 |
Ten wątek jest przedawniony Działy Forum » Filozofia i światopogląd
| Napisano | Autor | Tytuł | | 15-02-2018 15:27 | jakispseudonim (3 punktów) | Religia w szkole | Hej, mam ostatnio dylemat i nie wiem jak go ugryźć. Generalnie mój syn za 2 lata pójdzie do podstawówki, co wiąże się z lekcjami religii, później komunia itd. Generalnie zawsze to olewałem, syn jest ochrzczony jako ze moja druga polówka jest katoliczka. Nie jakaś fanatyczna, bez okazji poszła do kościoła przez ostatnie 5+ lat może z 2 razy a tak to standard, wesela, pogrzeby etc. Ja sam jestem raczej ateista/agnostykiem. Kusi mnie zęby go "wypisać" z religii w szkole, bo szkoda mi żeby indoktrynacja kościoła mu "zniszczyła" obraz świata. Z drugiej strony wiem jakie dla mnie to było trudne w dzieciństwie (mama była Świadkiem Jehowy, tata nie praktykującym katolikiem) kiedy jako jedyny w klasie i nie liczny w szkole nie uczęszczałem na religie (chociaz w sumie to teraz po tylu latach nie wiem czy nie trudniejszy był sam fakt ze w naszym pięknym kraju panuje/panowała nietolerancja religijna i na każda słowo o ŚJ/"kociarzach" miałem ochotę zniknąć bo zawsze padały w bardzo negatywnej konotacji). W zasadzie to dzieciństwo wspominam, jako jedno ciągle obosieczne prześladowanie religijne, z jednej strony fanatycznie religijny rodzic z drugiej cała katolicka RP dla której jesteś odmieńcem, na każdym kroku takie nie katolickie dziecko ma problemy które z jego punktu widzenia to po prostu horror. Sam teraz nie wiem, co będzie dla niego większa krzywda. Z drugiej strony kto jak nie ja, osoba która była w tej sytuacji, mógłby mu wyjaśnić co, jak i dlaczego. Jeśli problem był poruszany w innych tematach to prosił bym o wskazanie w postaci linka  . Z zaciekawieniem czekam na wasz punkt widzenia dot tego problemu. | Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.
1 na 1 | cynik (52 punktów) | Na Twoim miejscu posłałbym dziecko na religię bo jeśli Twojej żonie indoktrynacja kościoła nie "zniszczyła" obrazu świata to prawdopodobnie dziecku też to nie grozi.
|
|
 | 1 na 1 | jakispseudonim (3 punktów) | Mało satysfakcjonująca odpowiedz w obliczu tego jak wielu ludziom jednak niszczy. Szczególnie w polsce. To że ktoś wygrał z tą nienormalnością nie jest wg mnie argumentem w tej kwestii, po co ryzykować. Tu chodzi o kalkulacje w kontekście korzyści i strat a widzę że pierwszy post to już obrażanie się.
|
|
5 na 5 | Fizyk (17637 punktów) | > Sam teraz nie wiem, co będzie dla niego większą krzywdą.
Zamiast krzywdzić syna, daj mu wybór. Jak zechce chodzić na religię, to powiedz mu, że może w każdej chwili przestać chodzić. Jak nie chce się na nią zapisać, to zawsze może to zrobić później. A jak nie wie o co tu chodzi, to wyjaśnij mu w takich słowach aby zrozumiał.
Na przykład, ja bym powiedział, że lekcje religii to są legendy, coś w rodzaju Wojen Gwiezdnych albo Władcy Pierścieni, ale z tą różnicą, że wiele ludzi bierze je na serio, albo co najmniej chce aby małe dzieci uwierzyły, że to wszystko prawda. Powiedziałbym mu jeszcze, że inni ludzie wierzą w inne legendy, a tych różnych legend jest bardzo dużo i każda przeczy pozostałym.
Powiedz synowi jakie jest Twoje zdanie na ten temat i poproś żonę, żeby też mu powiedziała swoje. Powiedz mu o wierze Twoich rodziców i dalszej rodziny. A najważniejsze - powiedz mu, że sam musi sobie odpowiedzieć jak to jest naprawdę. Kiedyś będzie Ci za to wdzięczny.
|
|
1 na 1 | diogenes (42753 punktów) | >Ja sam jestem raczej ateista/agnostykiem.
Podejrzewam, że cokolwiek zrobisz, jabłko niedaleko spadnie od jabłoni. Owo "raczej" jest naszą specjalnością.
Okres ważności moich postów kończy się z chwilą ich opublikowania.
|
|
3 na 3 | Paolo Monstro (6146 punktów) | Problem Polski polega na tym, że "religia" = katecheza katolicka, wszelkie ich wierzenia, włącznie z przesądami na przykład nt antykoncepcji (w szkole średniej) itd.. Do tego kościół wpakował to do szkół stygmatyzując niekatolickich uczniów. Kiedyś walczyłem, żeby religia odbywała się na końcu albo na początku lekcji (szkoła nie oferowała nic w zamian i dzieci musiały błąkać się po szkole)- dyrektorka odpowiedziała,że ksiądz sobie nie życzy bo dzieci nie będą chodziły. To był dla niej argument bo chodzenie na religię jest uważane za dobre a nie chodzenie za złe, przez cały system. Religia nie jest jedną z wielu, jest tożsama z katolicyzmem, wiara w innych bogów lub ignorowanie tematu to zło/grzech. Ten przekaz płynie bezpośrednio lub pośrednio z mediów, od nauczycieli od kolegów, rodziny. Dziecko nie będzie w stanie wytrzymać presji: mszy na zakończenie roku,mszy dla absolwentów, poświęcenia hali sportowej, krzyży w szkole, rekolekcji. Polacy broniąc religii w szkole podają przykłady innych krajów, nie rozumiejąc, że religia na zachodzie Europy (jeśli w ogóle jest w szkole) to często religioznawstwo, które jest w Polsce niemal zakazane w standardowym programie nauczania. W Europie zachodniej w katolickich nawet szkołach są muzułmańskie dzieci. W Polsce to byłoby nie do pomyślenia.
Wracając więc do Twojego dylematu- moje doświadczenie wskazuje, że najlepiej powiedzieć dziecku jak wygląda sytuacja i dać wybór. W praktyce dziecko wybierze często losowo- np. mając starszych kolegów skuszą je prezenty na komunię i straszenie, przez kolegów, że nie pójdzie do nieba. Religia katolicka zastrasza dzieci piekłem, zastraszają je też inni dorośli i nauczyciele oficjalnie afiszujący się z wiarą. Niestety wyboru dokonujesz spośród dostępnych alternatyw a w Polsce nie masz dobrego wyboru. Łatwo jest dorosłemu zdecydować jednak to dziecko cierpi presję otoczenia i to jemu możesz zepsuć dzieciństwo. Nie każdy ma tyle pewności siebie by postawić się otoczeniu. Ja wychowałem się w PRLu gdy było to rozwiązane tak by unikać presji a szkoły były świeckie. Moje dzieci, na ich szczęście, nie uczyły się w Polsce i miałem dobre wybory w zbiorze alternatyw. Sam problem fanatyzmu w Polsce nie uzasadnia może wyjazdu ale gdy dodasz do tego nie działającą służbę zdrowia, rosnący dług publiczny, który nie jest wydawany na inwestycje, a który Twoje dzieci będą musiały spłacić, brak emerytur i/lub konieczność potężnych obciążeń dla Twoich dzieci, kiepsko działające Państwo i rodaków, którzy ciągle myślą b. naiwnie to jest o czym myśleć gdy ma się dzieci?
