Racjonalista - Strona głównaDo treści
Albert Michelson versus Albert plagiator?

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Nauka
NapisanoAutorTytuł
12-01-2018 19:38Arminius (25555 punktów)Albert Michelson versus Albert plagiator?
Albert Michelson urodził się w 1852 r. w Strzelnie na Kujawach, w rodzinie żydowskiego kupca. Cztery lata później cała rodzian wyemigrowała do USA. Tam Michelson zrobił karierę naukową, ukoronowaną przyznaniem mu nagrody Nobla w dziedzinie fizyki w roku 1907.
Dzisiaj znany jest głwnie z powodu doświadczenia jakie przeprowadził wespół z innym fizykiem, Edwardem Morleyem. W Wikipedii tak opisano owo doświadczenie: "przeprowadził eksperyment (znany współcześnie jako doświadczenie Michelsona-Morleya) dowodzący, że prędkość światła w układzie źródła nie zależy od ruchu Ziemi. To doświadczenie, wykazujące brak wpływu ruchu obrotowego i orbitalnego Ziemi na prędkość światła w układzie źródła, miało doniosłe znaczenie dla szczególnej teorii względności. Eksperyment Michelsona miał za zadanie potwierdzenie istnienia hipotetycznego eteru kosmicznego będącego nośnikiem światła. Negatywny wynik badania stał się doświadczalną podstawą teorii względności."

Tomasz Kardaś, autor artykułu, zamieszczonego na stronie internetowej dedykowanej pamięci wybitnego fizyka ze Strzelna - i jakże wymownie zatytułowanego: "Czy Einstein znał doświadczenie Michelsona - Morleya", inicjuje go w równie wielce wymowny sposób:

"Pracę o szczególnej teorii względności, O elektrodynamice ciał w ruchu, A. Einstein dostarczył do redakcji Annalen der Physik 30 czerwca 1905 r. Składała się ze wstępu, pięciu rozdziałów o kinematyce, pięciu rozdziałów o elektrodynamice, podziękowania dla jednej osoby i nie zawierała żadnych odnośników.Cała nowa teoria kinematyczna Einsteina wynikała z dwóch postulatów:
1. Prawa fizyki mają taką samą postać we wszystkich układach inercjalnych.
2. W dowolnym układzie inercjalnym światło rozchodzi się z taką samą prędkością c, niezależnie od tego, czy jest emitowane przez ciało pozostające w spoczynku czy poruszające się ruchem jednostajnym prostoliniowym.
Nas dzisiaj interesuje ten drugi postulat związany z prędkością światła, a ściślej eksperyment Michelsona -Morleya i jego wpływ na powstanie tego postulatu."

Zainteresowanych detalami dotyczącymi eksperymentu jak wyżej - odsyłam do podlinkowanego materiału. Tymczasem skoncentrujmy się na odpowiedzi na pytanie postawione w tytule artykułu T. Kardasia. Otóż Einstein zapytany o to wprost odpowiedział nastepująco:

"To nie jest tak łatwo odpowiedzieć, nie jestem przekonany, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o doświadczeniu Michelsona. Ja nie zdawałem sobie sprawy czy on wpłynął na mnie bezpośrednio w ciągu tych siedmiu lat, kiedy teoria względności była moim życiem. Widocznie uważałem samo przez się, że ma on rację".

Jest to dpowiedź godna Mefistofelesa - krętacza najprzedniejszego sortu
Dzisiaj jednakże nie ulega wątpliwości, iż Einstein miał gruntowną wiedzę na temat eksperymentu Michesona - Morleya - jednakże - tak jak w przypadku innych naukowców, z których osiągnięć korzystał - także Michelsona zerżnął na jego dorobku naukowym.
A wiemy o tym, także dlatego, ponieważ sam Einstein przyznał ten fakt - i to niejednokrotnie. Dla szalbierskiego modus operandi Einsteina było charakterystycznym nie zacytować w pracy nazwiska naukowca, z którego dorobku korzystał, po czem, po latach, w listach, w prywatnych konwersacjach, na rautach, nawet podczas oficjalnych imprez - stwierdzić, iż czerpał garściami z osiągnięć danego naukowca.
I tak było też w przypadku Michelsona. Na przyklad w liście do B. Jaffe Einstein napisał:

"Nie ulega kwestii, iż doświadczenie Michelsona wywarło poważny wpływ na moją pracę w tym sensie, że wzmocniło moje przekonanie o słuszności zasad szczególnej teorii względności. Z drugiej zaś strony byłem dość mocno przekonany o słuszności tej zasady, nim dowiedziałem się o samym eksperymencie i jego wyniku. W każdym razie doświadczenie Michelsona rozwiało, praktycznie biorąc, wszelkie wątpliwości, jeśli chodzi o słuszność tej zasady w optyce, i wykazało, że zasadnicza zmiana podstawowych pojęć fizyki jest nieunikniona."

