Racjonalista - Strona głównaDo treści
Dylemat moralny - wzajemne przysięgi

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
18-03-2016 19:09Rafał Kozłowski (4068 punktów)Dylemat moralny - wzajemne przysięgi

Chciałbym poddać pod rozwagę następujący dylemat:



Partnerzy w związku podejmują decyzję, aby ów związek zalegalizować (piszę zalegalizować, aby nadać owej czynności charakter społecznej, publicznej, cywilnej przysięgi).
Godząc się jednak na zawarcie związku składają sobie nadto przysięgę wzajemnego bezgranicznego zaufania, co do zachowania wierności (fizycznej) partnerów wobec siebie. Bezgraniczność zaufania skutkuje tym, że sam fakt sprawdzenia wierności partnera (np. poprzez sprawdzenie jego korespondencji) jest podważeniem zasady bezgraniczności zaufania partnerów i może być przyczyną zerwania związku. (znam taki przypadek)
... i dalej...
Jeden z Partnerów, bez wiedzy drugiego, dopuszcza się zdrady (fizycznej) - łamie zatem przysięgę wierności i zasadę bezgraniczności zaufania partnerów. Drugi Partner, podejrzewając zdradę, sprawdza korespondencję Partnera i odkrywa akt zdrady, jednakowoż sam dopuszcza się czynu zabronionego w związku zasady bezgraniczności zaufania partnerów.
Z punktu widzenie złożonych wzajemnych przysiąg, to oboje Partnerzy są winni; dokonują bowiem czynu, który umożliwia współpartnerowi zerwanie związku.
Który z Partnerów jest właściwie winny rozpadowi związku? Czy taką sytuację można rozpatrywać w kategoriach winy?
Z mojego punktu widzenia konstrukcja moralna takich zobowiązań jest bez sensu, no ale może się mylę....
.
.
.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Ordynariusz Pisiewicz (545 punktów)
(zablokowany)
>Który z Partnerów jest właściwie winny rozpadowi związku?
Ten, który w sądzie przegra sprawę rozwodową.
A całkiem poważnie - moim zdaniem winny jest ten, kto pierwszy zdradził zaufanie partnera. Gdyby nie było "skoku w bok", to by nie było czytania korespondencji.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Który z Partnerów jest właściwie winny rozpadowi związku?
>Ten, który w sądzie przegra sprawę rozwodową.
>A całkiem poważnie - moim zdaniem winny jest ten, kto pierwszy zdradził zaufanie partnera. Gdyby nie było "skoku w bok", to by nie było czytania korespondencji.
>
Też tak myślę, jednakowoż zastanawiam się czy czas ma jakiekolwiek znaczenie w tym przypadku? Liczą się bowiem działania, a nie ich intencje. Oczywiście, gdyby okazało się, że zdrady nie było, to wina była by oczywista (fakt sprawdzania Partnera o tym przesądza).
Zastanawiam się jednak, czy składanie takiej obietnicy ma w ogóle, z punktu widzenia logiki, jakikolwiek sens?
.
.
.
18-03-2016 20:29 
 Ocena 5 na 5
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Zastanawiam się jednak, czy składanie takiej obietnicy ma w ogóle, z punktu widzenia logiki, jakikolwiek sens?

Nie wiem, jak to się ma do logiki, ale z punktu widzenia praktyki życiowej składanie jakichkolwiek dalekosiężnych obietnic nie ma sensu. Ludzie się zmieniają.

Słowo Ducha Prawdy: nie można o człowieku, który naucza rzeczy sprzecznych z logiką i racjonalnością mówić, że jest prawidłowo rozwinięty umysłowo.
18-03-2016 21:02 
 Ocena 3 na 3
tarkos (10757 punktów)
> składanie jakichkolwiek dalekosiężnych obietnic nie ma sensu.
A i przyjmowanie takich obietnic za dobrą monetę nie wydaje się dobrym drogowskazem.

