Racjonalista - Strona głównaDo treści
Szykany i szaleńcy

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Bazgroły
NapisanoAutorTytuł
18-01-2019 16:56Zetetyk (552 punktów)Szykany i szaleńcy
Z chrześcijańskiego punktu widzenia znoszenie , cierpliwe znoszenie prześladowań, szykan , znęcania się , obrzucania kamieniami itp. jest słuszne. Pryzmat pokory. Który swoje źródło zawiera w Piśmie Świętym : Łukasz 23.34 Na pewno taka postawa nie cieszy się aprobatą wśród wszystkich chrześcijan, ale cieszy się wśród wszystkich saloitów. Izydor z Rostowa - według swego biografa "od szaleńców doznał wielu przykrości i wyrzutów. Bito go, wyzywano od jurodiwych i wariatów", on jednak modlił się za prześladowców w mowie, którą uważano za paplaninę obłąkanego. loanna z Ustiuga pospólstwo biło pałkami i obrzucało kamieniami. Dzieci szydziły z loanna "Wielkiego Kołpaka" z Rostowa i pastwiły się nad nim. Andrzeja (1744-1812) często lżono, a dzieci obrzuciły go kamieniami, raniąc w głowę. Pelagia Serebrennikowa cierpliwie znosiła maltretowanie ze strony męża. Skłonności do samoponiżenia hagiografowie chrześcijańscy uznają za oznakę pokory jurodiwego.

Czy Jezus również był tzw. jurodliwy? ( W tym przypadku szaleniec Boży) Nie można go wykluczyć, ponieważ w piśmie Świętym również pada na niego cień podejrzeń. ( Oprócz zacytowanego już schematu pokornej śmierci )

Jezus według Ewangelii tak był zaangażowany w głoszenie swojej nauki, że ludzie myśleli, iż "odszedł od zmysłów". (Mk 3,20-21
W różnych kulturach szaleńcy byli pogardzani, ale również uważani za posiadających kontakt z innym światem.
Dość nieprzekonująca obroną takiego zachowania są słowa właściwego twórcy chrześcijaństwa Pawła :
"Skoro bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących." (1 Kor 1,21

Jeszcze bardziej durna wydaje się poniższa kazuistyka :

"Jeśli ktoś spośród was mniema, że jest mądry na tym świecie, niech się stanie głupim, by posiadł mądrość" (1 Kor 3,18

Przykład zachęty do samoponiżania można też znaleźć w poniższym motywie :

"Staliśmy się bowiem widowiskiem światu, aniołom i ludziom; my głupi dla Chrystusa, wy mądrzy w Chrystusie, my niemocni, wy mocni; wy doznajecie szacunku, a my wzgardy. Aż do tej chwili łakniemy i cierpimy pragnienie, brak nam odzieży, jesteśmy policzkowani i skazani na tułaczkę, i utrudzeni pracą rąk własnych. Błogosławimy, gdy nam złorzeczą, znosimy, gdy nas prześladują; dobrym słowem odpowiadamy, gdy nas spotwarzają. Staliśmy się jakby śmieciem tego świata i odrazą dla wszystkich aż do tej chwili." (1 Kor 4,9-13).

Skoro ci tzw. święci mają świadomość , że są szaleńcami i nie ukrywają tego, zatem chyba niekoniecznie jest jeszcze potrzebna jakaś zewnętrzna forma dezaprobaty?

Skoro Bóg przez głupotę zbawia świat, to głupota jest ze wszech miar usprawiedliwiona. Głupota, głupca, święta głupota!!!

Ciekawe ilu z nich cierpiało na przewlekłe choroby umysłowe i jakie?
Zapewne zaliczono to wszystko do "kategorii religijnej."

Osobiście nie wydaje mnie się , aby można było obwiniać Kościół , za to ,że szaleńców pochłonął - nie od dziś wiadomo, że nie o jakość klerowi chodzi -ale winien jest że z ekstremalnych głupot zrobił fetysz. Wątpliwe to wartości.
Ale żeby promować szaleństwo , tylko dla przekory? A potem usprawiedliwiać, wybielać religią chrześcijańską?
Autor wątku ma uprawnienia do usuwania wypowiedzi, jeżeli łamią regulamin Forum lub znacznie odbiegają od tematu.

