Racjonalista - Strona głównaDo treści
Popularne bzdury i zwykła dezinformacja

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Społeczeństwo i kraj
NapisanoAutorTytuł
07-01-2011 10:07Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
Popularne bzdury i zwykła dezinformacja
Ocena 5 na 5
Historia nr 1: Quasi-kreacjonizm
Jakiś czas temu uczestniczyłem w pewnej internetowej dyskusji, która dość szybko zeszła na temat pseudonauki, a następnie dyskursu ewolucja vs kreacjonizm. Jeden z rozmówców (nie mam wątpliwości co do tego, iż był to człowiek inteligentny, w żadnym wypadku nie przypominał religijnego fundamentalisty) stwierdził, jakoby istniały jakieś poważne argumenty podważające teorię Darwina. Zapytawszy o nie usłyszałem standardową składankę: brak form przejściowych, wielki wybuch, niemożliwość wyprodukowania samoreplikującej się molekuły w warunkach laboratoryjnych itp. Ostatecznym dowodem na fakt, iż ów dyskutant nie był fundamentalistą niech będzie to, że bez problemu zaakceptował moje wyjaśnienia.
Sytuacja daje do myślenia, gdyż najwyraźniej człowiek niemający religijnych powodów do negowania ewolucjonizmu dał się zwieść kreacjonistycznej propagandzie.
Historia nr 2: Promienie śmierci
Tym razem muszę sięgnąć do odległych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam pewien epizod z czasów, gdy miałem może z siedem-osiem lat. Niektóre krewne albo sąsiadki zaczęły wówczas przestrzegać moją matkę aby (ze względu na dzieci) nie trzymała w domu kryształowych naczyń, gdy emitują one "szkodliwe promieniowanie". Nie wydaje mi się, żeby te osoby były jakimiś szczególnymi wyznawcami bioenergoterapii, radiestezji i filozofii New-Age. Raczej nieświadomie podchwyciły jakąś plotkę wywodzącą się z tych środowisk.
Historia nr 3: Żyły wodne
Z terminem "żyły wodnej" spotkałem się już w dzieciństwie. Rozmaici ludzie owymi "żyłami" tłumaczyli wszystko. "Dziecko nie może spać, bo pod jego łóżkiem płynie żyła wodna", "kot nigdy nie będzie spał nad żyłą wodną", "twoja żona choruje, bo macie dom na żyle wodnej", "gdy masz pod domem żyłę wodną, dzieci będą miały problem z nauką" itp. Jak powyżej - stwierdzenia te padały z ust osób względnie racjonalnych, bezpośrednio niewierzących we współczesne zabobony. Dopiero po latach, gdy dowiedziałem się trochę więcej na temat radiestezji zrozumiałem o co chodziło. Wszyscy oni dali się nabić w przysłowiową butelkę interpretując przesąd jako element naukowej rzeczywistości.
Historia nr 4: Homeopatia
Właściwie powinienem napisać "historie", bo osób, które dały się na to nabrać jest w moim otoczeniu całe mnóstwo. Zazwyczaj wszystko przebiega według jednego scenariusza: dana osoba po prostu nie wie o co chodzi w elementarnych założeniach homeopatii. Ludzie z którymi rozmawiałem zazwyczaj sądzili, iż "środki homeopatyczne" to takie łagodne lekarstwa wytwarzane z "naturalnych składników", pozbawione działań ubocznych. Gdy tłumaczyłem o co tak naprawdę chodzi reakcje były dwie. Jedni przecierali oczy ze zdziwienia, inni patrzyli z politowaniem mając na twarzach wypisane zdanie "co ten gość plecie, przecież taki przekręt nie mógłby mieć miejsca, skoro te środki sprzedaje się w aptekach".

Podobnych przykładów znam więcej, pewnie przytoczę je w toku dalszej dyskusji (o ile się taka rozwinie). Gdzie leży powód? Wydaje mi się, że podstawowym problemem jest to, że przedstawiciele pseudonauki zaczęli stosować dosyć sprytną sztuczkę - zaczynają formować swoje treści tak, żeby przypominały one dyskurs popularnonaukowy. Nieświadomi odbiorcy mogą bardzo łatwo stwierdzić, iż mają do czynienia z informacjami na temat odkryć naukowych. Do tego dochodzi słabość oświaty w pewnych kwestiach. W wielu szkołach teorię ewolucji traktuje się skrótowo, wprowadzając zbyt wiele uogólnień. Szkoła nie uczy krytycznego myślenia i nie podejmuje polemiki z popularnymi zabobonami, już nie próbuje się ich zwalczać. W państwowej telewizji nie ma już fenomenalnego bloku "Telewizja Edukacyjna" na którym się wychowałem. Płatne platformy oferują co prawda kanały edukacyjne, ale ich oferta tonie wśród programów z telefonicznymi tarocistkami. Poza tym kilka lat temu na jednym z tych "dydaktycznych" kanałów zdarzyło mi się widzieć programy o uprowadzeniach przez UFO albo nawiedzonych domach...
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>Historia nr 2: Promienie śmierciTym razem muszę sięgnąć do odległych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam pewien epizod z czasów, gdy
>miałem może z siedem-osiem lat. Niektóre krewne albo sąsiadki zaczęły wówczas przestrzegać moją
>matkę aby (ze względu na dzieci) nie trzymała w domu kryształowych naczyń, gdy emitują one
>"szkodliwe promieniowanie". Nie wydaje mi się, żeby te osoby były jakimiś szczególnymi wyznawcami
>bioenergoterapii, radiestezji i filozofii New-Age. Raczej nieświadomie podchwyciły jakąś plotkę
>wywodzącą się z tych środowisk.

Mam znajomych, na oko twardo stąpających po ziemi ludzi, którzy potrafią ostrzegać przed:
- mlekiem UHT bo jest konserwowane "promieniami" (w domyśle: Roentgena)
- kuchenkami mikrofalowymi - bo żywność z nich może być "napromieniowana" bo przecież "jak inaczej ma ta kuchenka działać"
Ogólnie strach przed promieniami śmierci jest olbrzymi. Dużo mniej szkodliwy wydaje się im np. dym papierosowy.

