 |
Samobójstwo vs morderstwo Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 03-09-2005 14:06 | Łukasz Majewski (563 punktów) | Samobójstwo vs morderstwo | Rozwinięcie wątku utrzymane będzie w konwencji taniej neopsychoanalizy, ale na inną niestety mnie nie stać  i życzyłbym samemu sobie, by znalazłoby się wielu ode mnie "bogatszych", dla odpowiedzi których nie będzie ona paradygmatem. Co więcej, wypada mi ostrzec, że wrażliwszym, wątek ten może się w końcówce wydać zwyczajnie niesmaczny  Zastanawia mnie to, jak ocenia się morderstwa w porównaniu z samobójstwami. Czy bardziej potępia się moralnie "skoncentrowaną wiązkę" agresji skierowaną na zewnątrz czy do wewnątrz. I może jeszce w innym wymiarze... czy lepiej widzimy agresję w postaci tak skoncentrowanej jak powyżej, czy rozproszonej tj. np. złośliwości/gniewu wobec całego otoczenia [zamiast mordowania jednej osoby] czy powolnego i "rozproszonego" szkodzenia sobie na wszelkich możliwych płasczyznach [zdrowotnej, psychologicznej] poprzez bierność i zaniedbania [to samo można robić zresztą z otoczeniem, tzw. bierna agresja]No bo widzicie, moje spostrzeżenia są takie... morderców generalnie potępiamy, samobójcom zaś generalnie współczujemy a przecież i to destrukcją osoby i to i jak dla mnie to wychodzi na jedno. Abstrahuję już tutaj od tego, że KK odmawiał jeszce do jakiegoś niedawnego czasu samobójcom pogrzebu, czego nie robił jak się zdaje w przypadku morderców. A jeśli my zaś, morderców potępiamy tylko ze względu na lęk o samych siebie to jak dla mnie, niskich to lotów uzasadnienie bo może to właśnie samych siebie powinnyśmy się zacząć bać najbardziej?  Co więcej... samobójcy z mordercami (tymi płatnymi albo ewentualnie seryjnymi) mogliby wejść w znakomitą spółkę z gatunku yin-yang czy "sadystyczno-masochistycznych". Iluż to potencjalnych samobójców przecież chciałoby spotkać na swej drodze mordercę, który zechciałby ich "wyręczyć" i oszczędzić męk za jakąś opłatą lub nawet jej brak. I iluż to potencjalnych morderców chciałoby się z takim osobnikiem "zabawić" z obopulną zgodą, przyjemnością i korzyścią Czy moglibyście "rzucić" tu jakimiś komentarzami czy własnymi przemyśleniami? Pozdrawiam Człowiek nie tylko intelektualnie zaangażowny w problem autoagresji i idenyfikujący się z nim  | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Jakubowski (103 punktów) | > czy lepiej> widzimy agresję w postaci tak skoncentrowanej jak powyżej,> czy rozproszonej tj. np. złośliwości/gniewu wobec całego> otoczenia [zamiast mordowania jednej osoby] czy powolnego i> "rozproszonego" szkodzenia sobie na wszelkich możliwych> płasczyznach [zdrowotnej, psychologicznej] poprzez bierność> i zaniedbania [to samo można robić zresztą z otoczeniem,> tzw. bierna agresja]Hmm, ja agresji nie widzę lepiej w żadnej postaci, ale jeśli juz mam wybierać to oczywiście że to chyba lepsza jest jeśli nie zabijamy, bo rzadko kiedy mozemy stwierdzić, iż żywi zazdroszczą umarłym... A w związku z tym, iż życie [godne] jest bądź co bądź najwyższą wartością, lepiej żeby każdy zostal na własnym "emocjonalno-psychicznym" podwórku  , zamiast się mieszać w sprawy innych. Sądzę, iż wolność jednego człowieka powinna być ograniczona jedynie wolnością drugiego. Sądzę więc, iż dlatego bardziej potępiamy morderców, iż gwałcą najwyższą wolność i prawo człowieka- prawo do własnego życia u obcej osoby, zaś samobójcy rezygnują z własnych praw. Na marginesie warto byś przeczytał tekst Krzysztofa Morcinka- www.racjonalista.pl/kk.php/s,3770Pozdrawiam PS. Traktować ten wątek serio, czy w kategoriach humorystycznych??