Arminius (25555 punktów)masochistycznie?
>Ciekawe ilu z nich cierpiało na przewlekłe choroby umysłowe i jakie?
>Zapewne zaliczono to wszystko do "kategorii religijnej."

Nie tylko choroby umysłowe. Także - powiedzmy - określone predylekcje. Nie jest wykluczonym, iż flagellanci mieli po prostu skłonności masochistyczne. Oczywiście w takim wypadku, na ich cierpienia należy spojrzeć innym okiem, podobnie jak na wyrzeczenia słupników - z których wielu cierpiało na katatonię.
Zetetyk (552 punktów)Odp: masochistycznie?
>>Zapewne zaliczono to wszystko do "kategorii religijnej."
>Nie tylko choroby umysłowe. Także - powiedzmy - określone predylekcje. Nie jest wykluczonym, iż flagellanci mieli po prostu skłonności masochistyczne. Oczywiście w takim wypadku, na ich cierpienia należy spojrzeć innym okiem, podobnie jak na wyrzeczenia słupników - z których wielu cierpiało na katatonię.
>

Flagellantyzm cieszył się pewnym powodzeniem w klasztorach, czyli w wymiarze monastycznym. Zapewne wiele z tego rodzaju zaburzeń seksualnych nie ujrzało światła dziennego - może to i lepiej? Natomiast zasugerowany rodzaj świętego szaleńca, ma wymiar ostentacyjny, indywidualny. Tak sądzę.
Termin jurodiwy wyprowadza się od staroruskiego słowa uroden ("poroniony płód"), pochodzącego od rdzenia rod ("rodzić") albo starosłowiańskiego słowa urod ("wygląd", "spojrzenie"). Oznacza ono "głupca z urodzenia" albo kogoś, kto - z wyboru - zachowuje się w sposób ekscentryczny. Inne słowa, których używano wobec jurodiwych, jak błażennyj czy "człowiek boży" , są pokrewne greckiemu salos i starosłowiańskiemu pochab, od którego wywodzi się rosyjskie słowa pochabnyj ("sprośny", "ordynarny") i pochabstwo ("sprośność", "wulgarność").

Natomiast podstawą do której schodzimy w interesującej nas kwestii jest Dominik - biczownik.

Tak wyśmienicie się chłostał, że bardzo szybko Dominik znalazł naśladowców.
( Aby być precyzyjnym nazwijmy ich obiektywnie; idiotae) Pierwsza zorganizowana grupa biczowników ("flagellantes" od łacińskiego flagellum, czyli bicz) pojawiła się w Perugii, mieście leżącym na zachód od Fonte Avellana. Nowy ruch szerzył się z szybkością błyskawicy. Korowody zakapturzonych, ubranych na biało biczowników, chłoszczących się po plecach, wędrowały od miasta do miasta. Początkowo przyjmowano ich serdecznie, jak pobożną pielgrzymkę, wkrótce jednak miasta Lombardii zaczęły zamykać przed nimi swe bramy. Biczownicy przestali bowiem słuchać Kościoła, a ich religijny zapał szybko przemienił się w histerię. Chłoszczący się penitenci często grzeszyli pychą, uważając się za lepszych od innych chrześcijan. Niektórzy zaczęli nawet jawnie odrzucać sakramenty. W końcu papież Klemens VI potępił ich i uznał za heretyków (1261)

- Notabene, szaleństwo, głupota, zboczenia, nie były tutaj niczym złym, a jedynie herezja, przez którą odrzucali odrzucali sakramenty oraz autorytet Kościoła - tylko dlatego zostali wyklęci, ale potem wrócili do łask.
No cóż , gdy jakieś zjawisko wzmaga na sile , staje się popularne, to na ogół te siedlisko demonów - kościół, ogłasza taka praktykę "miłą Bogu" i powszechnie akceptuje- jakkolwiek zła i bezbożna , nikczemna i durna by była.
tzw. Święta Teresa Kowalska też się tłukła , najpierw umartwienia, potem sroga chłosta i sama to stwierdza. Biczowanie stosowano w wielu zakonach. Było czymś zupełnie normalnym dla zakonników i zakonnic. Wspomina o tym św. Faustyna Kowalska w swoim Dzienniczku :

