Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nagus w świecie informacji, czyli wierzę, bo mi powiedzieli

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
30-01-2017 14:26Argoniks (105 punktów)Nagus w świecie informacji, czyli wierzę, bo mi powiedzieli
Ocena 4 na 4
Kiedy wczytuję się w gęste dyskusje dotyczące wiary, to widzę człowieka, który stoi nago na gołej ziemi. Jest mu zimno i nie ma się czym okryć. Zaczyna więc survival. W trakcie doskonalenia sztuki przetrwania dowiaduje się, że oprócz niego są też inni ludzie, którzy mówią różne dziwne rzeczy. W jego doświadczeniu nagusa te dziwne rzeczy nie mają odniesienia do otaczającej go rzeczywistości, bo jeśli stanie się miękki i bojaźliwy, to go zjedzą. Inni go zjedzą, a nie wilki czy niedźwiedzie. Oni karzą mu wybrać jedną z opcji, religię, partię, klub sportowy itp. i zjedzą go publicznie i prywatnie, jeśli będzie innego zdania. Obedrą go z wszelkiej godności w imię swojej "prawdy". A on zna doznanie głodu, bólu i zimna, ale również przyjemności jedzenia, ogrzania się itd. i rozumie, że gdy go atakują, to musi się bronić, np. przyjmując, że przyjmie tą ich religię, partię czy klub sportowy. Często musi to zrobić ze względu na rodzinę, partnerkę, najbliższe otoczenie itp. Nie może sobie po prostu być i żyć godnie jak człowiek, tylko musi utrzymywać w umyśle ten krzyż, bo wszyscy wierzą, że to jest dla nich dobre. Nagus czuje się zaszczuty w tym świecie mentalnego zamordyzmu. Najlepiej to widać, gdy każdy z tych szczujących dociera w końcu do punktu w swoim życiu, gdy sam zostaje obdarty ze złudzeń. Gdy spotka go nieszczęśliwy wypadek albo straci kogoś, kogo bardzo kochał lub gdy utraci zdrowie i to, co znał wcześniej przepadło już na zawsze, to właśnie wtedy człowiek staje się tym, kim jest na prawdę. Nagusem. I wtedy nie widzi Boga. Widzi, że coś zostało mu odebrane i czuje się samotny i nieistotny. Gdyby miał uwierzyć, że jego cierpienie dał mu jakiś Bóg, to nienawidziłby go z całego serca. Ale wie, że cierpienie, to choroby, głód ale najczęściej stan mentalny innych osób, który odbija się na pozostałych. Ludzie nagusa nie rozumieją, odtrącają, bo nie jest idealny, bo nie utrwala ich obrazu rzeczywistości i nie powtarza przyjemnych słów. Kiedy jego organizm przestał pracować tak, jak by tego chciał, normalna egzystencja przestała mieć znaczenie. Inni w tej sytuacji będą obwiniać jego samego, że on sam jest winny swoich problemów, bo przez jego inność oni nie mogą cieszyć się obrazem idealnego męża, syna czy kumpla. Kiedy coś się chrzani, to ego się buntuje, bo przecież życie powinno być takie, jak sobie to wyobrażałem, a nie jest. I wtedy właśnie człowiek ma możliwość zobaczenia, jaki świat jest na prawdę. Bo na zewnątrz nie ma żadnego Boga, żadnego centrum dowodzenia, które by nadzorowało resztę świata tak, jak wszystkowidzące oko Saurona z Władcy Pierścieni. Kiedy jesteś nagi, to dopiero wtedy dostrzegasz grę, w którą grają ludzie - grę ucisku i ten ucisk polega tylko na tym, że chociaż nie widzisz żadnego muru przed sobą, to dla swojego spokoju musisz uwierzyć w mentalny mur, o który kłócą się ludzie na całym świecie. Ten mur oddziela człowieka od prawdy, bo został umieszczony pomiędzy człowiekiem, a prawdą, by kontrolować ludzi. To ślepa uliczka, bo wszystkie te niejasności na których mur jest zbudowany powodują niepotrzebne napięcia. Czy nie lepiej byłoby zburzyć ten mur i po prostu żyć bez złudzeń?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Wenancjusz (16441 punktów)
Ciekawy sposób widzenia mentalności człowieka. Ze względu na ograniczenie ilości miejsca do opisu, podejrzewam, że oszczędny do niezbędnego minimum. Niemniej, mimo konieczności upraszczania, może otworzyć furtkę do dalszej dyskusji jako że temat nie takim prostym jest. Pozdrawiam.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)

