 |
Reforma systemu emerytalnego Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Gospodarka i ekonomia
| Napisano | Autor | Tytuł | | 05-01-2011 12:40 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Reforma systemu emerytalnego
4 na 8 | Ni z tego, ni z owego rząd wziął się za reformę systemu emerytalnego. Póki co sprowadza się to do przesunięcia większości kasy gromadzonej przez OFE do bezdennej kiesy ZUS-u. Rozpoczęła się także reforma polskiego kolejnictwa. Póki co sprowadza się do wymiany prezesów spółek kolejowych.
Nagle dotarło do mnie, że od 1989 roku trwają w Polsce bezustanne reformy. Kolejne rządy poprawiają coś po poprzednich albo same po sobie. Co w tym procesie reformatorskim uderza, to fakt, że żaden rząd, żaden parlament nie jest w stanie od ponad dwudziestu lat wypracować czegoś, co nie wymagałoby reformowania przy okazji przejęcia władzy przez kolejną ekipę.
Infrastruktury transportowej nie ma, służba zdrowia leży, szkolnictwo rodem z XIX wieku, krajowy przemysł wytwórczy zlikwidowany, zarządzanie finansami państwa na poziomie przeciętnego Kowalskiego zarabiającego 1500 PLN brutto, za to z kredytami na mieszkanie, samochód, telewizor i pożyczką w Providencie...
Między końcem I Wojny Światowej i początkiem II WŚ też minęło 20 lat, ale jakoś tamten okres jawi się jako rządy geniuszy w porównaniu z rządami "postkomuchów" i "postsolidaruchów" od 1989 roku. Po ponad 150 latach nieistnienia państwa polskiego udało się to państwo stworzyć od nowa i rozkręcić jego działalność. Mam wrażenie, że po 1989 roku jedyne co się rządzącym udało, to zlikwidować państwo i sprowadzić jego działalność do wspomnianego na wstępie procesu bezustannych, bezsensownych i beznadziejnych reform.
Gonimy "Zachód" czy gonimy w piętkę? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| stilgar (7322 punktów) |
>Między końcem I Wojny Światowej i początkiem II WŚ też minęło 20 lat, ale jakoś tamten okres jawi >się jako rządy geniuszy w porównaniu z rządami "postkomuchów" i "postsolidaruchów" od 1989 roku.
Bo wtedy nikt sie ludzi nie pytał o zdanie, tylko władza robiła co uważała, żeby odbudować kraj. Ludzie też byli za bardzo zmęczeni wojną, żeby protestować.
Teraz jak na razie, to władza robi wszystko, żeby sie przy władzy utrzymać...
>Po >ponad 150 latach nieistnienia państwa polskiego udało się to państwo stworzyć od nowa i rozkręcić >jego działalność.
Jakich 150 latach nieistnienia? Państwo nie istniało najpierw 7 lat ( 1795-1807 ), a potem 51 ( 1867-1918, chociaż też nie do końca, pewna odrębność dalej była). Może nie było niezależne, ale wbrew temu co sie naucza w szkołach, Polska nie zniknęła z mapy Europy na 123 lata...
|
|
 | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Bo wtedy nikt sie ludzi nie pytał o zdanie, tylko władza robiła co uważała, żeby odbudować kraj. A od 1989 roku władza robi co uważa. Kropka. Odbudowa kraju/państwa już władzy nie interesuje, bo kraj/państwo istnieje.
Co do istnienia państwa polskiego, to jeśli uważasz, że Księstwo Warszawskie, Wielkie Księstwo Poznańskie, Galicja albo Wolne Miasto Kraków są synonimami państwa polskiego, to nie mamy o czym dyskutować.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
|  | 1 na 1 | stilgar (7322 punktów) |
> Co do istnienia państwa polskiego, to jeśli uważasz, że Księstwo Warszawskie, Wielkie Księstwo Poznańskie, Galicja albo Wolne Miasto Kraków są synonimami państwa polskiego, to nie mamy o czym dyskutować.[/color]Dlaczego nie wymieniłeś Królestwa Polskiego ?
|
|
| |  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > >Co do istnienia państwa polskiego, to jeśli uważasz, że Księstwo Warszawskie, Wielkie Księstwo Poznańskie, Galicja albo Wolne Miasto Kraków są synonimami państwa polskiego, to nie mamy o czym dyskutować.> Dlaczego nie wymieniłeś Królestwa Polskiego ?A przepraszam, pisałem z pamięci. Faktycznie, było jeszcze kolejne pseudo państwo polskie.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
| | |  | | stilgar (7322 punktów) |
> >Dlaczego nie wymieniłeś Królestwa Polskiego ?> A przepraszam, pisałem z pamięci. Faktycznie, było jeszcze kolejne pseudo państwo polskie.A co to jest pseudopaństwo? Czy Litwę będącą w unii personalnej z Polską też tak nazwiesz? Królestwo Polskie było normalnym państwem, zależnym w wielu aspektach od Rosji, ale jednak. Równie dobrze można mówić, że teraz Polska jest pseudopaństwem, bo jest w UE (albo jeszcze lepiej, że PRL nie był niepodległym państwem...).
|
|
 | | pyton357 (125 punktów) |
> Bo wtedy nikt sie ludzi nie pytał o zdanie, tylko władza robiła co uważała, żeby odbudować kraj. Ludzie też byli za bardzo zmęczeni wojną, żeby protestować.> Teraz jak na razie, to władza robi wszystko, żeby sie przy władzy utrzymać...> Jakich 150 latach nieistnienia? Państwo nie istniało najpierw 7 lat ( 1795-1807 ),Ciekawy wynik= 7 lat, nie 12 lat, pewno politycy i eksperci gospodarczy liczą podobnie, oni odejmują, a nam wmawia się że nam urosło tyle że w ZUS-ie, i nie konto a zadłużenie, i to my się zadłużyliśmy, więc naszym psim obowiązkiem jest go sobie samemu spłacić. Wręcz genialne szaleństwo, bo nikt nawet nie protestuje, zróbmy kolejny dzień świąt Dzień św. ZUS-a, oczywiście do odpracowania. > a potemczyli po długiej przerwie śniadaniowej  > 51 ( 1867-1918, chociaż też nie do końca, pewna odrębność dalej była). Może nie było niezależne, ale wbrew temu co sie naucza w szkołach, Polska nie zniknęła z mapy Europy na 123 lata...A w ogóle jakie to ma znaczenie dla pomysłu z OFE? Pozdrawiam wszystkich sympatyków Rządu Jaśnie Zaciemnionej RP.
|
|
3 na 5 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | > Między końcem I Wojny Światowej i początkiem II WŚ też minęło 20 lat, ale jakoś tamten okres jawi ię jako rządy geniuszy w porównaniu z rządami "postkomuchów" i "postsolidaruchów" od 1989 rokuCzłowieku, na takie dictum można odpowiedzieć tylko odesłaniem do podręczników historii. Masz prawo mieć osobiste odczucia, ale daruj sobie fantazjowanie o przeszłości. Sprawdź sobie jak wyglądał ówczesny parlamentaryzm przed zamachem majowym, np. jak często zmieniały się rządy, zwróć uwagę na rolę dyktatury, zbilansuj sobie niewykorzystane szanse i często marnowanie potencjału odziedziczonego po zaborcach. Tak, Kwiatkowski był człowiekiem wielkiego formatu, a Gdynia była dużym osiągnięciem, ale nie bez kozery Słonimski wymyślił sobie do felietonów skrót PŻGSR ("Pomimo, że Gdynia się rozwija"). Kwiatkowski był też osamotniony, był zwalczany, a takie pojedyncze jasne punkty to trochę mało, żeby budować sobie tę wizję Raju Utraconego. Ówczesne władze nie były bynajmniej bardziej sprawne od obecnych. A jeśli chcesz dowiedzieć się dlaczego ni stąd ni zowąd "rząd wziął się za reformę systemu emerytalnego", i zanim zaczniesz powielać nieprawdziwe mity na ten temat, przeczytaj ze zrozumieniem przynajmniej ten tekst: wyborcza.p(*)__Dlaczego_zmieniamy_OFE_.htmlBoni nie musi mieć 100% racji i na pewno będą poważne głosy polemiczne wobec jego widzenia sprawy, ale żeby mieć podstawy do wypowiadania opinii warto wiedzieć o czym się mówi.
