 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
| Napisano | Autor | Tytuł | | 26-12-2010 22:56 | Almentyna (417 punktów) | Pani Zosiu...
2 na 2 | Na marginesie sprawy z nauczycielką, panią magister, czego się zapiera, mam i moje obserwacje.
Szlag mnie trafia gdy gliniarz krawężnik przy oglądaniu papierów kierowcy mówi do niego/niej "panie Adamie, (pani Krysiu, Zosiu...). Nie znoszę gdy lekarz usiłuje się fraternizować używając imienia pacjenta. Ale jakoś nie umiem się zdobyć na mówienie do lekarza "panie Marku", a już do gliniarza byłoby to nadstawianiem karku.
Czy ktoś z was odważył się na zrównanie swojej pozycji wobec lekarza? Oczywiście nie mam na myśli lekarzy w rodzinie lub wśród znajomych.
| Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
2 na 2 | Bezdomny (621 punktów) | Mamy na tę sprawę zupełnie odmienne poglądy. Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy zwracają się w ten sposób, mają bardziej przyjazny stosunek do innych osób. Ja również bardziej pozytywnie reaguje na takie osoby - sama Pani użyła słowa oznaczającego bratanie się. Jeśli chodzi o lekarzy, bo z nimi mam większy kontakt niż z policjantami, to wg. moich obserwacji także pacjenci wolą taki bardziej indywidualny kontakt. Szczególnie widoczne jest to na szpitalnych oddziałach, gdzie w przeciwieństwie do wizyty w gabinecie jest się jednym z wielu chorych. Po przedstawicielach zawodów, których Pani użyła do zobrazowania swojego problemu raczej rzuca się w oczy problem wyższości/niższości skoro "byle krawężnik" pozwala sobie na taką poufałość. Ale jednak zarówno od owego "krawężnika" jak i lekarza jesteśmy zależni - jak sama Pani zaznaczyła to oni rozdają karty (i tak z grubsza rzecz biorąc jest). Myślę, że jest to bardziej kwestia odbioru tego typu zwrotów. Dla mnie są to raczej komunikaty o większej swobodzie w relacji (fakt, że swobodę tę daje owa zależność) ale też większej otwartości, nieco bardziej przyjaznym stosunku do drugiej osoby. Jeśli o mnie chodzi, rzadko odbierałem te zwroty jako manifestacje swojej pozycji. Jeśli musiałbym prosić o niższy wymiar kary z pewnością chętniej zwróciłbym się do policjanta odnoszącego się do mnie w sposób jaki Pani opisuje.
Odnoszę wrażenie, że po prostu nie czuje się Pani komfortowo w relacjach, w których jest Pani zależna od tej czy innej osoby, szczególnie wtedy, gdy ta osoba jest uważana z założenia za gorszą co widać w sposobie przedstawienia policjanta. Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy jednak skazani na tego typu kontakty.
Pozdrawiam.
|
|
 | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Mamy na tę sprawę zupełnie odmienne poglądy. Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy zwracają się w ten sposób, mają bardziej przyjazny stosunek do innych osób. Ja również bardziej pozytywnie reaguje na takie osoby - sama Pani użyła słowa oznaczającego bratanie się. Jeśli chodzi o lekarzy, bo z nimi mam większy kontakt niż z policjantami, to wg. moich obserwacji także pacjenci wolą taki bardziej indywidualny kontakt. Szczególnie widoczne jest to na szpitalnych oddziałach, gdzie w przeciwieństwie do wizyty w gabinecie jest się jednym z wielu chorych.
Nic mnie tak nie wkurzało w szpitalu, jak mówienie do pacjentów po nazwisku "pani Kowalska, pani Malinowska". "Pani Kowalska,pani przyjdzie do opatrunkowego" drze się pielęgniarka z korytarza. "Pani Malinowska, nie drap pod wenflonem" poucza druga pielęgniarka pacjentkę z demencją.
