Racjonalista - Strona głównaDo treści
Panie pilocie, dziura w głowie.

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-12-2010 14:35Thorvoy (6588 punktów)Panie pilocie, dziura w głowie.
Ocena 3 na 3
Witam.

Lubię latać. Nienawidzę lotnisk.

Zanim wsiądziesz na pokład samolotu, 3 lub 4 razy okazujesz swoje dokumenty podróży + identyfikator (paszport, dowód). Musisz ostrożnie pakować bagaż podręczny, żeby nie znalazły się w niej np. śmiertelnie niebezpieczne nożyczki. Bez butów przechodzisz przez bramki, za którymi jeszcze kontrolerzy bezpieczeństwa nierzadko zrobią bajzel w Twojej torbie, pakując niezarękawiczone łapska między innymi w osobiste rzeczy, by sprawdzić, czy jednak aby z całą pewnością kawałkiem zawiniętej w gacie ładowarki do I-poda nie będziesz w stanie skrzywdzić załogi i współpasażerów.

Nie można mieć z sobą widelca, scyzoryka szwajcarskiego, podobno bywały też precedensy z cążkami do paznokci. Podobno nawet do wykałaczek mogą się przyczepić.

I co?

I po upierdliwej kontroli, tuż przed wejściem do samolotu oczekujesz nań w strefie sklepów wolnocłowych, w których możesz kupić WYPASIONE SZKLANE BUTELKI z przeróżnymi alkoholami.

Nie wiem, może jestem jakiś durny, ale odnoszę wrażenie, że grupa terrorystów z wykałaczkami, albo przemyconymi cudem widelcami aluminiowymi (tzn. jednemu się uda, inny będzie musiał zostawić swoje sztućce w koszu na niebezpieczne narzędzia) nie jest w stanie narobić takich szkód, jak jeden uśmiechnięty gość, który, przeszedłszy legalnie przez wszystkie kontrole, kupi sobie na bezcłówce dwie flaszki, z których może podczas lotu w niezwykle prosty sposób zrobić sobie tzw. "tulipany".

Niech mi ktoś wyjaśni: po jaką cholerę komu wszystkie te kontrole, skoro potem samo lotnisko wręcz zachęca człowieka do zakupu potencjalnej broni (W DOWOLNYCH ILOŚCIACH), znacznie groźniejszej od przedmiotów, których nie można wnosić na pokład ze względów bezpieczeństwa?

Jeśli już tak się uparliśmy, żeby uprzykrzać życie ludziom, którzy korzystają z usług linii lotniczych, to może:
1. Bądźmy konsekwentni i ludzi wpuszczajmy na pokład w samej bieliźnie, zaraz po przyspieszonych badaniach rektalnych.
2. Dajmy sobie spokój z restrykcyjnymi kontrolami i ograniczmy się do zakazu wnoszenia broni palnej.

Kto zechce zabić dużo ludzi, nie musi kupować biletu i narażać się na chorobę lokomcyjną. Wystarczy, że zabierze bombę na jakiś duży, przyjazny zamachowcom, publiczny spęd (vide: zabawy sylwestrowe na rynkach dużych miast, Love Parade itp.), odłoży, przeciśnie się gdzieś szybko i zdalnie zdetonuje.

Może zrobić tak samo z kilkoma bombami, w kilku miejscach, na tej samej imprezie i w tym samym czasie. Efekt murowany, w dodatku terrorysta przeżyje i ma pewną szansę dokonać podobnego aktu agresji po raz kolejny.

Rozumiem, że bezpieczeństwo jest ważne, ale podczas odprawy czuję się jak dziewiętnastowieczny Murzyn, któremu, po ciężkim dniu pracy w kopalni diamentów, zaglądano we wszystkie otwory ciała, by sprawdzić, czy nie przemyca w nich cennych znalezisk.

Powiem więcej: po circa 20 minutach zdejmowania butów, obserwowania jak grzebią w twojej bieliźnie, bycia popędzanym (bo przecież ci z tyłu też się spieszą), skanowanym i tłumaczenia "to jest krem krówkowy w słoiczku, a nie nitrogliceryna", dopiero nabiera się ochoty, żeby zrobić użytek z kupionych w Baltonie butelek Chivas Regal, nie wykorzystując ich zawartości.

A jakie są Wasze opinie na temat kontroli bezpieczeństwa w samolotach?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Meretseger (61860 punktów)

>A jakie są Wasze opinie na temat kontroli bezpieczeństwa w samolotach?
Bo ja wiem... Ostatnio nawet zmywacz do paznokci w torebce przewiozłam. Zapomniałam, że go tam mam, a jako broń chemiczna może być straszny. Zapach skutecznie wykręca nos na plecy.
Nie wiem, jakoś nie odczuwałam ostatnio uciążliwości. Przechodziłam kontrole dość gładko, butów nie zdejmowałam, tylko przez bramkę razem z torbą i gotowe.
Może nie wyglądam na terrorystkę...


Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Thorvoy (6588 punktów)
Zazdroszczę. U mnie doczepili się do kremu krówkowego i długo zastanawiali się, czy przepuścić. Noszę glany z blachami i muszę boso dreptać parę metrów przez bramkę. Parę razy było też grzebando łapskami w moich majtałasach. W takich chwilach ma się ochotę dać, chociaż niewinnej w gruncie rzeczy, obsłudze, w ryj. Żeby chociaż jakieś rękawiczki do tego zakładali...
zachaj (5239 punktów)
>Zazdroszczę. U mnie doczepili się do kremu krówkowego i długo zastanawiali się, czy przepuścić. Noszę glany z blachami i muszę boso dreptać parę metrów przez bramkę. ...

Po co blacha w butach ? Sam nosze coś w stylu glanów , z tym , że moje są prawdziwe wojskowe , na śnieg i błoto idealne. Ale po co mieć blachę w butach ? I ciężkie i niewygodne...
Thorvoy (6588 punktów)
Taka już ich konstrukcja. Czubek ciężkiego buta jest często usztywniany blachą lub plastikiem, dodatkowo firmowa blaszka znajduje się pod podeszwą glana. Przeto obuwie piszczy na bramkach.
diogenes (42753 punktów)
>Lubię latać. Nienawidzę lotnisk.

Cóż, pozostaje wsiadać i wysiadać w locie.

>I co?

Jeśli w to wchodzisz, to znaczy, że tego chcesz. Albo - dużo mówiąc - dryfujesz.

>A jakie są Wasze opinie na temat kontroli bezpieczeństwa w samolotach?

Należy zachować bezpieczną odległość od lotnisk.

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
07-12-2010 17:21 
 Ocena 2 na 2
Thorvoy (6588 punktów)
Diogenesie, czy nie sądzisz, że należy Ci się prawo do bezstresowego przemieszczania się? Nie sądzisz, że powinieneś być, szczególnie w obrębie UE (latam do i z Anglii), traktowany jako jej pełnoprawny obywatel, a nie potencjalny terrorysta? Dlaczego transport lotniczy, najszybszy i obecnie też najtańszy, jest tak szczególny, że pasażer traktowany jest na lotnisku nicyzm szczur, którego trzeba przeczesać, bo a nuż zarażone pchliny przenosi?

Całemu światu, przepraszam za mój francuski, odpierdoliło, kiedy Amerykanie wykręcili numer z WTC. Teraz na zbędne procedury bezpieczeństwa idą pieniądze. Przez zbędne procedury rosną koszty obsługi. Nie możesz wnieść napoju na airside (nie znam polskiego odpowiednika, przepraszam), więc w bezcłowym musisz kupić sobie małą wodę gazowaną (0,5l) za 5-10 złotych, bo kilka godzin bez picia niektórym bardzo ciężko znieść. Podobnie z innymi artykułami z bezcłówek, których normalnie nie przeniesiesz przez bramki.

Zresztą nie chodzi o pieniądze. Zwyczajnie draństwem jest ustalanie dyrektyw, zgodnie z którymi każdy pasażer na lotnisku to podejrzany śmieć.
08-12-2010 14:23 
 Ocena 4 na 4
zachaj (5239 punktów)
>Diogenesie, czy nie sądzisz, że należy Ci się prawo do bezstresowego przemieszczania się?

Właśnie dlatego chcę żeby straż zaglądała pod każdy turban...
Thorvoy (6588 punktów)
Będziesz też chciał, żeby w ramach zapewniania bezpieczeństwa zaglądała Ci rutynowo w gacie? Jeżeli brzmi to absurdalnie, weź pod uwagę, że paręnaście lat temu nikt by nie pomyślał, że będzie można stosować skanery obnażające całą fizjonomię kandydata na pasażera. Teraz są one podobno gdzieniegdzie w użytku. Fajnie wiedzieć, że ktoś może przez chwilę podziwiać moją męskość zanim wsiądę do samolotu.

Co dalej? Obowiązkowe sondy analne? Ja NIE ŻARTUJĘ. Granica społecznego przyzwolenia bardzo szybko przesunęła się w niewłaściwą stronę. Ludzie zaś, jak barany, godzą się potulnie na zaostrzanie przepisów, "bo terroryści...".

Teraz obrzydzają nam tylko samoloty, ale wystarczy, że gdzieś za Wielką Wodą ktoś dokona naprawdę mocnego zamachu na pociąg, wskutek którego zginą setki ludzi, zwali się wszystko na Al-Qaidę, Siuksów, czy cholera wie kogo jeszcze, i cały świat, zafajdany po sam kołnierz, zacznie robić te same cyrki ludziom, chcącym skorzystać z dobrodziejstw kolejnictwa.
09-12-2010 14:48 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
Byłem w Izraelu i widziałem jakie tam mają maszyny do prześwietleń , zarówno ludzi jak i walizek. Nasze zabezpieczenia to śmiech na sali. Ogólnie uważam , że Warszawa nie jest przygotowana na atak zorganizowanej grupy terrorystycznej i niedługo zapłacimy za to wysoką cenę. Mieszkam tutaj i czasami strach pomyśleć co mogłoby się stać , w kraju w którym nawet nie potrafimy prawidłowo zabezpieczyć najważniejszych ludzi w państwie. Nie mam nic przeciwko aby mnie przeszukiwali i prześwietlali , gdyż nie mam czego się wstydzić i czegoś co chciałbym ukryć. Jestem w stanie zrozumieć ludzi którzy czegoś się wstydzą ale ich wstyd ma mniejsze znaczenie niż moje życie.