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Dziękuję za post i Tobie, będący z jednej strony wyrazem standardowej "drogi środka" właściwej chyba naszej polskiej [i nie tylko] kulturze. Z drugiej zaś strony minki wyrażające żart, niepokoją, drażnią zafascynowany nimi mój intelekt i zmuszają do zastanowienia się, co się za nimi kryje, do dalszych poszukiwań  > Hmm, ja agresji nie widzę lepiej w żadnej postaci, ale jeśli juz mam wybierać to oczywiście że to chyba lepsza jest jeśli nie zabijamy, bo rzadko kiedy mozemy stwierdzić, iż żywi zazdroszczą umarłym...Samobójcy im jednak niejednokrotnie zazdroszczą, choćby tylko NIE-bytu... Wiele zresztą zależy od tego, jak samobójca widzi sprawę tego, co po zakończeniu jego życia... > A w związku z tym, iż życie [godne] jest bądź co bądź najwyższą wartością, lepiej żeby każdy zostal na własnym "emocjonalno-psychicznym" podwórku ,Czy samotnie? Czy wziąć na siebie ciężar obciążania dodatkowo innych? Dla człowieka autoagresywnego może to być niechcianą formą agresji skierowaną na zewnątrz, takie "narzucanie" się ze swoją depresją "innym", niepotrzebnym zawracaniem im głowy, niszczeniem ich spokoju, ich błogiej nieświadomości wielu jemu tylko znanych problemów, zawracaniem głowy kipiącym od autoagresji sobą ... można często pytać... po co zbliżać się z całym sobą do innych i sobą "zarażać"... Wychodzenie ze swoją autoagresją na świat może być często widziane, jako pogrążanie tego świata, wciąganie go w bezdenną i ciemną jamę, jaką się jest. To może tylko powiększać agonię, "powiększać cierpiącą jaźń"... a im mniejsza, tym mniej cierpienia do zniesienia. ...błędne, iście piekielne koło autoagresji...dla "zagęszczenia klimatu" dodam jeszce cytat: Sucked into that hole, that deep dark hole, not for a thousand years will manage to crawl out of this darkness... this supernatural darkness...all the vibres are insane...in the wilderness of pain{Limbonic Art tj. sztuka otchłani a raczej przedpiekla-Limbo...pierwszego z dantejskich kręgów piekła, w którym cierpienia polegają jedynie na śiwadomości tego, że nie będzie się nigdy oglądać Boga  } Nie jest to szczyt angielszczyzny (panowie z Norwegii są) ale emocje przekazuje znakomicie, pisałem już też trochę o tym zespole na www.racjonalista.pl/forum.php/s,27317#w28138> zamiast się mieszać w sprawy innych.Czy tu pisałeś o zostawaniu samotnym, czy mieszaniu się w sprawę życia/śmierci innej osoby? Czy może nie masz nic przeciwko i jednemu i drugiemu punktowi widzenia tego zdania? > Sądzę, iż wolność jednego człowieka powinna być ograniczona jedynie wolnością drugiego.Dla mnie, zasada ta jest wyjątkowo niepraktyczna, niejasna, ciemna, mroczna, pełno w niej kruczków, dzięki którym może w ostatecznym rozrachunku logicznym zanegować samą siebie...a więc notabene: jest to zasada autoagresywna  Przed samobójstwem ratują ją tylko wprowadzane w odpowiednich, krytycznych dla niej momentach, arbitralne rozstrzygnięcia etyczno-moralne, społeczne, mające już swe źródło gdzie indziej... z drugiej strony...naszła mnie tu teraz taka myśl...że wszystkie zasady takie istnieją dłużej tylko i wyłącznie dzięki współistnieniu i wspieraniu się w chwilach granicznych, w których jedna wspiera drugą... > Sądzę więc, iż dlatego bardziej potępiamy morderców, iż gwałcą najwyższą wolność i prawo człowieka- prawo do własnego życia u obcej osoby, zaś samobójcy rezygnują z własnych praw.Czy potępialibyśmy ich tak samo, gdyby w stworzonej przeze mnie społecznej utopii zabijali tylko potencjalnych samobójców, ewentualnie ich dobijali gdyby ich samodzielne próby były zbyt niezgrabne? > Na marginesie warto byś przeczytał tekst Krzysztofa Morcinka-www.racjonalista.pl/kk.php/s,3770 Przeczytałem  Fajny taki i wiesz, zabawnym zbiegiem okoliczności ja wczoraj miałem egzamin ze struktury sacrum [na religioznawstwie] i mnie w takich stricte filozoficzno-intelektualnych tekstach jednak czegoś zawsze brakuje  Chociaż po ostatnim zdaniu tego eseju się uśmiechnąłem  > PozdrawiamJa również > PS. Traktować ten wątek serio, czy w kategoriach humorystycznych??Traktuj go jak tylko masz ochotę
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| krest | Kwestia oceny, to kwestia zrozumienia sytuacji w jakiej dochodzi do samobójstwa/morderstwa i zrozumienia intencji sprawcy. Dalej to już tylko umieszczenie w odpowiedniej przegródce systemu wartości. Jako uzasadnienie takiego punktu widzenia podam istnienie sytuacji szczególnych, to jest: sytuacja, w której samobójstwo/morderstwo traktuje się jako usprawiedliwione, uzasadnione koniecznością, lepsze wyjście (wybierz odpowiednie). Jako, że dla różnych systemów wartości mogą istnieć różne takie sytuacje odwołuję się do wyobraźni czytających. Każdy może wyobrazić sobie taką sytuację (problemy w tym punkcie wiązałbym z niewyćwiczoną wyobraźnią; w razie takowych służę pomocą, gdy tylko określisz swój system wartości). PS. Skorpiony popełniają samobójstwa (pewnie inne zwierzęta też), a prawie wszystkie zwierzęta mordują (z pasożytami i ścierwojadami sprawa nie jest jasna).
