 |
O sztuce tworzenia dylematów Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 17-09-2015 19:47 | Hodża (11172 punktów) | O sztuce tworzenia dylematów
3 na 5 | Dylematy etyczne w rodzaju tego o wagoniku w jego różnych odmianach obrodziły ogromną literaturą, w którą swego czasu nieopatrznie się zapuściłem odkrywając nie znane mi wcześniej przestrzenie etyki teoretycznej, czyli tej, która jest najmocniej zintegrowana z filozofami zagłębionymi w wygodnych fotelach snującymi swoje spekulacje w bezpiecznym oddaleniu od czegokolwiek, co by w jakikolwiek sposób mogło przypominać temat ich wybujałych ponad wszelką praktyczność dociekań i przyoblekać się w kształty bytów rzeczywistych.
Warto byłoby się chwilę zastanowić nad sposobem formułowania tych filozoficzno-moralnych zagwozdek, które dają tyleż pole do popisu dla wykazania się kunsztem retorycznym i znajomością subtelnych związków łączących etykę z logiką, co stanowią jeszcze jeden przykład, o czym kiedyś chyba miałem okazję napomknąć, w jaki sposób nauka potrafi rozjeżdżać się z przyziemną codziennością skomplikowanych wyborów, których dokonywać musimy w dużo mniej na szczęście zazwyczaj dramatycznych okolicznościach.
Ciekawe na przykład jest to, że tzw. "dramat uchodźców" tak ładnie klepany i obrabiany na wszelkie sposoby przez kochające prostego odbiorcę media masowe jeszcze nie zapłodnił tych poszukujących nowych intelektualnych wyzwań umysłów, stwarzając wrażenie, że ta wdzięczna niwa dziwnym trafem została porzucona i leży odłogiem nie zagospodarowana przez jakże utytułowaną europejską myśl filozoficzną.
A przecież przy okazji dramatów, które rozegrały się na morzu często pojawiają się rzeczywiście niebagatelne rozterki. Weźmy taki oto przykład:
Łódź patrolowa zauważyła w odległości około mili nad wszelką miarę przeładowaną szalupę z uchodźcami, których liczbę ocenia się na około setki. Zbliżając się do niej patrolowiec został zauważony i ludzie zgromadzeni na niej przechodzą na jedną burtę, powodując wywrotkę i całkowitą katastrofę , w której ginie większość uciekinierów. (Podobne zdarzenia faktycznie miały już kilkakrotnie miejsce).
Załóżmy teraz, że wiemy o niskim poziomie świadomości ludzi znajdujących się na tej nędznej łupinie i ich niebezpiecznych zachowaniach - a jednocześnie nie ma technicznych środków, by zrzucić im pomoc np. z helikoptera. Czyż wobec tego nie jest lepiej pozostawać w "bezpiecznej" odległości, w której łódź ratunkowa pozostanie niezauważona bądź przynajmniej nie spowoduje takich ruchów prowadzących do katastrofy, i pozwolić, by płynęła dalej, nawet, jeśli spowoduje to śmierć części ludzi z wycieńczenia?
Pytanie zatem brzmi - czy w naszych wyborach etycznych musimy równać do intelektualnego poziomu innych ludzi, wtedy, kiedy wiadomo, ze jest on niższy (co w danym przypadku spowoduje mniejszą liczbę ofiar i zwiększy szansę na przetrwanie większości uchodźców)?
Czy też raczej powinniśmy działać według schematu najszybszej pomocy realizowanej według standardowych procedur - nie przypisując sobie odpowiedzialności moralnej za skutki cudzej głupoty? (I spowodować smutny finał morskiej eskapady ludzi, którzy nie mają pojęcia o zasadach bezpieczeństwa żeglugi a nawet kodzie informacyjnym niezbędnym do udzielenia pomocy na morzu).
Oto są pytania, o których się najwyraźniej nie śniło filozofom.
A jest ich jeszcze niemało.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
zaszetka lawendy (788 punktów) (zablokowany) | Jeśli się nie mylę, to służby ratownicze kierują się procedurami, a nie dywagują o dylematach etycznych. Może więc niech tak pozostanie?
|
|
 | 2 na 2 | Hodża (11172 punktów) | >Jeśli się nie mylę, to służby ratownicze kierują się procedurami, a nie dywagują o dylematach etycznych. Może więc niech tak pozostanie?
