Racjonalista - Strona głównaDo treści
Nasze życie nie ma sensu - dowód

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
17-05-2016 13:47Kilkapytan (35 punktów)Nasze życie nie ma sensu - dowód
Ocena 2 na 2
Teoria symulacji zakłada, że nasz świat jest obrazem, czystą symulacją, pozorującą lub tworzącą nową rzeczywistość.

Nick Bostrom uważa, że gdy w pewnym momencie rozwoju naszej cywilizacji będzie możliwe tworzenie wirtualnych światów w których będą żyli mieszkańcy świadomi, że ich świat jest światem rzeczywistym, to z bardzo dużym prawdopodobieństwem będzie można stwierdzić, że i my żyjemy w jakiejś symulacji.
Innymi słowy, jeśli wierzymy, że kiedyś będziemy w stanie uruchamiać takie symulacje, i że będziemy chcieli to robić (a znając ludzką ciekawość, tak będzie), to powinniśmy również podejrzewać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że już przebywamy w symulacji.

Zakładając, że superkomputer jest niedoskonały, mogą być dla nas zauważalne jego ograniczenia. Przedstawię przykłady potwierdzające, że nasz świat może być symulacją komputerową (teorię symulacji).

Rozważmy trzy przykłady:
1. Częstotliwość taktowania to sposób sterowania pracą układów cyfrowych, polegający na dostarczeniu przez zegar sygnału elektrycznego o określonej częstotliwości (takcie). Co oczywiste, żaden program nie może "wyprzedzić" procesor.

Weźmy pod uwagę, że maksymalną predkością w naszym świecie jest prędkość światła. Nic nigdy nie zostało opisane jako poruszające się szybciej niż światło. Niezmienność prędkości światła wynika ze "Szczególnej teorii względności".

Prędkość światła w próżni jest taka sama dla wszystkich obserwatorów, taka sama we wszystkich kierunkach i nie zależy od prędkości źródła światła.

Być może natura posiada maksymalną prędkość, bo tak samo jak obiekty świata wirtualnego jest ograniczona przez skończony superprocesor.

2. Istnieje także zjawisko zakrzywiania czasoprzestrzeni przez ogromne obiekty i dylatacja czasu przy bardzo dużych prędkościach.

Ogólna teoria względności opisuje zjawisko grawitacyjnej dylatacji czasu w pobliżu dużej masy.

Tempo upływu czasu w układzie inercjalnym jest stałe, zaś spowolnienie czasu na powierzchni planet o małych masach, rotujących ze stałą prędkością niemierzalne. Przy wielkich, skoncentrowanych masach i prędkościach zbliżonych do prędkości światła, dylatacja czasu jest natomiast duża.

Oba fenomeny korelują z komputerowym przetwarzaniem dużej ilości danych. Duża koncentracja materii w naszym świecie może powodować duże zapotrzebowanie na moc obliczeniową superprocesora. Ogromne obiekty powodują spowolnienie przetwarzania informacji o czasoprzestrzeni, podobnie jak duże zapotrzebowanie na dane spowalnia przetwarzanie w komputerze.

3. Teoria zmiennych ukrtytych (nielokalność)

Erwin Schrödinger stwierdził, że dwie cząsteczki mogą być ze sobą "splątane" i że zachowują się jak połączone ze sobą, nawet jeśli są oddzielone przestrzennie. Oznacza to, że jakakolwiek interakcja, obserwacja lub zmierzenie jednej ze splątanych cząstek spowoduje natychmiastową reakcję u drugiej, nawet na wielką odległość, włączając w to nieskończoną długość.

W 1982 Alain Aspect jako pierwszy wykonał eksperyment testujący teorię parametrów ukrytych. Rezultat potwierdził, że nielokalność jest prawdą. Można zaobserwować natychmiastową korelację między dwoma cząsteczkami odseparowanymi nieskończoną odległośćią w przestrzeni, a to zdaje się być tłumaczone tylko przez fakt, że na świecie wszystko jest jednakowo odległe w stosunku do zródła symuacji. Tak samo, jak wszystkie miejsca na obrazie który widzimy w naszych monitorach, są jednakowo oddalone od procesora.

A co z nami?

Mówimy tu oczywiście o umiejętności "myślenia", która wyewoluowała, aby ułatwić zaspokojenie potrzeb człowieka.
Porównałbym nas do nawigacji samochodowej. Zastanówmy się czy nawigacja samochodowa myśli?
Nie, procesor ocenia wartość logiczną poleceń - wykonuje rozkazy (pobiera dane i je interpretuje). Prowadzi do celu, ale go nie wyznacza. Złożoność tych procesów daje iluzję myślenia.