O ile "Pani Magdo" ze strony lekarza daje odczuć, że ten lekarz mnie, jako osobę, dostrzega, o tyle zwracanie się po nazwisku paradoksalnie odczłowiecza. Poza tym stosowane bezpośrednio do danej osoby (a nie w celu np. wywołania kogoś z większej grupy) jest niegrzeczne.
Chociaż gorsza była chyba "ta ostra trzustka spod szóstki" albo dyskusje przy roznoszeniu posiłków "czy ten ropień z dziesiątki je obiad?".
>Po przedstawicielach zawodów, których Pani użyła do zobrazowania swojego problemu raczej rzuca się w oczy problem wyższości/niższości skoro "byle krawężnik" pozwala sobie na taką poufałość. Ale jednak zarówno od owego "krawężnika" jak i lekarza jesteśmy zależni - jak sama Pani zaznaczyła to oni rozdają karty (i tak z grubsza rzecz biorąc jest). Myślę, że jest to bardziej kwestia odbioru tego typu zwrotów. Dla mnie są to raczej komunikaty o większej swobodzie w relacji (fakt, że swobodę tę daje owa zależność) ale też większej otwartości, nieco bardziej przyjaznym stosunku do drugiej osoby. Jeśli o mnie chodzi, rzadko odbierałem te zwroty jako manifestacje swojej pozycji. Jeśli musiałbym prosić o niższy wymiar kary z pewnością chętniej zwróciłbym się do policjanta odnoszącego się do mnie w sposób jaki Pani opisuje.
Zdecydowanie lepiej usłyszeć "Pani Magdo" niż "Pani Kowalska" przed zdaniem "przekroczyła pani prędkość o 30km/h". Pierwsze lepiej wróży stanowi portfela.
> Czy tego chcemy czy nie, jesteśmy jednak skazani na tego typu kontakty.
A poprawianie sobie samooceny zwrotami "byle krawężnik" o samym mówiącym nie najlepiej świadczy. Bo zwykle to się na "krawężniku" nie kończy. Za nim idzie byle sprzątaczka, byle cieć, byle kasjerka i byle "..." - tu można wstawić zawód, którego przedstawiciel nadepnął na na odcisk. A pogarda tym większa, im więcej racji miał "byle kto" a mniej my.
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
|  | | CamelOT (915 punktów) | Wiesz Maddy (albo pani Maddy?) - akurat w przypadku krawężnika zgadzam się na zwrot "byle krawężnik" i tutaj niekoniecznie idzie za tym "byle cieć". Krawężnik to osobny podgatunek człowieka, niewyposażony w pełnię cech rodzaju ludzkiego. Dość niebezpieczna kreatura: łapówkobiorca wyposażony we władzę. Generalnie obleśna postać. Kiedy przypomnę sobie te żebry uprawiane przez drogówkę "gdzie pan pracuje?"... to mnie trzęsie. Moja bezbrzeżna pogarda dla nich, wg Twojej teorii świadczyłaby, że rację miał łapówkożebrak w mundurze, ale przecie ja nie o tym, że mnie zatrzymał za "morderczą jazdę" parę kilometrów ponad zaniżony limit. Niech trzyma mordę na kłódkę i pisze ten swój obowiązkowy mandat. Mnie uraża tylko owo płaszczenie się o "polubowne" załatwienie sprawy. I tyle dygresji na boku...
|
|
| |  | 1 na 1 | Kowalska (14008 punktów) | >Krawężnik to osobny podgatunek człowieka, niewyposażony w pełnię cech rodzaju ludzkiego. Dość niebezpieczna kreatura: łapówkobiorca wyposażony we władzę. Generalnie obleśna postać.
Mam wielką i szczerą nadzieję, że kiedyś wpadniesz w ręce mojego kuzyna za jak to nazwałeś "morderczą jazdę parę kilometrów ponad zaniżony limit".