Może zostanę zaminusowany za to co teraz napisze. Uważam , że w dużych miastach powinno być więcej kamer i więcej policji. Mam sporo niemiłych doświadczeń z menelami na ulicy , kilka razy musiałem dać komuś po ryju , moje kolegę ostatnio pobili w centrum Wa-wy. Jestem za większą inwigilacją społeczeństwa gdyż sądzę , że to zwiększa bezpieczeństwo , na pewno pomaga dochodzić swoich praw. W Anglii "okablowane" jest całe miasto i nie ma tam tak spektakularnych bijatyk na ulicy. Co prawda tam mają problem z nożami ale to już inna sprawa. Tak samo z kontrolami na lotnisku , które są niezbędne w dzisiejszych czasach. Ktoś ostatnio mądrze powiedział , że XXI wiek zaczął się w chwili wydarzenia z 9/11 i to wiele mówi o tym stuleciu.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Byłem w Izraelu i widziałem jakie tam mają maszyny do prześwietleń , zarówno ludzi jak i walizek. Nasze zabezpieczenia to śmiech na sali.

No tak, ale Ruskie nas tylko czasem słownie szczypią, jakby tok był ktoś inny nie wiadomo jakby było.
Ale te kobitki w bikini i kałachami... są jeszcze?

>Może zostanę zaminusowany za to co teraz napisze. Uważam , że w dużych miastach powinno być więcej kamer i więcej policji.

Niekoniecznie więcej. "Trza" mieć dojścia. Kiedyś wjechał we mnie - z tylu facet i rozbił mi przód. Jak u Monty Pythona... Niby napisał oświadczenie ale - już jak się to czyta to śmiech. Wiec, po podjechaniu na tzw komendę okazało się, że można skorzystać z kamer i prywatnego monitoringu i ochrony miasteczka studenckiego. Bo są zapisy. Szok - sześć kamer - 6! - to pokazało. Sierżant zrobił notatkę, kazał dmuchnąć i zadzwonić po drogówkę. Sprawa czysta była. (Ale do tej pory słyszę: jak z tyłu a przód rozwalił?)

Polecam sen niedźwiadków:
"piękna" jest piosenka pod tym



Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
zachaj (5239 punktów)
>No tak, ale Ruskie nas tylko czasem słownie szczypią, jakby tok był ktoś inny nie ..

Nie rozumiem co napisałeś i o co chodzi. Pisz jaśniej bo to jakiś bełkot.

>Sierżant zrobił notatkę, kazał dmuchnąć i zadzwonić po drogówkę.

Ale ja nie pisałem o jakiś stłuczkach , nie o takie bezpieczeństwo mi chodziło. Tylko jak sześciu kolesi kopie jednego na ulicy w centrum Warszawy.
09-12-2010 17:51 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>No tak, ale Ruskie nas tylko czasem słownie szczypią, jakby tok był ktoś inny nie ..
>Nie rozumiem co napisałeś i o co chodzi. Pisz jaśniej bo to jakiś bełkot.

no cóż - postaram sie dostosować...

1.ostrożność na granicach państwa zależy od tego z kim się graniczy. My - Polska nie potrzebujemy jeszcze takich kontroli jak Izrael, bo nie prowadzimy z nikim wojny. Przynajmniej wedle oficjalnej wersji.
2.jak ja byłem w Izraelu, to widziałem masę młodych kobiet w strojach kąpielowych zwanych bikini - noszących karabiny maszynowe, co mnie zdziwiło. Ale ponoć tak ma być bo one "są w wojsku". Ale to dawno było. Stad pytanie. Bo może teraz jest inaczej.

>>Sierżant zrobił notatkę, kazał dmuchnąć i zadzwonić po drogówkę.
>Ale ja nie pisałem o jakiś stłuczkach , nie o takie bezpieczeństwo mi chodziło. Tylko jak sześciu kolesi kopie jednego na ulicy w centrum Warszawy.

Czyli o kamerach i monitoringu miasta. Tak?
Wiec:
stłuczka to tło opowieści, wytłumaczenie po co ją przytaczam (tę opowieść)- sens: w mięście jest masa kamer tylko trzeba o nich wiedzieć i się do nich chcieć dostać. Policja może, w porozumieniu z właścicielem kamery - z niej skorzystać. W Krakowie jest masa kamer, nie koniecznie policyjnych. Jak jest powód, umotywowanie - policja może z nich skorzystać. Opisywane przeze mnie zdarzenie było zarejestrowane przez sześc kamer. Czyli - być może w centrum Warszawy tez są kamery. Choć może nie rzucają się w oczy.

Mniejszy bełkot?


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>>No tak, ale Ruskie nas tylko czasem słownie szczypią, jakby tok był ktoś inny nie ..
>Nie rozumiem co napisałeś i o co chodzi. Pisz jaśniej bo to jakiś bełkot.

no cóż - postaram sie dostosować...

1.ostrożność na granicach państwa zależy od tego z kim się graniczy. My - Polska nie potrzebujemy jeszcze takich kontroli jak Izrael, bo nie prowadzimy z nikim wojny. Przynajmniej wedle oficjalnej wersji.
2.jak ja byłem w Izraelu, to widziałem masę młodych kobiet w strojach kąpielowych zwanych bikini - noszących karabiny maszynowe, co mnie zdziwiło. Ale ponoć tak ma być bo one "są w wojsku". Ale to dawno było. Stad pytanie. Bo może teraz jest inaczej.

>>Sierżant zrobił notatkę, kazał dmuchnąć i zadzwonić po drogówkę.
>Ale ja nie pisałem o jakiś stłuczkach , nie o takie bezpieczeństwo mi chodziło. Tylko jak sześciu kolesi kopie jednego na ulicy w centrum Warszawy.

Czyli o kamerach i monitoringu miasta. Tak?
Wiec:
stłuczka to tło opowieści, wytłumaczenie po co ją przytaczam (tę opowieść)- sens: w mięście jest masa kamer tylko trzeba o nich wiedzieć i się do nich chcieć dostać. Policja może, w porozumieniu z właścicielem kamery - z niej skorzystać. W Krakowie jest masa kamer, nie koniecznie policyjnych. Jak jest powód, umotywowanie - policja może z nich skorzystać. Opisywane przeze mnie zdarzenie było zarejestrowane przez sześc kamer. Czyli - być może w centrum Warszawy tez są kamery. Choć może nie rzucają się w oczy.

Mniejszy bełkot?


Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
09-12-2010 18:24 
 Ocena 4 na 4
Chlodwig (10939 punktów)
>Byłem w Izraelu i widziałem jakie tam mają maszyny do prześwietleń , zarówno ludzi jak i walizek. Nasze zabezpieczenia to śmiech na sali. Ogólnie uważam , że Warszawa nie jest przygotowana na atak zorganizowanej grupy terrorystycznej i niedługo zapłacimy za to wysoką cenę.

Ile byś na lotnisku maszyn nie zamontował, ilu rewizji nie zrobił, i tak nie ścigniesz gościa zasadzonego ze striełą na dolocie do lotniska. Terroryści jeszcze na to nie wpadli, ale wpadną.
11-12-2010 14:29 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
Striełę trzeba kupić. Aby jednak poważnie uszkodzić samolot podchodzący lub wznoszący się z miejskiego lotniska, czyli na wysokości kilkudziesięciu góra metrów nad terenem poza lotniskiem, wystarczy na jego drodze umieścić co nieco np. gwoździ. Albo gołębi. Uszkodzenie w tym momencie silników, prawdopodobnie też przebicie delikatnego kadłuba na pewno doprowadzi to poważnego wypadku.

Można też w krytycznym momencie zakłócić łączność czy też sygnały naprowadzania. Technicznie nie jest to problem.

Pomysłów jest tak wiele, że aż dziw bierze, dlaczego jest tak mało zamachów.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
09-12-2010 20:22 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
>Byłem w Izraelu i widziałem jakie tam mają maszyny do prześwietleń , zarówno ludzi jak i walizek. Nasze zabezpieczenia to śmiech na sali. Ogólnie uważam , że Warszawa nie jest przygotowana na atak zorganizowanej grupy terrorystycznej i niedługo zapłacimy za to wysoką cenę.

Biorąc pod uwagę ile było dotąd takich przypadków jak z WTC, bardziej bałbym się wejść do własnego auta i przejechać spod domu do supermarketu za miastem, niż do samolotu bez wzmożonej kontroli. Warszawa miałaby być przygotowana na zamach? Powiedz mi: PO CO? Nie schlebiajmy sobie. Nie znaczymy nic i terroryści będą nas olewać nawet jeśli wyślemy im pisemne zaproszenia.

>Mieszkam tutaj i czasami strach pomyśleć co mogłoby się stać , w kraju w którym >nawet nie potrafimy prawidłowo zabezpieczyć najważniejszych ludzi w państwie.

No, pomyśl: co REALNIE mogłoby się stać?

> Nie mam nic przeciwko aby mnie przeszukiwali i prześwietlali , gdyż nie mam czego się wstydzić i czegoś co chciałbym ukryć.

A ja nie lubię pokazywać tyłka, ptaszka i w zasadzie większości mojego niewysportowanego ciała. Właśnie to chciałbym ukryć i- do cholery- powinienem mieć chyba takie prawo podczas przemieszczania się gdziekolwiek, szczególnie w granicach Unii, która przecież wmawia nam, że jesteśmy przecież wielką rodziną, nie ma żadnych granic itp.

> Jestem w stanie zrozumieć ludzi którzy czegoś się wstydzą ale ich wstyd ma mniejsze znaczenie niż moje życie.

A ja uważam, że godząc się na zacieśnianie pętli, w końcu będziemy niewolnikami we własnych krajach. W zasadzie już jesteśmy, ale może być jeszcze gorzej. Prywatność jest ludzką potrzebą i stosunkowo niewielka ilość ofiar w skali całego świata jest, uważam, dobrą ceną za jej utrzymanie.

>Może zostanę zaminusowany za to co teraz napisze. Uważam , że w dużych miastach powinno być więcej kamer i więcej policji.