Może też jesteśmy komputerami?
Czym jest nasza świadomość?
Moim zdaniem jedyną jej możliwością jest ocena wartości logicznej.
Czy potrafimy zrobić coś więcej niż stwierdzić "to prawda", "to nieprawda"?
Uważam, że nie.

Człowiek przypomina komputer lub proces logiczny superkomputera.

Na pozór można dokonać też czegoś innego, można obserwować i być świadkiem "chaosu".
Na przykład "ja" mogę napisać:
"Bla bla bla mfkds dsgfg", "Idź tam!", "Nie zabijaj"
Sens każdej z tych wypowiedzi jest dokładnie taki sam.
Nie można przypisać im wartości logicznej.

Uważam jednak, że jeśli wszystko co nie jest prawdą jest fałszem i fałsz to to co nie ma żadnego głębszego znaczenia, to powyższe wyrażenia są fałszem.
Uprośćmy:
Zdania rozkazujące (nakazy, imperatywy) z racji nie bycia prawdą są fałszem (nie mają żadnego znaczenia). Wynika to bezpośrednio z zasady: fałsz to wszystko co nie jest prawdą.
Pytania oczywiście też nie mają wartości logicznej, ale są dla nas w pewien sposób dobre bo zachęcają do szukania prawdy. Tak jak znak równości ("=") w równaniach matematycznych.

Jedyną zdolnością świadomości jest dokonanie oceny wartości logicznej wyrażenia.

Czy wtedy moje życie ma sens (znaczenie)?
Wznieśmy się ponad świat, ponad superkomputer, ponad wszechświat, ponad wszystko (całą materię, więc i energię). Determinizm oznacza, że każdy czynnik ma jakiś wpływ na ostateczny "wynik" wszechświata.
Jedyne co ze wszechświat "stanowi" to prawa logiki, a ściśle: prawda.
Czy jednak prawda wynika ze wszechświata czy na odwrót?
Pytanie brzmi zatem:
Czy prawda może istnieć "ponad" wszechświatem (materią i energią)?
Zdaje się, że musi ona istnieć ponad wszystko, mimo wszystko, bez wszystkiego, z niczym.
W takim razie wszechświat (materia, energia i my) nie mamy żadnego znaczenia.

cdn.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Kilkapytan (35 punktów)
cd.

A co z religiami?

Moim zdaniem ich "potęga" wynika z tego, że nie stanowią niczego.
Chcesz stworzyć doskonałą religię?
Mów to co nie ma żadnej wartości logicznej, albo to co w sposób nieoczywisty jest zawsze prawdziwe.
Czy ktoś co tydzień modli się do tabliczki mnożenia?
Nie.
Czy tabliczka mnożenia stanowi nieprawdę?
Nie, opisane przy jej użyciu prawa są przecież nie mniej prawdziwe, niż te opisane przez religie.
Czemu tego nie robimy?
Może dlatego, że mamy pewność. W takim razie wiara oznacza przekonanie, niewiedzę, brak pewności, co przecież jest oczywiste, bo takie jest dosłowne znacznie tego słowa.

Przyjmijmy na chwilę konecpcję boga.
Bóg jest prawdą. Bóg potrafi "przewidzieć" wszystko.
Co dają nam imperatywy, takie jak "Nie zabijaj"?
Mamy antynomię:
Jeśli zabiję, to sprzeciwię się bogu? Będę od niego silniejszy? Popsuję "plan"?
Nonsens, on musiał to "wiedzieć". Zabójstwo musi zatem być pewnym elementem, który nic nie zmienia. Jeśli na to "pozwolił", to musi to być wręcz dobre, korzystne, ale również nic niezmieniające.

Czy w wyrażeniu "10=4+2+6+2-11+3+4" wyraz "-11" jest dobry, albo zły?
Nie wiadomo. W zależności od okoliczności i celu może być konieczny albo zbędny.

Przedstawię moje daleko posunięte wnioski.
Muszę przyznać, że sam nie do końca je rozumiem i chyba nie potrafię przedstawić ich bardziej obrazowo.