>Niech trzyma mordę na kłódkę i pisze ten swój obowiązkowy mandat. Mnie uraża tylko owo płaszczenie się o "polubowne" załatwienie sprawy.
On trzyma. I spokojnie wypisuje. Chciałabym zobaczyć jak Ty wtedy zaczniesz piskać o polubowne załatwienie sprawy.
Za co dostałeś ode mnie minusa chyba nie muszę wyjaśniać.
Myślenie jest głupie.
|
|
| Koraszewski (82900 punktów) | Życzliwy zwroty "panie Kaziu" ze strony policjant drogówki, to zazwyczaj subtelny sygnał "panie, jakoś się dogadamy". W innych sytuacjach jest to również b. często złamanie konwencji będące jakimś sygnałem. (Niestety b. często zachęty do solidarności poza prawem.)
|
|
5 na 5 | Meretseger (61860 punktów) | Nie miałam takich doświadczeń ani z (obcym) lekarzem, ani z policjantami. Nie zwracali się do mnie po imieniu. Natomiast diabli mnie biorą, gdy dzwoni do mnie obcy facet/obca facetka z jakiegoś banku czy innej firmy telemarketingowej i z punktu mnie odimiennie traktuje. Zazwyczaj przerywam mu/jej tokowanie ostrą uwagą, że się nie znamy i nie upoważniałam go/jej do mówienia sobie po imieniu, po czym trzaskam słuchawką. Możliwe, że to nie jest grzeczne, ale w nosie mam konwenanse, gdy ten ktoś na drugim końcu sznurka też je tam ma.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
 | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Nie miałam takich doświadczeń ani z (obcym) lekarzem, ani z policjantami. Nie zwracali się do mnie po imieniu. Natomiast diabli mnie biorą, gdy dzwoni do mnie obcy facet/obca facetka z jakiegoś banku czy innej firmy telemarketingowej i z punktu mnie odimiennie traktuje. Zazwyczaj przerywam mu/jej tokowanie ostrą uwagą, że się nie znamy i nie upoważniałam go/jej do mówienia sobie po imieniu, po czym trzaskam słuchawką. Możliwe, że to nie jest grzeczne, ale w nosie mam konwenanse, gdy ten ktoś na drugim końcu sznurka też je tam ma.
Niestety, wyżywasz się na niewłaściwej osobie. Tzn. wiem, że to wkurza a opieprzenie potrafi poprawić samopoczucie, ale nie ma żadnego efektu.
Ci biedni telemarketerzy mają obowiązek tak się zwracać do klientów, bo ktoś na górze wymyślił, że to będzie sympatyczniej, tak ich przeszkolił i jak ktoś się do tego nie stosuje to wylatuje. Tam są sztywne reguły, co mówić, jak mówić, jak reagować i czego za żadne skarby nie mówić (np. jak się nazywa przełożony). Pewnie zarząd zamówił jakieś drogie badania marketingowe (nomen omen) z których wynikało, że to jest dobra metoda socjotechniczna. A w korporacji badania rzecz święta. Są miedzy młotem a kowadłem.
Mnie bardziej od używania imienia irytują ludzie, którzy nie mówią, z jakiej firmy dzwonią, w ciągu pierwszych 30 sekund nie przestawiają, co chcą sprzedać i zamiast tego ględzą, jak to ich firma wybrała mnie, żeby mi zrobić dobrze za zupełnie symboliczna opłatą, bo moja rozkoszy jest dla nich największą nagrodą. Schematy schematami, ale marnowania mojego czasu nie cierpię.
Ale najbezczelniejszy był przedstawiciel pewnego wydawnictwa prawnego, który po krótkiej rozmowie, i mojej zdecydowanej odmowie zakupu super wydawnictwa wymiennokratkowego ("jedyne takie w Polsce, ma rekomendację Ministra Finansów" - tu parsknęłam śmiechem prosto w słuchawkę), stwierdził "jak nie to nie, Twoja strata Madziu" i się rozłączył. Nie ma to jak wdzięk i urok osobisty...
