Racjonalista - Strona głównaDo treści
Zwiazek a wiara, pomocy :/

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
29-11-2017 14:36DobryCzlowiek79 (12 punktów)Zwiazek a wiara, pomocy :/
Ocena 1 na 1
Cześć, muszę spytać o radę bo pomimo przeczytania dużej ilości artykułów i rozmów wciąż do końca nie wiem co mam zrobić. Mam 18 lat, od kilku miesięcy jestem w związku z bardzo wierzącą dziewczyną, która też ma 18 lat. Może powiem coś o sobie. Wiadomo jak to bywa jak się jest młodszym, komunie, wiara i to wszystko, zostało mi to w pewnym sensie narzucone jako dziecko i tak się ciągło, wierzyłem i praktykowałem. Moi rodzice również wierzą, pomimo pracy nawet w niedzielę starają się chodzić do kościoła, we wszystkich świętach uczestniczą ale nie mają bardzo restrykcyjnego podejścia i czasami nie pójdą bo przecież są ludźmi i mają wolną wolę. Po pewnym czasie przestałem chodzić do kościoła bo szczerze nie chciało mi się oraz instytucja jako kościół nie pasowała mi do założeń wiary + zachowanie księży(wiem nie wszyscy są jacy są). Wciąż byłem zdeklarowany, że wierzę bo tak było, modliłem się w domu, uczestniczyłem w świętach i przyjmowałem komunie żeby być ,,czysty’’ w te dni i wcale nie sprawiało mi to problemu. Lecz od około dwóch lat wszystko się zmieniło, na religii nie jednokrotnie słyszałem z ust księdza, że wiara bez uczynków czyli w tym przypadku chodzenia do kościoła jest bez sensu, więc postanowiłem zerwać modlitwy, spowiedź itp. Nie zmieniło się tylko to, zacząłem poznawać jaki jest ten świat, analizować, naczytałem się bardzo dużo o motywacji, wierze w siebie o życiu w zgodzie ze sobą w skrócie stałem się bardzo świadomy, dostrzegam, rozumiem bardzo dużo rzeczy, jestem otwarty i zamieniłem wiarę Boga na wiarę w siebie. Dzięki tym zmianom każdy założony cel realizuję i jestem z siebie dumny. Mój aktualny pogląd na wiarę jest taki, że ani nie neguję, że On istnieje ani nie mówię, że istnieje, staram się wszystko logicznie wytłumaczyć co sprzecza się niestety z religią, oczywiście nie miałbym problemu żeby iść do kościoła, uczestniczyć w świętach czy sakramentach, ponieważ robię to bo jestem otwarty i nic nie neguję. To teraz może trochę o mojej dziewczynie, pochodzi ona z bardzo wierzącej, wielodzietnej rodziny, sama taka jest, modli się codziennie, uczestniczy we wszystkich świętach, opisałbym bardziej ale po prostu nie wiem jak to do końca wygląda bo nie mam pojęcia, w skrócie jest bardzo wierząca. Na początku związku wiadomo jak to jest, opisałem jej moją sytuacje a ona swoją, oznajmiliśmy sobie, że różnica wiary nas nie poróżni. Miesiące mijały, wszystko się bardzo dobrze układało, w tym czasie byłem chrzestnym, oczywiście spowiedź i wszystko bez problemów bo jak mówiłem nie mam z tym problemu, później jakiś roczek i msza w kościele też bez problemów. W związku jak w związku wiadomo całowanie, bardziej namiętne całowanie, dotykanie ciała ( bez przodu i piersi). Warto dodać, że ona nie jest biegła w sprawach seksualności, o samo zaspokajaniu nie ma mowy, w przeciwieństwie do mnie. Po pewnym czasie musi się nawinąć temat religii, planów na przyszłość. Wiadomo, ona chce czekać z seksem do ślubu ponieważ uważa, że to ważna cnota, lecz nie jestem przekonany czy tylko z tego powodu czy głównie nie stoi za tym wiara. Dużo mówiliśmy o kompromisach, bo jestem w stanie chodzić z nią do kościoła oraz uczestniczyć w tym wszystkim bo to nie problem ale chciałbym żeby było to dwustronne, np. ja chodzę i uczestniczę a seks zaczniemy może nie po ślubie tylko jakoś przed. Według mnie kompromisy w takich związkach są najważniejsze i jestem do nich chętny ale ona chce czekać do ślubu i koniec. I tu nie chodzi o to co wiele osób sobie pomyśli, że chodzi mi tylko o seks, mi on nie jest potrzebny w tym momencie ale patrzę w przyszłość czyli za kilka lat, uważam, że seks jest częścią związku i też jest potrzebny aby poznać się też na tej płaszczyźnie przed ślubem, bo skoro się kochamy i chcemy być ze sobą i mamy już jakiś dłuższy staż to czemu tego nie spróbować? No więc po długich rozmowach uznaliśmy, że poczekamy, oczywiście mam nadzieję, że trochę szybciej zaczniemy ale nie to jest tu głównym tematem, bo jak napisałem mogę poczekać, lecz nie wiem co mam myśleć o reszcie zakazów czy zasad kościelnych np. antykoncepcja czy seks tylko dla dzieci a nie dla przyjemności. Boję się po prostu, że ona będzie wolała żyć w zgodzie i miłości z Bogiem i będzie wolała tego wszystkiego przestrzegać niż żyć w zgodzie ze mną. Wiadomo jak to jest , że każdy ma inne podejście do wiary i zasad ale uważam, że wszystko z umiarem, nawet wiara. Nie chcę po części takiego związku w którym ona jest uznawana za tą dobrą bo wierzy a ja za tego złego bo nie tak nie jest, uważam się za dobrego z natury stąd we mnie chęć rozwiązywania takich sporów pokojowo. Warto dodać, że zawsze podczas rozmowy o religii i jej zakazach ona się złości i na końcu obraża bo uważa mnie chyba za swojego wroga. Jestem zagubiony bo nie wiem czy ten związek będzie owocny z takim podejściem, że ,,ja wierzę to będzie jak ja chcę’’, nie chcę zrywać bo ją niesamowicie kocham i chcę z nią być i jakby nie ta różnica wiary to było by idealnie. Wiem, wielu powie ,,jeśli kochasz to poczekasz’’ i wiele innych ale czy w związku nie chodzi, aby się nawzajem uzupełniać a nie żeby tylko jedna strona dyktowała warunki? Więc podsumowując, boję się, że pomimo jej zastrzeżeń, że nie przestrzega wszystkich tych zasad, jednak będą one obecne i w moim odczuciu mogą utrudniać ,,normalne’’ funkcjonowanie a małżeństwo ma być chyba wspólnym dobrem, luzem i szczęściem? Chciałbym żeby ona też umiała poświęcić swoje zasady tak jak ja chcę poświęcać dla kompromisu siebie. Proszę o zrozumienie i logiczne wypowiedzi bo gubię się w tym wszystkim. Jeśli są jakieś pary z podobnymi przeżyciami to proszę o kontakt. Pozdrawiam :/
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Kolego, okazjonalnym męczennikiem dla uczuć i cielesnych przyjemności można być,
co nie znaczy, że zawsze i każdym kosztem warto. Męczennkiem za czyjąś wiarę/obrządek
i pochodzące stąd obyczajowe niezgodności - sam sobie musisz odpowiedzieć. Ja uważam,
że nie, ale niczego nie radzę. I dziwię się, że szukasz rady tutaj - ja bym się 
konsultował z bliskimi znajomymi i rodziną, ew. psychologiem.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Kolego, okazjonalnym męczennikiem dla uczuć i cielesnych przyjemności można być,
>co nie znaczy, że zawsze i każdym kosztem warto. Męczennkiem za czyjąś wiarę/obrządek
>i pochodzące stąd obyczajowe niezgodności - sam sobie musisz odpowiedzieć. Ja uważam,
>że nie, ale niczego nie radzę. I dziwię się, że szukasz rady tutaj - ja bym się 
>konsultował z bliskimi znajomymi i rodziną, ew. psychologiem.
>
Ja już nie wiem co mam robić, jestem potwornie rozdarty i mam doła, nie chcę jej stracić bo ją bardzo kocham ale z drugiej strony te całe zasady religijne bardzo ograniczają relacje itd. :/
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Widzę tu kilka wyjść. Przede wszystkim:

