Racjonalista - Strona głównaDo treści
Związek z katoliczką

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Filozofia i światopogląd
NapisanoAutorTytuł
13-02-2018 00:23Smithi (1 punktów)Związek z katoliczką
Witam, chciałbym opisać wam sytuację, która przydarzyła mi się jakiś czas temu. 4 miesiące temu poznałem niesamowitą dziewczynę. Mądra, inteligentną, kochająca i mocno wierzącą. Niestety jest to również związek na odległość, a przez moją pracę, a jej szkołę widujemy się tylko w weekendy. Dwa miesiące temu oficjalnie stwierdziliśmy, że bardzo dobrze nam ze sobą. Po prostu się w sobie zakochalismy. Jednak pojawiła się przeszkoda. Jej wiara katolicka, a moja obojętność na nią jest tym problemem. Początkowo nie przeszkadzało mi to wcale uznałem, że będę w stanie od czasu do czasu przejść się razem z nią na niedzielną mszę. Jednak zaczęło mnie to przerastac. Zauważyłem, że moja dziewczyna stara się mnie "nawrócić" na wiarę co nie do końca mi się podoba, ponieważ przez lata zdążyłem wyrobić sobie opinie na temat Religi. Nie zgadzam się z większością poglądów, wyznaję raczej zasadę, że to nie Bóg daje Ci siłę do działania tylko Ty sam znajdujesz ją w sobie i jesteś w stanie brnąć dalej. Moja dziewczyna kompletnie tego nie rozumie. Jest wpatrzona w swoją matkę, która jest obsesyjną katoliczka. Złudne miałem nadzieję, że zaakceptuje to, że jestem taki jaki jestem. Rozmowa o pielgrzymkach, mszach, ksiezach wprowadza mnie w niesamowite zakłopotanie. Nie wiem czy związek ateisty z katoliczką ma jakiś sens. Ostatnio doszło do sytuacji, kiedy ponownie poruszylismy temat wiary, którego jednak bardzo chciałbym uniknąć. Zaczęła mówić, że Bóg jest dla niej najważniejszy w życiu, że nigdy się od niego nie odwróci, że może kiedyś sam doznam objawienia tak jak i ona to otrzymała. Dodatkowo dochodzi do tego rozmowa o przyszłości, czy pojadę z nią na pielgrzymke (szczerze wątpię), czy będę chciał wziąć ślub kościelny i w jakiej wierze mam zamiar kiedyś wychowywać dzieci. Nie wiem czy kiedyś zaakceptuje moje poglądy i czy próbować brnąć w ten związek mimo iż oboje jesteśmy przekonani, że pod tym względem się nie zmienimy. Co sądzicie, czy brnąć w to dalej? Czy pogodzić się jednak z faktem, że to się nie uda ?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Wenancjusz (16441 punktów)
Doradzać nie ma sensu. To są wasze, intymne sprawy i kwestią doradzania niegrzecznym jest. (Zaraz staje mi przed oczyma moja była teściowa). Fakt widzę taki. Jeśli religia stoi na pierwszym miejscu w Waszym związku, to raczej bym odpuścił. Nie martw się, każdy katolik, zwłaszcza głęboki, nie potrafi tolerować agnostyka nie mówiąc ateisty, i zaczyna powoli i namolnie aż do zbrzydzenia, obrzydzić związek. W sytuacjach szczególnych może nawet być przyczyną kłótni. Twoja sympatia niestety cierpi na katolicką dolegliwość braku umiejętności zachowania wiary dla siebie. Bez dania racji musi "uszczęśliwiać" innych. I tyle mojej opinii. Obym się mylił, lecz moje doświadczenie życiowe mnie upomina, że jest przeważnie inaczej.


Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
diogenes (42753 punktów)
>Mądra, inteligentną, kochająca i mocno wierzącą.

Chodzi o kwadratowe koło?

Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
cynik (52 punktów)
Proponuję nie brnąć w to dalej. Byłem w podobnej sytuacji jedynie z tą różnicą, że chodziło o związek z ateistką. Nie była zdolna do zobowiązania się, że nie opuści mnie do śmierci.
14-02-2018 10:51 
 Ocena 4 na 4
TyDraniu (6569 punktów)
>Byłem w podobnej sytuacji jedynie z tą różnicą, że chodziło o związek z ateistką. Nie była zdolna do zobowiązania się, że nie opuści mnie do śmierci.

Więc to uczciwa i prawdomówna kobieta o wysokim poziomie etyki. 100% gwarancji na trwanie przy partnerze do śmierci udzielić nie można.

Jak wynika ze statystyk rozwodów, katolicy płci obojga są jak najbardziej zdolni do takiego zobowiązania (pod groźbą boskiej kary w wypadku złamania), jednak 50% małżeństw i tak się rozpada.
14-02-2018 11:16 
 Ocena 1 na 1
cynik (52 punktów)

Nie zaprzeczam, że owa kobieta była prawdomówna i uczciwa dzięki czemu uniknąłem na przyszłość kłopotów.
Czyż pożycza się pieniądze komuś, kto nie zobowiązuje się spłacić pożyczki?
24-02-2018 13:27 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>Czyż pożycza się pieniądze komuś, kto nie zobowiązuje się spłacić pożyczki?

Chodzi chyba o darowiznę. O tym, czym są zobowiązania w momencie pożyczki, mówi krajowy rejestr dłużników, czasem porachunki mafijne...


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
AngelikaGa (69 punktów)
"Co sądzicie, czy brnąć w to dalej?"

"Brnąć" użyte, z resztą nie raz, w tekście w kontekście związku dwojga ludzi może służyć za podpowiedź co robić. No bo czy w udany związek się brnie?
24-02-2018 13:31 
 Ocena 1 na 1
diogenes (42753 punktów)
>...czy w udany związek się brnie?

Ależ oczywiście! Zapowiada się wszystko jak najlepiej... ale sprawa się rypła.


Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.

Wróć do listy wątków działu Filozofia i światopogląd
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365