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
| Guzik (2020 punktów) | Osobiście wolałabym, aby moja lekarka, bardzo młoda kobieta, zwracała się do mnie po imieniu, a nie po nazwisku. Właściwie to nie wiem dlaczego... Wiem też, że dzieci w szkole obrażają się jak mówi się im po nazwisku a nie po imieniu.
Fraternizowanie(czyli bratanie)- oznacza zbytnią poufałość. Jest jeszcze paternizowanie. Polega ono jeszcze na czyś innym. Na odnoszeniu się z dokuczliwą pobłażliwością. Na wyraźnym pokazywaniu poczucia wyższości, wszech wiedzeniu, pokazywanie całym swym jestestwem, że my rozmówcy, jesteśmy głupi, że jesteśmy puchem marnym. Księża robią to nawet lepiej od lekarzy. Nie znoszę takich relacji, ale na szczęście młodzi lekarze już im mniej się poddają, są normalniejsi w kontaktach z pacjentem.
|
|
 | 1 na 1 | Amol (692 punktów) |
>Fraternizowanie(czyli bratanie)- oznacza zbytnią poufałość. Jest jeszcze paternizowanie. Polega ono jeszcze na czyś innym. Na odnoszeniu się z dokuczliwą pobłażliwością. Na wyraźnym pokazywaniu poczucia wyższości, wszech wiedzeniu, pokazywanie całym swym jestestwem, że my rozmówcy, jesteśmy głupi, że jesteśmy puchem marnym. Księża robią to nawet lepiej od lekarzy. >Nie znoszę takich relacji, ale na szczęście młodzi lekarze już im mniej się poddają, są normalniejsi w kontaktach z pacjentem.
Sposób odnoszenia się do księdza przez katolików w pewnym sensie daje do zrozumienia,iż taki o to ksiądz ma większą pozycję od lekarza.Spróbujcie do księdza Marka powiedzieć panie Marku zamiast "ojcze",czy "proszę księdza".Zresztą klechy parają się czasem politologią (radio maryja),oraz psychiatrią (egzorcyści),lub filozofią,czego w ogóle nie powinni robić.
I troszeczkę więcej szacunku.Lekarz pomimo racji wykonywania skomplikowanego ciężkiego zawodu,wiem dokładnie na czym to polega ponieważ mam rodzinę lekarzy,nie jest wcale lepszym czy wartościowszym człowiekiem od takiego "krawężnika".Który z lekarzy miałby na tyle odwagi by wyjść ciemną nocą na miasto i naparzać się z bandytami za 1.100zł.To nie jest prosta praca,którą mógłby wykonywać każdy jak np zamiatanie ulic czy przenoszenie towarów,a i takim też należy się szacunek.
|
|
1 na 1 | Berenika (102 punktów) | Czym innym jest zwrócenie się do kogoś per "pani Zosiu", czym innym per "pani Zofio". O ile to pierwsze istotnie jest przesadnie familiarne (w sytuacji kontaktu osób zupełnie sobie obcych), o tyle zwrócenie się do kogoś pełnym imieniem, bez zdrobnień, jest w moim odczuciu raczej wyrazem szacunku z lekkim odcieniem życzliwości. Osobiście bardziej drażni mnie, gdy osoba, z którą prowadzę dajmy na to służbową korespondencję, uparcie zwraca się do mnie per "szanowna Pani" lub "witam Panią", choć po wymianie kilku maili powinna doskonale znać moje imię (znajduje się zarówno w nazwie nadawcy, jak w podpisie). Gdy ktoś uparcie i na wszelkie sposoby unika zwracania się do mnie po imieniu, odbieram to jako sygnał, że po prostu nie zadał sobie trudu, by je zapamiętać - a zatem nie liczy się ze mną, lekceważy mnie. Zaznaczam, że nie należę do osób wybitnie towarzyskich, które są gotowe natychmiast zaprzyjaźniać się z całym światem, cenię sobie pewien dystans w początkowych kontaktach z ludźmi, jednak absolutnie nie uważam, aby zwracanie się do siebie wzajemnie pełnym imieniem było świadectwem braku "należnego" poważania. Moje imię nie jest moją intymną, zazdrośnie strzeżoną własnością, dostępną jedynie rodzinie i przyjaciołom z dwudziestoletnim stażem. Jest moją wizytówką. Przedstawiając się, automatycznie upoważniam rozmówcę do używania go. Jeśli czegoś nie lubię, to ignorowania tego faktu.