(a) status quo.

(b) powoli coś zmieniasz.

W przypadku (a) odpowiedziałbym sobie na pytanie, kto i ile tu
"zyskuje", a kto i ile "traci". Kto w związku czuje się średnio
rzecz biorąc lepiej? Dlaczego? Jak czuje się z tym ta "lepiej
czująca się" strona? Czy akceptuje ten stan i ten pkt widzenia,
czy twierdzi inaczej? I jak najwięcej rozmawiać. Nie w sensie
"wiercenia dziury w brzuchu"...

Z mojego doświadczenia - parę razy usłyszałem, że jestem szczególarzem
i nie ma co dywagować. Dziś wniosek wydaje się prosty - spadać jak
najszybciej, bo to ostatecznie moja potrzeba podywagować, bo bez
tego trochę nie wiadomo, na czym się stoi. A że wraz z wiekiem coraz
łatwiej odróżniać zakochanie od miłości - osobna kwestia.

Zresztą bywa też odwrotnie - dawno temu była gdzieś obok para,
która wyłącznie rozmawiała i okazjonalnie trzymała się za łapki
i po 2-3 latach czegoś takiego babka faceta zostawiła i w miarę
"za chwilę" była z kolegą z liceum, a było to prawie 10 lat po
maturze... Porzucony znalazł sobie kogoś, obie pary żyją długo
i szczęśliwie.

(b) - chyba większość zarysowałem poprzednio. Obcy mogą dać głos, ale
nie wiem, czy warto go traktować jako ważący/rozstrzygający.

Aha, (c) - ale tu nie wróżyłbym powodzenia - czyli postawienie sprawy na
ostrzu noża, tj. "albo ja albo kościół/obrządek/lęk przed rodziną". Tylko
to może być po kilkakroć przykre. Chyba jako środek ostateczny.

Na koniec jeszcze jedno, niech będę przeklęty. Obejrzyj w dobrym
nastroju "Testosteron". Tak ze 2-3 razy. Tak, miejscami prostackie i
wredne, ale pozwala popatrzeć na to wszystko z dystansu. Osobiście
żałuję, że nie miałem tego typu odskoczni, kiedy sam miałem tego
typu problemy.
29-11-2017 20:33 
 Ocena 1 na 1
szarley (54911 punktów)
Doprawdy sądzisz, że obcy, całkiem nieznani ludzie poradzą Ci pomóc?
Mogą Cię wysłuchać, poużalać się nad Tobą, powspółczuwać Ci, ale nikt Ci niczego mądrego nie doradzi. Nikt nie zna Twoich kłopotów, a nie opiszesz ich w jednym wpisie, a Ty nie znasz kompetencji, życiowego doświadczenia doradców. Nawet nie wiesz czy Ci dobrze życzą...


Dyktaturze sprzeciwiają się tylko ludzie mający potrzebę wolności. Łańcuchowy burek nie czuje tej potrzeby
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Widać, że masz swojego rozmówcę za idiotę, a on ma już 18 lat, więc zapewne jest nauczony, że chodzi o wartość tych rad, a nie o to kto mu co życzy i jakie ma intencje. Autorytety są dla idiotów. Czasem sprawa jest jednoznaczna i wystarczy słowo-klucz by dobrze doradzić. I uprzedzając kontratak podam od razu przykład, w którym wiedziałbyś od razu co doradzić po słowach-kluczach. Kobieta zakłada wątek, że jej mąż gwałci córkę, która jest jego konkubiną, ale ona go kocha, więc nie chce go wydać i co ma robić. I zadaje pytanie czy go rzucić i zgłosić sprawę na policję. Odpowiedź jest podobnie oczywista jak w sytuacji z wiarą.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
29-11-2017 22:17 
 Ocena 1 na 1
wwnf (2790 punktów)
(zablokowany)
Bredzisz. Przestań.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Milcz trollu. Tym wpisem bez argumentów tylko potwierdzasz, że mam rację, a twoje emocjonalne reakcje nie dziwią - to reakcje przegranego.

"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Cześć, muszę spytać o radę bo pomimo przeczytania dużej ilości artykułów i rozmów wciąż do końca nie wiem co mam zrobić. Mam 18 lat, od kilku miesięcy jestem w związku z bardzo wierzącą dziewczyną, która też ma 18 lat.

Zerwij z nią natychmiast. Nie przerzucisz jej na właściwą stronę, tak jak nie nauczysz konia grać w szachy. Szkoda zachodu, a w wieku 18 lat i tak rzadko tworzy się związek na całe życie.

>Moi rodzice również wierzą, pomimo pracy nawet w niedzielę starają się
>chodzić do kościoła, we wszystkich świętach uczestniczą ale nie mają bardzo restrykcyjnego podejścia i czasami nie pójdą bo przecież są ludźmi i mają wolną wolę.

Postaraj się jak najszybciej wyprowadzić od rodziców.