"Dziś poznałam jak niedaleko naszej furty popełniały się grzechy ciężkie. Było to wieczorem, modliłam się w kaplicy gorąco, potem poszłam odprawić biczowanie, kiedy zaś uklękłam do modlitwy, dał mi Pan poznać, jak cierpi dusza odrzucona przez Boga..."

Nawiasem takie świadectwa dowodowe powinny w zupełności wystarczyć, aby zdelegalizować tak odrażająca instytucję i ją osądzić za zhańbienie, indoktrynacje, deprawacje młodych osób , które zostały w wyniku tychże praktyk obłąkane. Co ciekawe dzieje się coś odwrotnego, takie chore umysłowo osoby są święte, błogosławione, kanonizowane. Jak na ironię, do nich właśnie modlą się ludzie , którzy sami nie wiedzą co robią są przedmiotem czci, wiary, pokory...cnót.
19-01-2019 20:39 
 Ocena 1 na 1
Arminius (25555 punktów)religijność osób psychicznie chorych
>Wspomina o tym św. Faustyna Kowalska w swoim Dzienniczku :
> "Dziś poznałam jak niedaleko naszej furty popełniały się grzechy ciężkie. Było to >wieczorem, modliłam się w kaplicy gorąco, potem poszłam odprawić biczowanie, kiedy zaś uklękłam do modlitwy, dał mi Pan poznać, jak cierpi dusza odrzucona przez >Boga..."Nawiasem takie świadectwa dowodowe powinny w zupełności wystarczyć, aby >zdelegalizować tak odrażająca instytucję i ją osądzić za zhańbienie, indoktrynacje, >deprawacje młodych osób , które zostały w wyniku tychże praktyk obłąkane. Co ciekawe >dzieje się coś odwrotnego, takie chore umysłowo osoby są święte, błogosławione, >kanonizowane. Jak na ironię, do nich właśnie modlą się ludzie , którzy sami nie >wiedzą co robią są przedmiotem czci, wiary, pokory...cnót.

Faustyna Kowalska najpewniej cierpiała na cyklofrenie/chorobę afektywną dwubiegunową. Jej symptomy były u niej klasyczne. W kościele - nota bene - istniał silny nurt sprzeciwiający się jej kultowi, podkreślający, iż istnieje zbyt duże ryzyko, że jej wizje i skrajnie biegunowe napady emocji są nie mistyką tylko chorobą. Ale reprezentanci innego nurtu wzięli ostatecznie górę.

Polecam lekturę "Matki Joanny od aniołów", Iwaszkiewicza, a później obejrzenie filmu pod tym samym tytułem.