"Nie masz bowiem na tej Ziemi szaleństwa bestii, którego by nie przewyższył nieskończenie obłęd człowieka" H. Melville
|
|
 | 2 na 2 Maddy (12885 punktów) (zablokowany) | >Czym innym jest zwrócenie się do kogoś per "pani Zosiu", czym innym per "pani Zofio". O ile to pierwsze istotnie jest przesadnie familiarne (w sytuacji kontaktu osób zupełnie sobie obcych), o tyle zwrócenie się do kogoś pełnym imieniem, bez zdrobnień, jest w moim odczuciu raczej wyrazem szacunku z lekkim odcieniem życzliwości.
Jest też jak najbardziej poprawne i kulturalne. Po angielsku grzecznie jest zwracać się do kogoś po nazwisku, poprzedzając je panem, panią, panną (coraz rzadziej). Podobnie we francuskim, włoskim, niemieckim. A po polsku to już niezbyt miłe.
>Osobiście bardziej drażni mnie, gdy osoba, z którą prowadzę dajmy na to służbową korespondencję, uparcie zwraca się do mnie per "szanowna Pani" lub "witam Panią", choć po wymianie kilku maili powinna doskonale znać moje imię (znajduje się zarówno w nazwie nadawcy, jak w podpisie). Gdy ktoś uparcie i na wszelkie sposoby unika zwracania się do mnie po imieniu, odbieram to jako sygnał, że po prostu nie zadał sobie trudu, by je zapamiętać - a zatem nie liczy się ze mną, lekceważy mnie.
Mam dokładnie te same odczucia. Warto dodać, że między "szanowną panią" a "panią Zofią" jest forma przejściowa.
Np. mail od sprzedawcy zaczynający się "Witam, w odpowiedzi na Pani zapytanie chciałby wyjaśnić, ze coś tam coś tam" - uprzejmie ale nie uprzedzająco grzecznie. Taki półdystans.
>Zaznaczam, że nie należę do osób wybitnie towarzyskich, które są gotowe natychmiast zaprzyjaźniać się z całym światem, cenię sobie pewien dystans w początkowych kontaktach z ludźmi, jednak absolutnie nie uważam, aby zwracanie się do siebie wzajemnie pełnym imieniem było świadectwem braku "należnego" poważania. Moje imię nie jest moją intymną, zazdrośnie strzeżoną własnością, dostępną jedynie rodzinie i przyjaciołom z dwudziestoletnim stażem. Jest moją wizytówką. Przedstawiając się, automatycznie upoważniam rozmówcę do używania go. Jeśli czegoś nie lubię, to ignorowania tego faktu.
To jest chyba kwestia wyczucia - kiedy już można przejść na "panią Zofię" a kiedy jeszcze za wcześnie. Osobiście uważam, że np. formułka "Pani Magdo, o ile mogę się tak do pani zwracać" chociaż na pierwszy rzut oka grzeczna, wypowiedziana przy pierwszym kontakcie zawiera pewien szantaż - ciężko powiedzieć że "nie, nie może Pan" i jednocześnie nie wyjść na osobę niegrzeczną czy nadętą.
