Racjonalista - Strona głównaDo treści
Prezydentowi. Takie tam skojarzenia. Bardzo luźne. Historyczne

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
18-12-2010 20:58big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
Prezydentowi. Takie tam skojarzenia. Bardzo luźne. Historyczne
Ocena 5 na 5
Mądrzejszemu głos oddam:
Ludwik Stomma - Królów polskich i francuskich przypadki wyd. Graf-Punkt, Warszawa 2000, ss. 242-247:

Chwała Ludwika XII


W roku 1485 prawnuk Karola V - książę orleański Ludwik - nie ma najmniejszych podstaw do marzeń o tronie Francji. Karol VIII ma wszakże dopiero 15 lat i dorodną narzeczoną - Małgorzatę Austriacką ze słynnego płodnością rodu Habsburgów. Tymczasem ambitny Ludwik bardzo chciałby panować. Nie ma szans na Francję? Cóż z tego - poszukajmy gdzie indziej. Ot, Bretania na przykład, której podstarzały suweren (pięćdziesiąt lat Franciszka II to w owych czasach wiek mocno sędziwy) ma młodą i ponoć piękną córkę na wydaniu. Drobny ten kłopot, że Ludwik jest już od dziesięciu lat żonaty, da się zapewne usunąć. Żona bowiem, nie dość, że ułomna i garbata, żywi jeszcze nabożny wstręt do małżeńskiej łożnicy, który jej wprawdzie zapewni w 1771 roku zasłużoną kanonizację, jemu jednak, już i teraz, otwiera szczęsną perspektywę unieważnienia małżeństwa. Niewiele trzeba rozpalonej głowie. Nim jeszcze rozwód orzeczony, nim grunt wybadany i sieci rozciągnięte, rusza nasz Ludwik w konkury.
Sprawy Bretanii należały zawsze w historii Francji do najbardziej skomplikowanych i delikatnych. Ciągoty do niezależności, przywodzące pokusy aliansów z wrogami Paryża, przenikały się tu zawsze, w całej gamie trudno uchwytnych niuansów, ze zrozumiałymi geopolitycznie tendencjami unifikacyjnymi. Skoczywszy w tak mętne wody, przekonuje się Ludwik wkrótce, iż nie bardzo wiadomo na kogo liczyć tu można, ani w jakiej mierze.
Tym bardziej, że nie tylko on smali cholewki do atrakcyjnej dziedziczki. Do ołtarza chęć ma także Maksymilian - podług ratyfikowanych umów przyszły teść króla Francji, a wbrew tymże umowom i sam Karol VIII we własnej osobie. Teść, zięć, kuzyn, paru innych takoż... Cóż może z tego wyniknąć? Wojna oczywiście. Wojna chaotyczna i podstępna, w której każdy stara się przechytrzyć chwilowego sojusznika bardziej może, niż pokonać wroga. Guerre Folle - "Szalona wojna" - skwitują z czasem te zmagania uczeni kronikarze. Przeciw cesarzowi i królowi znajduje Ludwik Orleański jedynego i w miarę pewnego sojusznika - twardogłowy separatyzm bretoński. Prawda, że jest to związek owocujący tysiącami zbrojnych; jest w nim jednak także niemiły posmak brutalnej, narodowej zdrady. Francja bowiem, lecząca jeszcze blizny wojny stuletniej, nie może sobie pozwolić na utratę kontroli nad potencjalną i prawdopodobną bazą operacyjną Anglików. Nagle kończą się żarty.