Zainteresowanych problemem odsyłam do podlinkowanych materiałów.

"Na koniec zacytujmy A. Paisa, biografa Einsteina, który poświęca tej sprawie sporo miejsca i tak rekapituluje swoje rozważania: Mimo to odpowiedź na dwa pytania: Czy Einstein znał wynik eksperymentu Michelsona i Morleya przed 1905 rokiem? Czy eksperyment ten wywarł na niego wpływ podczas pracy nad szczególną teorią względności - brzmi: tak, bez wątpienia [18]. A. Paisa dziwi, dlaczego sam Einstein ani w opublikowanych artykułach, ani w wygłoszonych wykładach nie chciał wyraźnie przyznać, że eksperyment Michelsona-Morleya wpłynął na jego prace - dziwi więc jakby potrzeba zapomnienia doświadczenia Michelsona -Morleya lub pomniejszenia jego znaczenia. Pais ma nawet swoją teorię na ten temat, twierdzi mianowicie, że Einstein stworzył szczególną teorię względności, kierując się głównie argumentami estetycznymi, czyli dążeniem do prostoty, a także przekonaniem, że czyste konstrukcje matematyczne są kluczem do zrozumienia zjawisk obserwowanych w przyrodzie. Kinematyczna część pracy Einsteina ma bowiem idealną aksjomatyczną strukturę gotowej teorii.Max von Laue w swojej Historii fizyki [26] napisał wprost: W oparciu o doświadczenia Michelsona i kilka podobnych eksperymentów powstała szczególna teoria względności. Jak było jednak naprawdę, tego się pewnie już nie dowiemy i zapewne w wyjaśnieniu nie pomógłby nam nawet sam Einstein, gdyby jeszcze żył."

www.michelson.lostrzelno.cba.pl/prace/praca.html

www.newswe(*)rs-reveal-about-einstein-81681
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arminius (25555 punktów)Albert Michelson versus Albert plagiator - II ?
"Over the years, as Walter Isaacson recounted in his wonderful 2007 biography, Einstein issued "a trail of contradictory statements" about whether the Michelson-Morley experiment played any role in his discovery of special relativity, which requires an invariant speed of light. In 1922, Einstein credited Michelson-Morley as "the first path that led me to what we call the principle of special relativity." But later he said he read the Michelson-Morley experiment only after his 1905 paper, and that he "just took it for granted that it was true"-the "it" being the invariant speed of light.

The new volume of Einstein papers includes a previously unknown transcript of an address Einstein delivered at the Parker School in Chicago on May 4, 1921. There, he made what Caltech science historian Diana Buchwald, director of the Einstein Papers Project, calls "a most intriguing remark." "On this occasion," she writes in her introduction to the new volume, "and perhaps to please the local audience [the Michelson-Morley experiment was done in nearby Cleveland], Einstein stated that, already as a student, he had come across the Michelson-Morley experiment: 'But when I was a student I saw that experiments of this kind had already been done, in particular by your compatriot, Michelson.'" She notes that the role played by the experiment "in the development of Einstein's thinking on relativity has long been the subject of scholarly debate. Some researchers have even entertained the possibility that in 1905 Einstein had been unaware of the experiment, to which there is no reference in his celebrated paper." The new evidence from his 1921 lecture shows once and for all that he was indeed aware of the Michelson-Morley work."
Ksysio (19 punktów)Odp: Albert Michelson versus Albert plagiator?
Jaka więc teza?

A zrozumiałeś zdanie:" Einstein stworzył szczególną teorię względności, kierując się głównie argumentami estetycznymi, czyli dążeniem do prostoty, a także przekonaniem, że czyste konstrukcje matematyczne są kluczem do zrozumienia zjawisk obserwowanych w przyrodzie. "
12-01-2018 21:01 
 Ocena-1 na 1
Arminius (25555 punktów)Więc taka teza
>Jaka więc teza?

