W 1962 r. płk. Zbigniew Załuski opublikował publicystyczna rozprawę pt. "Siedem polskich grzechów głównych". Podjął w niej wyjątkowo ostrą polemikę z nurtem polskiej historiografii, literatury oraz kinematografii ustosunkowanej krytycznie i rewizjonistycznie wobec polskiej historii, polskiej tradycji historycznej, dominującego typu polskiego patriotyzmu. Pochopem do napisania pracy było - według samego Załuskiego - wystawienie sztuki "Ubu Król", której akcja rozgrywa się w "Polsce czyli Nigdzie", przez teatr studencki. Załuski charakteryzował postawę i zachowania, z którymi podjął polemikę, następującymi słowy: Na długo zanim w „Stodole” wykpiono ubiczno-idiotycznych Polaków – w niektórych środowiskach intelektualnych, wśród wielu piszących, kształtujących tzw. „kulturalną opinię”, dzieje polskie uznano za sferę rządów Ubu-króla i taki obraz naszej przeszłości przyświeca i służy za przedmiot ironicznych uwag luminarzom słowa i pióra. W czasopismach niemasowych, nie obliczonych na szerokiego odbiorcę, lecz adresowanych do środowisk intelektualnych, nie znajdziecie pochwał patriotycznej jatki. Wprost przeciwnie. Tu króluje inny, szczególny sposób mówienia o przeszłości: półgębkiem a drwiąco. Intelektualną gafą jest zatrącić o te sprawy z pietyzmem czy bodaj ze zrozumieniem". W swojej pracy poddał analizie siedem epizodów z polskiej historii (ataki kosynierów na armaty podczas powstania kościuszkowskiego i „ze strzelbami na karabiny” w powstaniu styczniowym; szarżę pod Somosierrą i pod Krojantami; obronę Reduty Ordona i Westerplatte oraz śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w odmętach Elstery) i doszedł - w swym mniemaniu - do wniosku, iż w brew upowszechnianej przez rewizjonistow tezie, wszystkie owe zdarzenia były racjonalne, mające sens i przynoszące wymierne korzyści polskiej racji stanu. Słowem amputował przyrosły do nich tumor "kozietulszczyzny". Załuski - innymi słowy - przywracał i rehabilitował polską tradycję romantyczną, nie czyniąc przy tym w zasadzie żadnych zastrzeżeń i wyłączeń, oraz - co bardzo istotne - włączał w nurt tak zredefiniowanej polskiej historii, nieokrzepłą jeszcze całkowicie mitologię militarnego wysiłku polskich komunistów z czasów II wojny. Dokonując tego ostatniego zabiegu, Załuski uczynił ze swojej pracy biblię "moczaryzmu" - i stał się czołowym publicystycznym szermierzem owej formacji ideowej. W swej istocie dokonania Załuskiego wpisują się w stary polski spór - bić się czy nie bić - i w diametralnie różny osąd polskiej historii, skutkujący pojawieniem się w 19 wieku dwóch szkół historycznych o zasadniczo odmiennej optyce widzenia dziejów Polski. Książka pułkownika wywołała swoistą ogólnonarodową debatę (pewna analogia do dyskusji jaka przetoczyła siępo opublikowaniu pierwszej książki Grossa o zbrodni w Jedwabnem) i spotkała sie z krytyką zarówno historycznych rewizjonistów (Stefan Kisielewski, prof. Leśniodorski, Dariusz Fikus) jak i przedstawicieli oficjalnego aparatu partyjnego (Artur Starowicz), ktorzy zarzucili autorowi niczym nieuzasadnione łączenie czynu polskich komunistów z tradycją romantyczną. Znalazła natomiast uznanie i wsparcie we wspomnianych już środowiskach skupionych wokół gen. Moczara. Dlaczego przywołałem ów epizod z dziejów PRL-u? Otóż okazuje się, iż po upływie ponad pół wieku spór wywołany przez Załuskiego jest jak najbardziej aktualny. Świadczy o tym chociażby ożywiona i ostra debata wokół niedawno opublikowanej książki P. Zychewicza "Obłęd 44" napisanej ze stanowiska mocno rewizjonistycznego, a zacytowane na wstępie słowa Załuskiego mogłyby równie dobrze pochodzić z bieżącej prasy. Wydaje się, iż spora część polskich środowisk prawicowych (cokolwiek to słowo oznacza) przejęła w jakimś stopniu Załuskiego styl myślenia i pisania o historii Polski Książkę Załuskiego ( i kolejne ) warto jest przeczytać. Nie po to aby uczyć się z nich historii - w tym zakresie mogą często sprowadzać na manowce - bo tezy tam zaprezentowane są polityką historyczną a nie historią. Jednakże ich lektura pozwala na dogłębne zrozumienie istoty akurat tego nurtu polityki historycznej oraz - co ważniejsze - odsłania kulisy i mechanizmy rozumowania charakterystyczne dla twórcy i propagatora każdej polityki historycznej - co z kolei umożliwia jej klarowne zdefiniowanie i odróżnienie od historii jako takiej. |