|
|
 | 1 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | Człowieku, w takim razie sprawy się mają jeszcze gorzej niż myślałem. Nie dość, że ostatnie 20 lat, to okres zmarnowanych szans i pozorowanych reform, ale nawet budowa państwa w okresie 20-lecia międzywojennego, to mit i te wszystkie Gdynie, COP-y i reforma finansów Grabskiego, to tylko propaganda.
A jeśli chcesz wiedzieć skąd wzięła się "reforma" emerytalna, to po przeczytaniu agitki Boniego zastanów się dlaczego przy okazji tej "reformy" mówi się tyle o zmniejszaniu deficytu budżetowego. Ta pseudo reforma nie zmienia faktu, że przy ustanawianiu OFE nie wzięto pod uwagę skąd wziąć pieniądze na zasilenie ZUS-u o pieniądze, które lądują w OFE a nie w ZUS-ie. Ilość emerytów nie spada, spada ilość pracujących, którzy na dodatek część swoich pieniędzy już nie przekazują do ZUS-u, ale do OFE. Rozumiesz, człowieku?
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
|  | | lukaszewicz (5674 punktów) | > Ta pseudo reforma nie zmienia faktu, ...
To, że "pseudo reforma" nie zmienia jakiegoś faktu nie oznacza, że nie należy jej wprowadzić.
|
|
|  | 5 na 7 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >nawet budowa państwa w okresie 20-lecia międzywojennego, to mit
Nie, niekoniecznie "mit", ale też nic co miałoby nas teraz wpędzać w kompleksy.
>i te wszystkie Gdynie, COP-y i reforma finansów Grabskiego
O Gdyni pisałem. COP to tylko trzy ostatnie lata II RP, wydatki zabijające inne inwestycje (60% budżetu inwestycyjnego) i owszem, kilka fabryk i trochę infrastruktury -- trochę jednak za mało, żeby zrównoważyć zapóźnienie wcześniejszych prawie dwudziestu lat. To był dość rozpaczliwy rzut na taśmę w wykonaniu tych nielicznych którzy widzieli jak zaczynamy odstawać od reszty Europy, a nie jakieś świadectwo wspaniałości II RP. Reformę finansów Grabskiego możesz porównać co do znaczenia i rozmiaru przeprowadzonych prac z reformą Balcerowicza i porównanie wypadnie korzystnie dla Balcerowicza.
>A jeśli chcesz wiedzieć skąd wzięła się "reforma" emerytalna, to po przeczytaniu agitki Boniego
Może po prostu trochę się uspokój. Niezależnie od poglądów. Dobrze ci to zrobi.
Po pierwsze, ani Boni nie ukrywa że chodzi o domknięcie bieżących budżetów, ani nikt myślący nie ma co do tego wątpliwości. Po drugie, jeszcze nie spotkałem się z kimś poza tobą, kto by to jedno posunięcie nazywał "reformą", więc ironizowanie o "pseudo-reformie" jest trochę na wyrost. Po trzecie, gdybyś przeczytał ten tekst, zauważyłbyś, że Boni otwarcie mówi o "dramatycznym posunięciu" w złej sytuacji finansów publicznych i kupowaniu czasu przez przerzucenie obciążeń związanych z OFE w przyszłość. Można tę decyzję krytykować, ale może jednak podając rzeczowe argumenty, a nie te mało przekonujące płacze nad tym jak to ze wszystkim jest źle, a WTEDY jakże było wspaniale. Ani teraz nie jest aż tak źle, ani wtedy nie było aż tak wspaniale.
|
|
| |  | 1 na 1 | lukaszewicz (5674 punktów) | |
|
3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) | > Gonimy "Zachód" czy gonimy w piętkę?Wydaje mi się, że to drugie. Jakość państwa zależy od jakości edukacji w państwie, a z tym to kiepska sprawa. Światowe rankingi uczelniane - daleko Polski szukać. Spada jakość edukacji, coraz gorzej wykształceni nauczyciele uczą młodych obywateli z których jakaś część będzie nauczycielami jeszcze gorzej wykształconymi itd. Powstaje pętla edukacyjna z której ciężko wyjść. Czy może być dobrze w państwie, gdzie dyskryminuje się różne grupy społeczne? Gdzie za każdym rogiem ulicy widzi się mordercę żyda? Gdzie mamy podział na "prawdziwych" Polaków i tych "bez czci i wiary"? Oglądając "Wiadomości", "Informacje", "Fakty" itp. oraz przeglądając portale informacyjne czuję się jakbym zaglądał namiętnie do "Pudelka". Czasami się zastanawiam, czy mieszkam w kraju demokratycznym, czy jednak jest to idiokracja. Sytuacja sprzed kilku dni: W szkole (publicznej) mojej dużo młodszej siostry nauczycielka od Wychowania fizycznego zabrania nosić innych wisiorków jak krzyżyki, bo będą opętane przez diabła i tym którzy takie coś nosili powinno się egzorcyzmy odprawiać. Przez całe dwie godziny lekcyjne czytała "Pamiętniki siostry Faustyny". Dzieciak do domu zestresowany wrócił. Możliwe, że to ewenement, ale i tak ręce opadają, bo takie "coś" ma miejsce. Panią nauczyciel powinien chyba specjalista przebadać. Liczyć tylko można, że się pani pogorszy i kogoś nowego zatrudnią. Byłem w szkole poinformować o tym dyrektora, zero reakcji. Jeśli tak mają wyglądać lekcje W-Fu to ja już nic nie mam do dodania. Pozdrawiam
|
|
 | 5 na 5 | liliac (147341 punktów) | > W szkole (publicznej) mojej dużo młodszej siostry nauczycielka od Wychowania fizycznego zabrania nosić innych wisiorków jak krzyżyki, bo będą opętane przez diabła i tym którzy takie coś nosili powinno się egzorcyzmy odprawiać. Przez całe dwie godziny lekcyjne czytała "Pamiętniki siostry Faustyny". Dzieciak do domu zestresowany wrócił.> Możliwe, że to ewenement, ale i tak ręce opadają, bo takie "coś" ma miejsce.Chyba nie ewenement (chyba żeś z Gdańska?  )- w szkole, w której uczy moja matka, WF-istka tłumaczyła dzieciom, że czytanie "Harrego Pottera" doprowadza do opętania tudzież choroby psychicznej. Opowiadała ponadto niejednokrotnie, iż zawarte w tym zlowrogim utworze literackim zaklęcia działają naprawdę  Może to taki charakterystyczny typ mentalności? Trzeba by na większej próbie WF-istek spróbować ocenić
|
|
|  | 3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) | Być może statystyki coś pokażą.  Choć jak o czymś się słyszy, to nie robi wrażenia, ale spotkać się osobiście z taką sytuacją, to jednak nerw karaluch potrafi skubnąć. Czyżby w polskiej edukacji byli tajni agenci irańskich ajatollahów? Może nauczyciele W-Fu uznają, że Piłka Nożna jest wytworem szatana.  Pozdrawiam
|
|
 | 1 na 1 | Grzegorz (5685 punktów) | >W szkole (publicznej) mojej dużo młodszej siostry nauczycielka od Wychowania fizycznego (...) przez całe dwie godziny lekcyjne czytała "Pamiętniki siostry Faustyny". Jak zrozumiałem było to robione na lekcji WF-u, nie religii? Proponuję przy najbliższej okazji zadać parę pytań dyrektorce - pierwsze o program nauczania WF-u, a następne czy i jak się do tego programu czytanie na lekcji pamiętników siostry Faustyny.