[Tu się przypomina opowieść o Immanuelu Kancie.
- Czy zamierza się Pan ożenić?
- Nie, bo żona zdradzałaby mnie.
- Ależ dlaczego żona miałaby Pana zdradzać?
- Ponieważ bym się ożenił.]
21-03-2016 02:31 
 Ocena 3 na 3
PerverserPerser (579 punktów)
>> składanie jakichkolwiek dalekosiężnych obietnic nie ma sensu.
>A i przyjmowanie takich obietnic za dobrą monetę nie wydaje się dobrym drogowskazem.
>[Tu się przypomina opowieść o Immanuelu Kancie.
>- Czy zamierza się Pan ożenić?
>- Nie, bo żona zdradzałaby mnie.
>- Ależ dlaczego żona miałaby Pana zdradzać?
>- Ponieważ bym się ożenił.]<

Tata,
czy to prawda że w niektórych małżeństwach żonę poznaje się dopiero po ślubie?
W każdym synu,
w każdym.


Wierzyć jest łatwiej niż wiedzieć.
21-03-2016 02:38 
 Ocena 1 na 1
PerverserPerser (579 punktów)
>Ten, który w sądzie przegra sprawę rozwodową.
>A całkiem poważnie - moim zdaniem winny jest ten, kto pierwszy zdradził zaufanie partnera. Gdyby nie było "skoku w bok", to by nie było czytania korespondencji.<
Przed wielu laty czytałem o winie zdrady małżeństwa u pewnego ludu azjatyckiego.
Po pierwszej zdradzie karany był uwodziciel bo rozbijał małżeństwo.
Po drugiej zdradzie karana była małżonka za skłonności do k..a.
Za trzecim razem mąż.. i każdy może 3x zgadywać dlaczego?

Wierzyć jest łatwiej niż wiedzieć.
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Przed wielu laty czytałem o winie zdrady małżeństwa u pewnego ludu azjatyckiego.
>Po pierwszej zdradzie karany był uwodziciel bo rozbijał małżeństwo.
>Po drugiej zdradzie karana była małżonka za skłonności do k..a.
>Za trzecim razem mąż.. i każdy może 3x zgadywać dlaczego?

Nie trzeba zgadywać, choć uważam, że za drugim razem należałoby ukarać męża.


Słowo Ducha Prawdy: nie można o człowieku, który naucza rzeczy sprzecznych z logiką i racjonalnością mówić, że jest prawidłowo rozwinięty umysłowo.
finerbijk (17282 punktów)
>Który z Partnerów jest właściwie winny rozpadowi związku?
Ten który zdradzał i dał się złapać, oraz nie potrafił chronić swojej korespondencji.
W praktyce sprawa winy w związkach to sprawa skomplikowana. Wina moralna jest wtedy, jeśli ktoś się rzeczywiście czuje winnym.
Ludzie się zmieniają i po latach partner/ka w niczym nie przypomina osoby ze ślubnego kobierca. Dlatego wymyślono rozwody. W kościele nie, bo kościół chyba lubi jak ludzie mają przerąbane, wtedy chętniej zwracają się do boga.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Który z Partnerów jest właściwie winny rozpadowi związku?
>Ten który zdradzał i dał się złapać, oraz nie potrafił chronić swojej korespondencji.
>W praktyce sprawa winy w związkach to sprawa skomplikowana. Wina moralna jest wtedy, jeśli ktoś się rzeczywiście czuje winnym.
>Ludzie się zmieniają i po latach partner/ka w niczym nie przypomina osoby ze ślubnego kobierca. Dlatego wymyślono rozwody. W kościele nie, bo kościół chyba lubi jak ludzie mają przerąbane, wtedy chętniej zwracają się do boga.
Zgadzam się, jednakowoż wina moralna wypacza ideę przyrzeczenia. Postępujemy zatem według własnych uczuć, a przysięgi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
18-03-2016 21:06 
 Ocena 3 na 3
finerbijk (17282 punktów)
>Zgadzam się, jednakowoż wina moralna wypacza ideę przyrzeczenia. Postępujemy zatem według własnych uczuć, a przysięgi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
Przysięganie sobie uczuć to pobożne życzenie. Równie dobrze można samemu sobie przysięgać, że zawsze się będzie miało świetne samopoczucie. Postępujemy zgodnie ze swoimi priorytetami i systemem wartości, resztę reguluje prawo.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Zgadzam się, jednakowoż wina moralna wypacza ideę przyrzeczenia. Postępujemy zatem według własnych uczuć, a przysięgi przestają mieć jakiekolwiek znaczenie.
>Przysięganie sobie uczuć to pobożne życzenie. Równie dobrze można samemu sobie przysięgać, że zawsze się będzie miało świetne samopoczucie. Postępujemy zgodnie ze swoimi priorytetami i systemem wartości, resztę reguluje prawo.
W rzeczy samej
18-03-2016 21:07 
 Ocena 1 na 1
romaro (25211 punktów)
>Zgadzam się, jednakowoż wina moralna wypacza ideę przyrzeczenia.
A czy ta idea nie wynika aby z chrześcijańskiej "idei" - "co bóg złączył...", po to właśnie by człowieka "moralnie obwinić"? Dotyczy to też innych religii.
Zauważmy, że istnieją kultury w których takich problemów nie ma.
ZaKotem (8733 punktów)
Ten, co zdradził, jest winien zdrady, natomiast rozpadowi związku winni są oboje, skoro ustalili sobie tak idiotyczne zasady. Zaufanie wynika nie z umowy, tylko z doświadczenia. Jak ktoś dał się poznać jako osoba godna zaufania, to mu ufamy i nie sprawdzamy (chyba że mamy paranoję, wtedy trzeba się leczyć). Ustalanie tego z góry to proszenie się o kłopoty. To tak jakbym zawarł umowę z firmą budowlaną z warunkiem, że nie wolno mi kontrolować postępów budowy przed zapłatą. Przecież takich warunków nie stawiałby nikt prócz złodzieja. Bezgranicznego zaufania domaga się tylko ktoś, kto jest zaufania niegodny.