W tym szczególnym przypadku pojawiła się modyfikacja procedur dostosowana do specyfiki sytuacji - jednostki ratownicze podpływają od strony rufy. Przykład jednak ma na celu przedstawienie uproszczonego modelu - dylematu, który w różnych odmianach pojawia się faktycznie w wielu dziedzinach i różnych skalach:
1. Czy dostarczanie wielkiej pomocy żywnościowej i medycznej w strefy nawiedzone głodem jest racjonalne i etyczne? Na ten dylemat zwrócił uwagę ponad 30 lat temu Hoimar von Ditfurth. Poprawiając przeżywalność dzieci, które w pierwszej kolejności padają ofiarą głodu, przygotowujemy grunt pod jeszcze większy kryzys za kilkanaście lat, gdyż wysoki przyrost naturalny nie uwzględnia w żaden sposób trudnych warunków naturalnych.
2. Czy europejska dyskusja o przyjmowaniu uchodźców bez zająknięcia się na temat sposobu odróżnienia tych ekonomicznych od prześladowanych nie jest samobójczym krokiem, który prowadzi do napędzenia jeszcze większej fali, kiedy wieści o nowej polityce dotrą do Nigerii, Nigru, Konga?... Pytanie retoryczne - najbliższe lata zapewne pokażą, że to, co się dzieje teraz to dopiero malutkie początki czegoś o wiele większego a europejscy politycy przedstawiający wizję "trwającego wiele lat kryzysu migracyjnego" zdają się świadomie sterować w stronę tego dość apokaliptycznego scenariusza.
3. Przykład trudny, bo dotykający nas osobiście i bardzo bolesny: czy pomoc lotnicza Aliantów podczas Powstania Warszawskiego była rzeczywiście etyczna? Czy - podsycając nierealne nadzieje i wiarę w zwycięstwo Powstania zamiast pomóc, poprzez przedłużanie walki nie doprowadziła do jeszcze większych bezsensownych ofiar?
I dylemat wynikający z tego ostatniego: czy przypadkiem etyka nie bywa wewnętrznie logicznie sprzeczna? To znaczy - nie mamy przecież wątpliwości, że trud bojowy pilotów lecących z pomocą dla Warszawy był aktem najwyższego heroizmu i poświęcenia i stawia wysokie etyczne świadectwo tym załogom, które się go podjęły - jednocześnie uczestnicząc w przedsięwzięciu, którego walory humanitarne bynajmniej nie są oczywiste a wręcz mogą zostać w łatwy sposób podważone.
Podobnie bywa z działaniami ludzi biorących udział w wielkich przedsięwzięciach - szczegółowe wybory mogą być etyczne i dobre, chociaż udział w większej organizacji nie wyklucza tego, że w tym zakresie, w jakim ta osoba przyczynia się do jej funkcjonowania ma swój udział w tym złu, które jest skutkiem działań nadrzędnej struktury.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
> Łódź patrolowa zauważyła w odległości około mili nad wszelką miarę przeładowaną szalupę z uchodźcami... Nie ma pewności jaki skutek wywoła nasza decyzja, a zagadki są tak skonstruowane, że jest to określone. Teoretyczne rozważania są bowiem po to, żeby podjąć próbę sformułowania zasad.
>musimy równać do intelektualnego poziomu innych [...] Czy też raczej powinniśmy działać według schematu najszybszej pomocy Schemat najszybszej pomocy stworzyli ludzie, to właśnie oni odpowiedzieli na Twoje pytania.
>Oto są pytania, o których się najwyraźniej nie śniło filozofom. Te pytania przyśniły się nie tylko filozofom, ale i pragmatykom.
