Równowaga Nasha (ang. Nash equilibrium) – profil strategii teorii gier, w którym strategia każdego z graczy jest optymalna, przyjmując wybór jego oponentów za ustalony. W równowadze żaden z graczy nie ma powodów jednostronnie odstępować od strategii równowagi. W tym sensie równowaga jest stabilna.
Źródło: Wikipedia
Myślałem o powstaniu małżeństw i ich sensie społecznym. Wiem, celem małżeństwa jest posiadanie potomstwa, a tym samym przedłużenie gatunku. Lecz bez formalnych małżeństw, też przedłużanie gatunku byłoby możliwe. Wiadomo, że w starożytności niewierność była surowo karana (głównie kobiety, ale też kochankowie). Moim zdaniem instytucja małżeństwa wytworzyła się (tak, na przestrzeni wieków, bo przecież nikt tego nie wymyślił) po to, by uniknąć niepotrzebnych konfliktów między samcami. Życie w społeczeństwie i budowanie cywilizacji (zaawansowanej) byłoby niemożliwe (albo bardzo utrudnione) bez takich reguł. Wiadomo, że niewierne żony (no bo takie były czasy; o ile pamiętam, w Sumerze mężczyźni za niewierność płacili grzywnę) bywały, ale to nie rzutowało na całą społeczność. Kary tylko odstraszały potencjalne niewierne i utrwalały system. Jeżeli mężczyzna miał pewność, że jego kobieta z nikim innym nie spółkowała, to wiedział, że dziecko jest jego (a tym samym przekazał swój materiał genetyczny i przekaże swój majątek). Strategia każdego z graczy (głównie chodzi o mężczyzn, bo kobiety nie miały zbyt wiele do powiedzenia*) jest optymalna (najlepsza dla społeczeństwa, bo mężczyzna żyje w społeczeństwie, więc co dobre dla społeczności, to dobre dla niego**), reguły są znane (kobieta zdradzi - odetną jej ręce, albo zabiją, tak samo z kochankiem). W równowadze żaden z graczy nie ma powodów jednostronnie odstępować od strategii równowagi. Oczywiście jest opcja dla mężczyzny - spółkowanie z niezamężną kobietą. Wtedy mógł odejść od żony i poślubić inną, a była żona została zwalniana z kontraktu (już nie pamiętam w jakich państwach można było się rozwieść, a w jakich nie; na pewno mógł, gdy żona nie mogła mieć dzieci). Jeżeli rozwody były gdzieś zakazane, to taki delikwent musiał być dalej ze swoją żoną, a kochanka zostawała z brzuchem sama.
* Nie miały nic do powiedzenia, ale partycypowały w systemie, a więc były też korzyści (choć najbardziej korzystało społeczeństwo, miasto-państwo), takie jak: stabilność, utrzymanie etc. Poza tym, kobiety znały swoje miejsce w społeczeństwie. Rewolucja w tym zakresie, to dopiero XX wiek. ** I kobiety, choć były przedmiotem, a nie podmiotem w tej grze.
Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja wytworzyła reguły gry. Gracze zapoznali się z nimi i grali, Odejmując od masy wojen - na którą nie potrafili znaleźć skutecznego sposobu - chociaż jeden problem. Problem wewnętrzny, a wiadomo, jak ważny jest porządek w państwie. Mówię tu już o czasach, gdy ludzie zaczynali budować miasta (i uprawiać rolę), łączyć się w większe grupy (neolit). Dane mamy dopiero z ok. 3000 BC z Mezopotamii, co było wcześniej (no właśnie ten system zaczął się tworzyć) możemy się domyślać (i tu swoje domysły snuję). Jeszcze by dużo pisać o możliwej roli małżeństw w miastach, ale ogólny sens myślę, że uchwyciłem. Chodzi o to, jak teoria stworzona w XX wieku pasuje do sytuacji z początków pierwszych cywilizacji. W Chinach było podobnie. Wiąże się to bardziej z osiadłym trybem życia, choć nie wiem jak było u ludzi pierwotnych (chociaż... też trzeba było unikać takich konfliktów, przetrwanie zależało od pojedynczych członków). Wiadomo, że zwierzęta walczą o względy partnerki (ludzie czasem też), ale w przypadku zwierząt nie jest to tak niebezpieczne (bo zazwyczaj samce się ranią). Wiadomo jak to z ludźmi - dzida w brzuch i po zawodach. Tutaj chyba tkwi sedno - by się rozwijać, trzeba pewne zachowania ograniczyć (jak było w przypadku mezopotamskich miast-państw - surowymi przepisami). Jeżeli się mylę, to napiszcie, bo bardzo mnie zaintrygował ten temat. Piszę na gorąco, bez żadnego przygotowania merytorycznego, by myśl nie uleciała.
Wątek zamieszczam w dziale "Filozofia i światopogląd", bo jakoś mi nie pasuje do "Społeczeństwa i kraju" (choć sprawa dotyczy społeczeństwa. Nie piszę w "Nauce", bo nie jestem pewien, czy mam rację. |