Racjonalista - Strona głównaDo treści
Pytanie do radykalnych liberałów

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
NapisanoAutorTytuł
24-09-2010 18:42NieIstniejesz (1137 punktów)Pytanie do radykalnych liberałów
Ocena 7 na 7
Na wstępie zaznaczam, że, po pierwsze, nie jest to z mojej strony żadna prowokacja, tylko pytanie z czystej ciekawości, a po drugie, pytanie to jest skierowane głównie do grupy najbardziej ortodoksyjnych liberałów na tym forum.

A pytanie to brzmi - Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa stałoby się z refundacją leków? Czy zostałaby zlikwidowana całkowicie, pozwalając w bardzo wielu przypadkach na możliwość leczenia tylko bogatym (niektóre neuroleptyki i inne psychotropy, leki na raka, parkinsona, alzheimera, leki przeciwwirusowe - bywają cholernie drogie, nie mówiąc już, że ogólnie leki tanie nie są, co przy konieczności zażywania wielu jest dużym obciążeniem)? Czy może ten wymysł komuchów zawistnie patrzących na bogu ducha winnych bogaczy (drwina nieco zaczepna) zostałby jednak zachowany?

Innymi słowy mówiąc - ile socjalisty w liberale?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

24-09-2010 20:38
 Ocena 12 na 12
lukasz9 (1220 punktów)
Ależ jest taki kraj gdzie co do zasady nie refunduje się leków. Nazywa się Stany Zjednoczone i co roku z powodu braku możliwości skorzystania z opieki medycznej umiera tam ok. 100 tys. osób.
Przy czym jest to kraj gdzie wydatki na ochronę zdrowia są najwyższe na świecie. Tak więc ani to skuteczne, ani efektywne.
25-09-2010 14:28 
 Ocena 4 na 4
Logik (812 punktów)
1. Nie ma możliwości stwierdzić, ile osób umiera tego powodu.

2. W ewentualnej kalkulacji należy też uwzględnić to, że w systemie mniej wolnorynkowym tych ludzi zmarłoby WIĘCEJ !!!

3. Chyba wszyscy się zgodzimy, że gospodarka wolnorynkowa dostarcza więcej i lepszej jakości dóbr i usług, niż gospodarka planowa/socyalistyczna.

Interesuje MNIE, SKĄD takie dziwne przeświadczenie, że w zakresie ratowania zdrowia i życia nagle będzie ODWROTNIE i to akurat przy sprawach medycznych gospodarka wolnorynkowa zadziała mniej efektywnie ?

Czy mógłby MI ktoś LOGICZNIE wyjaśnić ten fenomen ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
25-09-2010 15:05 
 Ocena 5 na 5
jankw (453 punktów)
Co do punktów:
1. Musisz zakwestionować metody tworzenia tych statystyk, a nie tylko "nie ma możliwości"
2. No, tutaj mogę zastosować to, co sam powiedziałeś w Twoim punkcie pierwszym - brak konsekwencji?
3. Kwestia służby zdrowia nie jest sprawą ściśle gospodarczą.

Ludzie zazwyczaj kupują dobra, na które ich stać (czasem sztucznie poszerzają te granice kredytami i może być nieciekawie, ale to inna rzecz), zwyczajnie powstrzymując się od tego, co ich przerasta. Usługi medyczne natomiast są bardzo kosztowne, a potrzebować może ich każdy, niezależnie od stanu posiadania. Coś, co kosztuje tyle, ile nowe BMW, może być potrzebne osiedlowemu sprzątaczowi, bo bez tego umrze. To jest różnica pomiędzy zwykłą wolnorynkową usługą, a usługą medyczną - konieczność skorzystania z niej pod groźbą śmierci, nawet jeśli kogoś na nią nie stać.

W zupełnie-wolnym rynku nie ma miejsca na robienie czegoś, co się finansowo nie opłaca, toteż osoby, które nie mogą opłacić zaawansowanych terapii (czy też kupić stosownego ubezpieczenia) pozostaną bez pomocy. Dotykamy tu tak naprawdę kwestii życia i śmierci obywatela, którego nie stać na takie rzeczy i to nie zawsze z własnej winy, jak dla uproszczenia modelu chcieliby utopiści.
25-09-2010 19:52 
 0 na 6
Logik (812 punktów)
Czy zjawi się na tym forum wreszcie ktoś, kto zmusi MNIE do intelektualnego wysiłku ???
Wy nawet punktów ujemnych dawać nie umiecie ... to pewnie ze strachu ... a tymczasem LOGIK, w trudzie i znoju. walcząc z przeciwnościami losu, 11-krotnie ranny na polu walki, niedługo dotrze do TYSIĄCA punktów !!!

Ale nie uprzedzajmy wypadków ...

1. JA nie kwestionuję jakiejś konkretnej metody i nie będę udowadniał, że w danej metodzie statystycznej ktoś coś źle określił granicę całki lub różniczkowalność funkcji ...

JA kwestionuję samą koncepcję POZNAWALNOŚCI ... Ludzie umierają, powodów śmierci jest tysiące, miliony. Każda sprawa jest indywidualna. Skąd można wiedzieć, że dana osoba umarła DLATEGO, że system medyczny jej nie objął ?
Czy osoby nieubezpieczone nie leczą się ? Leczą !!! Ale za pieniądze. I czasem nawet w lepszych warunkach, niż ubezpieczone. Dodajmy do tego różne lokalne, prywatne ubezpieczenia, polisy zdrowotne firm dla pracowników itp. Tego jest sporo i nie wiadomo, kto z czego korzysta. I jaki jest sens rozróżniać śmierć człowieka, który się leczył za prywatne pieniądze, ale nie odprowadzał składek na ubezpieczenie zdrowotne od śmierci człowieka, który opłacał ubezpieczenie, i leczył się "za darmo" ...
I jeden i drugi PŁACILI, a jedynie sposób transferu był inny ...
Podajesz, że 100 tys ludzi rocznie umiera "bo nie miało dostępu do służby zdrowia"
W Polsce WSZYSCY mają dostęp do służby zdrowia, rocznie umiera w Polsce powiedzmy 100 tys ludzi - czy możemy powiedzieć: "W Polsce rocznie umiera STO TYSIĘCY ludzi korzystających z państwowej służby zdrowia !!!" ???

To całe podejście jest ABSURDALNE z DEFINICJI !!!

2. Tezę o większej śmiertelności stawiam na podstawie dwóch obserwacji:
A. Doświadczenia z socyalistycznej służby zdrowia PRL oraz dogorywającej służby zdrowia III RP
B. Doświadczenia, które mówi, że jeżeli klient nie ma wpływu na jakość obsługi poprzez bezpośrednio przekazywane pieniądze, to jakość takiej usługi jest zawsze niższa

3. JA nie twierdzę, że w sprywatyzowanej służbie zdrowia wszyscy uzyskamy nieśmiertelność. Twierdzę jedynie, że system w pełni sprywatyzowany jest kosztowo przejrzysty, nie ma marnotrawstwa, a więc to jest chyba LOGICZNE, że wyleczy więcej ludzi, niż system kosztowo nieefektywny.
Problemem jest subiektywne odczucie NIESPRAWIEDLIWOŚCI ...

Ale czy bardziej sprawiedliwy jest system, który leczy co prawda biedniejszych ludzi, ale MNIEJ ?

4. Zapewniam cię że na robienie czegoś, co się NIE OPŁACA nie ma miejsca NIGDZIE ...
PRL zbankrutował (grzebiąc życie i pracę trzech pokoleń) właśnie dlatego, że tak próbował robić ...

5. Pamiętaj, że jak zrobisz np. system idealnie darmowej służby zdrowia, to NATYCHMIAST dojdzie do płacenia łapówek, a biedni oczywiście dostaną "darmową opiekę lekarską", ale z terminami zabiegów na 5-10 lat ... (już tak się dzieje w Szwecji, Danii, jak byś nie wiedział). I jaki sens ma taki system ? I tak bogaci będą leczeni, a biedni będą umierać - możesz być o to spokojny ...

Prywatyzacja służby zdrowia daje natomiast szansę NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI, bo optymalizuje koszty na najniższym możliwym poziomie i tworzy przejrzystą strukturę kosztów.

Ty chcesz tworzyć system ratujący 3 biednych chorych, a który w efekcie uratuje 2 bogatych, JA natomiast chcę uratować 5 bogatych chorych.

Dlaczego dla ciebie ważniejsze jest uratowanie 3 biednych, a nie 5 bogatych ?

p.s. sprawa jest bardziej skomplikowana, niż w powyższym przykładzie, gdyż część biednych też uzyska lepszą opiekę niż w przypadku systemu "równościowego"

W dodatku twój system KRYMINALIZUJE lekarzy, bo muszą brać łapówki, a mogliby zarabiać legalnie duże pieniądze.


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
25-09-2010 22:49 
 Ocena 6 na 6
jankw (453 punktów)
Bardzo naiwne jest wierzenie, że wszystkie brakujące pieniądze w służbie zdrowia znikają w maszynce biurokratycznej. Owszem, część znika, ale nie są to sumy w żaden sposób przeważające. Wszak urzędnicy też muszą z czegoś żyć, tak samo jak pracownicy ubezpieczalni i nie ma co marzyć tu o oszczędnościach przynoszących jakiekolwiek odczuwalne zmiany. Reformę oczyszczającą NFZ z niepotrzebnych procedur można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego i nie trzeba wywalać wszystkiego do góry nogami.

Dalszą część Twoich intelektualnych drgawek pomijam, bo zdradzają jedynie Twoją zupełnie irracjonalną frustrację i całkowity brak jakiejkolwiek wiedzy o kondycji (i szczegółach działania) państwowych systemów służby zdrowia w Europie zachodniej, spośród których prawie każdy byłby kontrprzykładem na Twoje wynurzenia. Są one wbrew pozorom tak różnorodne, że można w nich przebierać jak w katalogu propozycji. Ty podpierając się bełkotliwą arytmetyką liczb naturalnych w zakresie 1-5 forsujesz akurat ten jeden, oderwany od rzeczywistości system, który nie zdaje egzaminu w jednym z najpotężniejszych państw świata. Wspaniałe.
26-09-2010 10:40 
 0 na 4
Logik (812 punktów)
1. Nie "wszystkie", lecz ZNACZĄCA CZĘŚĆ
I to nie jest "wiara", tylko powszechnie dostępne dane o kosztach działania NFZ i ministerstwa zdrowia (z jego agendami) + dotacje EU na programy związane ze służbą zdrowia

2. "reformę można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego" !!!!!!!!!!!!?????????
Że COOOOOO !!!!!!!!?????
Że JAKKKK !!!!!!!!???????????????????????????
Ty napisałeś: "reformę można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego" !!!!!!!!!
Czy ty NAPRAWDĘ TAK MYŚLISZ !!!!!!!!!!!!???????????

Albo zapytam INACZEJ:
Czy jest tu KTOKOLWIEK !!!!!!?????, kto się zgadza z tym stwierdzeniem !!!???
Niech ten ktoś się jak najszybciej odezwie i poda jakieś argumenty, dlaczego "reformę można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego" !!!!!

To jest naprawdę SZOKUJĄCE, że po tylu dziesięcioleciach doświadczeń z "reformowaniem" ustroju socyalistycznego w Polsce, ZSRR i innych krajach, gdzie ten chory ustrój zawitał, znajdzie się gdzieś jakiś człowiek, który stwierdzi, że:
"reformę można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego"

2. KTO i według JAKICH KRYTERIÓW będzie decydował o tym, która procedura jest dobra, a która NIEPOTRZEBNA ???

3. Coś ci powiem jankw:
to socyalistyczne TRZEBA WYWRÓCIĆ do góry nogami !!!!! Innego wyjścia NIE MA !!!
A każdy rok działania tego ludobójczego systemu to kolejne tysiące ofiar śmiertelnych !!! Bo tym są właśnie "darmowe operacje" z terminem wykonania na za 3 lata ...

4. Czy stwierdzając, że "reformę można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego" masz na myśli to, że:

system państwowy działa BARDZIEJ efektywnie, niż prywatny ?
Czy, że działa porównywalnie efektywnie ?
Czy, że działa może i gorzej, ale bardziej "sprawiedliwie" ?

5. To podaj te przykłady krajów europejskich oraz tego "najpotężniejszego" państwa świata ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 11:19 
 Ocena 3 na 3
jankw (453 punktów)
>1. Nie "wszystkie", lecz ZNACZĄCA CZĘŚĆ

To właśnie jest naiwne. W skali całościowych kosztów leczenia nie decyduje ona o niczym i zaklinanie rzeczywistości w niczym tu nie pomoże.

>2. KTO i według JAKICH KRYTERIÓW będzie decydował o tym, która procedura jest dobra, a która NIEPOTRZEBNA ???

Podejrzewam, że będzie to specjalny zespół powołany do tego celu. Rozumiem, że brak wolnego rynku zabiera ludziom rozum i nie pozwala określić, co w działaniu NFZ jest potrzebne, a co nie? Bredzisz.

Resztę tego bełkotu tradycyjnie pomijam. Przykładem natomiast będzie służba zdrowia w prawie dowolnym kraju Europy na zachód od Polski, a przykładem źle działającego systemu, który wychwalasz jest oczywiście USA. Czemu nawet tam funkcjonuje coś takiego, jak państwowe ubezpieczenia dla najbiedniejszych? Przecież wolny rynek jest tak diabelnie skuteczny!
Logik (812 punktów)
1. Jeżeli w firmie zarządza zły prezes i zarabia 1 mln zł rocznie, to zapewniam cię, że ten 1 mln zł to jest najmniejszy problem dla takiej firmy ...

Problemem państwowej SZ nie są koszty bezpośrednie biurokracji (choć one są OGROMNE i nie masz nawet, jak widzę, o tym pojęcia), lecz archaiczna metoda "zarządzania".

Zły system zarządzania (brak ODPOWIEDZIALNOŚCI finansowej za swoje decyzje) powoduje, ze transfer technologii, optymalizacja organizacji, efektywność kosztowa itp. są znacznie gorsze, niż gdyby decydent ODPOWIADAŁ WŁASNYMI PIENIĘDZMI ...

Tak naprawdę NIE WIADOMO, jak "dobrze zarządzać". A ponieważ "nie wiadomo", to jedyną metodą dowiedzenia się, jak to robić dobrze jest pozwolić złym organizacjom UPADAĆ !!!
A pozwala na to właśnie Wolny Rynek ...

2. Słowa i pojęcia wymagające z twojej strony wyjaśnień:
"Podejrzewam"
"Będzie to specjalny zespół"

3. Brak Wolnego Rynku zabiera ODPOWIEDZIALNOŚĆ ...

4. W socyalizmie naukowcy próbowali określić, co "ludziom jest potrzebne, a co nie" - wiesz, z jakim skutkiem ?

5. ISTOTA systemów ubezpieczeń nie polega na tym, że są skuteczne (bo są BARDZO NIEEFEKTYWNE), a;e na ich ROLI POLITYCZNEJ !!! Rządy "dają" ludziom państwową (w różnym stopniu) SZ i zdobywają GŁOSY WYBORCÓW i to jest cała tajemnica na ten temat ... Ludzie głosują za tymi systemami, bo większość z nich uważa, że:
- "Reformę oczyszczającą z niepotrzebnych procedur można przeprowadzić w zakresie systemu państwowego i nie trzeba wywalać wszystkiego do góry nogami"
i że:
- "brak Wolnego Rynku pozwala określić, co ludziom jest potrzebne, a co nie" o ile "będzie specjalny zespół powołany do tego celu"


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 12:31 
 Ocena 2 na 4
jankw (453 punktów)
Widzę, że z definicji uznajesz, że niemożliwe jest uczynienie jakiegokolwiek systemu państwowego efektywnym, ale dziwnym trafem w wielu państwach działają one (w różnych dziedzinach) wzorowo - i oszczędnie. Magiczny fenomen?
26-09-2010 12:39 
 0 na 2
Logik (812 punktów)
1. Odnieś się do MOICH wypowiedzi

2. Tak, uważam system państwowy za NIEEFEKTYWNY. Oczywiście z pewnych względów można godzić się na mniejszą efektywność (np. "bo to sprawiedliwe" itp.), ale trzeba to JASNO POWIEDZIEĆ, dlaczego się na to godzimy, a nie dorabiać chorej ideologii do chorego systemu ...

Ale powtarzam: ODNIEŚ się konkretnie do MOICH wypowiedzi, a nie opowiadaj o czarach na portalu racjonalisty ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 13:28 
 Ocena 6 na 6
jankw (453 punktów)
Przecież się odnoszę! Widzę o czym piszesz i odpowiadam, ale nie zamierzam rozkładać tej nieskładnej ściany tekstu na pojedyncze cegiełki, bo mnie przygniotą i to wcale nie siłą argumentów, jak to sobie wyobrażasz. Jeśli głosisz zbawienny wpływ wolnego rynku na wszystko, czego się dotknie, to powiedz proszę, czemu aparat państwowy na zachodzie też potrafi być efektywny i oszczędny? Widzę, że to po prostu nie pasuje Ci do Twojego obrazu świata.
26-09-2010 13:39 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
"a zatem pójdziemy sobie przez ten mostek kroczek po kroczku":

1. Powiedz MI, czy uważasz, że "zespół specjalistów" jest w stanie coś mądrego wymyślić dla poprawienia państwowej SZ ?

2. Czy uważasz, ze taki zespół potrafi ocenić "co jest ludziom potrzebne, a co nie" ?

3. Czy uważasz, że ludzie będą się czuli ODPOWIEDZIALNI, pomimo, ze nie będą ponosili odpowiedzialności finansowej za swoje działania ?

Odpowiedz na razie tylko na te 3 proste pytania ... może jakoś wspólnie przejdziemy przez ten most nad przepaścią wiedzy ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 13:46 
 Ocena 3 na 5
jankw (453 punktów)
Kwestia wewnętrznej organizacji działania systemu to nie to samo, co ocenianie "co jest ludziom potrzebne, a co nie", więc zastanów się w ogóle, o czym mówisz i o co pytasz, bo jak na razie widzę tu wypluwany maszynowo spam i nic więcej.

Nie będę odpowiadał na Twoje pytania, kiedy Ty ignorujesz moje - DLACZEGO istnieją skuteczne w działaniu i oszczędne systemy państwowe, choć nie reguluje ich wolny rynek?
26-09-2010 13:49 
 0 na 2
Logik (812 punktów)
te systemy są MNIEJ skuteczne, niż systemy wolnorynkowe, a ich istnienie wynika z faktu rozdawnictwa za głosy wyborcze - przecież to już wyklarowałem powyżej ...

KLAR !!!???

p.s. czy ty naprawdę nie potrafisz odpowiedzieć na trzy zero-jedynkowe pytania ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 13:51 
 Ocena 2 na 4
jankw (453 punktów)
Ty na tym forum jeszcze nikomu nic nie wyklarowałeś, błagam, nie zaklinaj rzeczywistości!

>Te systemy są MNIEJ skuteczne

Dowód? Kilka banalnych wolnorynkowych hasełek nie ma żadnej wartości. Twarde fakty proszę, bo mam już dość tego bezsensownego błądzenia w ogólnikach.

PS. tak-tak-tak.
26-09-2010 14:25 
 Ocena 2 na 2
Logik (812 punktów)
no widzisz, czyli jednak dało się odpowiedzieć ...

Mówiłem, że jakoś przejdziemy po tym mostku, kroczek po kroczku .. jakoś poszło .. jakoś poszło ...

a teraz odpowiadam:

1. "zespół specjalistów"
- jeżeli będziemy mieli dwa "zespoły", z których każdy da odmienną odpowiedź, to jakie kryterium zastosujesz, aby wybrać jedną z nich do realizacji ?

Bo Wolny Rynek ma tutaj prostą odpowiedź:" firma, której doradzi zespół gorszy po prostu upadnie.

Jak to będzie u ciebie, w socyalistycznym świecie ?

2. "co jest ludziom potrzebne, a co nie" ?
- jeżeli będziemy mieli dwa "zespoły", z których każdy da odmienną odpowiedź, to jakie kryterium zastosujesz, aby wybrać jedną z nich do realizacji ?

Bo Wolny Rynek ma tutaj prostą odpowiedź:" firma, której doradzi zespół gorszy po prostu upadnie.

3. ODPOWIEDZIALNOŚĆ bez konsekwencji finansowych dla decydenta
Czy jesteś pewny swej odpowiedzi ? Dam ci jeszcze jedną szansę, żebyś z tego "TAK" się wycofał ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 14:39 
 Ocena 4 na 4
jankw (453 punktów)
Państwo jak każda instytucja zarządzająca OGRANICZONYMI zasobami musi szukać sposobów na jak najlepsze ich wykorzystanie. To, że dla naszych polityków i urzędników ta ODPOWIEDZIALNOŚĆ jest pojęciem raczej abstrakcyjnym nie oznacza, że tak jest wszędzie na świecie i że tutaj też tak będzie zawsze. W świadomym społeczeństwie partia, która doprowadzi do rozdęcia wydatków płaci także porażką w wyborach. Prędzej, czy później. Istnienie różnych wydajnych systemów państwowych (nie tylko SZ) w różnych krajach dowodzi, że to jest możliwe.

Operujesz banalnymi ogólnikami i żałośnie uproszczonymi sytuacjami-przykładami, a do tego bezczelnie ignorujesz moje pytania i uwagi. Mam dość odpowiadania na ten bełkot.
26-09-2010 14:48 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
a mówiłem "nie patrz w dół" ...

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 14:55 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
czy ktoś z racjonalistów mógłby w tej dyskusji popełnić rolę arbitra ? Bo wydaje MI się, że mamy tu do czynienia z kuriozum:
na MOJE konkretne, z przykładami odpowiedzi dostaję lakoniczne, prześmiewcze uwagi, ale z argumentem, że to JA jestem niekonkretny i niczego sensownego nie napisałem. Może jest ktoś obiektywny i uczciwy, kto się włączy do dyskusji ?

(wymaga to przeczytania powyższej serii pytań i odpowiedzi)


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 15:05 
 Ocena 3 na 3
jankw (453 punktów)
Jeśli trzymać się sedna, to nie odpowiedziałeś mi na kwestię odpowiedzialności, którą jednak merytorycznie poruszyłem, otrzymawszy w zamian głupawe "nie patrz w dół". Ale jeśli znów miałoby to być kopiuj-wklej ogólników z poprzednich postów, to nie fatyguj się.
26-09-2010 15:36 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
późną porą (albo jutro) dostaniesz profesjonalną ODPOWIEDŹ ...

ale zachęcam innych (w tym MOICH przeciwników) do wzięcia udziału w tej dyskusji i w ocenie naszych argumentów ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
04-10-2010 01:42 
 Ocena 1 na 3
homopitek (1536 punktów)
>czemu aparat państwowy na zachodzie też potrafi być efektywny i oszczędny? Widzę, że to po prostu nie pasuje Ci do Twojego obrazu świata.

Nie tylko aparat państwowy. Prywatny General Motors zbankrutował, a po przejęciu go przez rząd USA (ciut ponad 60% akcji) stanął na nogi, o czym świadczą ostatnie raporty o jego wynikach finansowych. Teraz ze względów czysto ideologicznych rząd chce sprzedać (nawet ze stratą) posiadane akcje przedsiębiorstwa, które za pierwszy kwartał tego roku jest 1,3 mld dolców na plusie.

Nie stosuję emoticonów
26-09-2010 11:01 
 Ocena 8 na 10
Michał Aleksy Mentrak (10563 punktów)
>Czy zjawi się na tym forum wreszcie ktoś, kto zmusi MNIE do intelektualnego wysiłku ???

   Nie żartuj sobie, chłopcze, to nie jest możliwe do wykonania z przyczyn leżących po stronie pytającego. Jak już znajdziesz ten swój intelekt, to wtedy możemy porozmawiać o wysiłku. Ale nie wcześniej.
   Owocnych poszukiwań życzę, ze szczerej życzliwości.

Prawdziwa młodość - to przymiot, który zdobywa się z wiekiem.
26-09-2010 11:36 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
No i znowu odpowiedź godna "racjonalisty" ...

JA odpowiadam nawet tym, którzy MNIE obrażają, odpowiadam LOGICZNIE, KLAROWNIE, edytując swój tekst tak, aby był maksymalnie czytelny. Nie ma w nim histerii, jaka często występuje np. u feministek.

Oczekuję odpowiedzi na takim samym poziomie FORMALNYM, bo oczywiście ktoś może mieć inne zdanie, niż JA. Ale niech to OPISZE i UARGUMENTUJE ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 08:33 
 Ocena 7 na 7
Meretseger (61860 punktów)
>Czy zjawi się na tym forum wreszcie ktoś, kto zmusi MNIE do intelektualnego wysiłku ???
A po co? Jeszcze Cię główka rozboli i będziesz płakał.
>Wy nawet punktów ujemnych dawać nie umiecie ...
Koniecznie chcesz się przekonać? Uważaj, o co prosisz.
>a tymczasem LOGIK, w trudzie i znoju. walcząc z przeciwnościami losu, 11-krotnie ranny na polu walki, niedługo dotrze do TYSIĄCA punktów !!!
Chcesz tym komuś zaimponować?
>3. JA nie twierdzę, że w sprywatyzowanej służbie zdrowia wszyscy uzyskamy nieśmiertelność. Twierdzę jedynie, że system w pełni sprywatyzowany jest kosztowo przejrzysty, nie ma marnotrawstwa, a więc to jest chyba LOGICZNE, że wyleczy więcej ludzi, niż system kosztowo nieefektywny.
Ależ już Ci tłumaczono, że to tak nie działa. Ludzkie zdrowie to nie jest lodówka ani koszulka polo, rachunek ekonomiczny to nie wszystko.
>PRL zbankrutował (grzebiąc życie i pracę trzech pokoleń) właśnie dlatego, że tak próbował robić ...
Za PRL-u robiono mnóstwo opłacalnych rzeczy, a system poległ, bo miał wady gdzie indziej.
>Ty chcesz tworzyć system ratujący 3 biednych chorych, a który w efekcie uratuje 2 bogatych, JA natomiast chcę uratować 5 bogatych chorych.
>Dlaczego dla ciebie ważniejsze jest uratowanie 3 biednych, a nie 5 bogatych ?
A powinno się ratować ludzi, a nie "biednych" czy "bogatych".
>p.s. sprawa jest bardziej skomplikowana, niż w powyższym przykładzie, gdyż część biednych też uzyska lepszą opiekę niż w przypadku systemu "równościowego"
A reszta?
>W dodatku twój system KRYMINALIZUJE lekarzy, bo muszą brać łapówki, a mogliby zarabiać legalnie duże pieniądze.
Na pewno muszą? Kto ich zmusza? Zauważ, że łapówki biorą nieliczni, większość zwyczajnie pracuje za pensję. Podobnie nauczyciele, urzędnicy, policjanci i inni pracownicy opłacani z budżetu. Ten ostatni argument kompletnie kładzie Twoją koncepcję całkowitej prywatyzacji służby zdrowia, bo sugeruje, że na "państwowym" wszyscy muszą brać łapówki, co jest oczywistą bzdurą.
Obecny system służby zdrowia ma potężne wady, co jest oczywiste dla wszystkich. Ale ma też kilka zalet, co już nie jest dla niektórych tak oczywiste, choć być powinno. Prawdopodobnie wiele rzeczy można usprawnić, przede wszystkim przestać marnować pieniądze na administrację NFZ, zamiast tego zwiększyć zatrudnienie lekarzy-specjalistów i techników oraz zwiększyć środki na badania (to pozwoliłoby lepiej wykorzystać sprzęt), ale całkowita prywatyzacja służby zdrowia wprowadziłaby więcej problemów niż pożytku. Ludzie bez pieniędzy i bez polisy byliby skazani, już humanitarniej byłoby od razu strzelić im w głowę. Fajnie się roztacza takie wizje opłacalnej medycyny, gdy ma się pewność, że w razie czego mam czym zapłacić.
Dla tych naprawdę biednych zostałyby już tylko lecznice prowadzone przez organizacje charytatywne. Anginę i złamaną rękę wyleczą, jasne...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2010 09:16 
 Ocena-1 na 3
Logik (812 punktów)
1. MOJA ilość punktów to już 689 !!!! I ciągle MI rośnie !!!

2. To JAK chcesz w państwowej służbie zdrowia rozstrzygać dylematy "kogo leczyć", przy ograniczonych zasobach ?

3. to GDZIE miał problemy PRL według ciebie ?

4. Za PRL robiono MNÓSTWO opłacalnych rzeczy: np. w szarej strefie, w przemycie, w ukrywaniu przed socyalizmem działań wolnorynkowych ...
(i całe szczęście, ze to robiono, bo gdyby ludzie zaczęli postępować IDEALNIE według zasad socyalizmu, to byśmy z głodu pomarli ...

5. Oczywiście, że powinno się ratować ludzi. To teraz WYJAŚNIJ MI, jaką procedurę wyboru dokonasz, gdy okaże się, że możesz wykonać 50 operacji ratujących życie, a masz 100 chorych. Jakie kryteria przyjmiesz przy podejmowaniu de facto WYROKÓW ŚMIERCI ?

6. "a reszta" ?
Otóż NIE ZROZUMIAŁAŚ MOJEJ WYPOWIEDZI ...
Napisałem WYRAŹNIE, że w systemie wolnorynkowym uratujemy WIĘCEJ ludzi. oczywiście tych bogatszych, dlatego ci najbiedniejsi będą mieli problem. Ale i tak problem najbiedniejszych będzie mniejszy, niż w twoim państwowym systemie. A część (ta "reszta" i tak by umarła, w każdym systemie).

JA ci zadaję jeszcze raz bardzo proste pytanie:
dlaczego wolisz system, który uratuje 3 osoby, zamiast systemu, który uratuje 5 osób ? (w końcu nie ważne, bogatych, czy biednych - bo to są LUDZIE ...)

No więc ?

7. Wiedząc, jaka jest natura ludzka ty chcesz mimo to tworzyć system, w którym łapówkarstwo stanie się zasadą ?

W systemie wolnorynkowym opiekę medyczną mają bogaci
W systemie socyalistycznym opiekę mają bogaci mający kontakty z władzą, urzędnikami

To taka w sumie niewielka różnica.

