction, w obliczu faktów i np. prawa Savasa:
Cytat:
Zgodnie z prawem E. Savasa, każda działalność gospodarcza i pozagospodarcza (edukacyjna, zdrowotna itp.) realizowana przez podmioty niepaństwowe jest o ok. 50 proc. sprawniejsza merytorycznie i efektywniejsza ekonomicznie. Savas udowodnił to na przykładach amerykańskich i innych rozwiniętych państw. Po prostu podmioty niepaństwowe, oparte na kapitałach prywatnych lub organizacji pozapaństwowych, nie mogą być złe, słabe merytorycznie i nieefektywne. Nie są bowiem dofinansowywane z budżetu, co szczególnie występuje m.in. w państwowej sferze edukacyjnej, w tym szkolnictwa wyższego. Prawo Savasa jest obiektywne i powinno być uwzględniane w polityce państw wolnorynkowych, liberalnych gospodarczo i demokratycznych.

Więcej: www.foruma(*)a-zroznicowanie_jest_dobre.htm

To tak jakbyś chciał negować prawo powszechnego ciążenia.

>Do reszty się nie odniosę, bo nie chce mi się punktować Twojego bełkotu...
Nie zachęcasz do udzielania odpowiedzi...

>Pozdrawiam.
Również.
15-06-2010 21:35 
 Ocena 5 na 5
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Za komuny straszono prywatnymi jadłodajniami - że ludzie się będą truć. Twój argument jest podobnie absurdalny. W wielu krajach nauczano bez nakazów ministerstwa i nikt nie uczył "przekręconej" matematyki (bo i po co?).

Spójrz na USA - prywatna edukacja, tak ja i edukacja domowa, są opanowane przez religijnych fundamentalistów, zresztą w Polsce także (najwięcej prywatnych szkół prowadzi KK). Czy to służy edukacji...? Wątpię.

>Znów kompletnie nietrafny argument. Przecież już teraz NFZ podpisuje kontrakty z prywatnymi klinikami. Wychodzi taniej, skuteczniej, bez kolejek. Przykład: szpitale w Chorzowie: goscniedzi(*)180595737&dzi=1104764436&katg=
>Podobnie w samorządach mnóstwo zadań już teraz zleca się prywatnymi podmiotom, bo w jakości i cenie biją na łeb na szyję państwowe molochy.

Państwo=moloch. Cóż za banał! W tej sprawie polecam wywiad z Balickim w ostatnim numerze Obywatela. W sumie popieram jego pomysł przekształcania szpitali w tzw. przedsiębiorstwa społeczne. Zobaczymy jak mu się powiedzie. Jeśli się uda - znajdziemy kompromis między nami.

>A myślisz, że w publicznych szkołach dla dorosłych byłby lepszy? Prywatne szkoły podstawowe mają o wiele lepsze wyniki niż publiczne. Również wyniki finansowe. Szkoły dla dorosłych są tworzone, bo chodzi o otrzymanie papierka, a nie o edukację, i każdy o tym wie. "Uczniowie", nauczyciele i pracodawcy. Chory system rządowych regulacji po prostu wszędzie wymusza "papierki". Więc rynek reaguje

Gówno prawda. Sami pracodawcy wymagają papierków - upewnia ich to o "kompetencjach" pracownika. A że z tymi jest różnie - taki poziom "prywatnej" edukacji.

>Istnieją stowarzyszenia przedsiębiorców i one same sobie ustalą najogólniejsze standardy kwalifikacji, bez pomocy dziesiątek tysięcy biurokratów. W USA przed wprowadzeniem departamentu edukacji jakoś świetnie sobie przedsiębiorczość radziła i ludzie bez problemów nabywali kwalifikacji zawodowych.

Jakoś po wprowadzeniu nikt tego nie zmienił. Co ciekawe - wprowadzenie kontroli (1953 r.) zbiega się ze "złotym wiekiem" USA, szybką modernizacją i powstaniem dużej i silnej klasy średniej. O awansie robotników do tejże nie wspominając.

> Naprawdę, państwo nie jest do tego potrzebne, tak jak nie musi pouczać ludzi, że zupę je się łyżką a nie widelcem. Ludzie to nie stado baranów.

A kto twierdzi, że są baranami?! Państwo jest tworem społeczeństwa (czyli ludzi), przez nich powołane, kontrolowane i zmieniane. Nie jest jakimś obcym tworem, rakiem żerującym na "zdrowej tkance społeczeństwa".

>W bankach? Nie rozśmieszaj mnie. Gdzie Ty tam widziałeś konkurencję? To jest oligopol kontrolowany przez państwo. Komisja Nadzoru Finansowego może wprowadzić zarząd komisaryczny w banku nawet w przypadku ryzyka straty bilansowej. Nie mówiąc już o systemie zezwoleń... Spróbuj sobie z kumplami założyć bank, zobaczymy jak łatwo pójdzie .

Kulą w płot. Banki są bytami ponadnarodowymi. Konkurują więc na poziomie międzynarodowym - w WTO czy Banku Światowym. Dla nich kraj to tylko "zasób do wydobycia". Akurat dzięki KNF mamy stabilny system bankowy a nie Islandzki czy Estoński.

>Korporacje to kolejny fałszywy przykład. Ostatnio wiele z nich powinno zbankrutować ale mają gwarantowane "pakiety stymulacyjne" przez keynesistów rozsianych po rządach.

Bo koszty społeczne ich upadku były by większe niż ich utrzymanie. Oczywiście, że nie jest to sprawiedliwe - taki socjalizm dla bogatych - ale takie są realia polityki. Liberałowie zasłaniają na nie oczy i mówią "zróbcie jak my mówimy a będzie dobrze" - mimo, iż nie jest to możliwe, bo świat nie jest epifenomenem ich utopii.