Wyobrażam sobie wszechświat jako analogię do nieoznaczego równania matematycznego (zawsze prawdziwego).
Można dowolnie je rozszerzać (po obu stronach równania wykonać nieskończenie wiele działań i dodać różne wartości), ale to nie zmienia ostatecznego wyniku.
Tworzy to jedynie pozorny "bałagan", ale równość pozostanie prawdziwa.
Nic nie zachwieje harmonii.
Prawda się dokona.

To zdanie wcale nie jest absurdem. Mówi tyle samo co "Prawda jest prawdziwa.", albo "1=1".

Co w takim razie sprawia, że równanie się "rozszerza"?

"Jedną z hipotez próbujących wyjaśnić początki świata opracował australijski filozof Huw Price. Sugeruje, że w swych początkach świat charakteryzował się bardzo niską entropią. Podobnego zdania jest Alan Guth, który zaproponował hipotezę inflacji kosmologicznej, ale opis ten wymyślił w rzeczywistości Einstein dodając na początku lat dwudziestych znak minus do równania stanu."

"początek" świata --> kosmologiczna strzałka czasu w prawo --> "koniec" świata
entropia bliska minimum --> ekpansja --> entropia dąży do maksimum

Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze rośnie.

Zakładamy stan równowagi, wtedy oznacza to, że w układzie termodynamicznie izolowanym w dowolnym procesie entropia nigdy nie maleje.
Interpretując w najprostszy sposób, można powiedzieć, że stany początkowe są zawsze bardziej uporządkowane niż stany końcowe (chaotyczne), na przykład: rozbita szklanka.

Wiem, że mieszanie zasad opisujących mechanikę kwantową, klasyczną i relatywistyczną może być bezcelowe, ale jak chyba każdy staram się szukać podobieństw.

To po co żyję?

Jak każdy, tylko dla siebie.
17-05-2016 16:57 
 Ocena 1 na 1
Duch Prawdy (14787 punktów)
>To po co żyję?
>Jak każdy, tylko dla siebie.
I tu się bardzo mylisz, nie każdy żyje tylko dla siebie.


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
18-05-2016 02:09 
 Ocena 1 na 1
Kilkapytan (35 punktów)
>I tu się bardzo mylisz, nie każdy żyje tylko dla siebie.

2=5
Co dalej?

Zgadzam się, nie tylko. Jednak to, że czasami zaspokajamy też potrzeby innych, nie znaczy, że robimy to bezinteresownie.

Jakiś przykład kogoś, kto świadmy wszystkich konsekwencji zrobił coś niezgodnie ze swoją wolą?
Duch Prawdy (14787 punktów)
>Zgadzam się, nie tylko. Jednak to, że czasami zaspokajamy też potrzeby innych, nie znaczy, że robimy to bezinteresownie.
A jaki interes mam, gdy pomagam innym bezinteresownie?


( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
Uważam, że teoria symulacji jest nadmiarowa i niepotrzebna. W przestrzeni teoretycznej zawsze istnieje wszystko co może istnieć (warianty). W czasoprzestrzeni mamy jakiś ograniczony jeden wariant (przy potraktowaniu całego świata jako jednego obiektu), który jest możliwy logicznie i przyczynowo. Pozostałe warianty, które mogły zaistnieć po prostu nie istnieją, przynajmniej tu i teraz, w tej czasoprzestrzeni.

To co może zaistnieć w naszym świecie jest podobne do innych możliwych do zaistnienia rozwiązań, stąd podobieństwa między organizmami, które ewoluowały niezależnie od siebie, a także podobieństwa między stworzonymi przez ludzi mechanizmami (właściwie to odkrytymi, a nie stworzonymi, bo w przestrzeni wariantów one już istniały).

Przestrzeń wariantów jest bezosobowa. Nikt jej nie stworzył, a gdyby istniał Bóg (przyjmijmy na chwilkę takie absurdalne założenie) to musiałby być ograniczony owymi wariantami, czyli nie mógłby być Bogiem.

Natomiast sens to pojęcie typowo ludzkie, to cecha umysłu zwierzęcia homo sapiens. Mówimy o sensie kiedy jest nam dobrze i nic więcej nie potrzebujemy.

Rozwój intelektualny polega na oddzielaniu od siebie złączonych mentalnie czynników, np sensu z moralnością, personalizmem i wolną wolą. De facto to są oddzielne aspekty, na które dla zachowania zdrowia psychicznego nie należy patrzeć holistycznie.
17-05-2016 20:20 
 Ocena 1 na 1
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
Choć o symulacji mówi się, ze jest wirtualna, ta wyraźnie jest tworem w materii, komputerem w określonym stanie programowym, maszyną liczącą w stanie pewnej liczby.