Że Einstein splagiatował także Michelsona.


>A zrozumiałeś zdanie:" Einstein stworzył szczególną teorię względności, kierując się głównie argumentami estetycznymi, czyli dążeniem do prostoty, a także przekonaniem, że czyste konstrukcje matematyczne są kluczem do zrozumienia zjawisk obserwowanych w przyrodzie. "

Zrozumiałem. To pseudestetyzujący bełkot mający zakamuflować problem plagiatu jak wyżej.
12-01-2018 21:12 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)Odp: Więc taka teza
>>Jaka więc teza?
>Że Einstein splagiatował także Michelsona.
W jaki sposób splagiatował matołku? LOL
Arminius (25555 punktów)pierwsze ostrzeżenie
>>>Jaka więc teza?
>>Że Einstein splagiatował także Michelsona.
>W jaki sposób splagiatował matołku? LOL

Skorzystał z jego doświadczenia i nie przywołał tegu faktu w swym artykule.

Zapraszam do debaty na temat - jednakże proszę aby Pan nie hejtował jak wyżej z tym matołkiem. Debata ma być merytoryczna - jeżeli Pan wie co to słowo oznacza.
13-01-2018 11:24 
 Ocena 3 na 3
Celecrin (6386 punktów)Odp: pierwsze ostrzeżenie
>>>>Jaka więc teza?
>>>Że Einstein splagiatował także Michelsona.
>>W jaki sposób splagiatował matołku? LOL
>Skorzystał z jego doświadczenia i nie przywołał tegu faktu w swym artykule.
W jaki sposób skorzystał z tego doświadczenia co powoduje że jego praca jest plagiatem

plagiarism (a copying of someone's ideas, text or other creative work and claiming it as one's own)

Co Einstein użył jako swoje dzieło a było "wynalezione" w doświadczeniu?

Rozmawialiśmy już setki razy na ten temat.
Żeby udowodnić, ze Einstein jest plagiatorem musisz pokazać 1 dowód, słownie jeden, a nie udowadniać to na przykładzie setki naukowców, bowiem dośwadczenie Michelsona nie jest jedynym.

Jesteś matołem. Udowodniłem to wiele razy. W zasadzie to nie obraza to fakt.
Wikipedia:
Matoł: mężczyzna mało inteligentny, nie rozumie; nie docieka, żeby zrozumieć
Zgadza się.
uxbridge (5980 punktów)Odp: Albert Michelson versus Albert plagiator?
Kulą w płot, kłamczuchu!
Einstein w swojej pracy "O elektrodynamice ciał w ruchu" powołuje się na doświadczenia w któych nie wykryto ruchu wzgl. eteru. Takie właśnie było doświadczenie MM. Einstein ani niczego by nie stracił wspominając przy okazji nazwiska Michelsona i Morleya tak jak niczego nie zyskał poprzez ich przemilczenie.
Po prostu, były sobie eksperymenty i m.in. pod wpływem ich wyników Einstein stworzył teorię. Tak samo powstawały i powstaje większość teorii fizycznych. Jest doświadczenie które przeczy dotychczasowym teoriom. Trzeba je więc poprawić/zmienić. Podanie bądź nie podanie nazwisk ludzi przeprowadzających doświadczenia nie ma żadnego wpływu na sukces nowej teorii i jego twórcy.
Gdyby Einstein stwierdził, że sam przeprowadził takie doświadczenie, to co innego. Ale oczywiście nie ma o tym mowy.

Ach gdzież jest niegdysiejszy Quetzalcoatl...
Arminius (25555 punktów)kulą nie w płot!!!
>Kulą w płot, kłamczuchu!

Spokojnie, "po co ci te emocje, niepotrzebne są"!!! Nota bene, z ich skali raczej można wnosić, iż kulą oberwał mocno nie płot - ale Einstein.

>Einstein w swojej pracy "O elektrodynamice ciał w ruchu" powołuje się na doświadczenia >w któych nie wykryto ruchu wzgl. eteru. Takie właśnie było doświadczenie MM. Einstein >ani niczego by nie stracił wspominając przy okazji nazwiska Michelsona i Morleya tak >jak niczego nie zyskał poprzez ich przemilczenie.