Zauważ, że W obydwu systemach opiekę mają bogaci, a nie biedni.
W dodatku w systemie państwowym liczba "uzdrowionych bogatych" będzie znacznie niższa (z uwagi na złą organizację).
- w firmach, którymi zarządzałem, obsługę księgowości zapewniało zawsze KILKA osób. W instytucjach państwowych, szpitalach itp. to jest zwykle kilkanaście, kilkadziesiąt + nadzór)
- decyzje inwestycyjne firm prywatnych są zawsze bardzo przemyślane, decyzje inwestycyjne instytucji polegają na WYKORZYSTANIU BUDŻETU ("bo jak zaoszczędzimy w tym roku, to na przyszły dostaniemy mniej")
- za złe decyzje inwestycyjne firma prywatna jest karana UPADŁOŚCIĄ, za złą decyzję inwestycyjną instytut dostaje na drugi rok WIĘKSZY BUDŻET, żeby mógł "realizować społecznie potrzebne zadania" ...

8. Piszesz, ze ludzie po prywatyzacji byliby skazani na śmierć.
Wyobraź sobie taką sytuację:
Rząd ogłasza, że sprywatyzuje restauracje. Ludzie się buntują ! Do rządu trafia list wściekłej internautki "M":
"Szanowny rządzie !!!
Całkowita prywatyzacja restauracji wprowadzi więcej problemów niż pożytku !!! Ludzie bez pieniędzy i bez bonów żywnościowych będą skazani, już bardziej humanitarnie byłoby od razu strzelić im w głowę !!!"

A tera powiedz MI, dlaczego tak namnożyło się restauracji i barów, gdzie zjeść można zupę nawet za 2-4 zł, i drugie danie (z kotletem !!!) za 8-12 zł ?
Gdyby emeryt chciał się codziennie tak żywić, to wydałby ok. 400-500 zł miesięcznie ... Czy za komuny było stać emeryta na żywienie się w restauracjach codziennie ?

I skąd takie dziwne założenie, że prywatne szpitale przestałyby leczyć ludzi ? Robiliby to dalej i TANIEJ, bo po optymalizacji kosztów okazałoby się że operacja kosztuje nie 100 tys lecz 20 tys.

Do tego zwracam uwagę ze istnienie państwowej kontroli nad cenami leków powoduje WZROST ich ceny !!! (sprawę polityki cenowej leków znam bardzo dobrze, i zapewniam cię, że mogę na ten temat napisać znacznie więcej, niż kilka linijek) ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 09:24 
 Ocena 4 na 4
Meretseger (61860 punktów)

>8. Piszesz, ze ludzie po prywatyzacji byliby skazani na śmierć.

>I skąd takie dziwne założenie, że prywatne szpitale przestałyby leczyć ludzi ?
To się nazywa "manipulacja". W tym jesteś dobry.
A założenie stąd:
Cytat:
>Napisałem WYRAŹNIE, że w systemie wolnorynkowym uratujemy WIĘCEJ ludzi. oczywiście tych bogatszych, dlatego ci najbiedniejsi będą mieli problem.


>Do tego zwracam uwagę ze istnienie państwowej kontroli nad cenami leków powoduje WZROST ich ceny !!! (sprawę polityki cenowej leków znam bardzo dobrze, i zapewniam cię, że mogę na ten temat napisać znacznie więcej, niż kilka linijek) ...
To napisz.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2010 09:25 
 Ocena-2 na 4
Logik (812 punktów)
najpierw odpowiedz na MOJE pytania ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
17-12-2010 21:10 
 Ocena 1 na 1
Rafaela (2059 punktów)
>Ależ jest taki kraj gdzie co do zasady nie refunduje się leków. Nazywa się Stany Zjednoczone i co roku z powodu braku możliwości skorzystania z opieki medycznej umiera tam ok. 100 tys. osób.
Podaj, proszę źródło umieralności 'z powodu braku możliwości skorzystania z opieki medycznej' w US.
W US podstawą jest ubezpieczenie. Kiedy płaci się miesięcznie więcej można wybrać z kilku planów ubezpieczenia, z tych, które proponują w pracy, np. plan rodzinny 465$/m-c + ok. 900$ doklada praca i wówczas płaci się za każde lekarstwo 20$ bez względu na to, ile ono kosztuje. W przypadku ubezpieczenia słabszego płaci się 20% ceny leku, a resztę pokrywa ubezpieczenie. Ważne jest ubezpieczenie pacjenta.
Osoba nieubezpieczona ma wiele możliwości, by stan pokrył za nią koszty. Trzeba pukać do wielu drzwi, gdy jest się nieubezpieczonym, ale nie jest tak, że osoba taka zostawiona jest sama sobie. Ma się możliwości ograniczone, ale są.
W Polsce leki są refundowane, a zdarza się, że ktos umiera na ulicy, to jest zupełnie inny problem.

**widzę co jest, nie co chcę, by było**
17-12-2010 22:12 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)

>W US podstawą jest ubezpieczenie.

Połowa bankructw konsumenckich w USA jest spowodowana brakiem środków na leczenie przy poważniejszych schorzeniach. I owszem, 2/3 bankrutów miało ubezpieczenia, tyle że koszty leczenia w USA są absolutnie najwyższe na świecie, przy wynikach często bardzo skromnych: 37 miejsce w rankingu poziomu opieki medycznej i np. śmiertelność niemowląt na poziomie bliskim państwom tzw. trzeciego świata.

www.consum(*)s04/2005/bankruptcy_study.html

Wiesz, Obama nie wygrał wyborów m.in. obietnicami reformy opieki zdrowotnej przez przypadek.
17-12-2010 23:18 
 Ocena 1 na 1
Rafaela (2059 punktów)
>Wiesz, Obama nie wygrał wyborów m.in. obietnicami reformy opieki zdrowotnej przez przypadek.
Uważasz, że Obama wygrał bo interesowała go sytuacja w opiece zdrowotnej? Czy dobrze zrozumiałam?
Dla mnie to nonsens. Jego cały program nie miał najmniejszego znaczenia. To Republikanie na własne życzenie przegrali albo inaczej pozwolili mu wygrać. Nieumiejętność przestawienia irackiej wojny, a przede wszystkim kryzys były sprzymierzeńcami Obamy. Paradoksalnie najbogatsi Amerykanie zagłosowali na czarnoskórego polityka, bo potrzebowali zmian. Hitem w sieci stały się filmiki Obamy publikowane na YouTube, on sam okazał się mistrzem medialnym, dotarł do młodych. Najwięcej zainwestowali w kampanię Obamy właśnie najbogatsi, a ilość zebranych pieniędzy na kampanię świadczy o poparciu społecznym. Amerykanie potrzebowali prezydenta z haryzmą, na fali i takim był wtedy Obama.


**widzę co jest, nie co chcę, by było**
17-12-2010 23:30 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Wiesz, Obama nie wygrał wyborów m.in. obietnicami reformy opieki zdrowotnej przez przypadek.
>Uważasz, że Obama wygrał bo interesowała go sytuacja w opiece zdrowotnej? Czy dobrze zrozumiałam?

Politycy nie wygrywają wyborów dzięki temu co ich interesuje. A co do reakcji jego elektoratu, popatrz na:

www.youtube.com/watch?v=Fe751kMBwms

Przewiń do 4:55 i posłuchaj jakie dostaje brawa, kiedy mówi: "Our new American majority can end the outrage of unaffordable, unavailable health care in our time. We can bring doctors and patients, workers and businesses, Democrats and Republicans together, and we can tell the drug and insurance industry that, while they get a seat at the table, they don't get to buy every chair, not this time, not now."

Wiwatują mu w tym momencie ludzie, którzy dobrze wiedzą, że nawet będąc członkami niższej klasy średniej i kupując takie ubezpieczenia na jakie ich stać, mają wielkie szanse na bankructwo np. po poważniejszym wypadku samochodowym.
Rafaela (2059 punktów)
>Wiwatują mu w tym momencie ludzie, którzy dobrze wiedzą, że nawet będąc członkami niższej klasy średniej i kupując takie ubezpieczenia na jakie ich stać, mają wielkie szanse na bankructwo np. po poważniejszym wypadku samochodowym.

Pozwolisz, że pozostanę przy swoim zdaniu, a co do wiwatowania, to przyznam, że polityk dla siebie/swojej sprawy znajdzie zwolenników, wystarczy, że wie jak do nich dotrzeć, inaczej - co do nich mówić, co im obiecywać etc. Chętnie porozmawiam o osiągnięciach Obawy pod koniec jego kadencji.

**widzę co jest, nie co chcę, by było**
18-12-2010 14:58 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Pozwolisz, że pozostanę przy swoim zdaniu

Nie wiem jak miałbym niby nie pozwolić, ale trochę jest zabawne, że tak na to nalegasz. Twoje zdanie w niczym nie przeczy mojemu.

>a co do wiwatowania, to przyznam, że polityk dla siebie/swojej sprawy znajdzie zwolenników, wystarczy, że wie jak do nich dotrzeć, inaczej - co do nich mówić, co im obiecywać etc. Chętnie porozmawiam o osiągnięciach Obawy pod koniec jego kadencji.

Naprawdę nie wiem gdzie znalazłaś w tym co pisałem jakieś oceny osiągnięć Obamy. Obawiam się, że zaprzeczanie temu, że reforma służby zdrowia była ważnym punktem jego kampanii (jak można obecnie zaobserwować, rzeczywiście realizowanym) to dyskutowanie z faktami.
02-01-2011 10:49 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)

>Naprawdę nie wiem gdzie znalazłaś w tym co pisałem jakieś oceny osiągnięć Obamy.

To on jakieś ma ???

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Konowal (6291 punktów)

>Wiesz, Obama nie wygrał wyborów m.in. obietnicami reformy opieki zdrowotnej przez przypadek.

Bzdura, ale dzięki temu przegra następne :-D


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Połowa bankructw konsumenckich w USA jest spowodowana brakiem środków na leczenie przy poważniejszych schorzeniach.

Tylko jesteś pewien co do tego, że jest to wina "liberalnej gospodarki"? W państwach "opiekuńczych" przecież nie jest wcale tak różowo, jak chcieliby to widzieć różnej maści socjaliści. Daleko nie trzeba szukać. Nawet jeśli państwo zapewni ci "bezpłatną" opiekę zdrowotną, to i tak nie gwarantuje ci to bezpieczeństwa w przypadku poważnego schorzenia. I tak możesz umrzeć czekając na zabieg, bo najbliższy wolny termin jest dopiero za rok. Historia dość dobitnie pokazuje, że podejmowane przez państwo próby uczynienia rynku "bardziej sprawiedliwym" (np. przez urzędowe narzucanie cen) prowadzą do niedoborów towarów i usług. Z opieką zdrowotną nie jest wcale inaczej. A zdesperowana rodzina widząc nieudolność "darmowej" służby zdrowia i tak będzie skłonna się zadłużyć celem ratowania życia bliskiej osoby i nie widzę w tym nic dziwnego.
12-01-2011 12:53 
 Ocena 4 na 4
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Tylko jesteś pewien co do tego, że jest to wina "liberalnej gospodarki"? W państwach "opiekuńczych" przecież nie jest wcale tak różowo, jak chcieliby to widzieć różnej maści socjaliści.

Masz w wątku ładny przykład systemów startujących z praktycznie tego samego poziomu i tej samej organizacji: USA i Kanady, których ścieżki od roku 1970 się rozeszły. "Socjalistyczna" Kanada płacąc połowę tego co USA ma znacząco lepsze wskaźniki zdrowia i poziomu opieki zdrowotnej. Człowiek który zorganizował kanadyjski system opieki zdrowotnej został wybrany "Kanadyjczykiem Wszechczasów", głównie ze względu na stworzenie Medicare. Ponad 80% silnie popiera swój system opieki zdrowotnej, mimo wszystkich jego wad z kolejkami na czele. Porównaj to sobie z USA i odpowiedz sobie na dwa pytania: co jest "socjalistycznego" w kupowaniu taniej lepszego produktu i zadowoleniu klienta? Co jest "liberalnego" w przepłacaniu za gorszy towar z którego klient nie jest zadowolony?
20-12-2010 00:39 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)
Nie pamiętam z jakich danych korzystałem pisząc tamten post. Ogólnie w literaturze nieefektywność amerykańskiego systemu jest dość szeroko omawiana. Nie mam czasu, ani chęci żeby wracać do tego tematu, ale tak na szybko to informacje o tym ile osób niepotrzebnie umiera w USA można zleźć: tu, tu, tu i tu.
Kinia Kinska (825 punktów)
>Na wstępie zaznaczam, że, po pierwsze, nie jest to z mojej strony żadna prowokacja, tylko pytanie z
>czystej ciekawości, a po drugie, pytanie to jest skierowane głównie do grupy najbardziej
>ortodoksyjnych liberałów na tym forum.

Na wstępie zaznaczam, że nie jestem ortodoksyjnym liberałem.

>A pytanie to brzmi - Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa
>stałoby się z refundacją leków? Czy zostałaby zlikwidowana całkowicie, pozwalając w bardzo wielu
>przypadkach na możliwość leczenia tylko bogatym (niektóre neuroleptyki i inne psychotropy, leki na
>raka, parkinsona, alzheimera, leki przeciwwirusowe - bywają cholernie drogie, nie mówiąc już, że
>ogólnie leki tanie nie są, co przy konieczności zażywania wielu jest dużym obciążeniem)? Czy może
>ten wymysł komuchów zawistnie patrzących na bogu ducha winnych bogaczy (drwina nieco zaczepna)
>zostałby jednak zachowany?

A odpowiedź brzmi: w przypadku państwa modelowo liberalnego nie ma potrzeby utrzymywania takich dotacji, ponieważ istnieją mechanizmy wolnorynkowe, które mogą je bez problemu zastąpić - ot, chociażby ubezpieczenia od konieczności przyjmowania leków (nawet jeśli w tej chwili tego typu ubezpieczeń nie ma, to z pewnością pojawiłyby się, gdyby był na nie popyt).


Immortality is the only fate which is worse than death
25-09-2010 13:12 
 Ocena 6 na 6
sztejkat (4743 punktów)
>(...)chociażby ubezpieczenia od konieczności przyjmowania leków(...)

Zastanawia mnie, gdzie w takim systemie ubezpieczeń jest miejsce na zysk? Zyski firm ubezpieczeniowych bazują przecież na statystycznym rachunku: prawdopodobieństwo x koszt <= suma składek.

Oczywistym jest też, że nie opłaca się ubezpieczać osób z grup wysokiego ryzyka. No, może opłacałoby się, gdyby płacili oni odpowiednio wysoką stawkę. Dodać należy: stawkę wystarczająco zaporową, by ludzie raczej stawiali na łut szczęścia niż na ubezpieczenie.

Owszem, sądzę, że w stanie nasycenia rynku ubezpieczeniowego znaleźliby się tacy, którzy spróbowaliby zająć owe ryzykowne nisze. Nie sądzę jednak, aby było to ubezpieczenie dostępne, powszechne i tanie. Raczej przyjęłoby ono formy dzisiejszych ubezpieczeń np. mieszkań, gdzie ubezpiecza się generalnie mieszkanie, ale nie.... i tu następują dziesiątki wyjątków i wymagań szczegółowych. Coś jak "darmowy assistance" do karty płatniczej jaką otrzymali moi rodzice. Darmowy, ale... tylko dla aut nie starszych niż 5 lat. Dość powiedzieć, że niektóre firmy mają tak sformułowane "ogólne warunki ubezpieczeń mieszkań", że od strony formalnej patrząc, ubezpieczenie od zalania wymaga.... atestowanego zamka w drzwiach.

Spojrzę więc na zupełnie wolny rynek usług medycznych i ubezpieczeń brutalnie i pesymistycznie: niekiedy opłaca się by człowiek po prostu umarł. Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji w której mechanizm zysków i strat wykreowałby układ w którym opłacałoby się leczyć każdego i za każdą cenę.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
25-09-2010 13:56 
 Ocena 2 na 2
Kinia Kinska (825 punktów)
>>(...)chociażby ubezpieczenia od konieczności przyjmowania leków(...)
>Zastanawia mnie, gdzie w takim systemie ubezpieczeń jest miejsce na zysk? Zyski firm ubezpieczeniowych bazują przecież na statystycznym rachunku: prawdopodobieństwo x koszt <= suma składek.

Nie. Zapomniałeś o zyskach z inwestycji!

>Oczywistym jest też, że nie opłaca się ubezpieczać osób z grup wysokiego ryzyka.

Dlatego ubezpieczać należy się odpowiednio wcześnie - zanim się do grupy wysokiego ryzyka trafi.

>Spojrzę więc na zupełnie wolny rynek usług medycznych i ubezpieczeń brutalnie i pesymistycznie: niekiedy opłaca się by człowiek po prostu umarł.

Spojrzyj w ten sam sposób na obecnie istniejący rynek usług medycznych, a także - na rynek rent i emerytur. Ja spojrzałam już dawno - jestem kompleksowo ubezpieczona, a część zarobionych pieniędzy inwestuję, by zabezpieczyć sobie (odległą) przyszłość.

>Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji w której mechanizm zysków i strat wykreowałby układ w którym opłacałoby się leczyć każdego i za każdą cenę.

Cóż, myślałam, że rozmawiamy o państwie modelowo liberalnym.

Immortality is the only fate which is worse than death
25-09-2010 16:20 
 Ocena 3 na 3
salek (4701 punktów)
>>Zastanawia mnie, gdzie w takim systemie ubezpieczeń jest miejsce na zysk? Zyski firm ubezpieczeniowych bazują przecież na statystycznym rachunku: prawdopodobieństwo x koszt <= suma składek.
>Nie. Zapomniałeś o zyskach z inwestycji!
Nie sztejkat zapomniał o inwestycjach, a Ty - o mechaniźmie działania ubezpieczeń okresowych. Zwykle to, co wpłacane jest jako składki na bieżąco wydawane jest jako świadczenia. Jak więc można mówić o inwestycjach, skoro nie ma co inwestować?
Nie wspominając już, że :
a) ubezpieczalnia nie jest od zarabiania pieniędzy, a pilnowania konsumentów i dostawców usług oraz regulowania ich należności.
b) gdyby przyjąć, że na leczenie można sobie w ubezpieczalni odłożyć, to w przypadku poważnego rozchorowania się w miesiąc po otworzeniu rachunku ubezpieczeniowego byłoby można zapewne poleżeć sobie w szpitalu.. ale na leczenie raczej nie starczyłoby środków.

>>Spojrzę więc na zupełnie wolny rynek usług medycznych i ubezpieczeń brutalnie i pesymistycznie: niekiedy opłaca się by człowiek po prostu umarł.
>Spojrzyj w ten sam sposób na obecnie istniejący rynek usług medycznych
Wygląda tak samo. Różnica polega jedynie na sposobie selekcji:
- w państwie modelowo liberalnym umiera się, bo się nie zabezpieczyło (ubezpieczeniem czy posiadanymi środkami)
- w państwie według obecnego modelu umiera się, bo się nie doczekało - z uwagi na urzędowe limity, ograniczoną listę leków refundowanych i kolejki.
Różnica polega zatem na tym, kto decyduje o swoim zgonie: w pierwszym przypadku decyduje się samodzielnie, w drugim - urzędnik przyznający limity środków na leczenie.

>>Nie umiem sobie wyobrazić sytuacji w której mechanizm zysków i strat wykreowałby układ w którym opłacałoby się leczyć każdego i za każdą cenę.
>Cóż, myślałam, że rozmawiamy o państwie modelowo liberalnym.
Co ma piernik do wiatraka?
05-10-2010 19:43 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Wygląda tak samo. Różnica polega jedynie na sposobie selekcji:
>- w państwie modelowo liberalnym umiera się, bo się nie zabezpieczyło (ubezpieczeniem czy posiadanymi środkami)
>- w państwie według obecnego modelu umiera się, bo się nie doczekało - z uwagi na urzędowe limity, ograniczoną listę leków refundowanych i kolejki.
>Różnica polega zatem na tym, kto decyduje o swoim zgonie: w pierwszym przypadku decyduje się samodzielnie, w drugim - urzędnik przyznający limity środków na leczenie.

Dodałbym tylko, że
a) W razie braku zabezpieczenia osoba pracująca może jeszcze zaciągnąć kredyt.
b) W systemie liberalnym stan zamożności obywateli sukcesywnie się podnosi, więc zwiększa się dla nich liczba dostępnych finansowo sposobów leczenia. Co za tym idzie spada śmiertelność ludzi, których leczenie nie jest tak drogie, ale w systemie socjalnym dysponowaliby mniejszymi środkami i nie byłoby ich na to leczenie stać, a kolejki do publicznej oferty byłyby zbyt długie.
06-10-2010 01:54 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>b) W systemie liberalnym stan zamożności obywateli sukcesywnie się podnosi

Czy możesz przytoczyć jakieś konkretne dane odnośnie tempa tego podnoszenia się zamożności?


Nie stosuję emoticonów
06-10-2010 16:02 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Czy możesz przytoczyć jakieś konkretne dane odnośnie tempa tego podnoszenia się zamożności?

Cóż, to temat tradycyjnego sporu pomiędzy gospodarczymi socjalistami a liberałami. Ten wątek, jeśli dobrze zrozumiałem intencje autora, ma odpowiedzieć na pytanie czy liberałowie są okrutni i pozwolą ludziom umrzeć z biedy. Przedstawiłem całość liberalnego spojrzenia na tę kwestię pokazując, że uznajemy, iż w "naszym" systemie liczba ludzi umierających z biedy będzie mniejsza, więc nie można powiedzieć, że jesteśmy mniej humanitarni. Jeśli chcesz dyskutować na tematy związane z szybkością rozwoju gospodarczego, to zapraszam do wątków, które bardziej się do tego nadają. Ja zawsze chętnie podejmę rękawicę.
07-10-2010 15:32 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>>Czy możesz przytoczyć jakieś konkretne dane odnośnie tempa tego podnoszenia się zamożności?
>Cóż, to temat tradycyjnego sporu pomiędzy gospodarczymi socjalistami a liberałami. Ten wątek, jeśli dobrze zrozumiałem intencje autora, ma odpowiedzieć na pytanie czy liberałowie są okrutni i pozwolą ludziom umrzeć z biedy. Przedstawiłem całość liberalnego spojrzenia na tę kwestię pokazując, że uznajemy, iż w "naszym" systemie liczba ludzi umierających z biedy będzie mniejsza, więc nie można powiedzieć, że jesteśmy mniej humanitarni. Jeśli chcesz dyskutować na tematy związane z szybkością rozwoju gospodarczego, to zapraszam do wątków, które bardziej się do tego nadają. Ja zawsze chętnie podejmę rękawicę.

Mnie nie chodzi o "pojedynek" ideologiczny, lecz o konkretne wartości, które można by uznać za zasługę danego ustroju. Dopiero wtedy będzie można podjąć próbę oceny, czy liczba umierających z biedy będzie mniejsza lub większa. Do tej pory to widzę jedynie zapewnienia analogiczne do oświadczeń dawnych socjalistów o ustroju "powszechnej szczęśliwości". Nie widzę namacalnych danych pozwalających ocenić "stopień humanitaryzmu". Pomysł na rzeczywistość, który propagujecie nie na tyle spekulatywny, że jego konkretne realizacje mogą być bardzo różne. W tym możliwe są takie, że realny "stopień humanitaryzmu" będzie bardzo niski.

Nie stosuję emoticonów
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
>> Ja zawsze chętnie podejmę rękawicę.
>Mnie nie chodzi o "pojedynek" ideologiczny, lecz o konkretne wartości, które można by uznać za zasługę danego ustroju.

Neoliberalne wartości są jasne i proste.
Chciwość jest dobra, a już zagrabiona własność jest święta.
Jedynym ich bogiem jest Mamona, najlepiej w postaci Złotego Cielca /pieniądz kruszcowy/.

Jeżeli naprawdę wierzy Pan, że otrzyma Pan jakieś nowe merytoryczne argumenty,
to proszę najpierw wspomnieć fraszkę mądrego biskupa:

Nie nowina, że głupi mądrego przegadał;
Kontent więc, iż uczony nic nie odpowiadał,
Tym bardziej jeszcze krzyczeć przeraźliwie począł;
Na koniec, zmordowany, gdy sobie odpoczął,
Rzekł mądry, żeby nie był w odpowiedzi dłużny:
" Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny."


I dopiero wtedy będzie Pan mógł podjąć próbę oceny humanizmu i humanitaryzmu proponowanych rozwiązań.

Serdecznie pozdrawiam.

@@@
.
07-10-2010 19:46 
 Ocena 3 na 3
Lucyferus (588 punktów)
>Neoliberalne wartości są jasne i proste.
> Chciwość jest dobra, a już zagrabiona własność jest święta.
Ojoj... homopitek pytał o wartości - dane statystyczne, a Panu się znowu "chciwość" włączyła

>" Wiesz, dlaczego dzwon głośny? Bo wewnątrz jest próżny."
No to całe szczęście, że choć Pana wypowiedzi są zwięzłe i na temat
07-10-2010 19:35 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
Tu nie chodzi o to by sprawdzić, czy podejście liberałów jest słuszne, lecz by sprawdzić "jak to widzą liberałowie". Czy są okrutni, czy też uważają, że system liberalny i z tym problemem, ich zdaniem, sobie poradzi. Odpowiedź na to pytanie nie ma stanowić podstawy do oceny systemu, tylko do osądu stopnia humanitaryzmu ludzi, którzy go aprobują. My (liberałowie) uznajemy, że Wasze (socjalne) rozwiązania sprawdzają się gorzej niż nasze, wskutek czego umiera więcej ludzi. Nikt nie mówi jednak, że socjalista jest okrutny, bo każdy wie, że feruje takie rozwiązania ponieważ wierzy w ich skuteczność. Analogicznie w drugą stronę. To, który system rzeczywiście jest lepszy, nie ma w tym momencie znaczenia.

>Mnie nie chodzi o "pojedynek" ideologiczny, lecz o konkretne wartości, które można by uznać za zasługę danego ustroju.
Zwróć uwagę, że jeśli przekonam Cię, że jakieś znaczące i konkretne wartości są zasługą systemu liberalnego, w zasadzie staniesz się liberałem (przynajmniej na tej płaszczyźnie). Chyba nie liczysz na to, że obyłoby się to bez klasycznej polemiki socjalizm vs liberalizm?
homopitek (1536 punktów)
>To, który system rzeczywiście jest lepszy, nie ma w tym momencie znaczenia.

Z tym się nie zgodzę. Odrywanie konkretnych ludzi od głoszonych przez nich poglądów jest błędem. Okrucieństwo pośrednie jest tak samo okrutne, jak bezpośrednie. Przykładem jest Yeng Sary, który do spółki z Pol Potem stworzył system ludobójczy, ale sam nikogo nie zabił osobiście.
Systemy społeczne nie tworzą się same z siebie. lecz są efektem myślenia i działania konkretnych ludzi.

>Zwróć uwagę, że jeśli przekonam Cię, że jakieś znaczące i konkretne wartości są zasługą systemu liberalnego, w zasadzie staniesz się liberałem (przynajmniej na tej płaszczyźnie). Chyba nie liczysz na to, że obyłoby się to bez klasycznej polemiki socjalizm vs liberalizm?

Konkrety to konkrety i "klasyka" nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Jeśli są konkrety, to jest nad czym się zastanawiać;


Nie stosuję emoticonów
09-10-2010 22:08 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Odrywanie konkretnych ludzi od głoszonych przez nich poglądów jest błędem.
Nie odrywam ludzi od poglądów, tylko poglądy od oceny ich zgodności z prawdą.

>Okrucieństwo pośrednie jest tak samo okrutne, jak bezpośrednie.
Mylisz podział na pośredni i bezpośredni z podziałem na świadomy i nieświadomy.

>Konkrety to konkrety i "klasyka" nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Jeśli są konkrety, to jest nad czym się zastanawiać;
Konkrety, których żądasz dotyczą prawdziwości teorii, a my rozmawiamy humanitaryzmie jej zwolenników.
10-10-2010 05:59 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Nie odrywam ludzi od poglądów, tylko poglądy od oceny ich zgodności z prawdą.

Tyz piknie.

>>Okrucieństwo pośrednie jest tak samo okrutne, jak bezpośrednie.
>Mylisz podział na pośredni i bezpośredni z podziałem na świadomy i nieświadomy.

Nie mylę, ponieważ one chodzą parami (np. pośredni i nieświadomy).

>Konkrety, których żądasz dotyczą prawdziwości teorii, a my rozmawiamy humanitaryzmie jej zwolenników.

A cóż to za humanitaryzm, który jest zbudowany na wątpliwej interpretacji rzeczywistości? Co z tego, że ktoś deklaruje jakąś pozycję, skoro głoszone przez niego teorie to tylko dobre chęci, bo nie ma dowodów na sensowność jego pomysłów. Nic z tego nie wynika, oprócz ideologicznego gadania.
A może zwolennicy tej teorii nie mają za grosz humanitaryzmu, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca? Może mają inne intencje, tylko słuchacz nie jest w stanie tego zweryfikować?

Nie stosuję emoticonów
11-10-2010 13:08 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>>>Okrucieństwo pośrednie jest tak samo okrutne, jak bezpośrednie.
>>Mylisz podział na pośredni i bezpośredni z podziałem na świadomy i nieświadomy.
>Nie mylę, ponieważ one chodzą parami (np. pośredni i nieświadomy).
Czyli, innymi słowy, uważasz, że okrucieństwo nieświadome tak samo źle świadczy o humanitaryzmie człowieka, jak okrucieństwo w pełni świadome?

>Co z tego, że ktoś deklaruje jakąś pozycję, skoro głoszone przez niego teorie to tylko dobre chęci, bo nie ma dowodów na sensowność jego pomysłów. Nic z tego nie wynika, oprócz ideologicznego gadania.
"Dobre chęci" cechują ludzi o tzw. "dobrym sercu" - czyli raczej humanitarnych.
Sensowność pomysłów cechuje ludzi, którzy znają się na danym problemie. To dwie oddzielne cechy.

>A może zwolennicy tej teorii nie mają za grosz humanitaryzmu, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca? Może mają inne intencje, tylko słuchacz nie jest w stanie tego zweryfikować?
A może w ogóle wszyscy tutaj nie wierzą w to co mówią, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca? Dyskutując na forum dyskusyjnym musisz zakładać, że rozmówca wierzy w słuszność stanowiska, które prezentuje. W przeciwnym wypadku dyskusja z definicji zaczyna być "personalna".
homopitek (1536 punktów)
>Czyli, innymi słowy, uważasz, że okrucieństwo nieświadome tak samo źle świadczy o humanitaryzmie człowieka, jak okrucieństwo w pełni świadome?

Zależy, którego człowieka. Jeśli jest to osoba zdolna to budowania skomplikowanych konstrukcji teoretycznych z nauk społecznych, to będzie "tak samo żle".

>"Dobre chęci" cechują ludzi o tzw. "dobrym sercu" - czyli raczej humanitarnych.
>Sensowność pomysłów cechuje ludzi, którzy znają się na danym problemie. To dwie oddzielne cechy.