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
 | 4 na 4 | Wenancjusz (16441 punktów) | >Polacy broniąc religii w szkole podają przykłady innych krajów, nie rozumiejąc, że religia na zachodzie Europy (jeśli w ogóle jest w szkole) to często religioznawstwo, które jest w Polsce niemal zakazane w standardowym programie nauczania.
Mała uwaga. Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN. Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?). Nauka religii więc nie ma programowego zatwierdzenia przez MEN. Tym bardziej więc winna być usunięta z zajęć w publicznych/państwowych szkołach. Praktyka pokazuje, że mimo iż w takim przypadku jest przedmiotem dodatkowym jak np. nauka tańców ludowych i utworzenie zespołu tanecznego, czy też nauka gry w brydża sportowego, dochodzi do paradoksów polegających na tym, by religia była przedmiotem egzaminów maturalnych, na co bezczelnie napiera i obstaje przy tym Episkopat polski (łamiąc zapis o autonomii państwa i kościoła, ze strony kościoła). Jeśli to by była szkoła katolicka, to proszę bardzo. "Róbta co chceta". Ale jeśli to szkoła utrzymywana z funduszy publicznych państwa konstytucyjnie liberalnego/laickiego religijnie, to już jest cholerne nadużycie. Że też niektórzy forumowicze w dyskusjach tego nie widzą. Więc kto akceptuje to widoczne przegięcie jak nie zastraszeni piekłem? To tyle i aż tyle. Przekażcie sobie teraz znak pokoju i oby on był na tyle w pamięci, by wytrwał do wyjścia za progi szkoły. Za progiem można sobie, po katolicku znów po pyskach się walić. Pozdrawiam.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 2 na 2 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN. >Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?). Oczywiście, że inne, przecież kler to watykańska wtyczka.
Ale skoro już jest ta religia w szkołach, to jednak powinno być odwrotnie, tzn. MEN powinien uznać się za niekompetentnego w sprawie programu - i nie tylko zresztą programu - katechezy. Zaś rodzice zapisujący dzieci, niechby o takim podziale kompetencji i odpowiedzialności byli wyraźnie zawiadomieni. By katecheci swoimi poczynaniami kompromitowali państwo watykańskie, nie polskie.
Cza być oszczędnym.
|
|
| |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN. >>Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?). >Oczywiście, że inne, przecież kler to watykańska wtyczka. >Ale skoro już jest ta religia w szkołach, to jednak powinno być odwrotnie, tzn. MEN powinien uznać się za niekompetentnego w sprawie programu - i nie tylko zresztą programu - katechezy.
Skoro tak to powinien wyrugować naukę religii ze szkół publicznych/państwowych z racji niemożności zatwierdzenia programu nauczania z powodu jego braku oraz niekompetencji. Trzeba to określić zdecydowanie. Ale kto to ma zrobić? Do tego trzeba kogoś z przysłowiowymi jajami. A w MEN-ie masz przytłaczającą większość kobiet... Chociaz widziałem kobiety z jajami ale na targowisku niestety.
>Zaś rodzice zapisujący dzieci, niechby o takim podziale kompetencji i odpowiedzialności byli wyraźnie zawiadomieni.
Czego się świadomie i celowo nie robi.
>By katecheci swoimi poczynaniami kompromitowali państwo watykańskie, nie polskie.
Jak więc nazwać ingerencję obcego państwa w oświatę i metodykę nauczania innego państwa? Po co się głowić. Nie lepiej zaproponować z całą dżentelmerią powrót do przykościelnych salek katechetycznych? Za "komuny" tak było i agenci watykańscy mieli się kto wie czy nie lepiej jak dziś.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>Skoro tak to powinien wyrugować naukę religii ze szkół publicznych/państwowych z racji niemożności zatwierdzenia programu nauczania z powodu jego braku oraz niekompetencji. Gdyby MEN własną niekompetencję uznał za podstawę swoich działań (a nie uchylenia się, co proponowałam), usunięto by ekipę MEN.
>trzeba kogoś z przysłowiowymi jajami. A w MEN-ie masz przytłaczającą większość kobiet... Jaja, o których tu piszesz na niewiele się zdają, bo np. konkordat podpisał Kwaśniewski.
>Nie lepiej zaproponować z całą dżentelmerią powrót do przykościelnych salek katechetycznych? Za "komuny" tak było i agenci watykańscy mieli się kto wie czy nie lepiej jak dziś. Mieli poważanie społecznych nizin, dziś mogą mieć te niziny "w poważaniu".
Cza być oszczędnym.
|
|
| | | |  | | Wenancjusz (16441 punktów) | >>Skoro tak to powinien wyrugować naukę religii ze szkół publicznych/państwowych z racji niemożności zatwierdzenia programu nauczania z powodu jego braku oraz niekompetencji. >Gdyby MEN własną niekompetencję uznał za podstawę swoich działań (a nie uchylenia się, co proponowałam), usunięto by ekipę MEN. >>trzeba kogoś z przysłowiowymi jajami. A w MEN-ie masz przytłaczającą większość kobiet... >Jaja, o których tu piszesz na niewiele się zdają, bo np. konkordat podpisał Kwaśniewski.
Jako prezydent - strażnik Konstytucji, bez konsultacji nawet z TK złamał art. 25 Konstytucji, wyróżniając tedy jedną tyko religię. Zobacz jak wyglądało głosowanie w Sejmie. Czy Sejm miał qworum uprawniające do głosowania w sprawie szczególnego rodzaju porozumienia z innym państwem. Suchocka podstawiając Kwachowi ten dokument także samo złamała zapis Konstytucji.
>>Nie lepiej zaproponować z całą dżentelmerią powrót do przykościelnych salek katechetycznych? Za "komuny" tak było i agenci watykańscy mieli się kto wie czy nie lepiej jak dziś.
>Mieli poważanie społecznych nizin, dziś mogą mieć te niziny "w poważaniu".
To jest ich kłopot, ale efekty widać w spadającej liczbie wiernych.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
| | | | |  | | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>>...konkordat podpisał Kwaśniewski. >Jako prezydent - strażnik Konstytucji, bez konsultacji nawet z TK złamał art. 25 Konstytucji, wyróżniając tedy jedną tyko religię. Można by konkordat zerwać, ale dopiero na to trzeba jaj (choć nie tych, o których pisałeś).
>>Mieli poważanie społecznych nizin, dziś mogą mieć te niziny "w poważaniu". >To jest ich kłopot... Więc czemu się tym zajmujemy?
Cza być oszczędnym.
|
|
| | | | | |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | >>>...konkordat podpisał Kwaśniewski. >>Jako prezydent - strażnik Konstytucji, bez konsultacji nawet z TK złamał art. 25 Konstytucji, wyróżniając tedy jedną tyko religię. >Można by konkordat zerwać, ale dopiero na to trzeba jaj (choć nie tych, o których pisałeś).