|
|
|  | | pyton357 (125 punktów) | > >W szkole (publicznej) mojej dużo młodszej siostry nauczycielka od Wychowania fizycznego (...) przez całe dwie godziny lekcyjne czytała "Pamiętniki siostry Faustyny".> Jak zrozumiałem było to robione na lekcji WF-u, nie religii?> Proponuję przy najbliższej okazji zadać parę pytań dyrektorce - pierwsze o program nauczania WF-u, a następne czy i jak się do tego programu czytanie na lekcji pamiętników siostry Faustyny.Może to nowa alternatywa dla Red Bula, rozwój ciała i umysłu i ducha
|
|
1 na 1 | spellbinder (8577 punktów) | Problem polega na tym, że tutaj mamy do czynienia z setkami pomysłów wdrażanymi przez setki różnych osób. Co kilka lat się zmieniają, zarówno ludzie, jak i ich pomysły - a co to jest te kilka lat w skali kraju? Nic. Zmiany wymagają często dekad, dlatego też ten zabawny system zwany "demokracją" w wypadku Polski się nie sprawdzi - zbyt dużo trzeba tutaj naprawiać.
|
|
 | 3 na 3 | DEmonizer (4893 punktów) | > Problem polega na tym, że tutaj mamy do czynienia z setkami pomysłów wdrażanymi przez setki różnych osób. Co kilka lat się zmieniają, zarówno ludzie, jak i ich pomysły - a co to jest te kilka lat w skali kraju? Nic. Zmiany wymagają często dekad, dlatego też ten zabawny system zwany "demokracją" w wypadku Polski się nie sprawdzi - zbyt dużo trzeba tutaj naprawiać.Zgadzam się. Sposób myślenia w naszej "demokracji": Naprawmy to, co jest zbyt mocno odczuwalną przeszkodą dla życia obywateli, a tego, co jeszcze jest znośne lepiej nie ruszać, niechaj następni coś z tym zrobią. Brak planu na to , jak kraj ma wyglądać za "x" lat. Jaki byłby najlepszy rodzaj demokracji dla nas, aby z tym bagażem jaki jest teraz dało się w miarę sprawnie uporać? To jaka jest konstytucja, jakie określenie obywatela danego kraju ma wpływ na odbiór demokracji. Uważam za ważne pytanie: Jak pogodzić kapitalizm i konsumpcjonizm z ochroną środowiska? Sądzę, że przyszła odpowiedź na to pytanie, określi jaka będzie demokracja i czy w ogóle nią będzie. W moim otoczeniu tworzy się "dyskusja" między demokracją kapitalistyczną (największy zysk), a demokracją obywatelską (głównym centrum jest człowiek). Ludzie chcą zmian, duszą się, czują zmęczenie tempem, nadmiarem informacji, po części przez to się fundamentalizują, tak jakby to była odpowiedź na niezwracanie uwagi na przeciążenie rzeczywistością. Wydaje mi się, że idzie "coś nowego", tylko jakie to będzie trudno określić. Wszystko zależy od przyszłych decyzji istotnych jednostek, od manipulacji podatnymi tłumami, jak np rewolucja w Iranie. Sporo o pewnych zjawiskach mówi Gilles Kepel w "Zemście Boga". Może trochę w innym kontekście, ale są analogie. Wydaje mi się, że system emerytalny będzie trudny do odbudowy w aktualnym typie. Jaki byłby lepszy, nie wiem. Ale nadprodukcja nowych Polaków nie jest rozwiązaniem, gdyż destabilizuje demografię kraju ze względu na rynek pracy. Czy Polska wytworzy miejsca pracy dla tych przyszłych ludzi, aby ratowali system emerytalny? Wahania od normy mogą być niebezpieczne, można spojrzeć na problem demograficzny Chin, państw arabskich. Dobrym rozwiązaniem długoterminowym jest równowaga pokoleniowa z w naszym przypadku lekką zwyżką urodzeń. Powoli też zaczynam negatywnie myśleć o giełdzie w aktualnej wersji, jest także podatna na wahania oraz może niszczyć gospodarki państw, działają tutaj efekty motyla w chaotycznych i układach dynamicznych. Spekulacja w Japonii może wpływać na amerykańską gospodarkę. Tu tkwi jakieś ryzyko. Nawet ryzyko konfliktów. Tworzy się pytanie, czym może być "wioska globalna" i czy w ogóle ma sens. Czekam na książkę:Johna C. Bogle "Dość. Prawdziwe miary pieniądza, biznesu i życia" Może większej nabiorę wyobraźni aktualności i wiedzy w temacie. Pytanie o to, jaka powinna być Polska, wiąże się z pytaniem o jakość globalną. Unikanie problemów, zamiatanie ich pod dywan, nie jest genialnym rozwiązaniem. A jeszcze brak umiejętności prowadzenia politycznego dialogu ... Hmm ... Jakiego dialogu ... Modlitwy do boga i większe datki na tacę - efekty ... cóż ...  Choć nasi politycy może i liczą na bożą dłoń ... (po zielone wyciągniętą wygłodniale)  Pozdrawiam
|
|
|  | 1 na 1 | DEmonizer (4893 punktów) | Oczywiście są to moje luźne wnioskowania. Mogą być omylne i jeśli takie są, to proszę o przykłady. Krytyka nakręca dobre pomysły, bo przynajmniej pracę neuronalną wymusza. Pozdrawiam
|
|
|  | | DEmonizer (4893 punktów) | > działają tutaj efekty motyla w chaotycznych i układach dynamicznych.Chciałem napisać: działają tutaj efekty motyla w chaotycznych i dynamicznych układach. Pardon
|
|
|  | 1 na 1 | KarolG (2892 punktów) | >Uważam za ważne pytanie: >Jak pogodzić kapitalizm i konsumpcjonizm z ochroną środowiska? Też tak uważam. Ostatnio przeczytałem, że gdyby wszyscy ludzie zaczęli prowadzić zachodni styl życia, to środowisko naturalne by tego nie wytrzymało. Niestety chyba to jest prawda, a to świadczy, że Ziemia już jest przeludniona. Z drugiej strony ludzie tacy jak Terlikowski krzyczą w TokFM, że system emerytalny powinien być oparty na solidarności pokoleń. Fajnie, ale to chyba wymaga ciągłego wzrostu wynagrodzeń lub dodatniego przyrostu naturalnego. Ciągły wzrost wynagrodzeń powyżej wskaźnika inflacji doprowadzi w końcu do spadku konkurencyjności i recesji, a przyrost naturalny wyczerpie zasoby środowiska, pomijając już to, że ci wszyscy ludzie musieliby mieć zatrudnienie żeby mogli wypracować dochód (o czym wspomniałeś). Cała Europa, ze swoim przywiązaniem do państwa opiekuńczego, będzie miała poważny problem. Demokracja jest systemem lepszym niż dyktatura, bo ta rzadko bywa "oświecona", ale mechanizmy podejmowania decyzji i zarządzania w naszej demokracji nadają się do remontu.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| |  | 1 na 3 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Też tak uważam. Ostatnio przeczytałem, że gdyby wszyscy ludzie zaczęli prowadzić zachodni styl życia, to środowisko naturalne by tego nie wytrzymało
Przede wszystkim, już teraz nie ma na świecie zasobów naturalnych które by na coś takiego pozwalały. Żeby wszyscy mogli prowadzić zachodni styl życia (ciągły wzrost produkcji i konsumpcji wciąż nowych towarów i usług), potrzebne byłyby trzy takie planety jak Ziemia.