>po prostu żyć bez złudzeń?

to co napisałeś jest oczyiwście nie uczciwe. po pierwsze opisujesz świat "bez uprzedzeń myślowych" kiedy właśnie GO opisując się nim posługujesz.

to tak jak ateiści piszą że świat bez Boga to wyzwolenie. więc ktoś może napisać że jak dojdziemy do takeigo poziomi ewolucji intelektualnej że świat wtedy bez ateistów będzie wolny.

i powstanie partia wolność której logiem będzie kononowicz. no bo jeżeli coś istnieje to zawsze w jakiś sposob będzie nas to ograniczało. nie dlatego że to nas ogranicza. tylko że patrzymy na to przez taki prymzat.
Argoniks (105 punktów)
>>po prostu żyć bez złudzeń?
>to co napisałeś jest oczyiwście nie uczciwe. po pierwsze opisujesz świat "bez uprzedzeń myślowych" kiedy właśnie GO opisując się nim posługujesz.
>to tak jak ateiści piszą że świat bez Boga to wyzwolenie. więc ktoś może napisać że jak dojdziemy do takeigo poziomi ewolucji intelektualnej że świat wtedy bez ateistów będzie wolny.
>i powstanie partia wolność której logiem będzie kononowicz. no bo jeżeli coś istnieje to zawsze w jakiś sposob będzie nas to ograniczało. nie dlatego że to nas ogranicza. tylko że patrzymy na to przez taki prymzat.

Ok, czyli uważasz, że ślepa wiara w coś tylko dlatego, że ktoś mi powiedział, żebym w to wierzył jest w porządku, a nie w porządku, nie fair jest tą wiarę kwestionować.

Dlaczego więc nie można Twoim zdaniem tego kwestionować? Czy nie idzie za tym jedynie Twój lęk przed konsekwencjami ze strony innych - czyli strach przed biciem?
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)

>Ok, czyli uważasz, że ślepa wiara w coś tylko dlatego, że ktoś mi powiedział, żebym w to wierzył jest w porządku, a nie w porządku, nie fair jest tą wiarę kwestionować.
>Dlaczego więc nie można Twoim zdaniem tego kwestionować? Czy nie idzie za tym jedynie Twój lęk przed konsekwencjami ze strony innych - czyli strach przed biciem?

ALEŻ można. jednakże w moim poście zastanawiam się czy twoja wolna wola która służy do podważania sama nie jest wynikiem jakiegoś zawężenia intelektualnego.

jeżeli pragniemy być wolni to pytanie jakie sobie zadaje czy musimy się wyzbywać "złudzeń" co ty sugerujesz.
to jest punkt który ty mi narzucasz i pragniesz abym go przyjął. co wcale a wclae nie stoi w sprzeności do tego co napisałeś.
uważam że jeże twoja definicja wolności byłą pełna i prawdziwa to nie powinna niczego narzucać. nawet tego żeby nie narzucać.
moja definicja wolności polega na poszukiwaniu prawdy. nawet w Piśmie św. jest napisane że "prawda was wyzwoli"
nie wiem czym Pismo św. jest prawdziwe na drodze procesu falsyfikacji. Ale jeżeli istniejemy w niezweryfikowanej przestrzeni.

www.forumo(*)e-umożliwia-nam-poznanie/

to prawda istnieje.
Argoniks (105 punktów)
>ALEŻ można. jednakże w moim poście zastanawiam się czy twoja wolna wola która służy do podważania sama nie jest wynikiem jakiegoś zawężenia intelektualnego.