>Rzuć okiem na te sektory rynku, gdzie faktycznie istnieje konkurencja - tam się tnie koszty i tyle, bo kto tego nie zrobi, ten wypada z gry. Zresztą, w zalinkowanym materiale o chorzowskim eksperymencie jest jasno napisane, że wywalono z pracy 40% ludzi, w tym większość z administracji!.

Poczekamy, zobaczymy. Podejrzewam, iż za jakiś czas zacznie narastać biurokracja (tzw. prawo Parkinsona, stworzone dla biurokracji państwowej - ale działa także w prywatnych firmach).

> Korporacje są prywatne tylko formalnie, de facto działają na rządowych układach. Im bankructwo niestraszne, bo zawsze ktoś ukradnie podatnikom i da im. Vide: Opel, General Motors. To przykłady z ostatnich miesięcy.

Nie do końca tak. Firmy są tak wielkie, że nie mogą upaść (koszty społeczno-ekonomiczne były by zbyt wielkie). Po drugie - to nie państwa kontrolują korporacje, tylko korporacje kontrolują państwa. Sprawa jest więc odwrócona. Na tym polega kapitalizm. Rynek (patrząc realnie - wilki biznes) kontroluje system ekonomiczno-społeczny, maskując swoją władzę narracją o "naturalnych prawach rynku". Korporacje powstawały od kiedy istnieje ideologia "wolnego rynku". Więc jedno wiąże się z drugim. Nie wierzę w utopijne idee Rothbarda i innych libertarian.
Pozdrawiam serdecznie!
15-06-2010 23:17 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)

>Spójrz na USA - prywatna edukacja, tak ja i edukacja domowa, są opanowane przez religijnych fundamentalistów, zresztą w Polsce także (najwięcej prywatnych szkół prowadzi KK).
Dlaczegóż więc nie-fundamentaliści nie korzystają z tych możliwości? Zresztą, Twoja teza i tak jest kompletnie fałszywa. W USA funkcjonuje mnóstwo znakomitych prywatnych szkół. Poza tym: jeśli ktoś znajduje dobrą pracę, zna się na fachu, to co to ma za znaczenie, że wierzy w kreacjonistyczne bujdy?

>Czy to służy edukacji...? Wątpię.
Katolickie szkoły w Polsce mają świetne wyniki. Pełno tam również uczniów, którzy nijak katolikami nie są.

>Gówno prawda. Sami pracodawcy wymagają papierków - upewnia ich to o "kompetencjach" pracownika. A że z tymi jest różnie - taki poziom "prywatnej" edukacji.
Pracodawcy często ich wymagają, bo państwo zmusza ich, żeby zatrudniali na pewnych stanowiskach ludzi o uznanych kwalifikacjach. Powiedzmy sobie szczerze: wykształcenie zawodowe dają w Polsce szkoły zawodowe i techniczne. Do prywatnych szkół policealnych trafiają ludzie, którzy po prostu, że tak powiem, nie brylowali w szkolnych ławach. Jest jasne, że poziom ich poczynań będzie kiepski. Uczniowie lepsi idą do publicznych szkół, bo i tak za nie płacą. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby prywatne szkoły miały faktycznie przygotowywać do zawodu i miały szanse walczyć o pierwszy sort uczniów - jest jasne, że jak odsetek absolwentów nieznajdujących zatrudnienia po jakiejś szkole będzie wysoki, to ona zbankrutuje.

>Jakoś po wprowadzeniu nikt tego nie zmienił. Co ciekawe - wprowadzenie kontroli (1953 r.) zbiega się ze "złotym wiekiem" USA, szybką modernizacją i powstaniem dużej i silnej klasy średniej.
Trudno mi weryfikować te informacje o "złotym wieku". Za złoty wiek USA uważam raczej wiek XIX, w którym społeczeństwo Amerykańskie niemal od zera doszło do niezmiernego wzrostu bogactwa. Ale nie o tym dyskusja, tezy o "złotych wiekach" są raczej zbyt ogólne, by wyprowadzać wnioski, że to właśnie departament edukacji je "spowodował".

> Państwo jest tworem społeczeństwa (czyli ludzi), przez nich powołane, kontrolowane i zmieniane. Nie jest jakimś obcym tworem, rakiem żerującym na "zdrowej tkance społeczeństwa".
Nie jest żadnym tworem społeczeństwa ani nie jest przez nie kontrolowane. 90% ludzi nie jest w stanie powiedzieć, co to jest dług publiczny, a co dopiero mówić o jakiejkolwiek kontroli. Kontrola to jest chyba wtedy, kiedy wszystko się wreszcie pierdyknie (pamiętasz - kiedyś rozmawialiśmy o godzinach pracy we Francji. Przekonywałeś, że człowiek nie musi już pracować dłużej niż 6-7 godzin. Widzisz jakie jajca się tam teraz dzieją? - jak ludzie to niby kontrolowali? Budzą się właśnie z ręką w nocniku. To samo Grecja). W obywatelu wzbudza się "kontroler" dopiero jak emeryturka nie dojdzie na czas.

>Kulą w płot. Banki są bytami ponadnarodowymi. Konkurują więc na poziomie międzynarodowym - w WTO czy Banku Światowym.
Nigdzie sobie nie pokonkurują jak nie dostaną zezwolenia od organu nadzoru bankowego. System bankowy jest pod ścisłą kontrolą. Nie twierdzę, że to źle - w takiej postaci jak teraz, czyli w dobie pieniądza papierkowego, kontrola nad tym jest niezbędna. Ale nie dam sobie wmówić, że między nimi jest konkurencja w sensie efektywności ekonomicznej - a o tym przecież mówię. Że konkurują o wpływy w instytucjach międzynarodowych, to jest pewne, tyle że to się nijak ma do biurokracji.