A kto mi odpowie czy konstruktor komputera i programista jest w symulacji Bogiem?

A kto mi odpowie czy treść symulacji, abstrakcja jest wewnętrzna stroną fizyczności komputera, wyrazem stanu materii komputera w działaniu?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Choć o symulacji mówi się, ze jest wirtualna, ta wyraźnie jest tworem w materii, komputerem w określonym stanie programowym, maszyną liczącą w stanie pewnej liczby.

Materia to coś czego doświadczamy. To tak jak sims mógłby doświadczać jako materii elementu programu. Tylko gdyby nasz świat byłby programem, to strasznie skopanym, a programista zasłużyłby na kopa w dupę, ewentualnie prosto w głowę.

>A kto mi odpowie czy konstruktor komputera i programista jest w symulacji Bogiem?

Bóg to prymitywny antropomorfizm. De facto każdy bóg musiałby być ograniczony zbiorem wszystkiego, a więc byłby zwykłą parówą, marionetką w świecie durnych algorytmów.

>A kto mi odpowie czy treść symulacji, abstrakcja jest wewnętrzna stroną fizyczności komputera, wyrazem stanu materii komputera w działaniu?

To już nieistotne. Jedyne co możemy tu zrobić to uniezależnienie swojego stanu psychicznego od doświadczanej iluzji.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
>Tylko gdyby nasz świat byłby programem, to strasznie skopanym, a programista zasłużyłby na kopa w dupę, ewentualnie prosto w głowę.

Bo nie dzieje się jakbyś sobie życzył? A może ty masz tu cierpieć? Ktoś musi cierpieć, żeby ktoś mógł być szczęśliwy bo szczęście bez cierpienia nie istnieje.

Popatrz na to w ten sposób - potrzeba matką wynalazku, napięcie matką kreatywności, cierpienie matką rozwoju

>Bóg to prymitywny antropomorfizm. De facto każdy bóg musiałby być ograniczony zbiorem wszystkiego, a więc byłby zwykłą parówą, marionetką w świecie durnych algorytmów.

A może Bóg nie ma takich problemów z ograniczeniami jak ty? Może nie przeszkadza mu bycie parówą? Może jest nie tylko twoją przyczyną ale także twoją konsekwencją?

>To już nieistotne. Jedyne co możemy tu zrobić to uniezależnienie swojego stanu psychicznego od doświadczanej iluzji.

I co?
Załóżmy, że pozbawiasz się zmysłów, doznań, pamięci, uczuć i o czym wówczas myślisz? Niech zgadnę. O niczym.

Myślenie to tylko bardzo złożone emocje. Zwierzęta postępują emocjonalnie - bodziec-akcja-odczucie-reakcja.

Wymyśliłeś sobie jak cała masa naukowców jeszcze, że u homo sapiens oprócz emocji rozwinęło się logiczne myślenie, które dzieje się niezależnie od uczuć ale to zwykły fałsz. To tzw. logiczne myślenie to tylko bardzo, bardzo złożone emocje. Myślenie logiczne to u podstaw to co odczuwa jaszczurka wchodząc na rozgrzany kamień lub przechodząc w cień.

Nie zauważyłeś może, że określonym wnioskom towarzyszy uczucie przyjemności i nieprzyjemności? Nie zauważyłeś, że kiedy słuchasz człowieka, z którym nie zgadzasz się czujesz nieprzyjemność a kiedy zgadzasz się z rozmówcą czujesz przyjemność z rozmowy? Nie rozumiesz, że to jest ta sama przyjemność i nieprzyjemność jaka towarzyszy dotknięciom, zapachom, odgłosom, obrazom, ogólnie doznaniom.

Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że idea może być jak zapach? Że wniosek, który buduje druga osoba jest jak smak potrawy?

Myślenie nie jest odrębne od uczuć. Myślenie to złożone uczucia.
18-05-2016 02:49 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>Bo nie dzieje się jakbyś sobie życzył? A może ty masz tu cierpieć? Ktoś musi cierpieć, żeby ktoś mógł być szczęśliwy bo szczęście bez cierpienia nie istnieje.

Nie i takie tłumaczenie do mnie nie przemawia. Gardziłbym szczęściem, które wynikałoby z czyjegoś cierpienia i byłoby to dla mnie niemoralne. Wolałbym się zabić niż czerpać szczęście płynące z cudzego nieszczęścia.

