Racjonalista - Strona głównaDo treści
Ewolucyjne źródła religii

Ten wątek jest przedawniony

Działy Forum » Religie
NapisanoAutorTytuł
02-03-2005 20:14Andrzdrzej KoraszewskiEwolucyjne źródła religii
Tyle czytałem o religiach i bogach, że postanowiłem wszystko zapomnieć i pomyśleć "na własną rękę". No więc, trzydzieści czy czterdzieści tysięcy lat temu (dziesięć tysięcy lat w tą czy w tamtą, co za różnica, nie można wykluczyć, że było to czterdzieści pięć tysięcy lat temu) coś nam odbiło. Uczeni twierdzą, że nasz mózg był wielkości naszego dzisiejszego mózgu ponad dwa razy dłużej. Faktem jest jednak, że to co możemy zobaczyć, to malowidła naskalne i najstarsze dzieła sztuki i że to była jakaś eksplozja. Co było wcześniej? Coś było. Tak czy inaczej w ewolucyjnym rozwoju dotarliśmy do punktu, w którym pytań bez odpowiedzi nie dawało się natychmiast zapomnieć.
Jeśli Biblia powiada, że na początku było słowo, to chyba rzeczywiście coś w tym jest. Czy można wyobrazić sobie pierwsze formy jakiejś religijności przed pojawieniem się języka, komunikacji werbalnej? Podejrzewam, że nie, ale tu wyłania się pytanie, co znaczy język? Ile potrzeba znaczących dźwięków, żebyśmy mogli powiedzieć, że jest to już komunikacja werbalna? Nie wiem, a zapewne sam próg trwał tysiące lat. Kto wie, może na początku było trzy tysiące słów, czyli coś, co pozwala na prymitywną, ale jednak werbalną komunikację. Lęki i radości przekazywane były już nie tylko mową ciała, ale opisywane słowami. Jest to ważne, bowiem na tym etapie może się zacząć jakaś mistyka, czyli dzielenie się strachem i radością w innym wymiarze niż sygnały ostrzegawcze.
Podejrzewam, że idea boga jest wyrazem naszej skłonności do hazardu. Duży mózg zwiększał nasze możliwości obserwacji i analizy. Fizyczna sprawność zwiększała nasze szanse przetrwania, współpraca zwiększała nasze szanse przetrwania, narzędzia zwiększały nasze szanse przetrwania. Stawaliśmy się istotami racjonalnymi i nie mogliśmy nie zauważyć, że żaden rachunek, żadna kalkulacja nie jest pełna, że zawsze czynnikiem rozstrzygającym może być przypadek lub nieprawdopodobny przypadek, pech lub katastrofa zdarzająca się raz na tysiąc lat. Przeciwnika możemy ocenić i powiedzieć - mam szanse, albo nie mam szans, do walki możemy przygotować się przez ćwiczenia, do zimy możemy przygotować się magazynując żywność. Racjonalny człowiek wkładał coraz więcej wysiłku w przewidywanie i przygotowywanie się do przyszłych wydarzeń. Zawsze jednak pozostawał potężny margines tego, co nieprzewidywalne. Racjonalność nakazywała poszukiwanie możliwości podniesienia skuteczności działań poprzez próbę wpłynięcia na to, co jest nieprzewidywalne. Mogę zwiększyć swoje szanse przeprowadzając wywiad, planując zasady współpracy w grupie, ulepszając broń i... próbując przekupić Opatrzność. Ponieważ życie jest zawsze sportem ekstremalnym, a my chcąc nie chcąc musimy uprawiać hazard, więc z chwilą gdy zrozumieliśmy jak wiele jest w rękach Przypadku, otworzyła się bania ze spekulacjami na temat "systemu", który pozwala wygrać. Na początku było trzy tysiące słów, potem zaczęły się dyskusje jak wygrać w totka i kto ma najlepszy system. A potem? Potem wyłaniała się charyzmatyczna kasta twierdzących, że mają system i nawet jeśli ich system zawodził, to zawodził z wariacjami, czyli przekonanie, że jednak działa, zależało od charyzmy.
Gen na mistycyzm to gen na hazard, a pewna doza skłonności do ryzyka mogła być ważną cechą adaptacyjną, zaś skacząc w wielką dziurę warto się przeżegnać, bo może to jednak zwiększa szansę, że wyląduję na pisaku, a nie na ostrym kamieniu. Co więcej, im bardziej w to wierzę tym bardziej skoordynowane mogą być moje ruchy, bo mniejszy strach daje większe możliwości kontroli oddechu i mięśni.
A dalej? A dalej to już inna bajka, o indoktrynacji, o związkach między inteligencją a zdolnością uczenia się i miedzy zdolnością uczenia się i zdolnością akceptowania rzeczy niezgodnych z własną obserwacją. Możemy dojść do przerażającego wniosku, że im stworzenie jest inteligentniejsze tym łatwiej je ogłupić.