Ale ja nic nie mówię o wolnej woli, tylko o rzeczach prostych, namacalnych i fizycznych dla wszystkich takich samych jak ból, zimno czy głód.

>jeżeli pragniemy być wolni to pytanie jakie sobie zadaje czy musimy się wyzbywać "złudzeń" co ty sugerujesz.

Ja nie wiem kim jesteście wy, bo ja opisuję kwestię z perspektywy ja, człowieka takiego, jaki jest bez narzucania mu czegokolwiek. On nie jest wolny, on po prostu jest. On nic nie musi robić, nie musi myśleć w żaden sposób, żeby być.

>to jest punkt który ty mi narzucasz i pragniesz abym go przyjął. co wcale a wclae nie stoi w sprzeności do tego co napisałeś.

Nie, to narzucanie jest w religii. Ja ci niczego nie karzę Wyluzuj, nie będzie bicia. Nikt ci nie chce zrobić krzywdy, uwierz mi.

>uważam że jeże twoja definicja wolności byłą pełna i prawdziwa to nie powinna niczego narzucać. nawet tego żeby nie narzucać.

Nie mam żadnej definicji, nie mam żadnego narzucania, nie karzę niczego. Jesteś tak przyzwyczajony do walki i obrony, że nie potrafisz się uspokoić. Koleś, wyluzuj, usiądź, nikt cię nie zabije. Po prostu bądź człowiekiem. Dasz radę!

>moja definicja wolności polega na poszukiwaniu prawdy. nawet w Piśmie św. jest napisane że "prawda was wyzwoli"

Ok, to jest twoja sprawa i co z tym robisz. Mnie to nie interesuje, nie podchodzę, nie drażnię, nie będę bił.
handzlik (491 punktów)
(zablokowany)

>Ok, to jest twoja sprawa i co z tym robisz. Mnie to nie interesuje, nie podchodzę, nie drażnię, nie będę bił.

szczerze nie odniosłem się do tego co napisałeś jako "treści". pragnę tylko zauważyć że jeżeli mówisz o "prawdzie", "nagusie" i "murze" skąd wiesz że twoja perspektywa jest właściwa? nie narzucona. czyli powstała bez tego czego się wystrzegasz?
Argoniks (105 punktów)
>szczerze nie odniosłem się do tego co napisałeś jako "treści". pragnę tylko zauważyć że jeżeli mówisz o "prawdzie", "nagusie" i "murze" skąd wiesz że twoja perspektywa jest właściwa? nie narzucona. czyli powstała bez tego czego się wystrzegasz?

