 |
Kościoł,Bog,zniechęcanie ... Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Bazgroły
| Napisano | Autor | Tytuł | | 01-06-2006 20:52 | Wrogość (0 punktów) | Kościoł,Bog,zniechęcanie ... | Jestem w okresie dojrzewania,zdaję sobie sprawe z tego ,że moj organizm przechodzi metamorfozę.Zmienia się światopogląd,moja dusza,doznania duchowe.Mam 15 lat ,a moja rodzice sa katolikami.Zastanawiam się nad sensem życia lecz ktoś powiedzial mi,iż sens życia pomoga znaleźć Bóg. I właśnie tu tkwi problem,że ja nie umiem uwierzyć w Boga.Mam chęci lecz one nie pomogą.Mam wiele zastrzeżeń do wiary.a religii jestem znana z kontrowersyjnych wypowiedzi ,aczkolwiek bardzo prawdopodobnych.Smieję się z ludzi,ktorzy przezywaja to.iż Bóg przyjdzie zbawić nas i cały świat.JEst to dla mnie istny kabaret.Chodzę na religię,bo muszę. W książcę "Kod Leonadra Da Vinci" mamy mowę o tym,że Jezus miał żonę,jeżeli tak to nasza wiara upadnie.A więc stawiam pyatanie :dlaczego mamy uczęszczać do kościola,na lekcje religii ? Jeżeli to nie ma sensu. Byłąm kiedyś w spowiedzi na ktorej przyznałąm się ,iż nie byłam rok.Spowiednik zaczął na mnie krzyczeć,żę to niedopuszczalne.Wyszłam zła,zniesmaczona i zdenenerowana.Wtedy pomyślałam,ze już nigdy nie pojde do koscioola ani do spowiedzi lecz moj pomysl niestety sie nie udal,dlatego ze musialm isc na chrzciny do kosciola,lecz na spowiedzi nie bylam do tej pory (1,5 roku)i nie wybieram sie tam.NAstepne moje pytanie brzmi:Dlaczego księża zniecheceaja nas tak do kosciola,religi i Jezusa?
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
| Amonaria (108 punktów) | >Smieję się z >ludzi,ktorzy przezywaja to.iż Bóg przyjdzie zbawić nas i >cały świat.JEst to dla mnie istny kabaret>
Ojojoj, nieładnie naśmiewać się z cudzych wierzeń, przekonań, choćbyś nie wiem jak nie zgadzała się z nimi. Nie wierzę, ale toleruję i szanuję cudze wartości. Wyobraź sobie, ze ktoś naśmiewa się z Twoich przekonań, które są dla Ciebie czymś ważnym, prowadzącym Cię przez życie. Pozdrawiam.
Śmierć jest nieuniknionym końcem istnienia
|
|
 | | Stal_Prawdy (83 punktów) | >>Smieję się z >>ludzi,ktorzy przezywaja to.iż Bóg przyjdzie zbawić nas i >>cały świat.JEst to dla mnie istny kabaret> >Ojojoj, nieładnie naśmiewać się z cudzych wierzeń, przekonań, choćbyś nie wiem jak nie zgadzała się z nimi. Nie wierzę, ale toleruję i szanuję cudze wartości. Wyobraź sobie, ze ktoś naśmiewa się z Twoich przekonań, które są dla Ciebie czymś ważnym, prowadzącym Cię przez życie. >Pozdrawiam. > Śmierć jest nieuniknionym końcem istnienia > Ci, którzy tak wierzą w zbawienie, raj itp; kiedyś sami się przekonają, że Boga wogóle nie ma i zobaczą, że to jest rzeczywiście kabaret.