Polski język jest zawiły, jeżeli chodzi o zwroty grzecznościowe, zazdroszczę anglikom ich "you" i "Hello, mr. Brown". Po polsku kiedy człowiek chce być grzeczny ale nie popaść w absurdy, trzeba się nagimnastykować. Miałam kiedyś zabawną sytuację, gdy rozmawiałam z polsko-amerykańskim małżeństwem - dla wygody męża po angielsku. I kiedy dzień później rozmawiałam już tylko z żona (Polką) nie wiedziałam czy mogę jej mówić po imieniu czy nie. Ona też była skonsternowana, trochę się wyginałyśmy, aż doszłyśmy do wniosku, że bez sensu, skoro i tak się po angielsku tykamy, W identycznej sytuacji, w kontakcie wyłącznie po polsku pewnie byśmy sobie "paniowały" następne 5 lat.
"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
|
|
|  | 1 na 1 | Meretseger (61860 punktów) |
>Np. mail od sprzedawcy zaczynający się " Witam, w odpowiedzi na Pani zapytanie chciałby wyjaśnić, ze coś tam coś tam" - uprzejmie ale nie uprzedzająco grzecznie. Słowo "witam" doprowadza mnie do szału. Przypomina mi lekko lekceważące, protekcjonalne staropolskie "kłaniam" (bez "się"!). Z przyjemnością wyżyłabym się na szefach tych nieszczęsnych telemarketerów, zamiast na nich, niestety, nie wiem, kim ci szefowie są.
Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
|
|
| |  | 1 na 1 kulka_na_mole (20109 punktów) (zablokowany) | >Słowo "witam" doprowadza mnie do szału. Przypuszczam, że jest to "translacja" angielskiego "Hello". Nie przeszkadza mi, gdy zwracają się do mnie w ten sposób osoby, które mnie nie znają i których ja nie znam. Wolę to, niż gdyby pisano do mnie "Drogi Panie!", bo to by była hipokryzja czystej wody. W korespondencji mailowej denerwuje mnie używanie "Pzdr" ewentualnie "Pozdro".
>Z przyjemnością wyżyłabym się na szefach tych nieszczęsnych telemarketerów, zamiast na nich, niestety, nie wiem, kim ci szefowie są. Ja bym tym szefom zarzucił działanie na szkodę firmy:
Przykład 1 - dzwoni do mnie pan z firmy, która świadczy mi usługi telefonii komórkowej i po obowiązkowym po wstępie, jakim to jestem cennym klientem proponuje mi darmowego notebooka, bla, bla, bla. "Darmowego" notebooka nie chciałem, więc pan szybko powiedział "do widzenia" i błyskawicznie się rozłączył, choć ja w tym czasie zacząłem do niego mówić. Firma straciła w ten sposób okazję do dodatkowych pieniędzy, bo chciałem skorzystać z innej usługi.
Przykład 2 - dzwoni do mnie pani ze wspomnianej firmy i proponuje usługę, którą nie jestem zainteresowany, więc pytam ją o to, co mnie interesuje. Pani odpowiada, że ona nie zajmuje się takimi sprawami i rozłącza się.
W ten sposób firma dwukrotnie straciła szansę na uzyskanie ode mnie pieniędzy, dwukrotnie mnie olali jej przedstawiciele negatywnie pracując na wizerunek firmy.
Niezależność jest tą zdobyczą kobiet, dzięki której mogą się już kompromitować same. (Lidia Jasińska)
|
|
1 na 1 | farmer (22440 punktów) |
Kwestia standaryzacji. Pracując gdzie słowa są jednym z narzędzi nikt nie w chodzi w relacje z klientem po to by go polubić, tylko by ułatwić sobie pracę. Nikt nie zastanawia się za każdym razem jaki ma się zwracać do klienta. Co widać choćby po postach. Trzeba lat i chęci by błyskawicznie ocenić druga osobę, a i tak jest ryzyko ze ktoś ma gorszy dzień i nic mu nie podejdzie. "Zwykła" osoba wita się z nieznajomym może raz dziennie. Osoba która robi to 20-30 razy dziennie robi to czysto mechanicznie. Straty i tak będą.
|
|
 | 2 na 2 | Chlodwig (10939 punktów) | >Kwestia standaryzacji. Pracując gdzie słowa są jednym z narzędzi nikt nie w chodzi w relacje z klientem po to by go polubić, tylko by ułatwić sobie pracę. Nikt nie zastanawia się za każdym razem jaki ma się zwracać do klienta.
