W Izraelu, poza większymi miastami, ogromną władzę posiadają tzw. "Komitety Akceptacji". Jest ich w całym kraju ponad tysiąc - i jeżeli tylko zechcą, mogą uniemożliwić życie w danej wspólnocie - z takiego czy innego powodu. Powody mogą być różne. Na przykład fakt, że ktoś jest odmiennego koloru skóry, odmiennego wyznania, że jego małżonek nie jest Żydem. Każdy powód jest dobry żeby wykluczyć intruza, który - w opini członków komitetu - zagraża żydowskiej, etniczno - kulturowej homogeniczności danej społeczności.
Fenomen ów - wielce zaskakujący dla Europejczyka - jest kolejnym świadectwem wskazującym na zakodowaną w kulturze żydowskiej skłonność do gettoizacji i izolowania się od obcych - która to predylekcja jest prostą drogą prowadzącą do obskurantyzmu, uprzedzeń i rasizmu.
Zainteresowanych detalami odsyłam do podlinkownaego materiału, zwracając równoczesnie uwagę na zawarty w nim wątek, traktujący o rasowych uprzedzeniach Ben Guriona - ojca założyciela Izraela, które zdaniem autora materiału przyczyniły się istotnie do zafunkcjonowania w Izraelu komitetów jak wyżej. Ben Gurion - Żyd z Płońska - na początku lat 60 - tych ubiegłego wieku rozważał wprowadzenie segregacji szkolnej w celu oddzielenia dzieci Żydów aszkenazyjskich od dzieci Żydów Mizrachi - pochodzących z krajów arabskich. Uważał ich bowiem za zdegenerowanych (długim przebywaniem w towarzystwie Arabów) i zacofanych kulturowo oraz intelektulanie - obawiając się, że jeżeli zdobędą oni większe wpływy w kraju - Izrael stanie się "lewantyński" ( pejoratywne określenie) oraz stoczy się do poziomu krajów arabskich. Jakie były opinie Ben Guriona o samych Arabach - można się łatwo domyślić.
"Consider the case revealed on April 9 by author Orna Akad at the blog +972. She related how 23 years ago she went to a workshop at the community of Neve Shalom. “One of the participants in the workshop was also a member of the community’s admission committee… we came up to her full of hope and said proudly that we are a couple, a Jewish woman and an Arab man, and that we would like to register and appear before the community’s admission committee,” Akad said. The woman had bad news: “We are a community which encourages life together in coexistence, but we are opposed to mixed marriage.”
"If you are perplexed, you should be. Israel’s small communities have an unusual way of organizing themselves. An “acceptance” or admissions committee regulates almost every single community outside a major town. You can’t just move to a place, you have to ask to be admitted. It is why a May 2012 headline screamed, “Sderot activists win right to move to Kibbutz Gevim.” They didn’t want to be kibbutz members, just to live in an expansion area of the kibbutz. But one committee member had blocked them, reportedly saying, “We are trying to introduce new blood into the community, but new blood needs to match what is already there.” The newcomers were not “attuned to community life.”
forward.co(*)sraels-segregationist-founder/