Odejdę z forum gdy moje saldo punktowe dojdzie do 30 tysięcy.
|
|
| Dur Aglar (200 punktów) | Otóż rozwiązanie jest o wiele prostsze - wystarczy namalować na prześcieradłach wielki napis "Willkommen", wywiesić go na burcie, a podróżni dobrowolnie dadzą się spatrolować.
|
|
4 na 4 | Celecrin (6386 punktów) | Podczas katastrofy Titanica łodzie które zlitowały się nad tonącymi i podpływały do nich były przez nich zatapiane. Ludzie łapali się krawędzi i wywracali je lub wchodziło ich za dużo. I teraz najlepsze: wiele szalup udało się uratować marynarze po prostu wiosłami spychali rozbitków z powrotem do wody lub odpychali próbujących podpłynąć, ratując w ten sposób wiele ludzkich istnień. Wiele szalup nawet się nie zbliżyło, ludzie w nich po prostu patrzyli jak setki osób umierało prosząc o pomoc. Moim zdaniem nie ma takich filozoficznych dylematów, których życie by nie pobiło Najprostszą metodą pomocy uchodźcom jest skopiowanie naszego systemu w ich krajach. Systemu, który wymagał wiele przelanej krwi, by się ustabilizować. I tylko tyle. To jedyne co te kraje muszą zrobić. A co robi Europa? Ściąga ludzi mających kulturę sprzed 500 lat, twierdzi, że jest równa naszej i pozwala jej się rozprzestrzeniać  . Popełniamy humanitarne samobójstwo.
|
|
 | 3 na 3 | Belfer00 (720 punktów) | > Najprostszą metodą pomocy uchodźcom jest skopiowanie naszego systemu w ich krajach. Systemu, który wymagał wiele przelanej krwi, by się ustabilizować. I tylko tyle. To jedyne co te kraje muszą zrobić.1) Próba kopiowania "naszego" systemu "na siłę", nie uwzględniająca historii i kultury danego społeczeństwa nie daje dobrych skutków, raczej przeciwnie. Widać to wyraźnie po efektach wspomaganych przez Zachód "arabskich rewolucji". Irak, Libia, Syria. Za każdym razem celem było obalenie tyrana wywodzącego się z ruchu arabsko-socjalistycznego i ustanowienie stabilnej władzy prozachodniej, a faktycznie otwierało to drogę islamistom. Irak jest na progu rozpadu, Libia się rozpadła, w Syrii tylko Asad stawia opór Państwu Islamskiemu. Jedynie Egipt dał radę powstrzymać islamistów swoimi siłami. Można jeszcze wspomnieć o dawniejszej próbie "demokratycznych wyborów" w Algierii. Ile jeszcze trzeba przelanej krwi, żeby zrozumieć, że nie tędy droga. > A co robi Europa?> Ściąga ludzi mających kulturę sprzed 500 lat, twierdzi, że jest równa naszej i pozwala jej się rozprzestrzeniać .2) Jeśli to "sprzed 500 lat" ma być przyrównaniem do "naszego" fanatyzmu religijnego w średniowieczu, to sprawa nie jest taka prosta. Większość uchodźców właśnie od islamskiego fanatyzmu ucieka. A w drugą stronę jadą ludzie wychowani w "naszej" kulturze, którym właśnie fanatyzm imponuje. Ten typ myślenia nie jest z zamierzchłej przeszłości. Całkiem niedawno działali fanatycy innych ideologii, całkiem "europejskich". 3) Dobrze pamiętam czasy gdy we wspomnianych krajach rządzili arabscy socjaliści. Dyktatury były całkiem "oświecone". Polscy lekarze pracowali (za wysoką płacę) w Libii, polscy inżynierowie budowali fabryki w Iraku i Syrii, młodzież z tych krajów przyjeżdżała studiować do Polski. Pamiętam moje studentki z Syrii. Roześmiane, w europejskiej odzieży, nie zakrywające włosów, praktycznie nie odróżniające się od Polek. Były dumne ze swojego, rozwijającego się kraju, z jego bogatej historii i kultury, nie ograniczającej się do islamu. Nikt wówczas nie przypuszczał, że w imię "wprowadzania demokracji" Syria zostanie zmieniona w pole walki. 4) Fanatyczny islamizm to tylko jeden z elementów "politycznej układanki". W dziejach większości państw arabskich (i innych tzw. "muzułmańskich") były różne ruchy polityczne i różne ustroje, podobnie jak w 19-wiecznej Europie. Irak i Syria powstały po upadku Imperium Osmańskiego jako państwa świeckie i nie były nigdy "ostoją islamizmu". Niestety pewne państwa Zachodu i sprzymierzona z nimi Turcja otwarły puszkę Pandory. 5) A jak najlepiej pomóc uchodźcom? Zniszczyć Państwo Islamskie (we wspólpracy z Asadem, Kurdami i Rosją, a wbrew Turcji). Ale tego Zachód nie zrobi, bo Turcja jest jego sojusznikiem, a Rosja aktualnym przeciwnikiem.  Pozdrawiam.