W zasadzie zgadzam się z Tobą. Z jednym zastrzeżeniem: te kamery mogą być wykorzystywane WYŁĄCZNIE w sprawach, które dotyczą naruszenia nietykalności innych osób. Jak by nie patrzeć, skoro na ulicy obserwują moje kroki przechodnie, to dlaczego i nie jedna więcej osoba, która śledzi moje poczynania na monitorze? Grunt, żeby nie dochodziło do nadużyć.

> Mam sporo niemiłych doświadczeń z menelami na ulicy , kilka razy musiałem dać komuś po ryju , moje kolegę ostatnio pobili w centrum Wa-wy. Jestem za większą inwigilacją społeczeństwa gdyż sądzę , że to zwiększa bezpieczeństwo , na pewno pomaga dochodzić swoich praw.

Wciąż się w ***pewnym stopniu*** zgadzam.

> W Anglii "okablowane" jest całe miasto i nie ma tam tak spektakularnych bijatyk na ulicy. Co prawda tam mają problem z nożami ale to już inna sprawa.

Najwięcej burd ma miejsce na biedniejszych, często "kolorowych" ulicach, które nigdy nie zaznały monitoringu i nieprędko zaznają. Z drugiej strony nie przypominam sobie, żeby wrocławski rynek był bardziej niebezpieczny kilkanaście lat temu, niż teraz, kiedy naszpikowany jest kamerami.

> Tak samo z kontrolami na lotnisku , które są niezbędne w dzisiejszych czasach. Ktoś ostatnio mądrze powiedział , że XXI wiek zaczął się w chwili wydarzenia z 9/11 i to wiele mówi o tym stuleciu.

Łatwo dajesz się manipulować, prawda? 9/11 to, logicznie rzecz biorąc, największy przekręt XXI wieku. Myślisz, że jeśli skrajnie muzułmańscy Afganie faktycznie przygotowali na tak wielką skalę zamach w imię Allaha, nie spodziewali się, że nie mają szans w starciu z USA, które to Stany na pewno zrobią rozpiernicz na ich podwórku? Ludzie, którzy dokonali takiegu numeru, musieli być stosunkowo inteligentni i nie mogli nie zdawać sobie z tego sprawy. No, chyba, że mieli problem do swoich i chciel celowo, jak to się mówi, nasrać we własnym gnieździe.

Dla mnie to się nazywa prowokacja, tworzenie pretekstu. To się nazywa polityka, w tym przypadku zbrodnicza USA. Dzisiejsze przegięte procedury lotniskowe to nic innego jak dodawanie tamtym wydarzeniom wiarygodności.
11-12-2010 14:24 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
Niestety żadne miasto ani żadne państwo nie będzie NIGDY zabezpieczone przed inteligentnym atakiem terrorystycznym. Odpowiednio zdeterminowany i inteligentny człowiek zawsze znajdzie sposób na dokonanie zamachu. Na przykład założy sklep w strefie bezcłowej na lotnisku i przemyci doń w ramach normalnych dostaw składniki do wykonania na miejscu substancji wybuchowych czy toksycznych.

Nie wspominając o infrastrukturze energetycznej, wodno-kanalizacyjnej, ciepłowniczej i temu podobnych, których unieruchomienie w odpowiednich warunkach pogodowych może doprowadzić do tragicznych skutków....

Można też zakupić za kilkaset tysięcy złotych akcelerator przemysłowy i produkować przy jego pomocy substancje radioaktywne albo bezpośrednio napromieniowywać losowo wybrany tłum....

Podać substancje toksyczne do wodociągu...

Nie potrzeba też imprez masowych - wystarczy metro, autobus, urząd, hipermarket, szkoła, uczelnia, zakład pracy, targowisko. Ogrom miejsc gdzie prymitywny ładunek wybuchowy może wyrządzić mnóstwo krzywd i cierpienia.

Wreszcie można zagrozić pasażerom samolotu śmiercią przez zwyczajne ukręcenie karku. Dla grupy kilku odpowiednio silnych osób opanowanie w ten sposób samolotu nie będzie problemem. Co wtedy? Standardowo usypiać pasażerów? Podróżować w kaftanach bezpieczeństwa?

Sądzę, że należy też spojrzeć na sprawę nieco inaczej. Na przykład, kiedy ostatnio PORWANO europejski lub amerykański samolot pasażerski? A kiedy wysadzono?

Po pierwsze dokonanie jakiegokolwiek zamachu przy dowolnie ciasnej ochronie nadal możliwe - staje się jedynie kwestią włożonych w to środków, zaangażowania i założonych strat. Z ekonomicznego punktu widzenia więc skutek zamachu musi być proporcjonalny do włożonych środków. Czyli - zamiast uprowadzenia samolotu - wywalenie go w powietrze. W dzisiejszych warunkach wydaje się, że uprowadzenie jest trudniejsze niż zamach mający na celu wyłącznie zniszczenie.

Można więc dalej zacieśniać procedury kontroli, trzeba jednak spodziewać się wówczas, że działania wywrotowe przyjmą bardziej skrajne formy. Tym skrajniejsze, im ciaśniejsza będzie kontrola. Nie można podejść do polityka na odległość rzutu jajkiem? Trzeba podejść na odległość rzutu grantem, karabinu, rakiety, bomby. Wytworzenie toksyn i materiałów wybuchowych nie jest przecież wielkim problemem.

Terroryzm jest, podobnie jak wojna, innym środkiem prowadzenia polityki. I podobnie można doń, wydaje się, zaaplikować te same zasady. Im mocniej gnoimy opozycję tym radykalniejsza się ona staje. Dominacja "jednomyślności" i "jedynie słusznej idei" rodzi automatycznie ekstremalne partie. Za komuny spłodziła solidarność, dziś europejskie "tylko integracja" jest pożywką dla partii faszyzujących.

W tym świetle wydaje mi się, że zamiast wsadzać pasażerom lunetę w odbyt (nawiasem mówiąc, przypuszczam, że sprytny chemik da radę wykonać wieloskładnikową bombę w formie czopków) należy zastanowić się, dlaczego ataki terrorystyczne są TAK RZADKIE?

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Thorvoy (6588 punktów)
Gratuluję. Jesteś jedną z osób, które nie dały się zwariować.
13-12-2010 02:07 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
Wiesz czemu są takie rzadkie ? Bo Amerykanie "siedzą" w dupie Bin Ladena i jak on tylko pomyśli o zamachu , oni już to wiedzą. A tak bez żartów , to wiele zamachów jest udaremnionych w zarodku. Dlatego nawet się o nich nie dowiadujemy , aby nie wywołać niepotrzebnej paniki i aby nie zdradzać informatorów. Mimo tych politycznych szuj rządzących światem , uważam , że jest grupa ludzi , która używa swojej inteligencji w imię poprawy bezpieczeństwa , czyniąc to z pasją i niemałym zapałem.

A i nawet tak banalna sprawa. Czy myślisz , że wyrobienie sobie licencji pilota w USA jest tak samo proste jak przed 9/11 ? Żyjemy w XXI wieku i kto nie zaakceptuje , że są to czasy terroru i inwigilacji , obawiam się , mentalnie zostanie w wieku XX. Zeitgeist się liczy , a nie idee wolności z poprzedniej epoki. No cóż , tak to już jest , wielu wierzy w ideały z przed 2000 tysięcy lat i ma się świetnie...
13-12-2010 23:28 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>Wiesz czemu są takie rzadkie ? Bo Amerykanie "siedzą" w dupie Bin Ladena i jak on tylko pomyśli o zamachu , oni już to wiedzą. (....)

O ile mnie pamięć nie myli, w latach uprzednich aktywne były także inne grupy terrorystyczne: IRA, Baader-Meinhof, ETA i chyba jeszcze wiele innych.

Nie zaprzeczę, że działania służb mają efekty. Choć i nie potwierdzę, z podanych przez Ciebie przyczyn. Sądzę jednak, że lepsze i skuteczniejsze efekty uzyskano dzięki działaniom mającym na celu usunięcie przyczyn istnienia organizacji terrorystycznych. Praktycznie zawsze jest to tylko i wyłącznie jedna przyczyna: totalne ignorowanie. Totalne ignorowanie głosu, woli, poglądów - brak możliwości wywarcia wpływu na świat zwykłymi, bezpiecznymi drogami prowadzi ludzi do sytuacji w której sięgają po broń. Dalej oczywiście rzecz napędza się sama - pierwszy akt terroru budzi odzew, który z kolei dalej nakręca ludzkie zacietrzewienie.

Amerykański "mamcięwdupiezm" jest tu clue problemu. Bo jeśli Ameryka ma cię w tyłku, to może zrobić z tobą co zechce.... i figę możesz na to poradzić. To już Partia była bardziej uczuciowa - popsioczyłeś: do łagru. I od razu było wiadomo, że ją choć trochę obchodzisz. Na USA psioczyć sobie możesz ile chcesz. I tak mają cię w...

>(...) Zeitgeist się liczy(...)
Takoż samo można by rzec, że liczył się w latach 20-tych, 60-tych itd. Lata rozkwitu faszyzmu, wykwit komunizmu, czy dzikie fale ćpania czego popadnie. Liczył się za krucjat, za reformacji, za kontr-reformacji.

Nie widzę nic zdrożnego w tym, że nie idzie się z "duchem czasów".

>(...)No cóż , tak to już jest , wielu wierzy w ideały z przed 2000 tysięcy lat i ma się świetnie...

Wielu wierzy w ducha czasów i też ma się świetnie.

Jednak nie o to chodzi przecież, czy jest się "na czasie", lecz czy przyjęty zakres działań ocenia się jak adekwatny.

Niewątpliwym jest, że jest on w pewnym sensie skuteczny. Jednak z drugiej strony, jest znacznie mniej skuteczny, niż na przykład metoda osobowego transportu lotniczego polegająca na farmakologicznym usypianiu pasażerów, pakowaniu ich do małych trumienek i upychaniu na czas lotu jeden na drugim. I tańsze, i ekonomiczniejsze i wreszcie - bezpieczne. Ba, dla luksusu można by trumienki powiązać w paczki po 50 i podczepić po czołgowym spadochronie. Wtedy, nawet jak samolot się rozleci, pasażerowie spadną na ziemię cali i co najważniejsze - spokojnie śpiący.

