,,Tysiące Brazylijczyków wierzą w moc "mediumicznych chirurgów" operujących bez znieczulenia przy pomocy... igieł lub nożyczek. Uzdrowiciele twierdzą, że pomagają nawet pacjentom z nowotworami, wobec których medycyna konwencjonalna okazała się bezradna. Wszystko dzięki wsparciu płynącemu z zaświatów.
"Duchowi chirurdzy" operują bez znieczulenia
Rok 1997. Reporter brazylijskiej telewizji stoi obok Rubensa Fariasa Juniora, który grzebie skalpelem w oku starszej kobiety, wykonując zamaszyste ruchy. Na koniec wyciąga narzędzie, daje nic nieczującej pacjentce kilka pstryczków w nos i przechodzi do kolejnej osoby z tłumu wydającego się nie mieć końca. Przez lata codzienność Fariasa Jr. wyglądała właśnie tak. Ten urodzony w 1954 r. w São Paulo uzdrowiciel chwali się, że leczył prezydenta Figueiredo, ministrów, piłkarzy i celebrytów, choć miał też, jak wszyscy ludzie w tym fachu, poważne problemy z prawem.
- Pobieraliśmy opłatę - 10 dolarów, ale płacili tylko ci, których było stać - powiedział Farias w rozmowie z "O Globo". - Pracowałem po 12-13 godzin dziennie, nie widziałem więc powodów, by nie brać za to pieniędzy. Przecież musiałem jakoś wyżywić rodzinę, a żeby zająć się uzdrawianiem porzuciłem pracę inżyniera.
Farias działał podobnie jak wielu wcześniejszych mediumicznych chirurgów. Najpierw wchodził w trans, a następnie oddawał ciało pod kontrolę dr. Fritza - ducha lekarza, który pomagał ludziom z zaświatów. Farias używał skalpeli, pincet, haków i innych narzędzi, operując bez znieczulenia i w dowolnej pozycji. W sieci znaleźć można filmy, gdzie widać, jak nacina skórę spanikowanych pacjentów, wykonując charakterystyczne gwałtowne ruchy. Leczył różne schorzenia: od zaćmy i kamicy żółciowej po choroby serca oraz nowotwory.
Co ciekawe, dr Fritz działał nie tylko rękoma Rubensa, ale też innych samozwańczych uzdrowicieli. Ci, gołymi palcami albo starymi nożami, wykonywali na w pełni świadomych pacjentach poważne zabiegi, choć sceptycy grzmieli, że to jedynie sztuczki kuglarzy o wyćwiczonych dłoniach.
Zé Arigó nazywany był "chirurgiem z zardzewiałym nożem"
Najsłynniejszym uzdrowicielem, którym kierował dr Fritz był José Pedro de Freitas znany jako Zé Arigó. Ten "chirurg z zardzewiałym nożem" - jak go również nazywano - ukończył tylko trzy klasy podstawówki i od 14 roku życia pracował w kopalni w rejonie Congonhas. Około 1950 r. zaczął odczuwać dziwne symptomy: zawroty i bóle głowy, bezsenność, a nawet halucynacje. Były to oznaki aktywacji zdolności mediumicznych, dzięki czemu pewnej nocy objawiła mu się tajemnicza postać - brodaty doktor Adolf Fritz.
Duch opowiedział Arigó historię swego życia i wyjaśnił cel misji, jakim była pomoc chorym. Fritz miał urodzić się w Monachium, ale większość życia spędził na ziemiach polskich, gdzie jego rodzina przeprowadziła się, by leczyć astmę ojca. Na miesiąc przed ukończeniem studiów medycznych przez Adolfa, przyszedł do niego pewien wysoki rangą oficer z konającą córką na rękach. Fritz robił, co mógł, ale dziecko umarło. Oskarżony przez wojskowego o nieumiejętne udzielenie pomocy, trafił do więzienia, gdzie był torturowany. W 1914 r. udało mu się jednak uciec i osiąść w Estonii. Tam zastał go wybuch wojny. Zdobywszy duże doświadczenie jako lekarz frontowy, Fritz zmarł w 1918 r. w wieku niewiele ponad 40 lat. Po śmierci - jak przekazał - jego duch krążył po świecie, by nadal leczyć. W końcu trafił na Freitasa, który generował odpowiednie mediumiczne "fluidy".
O Zé Arigo zrobiło się głośno na początku drugiej połowy lat 50., kiedy zasłynął usunięciem nowotworu żołądka u pewnej kobiety przy użyciu kuchennego noża oraz wycięciem guza płuca u znanego senatora. Wkrótce chorzy zaczęli przybywać do niego tysiącami, co zwróciło uwagę władz. Oskarżony o nielegalne praktyki medyczne uzdrowiciel został w 1956 r. skazany na więzienie, ale ułaskawił go prezydent Kubitschek - jego gorący zwolennik (z wykształcenia lekarz).
Zabiegi Freitasa budziły w środowisku medycznym niepokój na równi z fascynacją, a wielu lekarzy postanowiło z bliska przyjrzeć się transowym operacjom.
- Zamierzałem go zdemaskować. Do dziś pamiętam, jak Arigó operował oko pacjenta i rozglądał się na boki. Gałka oczna chorego wysunęła się z oczodołu, ale ten stał w bezruchu bez najmniejszego grymasu bólu, chociaż uzdrowiciel nie stosował żadnej hipnozy, sugestii czy środków przeciwbólowych. Widziałem też, jak ścisnął ranę palcami, a ta przestała krwawić - relacjonował uznany chirurg Ary Lex, dodając, że niektóre operacje Arigó trwały zaledwie kilkadziesiąt sekund.
On sam pytany, jak to robi odpowiadał słowami dr Fritza:
- Rozdzielamy pola łączące materię - ciało biologiczne z ciałem astralnym. Tkanka staje się wtedy plastyczna. Potem usuwamy schorzenie i ponownie łączymy oba ciała - mówił z niemieckim akcentem.
Freitas zmarł w 1971 r. na skutek obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym. Dr Fritz jednak nie umilkł i znalazł sobie kolejne media, rękoma których dokonywał cudownych operacji. Największy rozgłos zdobyli Mauricio da Silva Magalhães oraz Edson Cavalcante Queiroz. Ten drugi był z zawodu ginekologiem, który w 1979 r. zaczął leczyć pacjentów metodą Zé Arigó. Do przeprowadzanych w transie operacji często używał igieł, ale zajmował się też uzdrawianiem na odległość. W stworzonym przez siebie ośrodku w Recife przyjmował dziesiątki pacjentów dziennie. Zmarł w 1991 r. zamordowany przez pomoc domową.
strefataje(*)dzi-iglami-i-nozyczkami/bd48wxCo o tym myślicie ? Czemu w Brazylii takie rzeczy są na porządku dziennym ?