 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 08-09-2018 21:04 | Arminius (25555 punktów) | Błądząc po Karpatach
1 na 1 | Pasjami lubię chodzić po górach. Właśnie wróciłem z kolejnego wypadu - tym razem w Beskid Mały ( nie mylić z Niskim). Charakterystycznym rysem polskich Karpat jest ich ogromne nasycenie symboliką religijną - w miażdzącej większości prowieniencji katolickiej. Pomijając obiekty o walorach zabytkowych, czy też zakorzenione w lokalnej tradycji - zdecydowana większość owych symboli z punktu widzenia estetycznego jest kiczowata i turpistyczna - i jako taka stanowi skazę na pięknie górskiej przyrody. Problem jest tym poważniejszy, że owa symbolika jak wyżej, bardzo często "znieczyszcza" miejsca i zakątki szczególnie urocze - w których kontemplowanie górskiego krajobrazu sprawia wyjątkową przyjemność. Są to - nie przymierzając - rożnorakiego rodzaju figurki, krzyże, napisy, motta, ołatrze polowe, flagi, tablice pamiątkowe upamiętniające pobyt Jana Pawła II w górach, stacje kalwarii, itp, itd. Jestem tolerancyjnym człowiekiem - i jeżeli obiekty owej "nałej architektury" religijnej są na odpowiednim poziomie estetyczno - artystycznym, nie mam problemu z ich akceptowaniem. Jeżeli jednak - a tak niestety jest w większości wypadków - warunek jak wyżej nie jest spełniony - wywołują one moją irytację. Druga, problematyczna, kwestia wiążąca się z symboliką jak wyżej - to rodzaj religijnego "imperializmu" jakiego jest ona egzemplifikacją. Ja też mam określony światopogląd - jednakże w żadnym wypadku nie pozwoliłbym sobie na to, aby w miejscach urokliwych, stanowiących sanktuarium przyrody - obwieszczać go - poprzez zamieszczanie określonych symboli - i "przymuszać" de facto innych - być może mających odmienne światopoglądy - do jego poznawania. Jest w takiej postawie coś z aroganckiej pewności siebie, coś wskazującego na niedobór empatii - skutkujący brakiem poszanowania dla odmiennej postawy. Przecież góry - jako takie - można z powodzeniem potraktować jako wielkie boskie sanktuarium. Jako przejaw wielkości boga i jego miłości do człowieka. Po cóż więc ów boski dar "upiększać" kiczowatym czy turpistycznym badziewiem??? Czyż nie jest to sui generis profanacja ??? Za komentarze będę szczególnie zobowiązany forumowiczom reprezentującym religijny punkt widzenia. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 The Bear Jew (2544 punktów) (zablokowany) | Podróżuje się "nieuczęszczanymi szlakami", a nie... Wolę patrzeć na spróchniałe pnie, niż na taką - pożal się Boże - sztukę. Niestety, tandeta jest tak powszechna, że nie sposób nie wejść w jakiś odchód. Szukajcie a znajdziecie - tak Pan Jezus powiedział. Poczucie piękna to nie jest li kwestia gustu, ale - przede wszystkim - poszukiwań. Tandeta to lenistwo. Rozumiem, rozumiem.
Wierzący, w człowieka (czasami, coraz rzadziej).
|
|
 | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | zdecydowanie tak | >Podróżuje się "nieuczęszczanymi szlakami", a nie...
Zdecydowanie tak. Ale nawet chodząc na azymut, czy łożyskami potoków górskich ( polecam ten rodzaj canyoningu) trafia się czesto na szlaki, czy atrakcyjne miejsca (np. belwedery) - gdzie problem debatowany występuje.
|
|
1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | Odp: Błądząc po Karpatach | Nie tylko w górach przestrzeń publiczną w Polsce zawłaszczyły kościoły, głównie rzymski. Obywatele rzymskokatoliccy nawet pomniki z innych krajów chcą sprowadzać...
Duch Prawdy... młode wino... aka człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
 | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | nie tylko góry | >Nie tylko w górach przestrzeń publiczną w Polsce zawłaszczyły kościoły, głównie >rzymski.