>Bo koszty społeczne ich upadku były by większe niż ich utrzymanie.
Jak się najpierw tworzy monopole, to potem można mówić, że są "zbyt duże żeby zbankrutować". Społeczne koszty ich utrzymywania też są ogromne: utrzymuje się miejsca pracy zbędne na rynku, na których ludzie produkują produkty, których nikt nie chce kupić. De facto jest to trzymanie ludzi na zasiłku, tyle, że coś tam sobie na nim skrobią. Niedługo się to skończy, wraz z upadkiem zadłużonych państw.

>Liberałowie zasłaniają na nie oczy i mówią "zróbcie jak my mówimy a będzie dobrze"
Nie sądzę. W Polsce właśnie Centrum im. Adama Smitha protestowało przeciw grabieniu podatników żeby dofinansować Opla.
Ale mamy chyba inną definicję liberała: dla mnie p. Tusk to żaden liberał. Raczej aferał.

>Nie do końca tak. Firmy są tak wielkie, że nie mogą upaść (koszty społeczno-ekonomiczne były by zbyt wielkie).
Odpowiedź jak wyżej.

>Po drugie - to nie państwa kontrolują korporacje, tylko korporacje kontrolują państwa. Sprawa jest więc odwrócona. Na tym polega kapitalizm.
Spadłem z fotela. Na tym polega? Myślałem, że na tym, że prawo nikomu nie wali po oczach koncesjami z powodu potrzeby "kontroli społecznej". W XIX w. w USA każdy sobie mógł składać lokomotywy i to był kapitalizm.

Jeśli rząd nie miałby wpływu na pieniądze obywateli, to niech go sobie korporacje kontrolują. Figa im z tego przyjdzie. Teraz mogą go kontrolować, bo usprawiedliwia się koncesjonowanie gospodarki, podatki dochodowe itp. wymysły. Wiesz, w jakim kraju istnieje największa akumulacja środków produkcji w rękach wąskiej grupy? W Szwecji - rodzina Wallenbergów jeszcze w 1992 roku kontrolowała 1/3 Produktu Narodowego Brutto Szwecji!

>Rynek (patrząc realnie - wilki biznes) kontroluje system ekonomiczno-społeczny, maskując swoją władzę narracją o "naturalnych prawach rynku". Korporacje powstawały od kiedy istnieje ideologia "wolnego rynku".
Korporacje zdobyły władzę w XX wieku, czyli okresie, w którym wolnego rynku nie ma praktycznie nigdzie na świecie.

Czuję wyraźnie, że znowu odjechaliśmy w daleki offtopic. Jeszcze wyraźniej czuję, że Cię nie przekonam do proponowanego modelu edukacji. Może przynajmniej uda się go lokalnie przetestować, jak służbę zdrowia w Chorzowie, żeby nabyć więcej empirycznych danych.

>Pozdrawiam serdecznie!
Pozdrawiam
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Pracodawcy często ich wymagają, bo państwo zmusza ich, żeby zatrudniali na pewnych stanowiskach ludzi o uznanych kwalifikacjach. Powiedzmy sobie szczerze: wykształcenie zawodowe dają w Polsce szkoły zawodowe i techniczne. Do prywatnych szkół policealnych trafiają ludzie, którzy po prostu, że tak powiem, nie brylowali w szkolnych ławach. Jest jasne, że poziom ich poczynań będzie kiepski. Uczniowie lepsi idą do publicznych szkół, bo i tak za nie płacą. Zupełnie inaczej byłoby, gdyby prywatne szkoły miały faktycznie przygotowywać do zawodu i miały szanse walczyć o pierwszy sort uczniów - jest jasne, że jak odsetek absolwentów nieznajdujących zatrudnienia po jakiejś szkole będzie wysoki, to ona zbankrutuje.

Generalizujesz. Oczywiście - spora część osób, które uczą się w szkołach dla dorosłych to niedorozwinięte szympansy. Ale nie wszyscy - część z nich (wiem to z pierwszej ręki) nie mogło skończyć szkoły normalnie, chce poprawić swoje kwalifikacje itp. Wydaje mi się, że społeczeństwo powinno, we własnym interesie, dbać, by takie osoby mogły liczyć na najlepszą możliwą edukację. Niekoniecznie płacąc za nią z własnej kieszeni - a finansując ją pośrednio z podatków. To się opłaca, zwiększa ilość wykwalifikowanych robotników.

>Trudno mi weryfikować te informacje o "złotym wieku". Za złoty wiek USA uważam raczej wiek XIX, w którym społeczeństwo Amerykańskie niemal od zera doszło do niezmiernego wzrostu bogactwa.

Grabiąc autochtonów i wykorzystując niewolniczą pracę czarnych. Nie jest to fajna perspektywa - a wielu liberałów ma zwyczaj o tym zapominać.

>Nie jest żadnym tworem społeczeństwa ani nie jest przez nie kontrolowane.

Tak? Czyli czym? Pojawiło się deus ex machina? W wyniku wielkiej i wiecznej grabieży (przypominam - to jedna z podstawowych tez Marksa)? Trochę realizmu proszę.

>90% ludzi nie jest w stanie powiedzieć, co to jest dług publiczny, a co dopiero mówić o jakiejkolwiek kontroli. Kontrola to jest chyba wtedy, kiedy wszystko się wreszcie pierdyknie

Ok - zgadzam się z Tobą. Znaczy to jednak tylko tyle, że demokracja może dobrze działać tylko wtedy, gdy obywatele są dobrze poinformowani i mają podstawowe kompetencje do podejmowania decyzji. Z czym jest, oczywiście, problem.

>(pamiętasz - kiedyś rozmawialiśmy o godzinach pracy we Francji. Przekonywałeś, że człowiek nie musi już pracować dłużej niż 6-7 godzin. Widzisz jakie jajca się tam teraz dzieją? - jak ludzie to niby kontrolowali? Budzą się właśnie z ręką w nocniku. To samo Grecja).

A ja myślałem, że gorzej niż Francja ma liberalna Irlandia, Islandia czy Estonia...