Kiedyś koleżance tłumaczyłam, czym jest promieniowanie mikrofalowe i że żywność nie staje się radioaktywna. Rozwalił mnie kontrargument, że "trochę tych fal może utknąć w żywności a sama mówiłaś, że co do zasady są niebezpieczne bo ścinają białko". (proszę się nie czepiać tego białka, ja próbowałam łopatologicznie, jakbym zaczęła od drgań dipoli wody i jaki to ma związek z temperaturą, to by dziewczynie mózg eksplodował).

Czy to przypadek, że ta grupka moich znajomych to tzw. "humaniści" - osoby mające uczulenie na matematykę i nauki ścisłe?
Czy to mnie skrzywiło zadawanie się z fizykami przez 3/4 studiów (na ekonomii trudno było znaleźć towarzystwo lubiące sci-fi).

>Podobnych przykładów znam więcej, pewnie przytoczę je w toku dalszej dyskusji (o ile się taka
>rozwinie). Gdzie leży powód? Wydaje mi się, że podstawowym problemem jest to, że przedstawiciele
>pseudonauki zaczęli stosować dosyć sprytną sztuczkę - zaczynają formować swoje treści tak, żeby
>przypominały one dyskurs popularnonaukowy. Nieświadomi odbiorcy

I chyba tu dotknąłeś źródła problemu. "Nieświadomy odbiorca".
To jest problem który ma podłoże w samych początkach procesu edukacji.
Jak mały Jaś nie będzie rozumiał, czemu woda wrze, to duży Jan uwierzy w wiele różnych głupot, byle ładnie podanych.

"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
07-01-2011 11:48 
 Ocena 8 na 8
Meretseger (61860 punktów)

>Mam znajomych, na oko twardo stąpających po ziemi ludzi, którzy potrafią ostrzegać przed:
>- mlekiem UHT bo jest konserwowane "promieniami" (w domyśle: Roentgena)
>- kuchenkami mikrofalowymi - bo żywność z nich może być "napromieniowana" bo przecież "jak inaczej ma ta kuchenka działać"
A na to jest sposób - zaproponuj im, żeby sobie postawili na telewizorze piramidę. Bywają bardzo ładne, estetyczne, z kamieni ozdobnych wykonane, do nabycia w sklepach z pamiątkami. Działają jako odpromienniki.
Bywam na giełdach minerałów i siłą rzeczy różne rzeczy widuję. Takie piramidy też. Już mi się nawet nie chce tłumaczyć ludziom, że te kamyki wcale nie działają...
>To jest problem który ma podłoże w samych początkach procesu edukacji.
>Jak mały Jaś nie będzie rozumiał, czemu woda wrze, to duży Jan uwierzy w wiele różnych głupot, byle ładnie podanych.

Ale co z tym zrobić? Chyba uczyć dzieci pożytecznych rzeczy w domu, bo w szkole się nie nauczą. Za to religii to i owszem...

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
07-01-2011 12:01 
 Ocena 2 na 2
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Mam znajomych, na oko twardo stąpających po ziemi ludzi, którzy potrafią ostrzegać przed:
>>- mlekiem UHT bo jest konserwowane "promieniami" (w domyśle: Roentgena)
>>- kuchenkami mikrofalowymi - bo żywność z nich może być "napromieniowana" bo przecież "jak inaczej ma ta kuchenka działać"
>A na to jest sposób - zaproponuj im, żeby sobie postawili na telewizorze piramidę. Bywają bardzo ładne, estetyczne, z kamieni ozdobnych wykonane, do nabycia w sklepach z pamiątkami. Działają jako odpromienniki.

Ale czy wyłapią te promienie, co utknęły w jedzeniu??? Jak odpromienić podgrzaną w mikrofali zupkę??? Oto jest pytanie!

>Bywam na giełdach minerałów i siłą rzeczy różne rzeczy widuję. Takie piramidy też. Już mi się nawet nie chce tłumaczyć ludziom, że te kamyki wcale nie działają...
>>To jest problem który ma podłoże w samych początkach procesu edukacji.
>>Jak mały Jaś nie będzie rozumiał, czemu woda wrze, to duży Jan uwierzy w wiele różnych głupot, byle ładnie podanych.
>
>Ale co z tym zrobić? Chyba uczyć dzieci pożytecznych rzeczy w domu, bo w szkole się nie nauczą. Za to religii to i owszem...

Problem w tym, że moi znajomi to pokolenie, które nie miało w szkole religii, ludzie po porządnych, komunistycznych liceach. Ale fakt, matmy nie trzeba było już zdawać, upadek już się zaczął.

I oni teraz maja dzieci. Czego je nauczą w domu?


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
07-01-2011 12:45 
 Ocena 3 na 3
spellbinder (8577 punktów)

>Ale czy wyłapią te promienie, co utknęły w jedzeniu??? Jak odpromienić podgrzaną w mikrofali zupkę??? Oto jest pytanie!

To proste - trzeba ją wsadzić do mikrofali w naczyniu o kształcie piramidy Produkt - "miska antypromienna".
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Ale czy wyłapią te promienie, co utknęły w jedzeniu??? Jak odpromienić podgrzaną w mikrofali zupkę??? Oto jest pytanie!
>To proste - trzeba ją wsadzić do mikrofali w naczyniu o kształcie piramidy Produkt - "miska antypromienna".

Ha, nic tylko opatentować!
Prognozuję niezły popyt



"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
08-01-2011 15:59 
 Ocena 2 na 2
Alpha Phoenicis (4607 punktów)
>Ale czy wyłapią te promienie, co utknęły w jedzeniu??? Jak odpromienić podgrzaną w mikrofali zupkę??? Oto jest pytanie!
Zapytaj się ich czy jeśli przepuszczą światło przez szybkę to czy to światło może w niej "utknąć"
08-01-2011 16:10 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Ale czy wyłapią te promienie, co utknęły w jedzeniu??? Jak odpromienić podgrzaną w mikrofali zupkę??? Oto jest pytanie!

