Znajomy mający zajęcia ze studentami historii na jednym z uniwersytetów zadał niedawno ( okazją była setna rocznica) uczestnikom seminarium magisterskiego następujące pytanie: "kto pierwszy uznał niepodległość Polski po I wojnie"? Najwięcej osób wskazało na USA, zapunktował też Francja i Wielka Brytania. A wszystkie odpowiedzi były złe. Bo to Niemcy jako pierwsze uznały niepodległość Polski - wysyłając w dniu 21 listopada 1918 roku do Warszawy swojego dyplomatę - hrabiego Kesslera. Faktem jest, iż seminarium jak wyżej było z zakresu historii Średniowiecza - tym niemniej jednak wynik quizu jak wyżej jest wielce wymowny. I jest on egzemplum na to, jak historia najnowsza kładzie się cieniem na historię trochę wcześniejszą ( tylko troszkę wcześniejszą) i ją zniekształca.
Przywołując czynnik niemiecki w okresie kształtowanie się niepodległości Polski należałoby także wspomnieć o trudnych do przecenianiach osiągnięciach administracji Rady Regencyjnej - która stworzyła zrąb, twardy zaczyn niepodległej Polski, fakt notyfikacji powstania państwa polskiego poprzez wykorzystanie poniemieckiej, przekazanej administracji polskiej radiostacji w Warszawie, z doskonałym sprzętem firmy Telefunken, oraz osobiste relacje pomiędzy Piłsudskim a Kesslerem - mające charakter stosunków między towarzyszami broni.
Recz jasna stosunek Niemiec do Polski nie wynikał z sentymentów. Brał się z chłodnej kalkulacji w danej chwili i często zaraz potem przybierał odmienny charakter. Tym niemniej jednak zaistniałe fakty miały swoje znaczenie i wywoływały określone konsekwencje. Stąd warto o nich pamiętać - przynajmniej w gronie historyków.
"Bo to się rozegrało w ten sposób, że na początku listopada 1918 roku Niemcy wypuścili Piłsudskiego z więzienia w Magdeburgu i pozwolili pojechać do Warszawy, by uspokoił sytuację i pozwolił w spokojny sposób wycofać się z terenów polskich niemieckim oddziałom, które do tej pory tu stacjonowały. Takie rozwiązanie negocjował z Piłsudskim w Magdeburgu niemiecki żołnierz i dyplomata Harry Kessler.
W zasadzie stało się tak, jak to obaj sobie omówili: Piłsudski wrócił do Warszawy, niemal wszyscy na miejscu uznali jego autorytet i grzecznie oddali mu władzę, a ten wynegocjował z Niemcami, że spokojnie pojadą do domu (upraszczam oczywiście, bo nie wszędzie odbyło się to tak spokojnie). Rząd z Lublina (ten Daszyńskiego, którym się tak szczycimy w Lublinie) z pewnymi zmianami, już na czele z Jędrzejem Moraczewskim przeniesiono do Warszawy i mniej więcej w tym samym czasie w Warszawie pojawił się pierwszy zagraniczny przedstawiciel dyplomatyczny - wspomniany właśnie Kessler reprezentujący rząd nowych, już republikańskich Niemiec, które wysyłając do Warszawy swego dyplomatę de facto uznały niepodległość Polski. To było 21 listopada 1918 roku.
Minął miesiąc z kawałkiem i wybuchło powstanie wielkopolskie, co z kolei było w zasadzie de facto wybuchem wojny polsko - niemieckiej. Dobre stosunki zakończyły się więc tak szybko, jak się zaczęły i Kessler był już w Warszawie raczej niemile widziany, a i jego obecność dla Berlina była już niepotrzebna.
Trzymając się faktów - to Niemcy uznały jako pierwsze niepodległość Polski, a nie Stany Zjednoczone. Ale historię, jak widać, można pisać inaczej."
takahistor(*)znal-niepodleglosc-Polski.html"Piłsudski martwił się, jak mi mówił Sosnkowski, iż nie posiada bro¬ni bocznej. Z tego też powodu następnego dnia rano w sobotę, 9 li¬stopada, obszedłem miasto, ażeby mu dostarczyć szabli. By występo¬wać przy tej uroczystości z odpowiednią godnością, nie mogłem się ubrać po cywilnemu i wziąłem mundur, co mi 'nie bardzo poszło w smak wobec scen, jakie widziałem w Magdeburgu. W rzeczywisto¬ści jednak chodziłem po Berlinie w mundurze do 2-ej po południu, przez nikogo nie niepokojony. Wszystkie jednak sklepy z bronią były zamknięte, co zmusiło mnie, a właściwie dało mi sposobność, której sobie w duchu życzyłem, by moją własną boczną broń, jeszcze z fron¬tu pochodzącą, wręczyć Piłsudskiemu na pamiątkę.
Po 1-ej złożyłem sprawozdanie o moich rozmowach z Piłsudskim baronowi Langwerth von Simmern, który w czasie wojny był szefem politycznego wydziału w Urzędzie Spraw Zagranicznych. Staliśmy właśnie przy biurku, kiedy go odwołano do telefonu. Langwerth rzu¬cił krótko: — Właśnie w tej chwili koszary gwardii zostały zdobyte.
Był już najwyższy czas, aby Piłsudskiego z Berlina wywieźć. Posze¬dłem wobec tego z Hatzfeldtem do Ministerstwa Wojny, aby zażądać specjalnego pociągu. Jakiś generał-major przyjął nas jak w najpiękniejszych dniach wojennych: Piłsudski był ciągle jeszcze dla niego „der Kerl". Kiedy wyszliśmy stamtąd, przechodząc przez ulicę Kónig-gratz obok muzeum etnograficznego, przeciągał właśnie wielki po¬chód demonstrantów z dworca Anhalter na plac Potsdamski. Poszliś¬my w jego ogonie. Z drugiej strony na rogu ulicy Kóniggratz Schóne-berger rozchwytywano właśnie świeże dodatki nadzwyczajne. Abdykacja cesarza! Było około w pół do drugiej.O 2-ej zaprosiłem Piłsudskiego i jego szefa sztabu Sosnkowskiego, Giilpena i Hatzfeldta do urządzonego w stylu staroniemieckim poko¬ju, w głębi restauracji Hillera. We frontowych salach firanki były za¬puszczone, wszystkie stoliki zajęte. W głębi hotelu żaden głos z ze¬wnątrz nie dochodził, tylko usługujący kelner od czasu do czasu ko¬munikował nam o wielkich i coraz większych tłumach przeciągają¬cych przez Friedrichstrasse. (Jeden z młodszych kelnerów od Hillera został tego popołudnia na ulicy zastrzelony.)"
www.historycy.org/index.php?showtopic=14930&st=30