Nie wiem czy zgodzą się ze mną setki, tysiące czy miliony Polaków w kraju i na świecie, ale muszę wyrazić swoją opinię na temat wiary ogólnie i kościoła katolickiego domi-nującego w Polsce. Do wyrażenia tej opinii skłoniło mnie kilka ostatnich faktów społeczno-politycznych i poglądów „polityków”. Zacznę od premiera Tuska, który słuszny postulat posła Palikota oddzielenia kościoła od państwa nazwał „infantylnym antyklerykalizmem”. Błąd w zrozumieniu zjawiska lub celowa degradacja klerykalizmu i anty do poziomu dziecka. Klerykalizm – zgodnie z definicją to – „dążenie do podporządkowania duchowieństwu i kościołowi życia społecznego, polityki i kultury”. Antyklerykalizm to przeciwdziałanie temu dążeniu. Nie może być infantylny, bo do zaistnienia potrzebuje doświadczenia na bazie wiedzy, dojrzałości politycznej i odwagi. Nie można go więc nazwać dziecięcym. Wiedza i dojrzałość są konieczne jak zawsze ale odwaga niestety staniała. Mamy szczęście żyć w krę-gu kulturowym, który za cenę tysięcy istnień wywalczył sobie komfort jawności bycia innym w każdej sferze z wiarą w Boga włącznie. Antyklerykalizm to nie kwestia bycia innym. To kwestia wyboru cywilnego porządku społecznego. Opowiadanie się za jakimś systemem rzą-dzenia, który przeciwdziała klerykalizmowi to nie walka z Bogiem i ludźmi w niego wierzą-cymi. Razi mnie demonstrowanie osobistych preferencji - każdych. Umiar w tym względzie, jest miernikiem kultury osobistej. Katolicyzm może być infantylny. Znam osobiście i ze słyszenia oraz cenię wielu wy-bitnych ludzi, którzy trwają w infantylnym katolicyzmie. Wierzę w prawdziwość ich wiary w odróżnieniu od polskich pseudo polityków i jednocześnie wojujących katolików na pokaz aby wygrywać walkę o dostęp do „koryta”. Kwestionuję prawdziwość wiary u niektórych hierarchów kościoła widząc ich zachowania i słysząc opinię o ludziach skompromitowanych rozwiązłością, przestępczą pazernością i arogancją a więc zaprzeczeniem głoszonych zasad. Rozumiem i nie mam za złe starczego zdziecinnienia powodującego powrót do wiary, najczęściej ze strachu przed śmiercią i wspomnieniami piekła, którym straszono ich w dzieciństwie. Znam i pogardzam tymi, którzy „odzyskali” wiarę po pozbyciu się strachu o karierę i pieniądze. W sprawach Boga ludzkość od zarania dzieli się na dwie wierzące części. Pierwsza zdecydowanie większa, ale topniejąca dzięki oświacie i nauce, to ludzie wierzący w jego istnienie i moc. Druga stosunkowo mała, ale szybko rosnąca dzięki tejże oświacie i nauce, to ludzie wierzący w mit Boga. Dzieci na całym świecie i ja w dzieciństwie wierzą w baśnie i religijne mity podobne do baśni usłyszane najczęściej od rodziców i dziadków - jest to normalne. W miarę dora-stania przestajemy wierzyć w bajki, bo tracimy z nimi kontakt. Religijne mity są niestety uwiarygodniane ciągłą indoktrynacją w domu, szkole, kościele a dziś począwszy od przed-szkola. Biorąc powyższe pod uwagę można usprawiedliwiać termin infantylnego katolicyzmu. Należy jednak zdawać sobie sprawę z istnienia wyrachowanego, groźnego społecznie kato-licyzmu dyspozycyjnego i umieć rozpoznawać jego wyznawców i propagandystów. Przykładem decydent Kropiwnicki, który nie bacząc na szkody społeczne funduje kościołowi dodatkowe święto kościelne zaaprobowane przez większość pro kościelnego parlamentu. Szanuję i cenię ludzi myślących i wierzących w Boga i podobnych wierzących w mit Boga, do których sam się zaliczam. W obu grupach szanuję i