|
|
| | |  | | KarolG (2892 punktów) | > Przede wszystkim, już teraz nie ma na świecie zasobów naturalnych które by na coś takiego pozwalały.Dokładnie o to mi chodziło, gdy pisałem, że środowisko by tego nie wytrzymało. Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłem 
Thank God, I'm an atheist
|
|
| |  | | DyktaFon (9281 punktów) | >Demokracja jest systemem lepszym niż dyktatura, bo ta rzadko bywa "oświecona", ale mechanizmy podejmowania decyzji i zarządzania w naszej demokracji nadają się do remontu.
Dyktatura rzadko bywa.... a demokracja nigdy nie bywa. Niestety...
A jak wyobrażasz sobie remont demokracji? Przez wystrzelanie części społeczeństwa, która głosuje inaczej niż Ty?
|
|
| | |  | | KarolG (2892 punktów) | >Dyktatura rzadko bywa.... a demokracja nigdy nie bywa. Niestety... Pozwolę sobie mieć odmienną opinię. >A jak wyobrażasz sobie remont demokracji? Przez wystrzelanie części społeczeństwa, która głosuje inaczej niż Ty? To by się równało dyktaturze. Chyba się nie rozumiemy. Przez remont demokracji rozumiem wypracowanie nowych mechanizmów podejmowania decyzji i zarządzania w ramach demokracji. Oczywistym jest, że nie wiem jak to zrobić, ale to jeszcze nie znaczy, że nie powinienem mówić o potrzebie zmian.
Thank God, I'm an atheist
|
|
| | | |  | 1 na 1 | pyton357 (125 punktów) | >>A jak wyobrażasz sobie remont demokracji? Przez wystrzelanie części społeczeństwa, która głosuje inaczej niż Ty? >To by się równało dyktaturze. Chyba się nie rozumiemy. Przez remont demokracji rozumiem wypracowanie nowych mechanizmów podejmowania decyzji i zarządzania w ramach demokracji. Oczywistym jest, że nie wiem jak to zrobić, ale to jeszcze nie znaczy, że nie powinienem mówić o potrzebie zmian. Nie wiem jaką demokrację macie na uwadze, bo ta obowiązująca w naszym kraju to parlamentarna i niczym nie różni się od dyktatury mniejszości nad resztą. Jest szansa w demokracji bezpośredniej jak Szwajcarii. I problem rządzenia z głowy, nie partia, nie parlament a cały naród decyduje w swoich sprawach. Reprezentacja (rząd)zaś jest czynem społecznym a nie zawodem.
|
|
|  | 3 na 5 | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >Jaki byłby najlepszy rodzaj demokracji dla nas, aby z tym bagażem jaki jest teraz dało się w miarę sprawnie uporać?
To tak naprawdę nie ma specjalnego znaczenia. Pytanie brzmi: jaki poziom świadomości obywatelskiej musimy osiągnąć, zanim nasze państwo zacznie w miarę sprawnie działać? Klasa polityczna to nic więcej niż emanacja ogólnej publiki, a ramy instytucjonalne dowolnego systemu politycznego wypełnia treścią praktyka działania wszystkich obywateli.
|
|
| |  | 1 na 1 | pyton357 (125 punktów) | >Klasa polityczna to nic więcej niż emanacja ogólnej publiki, a ramy instytucjonalne dowolnego systemu politycznego wypełnia treścią praktyka działania wszystkich obywateli.
Ja się pod tym nie podpisuję, to raczej wybiórcza polityka małych grup interesów.
|
|
| | |  | | Grzegorz Staniak (2145 punktów) | >>Klasa polityczna to nic więcej niż emanacja ogólnej publiki, a ramy instytucjonalne dowolnego systemu politycznego wypełnia treścią praktyka działania wszystkich obywateli. >Ja się pod tym nie podpisuję, to raczej wybiórcza polityka małych grup interesów.
Biorąca się znikąd? Przecież to ci sami mali kombinatorzy których masz wszędzie wokół siebie.
|
|
|  | | homopitek (1536 punktów) | >Brak planu na to , jak kraj ma wyglądać za "x" lat.
Tego planu nie było nigdy od 1989 r. poza jednym elementem: obalić dotychczasową władzę i ustanowić własną. "Nasza władza" to jedyny realny pomysł, jaki mieli działacze polityczni w Polsce od 1989 r. Nawet obalanie socjalizmu nie odbywało się w imię jakiejś spójnej i przemyślanej wizji społecznej przyszłości. Jedynym postulatem była zmiana starego systemu na "niewiadomoco". Dominującym hasłem kandydatów do nowej władzy była "normalność". Prawie wszyscy solidarnościowcy ględzili o tej "normalności" bez ustanku, ale ich pomysły na przyszłość ograniczały się do rozpirzenia starego aparatu władzy, zwłaszcza jego części represyjnej, na której się trochę poznali. Jaki model polityczny lub gospodarczy mogli ci dyletanci wypracować? Tylko taki, w którym znajdzie się miejce dla nich i im podobnych.
W sprawach gospodarczych to już byli całkiem bezradni, ponieważ przez lata swojej opozycyjnej działalności w czasach PRL-u w ogóle się nie interesowali takimi "szczegółami".
>Jaki byłby najlepszy rodzaj demokracji dla nas, aby z tym bagażem jaki jest teraz dało się w miarę sprawnie uporać?
Żaden "rodzaj demokracji" nie wyrówna strat i utraty szans wywoływanych przez niekompetencję decydentów. Roszady organizacyjno-prawne są bezużyteczne, jeśli decydentom brakuje wiedzy własnej lub chęci i umiejętności korzystania z cudzej wiedzy. Niewiedza zawsze produkuje głupoty niezależnie od konkretnej formy organizacyjnej, w której istnieje.
Podam ci przykład dotyczący polityki imigracyjnej, ponieważ ostatnio parę razy przeczytałem w prasie wzmianki o potrzebie otwarcia się Polski na masową imigrację z krajów biedniejszych, w których jest wysoka rozrodczość, co miałoby zapewnić nam wyjście z kryzysu demograficznego (a zatem emerytalnego itp.). Na chłopski rozum to jest logiczne - przyjadą "dziecioroby" i problemy związane z kryzysem rozrodczości znikną. Problem w tym, że tak nie jest, o czym przekonały się kraje zachodnioeuropejskie. Badania demograficzne pokazały, że to nie jest rozwiązanie, ponieważ poziom rozrodczości wśród imigrantów już w drugim pokoleniu spada do poziomu tubylców z kraju docelowego, a imigranci-dzieci od razu przejmują wzorce rozrodcze panujące w nowym otoczeniu. I nie dość, ze nadal masz problemy ludnościowe, to jeszcze dochodzi ci narodowościowe, kulturowe, religijne itp. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby dzisiejsze zmiany na Zachodzie w podejściu do masowej imigrancji i związanej z nią multikulturowości były skutkiem dotarcia do polityków, że nie tędy droga. Może z czasem i nasi "geniusie" na to wpadną.