|
|
|  | | Celecrin (6386 punktów) | >1) Próba kopiowania "naszego" systemu "na siłę", nie uwzględniająca historii i kultury danego społeczeństwa nie daje dobrych skutków, raczej przeciwnie. Nie zrozumiałeś mnie. Chodzi o dobrobyt o odpowiedź na problemy z ubóstwem. Japonia, Korea, Chiny przyjęły nasz system i dobrze im się powodzi. >2) Jeśli to "sprzed 500 lat" ma być przyrównaniem do "naszego" fanatyzmu religijnego w średniowieczu, to sprawa nie jest taka prosta. Nie fanatyzmu, tylko rozwoju społecznego. Praw kobiet, poziomu wolności osobistej, wpływu religii na politykę. >Większość uchodźców właśnie od islamskiego fanatyzmu ucieka. Polemizowalbym. Ucieka na Zachód po czym zyletka wycina swoim córkom lechtaczki, zabija corke bo wlozyla dzinsy czy rozmawiala z obcym, albo nakazuje kobietom nosić hijaby? >A w drugą stronę jadą ludzie wychowani w "naszej" kulturze, którym właśnie fanatyzm imponuje. Wątpię czy byli wychowani w naszej kulturze. >Ten typ myślenia nie jest z zamierzchłej przeszłości. Całkiem niedawno działali fanatycy innych ideologii, całkiem "europejskich". IRA i ETA złożyły broń. >3) Dobrze pamiętam czasy gdy we wspomnianych krajach rządzili arabscy socjaliści. Dyktatury były całkiem "oświecone". Polscy lekarze pracowali (za wysoką płacę) w Libii, polscy inżynierowie budowali fabryki w Iraku i Syrii, młodzież z tych krajów przyjeżdżała studiować do Polski. Pamiętam moje studentki z Syrii. Roześmiane, w europejskiej odzieży, nie zakrywające włosów, praktycznie nie odróżniające się od Polek. Były dumne ze swojego, rozwijającego się kraju, z jego bogatej historii i kultury, nie ograniczającej się do islamu. Nikt wówczas nie przypuszczał, że w imię "wprowadzania demokracji" Syria zostanie zmieniona w pole walki. No tak, ale patrzę na statystyki i 20% facetów oraz 40% kobiet w Syrii jest analfabetami. Syria padła ofiarą wojny pomiędzy sunnitami a szyitami. Wojna pomiędzy Arabia Saudyjska a Iranem. Ideologiami sprzed 500 lat. > Niestety pewne państwa Zachodu i sprzymierzona z nimi Turcja otwarły puszkę Pandory. Puszkę Pandory otworzono kiedy Saudowie przejęli władzę nad częścią plemion arabskich i utworzyli państwo przy pomocy wahabitow. >5) A jak najlepiej pomóc uchodźcom? Zniszczyć Państwo Islamskie (we wspólpracy z Asadem, Kurdami i Rosją, a wbrew Turcji). Asad jest w Syrii znienawidzony. Jest alawita, trzymali oni władzę siłą przez wiele lat i teraz jest już pozamiatane, moim zdaniem. Kurdowie są wrogami Asada, tak jak druzowie. Kurdowie są również wrogami Turcji. Sytuacja jest bardzo skomplikowana Pozdrawiam
|
|
| |  | | Belfer00 (720 punktów) | > >1) Próba kopiowania "naszego" systemu "na siłę", nie uwzględniająca historii i kultury danego społeczeństwa nie daje dobrych skutków, raczej przeciwnie.> Nie zrozumiałeś mnie. Chodzi o dobrobyt o odpowiedź na problemy z ubóstwem. Japonia, Korea, Chiny przyjęły nasz system i dobrze im się powodzi.A to już nie wiem, co rozumiesz przez "nasz system". Sądziłem, że system odwołujący się do pewnych wartości, takich jak wolności i prawa człowieka czy pluralizm polityczny. Nie mogło Ci iść o gospodarkę rynkową, bo te kraje arabskie mimo "socjalizmu" nie miały przecież centralnie sterowanej, planowej gospodarki socjalistycznej. "Dobrobyt" to nie jest system, tylko pewien cel, który można różnie pojmować, i zmierzanie do którego deklarują prawie wszyscy rządzący. Zmierzać do niego można różnymi drogami i w różnych ustrojach. System w Chinach raczej nie jest "wolnościowy", w Korei (Południowej) i Japonii też mają do tych wartości inne podejście niż w Europie. Dyktatorzy "arabskiego socjalizmu" też mieli za cel dobrobyt. Przecież nie kazali wszystkim chodzić boso i nie mordowali lekarzy jak Czerwoni Khmerzy, tylko przeciwnie, budowali cukrownie i rozwijali ochronę zdrowia. > >2) Jeśli to "sprzed 500 lat" ma być przyrównaniem do "naszego" fanatyzmu religijnego w średniowieczu, to sprawa nie jest taka prosta.