Nie da się też ukryć, że za większe "bezpieczeństwo" płaci się słono. I w walucie (personel, osprzęt) i w czasie, w godności czy w prywatności. Wreszcie w wolności. Moje ulubione równanie wolność=odpowiedzialność odrzucono zupełnie, zastępując domniemanie niewinności i odpowiedzialnego zachowania domniemaniem winy. Zapewne Ty tak tego nie odbierasz, ale dla mnie przeszukanie jest postawieniem zarzutu. Policja wejść do domu czy przeszukać auto może jedynie w sytuacji uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa. Kwestia co znaczy "uzasadnione" niech zostanie pominięte milczeniem. Prywatne służby ochrony (tak, lotnisk krajowych nie chronią służby państwowe!) mają zaś prawo do przeszukania w sytuacji, gdy istnieje podejrzenie, że istnieje możliwość powstania sytuacji umożliwiającej popełnienie przestępstwa. Nie wydaje Ci się to co nieco niestosownym?

Oczywiście rzec można: życie ludzkie jest bezcenne, płacić tę cenę warto. I słusznie. Warto kupić bramki (20..100tyś zł komplet), zatrudnić obsługę (2 osoby, trzy zmiany), rentgena (min. 100tyś zł) i całą resztę aparatury. Warto opłacać remonty, koszty eksploatacji. Warto wydłużyć czas wejścia do samolotu do godziny - czas pasażera nic nie kosztuje. Warto z definicji uznać samego siebie podejrzanym. Warto pozostawiać kryteria oceny uznaniu ochrony. Wszystko warto, wszak chronimy życie.

Chronimy życie.

Na wizytę u okulisty czeka się kwartał. Na diagnostykę nieraz po parę miesięcy. Z braku finansów przerywa się kuracje ratujące życie.

Chronimy?

Nie ma nic za darmo. Ot, zeitgeist świecie ograniczonych środków.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka

P.S.

Nawiasem mówiąc, zdaje się nadal w stanach pozyskanie licencji pilota jest łatwiejsze niż w Polsce - to jednak tylko moja niepotwierdzona opinia.


Tomasz Sztejka
13-12-2010 23:47 
 Ocena 1 na 1
zachaj (5239 punktów)
Zgadzam się z Tobą.

Wszytko co pisałem wcześniej jest spowodowane przez strach. Swego czasu sporo latałem , byłem także w Anglii w czasie ostatnich zamachów w Londynie. Pewnie , że wkurzają mnie procedury na lotnisku i zakazy ale z drugiej strony jak pomyśle , że mógłbym zginąć wlatując w jakiś wieżowiec , napawa mnie to niemałym lękiem. Tylko tyle i aż tyle.

Ktoś kto siedzi sobie w cieplutkim domku gdzieś na mazurskiej wsi , a do miasta jeździ od święta , nie ma pojęcia czym jest taki strach i nigdy mnie nie zrozumie. Oczywiście nie mam tutaj nikogo konkretnego na myśli , to taki przykład tylko.

Ostatnio wstrząsnął mną film "The Falling Man" , długo się zbierałem żeby go oglądnąć i powiem , że na prawdę warto. Zmusił mnie do przemyśleń nad własnym życiem.

www.youtube.com/watch?v=BXnA9FjvLSU
13-12-2010 23:57 
 Ocena 2 na 2
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Ktoś kto siedzi sobie w cieplutkim domku gdzieś na mazurskiej wsi , a do miasta jeździ od święta(...)

Ja, od czasu gdy podczas jazdy Bydgoszcz-Wwa i z powrotem widziałem 4-ry kraksy żegnam się serdecznie ze znajomymi przed każdym wyjazdem na delegację. Życzenie "bezpiecznej drogi" to w moim wypadku nie czysta kurtuazja.

Serio.

Obliczeniowo rzecz biorąc zdaje się ryzyko jest znacznie większe niż w wypadku lotu samolotem.

A mimo to... jadę. Choć gdyby nie kontrole na lotnisku, wolałbym polecieć. I szybciej byłoby (bez kontroli, bo z kontrolami nie ma to sensu) i pewnie niewiele drożej. Tyle, że niestety w obecnych warunkach znając siebie nie wytrzymałbym i nawrzucał komu nie trzeba ( "to do cholery mój scyzoryk i wara ci od niego złodzieju") i w efekcie nigdzie raczej bym nie doleciał. Po kiego grzyba mam się denerwować... zaryzykuję i pojadę z kierowcą samochodem.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Kowalska (14008 punktów)
>Nie można mieć z sobą widelca, scyzoryka szwajcarskiego, podobno bywały też precedensy z cążkami do
>paznokci. Podobno nawet do wykałaczek mogą się przyczepić.

   Potwierdzam ten precedens. Na lotnisku w Pyrzowicach kazali mi wyrzucić z kosmetyczki cążki do paznokci. Oraz żelazko.

   Doleciałam w końcu do Warszawy. Na Okęciu musiałam wywalić piankę do włosów, nożyczczki do paznokci i wodę mineralną w nieprzeźroczystej butelce.

W Rzymie przy odbieraniu bagażu pokłóciłam się z Czubówną, bo mnie popchnęła.

>I co?

   Nic. Też kocham latać


W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
09-12-2010 15:51 
 Ocena 1 na 1
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>Potwierdzam ten precedens. Na lotnisku w Pyrzowicach kazali mi wyrzucić z kosmetyczki cążki do paznokci. Oraz żelazko.

Jezusie Świebodziński, to jakby Cie prezydent Komórkowski macnoł w cielesność, a Ty w obronie koniecznej odpowiedziałabyś zmasowanym atakiem torebkowym to by znów wybory byly!!!!!!!!!!!!

Żelazko w kosmetyczce? a śmieją się z mojej siekierki w samochodzie...

>W Rzymie przy odbieraniu bagażu pokłóciłam się z Czubówną, bo mnie popchnęła.
>>I co?

Trza było wrzeszczeć jak Rokita!

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
11-12-2010 14:34 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>    Potwierdzam ten precedens. Na lotnisku w Pyrzowicach kazali mi wyrzucić z kosmetyczki cążki do paznokci. Oraz żelazko.(...)

Zapytam z ciekawości: jak jest to rozwiązane od strony prawnej? Chodzi mi o to, co dzieje się z zakwestionowanym towarem, co z kwestią własności, odzyskania zatrzymanego mienia, czy na przykład zwrotu pieniędzy za niewykorzystany bilet (np. towar zakwestionowany jest jedyną przyczyną podróży), prawem do wycofania się z lotu itp.

Czy ktoś orientuje się, jak to wygląda? W końcu to było twoje żelazko. Przymusowe odebranie go wydaje się zwykłą kradzieżą.

Pozdrawiam,


Tomasz Sztejka
11-12-2010 20:20 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
>Zapytam z ciekawości: jak jest to rozwiązane od strony prawnej? Chodzi mi o to, co dzieje się z zakwestionowanym towarem, co z kwestią własności, odzyskania zatrzymanego mienia, czy na przykład zwrotu pieniędzy za niewykorzystany bilet (np. towar zakwestionowany jest jedyną przyczyną podróży), prawem do wycofania się z lotu itp.

Jeśli chodzi o zwrot pieniędzy za bilet, wszystko masz napisane na stronie przewoźnika. Jest to uregulowane, ale...

>Czy ktoś orientuje się, jak to wygląda? W końcu to było twoje żelazko. Przymusowe odebranie go wydaje się zwykłą kradzieżą.

... ale nie kwestia odebranego Ci przedmiotu. Ten przepada. Albo żegnasz się z nim na zawsze, albo samolot leci bez Ciebie. Sam chciałbym wiedzieć jak o podobnych przypadkach stanowi nasze prawo. Może jednak pragnę odzyskać swój szczerozłoty, wysadzany diamentami widelec, którym planowałem spożyć wniesioną na pokład surówkę z kiszonej kapusty. Różnie ludzie mają.

A ja dalej nie ogarniam zakazu wnoszenia małego scyzoryka szwajcarskiego w świetle możliwości wniesienia niemal dowolnej ilości szkła.

Pozdrawiam.
11-12-2010 20:26 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>    Potwierdzam ten precedens. Na lotnisku w Pyrzowicach kazali mi wyrzucić z kosmetyczki cążki do paznokci. Oraz żelazko.(...)

>Zapytam z ciekawości: jak jest to rozwiązane od strony prawnej? Chodzi mi o to, co dzieje się z zakwestionowanym towarem, co z kwestią własności, odzyskania zatrzymanego mienia, czy na przykład zwrotu pieniędzy za niewykorzystany bilet (np. towar zakwestionowany jest jedyną przyczyną podróży), prawem do wycofania się z lotu itp.
>Czy ktoś orientuje się, jak to wygląda? W końcu to było twoje żelazko. Przymusowe odebranie go wydaje się zwykłą kradzieżą.

   Ja musiałam oddać te rzeczy. Nie dostałam żadnego kwitu. Po prostu, obsługa lotniska mi je wzięła z bagażu, oczywiście byłam przy tym. Ale to było kilka lat temu. Może teraz wygląda to jakoś inaczej?

   Ale to podróż miała i dalszy ciąg. Po powrocie do Warszawy przesiadaliśmy się na samolot do Pyrzowic. W Warszawie pomylili nasze bagaże i zamiast do Pyrzowic wysłali je nam do innego kraju innym samolotem. Prawdopodobnie gdzieś do Turcji. W Przywocach się okazało, że nie mamy czego odbierać z taśmy.

   Wiecie jaki to jest szok, kiedy nagle się okazuje, że kilka toreb Wam zginęło, prawdopodobnie na zawsze?
Siadłam w tej pustej sali przylotów i płakałam jak dziecko.Zupełnie bezradne dziecko. Na całe szczęście w podręczym plecaczku miałam klucze z domu, dokumenty i pieniądze.