Poza tym moja życiowa sytuacja wygląda tak, że niezależnie od tego co bym zrobił próbując osiągnąć szczęście i spełnienie emocjonalne, byłbym skazany na cierpienie i bycie złym człowiekiem. Są przyczyny niezależnie ode mnie, czyli dwa fakty: moim jedynym marzeniem jest miłość, ale to niemożliwe w moim przypadku, bo moje wrodzone upodobanie do dziewczyn z nadwagą wyklucza taką możliwość. W związku z tym moralność uniemożliwia dążenie do własnych pragnień, czyli gdyby istniał jakiś Bóg to ja byłbym od niego zdecydowanie lepszym bytem, który naprawia błędy bozi w stworzeniu i nie godzi się z częścią swojej natury (wynikającej z przyczyn, które mnie stworzyły). Z drugiej strony nie mogę wybrać inaczej, muszę tak jak mi wychodzi, czyli zgodnie z sumieniem. Czyli nie ma żadnego wyboru, ani żadnej odpowiedzialności. To też wynika z tych przyczyn, więc ta moja "lepszość" nic realnego nie znaczy.

>Popatrz na to w ten sposób - potrzeba matką wynalazku, napięcie matką kreatywności, cierpienie matką rozwoju

To kiepskie wytłumaczenie, które nie usprawiedliwiałoby psychopatycznego boga stwarzającego cierpienie, które rzekomo miałoby służyć rozwojowi, którego wartość polega na wolności od cierpienia (do tego zmierza rozwój, więc logicznie byłby tu szach i mat dla bozi).

>A może Bóg nie ma takich problemów z ograniczeniami jak ty? Może nie przeszkadza mu bycie parówą? Może jest nie tylko twoją przyczyną ale także twoją konsekwencją?

Jeśli nie przeszkadza mu bycie parówą, to jest tym gorszym śmieciem i psychopatą i tym bardziej jako ludzie (jego rzekome stworzenie) jesteśmy od niego lepsi. Na kanwie logiki i emocji tworzy się przeciwwaga dla wiary w coś takiego jak Bóg. Taka wiara wynika jedynie z manipulacji bardzo złych ludzi, którymi gardzę. Nie życzę im jednak źle, bo to nie ich wina, tylko przyczyn, które utworzyły takie, a nie inne mózgi tych upośledzonych osobników.

>>To już nieistotne. Jedyne co możemy tu zrobić to uniezależnienie swojego stanu psychicznego od doświadczanej iluzji.
>I co?
>Załóżmy, że pozbawiasz się zmysłów, doznań, pamięci, uczuć i o czym wówczas myślisz? Niech zgadnę. O niczym.

No nie tak. Właśnie z tego poziomu dochodzi się do odporności na zło tego świata, czyli uniezależnienie się od tego kim się jest (czyli od tego na co nie ma się wpływu). Logika jest bardziej wyrazista niż dawniej, bo emocje opadły, ale z drugiej strony one nie znikają i nadal się pojawiają, tylko obecny stan psychiki pozwala mi to ignorować.

>Myślenie to tylko bardzo złożone emocje. Zwierzęta postępują emocjonalnie - bodziec-akcja-odczucie-reakcja.
>Wymyśliłeś sobie jak cała masa naukowców jeszcze, że u homo sapiens oprócz emocji rozwinęło się logiczne myślenie, które dzieje się niezależnie od uczuć ale to zwykły fałsz. To tzw. logiczne myślenie to tylko bardzo, bardzo złożone emocje. Myślenie logiczne to u podstaw to co odczuwa jaszczurka wchodząc na rozgrzany kamień lub przechodząc w cień.

Logiczne myślenie to coś oddzielnego od emocji, ale aby to zrozumieć trzeba doświadczyć takiego myślenia. Widocznie Cię to jeszcze nie spotkało, ale to nic straconego, bo skoro jesteś na ścieżce poszukiwania prawdy, to o ile nie jesteś idiotą (a wygląda na to, że nie jesteś) to dojdziesz do tego samego prędzej czy później. Zanim doszedłem do obecnego stanu też miałem różne zryte myśli.

>Nie zauważyłeś może, że określonym wnioskom towarzyszy uczucie przyjemności i nieprzyjemności? Nie zauważyłeś, że kiedy słuchasz człowieka, z którym nie zgadzasz się czujesz nieprzyjemność a kiedy zgadzasz się z rozmówcą czujesz przyjemność z rozmowy? Nie rozumiesz, że to jest ta sama przyjemność i nieprzyjemność jaka towarzyszy dotknięciom, zapachom, odgłosom, obrazom, ogólnie doznaniom.