Przekonanie - podsumowując - że wystarczy pomajstrować przy formie ustrojowej i nasze problemy "same się załatwią" (jak z idiotyczną "niewidzialną ręką rynku") jest błędne. Część tych problemów wynika ze zjawisk istniejących niezależnie od naszego chciejstwa i wszystkich ideologii tego świata.
>W moim otoczeniu tworzy się "dyskusja" między demokracją kapitalistyczną >(największy zysk), a demokracją obywatelską (głównym centrum jest człowiek). >Ludzie chcą zmian, duszą się, czują zmęczenie tempem, nadmiarem informacji, po >części przez to się fundamentalizują, tak jakby to była odpowiedź na niezwracanie >uwagi na przeciążenie rzeczywistością. Wydaje mi się, że idzie "coś nowego", tylko >jakie to będzie trudno określić.
Idzie koniec ideologii nieograniczonego wzrostu. Idzie zrozumienie, że dla konkretnej sytuacji społecznej istnieje pewna granica tempa rozwoju i jego osiągalnego poziomu. Póxniej można tyrać po 25 godzin na dobę przez 8 dni w tygodniu i nie będzie więcej.
>Ale nadprodukcja nowych Polaków nie jest rozwiązaniem, gdyż destabilizuje demografię kraju ze względu na rynek pracy. Czy Polska wytworzy miejsca pracy dla tych przyszłych ludzi, aby ratowali system emerytalny? Wahania od normy mogą być niebezpieczne, można spojrzeć na problem demograficzny Chin, państw arabskich.
Nie martw się o Chiny - ich "problem demograficzny" już zaczyna przypominać nasz. Ichnie władze już zaczynają kombinować nad przeciwdziałaniem spadkowi rozrodczości, bo za dekadę będą mieli podobne problemy, co Europa. I nie martw się o miejsca pracy "dla tych przyszłych ludzi", ponieważ do "obsłużenia" większej liczby ludności potrzeba więcej "obsługujących".
Nie stosuję emoticonów
|
|
| pyton357 (125 punktów) | >[color=#330000] >Nagle dotarło do mnie, że od 1989 roku trwają w Polsce bezustanne reformy. Kolejne rządy poprawiają Ale Ci namieszali że dopiero po 22 latach do tego doszedłeś.
>coś po poprzednich albo same po sobie. Co w tym procesie reformatorskim uderza, to fakt, że żaden rząd, żaden parlament nie jest w stanie od ponad dwudziestu lat wypracować czegoś, co nie wymagałoby reformowania przy okazji przejęcia władzy przez kolejną ekipę. I, już sobie odpowiedziałeś. Każdy szanujący swój stołek polityk tak postępuje, zaczyna w pierwszej kadencji, i nie kończy przez następne. W końcu do niczego innego się nie nadaje.
|
|
 | 3 na 3 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | > Ale Ci namieszali że dopiero po 22 latach do tego doszedłeś.Bo ja rzadko jarzę  > Każdy szanujący swój stołek polityk tak postępuje, zaczyna w pierwszej kadencji, i nie kończy przez następne. W końcu do niczego innego się nie nadaje.Może się i nadaje, tyle że obecny system wyborczy nie umożliwia rozliczenia go przez wyborców za złą pracę. Jeśli jego partia wyraźnie nie ma szans na zaistnienie w następnym parlamencie, to sobie zmieni partię. Jeśli wyborcy źle go ocenią, ale jego partia wejdzie do parlamentu, to i tak może zostać posłem/senatorem, a jeśli nie zostanie, to ma szansę zostać ministrem, dyrektorem departamentu albo prezesem spółki skarbu państwa... - zły "reprezentant Narodu" zawsze ma szansę na koryto.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
-1 na 1 | rexus (2343 punktów) | Ponoć kiełbasą to już przegoniliśmy zachód.
Tusk nie jest niestety liberałem, prowadzi najgorszą z możliwych polityk, politykę zachowawczą. PO to zgraja cynicznych złodziei. Gdybym był premierem, dokonałbym 50% redukcji zatrudnienia w budżetówce, pozostałe 50% dostałoby 20% podwyżki za przejęcie funkcji tych zwolnionych, byliby zadowoleni. A budżet państwa zyskał by grube mld. Posiadając taką nadwyżkę w budżecie, pozwoliłbym sobie na gwałtowne i spektakularne obniżenie podatków, co bardzo korzystnie wpłynęłoby na psychikę przedsiębiorców i wszystkich obywateli. Wzrosłaby konsumpcja wewnętrzna i jednocześnie przyciągnęłoby to zagranicznych inwestorów, (chińscy inwestorzy zastanawiają się co w Europie można kupić za 200 mld dolarów w 2011 roku)
|
|
 | | Sobiepan (87 punktów) | Jak pamiętam przy wprowadzeniu OFE podwyższono składkę o 5%, a na wpłatę bezpośrednio do ZUS obniżono o 2,5 %, czyli OFE 7,5 %, teraz OFE ma mieć 2,5 %. Rząd nie musi pożyczać na obecne emerytury, może je dowolnie obniżać.
|
|
|  | kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Rząd nie musi pożyczać na obecne emerytury, może je dowolnie obniżać. Jeśli się nie mylę, to nigdy nie istniało coś takiego jak "emerytura minimalna" na podobieństwo "płacy minimalnej", a gdyby nawet, to takie minimum i tak byłoby w najlepszym razie ustalane na drodze ustawy. Innymi słowy - związek między ilością pieniędzy potrącanych z wynagrodzenia na ZUS czy OFE a wysokością emerytury jest ustalany przez państwo i, co gorsza, może to być mniej niż 1:1.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
| |  | | pyton357 (125 punktów) | >Jeśli się nie mylę, to nigdy nie istniało coś takiego jak "emerytura minimalna" na podobieństwo "płacy minimalnej", a gdyby nawet, to takie minimum i tak byłoby w najlepszym razie ustalane na drodze ustawy.
Istnieje, niestety, tyle że w rozporządzeniach związanych z wieloma roszczeniami pomocowymi, jako podstawa do wyliczeń, jałmużny państwowej.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Sobiepan (87 punktów) | >Jeśli się nie mylę, to nigdy nie istniało coś takiego jak "emerytura minimalna" na podobieństwo "płacy minimalnej", a gdyby nawet, to takie minimum i tak byłoby w najlepszym razie ustalane na drodze ustawy.> Przy starym systemie jest emerytura minimalna, przy nowym kapitałowym w zasadzie jej niema, trzeba przepracować 20, 25 lat, aby otrzymać minimalną emeryturę, prawdopodobnie tylko 30% obecnych będących w wieku produkcyjnym, będzie miało emeryturę większą niż minimalną. Fedakowa szykuje jakąś jałmużnę przysłowiowe 200 zł dla każdego kto skończy odpowiedni wiek (europejski unijny pomysł). Ale jeśli skasują ofe, to ludzie przejdą do szarej sfery, etat jest dobry dla tych co chcą kredyt na mieszkanie.