Może to jest odpowiedź:

www.ezosfera.pl/6270/kamienna-plytka-vle
lukaszewicz (5674 punktów)

>Czy to przypadek, że ta grupka moich znajomych to tzw. "humaniści" - osoby mające uczulenie na matematykę i nauki ścisłe?

Jeżeli chodzi o matematyków to przypadek.
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>Czy to przypadek, że ta grupka moich znajomych to tzw. "humaniści" - osoby mające uczulenie na matematykę i nauki ścisłe?
>Jeżeli chodzi o matematyków to przypadek.
>

Jakich matematyków??? To ludzie po prawie, socjologii i jeden po filozofii.

"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
07-01-2011 15:54 
 Ocena 2 na 2
lukaszewicz (5674 punktów)

>Jakich matematyków???

Moja wina bo niezręcznie się wyraziłem.
Chodziło mi o to, że wśród matematyków jest całkiem duża grupka wierząca w te wszystkie bzdury.
A więc uczulenie na matematykę niewiele tu znaczy.

Co innego na nauki przyrodnicze.
07-01-2011 14:57 
 Ocena 5 na 5
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Mam znajomych, na oko twardo stąpających po ziemi ludzi, którzy potrafią ostrzegać przed:
>- mlekiem UHT bo jest konserwowane "promieniami" (w domyśle: Roentgena)

Słyszą, że w jakimś kościele dzwonią, ale nie wiedzą w jakim. Zapewne ich obawy odnoszą się do irradiacji pożywienia, czyli likwidacji chorobotwórczych drobnoustrojów poprzez naświetlanie. Technika ta może przyczynić się do poprawy jakości życia i zdrowia w takim stopniu, jak niegdyś pasteryzacja albo sterylizacja. Niestety - tutaj wygrywają irracjonalne obawy. O tym jak absurdalne argumenty potrafią wyciągać amerykańscy przeciwnicy tej metody pisał John Stossel w "Mitach, kłamstwach i zwykłej głupocie".

>- kuchenkami mikrofalowymi - bo żywność z nich może być "napromieniowana" bo przecież "jak inaczej ma ta kuchenka działać"

Mniej najbardziej śmieszą obawy związane z telefonami komórkowymi (a raczej infrastrukturą GSM/UMTS). Już chyba kiedyś pisałem o tym na forum. Kilka lat temu jeden z operatorów chciał obdarować moją okolicę zasięgiem 3G. Podniósł się ogromny wrzask przeciwko "promieniotwórczej i rakotwórczej wieży". Padały najdziwniejsze argumenty - jakaś kobieta poskarżyła mi się, że przez "te wieże" jej dzieci nie chcą się uczyć. Ktoś inny stwierdził, iż zapewne infrastruktura GSM jest odpowiedzialna za każdy odnotowany w okolicy przypadek poważniejszej choroby niezakaźnej (nowotwory, zespół Downa, niewydolność układu krwionośnego). Zaczynały padać coraz bardziej radykalne propozycje (z demontażem wszystkich BTS-ów włącznie). Na początku (jako radioamator) próbowałem przemówić ludziom do rozsądku. Potem już tylko stałem z boku i obserwowałem ten cyrk z cynicznym uśmiechem na twarzy.

>Czy to przypadek, że ta grupka moich znajomych to tzw. "humaniści" - osoby mające uczulenie na matematykę i nauki ścisłe?

Sam studiuję na historii - powszechnie uznawanej za kierunek "humanistyczny". Jednakże osią moich zainteresowań naukowych jest historia nauki i techniki, wśród moich "prywatnych" zainteresowań ważne miejsce zajmują zagadnienia techniczne (radioamatorstwo, nowe technologie, telekomunikacja) a liczna grupa znajomych studiuje na kierunkach ścisłych. To naprawdę zmienia perspektywę.
Dyskusje z ludźmi z kierunku niekiedy potrafią dać naprawdę zaskakujące rezultaty. Kiedyś na przykład, przed pewnym egzaminem zaczęliśmy rozmawiać na temat fantastyki. Dość szybko temat przeszedł w rozważania na temat perspektyw istnienia inteligentnego życia we wszechświecie. Gdy zacząłem mówić o paradoksie Fermiego i równaniu Drake'a ktoś zapytał: "chwileczkę, to we wszechświecie istnieją inne galaktyki poza naszą?".
Powyższe to tylko niewiele znaczący epizod. O wiele poważniejsze reperkusje mają dyskusje metodologiczne. Wiele godzin spędziłem dyskutując ze znajomymi na temat miejsca historii wśród nauk. Spora część spośród moich dyskutantów to wyznawcy szeroko rozumianego postmodernizmu. Ich zdaniem historia nie jest nauką, gdyż zajmuje się tworzeniem "narracji" a nie odkrywaniem "obiektywnej rzeczywistości" która - ich zdaniem - jest niedostępna. Wiele czasu zużyłem na wyjaśnienie, iż nauka polega na budowaniu spójnego opisu rzeczywistości na podstawie ograniczonego materiału.
Przekonałem się też, iż najwyraźniej "humaniści" opierają swoją wiedzę o "naukach ścisłych" na wyobrażeniach z czasów Laplace'a, a o czymś takim jak zasada nieoznaczoności Heisenberga po prostu nie mają zielonego pojęcia. Zamiast korzystać z ustaleń badaczy reprezentujących inne dziedziny zamykają się w klatce swoich własnych, niepodlegających weryfikacji teoretycznych rozważań. Na zasadzie: "my jesteśmy humanistami i nie dotyczą nas dyskusje biologów"... Najbardziej przerażający jest fakt, iż niektórzy studenci (i nie mówię tutaj o tych najsłabszych) nie rozumieli różnicy między "hipotezą" a "teorią naukową"...