Einsten przyznał że znał doświadczenie jak wyżej. Ergo, powinien - pisząc o nim - przywołać nazwisko Michelsona. Nie zrobił tego, bo takie było jego modus operandi. Nie przywoływał nazwisk naukowców, z których dorobku korzystał, pisząc swój artykuł. Bo gdyby ich uczciwie i zgodnie z zasadami de lege artis przywołał - okazałoby się, iż był zdolnym ale tylko komplilatorem. Problem ów jak widać na podstawie przywołanego materiału w linkach ( i częściowo zacytowanego w wątku) nie jest tylko, jak Pan to utrzymuje, moją obsesją.

>Po prostu, były sobie eksperymenty i m.in. pod wpływem ich wyników Einstein stworzył teorię.

Po prostu był sobie Einstein krętacz, który po prostu nie chciał przyznawać, iż korzysta z dorobku innych. Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, iż Einstein był pracownikiem biura patentowego, więc doskonale znał zagadnienie problemu praw autorskich i plagiatu. Nie można go więc tłumaczyć nieświadomością w kwestii nas interesującej. Popełnienie plagiatu przez kogoś z taka profesją jest rodzajem występku (w potocznym rozumieniu tego słowa) kwalifikowanego - to trochę tak jakby policjant popełnił przestępstwo.

>Tak samo powstawały i powstaje większość teorii fizycznych. Jest doświadczenie >które przeczy dotychczasowym teoriom. Trzeba je więc poprawić/zmienić. Podanie bądź >nie podanie nazwisk ludzi przeprowadzających doświadczenia nie ma żadnego wpływu na >sukces nowej teorii i jego twórcy.

Może natomiast mieć wpływ na ocenę wielkości/doniosłości oraz, przede wszsytkim, oryginalności teorii, która została sformułowana.

Na marginesie. Widzę, iż rytm pańskiego dnia wyznaczają moje wątki o Einsteinie. Informuję więc, iż primo, będzie kolejny dotyczący próby wytłumaczenia przyzwolenia ze strony redakcji Annalen der Physik na pracę bez cytacji, secundo, nie będzie go w ciągu najbliższych 5 dni na pewno. Proszę więc się zdestresować i odpocząć od komputera. Jest weekend. Polecam rower lub dynamiczny wypad w góry. W każdym razie jutro ja tak zamierzam zrobić.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: kulą nie w płot!!!
> Bo gdyby ich uczciwie i zgodnie z zasadami de lege artis przywołał - okazałoby się, iż był zdolnym ale tylko komplilatorem.

Totalna bzdura. Na szczęście (?) fizyki i ku waszemu, redachtórze,
pechowi - niestety, była to przełomowa i bardzo nieoczywista praca.
Sugerowanie, że to tylko kompilacja, świadczy, że nabycie kindersztuby
w zakresie fizyki jeszcze przed wami; choć zważywszy to, coście już
naskrobali - kto wie, czy na waszym miejscu bym się nie powstrzymał...
A nuż by sumienie zapiekło, i co wtedy?

> Problem ów jak widać na podstawie przywołanego materiału w linkach ( i częściowo zacytowanego w wątku) nie jest tylko, jak Pan to utrzymuje, moją obsesją.

Skoro nie tylko, to jednak obsesja jest? Dobrze, że nie tylko
otoczenie to widzi.

> Pikanterii tej sytuacji dodaje fakt, iż Einstein był pracownikiem biura patentowego, więc doskonale znał zagadnienie problemu praw autorskich i plagiatu.

Każdy czysty naukowiec ze stosownym podejściem do patentów
na takie dictum tylko wzruszy ramionami, może roześmieje się.
To działka będąca interfejsem między państwem, prawnikami i
nieco zestresowanymi inżynierami-wynalazcami. Zarabiają na tym
głównie prawnicy - i na tym poprzestańmy.

> Nie można go więc tłumaczyć nieświadomością w kwestii nas interesującej. Popełnienie plagiatu przez kogoś z taka profesją jest rodzajem występku (w potocznym rozumieniu tego słowa) kwalifikowanego - to trochę tak jakby policjant popełnił przestępstwo.

"trochę jakby" - i tyle w temacie. Brednia za brednią, ale na wasze
szczęście - ze sformułowaniami zaokrąglającymi. Nazywa się to
"okoliczności łagodzące".
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: Albert Michelson versus Albert plagiator?
Jak dobrze być fizykiem. Niechby i ex-, ale fizykiem - "z papiera".