> Nie fanatyzmu, tylko rozwoju społecznego. Praw kobiet, poziomu wolności osobistej, wpływu religii na politykę.Aha, czyli jednak "wartości wolnościowe". No to warto porównać sytuację kobiet w Iraku za Saddama i w Państwie Islamskim. > >Większość uchodźców właśnie od islamskiego fanatyzmu ucieka.> Polemizowalbym. Ucieka na Zachód po czym zyletka wycina swoim córkom lechtaczki, zabija corke bo wlozyla dzinsy czy rozmawiala z obcym, albo nakazuje kobietom nosić hijaby?Może pewna część imigrantów tak robi, ale to przecież nie są zachowania nieodłączne od islamu. Są różne postawy w ramach tej religii. Miejska klasa średnia w Iraku czy Syrii to doprawdy nie jest zbiorowisko fanatyków. > >A w drugą stronę jadą ludzie wychowani w "naszej" kulturze, którym właśnie fanatyzm imponuje.> Wątpię czy byli wychowani w naszej kulturze.Jeśli nawet byli (jak chyba sugerujesz) wychowani w jakichś "ghettach kulturowych", to mieli dostęp do "naszej" kultury i dokonali pewnego wyboru, między islamem umiarkowanym i fanatycznym. I takiego samego wyboru dokonują ci, którzy uciekają przed Państwem Islamskim. > >Ten typ myślenia nie jest z zamierzchłej przeszłości. Całkiem niedawno działali fanatycy innych ideologii, całkiem "europejskich".> IRA i ETA złożyły broń.Nie miałem na myśli IRA czy ETA. To są organizacje narodowowyzwoleńcze. Miałem na myśli niedawne (w skali dziejowej) - faszyzm, nazizm, pewne formy komunizmu. Fanatyzm nie jest wcale specyficzny dla islamu. Był (niekiedy nadal jest) fanatyzm judaistyczny, chrześcijański, świecki. Islam nie jest tu wyjątkiem. > >3) Dobrze pamiętam czasy gdy we wspomnianych krajach rządzili arabscy socjaliści. [...] Nikt wówczas nie przypuszczał, że w imię "wprowadzania demokracji" Syria zostanie zmieniona w pole walki.> Syria padła ofiarą wojny pomiędzy sunnitami a szyitami. Wojna pomiędzy Arabia Saudyjska a Iranem. Ideologiami sprzed 500 lat.A ja to postrzegam bardziej jako konflikt mocarstw (i państw, które do roli mocarstw regionalnych aspirują) niż wojnę religijną. Przede wszystkim szło o wyeliminowanie reżimów prorosyjskich. Stany obecnie postrzegają Rosję jako głównego rywala (i vice versa). A Turcja przypomniała sobie czasy, kiedy wszystkie kraje arabskie były pod jej panowaniem. > > Niestety pewne państwa Zachodu i sprzymierzona z nimi Turcja otwarły puszkę Pandory.> Puszkę Pandory otworzono kiedy Saudowie przejęli władzę nad częścią plemion arabskich i utworzyli państwo przy pomocy wahabitow.Ja zawsze uważałem Saudów za uzurpatorów.  Ale wtedy to puszka była tylko stworzona. Otworzono ją jednak IMHO dopiero niedawno. > >5) A jak najlepiej pomóc uchodźcom? Zniszczyć Państwo Islamskie (we wspólpracy z Asadem, Kurdami i Rosją, a wbrew Turcji).> Asad jest w Syrii znienawidzony. Jest alawita, trzymali oni władzę siłą przez wiele lat i teraz jest już pozamiatane, moim zdaniem. Kurdowie są wrogami Asada, tak jak druzowie. Kurdowie są również wrogami Turcji. Sytuacja jest bardzo skomplikowanaNawet jeśli Asad jest znienawidzony (czy rzeczywiście przez wszystkich?), to jest on formalnie uznanym władcą. Jego śmierć czy ucieczka spowodowałaby próżnię, w której wszystkie ugrupowania czułyby się równie uprawnione do władzy. To oznacza państwo upadłe, podział na walczące państewka i wkrótce zajęcie całego terenu przez Państwo Islamskie. Czyli zamiast tyrana "oświeconego" będzie władca fanatyczny i wsteczny. Świat obserwował już taki scenariusz w Afganistanie. Władcę promoskiewskiego mieli zastąpić "szlachetni mudżaheddini", a wyszło 30 lat wojny domowej, kompletna ruina i talibowie. Lekarstwo nie może być gorsze od choroby. Pozdrawiam.