Determinacja Karola VIII zaskakuje Ludwika. Jeszcze kluczy, blefuje, stara się oszukać czas i podtrzymać słabnących na duchu wspólników; wreszcie volens nolens zmuszony jest wydać dowodzonym przez marszałka La Tremoille wojskom królewskim decydującą, walną bitwę. Zajadłość obu stron przewyższa jeszcze ich męstwo. Walka trwa cały dzień. Dopiero pod wieczór opór Bretończyków zostaje złamany. Ludwik Orleański dostaje się do niewoli. Zmierzch 28 VII 1488 roku gaśnie w Saint-Aubin-du-Cormier nad dziesięcioma tysiącami rozpaczliwych trupów. "Żałość nas ogarnia - napisze Karol VIII do papieża Innocentego VIII - że aż tylu dzielnych mężów zostało zabitych. Nie było większej jatki od zarania dziejów". I rzeczywiście - niemal wszystkie rycerskie rodziny Francji i Bretanii okryły się żałobą po tym bratobójczym starciu. Padli wszyscy niemal przyjaciele Ludwika, dwór paryski opłakał śmierć dwustu co najmniej swoich. Bitwa się skończyła, pozostała nienawiść.
Uwięziono Ludwika Orleańskiego w posępnej wieży zamku Bourges, gdzie przez trzy lata nie oszczędzono mu najbardziej wyszukanych upokorzeń. Chciałeś się rozwodzić? Więc proszę, dostarczamy ci świątobliwą żonę, żebyś "mógł ulżyć męskim potrzebom". Chciałeś panować - oto dwóch debilnych pachołków, jeden nazywa się "minister", a drugi "marszałek" - władają. Uwolniony, będzie już Ludwik tylko potępionym i zapomnianym politycznym bankrutem.
Jednak i w polityce zdarzają się cuda. A nawet cudów ciąg cały. Najpierw, jeden po drugim, umierają trzej synowie Karola VIII: Karol-Orland w wieku trzech lat, Karol niemowlęciem i Franciszek po półtora roku. Potem, w dziwacznym wypadku, ginie sam władca. I ten oto, któremu nawet Bretania wymknęła się, sądzić by można, nieodwołalnie, zostaje teraz monarchą całej Francji.
Twardy żołnierz La Tremoille przynosi swemu byłemu brańcowi niesłychaną wiadomość. Zmierzch się kładzie po sali, jak ongiś pod Saint-Aubin, jak przez tysiąc sto więziennych wieczorów. Jakże straszna jest niezbywalność ludzkiej pamięci. Ręce marszałka drżą lekko, co nie zdarzyło mu się w żadnej dotąd potrzebie. Lecz oto Ludwik, od tej chwili nie Orleański już, lecz Dwunasty, kładzie dłoń na ramieniu strwożonego wodza. "Wierzę, panie Tremoille, że służyć będziesz koronie z równą jak zawsze lojalnością!" Po czym, zwracając się do podległych dworzan: "Niegodnym byłoby honoru króla Francji mszczenie uraz księcia Orleanu" - "Il ne serait pas decent et a l'honneur au roi de France de venger les querelles du duc d'Orleans".
Tradycja narodowa często przytacza te słowa jako przykład i dowód wspaniałomyślności Ludwika XII. Jest w nich wszelako przede wszystkim głęboka świadomość mityczna przeistoczenia przez urząd. Król nie może mścić uraz księcia Orleanu, bo księciem Orleanu nie jest i nie ma pomiędzy nim a owym księciem jakiejkolwiek jakościowej ciągłości. Nie na próżno przybiera papież, a nawet i każdy zakonnik w chwili ślubów wieczystych, nowe imię. Symbol to radykalnej zmiany stanu: tamten dotychczasowy umarł, narodził się nowy. Nie o awans tu chodzi, lecz całkowitą przemianę istoty. Mniej lub bardziej wyraźnie podkreślają to wszystkie obrzędy przejścia. Jeśli co innego "nie przystoi" mężatce, a co innego pannie, to dzieje się tak dlatego, że małżeństwo to nie tylko "utworzenie nowej komórki społecznej", ale ponad wszystko metafizyczna transformacja obojga małżonków. Przekształcenie mitu.