A tam zaraz zerwać! Pismem dyplomatycznym poinformować mocarstwo Watykan, że Konkordat został przyjęty łamiąc prawo Polskie. W związku z powyższym jest nieważny i agentura watykańska czasowo stacjonująca w Polsce nie ma podstaw do powoływania się na ten papierowy świstek.
>>>Mieli poważanie społecznych nizin, dziś mogą mieć te niziny "w poważaniu". >>To jest ich kłopot... >Więc czemu się tym zajmujemy?
Sądzę dlatego, że sobiepaństwo agentów państwa watykańskiego, dopiero zaczęło się ujawniać ze zdwojoną mocą po podpisaniu nieważnego świstka. Wybacz, że tak ostro mi przyszło pisać o Konkordacie, ale podpisany został nierozważnie, bez opinii TK. Więc wystawiam własną opinię, bo nikt z kręgów sędzi konstytucjonalistów tego nie zrobił. Miałbym obowiązek się dostosować i nie pyszczyć, gdyby autorytety prawa konstytucyjnego zaopiniowały, to co spółka Suchocka-Kwaśniewski zmalowała. Dlatego też i do moich uwag nieprzyjaznych dokładam to, iż dokument ten, czyli porozumienie/umowa międzypaństwowa, nie ma charakteru bilateralnego. Nakłada na państwo polskie moc zobowiązań, bez wzajemności. Konkordat nic w zamian państwu nie daje, a tylko pozwala na dalsze rozpasanie agentów watykańskich, bo bez przerwy daje możliwość zatykania ust niezadowolonym.
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >>Polacy broniąc religii w szkole podają przykłady innych krajów, nie rozumiejąc, że religia na zachodzie Europy (jeśli w ogóle jest w szkole) to często religioznawstwo, które jest w Polsce niemal zakazane w standardowym programie nauczania. >Mała uwaga. Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN. >Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?). Nauka religii więc nie ma programowego zatwierdzenia przez MEN. Tym bardziej więc winna być usunięta z zajęć w publicznych/państwowych szkołach. Praktyka pokazuje, że mimo iż w takim przypadku jest przedmiotem dodatkowym jak np. nauka tańców ludowych i utworzenie zespołu tanecznego, czy też nauka gry w brydża sportowego, dochodzi do paradoksów polegających na tym, by religia była przedmiotem egzaminów maturalnych, na co bezczelnie napiera i obstaje przy tym Episkopat polski (łamiąc zapis o autonomii państwa i kościoła, ze strony kościoła). Jeśli to by była szkoła katolicka, to proszę bardzo. "Róbta co chceta". Ale jeśli to szkoła utrzymywana z funduszy publicznych państwa konstytucyjnie liberalnego/laickiego religijnie, to już jest cholerne nadużycie. Że też niektórzy forumowicze w dyskusjach tego nie widzą. Więc kto akceptuje to widoczne przegięcie jak nie zastraszeni piekłem?
Religia jest też wliczana do średniej, co jest kolejnym argumentem, że lepszy katolik jest lepszym uczniem. Do tego prowadzi do paradoksów ( jak każdy niespójny system) Co w sytuacji gdy religia przeczy innym przedmiotom? Miałem kiedyś ciekawe doświadczenie w rodzinie, w której matka jest b. gorliwą katolicką i wysłała dzieci do katolickiej szkoły. Dziecko uważało, że Pan na przedmiocie, który obejmuje fizykę, kłamie bo twierdzi, że Ziemi nie stworzył bóg.Dziecko w tym roku powinno mieć ewolucję, he,he...
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| |  | 1 na 1 | Wenancjusz (16441 punktów) | > >>Polacy broniąc religii w szkole podają przykłady innych krajów, nie rozumiejąc, że religia na zachodzie Europy (jeśli w ogóle jest w szkole) to często religioznawstwo, które jest w Polsce niemal zakazane w standardowym programie nauczania.> >Mała uwaga. Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN.> >Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?). Nauka religii więc nie ma programowego zatwierdzenia przez MEN. Tym bardziej więc winna być usunięta z zajęć w publicznych/państwowych szkołach. Praktyka pokazuje, że mimo iż w takim przypadku jest przedmiotem dodatkowym jak np. nauka tańców ludowych i utworzenie zespołu tanecznego, czy też nauka gry w brydża sportowego, dochodzi do paradoksów polegających na tym, by religia była przedmiotem egzaminów maturalnych, na co bezczelnie napiera i obstaje przy tym Episkopat polski (łamiąc zapis o autonomii państwa i kościoła, ze strony kościoła). Jeśli to by była szkoła katolicka, to proszę bardzo. "Róbta co chceta". Ale jeśli to szkoła utrzymywana z funduszy publicznych państwa konstytucyjnie liberalnego/laickiego religijnie, to już jest cholerne nadużycie. Że też niektórzy forumowicze w dyskusjach tego nie widzą. Więc kto akceptuje to widoczne przegięcie jak nie zastraszeni piekłem?> Religia jest też wliczana do średniej, co jest kolejnym argumentem, że lepszy katolik jest lepszym uczniem. Do tego prowadzi do paradoksów (jak każdy niespójny system) Co w sytuacji gdy religia przeczy innym przedmiotom?Należy przede wszystkim określić, czy z zajęcia dodatkowe/nieobowiązkowe mają prawo być wliczane do średniej. > Miałem kiedyś ciekawe doświadczenie w rodzinie, w której matka jest b. gorliwą katolicką i wysłała dzieci do katolickiej szkoły. Dziecko uważało, że Pan na przedmiocie, który obejmuje fizykę, kłamie bo twierdzi, że Ziemi nie stworzył bóg. Dziecko w tym roku powinno mieć ewolucję, he,he...    Idzie z wiedzą po myśli katabasów! > Pozdrawiam> Paolo Monstro
Jednak jestem lepszy jak moja reputacja. Cholera! A może gorszy? Najgorsza ta niepewność.
|
|
|  | 1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | > >Polacy broniąc religii w szkole podają przykłady innych krajów, nie rozumiejąc, że religia na zachodzie Europy (jeśli w ogóle jest w szkole) to często religioznawstwo, które jest w Polsce niemal zakazane w standardowym programie nauczania.> Mała uwaga. Każdy program nauczania jest weryfikowany i zatwierdzany przez MEN.> Wyjątek stanowi nauka religii, gdzie Episkopat polski wyraźnie oświadczył, że program nauczania religii jest jego wewnętrzną sprawą (Co to jest? Inne państwo?).Jest to jedyny znany mi przypadek (chętnie poznam inne), kiedy osobnika wykonującego pracę (katecheza katolicka w państwowych szkołach) wskazuje, zatrudnia, kontroluje czynnik kościelny, a płaci - ministerstwo. Polak potrafi
|
|
2 na 2 | AngelikaGa (69 punktów) | Hej,
Jakbym ja widziała, że "mój chłop" lata po forach, by obgadać co zrobić z moim dzieckiem... A weź ustal to z żoną.