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > służę pomocą, gdy tylko określisz swój system wartości.
Możliwe Marku, że zostanie to niemożliwym do końca moich dni
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > Skorpiony popełniają samobójstwaTaaaaa...o ile mi wiadomo, robią to w sytuacji bez wyjścia, gdy znajdą się np.: w ogniu... jakże piękna to metafora...tożsama z powyższym piekielnym kręgiem autoagresji. W związku ze skorpionem [w europejskiej astrologii znak śmierci i namiętności, energii seksualnej i destruktywnej zarazem] poruszę tu jeszcze jeden problem. Potencjalni samobójcy są z reguły "zafiksowani" seksualnie, nie nawiązują kontaktów seksualnych z otoczeniem, a więc również ich energia seksualna wydaje się być skierowana do wewnątrz (a może tylko uśpiona, co mnie jednak nie przekonuje  ). Stawiam w związku z tym dla dalszej krytyki dwie, dosyć poetyckie tezy: I - Samobójstwo jako szczytowa forma splecionych ze sobą namiętnie autoagresji i autoerotyzmu, nierozdzielnej w umyśle samobójcy pary kochanków, samobójstwo agresywno-seksualnym orgazmem, doświadczeniem prawdziwej ulgi, ostatecznym uwielbieniem swych życiowych skłonności. II - Morderca zbawicielem, anielskim pomocnikiem słabiej jednostki autoagresywnej, posłańcem "niebios", Charonem prowadzącym na drugi brzeg, na Pola Elizejskie samobójców. Morderca towarzyszem dla wymagających towarzystwa w chwili ostatniej, morderca nie tylko najbliższym, ale jedynym prawdziwym i ostatnim zarazem przyjacielem samobójcy, strażnikiem "świętego" aktu, kapłanem.
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| bozia seksu (41 punktów) | masz rację- fakt ze kk odmawiał pochówku samobjcom, pozwalając jednocześnie na katolicki pogrzeb mordercom - to zakrawa na paradoks. matki usuwające ciążę także traktowane są jako morderczynie, a nierzadko jeszcze gorzej, bo odmawia im sie rozgrzeszenia. skoro kościół traktuje płód jako pełnoprawnego człowieka to czemu nie można po katlolicku pochować poronionego płodu? czyżby był trakotwany jako... samobójca?
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > czyżby był trakotwany jako... samobójca?
Bardzo dziękuję za tę myśl
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| Nimrodelka (26 punktów) | Do tych absurdów KK chciałabym jeszcze dodać, że samobójca jest od razu z góry potępiony i skazany na wieczne przebywanie w piekle, a taki morderca to jeśli się przyna, wykarze skruchę, będzie się modlić i do tego powiedzmy wstąpi do zakonu jak go juz wypuszcza z wieznienia to sobie może zasłuzyć na to niebo czy inny raj, bo przecież Bóg cieszy się bardziej z jednego nawróconego niż z całej rzeszy wierzących...
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Również dziękuję  bo mnie się już tego pisać nie chciało  Pozdrawiam Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| TomaszT (172 punktów) | > Co więcej... samobójcy z mordercami (tymi płatnymi albo> ewentualnie seryjnymi) mogliby wejść w znakomitą spółkę z> gatunku yin-yang czy "sadystyczno-masochistycznych". Iluż> to potencjalnych samobójców przecież chciałoby spotkać na> swej drodze mordercę, który zechciałby ich "wyręczyć" i> oszczędzić męk za jakąś opłatą lub nawet jej brak. I iluż> to potencjalnych morderców chciałoby się z takim osobnikiem> "zabawić" z obopulną zgodą, przyjemnością i korzyściąCałkiem niedawno odbył się proces Niemca, który przez Internet znalazł sobie kogoś, kto zgodził się być przez niego zjedzony... Myślę jednak, że to tylko odosobniony przypadek i że mały odsetek samobójców skorzystałoby z takiej możliwości. Jedni po cichu liczą, że zostaną odratowani i zwrócą na siebie wreszcie uwagę, inni popełniając ten czyn zyskują przez tą chwilę poczucie całkowitej kontroli nad swoim życiem [tu miejsce na obszerną dyskusję na temat przyczyn zjawiska]. Poza tym memy tradycyjnych sposobów są powszechne, a takich wyrafinowanych 'przyjemnosci' nie*  *Ale to może się zmienić. Na rok przed falą zbiorowych samobójstw w Japonii oglądałem japoński horror w którym ginie w ten sposób ogromna ilość ludzi...