|
|
| | | |  | | pyton357 (125 punktów) | >Przy starym systemie jest emerytura minimalna, przy nowym kapitałowym w zasadzie jej niema, trzeba przepracować 20, 25 lat, aby otrzymać minimalną emeryturę, prawdopodobnie tylko 30% obecnych będących w wieku produkcyjnym, będzie miało emeryturę większą niż minimalną. Fedakowa szykuje jakąś jałmużnę przysłowiowe 200 zł dla każdego kto skończy odpowiedni wiek (europejski unijny pomysł). Ale jeśli skasują ofe, to ludzie przejdą do szarej sfery, etat jest dobry dla tych co chcą kredyt na mieszkanie. To tylko część prawdy, bo dotyczy wyliczeń ze składek należnych od ZUS-u. A znacznie większe możliwości daje II filar, bo opiera się na inwestycjach kapitałowych, i przy utrzymaniu zasad pozwoli na znaczne przyrosty wykładnicze sumy emerytalnej, tzw. procent składany. Powtarzam jeśli, zasady zostaną utrzymane to suma będzie rosła wykładniczo jak, odsetki od kredytów. W efekcie zadłużenie budżetu może rozmontować system gospodarczy, następstwem będzie wzrost inflacyjny cen, i to będzie dramat. Ale, jest racjonalne wyjście, natychmiastowa zmiana systemu finansowego państwa.
|
|
| | | | |  | | Sobiepan (87 punktów) | > Ale, jest racjonalne wyjście, natychmiastowa zmiana systemu finansowego państwa.> Cokolwiek zrobią politycy i tak się zawali, najłatwiej wywołać inflację. Kapitału początkowego nie obliczyła sobie chyba połowa polaków. Musi być naprawdę ciężko i dramatycznie, by ludziom powiedzieć prawdę, a rząd stał się odpowiedzialny i przestał być niańką.
|
|
| | | | | |  | | pyton357 (125 punktów) | >> Ale, jest racjonalne wyjście, natychmiastowa zmiana systemu finansowego państwa. >Cokolwiek zrobią politycy i tak się zawali, najłatwiej wywołać inflację. >Kapitału początkowego nie obliczyła sobie chyba połowa polaków. >Musi być naprawdę ciężko i dramatycznie, by ludziom powiedzieć prawdę, a rząd stał się odpowiedzialny i przestał być niańką. Ciekawe że sam domaga się niańczenia, i hołubienia, nagród, odznaczeń i finansowania bez względu na efekty swoich działań.
Skoro zgadzamy się że politycy nie rozwiązują naszych problemów to należy zastanowić się, czy nie lepiej rozwiązać parlament i zmienić ustrój na model demokracji bezpośredniej, wtedy najważniejsze decyzje będą musiały zapadać w drodze publicznych referendów, obowiązkowo z udziałem 100% uprawnionych, i absolutną większością powiedzmy 80-90% jednomyślności, powodem jest uniknięcie sytuacji zabezpieczenia interesów mniejszości, kosztem całego społeczeństwa - mam na myśli całe społeczeństwo czyli; uprawnieni dorośli z dziećmi, niepełnosprawnymi i osobami w podeszłym wieku które już nie będą w stanie podejmować logicznych decyzji.
|
|
1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >Nagle dotarło do mnie, że od 1989 roku trwają w Polsce bezustanne reformy. Kolejne rządy poprawiają >coś po poprzednich albo same po sobie. Co w tym procesie reformatorskim uderza, to fakt, że żaden >rząd, żaden parlament nie jest w stanie od ponad dwudziestu lat wypracować czegoś, co nie wymagałoby >reformowania przy okazji przejęcia władzy przez kolejną ekipę.
A czego oczekujesz po grupie kompletnych ignorantów ekonomicznych, z paroma wyjątkami (jak Balcerowicz) do tego nie mającego żadnego doświadczenia w gospodarce rynkowej? Przeglądasz czasem CVki ( i tak już mocno ulepszone) polityków? Sprawdź ilu pracowało w gospodarce rynkowej, ilu czymkolwiek zarządzało. Oni nie znaleźliby pracy nigdzie poza sektorem publicznym gdzie Rysiek, Grzesiek etc... im załatwią posadę. Smutna prawda jest taka, że Ci panowie (i panie ) nie mają pojęcia o zarządzaniu państwem. Zwykle nie mają specjalnie pojęcia o niczym. Ale jak coś kompletnie spieprzą to krzyczą, że jest to spisek polityczny, sieją dezinformację i jakoś udaje im się nabrać wyborców.
>Infrastruktury transportowej nie ma, służba zdrowia leży, szkolnictwo rodem z XIX wieku, krajowy >przemysł wytwórczy zlikwidowany, zarządzanie finansami państwa na poziomie przeciętnego Kowalskiego >zarabiającego 1500 PLN brutto, za to z kredytami na mieszkanie, samochód, telewizor i pożyczką w >Providencie...
Problem leży w społeczeństwie - w 1989 roku byliśmy bardzo naiwni. To u nas prezydentem nieomal został facet z teczką z akcentem kanadyjskim. Pamiętam w 1989 roku jak Solidarność przejmowała władzę jacy ludzie przejmowali stanowiska - mieliśmy wielu Dyzmów podówczas. W wiadomościach słyszeliśmy propagandę o Japonii i poprawie po 3 miesiącach, 100mln dla każdego. Można było kupić fabrykę za parę tys. dolarów i dostać się do sejmu (do dziś tak to działa) gdy nazwisko było znane (nieważne w jakim kontekście). Nabierano nas na różne systemy, dawno skompromitowane na zachodzie typu piramidy finansowe czy spekulacje walutami.
>Gonimy "Zachód" czy gonimy w piętkę?
Gonimy zachód - zobacz jak poprawiła się dysproporcja pomiędzy stopą życia Polaków a stopą życia w Europie zachodniej na przestrzeni tych 20-tu lat. Rozczarowanie bierze się znów z naiwności Polaków. Za socjalizmu wierzyliśmy, że 5 letni Golf, zachodni TV i wakacje w Egipcie to szczyt luksusu. Dziś niektórzy rozumieją, że liczy się jeszcze status społeczny (jakie są różnice w dochodach, czy robotnik dziś nie jest synonimem głupka etc ...) , poziom stresu (że stracimy pracę, czy dom), dostęp do edukacji (czy dziecko z biednej rodziny będzie miało szanse zostać profesorem), przestępczość i inne rzeczy. Scena polityczna w większości krajów wygląda nie lepiej niż w Polsce - tu też dogoniliśmy zachód. Mieszkałem w paru krajach i mam bardzo pozytywne zdanie o Polakach w pracy - jesteśmy pracowici i zaradni. Mamy dobre przygotowanie do zawodu, szybko się uczymy. Polska gospodarka odnotowuje wzrost. Myślę jednak, że nadal jesteśmy daleko od społeczeństwa obywatelskiego, w którym ludzie śledzą i rozumieją co się dzieje w kraju. Nie dają się podpuścić taniej propagandzie czy manipulacji statystykami. Głosują na polityków, którzy oferują smutną prawdę zamiast kolorowych snów wiodących do kaca.
|
|
 | 1 na 1 | pyton357 (125 punktów) |
>... paroma wyjątkami (jak Balcerowicz) do tego nie mającego żadnego doświadczenia w gospodarce rynkowej? Rzeczywiście "wyjątkowy autorytet", teoretyk z komunistycznym doświadczeniem, i do tego traktujący finanse państwa jak grę w Monopoly, i podpierający się ekonomistami eksperymentującymi na ludziach. Dla mnie autorytetem jest ekonomista który zaczyna podporządkowanie gospodarki i finansów człowiekowi i jego potrzebom a nie odwrotnie. Ale jak dotąd nie dopuszczono takiego do decydowania. Bo, układy by się zawaliły.