>zamieniłem wiarę Boga na wiarę w siebie

Zamienił stryjek...

Weź to teraz zamień na racjonalny sceptycyzm


"Prawda nigdy nie triumfuje - wymierają tylko jej przeciwnicy." - Max Planck
Wera (1540 punktów)
Masz dopiero 18 lat, w tym wieku nie myśl o ślubie. Za kilka lat będziesz innym człowiekiem, gwarantuję, i możesz nagle obudzić się obok obcej ci osoby.

Jeśli brać ślub, to tylko po trzydziestce, dopiero wtedy człowiek ma jako takie pojęcie o sobie i o życiu.
30-11-2017 08:09 
 Ocena 4 na 4
romaro (25211 punktów)
>Jeśli brać ślub, to tylko po trzydziestce, dopiero wtedy człowiek ma jako takie pojęcie o sobie i o życiu.
Facet bywa po czterdziestce głupi, a im starszy tym mniej reformowalny. Dzisiaj, po latach, mogę powiedzieć bez ogródek, że nie wiem czy bym kiedykolwiek dojrzał gdyby nie żona.
A moja uwaga jest tylko jedna - nie sposób być w małżeństwie w którym łoże dzielimy z bogiem. Trójkąty nie służą. Ludzie młodzi, z racji temperamentu, zwykle nie mają z tym problemu, a jeżeli już na samym początku on istnieje to znaczy, że to jeszcze jest nie to.
diogenes (42753 punktów)
>Na początku związku wiadomo jak to jest...

Był jakiś początek związku? Co was związało, czy też spętało?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
farmer (22440 punktów)

> Dużo mówiliśmy o kompromisach,
>bo jestem w stanie chodzić z nią do kościoła oraz uczestniczyć w tym wszystkim bo to nie problem ale
>chciałbym żeby było to dwustronne, np. ja chodzę i uczestniczę a seks zaczniemy może nie po ślubie
>tylko jakoś przed. Według mnie kompromisy w takich związkach są najważniejsze i jestem do nich
>chętny ale ona chce czekać do ślubu i koniec.

To już sobie odpowiedziałeś.

To nie tak że temat jest przegrany. Da się z tym żyć. Ale założę się o browara że odbębnisz wszystko co "religijne".....i możesz sobie być "ateistą tzw." tylko bez ostentacyjnej manifestacji.

Inna opcja jest taka że szarpiesz się przy byle okazji a i tak nic z tego.
Wiesz chrzty religia w szkole...nawet nie wiesz (ja wiem )

Jest mała szansa że urabiasz temat latami.....ale trwa to tyle czasu że potem już nie wiadomo po co.

Nie ma co ci radzić dopóki nie zejdzie ci oksytocyna i tak jesteś ślepy z miłości
vifix (2315 punktów)
>Warto dodać, że zawsze podczas rozmowy o religii i jej zakazach ona się złości i na końcu obraża

Abstrahując od religii już z tego powodu powinieneś ulotnić się z tego związku. Nie ma niczego gorszego niż dziewczyna myśląca, że ma być zawsze tak jak ona chce i kropka.
A to, że ją kochasz to nie ma znaczenia bo "miłość" to tylko chemia, za jakiś czas Ci przejdzie.
Irracja (4721 punktów)
... była by idealną żoną dla księdza. Gdyby tylko nie ten celibat(?!)...


... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
darlove (2804 punktów)
Mialem podobny przypadek... Wiem, ze i tak nie posluchasz tej rady : Odpusc sobie. Zwiazek z kobieta, ktora jest swiecka zakonnica, bedzie ci coraz bardziej ciazyl. Az w koncu ja znienawidzisz. Nie trac zycia, kolego, bo ono krotkie jest. A milosc - jak to juz tutaj zostalo trafnie powiedziane - jest tylko chemia. Potem pozostaje, jesli wszystko jest OK, przywiazanie i szacunek (czesto nawet to sie ulatnia, a pozostaje po prostu obojetnosc). Ta tzw. "milosc" istnieje tylko po to, aby dwoje osobnikow moglo wyprodukowac nastepny egzemplarz i doprowadzic go do momentu, kiedy bedzie on mogl - coz za banal - powielic zachowanie swoich stworzycieli. I tak sie to kreci od milionow lat...

Lepiej jest z mądrym zgubić, niż z głupim znaleźć.
Starog-Chrystus-Howgh (359 punktów)
Jakikolwiek związek, a w tym przypadku mężczyzny i kobiety, bez wiary nie może istnieć,
to ... awykonalne.

Każdy związek wymaga wiary !!!
Opisany problem zasadniczo sprowadza się do braku umienia rozróżniania pojęć /Wiara - Religia/ lub /Wiara vs Religia/.

Wiara, to subiektywna ocena prawdopodobieństwa tego, co w przyszłości. Zatem taki stan umysłu/świadomości, który poprzedza stan uzyskania wiedzy.

Religia, to zestaw nakazów i /lub/ zakazów wymyślonych przez człowieka aby ogłupić i przez to podporządkować sobie innego człowieka ... lub człowieków.
(gatunek Homo sapiens sapiens jest zazwyczaj odporny na tego wirusa).

Niestety własnym staraniem musisz dojść do tego jak się określić. Czy jesteś Homo sapiens?, czy Homo sapiens sapiens?

Być może pomocnym w tym, jakże trudnym wyborze będą niżej zapodane dwa proste pytania, oparte o dwa proste przykłady ... z życia wzięte?
--- Jesteś na finale Mundial 2018 ---
mecz - Polska vs Niemcy: pytasz kibica obok ... kto wygra?
Kibic odpowiada - wierzę, że wygra Polska i wierzę, że wygrają Niemcy.
---------- jak ocenisz takie ... wyznanie wiary?

Ja, uważając się za Homo sapiens sapiens uważam, że powyższe wyznanie jest totalną brednią.
Tak samo oceniam katolickie wyznania wiary np.[...] "który z ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami" , a ok. 5 min potem, że z matki jest zrodzony 25 grudnia nieco ponad 2000 lat temu, czyli że jednak nie przed wszystkimi wiekami.