|
|
5 na 5 | Burnham (1149 punktów) | Niespełna 60 lat temu James Burnham napisał "Suicide of the West". Dlaczego świat zachodu zdaniem autora już wtedy się zwijał ? Główną przyczyną jest nierozważna wiara w rozum, a tym właśnie jest liberalizm (dla Amerykanów liberalizm jest tym czym dla Europejczyków jest tzw. trzecia droga i społeczeństwo otwarte więc żeby nie mylić tego z liberalizmem Smitha czy Hayeka). Zdaniem Burnhama świat zachodni staną przed pewnym praktycznym dylematem bo albo będzie nieustannie rozszerzał granice liberalnych wartości nawet na tych, którzy są im przeciwni albo zacznie się cofać rezygnując z tych wartości w efekcie ograniczając wolność i dopuszczając dyskryminację.
Choroba świata zachodniego bierze się z przekonania, że całą rzeczywistość można objąć rozumem do tego stopnia, że nawet w zacofanych regionach globu, tak bardzo pochłoniętych w odmętach religijnego szaleństwa, istnieje możliwość zakorzenienia edukacji i zmiany toku myślenia na sposób zachodni. Właśnie dlatego władze zachodnich mocarstw nie widzą niczego zgubnego w przyjmowaniu mas ludzi napływających z regionów ogarniętych religijnym szaleństwem. Zachód nie potrafi zrozumieć, że fanatyczna wiara w religię czy w ogóle fanatyzm, jest nieuleczalna bez względu na teorię zawartą choćby w najmądrzejszych książkach pedagogicznych. Człowiek nie jest z plasteliny i nie da się go dowolnie modelować - ktoś wychowany w fanatycznej wierze islamskiej nie daje się przerobić na segregującego śmieci, przykładnego obywatela UE.
Ta dziwaczna wiara narodziła się w dobie rewolucji francuskiej, a w Anglii stała się popularna na przełomie XIX-XX wieku i nawet H.G. Wells jej uległ w drugiej fazie swojej twórczości. Jak przykładowo ktoś sięgnie po książkę Wellsa "A Modern Utopia" to zrozumie, że obecne bredzenie współczesnego lewactwa nie jest niczym nowym bo już wtedy pisano o świecie bez religii, świecie wspólnych wartości, a to wszystko miało oczywiście wynikać z edukacji, czyli z rozumu. Później Wells pięknie bredził o tym, że Hitler jest niegroźnym lunatykiem, który nigdy wojny nie wygra bowiem armia III Rzeszy jest przestarzała i nie równała się sile armii Jej Królewskiej Mości. Takiemu inteligentowi jak Wells to oczywiście do głowy nie przyszło, że fanatyzm faktycznie może być silniejszy od zdrowego rozsądku i lunatyk będzie zdolny przekonać do swoich wizji większą rzeszę ludzi aniżeli zachowawczy inteligent. George Orwell, wyraźnie rozzłoszczony naiwnością angielskiej inteligencji, wytłumaczył Wellsowi dlaczego Hitler może tę wojnę jednak wygrać jeżeli nadal za przeciwników będzie miał naiwniaków opowiadających bajki o przyszłości świata rządzonego pod kuratelą globalnego państwa na czele którego zasiądą wyłącznie rozsądni ludzie. Dzisiaj wiemy, że armia jednego lunatyka mogła tylko ulec pod naporem armii innego lunatyka, a ci tzw. rozumni ludzie zostali zmuszeni do pójścia na kompromis z totalitaryzmem, który wymordował setki milionów ludzi (oczywiście Wells miał krótki epizod uwielbienia dla władzy Stalina, jak to na angielskiego inteligenta przystało).