Wzruszają mnie nutrie.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Ten, co zdradził, jest winien zdrady, natomiast rozpadowi związku winni są oboje, skoro ustalili sobie tak idiotyczne zasady. Zaufanie wynika nie z umowy, tylko z doświadczenia. Jak ktoś dał się poznać jako osoba godna zaufania, to mu ufamy i nie sprawdzamy (chyba że mamy paranoję, wtedy trzeba się leczyć). Ustalanie tego z góry to proszenie się o kłopoty. To tak jakbym zawarł umowę z firmą budowlaną z warunkiem, że nie wolno mi kontrolować postępów budowy przed zapłatą. Przecież takich warunków nie stawiałby nikt prócz złodzieja. Bezgranicznego zaufania domaga się tylko ktoś, kto jest zaufania niegodny.

I mnie się tak wydaje. Ustalenie takich zasad "kupy" się nie trzyma, a wina przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Albo się zawierza przed zawarciem związku i się go zawiera, albo się go po prostu nie zawiera. Dodatkowe ustalenia nie mają sensu.
18-03-2016 21:48 
 Ocena 2 na 2
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Bezgranicznego zaufania domaga się tylko ktoś, kto jest zaufania niegodny.
>
Wzruszają mnie nutrie.


"Kontrola najwyższą formą zaufania"


Słowo Ducha Prawdy: nie można o człowieku, który naucza rzeczy sprzecznych z logiką i racjonalnością mówić, że jest prawidłowo rozwinięty umysłowo.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>"Kontrola najwyższą formą zaufania"

Dlatego każda poważna umowa przewiduje mechanizmy kontroli jej przestrzegania, skrupulatnie wykorzystywane przez każdą ze stron, jak tylko nadarzy się ku temu okazja.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Z mojego punktu widzenia konstrukcja moralna takich zobowiązań jest bez sensu...

Jest.

>(...) no ale może się mylę....

Nie mylisz się. Każdą "przysięgę wzajemnego bezgranicznego zaufania" należy uznać za przejaw skrajnej naiwności, o ile jest traktowana zupełnie poważnie. Niestety, podstawy związku małżeńskiego w dzisiejszej epoce są po prostu infantylne, ponieważ ma być nimi romantyczny związek partnerów, który z natury jest ulotny, podobnie jak zmienne i ulotne są różne stany uczuciowe. Kto poważny 100-200 lat temu rozwodziłby się z powody zdrady małżeńskiej? No, ale to była epoka, w której sentymenty traktowano z pogardą. Małżeństwo zawierało się dla majątku, pozycji społecznej i władzy. I wtedy miało prawdziwie instytucjonalny sens społeczny. Dzisiaj ludzie żenią się, bo się "kochają". Co za bezsens!