Jeżeli jest wola /lub/ potrzeba aby ciągnąć dyskusję dalej... chętnie się zaangażuję.
Tylko po co, skoro Agnosiewicz publicznie przyznał, że dla tych bredni nie ma alternatywy.
.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Jakikolwiek związek, a w tym przypadku mężczyzny i kobiety, bez wiary nie może istnieć,
>to ... awykonalne.
>Każdy związek wymaga wiary !!!
>Opisany problem zasadniczo sprowadza się do braku umienia rozróżniania pojęć /Wiara - Religia/ lub /Wiara vs Religia/.
>Wiara, to subiektywna ocena prawdopodobieństwa tego, co w przyszłości. Zatem taki stan umysłu/świadomości, który poprzedza stan uzyskania wiedzy.
>Religia, to zestaw nakazów i /lub/ zakazów wymyślonych przez człowieka aby ogłupić i przez to podporządkować sobie innego człowieka ... lub człowieków.
>(gatunek Homo sapiens sapiens jest zazwyczaj odporny na tego wirusa).
>Niestety własnym staraniem musisz dojść do tego jak się określić. Czy jesteś Homo sapiens?, czy Homo sapiens sapiens?
>Być może pomocnym w tym, jakże trudnym wyborze będą niżej zapodane dwa proste pytania, oparte o dwa proste przykłady ... z życia wzięte?
>--- Jesteś na finale Mundial 2018 ---
>mecz - Polska vs Niemcy: pytasz kibica obok ... kto wygra?
>Kibic odpowiada - wierzę, że wygra Polska i wierzę, że wygrają Niemcy.
>---------- jak ocenisz takie ... wyznanie wiary?
>Ja, uważając się za Homo sapiens sapiens uważam, że powyższe wyznanie jest totalną brednią.
>Tak samo oceniam katolickie wyznania wiary np.[...] "który z ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami" , a ok. 5 min potem, że z matki jest zrodzony 25 grudnia nieco ponad 2000 lat temu, czyli że jednak nie przed wszystkimi wiekami.
>Jeżeli jest wola /lub/ potrzeba aby ciągnąć dyskusję dalej... chętnie się zaangażuję.
>Tylko po co, skoro Agnosiewicz publicznie przyznał, że dla tych bredni nie ma alternatywy.
>.
>
Tu też nie chodzi o to, że ona jest nie wiadomo jak święta, wierzy w Boga, chodzi do kościoła itp. ale nie ma oporów np. z całowaniem się. Trochę czasu temu mówiła, że przez ocieranie się podczas całowania ma wyrzuty sumienia, podczas następnego spotkania unikałem tego i było tylko całowanie ale jak się żegnaliśmy to widziałem, że bardzo tego chciała i przy każdym całowaniu tego próbuje, jednak kobieta pozostanie kobietą,
Starog-Chrystus-Howgh (359 punktów)
>Tu też nie chodzi o to, że ona jest nie wiadomo jak święta, wierzy w Boga, chodzi do kościoła itp. ale nie ma oporów np. z całowaniem się. [...]

Achh, no teraz już wszystko jasne. Ona chce się całować, ale nie chce się bzykać!
Najpewniej dlatego, że boi się ożywionego nieboszczyka INRI i/lub sług jego, którzy to wyraźnie zabraniają bzykania przed wydaniem (no i opłaceniem) zezwolenia, powagą kościoła wzmocnionego.

Przyjacielu ... moim zdaniem są tylko dwa wyjścia z tej, jakże zagmatwanej, sytuacji:
- pierwsze primo: musisz przekonać laskę, że nie ma się czego obawiać albowiem nieboszczyk INRI (o ile istniał), to już od co najmniej 2000 lat nieboszczykiem jest i szkody/krzywdy zrobić nie może.
- drugie primo: musisz zrezygnować z bzykania do czasu ... powagą kościoła wzmocnionego.

Ta druga opcja z oczywistych względów wydaje się mało atrakcyjna - (wierzaj mi, znam ten ból gdy z rańca kolba się grzeje, a obok nikogo, kto by w cierpieniu pomógł mógł) - aczkolwiek wielu tak właśnie żyje ... i sobie chwali jeszcze.

Bierz przykład z DudyAndrzeja - maliniakiem zwanym. Facet wszystko przyjmuje ... na "klate".
.
Bierz przykład z uczestników tego ... forum? - Oni/My też wszystko bierzemy na klate.
=
Berrul (16 punktów)
Dla mnie sprawa jest ewidentna i prosta. Wiara powinna pozostawać sprawą czysto personalną i wręcz intymną. A tutaj macie problem bo miało nie być w tej kwestii kłopotów a jednak są, mało tego zaczynają kształtować Wasz związek. Jeśli nie da się tej sprawy przeskoczyć lub wypracować z dziewczyną konsensusu to po co sztucznie ten związek podtrzymywać? Jeśli już teraz jest taki problem dla którego nie ma rozwiązania to później tym bardziej znajdą się inne. Nie pasujecie do siebie i tyle. Prosta odpowiedź. Tutaj nie ma co siebie oszukiwać ani też tkwić w takim położeniu bo więcej bólu przyniesie to Wam obojgu.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Dla mnie sprawa jest ewidentna i prosta. Wiara powinna pozostawać sprawą czysto personalną i wręcz intymną. A tutaj macie problem bo miało nie być w tej kwestii kłopotów a jednak są, mało tego zaczynają kształtować Wasz związek. Jeśli nie da się tej sprawy przeskoczyć lub wypracować z dziewczyną konsensusu to po co sztucznie ten związek podtrzymywać? Jeśli już teraz jest taki problem dla którego nie ma rozwiązania to później tym bardziej znajdą się inne. Nie pasujecie do siebie i tyle. Prosta odpowiedź. Tutaj nie ma co siebie oszukiwać ani też tkwić w takim położeniu bo więcej bólu przyniesie to Wam obojgu.
>
Łatwo mówić, że lepiej zerwać bo nie pasujemy do siebie ale taka prawda, że to jest jedyna rzecz w której się nie ,dogadujemy'. W sobotę będziemy o wszystkim poważnie rozmawiać, jakieś rady jak rozegrać to, żeby jednak nie wyrzucić a naprawić?
13-12-2017 18:23 
 Ocena 1 na 1
Berrul (16 punktów)
>Łatwo mówić, że lepiej zerwać bo nie pasujemy do siebie ale taka prawda, że to jest jedyna rzecz w której się nie ,dogadujemy'. W sobotę będziemy o wszystkim poważnie rozmawiać, jakieś rady jak rozegrać to, żeby jednak nie wyrzucić a naprawić?