HRTEM
Podobne przemyślenia nachodziły mnie niedawno.

>No więc,
>trzydzieści czy czterdzieści tysięcy lat temu (...)
>coś nam odbiło.

Chyba nie "odbiło". Sądzę, że był to proces powolny. W miarę wzrostu inteligencji, niewiele wzrastał nasz poziom wyjaśniania sobie wydarzeń dookoła - zwłaszcza zjawisk przyrodniczych. Wszystko to, co nie było częścią bezpiecznej codzienności, powodowało strach. A strach generowany przez siłę, której nie można było się oprzeć, rzucał na kolana. Stąd już blisko do "wynalezienia" siły wyższej, odpowiedzialnej za te zdarzenia. Ponadto osobowa siła wyższa (chyba wszystkie wczesne religie musiały być osobowe lub animistyczne) mogłą być... przebłagana! A to, paradoksalnie, przynosiło nadzieję.

Uczeni twierdzą, że nasz mózg był wielkości
>naszego dzisiejszego mózgu ponad dwa razy dłużej.

Wielkość mózgu nie ma chyba aż takiego znaczenia. Współczesnie osoby upośledzone też mają mózg o identycznej wielkości z "normalnymi".

Faktem
>jest jednak, że to co możemy zobaczyć, to malowidła
>naskalne i najstarsze dzieła sztuki i że to była jakaś
>eksplozja.

Eksplozja? Która trwała chyba z 10 tys. lat albo i lepiej? Podobne w zaawansowaniu twórczości rysunki z Chauvet-Pont-d'Arc (31 ka BP), Lascaux (18 ka BP) i Alty (4 ka BP) dzieli ogromny czas.

Co było wcześniej? Coś było. Tak czy inaczej w
>ewolucyjnym rozwoju dotarliśmy do punktu, w którym pytań
>bez odpowiedzi nie dawało się natychmiast zapomnieć.

Ewolucyjnym, ale w sensie memów, nie genów. Wrócę do strachu - wydaje się, że on był motorem rozwoju umysłowego. Człowiek był istotą niezwykle słabą. Zerowa ochrona fizyczna przed niebezpieczeństwami generowała wzrost inteligencji. Ale nie chroniła przed strachem.

>Jeśli Biblia powiada, że na początku było słowo, to chyba
>rzeczywiście coś w tym jest. Czy można wyobrazić sobie
>pierwsze formy jakiejś religijności przed pojawieniem się
>języka, komunikacji werbalnej?

Należałoby sprecyzować pojęcie "religijności". Jeżeli jest to oparte o formę przekazu werbalnego, to jak najbardziej. Jeśli o odczucia i strach, to religijność jest pierwotna. Wg mnie to uboczny skutek inteligencji - dający szybkie i schematyczne odpowiedzi. Schematyzm, obecnie rozumiany przez nas pejoratywnie, był dla pierwotnych podstawą bytu.

Podejrzewam, że nie, ale tu
>wyłania się pytanie, co znaczy język? Ile potrzeba
>znaczących dźwięków, żebyśmy mogli powiedzieć, że jest to
>już komunikacja werbalna?

A co Pan powie o komunikacji migowej ludzi z szympansami, pozwalającej na złożone konstrukcje?

Nie wiem, a zapewne sam próg
>trwał tysiące lat. Kto wie, może na początku było trzy
>tysiące słów, czyli coś, co pozwala na prymitywną, ale
>jednak werbalną komunikację. Lęki i radości przekazywane
>były już nie tylko mową ciała, ale opisywane słowami. Jest
>to ważne, bowiem na tym etapie może się zacząć jakaś
>mistyka, czyli dzielenie się strachem i radością w innym
>wymiarze niż sygnały ostrzegawcze.

j.w. Chyba nie docenia Pan komunikacji niewerbalnej.

>Podejrzewam, że idea boga jest wyrazem naszej skłonności do
>hazardu. Duży mózg zwiększał nasze możliwości obserwacji i
>analizy. Fizyczna sprawność zwiększała nasze szanse
>przetrwania, współpraca zwiększała nasze szanse
>przetrwania, narzędzia zwiększały nasze szanse przetrwania.
>Stawaliśmy się istotami racjonalnymi i nie mogliśmy nie
>zauważyć, że żaden rachunek, żadna kalkulacja nie jest
>pełna, że zawsze czynnikiem rozstrzygającym może być
>przypadek lub nieprawdopodobny przypadek, (...)

Dokładnie! Ale to już nastąpiło dłuuuugo później.

Mogę zwiększyć swoje
>szanse przeprowadzając wywiad, planując zasady współpracy w
>grupie, ulepszając broń i... próbując przekupić Opatrzność.
>Ponieważ życie jest zawsze sportem ekstremalnym, a my
>chcąc nie chcąc musimy uprawiać hazard, więc z chwilą gdy
>zrozumieliśmy jak wiele jest w rękach Przypadku, otworzyła
>się bania ze spekulacjami na temat "systemu", który pozwala
>wygrać.