Nara.
|
|
 | 1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >Hej, >Jakbym ja widziała, że "mój chłop" lata po forach, by obgadać co zrobić z moim dzieckiem... >A weź ustal to z żoną. >Nara. To jest też dziecko "chłopa", Internet na pewno nie jest pewnym źródłem wiedzy ale szukanie informacji jest działaniem maksymalizującym szansę, że dziecko zostanie wychowane na szczęśliwego człowieka. Być może religijna strona związku nie umie przedłożyć szczęścia dziecka nad własne wierzenia i sama potrzebuje pomocy w zrozumieniu sytuacji? Decyzja i tak podjęta zostaje wspólnie jeśli oboje rodziców ma prawa rodzicielskie.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
|  | 2 na 2 | cynik (52 punktów) | "szukanie informacji jest działaniem maksymalizującym szansę, że dziecko zostanie wychowane na szczęśliwego człowieka" Niewykluczone, że religijna strona związku szuka informacji na forach katolickich w celu wychowania syna na szczęśliwego człowieka.
|
|
| |  | 2 na 2 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >"szukanie informacji jest działaniem maksymalizującym szansę, że dziecko zostanie wychowane na szczęśliwego człowieka" >Niewykluczone, że religijna strona związku szuka informacji na forach katolickich w celu wychowania syna na szczęśliwego człowieka.
Niewykluczone, jednak b. wątpię iż jakikolwiek duchowny katolicki lub wyznawca katolicyzmu dałby dziecku wybór lub kierował się "dobrem dziecka". Wynika to z prostego faktu, że katolicyzm sam o sobie zdecydował, że jest "prawdą" (niezależnie czy wiara przeczy faktom czy nie) a do tego uważa, że wiara jest uniwersalne "dobra" niezależnie od człowieka. Fakty są natomiast takie, że religie są produktem zaspokajającym potrzeby duchowe - a te z definicji zależą od konkretnego człowieka. Konkretniej,wg Freuda (pisma społeczne) religie są prawdopodobnie sposobem na poradzenie sobie ze stresem braku kontroli nad światem i nieuchronności śmierci. W świetle tych faktów nieprawdą jest więc, że każdy z definicji musi wierzyć w katolicyzm by być szczęśliwym.
Czym innym jest więc powiedzenie dziecku prawdy (bez cudzysłowia), że istnieje/istniało tysiące religii i żadna nie znalazła poparcia w obserwacjach świata ale jest to działające dla niektórych rozwiązanie pewnych potrzeb duchowych, jedno z wielu, i danie mu wyboru niż nakłamanie dziecku, że "PRAWDA religijna" jest prawdą w sensie zgodności z rzeczywistością oraz,że wiara jest dobra a niewiara zła i pójdzie się do piekła gdy się nie wierzy. Sama już informacja, że są inne, niż wyparcie, sposoby na radzenie sobie ze stresem związanym ze śmiercią już jest czymś wartościowym. Może dziecko będzie szczęśliwsze akceptując problem?
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
2 na 2 | woma (381 punktów) | Nauczanie religii to pranie mózgu. Tym bardziej skuteczne, im bardziej podatny jest na nie mózg. Mózg kilkuletniego dziecka jest na nie najbardziej podatny, bo kilkuletnie dziecko może mieć - najczęściej ma - trudności z odróżnieniem rzeczywistości od fikcji.
Każda religia opiera się na wierze, a przedmiotem wiary może być wyłącznie fikcja. Gdyby Bóg był rzeczywisty, to wiara w niego byłaby bezsensowna. Nie ma potrzeby wierzyć, że Słońce to boski rydwan, który daje nam światło i ciepło.
Wmawianie małemu dziecku, że fikcja jest rzeczywistością, może mieć różny skutek. Dziecko, gdy dorośnie, może nadal być przekonane, że Bóg istnieje, mimo że nie ma na to żadnego dowodu, a księgi religijne nie wytrzymują konfrontacji z kolejnymi osiągnięciami nauki. Może być też tak, że dziecko, gdy już dorośnie, nie będzie w stanie uwierzyć na słowo. Będzie musiało wszystko zweryfikować. Szczęściem doświadczenia części dzieci nie przenoszą się na ich dorosłe życie. Niestety zbyt wiele dzieci uczy się, że warto być oportunistą. Takie dzieci, gdy już dorosną, nie stworzą wartościowego społeczeństwa, bo będą zbyt podatne na manipulacje, nawet najniższych lotów.
Rodzice, chcąc, by ich dziecko wyrosło na wartościowego człowieka, muszą dopasować jego edukację do stopnia jego rozwoju. Nie jest to łatwe, ale nie ma chyba lepszego sposobu niż ukazywanie mu prawdy. Prawdy, która wynika z aktualnej wiedzy.
Człowiek wierzący w jakiegokolwiek spersonalizowanego Boga nie może być człowiekiem w pełni wartościowym, bo jego postrzeganie rzeczywistości jest zaburzone w sposób uniemożliwiający obiektywną - nieskażoną nietolerancją - ocenę innych. Nie można przecież wierzyć w określonego Boga i akceptować wiarę w całkiem innego. Wiara we własnego Boga nie ma sensu, jeśli nie ma gwarancji, że wierzy się w tego prawdziwego. Bez dowodu, że wierzy się w prawdziwego Boga, nie sposób - bez hipokryzji - zarzucać innym wiarę w bożków.
Człowiek mądry i wartościowy nie wyznaje żadnej religii, a przynajmniej nie nadaje jej żadnego znaczenia w życiu społecznym. Nie demonstruje jej publicznie, bo jest na tyle mądry i odpowiedzialny, by zdawać sobie sprawę z tego, że takie działanie jest społecznie szkodliwe. Człowiek nie potrzebuje Boga. Potrzebuje sprawiedliwości społecznej, czyli minimum poszanowania każdego człowieka w stopniu gwarantującym mu godne życie, na poziomie odpowiadającym rozwojowi cywilizacji. Każdy, kto się nad tym zastanowi, biorąc pod uwagę, że może znaleźć się w każdej możliwej sytuacji, musi przyznać, że konieczne jest stworzenie ustroju, który każdemu zapewni godne, choć niekoniecznie bogate życie. Nie każdy musi być bogaty, ale każdy powinien mieć poczucie bezpieczeństwa. Nie powinien się obawiać bezdomności i braku środków do życia. Tylko i aż tyle. Osiągnięcie tego jest bardzo łatwe. Wymaga jedynie, by niektórzy zapanowali nad własną chciwością. Chciwością, której nie można niczym usprawiedliwić. Nawet tzw. tworzeniem miejsc pracy, które jedynie tę chciwość maskuje.
Wskazane byłoby, żeby w lekcjach religii uczestniczyły dzieci potrafiące samodzielnie myśleć, zdolne do zadawania niewygodnych pytań. Może dzięki nim inne dzieci zaczną myśleć i nie pozwolą sobą manipulować także w dorosłym życiu.
Masz więc do spełnienia istotną rolę. Musisz jednak dostosować swoje postępowanie do stopnia rozwoju dziecka. Nie zazdroszczę, bo nie jest to łatwe, ale jeśli zrobisz to właściwie, to będziesz prawdziwym autorytetem dla dziecka, czego przecenić nie sposób. Jeżeli podejmiesz się tego zadania, to może powinieneś podzielić się swymi doświadczeniami w tym zakresie, by wskazać innym, jak winni postępować. Wymiana doświadczeń w tym zakresie jest nie do przecenienia.
|
|
 | | Paolo Monstro (6146 punktów) |
>Człowiek mądry i wartościowy nie wyznaje żadnej religii, a przynajmniej nie nadaje jej żadnego znaczenia w życiu społecznym. Nie demonstruje jej publicznie, bo jest na tyle mądry i odpowiedzialny, by zdawać sobie sprawę z tego, że takie działanie jest społecznie szkodliwe. Człowiek nie potrzebuje Boga.
