Jest las, dorodna buczyna, o tej porze roku ogołocona całkiem z liści, szpionastymi kikutami wpijająca się w stalowoszare niebo, z ktorego ćmi się dojmująca do szpiku kości mżawka. Jasnoszara deseń zwartych szeregów buków wywołuje wrażenie ich cielesności, cielesności żywego organizmu, cierpiącego wyrafinowane katusze. na skraju buczyny jest chata - samotnia. W niej, na palenisku buzuje ogień, na stole lampa emitujaca dyskretne światło, szklanica wytrawnego wina, tomik poezji otwarty na stronie z wierszem "Gerontion". Słychać pieśni Wolfa/Vouka, z mocniej zaakcentowanym fortepianem.
Właściwie więc wszystko już jest gotowe aby dać drapaka z kloacznej, rozjazgotanej trywialnym, ogłupiającym wrzaskiem rzeczywistości i poddać się oczyszczeniu poprze zzaaplikowanie sobie odtrutki w postaci solidnej dozy refleksyjno - kontemplacyjnej poezji Eliota.
Wiersz "Gerontion" Eliot napisał w 1920 r. Należy go chyba odczytywać jako wyraz jego dekadenckich stanów ducha po traumie hekatomby I wojny światowej. Ale najlepiej nie silić się na jego "odczytywanie" tylko delektując się poszczególnymi wersami wyzwolić z nich fluid jakościowo wybornej melancholii, który wzniesie się pona dstronice tomu i osiądzie w najskrytszych zakamarkach naszej duszy i naszego umysłu.
Miłosz tłumacząc Eliota na j. polski, zachował się jak ów przysłowiowy traduttore traditore. Zdradził bowiem oryginał. Co więcej nie można wykluczyć, iż zrobił to z rozmysłem, pragnąc zneutralizować wizerunek Żyda wpleciony między eliotowskie wersy.
Albowiem w oryginale stoi tymi słowy: "And the jew squats on the window sill, the owner,Spawned in some estaminet of Antwerp,Blistered in Brussels, patched and peeled in London.", a w tłumaczeniu jest: "W kącie okna przykucnął Żyd-właściciel Spłodzony w jakimś barze obskurnym Antwerpii, Owrzodziały w Brukseli, podłatany, złuszczony w Londynie."
Poprzez rezygnację z tłumaczenia na j. polski słowa "winndow sill" (parapet) i zastapieniu go słowem "okno" - Miłosz osiągnał zamierzony efekt jak wyżej.
Albowiem tłumaczenie wierne literze i duchowi rzeczonego wersa jawi się następująco: "Na parapecie okna przykucnął Żyd - właściciel Spłodzony w jakimś barze obskurnym Antwerpii, Owrzodziały w Brukseli, podłatany, złuszczony w Londynie." i zawiera znacznie większy ładunek pejoratywnego postzregania zydowskiego właściciela domu - gdyż czyni z niego odhumanizowaną, pokurczoną i karłowatą ( bo jest w stanie przykucnąć na parapecie okna), karykaturalna postać, rodem z jakiegoś makabryczno - groteskowego panoptikum dziwów, curiosów i cudów.
Wilece intryguje okoliczność, iż w manierze jak wyżej pisał Bruno Schulz, który w "Sklepach cynamonowych" swojego żydowskiego ojca miał zwyczaj również odhumanizowywać i czynić z niego curiosalnego cudaka, funkcjonującego na pograniczu świata realnego i świata fantazji. I do tej formuły winien nawiązać w swym tłumaczeniu Miłosz - bo przecież Schulz to postać z najwyższej półki, z tej - chciałoby się dodać - na której swoje kryjówki wyszykowywał sobie jego karykaturalny ojciec.
Po stosownej korekcie jak wyżej - kontynuujemy lekturę usque ad finem, pogrążając się z niewysłowiową rozkoszą w nastroju coraz bardziej posępnej dekadencji. Po dotarciu do ostatniego wersa - odzyskujemy nasze człowieczeństwo. Odczuwamy, cierpimy, odzyskujemy zdolności empatyczne. Schodzi z nas - jak stara wyliniała skóra z gada - owa skorupa bezczucia i bezmyślenia - upodabniająca nas do cyborgów walczących o marny ochłap w wyścigu szczurów.
Gerontion - Thomas Stearns Eliot
Młodości nie masz ty ani starości,
To jakby tylko w drzemce poobiedniej
Śniły się one tobie.
Szekspir: Miarka za miarkę
Oto ja, stary człowiek w miesiącu posuchy
Słucham jak czyta mi chłopiec i czekam na deszcz.
Ja nie broniłem palących wąwozów
Ani do bitwy szedłem w ciepły deszcz,
Ni, po kolana w słonym bagnie, z kordelasem,
Cięty przez muchy, nie walczyłem.
Moim domem jest rozpadający się dom.
W kącie okna przykucnął Żyd-właściciel
Spłodzony w jakimś barze obskurnym Antwerpii,
Owrzodziały w Brukseli, podłatany, złuszczony w Londynie.
Koza kaszle nocami na polu nad głową.
Kamienie, perz, porosty, rdza i ekskrementy.
Kobieta prowadzi kuchnię, przyrządza herbatę,
Kicha wieczorem, przepychając zatkany zlew.
Jestem stary człowiek,
Tępa głowa u wietrznych przestrzeni.
Całość na:
malowane-w(*)tion-thomas-stearns-eliot.htmlwww.youtube.com/watch?v=FRox_cBwmh4