Czy dzisiaj tak jak dawniej inteligenci nadal będą pisać, że nic złego się nie dzieje, a ci co właśnie rozwalają przejście graniczne na Węgrzech to zwykli zadymiarze, chłystki jakieś ? Otóż jesteśmy obecnie świadkami jak "mocarze" zachodu racjonalizują własne samobójstwo. Tylko lunatyk pokona lunatyka - na zdrowy rozum nawet nie ma co liczyć. I myślę, że w miarę nasilania się tej fali sytuacja dojrzeje do momentu w którym świat zachodu będzie zdolny tego lunatyka spośród tłumu wyłonić.
Orwell bardzo trafnie podsumował Wellsa piszą o nim, że jest "too sane to understand the world". Właśnie na tym polega choroba dzisiejszego zachodu, że jest zbyt ufny w rozum. Fanatyzm religijny jest potężną siłą, której rozum nie powstrzyma (wystarczy choćby zdjęcie wyrzuconego na brzeg utopionego dziecka by inteligenci poczuli się winni).
|
|
| Arminius (25555 punktów) | Estetyka zjada etykę? | "Pytanie zatem brzmi - czy w naszych wyborach etycznych musimy równać do intelektualnego poziomu innych ludzi, wtedy, kiedy wiadomo, ze jest on niższy (co w danym przypadku spowoduje mniejszą liczbę ofiar i zwiększy szansę na przetrwanie większości uchodźców)? Czy też raczej powinniśmy działać według schematu najszybszej pomocy realizowanej według standardowych procedur - nie przypisując sobie odpowiedzialności moralnej za skutki cudzej głupoty? (I spowodować smutny finał morskiej eskapady ludzi, którzy nie mają pojęcia o zasadach bezpieczeństwa żeglugi a nawet kodzie informacyjnym niezbędnym do udzielenia pomocy na morzu)".
Nie ma tutaj żadnego dylematu, a już tym bardziej nie jest to pytanie z gatunku tych, o których nie śniło się filozofom. Wybrać należy taki wariant postępowania, który rozwiązuje problem albo skutkuje mniejszym złem (mniejszą ilością przypadków śmiertelnych). Nie powinno byc tu żadnego "wyboru etycznego" - o którym w zacytowanym wyżej passusie. Taki wybór jest bowiem konstrukcją sztuczną - w tym konkretnym przypadku przedstawionym przez Pana. Dywagacje na temat "ich" poziomu intelektulanego i "naszego "poziomu intelektulanego jak również sztuczne dylematy typu "czy musimy równać do ich intelektualnego poziomu" - w sytuacji zagrożenia życiem stają się bezprzedmiotowe i groteskowo upiorne. Oczywiście iż musimy równać do wszystkiego co przynosi rozwiązanie problemu lub skutkuje mniejszym złem. Nad Pana dywagacjami unosi się wcale duszna atmosfera etyki ( czy też raczej pseudoetyki) kolonialno - kiplingowskiej, zasadzającej się na aksjomacie o wyższości białego Sahiba nad tubylcem. Naprzód jest o "Brzemieniu Białego Człowieka" a potem - niestety - zbyt często jak w "Jądru ciemności".
|
|
 | 1 na 1 | Hodża (11172 punktów) | Odp: Estetyka zjada etykę? | >Wybrać należy taki wariant postępowania, który rozwiązuje problem albo skutkuje mniejszym złem (mniejszą ilością przypadków śmiertelnych). Nie powinno byc tu żadnego "wyboru etycznego" (...) >Nad Pana dywagacjami unosi się wcale duszna atmosfera etyki ( czy też raczej pseudoetyki) kolonialno - kiplingowskiej, zasadzającej się na aksjomacie o wyższości białego Sahiba nad tubylcem. Naprzód jest o "Brzemieniu Białego Człowieka" a potem - niestety - zbyt często jak w "Jądru ciemności".
