Trapi niektórych, jak chemia nieorganiczna "nagle" zamieniła się w chemię organiczną. Po jedno, że to nie było nagle, po drugie nie musiało to być na Ziemi. Otóż wśród teorii "panspermii" Kosmosu, rodzą się i takie domysły, których nie można brać pod uwagę całkiem poważnie, tak jak istnienie jakiejś superinteligencji sterującej, których to obu pomysłów niemożliwym jest udowodnić. Niemniej pomysł:
www.focus.(*)torie-planety-zarloczna-ziemiawart jest rozważenia.
Nasza planeta mogła dosłownie kiedyś zjeść inną. To nie koniec, bo w wyniku tego kosmicznego kataklizmu mogło dojść do pojawienia się na naszym globie składników potrzebnych do powstania życia. Do zdarzenia miało dojść około 4,4 mld lat temu. Ogromne ciało niebieskie, rozmiarów Marsa, wbiło się w młodą i dopiero rozwijającą się planetę. Jednym z efektów było „odłupanie” z jej powierzchni Księżyca, który znalazł się na orbicie. Innym: pojawienie się na planecie węgla, azotu i siarki, które są potrzebne do powstania życia. Fascynującą teorię publikuje Science Advances.
Gdyby spojrzeć na Ziemię z tamtych czasów przypominałaby nam dzisiejszy Mars. Planeta posiadała jądro, płaszcz, jednak poza jądrem bardzo niewiele pierwiastków właśnie takiego rodzaju jak wymienione wcześniej trzy. Te występujące na powierzchni planety nie wchodziły w reakcję z tymi z jądra, a pierwiastki znajdujące się w nim nie miały sposobu ujścia na zewnątrz by stworzyć związki prowadzące do powstania życia. Wszystko zmieniło się za sprawą kosmicznej kolizji.
Istnieje teoria, wedle której tym, co miało uderzyć w Ziemię, były meteoryty zawierające izotopy azotu, węgla i wodoru. Według zwolenników tego pomysłu składniki, które po wymieszaniu z ziemskimi pierwiastkami dały możliwość powstania „pierwotnej kałuży”, przyleciały do nas z odległej przestrzeni. Jest tylko jeden problem. Nie zgadzają się proporcje.
Stosunek węgla do wodoru w meteorytach to zwykle około 20:1. W warstwie zewnętrznej Ziemi to 40 węgla przypada na jedną część wodoru – tłumaczy Damnaveer Grewal, z Wydziału Ziemi studiów środowiskowo-planetarnych uczelni Rice University w Houston, w Teksasie.
Dlatego powstała druga teoria.
Dlaczego nie mogła być to inna planeta?
- Ziemia mogła zderzyć się z różnego rodzaju planetami – mówi Grewal w rozmowie z Live Science. To tłumaczyłoby w jaki sposób mogło dojść do odpowiedniego wymieszania składników.
Naukowcy opracowując swoją teorię postanowili stworzyć model planety, która odpowiadałaby warunkami do takiego ciągu wydarzeń. W warunkach laboratoryjnych odtworzyli wysokie ciśnienie i temperaturę, które mogły panować w jej jądrze. W grafitowych kapsułkach umieścili metaliczny proszek (przedstawiający na przykład związane cząsteczki żelaza i azotu) zmieszany z różnymi proporcjami proszku silikonowego (imitującego płaszcz ziemski, zawierającego między innymi tlen). Zmieniając temperaturę i zawartość siarki w ramach różnych podejść przetestowano kilka scenariuszy, w jaki sposób cząsteczki te mogły zostać rozdzielone między jądro i resztę planety.
Węgiel niechętnie wiązał się z żelazem, gdy zachodziło wysokie stężenie siarki, za to azot nie miał z tym już żadnego problemu. Tak więc by azot był poza jądrem i znajdował się w innych częściach planety konieczna była także siarka, w dużym nagromadzeniu.
Po przeprowadzeniu około miliarda symulacji zespół trafił na scenariusz, który wydawał się mieć sens. Do odpowiedniej wymiany składników z wnętrza i zewnętrznej strony planet, przy jednoczesnym zachowaniu właściwej proporcji między węglem a wodorem potrzeba by było planety rozmiaru Marsa, której 25-30% jądra składa się z siarki.
- Teoria jest bardzo prawdopodobna – ocenia Célia Dalou z Centre de Recherches Pétrographiques et Géochimiques in France i dodaje, że spotykają się w niej wnioski z różnych dziedzin nauki. Z pewnością za niedługi czas będziemy mogli oglądać narodziny życia na Ziemi w barwnej rekonstrukcji. O ile oczywiście dostatecznie szybko nie zdążymy go wcześniej zakończyć, a na drugi taki kosmiczny przypadek nie ma co liczyć.
Moje przesłanie do religiantów wszelkiej maści. Znacie swoją teorię powstania życia od ponad 1600 lat w formie pisanego przekazu. Czyż Wasza świadomość nie buntuje się wewnętrznie, że poziom wiedzy 1600 lat temu, jest dla Was wystarczający by w niego wierzyć bez żadnych refleksji? Ja tylko przytoczyłem jedną z teorii, a Wy tkwicie nadal w dogmatach powstałych 1600 lat temu. Czyż mam prawo powiedzieć, że Wasza mentalność tkwi jeszcze w bardzo wczesnym średniowieczu? W nauce się szuka odpowiedzi, przez czynne działanie. W waszej świadomości nie potrzeba, bo już wszystko jest wyjaśnione 1600 lat temu pewnym dogmatem. Co najgorsze dogmatem na który nie ma dowodu. Zresztą jest ktoś co udowodni dogmat? Nie znam. Dogmat to oczywistość/aksjomat/pewnik nie wymagający dowodu. Widzę więc siłę Waszej wiary. Zależy jednak od waszej odporności na chorewizje. To moje słowotwórstwo mające określić wszystkie Wasze wypowiedzi na tym forum, w sprawach osobistych. Tak. Bo wiara jest sprawą głęboko osobistą każdego. Wy to wywlekacie pod publiczny osąd. Dziwota więc, że tak Was na tym forum, nb. "Racjonalisty", poniewierają?