Oczywiście. Zwróciłem uwagę na góry - bo tam kontrasty o których w watku - ze względu na piękno przyrody - - są szczególnie zaostrzone. Innym takim miejscem są - na przykład - szpitale. Ale to temat na odrębny wątek.
|
|
1 na 1 | Miłujący prawdę (1541 punktów) | Odp: Błądząc po Karpatach | >Pasjami lubię chodzić po górach. Właśnie wróciłem z kolejnego wypadu - tym razem w Beskid Mały >Przecież góry - jako takie - można z powodzeniem potraktować jako wielkie boskie sanktuarium. Jako przejaw wielkości boga i jego miłości do człowieka. Po cóż więc ów boski dar "upiększać" kiczowatym czy turpistycznym badziewiem??? Czyż nie jest to sui generis profanacja ??? >Za komentarze będę szczególnie zobowiązany forumowiczom reprezentującym religijny punkt widzenia. > To bardzo trafny punkt widzenia i trafiona ocena sytuacji. O istnieniu Boga informują nas, ludzi, Jego dzieła. Jest On dla nas niewidzialny. W Biblii napisano: (Rzymian 1:20) "Choć jest niewidzialny, to Jego przymioty - Jego wieczna moc i boskość - są wyraźnie widoczne już od stworzenia świata. Można je dostrzec dzięki temu, co zostało stworzone. Dlatego tacy ludzie są bez wymówki." Tak więc chodząc po górach, będąc nad morzem, w ogrodzie, wszędzie - żyjąc, ludzie na każdym kroku mają kontakt z dziełami Boga. Werset ten jednak mówi, iż ten kto widzi te dzieła i twierdzi, że Boga nie ma, czyni źle, a na obronę swego zdania nic nie ma. Bo ten świat w którym żyjemy, to wielkie Boga dzieło i nikogo innego. Ale jest pytanie kolejne: Czy człowiek wierzący powinien stawiać kapliczki, ołtarzyki, krzyże i inne wskazując miejsca wielbienia Stwórcy? Otóż absolutnie nie. Pogląd Jehowy Boga na oddawanie Mu czci w tak zwanych miejscach świętych wskazuje rozmowa Jezusa z pewną Samarytanką. Jezus zatrzymał się przy studni w pobliżu miasta Sychar. Nawiązał tam rozmowę z kobietą, która przyszła naczerpać wody. Kobieta ta zwróciła uwagę na dużą różnicę miedzy Samarytanami a Żydami w kwestii oddawania czci Bogu. Powiedziała: "Nasi praojcowie oddawali cześć na tej górze, wy zaś mówicie, że w Jerozolimie jest miejsce, gdzie się powinno oddawać cześć" (Jana 4:5-9, 20). Samarytanka mówiła o górze Garizim, położoną około 50 kilometrów na północ od Jerozolimy. Tam znajdowała się ich świątynia. Ale Jezus powiedział: "Wierz mi, niewiasto: Nadchodzi godzina, gdy ani na tej górze, ani w Jerozolimie nie będziecie czcić Ojca" (Jana 4:21). Gdy samarytanka okazała zdziwienie Jezus jej wyjaśnił: (Jana 4:22-24) "Wy czcicie Boga, nie mając wiedzy, my natomiast Go czcimy, mając wiedzę, ponieważ wybawienie zaczyna się od Żydów. Ale nadchodzi czas, właściwie już teraz jest, gdy prawdziwi czciciele Boga będą Go czcić duchem i prawdą, bo właśnie takich czcicieli Bóg szuka. Bóg jest istotą duchową, a ci, którzy Go czczą, muszą oddawać Mu cześć duchem i prawdą"." Żydowska świątynia była konkretnym obiektem o konkretnym położeniu geograficznym. Tymczasem duch i prawda nie są czymś materialnym ani też ograniczonym do jakiegoś miejsca. Tak więc Jezus wskazał, że prawdziwy chrześcijański sposób wielbienia Boga nie będzie uzależniony od żadnej fizycznej budowli czy określonej lokalizacji - ani od góry, ani świątyni, ani od jakiegokolwiek innego świętego miejsca. Tak więc to, co spotykasz na rozdrożach i wzgórzach, także budowle sakralne i kościoły, to bałwochwalcze budowle fałszywych religii. Bóg wymaga oddawania Mu czci duchem i prawdą, to zaś można czynić wszędzie, bez specjalnych miejsc.
|
|
 | 1 na 1 | Arminius (25555 punktów) | korzyść dodatkowa | >Tak więc to, co spotykasz na rozdrożach i wzgórzach, także budowle sakralne i >kościoły, to bałwochwalcze budowle fałszywych religii. Bóg wymaga oddawania Mu czci >duchem i prawdą, to zaś można czynić wszędzie, bez specjalnych miejsc.
