 |
Dlaczego ludzie "wierzący" nie rozumieją czym jest wiara? Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Religie
| Napisano | Autor | Tytuł | | 28-08-2019 13:15 | scooby14444 (142 punktów) | Dlaczego ludzie "wierzący" nie rozumieją czym jest wiara?
5 na 5 | Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - "Bóg istnieje" "Jestem przekonany, że Bóg istnieje" "Wiem, że Jezus był Bogiem".
W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic wspólnego.
Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg istnieje, ale ja w to głęboko wierzę.
Zgadzacie się? | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| ololessa (187 punktów) | Odp: Dlaczego ludzie "wierzący" nie rozumieją czym jest wiar | >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" To akurat jest wiara >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się? Osobiście wolałbym nie. wtedy o wiele ciężej jest uskuteczniać jakąkolwiek polemikę.. Przecież powszechnie wiadomym jest że wiara to beznadziejne narzędzie epistemologiczne ..
Wydaje mi się że mało kto z wierzących wie naprawdę w co wierzy po prostu zostali tak zindoktrynowani i wychowani a teraz powtarzają te puste frazesy i potem torturują swoje dzieci indoktrynując je Sam znam 0 chrześcijan którzy czytali biblie trochę to dziwne że nie zależy im na obeznaniu się z charakterem ich bogów od których zależy nieskończone istnienie ich i ich bliskich po śmierci, Jeśli ktoś jest na tyle ciekawy świata by się tym zainteresować to zwyczajnie zostaje ateistą.
|
|
 | 2 na 2 | scooby14444 (142 punktów) | >>"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >To akurat jest wiara Być przekonanym = być pewnym = wiedzieć ≠ wierzyć. >>Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >>istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >>Zgadzacie się? >Osobiście wolałbym nie. wtedy o wiele ciężej jest uskuteczniać jakąkolwiek polemikę.. >Przecież powszechnie wiadomym jest że wiara to beznadziejne narzędzie epistemologiczne .. No właśnie wiara nie jest narzędziem epistemologicznym i nie może nim być. >Wydaje mi się że mało kto z wierzących wie naprawdę w co wierzy po prostu zostali tak zindoktrynowani i wychowani a teraz powtarzają te puste frazesy i potem torturują swoje dzieci indoktrynując je >Sam znam 0 chrześcijan którzy czytali biblie trochę to dziwne że nie zależy im na obeznaniu się z charakterem ich bogów od których zależy nieskończone istnienie ich i ich bliskich po śmierci, >Jeśli ktoś jest na tyle ciekawy świata by się tym zainteresować to zwyczajnie zostaje ateistą. Ja znam wielu, którzy znają bardzo dobrze Biblię. Problem w tym, że oni traktują Biblię jako prawdę objawioną i źródło wiedzy, a nie rozpatrują jej prawdziwości wyłącznie w kategorii wiary.
|
|
|  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | >>>"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >>To akurat jest wiara >Być przekonanym = być pewnym = wiedzieć ≠ wierzyć. Jeśli uważasz że "Być przekonanym = być pewnym" to faktycznie masz racje, źle to zrozumiałem. Wybacz. >Ja znam wielu, którzy znają bardzo dobrze Biblię. Problem w tym, że oni traktują Biblię jako prawdę objawioną i źródło wiedzy, a nie rozpatrują jej prawdziwości wyłącznie w kategorii wiary. Możesz pogadać z nimi o: Prawach dla kobiet, gwałcie za 50szekli, Niewolnictiwe i aborcji(JHWH nie uważa płodu za człowieka) lub o tym że w starym testamencie nie ma słowa o jezusie, Czy o wizji braku wolnej woli którą prezentuje sama biblia oraz wytłumaczyć prawo niesprzeczności i wskazać sprzeczne wersety. Myśle że załatwiło by im niezły dysonans poznawczy. Nie wspominając już o pomyłce przy tłumaczeniu dzięki któremu matka jezusika jest teraz dziewicą, zaginionym przykazaniu, tego że nikt nie zauważył globalnego potopu który zafundował nam ten cały "bóg", i że Ziemia nie jest płaska wbrew bibli ani nie ma 6000lat XDD Jeśli to nie sprawi że zaczną się zastanawiać nad swoją pozycją to bardzo przykra sprawa rip myślenie
|
|
| |  | 1 na 1 | scooby14444 (142 punktów) | >Możesz pogadać z nimi o: Prawach dla kobiet, gwałcie za 50szekli, Niewolnictiwe i aborcji(JHWH nie uważa płodu za człowieka) lub o tym że w starym testamencie nie ma słowa o jezusie, Czy o wizji braku wolnej woli którą prezentuje sama biblia oraz wytłumaczyć prawo niesprzeczności i wskazać sprzeczne wersety. Myśle że załatwiło by im niezły dysonans poznawczy. >Nie wspominając już o pomyłce przy tłumaczeniu dzięki któremu matka jezusika jest teraz dziewicą, >zaginionym przykazaniu, tego że nikt nie zauważył globalnego potopu który zafundował nam ten cały "bóg", i że Ziemia nie jest płaska wbrew bibli ani nie ma 6000lat XDD >Jeśli to nie sprawi że zaczną się zastanawiać nad swoją pozycją to bardzo przykra sprawa rip myślenie
Kiedyś rozmawiałem z pewnym człowiekiem, który był w pełni świadomy tego, że Biblia jest pełna sprzeczności i jest wybitnie antynaukowa. Zdawał sobie sprawę, że to tylko zbiór starych mitów tak jak i inne religijne księgi.
Powiedział mi jednak, że na tym polega jego wiara, że on wierzy w to, że to jest Słowo Boże. Nie wie tego, nie jest o tym przekonany, tylko WIERZY w to.
|
|
 | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
>Jeśli ktoś jest na tyle ciekawy świata by się tym zainteresować to zwyczajnie zostaje ateistą.
Nie. Bo to jakbyś stworzył osobną kategorię. Podaj mi jeden powód czemu to, to coś lub to cokolwiek lub to pojęcie zwane dalej bóg zasługuje na to by nazywać się ateistą?
Ateizm to sankcjonowanie boga.
Ateizm (z gr. ἄθεος "bezbożny" - ἀ- a-, "bez" oraz θεός, theos, "bóg") - brak wiary w istnienie jednego bądź wielu bogów; ewentualnie odrzucenie teizmu[a], pogląd przeczący istnieniu sił nadprzyrodzonych i odrzucający wiarę w stwórcę[3]. Może także uznawać religię za nienaukową i sprzeczną z nauką, sprzeczną z rozumem lub niepotrzebną
Czym jest bóg że zasługuje na odrębną kategorię nazywania się?
To że ktoś wierzy nie powoduje że ja nie wierzę.
|
|
2 na 2 | Gorilla (1205 punktów) | w wiarą jest jak z idiotokracją (zwaną niesłusznie demokracją) Biblia jest najczęściej czytaną i wydawana książką na świecie. Miliony wiernych nie mogą się mylić! Miliony wyborców nie mogą się mylić! Jedzcie g..., przecież miliony much też nie mogą się mylić 
|
|
 | 1 na 3 | scooby14444 (142 punktów) | > w wiarą jest jak z idiotokracją (zwaną niesłusznie demokracją)> Biblia jest najczęściej czytaną i wydawana książką na świecie.> Miliony wiernych nie mogą się mylić!> Miliony wyborców nie mogą się mylić!> Jedzcie g..., przecież miliony much też nie mogą się mylić   Oczywiście można wierzyć dlatego, że większość wierzy. Można wierzyć dlatego, że tak nam nakazali rodzice czy kapłan. Można wierzyć dlatego, że tak nam łatwiej żyć. Można wierzyć z wielu innych powodów, jednak najważniejsze jest, żeby nie mylić wiary z wiedzą. Jeżeli ktoś wie i jest o tym święcie przekonany, że Bóg istnieje to już nie jest wiara tylko wiedza. Nie jest człowiekiem wierzącym tylko wiedzącym (i nie ważne czy jest to wiedza błędna czy prawidłowa).
|
|
 | 2 na 2 | Wenancjusz (16441 punktów) | > w wiarą jest jak z idiotokracją (zwaną niesłusznie demokracją)> Biblia jest najczęściej czytaną i wydawana książką na świecie.I co z tego? Przeprowadziłeś badania, czy znów opierasz się na jakimś dyspozycyjnym biurze badań opinii społecznych? Czego to dowód? > Miliony wiernych nie mogą się mylić!Właśnie, że mogą pod warunkiem "wyprania" przed tym mózgu. > Miliony wyborców nie mogą się mylić!Tym bardziej się mogą mylić, bo wyborców można kupić nawet pieniędzmi nie swoimi. Obiecując wyższe płace i kłamiąc, że nie wywoła to skutków na rynku. Że nie nacieszą się wyborcy tymi podwyżkami, bo wywołać to może inflację (pompowanie pustego pieniądza na rynek), która pożre te podwyżki, bo wytwórca dóbr nie będzie produkował ze stratami i wliczy wyższe płace w ceny produktów (bo mu wolno, bo płace to koszty wytwarzania). > Jedzcie g..., przecież miliony much też nie mogą się mylić   Żeby wierzyć trzeba mieć mocno użyteczny i duży mózg z pamięcią. Czy muchy mają mózg? Jeśli tak to w którym miejscu? No przynajmniej trochę mniejszy jak Twój? Współczuję. Takiej elokwencji nie podziwiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | -1 na 3 | krzysiekniepieklo (290 punktów) |
> >Miliony wiernych nie mogą się mylić!> Właśnie, że mogą pod warunkiem "wyprania" przed tym mózgu.A Ty jaką technikę prania stosujesz? Słyszałem,ze w niektórych technikach, to nawet fałdy się prostują i nie trzeba prasować. prorok.phorum.pl/index.php
|
|
| |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>Miliony wiernych nie mogą się mylić! >>Właśnie, że mogą pod warunkiem "wyprania" przed tym mózgu. >A Ty jaką technikę prania stosujesz? Słyszałem,ze w niektórych technikach, to nawet fałdy się prostują i nie trzeba prasować.
Widzisz, że piszesz metodą religianta uciekając od tematu? Czy ja kogoś "prasuję"? Natomiast widzę technikę "prania" mózgu już od wieku przedszkolnego. Ciągłe pytania, do zmęczenia wręcz, małego dziecka ciekawego świata typu: "A dlacego? A po co? A cemu? A co to jest?" jesteśmy/czujemy się zobligowani do odpowiedzi. Jak się zaczyna wyjaśnianie skoro dziecko nie zrozumie? A no zwalamy to na niechlujstwo i lekceważenie tej młodej istoty. Tłumaczy się wszystko zwalając winę na jakiegoś Boga, co dziecko i tak tego nie zrozumie. Przywołuje się opowieści mistyczne mające charakter bajek, bo bajki już lubi i zna. Widzisz jak się zaczyna indoktrynacja w swej ostatecznej formie, godna nazwy "prania" mózgu. Oczywiście z wiekiem dziecka indoktrynacja się nasila. pomaga się zasklepiać naturalną ciekawość świata. Dochodzi do momentu, że dziecko idąc za nauczycielem tworzy swój abstrakcyjny świat iluzji o siłach nadprzyrodzonych. Nie przyjmuje już innej propozycji wizjonerskiej otaczającej je rzeczywistości. To jest najbardziej zbrodniczy element kształtowania mózgu. Nie widzisz? No Ty akurat nie widzisz. Dziecko nie rozumie jeszcze, że staje się niewolnikiem głosząc za swoim nauczycielem para prawdy wynikające z paranauk. To jest technika "prania" mózgu. W wojsku byłeś? W tzw. obowiązkowej służbie zasadniczej? Wiesz co to jest okres szkolenia unitarnego i po co? Powiem Tobie bo tej "przyjemności" nie doświadczyłeś. Jest to okres "prania" nawyków i przyzwyczajeń oraz ogólnie biorąc mózgu. Gwałtowna zmiana środowiska i obyczajności, w czasowej separacji (przynajmniej pół roku) o społeczeństwa, rodzi szok. Owszem rodzą się wtedy największe szczere przyjaźnie ale też i metodami nieraz brutalnymi wpaja się szereg potrzebnych w późniejszym życiu zasad. (Żołnierz nie miał czasu wypalić całego papierosa przez cały dzień. Cały dzień zajęcia różniaste, nie dające ani chwili, by móc nawet sobie pomarkocić). Idąc do łóżka zapadałeś w sen jak kamień. (Przepraszam, ale źle się wyraziłem. W wojsku nie ma faktycznie nazwy snu. Żołnierz nie śpi, bo domniemany wróg też nie śpi i tylko czycha na Twoją słabość. Żołnierz odpoczywa.) Wojsko to odpowiedzialność za własne czyny, odpowiedzialność za kolegę z łóżka obok, odpowiedzialność za cały pododdział. Z wojska się nie wychodzi mięczakiem. Wojsko uczy osobistej dyscypliny. Nie na próżno się mówi, że wojsko to szkoła życia. Tak, ale przed tym należało odpowiednio mózg "wyprać". Wyobrażasz sobie huk dział (na poligonie), a Ty jesteś kanonierem? Ty nie "słyszysz" własnych myśli. Ale w największym huku usłyszysz, o dziwo, głos swojego dowódcy. Do tego doprowadza takie szkolenie. To jest "pranie" mózgu. Jak by co, to pisz na temat i nie wciskaj mi dzieciaka w brzuch, że ja coś tam "prasowałem", bo to nie ładnie.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | 1 na 1 | krzysiekniepieklo (290 punktów) | > >>>Miliony wiernych nie mogą się mylić!> >>Właśnie, że mogą pod warunkiem "wyprania" przed tym mózgu.> >A Ty jaką technikę prania stosujesz? Słyszałem,ze w niektórych technikach, to nawet fałdy się prostują i nie trzeba prasować.> Widzisz, że piszesz metodą religianta uciekając od tematu? Czy ja kogoś "prasuję"?> W wojsku byłeś? W tzw. obowiązkowej służbie zasadniczej? Wiesz co to jest okres szkolenia unitarnego i po co? Powiem Tobie bo tej "przyjemności" nie doświadczyłeś. Jest to okres "prania" nawyków i przyzwyczajeń oraz ogólnie biorąc mózgu.. To jest "pranie" mózgu. Jak by co, to pisz na temat i nie wciskaj mi dzieciaka w brzuch, że ja coś tam "prasowałem", bo to nie ładnie. No, jak na unitarce byłeś, to faktycznie mózg masz wyprany, ze prasować nie trzeba. Teraz byś chciał żeby wszyscy takie mózgi mieli. Pewnie dlatego nie umiesz normalnie dyskutować, jak widzisz, że ktoś jeszcze parę fałdek ma i trochę myśli. prorok.phorum.pl/index.php
|
|
| | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | To nie do końca indoktrynacja. Uważam, że dochodzi do niej w momencie zamierzonego wmawiania kłamstw, a to co nazywasz indoktrynacją, to przekazywanie błędów z pokolenia na pokolenie. To dlatego, że niewielu rodziców uczy swoje dzieci myślenia. Ludzie wierzą w Boga, więc uczą dzieci tego samego. Wydaje mi się, że tak trzeba.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >zamierzonego wmawiania kłamstw obskurantyzm
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
2 na 2 | klaio (1068 punktów) | > Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę.
Albo inaczej. Nie wierzę, że Bóg nie istnieje bo skąd się wziąłem ja, a wcześniej pierwsza przyczyna? "Nauka" poradziła sobie z pytaniem o pierwszą przyczynę (tak samo jak z Celem) idąc na łatwiznę i zaprzeczając jej istnieniu. Ale na to dowodu też nie ma. Nauka utrzymuje, że co prawda wszystkie zdarzenia we wszechświecie mają swoją przyczynę, tylko jedno zdarzenie jej nie ma. Tak jak pisał Kołakowski - wiara jest uprawniona, i niewiara jest uprawniona.
|
|
 | 2 na 2 | Kulmin (4007 punktów) | >> Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >>istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Albo inaczej. Nie wierzę, że Bóg nie istnieje bo skąd się wziąłem ja, a wcześniej pierwsza przyczyna? "Nauka" poradziła sobie z pytaniem o pierwszą przyczynę (tak samo jak z Celem) idąc na łatwiznę i zaprzeczając jej istnieniu. Ale na to dowodu też nie ma. Nauka utrzymuje, że co prawda wszystkie zdarzenia we wszechświecie mają swoją przyczynę, tylko jedno zdarzenie jej nie ma. > Tak jak pisał Kołakowski - wiara jest uprawniona, i niewiara jest uprawniona.