Po prostu bądź szczery i otwarcie powiedz co Ci nie pasuje a później wspólnie szukajcie rozwiązania. Albo wybierze Ciebie i pójdzie na ustępstwa, albo jednak przy wierze zostanie. Przynajmniej będziesz mieć pewność w jaką stronę zmierza ten związek. Nie ma sensu snuć domysłów czy czegokolwiek zatajać. Ostateczna jeszcze opcja taka, że to jednak Ty zrezygnujesz ze swych poglądów
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>>Łatwo mówić, że lepiej zerwać bo nie pasujemy do siebie ale taka prawda, że to jest jedyna rzecz w której się nie ,dogadujemy'. W sobotę będziemy o wszystkim poważnie rozmawiać, jakieś rady jak rozegrać to, żeby jednak nie wyrzucić a naprawić?
>Po prostu bądź szczery i otwarcie powiedz co Ci nie pasuje a później wspólnie szukajcie rozwiązania. Albo wybierze Ciebie i pójdzie na ustępstwa, albo jednak przy wierze zostanie. Przynajmniej będziesz mieć pewność w jaką stronę zmierza ten związek. Nie ma sensu snuć domysłów czy czegokolwiek zatajać. Ostateczna jeszcze opcja taka, że to jednak Ty zrezygnujesz ze swych poglądów
>
Mam nadzieję, że sobota przyniesie oczekiwany efekt i wszystko się ułoży, może w końcu zrozumie, że ma za bardzo fanatyczne podejście do religii i coś da się z tym zrobić
Irracja (4721 punktów)
>>Łatwo mówić, że lepiej zerwać bo nie pasujemy do siebie ale taka prawda, że to jest jedyna rzecz w której się nie ,dogadujemy'. W sobotę będziemy o wszystkim poważnie rozmawiać, jakieś rady jak rozegrać to, żeby jednak nie wyrzucić a naprawić?

... pamiętaj, że decydujesz się na "trudny związek". Pytanie jest proste, czy to Wy (w dwójkę) będziecie tworzyć rodzinę? Czy też będzie to rodzina "trzy osobowa" z księdzem w roli "kandelabra w sypialni" (i nie tylko w sypialni)?...

... życzę powodzenia w rozmowie. Zerwanie to najłatwiejsze, lecz nie najlepsze wyjście. W sumie, zerwanie zniszczy coś pięknego, no i odciśnie się na Was samych. Z drugiej strony, taki związek to naprawdę wielkie wyzwanie, dla Was obojga. I sprawa "seksu przedmałżeńskiego" wcale do tych najtrudniejszych spraw nie należy. Miłość potrafi dużo zaakceptować, ale nie wszystko...

... nauka jest nienawistna teizmowi, gdyż prowadzi do deizmu. A ten wyklucza wpływ "Boga i kleru" na życie doczesne...
Rova (234 punktów)
Jakby ci to powiedzieć. Problem polega na tym co ty właściwie chcesz od życia? Przede wszystkim pamiętaj, że dzieci to ogromny obowiązek i jak już się pojawią to musisz się im poświęcić - zapomnij o odkrywaniu siebie i świata jak masz dzieci. No chyba, że chcesz być rodzicem na pół gwizdka. Moja rada - ze ślubem i dziećmi to dopiero tak 25 lat na karku jak masz. I przygotuj się do tego porządnie.

Z dziewczyną powiem ci tak. Nie jesteś mną a do tego jesteś młody. Wiele rzeczy pewnie jeszcze się o sobie dowiesz - wstrzymaj się z poważniejszymi ruchami do momentu, aż zobaczysz trochę świata i siebie.

Ale mam dla ciebie radę. Cokolwiek zrobisz - zrób to zgodnie ze sobą oraz uczciwie.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Jakby ci to powiedzieć. Problem polega na tym co ty właściwie chcesz od życia? Przede wszystkim pamiętaj, że dzieci to ogromny obowiązek i jak już się pojawią to musisz się im poświęcić - zapomnij o odkrywaniu siebie i świata jak masz dzieci. No chyba, że chcesz być rodzicem na pół gwizdka. Moja rada - ze ślubem i dziećmi to dopiero tak 25 lat na karku jak masz. I przygotuj się do tego porządnie.
>Z dziewczyną powiem ci tak. Nie jesteś mną a do tego jesteś młody. Wiele rzeczy pewnie jeszcze się o sobie dowiesz - wstrzymaj się z poważniejszymi ruchami do momentu, aż zobaczysz trochę świata i siebie.
>Ale mam dla ciebie radę. Cokolwiek zrobisz - zrób to zgodnie ze sobą oraz uczciwie.
Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
14-12-2017 21:17 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
No to zmień dziewczynę, albo przekonaj obecną, że jesteś ważniejszy od jej religii.

Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...

( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>>Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
>No to zmień dziewczynę, albo przekonaj obecną, że jesteś ważniejszy od jej religii.
>Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
>
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.

Jakieś porady żeby ona nie traktowała mnie jako kogoś kto chce ją odciągnąć od ,boga' tylko jako człowieka który chce jej racjonalnie wytłumaczyć sytuacje.
16-12-2017 03:14 
 Ocena 1 na 1
Rova (234 punktów)
>>>Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
>>No to zmień dziewczynę, albo przekonaj obecną, że jesteś ważniejszy od jej religii.
>>Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
>>
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.

>Jakieś porady żeby ona nie traktowała mnie jako kogoś kto chce ją odciągnąć od ,boga' tylko jako człowieka który chce jej racjonalnie wytłumaczyć sytuacje.

Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza. Spytaj ją jak sobie wyobraża wasz związek. Powiedz jak ty go sobie wyobrażasz. Jeśli nic się z tym zrobić nie da - to albo zrezygnuj z niej - albo z siebie. Może to cena, jaką musisz zapłacić by z nią być? A może to poświęcenie na jakie ona się musi zdobyć by być z tobą? Ile warta jest miłość nie poddana próbie? Masz przekichane. A psik!
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>>>>Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
>>>No to zmień dziewczynę, albo przekonaj obecną, że jesteś ważniejszy od jej religii.
>>>Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...
>>>
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.

>>Jakieś porady żeby ona nie traktowała mnie jako kogoś kto chce ją odciągnąć od ,boga' tylko jako człowieka który chce jej racjonalnie wytłumaczyć sytuacje.
>Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza. Spytaj ją jak sobie wyobraża wasz związek. Powiedz jak ty go sobie wyobrażasz. Jeśli nic się z tym zrobić nie da - to albo zrezygnuj z niej - albo z siebie. Może to cena, jaką musisz zapłacić by z nią być? A może to poświęcenie na jakie ona się musi zdobyć by być z tobą? Ile warta jest miłość nie poddana próbie? Masz przekichane. A psik!
>
Dzięki za wszystkie odpowiedzi, mam nadzieję, że pomogą, jeśli ktoś ma jeszcze coś to śmiało
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza.
Rozjusza, bo ich ośmiesza.

Cza być oszczędnym.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>>Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza.
>Rozjusza, bo ich ośmiesza.
>
Cza być oszczędnym.