I wtedy także unika się tarć i niesnasek między zarówno osobami religijnymi różnych wyznań - jak też osobami religijnymi zjednej strony i agnostykami oraz ateistami z drugiej.
|
|
 | | Wenancjusz (16441 punktów) | Odp: Błądząc po Karpatach | I tu mam prawo wypowiedzieć się, że ludzie są różni i różne mają spojrzenie na rzeczywistość. Chodzi mi o to, że przeładowywanie symbolami "jedynej" religii przestrzeni publicznej, z której korzystają również wyznawcy religii "niewłaściwych" jak i niewierzący, jest jak to trafnie określiła "chętnie racjonalistka" wyrazem "imperializmu religijnego", jako że robi się to natrętnie i agresywnie. To jest objaw prosto prowadzący do konfliktu. No ale umiaru u wierzących katolików nie uświadczysz. Jeśli Państwo określa swój stosunek do wyznań jako bezstronny (art. 25 Konstytucji), to nie powinno pozwalać na karykaturalne wręcz manifestacyjne umiejscawianie symboliki bez zastanowienia. Jest to wyraz lekceważenia pozostałej części społeczeństwa/sortowania go ( ponad 30-metrowa figura z domniemaną podobizną Chrystusa w Świebodzinie na terenach będących własnością Państwa). Państwo nie wprost deklaruje wtedy skłonność/słabość do jednej tylko religii a tym samym cicho akceptuje proces postępującej klerykalizacji Państwa. Słabe państwo ma wtedy gdzieś zapisy Ustawy zasadniczej. To, że brak umiaru u katolików wywołuje automatycznie dewaluację wartości symboliki (im jej więcej tym mniej się ją ceni, tak mówi prawo podaży i popytu), to zmartwienie katolików (oczywiście tego nie widzą). Powstaje wtedy obraz religii na pokaz, taka pstra jak jarmark odpustowy i taka płaska jak naleśnik. Uznałbym jedynie sytuację, gdyby państwo wtedy narzuciło warunek jednoczesnego eksponowania symboliki religijnej wszystkich wyznań jakie są obecne na terenie Państwa na zasadach równorzędności. A jeżeli wymyślony przez ludzi Bóg jest zawsze i wszędzie, jest niewidzialny, to wypadało by jemu cześć dawać też niewidzialną. On jako niewidzialny będzie "widział" swe odbicie w sercach wierzących. Zgadzam się ze spostrzeżeniem "miłującego prawdę"w tym względzie. Cytat:Tymczasem duch i prawda nie są czymś materialnym ani też ograniczonym do jakiegoś miejsca. Tak więc Jezus wskazał, że prawdziwy chrześcijański sposób wielbienia Boga nie będzie uzależniony od żadnej fizycznej budowli czy określonej lokalizacji - ani od góry, ani świątyni, ani od jakiegokolwiek innego świętego miejsca. Tak więc to, co spotykasz na rozdrożach i wzgórzach, także budowle sakralne i kościoły, to bałwochwalcze budowle fałszywych religii. Bóg wymaga oddawania Mu czci duchem i prawdą, to zaś można czynić wszędzie, bez specjalnych miejsc. Jakby to wyglądało, gdybyście wydali przyjęcie we własnym domu i nagle trzech gości zaczyna pierwej krytykę, a potem nie pytani/proszeni zaczęliby wieszać na ścianach mieszkania jakieś obrazki wymyślonej podobizny kobiety, która nawet po porodzie zachowała nie rozerwany hymen, jakichś mężczyzn z brodami jak K. Marks ale nie socjalistów, faceta masochistę zmaltretowanego przez sadystów i powieszonego na skrzyżowanych deskach co ma symbolizować odkupienie win wszystkich ludzi, nawet jeszcze nie urodzonych, nucąc przy tym jakieś smętne piosenki. Można podejść do tego filozoficznie i wytłumaczyć sobie, iż goście wkrótce wyjdą i ja to pozdejmuję, bo to koliduje z wystrojem mieszkania, meblami, ogólnie stylem urządzenia mieszkania. Tak jest z tą pompatyczną do groteski religią. Człowiek na tej ziemi jest tylko gościem i żyje krótko (tak jak wizyta gości na przyjęciu). Po śmierci nie jest już obecny by religię krzewić i głosić. Stąd oczywisty wniosek, że każda religia też istnieje przez jakiś tylko dłuższy już czas jak życie ludzkie, na tej ziemi. Wniosek drugi to taki, że Bóg jest śmiertelny. Umiera wraz ze swoim ostatnim wyznawcą.