cenię wyłącznie rozumnych, prawych, skromnych i dyskretnych. Kierując się tym probierzem nie akceptuję każdego klery-kalizmu żerującego na naiwności wierzących niezdolnych do zrozumienia różnicy pomiędzy wiarą w Boga i wiarą w jego samozwańczych przedstawicieli niezależnie od religii. Szanuję wierzących w Boga tak długo jak długo wiara ograniczająca zdolność racjonalnego myślenia nie pozbawi ich tej zdolności. Racjonalne myślenie i odwaga powinny wystarczyć do potępie-nia obyczajowych bezeceństw, pazerności i arogancji wielu hierarchów na wszystkich szcze-blach władzy kościelnej. Sowicie opłacana, za pośrednictwo pomiędzy Bogiem a jego wyz-nawcą, hierarchia nie wykazuje skuteczności modłów o ochronę, obronę i pomoc Wszech-mocnego o czym świadczą klęski żywiołowe i katastrofy, w których giną wierni i czasami hierarchowie. Ostatnie przykłady powodzi, katastrof i codziennych wypadków drogowych świadczą o tym, że albo Wszechmocny nie słyszy modłów ultrakatolickiego narodu, albo traktuje je jako nieszczere lub niewystarczające, albo ofiary zasługiwały na karę najsurowszą tłumaczoną po fakcie przez pośredników jako najwyższą nagrodę. Spotkanie z Bogiem. Prze-ciw tej nagrodzie jawnie protestują pseudo wierzący negując dogmat o woli Boskiej. Oskarżając premierów Putina i Tuska o zabicie „najwybitniejszego prezydenta”, „najwierniej-szego wyznawcę katolicyzmu” dają świadectwo prawdzie, że nie tylko siły przyrody ale i lu-dzie mogą być mocniejsi od Wszechmocnego. Zrozumiały jest smutek i rozpacz po stracie bliskiej osoby ale widząc pokazową i przydługą rozpacz trudno uwierzyć w szczerość wiary u większości rozpaczających. Najbardziej obłudnym i zakłamanym jest prezes PiS, katolik, z którego aż kapie gorycz, nie za utraconym bratem ale za utraconym ostatnim wpływem na rządzenie za pośrednictwem zmarłego dyspozycyjnego prezydenta-brata. Usprawiedliwiając infantylny katolicyzm demonstrowany przez większość rządzących Polską pseudo elit politycznych na czele z nowo wybranym prezydentem z niesmakiem oglą-dam i słucham cywilnych ślubowań kończonych prośbą o pomoc Boga. Jako wyborca mam prawo oczekiwać, że wiedzę i kompetencje wybranego uznałem za wystarczające do wypeł-niania obowiązków ku chwale ojczyzny i pomyślności jej obywateli. Mierna, społeczna ocena pracy i wyników świadczy o odmowie pomocy albo braku pomocodawcy. Racja stanu, powaga urzędu i przede wszystkim szacunek dla różnorodności wybor-ców wymaga taktu dyskrecji. Podkreślanie każdych akceptowalnych preferencji jest, moim zdaniem, niestosowne i niesmaczne. Akceptacji klerykalizmu i pomocy w szerzeniu uspra-wiedliwiać nie można bo szkodzi rządzącym i społeczeństwu, przeczy demokracji i prawo-rządności. Jednostronnie korzystny dla kościoła katolickiego konkordat, krzyże w przestrzeni publicznej, religia w przedszkolach i szkołach, kaplice w wojsku, policji i pozostałych służ-bach mundurowych, w pałacu prezydenckim, to polityczne zdobycze polskiego klerykalizmu. Koszty tych kaplic, płace armii katechetów i kapelanów, emerytury księży obciążają budżet. Zmniejszają kwoty potrzebne dla zaspokojenia innych ważnych społecznie celów. Komisja majątkowa to przykład polskiego klerykalizmu kryminalnego, na który go-dzili się wszyscy dotychczasowi rządzący i premier obecnego rządu. Kryminalna działalność komisji była znana i sygnalizowana od kilkunastu lat, ale nikt nie miał odwagi sprawdzać sygnałów co dopiero karać świętych krów. Komisja majątkowa