>Jak się najpierw tworzy monopole, to potem można mówić, że są "zbyt duże żeby zbankrutować". Społeczne koszty ich utrzymywania też są ogromne: utrzymuje się miejsca pracy zbędne na rynku, na których ludzie produkują produkty, których nikt nie chce kupić. De facto jest to trzymanie ludzi na zasiłku, tyle, że coś tam sobie na nim skrobią. Niedługo się to skończy, wraz z upadkiem zadłużonych państw.

Nie mogę się zgodzić. Firmy same się łączą i dążą do monopolu - wolny rynek tego nie powstrzyma. Zgadzam się z, trochę przeze mnie zmienioną, tezą Marksa, iż gospodarka kapitalistyczna dąży samoistnie do oligopolu. A że wykorzystuje do tego państwo? I co z tego?

>Nie sądzę. W Polsce właśnie Centrum im. Adama Smitha protestowało przeciw grabieniu podatników żeby dofinansować Opla.

I słusznie. Nie jest nam potrzebna większa rzesza bezrobotnych. Ustawianie sprawy w sposób "grabienie podatników" utrudnia nam rozmowę. Ja staram się nie wartościować pojęć, jakich używam (choć wiem, że nie zawsze mi to wychodzi).

>Spadłem z fotela. Na tym polega? Myślałem, że na tym, że prawo nikomu nie wali po oczach koncesjami z powodu potrzeby "kontroli społecznej". W XIX w. w USA każdy sobie mógł składać lokomotywy i to był kapitalizm.

Każdy, kto miał bogatych sponsorów - to po pierwsze. Po drugie - oczywiście, że korporacje potrzebują koncesji, chociażby po to, by zmniejszyć konkurencję, dzięki czemu mogą zapewnić sobie większy zwrot.

>Jeśli rząd nie miałby wpływu na pieniądze obywateli, to niech go sobie korporacje kontrolują. Figa im z tego przyjdzie. Teraz mogą go kontrolować, bo usprawiedliwia się koncesjonowanie gospodarki, podatki dochodowe itp. wymysły.

Masz jakąś dziwną wizję rządu... Trąci to trochę utopią. "Jak by rządu nie było było by dobrze" - ale jest, był i będzie. Skoro jest, należy go wykorzystać n najlepszy możliwy sposób. Mi także podoba się anarchizm - co z tego, skoro jest niemożliwy do wprowadzeni?

>Korporacje zdobyły władzę w XX wieku, czyli okresie, w którym wolnego rynku nie ma praktycznie nigdzie na świecie.

Bo wcześniej, interweniując w rynek, zakazano tego typu vide "Historia spekulacji finansowych" Edward Chancellor, Muza 2001.

>Czuję wyraźnie, że znowu odjechaliśmy w daleki offtopic. Jeszcze wyraźniej czuję, że Cię nie przekonam do proponowanego modelu edukacji. Może przynajmniej uda się go lokalnie przetestować, jak służbę zdrowia w Chorzowie, żeby nabyć więcej empirycznych danych.

Też mi się tak wydaje.
Pozdrawiam serdecznie!!
16-06-2010 17:33 
 Ocena 1 na 1
Adamiak (36436 punktów)
   Pewnie tego posta wyrzucą do "Oślej Ławki", ale nie mogę się powstrzymać od zadania kilku głupich pytań.

>Wydaje mi się, że społeczeństwo powinno, we własnym interesie, dbać, by takie osoby mogły liczyć na najlepszą możliwą edukację.
   A co to jest "interes własny społeczeństwa"?
   To pytanie na wypadek, gdybym miał o niego zadbać.

>Nie koniecznie płacąc za nią z własnej kieszeni - a finansując ją pośrednio z podatków.
   Czyli potencjalnie za moją kasę.

>To się opłaca, zwiększa ilość wykwalifikowanych robotników.
   A komu się to opłaca?
   Bo ja mam wyłożyć kasę, ale nie widzę w tym zysku dla siebie.

   Zwiększonej liczby wykwalifikowanych robotników też nie uważam za dobro samo w sobie, a dla siebie wcale, i jeszcze miałbym za nią płacić?
15-06-2010 21:46 
 Ocena 2 na 2
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Odnoszę wrażenie, że przyjmujesz absurdalną wiarę w to, że publiczne podmioty są podobnie efektywne, jak prywatne. To jakieś science-fiction, w obliczu faktów i np. prawa Savasa:
>Cytat:
Zgodnie z prawem E. Savasa, każda działalność gospodarcza i pozagospodarcza (edukacyjna, zdrowotna itp.) realizowana przez podmioty niepaństwowe jest o ok. 50 proc. sprawniejsza merytorycznie i efektywniejsza ekonomicznie. Savas udowodnił to na przykładach amerykańskich i innych rozwiniętych państw. Po prostu podmioty niepaństwowe, oparte na kapitałach prywatnych lub organizacji pozapaństwowych, nie mogą być złe, słabe merytorycznie i nieefektywne. Nie są bowiem dofinansowywane z budżetu, co szczególnie występuje m.in. w państwowej sferze edukacyjnej, w tym szkolnictwa wyższego. Prawo Savasa jest obiektywne i powinno być uwzględniane w polityce państw wolnorynkowych, liberalnych gospodarczo i demokratycznych.

>Więcej: www.foruma(*)a-zroznicowanie_jest_dobre.htm
>To tak jakbyś chciał negować prawo powszechnego ciążenia.