|
|
|  | | Sobiepan (87 punktów) | >>... paroma wyjątkami (jak Balcerowicz) do tego nie mającego żadnego doświadczenia w gospodarce rynkowej? >Rzeczywiście "wyjątkowy autorytet", teoretyk z komunistycznym doświadczeniem, i do tego traktujący finanse państwa jak grę w Monopoly, i podpierający się ekonomistami eksperymentującymi na ludziach. Dla mnie autorytetem jest ekonomista który zaczyna podporządkowanie gospodarki i finansów człowiekowi i jego potrzebom a nie odwrotnie. Ale jak dotąd nie dopuszczono takiego do decydowania. Bo, układy by się zawaliły. < Już nie przeginajmy, wystarczy skasować kilkanaście tysięcy regulacji i nie zmieniać je przez kilkanaście lat, zawrzeć Święte Przymierze z innymi krajami o tępieniu lokalnych rewolucji, wolnym handlu, braku ceł i wolnym przepływie ludzi i kapitału, pieniądz oprzeć na złocie i srebrze. Czysty raj obiecany i bogactwo czyli XIX wiek, poznańskie bogate jak Bawaria. Po co nam EKONOMIŚCI do wynajęcia przez polityków. Ponoć jedyny doktorat z ekonomii ma Miedź, a jedyny tytuł profesorski Złoto, czy jakoś tak, bo słyszałem już tyle wersji.
|
|
| |  | | pyton357 (125 punktów) | >Już nie przeginajmy, wystarczy skasować kilkanaście tysięcy regulacji... W końcu większość tych regulacji to makulatura i radosna twórczość pseudoinetelektualna.
>pieniądz oprzeć na złocie i srebrze. Czysty raj obiecany i bogactwo czyli XIX wiek... Rozumiem że to ironia? No cóż każdemu według jego potrzeb.
|
|
| | |  | | Sobiepan (87 punktów) | >Rozumiem że to ironia? No cóż każdemu według jego potrzeb. < Wystarczy parytet złota, a 90 % kominów przestanie dymić, jak zauważyli nagle oświeceni ekolewicowcy, będzie naprawdę czysty raj obiecany, niestety bez pomocy społecznej.Coś za coś...
|
|
| | | |  | | pyton357 (125 punktów) | >Wystarczy parytet złota, a 90 % kominów przestanie dymić, jak zauważyli nagle oświeceni ekolewicowcy... > Jeśli ta uwaga jest skierowana do mnie to, nie jestem ekolewicowcem(czy to jakiś nowy termin, bo pierwszy raz widzę?) i nie mam na myśli parytetu złota.
|
|
|  | | Marek222 (511 punktów) | >Ale jak dotąd nie dopuszczono takiego do decydowania. Bo, układy by się zawaliły.
Może jakieś nazwisko takiego idealnego ekonomisty, jest w ogóle ktoś taki idealnie pasujący do twoich kryteriów ?
|
|
| |  | 1 na 1 | pyton357 (125 punktów) | >Może jakieś nazwisko takiego idealnego ekonomisty, jest w ogóle ktoś taki idealnie pasujący do twoich kryteriów ? Nie twierdzę że są idealni, a jedynie bazujący na podstawowym celu działań ekonomicznych jakim jest człowiek i jego warunki życia, a to już zasadnicza różnica w podejściu ekonomii gospodarczej, traktującej człowieka narzędziowo. Jest ich wielu, i to zarówno polskich jak i zagranicznych, tu rozważamy system emerytalny, a nie różnicę między ekonomią gospodarczą a społeczną.
|
|
2 na 2 | konserwatysta2 (954 punktów) | Nad 20-leciem międzywojennym bym się tak nie zachwycał, ale ostatnie 20-lecie to rzeczywiście okres straconych szans.
Przede wszystkim trzeba sobie jasno powiedzieć, że polski system emerytalny już praktycznie upadł, tylko skutki tego odczujemy później.
Już za 5-6 lat wzrost gospodarczy zacznie się szybko zmniejszać, gdyż coraz mniej ludzi będzie pracować, a przybędzie nam emerytów. Wzrosną kwoty odsetek za ciągle rosnące zadłużenie. Będziemy musieli wykupywać wyemitowane obligacje kupione przez zagraniczne instytucje finansowe, aby mogły one wypłacić zobowiązania "swoim" emerytom, którzy przeszłości (czyli dzisiaj) zainwestowali w swoje emerytury (np. w polskie obligacje). Tusk pewnie będzie już bimbał się na hamaku gdzieś w Peru, a my tu będziemy klepać biedę. Najzdolniejsi oczywiście wyjadą z Polski, bo komu będzie się chciało pracować na rzesze emerytów z ręką w nocniku.
Tylko nieliczni politycy i ekonomiści to dokładnie przewidzieli, co nie było aż tak trudne. Reszta albo była zbyt głupia albo była zajęta własnymi interesami.
|
|
 | | mc67 (4 punktów) | Wiedzy o systemie emerytalnym nie należy pozyskiwać wyłącznie z publikacji prasowych, warto czasami sięgnąć do źródeł czyli prawa. Obecny stan systemu emerytalnemu zaplanowano mniej więcej tak, by państwo ( nie mylić z ZUS-em, on tylko gra rolę przysłowiowego "kata" ) zapewniało określony, choć niezbyt wysoki standard, a resztę każdy musi sobie sam wypracować. Z czasem, wskutek nacisków różnych grup społecznych system ten zmienił się w nieruchawą bestię ( m.in. emerytury górnicze, ale pamiętać też należy o tzw. świadczeniach wdowich ). Nie należy oczywiście zapominać o różnych grupach społecznych uprzywilejowanych w stosunku do systemu powszechnego ( tzw. mundurówka, rolnicy, sędziowie i prokuratorzy ). Zanim zatem ktokolwiek zechce chwalić zarys obecnego projektu rządowego niech zważy, iż teraz do OFE jest przekazywana gotówka, a projekt wspomina o ile pamiętam o mistycznych papierach (bez)wartościowych. Środki zgromadzone w OFE podlegają m.in. dziedziczeniu, podziałowi w razie rozwodu, itp., środki zgromadzone na kontach w ZUS to ... wirtualne, fikcyjne pieniądze. Dla mnie ZUS może tam wpisywać dowolne ciągi cyfr i będą one równie wiarygodne. Niewielu też pamięta, że do obliczenia wysokości emerytury można przyjąć wynagrodzenie z 10 kolejno po sobie następujących lat, ale z 20-lecia przed datą złożenia wniosku o emeryturę ( przechodząc na emeryturę w wieku 65 lat możemy ją obliczyć z wynagrodzenia uzyskiwanego od 45 roku życia, zatem już po szczycie formy intelektualnej czy też fizycznej ).
5775705
|
|
|  | | pyton357 (125 punktów) | >Wiedzy o systemie emerytalnym nie należy pozyskiwać wyłącznie z publikacji prasowych, warto czasami sięgnąć do źródeł czyli prawa.
Dodam że i historia leży w założeniach jego funkcjonowania, po "wspaniałomyślnej rezygnacji z reparacji wojennych" przeniesiono ciężar utrzymania kalek i niezdolnych do pracy na resztę narodu polskiego zdolną do pracy, i tak do dziś, jedni utrzymują drugich.
|
|
| |  | | mc67 (4 punktów) | > Dodam że i historia leży w założeniach jego funkcjonowania, po "wspaniałomyślnej rezygnacji z reparacji wojennych" przeniesiono ciężar utrzymania kalek i niezdolnych do pracy na resztę narodu polskiego zdolną do pracy, i tak do dziś, jedni utrzymują drugich.>Nie przesadzałbym, tych wojennych kalek i niezdolnych do pracy w związku z działaniami wojennymi nie ma już zbyt wielu wśród nas. Myślę, że znacznie większy majątek zwrócono kościołowi. A idea tzw. solidarności społecznej, z której jako państwo nie zrezygnujemy zawsze będzie kazała pracującej części społeczeństwa dotować jej niepracującą część. Sama idea jest oczywiście społecznie niezbędna, ale ... ( temat nie na tę debatę, bo dotyczy zarówno niepełnosprawnych, jak i niezdolnych do pracy oraz innych, którzy z rozmaitych, często zawinionych względów nie potrafią utrzymać się sami  ).