A co to jest "przyczynowość"? Hume pisał, że to iluzja doświadczenia, konstrukt naszej epistemologii, a więc "przyczynowość" nie jest realnie istniejącym prawem bytu. To wrażenie, złudzenie. Nam sie wydaje, że A jest przyczyną B, bo tak juz jest zbudowany nasz aparat poznawczy który by móc funkcjonować sensownie w świecie, doszukuje się związków i zależności między zdarzeniami, ale z tego nie wynika iż takie związku istnieją na prawdę. W związku z tym pytanie o praprzyczynę jest pytaniem bezsensownym.
|
|
|  | 2 na 2 | ololessa (187 punktów) | >A co to jest "przyczynowość"? >Hume pisał, że to iluzja doświadczenia, konstrukt naszej epistemologii, a więc "przyczynowość" nie jest realnie istniejącym prawem bytu. To wrażenie, złudzenie. Nam sie wydaje, że A jest przyczyną B, bo tak juz jest zbudowany nasz aparat poznawczy który by móc funkcjonować sensownie w świecie, doszukuje się związków i zależności między zdarzeniami, ale z tego nie wynika iż takie związku istnieją na prawdę. W związku z tym pytanie o praprzyczynę jest pytaniem bezsensownym. Hej druszku chciałbym cię powiadomić że Hume nie decyduje co jest prawdziwe..
|
|
| |  | 2 na 2 | Kulmin (4007 punktów) | >>A co to jest "przyczynowość"? >>Hume pisał, że to iluzja doświadczenia, konstrukt naszej epistemologii, a więc "przyczynowość" nie jest realnie istniejącym prawem bytu. To wrażenie, złudzenie. Nam sie wydaje, że A jest przyczyną B, bo tak juz jest zbudowany nasz aparat poznawczy który by móc funkcjonować sensownie w świecie, doszukuje się związków i zależności między zdarzeniami, ale z tego nie wynika iż takie związku istnieją na prawdę. W związku z tym pytanie o praprzyczynę jest pytaniem bezsensownym. >Hej druszku chciałbym cię powiadomić że Hume nie decyduje co jest prawdziwe..
No i co z tego? Ale może mieć rację. Nikt dotychczas nie obalił, ani nawet sensownie nie podważył empirystycznej argumentacji Hume'a krytykującej pojęcie przyczynowości. Wygląda po prostu na to, że "przyczynowość" jest kolejną heurystyką wykorzystywaną przez nasz mózg do poruszania się w świecie. Podobnie jak "celowość", "sensowność", "prawda", "dobro", "zło" i inne tego typu pojęcia ogólne którym przypisujemy jakies szczególne miejsce w kosmosie, a które są po prostu fundamentalnymi dla naszej egzystencji tworami umysłu, ale już niekoniecznie dla wszechświata.
Uwazam, że regres przyczynowy jest po prostu bezsensownym zabiegiem mającym w domyśle prowadzić do idei Bezprzyczynowego Stwórcy. Rozumiem też, że jest to pewnego rodzaju nasza ludzka intuicja - szukanie przyczyn, ale nasza epistemologia, czy ontologia do niczego nie zobowiązuje wszechświata.
|
|
| | |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | > >>A co to jest "przyczynowość"?> >>Hume pisał, że to iluzja doświadczenia, konstrukt naszej epistemologii, a więc "przyczynowość" nie jest realnie istniejącym prawem bytu. To wrażenie, złudzenie. Nam sie wydaje, że A jest przyczyną B, bo tak juz jest zbudowany nasz aparat poznawczy który by móc funkcjonować sensownie w świecie, doszukuje się związków i zależności między zdarzeniami, ale z tego nie wynika iż takie związku istnieją na prawdę. W związku z tym pytanie o praprzyczynę jest pytaniem bezsensownym.> >Hej druszku chciałbym cię powiadomić że Hume nie decyduje co jest prawdziwe..> No i co z tego? Ale może mieć rację. Nikt dotychczas nie obalił, ani nawet sensownie nie podważył empirystycznej argumentacji Hume'a krytykującej pojęcie przyczynowości.> Wygląda po prostu na to, że "przyczynowość" jest kolejną heurystyką wykorzystywaną przez nasz mózg do poruszania się w świecie. Podobnie jak "celowość", "sensowność", "prawda", "dobro", "zło" i inne tego typu pojęcia ogólne którym przypisujemy jakies szczególne miejsce w kosmosie, a które są po prostu fundamentalnymi dla naszej egzystencji tworami umysłu, ale już niekoniecznie dla wszechświata.Hej sory że tak się czepiam ale chętnie bym posłuchał jego argumentacji bo to że MOŻE tak być nie wystarcza. Mógłbyś wytłumaczyć pokrótce dlaczego przyczynowość miałaby nie istnieć? Czas też jest heurestyką mózgu? (sorki to może brzmieć trochę agresywnie, a jestem spokojny hah) > Uwazam, że regres przyczynowy jest po prostu bezsensownym zabiegiem mającym w domyśle prowadzić do idei Bezprzyczynowego Stwórcy. Rozumiem też, że jest to pewnego rodzaju nasza ludzka intuicja - szukanie przyczyn, ale nasza epistemologia, czy ontologia do niczego nie zobowiązuje wszechświata.Nie wiem czemu ktokolwiek miałby przyznać Bogu istnienie bez przyczny? Czemu to niby? Zatrzymajmy się na tym co do czego mamy pewność że istnieje Brzytwa ockhama. Nadawanie właściwości czemuś o czego nie ma żadnych przesłanek że istnieje nie jest mądre... Wymyślam sobie teraz ultra BOGA i tylko on może stworzyć Boga. Tylko ultra BÓG może stworzyć coś poza czasem bo on jest poza poza czasem i tylko on może stworzyć kogoś wszechwiedzącego bo on jest wszech wszechwiedzący. Więc jeśli Bóg stworzył wszechświat to ultra BÓG stworzył boga. I dowód na jego istnienie to wyobraź sobie istnienie BOGA Boga żeby był jeszcze bardziej boski aby władał Bogiem musi istnieć tada ultraBóg istnieje. Gdzie mój nobel?
|
|
| | | |  | 1 na 1 | Gorilla (1205 punktów) |
> Wymyślam sobie teraz ultra BOGA i tylko on może stworzyć Boga. Tylko ultra BÓG może stworzyć coś poza czasem bo on jest poza poza czasem i tylko on może stworzyć kogoś wszechwiedzącego bo on jest wszech wszechwiedzący. Więc jeśli Bóg stworzył wszechświat to ultra BÓG stworzył boga.> I dowód na jego istnienie to wyobraź sobie istnienie BOGA Boga żeby był jeszcze bardziej boski aby władał Bogiem musi istnieć tada ultraBóg istnieje. Gdzie mój nobel?  Nobelka ni mo. Bo tworzenie bogów przez innych bogów to już w antyku wymyślono, nawet jest to w mitologii greckiej. 3
|
|
| | |  | 2 na 2 | mancziz (1830 punktów) | > Nikt dotychczas nie obalił, ani nawet sensownie nie podważył empirystycznej argumentacji Hume'a krytykującej pojęcie przyczynowości.Przyczynowość tak, jak ją widzi Hume rzeczywiście jest problematyczna. Według mnie prawidłowo powinno się ją ujmować jako działanie danego bytu w zgodzie ze swoją naturą (tożsamością), w danych warunkach. Lub inaczej - przyczynowość to w pewnym sensie natura (tożsamość) nie bytu ale jego zachowania, czyli stosujemy zasadę tożsamości do ruchu. W rzeczywistości istnieją tylko poruszające się byty a my próbując tę rzeczywistość zrozumieć musimy zidentyfikować zarówno te byty jak i ich zachowanie. Tutaj jest to dość dobrze wytłumaczone: www.applie(*)observation_identity_given.htm
"Ciężko powiedzieć co jest niemożliwe, gdyż wczorajsze marzenie to dzisiejsza nadzieja a jutrzejsza rzeczywistość." - Robert H. Goddard
|
|
|  | 2 na 2 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >A co to jest "przyczynowość"? >Hume pisał, że to iluzja doświadczenia, konstrukt naszej epistemologii, a więc "przyczynowość" nie jest realnie istniejącym prawem bytu. To wrażenie, złudzenie. Nam sie wydaje, że A jest przyczyną B, bo tak juz jest zbudowany nasz aparat poznawczy który by móc funkcjonować sensownie w świecie, doszukuje się związków i zależności między zdarzeniami, ale z tego nie wynika iż takie związku istnieją na prawdę. W związku z tym pytanie o praprzyczynę jest pytaniem bezsensownym.
Hume nie miał racji. Jeżeli uznamy, że doświadczanie jest tylko iluzją, to każde stwierdzenie jest błędne. Także to, że doświadczanie jest tylko iluzją.
Epistemologia nie istnieje. To tylko konstrukt umysłu, który oddziela rzeczywistość od poznania, tak jakby poznanie nie dotyczyło rzeczywistości.
Zależności między zdarzeniami są podstawą, której nie możemy odrzucić w taki sposób, żeby jednocześnie nie zanegować wszystkiego. Zdanie podważające przyczynowość też musiałoby być odrzucone. Musiałbyś odrzucić również to, że cokolwiek odrzucasz. Jak mógłbyś wtedy uznać, że cokolwiek jest właściwe?
Podstawowym dowodem na przyczynowość jest powtarzalność. Dzięki temu uczymy się na błędach i odkrywamy zachowania, które zwiększają szanse osiągnięcia celu. Inny dowód to brak kompletnego chaosu.
Regres w nieskończoność jest do uniknięcia dzięki wstawieniu chaosu na początek.
|
|
 | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | >Albo inaczej. Nie wierzę, że Bóg nie istnieje bo skąd się wziąłem ja, a wcześniej pierwsza przyczyna? "Nauka" poradziła sobie z pytaniem o pierwszą przyczynę (tak samo jak z Celem) idąc na łatwiznę i zaprzeczając jej istnieniu. Ale na to dowodu też nie ma. Czemu mielibyśmy dodawać Boga do tego równania skoro wszechświat równie dobrze mógł nie mieć przyczyny? (nie wspomnę nawet jak bardzo popaprane jest dawanie mu na tej podstawie jakichkolwiek cech albo mówienie że bóg jest osobowy XDD)
|
|
|  | 1 na 1 | klaio (1068 punktów) | >Czemu mielibyśmy dodawać Boga do tego równania skoro wszechświat równie dobrze mógł nie mieć przyczyny? Jak to "równie dobrze"? A istnieje cokolwiek innego niż wszechświat, co nie ma przyczyny? Proszę o przykłady. Istnienie wszechświata jako jedynego zdarzenia bez przyczyny wymaga naukowego ustosunkowania się, albo przyznania, że to też jest wiara.
>(nie wspomnę nawet jak bardzo popaprane jest dawanie mu na tej podstawie jakichkolwiek cech albo mówienie że bóg jest osobowy XDD). Zupełnie nie na tej podstawie! Wierzę, że Bóg jest osobą bo musi być Miłość. Rzeczywistość bez Miłości mnie nie interesuje, więc staram się żyć, jakby Bóg osobowy istniał. Czy to prawda nie wiem, ale to ma swoje skutki, także dla niewierzących, bo jest nas więcej. Chociaż wcale nie tak dużo. Nawet jest nas bardzo mało.
|
|
| |  | 1 na 1 | scooby14444 (142 punktów) | >>Czemu mielibyśmy dodawać Boga do tego równania skoro wszechświat równie dobrze mógł nie mieć przyczyny? >Jak to "równie dobrze"? A istnieje cokolwiek innego niż wszechświat, co nie ma przyczyny? Proszę o przykłady. Np. energia. Z zasady zachowania energii wynika, że nie może zniknąć, ani zostać stworzona z niczego.
>Istnienie wszechświata jako jedynego zdarzenia bez przyczyny wymaga naukowego ustosunkowania się, albo przyznania, że to też jest wiara.
No właśnie wieczność Wszechświata może wynikać z zasady zachowania energii. Wszechświat składa się z energii (każda cząstka elementarna zawiera jej określoną ilość), a ta nie może zostać, ani zniszczona, ani stworzona.
|
|
| | |  | | klaio (1068 punktów) | Dopóki nauka nie wie prawie nic o naturze czasu (no, i o wielu innych zagadnieniach), dopóty takie zasady jak zachowanie energii wymagają co najmniej dwóch szczypt wiary. To nie XIX wiek, by żywić nadzieję, że nauka kiedyś wszystko wyjaśni. Nie dezawuuję badań naukowych, tylko pokładania w nich nadziei, których nie dostarcza, chociaż lepszej ścieżki nie ma.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | >Dopóki nauka nie wie prawie nic o naturze czasu (no, i o wielu innych zagadnieniach), dopóty takie zasady jak zachowanie energii wymagają co najmniej dwóch szczypt wiary. To nie XIX wiek, by żywić nadzieję, że nauka kiedyś wszystko wyjaśni. Nie dezawuuję badań naukowych, tylko pokładania w nich nadziei, których nie dostarcza, chociaż lepszej ścieżki nie ma. > Co masz na myśli mówiąc natura czasu druszku? Hej i może daj jakiś przykład spraw nieerozwiązywalnych przez naukę! Bardzo intresuje mnie to zagadnienie.. A nawet jeśli nie wyjaśni wszystkiego to czy jest jakiś sens w postulowaniu czegoś na chybił trafił?
|
|
| |  | 2 na 2 | ololessa (187 punktów) | > >Czemu mielibyśmy dodawać Boga do tego równania skoro wszechświat równie dobrze mógł nie mieć przyczyny?> Jak to "równie dobrze"? A istnieje cokolwiek innego niż wszechświat, co nie ma przyczyny? Proszę o przykłady. Istnienie wszechświata jako jedynego zdarzenia bez przyczyny wymaga naukowego ustosunkowania się, albo przyznania, że to też jest wiara.A istnieje cokolwiek innego niż bóg co nie ma przyczyny gdyby go wprowadzić do równania? Jest takie narzędzie nazywa się brzytwa ockhama: Nie należy wprowadzać nowych pojęć, kategorii czy bytów, jeśli nie jest to uzasadnione Równie dobrze boga mógłby stworzyć garfield a garfielda paczka cheetosów czy rozważamy to jako możliwość pierwszej kolejności? Co do powstawania czegoś z niczego to znajdź mi przykład niczego dosłownie niczego nawet nie mówimy tutaj o próżni bo nadal są pola kwantowe elektromagnetyczne i takie tam. Jak już znajdziesz przykład niczego za jakieś nigdy to je zbadaj i będziesz wtedy mógł mówić że nic nie powstaje z niczego więc potrzebujemy jakiegoś magicznego patałacha bez obrazy druszku. > >(nie wspomnę nawet jak bardzo popaprane jest dawanie mu na tej podstawie jakichkolwiek cech albo mówienie że bóg jest osobowy XDD).> Zupełnie nie na tej podstawie! Wierzę, że Bóg jest osobą bo musi być Miłość. Rzeczywistość bez Miłości mnie nie interesuje, więc staram się żyć, jakby Bóg osobowy istniał. Czy to prawda nie wiem, ale to ma swoje skutki, także dla niewierzących, bo jest nas więcej. Chociaż wcale nie tak dużo. Nawet jest nas bardzo mało.Miłość to reakcje chemiczne w mózgu które zdecydowanie istnieją i są supereowe ale prosze przestań to nazywać bogiem bo to słowo ma już pewien bagaż. polecałbym również zapoznać się z: pl.wikipedia.org/wiki/Argumentum_ad_numerumMuzumanów jest od chrześcijan więcej czyli że bardziej mają racje? (nie)
|
|
| | |  | 1 na 1 | klaio (1068 punktów) | A ja tylko cię proszę, nie używaj słowa miłość dla nazwania reakcji chemicznych w mózgu. Bo to są reakcje chemiczne w mózgu.
|
|
| | | |  | | ololessa (187 punktów) | > A ja tylko cię proszę, nie używaj słowa miłość dla nazwania reakcji chemicznych w mózgu. Bo to są reakcje chemiczne w mózgu.Nie nie druszku przepraszam za to nieporozumienie, Konkretne reakcje chemiczne w mózgu nazywamy stanem zakochania. To nie znaczy że powinniśmy je bagatelizować ale też nie znaczy że niewidzialny yeti stopa ją nam daje.. Czy zwierzęta czują miłość? Jeśli jakkolwiek pragniesz to podważyć to należałoby po pierwsze wskazać miejsce w którym się znajduje miłość w człowieku które nie ma nic wspólnego z mózgiem wskaż mi je uprzejmie proszę Sorki że cię przedrzeźniłem na początku swojej wypowiedzi.. to było bardzo niedojrzałe i naprawde przepraszam!