No nie bardzo, bo zgadzam się z tym co wynika z logiki, a to przeczy moim pierwotnym emocjom i pragnieniom. Wolałbym się zgadzać z osobami, które się ze mną nie zgadzają, ale nie ma na to logicznych przesłanek, więc nie mogę. No i trudno, nic wielkiego się nie stało. Grunt to spokój i luz niezależnie od tego w jakiej jestem sytuacji.

>Jesteś w stanie wyobrazić sobie, że idea może być jak zapach? Że wniosek, który buduje druga osoba jest jak smak potrawy?
>Myślenie nie jest odrębne od uczuć. Myślenie to złożone uczucia.

No myślenie ma też swoją estetykę. Moralność to też nic więcej jak estetyka. Tylko co z tego?
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> No myślenie ma też swoją estetykę

To zależy, dziecko myśląc nie ocenia związanej z nią estetyki lub jej braku. Po prostu myśli, działa a na końcu ocenia zyski / straty.

> Moralność to też nic więcej jak estetyka

No nie bardzo. Spójrz na definicję PWN. Moralność określa zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe, poza tym właściwie to zachowania i postawy jednostki lub grupy, oceniane według jakiegoś społecznie funkcjonującego systemu ocen i norm moralnych.

Uległeś zastanemu zestawowi norm i ocen. A może trzeba mu się nieco lepiej przyjrzeć?
Kiedyś bezkrytycznie łykałem moralność katolicką, jakiś czas temu dostrzegłem w niektórych jej aspektach dwuznaczność, w innych szkodliwość, w jeszcze innych prawdziwe cele u których podstaw leży uśmierzenie podstawowego lęku grupy o jej spójność i liczebność - a wiec w mojej ocenie alno niemoralność, albo coś pod ten szyld upychane.
Myślę że nie warto zaprzątać sobie głowy działaniami, które uważamy osobiście za niemoralne, nie warto hołdować czemuś, co nie służy.

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
18-05-2016 10:54 
 Ocena 1 na 1
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>To zależy, dziecko myśląc nie ocenia związanej z nią estetyki lub jej braku. Po prostu myśli, działa a na końcu ocenia zyski / straty.

Nie pamiętam żebym w dzieciństwie oceniał zyski i straty, a estetyką się już posługiwałem wybierając np czerwony balonik, a nie żółty W pewnym momencie, czyli w szkole podstawowej już dyskutowałem z nauczycielami i wytykałem im błędy wychowawcze. Często używałem tekstu, że ja jestem akurat mądrym dzieckiem i na mnie to nie działa, ale niech nauczycielka sobie wyobrazi co by się stało gdyby na moim miejscu był ktoś głupi, czyli taki jak większość - posłuchałby złej nauki. Na religii krytykowałem moralność katolicką i ideę Boga osobowego, żeby potem wierzyć w sprawiedliwszą karmę, a ostatecznie i to odrzucić, ponieważ karma też nie byłaby sprawiedliwa, a wszystkie tego typu idee to "duchowy komunizm". Estetyka cały czas miała w tym swój ważny udział, równorzędny dla logiki.

>> Moralność to też nic więcej jak estetyka
>No nie bardzo. Spójrz na definicję PWN. Moralność określa zakres poglądów i zachowań uważanych za właściwe, poza tym właściwie to zachowania i postawy jednostki lub grupy, oceniane według jakiegoś społecznie funkcjonującego systemu ocen i norm moralnych.

To jedna strona medalu, a estetyka to perspektywa jednostki, której grupa może zupełnie nie obchodzić. Chodzi o czucie się dobrze ze swoimi wyborami. Gdybym chciał Cię zabić i nie zrobiłbym tego, bo narzucona moralność mi zabrania, to byłbym zwykłą marionetką podrzędną jakiejś idei. Z powodu tej idei mógłbym być dla Ciebie miły. Perspektywa zmienia się w momencie gdy nie ogranicza mnie tego typu moralność i wtedy można mówić o indywidualności człowieka. Bez tego ograniczenia relacje z ludźmi mogą mieć faktyczną wartość dla mnie i dla innych ludzi.