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | | Miłujący prawdę (1541 punktów) | > Wniosek drugi to taki, że Bóg jest śmiertelny. Umiera wraz ze swoim ostatnim wyznawcą. > Tu masz rację tylko w jednym przypadku! Ten przypadek, to sytuacja gdy bogiem jest "bóg" będący efektem ludzkiej wyobraźni i ludzkich rąk. Gdy umiera ostatni jego "stwórca" umiera i on. Biblia podkreśla fakt, iż ci "bogowie" to "gnojowe bożki - drewno i kamień, srebro i złoto - ich obrzydliwości". Naród, który czcić bożki, sam staje się wstrętny w oczach prawdziwego Boga. Zaś ‛Usługując drewnu i kamieniowi', ludzie tacy uprawiają duchowy "nierząd" i w ten sposób zrywają więź z prawdziwym Bogiem. Te przedmioty to bałwany, a oddawanie im czci to bałwochwalstwo. Hebrajskie słowa określające bożki często wskazywały na sposób ich wykonania i kompletną bezwartościowość lub wyrażały pogardę. Tłumaczone są m.in. na: "rzeźbiony [lub "ryty"] wizerunek" (dosł. "rzeźba"); "lany posąg [lub "bożek"]" (dosł. "odlew"); "przerażający bożek"; "marny [lub "nic niewarty"] bożek" (dosł. "marność"); "gnojowy bożek". Greckie słowo eídolon jest najczęściej oddawane jako "bożek". Ci giną wraz z ostatnim ich wyznawcą i wiernym. Biblia tu drogowskazem! (Psalm 115:1-8) "Nie nam, Jehowo, nie nam, ale swojemu imieniu przysparzaj chwały, bo jesteś lojalny w miłości i wierny. 2 Czemu narody miałyby mówić: "Gdzie jest ich Bóg?"? 3 Nasz Bóg jest w niebie, robi, cokolwiek zechce. 4 A ich bożki to srebro i złoto, dzieło ludzkich rąk. 5 Mają usta, ale nie mówią. Mają oczy, ale nie widzą. 6 Mają uszy, ale nie słyszą. Mają nos, ale nie czują zapachu. 7 Mają ręce, ale nie dotykają. Mają nogi, ale nie chodzą. Swoim gardłem nie wydają żadnego dźwięku. 8 Do nich upodobnią się ci, którzy je wytwarzają, jak również wszyscy, którzy im ufają". (Psalm 115:15, 16) "Niech wam błogosławi Jehowa, Twórca nieba i ziemi. Niebiosa należą do Jehowy, ale ziemię dał On ludziom." (Psalm 115:18) "My natomiast będziemy wysławiać Jah odtąd aż po wieczność. Wysławiajcie Jah!"
|
|
| |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >> Wniosek drugi to taki, że Bóg jest śmiertelny. Umiera wraz ze swoim ostatnim wyznawcą. >> >Tu masz rację tylko w jednym przypadku! Ten przypadek, to sytuacja gdy bogiem jest "bóg" będący efektem ludzkiej wyobraźni i ludzkich rąk. Gdy umiera ostatni jego "stwórca" umiera i on. Biblia podkreśla fakt, iż ci "bogowie" to "gnojowe bożki - drewno i kamień, srebro i złoto - ich obrzydliwości". Naród, który czcić bożki, sam staje się wstrętny w oczach prawdziwego Boga.
Tego wyrazem jest nic innego jak postawa awangardy religijnej kościoła katolickiego. Ich bogiem jest bogactwo materialne i władza. Katolicka awangarda dawno już usunęła swojego Boga z Kościoła. Przepyszne budowle, hodowle danieli i samochody pancerne, nie świadczą o miłości do ich Boga. Świadczy źle przede wszystkim o nich samych. Bóg tego nie potrzebuje i nie żąda. To tylko manifestacja pychy i buty, bo to jest wyraz pogardy dla wierzących (najgorszy grzech ze spisu siedmiu grzechów głównych). W ich "przekonaniu" im większy artefakt tym wyraz miłości jest większy. Niestety ale to przewrotna retoryka mająca ukryć swoje lenistwo w szerzeniu ewangelicznych prawd i prawdę o swoim hedonistycznym życiu, całkowicie różnym od tego jakiego wymagają od wiernych. To jest pokaz tego, kto tu właściwie rządzi. To jest głęboko demoralizujące. A wierzący przyjmujący takie postawy za prawidłowe, czyli zgadzający się, ślepną na fakt, że władza jest drugim ich celem. Podporządkowanie sobie reprezentantów ludu wybranych w wyborach, pozwala na tą władzę mieć decydujący wpływ, co przeczy natychmiast pojęciu demokracji. Tak. Kościół nie stoi w pierwszych szeregach rządzących krajem (choć się wpycha jak tylko może np. co robi w instytucjach państwowych, co robi na uroczystościach państwowych, co robi w oświacie, co robi w służbie zdrowia itp.). Kościół nie zna i nie przyjmuje do siebie pojęcia demokracji, bo sam istnieje dzięki starożytnym zasadom bezwzględnego i ścisłego zhierarchizowania. Nie jest demokratyczny, bo coraz więcej głosów niezadowolenia wiernych ze sposobu czynienia "posług" religijnych wiernym, "nie widzi i nie słyszy".