Myślę, że uogólniasz swój punkt widzenia na całą ludzkość. Każdy jest inny. Niektórzy nie wytrzymają strachu przed śmiercią lub poczucia braku kontroli nad światem, lub mają jakiekolwiek inne potrzeby, które zaspokajają religiami. Znam wiele mądrych osób, które wierzą, rozumiejąc jednak, że dana religia może być fikcją w zderzeniu z rzeczywistością. Niektórzy mają też potrzebę poświęcenia życia jakiejś idei i wybierają sobie jaką religię. Być może nachalne manifestowanie i narzucanie innym swojej religii, faktycznie nie jest "inteligentne", w sensie braku zdolności abstrakcyjnego myślenia pozwalającego na zrozumienie, że punktów widzenia i gustów może być wiele. To samo dotyczy jednak nachalnego zabraniania innym wiary w dowolną religię.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
|  | 1 na 1 | cynik (52 punktów) | Warto przy tym pamiętać, że założyciel trzeciej szkoły wiedeńskiej Viktor Frankl doceniał wartość religii. "Religia nie stanowi gwarancji spokojnego życia, maksymalnego braku konfliktów czy innych celów należących do sfery higieny psychicznej. Religia daje człowiekowi więcej, niż może mu dać jakakolwiek psychoterapia - ale i więcej od niego wymaga."
|
|
| |  | | Paolo Monstro (6146 punktów) | >Warto przy tym pamiętać, że założyciel trzeciej szkoły wiedeńskiej Viktor Frankl doceniał wartość religii. >"Religia nie stanowi gwarancji spokojnego życia, maksymalnego braku konfliktów czy innych celów należących do sfery higieny psychicznej. Religia daje człowiekowi więcej, niż może mu dać jakakolwiek psychoterapia - ale i więcej od niego wymaga." > Szanuję każdą opinię i na pewno są ludzie, którym jakaś konkretna religia daje to co dawała Panu Franklowi. Biorąc pod uwagę fakt, że jest około 1000 aktywnych religii na świecie warto też o tym dziecku powiedzieć. Żeby niekoniecznie brało religię "1szą z brzegu", jeśli okaże się, że konkretne dziecko należy do zbioru osób, które potrzebują religii do zaspokojenia swoich potrzeb duchowych/psychicznych. Zastraszanie dziecka potępieniem i wmawianie mu, że wiara w katolicyzm to dobro a niewiara to zło daje 1000/1001 szans (czyli niemal pewność) na nie trafienie w jego potrzeby.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| | |  | 1 na 1 | cynik (52 punktów) | "jeśli okaże się, że konkretne dziecko należy do zbioru osób, które potrzebują religii do zaspokojenia swoich potrzeb duchowych/psychicznych" Ciekawe w jaki sposób rozstrzygać czy dziecko autora wątku należy bądź nie należy do zbioru osób potrzebujących religii tym bardziej, że rodzice są podzieleni w tej kwestii.
|
|
| | | |  | | Paolo Monstro (6146 punktów) | >"jeśli okaże się, że konkretne dziecko należy do zbioru osób, które potrzebują religii do zaspokojenia swoich potrzeb duchowych/psychicznych" >Ciekawe w jaki sposób rozstrzygać czy dziecko autora wątku należy bądź nie należy do zbioru osób potrzebujących religii tym bardziej, że rodzice są podzieleni w tej kwestii. Ja tego nie chcę rozstrzygać i nie rozstrzygam. Popieram fakt szukania informacji i przemyślenia problemu. Autor wątku niemal na pewno popełni błąd bez analizy problemu zapisując dziecko na katechezę katolicką (pytanie ne ile istotny) a zastanawiając się, szukając informacji i rozmawiając dzieckiem zwiększa szansę na to, że podejmie właściwą (dobrą dla dziecka) decyzję.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| | | | |  | 1 na 1 | cynik (52 punktów) |
>Ja tego nie chcę rozstrzygać i nie rozstrzygam. Popieram fakt szukania informacji i przemyślenia problemu. Autor wątku niemal na pewno popełni błąd bez analizy problemu zapisując dziecko na katechezę katolicką (pytanie ne ile istotny) a zastanawiając się, szukając informacji i rozmawiając dzieckiem zwiększa szansę na to, że podejmie właściwą (dobrą dla dziecka) decyzję. Wypada mi się zgodzić z tą opinią. Od siebie dodam jedynie, że do podjęcia optymalnej dla dziecka decyzji autor wątku powinien rozmawiać również z małżonką.
|
|
| | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | >>Ja tego nie chcę rozstrzygać i nie rozstrzygam. Popieram fakt szukania informacji i przemyślenia problemu. Autor wątku niemal na pewno popełni błąd bez analizy problemu zapisując dziecko na katechezę katolicką (pytanie ne ile istotny) a zastanawiając się, szukając informacji i rozmawiając dzieckiem zwiększa szansę na to, że podejmie właściwą (dobrą dla dziecka) decyzję. >Wypada mi się zgodzić z tą opinią. Od siebie dodam jedynie, że do podjęcia optymalnej dla dziecka decyzji autor wątku powinien rozmawiać również z małżonką. >
I co mają losowanie robić? Chyba nie wiesz o czym mówisz. Ja to przerabiałem osobiście. Moich dwóch synów nie chodzi na religię. Wierzący nie odpuści tematu. Przynajmniej ja nie znam takiego przypadku.
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | cynik (52 punktów) |
>I co mają losowanie robić? Chyba nie wiesz o czym mówisz. Ja to przerabiałem osobiście. >Moich dwóch synów nie chodzi na religię. Wierzący nie odpuści tematu. Przynajmniej ja nie znam takiego przypadku. Jednakże w Pana przypadku wierzący odpuścił i dobrze byłoby poinformować autora wątku jakich Pan użył argumentów
|
|
| | | | | | |  | 1 na 1 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >>>Ja tego nie chcę rozstrzygać i nie rozstrzygam. Popieram fakt szukania informacji i przemyślenia problemu. Autor wątku niemal na pewno popełni błąd bez analizy problemu zapisując dziecko na katechezę katolicką (pytanie ne ile istotny) a zastanawiając się, szukając informacji i rozmawiając dzieckiem zwiększa szansę na to, że podejmie właściwą (dobrą dla dziecka) decyzję. >>Wypada mi się zgodzić z tą opinią. Od siebie dodam jedynie, że do podjęcia optymalnej dla dziecka decyzji autor wątku powinien rozmawiać również z małżonką. >> >I co mają losowanie robić? Chyba nie wiesz o czym mówisz. Ja to przerabiałem osobiście. >Moich dwóch synów nie chodzi na religię. Wierzący nie odpuści tematu. Przynajmniej ja nie znam takiego przypadku. Ja znam takie przypadki. Fakt, że dotyczy to osób z dystansem, trudno ich nazwać katolikami: nie wierzą w mit kosmogoniczny, nie uznają nieomylności papieża a kilku papieży uważają za łajdaków i morderców, nie wierzą w opinię kościoła dot. antykoncepcji, aborcji i inne flagowe projekty z dziedziny obyczajowości. Przy tym wszystkim są bardzo zaangażowane w wychowanie dzieci. Wydaje mi się, że te osoby same zrozumiały, że zmuszanie dziecka do katolicyzmu to hipokryzja- idź słuchaj tych bajek ale mamusia w to nie wierzy? W pewnych profesjach wymagających analitycznego myślenia: fizycy, matematycy, informatycy... gdzie wierzących ludzi jest i tak mało, Ci deklarujący się jako wierzący często przyjmują taką postawę. W praktyce religia ich nie interesuje specjalnie.