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
18-03-2016 21:09 
 Ocena 1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Z mojego punktu widzenia konstrukcja moralna takich zobowiązań jest bez sensu...
>Jest.
>>(...) no ale może się mylę....
>Nie mylisz się. Każdą "przysięgę wzajemnego bezgranicznego zaufania" należy uznać za przejaw skrajnej naiwności, o ile jest traktowana zupełnie poważnie. Niestety, podstawy związku małżeńskiego w dzisiejszej epoce są po prostu infantylne, ponieważ ma być nimi romantyczny związek partnerów, który z natury jest ulotny, podobnie jak zmienne i ulotne są różne stany uczuciowe. Kto poważny 100-200 lat temu rozwodziłby się z powody zdrady małżeńskiej? No, ale to była epoka, w której sentymenty traktowano z pogardą. Małżeństwo zawierało się dla majątku, pozycji społecznej i władzy. I wtedy miało prawdziwie instytucjonalny sens społeczny. Dzisiaj ludzie żenią się, bo się "kochają". Co za bezsens!

To ciekawe spostrzeżenie, z którym się zgadzam. Dążenie do wyidealizowanej relacji miłości i zaufania, to ułuda....
.
.
.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Niestety, człowiek już tak został ukształtowany w toku tzw. ewolucji biologicznej, że poszukuje związków cielesnych, czemu towarzyszy iluzoryczne przekonanie, że w nich znajdzie trwałe zadowolenie. Nie można mieć pretensji, że ktoś okresowo ulega takim złudzeniom, jak romantyczne zakochanie lub prosta fascynacja seksualna. Teoria ewolucji jasno tłumaczy, że przetrwa to, co przetrwa. Skoro warunkiem przetrwania niektórych form życia jest rozmnażanie płciowe, to nie można się dziwić, że instynkt seksualny jest tak potężny, że wszystko w takiej formie życia zostaje mu podporządkowane, włącznie z umysłem.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
diogenes (42753 punktów)
>Partnerzy w związku podejmują decyzję, aby ów związek zalegalizować...

Legalizacja związku nie jest elementem konstytuującym ów związek... To sprawa całkowicie zewnętrzna wobec związku. Znam małżeństwo, które rozwiodło się wyłącznie ze względów - powiedzmy - taktycznych.

>Godząc się jednak na zawarcie związku składają sobie nadto przysięgę ...

To samo jest z przysięgą...związek (lub jego brak) jest kwestią podświadomą, kwestią losu. Związek, który powstaje na mocy ugody, to forma umowy, którą zwykle rozwiązuje fizjologia, lub, jak to trafnie opisuje naiwna świadomość - "chemia". Nie widzę tu żadnego dylematu - raczej myślopląs.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Partnerzy w związku podejmują decyzję, aby ów związek zalegalizować...
>Legalizacja związku nie jest elementem konstytuującym ów związek... To sprawa całkowicie zewnętrzna wobec związku. Znam małżeństwo, które rozwiodło się wyłącznie ze względów - powiedzmy - taktycznych.
>>Godząc się jednak na zawarcie związku składają sobie nadto przysięgę ...
>To samo jest z przysięgą...związek (lub jego brak) jest kwestią podświadomą, kwestią losu. Związek, który powstaje na mocy ugody, to forma umowy, którą zwykle rozwiązuje fizjologia, lub, jak to trafnie opisuje naiwna świadomość - "chemia". Nie widzę tu żadnego dylematu - raczej myślopląs.

Bywają jednak pary uważające, że zasady cokolwiek rozwiązują. Że ustalenie: będziemy sobie wierni, ma moc odpędzania demonów pragnień i namiętności względem osób spoza związku. Tak... to ułuda...
18-03-2016 21:46 
 Ocena 1 na 1
Zielony Tygrys (4780 punktów)
(zablokowany)
>Bywają jednak pary uważające, że zasady cokolwiek rozwiązują. Że ustalenie: będziemy sobie wierni, ma moc odpędzania demonów pragnień i namiętności względem osób spoza związku. Tak... to ułuda...
To trenowane od najmłodszych lat myślenie życzeniowe/magiczne.

Słowo Ducha Prawdy: nie można o człowieku, który naucza rzeczy sprzecznych z logiką i racjonalnością mówić, że jest prawidłowo rozwinięty umysłowo.
18-03-2016 22:18 
 Ocena 2 na 2
diogenes (42753 punktów)
>Bywają jednak pary uważające, że zasady cokolwiek rozwiązują. Że ustalenie: będziemy sobie wierni, ma moc odpędzania demonów pragnień i namiętności...

No tak...