No właśnie nie piszę jako nawiedzony. Nie głoszę. Głośno myślę. Umieściłem "prawdę" pośrodku, jako jakąś informację, a nie jako Prawdę Najwyższą z Najwyższych i kropka. Posługujemy się informacjami. W dużym stopniu są to informacje niesprawdzone. Prawda w tym kontekście będzie informacją, którą ktoś mi przekazuje, mówiąc na dany temat, np. słuchaj, oglądałem świetny film... Jest to prawda, ale tylko dla niego, bo on lubi takie filmy. Mi by się mógł film nie spodobać.
Ale tu mamy do czynienia z ciężką kawalerią, z czymś, co dana osoba umieszcza między mną a Bogiem, jakąś informacją. To ja się wtedy zastanawiam, jaki ten ktoś ma interes.
Lampka ostrzegawcza zapala się. Czy on słyszał głosy, czy brał extasy, grzyby, LSD, DMT itp., czy może ktoś mu powiedział, żeby mi powiedział to, co sam usłyszał, a czego nie zweryfikował, bo czegoś ode mnie chcą. Nie zweryfikował tego, bo się boi, bo kazali mu szerzyć informację tak, jak kiedyś sprzedawcy chodzili po domach i sprzedawali odkurzacze. Mniejsi przedsiębiorcy sprzedawali sami, żeby powiększyć własny biznes. Duże firmy zatrudniały wyspecjalizowanych handlowców, którzy zajmowali się jedynie wciskaniem. No więc bez tych handlowców przeciętny kowalski nie miałby pojęcia, że może odkurzyć dywan odkurzaczem, co jednak nie jest jakąś wielką rzeczą. To tylko produkt. Informacja, to też produkt. Nagus, to natomiast człowiek z czystym umysłem. Jakaś katastrofa oczyściła mu szybko te jego myśli. On już w nic nie wierzy, bo wie, że jest sam i zaraz może zginąć. Czy Bóg może trafić do takiego człowieka w inny sposób? Tak i trafia 24/7 poprzez świadomość siebie i swoje własne serce. Ja tu jestem, nagi i kruchy, i niczego nie będę kupował. Nie chcę żadnych "prawd". Mam bezpośredni kontakt z Bogiem poprzez Jego dzieło stworzenia i nie potrzebuję żadnej instytucji, która wchodzi między to dzieło i mnie, i mówi - płać. Tak robi tylko mafia.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Ok, czyli uważasz, że ślepa wiara w coś tylko dlatego, że ktoś mi powiedział, żebym w to wierzył jest w porządku, a nie w porządku, nie fair jest tą wiarę kwestionować.

Dlatego z religią należy walczyć poprzez obrażanie i besztanie. Zero litości dla tego niemoralnego syfu.
alkey (25 punktów)
W kontekście wiary jako żywo przypomina mi się historia Hioba. Jemu to Bóg zabrał wszystko, a tak zwani "przyjaciele" zarzucali mu grzech, którego nie popełnił. Bez wątpienia Hiob stał się Nagusem. Interesujący temat. Muszę się z nim przespać.
01-02-2017 10:12 
 Ocena 1 na 1
Argoniks (105 punktów)
alkey@ bardzo ciekawe jest to, co napisałeś. Wszedłem sobie na streszczenie tej przypowieści i faktycznie pasuje ona tutaj doskonale. Zastanawiałem się nad tym, dlaczego Bóg miałby być taki surowy i postępować właśnie w taki sposób i coś mi zaczęło świtać. Może zacznę od człowieka, od siebie. Nasza podświadomość jest takim ciekawym bytem, który kontroluje organizm ludzki niezależnie od świadomości. Nie mamy zbytnio na niego wpływu. Zajmuje się podstawową biologią, biciem serca, oddechem, produkcją przeciwciał i kontrolą flory bakteryjnej w układzie pokarmowym oraz całą masą skomplikowanych procesów bio-chemiczno-elektrycznych, bo jak wiadomo w sercu powstają impulsy elektryczne z każdym jego skurczem. Świadomość nie kontroluje tych procesów, a jest ich tak wiele i są tak skomplikowane, że wyszkolenie lekarza musi trwać osiem lat studiów, a i tak medycyna częściej szkodzi, niż pomaga. Norma. No więc ta nasza podświadomość posiada coś w rodzaju umysłu dwulatka, czyli rozpatruje problemy świadomości na poziomie dwuletniego dziecka. To ona potrafi nas wpędzić w problemy zdrowotne i z nich nad wyciągnąć. Cudowne uzdrowienia mogą być wynikiem właśnie kontaktu świadomości z podświadomością, gdy do podświadomości dociera, że poczucie winy i lęku, które spowodowało wycofanie się w chorobę nie ma sensu. Kiedy ludzie modlą się do Boga ich myśli i słowa trafiają do podświadomości. Gdy ona ich słucha, to reaguje jak żywa istota i wtedy może się wszystko diametralnie zmienić.