Znów powiem "zależy, od którego". W przypadku ludzi, którzy powinni mieć lub łatwo mogą zdobyć wiedzę potrzebną do głoszenia sensownych pomysłów, deklarowane "dobre chęci" nie świadczą o niczym, jeśli głoszone poglądy nie są testowalne na sensowność. "Dobre chęci" powinny znajdować swój "upust" w sensownych sposobach ich realizacji.

>A może w ogóle wszyscy tutaj nie wierzą w to co mówią, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca?

To nie jest wykluczone. Na przykład, jedni mogą mówić to w co wierzą, a inni wierzyć w to co mówią.

> Dyskutując na forum dyskusyjnym musisz zakładać, że rozmówca wierzy w słuszność stanowiska, które prezentuje. W przeciwnym wypadku dyskusja z definicji zaczyna być "personalna".

Niekoniecznie musi być "personalna". Prezentowana publicznie wiara w słuszność jakiegoś (w tym własnego) stanowiska może wynikać z różnych rzeczy. Mnie zdarza się prezentować stanowiska, których słuszności nie jestem pewien, ale aktualnie nie widzę lepszego.

Nie stosuję emoticonów
21-10-2010 00:23 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Zależy, którego człowieka.
Aha, i Ty wiesz, że liberałowie to akurat Ci "źli", tak?

>Jeśli jest to osoba zdolna to budowania skomplikowanych konstrukcji teoretycznych z nauk społecznych, to będzie "tak samo żle".
Czyli innymi słowy: "jeśli jest to osoba zdolna zrozumieć, że to socjalizm jest właściwym rozwiązaniem, to będzie tak samo źle". Czyli jeśli dana osoba jest socjalistą, ale głosi poglądy liberalne to jest niehumanitarna. Cóż, dla mnie taka osoba na pewno jest dziwna, ale chyba nie o takich tu rozmawiamy?

>W przypadku ludzi, którzy powinni mieć lub łatwo mogą zdobyć wiedzę potrzebną do głoszenia sensownych pomysłów, deklarowane "dobre chęci" nie świadczą o niczym, jeśli głoszone poglądy nie są testowalne na sensowność.
Czyli znów argument na zasadzie: "udowodnij mi, że naprawdę tak myślisz".

>A może zwolennicy tej teorii nie mają za grosz humanitaryzmu, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca?
>>A może w ogóle wszyscy tutaj nie wierzą w to co mówią, ale wiedząc, że ich recepty są niesprawdzalne mówią to, co się opłaca?
>To nie jest wykluczone. Na przykład, jedni mogą mówić to w co wierzą, a inni wierzyć w to co mówią.
Cóż, jak sam widzisz, musiałeś uciec się do żartu, by nie popaść w absurd.

>Prezentowana publicznie wiara w słuszność jakiegoś (w tym własnego) stanowiska może wynikać z różnych rzeczy. Mnie zdarza się prezentować stanowiska, których słuszności nie jestem pewien, ale aktualnie nie widzę lepszego.
Zgadza się. I dlatego ciężko uznać obronę najlepszego, naszym zdaniem, rozwiązania za niehumanitarne, prawda?
22-10-2010 18:07 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>>Zależy, którego człowieka.
>Aha, i Ty wiesz, że liberałowie to akurat Ci "źli", tak?
>>Jeśli jest to osoba zdolna to budowania skomplikowanych konstrukcji teoretycznych z nauk społecznych, to będzie "tak samo żle".
>Czyli innymi słowy: "jeśli jest to osoba zdolna zrozumieć, że to socjalizm jest właściwym rozwiązaniem, to będzie tak samo źle". Czyli jeśli dana osoba jest socjalistą, ale głosi poglądy liberalne to jest niehumanitarna. Cóż, dla mnie taka osoba na pewno jest dziwna, ale chyba nie o takich tu rozmawiamy?

Rozumiem, że dla Ciebie rzeczywistość ogranicza się do dwóch utopii i ich "walki". Jeśli ktoś wytknie wadę jednej z nich, to musowo jest zwolennikiem drugiej. Czarno-biały film. Wszystko albo nic.

>>W przypadku ludzi, którzy powinni mieć lub łatwo mogą zdobyć wiedzę potrzebną do głoszenia sensownych pomysłów, deklarowane "dobre chęci" nie świadczą o niczym, jeśli głoszone poglądy nie są testowalne na sensowność.
>Czyli znów argument na zasadzie: "udowodnij mi, że naprawdę tak myślisz".

Nie! Udowodnij, że te poglądy mają sens praktyczny lub chociaż to uprawdopodobnij pokazując ich testowalność.

>>To nie jest wykluczone. Na przykład, jedni mogą mówić to w co wierzą, a inni wierzyć w to co mówią.
>Cóż, jak sam widzisz, musiałeś uciec się do żartu, by nie popaść w absurd.

W absurd popadają ci, którzy wierzą w to co mówią. Zastosowałem żart, żeby zachować minimum delikatności.

>>Prezentowana publicznie wiara w słuszność jakiegoś (w tym własnego) stanowiska może wynikać z różnych rzeczy. Mnie zdarza się prezentować stanowiska, których słuszności nie jestem pewien, ale aktualnie nie widzę lepszego.
>Zgadza się. I dlatego ciężko uznać obronę najlepszego, naszym zdaniem, rozwiązania za niehumanitarne, prawda?

Nieprawda. Ocena humanitaryzmu jakiegoś rozwiązania nie ma nic wspólnego z uznawaniem go za najlepsze przez jakieś osoby, o ile nie są one z założenia nieomylne.


Nie stosuję emoticonów
22-10-2010 20:04 
 Ocena 4 na 4
Lucyferus (588 punktów)
>Rozumiem, że dla Ciebie rzeczywistość ogranicza się do dwóch utopii i ich "walki". Jeśli ktoś wytknie wadę jednej z nich, to musowo jest zwolennikiem drugiej. Czarno-biały film. Wszystko albo nic.
Nie. Po prostu odpowiadam na pytanie autora wątku, który stawiając pytanie "ile socjalisty w liberale" sam zasugerował ograniczenie się do dylematów socjalizm vs liberalizm.

>Nie! Udowodnij, że te poglądy mają sens praktyczny lub chociaż to uprawdopodobnij pokazując ich testowalność.
Czyli "udowodnij, że poglądy liberalne mają sens praktyczny". Naprawdę nie dostrzegasz, że jedyne w co może się rozwinąć próba takiego udowadniania to dyskusja socjalizm vs liberalizm?

>W absurd popadają ci, którzy wierzą w to co mówią.
Jak rozumiem, Ty w absurd nie popadasz, a więc nie wierzysz w to co mówisz?

>Zastosowałem żart, żeby zachować minimum delikatności.
I przy okazji zmienić temat

>>Zgadza się. I dlatego ciężko uznać obronę najlepszego, naszym zdaniem, rozwiązania za niehumanitarne, prawda?
>Nieprawda. Ocena humanitaryzmu jakiegoś rozwiązania nie ma nic wspólnego z uznawaniem go za najlepsze przez jakieś osoby, o ile nie są one z założenia nieomylne.
Wyżej zapytałem czy obronę takiego stanowiska, zakładając, że jest szczera, można uznać za zachowanie niehumanitarne?
22-10-2010 20:45 
 Ocena 4 na 4
Kowalska (14008 punktów)
>>W absurd popadają ci, którzy wierzą w to co mówią.

>Jak rozumiem, Ty w absurd nie popadasz, a więc nie wierzysz w to co mówisz?

   Pogubiłam się. Czyli ja miszczyni absurdu popadam w absurd i na dodatek nie wierzę w to co napisałam?

Jezu... Czas się leczyć.


Pomoc terapeutyczna oraz psychologiczna - całodobowo.
Lucyferus (588 punktów)
>Pogubiłam się. Czyli ja miszczyni absurdu popadam w absurd i na dodatek nie wierzę w to co napisałam?
Nie nie, homopitek sugerował tylko, że wiara we własne słowa jest przyczyną popadania w absurd. Czyli jeśli popadasz w absurd to jest duża szansa, że to dlatego, iż wierzyłaś w to co mówiłaś. Czy jakoś tak
22-10-2010 22:38 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>>Rozumiem, że dla Ciebie rzeczywistość ogranicza się do dwóch utopii i ich "walki". Jeśli ktoś wytknie wadę jednej z nich, to musowo jest zwolennikiem drugiej. Czarno-biały film. Wszystko albo nic.
>Czyli "udowodnij, że poglądy liberalne mają sens praktyczny". Naprawdę nie dostrzegasz, że jedyne w co może się rozwinąć próba takiego udowadniania to dyskusja socjalizm vs liberalizm?

Naprawdę nie dostrzegam takiej konieczności, jeśli chodzi o mnie. Dlaczego tylko socjalizm i liberalizm? Dlaczego znajdując mankament jednej z tych utopii mam automatycznie popadać w drugą? Dlaczego nie mogę uważać, że obie te koncepcje mają ograniczony "zasięg stosowalności"? Czy tylko dlatego, że ich zdeklarowani zwolennicy przerobili je na ideologie dobre na wszelkie sytuacje i opisujące całość życia społecznego?

>>W absurd popadają ci, którzy wierzą w to co mówią.
>Jak rozumiem, Ty w absurd nie popadasz, a więc nie wierzysz w to co mówisz?

Najpierw myślę, a potem mówię, co wymyśliłem. Wiem, że to dość nietypowe podejście, ponieważ większość coś mówi, a potem dopiero myśli, że skoro to powiedziało, to teraz trzeba bronić produktu swoich strun głosowych do upadłego.

>>>Zgadza się. I dlatego ciężko uznać obronę najlepszego, naszym zdaniem, rozwiązania za niehumanitarne, prawda?
>>Nieprawda. Ocena humanitaryzmu jakiegoś rozwiązania nie ma nic wspólnego z uznawaniem go za najlepsze przez jakieś osoby, o ile nie są one z założenia nieomylne.
>Wyżej zapytałem czy obronę takiego stanowiska, zakładając, że jest szczera, można uznać za zachowanie niehumanitarne?
I dostałeś odpowiedź, choć nie łopatologiczną.
Próby rozbijania problemu na "atomy" nic tu nie zmienią, ponieważ uparcie będę wracał do powinności posiadania łatwo dostępnej wiedzy rzutującej na ocenę humanitaryzmu danego poglądu. W przypadku ludzi, dla których taka wiedza jest dostępna, "szczera obrona" jest tak samo niehumanitarna jak broniony pogląd.

Nie stosuję emoticonów
Lucyferus (588 punktów)
>Naprawdę nie dostrzegam takiej konieczności, jeśli chodzi o mnie. Dlaczego tylko socjalizm i liberalizm? Dlaczego znajdując mankament jednej z tych utopii mam automatycznie popadać w drugą? Dlaczego nie mogę uważać, że obie te koncepcje mają ograniczony "zasięg stosowalności"? Czy tylko dlatego, że ich zdeklarowani zwolennicy przerobili je na ideologie dobre na wszelkie sytuacje i opisujące całość życia społecznego?
Nie. Dlatego, że Twoja teza o braku humanitaryzmu jednej ze stron została oparta na zakwestionowaniu tezy o szybszym rozwoju gospodarczym w systemie modelowo liberalnym niż w systemie socjalnym. Spójrz na początek naszej dyskusji.

>Próby rozbijania problemu na "atomy" nic tu nie zmienią, ponieważ uparcie będę wracał do powinności posiadania łatwo dostępnej wiedzy rzutującej na ocenę humanitaryzmu danego poglądu. W przypadku ludzi, dla których taka wiedza jest dostępna, "szczera obrona" jest tak samo niehumanitarna jak broniony pogląd.
J/w. Oparłeś swoją argumentację na zakwestionowaniu tezy o wyższości jednego systemu nad drugim. Na ten temat niepodważalnej wiedzy nie ma. Są tylko poglądy.

>Najpierw myślę, a potem mówię, co wymyśliłem. Wiem, że to dość nietypowe podejście, ponieważ większość coś mówi, a potem dopiero myśli, że skoro to powiedziało, to teraz trzeba bronić produktu swoich strun głosowych do upadłego.
Ale wierzysz w to co mówisz, tak?
homopitek (1536 punktów)
Taki był początek naszej dyskusji:

Lucyferus:
>Dodałbym tylko, że
>a) W razie braku zabezpieczenia osoba pracująca może jeszcze zaciągnąć kredyt.
>b) W systemie liberalnym stan zamożności obywateli sukcesywnie się podnosi, więc zwiększa się dla nich liczba dostępnych finansowo sposobów leczenia. Co za tym idzie spada śmiertelność ludzi, których leczenie nie jest aż tak drogie, ale w systemie socjalnym dysponowaliby mniejszymi środkami i nie byłoby ich na to leczenie stać, a kolejki do publicznej oferty byłyby zbyt długie.

Homopitek:
>b) W systemie liberalnym stan zamożności obywateli sukcesywnie się podnosi
Czy możesz przytoczyć jakieś konkretne dane odnośnie tempa tego podnoszenia się zamożności?

Lucyferus:
>Cóż, to temat tradycyjnego sporu pomiędzy gospodarczymi socjalistami a liberałami. Ten wątek, jeśli dobrze zrozumiałem intencje autora, ma odpowiedzieć na pytanie czy liberałowie są okrutni i pozwolą ludziom umrzeć z biedy. Przedstawiłem całość liberalnego spojrzenia na tę kwestię pokazując, że uznajemy, iż w "naszym" systemie liczba ludzi umierających z biedy będzie mniejsza, więc nie można powiedzieć, że jesteśmy mniej humanitarni.

Homopitek:
>Mnie nie chodzi o "pojedynek" ideologiczny, lecz o konkretne wartości, które można by uznać za zasługę danego ustroju. Dopiero wtedy będzie można podjąć próbę oceny, czy liczba umierających z biedy będzie mniejsza lub większa. Do tej pory to widzę jedynie zapewnienia analogiczne do oświadczeń dawnych socjalistów o ustroju "powszechnej szczęśliwości". Nie widzę namacalnych danych pozwalających ocenić "stopień humanitaryzmu". Pomysł na rzeczywistość, który propagujecie nie na tyle spekulatywny, że jego konkretne realizacje mogą być bardzo różne. W tym możliwe są takie, że realny "stopień humanitaryzmu" będzie bardzo niski.

W poprzednim poście napisałem:
>Dlaczego tylko socjalizm i liberalizm? Dlaczego znajdując mankament jednej z tych utopii mam automatycznie popadać w drugą? Dlaczego nie mogę uważać, że obie te koncepcje mają ograniczony "zasięg stosowalności"? Czy tylko dlatego, że ich zdeklarowani zwolennicy przerobili je na ideologie dobre na wszelkie sytuacje i opisujące całość życia społecznego?

na co dostałem odpowiedź:
>Nie. Dlatego, że Twoja teza o braku humanitaryzmu jednej ze stron została oparta na zakwestionowaniu tezy o szybszym rozwoju gospodarczym w systemie modelowo liberalnym niż w systemie socjalnym. Spójrz na początek naszej dyskusji.

Tak więc spojrzałem i ujrzałem, co powyżej. Nie ma ani słowa o szybszym rozwoju gospodarczym jednego systemu niż innego, a jest jedynie zapytanie skąd wniosek jakoby poziom zamożności miał się w systemie liberalnym sukcesywnie podnosić. Nie chodziło o porównywanie tempa rozwoju gospodarczego, lecz w ogóle o jego istnienie jako własności danego systemu.
Bez uprawdopodobnienia Twojej tezy o stałym wzroście gospodarczym w systemie liberalnym wszelkie poglądy oparte na tej tezie są czysto spekulatywne.
Nadal nie wiem, dlaczego mam mieć wybór ograniczony do jednego z dwóch systemów utopijnych.

Teraz o wiedzy, której nie ma (Twoim zdaniem) i zastępujących ją poglądach. Wymyślono wiele różnych wskaźników opisujących stan procesów społecznych i nie są one tajne, lecz powszechnie dostępne nawet przez internet. Przy pewnej dozie ciekawości można je sobie odszukać przy pomocy "googlania" lub w literaturze papierowej. Nie są to wskaźniki stworzone na zapotrzebowanie jakiejś ideologii ustrojowej, nie mają na celu pokazywania "wyższości", lecz pomoc w budowaniu sensownych interpretacji różnych zjawisk życia społecznego.

Pod koniec szkoły podstawowej, wraz z czterema kumplami z podwórka, mocno zainteresowałem się szachami. Przez dłuższy czas próbowaliśmy - z uporem maniaków, którymi byliśmy - opracować taką pozycję szachową, w której przeciwnik "nic nie może nam zrobić", czyli wszystko się dobrze i wielokrotnie broni i jedyne co przeciwnik może osiągnąć to wymiany. Taka szachowa utopia dla początkujących, oderwana od zasad strategii i taktyki, których jeszcze nie znaliśmy. Obecne dyskusje forumowe nt. liberalizmu jako żywo przypominają mi takie właśnie szukanie idealnej pozycji, w której "nic złego nie może się stać", ponieważ wszystko "samo się broni". Szukanie oparte na konstrukcjach myślowych łamigłówek i pozbawione realnych odniesień do dostępnych danych empirycznych. Przy takim podejściu bardzo łatwo przekroczyć granice zakresu stosowalności jakiejś koncepcji i pokazywać ją jako panaceum na wszelkie bolączki świata.

>>Najpierw myślę, a potem mówię, co wymyśliłem. Wiem, że to dość nietypowe podejście, ponieważ większość coś mówi, a potem dopiero myśli, że skoro to powiedziało, to teraz trzeba bronić produktu swoich strun głosowych do upadłego.
>Ale wierzysz w to co mówisz, tak?

Nie, mówię to, w co wierzę (lub co wiem).

Nie stosuję emoticonów
26-10-2010 02:27 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Nie ma ani słowa o szybszym rozwoju gospodarczym jednego systemu niż innego, a jest jedynie zapytanie skąd wniosek jakoby poziom zamożności miał się w systemie liberalnym sukcesywnie podnosić.
Na tym polega rozwój gospodarczy, że poziom zamożności obywateli się podnosi.

>Bez uprawdopodobnienia Twojej tezy o stałym wzroście gospodarczym w systemie liberalnym wszelkie poglądy oparte na tej tezie są czysto spekulatywne.
A Ty oczekiwałeś matematycznego dowodu w dyskusji o czyimś humanitaryzmie?

>Nadal nie wiem, dlaczego mam mieć wybór ograniczony do jednego z dwóch systemów utopijnych.
Może dlatego, że to dyskusja pt. "ile socjalisty w liberale"?

>Nie są to wskaźniki stworzone na zapotrzebowanie jakiejś ideologii ustrojowej, nie mają na celu pokazywania "wyższości", lecz pomoc w budowaniu sensownych interpretacji różnych zjawisk życia społecznego.
To tylko pobożne życzenie. Wskaźniki są efektem prac instytucji powstałych często z politycznej inicjatywy. Często również wynik badań zależy w większym stopniu od zleceniodawcy niż przedmiotu badania. Podobnie jak z sondażami wyborczymi.

>Obecne dyskusje forumowe nt. liberalizmu jako żywo przypominają mi takie właśnie szukanie idealnej pozycji, w której "nic złego nie może się stać", ponieważ wszystko "samo się broni".
Napisałem, że w liberalizmie statystycznie dzieje się mniej złego niż w socjalizmie.
Czy to wg Ciebie oznacza, że nic nie może się stać?

>Przy takim podejściu bardzo łatwo przekroczyć granice zakresu stosowalności jakiejś koncepcji i pokazywać ją jako panaceum na wszelkie bolączki świata.
Szukanie panaceum na wszelkie bolączki świata to akurat raczej domena socjalistów.

>>Ale wierzysz w to co mówisz, tak?
>Nie, mówię to, w co wierzę (lub co wiem).
Czyli mówisz to w co wierzysz, ale nie wierzysz w to co mówisz. Odlot
26-10-2010 06:54 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
Dobra, nie będę już Ciebie męczył o konkrety, bo ich nie dostanę. Brak informacji, to też jest informacja.

>To tylko pobożne życzenie. Wskaźniki są efektem prac instytucji powstałych często z politycznej inicjatywy. Często również wynik badań zależy w większym stopniu od zleceniodawcy niż przedmiotu badania. Podobnie jak z sondażami wyborczymi.

Zatem jesteś zwolennikiem tezy W. Lenina, że statystyka to najpierwsza nauka polityczna. A roczniki statystyczne są pewnie zszywane z ulotek propagandowych aktualnie rządzących partii.
W takiej (opresyjnej) sytuacji rzeczywiście nie zostaje nic innego jak snuć utopijne dywagacje w duchu mniemanologii teoretycznej.

>Szukanie panaceum na wszelkie bolączki świata to akurat raczej domena socjalistów.

Okazało się, że nie. Utopistów różnej maści są całe legiony.

>>>Ale wierzysz w to co mówisz, tak?
>>Nie, mówię to, w co wierzę (lub co wiem).
>Czyli mówisz to w co wierzysz, ale nie wierzysz w to co mówisz. Odlot

Nie odlot, lecz logika. Jeśli mówię to, w co wierzę, wiara w to co mówię jest dla mnie bezprzedmiotowa. Po co mam wierzyć w to co powiedziałem, jeśli powiedziałem to, w co wierzę.

Nie stosuję emoticonów
26-10-2010 17:53 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Dobra, nie będę już Ciebie męczył o konkrety, bo ich nie dostanę.
Bo konkrety, których żądasz dotyczą innego tematu. Jak zaznaczyłem na początku chętnie o nich porozmawiam w temacie bardziej do tego celu adekwatnym.

>Zatem jesteś zwolennikiem tezy W. Lenina, że statystyka to najpierwsza nauka polityczna. A roczniki statystyczne są pewnie zszywane z ulotek propagandowych aktualnie rządzących partii.
"Wskaźniki opisujące stan procesów społecznych" a roczniki statystyczne to dwie różne rzeczy. Statystyka mówi o faktach, a wskaźniki najczęściej o ich interpretacji.

>W takiej (opresyjnej) sytuacji rzeczywiście nie zostaje nic innego jak snuć utopijne dywagacje w duchu mniemanologii teoretycznej.
Według Ciebie, jeśli jedno z dwóch rozwiązań uznamy za lepsze to automatycznie staje się ono utopią?

>>Ale wierzysz w to co mówisz, tak?
>Nie, mówię to, w co wierzę (lub co wiem).
>>Czyli mówisz to w co wierzysz, ale nie wierzysz w to co mówisz. Odlot
>Nie odlot, lecz logika. Jeśli mówię to, w co wierzę, wiara w to co mówię jest dla mnie bezprzedmiotowa. Po co mam wierzyć w to co powiedziałem, jeśli powiedziałem to, w co wierzę.
Jeśli Twoja logika podpowiada Ci, że można mówić to w co się wierzy i jednocześnie nie wierzyć w to co się mówi... to wiele wyjaśnia
homopitek (1536 punktów)
>"Wskaźniki opisujące stan procesów społecznych" a roczniki statystyczne to dwie różne rzeczy. Statystyka mówi o faktach, a wskaźniki najczęściej o ich interpretacji.

Więc jednak blisko Ci do Lenina. Ja jednak mam inny pogląd na te sprawy, ponieważ nie potrafię znaleźć pierwiastka "politycznego" np. w ilości urodzeń na 1000 mieszkańców, dzietności kobiet i wielu innych. Oczywiście zawsze można oświadczyć, że to akurat są te, co "nienajczęściej".
Lepiej zajrzyj do rocznika statystycznego, by przekonać się ile tam jest wskaźników i czego dotyczą.

>>W takiej (opresyjnej) sytuacji rzeczywiście nie zostaje nic innego jak snuć utopijne dywagacje w duchu mniemanologii teoretycznej.
>Według Ciebie, jeśli jedno z dwóch rozwiązań uznamy za lepsze to automatycznie staje się ono utopią?

Nie próbuj wykręcać kota ogonem i wmawiać, że to łeb. Dane rozwiązanie nie jest utopijne ze względu na swoją "lepszość", lecz brak jakichkolwiek konkretów.

>>>Ale wierzysz w to co mówisz, tak?
>>Nie, mówię to, w co wierzę (lub co wiem).
>>>Czyli mówisz to w co wierzysz, ale nie wierzysz w to co mówisz. Odlot
>>Nie odlot, lecz logika. Jeśli mówię to, w co wierzę, wiara w to co mówię jest dla mnie bezprzedmiotowa. Po co mam wierzyć w to co powiedziałem, jeśli powiedziałem to, w co wierzę.
>Jeśli Twoja logika podpowiada Ci, że można mówić to w co się wierzy i jednocześnie nie wierzyć w to co się mówi... to wiele wyjaśnia

Nadal nie rozumiesz. Wiara we własne słowa jest potrzebna ludziom, którzy szybciej mówią niż myślą. Podświadomość nasuwa im pewne skojarzenia (myślenie równoczesne), które natychmiast ogłaszają światu, a potem dopiero szukają dla nich przyczynowych (sekwencyjnych) wyjaśnień. jeśli stosujesz metodę odwrotną, czyli najpierw pomyślisz, a potem powiesz, to wiara we własne słowa jest niepotrzebna.


Nie stosuję emoticonów
26-10-2010 21:49 
 Ocena 3 na 3
Lucyferus (588 punktów)
>Więc jednak blisko Ci do Lenina.
Wszak Lenin to czołowa postać liberalnej utopii. W ogóle to sceptycyzm przecież przeszkadza w "racjonalnym" pojmowaniu świata, prawda?

>Ja jednak mam inny pogląd na te sprawy, ponieważ nie potrafię znaleźć pierwiastka "politycznego" np. w ilości urodzeń na 1000 mieszkańców, dzietności kobiet i wielu innych.
To jest prosta statystyka faktów. Wskaźniki, które byłyby potrzebne nam, to wskaźniki ekonomiczne, bo żądasz uzasadnienia dla tezy o rozwoju gospodarczym.

>Lepiej zajrzyj do rocznika statystycznego, by przekonać się ile tam jest wskaźników i czego dotyczą.
Faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłem prezentując podział na statystykę i wskaźniki. Chodziło mi o rozróżnienie wskaźników typu "najlepszy kraj do życia" (niedawno prezentowane w znanym serwisie informacyjnym) lub innych mniej lub bardziej rzetelnych, ale opartych na interpretacji faktów, od wskaźników opisujących jedynie fakty jak np. wskaźnik urodzeń.

>Nie próbuj wykręcać kota ogonem i wmawiać, że to łeb. Dane rozwiązanie nie jest utopijne ze względu na swoją "lepszość", lecz brak jakichkolwiek konkretów.
Konkretów potwierdzających szybkość rozwoju gospodarczego. My natomiast dyskutujemy o humanitaryzmie ludzi wyznających ten czy inny pogląd, więc zostaw kota w spokoju

>>Jeśli Twoja logika podpowiada Ci, że można mówić to w co się wierzy i jednocześnie nie wierzyć w to co się mówi... to wiele wyjaśnia
>Nadal nie rozumiesz. Wiara we własne słowa jest potrzebna ludziom, którzy szybciej mówią niż myślą. Podświadomość nasuwa im pewne skojarzenia (myślenie równoczesne), które natychmiast ogłaszają światu, a potem dopiero szukają dla nich przyczynowych (sekwencyjnych) wyjaśnień. jeśli stosujesz metodę odwrotną, czyli najpierw pomyślisz, a potem powiesz, to wiara we własne słowa jest niepotrzebna.
Aha, a np. w swoje powyższe słowa wierzysz czy już nie?
homopitek (1536 punktów)
>To jest prosta statystyka faktów. Wskaźniki, które byłyby potrzebne nam, to wskaźniki ekonomiczne, bo żądasz uzasadnienia dla tezy o rozwoju gospodarczym.

>Faktycznie nieprecyzyjnie się wyraziłem prezentując podział na statystykę i wskaźniki. Chodziło mi o rozróżnienie wskaźników typu "najlepszy kraj do życia" (niedawno prezentowane w znanym serwisie informacyjnym) lub innych mniej lub bardziej rzetelnych, ale opartych na interpretacji faktów, od wskaźników opisujących jedynie fakty jak np. wskaźnik urodzeń.

Przy pomocy wskaźników faktograficznych można całkiem nieźle opisać stan społeczeństwa i nie ma potrzeby tworzenia jakichś kombinacji. Wśród ekonomicznych też są na tyle proste, by trudno się w nich dopatrzeć ideologicznego skażenia. Przy pomocy tych wszystkich niepolitycznych wskaźników można dość dobrze ocenić ogólnospołeczne skutki różnych systemów gospodarczych czy politycznych, a nawet konkretnych zdarzeń.

>Konkretów potwierdzających szybkość rozwoju gospodarczego. My natomiast dyskutujemy o humanitaryzmie ludzi wyznających ten czy inny pogląd, więc zostaw kota w spokoju

Konkretów potwierdzających tenże humanitaryzm proponowanych rozwiązań też nie masz. Wszystko czym dysponujesz to ogólnikowe konstrukcje teoretyczne.

>>Nadal nie rozumiesz. Wiara we własne słowa jest potrzebna ludziom, którzy szybciej mówią niż myślą. Podświadomość nasuwa im pewne skojarzenia (myślenie równoczesne), które natychmiast ogłaszają światu, a potem dopiero szukają dla nich przyczynowych (sekwencyjnych) wyjaśnień. jeśli stosujesz metodę odwrotną, czyli najpierw pomyślisz, a potem powiesz, to wiara we własne słowa jest niepotrzebna.
>Aha, a np. w swoje powyższe słowa wierzysz czy już nie?

Widzę, że to nie mieści się Ci w głowie, bo stale zadajesz te same pytania.


Nie stosuję emoticonów
29-10-2010 21:25 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Przy pomocy wskaźników faktograficznych można całkiem nieźle opisać stan społeczeństwa i nie ma potrzeby tworzenia jakichś kombinacji. Wśród ekonomicznych też są na tyle proste, by trudno się w nich dopatrzeć ideologicznego skażenia. Przy pomocy tych wszystkich niepolitycznych wskaźników można dość dobrze ocenić ogólnospołeczne skutki różnych systemów gospodarczych czy politycznych, a nawet konkretnych zdarzeń.
Gdyby tak było, to wszyscy mieliby podobne poglądy.

>>Konkretów potwierdzających szybkość rozwoju gospodarczego. My natomiast dyskutujemy o humanitaryzmie ludzi wyznających ten czy inny pogląd, więc zostaw kota w spokoju
>Konkretów potwierdzających tenże humanitaryzm proponowanych rozwiązań też nie masz. Wszystko czym dysponujesz to ogólnikowe konstrukcje teoretyczne.
Konkretem potwierdzającym czyiś humanitaryzm, jest to że wybiera najbardziej humanitarne, jego zdaniem, rozwiązania.

