>A swoją drogą większości powrotów do polityki nie da się inaczej wyjaśnić, jak tylko uzależnieniem.
Ale uzależnieniem kogo? Przegranych czy wyborców, którzy owym zapewniają come back? Jeśli wyborcy dopuszczą nieudacznika władzy, nałogowego polityka, to znaczy, że na nikogo lepszego nie zasługują póki co.
A może problem w zastępowaniu? Może nie ma dobrych zastępców, bo polityka ma tak złą prasę, że utalentowani ludzie wolą swą energię skierować gdzie indziej?
Na ostatnich wyborach lokalnych nie mogli w Warszawie zapełnić list wyborczych i szukali gdzie popadnie chętnych do startu.
|