Wydawało mi się, że p. redaktorzyna walczy o propagowanie wersji o
braku cytowań w pracach Einsteina. Podciąganie tego pod plagiat nawet
nie zaczyna być śmieszne.
Arminius (25555 punktów)do legowiska plagiatora
>Jak dobrze być fizykiem. Niechby i ex-, ale fizykiem - "z papiera".
>Wydawało mi się, że p. redaktorzyna walczy o propagowanie wersji o
>braku cytowań w pracach Einsteina. Podciąganie tego pod plagiat nawet
>nie zaczyna być śmieszne.

Brak cytowań jest królewskim tropem wiodącym do legowiska plagiatora. Skromnie Pan się wypowiedział??? Nadzwyczaj. Spodziewałem się tsunami ślinotoku. Może jeszcze Pan nadrobi???
Na marginesie, czy Pana rytm dnia jest także zdeterminowany moją twórczością forumową???
12-01-2018 21:54 
 Ocena 4 na 4
romaro (25211 punktów)Odp: do legowiska plagiatora
>Na marginesie, czy Pana rytm dnia jest także zdeterminowany moją twórczością forumową???
Bez przesady. Pan jedynie nadaje rytm temu forum. Swoimi tekstami "ubarwiasz" Pan jedynie znak firmowy - "racjonalista.pl".
Promujesz pan tu coś co racjonalista.pl powinien z założenia tropić - uprzedzenia, kłamstwa, fobie.
12-01-2018 22:45 
 Ocena-1 na 3
Arminius (25555 punktów)promowanie racjonalizmu
>Promujesz pan tu coś co racjonalista.pl powinien z założenia tropić - uprzedzenia, kłamstwa, fobie.

W tym przypadku konkretnym tropimy kłamsta Einsteina (polegające na unikaniu podawania prawdy o autorach koncepcji naukowych, z których korzystał pisząc swój artykuł) oraz kłamsta o Einsteinie upowszechniane przez jego bezkrytycznych apologetów, którzy nie widzą żadnego problemu w sytuacji gdy czrno na białym wypreparowywuje się im problem. W swym fanatyźmie przypominają oni religijnych zelotów, którym żadne RACJONALNE argumenty nie trafiają do przekonania.

A teraz proszę się odnieść do meritum sprawy - bo na razie nadaje Pan na bardzo generalnej częstotliwości ideolo.
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: do legowiska plagiatora
>>Jak dobrze być fizykiem. Niechby i ex-, ale fizykiem - "z papiera".
>>Wydawało mi się, że p. redaktorzyna walczy o propagowanie wersji o
>>braku cytowań w pracach Einsteina. Podciąganie tego pod plagiat nawet
>>nie zaczyna być śmieszne.
>Brak cytowań jest królewskim tropem wiodącym do legowiska plagiatora.

Wyście prawo kończyli? Gdzie? Czy Einstein przypisał sobie stwierdzenie
doświadczalne tego, co stwierdzili (jak wiemy) Michelson i Morley? Jeśli
tak - to gdzie? Jeśli nie - średnio widzę plagiat. Na waszym miejscu -
- pomijając sprawy narodowo/polityczno/estetyczne - po prostu z tego
zarzutu bym się wycofał. Czy brak cytowań kompromituje Einsteina - już
się wypowiadaliśmy, pozostajemy przy swoich zdaniach - moim zdaniem
decyduje sprawa wieku i zaawansowania kariery, i dowiedzenia się ew. tego,
skąd dokładnie Einstein znał wynik doświadczenia MM - jeśli z wykładów
rozmowy z wykładowcą - sprawa jest dla mnie czysta. Jeśli od samego źródła
czy z lektury pracy MM - broniłbym go nieznajomością dworskiego zwyczaju.

Twierdzenie zaś, że to plagiat - kompromituje was, redaktorze. Dyskutując
otwarcie i bez żadnego zdzierania masek i wyjmowania kotów z pudełka (jak
co poniektórzy) czuję się w obowiązku was o tym poinformować. Bez względu
na to, czy w ogóle istnieje dziedzina, w której postępek Einsteina byłby
klasyfikowalny jako plagiat - w hard sciences tak po prostu nie jest.
Stosując wasze, redaktorze, pożal się boże rozumowanie, tj. przykładaną 
"miarę" (nie wiem, skąd wziętą - podejrzewam, że "z klucza") większość 
naukowców ścisłych to notoryczni plagiatorzy. W tym ja - choć naukowiec
ze mnie dziś marny, kiedyś podśredni z minusem i za krótko, żeby coś z tego
wyszło znaczącego w cv oprócz humoreski.