>>Aha, a np. w swoje powyższe słowa wierzysz czy już nie?
>Widzę, że to nie mieści się Ci w głowie, bo stale zadajesz te same pytania.
Bo stale na nie nie odpowiadasz
31-10-2010 19:04 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Gdyby tak było, to wszyscy mieliby podobne poglądy.

Gdyby ci wszyscy znali te wskaźniki, to może by była na to szansa. Gdyby jeszcze mieli podobne interesy, to szansa na taką zgodność poglądów znacznie by wzrosła.

>Konkretem potwierdzającym czyiś humanitaryzm, jest to że wybiera najbardziej humanitarne, jego zdaniem, rozwiązania.

A konkretem potwierdzającym piłkarskie mistrzostwo polskiej reprezentacji jest przekonanie jej członków u własnych wysokich umiejętnościach.
Znasz to?
- Matulu chwalą nas!
- Kto?
- Wy mnie, a ja Was.

>>>Aha, a np. w swoje powyższe słowa wierzysz czy już nie?
>>Widzę, że to nie mieści się Ci w głowie, bo stale zadajesz te same pytania.
>Bo stale na nie nie odpowiadasz

A mnie się zdaje, że juz wiele razy napisałem, że nie wierzę, bo to zbędne.


Nie stosuję emoticonów
31-10-2010 21:22 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Gdyby ci wszyscy znali te wskaźniki, to może by była na to szansa.
Jakby trochę poszukać, to choćby na tym forum znajdziesz sporo przykładów na różną interpretację tych samych wskaźników.

>Gdyby jeszcze mieli podobne interesy, to szansa na taką zgodność poglądów znacznie by wzrosła.
A co to ma do tych, którzy autentycznie twierdzą, że dane rozwiązanie jest najbardziej humanitarne?

>A konkretem potwierdzającym piłkarskie mistrzostwo polskiej reprezentacji jest przekonanie jej członków u własnych wysokich umiejętnościach.
Nie - jest co najwyżej potwierdzeniem, że w to wierzą. Wybór najbardziej humanitarnego (wg oceny osoby dokonującej wyboru) rozwiązania jest konkretem potwierdzającym czyiś humanitaryzm dlatego, że wpisuje się w powszechnie przyjętą definicję humanitaryzmu. Z mojego doświadczenia wynika, iż wg tej definicji, humanitarnymi określa się te osoby, których celem jest wybór rozwiązań możliwie najbardziej humanitarnych.

>A mnie się zdaje, że juz wiele razy napisałem, że nie wierzę, bo to zbędne.
Skoro, jak sam mówisz, nie wierzysz w to co napisałeś wyżej, to chyba niepotrzebnie się do tego odnoszę
homopitek (1536 punktów)
>>Gdyby ci wszyscy znali te wskaźniki, to może by była na to szansa.
>Jakby trochę poszukać, to choćby na tym forum znajdziesz sporo przykładów na różną interpretację tych samych wskaźników.

To normalne, ponieważ wszelkie interpretacje są uwikłane w kontekst innej wiedzy niż interpretowana treść. Jeśli wiedza interpretatorów jest mocno odmienna, to szansa nie zostanie wykorzystana.

>A co to ma do tych, którzy autentycznie twierdzą, że dane rozwiązanie jest najbardziej humanitarne?

Nie wiem. Możliwe, że nic.
Na wszelki wypadek ci przekonani (bo tak zrozumiałem "autentycznie twierdzących") powinni zastosować moją regułę: najpierw pomyśleć, a potem twierdzić. Przy czym warto by było, gdyby wyniki swoich przemyśleń skonfrontowali z jakimiś faktami (np. wskaźnikami). Jeśli nie znają żadnych faktów potwierdzających sensowność ich przekonań, przekonanie o prawdziwości własnych sądów będzie ich jedynym argumentem za tych sądów prawdziwością. Będą jak polska reprezentacja piłkarska.

> Z mojego doświadczenia wynika, iż wg tej definicji, humanitarnymi określa się te osoby, których celem jest wybór rozwiązań możliwie najbardziej humanitarnych.

To zupełnie jak nasza kadra, która prawie zawsze wybiera rozwiązania piłkarsko najlepsze i bohatersko przegrywa 0:6 z Hiszpanią. Natomiast ja jestem takim dziwakiem, że wolę takich zawodników, którzy wybierają rozwiązania teoretycznie słabsze, ale będące w ich zasięgu, jeśli chodzi o wykonanie. Mało podobają mi się zagrywki idealnie pomyślane i bez możliwości realizacji ("gdyby to podanie doszło", "gdyby piłka nie zeszła mu z nogi" itp.). Zamiast "gdybologii" wolę realia.

Aby przekonać sie, że możliwie najbardziej humanitarne rozwiązania są humanitarne, chcę dostać jakieś konkretne dane to potwierdzające, a nie same zapewnienia. Produkty marketingu ideologicznego mnie nie zadowalają. Chcę wskaźników.

>>A mnie się zdaje, że juz wiele razy napisałem, że nie wierzę, bo to zbędne.
>Skoro, jak sam mówisz, nie wierzysz w to co napisałeś wyżej, to chyba niepotrzebnie się do tego odnoszę

To już Twoja sprawa co zrozumiałeś z moich wyjaśnień odnośnie wierzenia we własne słowa i jak na to reagujesz.


Nie stosuję emoticonów
03-11-2010 00:53 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>To normalne, ponieważ wszelkie interpretacje są uwikłane w kontekst innej wiedzy niż interpretowana treść. Jeśli wiedza interpretatorów jest mocno odmienna, to szansa nie zostanie wykorzystana.
No to już wiesz dlaczego rzeczowa ocena skuteczności systemu nie ograniczy się do podania kilku wskaźników.

>Przy czym warto by było, gdyby wyniki swoich przemyśleń skonfrontowali z jakimiś faktami (np. wskaźnikami). Jeśli nie znają żadnych faktów potwierdzających sensowność ich przekonań, przekonanie o prawdziwości własnych sądów będzie ich jedynym argumentem za tych sądów prawdziwością.
Skąd wiesz czy tego nie zrobili? Jak sam wyżej przyznałeś analiza skuteczności poszczególnych rozwiązań systemowych to problem dość złożony, a zatem bywa trudna w realizacji.

>Na wszelki wypadek ci przekonani (bo tak zrozumiałem "autentycznie twierdzących") powinni zastosować moją regułę: najpierw pomyśleć, a potem twierdzić.
I Ty oczywiście wiesz kto tak robi, a kto nie?

>To zupełnie jak nasza kadra, która prawie zawsze wybiera rozwiązania piłkarsko najlepsze i bohatersko przegrywa 0:6 z Hiszpanią. Natomiast ja jestem takim dziwakiem, że wolę takich zawodników, którzy wybierają rozwiązania teoretycznie słabsze, ale będące w ich zasięgu, jeśli chodzi o wykonanie. Mało podobają mi się zagrywki idealnie pomyślane i bez możliwości realizacji ("gdyby to podanie doszło", "gdyby piłka nie zeszła mu z nogi" itp.). Zamiast "gdybologii" wolę realia.
No to witaj w gronie liberałów. Wszak naszym motto jest prostota i minimalizm przepisów.

>Aby przekonać sie, że możliwie najbardziej humanitarne rozwiązania są humanitarne, chcę dostać jakieś konkretne dane to potwierdzające, a nie same zapewnienia. Produkty marketingu ideologicznego mnie nie zadowalają. Chcę wskaźników.
Jeśli za kryterium czyjegoś humanitaryzmu przyjmiesz realną (a nie taką, w którą dana osoba wierzy) skuteczność ferowanych przez daną osobę rozwiązań, to pociąga to za sobą kilka wniosków:
1. Niezgodność podczas dyskusji, w ocenie skuteczności danego rozwiązania ekonomiczno-społecznego, będzie implikować wzajemne "oskarżenie" o brak humanitaryzmu, kierowane ku swoim dyskutantom, ponieważ każdy jest przekonany, że to właśnie jego rozwiązanie jest najskuteczniejsze.
2. Wg tej definicji humanitaryzmu, najbardziej humanitarni są najlepsi ekonomiści (znów kwestia sporna którzy są najlepsi), ponieważ ich rozwiązania są z reguły najskuteczniejsze.
3. Pałającego nienawiścią do np. inwalidów wojennych, niedoszłego mordercę, któremu nie udało się nikogo zabić, ponieważ szukał potencjalnych ofiar w klubie sportowym, będziesz musiał uznać za bardziej humanitarnego, niż człowieka, który chcąc pomóc głodnemu bezdomnemu, przyniósł mu jedzenie, które okazało się zakażone i zaszkodziło owemu bezdomnemu. Ten pierwszy w końcu realnie nie wyrządził nikomu szkody a ten drugi tak. A Ty przecież oceniasz humanitaryzm przez pryzmat efektu.

Jak widać, zamieniłeś tu ocenę ludzkiego humanitaryzmu, w ocenę ludzkiej wiedzy/skuteczności działania.

>To już Twoja sprawa co zrozumiałeś z moich wyjaśnień odnośnie wierzenia we własne słowa i jak na to reagujesz.
Przynajmniej tu się zgadzamy.
homopitek (1536 punktów)
>>To normalne, ponieważ wszelkie interpretacje są uwikłane w kontekst innej wiedzy niż interpretowana treść. Jeśli wiedza interpretatorów jest mocno odmienna, to szansa nie zostanie wykorzystana.
>No to już wiesz dlaczego rzeczowa ocena skuteczności systemu nie ograniczy się do podania kilku wskaźników.

Wiem i dlatego zawsze próbuję wydusić z rozmówcy te kilka wskaźników, żeby sprawdzić na czym opiera swoje wnioski. Brak wskaźników = wnioski z sufitu.

>>Przy czym warto by było, gdyby wyniki swoich przemyśleń skonfrontowali z jakimiś faktami (np. wskaźnikami). Jeśli nie znają żadnych faktów potwierdzających sensowność ich przekonań, przekonanie o prawdziwości własnych sądów będzie ich jedynym argumentem za tych sądów prawdziwością.
>Skąd wiesz czy tego nie zrobili?

Z empirii, jaką jest nasza dyskusja.

>>Na wszelki wypadek ci przekonani (bo tak zrozumiałem "autentycznie twierdzących") powinni zastosować moją regułę: najpierw pomyśleć, a potem twierdzić.
>I Ty oczywiście wiesz kto tak robi, a kto nie?

Tak - brak konkretów o tym świadczy.

>>To zupełnie jak nasza kadra, która prawie zawsze wybiera rozwiązania piłkarsko najlepsze i bohatersko przegrywa 0:6 z Hiszpanią. Natomiast ja jestem takim dziwakiem, że wolę takich zawodników, którzy wybierają rozwiązania teoretycznie słabsze, ale będące w ich zasięgu, jeśli chodzi o wykonanie. Mało podobają mi się zagrywki idealnie pomyślane i bez możliwości realizacji ("gdyby to podanie doszło", "gdyby piłka nie zeszła mu z nogi" itp.). Zamiast "gdybologii" wolę realia.
>No to witaj w gronie liberałów. Wszak naszym motto jest prostota i minimalizm przepisów.

I z tej miłości do prostoty tak uprościliście sprawy, że nie potrzeba żadnych konkretów do uzasadniania głoszonych tez?
Z kolei minimalizm nie może ograniczać gwarancji dla gospodarki, ale może gwarancje socjalne.

>>Aby przekonać sie, że możliwie najbardziej humanitarne rozwiązania są humanitarne, chcę dostać jakieś konkretne dane to potwierdzające, a nie same zapewnienia. Produkty marketingu ideologicznego mnie nie zadowalają. Chcę wskaźników.
>Jeśli za kryterium czyjegoś humanitaryzmu przyjmiesz realną (a nie taką, w którą dana osoba wierzy) skuteczność ferowanych przez daną osobę rozwiązań, to pociąga to za sobą kilka wniosków:
>1. Niezgodność podczas dyskusji, w ocenie skuteczności danego rozwiązania ekonomiczno-społecznego, będzie implikować wzajemne "oskarżenie" o brak humanitaryzmu, kierowane ku swoim dyskutantom, ponieważ każdy jest przekonany, że to właśnie jego rozwiązanie jest najskuteczniejsze.

Przekonanie jest kategorią ideologiczno-polityczną, a nie empiryczną. Wystarczy trochę faktów-wskaźników, żeby nie miało ono znaczenia.

>2. Wg tej definicji humanitaryzmu, najbardziej humanitarni są najlepsi ekonomiści (znów kwestia sporna którzy są najlepsi), ponieważ ich rozwiązania są z reguły najskuteczniejsze.

To można będzie ustalić, jak się wykaże, że te "najkuteczniejsze rozwiązania" są "najskuteczniejsze" ze względu na tenże humanitaryzm i efekty humanitarne nie zdarzyły się przy okazji (lub wbrew). Do tego potrzeba konkretów w charakterze przykładów.

>3. Pałającego nienawiścią do np. inwalidów wojennych, niedoszłego mordercę, któremu nie udało się nikogo zabić, ponieważ szukał potencjalnych ofiar w klubie sportowym, będziesz musiał uznać za bardziej humanitarnego, niż człowieka, który chcąc pomóc głodnemu bezdomnemu, przyniósł mu jedzenie, które okazało się zakażone i zaszkodziło owemu bezdomnemu. Ten pierwszy w końcu realnie nie wyrządził nikomu szkody a ten drugi tak. A Ty przecież oceniasz humanitaryzm przez pryzmat efektu.
>Jak widać, zamieniłeś tu ocenę ludzkiego humanitaryzmu, w ocenę ludzkiej wiedzy/skuteczności działania.

Nie zmieniłem, ponieważ cały czas twierdzę, że "podejrzenie o humanitaryzm" wymaga uzasadnienia praktycznego. I cały czas dostaję odpowiedzi podobne do twierdzenia radzieckich, że mają najbardziej humanitarną milicję (policję) na świecie, ponieważ nie nosi ona broni palnej.
Co do Twojego przykładu, to jest on źle zbudowany. Gdybyś porównywał darczyńcę karmiącego bezdomnego trucizną i dobrym żarciem, to byśmy o tym mogli dyskutować. Zapomniałeś, że w naszej dyskusji chodzi o praktykę jako dodatkowy miernik, gdy inne przesłanki zostały spełnione (intencje).

A tak na marginesie, to w tej analogii liberał ma być tym nienawistnikiem, czy altruistą?


Nie stosuję emoticonów
09-11-2010 17:11 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Wiem i dlatego zawsze próbuję wydusić z rozmówcy te kilka wskaźników, żeby sprawdzić na czym opiera swoje wnioski. Brak wskaźników = wnioski z sufitu.
Czekaj, czekaj, gdzieś tu miałem wskaźnik humanitaryzmu...

>Przy czym warto by było, gdyby wyniki swoich przemyśleń skonfrontowali z jakimiś faktami (np. wskaźnikami). Jeśli nie znają żadnych faktów potwierdzających sensowność ich przekonań, przekonanie o prawdziwości własnych sądów będzie ich jedynym argumentem za tych sądów prawdziwością.
>>Skąd wiesz czy tego nie zrobili?
>Z empirii, jaką jest nasza dyskusja.
I ta empiria nie pomogła Ci zauważyć, że już na początku powiedziałem, że chętnie podejmę dyskusję o tempie rozwoju gospodarczego w temacie bardziej do tego adekwatnym niż temat o humanitaryzmie liberałów?

>Tak - brak konkretów o tym świadczy.
>(...)
>I z tej miłości do prostoty tak uprościliście sprawy, że nie potrzeba żadnych konkretów do uzasadniania głoszonych tez?
>(...)
>Zapomniałeś, że w naszej dyskusji chodzi o praktykę jako dodatkowy miernik, gdy inne przesłanki zostały spełnione (intencje).
Cóż, w sumie mogliśmy zacząć od definicji ludzkiego humanitaryzmu, bo widać, że tutaj jest niezgodność między nami. Ja uważam, że powszechna definicja takowego opiera się jedynie na płaszczyźnie intencji. Ty uwzględniasz jeszcze efekt i dlatego domagasz się wskaźników. Jakie implikacje niesie za sobą definicja oparta o efekt widać w przytoczonym przeze mnie przykładzie z psychopatą.

>Przekonanie jest kategorią ideologiczno-polityczną, a nie empiryczną. Wystarczy trochę faktów-wskaźników, żeby nie miało ono znaczenia.
Zatem Twoje dyskusje pewnie nie trwają dłużej niż 5 minut, skoro to takie proste.

>>2. Wg tej definicji humanitaryzmu, najbardziej humanitarni są najlepsi ekonomiści (znów kwestia sporna którzy są najlepsi), ponieważ ich rozwiązania są z reguły najskuteczniejsze.
>To można będzie ustalić, jak się wykaże, że te "najkuteczniejsze rozwiązania" są "najskuteczniejsze" ze względu na tenże humanitaryzm i efekty humanitarne nie zdarzyły się przy okazji (lub wbrew). Do tego potrzeba konkretów w charakterze przykładów.
Nie zrozumiałeś. Chodzi o to, że wg Twojej definicji specjalizacja zwiększa nasz humanitaryzm.

>Zapomniałeś, że w naszej dyskusji chodzi o praktykę jako dodatkowy miernik, gdy inne przesłanki zostały spełnione (intencje).
Błąd. Tobie chodzi o praktykę (efekt), bo taką przyjąłeś definicję "człowieka humanitarnego".

>A tak na marginesie, to w tej analogii liberał ma być tym nienawistnikiem, czy altruistą?
Nie zrozumiałeś analogii, jeśli zadajesz takie pytanie. Ta analogia nie ilustruje podziału liberał/socjalista, tylko podział oceny humanitaryzmu wymienionych bohaterów, na ocenę wg intencji lub wg efektu.
26-10-2010 09:28 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>Na tym polega rozwój gospodarczy, że poziom zamożności obywateli się podnosi.
Mowa o wzroście zamożności bezwzględnym (więcej dóbr na osobę), czy relatywnym (wzrost proporcji między zamożnymi a niezamożnymi)?
26-10-2010 17:57 
 Ocena 1 na 1
Lucyferus (588 punktów)
>Mowa o wzroście zamożności bezwzględnym (więcej dóbr na osobę), czy relatywnym (wzrost proporcji między zamożnymi a niezamożnymi)?
To pierwsze - choć nie wyklucza to również zachodzenia tego drugiego.
26-09-2010 13:49 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
>>(...)
>Nie. Zapomniałeś o zyskach z inwestycji!

Tak czy siak ubezpieczenia zarabiają na odpowiednim ustawieniu stawki w funkcji ryzyka. Nadmiar można inwestować.... ale nie należy zapominać, że firma ubezpieczeniowa nie istnieje po to, by ubezpieczać klientów, ale po to by przynosić zysk jej właścicielom. Zysk, którego się nie konsumuje to żaden zysk - co mi po firmie wartej miliony, kiedy ani grosza z tych milionów w moim portfelu nie widać? Co więcej, co mi po takiej firmie, kiedy mam 75 lat? Czy istnieje jakikolwiek realny powód dla którego miałby ograniczać konsumpcję zysków teraz dla zysków w przyszłości? Przyszłości, której wiele już nie mam?

Odnoszę wrażenie, że ten, jakże istotny aspekt, jest często pomijany przez liberałów. I bardzo ostro podkreślany przez oponentów.

>>Oczywistym jest też, że nie opłaca się ubezpieczać osób z grup wysokiego ryzyka.
>Dlatego ubezpieczać należy się odpowiednio wcześnie - zanim się do grupy wysokiego ryzyka trafi.(....)

Drugim elementem, który jest pomijany przy stwierdzeniach w rodzaju "(...)mechanizm wolnorynkowy zapewni(...)" jest istotna różnica między mechanizmem regulacji wolno-rynkowej a mechanizmem regulacji - nazwijmy to umownie - prawnej. Mechanizm rynkowy działa post-factum. Ludzie zaczną się ubezpieczać odpowiednio wcześnie dopiero gdy znacząca ilość ich znajomych umrze z braku ubezpieczenia. Podobnie, jak firma produkująca wadliwe produkty napotyka na kłopoty finansowe w momencie kiedy klienci składają reklamacje. Innymi słowy, w mechanizmie wolno-rynkowym obowiązuje naturalny układ: czyn-skutek-korekta. Skutek może być dość skrajny w swej naturze. Mechanizmy regulacji prawnej z kolei starają się działać w dokładnie odwrotny sposób: przewidywanie skutków czynu-korekta-czyn-skutek-korekta przewidywania.

Oba systemy mają swoje ewidentne wady i zalety. System wolno-rynkowy jest rzeczywisty to jest opiera się na rzeczywistych, doświadczonych i niekwestionowalnych skutkach. Niestety, za cenę dopuszczenia do zaistnienia owych skutków.

System prawny dla odmiany bazuje na teoretycznych przewidywaniach z całym bagażem uchybień, pomyłek i niedociągnięć.

Nie kwestionuję tu zdolności przewidywania wolnorynkowych dostawców. Ich przewidywania jednak mogą kierować się innym celem.

>(...)zarobionych pieniędzy inwestuję(...)

Ja też. Niestety, nie daje mi to poczucia bezpieczeństwa, bo podstawowym pytaniem jest: w co się inwestuje? Ostatnio coraz częściej skłaniam się ku dość starożytnym poglądom, że jedyną pewną inwestycją są... dzieci.

Owszem, uważam za lepszą etycznie sytuację, w której moje czyny są moją wolą i skutki mojej woli odnoszą się do mnie z pełnym brutalizmem.

Niestety - i jest to bardzo ważne "niestety" - nie jestem alfą i omegą. Jako inżynier nie potrafię prawidłowo ocenić ryzyka zachorowania na szczególnie kosztowne choroby. Ba, nie wiem nawet jakie to są choroby. Owszem, mógłbym się co nieco podedukować ale nigdy, ale to nigdy nie będzie to pełna, adekwatna i - co ważniejsze - bieżąca wiedza. Doba ma ograniczoną ilość godzin i nasze kanały przyjmowania informacji ograniczoną przepustowość. Wystarczająco absorbującym jest utrzymywanie się na powierzchni we własnej branży.

Konkludując ten dość przydługi akapit: nie mam żadnych racjonalnych podstaw do wybierania konkretnego rodzaju ubezpieczenia zdrowotnego. Jakąkolwiek decyzję podejmę, będzie ona w znacznym stopniu irracjonalna. A wolny rynek w sferze irracjonalnych decyzji konsumentów.... no nie wiem.

>Cóż, myślałam, że rozmawiamy o państwie modelowo liberalnym.

Nie rozumiem. Dla mnie modelowo liberalne, to liberalizm i tylko liberalizm. Żadnych innych mechanizmów regulujących.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
05-10-2010 19:20 
 Ocena 2 na 2
Lucyferus (588 punktów)
>Zysk, którego się nie konsumuje to żaden zysk - co mi po firmie wartej miliony, kiedy ani grosza z tych milionów w moim portfelu nie widać?
Nie przesadzaj, mając firmę wartą miliony można zupełnie spokojnie żyć w sposób uważany powszechnie za "wystawny" konsumując jedynie niewielką część rocznych zysków.

>Co więcej, co mi po takiej firmie, kiedy mam 75 lat?
Tobie może już niewiele, ale Twoim dzieciom?
>Czy istnieje jakikolwiek realny powód dla którego miałby ograniczać konsumpcję zysków teraz dla zysków w przyszłości? Przyszłości, której wiele już nie mam?
Główną motywacją ludzi, którzy dorobili się wielomilionowych fortun rzadko kiedy jest konsumpcja. Tak samo jak główną motywacją najlepszych sportowców rzadko kiedy są pieniądze.

>Ludzie zaczną się ubezpieczać odpowiednio wcześnie dopiero gdy znacząca ilość ich znajomych umrze z braku ubezpieczenia.
Skąd te dane? Większość ludzi jest za przymusowym ubezpieczeniem zdrowotnym. Co za tym idzie prawdopodobnie większość z nich by się ubezpieczyła. Znajomi również nie muszą umierać bo mamy media, dla których znakomitą pożywką są wszelkie tragedie. Każdy by był świadom ryzyka. A Ci którzy mimo to się nie zdecydują? - coż, jak to trafnie ujął Satyr, jeśli nie możesz za niego umrzeć, to nie możesz mu mówić jak ma żyć.

>Jakąkolwiek decyzję podejmę, będzie ona w znacznym stopniu irracjonalna.
Możesz się przecież kierować prestiżem, historią i rynkową pozycją firmy, która jest efektem jej skuteczności i tego jak traktuje klientów.
Marek222 (511 punktów)
>ot, chociażby ubezpieczenia od konieczności przyjmowania leków (nawet jeśli w tej chwili tego typu ubezpieczeń nie ma, to z pewnością pojawiłyby się, gdyby był na nie popyt).

Ale zanim by się pojawiły to trochę ludzi by pogibło , nie ?
Gołębiewski (850 punktów)
>Na wstępie zaznaczam, że, po pierwsze, nie jest to z mojej strony żadna prowokacja, tylko pytanie z
>czystej ciekawości, a po drugie, pytanie to jest skierowane głównie do grupy najbardziej
>ortodoksyjnych liberałów na tym forum.
>A pytanie to brzmi - Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa
>stałoby się z refundacją leków? Czy zostałaby zlikwidowana całkowicie, pozwalając w bardzo wielu
>przypadkach na możliwość leczenia tylko bogatym (niektóre neuroleptyki i inne psychotropy, leki na
>raka, parkinsona, alzheimera, leki przeciwwirusowe - bywają cholernie drogie, nie mówiąc już, że
>ogólnie leki tanie nie są, co przy konieczności zażywania wielu jest dużym obciążeniem)? Czy może
>ten wymysł komuchów zawistnie patrzących na bogu ducha winnych bogaczy (drwina nieco zaczepna)
>zostałby jednak zachowany?
>Innymi słowy mówiąc - ile socjalisty w liberale?

Standardowy argument.

Liberałowie!!
Czemuż to nie jesteście za tym, żeby państwo zabierało owoce waszej pracy wyrażone w wartościach pieniężnych?

Przecież potem może wam je odda w formie subwencji refundacji lub zasiłku.
Liberałowie!! Przecież istnieje szansa, że wyjdziecie na tym na plus!!

No co jest z wami liberałowie!! ??
25-09-2010 01:36 
 Ocena 2 na 4
Satyr (4285 punktów)

>Liberałowie!!
>Czemuż to nie jesteście za tym,

Bo mamy znajomych, rodzinę i nie jesteśmy samotnikami. W przeciwieństwie do socjalistów rozumiemy, że człowiek nie jest egoistą i chętnie współpracuje z innymi.

Wolimy też mieć wybór formy ubezpieczenia, a nie być kundelkiem na smyczy jakiegoś państwowego molocha.

Chcemy też mieć wolność wyboru stylu życia, bo skoro żaden z kolektywistycznych proroków nie ma zamiaru za nas umierać, to dlaczego chce nam mówić, jak mamy żyć?

Chcesz żyć w socjalistycznej spółdzielni, czy w komunie? - proszę bardzo, w kapitalizmie jest to jak najbardziej dozwolone. Różnica jest tylko taka, że jak Twój sąsiad zgłosi sprzeciw, to policja nie może go tam zaprowadzić przemocą. Taki mały szczególik

Pozdrawiam
25-09-2010 12:16 
 Ocena 1 na 3
jankw (453 punktów)
>Standardowy argument.

Owszem, standardowy. Czemu zatem się z nim nie zmierzysz, tylko go prześmiewasz (w dodatku w mało wyrafinowany sposób)?
A może zaraz się dowiem, że stuprocentowy liberalizm nie oznacza zgody na śmierć ludzi, których nie stać na leczenie/ubezpieczenie i którym jednocześnie akurat nikt wspaniałomyślnie nie pomoże? Ta "drobna" kwestia jest dla wielu, jak podejrzewam, z czysto ludzkich powodów solą w oku, toteż wyśmiewają ją jako "socjalistyczną demagogię". Tak to widzę w różnych dyskusjach i Twój post nie odbiega od tego niechlubnego standardu ani trochę.
Satyr (4285 punktów)
Nie rozumiem, w czym problem? Jest wiele rzeczy, z którymi człowiek sam w pojedynkę sobie nie daje rady, ale przecież nie trzeba państwowej przemocy, żeby ludzie zaczęli współpracować, skoro wszyscy mają podobny problem, czyż nie?

Sprawa rozwiązałaby się w prosty sposób. Ludzie zaczęliby podpisywać umowy o wzajemnej pomocy ze znajomymi (ja wybrałby akurat to), zakładać stowarzyszenia działające na zasadzie składek pieniężnych; również prywatne ubezpieczenie obejmuje środki do leczenia. Zaletą kapitalizmu jest to, że jak na 100000 ludzi choćby 1 wybierze dobrą opcję, to reszta zacznie ją naśladować (ewolucja kulturowa). W systemie, gdzie rząd ustala jednolity wzorzec tego co każda z tych osób ma zrobić prawdopodobieństwo, że akurat wybierze najlepiej jest bliskie zeru.

W USA nie ma (z wyjątkami) refundacji, a ze 100% chorych na raka 70% wychodzi z tej choroby, i jest to najwyższy odsetek na świecie. W Polsce proporcja jest dokładnie odwrotna, a przecież cały tabun urzędników o nas dba. Oczywiście, bywa, że ludzie się nie ubezpieczają, szczególnie młodzi, którym się wydaje, że nic ich złego nie spotka. Ale wybacz - to jest cywilizacja ludzi odpowiedzialnych, a nie banda dzikusów, i każdy rezygnuje z ubezpieczenia na własne ryzyko.

Pozdrawiam
25-09-2010 09:04 
 Ocena 8 na 10
lukasz9 (1220 punktów)
>W USA nie ma (z wyjątkami) refundacji, a ze 100% chorych na raka 70% wychodzi z tej choroby, i jest to najwyższy odsetek na świecie. W Polsce proporcja jest dokładnie odwrotna, a przecież cały tabun urzędników o nas dba.

Ocenianie sytemu opieki zdrowotnej na podstawie jednego wskaźnika to albo manipulacja albo głupota. Co do raka to wcale w USA nie jest tak różowo (link).
Jeśli chodzi o inne choroby jest podobnie. Przykład tu.
Daruję już sobie przywoływanie wskaźników takich śmiertelność noworodków i oczekiwana długość życia.
25-09-2010 16:25 
 Ocena 1 na 3
finerbijk (17282 punktów)
Ale to chyba są dane dotyczące śmiertelności dla poszczególnych chorób, a nie informacje dotyczące odsetka chorych z nich wyleczonych. Czyli to co podałeś to właśnie
>albo manipulacja albo głupota
Przyczyny nie koniecznie muszą tu leżeć po stronie systemu. Wiadomo, że niektóre narody mają do pewnych schorzeń częstsze skłonności, niż inne. I wina nie leży po stronie systemu ochrony zdrowia, ale stylu życia, środowiska, itd.