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Konkretne reakcje chemiczne w mózgu nazywamy stanem zakochania.
Też nie. Zakochanie jest odczuciem. Reakcje w mózgu temu towarzyszą, ale podam pewien przykład. Pacjent choruje na depresję. Badacze dostrzegają, że stan obniżonego nastroju wiąże się z obniżonym poziomem neuroprzekaźnika - serotoniny. W związku z tym podniesienie jej poziomu powinno skutkować wyleczeniem depresji. Dlaczego tak się nie dzieje? Pacjent doznaje sztucznego stanu szczęścia, który wiąże się dla niego z zażywaniem leku. Wie, że nie usunął przyczyny problemów, tylko poprawił sobie samopoczucie. Zmiana myślenia i rozwiązanie problemów spowodowały, że znów zaczął czuć się dobrze, bo mózg dostał sygnał, że już jest w porządku i zaczął wydzielać serotoninę tak jak wcześniej. Czy jego depresja znajdowała się fizycznie w głowie? Sądzę, że nie do końca. Nie wierzę w żadne zaświaty, ale dla mnie rzeczywistość nie jest fizyczna i rozgrywa się na poziomie umysłu i doświadczenia. Fizyczność jest tylko jednym ze sposobów przejawiania się.
|
|
| | | | | |  | | ololessa (187 punktów) | >Czy jego depresja znajdowała się fizycznie w głowie? Sądzę, że nie do końca. Nie wierzę w żadne zaświaty, ale dla mnie rzeczywistość nie jest fizyczna i rozgrywa się na poziomie umysłu i doświadczenia. Fizyczność jest tylko jednym ze sposobów przejawiania się. Czy gdybyśmy usuneli jego mózg to depresja by została? Sama depresja..? Niekoniecznie to problem z samym brakiem serotoniny to dość skomplikowana sprawa ale nie masz żadnych podstaw żeby twierdzić że depresja znajduje się gdzieś poza mózgiem, no chyba że posiadasz właśnie słoik z jej kilogramem przed sobą. Depresja wynika nie tylko z braku serotoniny.. można na przykład dodać same konsekwencje jego braku i skutki ich w przeszłości tej osoby i to samo sprawiłoby że twój argument kompletnie nie miał by sensu. A chyba nie mamy wątpliwości że brak serotoniny mógłby mieć impakt na działania osoby
|
|
| | | | | | |  | | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Czy gdybyśmy usuneli jego mózg to depresja by została? Sama depresja..? >Niekoniecznie to problem z samym brakiem serotoniny to dość skomplikowana sprawa ale nie masz żadnych podstaw żeby twierdzić że depresja znajduje się gdzieś poza mózgiem, no chyba że posiadasz właśnie słoik z jej kilogramem przed sobą.
Nie twierdziłem, że znajduje się poza mózgiem. Napisałem, że nie do końca znajduje się fizycznie w głowie. Świadomość jest czymś więcej niż fizyczne działanie mózgu, który nie byłby jednostką, tylko deterministycznym elementem rzeczywistości. Samo sformułowanie "fizyczny mózg" jest już bardzo wątpliwe.
>Depresja wynika nie tylko z braku serotoniny.. można na przykład dodać same konsekwencje jego braku i skutki ich w przeszłości tej osoby i to samo sprawiłoby że twój argument kompletnie nie miał by sensu. A chyba nie mamy wątpliwości że brak serotoniny mógłby mieć impakt na działania osoby
Argument nie traci sensu, bo wolną wolę masz w różnych stanach, a od myślenia zależy to czy mózg wytwarza odpowiednie hormony. Twój argument nie ma sensu, bo postrzegasz świadomość i decyzje jako sumę działania fizycznych mechanizmów. Żeby tak pomyśleć musisz uwierzyć w neoateistyczny pogląd "materializm ontologiczny" i w ogóle przyjąć podział na ontologię i epistemologię. Zrób na odwrót. Świadomość jest ważniejsza od tego co nazywamy ogólnikowo materią i fizycznością. Odrzuć ten materialistyczny i deterministyczny bełkot, bo to jest wmawiane po to żeby ludzie nie korzystali samodzielnie ze świadomości. Ludzie odchodzą od chrześcijaństwa, więc dostali nową religię.
|
|
|  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Czemu mielibyśmy dodawać Boga do tego równania skoro wszechświat równie dobrze mógł nie mieć przyczyny?
I powstał z niczego, czy istniał zawsze? Dziwne twierdzenie, skoro "nic" i "zawsze" nie istnieją.
Bóg nie stworzył świata, ale wiara nie musi być głupia. Wierzę w przyszłość i wyłonienie się sensu. Boga odrzucam tak samo jak materializm, ale niewykluczone, że istnieją byty doskonalsze od nas i świadomość wszechświata, która ciągle ewoluuje wraz z nim.
|
|
 | 2 na 2 | scooby14444 (142 punktów) | >> Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >>istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Albo inaczej. Nie wierzę, że Bóg nie istnieje bo skąd się wziąłem ja, a wcześniej pierwsza przyczyna? "Nauka" poradziła sobie z pytaniem o pierwszą przyczynę (tak samo jak z Celem) idąc na łatwiznę i zaprzeczając jej istnieniu. Ale na to dowodu też nie ma. Nauka utrzymuje, że co prawda wszystkie zdarzenia we wszechświecie mają swoją przyczynę, tylko jedno zdarzenie jej nie ma. > Tak jak pisał Kołakowski - wiara jest uprawniona, i niewiara jest uprawniona. >
Nie wierzę, że Bóg nie istnieje = Wierzę, że Bóg istnieje. (prawo podwójnej negacji).
Poza tym z niewiedzy nie może wynikać, żaden wniosek. Wnioski mogą wynikać wyłącznie z wiedzy.
Nie wiem skąd wzięło się życie ----> Bóg istnieje albo Bóg je stworzył - to całkowicie nieuprawniony wniosek.
Możesz sobie w to wierzyć, ale to nie jest żadna wiedza.
|
|
3 na 3 | Kulmin (4007 punktów) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się?
Tak, i zasadniczo ktoś kto mówi, iż wie, to powinien również być w stanie podać od razu jakiś dowód i to dowód materialny, empiryczny (evidence), a nie dowód logiczny, czy filozoficzny (proof).
A niestety, albo stety, jest już tak, że nikt nigdy nie podał żadnego evidence, a jedyne czym się ludzie podniecają to proof, które dowodzą jedynie tego co wynika z przyjętych założeń, a założyć można sobie cokolwiek.
To rozróżnienie jest wg mnie kluczowe, bo pokazuje wątłość i mierność wszelkich koncepcji boga, czy bogów transcendentnych, metafizycznych. Jeśli ktoś twierdzi, że jego bóg jest metafizyczny (by np uniknąć ciężaru dowodu) , to strzela sobie w kolano trochę, bo momentalnie niemożliwe się staje posiadanie jakiejkolwiek wiedzy o nim. Pozostaje tylko wiara, no a co z wiarą można zrobić? No nic. Ani to argument, ani racjonalne stanowisko. Zwykłe emocje.
|
|
 | 1 na 1 | scooby14444 (142 punktów) | Zgadza się.
Poza tym ktoś kto twierdzi, że Bóg jest metafizyczny od razu zakłada jego istnienie.
To już nie jest wiara tylko wiedza (jest tego pewny).
|
|
1 na 3 | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się?
Nie chcę zawężać tematu wiary. Niemniej w Heb.11:1 znajdziesz pewnego rodzaju zdefiniowanie wiary. A tam przeczytasz: "Wiara jest p o r e k ą tych dób ,których się spodziewamy,d o w o d e m tych rzeczywistości,których nie widzimy". Tak,czy inaczej nie jest naiwnym przyjmowaniem tego ,co jest nam obiecane w przyszłości. Jak i jest dowodem niewidzialnego,w tym i obiecanych rzeczy. Z tego powodu twoje wyobrażenia to twoje wyobrażenia. Przy czy utożsamianie wiary z naiwnością itp.jest powszechne. Myślę,że zmieniłbyś zdanie po przeczytaniu takich książek jak: "Wiedz,dlaczego wierzysz". Paul.E.Little.
Masz do nich prawo ,jak i się w tym przypadku mylić,jak się mylisz.
|
|
 | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | > Tak,czy inaczej nie jest naiwnym przyjmowaniem tego ,co jest nam obiecane w przyszłości.Jak dowiadujesz się o tym co jest ci "obiecane" z drugiej albo jeszcze lepiej z trzeciej ręki i nie masz ŻADNEGO dowodu na to że osoba która ci obiecuje coś co zaprzecza całej dotychczasowej wiedzy o ludzkim mózgu nawet istnieje.. To to jest definicja naiwności Jeśli nie głupoty > Myślę,że zmieniłbyś zdanie po przeczytaniu takich książek jak:> "Wiedz,dlaczego wierzysz". Paul.E.Little.Skoro ta książka tak zmienia zdanie to z pewnością jesteś w stanie streścić dlaczego > Masz do nich prawo ,jak i się w tym przypadku mylić,jak się mylisz.To było akurat bardzo nieuprzejme druszku
|
|
|  | | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | > >Tak,czy inaczej nie jest naiwnym przyjmowaniem tego ,co jest nam obiecane w przyszłości.> Jak dowiadujesz się o tym co jest ci "obiecane" z drugiej albo jeszcze lepiej z trzeciej ręki i nie masz ŻADNEGO dowodu na to że osoba która ci obiecuje coś co zaprzecza całej dotychczasowej wiedzy o ludzkim mózgu nawet istnieje.. To to jest definicja naiwności Jeśli nie głupoty> >Myślę,że zmieniłbyś zdanie po przeczytaniu takich książek jak:> >"Wiedz,dlaczego wierzysz". Paul.E.Little.> Skoro ta książka tak zmienia zdanie to z pewnością jesteś w stanie streścić dlaczego> >Masz do nich prawo ,jak i się w tym przypadku mylić,jak się mylisz.> To było akurat bardzo nieuprzejme druszku  Nie zależy mi na nieuprzejmości. A jak zachowałbyś się w przypadku człowiek,którego prawdomówność nie wzbudza specjalnych podejrzeń. Np.w przypadku przepowiadacza pogody,którego prognozy się spełniają. Czy w tym przypadku,gdyby cię namawiał do zabrania ze sobą parasola,ponieważ będzie padać. Zabrałbyś go,czy nie? A nie wydaje mi się przyjacielu,żebyś sprawdzał wszystkie stwierdzenia naukowe. Nawet zasadność zasad. Prawa entropii. Zasad termodynamiki. Prędkości dźwięku. Częstotliwości mierzonej w hercach. Jaka jest amplituda. Czy prawdą są twierdzenia I.Newtona odnośnie widma światła. Czym jest i czy jest takim jak się je przedstawia promieniowanie gama.itp. Wszystkie one pochodzą z drugiej,albo trzeciej ręki. I nie masz stuprocentowego dowodu,że przekazana prawda to prawda. Istnieje większe ,czy mniejsze prawdopodobieństwo. A jeśli nawet zupełne,to ty tego osobiście nie sprawdzasz. W tym przypadku wierzysz w prawdomówność uczonych. Tych,którzy niemal we wszystkim popełniali pomyłki. A w przypadku podanej książki idzie tylko o potrzebę posiadania argumentów swoich wierzeń. Ewentualnie ich kwestionowania. Wierzę w prawdomówność stwórcy. I tyle.
|
|
| |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | > >To było akurat bardzo nieuprzejme druszku  > Nie zależy mi na nieuprzejmości.Bardzo szkoda  > A jak zachowałbyś się w przypadku człowiek,którego prawdomówność nie wzbudza specjalnych podejrzeń.> Np.w przypadku przepowiadacza pogody,którego prognozy się spełniają.> Czy w tym przypadku,gdyby cię namawiał do zabrania ze sobą parasola,ponieważ będzie padać.> Zabrałbyś go,czy nie?Tak ale zakładając że by mi to powiedział on sam i jego istnienie nie było wysoce nieprawdopodobne i nie łamało podstawowych praw logiki, więc nie sprowadzajmy bogów do tego. > A nie wydaje mi się przyjacielu,żebyś sprawdzał wszystkie stwierdzenia naukowe.> Nawet zasadność zasad.> Prawa entropii.> Zasad termodynamiki.> Prędkości dźwięku.> Częstotliwości mierzonej w hercach.> Jaka jest amplituda.> Czy prawdą są twierdzenia I.Newtona odnośnie widma światła.> Czym jest i czy jest takim jak się je przedstawia promieniowanie gama.itp.> Wszystkie one pochodzą z drugiej,albo trzeciej ręki.> I nie masz stuprocentowego dowodu,że przekazana prawda to prawda.> Istnieje większe ,czy mniejsze prawdopodobieństwo.> A jeśli nawet zupełne,to ty tego osobiście nie sprawdzasz.> W tym przypadku wierzysz w prawdomówność uczonych.> Tych,którzy niemal we wszystkim popełniali pomyłki.> A w przypadku podanej książki idzie tylko o potrzebę posiadania argumentów swoich wierzeń.> Ewentualnie ich kwestionowania.> Wierzę w prawdomówność stwórcy.> I tyle.Nie do końca, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak działa metoda naukowa więc wyjaśnię ci pokrótce mój druszku. Twierdzenia naukowe są falsyfikowalne to ich podstawowa cecha to oznacza między innymi że można je obalać i cały czas się próbuje to robić bo chcemy mieć jako ludzkość mieć najlepsze narzędzia do poznawania świata.. Możesz sam się w to zagłębić i jak obalisz jakieś podstawowe twierdzenie w dziedzinie czegokolwiek to gwarantuje ci nobla 100%. Czy wierzysz w istnienie jezusika bardziej niż w istnienie innych ludzi? Jesli tak to może intrepretujesz jakiś znany już fenomen jako jego głos czy coś, przepraszam jeśli to zabrzmiało nieuprzejmie! Szacunek należy się ludziom a nie ich wierzeniom!
|
|
| | |  | | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | > >>To było akurat bardzo nieuprzejme druszku  > >Nie zależy mi na nieuprzejmości.> Bardzo szkoda  > >A jak zachowałbyś się w przypadku człowiek,którego prawdomówność nie wzbudza specjalnych podejrzeń.> >Np.w przypadku przepowiadacza pogody,którego prognozy się spełniają.> >Czy w tym przypadku,gdyby cię namawiał do zabrania ze sobą parasola,ponieważ będzie padać.> >Zabrałbyś go,czy nie?> Tak ale zakładając że by mi to powiedział on sam i jego istnienie nie było wysoce nieprawdopodobne i nie łamało podstawowych praw logiki, więc nie sprowadzajmy bogów do tego.> >A nie wydaje mi się przyjacielu,żebyś sprawdzał wszystkie stwierdzenia naukowe.> >Nawet zasadność zasad.> >Prawa entropii.> >Zasad termodynamiki.> >Prędkości dźwięku.> >Częstotliwości mierzonej w hercach.> >Jaka jest amplituda.> >Czy prawdą są twierdzenia I.Newtona odnośnie widma światła.> >Czym jest i czy jest takim jak się je przedstawia promieniowanie gama.itp.> >Wszystkie one pochodzą z drugiej,albo trzeciej ręki.> >I nie masz stuprocentowego dowodu,że przekazana prawda to prawda.> >Istnieje większe ,czy mniejsze prawdopodobieństwo.> >A jeśli nawet zupełne,to ty tego osobiście nie sprawdzasz.> >W tym przypadku wierzysz w prawdomówność uczonych.> >Tych,którzy niemal we wszystkim popełniali pomyłki.> >A w przypadku podanej książki idzie tylko o potrzebę posiadania argumentów swoich wierzeń.> >Ewentualnie ich kwestionowania.> >Wierzę w prawdomówność stwórcy.> >I tyle.> Nie do końca, nie wiem czy zdajesz sobie sprawę jak działa metoda naukowa więc wyjaśnię ci pokrótce mój druszku. Twierdzenia naukowe są falsyfikowalne to ich podstawowa cecha to oznacza między innymi że można je obalać i cały czas się próbuje to robić bo chcemy mieć jako ludzkość mieć najlepsze narzędzia do poznawania świata.. Możesz sam się w to zagłębić i jak obalisz jakieś podstawowe twierdzenie w dziedzinie czegokolwiek to gwarantuje ci nobla 100%. Czy wierzysz w istnienie jezusika bardziej niż w istnienie innych ludzi? Jesli tak to może intrepretujesz jakiś znany już fenomen jako jego głos czy coś, przepraszam jeśli to zabrzmiało nieuprzejmie!Szacunek należy się ludziom a nie ich wierzeniom! To co napisałeś przyjacielu dotyczy wyjaśnień K.Poppera. Jest to tylko jedna z metod wyjaśnienia,czym jest nauka i jak powinna działać. Przy czym prze ze mnie akceptowana. Uczony ten jednak nie opowiadał się za materializmem. Z tej przyczyny nie występował przeciw wyjaśnieniom metafizycznym. Metodologia nauki zna kilka sposobów ujmowania nauki. Jedną z nich jest weryfikacja. A i "teoria ewolucji" podobnie jak i wiara w stworzenie,czy stworzyciela,opiera się na "udowodnieniu ,że...". Stwórca istnieje,ewolucja miała miejsce. Tak więc obalanie jest istotne w nauce. Jest jednak tym samym co "krytykowanie". Czym innym jest jednak krytyka. zawsze krytyka,czy krytyk może stać się tylko malkontentem,inaczej zoilem. I zastanów się,czy w przypadku dyskusji o wierze,nim nie jesteś ?