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > Całkiem niedawno odbył się proces Niemca, który przez Internet znalazł sobie kogoś, kto zgodził się być przez niego zjedzony...Jak to się skończyło? Bo nie dośledziłem tego do końca... na ile/co go skazali... choć dla mnie to skazywanie tego kolesia za to "przestępstwo" to oczywiście nieporozumienie> Myślę jednak, że to tylko odosobniony przypadek i że mały odsetek samobójców skorzystałoby z takiej możliwości.Może czas pokaże... internet powinien się przyczynić do wzrostu tego rodzaju przypadków > Jedni po cichu liczą, że zostaną odratowani i zwrócą na siebie wreszcie uwagę,Nie da się ukryć... zwłaszcza Ci co przychodzą przed samobójstwem pożegnać się z przyjacielem  Znam takiego jednego... przyszedł do mojego brata...żyje "cwaniak" do dziś i miewa sie coraz lepiej  > inni popełniając ten czyn zyskują przez tą chwilę poczucie całkowitej kontroli nad swoim życiem [tu miejsce na obszerną dyskusję na temat przyczyn zjawiska].Rzeczywiście dyskusja moze być obszeeerna... więc pomyślę jeszce nad tym w domu > Poza tym memy tradycyjnych sposobów są powszechne, a takich wyrafinowanych 'przyjemnosci' nie* > *Ale to może się zmienić. Na rok przed falą zbiorowych samobójstw w Japonii oglądałem japoński horror w którym ginie w ten sposób ogromna ilość ludzi...Tutaj Cię kurzcze nie zrozumiałem  Memy  Nie wiem co to  Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | TomaszT | > Jak to się skończyło? Bo nie dośledziłem tego do końca... na ile/co go skazali... choć dla mnie to skazywanie tego kolesia za to "przestępstwo" to oczywiście nieporozumienieBodajże 8,5 lat. > Tutaj Cię kurzcze nie zrozumiałem Memy Nie wiem co to  Takie tam; żeby mądrze brzmiało tak napisałem  Serio: google.pl
|
|
| |  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | > Takie tam; żeby mądrze brzmiało tak napisałem  Tez Ci się wymądrzać akurat zachciało  > Serio: google.plA sprawdziłem sobie... interesujące... nie ma to jak się czegoś nowego nauczyć  Pozdrawiam
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| outsider (2469 punktów) | Gdzieś w realnej przestrzeni spotkali sie X i Y - X doznał poważnej, nieodwracalnej szkody cielesnej; kto był agresorem - X czy Y?
Moznaby pomysleć, że Y - a przecież nie jest to rozumowanie niezawodne, nie ma bowiem prostej korelacji miedzy sprawstwem konfliktu a poniesionym uszczerbkiem. Dlatego - skoro panowie X i Y uzgodnić owego sprawstwa nie chca lub nie mogą - wkracza społeczeństwo i to ono ustami swych przestawicieli spija... chciałem rzec, wydaje werdykt.
Udział społeczeństwa w owym sporze między dwoma panami bierze sie głównie stąd, że każdy z nich ma inne zdanie: jak zatem będzie w przypadku autoagresji? Z doznał uszczerbku w wyniku autoegresji, bo mówiąc słowami Klasyka "miał swoje zdanie, ale się z nim nie zgadzał" - czy i tu może wkroczyć społeczeństwo ustami swoich przestawicieli spijając... chciałem powiedziec wiadomo co.
Mogłoby, gdyby udało sie udzielić napomnienia jedynie agresywnej połowie Z-a, na przykład w postaci 5 lat bezwzglednego pozbawienia wolności - niestety, zahukany i narażony na agresję Z-bis musiałby mu do celi towarzyszyć. No to może - skazywac na smierć? Dopieżby było: kara ogromna dla tych co jedynie samobójstwem straszyli - cicha eutanazja dla samobójców prawdziwych: jak zatem odróznić, kara to czy nagroda? Gdyby się z kolei dało odróznić - trzebaby jakoś kary różnicować i całe rozumowanie bierze w łeb.