Ja się zastanawiałem
>"Zwykła" osoba wita się z nieznajomym może raz dziennie. Osoba która robi to 20-30 razy dziennie robi to czysto mechanicznie.
Robiłem to 300, 500 razy dziennie i nie robiłem tego mechanicznie. Może dlatego miałem najwięcej ankiet.
|
|
4 na 4 | Almentyna (417 punktów) | Moi drodzy, ja chyba jestem z innej epoki, otrzymałam wychowanie od osób które pamiętały zasady kindersztuby. I co z tego, że niektóre z nich obecnie trącą one myszką? Nie wszystkie przecież przyjęłam za swoje.
Otóż nikt z Was nie zauważył, że podstawowa forma wypowiedzi do osoby sobie nieznanej (przypadek funkcjonariusza policji) zmieniła się kilkanaście lat temu, pod wpływem nowych metod psychomanipulacji, obecnie nadużywanych wszędzie gdzie się da, głownie w korporacjach i przez przedstawicieli handlowych.
Wystarczy powiedzieć "proszę pana", "proszę pani". To jest forma poprawna, zachowująca właściwy dystans i niewskazująca na to, kto tu ma władzę. To i tak wiadomo, chociaż są kraje w których policja pełniła (jeszcze do niedawna) służbę publiczną. Teraz zamiast służby jest demonstracja siły.
"Krawężnik" nie dlatego tak został przeze mnie nazwany, że mam jakieś deficyty psychiczne, tylko dlatego, że jest bezmyślny i stosuje nazewnictwo wyuczone na szkoleniu, gdzie nikt mu nie wspominał o niuansach, np. że gdy kierowca w wieku jego rodziców lub starszy, to używanie imienia jest niegrzeczne. Wyrażenie krawężnik celowo podałam, dla kontrastu z realną władzą jaką sprawuje policjant. Ja oczekuję, że osoba obca powie do mnie "proszę pani" i nie będzie udawać "sympatycznego" wstępu do często nieprzyjemnej rozmowy.
To, że wszystkich usługodawców uczy się takiego zwracania do klientów, jest już powszechne. Jest to technika pozorowania, że sytuacja jest mniej nieprzyjemna, niż jest rzeczywiście. Dlatego mój jeden głos protestu powinien być okazją do empatii dla tych, którzy nie całkiem zrozumieli moje intencje.
Ktoś tutaj wyobraża sobie zamieszanie na oddziałach szpitalnych. Co prawda pisałam o kontakcie z (1) lekarzem, czyli o wizycie w gabinecie i to po raz pierwszy. W szpitalach można mówić "pani Maria Kamińska proszona do zabiegowego", lub tylko "pani Kamińska proszona do zabiegowego" - ale dobrze jest do osoby, która już się zadomowiła w owym szpitalu odnosić się bardzo grzecznie, nawet jeśli tylko z użyciem imienia. To cała wypowiedź, jej ton i mowa ciała wskazują na stosunek personelu leczącego do chorego. I tylko w serialach jest on zawsze właściwy.
PS. Spędziłam dobrych parę lat we Francji i to mnie uczuliło na polskie formy. Tam do lekarza mówi się Pan/Pani i on się tym samym rewanżuje, a żaden policjant nie zwraca się do kierowcy po imieniu, bo to forma odpowiednia wyłącznie wśród bliskich znajomych.
Jest na świecie wiele cudownych rzeczy, ale cudów nie ma.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|