5775705
|
|
| | |  | | pyton357 (125 punktów) | >Nie przesadzałbym, tych wojennych kalek i niezdolnych do pracy w związku z działaniami wojennymi nie ma już zbyt wielu wśród nas. Ale mechanizm pozostał, i uzasadnienie takie samo nawet rząd europejski martwi się kto utrzyma starzejące się społeczeństwa.
|
|
| | |  | | konserwatysta2 (954 punktów) | >Sama idea [solidarności społecznej] jest oczywiście społecznie niezbędna ... Wg mnie jest społecznie szkodliwa, ale to jest tylko mój pogląd. Druga sprawa, to możliwości państwa, które są ograniczone i będą coraz mniejsze z uwagi demografię. Jakiekolwiek wydatki państwa, które uznamy za słuszne są po prostu ograniczone możliwościami finansowymi budżetu, na który pracują ludzie zdolni do pracy.
Dalsze brnięcie w ideę "solidarności społecznej" (to taki bardziej pobożny rodzaj socjalizmu) jeszcze bardziej obciąży pracujących, uczyni ich pracę jeszcze mniej opłacalną, zwiększy bezrobocie i ilość ludzi wierzących w sens podejmowania pracy, co wykluczy ich z grona tworzących dobrobyt.
To, że mam rację świadczy chociaż to, że żadnego państwa demokratycznego, nawet tego rozwiniętego nie stać dziś na finansowanie obietnic wyborczych, o czym świadczy deficyt budżetowy. Na socjal państwo zaciąga kredyt, który załatwia problem tylko na krótki czas.
|
|
3 na 3 | Brzostowski (7067 punktów) | >Gonimy "Zachód" czy gonimy w piętkę?
A czyja to wina? Wymieniacie tutaj że ten, że tamten, że politycy, itd. A to Wasza wina, i moja! Ilu z Nas, widząc że jest źle nie robi nic poza ględzeniem w domach i na forum? Wiem, wiem, odpowiecie, że macie swoją pracę i robicie ją dobrze i to jest Wasz wkład w rozwój kraju, a od czasu do czasu napiszecie tekst, który ma funkcję edukacyjną i tyle. Chcecie zmian, to do polityki marsz! Im więcej normalnych ludzi w polityce, tym lepiej. Jest jednak wiele obaw: bo co powie szef? Trzeba się będzie narazić jednemu czy drugiemu, a i człowiek może się "zabrudzić", chociażby niechcący, bo taka jest polityka. Prawda. No to mata co chceta. Do polityki, z braku konkurencji, lezą miernoty intelektualne, co to ani w nauce, ani w biznesie nie dają rady, albo cwaniaki co chcą sobie kontrakty poustawiać.
Ilu tutaj udziela się ludzi z doktoratami, a ilu jest w polityce, chociażby pośrednio? Niewielu. Dlatego łatwiej Giertychowi i Lepperowi było wejść w politykę. Społeczeństwo obywatelskie to wyzwanie dla elit.
Przez 21 lat nie dostrzegłem marszu lub manifestacji elit (np pracowników uczelni i biznesu, którzy z krzykiem na ustach idą bronić innowacyjności polskiej gospodarki - tylko piszą w kółko o tym, jak to źle jest).
W Polsce jedyną szansą na zmiany jest partia młodych ludzi, nastawiona na rozwój gospodareczo-społeczny bez jakichkolwiek odniesień do obyczajowości (wymiotuję już tymi dyskusjami o aborcji, in vitro, eutanazji, równościach wszelkiego koloru, itd gdy właśnie ostatnią szansę na emeryturę zeżre Zakład Utylizacji Szmalu).
|
|
 | | konserwatysta2 (954 punktów) | >Chcecie zmian, to do polityki marsz! Kiedy ja tej polityki się autentycznie brzydzę. Polityków znam wielu i często mam z nimi do czynienia. To są mali ludzie i z roku na rok jest coraz gorzej. Skręca mnie, jak mam sobie wyobrazić różne przekomarzania się z tymi dupkami. Uwierz mi, ale sam widziałem urzędnika (politycznego) biorącego ponad 10 tys. mies. na rękę, który w pracy gra na komputerze w pasjansa.
Powiedzmy sobie szczerze, że polityka to chyba zawsze i wszędzie są w "krysztale pomyje". Główny problem polega jednak na tym, że w dzisiejszych czasach polityków mamy dużo. Zbyt wielu mamy polityków i zbyt wiele państwa. W zbyt dużym stopniu jedni ludzie (wyborcy i politycy) decydują o losie innych ludzi. Za dużo regulacji i urzędników, za duża złożoność systemu i za duże uzależnienie człowieka od państwa, co rodzi kolejne oczekiwania wobec państwa. Unia Europejska jeszcze bardziej to tylko skomplikowała.
>W Polsce jedyną szansą na zmiany jest partia młodych ludzi, nastawiona na rozwój gospodareczo-społeczny bez jakichkolwiek odniesień do obyczajowości Przecież wszystkie partie mają taki program łącznie z Samoobroną. Tu trzeba zmienić po prostu ustrój. Państwo powinno być proste i nastawione na bogacenie się ludzi ich własną pracą. Wystarczy, aby ludzie uwierzyli w siebie, a nie w państwo. Politycy jednak dobrowolnie nie zrezygnują z tego systemu.
>bez jakichkolwiek odniesień do obyczajowości Media kreują tematy zastępcze, którymi ma żyć lud, aby tylko nie zajmował tym, co jest istotne, a istotne jest to, że ten system się wali i nie ma już przyszłości.
|
|
1 na 1 | Grzegorz (5685 punktów) | > Co w tym procesie reformatorskim uderza, to fakt, że żaden rząd, żaden parlament nie jest w stanie od ponad dwudziestu lat wypracować czegoś, co nie wymagałoby reformowania przy okazji przejęcia władzy przez kolejną ekipę.Jedną z przyczyn (niekoniecznie główną, ale dość ważną) jest cykliczna i dość częsta zamiana rządu z opozycją, zachodząca praktycznie co wybory. W tej sytuacji wprowadzanie jakichś długoterminowych reform, czy nawet poprawianie już istniejących mija się z celem - po pierwsze i tak się nie zdąży, a po drugie nie ma po co, bo nowy rząd ma zwykle zupełnie inne pomysły na rozwiązanie tego samego problemu i z różnych względów woli zaczynać wszystko od zera. Politycy nie mają też żadnej motywacji aby cokolwiek zrobić porządnie. W kraju cywilizowanym wyborcy mogliby ich za to nagrodzić kolejną kadencją, ale komu to potrzebne u nas? Lepiej przez te 4 lata zajmować się piarem, wprowadzaniem w życie programu TKM i innymi bardziej intratnymi rzeczami razem z Rychem czy Zdzichem, a po przegraniu wyborów liczyć na to że kolejny rząd okaże się taki sam i wyborcy mając na świeżo ich wybryki wrócą zagłosować na "mniejsze zło". Chyba PO jest pierwszym rządem który ma szanse wygrac wybory 2x z rzędu, i to głównie dlatego że Kaczyńskiemu ambicja nie pozwala zepchnąć się w pamięci wyborców do roli "mniejszego zła"
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|