|
|
| lipschitz (1674 punktów) | Nie wydaje mi się, aby było coś złego w nadziejach na trwanie życia po śmierci, nadziejach na sens życia, które nie kończy się wraz ze zgonem, jednak jak z każdą taką nadzieją, pewnym być nie można. Człowiek głodny ma nadzieję znaleźć coś do zjedzenia, ten który znalazł wiele, ma nadzieję, że uda mu się to zachować, ktoś kto nauczył się malować, ma nadzieję, że był w tym jakiś sens, że śmierć nie zaprzepaści wszystkiego. Jest ląd, spokojna nizina, piękna pogoda i masz nadzieję, że wędrując poza horyzynont podróż nadal będzie wygodna. Masz ją, ale jesteś także przygotowany na najgorsze znane ci rozwiązania, masz nadzieję co prawda, że te gorsze rzeczy się nie zdarzą, ale bierzesz je pod uwagę, to pozwala ci być lepiej przygotowanym do wędrówki.
Zła jest pewność, tam gdzie powinna być co najwyżej nadzieja, a być może zwykłe "nie wiem", gdy pojawia się pewność sprawy zaczynają się mocno komplikować, choćby właśnie dlatego, że ktoś młodszy zacznie pytać - skąd ta pewność, że trzeba tak a tak.
Według mnie największą szkodę jaką wyrządzają zorganizowane religie jest utożsamianie nadziei, wiary, z ich dogmatami, ich pewnością. Wraz z odrzucaniem tych religii - które co tu dużo nie mówić, coraz mocniej odstają od znanych nam realiów życia, a więc będzie wielu ludzi zdecydowanych je porzucać - porzuca się także swoje nadzieje, które nieopatrznie utożsamiło się ze znaną sobie religią.
Dla, być może nawet większości ludzi, Bóg to jedynie nadzieja i obawiają się, że być może nigdy nie spełniona. Wierzą, gdyż mają tak wiele do stracenia, dzieci, rodziców, przyjaciół, mają nadzieję, że to nie może być koniec, ale nie są pewni, boją się. I wtedy pojawia się ktoś, kto mówi, że ta nadzieja, to w zasadzie coś pewnego, że nie ma czego się bać, wystarczy tylko spełnić pewne kryteria i niebo gotowe. Zorganizowane religie mają świetny grunt na poletku ludzkich nadziei, które według mnie są czymś naturalnym. Kto mając jakieś nadzieje, np. na zdanie egazaminu, na przebycie niebezpiecznej przełęczy nie chciałby być umacniany we własnej wierze? I o ile łatwiej się ufa komuś, kto nas wzmacnia w niej, niż komuś, kto próbuje nasze nadzieje zburzyć.
Jasne, że trzeba także przyjrzeć się samej nadziei, wierze, z jakich motywów wyrastają i czy są to mądre motywy. Człowiek miał nadzieje na lepsze poznanie świata, jego tajemnic i zaczął go badać, przyglądać się uważniej, rozwinął naukę dzięki swoim nadziejom, wierze, że można tego dokonać. Uczysz się gry na pianinie, malować, pisać i masz nadzieję, że to osiągniesz, ale możesz także mieć nadzieję, że któregoś dnia będziesz rządzić ludźmi, dyktować im warunki, ustanawiać prawa - korzeń nadziei jest różny, czasem tkwi głęboko w czymś zepsutym.
Trzeba według mnie podjąć starania o separację naszych nadziei od dogmatycznej pewności, nie starać się na siłę wiedzieć, nie starać się rozsiąść wygodnie w fotelu po raz załatwionej sprawie, tak samo dogmatyczna może być pewność burząca nadzieję, stwierdzenie, że dalsza droga na pewno nie będzie tak przyjemna, że z całą pewnością pojawią się ogromne trudności, to także wypacza nasze spojrzenie na życie. Oczywiście, że ktoś inny mógł się już przekonać jak to jest i ma prawo do pewności, ale my nie mamy jej, nie możemy mieć, inaczej będziemy jeść z ręki innych ludzi a teorie zaczniemy dobierać według wygody, naszych oczekiwań, nadziei, za sprawą strachu, z pominięciem realiów.
|
|
| Balkowski (5685 punktów) | >W książcę "Kod Leonadra Da Vinci" mamy mowę o tym,że Jezus >miał żonę,jeżeli tak to nasza wiara upadnie. Czemu od stwierdzenia że Jezus miał żonę miałaby upaść wiara?