Czyli: składanie ofiar, modlitwa, stosowne (tzw. dobre) uczynki, itd.

Na początku było trzy tysiące słów, potem zaczęły
>się dyskusje jak wygrać w totka i kto ma najlepszy system.
>A potem? Potem wyłaniała się charyzmatyczna kasta
>twierdzących, że mają system i nawet jeśli ich system
>zawodził, to zawodził z wariacjami, czyli przekonanie, że
>jednak działa, zależało od charyzmy.

Dodałbym jeszcze pewien ważny warunek: przepisy porządku wewnętrznego, zwiększające szanse grupy na przetrwanie. Prawo pisane było oparte na ewolucyjnym prawie przetrwania. Lecz w przypadku homo jest to zawsze walka pomiędzy altruizmem (przetranie rodziny/grupy) a egoizmem (dobro osobnika). Siła prawa pisnego (pro-plemiennego vs osobniczego) była tym większa, o ile zdołano przekonać lud o jego pochodzeniu od siły wyższej.

>Gen na mistycyzm to gen na hazard, a pewna doza skłonności
>do ryzyka mogła być ważną cechą adaptacyjną, zaś skacząc w
>wielką dziurę warto się przeżegnać, bo może to jednak
>zwiększa szansę, że wyląduję na pisaku, a nie na ostrym
>kamieniu. Co więcej, im bardziej w to wierzę tym bardziej
>skoordynowane mogą być moje ruchy, bo mniejszy strach daje
>większe możliwości kontroli oddechu i mięśni.

Zgadza się. A jaką odwagę daje wiara w życie pozagrobowe tudzież niebiańskie hurysy?

>A dalej? A dalej to już inna bajka, o indoktrynacji, o
>związkach między inteligencją a zdolnością uczenia się i
>miedzy zdolnością uczenia się i zdolnością akceptowania
>rzeczy niezgodnych z własną obserwacją. Możemy dojść do
>przerażającego wniosku, że im stworzenie jest
>inteligentniejsze tym łatwiej je ogłupić.
>
Tak, to ogłupianie istot inteligentnych, bazujące na tej inteligencji (w przeciwieństwie np. do emocji) nazywa się demagogią.

pozdrawiam
Andrzej Koraszewski
>coś nam odbiło.
Określenie żartobliwe, ale nie do końca. Nawet jeśli rozrzucimy ów początek na dziesięć tysięcy lat (odpowiednik czasu istnienia rolnictwa) to i tak jest to jakiś "próg". Coś spowodowało pojawienie się sztuki, w tym sztuki, którą podejrzewamy o znaczenia sakralne. Podejrzenia, że był to rozwój języka są uzasadnione. Tu pojawia się również pytanie o możliwość wcześniejszego złożonego języka "migowego". Eksperymenty z szympansami i językiem migowym spotkały się z dość daleko idącą krytyką. (pojedyncze symbole tak, z gramatyką było jednak kiepsko). Są hipotezy, że neandertalczycy byli bardzo inteligentni, ale ich możliwości głosowe były ograniczone, czy rozwinęli jakiś złożony język migowy? Możemy tu tylko spekulować.

> W miarę wzrostu inteligencji, niewiele wzrastał nasz poziom wyjaśniania sobie wydarzeń dookoła - zwłaszcza zjawisk przyrodniczych. Wszystko to, co nie było częścią bezpiecznej codzienności, powodowało strach. A strach generowany przez siłę, której nie można było się oprzeć, rzucał na kolana.

>No właśnie aż dwa poważne problemy. "Zwierzęcy strach" istniał wcześniej, Podczas burzy moje psy są przerażone i szukają u mnie bezpieczeństwa. Nie żądają jednak wyjaśnień co to za świństwo. Pojawiło się zatem pytanie: co to jest i dlaczego mnie straszy. Wielkość mózgu miała tu istotne znaczenie o tyle, że widzimy zróżnicowanie typów i skomplikowania narzędzi w zależności od wielkości mózgu, a to wyraźnie wskazuje na zróżnicowanie inteligencji. Przez kilka milionów lat królowały prymitywne pięściaki, potem "coś" się stało i narzędzia zaczęły być bardziej wymyślne. Jedynym wyjaśnieniem jest wzrost poziomu inteligencji. Steven Mitten powiada, że nie wzrost wielkości mózgu a połączeń w mózgu, co jest uzasadniona hipotezą.

>Ewolucyjnym, ale w sensie memów, nie genów.
>Mam tu gigantyczny problem. Dawkins rzucił kiedyś te memy pół żartem pół serio i zrobiła się z tego "nauka". Oczywiście jest to interesująca analogia, ale nie traktowałbym jej nazbyt poważnie.