>To jest problem który ma podłoże w samych początkach procesu edukacji.
>Jak mały Jaś nie będzie rozumiał, czemu woda wrze, to duży Jan uwierzy w wiele różnych głupot, byle ładnie podanych.

Moim zdaniem źródłem problemu jest system szkolnictwa. Zamiast WYTŁUMACZYĆ o co chodzi w danym zagadnieniu, uczniów podstawówek i gimnazjów zniechęca się setkami wzorów do wykucia i równań do rozwiązania w domu. A cóż są warte te wzory, jeśli uczeń nie będzie rozumiał SEDNA sprawy? Wykuje wzór, napisze kartkówkę a za tydzień nie będzie niczego pamiętał, o rozumieniu nie wspominając. A przecież najpierw można by przystępnie wyjaśnić dane zagadnienie - to da się zrobić, świadczą o tym popularnonaukowe publikacje Stephena Hawkinga, Carla Sagana, Richarda Dawkinsa i im podobnych.

Poza tym znajomi studiujący na uczelniach technicznych wspominali o obowiązku zrealizowania wybranego kursu "humanistycznego" w stoku studiów. Dziwi mnie, że podobny wymóg nie dotyczy studentów kierunków humanistycznych. Oczywiście raczej na zasadzie przedstawienia "o co chodzi" w naukach ścisłych czy przyrodniczych, bez sięgania do wyższej matematyki.
07-01-2011 15:22 
 Ocena 1 na 1
Maddy (12885 punktów)
(zablokowany)
>>To jest problem który ma podłoże w samych początkach procesu edukacji.
>>Jak mały Jaś nie będzie rozumiał, czemu woda wrze, to duży Jan uwierzy w wiele różnych głupot, byle ładnie podanych.
>Moim zdaniem źródłem problemu jest system szkolnictwa. Zamiast WYTŁUMACZYĆ o co chodzi w danym zagadnieniu, uczniów podstawówek i gimnazjów zniechęca się setkami wzorów do wykucia i równań

To też napisałam "jak mały Jaś nie będzie ROZUMIAŁ, czemu wrze woda".

Ja naprawdę piszę to co chcę napisać i świadomie używam tych a nie innych słów.


"Ateizm jest religią w takim samym stopniu w jakim nie zbieranie grzybów jest hobby"
07-01-2011 15:29 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Ja naprawdę piszę to co chcę napisać i świadomie używam tych a nie innych słów.

Moja wypowiedź przecież nie była żadną negacją, a jedynie dopełnieniem poprzedniej.
kognitywista (3391 punktów)
>Jeden z rozmówców (nie mam wątpliwości co
>do tego, iż był to człowiek inteligentny, w żadnym wypadku nie przypominał religijnego
>fundamentalisty) stwierdził, jakoby istniały jakieś poważne argumenty podważające teorię Darwina.
>Zapytawszy o nie usłyszałem standardową składankę: brak form przejściowych, wielki wybuch,
>niemożliwość wyprodukowania samoreplikującej się molekuły w warunkach laboratoryjnych itp.
Twój rozmówca być może nie był religijnym fundamentalistą; miałbym jednak poważne zastrzeżenia co do jego inteligencji, skoro wysuwał tego typu argumenty. Co ma Big Bang do teorii Darwina ? Albo kwestia biogenezy ? Urok darwinizmu polega m.in. na tym, że teoria ta byłaby słuszna nawet wtedy, gdyby powstanie żywej komórki było aktem boskim wymagającym interwencji jakiegoś stwórcy.

>Historia nr 3: Żyły wodneZ terminem "żyły wodnej" spotkałem się już w dzieciństwie. Rozmaici ludzie owymi "żyłami"
>tłumaczyli wszystko.
Także doskonale pamiętam tamte czasy i szaloną popularność rzeczonego memu. Ciekawy jest też proces zaniku tej popularności. Dotyczy to także modnych u nas w latach 70-80 "zagadek" piramid, trójkąta bermudzkiego czy UFO. Zdecydowanie nie budzą już one takich emocji i takiego zainteresowania jak wówczas.

>Wydaje mi się, że podstawowym problemem jest to, że przedstawiciele
>pseudonauki zaczęli stosować dosyć sprytną sztuczkę - zaczynają formować swoje treści tak, żeby
>przypominały one dyskurs popularnonaukowy.
Większość tych piewców pseudonauki szczerze wierzy w to co mówi. Wierzą także w to, że głosząc te swoje bzdury, krzewią prawdziwą naukę. Rzekłbym nawet: "prawdziwszą". Często firmują to naukowymi tytułami. I to jest problem.
Wydaje mi się, że jedną z dróg do sukcesu będzie zaszczepianie uczacej się młodzieży nieufności do autorytetu nie popartego merytoryką.
07-01-2011 13:59 
 Ocena 5 na 5
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Twój rozmówca być może nie był religijnym fundamentalistą; miałbym jednak poważne zastrzeżenia co do jego inteligencji, skoro wysuwał tego typu argumenty.

Niewiedza niekoniecznie jest oznaką braku inteligencji. Człowiek inteligentny może tkwić w niewiedzy na jakiś temat choćby dlatego, że nikt nigdy nie zaprezentował mu go w rzetelny sposób, a on sam nie był nim na tyle zainteresowany, żeby samodzielnie szukać informacji, poprzestawał więc na obiegowych, zasłyszanych opiniach.
Inteligentny człowiek skonfrontowany z przytłaczającymi dowodami przyzna się do zajmowania błędnego stanowiska. Idiota natomiast będzie nadal szedł w zaparte, pewnie nawet obrzuci dyskutanta paroma wyzwiskami. We wspomnianym wcześniej przypadku sytuacja potoczyła się według pierwszego scenariusza.

>Co ma Big Bang do teorii Darwina ? Albo kwestia biogenezy ? Urok darwinizmu polega m.in. na tym, że teoria ta byłaby słuszna nawet wtedy, gdyby powstanie żywej komórki było aktem boskim wymagającym interwencji jakiegoś stwórcy.