Zastanawia też, dlaczego to Kuba (gdzie dominuje państwowa opieka zdrowia) nie musi chronić swoich wybrzeży przed napływem fali emigrantów z USA, lecz jest akurat odwrotnie. Czyżby Amerykanom nie zależało na swoim zdrowiu?
25-09-2010 19:41 
 Ocena 1 na 1
lukasz9 (1220 punktów)
>Ale to chyba są dane dotyczące śmiertelności dla poszczególnych chorób, a nie informacje dotyczące odsetka chorych z nich wyleczonych.

A gdzie ja pisałem że to są informacje dotyczące wyleczonych? Wskazałem jedynie, że inne wskaźniki nie potwierdzają wcale tego, że leczenie raka w USA jest na dużo wyższym poziomie niż w innych krajach . Tak więc pudło.

>Przyczyny nie koniecznie muszą tu leżeć po stronie systemu. Wiadomo, że niektóre narody mają do pewnych schorzeń częstsze skłonności, niż inne. I wina nie leży po stronie systemu ochrony zdrowia, ale stylu życia, środowiska, itd.

Oczywiście, że styl życia, skłonności itp. mają wpływ na wskaźniki zdrowotne. Jednakże, Europa jest w tej kwestii porównywalna z USA, dlatego przyczyn rozbieżności w ogólnym stanie zdrowia trzeba szukać przede wszystkim w czym innym, np w systemie opieki zdrowotnej.

>Zastanawia też, dlaczego to Kuba (gdzie dominuje państwowa opieka zdrowia) nie musi chronić swoich wybrzeży przed napływem fali emigrantów z USA, lecz jest akurat odwrotnie. Czyżby Amerykanom nie zależało na swoim zdrowiu?

Po pierwsze faktycznie część amerykanów jeździ leczyć się na Kubę, w szczególności ci nieubezpieczeni. Fakt nie są to tłumy. Po drugie system opieki zdrowotnej na Kubie działa całkiem nieźle. Po trzecie nie wiem dlaczego akurat służba zdrowia miałaby być głównym czynnikiem skłaniającym kogoś do emigracji.
25-09-2010 20:49 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>A gdzie ja pisałem że to są informacje dotyczące wyleczonych?
Odniosłeś się do wypowiedzi Satyra, który pisał o wyleczonych, a nie o ogólnej śmiertelności.

>Europa jest w tej kwestii porównywalna z USA, dlatego przyczyn rozbieżności w ogólnym stanie zdrowia trzeba szukać przede wszystkim w czym innym, np w systemie opieki zdrowotnej.
Europa nie jest homogeniczna. Inaczej opieka zdrowotna wygląda np. w Anglii, a inaczej w Rumunii. Porównywać można tylko poszczególne kraje. W samych Stanach są różne systemy, z różnym poziomem efektywności i co za tym idzie wymaganymi kosztami. Idealnego nie ma nigdzie na świecie, można tylko rozważać racjonalność wydawania pieniędzy ubezpieczonego. A ta u nas jest bardzo niska, biorąc pod uwagę koszty utrzymania całej machiny opartej na obowiązkowych daninach (ZUS, NFZ).

>Po pierwsze faktycznie część amerykanów jeździ leczyć się na Kubę, w szczególności ci nieubezpieczeni.
No, ale chyba nie leczą ich tam za państwowe kubańskie pieniądze. A fakt jest taki, że na kubie lekarstw po prostu brakuje (tych refundowanych), a kubańscy lekarze i leki to głównie towar eksportowy.

>Po drugie system opieki zdrowotnej na Kubie działa całkiem nieźle.
Jasne, dla turystów.

>Po trzecie nie wiem dlaczego akurat służba zdrowia miałaby być głównym czynnikiem skłaniającym kogoś do emigracji.
Nie jest głównym, ale składa się na ogólną jakość życia. Ludzie (oczywiście wyjąwszy socjalistów) po prostu wolą sami decydować co zrobić z własnymi pieniędzmi, niż kiedy robi to za nich państwo .
25-09-2010 21:32 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)
>Oczywiście, że styl życia, skłonności itp. mają wpływ na wskaźniki zdrowotne. Jednakże, Europa jest w tej kwestii porównywalna z USA, dlatego przyczyn rozbieżności w ogólnym stanie zdrowia trzeba szukać przede wszystkim w czym innym, np w systemie opieki zdrowotnej.
Nie zadałeś sobie trudu zauważenia, że część ludzi po prostu nie chce się ubezpieczać, i nie widzę powodów, żeby ktoś miał ich zmuszać do takiego a nie innego życia.

W USA nawet ludzie nie należący do klasy średniej potrafią wydać większość pieniędzy na alkohol, sprzęt RTV, samochody i jakoś nie w smak im zaoszczędzenie na ubezpieczenie zdrowotne. W latach 90. ojciec mojego kumpla przez kilka lat pracował w USA jako pracownik fizyczny, w dolnych partiach struktury społecznej - i opisywał, że jego kumple z roboty po prostu trwonili pieniądze. Wybacz, ale nowy telewizor co pół roku i kablówka to nie jest coś niezbędnego do życia. Na śmietnikach w niezamożnych dzielnicach można było znaleźć magnetowid, komputer, czy całkiem sprawne żelazko. W niektórych sferach życia potrafili być bardziej rozrzutni niż ludzie, którzy w Polsce są uważani za bogatych! W USA ludzie masowo uprawiali konsumpcyjny tryb życia, co było dodatkowo wspierane akcjami kredytowymi banku centralnego.

Jeśli któregoś z nich spotka nieszczęście, to dlaczego koszty tej nieodpowiedzialności i rozpasania ma ponosić podatnik?

Nie bierzesz pod uwagę faktu, że część ludzi nie ubezpieczy się, bo nie chce, gdyż woli ryzykować, albo po prostu nie chce żyć oszczędniej.

Pozdrawiam
20-12-2010 23:30 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
No skoro już tak o USA, to chciałbym tylko przypomnieć, że do niedawna nie było tam obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Wprowadził to Obama. Co ciekawe, odbyło się tam wiele demonstracji przeciwko temu dobrodziejstwu. U nas nie do pomyślenia. Tyle, że u nas państwo wychowało sobie niewolników i gra ubezpieczeniami zdrowotnymi w kampaniach wyborczych. Nic tak nie działa na wyobraźnie niewolnika jak rychła śmierć na skutek prywatyzacji służby zdrowia.
21-12-2010 16:53 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>No skoro już tak o USA, to chciałbym tylko przypomnieć, że do niedawna nie było tam obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego. Wprowadził to Obama. Co ciekawe, odbyło się tam wiele demonstracji przeciwko temu dobrodziejstwu. U nas nie do pomyślenia. Tyle, że u nas państwo wychowało sobie niewolników i gra ubezpieczeniami zdrowotnymi w kampaniach wyborczych. Nic tak nie działa na wyobraźnie niewolnika jak rychła śmierć na skutek prywatyzacji służby zdrowia.

Różnica jest taka, że tam państwo zbudowało małe eldorado dla firm ubezpieczeniowych i farmaceutycznych, bo jak wiadomo "duży może więcej", więc głos wielkich pieniędzy był w Waszyngtonie uprzywilejowany. Efekt jest taki, że startując praktycznie z jednego poziomu i tej samej sytuacji czterdzieści lat temu, USA, w tym samym czasie wykonujące neoliberalnt eksperyment, wydają na opiekę zdrowotną dwa razy więcej niż wdrażająca publiczną służbę zdrowia Kanada, otrzymując za to znacznie gorsze wskaźniki poziomu zdrowia. Kanadyjczycy nie znają np. takiego zjawiska, jak liniowa zależność śmiertelności poziomu przychodów, nawet jeśli mają kolejki, a robić cycki jednak jeżdżą do Stanów. Amerykanie płacą tak dużo, że 50% bankructw konsumenckich wynika z kosztów medycznych, mimo że 2/3 z bankrutów miało ubezpieczenie, a dostają za to niewiele. Z jakiegoś powodu Niewidzialna Ręka Rynku akurat w tym przypadku nie działa tak jak trzeba, a rynkowa konkurencja nie wymusza coraz lepszych wyników przy coraz niższych kosztach. Ciekawe dlaczego.
21-12-2010 17:35 
 Ocena 2 na 2
kanik (3636 punktów)
(zablokowany)
>Kanadyjczycy nie znają np. takiego zjawiska, jak liniowa zależność śmiertelności poziomu przychodów, nawet jeśli mają kolejki, a robić cycki jednak jeżdżą do Stanów. Amerykanie płacą tak dużo, że 50% bankructw konsumenckich wynika z kosztów medycznych, mimo że 2/3 z bankrutów miało ubezpieczenie, a dostają za to niewiele. Z jakiegoś powodu Niewidzialna Ręka Rynku akurat w tym przypadku nie działa tak jak trzeba, a rynkowa konkurencja nie wymusza coraz lepszych wyników przy coraz niższych kosztach. dlaczego.

Sprawa jest dość prosta. Amerykanie łożą najwięcej, bo mają najnowszy sprzęt i stosują najnowsze rozwiązania. Prawdopodobnie jest to jedyna dziedzina, w której wolny rynek nie zadziała w sensie dobra dla każdego konsumenta. O ile samochód można kupić za 40 tysięcy i za pół miliona i obydwoma dojedziesz do celu o tyle w służbie zdrowia to nie zadziała.

Po prostu, niski koszt usługi równa się odwijasz kitę. W przypadku samochodów niski koszt zakupu oznacza jedynie, że dojedziesz wolniej i w mniej komfortowych warunkach ale dojedziesz. Dlatego mimo, że jestem totalnym liberałem to akurat jeżeli chodzi o służbę zdrowia to tutaj nie wiem czy wolny rynek zadziała tak jak trzeba, tzn każdy konsument dostaje usługę spełniającą swoją rolę.
21-12-2010 18:06 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Sprawa jest dość prosta. Amerykanie łożą najwięcej, bo mają najnowszy sprzęt i stosują najnowsze rozwiązania.

Zapomniałeś dodać: bardzo nieliczni Amerykanie mają najnowszy sprzęt itd. Już większość klasy średniej się na to nie łapie, ale za to łapie się na skrajnie -- i sztucznie -- wywindowane koszty opieki zdrowotnej dla wszystkich, nie tylko dla gotowych tak płacić najbogatszych. Ludzie którzy dużo podróżują mogą potwierdzić jak nagle skaczą w górę koszty ubezpieczenia jeśli trasa ma obejmować USA.

>Prawdopodobnie jest to jedyna dziedzina, w której wolny rynek nie zadziała w sensie dobra dla każdego konsumenta.

Nie wiem czy jedyna, ale przykład USA mocno zniechęca do eksperymentów z całkowicie "wolnorynkową" opieką zdrowotną -- tak długo, jak długo nie chcemy bić pokłonów przed bożkiem rynku, a mamy cele do zrealizowania. To jest kwestia innych priorytetów: firma ma przede wszystkim zarabiać, służba zdrowia ma przede wszystkim leczyć. Były prowadzone badania porównawcze amerykańskich szpitali komercyjnych i szpitali non-profit, w liczbie kilkudziesięciu tysięcy, z użyciem dziesiątków milionów rekordów medycznych: te "wolnorynkowe" były lekko, ale wyraźnie gorsze niż niekomercyjne (większa śmiertelność pacjentów w terminie do 30 dni od wypisania ze szpitala). Właśnie dlatego, że "niekomercyjne", jako organizacje non-profit, były wolne od lekkiego, ale stałego i wszechobecnego nacisku na cięcie kosztów i zwiększanie zysków.

>Dlatego mimo, że jestem totalnym liberałem to akurat jeżeli chodzi o służbę zdrowia to tutaj nie wiem czy wolny rynek zadziała tak jak trzeba, tzn każdy konsument dostaje usługę spełniającą swoją rolę.

Obawiam się, że takich obszarów znajdziesz znacznie więcej niż tylko opieka zdrowotna. Rynek nie jest bynajmniej mechanizmem wolnym od wad. Spróbuj np. stworzyć działającą rynkowo policję.
Konowal (6291 punktów)
>>Sprawa jest dość prosta. Amerykanie łożą najwięcej, bo mają najnowszy sprzęt i stosują najnowsze rozwiązania.
>Zapomniałeś dodać: bardzo nieliczni Amerykanie mają najnowszy sprzęt itd. Już większość klasy średniej się na to nie łapie, ale za to łapie się na skrajnie -- i sztucznie -- wywindowane koszty opieki zdrowotnej dla wszystkich, nie tylko dla gotowych tak płacić najbogatszych. Ludzie którzy dużo podróżują mogą potwierdzić jak nagle skaczą w górę koszty ubezpieczenia jeśli trasa ma obejmować USA.

No i jedynym rozwiązaniem jak rozumiem z Twoich wypowiedzi jest wprowadzić państwową przymusową kradzież pieniędzy od swoich obywateli żeby wyrównać służbę zdrowia do poziomu postulowanego przez socjalistów. ja jednak wybrałbym wolność - którego oczywiście Tobie podobni by imię pozbawili w imię ideologicznej rewolucji mającej mi zrobić dobrze.


Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
setarkos (10757 punktów)
>.. wybrałbym wolność
Jeśli wolno spytać na marginesie.. Czy w ramach wolności mieszczą się zasady (czyli jakby świadome pozbawianie się części wolności)?

[No bo cóż to za wolność, której nie wolno byłoby nieco się sprzeniewierzyć..]
02-01-2011 15:12 
 Ocena 1 na 1
Konowal (6291 punktów)
>>.. wybrałbym wolność
>Jeśli wolno spytać na marginesie.. Czy w ramach wolności mieszczą się zasady (czyli jakby świadome pozbawianie się części wolności)?

Jasne że mieszczą się zasady, czyli ŚWIADOME pozbawienie się części wolności

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
25-09-2010 12:22 
 Ocena 11 na 11
jankw (453 punktów)
Owszem, ryzyko ogromnych jednorazowych wydatków na czyjąś chorobę (na które oczywiście każdy będzie zawsze gotowy i nigdy nie będzie się uchylał ) jest lepsze od płacenia regularnej składki. Jestem pewien, że niekontrolowane firmy ubezpieczeniowe nie będą selekcjonować sobie klientów, zostawiając biedniejszych i starszych samym sobie (lub naliczając tym drugim kosmiczne składki). Ostatecznie masz rację, że siła rozdrobnionych stowarzyszeń będzie wystarczająca do finansowania kompleksowego leczenia wszystkich ich członków.

Cieszę się, że masz poczucie humoru.

Problem z liberalizmem polega na tym, że wychwala on ludzkie zdolności współpracy i organizowania się, zapominając o tych gorszych cechach (nie wspominając już o tym, że czasem zapomina o samej rzeczywistości), których skutki w tak ważnym systemie jak służba zdrowia są wielokrotnie poważniejsze, niż w innych "branżach". Świetnie działające systemy na Zachodzie dobitnie pokazują, że można wpuścić sektor prywatny na porządnych warunkach, ale puszczenie wszystkiego "luzem", to pewna katastrofa. Nawet w super-liberalnych USA najbiedniejsi dostają państwowe polisy, bo system jakoś "sam" się nie uregulował.

Przestańmy błądzić w tandetnych wizjach, w których każdy każdemu pomaga, gdzie wszyscy są mili i uśmiechnięci, bo jest PRYWATNIE, czyli z definicji lepiej niż PAŃSTWOWO. I to nie żeby z jakichś konkretnych powodów, tylko z samej nazwy. Bo taka jest idea, a kto sądzi inaczej, ten jest kundelkiem na smyczy państwowego molocha.
25-09-2010 21:18 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)

>Przestańmy błądzić w tandetnych wizjach, w których każdy każdemu pomaga, gdzie wszyscy są mili i uśmiechnięci, bo jest PRYWATNIE, czyli z definicji lepiej niż PAŃSTWOWO. I to nie żeby z jakichś konkretnych powodów, tylko z samej nazwy.

Skocz sobie do dowolnej prywatnej kliniki, a zaraz potem do państwowego ZOZ-u. Jeśli nie zauważysz różnicy, to znaczy, że niezbędna jest wizyta u okulisty.

Idiotyzm zmuszania ludzi do opłat na państwową służbę zdrowia jest tym bardziej widoczny, gdy zważymy, że cena prywatnego ubezpieczenia nie odbiega od państwowej składki. Na co lepiej płacić: na opiekę zdrowotną czy na opiekę zdrowotną + tabun urzędników?

Nie chcę jednak być jednostronny: niech sobie państwo prowadzi swoje szpitale - ale do licha niech nie zmuszają ludzi do łożenia na nie! Jak ktoś chce zejść w kolejce w państwowym szpitalu - proszę bardzo. Ale jak ktoś nie ma ochoty na takie atrakcje, to niech mu nie odcinają pieniędzy z pensji.

Pozdrawiam
25-09-2010 23:38 
 Ocena 8 na 8
jankw (453 punktów)
>Skocz sobie do dowolnej prywatnej kliniki, a zaraz potem do państwowego ZOZ-u. Jeśli nie zauważysz różnicy, to znaczy, że niezbędna jest wizyta u okulisty.

Widziałem ich wiele i niejeden już teraz nie różni się od prywatnych klinik. Nie wierzysz? Trudno. Nie ma cudów, ale jest wyraźny postęp i tego nie zanegujesz.

>Idiotyzm zmuszania ludzi do opłat na państwową służbę zdrowia jest tym bardziej widoczny, gdy zważymy, że cena prywatnego ubezpieczenia nie odbiega od państwowej składki. Na co lepiej płacić: na opiekę zdrowotną czy na opiekę zdrowotną + tabun urzędników?

Skalkulowałem sobie składkę dla dwóch dorosłych osób w Medicover - po udzieleniu szczegółowych odpowiedzi nt. stanu zdrowia każdej osoby (zaznaczałem brak dolegliwości) wyliczyli miesięczny koszt "pełnego" pakietu na 704zł. A jak będziesz miał raka, to i tak wyślą Cię do przebrzydłego NFZ, bo leczenia nowotworów i sporej liczby innych rzeczy w ofercie nie ma. Więc lepiej łóż na te państwowe szpitale, bo jak przyjdzie co do czego, to i tak tam wylądujesz.

Napisałem Ci, że w USA istnieją państwowe ubezpieczenia dla najbiedniejszych. Nie daje Ci to nic do myślenia na temat super-wolnościowego systemu, którego jeszcze ostrzejszą wersję wychwalasz?

Wykorzystując motyw z mojego postu na początku tematu: w oderwaniu od rzeczywistości, podpierając się kilkoma banalnymi wolnorynkowymi frazesami forsujesz utopijny system, który (w mniej radykalnej formie!) nie zdaje egzaminu w jednym z najpotężniejszych państw świata. Europa zachodnia jest pełna różnych ciekawych wzorców, w różnym stopniu balansujących pomiędzy obciążeniem państwa, a obywatela, ale dużo ważniejsza od rzeczywistej efektywności jest oczywiście dla Ciebie zgodność ideowa.
26-09-2010 00:09 
 Ocena 4 na 4
Satyr (4285 punktów)

>Skalkulowałem sobie składkę dla dwóch dorosłych osób w Medicover

Jak możesz czynić porównania na podstawie kompletnie nierozwiniętego rynku. Żarty sobie robisz? W Niemczech około połowa rynku usług medycznych jest objęta działaniem prywatnych podmiotów, w Polsce jest to drobny fragment rynku. Jak rozsądny człowiek może przypuszczać, że prywatne ubezpieczenia będą konkurować z publicznym w sytuacji, kiedy publiczny ubezpieczyciel otrzyma pieniądze tak czy inaczej, bo są one przemocą odbierane obywatelom?
W związku z powyższym - po co prywatny ubezpieczyciel ma w swojej ofercie obejmować leczenie nowotworów jak przecież jego pacjent już za coś takiego zapłacił, w państwowej instytucji? Jest jasne, że w sytuacji z góry nieuczciwej konkurencji prywatny ubezpieczyciel zaoferuje takie usługi, których wykonywanie w publicznych placówkach jest radykalnie gorsze, a akurat leczenie nowotworów stoi na niezłym poziomie (co innego diagnostyka - ale zauważ, że ta już się w ofercie prywatnej znajduje!).

Druga sprawa: czy wy lewicowcy nie widzicie, że publiczna służba zdrowia nie leczy za własne środki? Że generuje gigantyczne zadłużenie, którego generować nie mogą prywatne ubezpieczalnie? To raczej żadna sztuka udzielać usług na koszt przyszłych pokoleń. Szkoda tylko, że nikt z was nie przejmuje się losem ludzi, którzy będą musieli za 20-30 lat ponieść koszty spłaty tych długów.
W związku z tym, do oficjalnej składki dorzuć sobie kilkaset złotych, które będą musieli zapłacić obywatele jak nadejdzie czas spłaty długów oraz kasę, którą się wręcza w ramach łapówek.

Prywatne szpitale jakimś "cudem" wykonują skomplikowane zabiegi w lepszych warunkach i z lepszą opieką niż publiczne, a robią to za kasę z NFZ. Prywatyzacja w Chorzowie oznaczała zwolnienie ok. 40% pracowników, przy czym niemal wszyscy siedzieli w administracji! - chciałbyś im nadal opłacać cieplutki etacik polegający na przerzucaniu papierków? Jest jasne, że prywatny szpital, w warunkach uczciwej konkurencji, będzie ciął koszty zarządzania i zrobi lepszą usługę za tą samą cenę. Gdybyśmy tylko mieli warunki normalnej konkurencji, to za forsę z państwowej składki mielibyśmy o wiele lepszą ofertę. Ale konkurencji nie ma, więc porównywanie tych dwóch ubezpieczycieli bez dodatkowych uwag jest kuriozalnym nadużyciem.

Nie rozumiem jakim cudem możesz tu dokonywać porównań, które pomijają fakt nieuczciwej konkurencji oraz działania na zasadzie zadłużania.

Pozdrawiam
26-09-2010 12:22 
 Ocena 4 na 4
jankw (453 punktów)
No dobrze, dobrze, z tym Medicover może rzeczywiście masz rację

Długi państwowych szpitali nie wynikają głównie z beznadziejnego zarządzania, a z tego, że mają one obowiązek przyjmować ludzi w stanie zagrożenia życia i przekraczają limity. Tu jest wielki problem - w niedofinansowaniu zabiegów i terapii. Cała reszta to 10% szkodliwości generujące 90% wrzasku.

Jedyne, co do czego się zgadzamy, to konieczność zmian. Warunkiem koniecznym do zrobienia czegokolwiek w ogóle jest to, aby ludzie zrozumieli, że za wysokość obecnej składki nikt (prywatni ubezpieczyciele też) nigdy i nigdzie nie zorganizuje skutecznego systemu. Z drugiej strony przy obecnym poziomie zamożności społeczeństwa ciężko jest cokolwiek podnosić, a wprowadzenie systemu prywatnego bez żadnych mechanizmów państwowych pozostawi wielu po prostu bez żadnej opieki, lub z marnymi polisami - symboliczne usługi za symboliczne pieniądze. Co do mechanizmów docelowych: współpłatność jak we Francji, zwiększenie udziału prywatnego systemu (może na zasadzie dodatkowego uzupełniania koszyka publicznego, który wtedy zostałby ograniczony jedynie do najcięższych terapii?), czy wiele innych wzorców - można wybierać i wymyślać w nieskończoność. Aha, wyobraź sobie, że prywatyzacja szpitali podoba mi się jak najbardziej.

Niemniej jednak z powodu zaburzenia normalnych wolnorynkowych relacji nie wyobrażam sobie skutecznego systemu bez udziału (także finansowego) państwa. Dlaczego mówię o zaburzeniu? W normalnych warunkach dochodzi do transakcji, gdy cena oferowana pokrywa się z ceną, którą gotów jest zapłacić klient. Tutaj nie ma czegoś takiego - człowiek zarabiający 1000zł i mniej potrzebuje na gwałt pod groźbą śmierci usługi, która warta jest tyle, ile jego cały jego majątek. Owszem, możesz utrzymywać, że zlikwidowanie państwowego systemu i państwowych regulacji w całości jest tu rozwiązaniem, ale to jest jedynie piękna bajeczka - przykład USA pokazuje, że działa to gorzej, niż kontrolowane systemy w Europie. Powtarzam się z tym USA, ale może wreszcie się do tego odniesiesz.
26-09-2010 14:21 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...) pod groźbą śmierci usługi, która warta jest tyle, ile jego cały jego majątek (...)

Ehm.... nie sądzę, by mój cały majątek wystarczył na co bardziej złożone dzisiejsze procedury medyczne. Cenniki placówek państwowych widoczne w internecie zawierają zabiegi od 50 do 100'000 złotych. Plus koszty badań, hospitalizacji itp. A i tak są to stawki niskie, ustalone dla rzadkich przypadków pacjentów bez ubezpieczenia nomen-omen obowiązkowego.

Miałem kiedyś taki pomysł, zapewne dość karkołomny. Mówię tu oczywiście o państwie w dzisiejszej formie, czyli takim, w którym także ze względów etycznych nie chcemy dawać ludziom umierać z biedy.

Po pierwsze, po co leczymy ludzi? Tak realnie, brutalnie i ekonomicznie patrząc?

Po to, żeby pracowali.

Tak więc rzeczywiście skutecznym sposobem leczenia jest takie leczenie, które przywraca zdolność do pracy. Podleczenie pacjenta tyle, by nie umarł, i wysłanie na zasiłek/rentę/żebry jest droższe niż doprowadzenie go do stanu, w którym może podjąć pracę. Tańsze jest już zabić.

Dokładając do tego, myślę racjonalne, założenie, że doświadczony pracownik jest lepszy od niedoświadczonego, leczenie zamiast zabijania staje się bardziej opłacalne.

Koszty pełnego wyleczenia bywają wysokie, ale koszty niepełnego to leczenie plus późniejszy socjal.

Jeśli uda nam się przywrócić zdolność do pracy to zyskujemy:
- doświadczenie pracownika;
- kupony od jego przyszłych dochodów;
- nie łożymy na jego utrzymanie czy permanentne leczenie zachowawcze.

Wydaje mi się więc, że nawet w systemie zupełnie liberalnych ubezpieczeń zdrowotnych mogłaby zaistnieć inicjatywa państwa w formie gwarancji kredytowej. To jest, w wypadku takim jak wspominasz, państwo mogłoby udzielić opłacalnej dla siebie pomocy w formie gwarancji kredytu na leczenie w zamian za który pobrałoby do połowy majątku a resztę ściągało dość brutalnymi ratami w kolejnych latach. W wypadku niepowodzenia leczenia nie obciążano by obywatela, a spłatę przejmowałby skarb państwa.

W takim układzie straty państwa związane z utratą pracowników byłby minimalizowane a i nieostrożność obywatela w razie nieubezpieczenia nie skutkowałaby aż tak radykalnym skutkiem jak zgon czy kalectwo. Co więcej, istniałaby presja by leczyć skutecznie, a nie podleczyć jak najtaniej i wypchnąć w cudze ręce. No i także, jak zawsze, nowe pole do nadużyć

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
26-09-2010 15:56 
 Ocena 1 na 1
liliac (147341 punktów)
Pomysł generalnie mi się nawet podoba, ale jak zadziała on w sytuacji gdy:
-chory jeszcze nie pracuje (czytaj-dziecko)
-chory już nie pracuje (wiek emerytalny)
-choroba należy do takich, które leczy się przewlekle, długotrwale i które nie rokują powrotu do czynnej pracy zawodowej (ewentualnie rokują tylko powrót w ograniczonym zakresie)?
26-09-2010 22:04 
 Ocena-4 na 6
Logik (812 punktów)
1. Dzieci BĘDĄ pracowały, a więc "odrobią" swoje koszty

2. Emeryt już nie będzie pracował, więc system powinien leczyć DZIECI, a nie EMERYTÓW

3. Choroby przewlekłe nie są leczone, tylko PODTRZYMYWANE. System PODTRZYMUJĄCY choroby jest systemem z definicji CHORYM ...

KLAR !!!???

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 22:49 
 Ocena 6 na 6
jankw (453 punktów)
Niezależnie od naszej "dyskusji" powyżej przyznaję Ci oto minusa za promowanie etycznego zdziczenia, oraz charakterystyczne dla Ciebie rażące myślowe uproszczenia w kwestii tzw. chorób przewlekłych. Nawet nick będący przednim żartem nie ratuje tego bilansu.
27-09-2010 08:22 
 0 na 2
Logik (812 punktów)
tak, uprościłem to zagadnienie, ale wynikało to z tego, jak w poprzednich postach analizowana była taka sytuacja.

Dam przykład:

wyobraźmy sobie, że mamy rodzinę trzypokoleniową. Wnuczek choruje na śmiertelną chorobę, którą można wyleczyć, dziadek na chorobę przewlekłą, która nawet "wyleczona" nie odda mu pełni zdrowia (chociażby z powodu wieku).

Rodzina ma ograniczone środki finansowe, a leczenie tylko przez "darmową" służbę zdrowia obu skaże na śmierć.
Podejmują decyzję, że sprzedadzą dom i pieniądze przeznaczą na leczenie wnuczka. Sam dziadek kategorycznie odmawia, aby go leczyć, bo też chce przede wszystkim ratować wnuczka. Dziadek mówi tak:
- jak on będzie wyleczony, to wtedy zajmiecie się mną ...

Teraz może MÓJ przykład jest bardziej zrozumiały ...

Odnośnie punktów 1 i 2: pamiętajcie, że podejmujemy decyzję w sytuacji OGRANICZONYCH ZASOBÓW !!! Pytanie nie brzmi:
- czy uratować emeryta i dziecko

Pytanie brzmi:
- czy uratować emeryta, CZY uratować dziecko ...

W takiej sytuacji, gdy MUSIMY kogoś "skazać na śmierć", to na pewno musimy skazać emeryta, a nie dziecko !!!

KLAR !!!???