   Ale o dziwo bagaż się odnalazł, po około trzech tygodniach. I o dziwo nic nie zginęło! Nawet moje trzy nowiuśkie flakony Armaniego ze strefy wolnocłowej

   A tak btw. Wiecie co najczęściej kupują Żydzi, ci tradycyni, z pejsami, w kapeluszach, na czarno itd.? Każdy kupował po kilkanaście wagonów Cameli

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
11-12-2010 20:45 
 Ocena 6 na 6
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>    A tak btw. Wiecie co najczęściej kupują Żydzi, ci tradycyni, z pejsami, w kapeluszach, na czarno itd.? Każdy kupował po kilkanaście wagonów Cameli

Taż to jest, kurde, SZOK!!!
Przecie wielbłądy KOSZERNE NIE SĄ!!! - zob. Kpł 11, 4; Pwt 14, 7.
Sodoma z Gomorą to przy tym pikuś.
Boję się wnioski wyciągać...


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
11-12-2010 20:56 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>    A tak btw. Wiecie co najczęściej kupują Żydzi, ci tradycyni, z pejsami, w kapeluszach, na czarno itd.? Każdy kupował po kilkanaście wagonów Cameli

>Taż to jest, kurde, SZOK!!! Boję się wnioski wyciągać...

   Ja mam pewną teorię.... Otóż camele sprzedadzą, z zyskiem, bo przecież taniej kupili, a fajki wypalą. A jak który nie pali, to też sprzeda. I zysk tym bardziej podwójny. A nawet potrójny, bo i dla zdrowia.

I jak tu nie mówić, że to mądry naród?

EDIT: O, widzę, że nowe lotnisko nam się z tej okazji w Polsce pojawiło. Przywoce


W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
11-12-2010 21:42 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
Żyd tradycyjny pejsowy i camele?
Jestem zbulwersowany , żeby szporty...albo klubowe...ale camele ?
11-12-2010 21:52 
 Ocena 3 na 3
i.czaplicka (5782 punktów)

>Przecie wielbłądy KOSZERNE NIE SĄ!!! - zob. Kpł 11, 4; Pwt 14, 7.
Nieparzystokopytne. Zwykłe, parzystokopytne, moze (?) są.
11-12-2010 22:01 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>>Przecie wielbłądy KOSZERNE NIE SĄ!!! - zob. Kpł 11, 4; Pwt 14, 7.

>Nieparzystokopytne. Zwykłe, parzystokopytne, moze (?) są.

   Kurde, ja chyba wiem o czym mówisz.... Na paczkach Cameli wielbłądom nie widać jednej nogi, i mają tylko trzy

Pozdrawiam, tak btw

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
11-12-2010 22:05 
 Ocena 2 na 2
i.czaplicka (5782 punktów)

>    Kurde, ja chyba wiem o czym mówisz.... Na paczkach Cameli wielbłądom nie widać jednej nogi, i mają tylko trzy

>
W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?

Czy zagadka w stopce uwzględnia trójnożne wielbłądy?
i.czaplicka (5782 punktów)
I jak jest traktowany Apus apus?
11-12-2010 22:38 
 Ocena 4 na 4
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>I jak jest traktowany Apus apus?

Jedyne co znalazłem o Apus apus to w Biblii Świadków Jehowy Jr 8, 7:
Nawet bocian na niebiosach dobrze zna swe wyznaczone czasy; również turkawka i jerzyk, i bilbil starannie przestrzegają czasu swego przylotu.

Ale to Zła Biblia jest .
Prawdziwa, katolicka, twardo przy jaskółce obstaje.
Za Wulgatą:

Etiam ciconia in caelo
novit tempus suum;
turtur et hirundo et turdus
custodierunt tempus adventus sui


To musi coś znaczyć. No, kurde, musi .


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
11-12-2010 23:03 
 Ocena 4 na 4
lukaszewicz (5674 punktów)
Zagadka prosta.

Jechowi w miastach się lęgną to i jeżyki tu gniazda swe mają.

Katolicy zaś po wsiach się jeszcze kryją a to jaskółek siedlisko.
11-12-2010 23:32 
 Ocena 1 na 1
AdamGr (3037 punktów)
A kury to za kim idą ?
12-12-2010 12:33 
 Ocena 3 na 3
Gosia (9452 punktów)
>A kury to za kim idą ?

Za proboszczem:

Czuję, że z pasterza owiec zamieniam się w hodowcę drobiu. Główną troską hodowcy drobiu jest dbałość o to, żeby kury nie uciekły z kurnika. Marzę o tym, żeby wrócić do pasterzowania, a w płocie okalającym kościół pozostawić dziurę.
12-12-2010 09:16 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>jeżyki

jerzyk

i jeżyk.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
11-12-2010 23:13 
 Ocena 1 na 1
Kowalska (14008 punktów)
>I jak jest traktowany Apus apus?

   Jerzyk, Jerzyk.... A czekaj, wiem który. Ostatnio słyszałam, że w wojsku jest i jego mama mówiła, że bardzo dobrze go tam traktują.

W zoo jest więcej niż 200 i mniej niż 300 zwierząt (bez ryb i węży). Dwunożne mają 20% nóg. Ile może być czworonogów?
11-12-2010 22:15 
 Ocena 5 na 5
big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
>>Przecie wielbłądy KOSZERNE NIE SĄ!!! - zob. Kpł 11, 4; Pwt 14, 7.
>Nieparzystokopytne. Zwykłe, parzystokopytne, moze (?) są.

Słabo się znam na wielbłądach, ale Pan twierdzi, że nie mają rozdzielonego kopyta. Jednym tchem z wielbłądem wymienia też świstaka i zająca - mocny argument .


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
11-12-2010 22:22 
 Ocena 5 na 5
i.czaplicka (5782 punktów)
Idąc tym tokiem rozumowania- można jeść ptaki (dwie nogi i pierze) -można jeść praczki.
12-12-2010 12:16 
 Ocena 2 na 2
spray (5875 punktów)
>Idąc tym tokiem rozumowania- można jeść ptaki (dwie nogi i pierze) -można jeść praczki.

I jest to trop słuszny!
Vide: bóbr. W dawnej Polsce domyślono się, że skoro ogon ma jakiś taki rybi, znaczy się - ryba i w piątek można szamać
12-12-2010 13:50 
 Ocena 3 na 3
Kowalska (14008 punktów)
>Vide: bóbr. W dawnej Polsce domyślono się, że skoro ogon ma jakiś taki rybi, znaczy się - ryba i w piątek można szamać

   Nie całego bobra, tylko sam jego ogon, tzw. bobrzy plusk. Zakonnicy specjalnie hodowali bobry w swoich stawach dla tych ogonów. Ponoć wyśmienity był w sosie chrzanowym z kaszą.


Myślenie jest głupie.
11-12-2010 22:24 
 Ocena 4 na 4
AdamGr (3037 punktów)
A zając jest kopytny ? Coś w tym jest , sam widziałem że popierdziela jak gazela.
Maximus Decimus Meridius (316 punktów)
I po upierdliwej kontroli, tuż przed wejściem do samolotu oczekujesz nań w strefie sklepów
>wolnocłowych, w których możesz kupić WYPASIONE SZKLANE BUTELKI z przeróżnymi alkoholami.

Jajogłowi spece od spraw zagrożenia terrrorryzmem zakładają pewnie, że potencjalny muslimański terrrorrysta nigdy nie wykorzysta jako broni butli po koniaku, bo jako prawowierny wyznawca Allaha brzydził się będzie wszelkiego kontaktu z alkoholem w obawie przed pójściem do piekła (nawet w przypadku udanej misji samobójczej)

Pozdrawiam

"Kto sieje memy, ten trafia do encyklopedii ..."
AdamGr (3037 punktów)
A ja nie rozumiem Waszych żali, wiecie co was czeka lub może spotkać ale pchacie się na pokład , lecicie, wysiadacie i narzekacie.
Po co ?
Diogenes ujął to krótko i rzeczowo : omijać.

Takie procedury wprowadzili i już.
Ja mam tylko zastrzeżenia do polskich celników/sprawdzaczy są NAD WYRAZ gorliwi, zarówno na lotniskach jak i na drogowych i nie ma tam że Polak czy kto inny, przetrzepią lepiej niż dywan na podwórku.
Bo lubią swoją pracę, to widać , słychać i czuć (jak kto oporny).
09-12-2010 01:38 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
>A ja nie rozumiem Waszych żali, wiecie co was czeka lub może spotkać ale pchacie się na pokład , lecicie, wysiadacie i narzekacie.
>Po co ?

Po to, że wygodniejsze i szybsze latanie niż transport drogą lądowo-wodną. Wiesz, może olałbym sprawę, gdyby o kontrolach decydowały wyłącznie linie lotnicze. Te, które się boją, kontrolują bardziej. Te, które stawiają na komfort, kontrolują mniej lub wcale. Wtedy człowiek też wiedziałby co go czeka lub może spotkać.

Może nawet wszystkie linie mocno by kontrolowały, lecz wtedy można byłoby rzec: dobra, wolny rynek. W tym jednak przypadku jest to kwestia dyrektyw narzuconych odgórnie przez władze krajów, które dostały ataku histerii po wydarzeniach sprzed 9 lat.

Pytam po raz kolejny: dlaczego nikt nie przeprowadza tego rodzaju kontroli w zapchanych pociągach, na wielkich promach, podczas masowych imprez itp? Przypominam, że zamachowcom dają one często większe pole do popisu niż w całości nawet zapełniony Airbus tanich linii lotniczych. Nie, żebym chciał wzmożonych kontroli innych środków lokomocji. Tylko wyobraź sobie, że może kiedyś po samolotach ktoś podłapie mój pomysł i będziemy sprawdzani WSZĘDZIE. Też będziesz mówić, że przecież wiemy co może nas spotkać i, jeśli nam nie pasuje, nie musimy się nigdzie przemieszczać? Nie każdego, zwłaszcza w Polsce, stać na własne auto. Rowerem do Irlandii czy na Wyspy Brytyjskie nie dojedziesz. Chcesz zawsze czuć się traktowany jak przestępca?
09-12-2010 09:20 
 Ocena 2 na 2
AdamGr (3037 punktów)

>Pytam po raz kolejny: dlaczego nikt nie przeprowadza tego rodzaju kontroli w zapchanych pociągach, na wielkich promach, podczas masowych imprez itp?