Oczywiście to były pierwsze kwestie jakie wyjaśniłem.
07-01-2011 17:59 
 Ocena 4 na 4
rhotax7 (3947 punktów)
Niewiedza na jakiś temat może wynikać także z nie zastanawiania się nad pewnymi tematami.Ja byłem wierzącym, doputy Grabowska nie dała mi do przeczytania Boga Urojonego.
Po paru rozdziałach wiedziałem że błądziłem i że Bogi to wymysł pierwotniaków.
Zacząłem drążyć wszystkie możliwe dziedziny nauki pomągące zrozumieć mi dlaczego wiara istnieje i jak argumentować by ją podważać,obalać i likwidować -innych wyzwalając z ciemności.

Także należy pobudzać do myślenia i zastanowienia się znajomych i ratować ich,
zamiast gadać o sporcie czy pogodzie porozmawiać z nimi o wszelkiego rodzaju religiach
i pseudonaukach objaśniając im jakie to są bzdury podając przykłady i argumenty.

Homeopatie tłumaczę na przykładzie Oscil loccocinum.
Otóż ten znany niby lek homeopatyczny zawiera 200K rozcieńczeń jakiegoś tam wyciągu z ziół.
Zadzwoniłem do firmy Boiron z Piaseczna i po paru minutach i kilku osobach rozmawiałem
z głównym farmaceutą który mi objaśnił iż jest to metoda rozcieńczeń Korsakowa która polega na tym że ze 100 ml pobiera się 1 ml ekstraktu z ziół i ten 1 ml rozcieńcza do
100 ml wodą.Operacje tą wykonuje się 200 razy.
Czyli na końcu uzyskuje się rozcieńczenie 1 do 10 do 2000 potęgi.
Cały wszechświat atomów ma zdaje się 10 do 77.
Więc spytałem głownego farmaceute czy zdaje sobie sprawe że ciężko oczekiwać znalezienia choć jednej aktywnej cząsteczki w granulce z cukru trzcinowego z powodu zbyt małych na to szans.
Powiedział że nigdy się nad tym nie zastanawiał ale że rzeczywiście mam racje.
Zapytałem czy może jest wolne miejsce w ich firmie bo też chcę zarabiać na cukrze trzcinowym i brać udział w tym oszustwie.Niestety nie było wolnych miejsc.
(nie pamiętam czy to jest 200K czy 200H czyli metodą Hofmanna która jest taka sama
możecie sprawdzić na opakowaniu)
Znajomi moi są zaskoczeni i zawsze zapada im ta moja opowieść w pamięć.
Aptekarze wiedzą że to placebo.

Pozdrawiam dałem Ci Atlantisie dużo plusów.
07-01-2011 18:25 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Plus za treść, ale nadal piszesz byle jak... Nie będę więcej poprawiać

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
08-01-2011 11:21 
 Ocena 2 na 2
Wenancjusz (16441 punktów)
>Niewiedza na jakiś temat może wynikać także z nie zastanawiania się nad pewnymi tematami.Ja byłem wierzącym, doputy Grabowska nie dała mi do przeczytania Boga Urojonego.
>Po paru rozdziałach wiedziałem że błądziłem i że Bogi to wymysł pierwotniaków.
>Zacząłem drążyć wszystkie możliwe dziedziny nauki pomągące zrozumieć mi dlaczego wiara istnieje i jak argumentować by ją podważać,obalać i likwidować -innych wyzwalając z ciemności.
>Także należy pobudzać do myślenia i zastanowienia się znajomych i ratować ich,
>zamiast gadać o sporcie czy pogodzie porozmawiać z nimi o wszelkiego rodzaju religiach
>i pseudonaukach objaśniając im jakie to są bzdury podając przykłady i argumenty.
>Homeopatie tłumaczę na przykładzie Oscil loccocinum.
>Otóż ten znany niby lek homeopatyczny zawiera 200K rozcieńczeń jakiegoś tam wyciągu z ziół.
>Zadzwoniłem do firmy Boiron z Piaseczna i po paru minutach i kilku osobach rozmawiałem
>z głównym farmaceutą który mi objaśnił iż jest to metoda rozcieńczeń Korsakowa która polega na tym że ze 100 ml pobiera się 1 ml ekstraktu z ziół i ten 1 ml rozcieńcza do
>100 ml wodą.Operacje tą wykonuje się 200 razy.
>Czyli na końcu uzyskuje się rozcieńczenie 1 do 10 do 2000 potęgi.
>Cały wszechświat atomów ma zdaje się 10 do 77.
>Więc spytałem głownego farmaceute czy zdaje sobie sprawe że ciężko oczekiwać znalezienia choć jednej aktywnej cząsteczki w granulce z cukru trzcinowego z powodu zbyt małych na to szans.
>Powiedział że nigdy się nad tym nie zastanawiał ale że rzeczywiście mam racje.
>Zapytałem czy może jest wolne miejsce w ich firmie bo też chcę zarabiać na cukrze trzcinowym i brać udział w tym oszustwie.Niestety nie było wolnych miejsc.
>(nie pamiętam czy to jest 200K czy 200H czyli metodą Hofmanna która jest taka sama
>możecie sprawdzić na opakowaniu)
>Znajomi moi są zaskoczeni i zawsze zapada im ta moja opowieść w pamięć.
>Aptekarze wiedzą że to placebo.
>Pozdrawiam dałem Ci Atlantisie dużo plusów.
>
Zgadza się. Wygląda to tak, jakbyś w Krakowie wlał litr 100%-towego alkoholu a w Gdańsku chciał się upić wodą wiślaną.
08-01-2011 17:18 
 Ocena 1 na 1
Meretseger (61860 punktów)
Wycinaj niepotrzebne fragmenty wypowiedzi poprzednika.

