Jak widać, sprawdza się powiedzenie, że dyktatura bardziej niż buntu, boi się śmiechu (dyktatura krzyża też). Chyba nie o to chodziło wszelkiej maści obrońcom, ale sami stworzyli największą parodię religijności, jaka tylko można sobie wyobrazić. Doprowadzili też do wydarzenia, jeszcze kilka miesięcy temu, w Polsce, nie do pomyślenia - kilkutysięcznej demonstracji przeciwko krzyżowi. Oby tak dalej, a "krzyżowcy" sami się wykończą. Dziwi mnie tylko brak zdecydowanej reakcji Kościoła, bo ta garstka oszołomów już powoli staje się wizytówką katolików i może stać się kamieniem u szyi tej organizacji.
|