Albo dodałeś to jak pisałem, albo mi to uciekło. Po pierwsze - w naukach społecznych, a taką niewątpliwie jest ekonomia - NIE MA PRAW OBIEKTYWNYCH Polecam JAKIKOLWIEK podręcznik z metodologii nauk społecznych Po drugie - żaden podręcznik z ekonomi jaki znam (dwa czytałem, parę przeglądałem) nie podaje tego "prawa". Ciekawe także, że niemożna go znaleźć (przynajmniej przeglądając "na szybko") w internecie. No chyba, że na forum sympatyków Korwina-Mikke - czyli śmiesznym i pseudo-racjonalnym. Podejrzewam, iż jest to kolejny aprioryczny twór pseudonaukowej "szkoły austriackiej" - czyli nieempiryczny. Pozdrawiam.
15-06-2010 23:26 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

Po pierwsze - w naukach społecznych, a taką niewątpliwie jest ekonomia - NIE MA PRAW OBIEKTYWNYCH
Wyluzuj, to był żart. Stąd uśmieszek na końcu. Jasne, że nie da się stworzyć warunków klinicznych dla eksperymentów ekonomicznych.

>Po drugie - żaden podręcznik z ekonomi jaki znam (dwa czytałem, parę przeglądałem) nie podaje tego "prawa". Ciekawe także, że niemożna go znaleźć (przynajmniej przeglądając "na szybko") w internecie.
Badania Savas'a to nowa rzecz. Nie jest żadnym apriorycznym fantazmatem, koleś badał działanie podmiotów publicznych i prywatnych w wielu zachodnich krajach.

Wyniki Savas'a nie są też z pewnością pewne tak bardzo jak np. prawo malejącej użyteczności krańcowej, które jest po prostu blisko związane z konstytucja psychiczną i fizjologiczną przeciętnego homo sapiens. Tym niemniej badania Savas'a wykazują pewne prawidłowości i to na dużym materiale badawczym - jest też łatwe i intuicyjne do zrozumienia - po prostu prywaciarz minimalizuje koszty, bo wydaje własne pieniądze, a nie czyjeś. Parę książek Savas'a jest dostępnych w anglojęzycznej wersji, wiem również o jednym polskim przekładzie.

Pozdrawiam
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Badania Savas'a to nowa rzecz. Nie jest żadnym apriorycznym fantazmatem, koleś badał działanie podmiotów publicznych i prywatnych w wielu zachodnich krajach.

Masz, poza tym krótkim artykułem, jakiś odnośnik do większej pracy na ten temat? Bo z przyjemnością bym poczytał.
15-06-2010 21:52 
 Ocena 2 na 2
Appenzeller (3118 punktów)
Nad resztą Twojej wypowiedzi chętnie się zastanowię, natomiast zauważyłem, przy okazji zbijania przez Ciebie kolejnych wypowiedzi przedmówcy, że stan poprawnego, czystego kapitalizmu nigdzie dla ciebie nie istnieje. Czy to tak samo jak z dochodzeniem do komunizmu? Banki i korporacje psują rządy, a szczególnie keynesiści. Kogo postawiłbyś zatem jako ideał? Podobno najlepsze wyniki edukacyjne jako kraj ma Finlandia, ale nie doszli do tego drogą "friedmanowską", ale wręcz przeciwnie.
A swoją drogą, koleżanka zdawała niedawno (w ubiegłym roku) egzaminy studiując na jednej z prywatnych warszawskich uczelni (nazwę z litości pominę). Nie były trudne - studenci usłyszeli "państwo zapłacili, państwo mają zdać". To też była wina keynesistów?
Jeszcze jedno sobie przypomniałem. Według Eatwella, lorda i ekonomisty brytyjskiego zarazem, średnio w różnych krajach (choć Polski nie uwzględniał) koszty obsługi państwowego systemu emerytalnego (tzw. pay-as-you-go) kształtowały się na poziomie 7%, a koszty prywatnych funduszy - 30%. Nie wiem natomiast, czy Eatwell czytał Savasa.
Z krzyżami natomiast w znacznej mierze masz rację - to zresztą nie symbole religijne, ale "obsikiwanie terenu".
15-06-2010 22:39 
 Ocena 2 na 2
Satyr (4285 punktów)
>Kogo postawiłbyś zatem jako ideał?
Nie ma ideałów. Warto jednak nie przeszkadzać wolnej konkurencji. Nawet, jeśli chcemy usług publicznych, to niech te usługi będą dostarczane przez konkurujące prywatne podmioty.

>Podobno najlepsze wyniki edukacyjne jako kraj ma Finlandia, ale nie doszli do tego drogą "friedmanowską", ale wręcz przeciwnie.
"Najlepsze wyniki edukacyjne" to rzecz bardzo względna. Polscy politycy chwalą się, że mamy ponad milion studentów. Ja uważam, że to ciężka patologia i wylęgarnia zawodowych bezrobotnych. Czas pokaże.

>A swoją drogą, koleżanka zdawała niedawno (w ubiegłym roku) egzaminy studiując na jednej z prywatnych warszawskich uczelni (nazwę z litości pominę). Nie były trudne - studenci usłyszeli "państwo zapłacili, państwo mają zdać". To też była wina keynesistów?
Prywatne uczelnie służą w Polsce do zdobywania papierków, a nie edukowania. Po co dobry student ma iść do prywatnej uczelni, skoro ma państwową za darmo? Na prywatne uczelnie idą ci, którzy się do publicznych nie dostali. Publiczne uczelnie po prostu stwarzają nieuczciwą konkurencję, bo i tak społeczeństwo jest zmuszone za nie płacić, więc wiadomo, że najlepszy sort uczniów idzie właśnie tam.

Pozdrawiam
15-06-2010 21:27 
 Ocena 1 na 5
Brentano (-1 punktów)
>Damy maturę za kasę ! Nie trzeba będzie się uczyć!!

A to dzisiaj trzeba się uczyć, żeby zdać maturę ??? No chyba coś mnie ominęło.

>W Polsce sprywatyzowano właściwie szkoły dla dorosłych. Ich poziom jest porażający - nawet w policealnych technikach jest masakra, nikomu nie zależy na nauce. I nie ważne jest, płaci czy nie.