> Skromnie Pan się wypowiedział??? Nadzwyczaj. Spodziewałem się tsunami ślinotoku. Może jeszcze Pan nadrobi???
>Na marginesie, czy Pana rytm dnia jest także zdeterminowany moją twórczością forumową???

Nie. Ale jeśli głos z tyłu głowy tak wam, redaktorze, podpowiada, to
(a) nie będę z tym się spierać, (b) po raz n-ty sugerowałbym udanie się 
do specjalisty. Forum was nie wyleczy. Przynajmniej nie ja. Ani nie jestem
specjalnie ciekaw, kto was do takiego zapuszczenia doprowadził. Może to ta
Islandia - zgodnie z kluczem "resztki myśli z mózgu wiaterek przewieje".
Chyba, że tam nie bywaliście, a temat ście zapodali ot tak se... To wtedy
może przez wyobraźnię.

Dobrej nocy, redaktorze.
12-01-2018 23:07 
 0 na 2
Arminius (25555 punktów)Myśmy kończyli
>Wyście prawo kończyli?

Też.

Gdzie?

w Warszawie i Syracuse (NY)

>Czy Einstein przypisał sobie stwierdzenie doświadczalne tego, co stwierdzili......

Einstein skorzystał z dorobku wielu naukowców ( Pincare, Lorentz, De Pretto, Michelson) i nie przywołał ich w swej pracy, która wśród wszystkich interesujących się problemem uchodzi za curiosum kwalifikowane ze względu na brak przypisów. Zachowawszy się jak wyżej Einstein dopuścił się zamachu na dorobek intelektualny innych - co jest powszechnie zwane plagiatem. Dzisiaj - nota bene - za taki numer można mieć z powodzeniem sprawę karną albo przynajmniej dyscyplinarną.
Sam Einstein zresztą otwarcie dopuszczał możliwość popełniania plagiatu. W jednej z moich wczesniejszych wątków o Einstenie jest zamieszczona jego wypowiedź brzmiąca następująco:

"Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."

To ci był antypedancik literacki!!!
13-01-2018 00:17 
 Ocena 3 na 3
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Odp: Myśmy kończyli
>>Wyście prawo kończyli?
>Też.
>Gdzie?
>w Warszawie i Syracuse (NY)

Na waszym miejscu bym się nie przyznawał. Szczególnie do drugiej z
placówek - być może przez pokrętnie rozumiany szacunek. Warszawie -
jeśli rzecz tyczy UW - wobec takich tuzów jak nobliwa posłanka Krystyna,
nie oszczędziałbym cięgów.

>>Czy Einstein przypisał sobie stwierdzenie doświadczalne tego, co stwierdzili......
>Einstein skorzystał z dorobku wielu naukowców ( Pincare, Lorentz, De Pretto, Michelson) i nie przywołał ich w swej pracy, która wśród wszystkich interesujących się problemem uchodzi za curiosum kwalifikowane ze względu na brak przypisów. Zachowawszy się jak wyżej Einstein dopuścił się zamachu na dorobek intelektualny innych - co jest powszechnie zwane plagiatem. Dzisiaj - nota bene - za taki numer można mieć z powodzeniem sprawę karną albo przynajmniej dyscyplinarną.

Totalna bzdura świadcząca o braku kindersztuby w badaniach podstawowych.
To mniej więcej tak, jakbym wparował na rozprawę i ciskał się o to, że
sędzia działa niezgodnie ze sprawiedliwością ludową. No albo moją - przecie
mam prawo "se coś tam uważać". A sędzia winien zawołać woźnego i spowodować
wyproszenie mnie z sali rozpraw i Z GÓRY stwierdzić, że wykształcenie moje,
kompetencje i stanowisko (as if) - jest niewystarczające, abym zabierał głos.

>Sam Einstein zresztą otwarcie dopuszczał możliwość popełniania plagiatu.