Cytat:
Pacta sunt servanda (łac. umów należy dotrzymywać) - ... Opiera się na dobrej wierze ... i jest fundamentalną zasadą w każdym systemie prawnym.(wiki)


W sferze ustaleń par mamy rozdźwięk między biologią (emocjonalnością) człowieka a społecznymi normami. Jednak ludzie idą drogą, którą opisał Nietzsche: miłość (biologia, natura) jest poza dobrem i złem. Tym bardziej poza prawem. A jeśli podporządkujemy ją prawu (umowom), zaczyna się udręka, represja. Tzw. rewolucja seksualna (lata 60/70 ubiegłego wieku i jej potężne echo) była kwestią czasu.

natemat.pl(*)edzy-genami-wiernosci-i-zdrady

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Umów należy dotrzymywać, jeżeli to się opłaca. Jeżeli to się nie opłaca, automatycznie jesteśmy zwolnieni z przestrzegania takiej umowy. Wynika stąd jasno, że umowy należy zawierać tylko w takich sprawach, które są opłacalne dla umawiających się, i z takim zastrzeżeniem, że umowa wygasa, gdy jej dalsze przestrzeganie staje się nieopłacalne dla którejkolwiek ze stron.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
szarley (54913 punktów)
>Umów należy dotrzymywać, jeżeli to się opłaca. Jeżeli to się nie opłaca, automatycznie jesteśmy zwolnieni z przestrzegania takiej umowy. Wynika stąd jasno, że umowy należy zawierać tylko w takich sprawach, które są opłacalne dla umawiających się, i z takim zastrzeżeniem, że umowa wygasa, gdy jej dalsze przestrzeganie staje się nieopłacalne dla którejkolwiek ze stron.

Daj mi to na piśmie i ubezpiecz u mnie swój dom i samochód.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Daj mi to na piśmie i ubezpiecz u mnie swój dom i samochód.

Pokaż mi ubezpieczyciela, który nie próbował nigdy uchylić się od wypłaty umówionego odszkodowania!


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
19-03-2016 14:43 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>>Daj mi to na piśmie i ubezpiecz u mnie swój dom i samochód.
>Pokaż mi ubezpieczyciela, który nie próbował nigdy uchylić się od wypłaty umówionego odszkodowania!

Jest różnica między ubezpieczycielem, który stara się uchylić od obowiązku wypłaty odszkodowania, a ubezpieczycielem w dniu podpisania polisy całkowicie i prawnie zwolnionym z takiego obowiązku.
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Czyżby ta różnica polegała na tym, że coś tu się opłaca bądź nie opłaca?

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
19-03-2016 14:49 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
napisałeś
Cytat:
Umów należy dotrzymywać, jeżeli to się opłaca. Jeżeli to się nie opłaca, automatycznie jesteśmy zwolnieni z przestrzegania takiej umowy.


Więc podstaw sobie stosunki ubezpieczyciel - ubezpieczony

W chwili zaistnienia szkody polisa (umowa) przestaje być opłacalna dla ubezpieczyciela, więc "automatycznie jest zwolniony z przestrzegania takiej umowy"

W takich warunkach jakiekolwiek ubezpieczanie nie ma żadnego sensu
19-03-2016 15:12 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>W takich warunkach jakiekolwiek ubezpieczanie nie ma żadnego sensu.

Coś napisał - napisałeś.


PS.
Ubezpieczanie ma sens - pozwala uzyskiwać łatwe pieniądze firmom ubezpieczeniowym od rzesz klientów łatwo reagujących zaufaniem i przejawiających naiwną wiarę w moc umów.


"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
19-03-2016 18:02 
 Ocena 3 na 3
szarley (54913 punktów)
>Ubezpieczanie ma sens - pozwala uzyskiwać łatwe pieniądze firmom ubezpieczeniowym od rzesz klientów łatwo reagujących zaufaniem i przejawiających naiwną wiarę w moc umów.

Na szczęście w moim kraju jest inaczej. Ubezpiecza się dom, żeby w razie pożaru/powodzi/huraganu/kradzieży dostać odszkodowanie. Oczywiście ubezpieczeniowe towarzystwo na tym zarabia, ale zapewnia bezpieczeństwo
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

Na szczęście, to oczywiście był z Twojej strony sarkazm.

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
19-03-2016 21:20 
 Ocena 1 na 1
szarley (54913 punktów)
>Na szczęście, to oczywiście był z Twojej strony sarkazm.

Nie. Ja naprawdę ubezpieczam się w cywilizowanym kraju, w którym ubezpieczenie płaci
się po to, aby w razie szkody otrzymać odszkodowanie.