Poziom tych szkół wynika z wymogów jakie państwo stawia przed obywatelem. Jak dorośniesz i trochę popracujesz to zdasz sobie sprawę, że trudno zrobić coś w tym kraju bez świstka papieru. I te szkoły prywatne są po to by te świstki wydawać (posunęło się to do tego stopnia, że absolwent filologii języka obcego nie ma prawa tłumaczyć na wyuczony język własnego dyplomu ukończenia szkoły - musi to zlecić "specjaliście"). Państwo poprzez chorą biurokrację robi podaż na tego typu prywatne szkoły to i popyt siłą rzeczy jest spory. Wiem, widziałem, świstek mam - zresztą nie jeden i pewnie nie ostatnie. Państwo pragnie naszych świstków i solidnie nas za to wynagradza - no to je dostaje.

>A firmą zależy na zysku - więc najlepsze są te kierunki, które małym nakładem kosztów dają duży zwrot z inwestycji, a więc kosmetyka, ochrona, hotelarstwo a nie mechanika maszyn, ślusarstwo, robotyka itp.

Najlepsze są te kierunki na jakie państwo ustaliło koncesje - czyli praktycznie wszystko to co cieszy się popularnością na rynku znajduje ujście w takich szkołach. To chora polityka twojego kochanego państwa nakłania ludzi do takiej działalności. W państwie kapitalistycznym liczyłyby się umiejętności, a nie świstki urzędnicze. No, ale przecież w tym kraju większość ludzi to same komunistyczne konserwy dla których jakikolwiek odwrót od komuny przyprawia o ból głowy.

>>-rodzice mają wolność wyboru szkoły, jej profilu i programu (obecnie nawet szkoły prywatne są
>>zobowiązane do realizacji ministerialnego programu).
>Zastanawiałeś się dlaczego tak jest? Podam Ci proste uzasadnienie ekonomiczne - normalizacja edukacji, ocen jak i takie same dla wszystkich testy zmniejszają koszty transakcyjne przy zatrudnianiu pracownika.

Zapewne nigdy nie słyszałeś o szkołach prywatnych w Anglii i USA, gdzie program jest ustalany przez pedagogów szkoły, a państwo nie ma prawa się w ten program wtrącać. Efekty tego są takie, że od stuleci są to najlepsze szkoły.
15-06-2010 21:56 
 Ocena 1 na 1
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Poziom tych szkół wynika z wymogów jakie państwo stawia przed obywatelem. Jak dorośniesz i trochę popracujesz to zdasz sobie sprawę, że trudno zrobić coś w tym kraju bez świstka papieru.

Drogi kolego - pracuje i wiem jak to wygląda. Jak dorośniesz i poczytasz coś więcej niż czytanki dla liberałów to pogadamy Najpierw wiedza - później możesz się wypowiadać.

>I te szkoły prywatne są po to by te świstki wydawać (posunęło się to do tego stopnia, że absolwent filologii języka obcego nie ma prawa tłumaczyć na wyuczony język własnego dyplomu ukończenia szkoły - musi to zlecić "specjaliście"). Państwo poprzez chorą biurokrację robi podaż na tego typu prywatne szkoły to i popyt siłą rzeczy jest spory. Wiem, widziałem, świstek mam - zresztą nie jeden i pewnie nie ostatnie. Państwo pragnie naszych świstków i solidnie nas za to wynagradza - no to je dostaje.

Buahahaha! Tak - PAŃSTWO TO RAK, POTWÓR ZŻERAJĄCY DOBRYCH LUDZI!! Nie rozśmieszaj mnie. To, że istnieją absurdy znaczy tylko tyle, że istnieją absurdy - nikomu nie chce się nimi zająć, bo przecież wiadomo, że PAŃSTWO JEST ZŁE!

> W państwie kapitalistycznym liczyłyby się umiejętności, a nie świstki urzędnicze. No, ale przecież w tym kraju większość ludzi to same komunistyczne konserwy dla których jakikolwiek odwrót od komuny przyprawia o ból głowy.

Po pierwsze - nie rozmawiam o utopiach. Po drugie - ludzie są głupi, tylko my, libertarianie, znamy prawdę. Mi to pachnie dogmatyzmem takim samym jak marksiści.

>Zapewne nigdy nie słyszałeś o szkołach prywatnych w Anglii i USA, gdzie program jest ustalany przez pedagogów szkoły, a państwo nie ma prawa się w ten program wtrącać. Efekty tego są takie, że od stuleci są to najlepsze szkoły.

Ciekawe - od 1953 roku w USA istnieje odpowiednia instytucja.
Pozdrawiam.
15-06-2010 22:28 
 Ocena-1 na 3
Brentano (-1 punktów)
>Po pierwsze - nie rozmawiam o utopiach.

Jeżeli Ameryka za czasów Benjamina Franklina to twoim zdaniem utopia tudzież państwo o ustroju gospodarczym, który kapitalizmem nie był (tak jak to próbował wykazać swojego czasu Marks - dziedzictwo nie umiera jak widać) - ergo Max Weber bredził pisząc o kapitalizmie jako fenomenie świata zachodniego - to radze ostro się wziąć do nauki.
Romański (2650 punktów)
(zablokowany)
>Jeżeli Ameryka za czasów Benjamina Franklina to twoim zdaniem utopia tudzież państwo o ustroju gospodarczym, który kapitalizmem nie był (tak jak to próbował wykazać swojego czasu Marks - dziedzictwo nie umiera jak widać) - ergo Max Weber bredził pisząc o kapitalizmie jako fenomenie świata zachodniego - to radze ostro się wziąć do nauki.

