Pal licho, że robią liche dzbanki, które szybko pękają (pod wpływem wrzątku) lub/i mają źle zaprojektowany "dzióbek" (co sprawia, iż nie da się nalać napoju bez robienia zacieków; a szczególnie uciążliwe jest to w przypadku np. słodkiej herbaty). Chcącemu nie dzieje się krzywda, niech kupujący się strzeże itd. Niech będzie (choć wytrzymałości na wrzątek nie sprawdzę...).
Ostatnimi laty, jak grzyby po deszczu, powyrastały przyrządy do treningu na świeżym powietrzu. W większości nie są one zbyt wygodne, no dobra - ciężko zaprojektować coś uniwersalnego w tym typie. Wyobrażam sobie ile miasta na to wydają (strzelam, że po cenach wyższych niż rynkowe - w końcu ktoś musi za to się ustawić). Podejrzewam, że osoby projektujące te przyrządy nie testują ich (myślą sobie pewnie: to łatwe). Okej, ale żeby nie potrafić zaprojektować drążka do podciągania się?! Albo są na złej wysokości, albo powleczone śliskim lakierem, albo za grube (co szczególnie utrudnia trening) itd. Dookoła multum drążków, a ja muszę chodzić do lasu (ok. 2km, a są tuż przed lasem przyrządy i "płytko" w lesie też!), gdzie jakiś praktyk (lata temu) zamontował między dwoma drzewami zwykłą rurę (która się świetnie sprawdza w roli drążka do treningu i przymocowana jest tak, że żaden złomiarz jej nie zdemontuje!).
Niechlujstwo i niekompetencja! Prosta rzecz, to nie elektrownia jądrowa, ani silnik rakietowy... |