>Uległeś zastanemu zestawowi norm i ocen. A może trzeba mu się nieco lepiej przyjrzeć?
>Kiedyś bezkrytycznie łykałem moralność katolicką, jakiś czas temu dostrzegłem w niektórych jej aspektach dwuznaczność, w innych szkodliwość, w jeszcze innych prawdziwe cele u których podstaw leży uśmierzenie podstawowego lęku grupy o jej spójność i liczebność - a wiec w mojej ocenie alno niemoralność, albo coś pod ten szyld upychane.

No właśnie nie uległem. Skąd ten pomysł?

>Myślę że nie warto zaprzątać sobie głowy działaniami, które uważamy osobiście za niemoralne, nie warto hołdować czemuś, co nie służy.

No tak. Dlatego jeśli ktoś ma niemoralne pragnienia, to powinien nauczyć się je ignorować emocjonalnie.
18-05-2016 11:26 
 Ocena 1 na 1
Jacek Głodzik (35558 punktów)
> estetyką się już posługiwałem wybierając np czerwony balonik, a nie żółty

A jesteś pewien, że to nie była estetyka mamy, taty czy ukochanej babci?

> Gdybym chciał Cię zabić i nie zrobiłbym tego, bo narzucona moralność
> mi zabrania, to byłbym

Byłbyś przede wszystkim gościem z głębokim upośledzeniem uczuć i zdolności do empatii.
Więszość ludzi nie potrzebuje zewnętrznego prawa, żeby nie zabijać.

> Z powodu tej idei mógłbym być dla Ciebie miły

Ale to nie byłoby autentyczne. J.w.

> Perspektywa zmienia się w momencie gdy nie ogranicza mnie
> tego typu moralność i wtedy można mówić o indywidualności człowieka

O indywidualności człowieka mozna mówić nawet wtedy, gdy moralność ogranicza z zewnątrz. Gorzej, gdy łyknąłeś ją bez opamiętania i jest w środku.

>> Myślę że nie warto zaprzątać sobie głowy działaniami, które uważamy
>> osobiście za niemoralne, nie warto hołdować czemuś, co nie służy.
> No tak. Dlatego jeśli ktoś ma niemoralne pragnienia, to powinien
> nauczyć się je ignorować emocjonalnie.

Ja tak nie myślę. Odrzucenie (lub spowodowanie odpadnięcia) pragnień uznanych przez jednostkę za niemoralne to nie samo, co ignorowanie introjektów.
Pozdrawiam

Czy ambicja, której pożyteczności nikt na zewnątrz nie uznaje to już kapitał, czy jeszcze nie?
olson (9993 punktów)
(zablokowany)
>A jesteś pewien, że to nie była estetyka mamy, taty czy ukochanej babci?

Zdecydowanie. Od dziecka byłem indywidualistą niepodatnym na wpływy otoczenia, nakazy i zakazy, normy społeczne

>> Gdybym chciał Cię zabić i nie zrobiłbym tego, bo narzucona moralność
>> mi zabrania, to byłbym
>Byłbyś przede wszystkim gościem z głębokim upośledzeniem uczuć i zdolności do empatii.
>Więszość ludzi nie potrzebuje zewnętrznego prawa, żeby nie zabijać.

No ok, to był przejaskrawiony przykład. Natomiast zauważ, że większość ludzi udaje swoje dostosowanie do norm, dopasowuje się lingwistycznie do nich i ich realne myśli są przykryte pod tymi maskami.

>> Z powodu tej idei mógłbym być dla Ciebie miły
>Ale to nie byłoby autentyczne. J.w.

No i właśnie o to chodzi. Ja z kolei mówię to co myślę, przez co często zrażam do siebie innych ludzi.

>O indywidualności człowieka mozna mówić nawet wtedy, gdy moralność ogranicza z zewnątrz. Gorzej, gdy łyknąłeś ją bez opamiętania i jest w środku.

Jeśli przestrzega zasad moralnych z powodów pragmatycznych, ale mówi o tym wprost, to jest indywidualistą. Jeśli nie, to przybiera na siebie cudzą powłokę mentalno-ideową, a wtedy nie ma mowy o indywidualizmie.

>> No tak. Dlatego jeśli ktoś ma niemoralne pragnienia, to powinien
>> nauczyć się je ignorować emocjonalnie.
>Ja tak nie myślę. Odrzucenie (lub spowodowanie odpadnięcia) pragnień uznanych przez jednostkę za niemoralne to nie samo, co ignorowanie introjektów.
>Pozdrawiam

Introjektów? To jakieś pojęcie z tfu, gestalt. Mógłbyś przybliżyć o co chodzi?
wsx666 (1067 punktów)

>Może też jesteśmy komputerami?