|
|
| | | |  | | ololessa (187 punktów) | > Z tej przyczyny nie występował przeciw wyjaśnieniom metafizycznym.Wyjaśnij mi czym jest metafizyka proszę i czym się różni od świata fizycznego? Czy w niej występują zależności? Czy wtedy nie jest po prostu fizyką? > Jedną z nich jest weryfikacja.> A i "teoria ewolucji" podobnie jak i wiara w stworzenie,czy stworzyciela,opiera się na "udowodnieniu ,że...".Nie musimy przeprowadzać ewolucji od zera aby takie coś było dowodem. Przecież mamy dowody w dna, skamielinach etc.. a kreacjonizm jest ślepym trafem który jest jeszcze mniej prawdopodobny nawet jeśli na ewolucje nie byłoby żadnych dowodów> Ok bóg zrobił człowieka to kto zrobił boga? Jak coś o wiele bardziej skomplikowanego się pojawiło samo z siebie? jak to wyjaśniamy? Już bardziej prawdopodobne jest to że człowiek wyszedł z wody > I zastanów się,czy w przypadku dyskusji o wierze,nim nie jesteś ?Hej chyba każdemu zależy aby wierzyć w prawde.. przecież gdyby była jakaś wszechmocna istota i byłby prawdziwe wiadomości na jej temat to jasne że chciałbym ją poznać. Ale na razie mi niczego takiego nikt nie przedstawił  . Interesuje mnie prawda a nie to czy obecnie mam racje
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >>Z tej przyczyny nie występował przeciw wyjaśnieniom metafizycznym. >Wyjaśnij mi czym jest metafizyka proszę i czym się różni od świata fizycznego? >Czy w niej występują zależności? Czy wtedy nie jest po prostu fizyką?
Na odwrót. Czy fizyka postrzegana po prostu jako występowanie zależności nie jest po prostu metafizyką?
Czy postrzegasz człowieka tylko jako obiekt fizyczny? Dlaczego ignorujesz świadomość? Słowo klucz to emergencja. Nawet komputer nie ogranicza się do hardwaru. Software jest ważniejszy, a ten sam sprzęt jest mniej użyteczny, jeśli nie aktualizujesz oprogramowania.
|
|
| | | | | |  | | ololessa (187 punktów) | >>>Z tej przyczyny nie występował przeciw wyjaśnieniom metafizycznym. >>Wyjaśnij mi czym jest metafizyka proszę i czym się różni od świata fizycznego? >>Czy w niej występują zależności? Czy wtedy nie jest po prostu fizyką? >Na odwrót. Czy fizyka postrzegana po prostu jako występowanie zależności nie jest po prostu metafizyką? Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie bo nadal nie wiem czym jest metafizyka według ciebie, proszę wyjaśnij mi to. >Czy postrzegasz człowieka tylko jako obiekt fizyczny? W sensie budowy? Że jest zbudowany z atomów? Jeśli o to chodzi to tak.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie bo nadal nie wiem czym jest metafizyka według ciebie, proszę wyjaśnij mi to.
Nie wiesz, bo ograniczasz się do samej fizyki i nie bierzesz pod uwagę, że to jako świadomość doświadczasz tego co nazywasz fizyką. Zakładasz, że świat się do tego ogranicza, ale nie znasz prawdy. A dlaczego nie uważasz, że świadomość kreuje materię wg swoich potrzeb?
>>Czy postrzegasz człowieka tylko jako obiekt fizyczny? >W sensie budowy? >Że jest zbudowany z atomów? Jeśli o to chodzi to tak.
Nie w sensie budowy. Od razu pytasz o materię, więc postrzegasz człowieka jako obiekt fizyczny, czyli jego myśli i decyzje jako elementy fizyki. Uważasz, że elementy budowy obiektu są obiektem. Wszystko stanowi w takim razie całość, bo nie ma powodu żeby przypisywać jednostce siłę decyzyjną. W takim razie nie istnieje obiekt, tylko świat i jego elementy budowy. Co wtedy decyduje? Świat czy elementy? Jeśli nieświadomie, to nikt. Wszystko dzieje się tak jak "musi" się dziać. Tylko czy faktycznie musi? To, że coś się stało nie oznacza, że musiało się stać. Niektórym rzeczom można było zapobiec, a inne były do uniknięcia przy innym zbiegu okoliczności. Gdyby zbiegi okoliczności były deterministyczne, to co by o nich decydowało? Zeus, Jahwe, czy materia? Nawet jeśli rezygnujesz z metafizyki, to tak naprawdę wyznajesz metafizyczny pogląd, że materia o wszystkim "decyduje", bo tak musi być i nikt nie ma już na to wpływu, bo materia przypadkowo to zaplanowała (zimny wrzątek!).
|
|
 | 1 na 1 | scooby14444 (142 punktów) | >Nie chcę zawężać tematu wiary. >Niemniej w Heb.11:1 znajdziesz pewnego rodzaju zdefiniowanie wiary. >A tam przeczytasz: >"Wiara jest p o r e k ą tych dób ,których się spodziewamy,d o w o d e m tych rzeczywistości,których nie widzimy".
Jak widać Biblia jest pełna bzdur. Wiara nie może być dowodem na cokolwiek.
Oczywiście, człowiek wierzący wierzy, że Biblia to nieomylne Słowo Boże, fakty jednak wskazują co innego.
|
|
|  | -1 na 3 | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | >>Nie chcę zawężać tematu wiary. >>Niemniej w Heb.11:1 znajdziesz pewnego rodzaju zdefiniowanie wiary. >>A tam przeczytasz: >>"Wiara jest p o r e k ą tych dób ,których się spodziewamy,d o w o d e m tych rzeczywistości,których nie widzimy". >Jak widać Biblia jest pełna bzdur. Wiara nie może być dowodem na cokolwiek. >Oczywiście, człowiek wierzący wierzy, że Biblia to nieomylne Słowo Boże, fakty jednak wskazują co innego. > Wiara jest istotną częścią naszego życia. A takie książki :W co wierzymy ,choć nie potrafimy tego dowieść". Wskazują,że istnieją obszary wiedzy,która opiera się na wierze. Ewentualnie ta ostatnia wyzwoliła obszar poszukiwań. Nawet wiara w to,że istniej rozwiązanie. A ty jak widać nie rozumiesz podanej definicji. Wiara jest "poręką". To jest zapewnieniem,lub zaręczeniem. W tym przypadku składającego obietnicę stworzyciela.
|
|
| |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | >Wiara jest istotną częścią naszego życia. Wiara =/= Wiara w Boga A prawdopodobnie o nią ci chodzi więc tylko że wyrażanie się o tym jasno musi wyglądać komicznie bez obrazy Sorki >A takie książki :W co wierzymy ,choć nie potrafimy tego dowieść". Wskazują,że istnieją obszary wiedzy,która opiera się na wierze. >Ewentualnie ta ostatnia wyzwoliła obszar poszukiwań. >Nawet wiara w to,że istniej rozwiązanie. >A ty jak widać nie rozumiesz podanej definicji. >Wiara jest "poręką". To jest zapewnieniem,lub zaręczeniem. Zdecydowanie nie jest poręką.. W tym przypadku zdecydowanie strzałem kostką z nieskończoną ilością ścianek >W tym przypadku składającego obietnicę stworzyciela. Czy mogę się spytać jak się z nim skontaktowałeś? Z chęcią sam bym to zrobił! Jak Biblią to nie ma opcji że byt WSZECHWIEDZĄCY robi taką masę błędów sam sobie przeczy leci na ówczesny największy ciemnogród robić czary mary ale tylko troszke i nie zostawia przy tym żadnych dowodów a przy tym stwarza takie sytuacje które są falsyfikowalne i już sfalsyfikowane Arka noego adam i ewa oraz atak zombie. Potem jeszcze zabija syna którym sam jest dla samego siebie aby służył za kruczek prawny w prawie które stworzył i nadal ma nad nim władanie bo jest wszechpotężny przy tym dbając żeby istnienie tego całego procederu było CONAJMNIEJ podważalne. Ten bóg chyba nigdy nie grał w głuchy telefon że napisał sobie książeczke jeszcze rączkami różnych zupełnie ze sobą nie powiązanych osób aby potem ten zlepek bzdur nazwać pismem świętym rączkami jeszcze innych ludzi przy okazji nie dając żadnej żadnej szansy siebie zobaczyć/pogadać XDD cokolwiek, totalny imbecyl lepiej wierz że nie ma na niego szans bo inaczeje wszyscy mamy przerąbane stary
|
|
| | |  | 1 na 1 | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | >>Wiara jest istotną częścią naszego życia. >Wiara =/= Wiara w Boga >A prawdopodobnie o nią ci chodzi więc tylko że wyrażanie się o tym jasno musi wyglądać komicznie bez obrazy Sorki >>A takie książki :W co wierzymy ,choć nie potrafimy tego dowieść". Wskazują,że istnieją obszary wiedzy,która opiera się na wierze. >>Ewentualnie ta ostatnia wyzwoliła obszar poszukiwań. >>Nawet wiara w to,że istniej rozwiązanie. >>A ty jak widać nie rozumiesz podanej definicji. >>Wiara jest "poręką". To jest zapewnieniem,lub zaręczeniem. >Zdecydowanie nie jest poręką.. W tym przypadku zdecydowanie strzałem kostką z nieskończoną ilością ścianek >>W tym przypadku składającego obietnicę stworzyciela. >Czy mogę się spytać jak się z nim skontaktowałeś? Z chęcią sam bym to zrobił! >Jak Biblią to nie ma opcji że byt WSZECHWIEDZĄCY robi taką masę błędów sam sobie przeczy leci na ówczesny największy ciemnogród robić czary mary ale tylko troszke i nie zostawia przy tym żadnych dowodów a przy tym stwarza takie sytuacje które są falsyfikowalne i już sfalsyfikowane Arka noego adam i ewa oraz atak zombie. Potem jeszcze zabija syna którym sam jest dla samego siebie aby służył za kruczek prawny w prawie które stworzył i nadal ma nad nim władanie bo jest wszechpotężny przy tym dbając żeby istnienie tego całego procederu było CONAJMNIEJ podważalne. >Ten bóg chyba nigdy nie grał w głuchy telefon że napisał sobie książeczke jeszcze rączkami różnych zupełnie ze sobą nie powiązanych osób aby potem ten zlepek bzdur nazwać pismem świętym rączkami jeszcze innych ludzi przy okazji nie dając żadnej żadnej szansy siebie zobaczyć/pogadać XDD cokolwiek, totalny imbecyl lepiej wierz że nie ma na niego szans bo inaczeje wszyscy mamy przerąbane stary
Rozumiem,że się nie modlisz. Chociaż ta nawet z punktu widzenia "potęgi podświadomości" jest istotną częścią naszego życia i przemożny w pływ na życie.
A oddanie za nas swego syna ,nie czyni z ofiarodawcy ofiary. Ukazuje tylko,że pod pewnymi względami my nimi jesteśmy i potrzebowaliśmy pomocy. Nawet jeśli jej nie pojmujesz,czy nie przyjmujesz. To nie powiązanie ze sobą pisarzy starotestamentowych itp.i utrzymanie pomimo wieków sensu przekazu,nie jest takie oczywiste do zrealizowania. A zrealizowane zostało. A odmienny obraz stworzenia i ewolucji to temat odmienny od zagadnienia wiary. Czym jest,a czym nie! Temat dotyczy niezrozumienia przez wierzących zagadnienia wiary i rozumienia go przez n i e wierzących. to dopiero absurd.
|
|
| | | |  | | ololessa (187 punktów) | >Rozumiem,że się nie modlisz. >Chociaż ta nawet z punktu widzenia "potęgi podświadomości" jest istotną częścią naszego życia i przemożny w pływ na życie. Jeśli w to wierzysz ale to czy dobry czy zły to zależy od sprawy ale według bibli to i tak nie działa bo bóg wie czego chcesz zawsze i wszędzie jednocześnie działając za każdym razem co jest demonstralnie nieprawdziwe oby dwie wersje to słowa jezusa >A oddanie za nas swego syna ,nie czyni z ofiarodawcy ofiary. Czyni jeśli on jest jednocześnie swoim synem.. Trójca święta takie tam Pomijając jak bardzo jest niemoralne torturowanie swojego syna aby uchylić zasady które samemu się stworzyło i dziedziczenie grzechu przodków >Ukazuje tylko,że pod pewnymi względami my nimi jesteśmy i potrzebowaliśmy pomocy. Patrz teraz pstrykam palcem to odkupiło twoje grzechy teraz kup mi apartament, A i jeszcze nawet nie masz dowodu że to cokolwiek zmieniło ale przecież wierzysz w jezusa jak ci przyprowadze 10osób które w to wierzą to kupisz mi apartament?? a i jkbc masz jeszcze życie wieczne w swoim świecie w minecrafcie na modach po śmierci Jak kogokolwiek głupia śmierć zmieniła cokolwiek? Czy ten JHWH nie jest przypadkiem wszechmocny? nie wystarczyło by aby poprosił abyśmy byli grzeczni XD? Po śmierci jezusa nic się nie zmieniło, A poza tym to nie ten grzech pierworodny który nam dał w prezencie JHWH? >To nie powiązanie ze sobą pisarzy starotestamentowych itp.i utrzymanie pomimo wieków sensu przekazu,nie jest takie oczywiste do zrealizowania. >A zrealizowane zostało. Przedmioty kultu religijnego mają niezwykłą przeżywalność czy to dowodzi że wszystkich ich bogowie istnieją? Jak tak to Zeus instnieje równolegle z JHWH wątpie abyś w to wierzył. >A odmienny obraz stworzenia i ewolucji to temat odmienny od zagadnienia wiary. Zależy od tego czy przyjmujesz cały bagaż biblii jeśli historyjka o jezusiku umierającym za grzech pierworodny miałaby mieć jakikolwiek sens musiałbyś przyjąć historyjke o adamie i ewie która jest zmyślona
Hej mogę ci zadać pytanie? co byś stracił gdybyś stracił "wiarę"? Przepraszam za moje infantylne alegorie, jestem błaznem.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | >>Rozumiem,że się nie modlisz. >>Chociaż ta nawet z punktu widzenia "potęgi podświadomości" jest istotną częścią naszego życia i przemożny w pływ na życie. >Jeśli w to wierzysz ale to czy dobry czy zły to zależy od sprawy >ale według bibli to i tak nie działa bo bóg wie czego chcesz zawsze i wszędzie jednocześnie działając za każdym razem co jest demonstralnie nieprawdziwe oby dwie wersje to słowa jezusa >>A oddanie za nas swego syna ,nie czyni z ofiarodawcy ofiary. >Czyni jeśli on jest jednocześnie swoim synem.. Trójca święta takie tam >Pomijając jak bardzo jest niemoralne torturowanie swojego syna aby uchylić zasady które samemu się stworzyło i dziedziczenie grzechu przodków >>Ukazuje tylko,że pod pewnymi względami my nimi jesteśmy i potrzebowaliśmy pomocy. >Patrz teraz pstrykam palcem to odkupiło twoje grzechy teraz kup mi apartament, A i jeszcze nawet nie masz dowodu że to cokolwiek zmieniło ale przecież wierzysz w jezusa jak ci przyprowadze 10osób które w to wierzą to kupisz mi apartament?? a i jkbc masz jeszcze życie wieczne w swoim świecie w minecrafcie na modach po śmierci >Jak kogokolwiek głupia śmierć zmieniła cokolwiek? Czy ten JHWH nie jest przypadkiem wszechmocny? nie wystarczyło by aby poprosił abyśmy byli grzeczni XD? >Po śmierci jezusa nic się nie zmieniło, A poza tym to nie ten grzech pierworodny który nam dał w prezencie JHWH? >>To nie powiązanie ze sobą pisarzy starotestamentowych itp.i utrzymanie pomimo wieków sensu przekazu,nie jest takie oczywiste do zrealizowania. >>A zrealizowane zostało. >Przedmioty kultu religijnego mają niezwykłą przeżywalność czy to dowodzi że wszystkich ich bogowie istnieją? Jak tak to Zeus instnieje równolegle z JHWH wątpie abyś w to wierzył. >>A odmienny obraz stworzenia i ewolucji to temat odmienny od zagadnienia wiary. >Zależy od tego czy przyjmujesz cały bagaż biblii jeśli historyjka o jezusiku umierającym za grzech pierworodny miałaby mieć jakikolwiek sens musiałbyś przyjąć historyjke o adamie i ewie która jest zmyślona >Hej mogę ci zadać pytanie? co byś stracił gdybyś stracił "wiarę"? Przepraszam za moje infantylne alegorie, jestem błaznem.
