>
Bruksela może sparaliżować naszą gospodarkę, jeżeli zmusi Polskę do dalszej redukcji>
dwutlenku węgla.To raczej my sami się paraliżujemy, a Bruksela nie ponosi winy za stan naszej energetyki.
Od dawna wiadomo, że te elektrownie węglowe, którymi stoi nasza energetyka , skazane sa na marginalizację. Jądrowe są praktycznie jedyną nadzieją energetyki i na świecie, i w Europie. Przynajmniej w perspektywie najbliższych kilkudziesięciu lat - ITER to dalsza przyszłość.
Co robiła Polska w ciągu ostatnich dekad XX wieku, gdy wszyscy wokół myśleli o przyszłości, z grubsza można sobie uzmysłowić oglądając taką np. mapkę:
www.geoland.pl/dodatki/energia_lvi/elektrownie.jpgGdy my się napawaliśmy rozpamiętywaniem katastrofy w Czernobylu, wokół rosły elektrownie jądrowe, oparte na nowszych i bezpieczniejszych rozwiązaniach technologicznych.
Pod naciskiem, ale w końcu coś zaczęło się ruszać:
www.polska(*)na-na-polnocy-polski,id,t.htmlSzkoda, że tak późno.
Spójrzmy teraz z innej strony na działania tej wrednej Francji.
UE rozszerzyła się nie ku naszej tylko uciesze, żeby np. finansować przedsięwzięcia Ojdyra Rydzyka, albo prężyć się przed jankesami.
Przynależność do niej, to wymierna pomoc oraz szereg niezaprzeczalnych korzyści, ale i - może przede wszystkim - zobowiązania.
Francja jest gigantem na rynku energetycznym, ekspertem i liderem w budowaniu elektrowni atomowych, oraz urządzeń do nich, za to udział w produkcji CO2 ma niewielki. Sama to sobie wypracowała przez dziesięciolecia.
Czy jest więc coś złego w tym, że jest wyjątkowo nieustępliwa w sprawie limitów emisji?
Mam wrażenie, że nie.
A że pośrednio chce zyskać na sprzedaży technologii i urządzeń, też trudno sie dziwić.
Żabojady od dawna patrzą łakomie na Polskę, wielką wyspę w środku Europy na tej mapce powyżej, jako potencjalny rynek dla swoich produktów.
Ostatnie plotki zaś mówią, że kupimy być może u Koreańczyków, choć coś tam już kiedyś obiecano Sarkozyemu.
A gdybyśmy tak jednak kupili u Francuzów?
Założę się, że nie upieraliby sie już tak bardzo przy wyśrubowaniu limitów emisji CO2.
Być może elektrownie od Koreańczyków byłyby tańsze, czy lepsze - nie wiem.
Ale ile zapłacimy ostatecznie, gdy przejdą obecnie proponowane limity na CO2, a my ich nie będziemy w stanie utrzymać?
Oczywiście, może się mylę. Ja to biorę wszystko na mój mały rozumek i jeszcze mniejsze rozeznanko..