No pięknie! Czyli mamy przywrócić niewolnictwo?! Bo przecież wtedy działało, więc zadziała i dzisiaj. A był to jeden z kluczowych czynników działania systemu kapitalistycznego w USA. Skoro czytałeś M. Webera to wiesz zapewne, iż zmiana w systemach gospodarczych jest uwarunkowana zmianami ideologii społecznych. Nie ma więc uniwersalnych praw gospodarczych - są one wytworem postrzegania społecznego. Nie jestem przeciwnikiem kapitalizmu - zgadzam się z tezami p. Bergera (Rewolucja kapitalistyczna, wyd. Oficyna Naukowa, Warszawa 1995), że:

Cytat:
Teza 4
Za wczesny okres kapitalizmu przemysłowego w Anglii (gdzie się kapitalizm narodził) i zapewne w innych krajach zachodnich ludzie sporo zapłacili - jeśli nie spadkiem materialnego poziomu życia, to perturbacjami społecznymi i kulturowymi.


Czyli istnieje coś takiego jak koszty kapitalizmu. Uważam, że państwo, jeśli jest instytucją naprawdę demokratyczną powinno te koszty zmniejszać. Czy tak trudno to zrozumieć?!

Cytat:

Teza 8
Niwelującą fazę całego tego procesu [tj. zmniejszanie nierówności w dochodach - R.] mogą potęgować i przyśpieszać interwencje polityczne (przede wszystkim polityka redystrybucji), ale po przekroczeniu pewnego progu (którego dokładnie dziś nie potrafimy określić), mogą one wywoływać konsekwencje negatywne dla wzrostu gospodarczego i w końcu dla poziomu życia.


Pytaniem dla mnie nie jest - interweniować czy nie interweniować, a jedynie kiedy i do jakiego poziomu. Patrzę realistycznie, XVIII i XIX wiek nie wrócą. Świat jest inny, państwa interweniują i będą to robić. Ba! Muszą to robić, by spełniać swoje funkcje, by niwelować wpływ cykli gospodarczych, by dostosowywać bodźce do zmieniającego się systemu gospodarczego (np. bodźce, które przyczynią się do zmniejszenia się kosztów ekologicznych kapitalizmu). Kto tu musi się wziąć do nauki, drogi kolego? Kto tu jest ideologicznie zaślepiony?
Pozdrawiam.
libertyn (3006 punktów)

>Wszystkie szkoły powinny zostać sprywatyzowane, jedyny słuszny program nauczania zniesiony, a
>rodzice powinni mieć wybór w kwestii szkoły, do jakiej ma chodzić dziecko.

Jestem "Za".


Racjonaliści śmieją się w Sejmie
Nie klękamy przed bakterią
16-06-2010 08:33 
 Ocena 3 na 3
Adamiak (36436 punktów)
>>Wszystkie szkoły powinny zostać sprywatyzowane, jedyny słuszny program nauczania zniesiony, a rodzice powinni mieć wybór w kwestii szkoły, do jakiej ma chodzić dziecko.
>Jestem "Za".

   Podpisuję się tak samo przewróconym alfabetem: Z-A

   Dodam tylko, że krzyże w szkołach i innych miejscach publicznych są dyskusyjne zastępczo, bo krzyżyki czy oceny z religii + inne fikołki parafialne są jedynie skutkiem serwilistycznego Konkordatu.

   Konkordatu, który nie powinien być renegocjowany, jak chcą niektórzy też zapewne w dobrej wierze, ale wypowiedziany, czyli mówiąc językiem dyplomacji - wywalony w pizdu.
   Dyplomacji z mojego podwórka, rzecz jasna.

   Bo zaawansowanej gangreny nie leczy się zatykaniem nosa przed smrodem czy zmianą opatrunku na bardziej sterylny, ale urżnięciem zgniłego platfusa.
oportunista (1711 punktów)
Zgadzam się z tobą i popieram taki punkt widzenia, wszystko co państwowe, a w jakikolwiek sposób oddziałuje na rynek, powinno być prywatne. Nie wiem jak to działa i dlaczego, kapitał tutaj kojarzy się z zacofaniem i ciemnogrodem. w komunie w Polsce do PGR należało 78% ziemi, produkowały one niecałe 20% żywności. Zacofany bogobojny chłop uprawiał 20% ziemi i żywił 80% narodu. Taka jest mniej więcej skala demagogii odnośnie prywatyzacji, na tym forum również. Nie macie pojęcia czym był socjalizm, dlatego tak bardzo chcecie go zasmakować, ja nie tęsknię za wspomnieniami. Mam nadzieję, że debili podobnych do walczących o komunizm dla Grecji, u mas jest jak na lekarstwo i niech lepiej poddadzą się leczeniu prewencyjnemu. Szkoła ma być dla ucznia i uczyć sztuki radzenia sobie w życiu, a nie miejscem pracy dla frustratów, którym nie wyszło. W jaki sposób jest w stanie nauczać przedsiębiorczości człowiek, którego jedynym życiowym sukcesem jest ukończenie pedagogiki.Jeśli chcesz coś popsuć to oddaj to w zarząd państwu.
16-06-2010 19:15 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52271 punktów)
>Zgadzam się z tobą i popieram taki punkt widzenia, wszystko co państwowe, a w jakikolwiek sposób oddziałuje na rynek, powinno być prywatne. Nie wiem jak to działa i dlaczego, kapitał tutaj kojarzy się z zacofaniem i ciemnogrodem. w komunie w Polsce do PGR należało 78% ziemi, produkowały one niecałe 20% żywności. Zacofany bogobojny chłop uprawiał 20% ziemi i żywił 80% narodu. Taka jest mniej więcej skala demagogii odnośnie prywatyzacji, na tym forum również. Nie macie pojęcia czym był socjalizm, dlatego tak bardzo chcecie go zasmakować, ja nie tęsknię za wspomnieniami. Mam nadzieję, że debili podobnych do walczących o komunizm dla Grecji, u mas jest jak na lekarstwo i niech lepiej poddadzą się leczeniu prewencyjnemu. Szkoła ma być dla ucznia i uczyć sztuki radzenia sobie w życiu, a nie miejscem pracy dla frustratów, którym nie wyszło. W jaki sposób jest w stanie nauczać przedsiębiorczości człowiek, którego jedynym życiowym sukcesem jest ukończenie pedagogiki.Jeśli chcesz coś popsuć to oddaj to w zarząd państwu.
Jeżeli powyższa wypowiedź nie jest czystą demagogią, to Uniwersytet Warszawski winien mi ciężka forsę zwrócić za to czego mnie tam uczono.
Żeby była to tylko demagogia polegająca na naginaniu faktów, aby uzyskać lepszy efekt publicystyczny, to można by przejść nad tym do porządku dziennego. Nie takie wygibasy wyczyniają teraz w Polsce "nareszcie wolne publikatory". Ale jest to zestaw nieprawdziwych informacji z wyciągnieciem z nich fałszywych wniosków. Nie sposób z tym polemizować.