Domniemywać to se możecie, redaktorku. Z poniższego wynika najwyżej, że
dopuszczał możliwość zagrania nieładnie z pktu widzenia etykiety. Zresztą
może ktoś mu to uświadomił - czego nie wiemy. Więc nie wiemy, czy byłaby
to ew. niezdarna próba rachunku sumienia. Ale skoro lubicie redaktorze
casusy "ewentualnie puszczalskości matki Iksińskiego, która to puszczalskość
mogłaby ewentualnie wynikać z istnienia Iksińskiego na tym świecie" - to
se lubcie. A ludzie będą nazywać rzeczy po imieniu.

Po raz n-ty - ile odkryć/wyników innych ludzi przypisał sobie? Odpowiedź:
zero... "Przykro mi, a właściwie nie" - oskarżenie o plagiat po raz n-ty
oddalone.

> W jednej z moich wczesniejszych wątków o Einstenie jest zamieszczona jego wypowiedź brzmiąca następująco:
>"Wydaje mi się, że natura biznesu polega na tym, że to, co następuje, było już kiedyś częściowo rozwiązane przez innych. Jednakże, z uwagi na fakt, że to, o co tu idzie, jest przedstawiane z nowego punktu widzenia, uważam się upoważniony do zaniechania pedantycznych badań literatury..."

Kiedy to napisał?

>To ci był antypedancik literacki!!!

Wam za to od czytania łebek spuchnąć musiał fachowo. Jesteście niczym
ten dzieciak z wodogłowiem zostawiony w saunie... Cała para w gwizdek.
13-01-2018 22:32 
 Ocena 1 na 1
Celecrin (6386 punktów)
>Einstein skorzystał z dorobku wielu naukowców ( Pincare, Lorentz, De Pretto, Michelson)
Tak działa nauka. Problem tylko w tym, że żaden z nich nie WYMYŚLIŁ teorii względności.
>i nie przywołał ich w swej pracy, która wśród wszystkich interesujących się problemem uchodzi za curiosum kwalifikowane ze względu na brak przypisów.
Pełna zgoda (!) ale gdzie tu wcisnąć plagiat?
To tylko matołki rasiści potrafią...

Prace tych dziesiątek naukowców zostały oddzielnie wydane w swoim czasie. Nikt nie zabiera glorii Lorentzowi, którego wyprowadzenie nazywa się jego imieniem ani innym naukowcom, których ciężko się doliczyć.
Einstein jednak zauważył i tylko on, że jedynym rozwiązaniem jest zaproponowanie nowej teorii fizycznej. Jego praca wystarczyła by ŚWIAT uznał go za jej twórcę. Zawarł w swojej pracy kinematykę i prawa, teoria była pełna.

Nie zawarcie przypisów było nieładne i niegrzeczne, bo nie wierzę, że Einstein nie wiedział ani o pracy Poincare ani o Lorentzie, a na pewno o doświadczeniach Fizeau czy Michelsona-Morleya ale nie można nazwać Teorii Względności plagiatem, (bo tak oryginalnie parszywy kłamco się nakręciłeś) skradzionej Poincare.
Ani Poincare ani nikt inny nie pracował nad nową teorią fizyczną. Einstein nic nikomu nie ukradł ani z fundamentów, podwalin ani z niczego innego.
Dziś roi się od historyków jednak jakoś nie słychać by oprócz bandy matołkowatych rasistów nazywano Einsteina plagiatorem.
Einstein został ukarany przez świat naukowy za brak wspomnienia o pracy innych poprzez nie przyznanie mu nagrody Nobla.

Na koniec pozostaje zauważyć, że rok 1905 znacznie różnił się prawnie od dzisiejszych czasów. Einstein nie był plagiatorem w świetle ówczesnego prawa więc go tak nazywać nie można.
chillyshotorbitus (729 punktów)Odp: Albert Michelson versus Albert plagiator?
.
>"Eksperyment Michelsona miał za zadanie potwierdzenie istnienia hipotetycznego eteru kosmicznego będącego nośnikiem światła. Negatywny wynik badania stał się doświadczalną podstawą teorii względności."

A moglbys wyjasnic w jaki konkretnie sposob "negatywny wynik badania", wplynal (w domysle stworzyl) STW i OTW ?

Ciekawi mnie czy analizowales cokolwiek samodzielnie w prezentowanym przez siebie temacie "Einsteina plagiatora", czy to wylaczne copy/paste - opinie innych.

.

Wróć do listy wątków działu Nauka
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365