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
Marian (5438 punktów)
>"co ten gość plecie, przecież taki przekręt nie mógłby mieć miejsca, skoro te środki sprzedaje się w aptekach".
   Niestety, apteki to wciąż siedlisko szarlatanerii. Wykorzystują swój autorytet placówki sprzedającej leki i ogólne kojarzonej z „właściwą” medycyną. Kolejnym przykładem są świece do uszu:
Cytat:
Opis produktu:
Zewnętrzne przewody słuchowe regularnie wypełniają się woszczyną. W przypadku nadmiernego jej wytwarzania woszczyna tężeje, przez co gorzej słyszymy. W wyniku niedostatecznego czyszczenia czy zastosowania nieprawidłowej metody woszczyna jest coraz głębiej wpychana do ucha. Możemy ją jednak łatwo usunąć przy pomocy świeczki do uszu AURECON plus. Są to bawełniane rurki, nasączone mieszaniną wosku pszczelego i parafiny. Ciepło powstałe w wyniku palenia się świeczki zmiękcza nagromadzoną woszczynę a podciśnienie, jakie tworzy się wówczas w uchu, w wyniku działania efektu kominowego ją wysysa. Równocześnie dochodzi do wyrównania ciśnienia przez trąbkę Eustachiusza w okolicy całej głowy i szyi.
Za: www.doz.pl
   Nie ma żadnych dowodów na istnienie w tym przypadku „efektu kominowego”. Doświadczalnie sprawdzono, że nie wytwarza się nawet podciśnienie w trakcie palenia świeczki, ale opis brzmi „naukowo”. Typowy przykład technobełkotu, który przez swoją pozorną „fachowość” i użycie medycznych terminów, ma być bardziej wiarygodny.
   Co więcej, notuje się sporo przypadków poparzenia uszu, a nawet przepalenia błony bębenkowej wśród użytkowników świeczek do uszu.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
09-01-2011 11:23 
 Ocena 1 na 1
VaeSapiens (237 punktów)
>>"co ten gość plecie, przecież taki przekręt nie mógłby mieć miejsca, skoro te środki sprzedaje się w aptekach".
>   Niestety, apteki to wciąż siedlisko szarlatanerii. Wykorzystują swój autorytet placówki sprzedającej leki i ogólne kojarzonej z właściwą medycyną.

    Jak przychodzi Kowalski i mówi, że chce to ja nie mogę odmówić sprzedaży,a typowy Kowalski się nie słucha opinii fachowca. A to nie jest refundowane i nie jest środkiem leczniczym (nie spełnia norm),ale to są typowe przypadki robienia sobie żartów z pacjentów, gdzie można podstawić byle gó..o pod "suplement diety" i jest wszystko legalnie.Dodatkowo sama firma Herb Pharma ma wiele do życzenia, skoro sprzedaje Aloes w kapsułkach i piszą ludziom, że

Cytat:
Dzięki swoim właściwościom pobudzają działanie gruczołów trawiennych, wspomagają sekrecję śluzówki i pozytywnie wpływają na mikroflorę jelitową


   To to są jakieś żarty. Primo Aloe to surowiec Antranoidowy . Secundo wszystkie Antranoidy (oprócz Hiperycyny i kilku innych) to związki przeczyszczające, a Aloes jest jednym z najsilniejszych środków przeczyszczających dostępnych w fitoterapii(tzw purgantia), nawet został zabroniony w sprzedaży przez FDA.
09-01-2011 16:43 
 Ocena 1 na 1
Marian (5438 punktów)
   Rozumiem to jak najbardziej. Jeśli klient prosi o coś, co jest na magazynie i jest na sprzedaż, nie ma powodu mu tego odmawiać. Można założyć, że jako dorosły człowiek wie co robi.
   Jednak takie opisy na stronie jednej z większych sieci aptek w Polsce można by sobie darować. Dalej piszą jeszcze o „odblokowywaniu przepływu energii w meridianach” i tym podobnych głupotach. Teraz są dwie możliwości: albo ludzie odpowiedzialni za umieszczenie tego opisu, wierzą w jego prawdziwość, co stawia pod znakiem zapytania ich wiedzę medyczną i idący za nią autorytet; albo chcąc rozszerzyć swoją ofertę produktów na ludzi wierzących w te bzdury, przy okazji świadomie wprowadzają w błąd innych.
   Tak, czy inaczej, niestety rzeczywistość jest taka, że jako klienci musimy posiąść pewną fundamentalną wiedzę w zakresie farmaceutyki i medycyny, aby umieć odróżnić prawdę od fikcji, lek od tabletek z cukru, i nie dać się oszukać w ten sposób.
   Rzeczywistość jest również taka, że kiedy przysłowiowy pan Kowalski usłyszy od pani Irenki spod ósemki albo wioskowego szamana — który co prawda jednak z trudem przebrnął przez 6 lat (lub 7 i więcej) na wydziale lekarskim — że specyfik homeopatyczny mu pomoże i nie zaszkodzi jego, i tak już nadwyrężonej alkoholem, wątrobie jak prawdziwy lek, to bez mrugnięcia okiem pójdzie i kupi cukier w aptece. Na takich ludziach żerują wszelkiej maści handlarze produktami z serii mumbo-jambo.

   Pozdrawiam.

Jeśli nie zaznaczono inaczej, moją twórczość należy traktować jako CC-BY-SA 3.0
09-01-2011 17:24 
 Ocena 4 na 4
VaeSapiens (237 punktów)
>   Rozumiem to jak najbardziej. Jeśli klient prosi o coś, co jest na magazynie i jest na sprzedaż, nie ma powodu mu tego odmawiać. Można założyć, że jako dorosły człowiek wie co robi.