A teraz na marginesie powyższych dywagacji uwaga serio: dopóki wybieram, żyję, choć za kazdy juz dokonany wybór płacę cząstką własnej wolności. Stajemy wobec przeróznych alternatyw, nie pozostawiających nas obojetnymi: tradycja chrzescijańska usystematyzowała je i zamieniła w alternatywę jedyną i nadrzędną: potępienie lub zbawienie. Pewien Anglik ujął to jednak o wiele zgrabniej: To be or not to be - i za to kocham Anglików.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| Łukasz Majewski (563 punktów) | Będzie literacko... dosyć śmiało ... groteskowo  ... taka już moja natura  ... niektórzy mówią, że psychopatyczna. > Co więcej... samobójcy z mordercami (tymi płatnymi albo ewentualnie seryjnymi) mogliby wejść w znakomitą spółkę z gatunku yin-yang czy "sadystyczno-masochistycznych".Tak sobie jeszcze myślałem, że taki kontrakt mógłby być nawet początkiem niebanalnego związku emocjonalnego, prawdziwie romantycznej historii... wyobraźcie sobie... on przychodzi do niej ze spluwą, nieatrakcyjny głos w telefonie zapowiadał łatwą robotę... ale już kiedy otworzyła drzwi i nim wyrzucił przed wejściem do jej mieszkania papierosa [miał taką zbędną manierę, etykę zawodową, wyraz ostatniego szacunku dla pracodawcy] zauważył zza zasłony urokliwie nieuczesanych włosów obolałe piękno jej smutnej twarzy i pociągającą go nieśmiałość spojrzenia... zaklął wtedy w myślach, takiej roboty nie lubił właśnie najbardziej...co z tego, że to groch o ścianę, jaką jego serce już dawno się stało...zawsze to k**** lepiej gdy się w nią w pracy takim pięknem nie rzuca... gdy prowadziła go na miejsce udało mu się mimo półmroku zachwycić jeszcze nad pięknem jej kołyszących się bioder... a to już nie było grochem  ... raczej wiadrem wody... która nie tylko nie całkiem spłynęła, lecz wdarła się w szczelinki pomiędzy ziarnkami piasku murarskiego spoiwa [no bo ta ściana to nieotynkowana i niepomalowana oczywiście, żebyście nie myśleli] ... później ona klęka a on staje nad nią i przystawia tłumik w miejsce trzeciego oka (punkt pomiędzy brwiami i nieco ponad nimi)... i nie może... myśli "k**** m**... c*** by to wszystko tutaj szczelił... szkoda c****..."... jakimś cudem udaje się mu wycedzić przez jego zaciśnięte z reguły usta podobnej treści komunikat ... udało mu się nawet powiedzieć to do niej bez właściwych mu na co dzień wulgaryzmów, czym zdumiał samego siebie...ona zaś mimo jego rzeczowego tonu i chłodu tłumika, który zdążył już dotrzeć z krwią do jej płatów czołowych zaczyna myśleć  ... "już wcześniej przecież to w nim wyczuwałam... może warto by...cóżmogę stracić... może z nim będzie lepiej... a jak nie, to zawsze będzie mógł to jeszcze zrobić gdy go poproszę... albo ukradnę mu spluwę, będę miała może zresztą do niej dostęp i sama dokończę jeśli zaangażowany, nie zechce już tego zrobić"... podnosi oczy... on widzi łzę spływającą po jej policzku [szczerą... a o odsłoniętym dekolcie to już nie wspominam, chociaż jego uwadze to z pewnością nie uszedł  ] a ona jego opalone i umięśnione, zaprawione w "morderczych bojach"  ramiona [reszta też wydaje się być dzięki opinającym jego ciało ciuchom niezła]...zniewala ją męskość bijąca od jego spokojnej twarzy... męskość jego profesji i jego wyobrażanych sobie przez nią doświadczeń... tylko spojrzenie zdradza jego niepokój ... jego niepewność co do tego, co się będzie musiało dalej wydarzyć... ona się podnosi... delikatnie go całuje...on się "roztapia"... wypuścił spluwę która upadając na podłogę narobiła sporo hałasu co zepsuło atmosferę... przeklął znów w myślach, tym razem swoje narzędzie pracy...ona jednak zdobyła się na uśmiech... przyszło jej to o tyle łatwo, że już od dłuższego czasu coś się w jej życiu w najmniej odpowiednim momencie psuło  ... i tak się obejmują ... co im innego pozostaje... oboje tego potrzebują... on