Najlepszą tu repliką jest książka Francisa Wheena "Jak brednie podbiły świat".

Ponizszy cytat z recenzji książki.

W czasach, gdy "ogłoszono zgon socjalizmu i keynesizmu, a niepohamowany turbokapitalizm stał się nową ortodoksją", w Polsce ideologiczną władzę przejęli, pozyskani głównie z PZPR, neoficcy wyznawcy Miltona Friedmana i Friedricha von Hayeka, którzy pod dyktando Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego wdrażali - ewidentnie szkodliwe dla kraju - koncepcje oparte na dogmatach:

o o wyższości kapitału finansowego nad kapitałem ludzkim wraz z koniecznością jego pomnażania, nawet kosztem pauperyzacji większości społeczeństwa, na które wzrost poziomu życia ma "skapywać",
o o wyższości prywatnego zarządzania przedsiębiorstwami nad wszystkimi innymi formami własności i konieczności błyskawicznej wyprzedaży majątku państwowego (np. poprzez drastyczne obniżanie wartości) - nawet kosztem utraty ekonomicznej suwerenności państwa,
o o prymacie wzrostu PKB (który, będąc wysoki, rozwiąże kwestię bezrobocia i zlikwiduje nędzę) nad równoważnym rozwojem społecznym wraz z szerokimi możliwościami samorealizacji jednostek (np. wmawianie opinii społecznej przewagi w dynamice rozwoju oraz większej efektywności rozwiązań angloamerykańskich nad skandynawskimi).


Groźną jest głupota ludu, ale groźniejsza - dla nas wszystkich i całego państwa - od tej pokrytej moherem, jest
głupota z uniwersyteckim wykształceniem, znająca języki, przykryta eleganckimi kapeluszami i ubrana w szykowne garnitury. Swojska głupota wyższego rzędu - potężnie zadufana w swej "światowości", równie potężnie zakompleksiona w swoim prowincjonalizmie. To nasza kochana, choć znana tylko dzięki istnieniu w telewizji "płytka elitka", myśląca wszakże za cały naród i wypowiadająca się w jego imieniu. Politycy, pseudouczeni eksperci i wtórujący im dziennikarze. W kraju oddziałują jeszcze mocno indokrynacyjnie, ale w wersji eksportowej tylko kompromitują Polskę.

"Zwyczajni ludzie" - jest nas razem ponad 80 procent społeczeństwa: pracobiorcy i bezrobotni, drobny biznes, rolnicy - mogliby stanowić zasadniczą bazę dla polskich partii lewicowych i już tylko ich połowa, czyli 20 - 30% ogółu wystarczyłaby na twardy, lewicowy elektorat. Ale przedtem muszą uwierzyć, że właśnie te, a nie inne partie bronią ich interesów. Nie interesów wszystkich Polaków, a najbardziej tych bogatszych - tylko sporej części, a w niej, nade wszystko, interesów pracobiorców i biednych. Trudno ludzi przekonać, że będziemy tak czynić, gdyż ich doświadczenie uczy, że w RP niezależnie od tego, kto przejmował władzę, natychmiast odstępowano od obiecywanych prosocjalnych programów, a zarządzanie państwem przypadało związanym z kapitałem "specjalistom".
Brednie podbijające świat piętnowane są od pierwszych po ostatnie stronice książki Wheena. Autor pokazuje i wyśmiewa głupotę i zakłamanie możnych tego świata oraz irracjonalne podstawy działań ekonomiczno-społecznych współcześnie w świecie zachodzących. Manipulacje wiedzą i naciąganie badań, aż po hucpę, nawet przez wybitnych uczonych. Moim zdaniem całą jej zawartość warto i należy odnosić do naszego kraju, co w moich powyższych refleksjach nad książką właśnie uczyniłem. Podsumowując: odradzam jej czytanie. Myślenie - wbrew przysłowiu - boli, a przez jej lekturę zaczynamy lepiej rozumieć, jak i dlaczego garstka eks opozycjonistów wymanipulowała rzesze idealistów z "Solidarności". Dlaczego kilkudziesięciu, kilkuset polskich neoliberałów, będących w przedziwnych relacjach /łamańcach/ z Kościołem Katolickim, narzuca kierunek myślenia kilku tysiącom ekonomistów i wielu milionom inteligentnych Polaków.

Na dokładkę, by jeszcze bardziej zdecydowanie odstręczyć wszelakich pięknoduchów od lektury, załączę jeden z cytatów: "Mantra powtarzana przez Gekko - 'chciwość jest dobra' - stała się wkrótce ulubionym powiedzeniem wszystkich Wielkich Kutasów z Nowego Jorku i Londynu - Panów Wszechświata". W Polsce z wielkością bywa krucho, natomiast chciwością i głupotą nowobogackich (nazywających siebie np. pracodawcami - dobroczyńcami lub "krajową elitą aktywnych i przedsiębiorczych") możemy podzielić się nawet z największymi egoistami świata.
/Oryginał: www.racjonalista.pl/kk.php/s,4765/
Serdecznie polecam.

Pozdrowienia.

@@@
.

*

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365