Prawdziwi katolicy, tj wierzący w to co mówi im kościół, chyba faktycznie, niemal z definicji nie są w stanie przedłożyć szczęścia dziecka nad własne wierzenia. To samo dotyczy wyznawców innych religii - np. nielicznych muzułmanów, którzy gotowi są się wysadzić razem z pizzerią. Bóg jest dla nich ważniejszy niż życie bliskich. W tym przypadku zachodzi jednak konflikt znacznie głębszy niż "Religia dziecka". Jedna osoba działa ideologicznie, druga racjonalnie - porozumienie co do wspólnego życia jest praktycznie niemożliwe? Pytanie czy dziecko ma szansę na szczęście w takiej rodzinie, niezależnie czy chodzi na religię czy nie?
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
| | | | | | | |  | | farmer (22440 punktów) | > W pewnych profesjach wymagających analitycznego myślenia: fizycy, matematycy, informatycy... gdzie wierzących ludzi jest i tak mało, Ci deklarujący się jako wierzący często przyjmują taką postawę. W praktyce religia ich nie interesuje specjalnie.Transcendencja.....czyli stosunek odległości do wiedzy. pl.wikipedia.org/wiki/Transcendencja_(filozofia) Nie wygrałem wojny...lecz zaledwie bitwę. Jeśli komuś się wydaje że nie posyłanie dziecka na religię załatwia sprawę to się myli. Jest kilka spraw technicznych. Mała wieś Lokalne osiedle. Ja/my osobiście mieszkam w epicentrum katolicyzmu ale muszę przyznać że po mimo tego nie zaznałem "kurwa mać" ani jednego ataku? na mnie czy moje dzieci. Miałem jakieś tam mini akcje w szkole. Ale muszę przyznać że obecna szkoła i jej dyrektor zachowali się na poziomie...5+. Kwestia relacji partnerskich to ciężki temat. Bo i bez religii jest ciężko.
|
|
|  | 2 na 2 | woma (381 punktów) | Wiara w Boga jest nieracjonalna i bezcelowa, a może być szkodliwa. Jakie może być prawdopodobieństwo, że Bóg - jeżeli istnieje - ma takie cechy i system wartości, jakie przypisuje mu religia? Jakie może być prawdopodobieństwo, że Bóg zrobił to, co opisano w tzw. Świętych księgach? Co jeśli Bóg jest jedynie twórcą praw natury, a skutki ich działania zupełnie go nie interesują? Co jeśli oczekuje od ludzi czegoś zupełnie innego niż nakazują religie? Co jeśli cieszy go rozwój nauki, a gardzi religiami? Może lepiej nie wierzyć w żadnego Boga niż wierzyć w jego karykaturę. Czy Bóg, który się nie ujawnia, może mieć pretensje, że się w niego nie wierzy? A czy może mieć pretensje, że wyznając go, robi się z niego głupca?
|
|
| |  | 2 na 2 | Paolo Monstro (6146 punktów) | >Wiara w Boga jest nieracjonalna i bezcelowa, a może być szkodliwa. Jakie może być prawdopodobieństwo, że Bóg - jeżeli istnieje - ma takie cechy i system wartości, jakie przypisuje mu religia? Jakie może być prawdopodobieństwo, że Bóg zrobił to, co opisano w tzw. Świętych księgach? Co jeśli Bóg jest jedynie twórcą praw natury, a skutki ich działania zupełnie go nie interesują? Co jeśli oczekuje od ludzi czegoś zupełnie innego niż nakazują religie? Co jeśli cieszy go rozwój nauki, a gardzi religiami? Może lepiej nie wierzyć w żadnego Boga niż wierzyć w jego karykaturę. Czy Bóg, który się nie ujawnia, może mieć pretensje, że się w niego nie wierzy? A czy może mieć pretensje, że wyznając go, robi się z niego głupca? > Każdy jest inny i nikt nie jest w 100% racjonalny. Ta irracjonalna część człowieka może generować potrzeby zaspokajalne przez jakąś religię.
Akceptuję Twoją deklarację w stosunku do katolicyzmu ale są ludzie, którym to pasuje, niektórym pasują inne religie - możesz tego faktu nie lubić ale tak po prostu jest. Postawa: 'religia jest głupia/zła/szkodliwa' / 'boga XYZ nie ma', u niektórych niewierzących, jest jak 'kopanie się z koniem' - włącza tych ludzi do wojny religijnej, która jest nierozstrzygalna w racjonalny sposób. Nie wykażesz niczego w tej dyskusji bo religia nie jest niczym spójnym a do tego odwołujesz się do gustów - typu 'co jest dla osoby X dobre'. Racjonalna dyskusja na temat religii może ograniczać się do listy bogów, listy rytuałów itd ... - religioznawstwa. Możesz ostatecznie dywagować o oczekiwanych skutkach - np. jeśli modlisz się o zbudowanie solidnego mostu zamiast projektowania i obliczenia go to masz większe szanse na porażkę.
Dla mnie to strata czasu - nie mam siły na dyskusje na ten temat i Tobie też to odradzam - jest wystarczająco dużo religijnych ludzi na tym świecie -zostaw te wojny dla nich.
Uważam, że wprowadzenie religii do szkół jest 'złe' bo naraża interes niewierzących (ich podatki idą na organizację, która z nimi walczy i muszą dostosowywać się do rytuałów wierzących), 'bezsensowne' bo zmusza dzieci do podejmowania decyzji, do których jeszcze nie dorosły oraz wprowadza 'anty-naukowy' przedmiot do instytucji, która powinna promować naukę ale tak w Polsce sytuacja wygląda i jakoś trzeba ten problem rozwiązać. Woja z religią to nie jest rozwiązanie problemu. Przeciwnikiem jest tutaj nie jakaś religia tylko kościół katolicki i większość społeczeństwa, która go popiera i ma wizję 'katolickiego królestwa' - jak chcesz wygrać taką wojnę? Trzeba wybrać najlepsze rozwiązanie z dostęnych i liczyć, że dopóki jesteśmy częścią UE nie wrócimy do sanacji albo uciec z Polski.
Pozdrawiam Paolo Monstro
|
|
 | 1 na 1 wwnf (2790 punktów) (zablokowany) | >Człowiek wierzący w jakiegokolwiek spersonalizowanego Boga nie może być człowiekiem w pełni wartościowym, bo jego postrzeganie rzeczywistości jest zaburzone w sposób uniemożliwiający obiektywną - nieskażoną nietolerancją - ocenę innych.