>Ci giną wraz z ostatnim ich wyznawcą i wiernym. Biblia tu drogowskazem. >(Psalm 115:18) "My natomiast będziemy wysławiać Jah odtąd aż po wieczność. Wysławiajcie Jah!"
No no. Rozpędziłeś się. Po wieczność? Ile lat może mieć ta Twoja wieczność? Twoja wieczność trwać będzie tak długo jak będzie jeszcze jakiś wyznawca, co omówiłem już uprzednio. Tu znów zamotałeś się we własne myśli. Nie masz pojęcia co to wieczność i nie przyjmujesz skali czasu do swojej wiadomości. Skąd wiesz czy ludzkość będzie istniała wiecznie? Ja takiej pewności nie mam. Środków do zniszczenia całego życia na Ziemi ludzkość ma wystarczająco. Wystarczy jeden tylko nieodpowiedzialny człowiek mający do niej dostęp i prawo jej użycia. Pociągnie za sobą na zasadzie domina całą resztę (skutki bezpośrednie będą straszne ale równie straszne będą skutki wtórne, wrogie białkowej podstawy istnienia życia). Po drugie. Skąd ta pewność u Ciebie, że Ziemi nie spotka żaden kataklizm kosmiczny? Na to człowiek nie ma siły odporu żadnego. Jest bezradny. A dobry kataklizm to rozbicie Ziemi na drobne kawałki w wyniku zderzenia z innym równie dużym ciałem kosmicznym, lub nawet mniejszym ale o wielkiej prędkości?
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>różnorakiego rodzaju figurki, krzyże, napisy, motta, ołtarze polowe, flagi, tablice pamiątkowe upamiętniające pobyt Jana Pawła II w górach, stacje kalwarii, itp, itd [...] Przecież góry - jako takie - można z powodzeniem potraktować jako wielkie boskie sanktuarium. Jako przejaw wielkości boga i jego miłości do człowieka. Po cóż więc ów boski dar "upiększać" kiczowatym czy turpistycznym badziewiem??? W teście zawarłeś kwintesencję odpowiedzi na to pytanie: to rodzaj religijnego "imperializmu" ; nic dodać, nic ująć.
Cza być oszczędnym.
|
|
 | | Starog-Chrystus-Howgh (359 punktów) |
>W teście zawarłeś kwintesencję odpowiedzi na to pytanie: to rodzaj religijnego "imperializmu" ; nic dodać, nic ująć.>
Ująć można ( i chyba powinno się) ten cudzysłów z imperializmu. Adekwatniej będzie. Osobiście po Karpatach nie wędruję. Prędzej po miejskich /wiejskich uliczkach i choć religijny nie jestem (wrodzona odporność organizmu), to jako ateiście nie przeszkadzają mi żadne obiekty sakralne, nawet te mega giga. Zwyczajne ich nie zauważam dopóki jakiś szaman nie zacznie napierdzielać w blachę (a właściwie odlew) informując wszem i wobec, że właśnie coś takiego się minęło i nie dostrzegło. Wówczas pełna irytacja. No i klnięcie na czym świat stoi. .
|
|
2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Przecież góry - jako takie - można z powodzeniem potraktować jako wielkie boskie sanktuarium. Jako przejaw wielkości boga i jego miłości do człowieka. Po cóż więc ów boski dar "upiększać" kiczowatym czy turpistycznym badziewiem???
Jedni w górach wpadają w reigijny patos, inni stawiają kapliczki. Nie widzę w tym większej różnicy: to badziewie, i to badziewie.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
 | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Jedni w górach wpadają w reigijny patos, inni stawiają kapliczki. Nie widzę w tym większej różnicy: to badziewie, i to badziewie. Mistyczne przeżycia w górach to nie badziewie...