Co więc ma Bóg do tego? Boga postrzegam jako taką podświadomość wszechświata, czyli znowu jakiś poziom procesów, który zachodzi bez naszej świadomości, żebyśmy niczego nie popsuli, bo to potrafimy jak nikt inny. Spotkałem się ostatnio z taką teorią Przestrzeni, która daje nam po prostu to czego chcemy. Jest bezosobowa i wysłuchuje naszych próśb tak samo, jak nasza podświadomość. Dlaczego te prośby nie realizują się natychmiast? Bo świadomość jest zamotana i często niespójna. Nasze pragnienia zmieniają się w zależności od poziomu hormonów i wielu innych czynników. Nie sposób z kimś takim dojść do ładu, dlatego dla Przestrzeni sami jesteśmy jak małe dzieci. No ale i tak ona realizuje nasze pragnienia. Katolicy pragną piekła, to będą je mieć. Przestrzeń je dla nich wybuduje. Szesnastowieczni mieszkańcy wsi wierzyli w potwory, to Przestrzeń im te potwory kreowała. Może były to złudzenia ale dla nich to były prawdziwe potwory, bo w to wierzyli i tego chcieli. Ktoś inny pragnie spokoju i go dostaje, jest po prostu racjonalny i spotykają go racjonalne problemy. Ktoś inny uważa, że go śledzą, więc wszędzie widzi szpiegów, a ludzie którzy rozpoznają w nim tą fobię chętnie grają szpiegów specjalnie, żeby dać mu to, czego on chce.

Jak to się ma jednak do życiowych katastrof? Można to wytłumaczyć tym, że gdy taki dorosły człowiek - dla Przestrzeni będący zawsze dzieckiem/uczniem - na pierwszym miejscu w swojej hierarchii umieszcza wszystko, tylko nie Przestrzeń i wdzięczność za to, że jest, to Przestrzeń zaczyna nim trochę potrząsać. Człowiek jest jak dziecko, które uwierzyło w to, że zabawki są ważniejsze od rodzica. Rodzic dla niego staje się drugorzędny. Niszczy więc swoje zabawki, niszczy dom, plądruje, krzyczy, bije się z innymi dziećmi. Takim gówniarzem trzeba potrząsnąć i to mocno, a gdy życie zaczyna się walić to płacz i krzyki, i obrażanie rodzica. Skromność, to na samym początku wdzięczność za wszystko, co się otrzymuje, a później branie. Dlatego kiedyś ludzie przed posiłkiem dziękowali Przestrzeni za jedzenie, a nie zasiadali do stołu jak do koryta, żeby zeżreć i znów wrócić do swoich zabawek. Ale nie powinniśmy być źli na innych i na siebie za to, tylko zmienić postawę.

Dla współczesnego człowieka wydaje się oczywiste, że istnieje w tym momencie, ale przed własnymi narodzinami nie istniał nigdy. To były miliardy lat, a może nawet cała wieczność i to jest ok. Nie było mnie wtedy i to nie ma dla mnie znaczenia - mówi - ale gdy już jestem, to chcę wszystkiego, a po mojej śmierci chcę istnieć na zawsze! Gdy taki rozwydrzony dzieciak uważa się za kogoś ważnego i jeszcze do tego wymaga od Przestrzeni wiecznej egzystencji w jakimś niebie po śmieci, to wychodzi z niego tylko starsze próżniactwo i megalomania. Człowiek skromny, Nagus z rynsztoku trafia do pałacu i zostaje królem, a zaraz brutalnie go detronizują i znów wraca do brudu. I nie ma w nim żalu czy pretensji, bo wszystko otrzymał od Przestrzeni. Otrzymał to za nic, bo wie, że jest nikim i nie ma się za kogoś większego od Przestrzeni. Ci ludzie źli, czy dobrzy, co mu pomagali czy przeszkadzali, to jedynie doświadczenie. Doświadczenie jakiegoś przedziwnego świata. W zasadzie fajna przygoda, gdy ktoś nie trzyma się kurczowo swojego obrazu jakiegoś wydumanego siebie i idealistycznego świata, jak dzieciak matczynej spódnicy bojąc się życia, zwyciężania, przegrywania i śmierci. Silny duch, to taki, który do niczego się nie przywiązuje. Żyje prosto i mocno, i umiera z czystym sercem.
01-02-2017 20:20 
 Ocena 1 na 1
alkey (25 punktów)
Dziwne jest to, co piszesz o swoim postrzeganiu Przestrzeni. Z jednej strony jest bezosobowa, a z drugiej - wysłuchuje nas, karci, kieruje, domaga się wdzięczności. Jak może nas wysłuchiwać, skoro jest bezosobowa? Analogicznie z ustawianiem naszej hierarchii wartości. Skąd bezosobowa Przestrzeń może rozpoznać, jakimi wartościami się w życiu kierujemy? No i wdzięczność. To tak jakby okazywać ją Słońcu za to, że świeci. Owszem, fajnie jest, jak świeci (szczególnie o tej porze roku... ), ale jednak... coś tu nie gra.