Dokładnie
chętnie racjonalistka (29094 punktów)

>>>Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza.
>>Rozjusza, bo ich ośmiesza.
>Dokładnie
"Logika - rozjusza, bo ośmiesza" - takie coś byłoby dobre jako hasło na ateistycznym billboardzie. Dosadne, ale przecież nikogo konkretnego nie stygmatyzujące.

No chyba, że ktoś się pochwałą logiki rozjuszy na ochotnika...

Cza być oszczędnym.
Rova (234 punktów)
>>>>Wiara to drażliwa sprawa. Lepiej na jej temat się nie sprzeczać. Logika zwykle ich rozjusza.
>>>Rozjusza, bo ich ośmiesza.
>>Dokładnie
>"Logika - rozjusza, bo ośmiesza" - takie coś byłoby dobre jako hasło na ateistycznym billboardzie. Dosadne, ale przecież nikogo konkretnego nie stygmatyzujące.
>No chyba, że ktoś się pochwałą logiki rozjuszy na ochotnika...

Rozjusza bo sprawia im ból i wywołuje strach. Odbierają to jako atak bo podważanie wiary (a więc zmuszenie do gwałtownej zmiany) jest bolesne - a przyczyną tego bólu jest osoba, z którą rozmawiają. Więc logicznym jest to, że wściekamy się na tą osobę (przyczynę), która nas krzywdzi - a zatem najprawdopodobniej atakuje. Pamiętam jak to jest być wierzącym. Z wiarą jest jak z byciem rybą. Przyjemnie się mieszka w jeziorze i pływa - po co wybierać się na powierzchnię? A niech ktoś broń Boże cię wyciągnie z wody! Lub uświadomi, że jeziora mogłoby wcale nie być.
Duch Prawdy (14787 punktów)
>>>Chcę normalnego związku w którym dwoje ludzi są dla siebie najważniejsi i w którym nie ma sztucznych ograniczeń
>>No to zmień dziewczynę, albo przekonaj obecną, że jesteś ważniejszy od jej religii.
>Jakieś porady żeby ona nie traktowała mnie jako kogoś kto chce ją odciągnąć od ,boga' tylko jako człowieka który chce jej racjonalnie wytłumaczyć sytuacje.
Ona jest zindoktrynowana, szansa, że jej racjonalnie wytłumaczysz jest jak jeden do miliona. Przestań się jej podkładać i robić z siebie niewolnika, nie chodź z nią do kościoła, niech sama łazi, nie gadaj z nią o jej religii i bogu, ŻYJ jak chcesz, a ona sama pokaże, czy chce być z Tobą, czy z marionetką, którą sobie wystruga. No i popatrz na siebie, bo na razie to sam zrobiłeś z siebie marionetkę, nie wierzysz, ale do spowiedzi chodzisz i chrzestnym zostałeś...

Duch Prawdy... człowiek trzeciego sortu...


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
vanpit (7 punktów)
Ja Ci powiem chłopie tak. Piszę do Ciebie z perspektywy x2, żona, dziecko etc. Ty masz dopiero 18 lat, w zasadzie jesteś jeszcze dzieckiem. Jednak wchodzisz pomału w dorosłość, a już na pewno w dojrzałość (płciową). Cisną Cię hormony, wszędzie to widać w Twojej wypowiedzi. Twoja dziewczyna jest również jeszcze dzieckiem - umysłowo - tak jak Ty. Piszesz o przyszłym życiu, ślubie, rodzinie a mieszkasz z rodzicami. Nie masz bladego pojęcia o czym mówisz, zwyczajnie masz ochotę "zakisić ogóra" ponieważ jak już napisałem - cisną Cię hormony. Prawda jest taka, że nikt, łącznie z Wami nie ma pojęcia co jeszcze z waszym tzw. związkiem będzie w przyszłości. Są spore szanse na to, że nie przetrwa w miarę jak będziecie dorastać. Sądzę, że Twoja dziewczyna po prostu nie jest jeszcze gotowa na rozpoczęcie życia płciowego. Być może ta jej "wiara" jest zwyczajnie wymówką, aby nie zaczynać tego czego jeszcze po prostu nie chce. Należy zrozumieć, że seks jest dla ludzi odpowiedzialnych. Małolaty jakimi jesteście kończą zadziwiająco często z niechcianą ciążą i na utrzymaniu swoich rodziców co rozsypuje ich plany życiowe w pył. Uwierz mi, dziecko to nie zabawa. Dam Ci kilka rad w związku z tym, choć wiem, że i tak zrobisz co Ci się będzie podobało będąc w świętym przekonaniu, że jesteś super dorosły i wszystko wiesz. Po pierwsze odpuść sobie kiszenie ogóra na siłę. Jeśli to ma przyjść to przyjdzie. Przestań męczyć tę dziewczynę tymi "poważnymi rozmowami" bo jaki by to nie był powód z jej strony to nie jest to ewidentnie jej czas. Po drugie nie traktuj tak serio tego waszego "związku". Zapomnij na obecnym etapie o jakimkolwiek ślubie. Skończ szkołę, naucz się pracy, wyprowadź z domu, zarób pierwszą pensję, zapłać pierwsze rachunki, utrzymaj siebie samodzielnie i niech Ci jeszcze zostaje na hipotetyczną rodzinę - wtedy będziesz myślał o ślubach. Na razie powinieneś się cieszyć życiem, uczyć i bawić póki możesz. Po trzecie - to nie musi być ta dziewczyna. Nie mówię tu, że masz z nią nagle zrywać. Po prostu nie wiesz jeszcze co będzie w twoim życiu i kto się jeszcze w nim pojawi - ani w jej. Daj sobie luz i skończ te żałosne historie o idealnym dopasowaniu. Kiedyś sam się będziesz śmiał z tego jakie głupoty mogłeś tu wypisywać. Podsumowując - poćwicz w sobie umiejętność dystansu spojrzenia i dawania sobie spokoju kiedy to należy zrobić. Na razie masz cały Internet pań z nazwiskiem "h264" a rozdziewiczenie jeszcze nastąpi w swoim własnym czasie.