CDN.
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

big_zyd (37761 punktów)
(zablokowany)
CD.
Stając się królem, powołany uzyskuje moc "skądinąd". Przestaje być śmiertelnikiem, staje się uzyskanej mocy upostaciowieniem. Cokolwiek się dzieje, dzieje się przezeń i z jego udziałem. "Żywa po dzień dzisiejszy skłonność prostych ludzi do przypisywania wszelkich win rządowi - pisze Gerardus van der Leeuw - ma prastare korzenie religijne: właściwie winę za wszystko ponosi Bóg; jest on wszakże zbyt daleko, toteż szukamy jakiegoś nosiciela mocy, który jest bliżej i którego w pewnych okolicznościach uczynić można kozłem ofiarnym". Dlatego też mądry król (...) powołuje ministrów - nosicieli mocy jeszcze bliższych. Potępienie, odsunięcie lub lepiej jeszcze - egzekucja złego ministra nie tylko raduje lud, ale i oczyszcza urząd najwyższy. Że zaś nie może być władzy zawsze popularnej, przeto przewidujący władca często zmienia i unicestwia swoich pełnomocników.
Niezawodna ta technika rządzenia jedno tylko niesie w sobie niebezpieczeństwo. Oto monarcha egzekwujący swoją nieomylność li tylko na poziomie elity władzy, zostaje przez nią odgrodzony niejako od szeregowych poddanych, jawić się poczyna jako siła abstrakcyjna i odległa, a przez to obca, co grozi osłabieniem stanowiącej o jedności państwa identyfikacji. Stąd obowiązkiem króla staje się również stwarzanie populistycznych pozorów: sądy pod dębami, rozdzielanie jałmużny, wysyłanie listów popularnym osiłkom, przytulanie zasmarkanych dziatek o niebieskich oczach i lnianych włosach. Oczywiście chodzić tu nie może o jakiekolwiek, choćby najbardziej szczegółowe akty polityczno-prawne czy zgoła decyzje, gdyż te zawsze okazać się mogą mylne; a tylko o malowanie prostych i sentymentalnych obrazków. Fałsz tych przedstawień jest oczywisty. Jestem dobry, rozumiem was, cierpię z wami, jestem waszym wcieleniem. Tak, jakby metafizyczne było społecznym, a objawienie wolnym wyborem... Lecz o to właśnie chodzi. O ile bowiem szacunek dla władzy i wierne jej posłuszeństwo są refleksjami parareligijnymi, uznaniem mocy; o tyle miłość i ślepota wynikać mogą tylko z utożsamienia, fałszywej świadomości podobieństwa i akceptacji, jakby miała ta ostatnia najmniejsze chociaż znaczenie.
Nadprzyrodzone i powszednie, oddalone i bliskie, majestatyczne i ludzkie. Jakże dobrze zrozumiał Ludwik XII tę subtelną dialektykę elementarza władcy idealnego. Uroczystemu podkreślaniu boskości nadprzyrodzonego urzędu - "Niegodnym byłoby honoru króla Francji mszczenie uraz księcia Orleanu" - towarzyszy zorganizowana, nachalna wręcz niekiedy kampania propagandowa na temat: "Ludwik jako człowiek", "Ludwik kocha dzieci". Organizuje ją starannie sam Walezjusz.
Prócz obstalowywanych przez Ludwika panegiryków o charakterze uczonym (...) przeznaczonych głównie dla narodowej elity, zalewają kraj pisma ulotne popularyzujące anegdoty z życia władcy. Oto ich próbka:
"Pewnego razu przechadzając się po żyznych okolicach Blois, zobaczył król szlachcica, który znęcał się bezlitośnie nad bezbronnym wieśniakiem. Nazajutrz gwałtownik zaproszony zostaje niespodziewanie do królewskiego stołu. Podano mięsa, sery, wety, wina, zabrakło jedynie chleba. W parę dni później, spotkawszy niby przypadkiem naszego szlachcica, pyta go król, jak mu się też podobał jadłospis wspólnego ich posiłku. Odpowie zagadnięty: - Chleba jeno zabrakło. Na co Ludwik ze zdziwieniem wielkim: - A czy też chleb potrzebny? - Jakże to, Najjaśniejszy Panie, bez chleba nie wyżyje człowiek. Na co mu król surowo: - Jeśli tak, to czemu bić się ośmielasz tego, który potu nie szczędząc zboże sieje, plony zbiera, chleb wypieka i na stół ci podaje..."
Czyż można się dziwić, iż wkrótce już nosi Ludwik XII przydomki "Wielkiego", "Króla chłopów", "Sprawiedliwego", "Obrońcy uciśnionych" etc., etc. Niektóre z nich są obowiązkowo umieszczane na powitalnych bramach podczas częstych podróży królewskich; inne ryte na portalach i tympanonach państwowych budynków. Opłacalny to zaiste trud. Legenda dobrego króla Ludwika XII, wbrew obrazoburczym atakom Micheleta, trwa wszakże we Francji do dziś.
Wielu panów tego świata usiłowało póżniej naśladować Ludwika. Udoskonalono nawet metody, oddano propagandystom do usług potężniejący w miarę stuleci repertuar środków technicznych. A przecież, na dłuższą metę, efekty niemal zawsze okazywały się mizerne, ba - tragikomiczne nawet. Czyżby coś przeoczono z walezjańskiej lekcji?
To tylko, że król NAPRAWDĘ nie mścił uraz księcia Orleanu.
Będąc rozumnym nie tak trudno wykreować się na mędrca, można też w świętość przemienić elementarną przyzwoitość, korzystny zbieg okoliczności w zasługę. Zza najbujniejszych nawet laurów wychylą jednak zawsze głupota, małość i zbrodnia swe sardoniczne mordy.
Cham chamem.
Być może Ludwik XII był władcą tuzinkowym. Dla nas niech pozostanie jednak i Wielkim i Sprawiedliwym i Królem Chłopów. Bo jakże ubogi byłby świat bez legend.
Bez legend wszakże, które nie obrażają zmysłów.