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 09:31 
 Ocena 3 na 3
jankw (453 punktów)
Ależ jasne - w sytuacji dramatycznego wyboru również leczyłbym wnuczka. Jednak to system dopuszczający do tak dramatycznych sytuacji jest chory właśnie, ponieważ nie dość, że nie pozwala wyleczyć wszystkich, to jeszcze niszczy majątek takiej rodziny (nie wspominając już w ogóle o traumie z powodu tej tragedii). Kumulowanie się takich sytuacji negatywnie wpływa na CAŁE społeczeństwo, co jest kolejnym powodem do aktywnego włączenia się państwa w organizację i kontrolę systemu SZ. Istnieją w końcu państwowe porządnie dofinansowane i sprawnie działające systemy SZ, gdzie ratują i wnuczka i emeryta, nie destabilizując życia rodziny od strony majątkowej. To, że akurat nasz jest słaby w tej chwili nie oznacza, że taki będzie zawsze, więc w rozpatrywaniu sytuacji modelowych nie możesz przyjmować, że "leczenie tylko przez darmową służbę zdrowia obu skaże na śmierć" jako stałego założenia. Zwłaszcza, że już dziś jest ono nieprawdziwe - może wnuczka wyleczą prywatnie, a dziadka państwowo?
27-09-2010 09:51 
 Ocena-2 na 6
Logik (812 punktów)
???????????????????????

Gdzie istnieje system zapewniający wyleczenie WSZYSTKICH ???????

Dziadka "państwowo" to co najwyżej UŚMIERCĄ ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 09:57 
 Ocena 7 na 7
jankw (453 punktów)
Ręce opadają. Tylko wstać i się przewrócić.

Oficjalnie informuję, że ukrywam Twoje wypowiedzi na forum z racji tego, że jesteś ograniczonym i zupełnie nieprzekonywalnym osobnikiem, automatycznie ignorującym wszystko, co nie zgadza się z jego własną, urojoną wizją świata. Uniemożliwia to prowadzenie dyskusji i w prowadzi w efekcie jedynie do marnowania czasu. Niemniej jednak dziękuję Ci za wyczerpujący test cierpliwości.
01-10-2010 22:48 
 Ocena-1 na 3
Logik (812 punktów)
czy ktoś może kontynuować dyskusję w imieniu jankw ? Bo on się już poddał ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 09:19 
 Ocena 6 na 6
Meretseger (61860 punktów)

>2. Emeryt już nie będzie pracował, więc system powinien leczyć DZIECI, a nie EMERYTÓW
Życzę szczęśliwej i ZDROWEJ emerytury.
Minus.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
27-09-2010 10:06 
 0 na 2
Logik (812 punktów)
co się stało z MOIM pytaniem ???

Jeżeli ktoś publicznie pisze o tym, że dał MI minusa, to mam prawo publicznie zapytać się "DLACZEGO ?" ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 17:04 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Pomysł generalnie mi się nawet podoba, ale jak zadziała on w sytuacji gdy:
>-chory jeszcze nie pracuje (czytaj-dziecko)
>-chory już nie pracuje (wiek emerytalny)
>-choroba należy do takich, które leczy się przewlekle, długotrwale i które nie rokują powrotu do czynnej pracy zawodowej (ewentualnie rokują tylko powrót w ograniczonym zakresie)?

No cóż, jak napisałem - nie jest to najtrafniejszy pomysł. Trudno jednak niezmiernie jest połączyć ideę państwa, które nie pozostawia ludzi na lodzie z ideą państwa, w którym każdy dostaje to na co zasłużył.

Po pierwsze warto przypomnieć, że system ten proponuję dla osób z jakiś dowolnych powodów nieubezpieczonych.

Generalnie, w wypadku dzieci Logik ma rację - będą one pracować. Owszem, im młodsze dziecko, tym mniejsza strata środków związana z jego zgonem. Z drugiej jednak strony, zgon dziecka bardzo poważnie upośledza funkcjonowanie rodziców i związany z tragedią stres odbija się istotnie na ich sprawności zawodowej.

W wypadku emeryta, który nigdy nie był ubezpieczony.... zdaje się trudno mówić wówczas o emerycie - ubezpieczenie emerytalne musiał przecież mieć? Jest to też podobne do ostatniej, trzeciej sytuacji o której wspominasz. Ekonomicznego uzasadnienia leczenie chyba nie ma. Pozostaje jedynie uzasadnienie etyczne i związane z marginesem błędu wobec stwierdzenia "nie rokuje".

Nie podsuwam tu pomysłu, jak rozwiązać problem ubezpieczeń ogólnie, ale sugestię, jak można stępić miecz Damoklesa wiszący nad nieubezpieczonymi w systemie w pełni rynkowym bez ingerencji państwa w sam system służby zdrowia i ubezpieczeń. Nawet z resztą w dzisiejszym systemie bardzo istotnym jest by kłaść maksymalną presję na przywrócenie zdolności do pracy, czy choćby uzyskania pełnej samodzielności, a nie po prostu na podtrzymanie przy życiu.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
27-09-2010 18:45 
 Ocena 3 na 3
liliac (147341 punktów)
>Trudno jednak niezmiernie jest połączyć ideę państwa, które nie pozostawia ludzi na lodzie z ideą państwa, w którym każdy dostaje to na co zasłużył.

Duży plus z mojej strony- dużo ludzi zdaje się tego dylematu nie dostrzegać.

>Nie podsuwam tu pomysłu, jak rozwiązać problem ubezpieczeń ogólnie, ale sugestię, jak można stępić miecz Damoklesa wiszący nad nieubezpieczonymi w systemie w pełni rynkowym bez ingerencji państwa w sam system służby zdrowia i ubezpieczeń.

Rozumiem. System kredytowania terapii dla nieubezpieczonych oraz terapii o kosztach przekraczających sumy przeciętnych ubezpieczeń mi się podoba, po prostu mój charakter zawsze nakazuje mi "szukać dziury w całym".

>Nawet z resztą w dzisiejszym systemie bardzo istotnym jest by kłaść maksymalną presję na przywrócenie zdolności do pracy, czy choćby uzyskania pełnej samodzielności, a nie po prostu na podtrzymanie przy życiu.

Często te właśnie kwestie są w naszym systemie opieki zdrowotnej szczególnie lekceważone. Tu chyba najlepszym przykładem jest stosunkowo niewielki nacisk kładziony na szybką i efektywną rehabilitację, której brak lub opóźnienie może zupełnie zmarnować środki włożone w kosmicznie drogie zabiegi chirurgiczne czy ortopedyczne.
04-10-2010 02:59 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>>Nawet z resztą w dzisiejszym systemie bardzo istotnym jest by kłaść maksymalną presję na przywrócenie zdolności do pracy, czy choćby uzyskania pełnej samodzielności, a nie po prostu na podtrzymanie przy życiu.
>Często te właśnie kwestie są w naszym systemie opieki zdrowotnej szczególnie lekceważone. Tu chyba najlepszym przykładem jest stosunkowo niewielki nacisk kładziony na szybką i efektywną rehabilitację, której brak lub opóźnienie może zupełnie zmarnować środki włożone w kosmicznie drogie zabiegi chirurgiczne czy ortopedyczne.

Prawdopodobnie dzieje się tak, ponieważ państwo nie ma bezpośredniego interesu w przywróceniu leczonego do pracy. Nie jest jego pracodawcą, a decydenci systemu przesiąknięci duchem wolnorynkowości myślą w ramach jej perspektywy czasowej, czyli na krótki okres. Interesują ich bieżące wyniki finansowe systemu, a nie jakieś długoterminowe i pośrednie zależności. Ważne są wyniki "tu i teraz", a nie "gdzieś tam i kiedyś tam".


Nie stosuję emoticonów
04-10-2010 18:58 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Prawdopodobnie dzieje się tak, ponieważ państwo nie ma bezpośredniego interesu w przywróceniu leczonego do pracy (...)

Ależ ma! Chory, który nie pracuje w obecnym systemie znajduje się po stronie kosztów! Renty, dodatkowe wsparcie itp. Jest też pozycją zerową w kolumnie "przychody".

Istotą są nie wyniki ważne tu i teraz ani nie brak interesu, ale (moim zdaniem) rozbicie interesu między różnymi departamentami. Służba zdrowia ma tanio wyleczyć. Pomoc społeczna ma pomagać. Skarbówka ma ściągać podatki. Dla każdej ze służb z osobna wystarczająco dobrym rozwiązaniem jest chory podleczony na łapu capu.

Wygląda to trochę jak rozliczanie zarządu firmy wyłącznie na podstawie wykazanego zysku. A zysk można przecież wykazać na wiele sposobów, w tym na kilka samobójczych. Na przykład można utrzymać dochód na stałym poziomie a wyzerować zupełnie remonty - i viola!

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
05-10-2010 00:50 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
>Ależ ma! Chory, który nie pracuje w obecnym systemie znajduje się po stronie kosztów! Renty, dodatkowe wsparcie itp. Jest też pozycją zerową w kolumnie "przychody".

Jak najbardziej masz rację, co nie przeczy mojej opinii. Interes ogólny musi zostać jawnie sformułowany i zaimplementowany w struktury państwa, by istnieć. To, że obserwatorzy potrafią go sformułować nie jest istotne. Na razie w strukturach państwa są tylko chaotyczne interesy cząstkowe.

Nie stosuję emoticonów
04-10-2010 02:45 
 Ocena 2 na 2
homopitek (1536 punktów)
> Trudno jednak niezmiernie jest połączyć ideę państwa, które nie pozostawia ludzi na lodzie z ideą państwa, w którym każdy dostaje to na co zasłużył.

Takie połączenie jest trudne, ponieważ pociąga za sobą różnorakie konsekwencje, które są ukryte w tle tego typu rozważań. Jeśli zgodzimy się na państwo "w którym każdy dostaje to na co zasłużył", to można zadać pytanie, dlaczego ta reguła ma dotyczyć tylko systemu opieki zdrowotnej. Jeśli nie chcemy wspólnie chronić zdrowia i życia współobywateli, to tym bardziej powinniśmy zrezygnować z ochrony ich własności, jako dobra mniej ważnego.
W praktyce mogłoby to oznaczać wprowadzenie odpłatności za czynności wyspecjalizowanych służb publicznych. Na przykład, policja "modelowo liberalna" podejmowałaby czynności w sprawie napadu na bank, po uiszczeniu przez jego właściciela (zarząd) zryczałtowanej zaliczki, a po zakończeniu akcji wystawiałaby mu fakturę VAT (żeby miał koszty), w której uwzględniałaby wszelkie poniesione wydatki, włącznie z wypłacaniem renty dla funkcjonariuszy, którzy ponieśli trwały uszczerbek na zdrowiu w wyniku działań bandytów. W końcu to właściciel banku odpowiada za słaby poziom zabezpieczeń, który umożliwił napad. Z tego też powodu to bank odpowiadałby za wszelkie szkody, jakie poniosły osoby trzecie w nim przebywające w czasie napadu.

"Absurd!" ktoś powie, ale to jest właśnie immanentna cecha zasady "każdy dostaje to na co sobie zasłużył".


Nie stosuję emoticonów
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
>Takie połączenie jest trudne, ponieważ pociąga za sobą różnorakie konsekwencje, które są ukryte w tle tego typu rozważań. Jeśli zgodzimy się na państwo "w którym każdy dostaje to na co zasłużył",
Kiedy - na przykład - Krzysztof Olewnik dostał to na co sobie zasłużył?
Czy, gdy jako nieopierzony młodzian dostał firmę luksusowy dom i inne bajery? Łącznie z korumpowaniem gliniarzy.
Czy też wtedy jak go bandziory zamordowały - duże prawdopodobieństwo, że na zlecenie ludzi bardziej przedsiębiorczych od rodziny Olewnika.

Do rozumu czasem lepiej trafia przykład, jak wszelka statystyka!

Każda decyzja i każdy wybór niesie za sobą konsekwencje.
Wybierajmy, dopóki jeszcze choć trochę możemy wybierać!

Pozdrawiam.

@@@
.
homopitek (1536 punktów)
Mnie hasełko "każdy dostaje to na co sobie zasłużył" bardzo przypomina realnosocjalistyczne "każdemu według pracy".


Nie stosuję emoticonów
09-10-2010 21:57 
 Ocena 2 na 2
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)
>Mnie hasełko "każdy dostaje to na co sobie zasłużył" bardzo przypomina realnosocjalistyczne "każdemu według pracy".
"Wyborcza", 9-10 października 2010. Adam Leszczyński: "Marksistów i szkołę z Chicago łączy jeszcze jedno: przekonanie, że reprezentują uniwersalną "naukową" doktrynę, którą można i należy wdrażać w życie niezależnie od lokalnych warunków politycznych, tradycji, spraw narodowościowych itp. /.../
Skoro mamy naukową doktrynę, która rozwiązuje podstawowe społeczne problemy, to po co dyskusje? Oponent jest albo niewykształconym idiotą, albo ideologicznym wrogiem. A najczęściej jednym i drugim."

A to - czy Panu czegoś nie przypomina?

@@@
.
homopitek (1536 punktów)
>"Wyborcza", 9-10 października 2010. Adam Leszczyński: "Marksistów i szkołę z Chicago łączy jeszcze jedno: przekonanie, że reprezentują uniwersalną "naukową" doktrynę, którą można i należy wdrażać w życie niezależnie od lokalnych warunków politycznych, tradycji, spraw narodowościowych itp. /.../
>Skoro mamy naukową doktrynę, która rozwiązuje podstawowe społeczne problemy, to po co dyskusje? Oponent jest albo niewykształconym idiotą, albo ideologicznym wrogiem. A najczęściej jednym i drugim."

Widać z tego, że nie ja jeden mam takie skojarzenia. Niedługo pewnie dorobimy się "realnego liberalizmu", "rozwiniętego społeczeństwa liberalnego" i "dialektyki liberalnej".
No cóż, mamy takie utopie, na jakie sobie zasłużyliśmy.


Nie stosuję emoticonów
10-10-2010 14:43 
 Ocena 1 na 1
Andrzej Bogusławski (52412 punktów)

>Widać z tego, że nie ja jeden mam takie skojarzenia. Niedługo pewnie dorobimy się "realnego liberalizmu", "rozwiniętego społeczeństwa liberalnego" i "dialektyki liberalnej".
>No cóż, mamy takie utopie, na jakie sobie zasłużyliśmy.
Marks zaprzeczył, gdy chciano zaliczyć go do marksistów i widać miał rację. Warto też zajrzeć do "Kryzysu socjaldemokracji" Róży Luksemburg.
Należy pamiętać, że wcześniej też żyli mądrzy ludzie, którzy nam swoje przemyślenia przekazali, trzeba ich sobie na nowo przyswajać.
Natomiast koniecznym jest przy tym pamiętanie, że nie istnieli żadni Bogowie ani ich prorocy. Nie ma żadnych świętych pism i nienaruszalnych tradycji, do wszystkich i wszystkiego należy podchodzić sceptycznie, pamiętając, że najpiękniejsze idee mogą być wykorzystywanie do najbrudniejszych celów. Sztandarowymi przykładami są tu chrześcijaństwo i komunizm.


Warto myśleć samodzielnie, choć czasami drogo to kosztuje.

@@@
.
10-11-2010 00:37 
 Ocena 1 na 1
Satyr (4285 punktów)

>Widać z tego, że nie ja jeden mam takie skojarzenia.

Te skojarzenia to raczej wynik iluzji, niż obserwacji faktów.

Zwolennicy liberalizmu nie twierdzą, że np. system umów ma być wszędzie jednolity. Chodzi tylko o to, żeby on się kształtował na zasadzie ewolucji, a nie zarządzenia władzy. Jest jasne, że w różnych częściach świata taki system będzie wyglądał inaczej, zależnie od uwarunkowań: może chronić inne wartości, przewidywać zupełnie inne formy podmiotów jakie w nim uczestniczą i mieć inną konstrukcję. Faktem jest tylko, że będzie on tworzony przez poszczególne jednostki, a nie centralny zarząd.

Doktryna marksistowska przewidywała wszędzie jednolitą konstrukcję prawną, niewrażliwą na partykularne uwarunkowania oraz preferencje poszczególnych jednostek. Liberalizm postuluje, by to właśnie jednostki tworzyły ową sieć powiązań, zależnie od swoich kulturowych atrybutów - trudno o doktrynę bardziej promującą zróżnicowanie. Co więcej: nawet w kraju kapitalistycznym można sobie założyć komunistyczną enklawę, i nikt nie będzie się czepiał (na odwrót to oczywiście nie działa). Jeśli jakaś kultura preferuje np. publiczny zarząd edukacją - to liberalizm nie stawia przeszkód, ważne tylko, by nie zmuszać do tego ludzi, którzy tego nie chcą.

Pozdrawiam
21-12-2010 18:33 
 Ocena 3 na 3
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Jak możesz czynić porównania na podstawie kompletnie nierozwiniętego rynku.

Porównaj więc sobie wyniki USA i Kanady po czterdziestu latach od startu z praktycznie tego samego poziomu podobnie zorganizowanej (głównie prywatnej) opieki zdrowotnej. Eksperyment neoliberalny dał Stanom absolutnie najwyższe koszty medyczne na świecie, ale za to 37 miejsce w rankingu jakości opieki zdrowotnej: i to tylko z uwzględnieniem "ogólnego poziomu wydajności opieki zdrowotnej", bo licząc wyłącznie wskaźniki dotyczące zdrowia, nie działania systemu, jest to miejsce... 72. Kanada, która wybrała publiczną służbę zdrowia, wydaje połowę tego co Amerykanie i ma wyraźnie lepsze wyniki (odpowiednio, miejsca 30 i 37). Nie zna też takich sytuacji jak bankructwo ubezpieczonej rodziny przez koszty medyczne, czy grupy etniczne o wskaźniku śmiertelności niemowląt na poziomie trzeciego świata.

Co ci podowiada twój rynkowy instynkt: czy lepiej jest płacić dużo żeby dostawać mało, czy oszczędzić połowę, uzyskując i tak wyraźnie lepszy towar? Czy może tamten rynek też jest jeszcze kompletnie nierozwinięty i należy dać Niewidzialnej Ręce Rynku następne czterdzieści lat, po których na pewno też znajdzie się tysiąc tłumaczeń dlaczego nadal nie działa?
25-09-2010 21:24 
 Ocena 3 na 5
Logik (812 punktów)
Powiedz MI, dlaczego uważasz, że w państwowej służbie zdrowia obsługa będzie się "uśmiechała" i wykonywała swoje czynności jak najlepiej ? Jaki mechanizm ich do tego zmusi ?

Bo w prywatnych szpitalach wiadomo: jak coś jest nie tak (albo jak się chociaż właścicielowi zaledwie WYDAJE, że coś jest nie tak z jakością, to wylatuje dyrektor ...

A dyrektor, żeby tak nie wylecieć, sam wcześniej powywala wszystkich, którzy nie dość dobrze "się uśmiechają" ...

p.s.: dla tych, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem: słowo "uśmiechać" należy tu odczytywać jako alegorię dobrej, rzetelnej pracy o wysokiej jakości ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 01:03 
 Ocena 8 na 8
kulka_na_mole (20109 punktów)
(zablokowany)
>Bo w prywatnych szpitalach wiadomo: jak coś jest nie tak (albo jak się chociaż właścicielowi zaledwie WYDAJE, że coś jest nie tak z jakością, to wylatuje dyrektor ...
>A dyrektor, żeby tak nie wylecieć, sam wcześniej powywala wszystkich, którzy nie dość dobrze "się uśmiechają" ...
>p.s.: dla tych, którzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem: słowo "uśmiechać" należy tu odczytywać jako alegorię dobrej, rzetelnej pracy o wysokiej jakości ...
Widać wyraźnie, żeś nigdy nie pracował w prywatnej firmie.
Polecam ci poniższą lekturę:

Cytat:
Codziennie wcześnie rano, mała mrówka przybywała do pracy i natychmiast rozpoczynała pracę. Produkuje dużo i jest szczęśliwa.
Szef, lew, był zdumiony widząc, że mrówka pracuje bez nadzoru.
Pomyślał, że jeśli mrówka może wytwarzać tak dużo bez nadzoru, to czyż nie wytwarzałaby jeszcze więcej, gdyby miała nadzorcę!
Zatrudnił więc karalucha, który posiadał szerokie doświadczenie jako nadzorca i znany był z pisania znakomitych raportów.
Pierwszą decyzją karalucha było wprowadzenie systemu kart zegarowych.
Potrzebował też sekretarki, by pomagała mu pisać i drukować raporty, oraz zatrudnił pająka do zarządzania archiwami i monitorowania wszystkich rozmów telefonicznych.
Lew był zachwycony raportami karalucha i poprosił go o sporządzenie wykresów w celu opisania tempa produkcji i analizowania trendów tak, by mógł je wykorzystać do prezentacji na zebraniach Zarządu.
Tak więc karaluch musiał kupić nowy komputer, drukarkę laserową i zatrudnił muchę do prowadzenia działu informatyki.
Mrówka, kiedyś tak produktywna i zrelaksowana, nienawidziła nadmiaru nowej papierkowej roboty i spotkań, które zabierały jej większość czasu...
Lew doszedł do wniosku, że nadszedł czas mianowania osoby kierującej działem, w którym pracowała mrówka.
Stanowisko dano cykadzie, której pierwszą decyzją był zakup do biura nowego dywanu i ergonomicznego krzesła.
Nowy kierownik, cykada, też potrzebowała komputera i osobistego asystenta, którego wzięła ze sobą z poprzedniego działu po to, by pomagał jej przygotowywać Strategiczny Plan Optymalizacji Kontroli Pracy i Budżetu...
Dział, w którym pracuje mrówka jest teraz smutnym miejscem, gdzie nikt się nie śmieje, za to wszyscy stali się nerwowi.
W tym samym czasie cykada przekonała szefa, lwa, co do absolutnej konieczności przeprowadzenia badania klimatycznego środowiska.
Przy przeglądzie kosztów funkcjonowania działu mrówki, lew stwierdził, że produkcja uległa znacznemu zmniejszeniu.
Zatrudnił więc sowę, prestiżowego i znanego konsultanta, by ta przeprowadziła audyt i zaproponowała rozwiązania.
Sowa spędziła w dziale trzy miesiące i przygotowała ogromny, wielotomowy raport, kończący się następującym wnioskiem:
"W dziale jest przerost zatrudnienia..."
Zgadnijcie, kogo lew zwolnił jako pierwszego?
Oczywiście mrówkę, gdyż "wykazywała brak motywacji i negatywną postawę".
(źródło: Internet)


Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
26-09-2010 10:13 
 0 na 2
Logik (812 punktów)
1. Ty nie masz pojęcia, do kogo to mówisz ...

2. Mam 20 lat doświadczenia w dużym i średnim biznesie, praktycznie zawsze w zarządach firm. Nie chce MI się o sobie pisać, a ty kuklo nie powinnaś takich uwag robić, bo zmuszasz MNIE w ten sposób do odpowiedzi ...

3. Co ma twoja przypowieść wspólnego z MOIMI wypowiedziami ??? Bo MOIM zdaniem - NIC ...

4. Przykład z mrówką jest mylący, gdyż nie bierze pod uwagę wpływu otoczenia. Firma, która by działała nieracjonalnie po prostu by ZBANKRUTOWAŁA (w normalnym kraju, w którym NIE POMAGA się upadającym firmom !!!).

Są dwie możliwości:
A. Nadzór jest konieczny i zwiększa efektywność mrówki
B. Nadzór jest niepotrzebny

W praktyce nadzór musi być, ale nie można z nim przesadzić.

Tak więc na Wolnym Rynku ustala się automatycznie RÓWNOWAGA i przetrwają tylko takie organizacje, które najbardziej zbliżą się do optimum. Te pozbawione nadzoru lub z ogromnym przerostem biurokracji - zbankrutują.

I to jest właśnie przykład państwowej służby zdrowia !!! Przykład mrówki DOKŁADNIE obrazuje to, co JA określiłem jako wady państwowej służby zdrowia !!! Armia urzędników, kolejne raporty, poprawianie struktur i ciągle efekt ten sam - brak efektywności ...

5. Zapamiętaj sobie: nie ma mrówki pracującej bez nadzoru i każdy majątek pozostawiony bez nadzoru zostanie rozkradziony.
Jak nie wierzysz, zrób doświadczenie:
firmy są warte miliony, ale my wykorzystamy kwotę 10 zł.
Napisz na kartce: "Nie zabierać ! Własność prywatna !!!" i przypnij do tej kartki 10 zł, a całość zawieś na ławce w ruchliwym parku w mieście.

Zobaczysz, jak długo "mrówka popracuje bez nadzoru" ...

A mówimy tylko o DZIESIĘCIU ZŁOTYCH !!!!

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
26-09-2010 14:27 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>2. Mam 20 lat doświadczenia w dużym i średnim biznesie, praktycznie zawsze w zarządach firm. Nie chce MI się o sobie pisać, a ty kuklo nie powinnaś takich uwag robić, bo zmuszasz MNIE w ten sposób do odpowiedzi(...)

No, a może byś tak wreszcie się pochwalił, jakie to dokładnie doświadczenie? Powołujesz się na nie raz po raz, ale zrozum, że na słowo trudno uwierzyć. Oczywiście Twoją anonimowość wówczas diabli wezmą. Niestety taka jest cena: chcesz pozostać anonimowym - nie możesz powoływać się na doświadczenie, a musisz pokazać swoją wiedzę i dowieść wartości w dziedzinie o której mówisz w inny sposób. Chcesz powoływać się na doświadczenie - żegnaj anonimowości!

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
26-09-2010 21:17 
 Ocena-1 na 1
Logik (812 punktów)
MOJE doświadczenie można wydedukować z treści MOICH komentarzy ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
27-09-2010 01:36 
 Ocena 4 na 4
apud (4399 punktów)
>MOJE doświadczenie można wydedukować z treści MOICH komentarzy ...
Dedukuje:
elementarz i posługiwanie sie internetem, umiesz włączyć telewizor i radio,
PS
watpie czy Sherlock Holmes by wydedukował cos jeszcze.
27-09-2010 17:17 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Być może odebrałeś to jako osobisty przytyk. Nie o to mi chodzi. Załóżmy przez chwilę, że masz rzeczywiście rację w tym co piszesz. Niestety, mam co do tego poważne wątpliwości, nie ze względu na własną wiedzę, ale na Twoją, podobnie jak autora posługującego się pseudonimem "kombi", nieumiejętność formułowania jasnych i spójnych ciągów wnioskowania. Zwykła, prosta nieumiejętność przekazania posiadanej wiedzy.

Aby przyjąć Twoje wypowiedzi za poprawne, muszę mieć więc jakieś dodatkowe podparcie. Podsuwasz mi więc swoje, zapewne jak najbardziej prawdziwe, doświadczenie. Niestety, na słowo rzucone ot tak nie bardzo mogę w nie uwierzyć. Zwłaszcza w świetle tego co napisałem powyżej. Gdybyś więc zdecydował się je zaprezentować w nieco szerszym zakresie miałbym podstawy, by Twoje wypowiedzi oceniać jako bardziej wiarygodne niż to wynika z ich wewnętrznej struktury.

Z drugiej strony powoływanie się na fakty, których nie chce się przytoczyć.... Nie dodaje Ci to w moich oczach wiarygodności. Nie mówiąc już o tym, że przypomina co nieco "Teczki Leppera" czy czarną teczkę Stana Tymińskiego: mam coś na was, ale nie pokażę co!

Jak już wcześniej napisałeś, nie interesuje Cię moje zdanie o Tobie. Być może jednak powinno Cię zainteresować moje zdanie o wiarygodności Twoich wypowiedzi? W końcu przecież piszesz chyba na forum nie tylko by sobie pogadać, ale by podzielić się wiedzą i doświadczeniem oraz czerpać korzyści z wiedzy i doświadczenia innych? W takim wypadku Twoja wiarygodność jest bardzo istotnym czynnikiem i jej niski poziom kładzie się cieniem na głoszone przez Ciebie poglądy.

Wiem, że w zasadzie to nie na temat i powinno wylecieć, ale na prawdę chętnie poznałbym doświadczenia na których bazujesz swoje opinie. Konkretny, szczegółowy przykład z życia wzięty jest zawsze lepszy od dowolnej teorii.

Pozdrawiam

Tomasz Sztejka
Logik (812 punktów)
czy, jeżeli powiem, że 2+2=4, to będziesz się domagał ode MNIE dyplomu ukończenia I klasy szkoły podstawowej ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
02-10-2010 17:59 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
Gdybyś uzasadnił to stwierdzenie niezmiernym doświadczeniem, jakie zdobyłeś w rzeczonej I-szej klasie - wówczas owszem, poprosiłbym o wskazanie, czymże owa klasa różniła się od innych, by zasługiwać na przywołanie jako jeden z istotnych elementów dowodu na prawdziwość owego zdania.

No, a po drugie, 2+2=11. Nie żartuję. Zapis 2+2=4 bez podania pewnej dodatkowej aczkolwiek wielce istotnej informacji reprezentuje zdanie prawdziwe wyłącznie ze względu na pewną tradycję. Czy wiesz o czym piszę? To tak gwoli drobnej rozrywki.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
04-10-2010 00:24 
 Ocena 1 na 1
setarkos (10757 punktów)
>No, a po drugie, 2+2=11.
Jak również 2+2=10

[Ktoś tu pisał niedawno o możliwym systemie pi-owym (mógłby być też e-owy) - często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele jest umowności tam, gdzie najoczywistsze 'fakty'..]
04-10-2010 09:40 
 Ocena 4 na 4
Logik (812 punktów)
jeżeli nie jest zaznaczone inaczej, to mamy do czynienia z systemem dziesiętnym ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
sztejkat (4743 punktów)
>jeżeli nie jest zaznaczone inaczej, to mamy do czynienia z systemem dziesiętnym ...

Owszem. Dlatego też napisałem: "gwoli drobnej rozrywki".

Właściwie jest to jednak kwestia tradycji. Na przykład w technice dość często zdarzają się domyślne inne podstawy. Bardzo często - 16, często - 8, 2. Pozostałe skrajnie rzadko.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
rysiek (4593 punktów)
>(...) ortodoksyjnych liberałów (...)
Czy to przypadkiem nie jest sprzeczność sama w sobie? Liberalizm to szerokie i nieostre pojęcie. Może trafniejszy byłby tu termin libertarianizm, jeśli już "ortodoksyjny" to może "wolny rynek"? Uważam siebie za liberała, ale problem kształtu systemu lecznictwa za otwarty.

Rozumiem że spór dotyczy zwolenników wolnorynkowego "państwa minimum", chyba współcześnie nie występującego w czystej formie i zwolenników państwa mniej lub bardziej socjalnego/opiekuńczego, dominującego w państwach z kręgu szeroko pojętego Zachodu.
Z jednej strony mamy tu często kulawo działającą i krytykowaną znaną rzeczywistość, z drugiej słabo sprawdzoną teorię, coś w rodzaju wyboru "skoku na głęboką wodę".