Typowe pięknoduszne uogólnienie. A twoje odgórne mówienie w ten sposób o ludziach jest przejawem skażenia czym?
Reszta wypracowania równie pięknoduszna jak niegdysiejsze rewelacje o ludziach mądrych i dobrych biorących w swe ręce ster państwa. A na pytania o konkrety - odpowiedzi tyle, co Zbigniew Z. wg p. Leszka.
|
|
1 na 1 | Julka118 (15 punktów) | Przede wszystkim, warto obgadać to z żoną. Jeśli tak samo zastanawia się czy wysłanie syna na religię to dobry pomysł, to zostaje jeszcze kwestia księdza/katechety w szkole. Niektórzy prowadzą religię w bardzo przystępny sposób, a inni będą na siłę próbowali przekonać Twoje dziecko i "zniszczą" mu obraz świata. Warto byłoby przejść się do szkoły na jakiejś wywiadówce i zajrzeć do księdza/katechety pod byle pretekstem, by zobaczyć jaki jest. Dobrze byłoby też zapytać dziecko czy chce chodzić, ale w takim wieku i tak nie będzie to świadoma i przemyślana decyzja. Warto jednak mieć to na uwadze w przyszłości i cokolwiek wybierzecie z żoną, nie naciskać na syna, jeśli kiedyś postanowi inaczej. Ogólnie to myślę, że religia w szkole nie wpływa jakoś bardzo na religijność dziecka. Ja np. gdy byłam mała, to zdarzało mi się wracać z religii z postanowieniami chodzenia na coniedzielną Mszę albo z mnóstwem religijnych pytań. Rodzice wcale mnie do tego nie zniechęcali, a sami są niepraktykującymi katolikami. W końcu mi to przeszło i ostatecznie zostałam ateistką. Gdyby rodzice byli religijnymi fanatykami, pewnie wyglądałoby to inaczej, ale oni po prostu pozwolili mi dokonywać własnych wyborów i samej odkryć w co wierzę. Moi rodzice byli słabo związani z religią, ja jakiś czas temu postanowiłam się od niej odciąć. Wśród znajomych też widzę, że w większości podążają za tym co ich rodzice lub przynajmniej jakoś wokół tego, niezależnie od tego czy chodzili na religię. O ile nie będzie zbyt naciskającego księdza/katechety, dziecko może nawet coś z tego wynieść, bo pozna katolicyzm nie koniecznie jako religię, ale też jako kulturę, bo niestety w Polsce jest ona wszędzie widoczna. Można to też tak dziecku wytłumaczyć. Że dużo osób w to wierzy, więc warto coś o tym wiedzieć, ale wg Was to nie jest prawdą i że można nie wierzyć i to nic złego, ale każdy musi to odkryć sam czy wierzy czy nie. Ja bym przede wszystkim sprawdziła kto będzie prowadzić tą religię, a że większość prowadzących nie jest taka zła, to zapisałabym syna, ale to Wasza decyzja
|
|
 | 1 na 1 Jolanta Komorowska (1321 punktów) (zablokowany) | > Przede wszystkim, warto obgadać to z żoną. Jeśli tak samo zastanawia się czy wysłanie syna na religię to dobry pomysł, to zostaje jeszcze kwestia księdza/katechety w szkole. Niektórzy prowadzą religię w bardzo przystępny sposób, a inni będą na siłę próbowali przekonać Twoje dziecko i "zniszczą" mu obraz świata. Warto byłoby przejść się do szkoły na jakiejś wywiadówce i zajrzeć do księdza/katechety pod byle pretekstem, by zobaczyć jaki jest.> Dobrze byłoby też zapytać dziecko czy chce chodzić, ale w takim wieku i tak nie będzie to świadoma i przemyślana decyzja. Warto jednak mieć to na uwadze w przyszłości i cokolwiek wybierzecie z żoną, nie naciskać na syna, jeśli kiedyś postanowi inaczej.> Ogólnie to myślę, że religia w szkole nie wpływa jakoś bardzo na religijność dziecka. Ja np. gdy byłam mała, to zdarzało mi się wracać z religii z postanowieniami chodzenia na coniedzielną Mszę albo z mnóstwem religijnych pytań. Rodzice wcale mnie do tego nie zniechęcali, a sami są niepraktykującymi katolikami. W końcu mi to przeszło i ostatecznie zostałam ateistką. Gdyby rodzice byli religijnymi fanatykami, pewnie wyglądałoby to inaczej, ale oni po prostu pozwolili mi dokonywać własnych wyborów i samej odkryć w co wierzę. Moi rodzice byli słabo związani z religią, ja jakiś czas temu postanowiłam się od niej odciąć. Wśród znajomych też widzę, że w większości podążają za tym co ich rodzice lub przynajmniej jakoś wokół tego, niezależnie od tego czy chodzili na religię.> O ile nie będzie zbyt naciskającego księdza/katechety, dziecko może nawet coś z tego wynieść, bo pozna katolicyzm nie koniecznie jako religię, ale też jako kulturę, bo niestety w Polsce jest ona wszędzie widoczna. Można to też tak dziecku wytłumaczyć. Że dużo osób w to wierzy, więc warto coś o tym wiedzieć, ale wg Was to nie jest prawdą i że można nie wierzyć i to nic złego, ale każdy musi to odkryć sam czy wierzy czy nie.> Ja bym przede wszystkim sprawdziła kto będzie prowadzić tą religię, a że większość prowadzących nie jest taka zła, to zapisałabym syna, ale to Wasza decyzja  To nie jest takie proste kiedy dziecko pyta skąd Kain wziął żonę lub czy Adam miał pępek? Niby naiwne pytania ale i w Internecie można znaleźć taką drogę poszukiwaczy sensu tych nauk. Na pewno wiadomo, że Adam nie był ssakiem, więc musiał przejść ewolucję ale nie miał na to czasu. I w końcu z dwóch nie.ssaków mają być ssaki. To wielki cud.
|
|
6 na 6 | ziemiojad (338 punktów) | Bardzo podoba mi się rada Fizyka - m.in.: >Powiedz synowi jakie jest Twoje zdanie na ten temat i poproś żonę, żeby też mu powiedziała swoje. Powiedz mu o wierze Twoich rodziców i dalszej rodziny. A najważniejsze - powiedz mu, że sam musi sobie odpowiedzieć jak to jest naprawdę. Kiedyś będzie Ci za to wdzięczny. > Gdyby rzeczywiście udało się, że każde z rodziców powie jaki jest jego stosunek do religii itp. to w prosty sposób uzmysłowi to dziecku, że każdy człowiek może mieć inny światopogląd i inne zdanie na dany temat.
Osobiście mogę tylko powiedzieć jakie są moje doświadczenia. Mam 3 córki - 12, 9 i 6 lat. Problem religii dopada rodzica już w przedszkolu, a najpóźniej w "zerówce" (oddziale przedszkolnym); a znam i takie przypadki, że religię miały już czterolatki. W moim przypadku sprawa była nieco prostsza, bo nie brałam ślubu kościelnego, nie chrzciłam dzieci i nie zamierzałam posyłać ich na religię, no i mąż miał zgodne z moimi poglądy. Niemniej, oczywiście miałam obawy czy z tych powodów dzieci nie będą miały jakichś problemów w szkole publicznej w biednej wiejskiej gminie na wschodzie Polski.