Jakoś tak mam, że powyższe uparcie kojarzy mi się - mętnie, pośrednio i paradoksalnie - z prezydentem Komorowskim. Na dobre i na złe. Nie tyle nawet z tym, jaki on jest, ale jaki może być.
Ale to tylko takie moje skojarzenia.
A jak to będzie - pokaże tzw. życie.


Harahefet sh'eli mele'ah betzlofahim
19-12-2010 00:33 
 Ocena 3 na 3
spray (5875 punktów)
>(...)ze słynnego płodnością rodu Habsburgów...

Która czasem zawodną była
Toć Maria Theresia tylko za sprawą sankcji pragmatycznej z AD 1713 uratowała - nadzwyczajnie skutecznie - dynastię na tronie, a nawet na wielu tronach. I to jak!
(Pomijając smutny los Marii Antoniny...)
Jako Maria Teresa, z Bożej łaski cesarzowa rzymska, królowa Niemiec, Węgier, Czech, Dalmacji, Chorwacji, Slawonii, Galicji i Lodomerii etc. etc. arcyksiężna Austrii, księżna Burgundii, Styrii, Karyntii, Krainy etc. wielka księżna Siedmiogrodu, margrabina Moraw, księżna Brabancji, Luksemburga, Limburga, Geldrii, Wirtembergii, Górnego i Dolnego Śląska, Mediolanu, Mantui, Parmy, Placetii, Guastalli, Oświęcimia, Zatoru, księżna Szwabii, uksiążęcona hrabina Habsburga, Flandrii, Tyrolu, Hennegau, Kyburga, Gorycji i Gradiszki, margrabina Świętego Cesarstwa Rzymskiego, Burgau, Górnych i Dolnych Łużyc, hrabina Namur, pani Marchii Wendyjskiej, Mechelen etc. księżna Lotaryngii, Baru etc. wielka księżna Toskanii etc. etc.

Ale to już późniejsze dzieje i uznaję Profesora Stommę, którego szanuję, lubię i podziwiam, za całkowicie usprawiedliwionego - zwłaszcza dowodem płodności samej inkryminowanej

>(...)
>[color=navy] Stając się królem, powołany uzyskuje moc "skądinąd".
>Wielu panów tego świata usiłowało póżniej naśladować Ludwika. Udoskonalono nawet metody, oddano propagandystom do usług potężniejący w miarę stuleci repertuar środków technicznych. A przecież, na dłuższą metę, efekty niemal zawsze okazywały się mizerne, ba - tragikomiczne nawet. Czyżby coś przeoczono z walezjańskiej lekcji?
>To tylko, że król NAPRAWDĘ nie mścił uraz księcia Orleanu.
>Będąc rozumnym nie tak trudno wykreować się na mędrca, można też w świętość przemienić elementarną przyzwoitość, korzystny zbieg okoliczności w zasługę. Zza najbujniejszych nawet laurów wychylą jednak zawsze głupota, małość i zbrodnia swe sardoniczne mordy. (...)