Mogę ci zaproponować do przeczytania książki,które mam ,znam,a które udzieliłyby ci odpowiedzi na pytania,które zadajesz . Takie jak: "Ta niewiarygodna potrzeba wiary" Julia Kristeva Nie wydaje mi się jednak,żebyś "był poszukiwaczem prawdy". To,że nie widzisz pewnych zjawisk,nie oznacza ,że ich nie ma. Ta śmierć dała nam więcej niż przyjmujesz,pewnie pojmujesz. A wiara w stworzenie ,nie jest mniej zasadna z jednej strony z drugiej pozbawiona zasadności ,jak i teoria ewolucji. W przeszłości jedna była powszechnie akceptowana,teraz druga. Wiary nie miałem. Wiarę traciłem. Wiarę odzyskiwałem. Nie jest mi obcy ,świat bez wiary. Mam i czytam książki typu :"Niezbędnik ateisty" rozmowy Piotr Szumlewicz. Tak to zapewne jestem oświecony i znam poglądy jednej i drugiej strony. A wiara daje mi pewność,której nie daje mi nikt,i nic. Pewność,że dziej ludzkości ,to dzieje : "Od raju utraconego,do raju odzyskanego". Pozdrawiam.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | > Ta śmierć dała nam więcej niż przyjmujesz,pewnie pojmujesz.Przykro mi > A wiara w stworzenie ,nie jest mniej zasadna z jednej strony z drugiej pozbawiona zasadności ,jak i teoria ewolucji.Druszku błagam dokształć się w tym czym tak naprawdę jest teoria ewolucji nie chcę cię tym obrazić, po prostu jestem pewien że gdybyś ją biegle znał to na 100% byś ją brał za pewnik. Poczytaj może sobie np o ziębach z galapagos A może o ewolucji samych hominidów, jeśli twoja wiara jest prawdziwa to z pewnością się obroni tylko nie wyrzucaj faktów do kosza pls Teraz zrobię ci streszczenie ewolucji: Czy potomstwo różni się od rodziców? Czy występują mutacje genów i rekombinacje? Czy w różnych środowiskach jednostką z pewnym zestawem cech ma przewagę? Jak masz jakieś wątpliwości co do tego to nawet tego nie pisz po prostu odbierz swoją nagrodę nobla bo obaliłeś podstawę większości naszej wiedzy o biologii Też Pozdrawiam!
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >Teraz zrobię ci streszczenie ewolucji: >Czy potomstwo różni się od rodziców?
Tak. Genetycznie. A to początek rozmowy o ewolucji.
>Czy występują mutacje genów i rekombinacje?
Ale nie z dwóch osobników. Rekombinacje są ograniczone. Jest taki dział w matematyce zwany kombinatoryką i daje obraz możliwości.
>Czy w różnych środowiskach jednostką z pewnym zestawem cech ma przewagę?
Cechy to nazwa tylko. Skąd się wzięły skoro rekombinacja z dwóch osobników mające ograniczone tworzenie takiej wielości np. ras, nie mówiąc o ilości osobników.
>Jak masz jakieś wątpliwości co do tego to nawet tego nie pisz po prostu odbierz swoją nagrodę nobla bo obaliłeś podstawę większości naszej wiedzy o biologii.
Niestety ale za nim nie idą rewelacje odkryte przez niego i świat, niestety żywy, podlegający swoim prawom zmian i doboru naturalnego. I żaden Bóg czy bóstwo (wymyślone przez człowieka) tego nie jest w stanie zmienić. No ale trzeba to po prostu zrozumieć.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | ololessa (187 punktów) | > Ale nie z dwóch osobników. Rekombinacje są ograniczone. Jest taki dział w matematyce zwany kombinatoryką i daje obraz możliwości.> Cechy to nazwa tylko. Skąd się wzięły skoro rekombinacja z dwóch osobników mające ograniczone tworzenie takiej wielości np. ras, nie mówiąc o ilości osobników.Pozwól że przedstawię ci pewną analogie: Język polski należy do grupy Języków słowiańskich czy to znaczy że w którymś momencie matka mówiąca po słowiańsku urodziła dziecko mówiące po polsku? thumbnails(*)tree-of-life_505ba0c07cda2.gif
|
|
| | | | |  | 1 na 1 Bzymbzymk (-3 punktów) (zablokowany) | >>Rozumiem,że się nie modlisz. >>Chociaż ta nawet z punktu widzenia "potęgi podświadomości" jest istotną częścią naszego życia i przemożny w pływ na życie. >Jeśli w to wierzysz ale to czy dobry czy zły to zależy od sprawy >ale według bibli to i tak nie działa bo bóg wie czego chcesz zawsze i wszędzie jednocześnie działając za każdym razem co jest demonstralnie nieprawdziwe oby dwie wersje to słowa jezusa >>A oddanie za nas swego syna ,nie czyni z ofiarodawcy ofiary. >Czyni jeśli on jest jednocześnie swoim synem.. Trójca święta takie tam >Pomijając jak bardzo jest niemoralne torturowanie swojego syna aby uchylić zasady które samemu się stworzyło i dziedziczenie grzechu przodków >>Ukazuje tylko,że pod pewnymi względami my nimi jesteśmy i potrzebowaliśmy pomocy. >Patrz teraz pstrykam palcem to odkupiło twoje grzechy teraz kup mi apartament, A i jeszcze nawet nie masz dowodu że to cokolwiek zmieniło ale przecież wierzysz w jezusa jak ci przyprowadze 10osób które w to wierzą to kupisz mi apartament?? a i jkbc masz jeszcze życie wieczne w swoim świecie w minecrafcie na modach po śmierci >Jak kogokolwiek głupia śmierć zmieniła cokolwiek? Czy ten JHWH nie jest przypadkiem wszechmocny? nie wystarczyło by aby poprosił abyśmy byli grzeczni XD? >Po śmierci jezusa nic się nie zmieniło, A poza tym to nie ten grzech pierworodny który nam dał w prezencie JHWH? >>To nie powiązanie ze sobą pisarzy starotestamentowych itp.i utrzymanie pomimo wieków sensu przekazu,nie jest takie oczywiste do zrealizowania. >>A zrealizowane zostało. >Przedmioty kultu religijnego mają niezwykłą przeżywalność czy to dowodzi że wszystkich ich bogowie istnieją? Jak tak to Zeus instnieje równolegle z JHWH wątpie abyś w to wierzył. >>A odmienny obraz stworzenia i ewolucji to temat odmienny od zagadnienia wiary. >Zależy od tego czy przyjmujesz cały bagaż biblii jeśli historyjka o jezusiku umierającym za grzech pierworodny miałaby mieć jakikolwiek sens musiałbyś przyjąć historyjke o adamie i ewie która jest zmyślona >Hej mogę ci zadać pytanie? co byś stracił gdybyś stracił "wiarę"? Przepraszam za moje infantylne alegorie, jestem błaznem.
------------- To czy ktoś jest wyznawcą : - religii - ateizmu/agnostycyzmu - czegokolwiek innego...
Nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Jeżeli dane zjawisko występuje to można je zbadać lub nie. Kwestie moralne, ideologiczne to nie jest wiedza. Dziś dysponujemy dostatecznym materiałem źródłowym aby potwierdzić lub wykluczyć przedmiot poddawany analizie. Bez względu na różnicę lub zbieżność wyników, interpretacji sam core - jest jeden.
|
|
1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. Świat był zawsze, czy powstał, a jeśli powstał to ki diabeł go stworzył takim, że ożył... i myśli?
Młode wino... człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
Najwyraźniej więc Pan Jezus nie wiedział, czym jest wiara, skoro wskrzeszał umarłych, pomnażał jedzenie i czynił inne cuda - przekonywał innych do siebie zupełnie niepotrzebnie. Powinien był powiedzieć: "Słuchajcie, jestem synem Ojca, dowodów żadnych nie mam, ale wierzcie we mnie i chodźcie za mną".
Wiara chyba nie polega na wystarczających dowodach, bo wtedy faktycznie będzie wiedzą, a nie wiarą, niemniej jednak potrzebuje jakieś próby uwiarygodnienia, np. w postaci znaków; rzekome lub domniemane cuda, np. uzdrowienia, są właśnie (miały być) takimi znakami. Podejrzewam, że taka jest rola "Ducha Świętego" w chrześcijaństwie - jego działanie (rzekome działanie) jest znakiem (rzekomym znakiem) obecności Boga. Jest to oczywiście słaby dowód (ale jest to coś, co przynajmniej miało być dowodem), bo taki dowód sam wymaga dowodu.
Wiara bez żadnych znaków lub świadectw jest nie do odróżnienia od szaleństwa lub urojenia, tak czynią dzieci i ludzie upośledzeni. Człowiek, który uznaje coś bez żadnych przesłanek jest co najwyżej łatwowiernym głupcem, mogącym w każdej chwili zmienić swoją "wiarę" na jakąkolwiek inną. Nawet rzecz tak oczywista, jak to, że nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga, jest pewną racją, pewnym argumentem za tym, by wierzyć w istnienie Boga.
|
|
 | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >Najwyraźniej więc Pan Jezus nie wiedział, czym jest wiara, skoro wskrzeszał umarłych, pomnażał jedzenie i czynił inne cuda No to tak samo jak Pan Twardowski nie wiedział, czym jest latanie, skoro na kogucie poleciał na Księżyc
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>No to tak samo jak Pan Twardowski nie wiedział, czym jest latanie, skoro na kogucie poleciał na Księżyc
Dobrze, powiem inaczej: nie wiedzieli autorzy Ewangelii (i Dz. Ap.), nie wiedział św. Paweł.
|
|
| |  | 3 na 3 | Duch Prawdy (14787 punktów) | |
|
 | 2 na 2 | tarkos (10757 punktów) | > nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga Znasz może dowody na nieistnienie UFO lub - wybacz porównanie - krasnoludków? >
|
|
|  | 3 na 3 | Wenancjusz (16441 punktów) | >> nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga >Znasz może dowody na nieistnienie UFO lub - wybacz porównanie - krasnoludków
Choć, mimo braku dowodów, jestem skłonny uwierzyć prędzej w UFO (prasa sensacyjnie podaje raz po raz, że ludzie masowo "coś" widzą), niźli w osobiste nawiedzenia zwłaszcza w snach, religiantów. Ten, który stwierdza, że jest konieczna potrzeba dowodu na nieistnienie, widać nie ma pojęcia co to jest i co oznacza "dowód". Moi rodzice nie istnieją w sferze materialnej, bo śmiertelnie zeszli już dość dawno a Urząd ewidencji ludności się spalił razem z archiwum?. Mogę tylko udowodnić, że był pożar. Jak mogę to udowodnić? Jak udowodnić nieistnienie sepulek, bez zapytania co to są te sepulki? Ale skoro już mają nazwę, to już jest "coś". Więc znów pytanie co to "nieistnienie"? Czy pojęcie w naszej rzeczywistości "nieistnienia" jest równoważne atawistycznie v pojęciu "istnienia"? A więc co to jest istnienie? To tylko określenie pewnego stanu. Językowa sztuczka prowokująca idiotyczną dyskusję. Cały czas, zresztą operuje się językową ekwilibrystyką, a nie faktami, bo ich nie ma. Bóg jest wymysłem każdego człowieka. Więc udowodnij jego nieistnienie! Miałem ciężki sen. Śniła mi się żmija sześcionoga, parzystokopytna, z paszczą krokodyla, w przekroju jej korpusu kwadratowa, w dodatku bez ogona. Obudziłem się spocony i przerażony. Jednak w moim jestestwie dudnił nakaz/jakiś głos od wewnątrz, bym ludzi ostrzegł przed tym. Więc jak to jest? Trzeba specjalnej sytuacji, gdzie w czasie celebry i stworzenia nastroju w odpowiedni sposób to przekazać. Jak myślicie? Nie będę miał wyznawców? Może na początek trzech. Nikt mi nie zaprzeczy a jeszcze zostanę wizjerem nowej religii, przyciągającej coraz nowych wyznawców. Więc udowodnijcie jej nieistnienie! Pytam, czy istnieje procedura udowadniania nieistnienia (w pojęciu językowym). Czy istnieje "nic"? "Nic" to tylko określenie. Poziom dyskusji szokująco denny, o ile w tej kwestii istnieje jakieś, w ogóle, dno. I Tak ma wyglądać obrona religijnych podstaw wiary? I jak może być śmieszny/prymitywnie ośmieszany ten, który mówi wprost, że boga żadnego nie ma? Co to za bełkotliwa dyskusja? Ot problem, którego nie ma. Bo faktycznie tworzony na "prędce", czepiając się nazw/określeń pojęciowych, które nie dotyczą tematu zasadniczego. Religianci je tworzą, by tylko od tematu uciec. Religiantów można podziwiać tylko za upór z jakim brną, bez chwili zastanowienia, w nierzeczywistość. Za resztę można śmiało ich tylko potępiać za usilne i stałe przenoszenie swoich nawiedzonych wizji, do rzeczywistości, nie szanującej absolutnie, żadnych abstrakcyjnych wizji.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) | >> nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga >Znasz może dowody na nieistnienie UFO lub - wybacz porównanie - krasnoludków?
Nie, i dlatego znam ludzi, którzy wierzą w UFO albo krasnoludki. Dowodem na nieistnienie jest wykazanie wewnętrznej sprzeczności. Jestem pewien nieistnienia zimnego wrzątku, ale nieistnienia UFO - już nie.
|
|
| |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >>> nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga >>Znasz może dowody na nieistnienie UFO lub - wybacz porównanie - krasnoludków? > Nie, i dlatego znam ludzi, którzy wierzą w UFO albo krasnoludki. Dowodem na nieistnienie jest wykazanie wewnętrznej sprzeczności. Jestem pewien nieistnienia zimnego wrzątku, ale nieistnienia UFO - już nie.
To dowód na błędność zestawienia słowa "zimny" ze słowem "wrzątek", a nie dowód na nieistnienie.