Jeśli żyjesz w Burkina Faso, to współczuję
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Nie. Ja naprawdę ubezpieczam się w cywilizowanym kraju, w którym ubezpieczenie płaci
>się po to, aby w razie szkody otrzymać odszkodowanie.
>Jeśli żyjesz w Burkina Faso, to współczuję

- Co jest lepsze niż sarkazm?
- Sarkazm do kwadratu!





"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
19-03-2016 13:07 
 Ocena 1 na 1
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>Umów należy dotrzymywać, jeżeli to się opłaca. Jeżeli to się nie opłaca, automatycznie jesteśmy zwolnieni z przestrzegania takiej umowy. Wynika stąd jasno, że umowy należy zawierać tylko w takich sprawach, które są opłacalne dla umawiających się, i z takim zastrzeżeniem, że umowa wygasa, gdy jej dalsze przestrzeganie staje się nieopłacalne dla którejkolwiek ze stron.
>
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,

> Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
>
Wychodząc jednakowoż z takiego założenia można by dojść do wniosku, że jakiekolwiek umawianie się Partnerów w sferze emocjonalnej nie ma sensu (może to właśnie jest przyczyną zwiększającej się ilości par żyjących w konkubinatach).

Jak już zauważono, dynamika emocji w związku jest tak duża, że prawne umowy nie konstytuują trwałości związku.
piszesz: Jeżeli to się nie opłaca, automatycznie jesteśmy zwolnieni z przestrzegania takiej umowy. Cóż jednak rozumieć pod pojęciem opłacalności związku w omawianym przykładzie. Złamanie przez Partnerów zasad (obu Partnerów), tak właściwie niczego nie zmieniło. Zawarta przez nich umowa po prostu nie działa. Związek może sobie trwać dalej jeżeli stać ich będzie na wybaczenie - a to już inna "para kaloszy"
.
.
.
19-03-2016 14:43 
 Ocena 1 na 1
Alderyk Olrzyk (19376 punktów)
(zablokowany)

>Złamanie przez Partnerów zasad (obu Partnerów), tak właściwie niczego nie zmieniło. Zawarta przez nich umowa po prostu nie działa. Związek może sobie trwać dalej jeżeli stać ich będzie na wybaczenie - a to już inna "para kaloszy"

Umowa była fikcyjna bądź bezprzedmiotowa, a jej zawarcie jedynie rytualne, choć jej strony nie zdawały sobie z tego sprawy.

>jakiekolwiek umawianie się Partnerów w sferze emocjonalnej nie ma sensu (może to właśnie jest przyczyną zwiększającej się ilości par żyjących w konkubinatach).

Jedyne uczucie, które może być podstawą względnie trwałego związku to przywiązanie (ang. human bonding). Ma ono jednak zupełnie inny charakter niż związek romantyczny, ponieważ rozwój przywiązania przebiega nie na bazie krótkotrwałej fascynacji, lecz długotrwałego przyzwyczajenia.
en.wikipedia.org/wiki/Human_bonding

"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,
Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
Rafał Kozłowski (4068 punktów)
>>Złamanie przez Partnerów zasad (obu Partnerów), tak właściwie niczego nie zmieniło. Zawarta przez nich umowa po prostu nie działa. Związek może sobie trwać dalej jeżeli stać ich będzie na wybaczenie - a to już inna "para kaloszy"
>Umowa była fikcyjna bądź bezprzedmiotowa, a jej zawarcie jedynie rytualne, choć jej strony nie zdawały sobie z tego sprawy.
>>jakiekolwiek umawianie się Partnerów w sferze emocjonalnej nie ma sensu (może to właśnie jest przyczyną zwiększającej się ilości par żyjących w konkubinatach).
>Jedyne uczucie, które może być podstawą względnie trwałego związku to przywiązanie (ang. human bonding). Ma ono jednak zupełnie inny charakter niż związek romantyczny, ponieważ rozwój przywiązania przebiega nie na bazie krótkotrwałej fascynacji, lecz długotrwałego przyzwyczajenia.
>en.wikipedia.org/wiki/Human_bonding
>
"U nas, brat brata kocha, ale swoją drogą,

> Poluje na okazyę, by go kopnąć nogą". - Mikołaj Biernacki
>
I to jest chyba sedno problemu....
... i jego rozwiązanie...

pozdrawiam
.
.
.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365