>Wrócę do strachu - wydaje się, że on był motorem rozwoju umysłowego.

 Strach istoty rozumnej, strach wymagający wyjaśnienia mógł być bardzo ważnym czynnikiem rozwoju społecznego.


>Schematyzm, obecnie rozumiany przez nas pejoratywnie, był dla pierwotnych podstawą bytu.

>Jeśli nazwiemy go zdolnością abstrahowania i kategoryzowania to sprawa staje się w miarę oczywista. Zdolność kategoryzowania może prowadzić do licznych błędów, ale pomaga zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość.

>Dodałbym jeszcze pewien ważny warunek: przepisy porządku wewnętrznego, zwiększające szanse grupy na przetrwanie. Prawo pisane było oparte na ewolucyjnym prawie przetrwania. Lecz w przypadku homo jest to zawsze walka pomiędzy altruizmem (przetranie rodziny/grupy) a egoizmem (dobro osobnika). Siła prawa pisnego (pro-plemiennego vs osobniczego) była tym większa, o ile zdołano przekonać lud o jego pochodzeniu od siły wyższej.
 Oczywiście, ale tu mamy następujące możliwości - rozległe badania zachowań stadnych u zwierząt (jest sporo świetnych materiałów empirycznych, tu badania nad szympansami są wręcz rewelacyjne). Badania nad ewolucyjnym pochodzeniem moralności. (Wiele wskazuje na to, że np. altruizm nie jest wyłącznie cechą ludzką.) Badania nad społecznościami prymitywnymi i tworzeniem prawa. Religie nieodmiennie tworzyły porządek będąc z jednej strony spoiwem grupy, a z drugiej zbiorem abstrakcyjnych opisów zachowań. Jeśli idzie o prapoczątki tych funkcji obawiam się, że jesteśmy skazani na spekulacje.
Pozdrowienia
Patuszkin (2279 punktów)
Pewien teolog, Georg Baudler napisał ksiażkę(Bóg i kobieta) o tych aspektach ewolucji, o których sobie dyskutujecie. Miał on ciekawy domysł, że uczucia religijne, jakiś rodzaj trwogi i prymitywnego kultu, można napotkać także u zwierząt. To mnie trochę zaskoczyło, ale kiedy zacząłem przyglądać się zwierzakom na "Animal Planet", odkryłem, że one rzeczywiście posiadają uczucia podobne do naszych i być może Georg B. wcale nie był daleki od prawdy. Opisał on przypadek, który zaobserwowała badaczka zwyczajów szympansów. Podczas burzy tropikalnej, z obfitym deszczem i piorunami, najstarszy samiec, a byli wtedy na szczycie wzgórza, zbiegł do buszu i zaczął skakać po drzewach, łamiac gałęzie i głośno przy tym krzycząc. Młodsze samce uznały to za sygnał do działania i zaczęły robić to samo co duży samiec, natomiast samice z młodymi schowały się między drzewami i z wyraźną fascynacją przyglądały się temu "szaleństwu" . Baudler doszedł do wniosku, że szympansy zreagowały w ten sposób, z powodu zetknięcia się z "nadzwyczajnym wymiarem rzeczywistości". Chodziło mu oczywiście o to, że szympansy zademonstrowały formę prymitywnego kultu dla sacrum, w tym przypadku burzy z błyskami, które np. w Grecji ochrzszczono mianem Zeusa.

Ciekawostka: Georg Baudler jest teologiem, który w pełni akceptuje teorię ewolucji.

Jak sądzicie, czy wnioski Baudlera można zaakceptować?

Mariusz Agnosiewicz (moderator)
>Pewien teolog, Georg Baudler napisał ksiażkę(Bóg i kobieta) o tych aspektach ewolucji, o których sobie dyskutujecie. Miał on ciekawy domysł, że uczucia religijne, jakiś rodzaj trwogi i prymitywnego kultu, można napotkać także u zwierząt. To mnie trochę zaskoczyło

O, to nie jest teza szczególnie oryginalna i nowatorska. Dużo wcześniej, bo parę wieków temu, o jakiejś religijności u zwierząt (innych niż człowiek ) pisał Michel de Montaige w swych słynnych "Próbach" (www.racjonalista.pl/kk.php/d,119 ), a konkretnie (m.in.? - nie jestem pewien czy gdzieś jeszcze o tym pisał, bo czytałem to już dość dawno temu...) w "Apologii Rajmunda Sebond" ( www.racjonalista.pl/kk.php/s,1655 ). Pozwolę sobie fragmencik przytoczyć (momentami zabawne...) :