zaczyna oddychać głębiej...ona również się uspokaja ...może płacze... czują bicie swoich ciężkich serc... potem siadają blisko siebie [może kładą] dotykają się [i na tym na tym forum już poprzestańmy  żeby się tu cenzura jaka nie włączyła, zwłaszcza, że tu i młodsi racjonaliści też wśród nas są i może już i rumieńce mają na twarzy, i trzeba im puls/ciśnienie trochę obniżyć ] i zaczynają cicho rozmawiać... oboje mogą sobie przecież tyle opowiedzieć o tak bliskich im bólach życia, które okazało się być dla nich tak twarde... Co wy myślicie [krytykę stricte literacką, to może na mail'a ślijcie  ] Czy nie uważacie, że takie wydarzenie mogłoby być przełomem w życiu ich obojga  ...może oboje wyszliby dzięki temu z odmętów życia...może oboje zaczęliby dzięki "energii miłości" cenić życie... zarówno swoje jak i własne [czego zresztą nie chce tutaj ujmować ani mordercom (zwłaszcza płatnym) ani samobójcom] może ta moja idealistyczna "utopia społeczna" nie jest taka makabryczna jak się powierzchownie może wydawać. Może to by rzeczywiście mogłoby zacząć jakoś pozytywnie działać, gdyby rzeczywiście stworzyć jakąś społeczną przestrzeń, dzięki której mogłoby dochodzić do tego rodzaju spotkań w atmosferze takiej otwartości i wymiany poglądów, czyli takiej, jaka panuje i tutaj na Racjonaliście... choćby taki portal internetowy [ja się nie znam, bo to wszystko nie bardzo moje działki są, ale na dziś dzień, to są chyba tylko dla depresantów takie internetowe "kółka różańcowe" nie?] I jeszcze jedno, niech mi ktoś proszę wymyśli jakąś podobną historię, ale z odwróceniem ról... bo widzicie cały knif w tym, że to jednak mężczyźni popełniają więcej samobójstw od kobiet i to do tego bardziej gwałtownych... nie jakieś tam tablety czy odkręcanie gazu ale powieszenia czy właśnie strzały w głowę... będę wdzięczny... chociaż wiem, że z kolei trudniej o mordercę wśród kobiet  Jak widzicie, jakieś tam wylane do miski prozy popłuczyny po uprawianiu młodzieńczej i pretensjonalnej poezji mi jeszcze zostały, ale inspiracje się skończyły  Może kobieta jaka coś wymyśli??? Bo przyznaję się bez bólu... dramaty to nie wszystkie... ale komedie romantyczne to chyba wszystkie mi się podobają  A jak kogoś jeszcze interesuje moja osoba pod takim dosyć prywatnym kątem, to niech się przeniesie jeszcze na mój dzisiejszy post www.racjonalista.pl/forum.php/s,27510#w29402 bo ja to dzisiaj jakieś dziwne klimaty mam i dosyć się tak emocjonalnie uzewnętrzniam  Znudziło mi się po prostu trochę na dziś dzień typowe dla mnie jak do tej pory na tym forum, "wysoko" merytoryczne pisanie. Trzeba odreagować  A może ja się za scenerkę w filmie w filmie wezmę  widzielibyście to jakoś?
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
 | | Łukasz Majewski (563 punktów) | c.d....Chcielibyście na takie filmy do kina chodzić? Był już jaki z takim początkiem? Bo ja to się na filmoznawstwie nie znam i filmów mało widziałem  Hmmm... kurzcze no... jak by tu tym ludziom jeszcze pomóc... A może gdzie są racjonaliści pedagodzy, psychologowie, psychiatrzy??? (jak do tej pory, to poznałem Zieloną i Itachi-sana, chociaż on to teraz na wakacjach siedzi  ) Czy wątek ten to za niskie, zbyt "wulgarne" i bzdurne progi jak dla was?  Miałem cichą nadzieję, że tu ktoś taki jakiś głos też zabierze  Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
|  | | outsider (2469 punktów) | Po poprzednim - nieco żartobliwym - poscie, teraz na serio.
Na pewnej płaszczyźnie samobójstwo jawi sie podróżą do granic poznania; mam rzecz jasna na myśli tzw. samobójstwo twarde, czyli ze znikoma szaną odratowania a nie "miekkie"; jest taka istotna klasyfikacja. Nie lubie mówienia o samobójstwie jako o ucieczce przed rzeczywistością - zbyt wiele bowiem znamy metod nie tak destrukcyjnych, aby właśnie tej jednej przypisywać nadmierną tchórzliwość.