Czy krasnoludki nie istnieją? Sam widziałem kilku, więc to nie jest kwestia wiary. Ktoś wierzący w nieistnienie krasnoludków może argumentować, że to nie były krasnoludki. Dla mnie były. Widziałem je w bajkach i na rysunkach. Akrasnalista dalej może się sprzeczać i stwierdzić, że nie widziałem prawdziwych krasnoludków, tylko rysunkowe. To też nie jest prawda, bo widziałem u ludzi w ogródkach takie prawdziwe krasnale. Plastikowe, piękne. Rozmówca może powiedzieć, że nie widziałem żywych. To też nieprawda, bo widziałem. Interlokutor już pęka ze złości, bo jego zdaniem widziałem tylko ludzi wyglądających jak krasnale, ale nie prawdziwych krasnali. Dopiero w tym momencie dodaje, że prawdziwy krasnal musi mieć prawdziwe krasnoludzkie pochodzenie, inne niż człowiek. W tej sytuacji jestem zmuszony zapytać go o źródło wiedzy. Są nim eee... mity. Czyli nie tyle krasnoludki nie istnieją, co sama definicja jest błędna, więc nie można mówić o ich istnieniu ani nieistnieniu. Rozpatrywanie ich w tym kontekście jest błędem logicznym. Pojęcie "prawdziwy krasnoludek" jest oksymoronem, jeśli krasnoludki z definicji są wymyślonymi postaciami z bajek. Jeśli definicja nie jest ścisła, to rozmówca może w nieskończoność zaprzeczać każdej negacji jego tezy i znajdować przykład, o który nie chodziło w rozmowie, ale literalnie pasuje do użytych w niej słów. Już sam taki sposób myślenia trzeba uznać za błąd, bo na tej zasadzie nie da się udowodnić nieistnienia dowolnej bzdury zaproponowanej przez dyskutanta, ani istnienia czegoś o czym wszyscy wiemy. To tak jakby powiedzieć, że skoro pies jest ssakiem, zwierzęciem czworonożnym, posiadającym sierść, to psy nie istnieją bo takie stwierdzenie pasuje do wielu innych czworonożnych ssaków z sierścią, a w dodatku chory łysy pies bez jednej nogi nie byłby już psem.
Ateizm nie polega na wierzeniu, że Bóg nie istnieje (to byłby antyteizm), tylko na braku wiary w Boga i nieuznaniu definicji, które postulują teiści. Ja odrzuciłem definicje teistów, bo nie znalazłem tam żadnych dowodów ani przesłanek na to, że opisują prawdę. To nie znaczy, że odrzucam istnienie Boga. Żyjemy w prawdziwym ostatecznym świecie powstałym z chaosu, czy w stworzonej symulacji? Nie wiem, ale jeśli jesteśmy stworzeni, to nasz autor i tak nie spełniałby definicji Boga postulowanych przez teistów. Lepiej wykazywać im, że zakładają coś bez uzasadnienia niż udowadniać odwrotność ich twierdzeń. Sprzeczności też nie muszą być aż tak ważne, bo mogą być jedynie błędem opisu.
|
|
| | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | >>>> Dopiero w tym momencie dodaje, że prawdziwy krasnal musi mieć prawdziwe krasnoludzkie pochodzenie, inne niż człowiek. W tej sytuacji jestem zmuszony zapytać go o źródło wiedzy. Są nim eee... mity. Czyli nie tyle krasnoludki nie istnieją, co sama definicja jest błędna, więc nie można mówić o ich istnieniu ani nieistnieniu. Rozpatrywanie ich w tym kontekście jest błędem logicznym. Pojęcie "prawdziwy krasnoludek" jest oksymoronem, jeśli krasnoludki z definicji są wymyślonymi postaciami z bajek.
.
To, że źródłem wiedzy o krasnoludkach są mity nie oznacza, że są z definicji wymyślonymi postaciami z bajek. To, co nazywasz teraz "mitem", było kiedyś najprawdopodobniej uważane za prawdę. Wiele wskazuje bowiem na to, że to co nazywamy "bajkami" albo "mitami", wywodzi się z dawnych wierzeń (które uległy degradacji do bajek), a te były przekonaniami odnośnie tego, co istnieje, o których my dziś wiemy, że są fałszywe. Nakładasz własne przekonania na przekonania dawne.
Na myśl o krasnoludkach można zresztą wpaść widząc ludzi niewielkiego wzrostu, czyli karłów. Podejrzewam, że kiedyś byli oni wyrzucani poza społeczności, może żyli wiec na uboczu, w lasach albo ich pobliżu. Los takich ludzi był - do naszych zresztą czasów - nie do pozazdroszczenia.
|
|
| | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >To, że źródłem wiedzy o krasnoludkach są mity nie oznacza, że są z definicji wymyślonymi postaciami z bajek.
Przecież właśnie o tym pisałem w cytowanym przez ciebie fragmencie.
>To, co nazywasz teraz "mitem", było kiedyś najprawdopodobniej uważane za prawdę. Wiele wskazuje bowiem na to, że to co nazywamy "bajkami" albo "mitami", wywodzi się z dawnych wierzeń (które uległy degradacji do bajek), a te były przekonaniami odnośnie tego, co istnieje, o których my dziś wiemy, że są fałszywe.
Naprawdę, przeczytaj post, na który odpowiadasz.
>Nakładasz własne przekonania na przekonania dawne.
What?
>Na myśl o krasnoludkach można zresztą wpaść widząc ludzi niewielkiego wzrostu, czyli karłów.
O tym też tam napisałem.
>Podejrzewam, że kiedyś byli oni wyrzucani poza społeczności, może żyli wiec na uboczu, w lasach albo ich pobliżu. Los takich ludzi był - do naszych zresztą czasów - nie do pozazdroszczenia.
Może. Pewnie tak.
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) | Jeżeli dobrze rozumiem, przypisujesz tam "akrasnakliscie" definicję, którą następnie uważasz za błędną. Tymczasem ja twierdzę, że "akrasnalista" nie musi się taką definicją posługiwać (= nie posługuje się), właśnie dlatego, że jest błędna. Twierdzisz, że popełnia on błąd, ponieważ definiuje krasnala jako postać z bajek, tymczasem ja twierdzę, że nie popełnia właśnie dlatego, że wcale tak nie definiuje. Słowo "krasnal" ma bardzo dobrze ustalone znaczenie i nikt nie jest tak lekkomyślny i nierozsądny, by definiować k. jako "taką a taką postać z mitów (czy bajek)", nawet jeżeli dowiedział się o niej z mitów. Jeżeli ktoś na pewno nie istnieje, to twój akrasnalista.
Fałszywie więc rozumiesz stanowisko, któremu potem wytykasz fałsz.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Jeżeli dobrze rozumiem, przypisujesz tam "akrasnakliscie" definicję, którą następnie uważasz za błędną. Tymczasem ja twierdzę, że "akrasnalista" nie musi się taką definicją posługiwać (= nie posługuje się), właśnie dlatego, że jest błędna.
Posługuje się.
>Twierdzisz, że popełnia on błąd, ponieważ definiuje krasnala jako postać z bajek, tymczasem ja twierdzę, że nie popełnia właśnie dlatego, że wcale tak nie definiuje. Słowo "krasnal" ma bardzo dobrze ustalone znaczenie i nikt nie jest tak lekkomyślny i nierozsądny, by definiować k. jako "taką a taką postać z mitów (czy bajek)", nawet jeżeli dowiedział się o niej z mitów. Jeżeli ktoś na pewno nie istnieje, to twój akrasnalista
Czyli nie istnieją ludzie twierdzący, że krasnoludki nie istnieją? Bo jeśli nazywasz krasnalami karłów czy krasnale ogrodowe, to wiadomo z góry, że nie o to chodzi akrasnaliście...
|
|
| | | | | | |  | | Elasp (6859 punktów) |
Posługuje się wymyślony przez ciebie "akrasnalista", nie mający nic wspólnego z kimś rzeczywistym, przeczącym istnieniu krasnali. Polemizujesz tak naprawdę sam ze sobą.
No, ale dobrze, wskaż przynajmniej jednego człowieka, który przeczy istnieniu krasnali i który posługuje się lub posłużył się definicją, którą ty mu (jako "akrasnaliście") przypisujesz i którą następnie krytykujesz jako błędną.
|
|
| | | | | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | > Posługuje się wymyślony przez ciebie "akrasnalista", nie mający nic wspólnego z kimś rzeczywistym, przeczącym istnieniu krasnali. Polemizujesz tak naprawdę sam ze sobą.Twoim zdaniem wszyscy wierzą w krasnale? > No, ale dobrze, wskaż przynajmniej jednego człowieka, który przeczy istnieniu krasnali i który posługuje się lub posłużył się definicją, którą ty mu (jako "akrasnaliście") przypisujesz i którą następnie krytykujesz jako błędną.W ogóle nie zrozumiałeś tego co napisałem tutaj: www.racjonalista.pl/forum.php/s,796851#w797489Według przesłania z tego posta, błędne jest stwierdzenie "który przeczy istnieniu krasnali" i że niby przypisuję "akrasnaliście" jakąś definicję. Przeczy istnieniu krasnali ogrodowych? Karłów? Dzieci przebranych za krasnali na szkolnym przedstawieniu? Krasnali z mitów? Wrzucenie wszystkiego do jednego worka to analogia chaosu definicyjnego jaka zachodzi w przypadku Boga. Znam ludzi, którzy twierdzą, że nie wierzą w krasnale, bo wydaje im się, że na tej samej zasadzie nie wierzą w Boga. Co nie istnieje? Krasnale. Które? Ktoś twierdzący, że nie wierzy w krasnale tak naprawdę nie wie o czym mówi, bo krasnali w ogóle nie rozpatruje się w kontekście realnego istnienia tych stworków z mitów, a to o nie chodziło. Istnienie ludzi wyglądających jak krasnale i fizycznych krasnali ogrodowych nie podlega dyskusji. Nie mówimy o tym w kontekście wiary. Ludzie wierzą w Boga z mitów, a dyskusje często wyglądają tak, że wierzący i ich oponenci operują takimi definicjami jak "akrasnalista" z mojego przykładu i wtedy dyskusję wygrywa "krasnalista", który tylko podważył jego wiarę w niewiarę w krasnale  Neoateizm jest "akrasnalizmem". Religiantom należy mówić po prostu "nie zgadzam się z tym co twierdzisz, bo nie umiesz tego uzasadnić", albo "nie rozumiem twoich stwierdzeń i nie wiem na czym się opierają", a wchodzenie w szczegółowe dyskusje to strata czasu.
|
|
| | | | | | | | |  | 2 na 2 | Elasp (6859 punktów) |
Krasnal ogrodowy i człowiek wyglądający jak krasnal nie są krasnalami, więc odnoszenie się do nich podczas dyskusji nad krasnalami, ich istnieniem lub nieistnieniem, nie ma w ogóle żadnego sensu.
"Krasnoludek, krasnal, skrzat - przyjazna ludziom istota pojawiająca się często w literaturze polskiej i zagranicznej, szczególnie w baśniach." (Wikipedia)
"Akrasnalista" to (co najwyżej) człowiek przeczący istnieniu postaci, o których mówią podania, baśnie i legendy, zgodnie z którymi krasnale są (mieliby być) istotami żywymi, podobnymi do małych ludzi, ale nie są istotami ludzkimi.
Nie jest mi znana niewielkich rozmiarów istota żywa, podobna do człowieka, ale nie będąca człowiekiem. To wystarcza do tego, by przeczyć istnieniu krasnali. Można jednak wierzyć w istnienie krasnali; nie jest np. wykluczone, że na innej planecie istnieją takie istoty i że ich losy są dokładnie podobne do losów krasnali z bajek. Jest to bardzo mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.
Nie rozumiem, co chcesz jeszcze dodać swoimi uwagami o krasnalach i "akrasnaliście".
|
|
| | | | | | | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | Jeszcze raz wkleję to co było najważniejsze w mojej wypowiedzi, bo zdaje ci się to umykać.
Czyli nie tyle krasnoludki nie istnieją, co sama definicja jest błędna, więc nie można mówić o ich istnieniu ani nieistnieniu. Rozpatrywanie ich w tym kontekście jest błędem logicznym. Pojęcie "prawdziwy krasnoludek" jest oksymoronem, jeśli krasnoludki z definicji są wymyślonymi postaciami z bajek. Jeśli definicja nie jest ścisła, to rozmówca może w nieskończoność zaprzeczać każdej negacji jego tezy i znajdować przykład, o który nie chodziło w rozmowie, ale literalnie pasuje do użytych w niej słów. Już sam taki sposób myślenia trzeba uznać za błąd, bo na tej zasadzie nie da się udowodnić nieistnienia dowolnej bzdury zaproponowanej przez dyskutanta, ani istnienia czegoś o czym wszyscy wiemy. To tak jakby powiedzieć, że skoro pies jest ssakiem, zwierzęciem czworonożnym, posiadającym sierść, to psy nie istnieją bo takie stwierdzenie pasuje do wielu innych czworonożnych ssaków z sierścią, a w dodatku chory łysy pies bez jednej nogi nie byłby już psem.
|
|
| | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | Elasp (6859 punktów) |
>Czyli nie tyle krasnoludki nie istnieją, co sama definicja jest błędna, więc nie można mówić o ich istnieniu ani nieistnieniu. Rozpatrywanie ich w tym kontekście jest błędem logicznym. Pojęcie "prawdziwy krasnoludek" jest oksymoronem, jeśli krasnoludki z definicji są wymyślonymi postaciami z bajek. Jeśli definicja nie jest ścisła, to rozmówca może w nieskończoność zaprzeczać każdej negacji jego tezy i znajdować przykład, o który nie chodziło w rozmowie, ale literalnie pasuje do użytych w niej słów.
Nie jest ścisła - więc po co w ogóle o niej mówić (?) Możesz podać przykład kawałka takiego nieskończonego ciągu zaprzeczeń kolejnych negacji w odniesieniu do krasnoludków?
|
|
| | | | | | | | | | | |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | > Nie jest ścisła - więc po co w ogóle o niej mówić (?)
Do tego zmierzam. Po co w ogóle być ateistą, skoro nie wierzy się w nieściśle zdefiniowanego Boga, który jeśli już jest definiowany, to sprzecznie i bezsensownie? Czy to nie jest jeszcze większym absurdem niż wiara w Boga?
Jako racjonalista nie powinieneś zajmować się obalaniem cudzych urojeń. Przecież i tak w nie nie wierzysz, a do tej osoby to nie trafi. Nawet psychiatrzy i psychoterapeuci o tym wiedzą. Neoateizm jest kontrtezą chrześcijaństwa i sporo z niego czerpie.
>Możesz podać przykład kawałka takiego nieskończonego ciągu zaprzeczeń kolejnych negacji w odniesieniu do krasnoludków?
Już podałem.
|
|
| |  | 1 na 1 | farmer (22440 punktów) | > Jestem pewien nieistnienia zimnego wrzątku, ale nieistnienia UFO - już nie.
Jestem pewien że ten trik dla boga nie stanowi problemu.
3 Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość. 4 Bóg widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności. 5 I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą.
Ekhm...ciekawe co zasłaniało światło
14 A potem Bóg rzekł: «Niechaj powstaną ciała niebieskie, świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata; 15 aby były ciałami jaśniejącymi na sklepieniu nieba i aby świeciły nad ziemią». I stało się tak. 16 Bóg uczynił dwa duże ciała jaśniejące: większe, aby rządziło dniem, i mniejsze, aby rządziło nocą, oraz gwiazdy. 17 I umieścił je Bóg na sklepieniu nieba, aby świeciły nad ziemią; 18 aby rządziły dniem i nocą i oddzielały światłość od ciemności. A widział Bóg, że były dobre.