"Możemy takoż powiedzieć, iż słonie mają jakoweś poczucie religii. Widzi się, jak po różnych ablucjach i oczyszczeniach wznoszą w górę trąby, jakoby ramiona; i z oczyma zwróconymi stale ku wschodzącemu słońcu pogrążają się długo w medytacji i zapamiętaniu, w pewnych godzinach dnia, z własnego pędu, bez nauki i nakazu. Ale z tego, że nie widzimy podobnego zachowania u innych zwierząt, nie możemy twierdzić by były bez religii, i nie możemy rozumować o ty, co nam jest ukryte." (Próby, tłum. Boya, PIW 1985, tom II, s.154)
Patuszkin (2279 punktów)
No jasne, że nie jest oryginalna.
>Pozwolę sobie fragmencik przytoczyć (momentami zabawne...) :
To jest rzeczywiście zabawne. Postanowiłem się Panu odwdzięczyć kilkoma fragmentami z książki Baudlera, która obfituje w zabawne momenty. Jeśli Pan jej nie czytał, to może Panu sprawić jakąś przyjemność i może zachęci do jej otwarcia. Autor koncentruje się na zagadnieniach seksualizmu, agresji i religijności, oraz ich wzajemnych relacjach.

W rozdziale pt. "Archeologiczne świadectwa potęgi miłości seksualej, wyzwalajacej i kulturotwórczej" przytacza fragmenty z "Eposu Gilgamesza" , który opowiada m.in. historię oswojenia dzikiego Enkidu, potężnego wojownika i myśliwego, pokrytego sierścią, który sieje postrach w okolicy. Aby go poskromić podsuwają mu świątynną prostytutkę.

"Dziewka pokazała mu swe piersi,
otworzyła przed nim łono, aby się zbliżył,
nie bała się i pozwoliła mu przyjść do siebie,
zrzuciła szaty, aby się na niej położył..."

W wyniku aktu dzikus zostaje poskromiony i porzuca las, bo wcześniej mieszkał tylko ze zwierzętami, i udaje się z dziewką do miasta. Tam staje się bardziej człowiekiem i osiąga wyższy poziom kultury. Myślę, że ktoś powinien podsunąć Kaczyńskiemu "Epos Gilgamesza", aby dokształcił się nieco w tej materii.

Kolejny niezły fragment dotyczy Herm, które stawiano przed wejściem do miasta w starożytnej Grecji. Otóż sprytny teolog rozszyfrował ich znaczenie. Zaobserwował, że małpy, które się zajmują np. wzajemnym czyszczeniem uszu, wystawiają na zewnątrz jednego strażnika, który siedzi obrócony do grupy tyłem, ze sterczącym fallusem. Ten wzwód ma sugerować potencjalnym drapieżnikom, że strażnik jest w bojowym nastroju. Związki falliczno-militarne dostrzegł autor nawet w piosenkach, które nucili sobie amerykańscy żołnierze w Wietnamie:

This is my dick
This is my gun
One for a kill
One for a fun


W tej książce jest tego więcej. Pominąwszy fragmenty, w których autor próbuje przeforsować swoje chrześcijańskie tezy(coś w stylu "punktu Omega" P.Teilharda de Chardin) książka jest całkiem całkiem.

Widzę, że nie tylko ja buszuję w Racjonaliście nocą.
Andrzej Koraszewski
>Pewien teolog, Georg Baudler napisał ksiażkę(Bóg i kobieta) o tych aspektach ewolucji, o których sobie dyskutujecie. Miał on ciekawy domysł, że uczucia religijne, jakiś rodzaj trwogi i prymitywnego kultu, można napotkać także u zwierząt.

Jest taka książka Stephena Budianskiego: If a Lion Could Talk, How Anmimals Think. Wiele możemy zobaczyc obserwując zachowania zwierząt, niestety początek tytułu ksiązki ma ciąg dalszy - gdyby lew mógł mówic, nic byśmy z tego nie zrozumieli.
Uwielbiam obserwowanie zwierząt, wiem, że myślą, z pewnością planują, a to wymaga myślenia. Podejrzewam jednak, że abstrakcja wymaga komunikacji werbalnej.
Patuszkin (2279 punktów)
Książki nie czytałem. Natomiast a temat ewolucji nie mogę się kompetentnie wypowiadać. To nie moja działka. Mógłbym co najwyżej prześledzić obecość wątków mistycznych w greckiej filozofii.
amish (97 punktów)
Według mnie trafne jest przedstawienie życia jako czegoś wielce niepewnego, bez przerwy poruszającego się, ale nie sądzę, aby celem religii było minimalizowanie strachu przed rzucaniem się w otchłań tejże nieobliczalnej rzeczywitości. Przeciwnie, religia według mnie przynosi coś stałego, coś co nie porusza się, co już nie niepokoi, sama w sobie tworzy alternatywny świat do tego niepewnego i według mnie nie jest wcale rodzajem trampoliny, ale raczej muru. Stąd też jej popularność, ale i zarazem iluzoryczność, bo prawdziwe życie toczy się poza jej murami (przed czym człowiek i tak nie ucieknie).