    Dokładnie. Ale też przykładowo: Wchodzisz do sklepu i chcesz kapustę, a sprzedawca ci mówi: "Nie mogę tego panu sprzedać". Zresztą dodali teraz "Skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą" bo na światowych rankingach Polska jest krajem lekomanów,a medycyny uczą się od babek, które sobie miodem rany smarują. (niby to działa, ale jest ryzyko poważnej infekcji)

>   Jednak takie opisy na stronie jednej z większych sieci aptek w Polsce można by sobie darować. Dalej piszą jeszcze o „odblokowywaniu przepływu energii w meridianach” i tym podobnych głupotach. Teraz są dwie możliwości: albo ludzie odpowiedzialni za umieszczenie tego opisu, wierzą w jego prawdziwość, co stawia pod znakiem zapytania ich wiedzę medyczną i idący za nią autorytet; albo chcąc rozszerzyć swoją ofertę produktów na ludzi wierzących w te bzdury, przy okazji świadomie wprowadzają w błąd innych.

Generalnie to drugie. Firmy Farmaceutyczne rzadko mają lekarzy czy farmaceutów na najwyższych stołkach. Głównie tam siedzą przedsiębiorcy, ludzie o wykształceniu ekonomicznym.
A jeszcze powiedzmy taka hipotetyczna ulotka jakieś Aspiryny:

Cytat:
"Lek zawiera Kwas 2-acetoksybenzoesowy (kwas acetylosalicylowy). Kwas Acetylosalicylowy jest inhibitorem COX-1 i COX-2. Hamuje syntezę prostaglandyn."


VS

Cytat:
"Działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie i obniża gorączkę"


   Wiadomo czemu na reklamach i pudełku jest napisane to drugie.

>   Tak, czy inaczej, niestety rzeczywistość jest taka, że jako klienci musimy posiąść pewną fundamentalną wiedzę w zakresie farmaceutyki i medycyny, aby umieć odróżnić prawdę od fikcji, lek od tabletek z cukru, i nie dać się oszukać w ten sposób.

Wystarczy zapytać, jak ktoś uczciwy to powie prawdę, że to nie działa. Ba! Ma nawet obowiązek powiadomienia pacjenta o szkodliwym lub nieudowodnionym działaniu.

>   Rzeczywistość jest również taka, że kiedy przysłowiowy pan Kowalski usłyszy od pani Irenki spod ósemki albo wioskowego szamana — który co prawda jednak z trudem przebrnął przez 6 lat (lub 7 i więcej) na wydziale lekarskim — że specyfik homeopatyczny mu pomoże i nie zaszkodzi jego, i tak już nadwyrężonej alkoholem, wątrobie jak prawdziwy lek, to bez mrugnięcia okiem pójdzie i kupi cukier w aptece. Na takich ludziach żerują wszelkiej maści handlarze produktami z serii mumbo-jambo.

   Polska to dziwny kraj, w którym facet wygrywa sprawę w sądzie choć namawiał ludzi do homeopatii, ludzie w necie piszą, że witamina B17 leczy raka (to nie jest witamina, tym bardziej z grupy B i niby jak wolny HCN ma leczyć raka?), a koncerny farmaceutyczne tylko udają, że to nie działa, aby na nas zarobić.
    Rzeczywistość jest też taka, że jak pani Irence się powie, ze antybiotyk trzeba brać 3 dni i to nawet mimo tego, że drugiego dnia jest już super. To ona i tak po dwóch dniach wyrzuci do kosza ponieważ "Co ten lekarz/farmaceuta wie?". A potem przyjdzie po drugi antybiotyk, bo się jej nawróciło, a tamten już nie działa....

Pozdrawiam.
farmer (22440 punktów)

>   Polska to dziwny kraj, w którym facet wygrywa sprawę w sądzie choć namawiał ludzi do homeopatii, ludzie w necie piszą, że witamina B17 leczy raka (to nie jest witamina, tym bardziej z grupy B i niby jak wolny HCN ma leczyć raka?), a koncerny farmaceutyczne tylko udają, że to nie działa, aby na nas zarobić.

Tak z ciekawości zapytam o B17?
10-01-2011 09:34 
 Ocena 2 na 2
VaeSapiens (237 punktów)
>Tak z ciekawości zapytam o B17?

    W latach bodajże 50-tych facet o nazwisku Ernest Krebs(nie ten Krebs od cyklu Krebsa-prawdziwy naukowiec miał na imię Hans)światu całemu ogłosił,że znalazł lek na raka. Udowodniono mu oczywiście szarlatanerie.

Dziś nasza wiedza wygląda o tej substancji tak. To jest Amygdalina ,glikozyd cyjanogenny(nitrylozyd)typowy przykład broni chemicznej , rozpowszechniony w rodzinie Rosaceae(Różowate).



   Proszę spojrzeć na uroczą grupę nitrylową wystającą od pierwszego węgla łańcucha bocznego grupy fenolowej. Tak się składa,że roślinki posiadające ten glikozyd również wytworzyły sobie enzym emulsynę gorzkich migdałów (Beta-glukozydazę amygdaliny), który go rozkłada najpierw do części cukrowej(gencjobiozy) i nitrylu kwasu migdałowego, następnie nitryl w benzaldehyd i cyjanowodór(stąd tzw "zapach gorzkich migdałów),a najlepiej w pH obojętnym-lekko kwaśnym (akurat nasze jelito cienkie).

   Cyjanowodór przechodzi do krwi, rozprowadza się po organizmie i atakuje w mitochondriach kompleks IV łańcucha oddechowego(fosforylacji oksydacyjnej).Generalnie w komórce przestaje wytwarzać się ATP, wszystko staje i zaczyna umierać. A ludzie chcą innym wmówić, że to "selektywnie dociera tylko do komórek nowotworowych". Wolne żarty.
10-01-2011 13:51 
 Ocena 3 na 3
Meretseger (61860 punktów)

>Tak z ciekawości zapytam o B17?
Boeing B-17, ciężki samolot bombowy dalekiego zasięgu, zwany "Flying Fortress", konstrukcja z lat 30. XX w.? Znakomity

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.
09-01-2011 18:46 
 Ocena 3 na 3
sztejkat (4743 punktów)
>    Jak przychodzi Kowalski i mówi, że chce to ja nie mogę odmówić sprzedaży(...)