Ja ci odpowiem, choć można to sobie łatwo wykoncypować.
Samolot jest bardzo łatwo sprowadzić katastrofowo na ziemię i nie ma gdzie wyhamować.
I nie ma spadochronów na pokładzie.
Co oznacza że jak już spadnie to giną w zasadzie wszyscy, a wiec skutek pewny, a ponieważ to rzadkość to i medialny.
Co więcej taki powtórzony incydent bardzo szybko blokuje cały ruch cywilny.
Paniał ?
Thorvoy (6588 punktów)
Co za różnica, czy wszyscy?

Powiedziałem: na wielkiej imprezie z łatwością podłożysz WIĘCEJ bomb, które możesz odpalić w jednym czasie. Jeśli się postarasz, nie zabijesz wszystkich, ale i tak więcej, niż znajdowałoby się na pokładzie zapchanego po brzegi samolotu.

Są zbiorowiska ludzkie bardziej zagrożone niż te, które akurat znajdują się na pokładzie samolotu 11 km nad ziemią i nikt nie wariuje z bramkami oraz obmacywaniem ludzi. W samolocie nie ma spadochronów, a na Love Parade nikt nie nosi stalowych pancerzy i masek przeciwgazowych (może nie licząc tzw. "performerów"). Wszyscy są wręcz bardziej odsłonięci niż każdego innego dnia na ulicy.
webmaster (moderator)
Bierzesz pod uwagę cenę samolotu i interes ubezpieczyciela?
Thorvoy (6588 punktów)
To powinni brać już pod uwagę wyłącznie przewoźnicy. Jeśli będę utrudniał dostęp do moich usług, zyskam na bezpieczeństwie własnych środków i dostanę zniżki w ubezpieczalni, ale potracę klientów.

Człowiek powinien mieć wybór i, naturalnie, być świadom tego, na co się godzi. Chcesz się czuć bezpiecznie- podróżujesz liniami, które zaglądają każdemu w zadek. Wolisz czuć się komfortowo i nie boisz się wyzwań- wybierasz linie, które nie robią problemu z widelcami w bagażach. Dla mnie to proste.
10-12-2010 17:57 
 Ocena 1 na 1
webmaster (moderator)
>Wolisz czuć się komfortowo i nie boisz się wyzwań- wybierasz linie, które nie robią problemu z widelcami w bagażach. Dla mnie to proste.
I równie prosto można sobie wyobrazić, kto stałby w kolejce do samolotu bez kontroli bezpieczeństwa.
A co gorsza, rozwalony samolot ma to do siebie, że musi jeszcze gdzieś spaść..
Thorvoy (6588 punktów)
>>Wolisz czuć się komfortowo i nie boisz się wyzwań- wybierasz linie, które nie robią problemu z widelcami w bagażach. Dla mnie to proste.
>I równie prosto można sobie wyobrazić, kto stałby w kolejce do samolotu bez kontroli bezpieczeństwa.

Ja, na ten przykład. Wolę niewielkie ryzyko zamachu niż natrętną ingerencję w moją prywatność. Naprawdę.

>A co gorsza, rozwalony samolot ma to do siebie, że musi jeszcze gdzieś spaść.

Upadek w bardzo zaludnione miejsce jest mało prawdopodobny gdziekolwiek byś nie podróżował. Większości powierzchni świata nie stanowią skupiska ludzkie. Odpowiednio wysadzony w powietrze, wypełniony ludźmi, budynek też może upaść, prawdopodobnie komuś na łeb, a znajdziesz wiele takich obiektów, które zupełnie nie są pilnowane.
webmaster (moderator)
>Upadek w bardzo zaludnione miejsce jest mało prawdopodobny gdziekolwiek byś nie podróżował.
Vide WTC.

>Odpowiednio wysadzony w powietrze, wypełniony ludźmi, budynek też może upaść, prawdopodobnie komuś na łeb, a znajdziesz wiele takich obiektów, które zupełnie nie są pilnowane.
Zapewne gdyby terroryści upodobali sobie centra handlowe, to tam też byłyby kontrole. Pamiętaj że dla nich liczy się czynnik strachu, a ludzie już i tak boją się latać. Matematyka i rachunek p-podobieństwa mówią jedno, zgoda, ale emocje podczas lotu co innego.
10-12-2010 20:35 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
>>Upadek w bardzo zaludnione miejsce jest mało prawdopodobny gdziekolwiek byś nie podróżował.
>Vide WTC.

Zamach tak przygotowany, że bramki na lotniskach można było wsadzić sobie w rzyć. Jeśli przygotowuje się misterny, kosztujący masę pieniędzy plan, nie liczy się wtedy na "a pod koniec nasz samobójca Shiraz Islam ibn Assoud (czy jak tam oni się nazywają) może przejdzie, a może nie przejdzie przez bramki". Nie. Kontrole omijane są innymi drogami.

Padło przypuszczenie, że obsługa samolotów poległych podczas 9/11 została sterroryzowana ostrymi narzędziami. No to masz dalej te cholerne butelki ze szkła. Nie trzeba ich nawet przemycać. Gdyby wszyscy współpasażerowie mieli po zestawie laserowo ostrzonych tasaków w bagażu podręcznym, czułbym się przy nich tak samo bezpieczny jak dotąd.

>>Odpowiednio wysadzony w powietrze, wypełniony ludźmi, budynek też może upaść, prawdopodobnie komuś na łeb, a znajdziesz wiele takich obiektów, które zupełnie nie są pilnowane.
>Zapewne gdyby terroryści upodobali sobie centra handlowe, to tam też byłyby kontrole.

Mało to było zamachów w podobnych miejscach, pełnych ludzi? Jakoś jednak nadal nie widzę smutnych ludzi ze skanerami, stojącymi przed Biedronką w dniach wielkich promocji na ziemniaki. Z drugiej strony ile zdarzyło się akcji w rodzaju WTC, która prawdopodobnie została tak zorganizowana, że standardowe kontrole były zupełnie bezużyteczne?

>Pamiętaj że dla nich liczy się czynnik strachu, a ludzie już i tak boją się latać. Matematyka i rachunek p-podobieństwa mówią jedno, zgoda, ale emocje podczas lotu co innego.

Jest też masa ludzi takich jak ja, którzy przedkładają niekiedy komfort nad bezpieczeństwo, dlatego jestem za tym, by oddać decyzje odnośnie bezpieczeństwa na pokładzie przewoźnikom. Dla mnie wystarczy kontrola pod kątem posiadania broni palnej. Wszystko ponad to pozbawione jest sensu, bo istnieje masa sposobów, żeby narobić bigosu przy obecnych normach, czyli dopuszczonych szklanych butelkach, wyrobach ceramicznych, laptopach, płynach itp.

Wiesz jakiego bajzlu jest w stanie narobić jeden maniak, który przemyci w opakowaniach po kosmetykach DOPUSZCZALNY litr groźnych substancji? A kilku? Myślisz, że nikt wcześniej na to nie wpadł? Dlaczego więc zamachów jest tak mało?

Tłumaczę. Zamachów jest tak mało, ponieważ sprawa terroryzmu jest nadmuchana do granic możliwości. Terroryzm nie grozi nam w takim wymiarze, jak pokazuje nam prasa i TV, a szczególnie te zza Atlantyku. Podobnie jak choroba szalonych owiec i ptasia grypa, które również uwalniały panikarskie zapędy sporego odsetka społeczeństwa.

Jeśli powtórzy się 9/11 raz, drugi, trzeci, ZASTANOWIĘ SIĘ, czy te kontrole to nie taki głupi pomysł. Wydarzenia sprzed 9 lat to jednak szemrana sprawa i przypuszczalnie nie można było zrobić nic, żeby ich uniknąć.
webmaster (moderator)
>Zamach tak przygotowany, że bramki na lotniskach można było wsadzić sobie w rzyć.
Jednak pokazuje fakt, że nie tylko sami pasażerowie są tu narażeni. Taki ubezpieczyciel też się musi potem tłumaczyć z wydatków, wiesz przed kim.

>Mało to było zamachów w podobnych miejscach, pełnych ludzi? Jakoś jednak nadal nie widzę smutnych ludzi ze skanerami, stojącymi przed Biedronką w dniach wielkich promocji na ziemniaki.
Większość z nich była w krajach, gdzie taka kontrola nie jest możliwa. Gdyby na zachodzie zaczęto terroryzować dane miejsce/środek transportu, byłoby podobnie jak z samolotami.

>Jest też masa ludzi takich jak ja, którzy przedkładają niekiedy komfort nad bezpieczeństwo, dlatego jestem za tym, by oddać decyzje odnośnie bezpieczeństwa na pokładzie przewoźnikom.
Kiedy ja właśnie piję do tego, że to jest ich interes właśnie, aby te kontrole były.

>Dla mnie wystarczy kontrola pod kątem posiadania broni palnej. Wszystko ponad to pozbawione jest sensu, bo istnieje masa sposobów, żeby narobić bigosu przy obecnych normach, czyli dopuszczonych szklanych butelkach, wyrobach ceramicznych, laptopach, płynach itp.
Powiedz to turyście, który leci np. do Turcji - wydaje się, że on właśnie chce tej kontroli, bo daje mu wrażenie bezpieczeństwa. Dlatego ta druga kolejka byłaby krótsza, bo każdy myśli na zasadzie "okazja czyni złodzieja"/terrorystę.

>Dlaczego więc zamachów jest tak mało?
W stosunku do czego mało? Co jakiś czas się słyszy, że rozbito jakąś komórkę terrorystów, a o ilu takich operacjach wywiadu się nie mówi?

>Tłumaczę. Zamachów jest tak mało, ponieważ sprawa terroryzmu jest nadmuchana do granic możliwości.
Właśnie o tym pisałem - o czynniku strachu. Przewoźnicy muszą te koszty skalkulować, ale nie dawać podróżnym powodów do wybrania konkurencji.
10-12-2010 21:35 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
>>Zamach tak przygotowany, że bramki na lotniskach można było wsadzić sobie w rzyć.
>Jednak pokazuje fakt, że nie tylko sami pasażerowie są tu narażeni. Taki ubezpieczyciel też się musi potem tłumaczyć z wydatków, wiesz przed kim.

