Tytułem wstępu:
- Traktujesz mnie jak psa! Już niedługo (w planetarnej skali czasu) taka wypowiedź będzie niejednoznaczna. Coraz więcej ludzi mieszka w miastach, gdzie psa bierze się do domu dla przyjemności obcowania z nim. Często stanowi potem najmilszego, nie kłótliwego członka rodziny, o którego potrzeby dba się bardzo starannie. Gatunek, który wyewoluuje z psa może być jeszcze bardziej dostosowany do zabawiania i pocieszania gatunku, który wyewoluuje z ludzi, o ile globalne ocieplenie nie unicestwi co najmniej jednego z nich. Pies będzie prawdopodobnie pierwszym gatunkiem, pod którego potrzeby projektowało będzie się przestrzeń w miastach aby miał się gdzie wybiegać, a przynajmniej załatwić. Jedyne co może się zmienić, i ja byłbym za tym, to prawo odnośnie wielkości psa dopuszczalnego w miastach. Moim zdaniem zawsze może dojść do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności i zagryzienia dziecka przez dużego psa. Dlatego w mieście, nawet na smyczy lub na ogrodzonym terenie przy jakiejś willi, taki pies mieszkać nie powinien. Psy co prawda nie mają świadomości ale mają (co wybadano) niezłe rozumienie znaczenia wypowiadanych zdań. Nie można, nawet miłym głosem, powiedzieć: "Jesteś zły i oddam cię do schroniska lub zabiję" bo wtedy wcale nie zamerda ogonem wyczuwając negatywne słowa w zdaniu. Natomiast na zdanie: "No gdzie ta moja sukienka, przecież nie pójdę tak na dwór" może z zadowoleniem zbliżyć się do drzwi wyjściowych.
Zdaniem teologów i duchownych KrK pies nie cierpi bo nie ma duszy i można go bezkarnie zabić, a zatem i przerobić na psi smalec. Jest to tak oczywiste dla wiernych, że nawet któryś spytał niedawno papieża Franciszka, czy po śmierci w niebie spotka się ze swoim psem. Ten, jak zwykle ostatnio popisując się pozorną nowoczesnością, dla uratowania wpływów finansowych z tacy i z corocznego chodzenia po domach, powiedział, że tak. Tak samo kłamie o przyjaznym stosunku do homoseksualistów i rozwodników. Praktyka stosowana przez jego podwładnych i na pewno mu znana i akceptowana przez niego jest inna. |