Moim zdaniem obecny system jest nie do utrzymania, pytanie tylko jak mają wyglądać zmiany. Przypuszczam że będzie to połączenie/kompromis między obiema formami, wersji "ortodoksyjnych" raczej nie przewiduję.
26-09-2010 22:05 
 Ocena 3 na 3
Logik (812 punktów)
obecny system już praktycznie NIE ISTNIEJE, bo jak można uznać za istniejący system, który zwykłemu choremu (bez łapówek i prywatnych znajomości) oferuje zabiegi "za kilka lat" ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
Grzegorz (5685 punktów)
>A pytanie to brzmi - Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa stałoby się z refundacją leków? Czy zostałaby zlikwidowana całkowicie, pozwalając w bardzo wielu przypadkach na możliwość leczenia tylko bogatym (niektóre neuroleptyki i inne psychotropy, leki na raka, parkinsona, alzheimera, leki przeciwwirusowe - bywają cholernie drogie, nie mówiąc już, że ogólnie leki tanie nie są, co przy konieczności zażywania wielu jest dużym obciążeniem)?

Co prawda nie uważam się za radykalnego liberała, ale spróbuję odpowiedzieć. Przede wszystkim zbytnio upraszczasz sprawę. Zakładając modelowe i idealnie liberalne państwo, można przypuszczać że dość szybko zaczęłyby funkcjonować i konkurować ze sobą firmy oferujące w ramach ubezpieczenia choćby możliwość refundacji leków. Podejrzewam że konkurencja wymusiłaby stawkę sporo niższą niż to co dzisiaj dostajesz z NFZ. Dzisiaj płacisz (przeciętnie) średnią krajową pomnożoną przez te osiem czy dziewięć procent, czyli całkiem sporo. Oczywiście, w tym miejscu możesz się upierać że płacisz nie tylko za możliwość refundacji i jest to częściowo prawda - tyle że fakt że w wielu przypadkach i tak nic za to nie dostajesz bo trzeba leczyć się prywatnie więc powiedzmy że się to co najmniej to wyrównuje.
sztejkat (4743 punktów)
>(...) że dość szybko zaczęłyby funkcjonować i konkurować ze sobą firmy oferujące w ramach ubezpieczenia choćby możliwość refundacji leków(...)

Jak sądzisz, ile wyniosłoby owe "dość szybko"? Po jakim czasie ustaliłaby się sensowna dla klienta równowaga? Ile czasu potrzeba by rynek osiągnął takie nasycenie, by opłacało się ubezpieczeniodawcom sięgać ku klientom biednym i chorowitym?

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
04-10-2010 19:15 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
a jak myślisz, ile jeszcze ludzi musi zamordować ten obecny, socyalistyczny system, żeby go w końcu z wściekłością zrzucić ze skał ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
sztejkat (4743 punktów)
Szanowny Logiku, skąd to pytanie?

Czy gdziekolwiek w powyższej wypowiedzi znalazłeś odwołanie do wyższości socjalizmu nad ( tu wstawić dowolne )?

Tomasz Sztejka
04-10-2010 20:14 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
JA naprawdę mam OGROMNE doświadczenie w tropieniu i wypalaniu socyalizmu ogniem und żelazem ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
sztejkat (4743 punktów)
A... znaczy obsesja.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Logik (812 punktów)
nie, to MÓJ zawód ...

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
04-10-2010 23:56 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>JA naprawdę mam OGROMNE doświadczenie w tropieniu i wypalaniu socyalizmu ogniem und żelazem ...

A ja Ci życzę Logik żebyś wytropił i wypalił se caps lock.
05-10-2010 01:50 
 Ocena 1 na 1
apud (4399 punktów)
>JA naprawdę mam OGROMNE doświadczenie w tropieniu i wypalaniu socjalizmu ogniem und żelazem ...

Autor przewodniego hasła antysocjalistycznego, nijaki H. Sienkiewicz wyrażał sie bardziej logicznie.

Jak Kali ukraść krowa to dobrze, jak Kalemu ukraść krowa to zle.

Tenze autor, znawca polskiej duszy, pisał ze "ogniem i mieczem", nie precyzując materiału z którego ten miecz miał byc zrobiony.

I tu dochodzimy do istoty zagadnienia.
Kto będzie płacić za wypalanie? I żelazo? I jakie parametry to wypalanie ma mieć.

Mozna pominąc normy unijne na zanieczyszczanie powietrza ale co z optymalną temperaturą i ilością materiału do ognia i w którym momencie użyć żelaza.

Wypalenie ksiąg socylistycznych tez ma problem. Kto zapłaci za te księgi?
Swięte prawo własności neguje możliwość ich konfiskaty.

Co z oplata za żelazo? Z Krzywego Rogu czy szweckie? Moze przetapiać rodzime lemiesze chociaż mieczów ci u nas dostatek albo krzyżackie,pozbierane pod Grunwaldem.

Zreszta dobór ksiąg do wypalania jest niezwykle trudny. Pomijam tu dzieła zebrane Lenina czy Stalina, ale co z księgami JP2 na przykład.

Wielu wydawców drogi logiku,z radością poprze twój pomysł i nazwie każde zalegające polki wydanie dziel JP2 socjalistycznymi, bo tam miłość bliźniego az kapie chociaż nie bardzo wiadomo po co.

Dopłaty unijne, to jest problem. Zapodaj, ze pozbywamy sie dopłat to ich odbiorcy staną sie bardziej rewolucyjni od tych pod Pałacem Zimowym.

No i co z socyalistami zrobić? Spalic ich razem z księgami czy do obozów zamknac?

A kto zapłaci za obozy i ich pilnowanie, kajdany itp? Bo z braku wody dopiero po tygodniu sie zdycha. A producenci wody tez by chcieli zarobic. Tak samo jak handlarze drewna na stosy.

Historia naucza, ze w doskonałych systemach społecznych, ofiara kata płaciła mu za ścięcie własnej głowy czy tez powieszenie. A jak sie upra ze nie zaplaca, bo nic nie maja do dostracenia to? Na kurs rehabilitacyjny ich poslesz?

Popracuj na programem wypalania troche, bo diabeł siedzi zawsze w szczegolach i malych literkach.
logiczne, no nie?
Logik (812 punktów)
jakie jest twoje zdanie odnośnie dopłat:

- dopłaty są z zasady dobre
- dopłaty są złe, ale z innych przyczyn musimy je utrzymać


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
05-10-2010 12:37 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>jakie jest twoje zdanie odnośnie dopłat:
>- dopłaty są z zasady dobre
>- dopłaty są złe, ale z innych przyczyn musimy je utrzymać

Dopłaty są dobre jeśli są efektywne.
Logik (812 punktów)
1. dopłata: środki odebrane osobie A i przekazane osobie B
To nie jest tylko kwestia "efektywności", to jest kwestia ZŁODZIEJSTWA ...

2. Efektywność: jak ją mierzyć ? Dopłacając do czegoś niejako z definicji demaskujemy fakt, że to coś jest po prostu NIEOPŁACALNE (bo inaczej nie trzeba by dopłacać)

Ale mimo to, zadaję pytanie: JAK MIERZYĆ EFEKTYWNOŚĆ DOTACJI ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
MarcinK (9189 punktów)
>1. dopłata: środki odebrane osobie A i przekazane osobie B
>To nie jest tylko kwestia "efektywności", to jest kwestia ZŁODZIEJSTWA ...

Wszystkie podatki są nam odbierane. Jeśli chcesz możesz to nazwać złodziejstwem. Ja to bym nazwał kosztem funkcjonowania danej społeczności.

>2. Efektywność: jak ją mierzyć ? Dopłacając do czegoś niejako z definicji demaskujemy fakt, że to coś jest po prostu NIEOPŁACALNE (bo inaczej nie trzeba by dopłacać)

Ważne jakie skutki przyniesie ta dotacja. Jeśli dzięki dotacji zwiększymy efektywność danej gałęzi gospodarki i pieniądze w postaci wyższych podatków wrócą do budżetu to nazwałbym ją efektywną.Inny przykład - dotacje na infrastrukturę.

>Ale mimo to, zadaję pytanie: JAK MIERZYĆ EFEKTYWNOŚĆ DOTACJI ?

Jw
Logik (812 punktów)
1. Przykład:
a.: podatki pobierane dla WSPÓLNEGO dobra
b.: podatki pobierane celem TRANSFERU od jednej grupy ludzi do drugiej

Czy nie widzisz w tym RÓŻNICY !!!???

2. A jeżeli dotujemy górnictwo, to jak wykażesz efektywność ? Zabieramy pieniądze z branż efektywnych i przekazujemy je do branży nieefektywnej ...
Albo Poczta Polska ?

Dlaczego chcesz mierzyć efektywność poprzez analizę tylko branży, której pomagasz bez uwzględniania obciążeń w innych branżach ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
05-10-2010 13:56 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>1. Przykład:
>a.: podatki pobierane dla WSPÓLNEGO dobra
>b.: podatki pobierane celem TRANSFERU od jednej grupy ludzi do drugiej
>Czy nie widzisz w tym RÓŻNICY !!!???

To może zdefiniuj te wspólne dobro. Podatki zawsze są pobierane, przyjmując Twoją terminologię, celem transferu na aktualne potrzeby.

>2. A jeżeli dotujemy górnictwo, to jak wykażesz efektywność ? Zabieramy pieniądze z branż efektywnych i przekazujemy je do branży nieefektywnej ...
>Albo Poczta Polska ?

Gdzie wyczytałeś, że jestem zwolennikiem każdej dotacji?

>Dlaczego chcesz mierzyć efektywność poprzez analizę tylko branży, której pomagasz bez uwzględniania obciążeń w innych branżach ?

To wyjaśnij mi jak dotacja na budowę autostrady wpływa szkodliwie na inne branże.

Ps. Wyłącz ten caps lock.
Logik (812 punktów)
Jeżeli dotacja jest przeznaczana dla KONKRETNEJ OSOBY, to jest to TRANSFER ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
MarcinK (9189 punktów)
>Jeżeli dotacja jest przeznaczana dla KONKRETNEJ OSOBY, to jest to TRANSFER ...

Chyba chciałeś napisać firmy bo inaczej byłoby to świadczenie socjalne.
Logik (812 punktów)
1. A firmy należą do krasnoludków ?

2. A czym się różni transfer socyalny od zwykłego rabunku?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
05-10-2010 14:26 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
>1. A firmy należą do krasnoludków ?

Pisz precyzyjnie bo inaczej wychodzi groch z kapustą. Moja zresztą wypowiedź też nie była precyzyjna bo podmiotem dotacji może też być choćby jednostka samorządu terytorialnego.

>2. A czym się różni transfer socyalny od zwykłego rabunku?

Możesz używać dowolnej terminologii na zasiłki dla bezrobotnych czy renty socjalne choć moje poglądy są diametrialnie inne w tej kwestii. Jeśli chcesz jednak patrzeć takimi kategoriami to w Twoim najlepiej pojętym egoistycznym interesie jest wspieranie najuboższych gdyż inaczej znajdą inny sposób, poza systemem demokratycznym, na zaspokojenie swoich potrzeb. To wstęp do każdej rewolucji.
Logik (812 punktów)
1. Jednostka samorządu terytorialnego nie reprezentuje (przynajmniej z zasad) konkretnej osoby, więc to jest ok

Ale jeżeli ten samorząd/gmina przeznaczą potem pieniądze konkretnej osobie, to już jest TRANSFER ...

2. Wystarczy pozwolić tym ludziom zarabiać i nie okradać ich z owoców ich pracy ...
Bo socyalizm tak własnie robi: NAJPIERW ludzi OKRADA< a potem daje im jałmużnę ...

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
05-10-2010 15:47 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
>1. Jednostka samorządu terytorialnego nie reprezentuje (przynajmniej z zasad) konkretnej osoby, więc to jest ok

Taka jak każda firma z osobowością prawną.

>Ale jeżeli ten samorząd/gmina przeznaczą potem pieniądze konkretnej osobie, to już jest TRANSFER ...

Podaj przykład dotacji dla konkretnej osoby, a nie firmy. Jednoosobowa działalność gospodarcza to też firma.

>2. Wystarczy pozwolić tym ludziom zarabiać i nie okradać ich z owoców ich pracy ...
>Bo socyalizm tak własnie robi: NAJPIERW ludzi OKRADA< a potem daje im jałmużnę ...

Każdy system, nawet liberalny, wspiera najbiedniejszych. XIX wieczny kapitalizm w Anglii chwilowo nie oferował żadnych świadczeń socjalnych dopóki się nie okazało, że biednemu też przysługuje jeden głos.
Logik (812 punktów)
1. spółki prawa handlowego nie maja właścicieli ??? Ciekawe ...

2. Np. cały socyal. Poza tym transferem są też dotacje do służby zdrowia i edukacji

3. Jeden głos ... i tu dotknąłeś sedna sprawy !!!
Bo właśnie z powodu tego "jednego głosu" następuje stopniowa introdukcja socyalizmu na świecie ...

A najgorsze jest to, że ten "jeden głos" mają też ludzie bardzo zainteresowani trwaniem tego chorego systemu:

URZĘDNICY i POLITYCY oraz ich rodziny ...

Zasada powinna być taka, że nie głosuje się we własnej sprawie, czyli osoby żyjące wprost z państwa nie powinny mieć czynnego prawa wyborczego. Wtedy ok, to jest wybór ludzi, żeby utrzymywać darmozjadów i złodziei. Ale na dzisiaj ta banda to 0,6 mln urzędników, do tego rodziny, służby mundurowe i pracownicy sfory budżetowej - w sumie 3-4 miliony ludzi, około 10% społeczeństwa ...

Uwaga ! Komunikat specjalny:
- właśnie zaczęła MNIE ignorować DZIESIĄTA osoba na tym forum
- za chwilę będziemy radośnie świętować przekroczenie przez Logika magicznej liczby 700 (SIEDMIUSET !!!) punktów !!!

a gdy to się już wreszcie stanie, to powiadam wam - biada nastąpi dla socyalistów, Słońce się zaćmi, Księżyc nie da światłości swojej a gwiazdy spadać będą !!!


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
05-10-2010 16:36 
 Ocena 2 na 2
MarcinK (9189 punktów)
>1. spółki prawa handlowego nie maja właścicieli ??? Ciekawe ...

Samorząd terytorialny też ma właściciela. To, że jest on bardziej abstrakcyjny to nie ma znaczenia. Chodziło o sposób reprezentacji.

>2. Np. cały socyal.

To już przerabialiśmy wyżej. To nie dotacja

>Poza tym transferem są też dotacje do służby zdrowia i edukacji

Gdzie tu indywidualny człowiek?

>3. Jeden głos ... i tu dotknąłeś sedna sprawy !!!

Tak działa demokracja. Lepszego systemu nikt nie wymyślił.

>Bo właśnie z powodu tego "jednego głosu" następuje stopniowa introdukcja socyalizmu na świecie ...

Jak otwierasz szafę to też z niej wyskakuje?

>A najgorsze jest to, że ten "jeden głos" mają też ludzie bardzo zainteresowani trwaniem tego chorego systemu:
>URZĘDNICY i POLITYCY oraz ich rodziny ...

Każdy głosuje we własnej sprawie. Wybierasz program polityczny, który Ci najbardziej odpowiada i na niego oddajesz głos.

> Wtedy ok, to jest wybór ludzi, żeby utrzymywać darmozjadów i złodziei. Ale na dzisiaj ta banda to 0,6 mln urzędników, do tego rodziny, służby mundurowe i pracownicy sfory budżetowej - w sumie 3-4 miliony ludzi, około 10% społeczeństwa ...

Pracownicy sfery budżetowej, obecni na forum, z pewnością Cie za to polubią. Tak z ciekawości - korzystasz z publicznej służby zdrowia czy też zgodnie ze swoimi poglądami korzystasz tylko prywatnie?

>Uwaga ! Komunikat specjalny:
>- właśnie zaczęła MNIE ignorować DZIESIĄTA osoba na tym forum

Z pewnością nie ostatnia.

>- za chwilę będziemy radośnie świętować przekroczenie przez Logika magicznej liczby 700 (SIEDMIUSET !!!) punktów !!!

Naprawdę widać, że od 20 lat jesteś w zarządach różnych dużych spółek.
05-10-2010 18:54 
 Ocena 3 na 3
homopitek (1536 punktów)
>Każdy głosuje we własnej sprawie. Wybierasz program polityczny, który Ci najbardziej odpowiada i na niego oddajesz głos.

Ależ nie, Logikowi chodzi o system, w którym np. pracodawcy i pracownicy nie mają nic do powiedzenia w kwestiach prawa pracy. Prawo pracy mają ustalać bezrobotni, dzieci i emeryci. Kodeks rodzinny powinien być, w myśl tej zasady, opracowywany przez księży przy współpracy z bezdzietnymi kawalerami i pannami (oczywiście tymi starymi, w wieku porozrodczym, żeby potem nie było, że coś knuli). A regulaminy gry szachowej powinni opracowywać cykliści.

Nie stosuję emoticonów
05-10-2010 19:10 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
prawie masz rację: zasada podstawowa: przy aktach prawnych nie powinni maczać palców ci, którzy będą ich BENEFICJENTAMI ... z powodów OCZYWISTYCH ...

A prawa pracy w ogóle nie powinno być ... Od tego są umowy INDYWIDUALNE pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. I tyle ...


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
06-10-2010 01:48 
 Ocena 3 na 3
homopitek (1536 punktów)
>A prawa pracy w ogóle nie powinno być ... Od tego są umowy INDYWIDUALNE pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. I tyle ...

I w każdej sytuacji nieopisanej w umowie będę mógł robić (jako pracownik), jak uważam?


Nie stosuję emoticonów
05-10-2010 21:38 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
> A regulaminy gry szachowej powinni opracowywać cykliści.

No w tym systemie Logika głosowałby chyba tylko Logik.
06-10-2010 01:51 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
Logik nie ma systemu, choć mu się zdaje, że jest inaczej.


Nie stosuję emoticonów
06-10-2010 07:43 
 Ocena 1 na 1
MarcinK (9189 punktów)
>Logik nie ma systemu, choć mu się zdaje, że jest inaczej.

Wydaje mi się, że ma. Logiczny
Logik (812 punktów)
1. "Chodziło o sposób reprezentacji" ...

A co to ma do rzeczy !!!! Czy jeżeli firma dostaje dotację, to korzysta na tym prezes, członek rady nadzorczej, czy WŁAŚCICIEL ???

Ty w ogóle rozumiesz, jak funkcjonują podmioty gospodarcze ? Nie myli ci się czasem pracownik z pracodawcą ???

2. To umówmy się, że rozmawiamy o KAŻDYM przekazie majątku (nie tylko w formie pieniężnej) w społeczeństwie ...

Bo MNIE nie interesuje "naprawianie" świata przez zmienianie słów ...

KLAR !!!???

3. Służba zdrowia i edukacja: indywidualny człowiek to ten, który KORZYSTA z tych instytucji. (oczywiście efektem takiego socyalistycznego korzystania jest dramatycznie niska jakość pseudo- służby pseudo-zdrowia i pseudo-edukacji)

4. Właściwie każdy system można sprowadzić de facto do demokracji (można glosować kartką lub mieczem). Nie interesują MNIE rozważania na temat demokracji, monarchii, dyktatury itp. To są wszystko BREDNIE. Ważne jest co innego:
jakikolwiek (z nazwy !!!) mamy system, ważne jest, aby w możliwie jak największym stopniu każdy odpowiadał za siebie i za swój los ...
Czyli im więcej Wolnego Rynku, tym lepiej. Nawet, jeżeli jest go tylko 1%, to lepiej, żeby go było 1,1% ...

5. Gdy słyszę słowo "socyalizm", to odbezpieczam rewolwer, więc u MNIE już dawno socyalizmy przestały "wyskakiwać" ...

6. Uważam, że nie urzędnicy nie powinni mieć prawa głosu, gdyż mają i tak zbyt duży wpływ na państwo, są de facto jego "właścicielami". Ale można to obejść w inny sposób:

wybory BEZPOŚREDNIE na wiele istotnych stanowisk w państwie:
- prezydent, sędziowie Trybunału Konstytucyjnego i Stanu, Sędziowie Sądu Najwyższego, Główny Prokurator, Prezes NIK, Komendanci Policji Wszystkich szczebli itp itd.

I wtedy ok ...

7. JA nie chcę, aby MNIE ktokolwiek lubił !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

MNIE się należy BAĆ !!!!!!! Na dźwięk słowa "LOGIK" ludzi powinno ogarniać PRZERAŻENIE !!!!!!
p.s. z publicznej SZ korzystam, gdyż wcześniej, w PODATKACH za nią ZAPŁACIŁEM ...

KLAR !!!???

8. Ale ignorowanie LOGIKA to po prostu KAPITULACJA !!!

9. Znowu Mi się coś stało z punktami !!!??? Zaginęły MI !!! Czy ktoś je gdzie tu widział !!!???


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
06-10-2010 21:08 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)

>7. JA nie chcę, aby MNIE ktokolwiek lubił !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
>MNIE się należy BAĆ !!!!!!! Na dźwięk słowa "LOGIK" ludzi powinno ogarniać PRZERAŻENIE !!!!!!

Jakby ci tu wytłumaczyć...

Otóż boję się ciebie!
Naprawdę!
Ogarnia mnie przerażenie!

Nigdy nie chciałabym zamieszkać w bloku, a już szczególnie w takim, którego byłbyś developerem!

Patrz:
wolny rynek, umowy wg twojego konceptu:

Cytat:
<mihau> przed moim oknem budują dwa nowe bloki, troche wolno im to idzie bo po 1,5 roku budowy konczą 4 piętro
<mihau> mamy kumpla ktory pracuje przy budowie jednego bloku, ogolnie cala ekipa to okoliczni zule, degeneraci
<mihau> siedzimy pod klatką i wpada ten kumpel ktory pracuje na budowie, cos tam gadamy i nagle jeden znajomy zadaje mu pytanie
<mihau> 'sluchaj, dlaczego tak wolno wam idzie, 1,5 roku to chyba przesada?'
<mihau> a ten odpowiada 'umiesz budować blok?'
<mihau> 'nie'
<mihau> 'no widzisz, my też nie' : DDDD

Na umowach o pracę - zapewne mucha nie siada!

A mieszkania stosunkowo tanie

Baaardzo wolny rynek.
Pod każdym względem.
12-10-2010 20:02 
 Ocena 1 na 1
Logik (812 punktów)
a w bloku wybudowanym przez socyalistyczną brygadę przodowników pracy rozumiem, że byś chciała zamieszkać ?


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
12-10-2010 20:56 
 Ocena 4 na 4
spray (5875 punktów)
>a w bloku wybudowanym przez socyalistyczną brygadę przodowników pracy rozumiem, że byś chciała zamieszkać ?

Ha! Ja w bloku wybudowanym przez taką brygadę w roku 60. mieszkałam przez całe dzieciństwo i kawałek młodości, hehe... Czyli metrykę ten blok ma wrażą. I solidne ściany z cegły, pomieszczenia nadające się co najmniej do minigolfa, ciepło, sąsiadów nawet porządnie podsłuchać nie można... A okna takie, że ojciec wymiany nie doczekał. Dopiero matka w tym roku wymieniała. Bo jej sie nieładne wydały.

No, ale tak, to ostatnie Birkuty budowały.
Za to za nic nie zamieszkałabym w "wielkiej płycie" rodem z Alternatywy 4!
Chociaż szybciej, niż w tym na wskroś neoliberalnym budynku, o którym mowa !!!

Wiesz, szanowny... ekhm!... Logiku... gdybyś ty trochę logicznie pomyślał, to byś zauważył, że standard to ciekawa rzecz. Zwłaszcza na przestrzeni lat.

Byłeś ty kiedy na tym sławnym niegdyś Zachodzie w latach 70., albo 80., lubo później?
Ale nie po to, by gębę rozdziawić w supermarkecie, tylko tak konkretniej, żeby zobaczyć, jaki naprawdę jest standard?

Supermarkety rzeczywiście na nas, kmiotkach, robiły wrażenie. Wszak u nas tylko ocet i słonina w geesie były, na czym nasze młode naonczas spłodzone o głowę nas przerosły, hehe..

No, i teraz mamy taki standard a rebours : supermarkety coraz śliczniejsze, ale standardy mieszkaniowe o tyle bardziej w tyle, o ile supermarketowe do przodu

I przestań bredzić o wadach i grzechach tzw. socyalizmu. Zanim znowu wyskoczysz z kolejną rewelacją - postaraj się jedna ważną rzecz zauważyć , a propos tych standardów - że te ostatnie zmieniają sie w czasie. Nawet coraz szybciej.

Cóż... globalizacja...
A do tego każdy z innej zasobności walizką do niej wkracza.

Tobie się, wydaje - jak mniemam - że w naszej tylko słonina z octem była?
12-10-2010 21:04 
 Ocena-1 na 1
Logik (812 punktów)
Poważne pytanie do uczestników forum: (można to potraktować jako zagadkę, ale MI nie jest do śmiechu)

Czy ktoś z was potrafi napisać MI w 2-3 zdaniach, jaka jest teza wypowiedzi spray ?

(w konkursie może też wziąć udział spray)


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
12-10-2010 21:27 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)

>Czy ktoś z was potrafi napisać MI w 2-3 zdaniach, jaka jest teza wypowiedzi spray ?

Ja sama mogę ci powiedzieć: teza jest taka, że nie rozumiesz ani mechanizmów rynkowych, ani społecznych, ani cywilizacyjnych, ani kulturowych.
Co ważniejsze: nie pojmujesz związków między nimi. Bo jak?
Podobnie, jak twoje autorytety, które tu kiedyś na początku przywołałeś.

...i coś mi mówi, że nie jest to właściwa odpowiedź
Logik (812 punktów)
konkurs trwa nadal ...

... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
12-10-2010 22:47 
 Ocena 1 na 1
spray (5875 punktów)
>konkurs trwa nadal ...
Wg oczywistego w sposób oczywisty regulaminu w konkursie nie biorą udziału:
- socyalisci
- sympatycy socyalistów
- i cała reszta tego autoramentu
- wprawdzie nie wiadomo, co to znaczy, ale nie szkodzi
- do konkursu przystępują tylko wypowiedzi zgodne z oczywistym w sposób oczywisty regulaminem
- eeee... yyyy......zaraz! skąd ja to znam ???
- ty sie Logik tym ostatnim nie przejmuj, ciebie dotyczy to w stopniu nadzwyczajnie ograniczonym (jaki pan, taki kram! sorry, brachu: są wszechstronne uzdolnienia i są wszechstronne ograniczenia.. )
12-10-2010 23:47 
 Ocena 2 na 2
apud (4399 punktów)
>Poważne pytanie do uczestników forum: (można to potraktować jako zagadkę, ale MI nie jest do śmiechu)
>Czy ktoś z was potrafi napisać MI w 2-3 zdaniach, jaka jest teza wypowiedzi spray ?
>(w konkursie może też wziąć udział spray)

Blogoslawieni ubodzy duchem
Albowiem oni posiada królestwo niebieskie
Almentyna (417 punktów)
> Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa
>stałoby się z refundacją leków? Czy zostałaby zlikwidowana /.../
>Innymi słowy mówiąc - ile socjalisty w liberale?

Źle postawione pytanie.
Refundacja kosztów leczenia w większości państw zachodnich możliwa jest dzięki ubezpieczeniu. Sposób obliczania składki może być i jest różny, ale to jest analogiczne do ubezpieczenia OC i AC samochodów. OC jest raczej niskie, obowiązkowe i dotyczy tego, kto doznał od nas uszczerbku - można porównać do chorób zawodowych i środowiskowych. AC - dobrowolne i dotyczy nas samych. Wysokość tych składek wylicza ubezpieczyciel, a liberalne państwo to takie, które dba o dywersyfikację na rynku.

Jedyne co powinno zależeć od stopnia liberalizmu (a także bogactwa kraju i cierpliwości społecznej), to leczenie nieubezpieczonych.

Statystyk nie znam, może istnieją.
09-10-2010 01:34 
 Ocena 1 na 1
homopitek (1536 punktów)
>Jedyne co powinno zależeć od stopnia liberalizmu (a także bogactwa kraju i cierpliwości społecznej), to leczenie nieubezpieczonych.

Nie tylko to. Istnieje sporo chorób, których metody leczenia są bardzo drogie, a nie wszyscy są w stanie płacić odpowiednio wysokie stawki ubezpieczeń. I jest to prawidłowość niezależna od działań jednostek.


Nie stosuję emoticonów
dokowski (7933 punktów)
(zablokowany)
>Co w przypadku wcielenia w życie modelowo liberalnego gospodarczo państwa
>stałoby się z refundacją leków?

Wierzę w fundacje, stowarzyszenie, działalność charytatywną...

doku (Tomasz Kamiński)
spellbinder (8577 punktów)
Problem z refundacją leków jest taki, że w dużej części ludzie sami pracują sobie na poważne choroby. Nie mówię tutaj jedynie o raku, bo w zasadzie wszystko jest "łapane" na własne życzenie.

Człowiek się nie rusza, nie dba o zdrowie - dostaje chorób serca. Pracuje z lekką gorączką, bo w sumie co tam - ląduje później z zapaleniem płuc. Chleje alkohol, a później wymaga leczenia wątroby itd.

Dlaczego w ogóle refundować jakieś leki? Inna sprawa, że kiedy człowiek płaci z własnej kieszeni, wtedy bardziej uważa na to jak wyda pieniądze i ile ich wyda. Nie kupi czegoś na co go nie stać, w związku z czym cena leków również musi ulec zmianie.
homopitek (1536 punktów)
>Nie kupi czegoś na co go nie stać, w związku z czym cena leków również musi ulec zmianie.

Cena lotu w kosmos jest dla większości ludzi wręcz niewyobrażalna - prawie wszystkich na to nie stać. Czy to znaczy, że "musi ulec zmianie"?

Nie stosuję emoticonów
spellbinder (8577 punktów)
No przecież loty w kosmos to za parę lat będzie domena prywatnych przedsiębiorców, którzy znacząco redukują cenę lotu. Ruskie wzięli za ostatniego klienta 30 milionów, a prywatne firmy liczą sobie dwieście tysięcy.

XCOR Aerospace chce za lot 95000 dolców - i umówmy się, to nie jest jakaś niewyobrażalna cena.
Logik (812 punktów)
Tak na marginesie: śmieszy MNIE już samo stwierdzenie "radykalni liberałowie" ("liberałowie" w sensie "wolnorynkowcy-austriacy", a nie "komuchy z USA").

To takie samo stwierdzenie, jak "radykalni matematycy". Otóż "radykalni matematycy" upierają się, że 2+2 = 4, a tymczasem w "matematyce keynesistowskiej" 2+2 równa się czasami 3,5, czasami 4,5, czasami (o dziwo !) 4, czasami "krzesło", czasami "więcej dotacji !!!", czasami "#%$&@*@*$", czasami "iiiiha! iiiiiiha! iiiiha!!!", czasami "niech żyje socyalizm !!!", a czasami jeszcze coś innego ...