No dobrze, ale co to obchodzi sfrustrowanego pasażera? Zdawało się, że mamy kapitalizm.

>Większość z nich była w krajach, gdzie taka kontrola nie jest możliwa. Gdyby na zachodzie zaczęto terroryzować dane miejsce/środek transportu, byłoby podobnie jak z samolotami.

Zamach 9/11 miał miejsce w USA. Sterroryzowane zostały Stany, więc dlaczego ja, podróżując w obrębie Europy, muszę się frustrować?

>Kiedy ja właśnie piję do tego, że to jest ich interes właśnie, aby te kontrole były.

Nie przypominam sobie, by jakiekolwiek linie lotnicze wprowadzały WŁASNE środki bezpieczeństwa. Może jednak nie leży to za bardzo w ich interesie?

>>Dla mnie wystarczy kontrola pod kątem posiadania broni palnej. Wszystko ponad to pozbawione jest sensu, bo istnieje masa sposobów, żeby narobić bigosu przy obecnych normach, czyli dopuszczonych szklanych butelkach, wyrobach ceramicznych, laptopach, płynach itp.
>Powiedz to turyście, który leci np. do Turcji - wydaje się, że on właśnie chce tej kontroli, bo daje mu wrażenie bezpieczeństwa. Dlatego ta druga kolejka byłaby krótsza, bo każdy myśli na zasadzie "okazja czyni złodzieja"/terrorystę.

Ludzi trzeba więc uświadamiać, a nie wnerwiać bezsensownymi akcjami. Niech pasażer wie, że guano mu te kontrole dadzą, bo środki niezbędne do dokonania zamachu można wnieść całkiem legalnie, albo łatwo przemycić. Człowiek nigdy nie jest bezpieczny, a jeśli boi się lecieć do Turcji, bo muzułmanie, bo barbarzyńcy, bo terroryści... to po cholerę tam się pcha? Ja na przykład nie wybieram się do Sierra Leone, bo wiem, co mi grozi w małych afrykańskich państewkach, w których średnia życia nie przekracza 30 lat.


>>Dlaczego więc zamachów jest tak mało?
>W stosunku do czego mało? Co jakiś czas się słyszy, że rozbito jakąś komórkę terrorystów, a o ilu takich operacjach wywiadu się nie mówi?

Siła propagandy.

Wyjaśnij mi: jakim cudem służby specjalne akurat tak sobie poradziły, żeby trafić na odpowiednie grupy terrorystyczne tuż przed zaplanowanym zamachem? Naprawdę nikogo to nie zastanawia? Przecież do przeprowadzenia całkiem dobrego zamachu, na litość szatańską, wystarczy kilka zaufanych osób, które odrobinę się postarają, żeby nie było żadnych przecieków. Jeśli było tyle udaremnionych planów, jakim cudem ANI JEDEN dotąd się nie udał? Służby wywiadowcze, FBI i cholera wie co jeszcze, mogą mieć szczęście raz, ale tyle razy pod rząd? Mnie to śmierdzi jak stąd do Teksasu.

>>Tłumaczę. Zamachów jest tak mało, ponieważ sprawa terroryzmu jest nadmuchana do granic możliwości.
>Właśnie o tym pisałem - o czynniku strachu. Przewoźnicy muszą te koszty skalkulować, ale nie dawać podróżnym powodów do wybrania konkurencji.

Dlatego duże szanse powodzenia w tej chwili miałyby linie lotnicze, które odcinają się od szczegółowego sprawdzania każdego pasażera. Ludzi, takich jak ja, jest całkiem dużo. I to jest, jak sądzę, pokaźna rzesza klientów.
11-12-2010 14:46 
 Ocena 1 na 1
sztejkat (4743 punktów)
>(...)
>Dlatego duże szanse powodzenia w tej chwili miałyby linie lotnicze, które odcinają się od szczegółowego sprawdzania każdego pasażera. Ludzi, takich jak ja, jest całkiem dużo. I to jest, jak sądzę, pokaźna rzesza klientów.(...)

Procedury bezpieczeństwa są jedyną przyczyną, dla której podróż samolotem jest czymś, czego nie biorę pod uwagę. Szczególnie drażnią mnie kwestie materialne: cholerne nożyczki są k*wa moje! Jeśli ktoś chce mi je odebrać, niech je ukradnie, napadnie i zabierze siłą, albo ostatecznie kupi je ode mnie.

Albo w momencie zakupu biletu przedstawi kompletną listę przedmiotów których przewóz jest zabroniony. Podobno bowiem własność jest święta.

Szczęściem nie muszę daleko podróżować, więc mam alternatywy.

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
Thorvoy (6588 punktów)
Właśnie, Tomaszu. O tym zapomniałem.

Na dobrą sprawę nie ma, jak piszesz, kompletnej listy przedmiotów, które można wziąć na pokład. Z reguły pracownicy lotnisk są względnie pobłażliwi, ale nigdy nie wiesz kiedy będziesz musiał wywalić do specjalnego kosza wartościowy przedmiot, który, zdaniem jakiegoś nadgorliwego młotka, będzie posiadał zbyt ostre krawędzie. Nawet nie masz opcji, żeby go oddać na przechowanie. Albo wywalasz, albo nie lecisz. Czy tylko mnie coś tu nie gra? Czy tylko ja intuicyjnie odbieram takie postępowanie za niekonstytucyjne?
12-12-2010 16:45 
 Ocena 5 na 5
Meretseger (61860 punktów)
>wziąć na pokład.
Słowem-kluczem jest tu pokład. Dla wyjaśnienia dodam, że pasażerski. Istotnie w bagażu podręcznym nie można przewozić noży, nożyczek, podejrzanych płynów w butelkach i tym podobnych rzeczy, z żelazkami włącznie. Ale w bagażu, który leci zamknięty w luku bagażowym, już tak. Możesz mieć w walizce cały salon fryzjerski. W torebce przy sobie nie.
Za to możesz mieć laptopa.
Cytat:
W celu rozproszenia nudy w samolocie postępujemy zgodnie z poniższym schematem:

1.Wyjmujemy laptopa z torby i kładziemy na kolanach;
2. Powoli i spokojnie otwieramy go;
3. Włączamy;
4. Upewniamy się, ze osoba obok nas patrzy na ekran;
5. Włączamy Internet Explorer;
6. Zamykamy oczy, wznosimy głowę ku niebu i poruszamy bezgłośnie wargami;
7. Bierzemy głęboki wdech i klikamy na następujący link:
www.thecleverest.com/countdown.swf
8. Widok miny osoby siedzącej obok i zaglądającej nam przez ramie - * b e z c e n n y *



Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Thorvoy (6588 punktów)
Nie zawsze pasuje nam, z różnych względów, przemieszczanie części bagażu, nadającego się w praktyce na bagaż podręczny, do bagażu rejestrowanego. Zresztą same w sobie ograniczenia podręcznego to tylko jedna ze składowych irytacji. Bardziej wkurzają:

- ubliżające godności człowieka procedury podczas przechodzenia przez bramki
- niemożność odzyskania przedmiotów, które nie zostaną ostatecznie przepuszczone (a nigdy do końca nie wiesz, czy nie będziesz musiał czegoś wartościowego wyrzucić; vide: ostatni myślnik)
- brak możliwości cofnięcia się na chwilę, by przekazać śmiercionośne cążki na przechowanie komuś znajomemu, kto na wypadek takiej sytuacji mógłby zostać chwilę dłużej na lotnisku
- brak ŚCIŚLE ZDEFINIOWANYCH, niedozwolonych na pokładzie przedmiotów; tak naprawdę nie wiesz co możesz wziąć, bo w zasadzie wszystko, co zawiera kawałek metalu, może być dla nadgorliwego celnika zabójczą bronią

A nie pomyślał kto, żeby chociaż zostawić prześwietlanie bagażu, wykonać szybkie skanowanie ręczne wykrywaczem metalu i zastosować ruchomy rentgen wyłącznie na "piszczące" partie ciała?

Przykład: przechodzę w glanach. Skanują mnie ręcznie wykrywaczem metali, przy butach piszczy blacha. Dochodzą do butów, ustawiają skaner o małej powierzchni naświetlania wyłącznie na ten obszar i albo puszczają dalej, albo wzywają wojsko, jeśli prześwietlenie wykaże obecność karabinu maszynowego.

Patent ze stronką ciekawy, ale jest jedno bubu: brak łączności z internetem na pokładzie. Niemniej mam ochotę taki numer wykonać i coś podobnego może zawitać na moim dysku przed kolejnym lotem.

Pozdrawiam.
sztejkat (4743 punktów)
>(...)samolotu 11 km nad ziemią i nikt nie wariuje z bramkami oraz obmacywaniem ludzi.(...)

Plac św. Piotra w Rzymie jest obstawiony gęstym rzędem bramek i rentgenów. W normalnych warunkach pokrywają się kurzem.

Tomasz Sztejka
Thorvoy (6588 punktów)
I jakoś nie słychać o zarośniętych dżentelmenach w turbanach, którzy codziennie wysadzaliby się tam z pomocą dynamitu, względnie rozpylali trujący gaz na Anioł Pański.
sirBuk_PanBuk (6257 punktów)
>A ja nie rozumiem Waszych żali, wiecie co was czeka lub może spotkać ale pchacie się na pokład , lecicie, wysiadacie i narzekacie.
>Po co ?

Można i furmanką!
a jak ktoś chce do Londynu czy Chicago - mogę pożyczyć kajak! jedno wiosło i kapok!

zresztą niebawem koniec jazdy:
Autostrada: Kraków-Katowice 2x10pln!(60km?) Niech żyją dziurawe autostrady!


W domu siedzieć a nie światu głowę zawracać!

Bóg stworzył człowieka, ponieważ rozczarował się małpą. Z dalszych eksperymentów zrezygnował. Marek T.
sukulent (2309 punktów)
Moje przemyślenia koncentrują się raczej na kompletnym braku zabezpieczenia przed karatekami, judokami i innymi wyszkolonymi "kami". Może ich przed wpuszczeniem do samolotu krępować?
Ponadto dobrowolnie oświadczam, że z racji posiadanej wiedzy fachowej umiem zabić dowolnie wybranego człowieka przy użyciu solidnego długopisu; warunkiem koniecznym jest, aby napadnięty np. zwalisty 190 cm liczący młody człowiek się napaści nie spodziewał (inaczej by mi pewnie rękę zablokował).
Wobec tego na lotnisku powinnam dobrowolnie oddawać także posiadane długopisy.