PTRqwerty
Opis ewolucji człowieka (czy to na poziomie genów czy memów) daje nam tylko takie spojrzenie na istotę ludzką jaki jest przedmiot poznania biologii (lub psychologii dla memów). W tym co Pan napisał człowiek jawi się po prostu jako ssak, który wyewoluował na już istniejącej planecie w już istniejącym świecie. Jest to więc zawężone spojrzenie na istotę ludzką. Można spojrzeć szerzej. Szerzej czyli np. w perspektywie obrazu świata jaki nam dziś daje fizyka. Tu już człowiek to nie jest po prostu ssak. Po Wielkim Wybuchu trwało organizowanie materii. Człowiek tu jawi się jako wyjątkowo skomplikowany konstrukt tejże materii.
Więc to co w świecie który Pan prezentuje, co wygląda jak jakiś zagubiony, tandetny i wybrakowany kawał ssaka o przerośniętym mózgu, przy szerszym spojrzeniu jawi się jako konsekwencja praw przyrody, praw których istoty nie potrafimy określić.
Co do owych praw to przykładowo wiemy, że jest coś takiego jak grawitacja. Obserwujemy to i opisujemy. Widzimy np. dwa przyciągające się ciała. Dlaczego jednak następuje przyciąganie nie wiemy. Potrafimy jedynie procesy te opisywać.
Człowiek więc jest pewną konsekwencją praw przyrody. Kamień przydrożny również, ale człowiek jest tu wyjątkowy. Było nie było dzięki nam Wszechświat uzyskuje samoświadomość. Wszak w perspektywie ściśle materialistycznej jesteśmy tylko materią, ale materią w której zakołatała świadomość. Materia więc - w ściśle materialistycznej perspektywie - myśli tu samą siebie. Jesteśmy więc koroną stworzenia.
(Od strony fizykalnej nikt nawet nie potrafi sobie wyobrazić czym mogłyby być prawa przyrody prowadzące do powstania fenomenu świadomości)
Jednak nawet w perspektywie, którą Pan prezentuje, człowiek jest wyjątkowy. Człowiek - w tej perspektywie - to tylko kawał mięcha z przerośniętym mózgiem. Zwierzę to żyło na sawannie i ewoluowało do warunków jakie istnieją na sawannie. A jednak mózg tego zwierzęcia okazał się na tyle zestrojony z podstawowymi prawami przyrody, że dziś jesteśmy nim w stanie badać tak nie intuicyjne i ewolucyjnie do życia na sawannie nie przydatne rzeczy jak czarne działy i fizyką kwantową. Mózg - jak widać u różnych innych zwierząt - nie musi wcale być narzędziem zdolnym do takich prac. Jest narzędziem niezwykle energochłonnym - ponad połowa spożywanego przez nas pokarmu idzie na jego obsługę. Zdolność zaś wyrafinowanych spekulacji intelektualnych nie była aż tak przydatna. Nasz przodek ewoluujący do życia na sawannie musiał potrafić znaleźć sobie partnerkę(a) i jedzenie. Nie jest zaś prawdą, że większy mózg zwiększa szanse na przeżycie. Dzieje ewolucji na Ziemi świadczą raczej o czymś innym. Z kilkunastu-kilkudziesięciu gatunków rodziny człowiekowatych (hominidów), prawie wszystkie wyginęły. Jesteśmy ostatnimi hominidami na Ziemi, a jak wykazują badania genetyczne, jakieś 200 tys lat temu i tak omal nie spotkała nas zagłada. Wszyscy obecnie żyjący ludzie pochodzą od jednej ówczesnej grupy rodzinnej liczącej maksymalnie kilkanaście osób. Również inne wielkomózgie gatunki prawie już wyginęły. Z trąbowców zostały obecnie tylko dwa gatunki, oba (słoń afrykański i indyjski) na wymarciu. Delfinom też nie powodzi się szczególnie, a żyjące jeszcze szympansy i goryle najprawdopodobniej nie dociągną do XXII wieku. Za to inne gatunki z małymi mózgami, są w rozkwicie. Reasumując - wielki mózg nie oznacza automatycznie większej przeżywalności. Nasz mózg i intelekt powstał w wyniku doboru płciowego, a nie darwinowskiego! Jakieś 1000 lat temu, żyli ludzie dokładnie tacy sami, jak my, a jednak kwantówki nie rozumieli. Podejrzewam, że jakby porządnie przepytać, to 99% populacji nie ma o tym pojęcia i dzisiaj. To dowodzi, że rozmyślania nad elektronem nie są funkcją mózgu, która po prostu mogła wyewoluować. Tak jak wyewoluowała w nas naturalna zdolność do zrozumienia mechaniki Arystotelesa (z tarciem). Dlatego wydaje nam się, że np. ciężkie przedmioty spadają szybciej niż lekkie, a żeby jakieś ciało się poruszało, potrzebuje cały czas działającej siły.
I pozostaje ten sam problem. W jaki sposób ten seksualny mózg jest w stanie zrozumieć Wszechświat, skoro ani nie poprawia to szans na przeżycie (dobór darwinowski), ani nie pomaga w bajerowaniu panienek (dobór płciowy).
Tu tkwi zasadniczy problem. Prawa Wszechświata są dla ludzi ZROZUMIAŁE. Jakim to sposobem? Jakaś korelacja powinna IMHO zachodzić. Najlogiczniejsze wydaje mi się założenie, że prawa fizyki są tworem jakiegoś ludzkopodobnego umysłu.
   