Myślę, że nieposyłanie na religię jest dla rodzica łatwiejsze niż posyłanie i tłumaczenie dlaczego ksiądz/katecheta mówi tak, a ja robię tak itp. I tak nie uniknie się całkowicie rozmów na tego typu tematy, bo dzieci przynoszą pytania niezależnie od tego czy chodzą na religię czy nie. A to koleżanka z klasy coś powiedziała, a to nauczyciel na "zwykłej" lekcji do czegoś nawiązał i potem słyszę: "dlaczego pani powiedziała, że Halloween jest złe?", "co to jest Środa Popielcowa?" (kiedy przeniesiono Walentynki na 13 lutego bo kolidowały) itd. Jednak gdyby dzieci chodziły na religię, to tych pytań i wątpliwości byłoby znacznie więcej i z pewnością mętlik większy.
Nie odnotowałam negatywnych odczuć i doświadczeń związanych z postrzeganiem moich dzieci przez dzieci uczęszczające na religię. Owszem, były pytania - dzieci są ciekawe i na początku fakt nieuczęszczania na religię budził ich zainteresowanie. Na moje oko, były to jednak tylko przejawy czystej ciekawości i niespecjalnie burzyły spokój moich dzieci, które wcześniej przygotowałam do udzielania prostych, zrozumiałych odpowiedzi.
Każda sytuacja jest inna - w pierwszej szkole moich dzieci równolegle do religii katolickiej odbywa się religia prawosławna. Poza tym w okolicy są też wyznawcy Kościoła Chrystusowego i Świadkowie Jehowy. Stąd bardziej naturalne było, że nie wszystkie dzieci chodzą na zajęcia z religii, choć były to pojedyncze przypadki. W tej chwili, po przeprowadzce, dzieci chodzą do podwarszawskich podstawówek. O ile w klasie III moja córka jest jedyną nieuczęszczającą na religię (w maju I komunie!), o tyle w V nie chodzi już 6 z 22 uczniów. W zależności od środowiska - szkoły, miejsca zamieszkania, tych dzieci nieuczęszczających będzie mniej lub więcej i postrzeganie ich też będzie się różnić.
Jedna sprawa tak naprawdę wywarła wpływ na moje dzieci. Niestety, w przypadku zerówki i edukacji wczesnoszkolnej, niemal zawsze jest tak, że dzieci nie wychodzą z sali na religię, tylko prowadzący przychodzi do nich. Wtedy dziecko nieuczęszczające musi opuścić salę. Zazwyczaj moje dzieci spędzały ten czas z wychowawczynią, w bibliotece lub świetlicy, i sobie takie rozwiązanie chwaliły, choć pierwsze wrażenia kiedy cała grupa zostawała w sali były na pewno niezbyt przyjemne. Prawdziwe "nieszczęście" spotkało moją najmłodszą pierwszego dnia w zerówce. Została ona wyprowadzona do innej sali, obcych dzieci i innej pani. Kiedy ją odbierałam, zastałam ją zapłakaną na kolanach wychowawczyni drugiej grupy. Po tym zdarzeniu poprosiłam, by nie wyprowadzać dziecka na czas zajęć z sali jeśli nie zdążę go odebrać przed ich rozpoczęciem (religia jest już po zakończeniu obowiązkowych zajęć edukacyjnych, tj. po godz. 13.00), tylko dać jej coś do rysowania, czytania itp. gdzieś na uboczu, jeżeli nie może być ona pod opieką wychowawczyni w tym czasie. Stąd moja rada, by od razu ustalić, co szkoła zamierza robić z dzieckiem w czasie zajęć z religii gdy dziecko na nie nie uczęszcza. Może wydawać się nam, że są to mało znaczące detale, ale dla dziecka mogą być one źródłem bardzo nieprzyjemnych przeżyć.
Zupełnie spokojnie udało nam się natomiast przeżyć komunie w klasie pierwszej córki, choć słuchanie relacji z licytacji w szkolnym autobusie "co kto dostał" przyprawiało nas o zawrót głowy. Córka miała jednak obiecany telefon na niezbyt odległe w czasie urodziny i to wystarczyło by nie czuła się "pokrzywdzona" (nic nie poradzi się chyba na to, że I komunia to dla dzieci jedynie "festiwal prezentów". Teraz przed nami komunie w klasie średniej córki i też nie zapowiada się na jakieś dramaty. Czasem myślę, że mam naprawdę rozsądne dzieci i baaardzo tolerancyjną (choć w ponad połowie też mocno katolicką) rodzinę.
Kiedy teraz pytam dzieci o to czy chciałyby chodzić na religię to od razu mówią, że nie "bo to więcej prac domowych", "bo tam trzeba uczyć się jakichś wierszyków". Najwyraźniej traktują religię jak kolejny przedmiot, pewnie dlatego, że wychowane są całkowicie po świecku.
Publikuję te kilka swoich doświadczeń, by pokazać, że często do głowy nam nie przychodzi z czym tak naprawdę się wiąże się taki czy inny wybór. Moje obawy raczej nie znalazły odbicia w rzeczywistości, natomiast nieraz zaskoczyły rzeczy, których się nie spodziewałam - np. wypełnianie idiotycznych i niezgodnych z przepisami oświadczeń, że dziecko NIE będzie uczęszczało na zajęcia, zmuszanie do zapisania na etykę, wyprowadzanie dziecka z sali na czas zajęć itd. Dwa razy w życiu zdarzyło mi się pójść na spotkanie z dyrekcją z rozporządzeniem MEN w ręku, z powodu nieznajomości lub błędnej interpretacji przepisów przez szkołę.
Na pewno jest o tyle trudniej nie posyłając dziecka na religię, że trzeba być pewnym swego i wiedzieć czego od szkoły należy oczekiwać.
|
|
 | 2 na 2 |
1 na 1 | wiola89 (4 punktów) | Szczerze to ja nie widzę potrzeby wypisania dziecka z religii. Sama nie jestem zbytnio wierząca, ale jako że rodzice katolicy to ja też. Jednak wychowałam się w Grecji i tam chodziłam do szkoły. Religia jako przedmiot nigdy mi nie przeszkadzał. Miałam, mam i będę mieć swoje zdanie na ten temat i jeden przedmiot nie wpłynie na to
|
|
 | 1 na 1 | chętnie racjonalistka (29094 punktów) |
>...nie widzę potrzeby wypisania dziecka z religii. [...] jako że rodzice katolicy to ja też. [...] chodziłam do szkoły. Religia jako przedmiot nigdy mi nie przeszkadzał. Miałam, mam i będę mieć swoje zdanie na ten temat... To żadna wiadomość, że katolicy mają na religię uwspólnione zdanie, obejmujące akceptację nauczania religii w państwowej szkole.
Cza być oszczędnym.
|
|
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować
Zaloguj przez OpenID.. Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..
Szukaj na Forum Przewodnik Regulamin i instrukcja obsługi Forum Kolegium Moderatorów 
|
 |
|