Duch Prawdy... młode wino... aka człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Mistyczne przeżycia w górach to nie badziewie...
Co ma z górami wspólnego widzenie w nich "boskiego sanktuarium"? To patrzenie na góry poprzez pamięć z nizin, zasłanianie sobie widoku. Krótko mówiąc: rodzaj religijnej ślepoty.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Mistyczne przeżycia w górach to nie badziewie... >Co ma z górami wspólnego widzenie w nich "boskiego sanktuarium"? To patrzenie na góry poprzez pamięć z nizin, zasłanianie sobie widoku. Krótko mówiąc: rodzaj religijnej ślepoty. Odczucia duchowe są autentyczne, nawet jeśli Boga nie ma. Ocenianie ich jest nieuprawnione...
Duch Prawdy... młode wino... aka człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >Odczucia duchowe...
To znaczy jakie? (Od)czucie nie staje się duchowe przez fakt opatrzenia go jakimś terminem z leksykonu mistyki.
>Ocenianie ich jest nieuprawnione...
Nie oceniam. Chodzi o to, aby nie mylić przedmiotu (np. góry) ze skojarzeniami podsuwanymi przez pamięć. To kwestia czystości percepcji, a nie oceny. Jeśli kij skojarzysz z wężem, to nie staje się on gadem.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Odczucia duchowe... >To znaczy jakie? >(Od)czucie nie staje się duchowe przez fakt opatrzenia go jakimś terminem z leksykonu mistyki. Odczucia duchowe nie wszystkim są dane, "zimny" człowiek ich nie zna, "jest martwy jak maszyna"... >>Ocenianie ich jest nieuprawnione... >Nie oceniam. Chodzi o to, aby nie mylić przedmiotu (np. góry) ze skojarzeniami podsuwanymi przez pamięć. To kwestia czystości percepcji, a nie oceny. Jeśli kij skojarzysz z wężem, to nie staje się on gadem. Percepcja to nie tylko "zimne myślenie", ale też przeżywanie wrażeń...
Duch Prawdy... młode wino... aka człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
| |  | | Miłujący prawdę (1541 punktów) | >>Mistyczne przeżycia w górach to nie badziewie... >Co ma z górami wspólnego widzenie w nich "boskiego sanktuarium"? To patrzenie na góry poprzez pamięć z nizin, zasłanianie sobie widoku. Krótko mówiąc: rodzaj religijnej ślepoty. > Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania. > "Człowiek zmysłowy (...) nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić. Człowiek zaś duchowy rozsądza wszystko, lecz sam przez nikogo nie jest sądzony" (1 Kor. 2:14, 15). Kto się upiera przy ocenianiu wszystkiego z perspektywy ciała, ten nie potrafi dostrzec, w czym swą postawą nie dopisuje przed Bogiem. Natomiast człowiek duchowy, dostrojony w toku swych myśli do Chrystusa, nie tylko rozumie zamierzenie Boże wyjawione za sprawą Jego ducha, ale także dostrzega, jak omylne jest postępowanie człowieka cielesnego. Toteż łatwiej jest człowiekowi duchowemu widzieć świat i życie takimi jak są, człowiek zaś cielesny - fizyczny z powodu swych konstrukcyjnych ograniczeń nie dostrzega rzeczy najważniejszych, nie widzi Boga. (Mateusza 5:3) "Szczęśliwi ci, którzy są świadomi swoich potrzeb duchowych, bo do nich należy Królestwo Niebios".
|
|
| | |  | 2 na 2 | diogenes (42753 punktów) | >łatwiej jest człowiekowi duchowemu widzieć świat i życie takimi jak są, człowiek zaś cielesny - fizyczny z powodu swych konstrukcyjnych ograniczeń nie dostrzega rzeczy najważniejszych, nie widzi Boga.
Spacer po górach nie ma nic wspólnego z katechizmem, z teologiczną dysputą, z widzeniem w górach czegoś, co górami nie jest, a co możesz nazwać sobie bogiem, duchem, stwórcą czy licho wie jak jeszcze. Widzieć świat takim jakim jest to nie patrzyć na niego w pijanym lub religijnym zwidzie (białe myszki, bozie, itp.).Gnostyczna antropologia, do której się odwołujesz (człowiek duchowy, cielesny...pneumatycy, hylicy, dorzuć jeszcze psychików...) jest raczej zabawna, niż cokolwiek wyjaśniająca. Tylko dzięki zmysłowości można sobie pozwolić na luksusy duchowych andronów.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|