Jeśli Bóg jest osobowy, to wszystko to nabiera większego sensu.
02-02-2017 20:15 
 Ocena 1 na 1
Argoniks (105 punktów)
>Dziwne jest to, co piszesz o swoim postrzeganiu Przestrzeni. Z jednej strony jest bezosobowa, a z drugiej - wysłuchuje nas, karci, kieruje, domaga się wdzięczności. Jak może nas wysłuchiwać, skoro jest bezosobowa? Analogicznie z ustawianiem naszej hierarchii wartości. Skąd bezosobowa Przestrzeń może rozpoznać, jakimi wartościami się w życiu kierujemy? No i wdzięczność. To tak jakby okazywać ją Słońcu za to, że świeci. Owszem, fajnie jest, jak świeci (szczególnie o tej porze roku... ), ale jednak... coś tu nie gra.
>Jeśli Bóg jest osobowy, to wszystko to nabiera większego sensu.

Masz rację i mam wrażenie, że ten dysonans spowodowany jest przez różnice w postrzeganiu tego, co boskie. Sprawiedliwość, rozgrywająca karty naszego życia może być przecież bezosobowa, jako zwykły mechanizm. W wyższych poziomach istnienia, wyższych wymiarach może istnieć jakieś naturalne prawo, które decyduje o naszym losie tak, jak kombajn oddziela ziarno od plew. Bóg nie musi przecież bezpośrednio niczego robić, ma podwykonawców W zasadzie Bóg, to wszystko, więc jest takim mega mechanizmem, złożonym z różnych poziomów. Ogromne perpetum mobile istnienia. No więc nasze czyny mogą produkować jakieś rezultaty w wyższych wymiarach, których rezultatem będą nieuniknione konsekwencje ale my tego nie widzimy z naszego punktu widzenia. Możemy się tylko domyślać, że jest coś wyżej, co działa tak, jak działa, bo tak zostało zaprojektowane, a my tego nie rozumiemy, bo jesteśmy na to za mali. Dlatego potrzebujemy osobowej formy sprawiedliwości, która jest ponad nami. I dlatego religia tak to wykorzystuje. Nie wiemy co jest ponad nami tak, jak płaszczaki żyjące w 2D nie znają perspektywy 3D. Ale w 3D nie ma Boga, którego wyznają płaszczaki. Ponad nami też nie będzie Boga, którego my wyznajemy, bo to są tylko różne perspektywy tego samego. Więc w zasadzie szukamy Go tam, gdzie Go nie ma. Bóg, jako Wszystko musi być wszędzie, w każdym wymiarze, tylko prawa są odmienne na każdym poziomie i dla nas wyższy poziom od razu wydaje się boski. A co to znaczy w ogóle wyższy? Czy istoty 2D są gorsze od istot 3D? Nie - są inne. Spełniają swoją funkcję jakakolwiek ona jest. Są tak samo ważne, bo ich poziom jest składową wyższych poziomów. Komórki tworzą organizm, cegły tworzą dom, słońca tworzą galaktykę. Wyższe poziomy zbudowane są z niższych.
02-02-2017 20:58 
 Ocena 1 na 1
alkey (25 punktów)
>(...)mam wrażenie, że ten dysonans spowodowany jest przez różnice w postrzeganiu tego, co boskie.