Jesteśmy więc nie tylko koroną stworzenia, ale nasz mózg jest jakoś "zestrojony" z podstawowymi prawami przyrody, że możemy nim je poznawać.
   
Patrząc w sposób zawężony na problem, w perspektywie takiej jak Pan to przedstawił, mózg człowieka jest tylko EFEKTEM UBOCZNYM procesu. Jest to wniosek wynikający tylko z wąskiego przedmiotu poznania takich nauk jak biologia. Jeśli spojrzymy szerzej to zobaczymy, że pomija to podstawową kwestię. Nie chodzi o to jak powstał nasz mózg i nie o to chodzi, że możemy zrozumieć kwantówkę, ale chodzi o to, że zrozumiała dla nas kwantówka leży u podstaw istnienia Wszechświata. Dlaczego prawa Wszechświata są dla nas zrozumiałe?
amish (97 punktów)
Cóż, mówię jedynie o pewnym obserowanym zjawisku, o strachu. Nie zakładam czy religia jest czymś ważnym czy nieważnym, dobrym dla ludzi lub złym, ale o tym jaką pełni rolę, w jaki sposób jest wykorzystywana. Powiem może tak: jakieś narzędzie można wykorzystać na różne sposoby, np. może służyć zabijaniu, ale i może służyć ratowaniu życia(może i tak to jest, ale nie wiem).

Jeżeli by istniał jakiś związek pomiędzy człowiekiem a podstawą życia (np. nazywaną Bogiem), to ten związek nazwałbym religią, ale niestety nie widzę, aby taki związek ustanawiać miały jakieś księgi lub kościoły, są według mnie jedynie schronieniem człowieka, który się boi, a to znowu(kościoły, księgi, rytuały) nazywamy religią lub jej częścią - korzystam więc z takiego potocznego znaczenia słowa "religia".

Mógłbym także napisać w innej formule poprzednią wypowiedź, zamiast wspominać o religii jako o schronieniu, napisać że religia jest niezwykle rzadko spotykana wśród ludzi (lub wcale - nie dostrzegam u innych ludzi religii). Zrezygnowałem jednak z takiej formuły, gdyż musiałbym pewnie wyjaśniać coś, co dla mnie dzisiaj jest abstrakcją, tj. więź człowieka z podstawą(Bogiem). Bo jeżeli to o czym wspomniałem nie jest religią, to powinienem raczej wiedzieć co nią jest, a nie wiem nic poza tym, że więź z podstawą (i to wszystko co z niej wynika) nazywałbym religią.

Andrzej Koraszewski
>W tym co Pan napisał człowiek jawi się po prostu jako ssak, który wyewoluował na już istniejącej planecie w już istniejącym świecie. Jest to więc zawężone spojrzenie na istotę ludzką. Można spojrzeć szerzej. Szerzej czyli np. w perspektywie obrazu świata jaki nam dziś daje fizyka. Tu już człowiek to nie jest po prostu ssak. ... Pan prezentuje ... zagubiony, tandetny i wybrakowany kawał ssaka o przerośniętym mózgu.

Nie rozumiem. Dlaczego fakt, że należę do rodzinny ssaków ma mnie niepokoić. Dlaczego ma to być "zawężone spojrzenie"? Niech Pan wyjaśni.
Zagubieni byliśmy, jesteśmy i będziemy. Równocześnie fascynuje odkrywanie otaczającej nas rzeczywistości i próba zrozumienia nas samych.

Czas ewolucji (o memach zapomnijmy bo jest to mieszanie pojęć) mierzy się w milionach lat. Hominidy mają pięć, sześć, a może nawet siedem milionów lat historii. Homo sapiens śmiesznie mało. Jesteśmy małpami, trzecim szympansem, ale naszymi przodkami są również lemury, gady, robaki. Na początku był robak, ale robak nie śpiewał.

Całkiem niedawno w związku z urodzinami małego człowieka wysłałem pełna radości kartkę: "Witaj w ssaczej rodzinie!" Pewnie trudno Panu pojąć radość z tego powodu, że urodził się kolejny ludzki ssak, a dla mnie to powód do zachwytu (nie mistycznego).