"Mając do dyspozycji jedynie "Dzienniczek" i skąpe wypowiedzi osób, które
ją znały, psychiatra może jedynie snuć przypuszczenie, na jaką chorobę ta
pobożna zakonnica zapadła. Była to niewątpliwie choroba cykliczna, z fazami
depresji i hipomanii, powikłana halucynacjami. Toteż z pewnym
prawdopodobieństwem można postawić diagnozę cyklofrenii. Autorzy niemieccy
Kleist i Leonhard wyodrębnili z cyklofrenii psychozę lękowo-ekstatyczną, ale to
określenie nie przyjęło się. Pewien wpływ na pozostawanie u siostry Faustyny
objawów psychopatologicznych mogła też mieć przewlekła infekcja gruźlicza oraz
ogólne wyniszczenie.
Jeżeli uznać, że siostra Faustyna była psychicznie chora, to w jaki
sposób można traktować jej przekonania religijne? Odwołam się wpierw do oceny
literatury i sztuk plastycznych. Według Karola Hildebrandta, "dla oceny poezji
pytanie o zaburzenie psychiczne [autora - przyp. JS] ma znaczenie mniejsze,
aniżeli powszechnie się uważa. Skoro w danym dziele daje się rozpoznać potężny,
porządkujący duch, ocena psychiatryczna jest niepotrzebna, natomiast gdy
[literatura - przyp. JS] jest niezrozumiała lub bezwartościowa, wówczas pytanie
o stan psychiczny jej autora nie jest interesujące". Prof. W. Schollgen, teolog
i duszpasterz chorych, który cytuje Hildebrandta, nie w pełni się z nim
zgadza: "Skoro np. obrazy van Gogha zostały namalowane w stanie
nieustającego "furioso", a przy tym w sposób decydujący przyczyniły się do
przezwyciężenia naturalistycznej sztuki panującej w końcu XIX w., to mamy do
czynienia z przypadkiem, w którym momenty psychiatryczne i artystyczne
wzajemnie się krzyżują". Hildebrandt porównuje twórczość osób psychicznie
zaburzonych do "perły", którą mogą formować małże jedynie pod wpływem
cierpienia. Należy przy tym pamiętać, że twórczość większości chorych
psychicznie, którzy piszą lub malują, to zwykła amatorszczyzna.
Analogicznie należałoby odnieść się do osób prowadzących intensywne życie
religijne, dotkniętych zaburzeniami psychicznymi. W szpitalach psychiatrycznych
i na ulicach można spotkać niemało osób, które wiele się modlą, opowiadają o
swoich religijnych doświadczeniach, uczestniczą w nabożeństwach lub sami je
organizują. Tak jak pośród chorych psychicznie trafiają się wielcy artyści, tak
i niektórzy spośród nich w sposób istotny ubogacają życie religijne, wnosząc w
nie nowe treści. Zatem działalności religijnej nie należy oceniać odnosząc ją
do stanu psychicznego danej osoby, ale - jak słusznie postuluje ksiądz J.
Kracik - raczej zbadać, czy "towarzyszące wizji orędzie jest zgodne z katolicką
wiarą i normą życia, więc może posłużyć do uwielbienia Boga". Jak pisze Dom
Pierre Miquel, "erotyzm, masochizm i integryzm to trzy groźby zagubienia się
mistyki". Do tych zagrożeń dodaje on jeszcze "lubowanie się w cudownościach i
szukanie sensacji".

pl.soc.rel(*)psychiatry-prof-strojnowskiego
Zetetyk (552 punktów)Odp: religijność osób psychicznie chorych
>Faustyna Kowalska najpewniej cierpiała na cyklofrenie/chorobę afektywną dwubiegunową. Jej symptomy były u niej klasyczne. W kościele - nota bene - istniał silny nurt sprzeciwiający się jej kultowi, podkreślający, iż istnieje zbyt duże ryzyko, że jej wizje i skrajnie biegunowe napady emocji są nie mistyką tylko chorobą.

Powiedzmy, że do jakiegoś klasztoru trafia młoda naiwna wierząca kobieta. Zamykają ją do celi ( czyli izba klasztorna ) tam pości, odprawia biczowanie, umartwia się, ćwiczy ascezę, pozbawiona jest towarzyskich kontaktów- to już wiemy oficjalnie.
Teraz chodzi, o to , że nie wiemy , co tam się działo nieoficjalnie, poza tym co zostało ujawnione w pamiętniku.
- To wszystko wystarcza by zwariować. Ponieważ pozbawia się delikwentkę wyboru.
Przecież cela ( nie w klasztorze) ale cela więzienna jest przeznaczona dla osób zbrodniarzy odbywających karę. Nawet tak samo się nazywa - CELA - izba klasztorna jak cela więzienna. A potem są takie choroby dwubiegunowe. Choć w więzieniu jest luźniej, jest wiele atrakcji, które bynajmniej nie są zabronione przez religie.

Wróć do listy wątków działu Bazgroły
Aby pisać w tym wątku, musisz się zalogować

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365