I obrońcy "matematyki keynesistowskiej" mówią (jako dowód, że mają rację):
"a pokażcie nam jakikolwiek szpital psychiatryczny na świecie, w którym 2+2 równa się tylko 4 !!!"


... bo kto nie wyjdzie z domu swego, by socyalizm znaleźć i z oblicza Ziemi zgładzić, do tego socyalizm sam przyjdzie i stanie przed obliczem jego ...
Rigoletto (3891 punktów)
>Tak na marginesie: śmieszy MNIE już samo stwierdzenie "radykalni liberałowie" ("liberałowie" w sensie "wolnorynkowcy-austriacy", a nie "komuchy z USA").

Radykalni to ci, którzy mają odwagę się przyznać do tego, że są liberałami.

>To takie samo stwierdzenie, jak "radykalni matematycy". Otóż "radykalni matematycy" upierają się, że 2+2 = 4, a tymczasem w "matematyce keynesistowskiej" 2+2 równa się czasami 3,5, czasami 4,5, czasami (o dziwo !) 4, czasami "krzesło", czasami "więcej dotacji !!!", czasami "#%$&@*@*$", czasami "iiiiha! iiiiiiha! iiiiha!!!", czasami "niech żyje socyalizm !!!", a czasami jeszcze coś innego ...

Cóż zrobić Logiku. Na szczęście kapitał jest w miarę swobodny, więc w konsekwencji i tak ulokuje się tam gdzie gospodarka jest bardziej liberalna. I ci z nas, którzy mają łeb na karku, też tam się znajdą...
homopitek (1536 punktów)
>Cóż zrobić Logiku. Na szczęście kapitał jest w miarę swobodny, więc w konsekwencji i tak ulokuje się tam gdzie gospodarka jest bardziej liberalna.

Ja głupi myślałem, że w gospodarce chodzi o większy zarobek, a tu się okazuje inaczej. Najważniejsza jest idea.


Nie stosuję emoticonów
CHInDy (82 punktów)
Chciałbym powrócić do wątku, który rozpoczął tę dyskusję. Mianowicie "ile socjalisty w liberale?" w kontekście refundacji leków.

Pomimo silnych elementów sugerujących oraz oceniających zawartych w pytaniu, pozostaje ono ciągle dość trudne - nawet w oderwaniu od wspomnianej "drwiny nieco zaczepnej". Miałbym również zastrzeżenia co do konstrukcji całego wstępu, ponieważ wymusza on najwidoczniej na niektórych tęgich umysłach, obronę ideologii jako całości przez pryzmat swoich własnych poglądów w odniesieniu do konkretnego problemu. Jest to zarzewie personalizującego się i zapętlonego konfliktu, jakiego wszyscy czytający oraz uczestniczący w dyskusji byli świadkami.

Jedną z podstawowych zasad tradycyjnego liberalizmu jest założenie, że "człowiek jest z gruntu dobry" ergo nawet gdyby nie miał pieniędzy na leczenie, współobywatele, przyjaciele, rodzina pomogliby mu przetrwać chorobę. Po drugie pacjent czyli klient hipotetycznej, prywatnej instytucji medycznej jest dla niej wartościowy jedynie żywy. Logiczne wydaje się więc, że podstawowym zadaniem takich instytucji było by utrzymywanie swoich pacjentów przy życiu (np. w zamian za późniejszą, formalnie ugruntowaną finansową lojalność) - choć przyznaje - to śmiałe założenie. Radykalny liberalizm, "zahaczający" o indywidualizm w zasadzie rozbija tradycyjne pojmowanie wspólnoty. Wszelka formalna odpowiedzialność za drugiego człowieka sprowadza się jedynie do kategorii zysku i straty ekonomicznej, nie jest to więc na pewno pogląd romantycznie "sprawiedliwy".

Moim zdaniem jednak, poza formalnym obowiązkiem i prawem istnieje obszerna sfera, w której może objawiać się ludzki humanitaryzm, dobra wola i indywidualna moralność. Według mnie, to nie konkretny system powinien definiować wspólnotę a wspólnota powinna definiować samą siebie poprzez indywidualne zachowania każdego z jej członków...
konserwatysta2 (954 punktów)
>Innymi słowy mówiąc - ile socjalisty w liberale?
Liberał tym się różni od socjalisty, że ten pierwszy koncentruje się na mnożeniu, a ten drugi na dzieleniu.
Co do refundacji leków, to mam taki pogląd.
Liberał zawsze najpierw patrzy ile jest pieniędzy w budżecie, a później określa jak te pieniądze wydać. Być może na leki, ale już wtedy nie na coś innego.
Socjalista natomiast zaczyna od określania wydatków, a potem się martwi skąd wziąć pieniądze. Dałby każdemu, byleby nie narazić się żadnemu lobby wyborców. Robi to nawet szczerze i uczciwie. Najprościej jest podwyższyć podatki. Gdy gospodarka znajdzie się na granicy opłacalności, wtedy zaciąga dług (deficyt budżetowy). W końcu spłata tego długu dopiero zaboli kogoś tam w dalekiej przyszłości.

W sumie socjaliści zdobywają zawsze większą popularność wśród ludzi, a na liberałów zagłosują ludzie wtedy w desperacji, zwykle wtedy gdy nie pojawi się żaden inny socjalista z bardziej wiarygodną ofertą. Niestety jak to z ludźmi, gdy liberałowie dochodzą do władzy i zasmakują koryta, to często chętnie zamieniają się w socjalistów (np. PO).
konserwatysta2 (954 punktów)
Ponieważ poczuwam się do bycia liberałem (gospodarczym), to powiem tak.

To jest przede wszystkim problem ograniczonych zasobów.
Pieniądze, które rząd może wydać na cele socjalne są ograniczone maksymalną kwotą, jaką możemy ściągnąć z podatników, która nie wywołuje jeszcze obniżenia podstawy do opodatkowania, co jest nazywane potocznie efektem Leffera.
Jeżeli wydamy teraz te pieniądze na walkę powiedzmy z chorobą Alzheimera, to być może zabraknie ich już na walkę z innymi chorobami, czy na wydatki na policję, szkolnictwo itp.
To jest po prostu kwestia priorytetów. Tak, jak w budżecie domowym, co odczuwamy na własnej skórze. Oczywiście zaciąganie długu przez rząd powinno być konstytucyjnie zakazane.

Ja jako liberał nie jestem przeciwny wydatkom państwa na pewne cele społeczne, ale jestem przeciwny wydawaniu więcej pieniędzy niż się posiada, czy kosztem spowolnienia gospodarki.

Ponadto jestem przekonany, że gdyby poziom fiskalizmu znacznie się obniżył, to:
1. Więcej pieniędzy zostałoby w kiszeniach ludzi, którzy potrzebują ich na ratowanie swojego zdrowia, ale to jest niewiele.
2. Przede wszystkim odblokowanie pieniądza zwiększy rozwój gospodarki, bezrobotni zaczną pracować, a pozostali zaczną pracować jeszcze wydajniej. Więcej ludzi będzie mogło sobie pozwolić na lepsze leczenie za własne pieniądze.
Czyli inaczej: więcej ludzi będzie mogło podzielić się swoim bogactwem z lekarzami. Pieniądze to przecież tylko ekwiwalent wytworzonego bogactwa.
3. Większe bogactwo społeczeństwa, to większa podstawa do opodatkowania i większa kwota podatków, nawet gdy sama stopa podatkowa będzie niska.

Nie chciałbym tutaj poruszać innej ważnej kwestii jak przyjęty sposób dofinansowywania leków, który wg mnie przyczynia się do zawyżania rynkowej ceny leków. Czyli bez takiego sposobu dofinansowania, leki te byłyby tańsze. Ale to już inny temat.
16-12-2010 22:59 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Ja jako liberał nie jestem przeciwny wydatkom państwa na pewne cele społeczne, ale jestem przeciwny wydawaniu więcej pieniędzy niż się posiada, czy kosztem spowolnienia gospodarki.

Każda firma dąży do wydawania większej ilości pieniędzy niż ich posiada. To jest najprostsza droga do realizacji potencjału rozwoju, gdyby każdy przedsiębiorca czekał z inwestycjami do momentu kiedy zarobi i oszczędzi odpowiednie kwoty, gospodarka dreptałaby w miejscu. Nie widzę powodów, dla których państwo miałoby w tym momencie być traktowane inaczej. Problemem nie jest wysokość zadłużenia, ale zdolność płatnicza.

>2. Przede wszystkim odblokowanie pieniądza zwiększy rozwój gospodarki, bezrobotni zaczną pracować, a pozostali zaczną pracować jeszcze wydajniej.

No, chyba że mamy gospodarkę taką jak nasza, gdzie dopiero od ok. 6% wzrostu PKB zaczyna przybywać miejsc pracy. Równie dobrze ten cały rozwój mógłby oznaczać szybki i wydajny transfer za granicę większych sum pieniędzy.
17-12-2010 10:48 
 Ocena 2 na 2
konserwatysta2 (954 punktów)
>Każda firma dąży do wydawania większej ilości pieniędzy niż ich posiada.
No nie bardzo. W ostateczności dąży do zysku. Jeżeli bierze kredyt, to po to, aby zainwestować i kiedyś zarobić jeszcze więcej. W przypadku państwa tak nie jest. Większość pieniędzy idzie na bieżące wydatki, głównie społeczne, czyli na konsumpcję. W przyszłości nie będzie zysku tylko dziura budżetowa. To firmy powinny inwestować, a nie rząd. W przypadku państwa nie działa tu podstawowa zasada jaką jest odpowiedzialność za zaciągnięte zobowiązania. Za spłatę długu (z odsetkami) obarcza się przyszłe rządy i przyszłych podatników, a tych będzie coraz mniej z uwagi na demografię. Więc skąd zysk?
Już teraz za odsetki od wcześniejszych kredytów rządowych można by rocznie budować kilkaset kilometrów autostrad.

>Problemem nie jest wysokość zadłużenia, ale zdolność płatnicza.
Niedługo ta zdolność się właśnie skończy z uwagi na osiągnięcie granicy długu publicznego.
Radykalnie wzrosną nam wydatki na emerytów i liczba chętnych m.in. na refundacje leków. Zmaleje wzrost gospodarczy gdyż zmniejszy się ilość pracujących. Bez radykalnych kroków czeka nas katastrofa.
Takie są efekty państwa socjalnego.

>Równie dobrze ten cały rozwój mógłby oznaczać szybki i wydajny transfer za granicę większych sum pieniędzy.
Jeżeli ktoś coś zainwestował w Polsce, to oczywiste, że chce coś wyciągnąć. My też na tym zyskujemy. Oczywiście lepiej by było, aby inwestorami byli Polacy, ale jest ich za mało. Z uwagi na zbyt duży fiskalizm i różne oskładkowania (ZUS), jest zbyt mały obrót pieniądza i zbyt mały stopień pomnażania kapitału w czasie.
17-12-2010 13:59 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Każda firma dąży do wydawania większej ilości pieniędzy niż ich posiada.
>No nie bardzo. W ostateczności dąży do zysku.

Kluczowe słowo brzmi "w ostateczności". Dążenie do wydawania ponad posiadane zasoby jest środkiem do osiągania tego celu.

>W przypadku państwa tak nie jest. Większość pieniędzy idzie na bieżące wydatki, głównie społeczne, czyli na konsumpcję. W przyszłości nie będzie zysku tylko dziura budżetowa. To firmy powinny inwestować, a nie rząd.

Jedno nie wynika tu logicznie z drugiego. Nie ma logicznego przejścia od "budżet państwa to głównie wydatki społeczne" do "firmy powinny inwestować, a nie rząd".

>W przypadku państwa nie działa tu podstawowa zasada jaką jest odpowiedzialność za zaciągnięte zobowiązania.

Ależ oczywiście, że działa. Państwo podejmuje normalne zobowiązania, jest konstytucyjnie zobowiązane do utrzymywania dyscypliny budżetowej itd. Nie działa co najwyżej odpowiedzialność osobista. I chyba dobrze, że tak jest, prawda?

>>Problemem nie jest wysokość zadłużenia, ale zdolność płatnicza.
>Niedługo ta zdolność się właśnie skończy z uwagi na osiągnięcie granicy długu publicznego.

To jest odrębny problem, który nie ma związku ani z przewagą wydatków społecznych, ani z samym faktem podejmowania zobowiązań przez państwo.

>Radykalnie wzrosną nam wydatki na emerytów i liczba chętnych m.in. na refundacje leków. Zmaleje wzrost gospodarczy gdyż zmniejszy się ilość pracujących. Bez radykalnych kroków czeka nas katastrofa.
>Takie są efekty państwa socjalnego.

Socjal ma z tym mały związek. Gdyby takie były "efekty państwa socjalnego", Szwecja byłaby od bardzo dawna bankrutem.
17-12-2010 14:45 
 Ocena 2 na 2
konserwatysta2 (954 punktów)
Są dwa rodzaje kredytów: konsumpcyjne i inwestycyjne.

W tym pierwszym, biorę kredyt, kupuję np. dom, czy samochód i spłacam go sobie potem przez kilka lat ze swoich zarobków o ile zarabiam. Państwo natomiast nie spłaca tego na bieżąco, a jak musi wykupić obligacje, to zaciąga kolejny kredyt. Typowa spirala zadłużenia.

W kredycie inwestycyjnym, biorę kredyt, inwestuję, zarabiam (lub nie) i zwracam kredyt.
Natomiast państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej. Wiadomo, że robi to zawsze gorzej niż firma prywatna. Owszem, państwo może inwestować w infrastrukturę, aby gospodarka pracowała już teraz i żeby np. ludzie jeździli bezkolizyjnymi drogami zamiast stać bezproduktywnie w korkach. U nas jednak kasa szła głównie na inne cele, głównie konsumpcyjne.

>Nie działa co najwyżej odpowiedzialność osobista. I chyba dobrze, że tak jest, prawda?
W sumie źle. Który minister się przejmuje długiem? Jego to nie zaboli, tylko jego następców, a przede wszystkim przyszłe pokolenia. A jego partia ma przynajmniej okazję spełnić oczekiwania wyborcze i to się dla niego liczy. Jak będzie myślał inaczej, to partia znajdzie sobie innego ministra.

>Gdyby takie były "efekty państwa socjalnego", Szwecja byłaby od bardzo dawna bankrutem.
Szwecja też jest mocno zadłużona i żyje na kredyt. Nie tylko zresztą Szwecja. Ich sytuacja jest o tyle lepsza, że mają lepiej rozwiniętą gospodarkę i dobrze zainwestowane pieniądze dla przyszłych emerytów, m.in. zagranicą, choćby właśnie w polskie obligacje. Nasze OFE (bo o ZUS-ie zapomnijmy) większość pieniędzy MUSI inwestować w Polsce i w co inwestuje NASZE pieniądze? Głównie w Polskie obligacje. A skąd za 10-30 lat państwo weźmie pieniądze na wykup tych obligacji? W pierwszej kolejności zapewne będzie płacić zagranicznym wierzycielom.
17-12-2010 16:04 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Natomiast państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej. Wiadomo, że robi to zawsze gorzej niż firma prywatna.

Skąd, tak konkretnie, wiadomo coś takiego?

>Owszem, państwo może inwestować w infrastrukturę, aby gospodarka pracowała już teraz i żeby np. ludzie jeździli bezkolizyjnymi drogami zamiast stać bezproduktywnie w korkach. U nas jednak kasa szła głównie na inne cele, głównie konsumpcyjne.

Co jeszcze nie uprawnia do ogólnych wypowiedzi na temat wydawania więcej niż się posiada.

>>Nie działa co najwyżej odpowiedzialność osobista. I chyba dobrze, że tak jest, prawda?
>W sumie źle. Który minister się przejmuje długiem?

Jeśli wprowadzisz odpowiedzialność osobistą, który minister w ogóle podejmie jakąkolwiek decyzję? Nie mówiąc już o ryzykownej?

>>Gdyby takie były "efekty państwa socjalnego", Szwecja byłaby od bardzo dawna bankrutem.
>Szwecja też jest mocno zadłużona i żyje na kredyt.

Jak chyba wszystkie kraje tzw. Zachodu. Nie o tym w tej chwili mowa. Pytanie brzmi: jeśli takie są "efekty państwa socjalnego", dlaczego Szwedzi od dawna nie są bankrutami?
17-12-2010 20:15 
 Ocena 1 na 1
konserwatysta2 (954 punktów)
>>Natomiast państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej. Wiadomo, że robi to zawsze gorzej niż firma prywatna.
>Skąd, tak konkretnie, wiadomo coś takiego?
Konkretnie to wystarczy przeanalizować działanie sektora państwowego, PKP, służba zdrowia i to co już dawno poupadało (na szczęście). Żenująco niska jest również wydajność pracy w administracji państwowej. Państwowe działa na ogół źle. Prywatne też oczywiście może działać źle, ale wtedy zbankrutuje i zostanie zastąpione przez coś lepszego.

>Pytanie brzmi: jeśli takie są "efekty państwa socjalnego", dlaczego Szwedzi od dawna nie są bankrutami?
Nie byłem w Szwecji. Rzeczywiście Szwecja ma wysokie podatki (nie wiem tylko od jakiego progu, jaki jest VAT, akcyza i ZUS), gospodarka jest rozwinięta, a ludzie na biedę chyba nie narzekają. Może tylko piją za dużo.

Po pierwsze Szwecja zaczynała wprowadzać socjalizm jako państwo już bardzo bogate, więc było z czego dzielić i potrafili to utrzymać.
Po drugie Szwedzi są bardzo zdyscyplinowani, dobrze zorganizowani i produktywni.
Po trzecie w Szwecji bardzo łatwo prowadzi się biznes.
Nie sądzę, aby rozwiązania szwedzkie sprawdziły się w Polsce.
Ciekawe artykuły na ten temat:
Bergström: Mit skandynawskiego dobrobytu
Gwiazdowski o systemie szwedzkim

Szwecja może nie bankrutuje, ale podupada. Szwed, który chce rozkręcić skrzydła, raczej wyjeżdża ze szwedzkiego "raju".
17-12-2010 22:00 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Konkretnie to wystarczy przeanalizować działanie sektora państwowego, PKP, służba zdrowia

Kto, konkretnie, przeprowadził takie analizy? Gdzie są opublikowane, razem z wnioskami takimi jak "państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej; wiadomo, że robi to zawsze gorzej niż firma prywatna"?

>>Pytanie brzmi: jeśli takie są "efekty państwa socjalnego", dlaczego Szwedzi od dawna nie są bankrutami?
[...]
>Po pierwsze Szwecja zaczynała wprowadzać socjalizm jako państwo już bardzo bogate, więc było z czego dzielić i potrafili to utrzymać.

To jest sprzeczne z twierdzeniem o "efektach państwa socjalnego". Poza tym, niezbyt prawdziwe. Szwedzi rozpoczęli drogę do obecnego systemu w XIX wieku i przypieczętowali jej wybór w latach 30. XX wieku, kiedy jeszcze byli przeciętnym krajem pod względem zamożności, relatywnie do reszty Europy. Nie jest bynajmniej tak, że dorobili się pieniędzy pod liberalnymi rządami, a kiedy było ich już na to stać, zrobili sobie socjalizm. Ten socjalizm robili sobie konsekwentnie od dawna.

>Po drugie Szwedzi są bardzo zdyscyplinowani, dobrze zorganizowani i produktywni.

Czynniki kulturowe wymieniłbym na pierwszym miejscu. Innymi słowy, nie chodzi o socjal, chodzi o kulturę. Szwecja to tylko jaskrawy przykład tzw. modelu nordyckiego.

>Szwecja może nie bankrutuje, ale podupada.

Od baaardzo dawna. Wiesz, różni liberałowie i konserwatyści wróżą jej upadek od minimum pięćdziesięciu lat.
konserwatysta2 (954 punktów)
>Kto, konkretnie, przeprowadził takie analizy? Gdzie są opublikowane, razem z wnioskami takimi jak "państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej;
Wydaje mi się, że taką analizę może przeprowadzić każdy przeciętny człowiek, który doświadczył "gospodarowania" przez państwo, w szczególności państwowej służby zdrowia, czy jazdy państwowymi pociągami.
Właściciel firmy prywatnej ryzykuje dużo więcej niż jakiś mianowany prezio. Źle zarządzana firma prywatna z czasem upadnie i tak powinno być. Firma państwowa raczej nie. Zawsze się znajdzie jakaś pomoc państwa, niestety.

>Szwedzi rozpoczęli drogę do obecnego systemu w XIX wieku i przypieczętowali jej wybór w latach 30.
Z tego co wiem o historii Szwecji, socjal wprowadzili sobie po wojnie. To 9-milionowe państwo dość mocno wzbogaciło się w czasie wojny jako dostawca surowców.

>różni liberałowie i konserwatyści wróżą jej upadek od minimum pięćdziesięciu lat.
Trzeba sobie zadać pytanie, czym jest bankructwo systemu?
ZSRR upadł dopiero po 70 latach, co polegało na tym, że odrzucono pewne zasady ustrojowe i wprowadzono jakieś inne. Upadek "modelu szwedzkiego" należałoby rozumieć podobnie, jako zmianę systemu na inny.
Szwecja jest krajem zadłużonym. Czy przypadkiem nie jest to jakimś symptomem upadku? Bez zadłużania się nie mogliby realizować polityki socjalnej, czyli już ich na to nie stać. Kto spłaci te długi przy coraz gorszej demografii ?
Dotyczy to oczywiście większości krajów rozwiniętych (demokratycznych), nawet USA, chociaż akurat w przypadku USA jest to bardziej wynik prowadzonych wojen.

Czyli wg mnie, cała idea państwa socjalnego już w zasadzie upadła. Czekamy tylko na moment, kiedy przestanie być możliwie dalsze dźwiganie ogromnego długu, czyli spłacanie bieżących odsetek.
24-12-2010 01:37 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Wydaje mi się, że taką analizę może przeprowadzić każdy przeciętny człowiek

Nie. "Każdy przeciętny człowiek" może co najwyżej kultywować stereotyp.

>>Szwedzi rozpoczęli drogę do obecnego systemu w XIX wieku i przypieczętowali jej wybór w latach 30.
>
>Z tego co wiem o historii Szwecji, socjal wprowadzili sobie po wojnie.

Nie. Pierwsze ustawodawstwo socjalne pojawiło się w połowie XIX wieku i było poszerzone i utrwalone przed rokiem 1920. W roku 1938 zbudowano porozumienie między konfederacjami pracowników i pracodawców regulujące działanie ich rynku na kilkadziesiąt lat.

>>różni liberałowie i konserwatyści wróżą jej upadek od minimum pięćdziesięciu lat.
>Trzeba sobie zadać pytanie, czym jest bankructwo systemu?
>ZSRR upadł dopiero po 70 latach, co polegało na tym, że odrzucono pewne zasady ustrojowe i wprowadzono jakieś inne. Upadek "modelu szwedzkiego" należałoby rozumieć podobnie, jako zmianę systemu na inny.

I tylko jakoś nie widać, żeby "model skandynawski" (bo bynajmniej nie chodzi tylko o Szwecję) zmieniał się w jakikolwiek inny.

>Szwecja jest krajem zadłużonym.

News at eleven. Który europejski kraj nie jest zadłużony?

>Czyli wg mnie, cała idea państwa socjalnego już w zasadzie upadła.

Innymi słowy, zakładasz sobie że upada, co traktujesz jako dowód na to, że praktycznie już upadła. Gratulacje.
konserwatysta2 (954 punktów)
>Innymi słowy, zakładasz sobie że upada, co traktujesz jako dowód na to, że praktycznie już upadła
Skoro system nie jest się w stanie utrzymać z własnej gospodarki, to znaczy że upada. Czyli idea już upadła.
Dług publiczny można zaciągać w ostateczności w sytuacjach wyjątkowych, czy na niezbędne inwestycje. Tu jednak nic takiego nie ma.

Ja jestem za systemem, gdzie każdy sam zapewnia sobie dobre warunki socjalne.
26-12-2010 02:04 
 Ocena 2 na 2
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>>Innymi słowy, zakładasz sobie że upada, co traktujesz jako dowód na to, że praktycznie już upadła
>Skoro system nie jest się w stanie utrzymać z własnej gospodarki, to znaczy że upada. Czyli idea już upadła.

Innymi słowy, idea gospodarki w ogóle upadła. Żadne chyba państwo na świecie nie jest w stanie "utrzymać się z własnej gospodarki". A gdyby próbowało, zostanie zmarginalizowane przez konkurencję nie narzucającą sobie takich ograniczeń.

>Ja jestem za systemem, gdzie każdy sam zapewnia sobie dobre warunki socjalne.

Gdzie działa i sprawdza się taki system?
konserwatysta2 (954 punktów)
>Innymi słowy, idea gospodarki w ogóle upadła.
Nie. Upadla tylko idea państwa opiekuńczego. Gospodarka Niemiec, czy Szwecji to są w sumie dobre gospodarki, jako same gospodarki. Zbyt dużo wydaje się jednak pieniędzy na "kupowanie" wyborców, co jest elementem partyjnych walk o władze no i o większe koryto. A i te gospodarki nie rozwijają się już tak jak kiedyś.

>Żadne chyba państwo na świecie nie jest w stanie "utrzymać się z własnej gospodarki".
Spokojnie, są takie państwa. Tajwan $300 mld nadwyżki budżetowej, Chiny ponad 1 bln. Oczywiście "własna" gospodarki do również import/eksport.

>>Ja jestem za systemem, gdzie każdy sam zapewnia sobie dobre warunki socjalne.
>Gdzie działa i sprawdza się taki system?
Biorąc pod uwagę samą Europę i USA, to cały XIX wiek i większość XX wieku, to jednak dość spory wzrost bogactwa bez życia na kredyt. W Chinach też pomimo nadal sporych różnic, coraz większej ilości ludzi żyje się coraz lepiej.

Jeszcze raz chciałem to uściślić. Ja nie jestem przeciwnikiem kredytu, w szczególności kredytu obrotowego, czy inwestycyjnego. Dzięki kredytowi kupujesz aktywa, które zaczynają zarabiać lub kupujesz towar, który sprzedajesz z zyskiem. W przypadku państw rozwiniętych, większość jednak jest przejadana.

Druga sprawa, to to, że zadłużają się tzw. budżety państw, ale instytucje finansowe (banki, fundusze emerytalne) w tych państwach już nie. One akurat inwestują, np. w obligacje tych państwa. Polskie obligacje kupują banki japońskie, niemieckie, czy w zasadzie międzynarodowe. Również polskie banki, chociaż mało który jest już polski. Kupują je po to, aby kiedyś je sprzedać dla swoich emerytów. Czyli ci emeryci nie mają jeszcze tak źle.
Gorzej jest polskim emerytami, z przyszłymi. OFE większość musi inwestować w Polsce (w polskie obligacje), a i tak składka OFE jest niewielka i ma być jeszcze bardziej zmniejszona. Nasi emeryci są praktycznie bez zabezpieczenia, tzn. to zabezpieczenie gwarantuje im jakaś tam konstytucja państwa (minimalna emerytura itp), ale wiadomo, że tego państwa nie będzie na to stać. I tu jest główny problem.
27-12-2010 01:07 
 Ocena 1 na 1
Grzegorz Staniak (2145 punktów)
>Upadla tylko idea państwa opiekuńczego. Gospodarka Niemiec, czy Szwecji to są w sumie dobre gospodarki, jako same gospodarki. Zbyt dużo wydaje się jednak pieniędzy na "kupowanie" wyborców

"Za dużo" czyim zdaniem? Twoim? Obawiam się, że nie musi ono wiele znaczyć dla obywateli Szwecji czy Niemiec. Popatrz sobie lepiej jak powoli idzie na dno mimo ratowania jej chińskimi i saudyjskimi pieniędzmi gospodarka państwa często stawianego za wzór "nie-opiekuńczego", po trzydziestu latach eksperymentów z deregulacją. Szwecja radzi sobie w porówaniu z nim bardzo dobrze.

>Tajwan $300 mld nadwyżki budżetowej, Chiny ponad 1 bln. Oczywiście "własna" gospodarki do również import/eksport.

Nadwyżka budżetowa jako cel sam w sobie to absurd.

>>>Ja jestem za systemem, gdzie każdy sam zapewnia sobie dobre warunki socjalne.
>>Gdzie działa i sprawdza się taki system?
>Biorąc pod uwagę samą Europę i USA, to cały XIX wiek i większość XX wieku, to jednak dość spory wzrost bogactwa bez życia na kredyt.

Może nie róbmy sobie jaj. Większość XX wieku w Europie i USA to ścisła regulacja. W Europie zorientowana na socjal, w USA na balansowanie interesów i stabilizowanie zatrudnienia. A na powrót do XIX wieku baaardzo trudno byłoby ci kogokolwiek namówić.

>OFE większość musi inwestować w Polsce (w polskie obligacje), a i tak składka OFE jest niewielka i ma być jeszcze bardziej zmniejszona. Nasi emeryci są praktycznie bez zabezpieczenia, tzn. to zabezpieczenie gwarantuje im jakaś tam konstytucja państwa (minimalna emerytura itp), ale wiadomo, że tego państwa nie będzie na to stać. I tu jest główny problem.

Owszem, ale to nie jest problem zadłużania państwa jako taki.
Konowal (6291 punktów)
Jak nic Twoje poglądy zostały w pełni zastosowane w Grecji hahaha

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Konowal (6291 punktów)
>>Wydaje mi się, że taką analizę może przeprowadzić każdy przeciętny człowiek
>Nie. "Każdy przeciętny człowiek" może co najwyżej kultywować stereotyp.

no tak i z tego wychodzi że kapitalizm kultywują przeciętni ludzie a socjalizm to sami geniusze. Bzdura totalna. To właśnie socjaliści kultywują stereotyp wbrew historycznym faktom.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn
Konowal (6291 punktów)
>>Konkretnie to wystarczy przeanalizować działanie sektora państwowego, PKP, służba zdrowia
>Kto, konkretnie, przeprowadził takie analizy? Gdzie są opublikowane, razem z wnioskami takimi jak "państwo nie jest od prowadzenia działalności gospodarczej; wiadomo, że robi to zawsze gorzej niż firma prywatna"?

sprawa jest oczywista dla każdego normalnie myślącego człowieka, czyli jak państwo lepiej prowadzi gospodarkę to 100% gospodarki państwowej powinno być co najmniej zyskowne. Taki model panował w socjalistycznych gospodarkach - każdy wie jak to się skończyło.

Socjalizm albo zdrowie - wybór należy do ciebie
Rozumiej, abyś mógł wierzyć - wierz, abyś mógł zrozumieć.
św. Augustyn

Wróć do listy wątków działu Gospodarka i ekonomia
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365