Bzdury. Gdyby to było takie proste ów "dylemat wagonika" nie byłby żadnym dylematem. A tu mamy sytuację pod wieloma względami bardzo podobną - podjęcie ryzyka akcji ratunkowej i w związku z tym nieprzewidywalnych zachowań tłumu, które mogą doprowadzić do katastrofy, jest uzasadnione np. tym, że niektóre osoby (co też miewało miejsce!) wskakiwały do wody na widok zbliżającego się kutra straży przybrzeżnej.
Nie ma tu żadnego "kolonialnego spaczenia", jest natomiast zwrócenie uwagi, że pomoc nie może ignorować realiów, w tym też zdolności osób, którym próbuje się ją nieść do jej przyjęcia.
Dixi et salvavi animam meam
|
|
|  | | Arminius (25555 punktów) | Wybory | "Pytanie zatem brzmi - czy w naszych wyborach etycznych musimy równać do intelektualnego poziomu innych ludzi, wtedy, kiedy wiadomo, ze jest on niższy (co w danym przypadku spowoduje mniejszą liczbę ofiar i zwiększy szansę na przetrwanie większości uchodźców)? - W TYM WYPADKU ZAKŁADA PAN IŻ GINIE MNIEJ LUDZIE WIĘC JEST MNIEJSZE ZŁO
Czy też raczej powinniśmy działać według schematu najszybszej pomocy realizowanej według standardowych procedur - nie przypisując sobie odpowiedzialności moralnej za skutki cudzej głupoty? (I spowodować smutny finał morskiej eskapady ludzi, którzy nie mają pojęcia o zasadach bezpieczeństwa żeglugi a nawet kodzie informacyjnym niezbędnym do udzielenia pomocy na morzu)". - W TYM WYPADKU ZAKŁADA PAN IŻ GINIE WIĘCEJ LUDZI WIĘC JEST WIĘKSZE ZŁO.
WYBÓR JEST PROSTY - OPCJA PIERWSZA - DLA KOGOŚ KTO UZNAJE ZASADY ETYKI UNIWERSALNEJ. Czy pana - w tych dywagacjach - odstręcza fakt konieczności zrównania się do intelektualnego poziomu, który - Pana zdaniem - jest niższy od pańskiego? Na to wygląda - co świadczyłoby o estetyzowaniu kosztem uniwersalnej etyki metodą kiplingowską.
|
|
2 na 2 | finerbijk (17282 punktów) | Odp: O sztuce tworzenia dylematów | Skutki pomocy mogą być nieprzewidywalne. Czytałem gdzieś kiedyś, że jakaś organizacja humanitarna niosąca pomoc Afryce zorganizowała akcję pomocowo-edukacyjną dla pewnej biednej i zacofanej wioski. Nauczyła ich jak uprawiać kukurydzę i hodować kozy (w myśl powiedzenia daj wędkę a nie ryby). Po roku przyjechali sprawdzić jak się sprawy mają. Co się okazało? Kukurydza obrodziła dobrze, ale zwabiła ludzi z sąsiednich wiosek, w wyniku czego powstały utarczki, na wskutek których zginęło parę osób. Pole zostało zniszczone, a plony rozkradziono, tak że nie było czego wysiać w następnym sezonie. Z kolei kozy zwabiły hipopotamy z pobliskiej rzeki i zostały przez te ostatnie zjedzone. Przy okazji zginął człowiek pilnujący tych kóz.
To jest oczywiście skrajny przykład i w żaden sposób nie świadczy, że pomagać nie należy; jednak z rozmysłem i skutecznie. Jeśli jest alarm "człowiek za burtą", to się tego człowieka ratuje, a potem zadaje pytania. Nie sposób też przewidzieć wszystkich reakcji ratowanego. Jak wspomniano wyżej, trzeba się trzymać procedur, ale przede wszystkim zdrowego rozsądku, bo procedury procedurami, a życie życiem. Sytuacja którą opisałeś, nie jest oczywiście akcją ratowniczą, potencjalnie może nią się stać. Straż przybrzeżna powinna trzymać się wytycznych i rozkazów przełożonych, i nie ma tu miejsca na jakieś moralizowanie.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|