A teraz poważnie. Obostrzenia znoszę, bo transportu lotniczego potrzebuję.

Pozdrawiam

"Im bardziej zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było" ("Chatka Puchatka" )
Matix (5786 punktów)
Również o tym pomyślałem. Co z tymi, którzy potrafią być bardziej niebezpieczni z gołymi rękoma, niż większość z nożem?
09-12-2010 01:54 
 Ocena 1 na 1
Thorvoy (6588 punktów)
Wbrew pozorom nie jest to głupie zapytanie. Bierzesz na akcję kilku odpowiednio zmanipulowanych osiłków, którzy wchodzą na pokład z całkiem pustymi kieszeniami i tyle wystarczy, żeby sterroryzować załogę. Po skręceniu karku pierwszemu lepszemu pasażerowi inni będą siedzieć cichutko. Zresztą nie wiem, czy stewardessa, która czasem rozkłada ręce przed otwartymi chwilowo (podczas lotu) drzwiami od kabiny pilotów zawsze będzie mieć wystarczający refleks, żeby zdążyć je zamknąć przed szybkim napastnikiem, bądź dwoma, którzy akurat wyczaili odpowiedni moment.

Trochę to brzmi jak z filmu sensacyjnego, ale jestem pewien, że po odpowiednim wyszkoleniu i przy odrobinie dobrych chęci (oraz kapce szczęścia) kilka osób bez użycia żadnego przedmiotu mogłoby przejąć samolot.
Kuba K. (3909 punktów)
>Moje przemyślenia koncentrują się raczej na kompletnym braku zabezpieczenia przed karatekami, judokami i innymi wyszkolonymi "kami". Może ich przed wpuszczeniem do samolotu krępować?
>Ponadto dobrowolnie oświadczam, że z racji posiadanej wiedzy fachowej umiem zabić dowolnie wybranego człowieka przy użyciu solidnego długopisu; warunkiem koniecznym jest, aby napadnięty np. zwalisty 190 cm liczący młody człowiek się napaści nie spodziewał (inaczej by mi pewnie rękę zablokował).
>Wobec tego na lotnisku powinnam dobrowolnie oddawać także posiadane długopisy.
>A teraz poważnie. Obostrzenia znoszę, bo transportu lotniczego potrzebuję.

Dużo w tym racji, co napisałeś. Zabija się skutecznie gołymi rękoma, długopisem, czy choćby odpowiednio zrolowaną gazetą (dostarczoną na pokład przez linie lotnicze). Kontrole bezpieczeństwa nie ustrzegą nas przed odpowiednio wyszkolonymi i zorganizowanymi terrorystami. Ale mimo to zmniejszają ryzyko wyłapując tych trochę mniej zorganizowanych i gorzej wyszkolonych, a przy okazji różnych niebezpiecznych świrów, których wszak nigdzie nie brakuje. Mnie się też te wszystkie kontrole nie do końca podobają, głównie ze względu na potężną stratę czasu, ale postrzegam je jako konieczne zło.
Matix (5786 punktów)
Thorvoy (6588 punktów)
Zły dotyk boli przez całe życie.
spray (5875 punktów)

>I co?
>I po upierdliwej kontroli, tuż przed wejściem do samolotu oczekujesz nań w strefie sklepów
>wolnocłowych, w których możesz kupić WYPASIONE SZKLANE BUTELKI z przeróżnymi alkoholami.

Ale te wypasione butelki powinny być zapakowane w torbę lub pudełko z duty free, podpisane Twoim nazwiskiem i oddane do bagażu przed wejściem na pokład. Tylko raz kupowałam flaszkę w duty free, w Dubaiu. I tak właśnie flaszka podróżowała ze mną na antypody. Inaczej bym jej na pokład nie wniosła. Zawsze kupuję dla siebie sztangę fajek i cygara w prezencie i tych mi nigdy nie kazali do luku bagażowego oddawać.

Skanerów mózgu na razie nie wymyślono, toteż stosuje się "skanery zastępcze".
Fakt, że to upierdliwe - ale bardzo uzasadnione. Inna sprawa, że procedury to jeszcze nie wszystko. Ważne jest ich wykonanie. Być może dlatego tak irytują.

Mnie się zdarzyło rozstać na lotniskach z paroma przedmiotami. Ale tylko z mojej winy, bo po prostu zapomniałam, że mam w bagażu podręcznym rzeczy, których nie należy taszczyć przy sobie, a w luku bagażowym - o ile dozwolone. Parę przykładów:

We Wiedniu na Schwechacie poszedł do kosza maleńki ozdobny scyzoryk, który miałam w etui z długopisami i piórem.
Tyle, że długopisem lub piórem mogłam zrobić większą krzywdę , niż tym scyzoryczkiem
Ciekawe, nie?

W Singapurze zawsze, ale to zawsze, po zdjęciu traperów ( na większe wyprawy nieodmiennie zakładam trapery, a do łażenia po pokładzie mam dodatkowe skarpety, czasem skarpety dają linie lotnicze) i wszystkiego metalowego, piszczy bramka, więc zawsze mnie biorą na bok i sprawdzają ręcznym skanerem w postawie "strach na wróble". Bo mam metalowy implant w kręgosłupie i to od 30 lat.
Na innych lotniskach nigdy nie piszczała
Ciekawe, nie?

W Bangkoku zapomniałam zapakować do walizy przybornik do paznokci i jak durna wrzuciłam do plecaczka. Zdekompletowali mi ten przybornik, wyrzucając nożyczki do paznokci.
Ale pilnik i cążki do skórek zostawili, choć potencjalnie najbardziej niebezpieczne były cążki
Ciekawe, nie?
Thorvoy (6588 punktów)
>Ale te wypasione butelki powinny być zapakowane w torbę lub pudełko z duty free, podpisane Twoim nazwiskiem i oddane do bagażu przed wejściem na pokład.

Czekaj, czegoś nie rozumiem w Twojej wypowiedzi. Jak: "oddane do bagażu"? Do rejestrowanego? Za późno. Już poszedł do luku. Do podręcznego? Tego samego, który możesz podczas lotu w każdej chwili otworzyć? Co zmieni podpisanie butelki nazwiskiem? Stłuczkę możesz zrobić zarówno z podpisanej, jak i niepodpisanej. Z torby i pudełka zawsze możesz ją wyjąć.

>Ale pilnik i cążki do skórek zostawili, choć potencjalnie najbardziej niebezpieczne były cążki

Zostawili cążki? Wietrzę spisek. Coś mi się widzi, że tak naprawdę nie chcieli, żeby samolot doleciał do celu.
Kuba K. (3909 punktów)
>A jakie są Wasze opinie na temat kontroli bezpieczeństwa w samolotach?
>
Z reguły nie mam problemów na lotniskach i raczej nie narzekam na security. Ale zeszłej jesieni miałem niezłą przygodę na lotnisku we Frankfurcie. Trwał tam właśnie jakiś alarm bombowy, zamknięto część terminalu, wszędzie było pełno policji z długą bronią itd. A ja stałem sobie grzecznie w kolejce do kontroli bezpieczeństwa, zarośnięty po kilku tygodniach pobytu w górach jak nieboskie stworzenie, na dodatek w sandałach, choć chłodno już było, więc chyba trochę na jakiegoś taliba wyglądałem Wrzuciłem bagaż podręczny do prześwietlarki i z pewnym niepokojem zauważyłem wyraźne ożywienie na stanowisku kontrolerów. Panowie zerkali to na moją torbę, to na mnie, pokazywali coś sobie na ekranie i cicho dyskutowali w języku Goethego. "Zapuściłem żurawia" aby zerknąć na ekran prześwietlarki i już wiedziałem o co chodzi. Przed odlotem z Kathmandu zakupiłem potężny kawał żółtego sera zrobionego z mleka naka (czyli krowy jaka) - rzecz absolutnie nie do kupienia w Europie, warta złamania unijnych przepisów sanitarnych Wrzuciłem ten ser do torby w której miałem też inne klamoty, między innymi GPS. Zawartość tak się wymieszała w czasie podróży, że powstał twór jako żywo przypominający bombę - bryła czegoś plastycznego + elektronika, + bateryjki - zgroza! Wreszcie jeden z panów zbliżył się do mnie z nieco fałszywym uśmieszkiem i grzecznie zapytał, czy mógłbym otworzyć torbę i zaznajomić go z zawartością. Wyjąłem ten nieszczęsny ser i długo tłumaczyłem, że to ser. A ser wspomagał mnie intensywnym zapachem świadczącym, że jest tylko serem. Wreszcie przyszedł jakiś oficer i grzecznie zapytał, czy nie udałbym się z nim na dodatkową kontrolę - wyjścia nie miałem, więc poszedłem wietrząc poważniejsze kłopoty. Ale wszystko odbyło się grzecznie i z poszanowaniem godności podejrzanego - moja odzież wierzchnia, torba i aparat fotograficzny zostały przebadane pod kątem styczności z materiałami wybuchowymi, a po uzyskaniu wyników negatywnych grzecznie mnie przeproszono. Zaś ser przekroczył granice nienaruszony - panowie interesowali się na szczęście bombami, a nie łamaniem unijnych przepisów sanitarnych przez jakiegoś amatora nabiału.
A tak pozostając w temacie - najpiękniejsza jest kontrola na górskich lotniskach w Nepalu (choćby w Lukli). Nie ma żadnych bramek, itp. dziwactw. Stosowane są metody psychologiczne. Kontrolujący oficer kładzie dłonie na ramionach sprawdzanego i patrząc mu głęboko w oczy zadaje sakramentalne pytania:
"Sir! No knife? No scissors? No any sharp instruments?"
Należy wytrzymać badawcze spojrzenie i z głębi serca zaprzeczyć. A wtedy słyszy się pełne ulgi:
"Very well, sir! Very well"
I jakoś się ta metoda sprawdza

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365