|
|
| krzychu (72 punktów) | >A więc stawiam pyatanie :dlaczego mamy uczęszczać do kościola,na lekcje religii ? Jeżeli to nie ma sensu
Sam je sobie zadawałem przed kilkunastu laty. Chodziłem jednak do kościoła mimo że nie widziałem w tym nijakiego sensu. Sądziłem że nawet jeśli jakiś Bóg istnieje to nie ma go wsród ludzi tam zgromadzonych a już na pewno nie słucha ich modlitw i próśb. Szczerze mówiąc to jedynym powodem dla którego uczęszczałem na nabożeństwa był "święty spokój" ze strony rodziców, którzy są ludźmi wierzącymi, uznającymi istnienie Boga za jedyną, niepodważalną prawdę, mającymi małą tolerancję na inne poglądy w tej sferze.
>W książcę "Kod Leonadra Da Vinci" mamy mowę o tym,że Jezus miał żonę,jeżeli tak to nasza wiara upadnie.A więc stawiam pyatanie :dlaczego mamy uczęszczać do kościola,na lekcje religii ? Jeżeli to nie ma sensu.
Czytałem tą książkę. Jest świetna, wciągająca, intrygująca, lecz potraktowałem ją jako fikcję literacką, mimo iż jej autor twierdzi że fikcją nie jest. Wiele poruszonych w niej wątków nie zgadza się z faktami historycznymi a inne mocno tę prawdę "naciągają". Chciałem tylko powiedzieć że moim zdaniem "Kod da Vinci" powinno się traktować z przymróżeniem oka, a już na pewno nie opierać się na tej książce kształtując swoje poglądy na temat religii.
Pozdrawiam.
Patrz w gwiazdy, ale uważaj na drogę * WILHELM RAABE
|
|
| Stal_Prawdy (83 punktów) | >Jestem w okresie dojrzewania,zdaję sobie sprawe z tego >,że moj organizm przechodzi metamorfozę.Zmienia się >światopogląd,moja dusza,doznania duchowe.Mam 15 lat ,a moja >rodzice sa katolikami.Zastanawiam się nad sensem życia lecz >ktoś powiedzial mi,iż sens życia pomoga znaleźć Bóg. >I właśnie tu tkwi problem,że ja nie umiem uwierzyć w >Boga.Mam chęci lecz one nie pomogą.Mam wiele zastrzeżeń do >wiary.a religii jestem znana z kontrowersyjnych wypowiedzi >,aczkolwiek bardzo prawdopodobnych.Smieję się z >ludzi,ktorzy przezywaja to.iż Bóg przyjdzie zbawić nas i >cały świat.JEst to dla mnie istny kabaret.Chodzę na >religię,bo muszę. >W książcę "Kod Leonadra Da Vinci" mamy mowę o tym,że Jezus >miał żonę,jeżeli tak to nasza wiara upadnie.A więc stawiam >pyatanie :dlaczego mamy uczęszczać do kościola,na lekcje >religii ? Jeżeli to nie ma sensu. >Byłąm kiedyś w spowiedzi na ktorej przyznałąm się ,iż nie >byłam rok.Spowiednik zaczął na mnie krzyczeć,żę to >niedopuszczalne.Wyszłam zła,zniesmaczona i >zdenenerowana.Wtedy pomyślałam,ze już nigdy nie pojde do >koscioola ani do spowiedzi lecz moj pomysl niestety sie nie >udal,dlatego ze musialm isc na chrzciny do kosciola,lecz na >spowiedzi nie bylam do tej pory (1,5 roku)i nie wybieram >sie tam.NAstepne moje pytanie brzmi:Dlaczego księża >zniecheceaja nas tak do kosciola,religi i Jezusa? > Oni zniechęcają tak, bo z reguły sami wiedzą, że Boga nie ma, a swoje powołanie pełnią, bo mają za to dużo kasy.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|