Na pewno. Główna różnica polegałaby na tym, że Ty traktujesz Boga jako element wszechświata, ja natomiast traktuję Go jako Tego, który "stoi" za tym wszystkim (Stwórca), jednocześnie będąc całkowicie różnym od tego, co istnieje poza Nim. To jedyny Byt konieczny. Zgadzam się natomiast z tym, co piszesz:

>Bóg nie musi przecież bezpośrednio niczego robić, ma podwykonawców

Jestem skłonny uznawać wszechświat jako mechanizm, jednak z wyłączeniem (w pewnym stopniu) bytów osobowych, takich jak Ty czy ja. Owszem, należymy do wszechświata, podlegamy jego prawom (mechanizmom), jednak jest w nas coś więcej. Natomiast jeśli chodzi o Boga, jest w Nim tylko "więcej", bo nie należy w żadnym stopniu do wszechświata.

Idąc dalej:

>Nie wiemy co jest ponad nami tak, jak płaszczaki żyjące w 2D nie znają perspektywy 3D. Ale w 3D nie ma Boga, którego wyznają płaszczaki. Ponad nami też nie będzie Boga, którego my wyznajemy, bo to są tylko różne perspektywy tego samego.

Należałoby zapytać - jakiego Boga my wyznajemy. Wracamy w ten sposób do początku wypowiedzi i próby przybliżenia sposobu, w jaki Go rozumiemy.
02-02-2017 21:54 
 Ocena 1 na 1
Argoniks (105 punktów)
No właśnie, możemy wyciągnąć stąd pewną stałą, która zakłada, że każda cywilizacja, każda kultura posiada swoją własną reprezentację/percepcję Boga. Zapewne na innych planetach w dalekich galaktykach są inne cywilizacje, które widzą Go zupełnie inaczej, bo widzą go adekwatnie to tego, kim są, jak siebie widzą. Niestety odległości między nami są tak ogromne, że nie wiadomo czy będziemy w ogóle mogli ich o to zapytać.
Tak samo, gdyby przedstawiciela obcej cywilizacji, zamieszkującego obcą planetę wziąć na stronę i opisać mu kapitalizm, komunizm czy ateizm widziany oczami ludzi, to prawdopodobnie powiedziałby, że coś takiego nie istnieje, bo w jego rozumieniu istnieć nie może. Jego pojęcie życia może być tak odmienne, że nasze spojrzenie na politykę, gospodarkę czy wiarę będzie nie do pojęcia. Ale na obecnym poziomie nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować, bo na Ziemi jesteśmy najgroźniejszym drapieżnikiem, który nie ma sobie równych. Jednak mogą istnieć przecież nie-drapieżne istoty, których stosunki społeczne zbudowane są na zupełnie innych priorytetach.

>(...) Główna różnica polegałaby na tym, że Ty traktujesz Boga jako element wszechświata(...)

Nie. Napisałem, że jest on Wszystkim, czyli tym, co znamy jako Wszechświat. Jest nami samymi, naszymi myślami, domami, powietrzem, którym oddychamy itd., co nie oznacza, że nie jest on również wszystkim innym, o czym nie mamy bladego pojęcia
alkey (25 punktów)
>>(...) Główna różnica polegałaby na tym, że Ty traktujesz Boga jako element wszechświata(...)
>Nie. Napisałem, że jest on Wszystkim, czyli tym, co znamy jako Wszechświat. Jest nami samymi, naszymi myślami, domami, powietrzem, którym oddychamy itd., co nie oznacza, że nie jest on również wszystkim innym, o czym nie mamy bladego pojęcia

