Do Piotra Jaskuły - w odpowiedzi na artykuł -
www.racjon(*)żniejsze.od.rzeczywistości“Opowieści były ZAWSZE ważniejsze od rzeczywistości”
W pierwszym akapicie pisze Pan o samotności bezdomnych jednostek na fesbooku… paradox? Nie! Niedouczenie pasibrzuchów prowadzi do mnożenia się mitów i przesądów. To nie cecha współczesności - tak było zawsze. I elity i prorocy prowadzili masy do nieistniejącego nieba i pośmiertnej wieczności… wierzyli chętni, niechętnych chętnie pozbywano się, żeby nie przeszkadzali w dziele budowy Nowego Cyrku!
Czy to źle? Nie wiem. Wiem za to, że ten mechanizm nie zmienił się od lat. I czy mówimy o procesie Sokratesa, czy Giordano Bruno, efekt jest ten sam.
Wybrzydzanie na nowoczesność to taki sam totemistyczny rytuał jak palenie Żydów na ołtarzu darwinowskiej czystości rasowej, bo jak ktoś nie doczytał to i skąd ma wiedzieć, że to murzyni z Namibii są czystym Homo Sapiens a nie żaden europejski, czy azjatycki mieszaniec…
Skuteczni politycy od czasów Greckich Polis a nawet wcześniej, byli zainteresowani rządzeniem i nikt się tym specjalnie nie przejmował, ludzie raczej uciekali do tych, których mogli tolerować, albo dostosowywali się do tych, do których mogli. Większość była i tak, jak teraz, pomimo rozpowszechnionej informacji, obojętna na to co i dlaczego się stanie…
Wspólnota, obok biologii i indywidualnego rozwoju psychologicznego jednostki, to filar człowieczeństwa i żadne zaklinania tego nie zmieni bo to po prostu fizjologia - nie ma odwrotu od życia w gromadzie i te jednostki, które z powodów chorobowych (autyzm) albo środowiskowych (izolacja), nie maja szansy na życie w grupie - nigdy normalne nie będą! Kropka. Czy będziemy aktywni czy pasywni, życie w społeczeństwie będzie się rozwijało zgodnie z logiką chwili i jedyną szansą na regulowanie czegokolwiek jest aktywne uczestniczenie w wydarzeniach dnia, co - czy nam się podoba czy nie - i tak się dzieje.
Kiedyś Polacy i mieszkańcy Polski oraz krajów zależnych, rozumieli wspólnotę inaczej niż obecnie, w dużej mierze zrusycyzowani, pansłowiańscy nacjonaliści… i Żydzi, i Niemcy, i Ukraińcy, i Rusini, i Litwini… mieli swoje miejsce we wspólnocie. Gdzie złamano mit wspólnoty, pojawiał się konkurencyjny mit ofiary… i tak kręci się karuzela uzależnień do tej pory! Na początku byliśmy wspólnotą
We wspólnocie można rozmawiać, bo tematy są wspólne i ważne - kto będzie zbierał podatki, od kogo, kto je będzie liczył itd. Tam, gdzie wspólnoty nie ma, pojawia się pytanie, kto jest nasz a kto jest obcy… Kuglarze i populiści już kręcili lody w tym kraju w czasach Fredry, któremu zarzucano niestworzone brednie w imię ówczesnego “postmodernizmu”, słowem, “nihil novi sub dsole”… z wiadomym skutkiem - napisał wulgarną parodię “Pana Tadeusza” i nie tylko…
O “przeciążeniu informacyjnym” odpowiem cytatem z licealnego kolegi który naśmiewał się z modernistów wierszem:
“zatupał, zatupał szary naleśnik w makulaturze ciszy!”
Słowem, bzdura ponura a za bzdurą bzdura!
Mentalne zatwardzenie kończy się często cuchnącym słowotokiem…
Czy coś z tego narzekania w ogóle wynika?
Co do zgody i wypracowywanego konsensusu, ciekawe są rozważania profesora Harari, który w “Sapiens…” jak również w “Homo Deus” próbuje zdefiniować problem histerycznej postmodernistycznej filozofii negowania wszystkiego co racjonalne…
Język. Wieża Babel to szkodliwy mit, chyba, że wchodząc głęboko w teorię języka Chomskiego, przyjmiemy istnienie nie-werbalnego języka myślenia, które w częściowo tylko świadomy sposób, odbywa się w mózgu… Zgodnie z tym nie może istnieć wspólnota języka, tylko - to co istniało w Złotym Wieku w Polsce - wspólnota języków… Im więcej grup etnicznych we wspólnocie tym lepiej ona funkcjonuje do czasu, kiedy cele są wspólne. A ponieważ fizjologia myślenia jest u wszystkich taka sama (nawet zwierząt) to i dogadywać się będziemy bez słów (jak często to robimy ze zwierzętami).
Proponowane przez autora rozwiązania są tak naprawdę jedyną możliwą postawą do przyjęcia w każdej sytuacji… wątpienie w dogmaty było i będzie motorem postępu - niezależnie od tego jakich definicji i dogmatów będą domagały się bezmyślne tłumy, ogłupiałe propagandą w Rzymie linczując braci Grakków czy paląc Łyszczyńskiego w Warszawie na podstawie sfingowanego oskarżenia.
Autor myli się w miejscu, gdzie lekceważy rolę mitu i opowieści w tworzeniu otoczenia do postrzegania rzeczywistości przez większość. Tak się składa, że przekaz na temat obiektywnej rzeczywistości powstaje w naszej głowie w interakcji z ta rzeczywistością, ale ZANIM ją dogłębnie poznamy. Edukacja, życie we wspólnocie, kultura i cywilizacja, jak matrix, kształtując nasze oczekiwania rzeźbi naszą percepcję rzeczywistości ZANIM rzucimy na nią okiem.
Warto uczyć ludzi i patrzeć i widzieć! Zrozumienie nie przychodzi automatycznie. Ani rzeczywistości ani drugiego człowieka.
Łączę wyrazy szacunku i serdeczne pozdrowienia