Zimny wrzątek.
|
|
 | 1 na 1 | R.Brzeziński robbo (-281 punktów) | >Najwyraźniej więc Pan Jezus nie wiedział, czym jest wiara, skoro wskrzeszał umarłych, pomnażał jedzenie i czynił inne cuda - przekonywał innych do siebie zupełnie niepotrzebnie. Powinien był powiedzieć: "Słuchajcie, jestem synem Ojca, dowodów żadnych nie mam, ale wierzcie we mnie i chodźcie za mną". >Wiara chyba nie polega na wystarczających dowodach, bo wtedy faktycznie będzie wiedzą, a nie wiarą, niemniej jednak potrzebuje jakieś próby uwiarygodnienia, np. w postaci znaków; rzekome lub domniemane cuda, np. uzdrowienia, są właśnie (miały być) takimi znakami. Podejrzewam, że taka jest rola "Ducha Świętego" w chrześcijaństwie - jego działanie (rzekome działanie) jest znakiem (rzekomym znakiem) obecności Boga. Jest to oczywiście słaby dowód (ale jest to coś, co przynajmniej miało być dowodem), bo taki dowód sam wymaga dowodu. >Wiara bez żadnych znaków lub świadectw jest nie do odróżnienia od szaleństwa lub urojenia, tak czynią dzieci i ludzie upośledzeni. Człowiek, który uznaje coś bez żadnych przesłanek jest co najwyżej łatwowiernym głupcem, mogącym w każdej chwili zmienić swoją "wiarę" na jakąkolwiek inną. Nawet rzecz tak oczywista, jak to, że nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga, jest pewną racją, pewnym argumentem za tym, by wierzyć w istnienie Boga. > Jeżeli wydaje ci się ,że prawda jest po twojej stronie. To niech tak już będzie. Nie znasz jego wypowiedzi. Dowidzą tego twoje. Poza tym wiedz,że to czyny w tym i cuda ,których dokonał spełniały rolę listu uwiarygadniającego jego posłanie,rolę ,zdanie itp. I tak w jednym z kazań skierowanych do izraelitów,usłyszeli,że,tego,którego zabili,stwórca : "potwierdził wam niezwykłymi czynami,cudami i znakami,jakich p r z e z niego dokonywał wśród was,o czym sami wiecie". Dz.Ap.2:22 Jak i potem go wskrzesił.wer.23
|
|
 | | ololessa (187 punktów) | >Nawet rzecz tak oczywista, jak to, że nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga, jest pewną racją, pewnym argumentem za tym, by wierzyć w istnienie Boga.
Brak zaprzeczenia nie jest potwierdzeniem twojego twierdzenia w żadnym stopniu tak samo jak brak potwierdzenia nie jest negacją twierdzenia.
Nawet rzecz tak oczywista, jak to, że nie ma żadnego dowodu na istnienie Boga, jest pewną racją, pewnym argumentem za tym, by wierzyć w nieistnienie Boga.
i
>Nawet rzecz tak oczywista, jak to, że nie ma żadnego dowodu na nieistnienie Boga, jest pewną racją, pewnym argumentem za tym, by wierzyć w istnienie Boga.
są błędne ze względu na ich stronniczość Myślę że to zastawiając to przedstawiłem ów zjawisko klarownie
|
|
1 na 1 | Miłujący prawdę (1541 punktów) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się? > A jak jest definicja wiary? Czy wiesz? Przytoczę ją: (Hebrajczyków 11:1) "Wiara to całkowita pewność, że to, na co mamy nadzieję, nastąpi, przekonujący dowód, że to, czego nie widać, istnieje". Podstawą więc wiary jest i musi być wiedza. (Powtórzonego Prawa 7:9) "Dobrze wiecie, że Jehowa, wasz Bóg, jest Bogiem prawdziwym, Bogiem wiernym, który dochowuje przymierza i na tysiąc pokoleń okazuje lojalną miłość tym, którzy Go kochają i przestrzegają Jego przykazań". W 11 rozdziale Listu do Hebrajczyków wyraziście opisane są różne postacie biblijne. Wspomniany jest tam chociażby Mojżesz "pozostał (...) niezłomny, jak gdyby widział Niewidzialnego" (Hebrajczyków 11:27). Innymi słowy, Mojżesz uważał Jehowę za kogoś tak realnego, jak gdyby patrzył na tego niewidzialnego Boga. Mowa tam jest o całym "obłoku świadków": (Hebrajczyków 12:1,2) "Skoro otacza nas tak wielki obłok świadków, my też odrzućmy wszelki ciężar i grzech, który nas łatwo omotuje, i wytrwale biegnijmy w wyznaczonym nam wyścigu. Uważnie wpatrujmy się przy tym w Jezusa - Naczelnego Pełnomocnika i Udoskonaliciela naszej wiary". Wiara sprawia, że pozostaniemy lojalni wobec Jehowy - Boga nawet wtedy, gdy nie ujrzymy natychmiastowego spełnienia Jego obietnic. Wszyscy wierni patriarchowie zmarli, nie oglądając całkowitego urzeczywistnienia tego, co im przyrzekł Bóg. Niemniej "patrzyli na to [co obiecano] z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi". Istotnie zachowywali swoją wiarę aż do końca życia, mimo iż wiele pokoleń miało przeminąć, zanim potomstwo Abrahama objęło w posiadanie Ziemię Obiecaną. I tak jest do dziś.
|
|
 | 2 na 2 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >A jak jest definicja wiary? Czy wiesz? >Przytoczę ją: (Hebrajczyków 11:1) "Wiara to całkowita pewność, że to, na co mamy nadzieję, nastąpi, przekonujący dowód, że to, czego nie widać, istnieje".
Wiara nie jest dowodem, ani pewnością. Wtedy byłaby wiedzą. W dzisiejszych czasach argument z widoczności jest już przestarzały. Biblia nie jest dobrym źródłem. Nie przytaczaj tych cytatów, bo nikogo nimi nie przekonasz.
|
|
1 na 1 | pastuszek (5 punktów) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się?
Wszystko zależy od kontekstu; dlaczego ktoś twierdzi, że Bóg istnieje, skąd to przekonanie. Słuchałem kiedyś jednego egzorcysty, który twierdził, że on nie może już mówić o Bogu tylko w perspektywie wiary. Jeśli bowiem namacalnie spotyka się ze światem duchowym to czy nie ma do tego prawa? Podobnie jest z tymi, którzy mają np. objawienia albo są świadkami cudów. Są to jednak doświadczenia indywidualne, które jeśli w ogóle zachodzą to dotykają zdecydowaną mniejszość pośród wierzących. Co do dowodów, dla niektórych dowodem na istnienie Boga jest samo istnienie człowieka i świat w którym żyje oraz jego uwarunkowania, a przecież trudno w kosmosie szukać podobnych warunków jakie mamy tutaj na Ziemi. Przypadek? A może jednak nie? To co jest jednak dowodem dla chrześcijanina nie musi być dowodem dla niechrześcijanina, każda wiara opiera się również na jakieś wiedzy. Indywidualną sprawą jest jednak to, jaki zakres wiedzy czy braku wiedzy jest wystarczający dla Twojej wiary/niewiary.
|
|
 | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Wszystko zależy od kontekstu; dlaczego ktoś twierdzi, że Bóg istnieje, skąd to przekonanie. Słuchałem kiedyś jednego egzorcysty, który twierdził, że on nie może już mówić o Bogu tylko w perspektywie wiary. Jeśli bowiem namacalnie spotyka się ze światem duchowym to czy nie ma do tego prawa?
Co to znaczy, że namacalnie spotyka się ze światem duchowym, który jest z definicji nienamacalny? Samo słowo wskazuje na czynność macania, czyli intensywnego dotykania nastawionego na rozpoznanie właściwości przedmiotu za pomocą tylko tego jednego zmysłu. Później to słowo zaczęło oznaczać, że coś jest dostępne zmysłom/możliwe do zaobserwowania i zbadania w bezpośredni sposób. Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem. Dla niego to objawy choroby. Moim zdaniem to decyzje i ich skutki. Ludzie często szukają wytłumaczeń i już samo to podejście jest wiarą.
Najpierw muszą założyć, że wszystko ma swoje rzeczywiste wyjaśnienie. Nie rozumieją, że to już metafizyczne stwierdzenie, którego racjonalista wcale nie musi przyjmować. Można wyjaśniać ogólne zjawiska, ale nie oddziaływanie chaosu i świadomych decyzji. Chaos nie daje się wytłumaczyć ani przewidzieć. Nie wiemy czym dokładnie jest, ale znamy jego niektóre parametry, które wykluczają możliwość istnienia w pełni deterministycznego świata. Czym są w takim razie teorie? Bezpośrednie doświadczanie świadomości jest opisywane czyli przekładane na język, który inni potrafią zrozumieć. To nie znaczy, że wszystko da się sformułować w jakimś uniwersalnym szyfrze. Teorie nie dotyczą rzeczywistości, doświadczeń ani logiki, tylko języka. Wyjaśnianie dotyczy tylko deterministycznych elementów. Świadomość korzysta z materii, ale nie da się jej do niej zredukować.
>Podobnie jest z tymi, którzy mają np. objawienia albo są świadkami cudów. Są to jednak doświadczenia indywidualne, które jeśli w ogóle zachodzą to dotykają zdecydowaną mniejszość pośród wierzących.
Cuda zdarzają się też pośród niewierzących, ale rzadziej o tym słychać, bo te osoby nie wykorzystują tego w celu udowadniania swoich teorii.
>Co do dowodów, dla niektórych dowodem na istnienie Boga jest samo istnienie człowieka i świat w którym żyje oraz jego uwarunkowania, a przecież trudno w kosmosie szukać podobnych warunków jakie mamy tutaj na Ziemi. Przypadek? A może jednak nie? To co jest jednak dowodem dla chrześcijanina nie musi być dowodem dla niechrześcijanina, każda wiara opiera się również na jakieś wiedzy. Indywidualną sprawą jest jednak to, jaki zakres wiedzy czy braku wiedzy jest wystarczający dla Twojej wiary/niewiary.
Już nie rób z chrześcijan takich głupków. Ziemskie warunki nie są wymogiem powstania świadomości. Mogą być tylko jednym z wariantów.
|
|
|  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | Dlaczego łączysz sprawy materialnego istnienia z duchowością, skoro tego określenia nie wyjaśniono? Dlaczego "świadomość" jakkolwiek pojęta, będąca tworem materialnego mózgu, można łączyć z materią? Każdy język jako narzędzie porozumiewania się, ma swoje zakamarki w których nie ma/nie można innych kreśleń stosować, bo po prostu nie można ich nazwać zrozumiale/hasłowo? Bawisz się w swoich rozważaniach niedoskonałymi ułomnościami językowymi. Jak to w ogóle jest? To język ma nadążać za postępem, czy odwrotnie? ("na początku było słowo"). Potrzebne są zawsze określenia definicyjne/aksjomaty. Na tej właśnie bazie, stanowiącej niejako powód do założeń każdego przewodu myślowego, dopiero się tworzy pewien ciąg myślowy, który może być albo prawdziwy albo nie. Jeśli pojęcie ducha i siły tego ducha jest niezrozumiałe, bo nie ma aksjomatu określającego ducha, to o czym dalej rozważać/pieprzyć za przeproszeniem? Siły przyciągania grawitacyjnego są "duchowe"? Istnieją i są prawdziwe/sprawdzalne. No ale nie można ich przypisywać do zjawisk duchowych. Dałem ten głupi przykład po to, byś w końcu zreflektował się o istocie "świadomości". W końcu też jej nie zdefiniowałeś/nie dałeś podstaw do rozważań. Ogólnie biorąc tworzysz mętlik.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| |  | 1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | >Dlaczego łączysz sprawy materialnego istnienia z duchowością, skoro tego określenia nie wyjaśniono?
Określenia "duchowość" czy "materia"? Oba wyjaśniono. Poza tym piszę o świadomości. Duchowość dotyczy samorozwoju i moralności. Świadomość odnosi się do zjawiska doświadczania istnienia (życia). Materia dotyczy świadomego postrzegania i jest formą, a nie bytem samym w sobie. Liczy się to co przedstawia, a nie z czego się składa.
>Dlaczego "świadomość" jakkolwiek pojęta, będąca tworem materialnego mózgu, można łączyć z materią?
Nie mogę zgodzić się z tym, że świadomość jest tworem materialnego mózgu, bo nie mamy empirycznych, logicznych ani filozoficznych podstaw czy choćby przesłanek, żeby tak twierdzić.
>Każdy język jako narzędzie porozumiewania się, ma swoje zakamarki w których nie ma/nie można innych kreśleń stosować, bo po prostu nie można ich nazwać zrozumiale/hasłowo?
Zgadzam się i właśnie dlatego odrzucam wiarę w nadrzędność materii nad świadomością.
>Bawisz się w swoich rozważaniach niedoskonałymi ułomnościami językowymi.
Nieprawda. Wyrażam się nad wyraz precyzyjnie.
>Jak to w ogóle jest? To język ma nadążać za postępem, czy odwrotnie? ("na początku było słowo"). Potrzebne są zawsze określenia definicyjne/aksjomaty. Na tej właśnie bazie, stanowiącej niejako powód do założeń każdego przewodu myślowego, dopiero się tworzy pewien ciąg myślowy, który może być albo prawdziwy albo nie.
Nie. Język nie musi nadążać za postępem. To postęp go tworzy.
>Jeśli pojęcie ducha i siły tego ducha jest niezrozumiałe, bo nie ma aksjomatu określającego ducha, to o czym dalej rozważać/pieprzyć za przeproszeniem?
Samej świadomości i należy ją odnosić do empirycznego zjawiska doświadczania istnienia.
>Siły przyciągania grawitacyjnego są "duchowe"? Istnieją i są prawdziwe/sprawdzalne. No ale nie można ich przypisywać do zjawisk duchowych. Dałem ten głupi przykład po to, byś w końcu zreflektował się o istocie "świadomości". W końcu też jej nie zdefiniowałeś/nie dałeś podstaw do rozważań. Ogólnie biorąc tworzysz mętlik.
Ty tworzysz mętlik. Sprawdzalne siły istnieją, ale nie są fizyczne. Nie ma sprawdzalnej materii istniejącej poza świadomością. Nie mieszaj świadomości z duchowością.