Niestety, spotkałem się też z odwrotną praktyką: na prośbę o "coś łagodnego bez recepty na zatkany nos" sprzedano mi środek homeopatyczny. Ufając oczywiście farmaceucie opis leku przeczytałem dopiero w domu.

Niestety, uznawanie, że klient wie czego chce nie zawsze jest dobre dla interesu.

Dla przykładu pewna firma meblowa montowała u mnie w pracy zabudowy z drzwiami przesuwnymi. Zapytano mnie, czy życzę sobie by szafa miała cokół. Oczywiście, że nie! Po co mi podnosić ciężki sprzęt, skoro mogę go wsunąć do szafy pchając po podłodze? Projektant przyjął moje zdanie, pokiwał głową i poszedł. Przy montażu okazało się jednak, że przy takim spadku podłogi mogę mieć albo cokół albo drzwi, które jeżdżą tak jak im wygodniej i nijak nie chcą się trzymać choćby w pozycji "zamknięte".

Klient chciał, klient ma.

Tyle, że klient oczekiwał także dobrej roboty. Jeśli życzenie klienta jest niemożliwe do zrealizowani, drogie czy też zupełnie nieefektywne punktem honoru fachowca powinno być ODRADZENIE klientowi takiego rozwiązania.

Efekt: było to pierwsze i ostatnie zamówienie w tej firmie. Kolejne zabudowy wykonywali tacy fachowcy, którzy umieli powiedzieć: "to nie będzie dobrze działać".

Pozdrawiam,

Tomasz Sztejka
09-01-2011 19:15 
 Ocena 3 na 3
VaeSapiens (237 punktów)
   Jest jeszcze jedna sprawa. Polskie prawo na dzień dzisiejszy wygląda tak, że nie odróżnisz technika farmacji (2 lata studiów) od mgr.n.farm. (5 lat studiów +0,5 roku praktyki +0,5 v 1,0 roku magisterki). Jeśli to był mgr. to takie zachowanie jest nie do zaakceptowania, bo oznacza to, że kłamie ci w żywe oczy. Nie można uznać, że nie wie czy homeopatia działa, bo on doskonale wie, że nie działa.

    Inna możliwość to "pomysł" że wroluje się w placebo.
rhotax7 (3947 punktów)
Po tym telefonie do firmy Boiron zacząłem się zastanawiać nad możliwością leków
homeopatycznych dla kotów i psów.Okazało się że ktos na to wpadł oraz na nawozy homeopatyczne do roślin doniczkowych.
Szperając dalej znalazłem fundacje w USA zajmującą się zwalczaniem homeopatii.
Tam w tym kraju natapirowanych wyłudzaczy pieniędzy ,sto razy skuteczniejszych od naszego mistrza biznesu O.Tadeusza,homeopatia przynosi pewnie zyski większe od naszego
PKB i stanowi plagę.

Można i należy zwalczać tego typu oszustwa tłumaczcie znajomym,użyjcie oscil Loccocinum.

Jeśli macie znajomych w prasie niech to opublikują.
09-01-2011 20:03 
 Ocena 1 na 1
VaeSapiens (237 punktów)
To jest poprostu niezwykłe jak można zrobić w jajo człowieka dwukrotnie na tym "specyfiku".
1. Tam nic oprócz wody, laktozy i sacharozy nie ma
2. Gdyby było to nie wiem jak miałaby działać wyekstrahowana wątroba i serce kaczki ->nas barbariae hepatis et cordis extractum.
09-01-2011 23:54 
 Ocena 2 na 2
Atlantis (1733 punktów)
(zablokowany)
>Okazało się że ktos na to wpadł oraz na nawozy homeopatyczne do roślin doniczkowych.

Ciekaw jestem czy ktoś wpadł na pomysł homeopatycznych środków antykoncepcyjnych.
Swoją drogą zastanawia mnie czy ludzie wierzący w skuteczność tego rodzaju kuracji są tak mocno utwierdzeni w tym przekonaniu, że odważyliby się skorzystać z takiej metody zapobiegania ciąży.
09-01-2011 21:31 
 Ocena 3 na 3
liliac (147340 punktów)
>Jeśli to był mgr to takie zachowanie jest nie do zaakceptowania, bo oznacza to, że kłamie ci w żywe oczy. Nie można uznać, że nie wie czy homeopatia działa, bo on doskonale wie, że nie działa.

Niekoniecznie niestety wie- moja własna prywatna ciotka farmaceutka zwykła upierać się, że nie można kategorycznie stwierdzić, że nie działa, a ostatnio po oficjalnym zawodowym kursie dokształcającym (w ramach kształcenia ustawicznego) wróciła już całkiem przekonana, że działa, bo przecież "tam taki doktor tłumaczył, że tak".
09-01-2011 21:36 
 Ocena 3 na 3
Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Niekoniecznie niestety wie- moja własna prywatna ciotka farmaceutka zwykła upierać się, że nie można kategorycznie stwierdzić, że nie działa, a ostatnio po oficjalnym zawodowym kursie dokształcającym (w ramach kształcenia ustawicznego) wróciła już całkiem przekonana, że działa, bo przecież "tam taki doktor tłumaczył, że tak".

To dokładnie tak jak moja ciotka farmaceutka, normalnie ręce opadają

Choć jak dałem jej trochę stosownej literatury, to już - przynajmniej w mojej obecności - nie broni homeopatii, choć nie wiem czy w nią nie wierzy...
10-01-2011 09:15 
 Ocena 2 na 2
Meretseger (61860 punktów)
Na szczęście moja siostra - dr farmacji na słowo "homeopatia" wzdryga się nerwowo i mamrocze pod nosem słowa nie figurujące w żadnym słowniku... Jej nie muszę "nawracać"

Nie wiadomo, dlaczego wszyscy mówią do kotów "ty", choć jako żywo żaden kot nigdy z nikim nie pił bruderszaftu.

Wróć do listy wątków działu Społeczeństwo i kraj
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365