Religie pojawiły się i jeśli akceptujemy ewolucję jest rzeczą ciekawą co mogło być tego powodem.
mmarek
>A dalej? A dalej to już inna bajka, o indoktrynacji, o związkach między inteligencją a >zdolnością uczenia się i miedzy zdolnością uczenia się i zdolnością akceptowania rzeczy >niezgodnych z własną obserwacją. Możemy dojść do przerażającego wniosku, że im >stworzenie jest inteligentniejsze tym łatwiej je ogłupić.

Chyba niestety masz rację, ale... Zauważ, że inteligencja to też możliwość dostrzegania wielu alternatyw. Im wiecej ich zauważymy, tym wybór bardziej skomplikowany. Teraz w grę wchodzi już aspekt psychologiczny - droga po najmniejszej linii oporu. Po co, co chwilę zastanawiać się nad rozwiązaniem, gdy jest ono pod ręką. Tym rozwiązaniem jest właśnie wiara. Co odpowiada sobie człowiek wierzący, gdy spotykają go różne niepowodzenia, choroby a nawet sukcesy? Czy zadaje sobie trud analizy? Czasami tak. Ale w większości przypadków ma gotową odpowiedź: "Bóg tak chciał" lub "niezbadane są wyroki boskie".

mb
V0lrath (3440 punktów)
Także trochę zastanawiałem się nad tym skąd pod względem ewolucyjnym wzięły się religie. Pewną podpowiedzią jest mechanizm działający w mózgu podzczas medytacji, żarliwej modlitwy itp. Polega on w uproszczeniu na tym, że działanie obszaru mózgu odpowiedzialnych za rozróżnianie siebie od niesiebie jest osłabiane - dzięki czemu w chwilach religijnego uniesiania ludzie często czują jedność z otaczającym światem, spokój oraz czasem działanie opiekuńczego bytu i jedność z nim. Z badań wynika, że co najmniej 1/3 Amerykanów doznała kiedyś czegoś takiego. Tego typu mechanizm jest ściśle połączony z wyjaśnieniami na wiarę, wierzeniami - szczególnie tymi dotyczącymi śmierci i tego co będzie później. Moim zdaniem to wszystko jest przystosowaniem, które pojawiło się wraz z pojawieniem się abstrakcyjnego myślenia i wyobraźni. Szympansy na przykład - co sprawdzono doświadczalnie - mają bardzo ograniczone możliwości jak chodzi o myślenie i wyobrażanie sobie tego, co nie dotyczy chwili obecnej (nie potrafią łączyć faktów w samej tylko wyobraźni - np. potrafią użyć pewnego obiektu do uzyskania jakiegoś celu w sposób, którego się nauczyły jeśli obiekt jest w zasięgu zmysłów - jak jest gdzie indziej i nie mogą jednocześnie obserwować celu i obiektu mającego posłużyć do uzyskania celu, to nie postąpią tak jak zrobiłby człowiek - nie pójdą po obiekt). Gdy u człowieka pojawiło się abstrakcyjne myślenie i wyobraźnia, potrafił sobie wyobrazić np. swoją śmierć oraz bać się jej mimo tego, że nie groziła ona "teraz". Zwierzęta boją się śmierci, ale o niej nie myślą gdy nie zagraża akurat "w tej chwili". Człowiek z swoją wyobraźnią i abstrakcyjnym myśleniem zyskał pewną przewagę, ale za to zyskał także towarzyszący życiu strach przed śmiercią. Wyeliminowanie go bezpośrednio pogarsza dostosowanie. Ale udało się to ominąć poprzez system brania na wiarę wyjaśnień "religijnych" lub raczej dotyczących "wyobrażeń" tego co będzie po śmierci, podparty przez mechanizm mistycznych uniesień utwierdzający w wierze.
Moim zdaniem taką funkcję pierwotnie miały wierzenia, a dopiero później doszły inne elementy - takie jak np. obrzędy (pierwsze obrzędy, jeśli się nie mylę, dotyczyły pochówku i wierzeń dotyczących śmierci).

To taka moja hipoteza (choć pewnie ktoś już coś takiego gdzieś kiedyś wymyślił ).

Wróć do listy wątków działu Religie

  

Zaloguj przez OpenID..
Jeżeli nie jesteś zarejestrowany/a - załóż konto..

Szukaj na Forum  Przewodnik  Regulamin i instrukcja obsługi Forum  Kolegium Moderatorów

 


[ Regulamin publikacji ] [ Bannery ] [ Mapa portalu ] [ Reklama ] [ Sklep ] [ Zarejestruj się ] [ Kontakt ]
Racjonalista © Copyright 2000-2018 (e-mail: redakcja | administrator)
Fundacja Wolnej Myśli, konto bankowe 101140 2017 0000 4002 1048 6365