A to już kawałek śliczny! Oczywistością piękna rywalizujący wręcz z opisami czereśni Basi.
To nie ukryta drwina - to spostrzeżenie, że to, co się widzi, daje się opisać
Byle język giętki...(...) czasem był jak piorun, jasny, prędki, etc...
AdamGr (3037 punktów)
>Jakoś tak mam, że powyższe uparcie kojarzy mi się - mętnie, pośrednio i paradoksalnie - z prezydentem Komorowskim. Na dobre i na złe. Nie tyle nawet z tym, jaki on jest, ale jaki może być.

Wątpie. W tamtych czasach trzeba było mieć prawdziwą odwagę zaryzykować absolutnie wszystko, jak to mówią "mieć jaja", a przy tym nosić miecz nie od parady.
Kości słabych i chłopów i książąt w równiej mierze ogryzały psy po polach.
Potem to się zmieniło, wystarczyło błysnąć urodzeniem, a za ta pustotę przyszło hurtem zapłacić przy rewolucji francuskiej.
Tych z jajami już dawno nie było.

Mnie się wydaje że to odpowiednik urzędu w Niemczech, funkcja reprezentacyjna, a Kanclerz faktycznie rządzi.
Nas nie stać na razie na taki schemat (o ile w ogóle jest potrzebny), ale cóż...
Mnie zaskoczyło (pewne z tego powodu go powiązałeś) że błysnął tym urodzeniem w kampanii, ot fajny szlachciura , dusza człowiek, wąsa podkręca i do kaczek strzela, a dobro ojczyzny mu na sercu leży.
Nie wiem po co wywleczono ten rzekomy przymiot, co to u nas szlachty grono iż pana brata trzeba wesprzeć ?
Gruba warstwa lukru.
Ale jakby go nie uszminkowali to innego wyboru nie było (głosowo), alternatywa był armagedon.
Myślę że dopóki PiS będzie stanowił jakaś silę, to zawsze będzie taki wybór, między kostką szmalcu a pisowskim octem.
Kiepskawo ale cóż zrobić, trzeba nadrabiać latami ukradziony czas, bo nikt nam go nie da nawet my sami.
lukaszewicz (5674 punktów)

Odważny jesteś!
19-12-2010 12:39 
 Ocena 2 na 2
rysiek (4593 punktów)
Bardzo pouczająca historia. Tylko że funkcja absolutnego monarchy w XV czy XVI wieku a prezydenta w państwie demokratycznym to dwie różne sprawy, w dodatku w systemie tzw. kanclerskim, jaki de facto istnieje w Polsce. Taki prezydent ma przede wszystkim godnie i "ładnie" reprezentować państwo i swój urząd w sytuacjach oficjalnych, a niestety prezydent Komorowski ma za dużą skłonność do gaf i niefortunnych wypowiedzi.
AdamGr (3037 punktów)
>prezydent Komorowski ma za dużą skłonność do gaf i niefortunnych wypowiedzi.

Alle tam...drobne żarty i "szutki" dyplomatyczne aby damy rozbawić.
Zresztą chyba to lepsze niż straszenie agentami , układami , diabłami , Macierewiczem, komuchami, tymi po stronie ZOMO...kurde zasapałem się...ja tak nie umiem jak el pressesso na jednym wydechu z kamienną twarzą bez zabarwień, to już trzeba mieć chyba 5 dan
19-12-2010 13:55 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>jakże ubogi byłby świat bez legend.

A był kiedykolwiek taki?
Skąd to przekonanie, że bez fikcji byłby ubogi?


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365