Ps. Jeszcze Ci dam jedną kluczową radę. Nie nadskakuj dziewczynie non stop. Nie roztaczaj otoczki o tym jak wspaniałym będziesz mężem, jak ją kochasz i tym podobne bzdety. Jesteście "razem" dopiero kilka miesięcy jak sam powiedziałeś. To nie ten czas. Miej też swoje życie i zainteresowania. Nie lataj na każde skinienie i nie wykonuj, nawet wbrew sobie, każdego polecenia i zachcianki. Nie rób z niej całego swojego świata a już szczególnie po to, żeby dobrać się do jej tyłka. Daj jej miejsce na inicjatywę. Im bardziej będziesz cisnął tym bardziej będziesz trzymany na dystans. Dziewczyny, szczególnie w tym wieku instynktownie nie lubią klakierów. To się sprawdzi 100% - zobaczysz. Jeśli zrobisz odwrotnie daję gwarancję, że nigdy nie dostaniesz od niej tego co chcesz.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Ja Ci powiem chłopie tak. Piszę do Ciebie z perspektywy x2, żona, dziecko etc. Ty masz dopiero 18 lat, w zasadzie jesteś jeszcze dzieckiem. Jednak wchodzisz pomału w dorosłość, a już na pewno w dojrzałość (płciową). Cisną Cię hormony, wszędzie to widać w Twojej wypowiedzi. Twoja dziewczyna jest również jeszcze dzieckiem - umysłowo - tak jak Ty. Piszesz o przyszłym życiu, ślubie, rodzinie a mieszkasz z rodzicami. Nie masz bladego pojęcia o czym mówisz, zwyczajnie masz ochotę "zakisić ogóra" ponieważ jak już napisałem - cisną Cię hormony. Prawda jest taka, że nikt, łącznie z Wami nie ma pojęcia co jeszcze z waszym tzw. związkiem będzie w przyszłości. Są spore szanse na to, że nie przetrwa w miarę jak będziecie dorastać. Sądzę, że Twoja dziewczyna po prostu nie jest jeszcze gotowa na rozpoczęcie życia płciowego. Być może ta jej "wiara" jest zwyczajnie wymówką, aby nie zaczynać tego czego jeszcze po prostu nie chce. Należy zrozumieć, że seks jest dla ludzi odpowiedzialnych. Małolaty jakimi jesteście kończą zadziwiająco często z niechcianą ciążą i na utrzymaniu swoich rodziców co rozsypuje ich plany życiowe w pył. Uwierz mi, dziecko to nie zabawa. Dam Ci kilka rad w związku z tym, choć wiem, że i tak zrobisz co Ci się będzie podobało będąc w świętym przekonaniu, że jesteś super dorosły i wszystko wiesz. Po pierwsze odpuść sobie kiszenie ogóra na siłę. Jeśli to ma przyjść to przyjdzie. Przestań męczyć tę dziewczynę tymi "poważnymi rozmowami" bo jaki by to nie był powód z jej strony to nie jest to ewidentnie jej czas. Po drugie nie traktuj tak serio tego waszego "związku". Zapomnij na obecnym etapie o jakimkolwiek ślubie. Skończ szkołę, naucz się pracy, wyprowadź z domu, zarób pierwszą pensję, zapłać pierwsze rachunki, utrzymaj siebie samodzielnie i niech Ci jeszcze zostaje na hipotetyczną rodzinę - wtedy będziesz myślał o ślubach. Na razie powinieneś się cieszyć życiem, uczyć i bawić póki możesz. Po trzecie - to nie musi być ta dziewczyna. Nie mówię tu, że masz z nią nagle zrywać. Po prostu nie wiesz jeszcze co będzie w twoim życiu i kto się jeszcze w nim pojawi - ani w jej. Daj sobie luz i skończ te żałosne historie o idealnym dopasowaniu. Kiedyś sam się będziesz śmiał z tego jakie głupoty mogłeś tu wypisywać. Podsumowując - poćwicz w sobie umiejętność dystansu spojrzenia i dawania sobie spokoju kiedy to należy zrobić. Na razie masz cały Internet pań z nazwiskiem "h264" a rozdziewiczenie jeszcze nastąpi w swoim własnym czasie.
>Ps. Jeszcze Ci dam jedną kluczową radę. Nie nadskakuj dziewczynie non stop. Nie roztaczaj otoczki o tym jak wspaniałym będziesz mężem, jak ją kochasz i tym podobne bzdety. Jesteście "razem" dopiero kilka miesięcy jak sam powiedziałeś. To nie ten czas. Miej też swoje życie i zainteresowania. Nie lataj na każde skinienie i nie wykonuj, nawet wbrew sobie, każdego polecenia i zachcianki. Nie rób z niej całego swojego świata a już szczególnie po to, żeby dobrać się do jej tyłka. Daj jej miejsce na inicjatywę. Im bardziej będziesz cisnął tym bardziej będziesz trzymany na dystans. Dziewczyny, szczególnie w tym wieku instynktownie nie lubią klakierów. To się sprawdzi 100% - zobaczysz. Jeśli zrobisz odwrotnie daję gwarancję, że nigdy nie dostaniesz od niej tego co chcesz.
>
Ogólnie chciałbym żeby ludzie czytający te posty czytali je ze zrozumieniem a więc: zdaję sobie sprawę, że jesteśmy dziećmi, od zawsze wszystko biorę na poważnie i ten związek również dla nas taki jest, różnimy się trochę od typowych dzisiejszych nastolatków, tak jak pisałem o seksualności chodzi o przyszłość nie o teraźniejszość bo seks mi teraz nie jest do niczego potrzebny. Nie chcę zakisić ogóra na siłę, ponieważ gdybym chciał i był na tyle pusty to znalazłbym łatwą szmatę i to zrobił. Ja to wszystko rozumiem ale fajnie czasami pomyśleć z nią jakby to było. Chciałem z nią po prostu wyjaśnić skąd bierze się to wszystko i po dzisiaj widzę, że to trochę fanatyczne przekazanie wiary przez rodziców, nie nadskakuje, mam pasję, to nie taki związek w którym wszystko ma być na skinienie bo nikt z nas czegoś takiego nie chce, może ten cały post wygląda jak typowa opowiastka o zakochanych dzieciakach ale u nas naprawdę jest trochę inaczej. Dziękuję za wypowiedź
vanpit (7 punktów)
Przeczytałem twoją wypowiedź z całkowitym zrozumieniem i widzę tam sprawy, których sam nawet nie dostrzegasz choć o nich napisałeś. Ja, podobnie jak wielu innych ludzi, byłem tam gdzie Ty teraz i czytając Twój post - normalnie jakbym widział siebie pół życia temu. Marzenia o "wspaniałej, pełnej zrozumienia, dojrzałej miłości i oddania się sobie", "ja to zrobię dobrze nie tak jak moi dziecinni koledzy etc." - życie tak nie działa. Ja rozumiem, że dla nastolatka związek z dziewczyną jest bardzo ważnym czasem w życiu. Rozumiem, też Twój sposób myślenia i uwierz mi to co Tobie wydaje się dorosłe i odpowiedzialne - "poważne rozmowy", próby uzyskania od niej deklaracji o tym jak będzie przestrzegać swojej wiary i jakie kompromisy wprowadzi w małżeństwie - to jest bardzo infantylne, szczególnie na etapie na jakim jesteście. Ale o tym to się przekonasz dopiero po czasie. Zrozum - jeśli będziesz ją naciskał ona Ci zadeklaruje co się jej podoba i zrobi też co się jej podoba, niekoniecznie stawiając znak równości.