Jeśli jest wszystkim, co znamy jako wszechświat, to jest też jego elementem, nawet gdyby poza Nim nie było więcej elementów (zbiór jednostkowy). Moje rozumienie jest inne. A poza tym to się zgadzam z tym, że są różne percepcje Boga, jednak im przysługuje istnienie w umyśle, a nie w rzeczywistości. Gdzieś wcześniej pisałeś o tym, że Przestrzeń stwarza wszystko, co kto sobie pomyśli. Nie uważam, żeby wszystkim wytworom mojej wyobraźni przysługiwało istnienie w rzeczywistości.
Argoniks (105 punktów)
>Gdzieś wcześniej pisałeś o tym, że Przestrzeń stwarza wszystko, co kto sobie pomyśli. Nie uważam, żeby wszystkim wytworom mojej wyobraźni przysługiwało istnienie w rzeczywistości.

I pisałem również, że nasze opinie o otaczającej nas rzeczywistości i nasze postawy są chwiejne i niestabilne, dlatego to, co sobie wyobrażamy nie jest realizowane w rzeczywistości, tylko to, czego na prawdę chcemy. Możesz marzyć o podróży do innego kraju, ale nie zrobisz tego, bo zaraz pragnienie się zmieni i na pierwszym miejscu będzie coś innego. To nie jest stabilne. Realizacja naszych pragnień nie musi też być bezpośrednia. Gdy marzę o tym, żeby być bogaty, może ktoś mi zaoferować pracę. Co z tego, że to będzie praca w Tesco? To pieniądze i to pieniądze, tylko inna skala, adekwatna do tego, kim jestem. Mogę marzyć o podróży do Ameryki Południowej, a ktoś mi zaoferuje wypad do Radomia To też będzie podróż, tylko adekwatna temu, co sam sobą reprezentuję. Jakiś szaleniec (polityk) będzie chciał zaprowadzić swój porządek na świecie i wywoła globalny konflikt, bo jego pragnienia są sprzeczne z rzeczywistością. Im bardziej ludzkie myśli są sprzeczne z rzeczywistością, z tym, co możesz otrzymać na prawdę, co ci się na prawdę należy tym trudniejsze będzie twoje życie. Ktoś może mieć umiejętności umożliwiające mu zarobienie dużych pieniędzy w 3 miesiące, a ty, nie mając tych umiejętności możesz zarobić to samo w 3 lata. A więc twoje pragnienie się zrealizuje ale w czasie adekwatnym do twoich umiejętności. Jest tutaj ciągle obecny dualizm "ja chcę" i "ja jestem". "Ja chcę" jest zawsze zależne od "ja jestem".
Paolo Monstro (6146 punktów)
> Czy nie lepiej byłoby zburzyć ten mur i
>po prostu żyć bez złudzeń?
Polecam pisma społeczne Freuda. Nie wiem czy Freud miał rację czy nie ale istnieje duża szansa, że "lepiej nie burzyć murów". Większość ludzi nie jest w stanie przyjąć do wiadomości prawdy - to jest tego co wynika z obserwacji. W związku z tym wypieramy prawdę i tworzymy nadzieję: że mamy wpływ na świat (np. poprzez modlitwy do tego, który światem rządzi), że nie umrzemy (a wręcz przeciwnie będziemy mieli lepsze, idealne życie "po śmierci") , że nie umrą nasi bliscy (tylko na chwilę odejdą), że każde zło ma sens a źli ludzie, choćby nagradzani za życia zostaną srogo ukarani po śmierci itp ...

Trzeba mieć nerwy ze stali i wyjątkowy dystans aby wytrzymać prawdę, lub przynajmniej najlepsze jej przybliżenie na jakie nas dziś stać. Do tego intelektualny wysiłek powiedzenia sobie "chwila a jeśli to wszystko to ściema" przenosi Cię na drugą stronę matriksa, w którym musisz pochylić się nad wszystkimi, opisanymi problemami (słabość, starość, śmierć) bo nie ma żadnego boga, który by to za Ciebie załatwił. I niczym w matrixie - wielu ludzi po prostu woli zyć w wygodnej "prawdzie" matrixa.

Pozdrawiam
Paolo Monstro

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365