Jesteśmy nie tyle komputerami, co biologicznymi robotami, biologicznymi maszynami przetrwania dla DNA.

>Czym jest nasza świadomość?

Pewnego rodzaju złudzeniem, wytwarzanym na pewnym poziomie przetwarzania danych przez mózg.

Możliwość istnienia w symulacji, chociaż ciekawa i wydawało by się, możliwa. Posiada dwa niedociągnięcia, które moim zdaniem ją eliminują, pierwsze to to, że takich symulacji powinno być w zasadzie nieskończenie dużo, bo zawsze kolejny poziom ponad nami ma wielkie prawdopodobieństwo bliskie 100%, że skoro sam stworzył symulacje to również jest symulacją i tak bez końca.

Natomiast prawdziwym problemem modelu symulacji, w zasadzie wykluczającym jej istnienie, jest to, że jak wypowiedział się któryś z zacnych naukowców w jednej z debat, ilość informacji w naszym wszechświecie wymagała by komputera jego rozmiarów.

To już zakrawa na absurd aby ktoś gdzieś dysponował komputerem wielkości naszego wszechświata.

Jednak patrząc z drugiej strony dla najmniejszej bakterii absurdem jest wielkość całej planety, więc kto wie ?


Jeżeli nie realizujesz swoich marzeń, na pewno znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni do realizacji swoich.
krystkon_1976 (4491 punktów)
(zablokowany)
> Jesteśmy nie tyle komputerami, co biologicznymi robotami, biologicznymi maszynami przetrwania dla DNA.

Skoro homo sapiens to robot dla przetrwania DNA, to dlaczego DNA homo sapiens jest robotem? Skoro dzielimy już rzeczywistość na roboty i nieroboty to proszę wskazać w rzeczywistości nierobota.

> Pewnego rodzaju złudzeniem, wytwarzanym na pewnym poziomie przetwarzania danych przez mózg.

Skąd ta hierarchia pomiędzy fizycznością i abstrakcją stawiająca fizyczność ponad abstrakcją? Skąd przekonanie, że fizyczność jest ważniejsza? Bo fizyczność jest przyczyną a abstrakcja konsekwencją??

Skąd przekonanie, że fizycznym działaniem można zdziałać więcej niż abstrakcyjnym myśleniem?
Mózg przyczyną a myśl konsekwencją? A może myśl przyczyną a mózg konsekwencją?

Ja obstawiam co innego. Ciało przekształca się w czynność a czynność w ciało

>To już zakrawa na absurd aby ktoś gdzieś dysponował komputerem wielkości naszego wszechświata.

Każdy głupi dostrzega, że nasza rzeczywistość jest cyfrowa i każda jej część jest maszyną liczącą.


Rupson (1793 punktów)
>Teoria symulacji zakłada, że nasz świat jest obrazem, czystą symulacją, pozorującą lub tworzącą
>nową rzeczywistość.
-Pisanie i rozważanie takich głupot na pewno sensu nie ma.
-jad- (18783 punktów)
Ludzka skłonność do poszukiwania sensu często wabi ludzi na manowce. Przypomina mi to ćmy, które odbijają się wieczorami od sztucznych źródeł światła a czasem się od tego spalają.
Dawkins opowiadał, że ćmowate wariactwo to jakby skutek uboczny mechanizmu, który zazwyczaj pozwala ćmom wybierać właściwą drogę w oparciu o światło odbijane przez Księżyc i działa to bardzo dobrze o ile nie zacznie w pobliżu świecić coś więcej.
Ciekawość świata pozwoliła nam dowiedzieć się tego i całej masy innych przydatnych rzeczy ale jednocześnie każe nam zastanawiać się nad sprawami, których ogarnąć nie jesteśmy w stanie, poszukiwać sensu czyli jakiegoś celu tam gdzie go wcale być nie musi. Jeśli brakuje sensownych odpowiedzi, to budujemy karkołomne teorie, których prawdziwości nie można dowieść nawet gdybyśmy trafili w samo sedno.
Wszelkie dłuższe rozważania nad SENSEM muszą skończyć się niesamowitą teorią albo wnioskiem, że w sumie nic nie wiadomo, sensu nic nie ma.

A nasza świadomość jest komputerem, pewnie że tak. Tego akurat możemy być pewni


Jaskinia Trolli team

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365