Nasze życie biegnie jakoś środkiem drogi, pomiędzy euforią a rozpaczą, o żaden z jej krajów zbytnio nie zawadzając; na tym w końcu polega ars vitae. Tak zwany syndrom presuicydalny jest stanem dość szczególnym: stanem wedrówki zygzakiem - niekiedy ogarnięcia naraz całej szerokości drogi, całego diapazonu emocji - jeśli skończy sie po złej stronie drogi, to... To jednak punkt, do którego mamy nadzieję nigdy nie dojść - istotnie, wiekszość nie dochodzi - trudno zatem sądzić nam tych, którzy wbrew woli doszli.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
| |  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Będę Andrzeju szczerym pisząc, że wyczekiwałem Twojego pojawienia się na tym wątku, pomyślanym podobnie jak "Bicie kobiet..." jako "pustka nie do wypełnienia" i "pytanie postawione bez nadziei na odpowiedź"; wątku inspirowanym w tym wymiarze naszą nie tak dawną gawędą na "Tak sobie myślę" (miło wspominam ). Cieszę się zatem, że wpadłeś, a to zwłaszcza dlatego, że już tradycyjnie, dla mnie Twój pierwszy post tutaj w czasie iście liturgicznego w mym wydaniu "pierwszego czytania" był niczym innym jak luźnymi fragmentami scenariusza "Lost Highway" albo "Mullholand Drive" Davida Lyncha, których jemu akurat ekranizować się nie chciało i skończyły w jego szufladzie, do której Twojemu umysłowi udaje się jednak chyba podczas każdego snu włamywać, bo jak wytłumaczyć inaczej charakter Twego intelektu, charakter niejednokrotnie oniryczny w mym odczuciu niemal tak samo, jak wymienione powyżej filmy, których nie należy oglądać z nadzieją na ich pełne zrozumienie za pierwszym razem, a być może zrozumienie ich kiedykolwiek tj. filmy, które ogląda się bardziej dla Wrażeń. Za drugim razem post ten "na szczęście" zrozumiałem... udało mi się tym samym zmieścić jakoś w ramach "katolicko-liturgicznej ortodoksji", bo na "Tak sobie myślę" to te moje liturgie przez swe rozbudowanie zakrawały na herezję... gnostycką oczywiście  Pozdrawiam PS.: A kim to był ten Klasyk, że się tak jeszcze głupio spytam  Bo wszelka klasyka bywa mi często całkowicie obca  niestety  A uśmiałem się przy tym cytacie setnie 
Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| |  | | Łukasz Majewski (563 punktów) | Po Twoim znakomitym poście odpowiem Andrzeju również poważnie... śmiertelnie  poważnie... w "wisielczym" duchu eliadowsko-cioranowskim...panowie przyjaciółmi przecież byli... no i już tradycyjnie dla naszych polemik Andrzeju... powieje z mojej strony gnostycyzmem...katarską endurą, pozbawioną jednak właściwej jej nutki "anorektycznej". > samobójstwo jawi się podróżą do granic poznaniaTaaaaa... metafora dorównująca swym pięknem wysokości ceny za bilet, jaką się w niej płaci...ceny jak najbardziej uzasadnionej... bo ustanowionej już na prapoczątku przez Adama i Ewę... w eliadowkim praczasie, czasie biblijnego mitu. Tutaj jednak, odegranie pierwotnego mitu dokonuje się na sposób odwrócony, od końca... chociaż może i błędem byłoby sądzić, że na sposób diabelski czy co gorsza... satanistyczny, trudno bowiem "podciągnąć" twarde (miękkie owszem) samobójstwo pod laveyowskie Niech będą błogosławieni prowokujący śmierć, albowiem długie będą ich dni na świecie. Bowiem samobójstwo jawi się tutaj jako odświętne, czasem może i radosne a z większym już prawdopodobieństwem ekstatyczne zanurzenie się w zapewne jedynie chwilowym poznaniu Ostatecznego... jawi się jako samo(???)wygnanie nie tyle co z ziemi, co z ziemskiego piekła...jawi się jako cioranowskie wypadnięcie z czasu...nie współczuć winniśmy tym którym się to udało lecz być może zazdrościć i...zafascynowani... "wynosić na ołtarze" (dałem cudzysłów, bo to chyba nawet i Cioran też gdzieś kurcze napisał więc robię tu pewnie plagiacik) Poznanie Ostatecznego nie następuje zaś tutaj poprzez zjadanie nie tylko niestrawnego dla nas, ale i niejadalnego wręcz, i zakazanego nam przecież przez Ojca Owocu Poznania dobra i zła... następuje znów na sposób odwrócony... poznanie Ostatecznego następuje poprzez gwałtowne i oczyszczające "duszę" torsje. To samobójstwo, jako wymiotowanie grzechem pierworodnym, jest prawdziwym chrztem, prawdziwym zanurzeniem w prawodach śmierci nagiego u kresu swego istnienia ciała. Jest pełnym gwałtownego buntu zadawaniem kłamu etyce czy moralności połkniętych przez Rodziców wraz z tym przeklętym i trującym jabłkiem ... etyce i moralności od których Ojciec próbował jednak... jakże niezdarnie!!!...uchronić...czyż nie jest więc tym samym samobójstwo wznoszeniem się ponad ich ziemskie i dręczące tęskniącą za pełnią/jednością przeciwieństw duszę dualizmy?...przebóstwianiem samego siebie? I tak jak słusznie moim zdaniem Andrzeju napisałeś, samobójstwo to nie tchórzliwa ucieczka... to raczej pełen odwagi powrót na łono Boga i do stanu sprzed szeroko rozumianych narodzin... jest pełnym zapytania stanięciem twarzą w twarz ze Stwórcą z nożem przyłożonym do swej szyi i odkryciem tego, że Jego wzrok nie zabrania, podobnie jak Jego łagodny uśmiech i takież samo, nie-milczące mimo wszechobecnej w mroku ciszy skinienie Jego głowy. Jest samobójstwo najdoskonalszym wyrazem tęsknoty za pamiętaną przez nas oceaniczną błogością uwodzącą obietnicą wieczności... tych najwyższych tajemnic znanych nam ... nie nie, nie napiszę już tym razem, że z bliskiego Bogu Raju, tam już tej niemodnej dziś metaforze spokój, przeniosę się w nieco inną i napiszę, że z ciepłych macic naszych matek... tych, które chyba niczego nie rozumiejąc, opłakują samobójstwa swych dzieci najbardziej... mając im nawet w swej nieświadomości za złe to, że pragnęły się z nimi ponownie w ten sposób zjednoczyć (nieraz równie nieświadomie) tak samo, jak i one same chciałyby to uczynić w swej rozpaczy teraz, gdy już po wszystkim... no ale cóż... wypalę banałem...kto pierwszy ten lepszy... i po raz kolejny naprawdę zastanawia, czy aby na pewno Ci ostatni będą przed Bogiem pierwszymi... Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (Mat 10, 27)
|
|
| | |  | | outsider (2469 punktów) | Nieprzypadkowo jak sadzę, pojawili sie w naszej rozmowie katarzy, owo boskie światło szalonej wiary, co rozbłysła nim wszystko zagasło - potem już tylko nocni stróże pilnowali pogorzeliska i rozpalali stosy, udająć że ogień wciąż żywy...