|
|
|  | | pastuszek (5 punktów) | > >Wszystko zależy od kontekstu; dlaczego ktoś twierdzi, że Bóg istnieje, skąd to przekonanie. Słuchałem kiedyś jednego egzorcysty, który twierdził, że on nie może już mówić o Bogu tylko w perspektywie wiary. Jeśli bowiem namacalnie spotyka się ze światem duchowym to czy nie ma do tego prawa?> Co to znaczy, że namacalnie spotyka się ze światem duchowym, który jest z definicji nienamacalny? Samo słowo wskazuje na czynność macania, czyli intensywnego dotykania nastawionego na rozpoznanie właściwości przedmiotu za pomocą tylko tego jednego zmysłu. Później to słowo zaczęło oznaczać, że coś jest dostępne zmysłom/możliwe do zaobserwowania i zbadania w bezpośredni sposób. Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem. Dla niego to objawy choroby. Moim zdaniem to decyzje i ich skutki. Ludzie często szukają wytłumaczeń i już samo to podejście jest wiarą.To znaczy, że ten świat duchowy może w sposób rzeczywisty oddziaływać na nasz materialny świat. Kiedy bowiem egzorcysta od osoby egzorcyzmowanej dowiaduje się takich szczegółów, o których tylko on wie albo gdy może z tą osobą porozumiewać się w prawie wymarłych językach, to przestaje mieć wątpliwości, że ma do czynienia jedynie z osobą obłąkaną. Oczywiście brak szczegółowych badań w tym kierunku utrudnia nam weryfikację tych zdarzeń. Czy świat duchowy jest nienamacalny? Polecam zapoznać się z badaniami Friedricha Jiirgensona, Arne Weisee oraz dr J. Bjorhema a także Instytutu Parapsychologii na Uniwersytecie Fryburskim, na czele którego stał Hans Bender. > >Podobnie jest z tymi, którzy mają np. objawienia albo są świadkami cudów. Są to jednak doświadczenia indywidualne, które jeśli w ogóle zachodzą to dotykają zdecydowaną mniejszość pośród wierzących.> Cuda zdarzają się też pośród niewierzących, ale rzadziej o tym słychać, bo te osoby nie wykorzystują tego w celu udowadniania swoich teorii.Może ktoś się za nich modlił  > Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem.Oj nie zawsze: www.niedzi(*)533/nd/Miedzy-dusza-a-psychika
|
|
| |  | -1 na 1 | PoProstuBogdan (447 punktów) | > >Co to znaczy, że namacalnie spotyka się ze światem duchowym, który jest z definicji nienamacalny? Samo słowo wskazuje na czynność macania, czyli intensywnego dotykania nastawionego na rozpoznanie właściwości przedmiotu za pomocą tylko tego jednego zmysłu. Później to słowo zaczęło oznaczać, że coś jest dostępne zmysłom/możliwe do zaobserwowania i zbadania w bezpośredni sposób. Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem. Dla niego to objawy choroby. Moim zdaniem to decyzje i ich skutki. Ludzie często szukają wytłumaczeń i już samo to podejście jest wiarą.> To znaczy, że ten świat duchowy może w sposób rzeczywisty oddziaływać na nasz materialny świat.Nie może. Jeśli oddziałuje, to nie ma żadnego podziału na świat materialny i duchowy. Istnieje tylko rzeczywistość, a rzeczywistość jest świadoma. Świadomość jest subiektywna. Materia nie istniałaby gdyby nie była obserwowana. Nie wiemy czy istnieje obiektywna wersja rzeczywistości. Gdyby istniała nazwalibyśmy ją Bogiem. > Kiedy bowiem egzorcysta od osoby egzorcyzmowanej dowiaduje się takich szczegółów, o których tylko on wie albo gdy może z tą osobą porozumiewać się w prawie wymarłych językach, to przestaje mieć wątpliwości, że ma do czynienia jedynie z osobą obłąkaną. Oczywiście brak szczegółowych badań w tym kierunku utrudnia nam weryfikację tych zdarzeń.Tylko, że w rzeczywistości nie ma żadnego potwierdzenia tych mitów. To wymysły kościoła wymyślone żeby zmanipulować skrajnych idiotów. Badań było dużo i psychiatria już dawno to zweryfikowała. > Czy świat duchowy jest nienamacalny? Polecam zapoznać się z badaniami Friedricha Jiirgensona, Arne Weisee oraz dr J. Bjorhema a także Instytutu Parapsychologii na Uniwersytecie Fryburskim, na czele którego stał Hans Bender.Hahaha dobry troll  > >Cuda zdarzają się też pośród niewierzących, ale rzadziej o tym słychać, bo te osoby nie wykorzystują tego w celu udowadniania swoich teorii.> Może ktoś się za nich modlił  Hahahaha niezły z ciebie śmieszek  Dawno nie widziałem żeby ktoś tak fajnie parodiował debili. > >Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem.> Oj nie zawsze:> www.niedzi(*)533/nd/Miedzy-dusza-a-psychikaHahahaha
|
|
| | |  | 1 na 1 | pastuszek (5 punktów) | > >>Co to znaczy, że namacalnie spotyka się ze światem duchowym, który jest z definicji nienamacalny? Samo słowo wskazuje na czynność macania, czyli intensywnego dotykania nastawionego na rozpoznanie właściwości przedmiotu za pomocą tylko tego jednego zmysłu. Później to słowo zaczęło oznaczać, że coś jest dostępne zmysłom/możliwe do zaobserwowania i zbadania w bezpośredni sposób. Psychiatra widzi to samo co egzorcysta, ale nie łączy tego z Bogiem. Dla niego to objawy choroby. Moim zdaniem to decyzje i ich skutki. Ludzie często szukają wytłumaczeń i już samo to podejście jest wiarą.> >To znaczy, że ten świat duchowy może w sposób rzeczywisty oddziaływać na nasz materialny świat.> Nie może. Jeśli oddziałuje, to nie ma żadnego podziału na świat materialny i duchowy. Istnieje tylko rzeczywistość, a rzeczywistość jest świadoma. Świadomość jest subiektywna. Materia nie istniałaby gdyby nie była obserwowana. Nie wiemy czy istnieje obiektywna wersja rzeczywistości. Gdyby istniała nazwalibyśmy ją Bogiem.Powiedz to mojemu dziadkowi, któremu koc sam zjeżdzał w trakcie noclegu w domu na Pomorzu, gdzie w czasie II wojny św. powiesiło się kilku faszystów. A że mój dziadek praktycznie niczego się nie boi to nie uciekał a raczej się wkurzał na to co się działo i zaczął się szarpać z tą niewidzialną siłą. Wiem, wiem dopóki nie zobaczysz nie uwierzysz, natomiast ja znam mojego dziadka i wiem, że nie kłamie. Nawet niechętnie o tym rozmawia. Takich przykładów znam wiele, aczkolwiek nie o walorze naukowym. Nie jestem jednak przekonany, że tylko świat nauki jest dysponentem prawdy, wiele razy okazywało się, że świat nauki jest zbyt zadufany w sobie. > >Kiedy bowiem egzorcysta od osoby egzorcyzmowanej dowiaduje się takich szczegółów, o których tylko on wie albo gdy może z tą osobą porozumiewać się w prawie wymarłych językach, to przestaje mieć wątpliwości, że ma do czynienia jedynie z osobą obłąkaną. Oczywiście brak szczegółowych badań w tym kierunku utrudnia nam weryfikację tych zdarzeń.> Tylko, że w rzeczywistości nie ma żadnego potwierdzenia tych mitów. To wymysły kościoła wymyślone żeby zmanipulować skrajnych idiotów. Badań było dużo i psychiatria już dawno to zweryfikowała.Czy wszystko co nie ma potwierdzenia jest wymysłem? Odpowiedz powinna raczej brzmieć "nie wiem czy tak jest bo tego nie doświadczyłem". Jeszcze niedawno w podobnym tonie wyśmiewano wszelkie informacje o UFO, dziś sama armia USA potwierdza jego istnienie: www.tvp.in(*)rania-ufo-sa-autentyczne-wideoWiększość psychiatrów to ateiści, stąd trudno aby oceniali skrajne przypadki jako ponadnaturalne szczególnie, że tych przypadków jest bardzo mało. Gdyby tak jak piszesz kościół chciał manipulować w tej kwestii ludzmi, to by bardzo chętnie podciągał wszelkie zaburzenia psychiczne pod egzorcyzm a tak nie jest. Sama księga egzorcyzmów przestrzega przed pochopnym stwierdzeniem opętania a egzorcyści twierdzą, że prawdziwych opętań doświadczyli może kilka albo i wcale a spora część przypadków nadaje się do psychiatry. "Około 15% osób poszukujących egzorcysty ma wyłącznie zaburzenia psychiczne. Część osób zgłaszających się, także ok. 15%, nie wykazuje żadnych zaburzeń psychicznych. Największą grupę, ok. 70% stanowią osoby, które mają problemy psychiczne, ale jednocześnie doświadczają trudności innego rodzaju." zrodło: www.sympoz(*)ty-z-psychologiem-i-psychiatraNie jest prawdą, że psychiatria coś zweryfikowała, psychiatrzy są w tej kwestii podzieleni. Dlatego też spora ich część współpracuje z egzorcystami i nawzajem odsyłają do siebie osoby. > >>Cuda zdarzają się też pośród niewierzących, ale rzadziej o tym słychać, bo te osoby nie wykorzystują tego w celu udowadniania swoich teorii.> >Może ktoś się za nich modlił  > Hahahaha niezły z ciebie śmieszek Dawno nie widziałem żeby ktoś tak fajnie parodiował debili.Czemu parodiował? Może jestem debilem? Dość szybko oceniasz innych nie wiedząc nawet z kim rozmawiasz, ignorancja jest jednak cechą osób uciekających od prawdy a nie odwrotnie.
|
|
| | | |  | | PoProstuBogdan (447 punktów) | > Powiedz to mojemu dziadkowi, któremu koc sam zjeżdzał w trakcie noclegu w domu na Pomorzu, gdzie w czasie II wojny św. powiesiło się kilku faszystów. A że mój dziadek praktycznie niczego się nie boi to nie uciekał a raczej się wkurzał na to co się działo i zaczął się szarpać z tą niewidzialną siłą. Wiem, wiem dopóki nie zobaczysz nie uwierzysz, natomiast ja znam mojego dziadka i wiem, że nie kłamie. Nawet niechętnie o tym rozmawia. Takich przykładów znam wiele, aczkolwiek nie o walorze naukowym. Nie jestem jednak przekonany, że tylko świat nauki jest dysponentem prawdy, wiele razy okazywało się, że świat nauki jest zbyt zadufany w sobie.Zadufaniem w sobie jest wiara, że coś takiego naprawdę się działo. Twój dziadek po prostu zwariował. Nie on pierwszy i na pewno nie jedyny. Wierzysz mu bez sprawdzenia, co źle o tobie świadczy. Nawet gdybyśmy uznali, że to prawdziwa historia, to i tak nadal nie powodowałoby to oddzielenia świata materialnego od duchowego. Materia jest tylko składnikiem świadomości. > Czy wszystko co nie ma potwierdzenia jest wymysłem? Odpowiedz powinna raczej brzmieć "nie wiem czy tak jest bo tego nie doświadczyłem". Jeszcze niedawno w podobnym tonie wyśmiewano wszelkie informacje o UFO, dziś sama armia USA potwierdza jego istnienie:> www.tvp.in(*)rania-ufo-sa-autentyczne-wideoNie wszystko, ale tym bardziej nie można uznawać za prawdę dowolnego wymysłu, który ewidentnie nim jest. To akurat dobrze przebadana dziedzina. Nie mieszaj do tego ufo, bo to coś jeszcze innego. Staraj się raczej odgraniczać od siebie poszczególne tematy. > Większość psychiatrów to ateiści, stąd trudno aby oceniali skrajne przypadki jako ponadnaturalne szczególnie, że tych przypadków jest bardzo mało.Nie rozumiesz. Na ten temat wykonano dużo badań naukowych, więc mamy na ten temat rzeczywistą wiedzę. > Gdyby tak jak piszesz kościół chciał manipulować w tej kwestii ludzmi, to by bardzo chętnie podciągał wszelkie zaburzenia psychiczne pod egzorcyzm a tak nie jest. Sama księga egzorcyzmów przestrzega przed pochopnym stwierdzeniem opętania a egzorcyści twierdzą, że prawdziwych opętań doświadczyli może kilka albo i wcale a spora część przypadków nadaje się do psychiatry.Nie podciągałby, bo wtedy byłby mniej wiarygodny, nawet wśród skrajnych debili (żeby wierzyć w egzorcyzmy nie wystarczy być zwykłym - trzeba skrajnym). > Nie jest prawdą, że psychiatria coś zweryfikowała, psychiatrzy są w tej kwestii podzieleni. Dlatego też spora ich część współpracuje z egzorcystami i nawzajem odsyłają do siebie osoby.Jest prawdą, że zweryfikowała. Psychiatrzy nie są podzieleni, a sam wcześniej pisałeś, że większość to ateiści i dlatego nie wierzysz w prawidłowe, obiektywne badania naukowe. Bardzo niewielka część psychiatrów to skrajni debile czyli katolicy wierzący w egzorcyzmy. Oni robią wielką krzywdę pacjentom i "współpracują" z egzorcystami. Gdyby istniało katolickie piekło, to z pewnością by do niego trafili. > >>>Cuda zdarzają się też pośród niewierzących, ale rzadziej o tym słychać, bo te osoby nie wykorzystują tego w celu udowadniania swoich teorii.> >>Może ktoś się za nich modlił  > >Hahahaha niezły z ciebie śmieszek Dawno nie widziałem żeby ktoś tak fajnie parodiował debili.> Czemu parodiował? Może jestem debilem?Wygląda na to, że niestety tak. Szkoda. > Dość szybko oceniasz innych nie wiedząc nawet z kim rozmawiaszSkąd wiesz jak szybko oceniam innych? W twoim przypadku od razu widać, chociaż na początku myślałem, że nie możesz być aż tak nieświadomy, więc to pewnie dobra parodia wpisów takich ludzi. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że niestety to nie parodia, tylko żywa, przerażająca głupota.
|
|
1 na 1 | jaaan544 (2 punktów) | Ważne aby każdy z nas czuł harmonię. Nie ważne w co lub w kogo wierzy. Mi osobiście pomogły warsztaty tantryczne, które dały mi nowe spojrzenie na to, gdzie jesteśmy obecnie w życiu i jacy jesteśmy naprawdę. Czy czujemy się spełnieni, czy to co robimy z naszym życiem naprawdę nam odpowiada? Tantry nie da się objąć intelektem, można ją tylko przeżyć i doświadczyć. Emocje, które się w nas pojawiają, stają się naszą siłą, naszą wewnętrzną mocą. Raz uwolnione z pancerza, którym otoczyliśmy nasza wrażliwość i delikatność, przenoszą nas do nowej rzeczywistości, do ŚWIADOMOŚCI CIAŁA I PRZEBUDZONEGO SERCA Więcej na tantra serca, ja doświadczyłem na sobie, polecam !
|
|
1 na 1 Deederon (-3 punktów) (zablokowany) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się?
Też długo o tym myślałem na przykładzie ciekawości nad rzeczywistością.
Nie madre jest zastanawianie sie jak dziala game boy albo xbox. Dziala, no dziala. Rzeczywistosc powinna byc zrozumiala.
|
|
 | | Miłujący prawdę (1541 punktów) | >>Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >>"Bóg istnieje" >>"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >>"Wiem, że Jezus był Bogiem". >>W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >>wspólnego. >>Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >>istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >>Zgadzacie się? > Dlaczego to niby wiara nie może opierać się na wiedzy? Dowodów na istnienie Boga jest niezliczona ilość, a wszystkie są przekonujące i pewne. (Hebrajczyków 11:1, 2) "Wiara to całkowita pewność, że to, na co mamy nadzieję, nastąpi, przekonujący dowód, że to, czego nie widać, istnieje. Właśnie dzięki niej nasi przodkowie otrzymali świadectwo Bożego uznania". Prawdziwa wiara sama w sobie, oraz fakt jej bycia, to dodatkowy dowód istnienia Boga. Ludzie są bez wymówki.
|
|
|  | 1 na 1 | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>>"Wiem, że Jezus był Bogiem". >>>W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza >Dlaczego to niby wiara nie może opierać się na wiedzy? Może, ale opierać się na wiedzy to nie to samo, co być wiedzą. >Dowodów na istnienie Boga jest niezliczona ilość, a wszystkie są przekonujące i pewne. Nie ma ani jednego bezpośredniego, stąd wiara, a nie wiedza. >(Hebrajczyków 11:1, 2) "Wiara to całkowita pewność, że to, na co mamy nadzieję, nastąpi, przekonujący dowód, że to, czego nie widać, istnieje. Głupiec albo cwaniak napisał, ślepcy przyjmują za pewnik. >Prawdziwa wiara sama w sobie, oraz fakt jej bycia, to dodatkowy dowód istnienia Boga. Wiara nie jest dowodem, ślepa dowodzi głupoty.
człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
1 na 1 | Berzerac (5671 punktów) | >Często słyszę od ludzi wierzących w Boga - >"Bóg istnieje" >"Jestem przekonany, że Bóg istnieje" >"Wiem, że Jezus był Bogiem". >W takich przypadkach to nie jest wiara tylko wiedza i z prawdziwą wiarą przecież nie ma nic >wspólnego. >Wierzący człowiek powinien powiedzieć - Nie ma żadnych przekonywających dowodów na to, że Bóg >istnieje, ale ja w to głęboko wierzę. >Zgadzacie się? Ja natomiast wiem, że Bóg istnieje, tylko że nie nazwałbym go Bogiem jak to przedstawia religia. Na pewno nie jest to dobrotliwy staruszek z siwą brodą. Ja to nazywam Siłą Stwórczą. To po prostu natura, wszechświat, wszystko to co nas otacza.To ona sprawia, że coś żyje, rośnie, rozwija się i umiera po wypełnieniu swego zadania, celu dla którego zostało stworzone. Człowiek nie jest kimś szczególnym, kimś stworzonym do wyższych celów, posiadającym "misje specjalną" Jego zadanie jest identyczne jak pozostałych gatunków - przedłużyć swój gatunek, przekazać potomstwu swoje geny. I to wszystko. żyjemy tylko tu i teraz, nie ma żadnego "potem" "w innym świecie". Gasną światła i finał. Tylko człowiek z uwagi na posiadany mózg bardziej złożony od innych gatunków, mózg na tyle kreatywny, że był w stanie wyimaginować sobie, że ma dusze, ze za dobre sprawowanie , po śmierci trafi do nieba. W końcu wyobraził sobie kogoś, kto za tym wszystkim stoi - osobowego Boga. Nadal mu imię i wygląd w zależności od religii.
|
|
 | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >W końcu wyobraził sobie kogoś, kto za tym wszystkim stoi - osobowego Boga. Nadal mu imię i wygląd w zależności od religii. Jest w religii Bóg Duch, bez imienia i wyglądu...
człowiek trzeciego sortu...
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
|  | 1 na 1 | Berzerac (5671 punktów) | >>W końcu wyobraził sobie kogoś, kto za tym wszystkim stoi - osobowego Boga. Nadal mu imię i wygląd w zależności od religii. >Jest w religii Bóg Duch, bez imienia i wyglądu... jest też Święty Mikołaj i Wróżka Zębuszka
|
|
| |  | | Duch Prawdy (14787 punktów) | >>Jest w religii Bóg Duch, bez imienia i wyglądu... >jest też ... Wróżka Zębuszka W której religii?
( Jedyną i ) Absolutną Prawdą jest ( Bezinteresowna ) Miłość.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|