to skandal mający tysiąc lat. Historia uczy, że majątek kościoła to wymuszone darowizny. Bezprawne konfiskaty dóbr innych wyznań na rzecz kościoła katolickiego. Setki lat dziesięciny od jedynych, którzy ciężką pracą przysparzali dóbr krajowi. To wreszcie nagrody dla zdrajców w sutannach od najeźdźców, zaborców i okupantów. Darczyńcy królowie i książęta dawali kościołowi, bo musieli. Dawali tym łatwiej, że dawali nie swoje - tak jak dają to obecni „baronowie” gminni, powiatowi i wojewódzcy, aby zdobyć lub utrzymać wprawdzie iluzję władzy, ale realny dostęp do koryta. Tak jak dają to posłowie zatwierdzający budżet z dotacjami dla kościoła w obawie, że księża zaagitują wiernych przeciwko nim w wyborach. Widok pseudo obrońców krzyża pod pałacem prezydenckim powinien uspokoić „wybrańców narodu”. Był to wprawdzie zdyscyplinowany elektorat PiS-u, ale wiekowy, tępy i odchodzący. Ostatnio wysłuchałem opinii posła PO Niesiołowskiego na temat postulatów posła PO Palikota dotyczących oddzielenia kościoła od państwa. Poseł Palikot nie walczy z kościołem tylko wzywa do walki z katolickim klerykalizmem w imieniu i dla dobra kraju. Poseł Niesiołowski staje w obronie klerykalizmu dla dobra kościoła nie bacząc na szkody dla kraju. Mimo sympatii muszę protestować słuchając jak wykształcony, względnie mądry i już nie młody człowiek zamiast pielęgnować swój infantylny katolicyzm staje się propagandystą kościoła katolickiego przypisując mu zasługi, których nie ma. Uniwersalną moralność ludzkości przypisuje 2000-letniemu chrześcijaństwu zapominając, że ludzkość liczy sobie kilkanaście tysięcy lat. I że od zarania kierowała się jakąś uniwersalną moralnością zanim została uszczęśliwiona w niewielkiej części moralnością nazwaną bezpodstawnie chrześci-jańską. Nazywanie katolicyzmu religią miłości to szczyt zakłamania w obliczu faktów tysięcy morderstw, gwałtów i rozbojów. Tortur inkwizycji. Jak można nazywać miłością metody „przekonywania” wierzących w Boga Słowian, tylko dlatego, że Go nazywali Światowidem i przedstawiali jako drewnianą rzeźbę. Dlaczego mordowano ich nie za brak wiary tylko za inny symbol? Krzyż to też wyłącznie symbol Boga umieszczany bezpodstawnie i na siłę w przestrzeni publicznej zróżnicowanej światopoglądowo. Jak można nazwać miłością zabieranie słabszym i biednym dorobku ich ciężkiej pracy a tym była przez setki lat dziesięci-na? Gdzie jest religia miłości i katolicka moralność u tysięcy księży pedofilów ujawniana ostatnio na całym świecie? Na te pytania niech sobie odpowie poseł Niesiołowski i jemu podobni apologeci i obrońcy klerykalizmu. Jestem już starym człowiekiem. Nie marzy mi się żadna kariera. Wyrażam swoje zdanie nie dlatego aby się przypodobać komukolwiek, ale aby pomóc przekonać niezdecydo-wanych do poparcia tego spontanicznego ruchu odnowy. Szansy Polaków stania się równymi wśód mądrych przed szkodą. Wierzę, że zainicjowany przez posła Palikota ruch Nowoczesna Polska nie wynika z chęci zdobycia popularności bo jest wystarczająco popularny. Nie wyni-ka również z chęci wzbogacenia się bo jako jedyny pracuje w sejmie społecznie. Wierzę, że ten ruch odnowy obroni się przed zmasowanym atakiem obrońców klerykalizmu, dewotek, bigotów i fanatyków. Mam tylko jedno pragnienie - dożyć czasu gdy Polska stanie się znaczącym, mądrym i nowoczesnym składnikiem Europy. Tego życzę sobie, inicjatorowi, ruchowi i Polsce.
Waldemar B. Gąssowski
Delray Beach, Floryda, 6 października 2010
|