Niewiele prawdę mówiąc wiem o historii katarów - więc myslę o nich to, co chcę mysleć: wiara tak wszechogarniająca i wzzechredukująca jak chrześcijaństwo musiała doprowadzić do owego z niczym sie już nie liczacego szaleństwa - skoro bowiem życie jest jedynie niecierpliwym wyczekiwaniem? Ten sam bład - nie bład nienasycenia życiem wobec poznania Prawdy powtórzyli po wiekach komuniści: nie w Rosji zresztą a w Kambodży, zwanej w tamtej epoce Kampuczą. Powiedział kiedys w telewizorze znajacy się na rzeczy płk Górnicki: Pol Pot zrozumiał, że nie da się zbudować nowego społeczeństwa dopóki stare przeszkadza; zrozumiał i wyciągnął - jako racjonalista - konsekwencje. I katarzy byli racjonalistami - nie da sie żyć tymczasowo pełnią życia, carpe diem to myśl pesymistów i sceptyków, rzymskich patrycjuszy niepewnych jutra; a może tylko nie zgadzało im się oficjalne nauczanie z ową wszechogarniająćą wizją, w której każdy niezależnie od woli zostanie wspaniale nagrodzony lub straszliwie ukarany? Emocje osiągnęły przerażające apogeum a rozum za nimi podążył: ratunkiem był cynizm - nowa religia dojrzewała w ogniu wewnetrznego starcia, poznawała własne ograniczenia.
Patrzysz na samobójstwo w duchu gnostyckim - rzecz jasna, można w ten sposób. Na forum gdzie niegdyś pisałem pojawiał sie niekiedy heretyk Dator - może wierzył może nie, ale z Bogiem wadził sie pięknie i wspaniałe stawiał mu zarzuty. Ja na wypadek, gdybym się jednak miał z rzeczonym Bogiem spotkać (nie sądzę, bom ateista) zamiast czystego lub głupiego sumienia zabiorę w drogę pół litra, może Bóg postawi drugie pół. I porozmawiamy sobie bez wzajemnych oskarżeń o daremności ludzkich i boskich wysiłków, o tym że nawet tworząc iluzję wszechmocy i wszechwiedzy nie uwolnimy bytu od jego istoty, którą jest niespełnienie. Nie bedzie chciał wypić za daremność naszych usiłowań? Poproszę o przeniesienie do tego drugiego oddziału...
Samobójstwo jako finał życia ma tylko jedną zaletę: to wybór najbardziej świadomy ze wszystkich i najbardziej brzemienny - dlatego piszę o granicach poznania. Na tym jednak rzecz się kończy nieodwołalnie - a jesli nie, nie cała droga została przebyta. Nie szukajmy zatem, nie dopatrujmy się w nim niczego więcej - bo więcej nie ma nic.
Albowiem od pewnego miejsca poznanie jest już tylko szyderstwem z instynktu samozachowawczego - a z niego nie szydzi się łatwo ani przyjemnie. Jest droga ku sprzeczności, jest odrzuceniem wszelkiego kojącego porządku - jest drogą tak niebezpieczną, że u jej podstaw musi lec założenie: mam zamiar trwać, jak długo sie da - i miejsce buntu pieknego jak błysk płomienia zajmuje bunt permanentny, co może jest już tylko pogorzeliskiem; i w ten sposób zatoczyliśmy koło.
Co mówisz o Bogu? Ślisko tu od krwi ludzkiej (Nieboska komedia}
|
|
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|