Na ekrany kin już wkrótce wejdzie hollywoodzka produkcja pt. "The Meg". Rzecz jest o ogromnym rekinie - megalodonie - który przeżył w głębinach morskich u wybrzeży Chin i nagle zaczyna siać spustoszenie wśród ludzi. Megalodony w istocie istniały realnie, wymarły 2.6 mln lat temu - osiągały potężne rozmiary, do 18 metrów długości - i były drapieżnikami oraz padlinożercami. Rekin hollywoodzki ma 26 metrów i - rzecz jasna - jest należycie pozamerytorycznie podrasowany po hollywoodzku - żeby budził tym większą grozę i zarabiał tym większe pieniądze. Pojawia się jednak pytanie - czy robienie tego typu filmów - będących - de facto - kontynuacją serii "Szcżęk" jest etyczne i ekologiczne. Wiadomo bowiem, iż film "Szczęki" - prezentujący rekiny w świetle zdecydowanie nieprzychylnym - miał spory wpływ na stosunek ludzi do rekinów i - w konsekwencji - na spadek ich populacji. Bowiem - wbrew temu co pokazano w szczękach i pokażą w "The Meg" - to człowiek jest najgroźniejszym drapieżcą i sieje ogromne spustoszenie wokół siebie. "Although The Meg's creators put a good deal of research into reviving Megalodon, before adding some artistic licence, previous shark attack films have been thought to affect their real life counterparts. "Movies have such an impact," says Dr Pimiento. "We shouldn't take them lightly. Jaws had a huge impact on the protection of sharks, and a role in giving them a bad reputation. People don't realise how vulnerable they are." It was speculated that shark populations off the US coast were affected after Steven Spielberg's 1975 blockbuster, with fishers setting out to catch "trophy sharks." Nowadays, sharks are threatened by human encroachment on their hunting grounds, competing for the same prey. If Megalodon had survived to encounter humans, it's likely we would be the far greater danger." www.bbc.com/news/science-environment-45145981 |