Nie da Ci się doradzić "co masz zrobić żeby to naprawić" bo nie ma takiej rzeczy, poza tu nie ma czego naprawiać. Napisałem Ci co zrobić żeby nie zniszczyć tego całkiem a już co ważniejsze nie spartolić sobie życia. Obserwować, cieszyć się tym co jest i nic nie przyjmować na tym etapie za pewnik. To jest twoja pierwsza partnerka w dorosłym życiu, poświęć ten czas na naukę jak wygląda związek. Pozbądź się myślenia o waszej wyjątkowości bo w tym nie ma nic wyjątkowego. Po prostu przyjmij że Twój związek jest jak trochę jak kod Schrodingera - aktualnie w stanie nieustalonym i nie możesz teraz tego sprawdzić

Ps.
1. Tak to jest opowiastka o zakochanych dzieciakach, tylko jeszcze tego nie wiesz
2. Nie, nie poszedł byś do byle szmaty zakisić ogóra bo taki nie jesteś, chcesz to zrobić ze "swoją miłością"
3. Jeśli Twoja dziewczyna serio jest fanatyczką religijną i chce żyć zgodnie z tym co nakazuje Kościół i jego popaprańcy - to nic na to nie poradzisz. Jeśli ustalisz ten fakt na pewno - wiej gdzie pieprz rośnie. Ta sprawa będzie wracać całe życie jak bumerang - wykończysz siebie, ją i całe otoczenie próbując prostować rogi a jej rodzina zrobi z Ciebie wariata.
4. Wiedząc to co teraz wiem i będąc na Twoim miejscu - nigdy nie wziął bym ślubu z kobietą z którą nie sypiał bym regularnie przed ślubem i z którą bym nie pomieszkał przynajmniej 2-3 lata. Po deklaracji z jej strony pod tytułem "seks po ślubie" wyszedł bym za drzwi i skasował jej numer telefonu - szkoda nerwów i zawracania głowy.
DobryCzlowiek79 (12 punktów)
>Przeczytałem twoją wypowiedź z całkowitym zrozumieniem i widzę tam sprawy, których sam nawet nie dostrzegasz choć o nich napisałeś. Ja, podobnie jak wielu innych ludzi, byłem tam gdzie Ty teraz i czytając Twój post - normalnie jakbym widział siebie pół życia temu. Marzenia o "wspaniałej, pełnej zrozumienia, dojrzałej miłości i oddania się sobie", "ja to zrobię dobrze nie tak jak moi dziecinni koledzy etc." - życie tak nie działa. Ja rozumiem, że dla nastolatka związek z dziewczyną jest bardzo ważnym czasem w życiu. Rozumiem, też Twój sposób myślenia i uwierz mi to co Tobie wydaje się dorosłe i odpowiedzialne - "poważne rozmowy", próby uzyskania od niej deklaracji o tym jak będzie przestrzegać swojej wiary i jakie kompromisy wprowadzi w małżeństwie - to jest bardzo infantylne, szczególnie na etapie na jakim jesteście. Ale o tym to się przekonasz dopiero po czasie. Zrozum - jeśli będziesz ją naciskał ona Ci zadeklaruje co się jej podoba i zrobi też co się jej podoba, niekoniecznie stawiając znak równości.
>Nie da Ci się doradzić "co masz zrobić żeby to naprawić" bo nie ma takiej rzeczy, poza tu nie ma czego naprawiać. Napisałem Ci co zrobić żeby nie zniszczyć tego całkiem a już co ważniejsze nie spartolić sobie życia. Obserwować, cieszyć się tym co jest i nic nie przyjmować na tym etapie za pewnik. To jest twoja pierwsza partnerka w dorosłym życiu, poświęć ten czas na naukę jak wygląda związek. Pozbądź się myślenia o waszej wyjątkowości bo w tym nie ma nic wyjątkowego. Po prostu przyjmij że Twój związek jest jak trochę jak kod Schrodingera - aktualnie w stanie nieustalonym i nie możesz teraz tego sprawdzić
>Ps.
>1. Tak to jest opowiastka o zakochanych dzieciakach, tylko jeszcze tego nie wiesz
>2. Nie, nie poszedł byś do byle szmaty zakisić ogóra bo taki nie jesteś, chcesz to zrobić ze "swoją miłością"
>3. Jeśli Twoja dziewczyna serio jest fanatyczką religijną i chce żyć zgodnie z tym co nakazuje Kościół i jego popaprańcy - to nic na to nie poradzisz. Jeśli ustalisz ten fakt na pewno - wiej gdzie pieprz rośnie. Ta sprawa będzie wracać całe życie jak bumerang - wykończysz siebie, ją i całe otoczenie próbując prostować rogi a jej rodzina zrobi z Ciebie wariata.
>4. Wiedząc to co teraz wiem i będąc na Twoim miejscu - nigdy nie wziął bym ślubu z kobietą z którą nie sypiał bym regularnie przed ślubem i z którą bym nie pomieszkał przynajmniej 2-3 lata. Po deklaracji z jej strony pod tytułem "seks po ślubie" wyszedł bym za drzwi i skasował jej numer telefonu - szkoda nerwów i zawracania głowy.

W sumie niech każdy interpretuje to wszystko jak chce, wczoraj rozmawialiśmy i myślę, że trochę jej rozjaśniłem sytuację, po prostu ona nie wie za dużo o wierze bo pomimo tego, że do mnie wiara w boga nie przemawia wiem, że wiem bardzo więcej od niej, ona po prostu stara się przestrzegać tego wszystkiego żeby być ,,dobrym człowiekiem'', zobaczymy co po czasie z tego wyjdzie. Zgadzam się z Twoimi poglądami
ekurii (0 punktów)
(zablokowany)
ja kiedyś pojmowałem świat po swojemu... wierzyłem w miłość a Bogu sam nadawałem znaczeniu....
dla mnie w związku nie był ważny ani mężczyzna ani kobieta ale to uczucie które się między nimi rodzi... to uczucie nazywałem Bogiem i wierzyłem, że odpowiednio pielęgnowane dodaje sił, uskrzydla, sprawia, że człowiek czuje, że może coraz więcej...

Wróć do listy wątków działu Religie
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365